26.09.07, 18:30
Cześć dziewczyny. Chyba mam depresje, nic mi sie nie chcę, nie widzę
szans na poprawę, nie wierzę, ze ktos pokocha mnie i synka, czuje
okropny ból w sercu, a każdy dzien jest podobny do poprzedniego, nic
mnie nie cieszy. Czy wy tez tak sie czujecie? Jesli tak, to jak
sobie z tym radzicie? Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • helga1970 Atilka 26.09.07, 18:56
      na tym forum nikt nie dostał od zycia nic za darmosad
      trzeba walczyc, zeby nasze dzieci mialy troche lepszy start i nie
      mialy doła widzac nas rano. decyzja juz podjeta: masz dziecko- wez
      sie w garsc i do pionu. facet jak ma byc to bedzie , na siłe nie da
      sie tego przyspieszyc. Głowa do góry. jak zycie Cie kopie to mu
      oddaj. A co!
    • monaxa Re: depresja 27.09.07, 07:46
      atilka!
      nie jesteś sama w takim stanie. Ja juz od dłuższego czasu czuję się podle, też
      nie mam nikogo, prawdziwych przyjaciół, faceta...
      ba nawet charakter pracy mam jak dla odludka.
      Ja ostatnio budzę się rano i nie mam ochoty wstać, wieczorem jak wracam do domu
      to pieczemy z synkiem ciasta, ciasteczka, robimy jakieś fajne jedzonko, a jak
      juz mały pójdzie spać to staram się codziennie coś zrobić tak aby nie stracić
      tego dnia: więc sprzątam, piorę i tak mi się zchodzi do północy a potem mam
      problemy ze wstaniem rano. Niestety nie jest to życie na które kiedyś stawiałam sad
      Dziś jak szłam do pracy to tak sobie myślałam o swoim życiu i powiem Ci że mnie
      nic dobrego nie spotkałao, nigdy nie miałam łatwego życia, zawsze z wielkim
      trudem pracowałam na normalne życie, takie życie co
      inni ludzie mają bez wysiłku. Uwierz mi życie mnie nie rozpieszczało i najgorsze
      jest to że spotkałam człowieka, który jeszcze bardziej mi to życie zniszczył.
      Minęło już 5 lat, a ja nadal nie potrafię się z tym pogodzić i najgorsze jest to
      że nie potrafię sobie pomóc.
      Trzymaj się, jeśli chcesz pomarudzić to pisz na moją pocztę.
      Pozdrawiam
    • aszimena Re: depresja 27.09.07, 12:15
      Cześć,

      Niechęć, niewiara, samoudręczenie - pomyśl, że to wszystko masz w
      głowie. Pomyśl i uwierz w to, że złe scenariusze układamy sobie
      sami. A może wystarczy wymyślić sobie inny? Piękny, radosny? Zawsze
      jak czuję nadchodzącą chandrę palę sobie świecę; namaszczam ją
      olejkiem eterycznym, przemieniam się w wiedzmę (choć niektórzy
      znajomi twierdzą ze na razie jestem na poziomie niższym niż wiedzma,
      a mianowicie na poziomie jędzawink) ale wracając do sprawy - i sama
      sobie szykuję scenariusz, w którym nie ma ani milionowej milimyśli o
      tym, że coś się może nie udać. Myślę tylko o tym, co ma mnie
      uszczęśliwić i uczynić moje życie lepszym, ciekawszym, pełniejszym.
      Dasz radę!
      Nie poddawaj się i pamiętaj, że jeżeli istnieje na tym świecie jakaś
      siła to drzemie tylko i wyłącznie w Twojej głowie.

      Czekam na wiadomości o tym, że naprawdę się zaczyna wszyskto
      układać. Bo zresztą innego wyjścia nie ma prawda?

