pola782
11.11.07, 15:41
Jw - krzyczałam na mojego synka. Ma dopiero 1,5 roku i niewiele
jeszcze wie o świecie oprócz tego, że zawsze jest przy nim tylko
mama. Tatko nie wiele się interesuje. Na dokładkę mama jest
przemęczona, zestresowana (w związku z trudnym okresem w pracy).
Nie mogę sobie poradzi ze samą sobą. Jestem strasznie zfrustrowana.
Czasami czuję jak ogarnia mnie złoś, aż mnie dreszcze przeszywają.
Niestety zaczynam wyładowywac się na synku. Mam z tego powodu
ogromne wyrzuty. Zdaję sobie sprawę, że nic mnie nie tłumaczy. Ani
zmęczenie, ani sters ani notoryczny brak pieniędzy. Moja siostra
powiedziałaby, że to depresja. Nie wiem sama. Wiem tylko, że jestem
u kresu sił. Nie chcę byc potworem dla dziecka. Bo tak wyglądam i
czuję się.
Pamientam, że kiedyś jedną z was drogie panie pocieszałam, że to
minie i takie tam. Dziś tak nie myślę. Mam po prostu dośc. Na
dokładkę nikt z mojej rodziny nie może mi w chwili obecnej pomuc bo
babcia jest ciężko chora i wszyscy tam są zaangażowani a moi
przyjaciele też mają swoje kłopoty i problemy nie małe zresztą.
Jakoś tak wszystko się ostatnio sypie.
Piszę i płaczę. Przecież mam wspaniałego, zdrowego syna, cód
poprostu.