kasiajulia
04.11.03, 19:37
Witam.
Nostalgia we mnie się zasiedziała z domieszką żalu i łez. Żeby sobie pomóc
czytam nocą książki, oglądam kinowe hity. Najczęściej jednak wchodzę na
forum, żeby oswoić myśli w zmieniającym się moim świecie. Nie daję rady,
zwyczajnie. Na „emamie” przeczytałam o rozwodach, o ich ilościach, o
kobietach sfrustrowanych, o cierpliwości kobiet, o facetach z odzysku, którzy
są najlepsi. Dochodzę do wniosku, że mój jeszcze prywatny facet-mąż jest
doskonałym kandydatem na męża. Jedynym warunkiem to doświadczenie jakie
zbierze ze mną, bo potem będzie super, będzie doceniał. Już nawet płakać mi
się nie chce. Koszule znowu do prasowania, obiad, Julia śpi. Spoglądając na
siebie nie mogę dzisiaj z powagą powiedzieć, że moja strategia ma sens.
Program naprawczy runął. Pokazywanie świata dziecka mojemu mężowi to malutki
symbol tego co być może będzie miał, cennego. Do czego będzie wracał i
czerpał radość.
Jakoś nie mogę się pogodzić, dyskusje, praca nad tym co zostało. Czy
pokojowe rozstrzyganie zalet rozłąki może przynieść coś dobrego? Jak będzie
wyglądało życie? Moje, Julii? Do tego jeszcze dochodzi wiara. Jeśli będę sama
to dobrze, jeśli znajdę oparcie to źle, bo to wykluczy mnie z uczestnictwa w
Kościele, w sakramencie pokuty i eucharystii. Smutno mi straszliwie,
Napiszcie jak sobie radzicie i czy macie senne mary w te jesienne noce.
Kasia.