dziewczyny poradźcie proszę...
nie daję już rady! jestem bezsilna psychicznie...
próbuję, staram się i nie daję rady...ciągle zadręczam się tym, ciągle myślę,
analizuję niemal każde zdarzenie, każde słowo, czytam po kilka razy smsy od
niego, żeby przypadkiem dobrze zrozumieć, analizuję każde słowo...
Minęło 5 lat, mnóstwo czasu, wiele się zdarzyło, wszystko niemal zmieniło...a
ja wciąż nie moge się pozbierać...wciąz analizuję wszystko....ciągle
zastanawiam się dlaczego? jak to mozliwe?
Jak on mógł mi to zrobić???!!!!
kochał, obiecywał, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, nagle dowiedziałam
się że jestemw ciąży...moje szczeście nie trwało długo...kilka dni później
zostałam sama, no może nie sama...z tym kimś w moim brzuchu...
Całe życie stanęło do góry nogami, wszystko się zawaliło, wszystko straciło
sens, nie miałam po co zyć, moje 9 miesięcy to jakby czarna dziura,
próżnia....nic nie mogłam zrobić, żyć nie mogłam, zabić się też nie ( bo
przeciez miałam w sobie człowieka)! więc egzystowałam tak z dnia na dzień w
swojej próżni...gdy wreszcie wyjrzało słońce, znów było i jest dobrze...
ale mimo wszystko nie potrafię zpaomnieć, to wszystko ciągle wraca, za każdym
razem gdy mam iśc z synkiem na spotkanie z nim....gdy wracam czuję się jak
wrak psychiczny! Jakby czołg po mnie przejechał!
zostawił mnie...potem wyzywał, naśmiewał się, kłamał, poniżał
a ja jestem osobą która wszystko sobie bierze do siebie, która każdą
najmniejszą nawet krytykę przeżywa, analizuje...
jak to możliwe by z człowieka najkochańszego na świecie zmienić się w takiego
bydlaka??????????????/
wciąz w to nie moge uwierzyć, choć tyle minęło, choć tyle świństw i upokorzeń
doznałam, ciągle próbuję go usprawiedliwiać, tłumaczyć, ciągle jest taki
kołowrotek, taka chuśtawka emocjonalna, coś sie stanie, jestem wściekła, potem
wsyztsko analizuję przez kilka dni, jakoś to sobie poukładam, uspraiwedliwię
go, wytłumaczę, a potem znów zrobi coś takiego, że ręcę mi opadają ...i tak w
kółko...
staram się nie mysleć ale nie potrafię...może mogłabym zapomnieć, gdybym nie
miała ztym człowiekiem ZADNEGO kontaktu, ale tak się nie da! Chcąc nie chcąc
i tak jestem na niego skazana co najmniej do pełnoletności syna...

dzisiaj znów spotkanie....a ja od wczoraj już jestem jakaś nerwowa...
Co jest ze mną? Jak sobie z tym poradzić? czekać dalej....? czas ponoć leczy
rany ...tylko jak długo jeszcze????