      Pozdrawiam,
      Aszi

      atilka napisała:

      > Cześć dziewczyny. Chyba mam depresje, nic mi sie nie chcę, nie
      widzę
      > szans na poprawę, nie wierzę, ze ktos pokocha mnie i synka, czuje
      > okropny ból w sercu, a każdy dzien jest podobny do poprzedniego,
      nic
      > mnie nie cieszy. Czy wy tez tak sie czujecie? Jesli tak, to jak
      > sobie z tym radzicie? Pozdrawiam
    • alabama8 Re: depresja 27.09.07, 13:42
      Po pierwsze musisz uświadomić sobie że powodzenie w życiu i
      szczęście nie zależy od tego czy "ktoś pokocha ciebie i synka".
      Wydaje się że clue twojego problemu to fakt że nie masz teraz
      chłopaka (mężczyzny) i że bez chłopa nie potrafisz funkcjonować -
      tak mi się wydaje po lekturze twojego postu.
      Oderwij się najpierw od tego typu myślenia, szcześćie nie zależy od
      tego czy się akurat z kimś randkuje czy nie. Zakładam że jesteś
      raczej młodą osobą. Pomyśl i nie uzależniaj swego szcześćia od
      chłopa bo to będzie klops.
    • monaxa Re: depresja 27.09.07, 13:57
      no i masz!!!
      jak to się cieszyć zyciem, właśnie się dowiedziałam że popełniłam błą w pracy,
      moja reputacja zostałam nadszarpnięta nie wspomnę juz o pewnych konsekwencjach
      finansowych.
      I jak tu nie mieć depresji
    • a.l.o.e.s Re: depresja 27.09.07, 13:59
      Masz kłopoty z porannym wstawaniem?
      Jedyne o czym marzysz to to, żeby nie wychodzić z łóżka/domu?
      Boisz się sama nie wiedząc czego ani czemu?
      Masz zaburzenia rytmu dobowego(np:kłopoty ze snem w nocy,nie możesz
      zasnąć, albo budzisz się po kilka razy, wyraźne obniżenie nastroju
      rano i po południu, ewidentna, acz chwilowa poprawa wieczorem)?
      Masz uczucie,że nie umiesz robić rzeczy,które kiedyś robiłaś z
      łatwością i/lub przyjemnością?(np:nagle zaczynasz mieć coraz
      silniejsze przekonanie,że nie umiesz gotować, sprzątać,nie znasz się
      na swojej pracy zawodowej,w sklepie wiesz,że po coś przyszłaś,ale
      nie wiesz po co itp...)?
      Czujesz się smutna, często płaczesz?
      Unikasz ludzi?
      Nie chce ci się żyć i nie widzisz sensu życia?
      Czasem/często myślisz,że najlepiej byłoby z tym wszystkim skończyć?

      To typowe objawy depresji, można mieć ich kilka,lub wszystkie, w
      zależności od zaawansowania choroby.W przypadku depresji
      najskuteczniejsze jest skorzystanie z pomocy specjalisty.
      Jak chcesz więcej szczegółów lub masz wątpliwości co do swojego
      stanu,pisz na maila.
    • beti1982 Re: depresja 27.09.07, 21:18
      Witaj.
      Naprawde nie jesteś sama.
      Ale jak piszą moje poprzedniczki trzeba po prostu żyć!
      Mnie też nie jest lekko kiedy pomyśle jak człowiek, którego mocno pokochałam
      zmarnował mi życie i mojemu dziecku, mojej rodzinie.
      A co będzie dalej nie wyobrażam sobie, wcale nie widzę tego dalszego życia
      różowo, a wręcz przeciwnie. Ale trzeba żyć i wierzyć, że BÓG NAM pomoże. Trzymaj
      sie!!!
      • yvonne99 Re: depresja 29.09.07, 20:37
        Ja jestem 4 lata po rozwodzie,5 lat minelo do mojej wyprowadzki od
        b.meza. Na poczatku byla euforia,ze mi sie udalo...uciec od
        czlowieka,ktory mnie niszczyl(przemoc fiz.i psych.) a potem gdzies
        po pol roku przyszlo jakby odbicie jakby odroczona reakcja na to
        wszystko co sie stalo-strasznie niedomagalam fizycznie,chorowalam
        bez przerwy,nastroj podly no a trzeba bylo sobie radzic. Ten stan
        poglebial fakt,ze w tej trudnej sytuacji nie mialam znikad
        wsparcia,pociechy(nie mialam komputera!),przyjaciele sie
        rozpierzchli i mysle ze gdybym tych przyjaciol miala-choc JEDNEGO-
        to bym az tak i az tak dlugo nie cierpiala. Prawdziwych przyjaciol
        poznaje sie w biedzie. Teraz jest juz wiecej ludzi wokol mnie i
        odzywam.Szukam samotnych mam z Warszawy,ktore chcialyby sie
        przyjaznic. Moze nawet zaloze osobny watek. Pozdrawiam Was!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka