Dodaj do ulubionych

Jesienne noce.

04.11.03, 19:37
Witam.
Nostalgia we mnie się zasiedziała z domieszką żalu i łez. Żeby sobie pomóc
czytam nocą książki, oglądam kinowe hity. Najczęściej jednak wchodzę na
forum, żeby oswoić myśli w zmieniającym się moim świecie. Nie daję rady,
zwyczajnie. Na „emamie” przeczytałam o rozwodach, o ich ilościach, o
kobietach sfrustrowanych, o cierpliwości kobiet, o facetach z odzysku, którzy
są najlepsi. Dochodzę do wniosku, że mój jeszcze prywatny facet-mąż jest
doskonałym kandydatem na męża. Jedynym warunkiem to doświadczenie jakie
zbierze ze mną, bo potem będzie super, będzie doceniał. Już nawet płakać mi
się nie chce. Koszule znowu do prasowania, obiad, Julia śpi. Spoglądając na
siebie nie mogę dzisiaj z powagą powiedzieć, że moja strategia ma sens.
Program naprawczy runął. Pokazywanie świata dziecka mojemu mężowi to malutki
symbol tego co być może będzie miał, cennego. Do czego będzie wracał i
czerpał radość.
Jakoś nie mogę się pogodzić, dyskusje, praca nad tym co zostało. Czy
pokojowe rozstrzyganie zalet rozłąki może przynieść coś dobrego? Jak będzie
wyglądało życie? Moje, Julii? Do tego jeszcze dochodzi wiara. Jeśli będę sama
to dobrze, jeśli znajdę oparcie to źle, bo to wykluczy mnie z uczestnictwa w
Kościele, w sakramencie pokuty i eucharystii. Smutno mi straszliwie,
Napiszcie jak sobie radzicie i czy macie senne mary w te jesienne noce.

Kasia.
Obserwuj wątek
    • kruszynka301 Re: Jesienne noce. 04.11.03, 22:14
      Po odejściu eks po 8 latach do innej, zostając sama z 3-tygodniową córeczką,
      radziłam sobie czytając komedie (Bridget Jones), oglądając komedie, chodząc na
      basen i do sauny, spotykając się z ludźmi młodszymi od siebie, beztroskimi.
      Potrzebowałam po prostu śmiechu, popatrzenia z dystansem na swoje życie, w
      końcu zapomnienia tego, co mnie spotkało, aby móc bez przeszkód zacząć nowy
      związek.
      Byłam katoliczką, nie wiem, może moja wiara nie była aż tak mocna, ale coś we
      mnie pękło, kiedy spotkałam się z bardzo dobrym kolegą ze studiów, mającym ze
      sobą 3 lata seminarium. Powiedział mi wtedy " Gosia, ja wiem, że to nie Twoja
      wina, ale PORZĄDNA katolicka rodzina Cię nie przyjmie". Od tej pory jestem w
      Kościele tylko z koszyczkiem na Wielkanoc.
      Wracając jednak do Twoich pytań:
      Nie wiem, jak będzie wyglądało życie Twoje, moje. Myślę, że najważniejsze w tym
      życiu jest akceptacja i polubienie samej siebie, znalezienie czasu na rzeczy,
      które się lubi robić, rzeczy proste takie jak czytanie, nakładanie maseczki,
      kąpiel w pianie. Obiad przecież można zrobić z mrożonek, zjeść na mieście, lub
      zrobić raz na kilka dni, prasować można przy komedii lub przerzucić tą czynnośc
      na męża. To trudne, ale naucz sie czerpać przyjemność z małych, codziennych
      rzeczy, usmiechaj się częściej, pobaw się z córeczką - nie wiem, ile ma lat,
      ja z moją 3-latką uwielbiamy razem tańczyć i spiewać.
      Pozdrawiam, życie naprawdę jest piękne, tylko trzeba to poczuć.
      • kasiajulia Re: Jesienne noce. 05.11.03, 10:44
        Dziękuję Kruszynko, że odpisałaś.
        Proste rzeczy najtrudniejsze są. Moja Juleńka ma 3 latka skończone w sierpniu,
        kochana i bardzo rozumna istotka. Coraz więcej mówi, ładnie zdania formułuje.
        Ostatnio, jak coś spsoci to mówi słodko „przecież lubisz swojego aniołka” i jak
        tutaj być poważną mamą, która każe sprzątać klocki. Tańczymy, oglądamy jej
        ulubieńca, Kubusia Puchatka, słuchamy muzyki, układamy klocki i puzzle.
        Najbardziej lubimy się przytulać przed pójściem spać.
        Kąpiel z pianą robię nocą, uwielbiam czytać w wannie. Czasem pójdę na solarium,
        od miesiąca wróciłam na treningi. Jednak najtrudniejsze jest dla mnie
        oczekiwanie na zmiany, bo mąż remontuje swoje nowe mieszkanie, gdzie będzie
        mieszkał bez nas. To jest dla mnie trudne, te oczekiwanie na święta, inne niż
        wszystkie. Myślenie i nadzieje kłębiące się w mojej głowie. Zawalam się pracą w
        domu, czasem udaje mi się dzień przebrnąć bez większej troski. Rozmawiam z
        przyjaciółmi na gg, spotykam się z nimi rzadziej, jednak to mało.
        Nie mam pomysłu na przyszłość, może czas pokaże, gdy pójdę do pracy też może
        będzie inaczej.
        Kasia.
        • exodus774 Re: Jesienne noce. 05.11.03, 15:38
          Nie wiem moze nie powinnam się tutaj wypowiadać bo nie jestem samodzielną mamą,
          ale wydaje mi sie że powinnaś uwierzyć że wszytstko ma w życiu jakiś sens i
          cel.Że to co się w tej chwili dzieje w Twoim życiu to Twoje cierpienie i smutek
          kiedys miną i bedziesz szczęśliwa z kims kto bedzie w stanie docenić i to jaka
          jesteś. Głowa do góry masz kochane dziecko i niech ono bedzie plastrem na Twoje
          bolące serduszko.

          Każdy czasami ma gorsze dni i wtedy trzeba sobie powiedzieć jutro bedzie lepiej
          jakos sobie musze dać z tym rade (A na pocieszenie powiem Ci że lepiej być
          samemu niż męczyć się w nieudanym związkuno i w każdym nawet najlepszym związku
          zdażaja się takie kiepskie dni miesiące że głowa mała)
          • kasiajulia Re: Jesienne noce. 05.11.03, 22:30
            Z wiarą u mnie troszkę kiepsko. Sens w obecnej chwili gdzieś się zatracił.
            Szczęście dla mnie to zupełna abstrakcja. Te gorsze dni się ciągną od marca.
            Nie chcę marudzić, ale niestety brak mi siły.
            Julia cudownie się rozwija, ale często patrząc na nią nie mogę znieść myśli, że
            będzie wychowywała się bez taty. Smutno strasznie.

            Dziękuję Exodus za pociechę.
            • chalsia Re: Jesienne noce. 05.11.03, 23:08
              Nie będę opisywać swojego samopoczucia (w skrócie-nie ma we mnie absolutnie
              żadnej radości życia, nawet bedąc z synkiem nie odczuwam za dużo radości i nie
              bardzo umiem się nawet przy nim usmiechać), ale wierz mi - wiem jak się
              czujesz.
              Możemy miec tylko nadzieję, że będzie lepiej, poczujemy się lepiej, że nasze
              cierpienie miało sens i że nasze dzieci, mimo pokręconych układów rodzinnych,
              wyrosną na "prostych" ludzi - dobrych, czułych,otwartych na innych,i co tam
              która uważa za ważne i wartościowe.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • kasiajulia Re: Jesienne noce/chalsia. 07.11.03, 11:41
                Dziękuję Chalsiu. Masz rację w zupełności. Czytałam o Tobie i o Twoich
                wyborach, życiu. Bradzo mnie poruszyła nie jedna kwestia. Dziękuję, że możesz
                się ze mną podzielić myslami. Mam nadzieję, że będziemy czasem się wspierać, bo
                bardzo potrzebuję tego.
                Kasia.
    • kropkaa1 Re: Jesienne noce. 05.11.03, 16:41
      A ja tak trochę chciałam o wierze, bo tak się składa że już chyba nie wierzę.
      Mój były mąż był tzn nadal jest katolikiem, coniedziela do kościoła itd. I
      wiecie co rok temu poszedł na pielgrzymkę do Częstochowy i tam poznał nową
      dziewczynę. Wrócił z pielgrzymki i powiedział mi że mam się wyprowadzić z
      rocznym dzieckiem. I co wy na to? Jakoś nie mam siły wierzyć! I do kościoła od
      tamtego czasu też nie chodzę. Bo przecież jeśli istnieje "Bóg" to dlaczego
      pozwolił aby tak się stało, dlaczego pozwoliła aby mój mały synek wychowywał
      się bez ojca zanim jeszcze zdążył tego doznać.... dlaczego?
      Może nie mam racji ale tak właśnie czuję.
      kropka
      • kasiajulia Re: Jesienne noce. 05.11.03, 22:24
        Kochana Kropko.
        Masz rację czując złość i gorycz. Mnie się w głowie nie mieści sytuacja, w
        której się znalazłaś. Najbardziej mnie zastanawia mentalność dziewczyny, która
        chyba też była na pielgrzymce. Szok. Uzasadnioną awersję masz do kościoła. Brak
        mi słów, choć wiele się ciśnie na raz. Jestem myślami z Tobą i Twoim synkiem.
        Takie zdarzenia odejmują sił.
        Kasia.
        • exodus774 Re: Jesienne noce. 06.11.03, 09:54
          No tak typowa polska mentalnosć pseudokatolików, którzy w sytuacjach
          wymagających pokazania wiary i dobroci ida po najmniejszej lini oporu nie
          wykazując żadnej empatii dla drugiego człowieka (jak czytam o czyms takim to
          brrr). A co do waszej złość i wściekłosci to macie do niej prawo bo ktos was
          oszukał obiecał miłość wierność i bycie aż do śmierci, a nawet nie starał się
          tego dotrzymać . Ale nie pozwólcie żeby to was zatruło bo jestescie wspaniałymi
          kobietami które zasługuja na wszystko co najlepsze.

          Teraz musicie się pogodzic ze swoim smutkiem, żalem oswoić go bo on w takich
          sytuacjach jest naturalny . A później jak już się wysmucicie pogodzicie ze
          zmianami do roboty całe życie jest przed wami i waszymi dziećmi
          Trzymam za was kciuki i pozdrawiam cieplutko
          • kruszynka301 Re: Jesienne noce. 06.11.03, 22:58
            Może nie powiedziałam wszystkiego o sobie od razu, ale teraz widzę, że może Wam
            to pomoże.
            Exodus774 trafnie powiedział, że po pogodzeniu ze zmianami trzeba się wziąć do
            roboty. Życie jest przecież tak krótkie, ze trzeba cieszyć sie z każdej chwili.
            Po swoich przejściach podchodziłam bardzo sceptycznie do poznanych osób. Na
            czacie umówiliśmy sie całą grupą w realu na wianki. Tam poznałam kogoś, i po
            całononej wędrówce po pubach zaczęliśmy sie spotykać codziennie. Wiedział,z
            naszych wcześniejszych rozmów na czacie, że mam 10-miesięczną córę i jestem po
            rozwodzie.
            Tydzień po poznaniu się i codziennych spotykaniach pojechaliśmy razem na
            wakacje, a później zamieszkaliśmy wspólnie. Bylo to dla nas wtedy tak normalne,
            tak naturalne, po prostu nadawaliśmy na tych samych falach.
            I wiecie co? Teraz, po przeszło dwóch latach wspólnego życia, jestem wdzięczna
            losowi. Mam wspaniałego faceta, 3,5 letnia córa ma cudownego przyjaciela,
            którego perfidnie i z premedytacją naciąga na Kinder jaja, chipsy i gdy jestem
            dłużej w pracy wspólne wypady na frytki. Z biologicznym ojcem nie byłaby taka
            roześmiana, a ja, mając porównanie życia z jednym i z drugim, też mam teraz o
            niebo lepiej.
            Naprawdę, wszystko, co przytrafia nam sie w życiu, ma swój sens, i wszystko w
            końcu obróci się na lepsze.
            Trzymajcie się i zacznijcie się uśmiechać!!!!
      • zeppelia Re: Jesienne noce. 09.11.03, 11:59
        Odnośnie wiary. wiara e Boga i wiara w ludzi to dwie różne kwestie. To przecież
        oczywiste. To nie Bóg wyrządza nam krzywde, tylko ludzie tacy sami jak my. Ucze
        sie uodparniać na krzywde, na cierpienie i to właśnie wiara pomaga mi w tym
        najbardziej. Wiara w Boga (choc nie jestem zapalona katoliczka) a przede
        wszystkim wiara w to ze każdy z nas daży do szczęscią. Staram się zrozumieć że
        nie krzywdzi się ludzi z czystej chęci zadania im bólu a dlatego, że nie
        potrafi się wspłodczuwać. Ucze się również wybaczać. Nie nienawidze ojca mojego
        dziecka, który kopnął mnie w tyłek kiedy byłam w 3 miesiącu ciąży, który nie
        interesuje się swoją córką. Dlaczego? Bo wiem że nie jestem w stanie go ukarać,
        to nie należy do mnie. Kara i konsekwencje nadejda same kiedy przyjdzie pora. I
        zapłaci za to o wiele więcej niż ja mogę oczekiwać.
        Dziewczyny, skupcie się na sobie, na umacniniu chrakteru, na poszukiwaniu
        szczęścia w sobie bo jestescie wspaniałe i nie stac was na marnowanie energii
        na rozważania nad tym co zrobiłyście źle. To zostało zrobione, jest faktem i
        nie ma sensu zastanawiac się nad wartościa tego, trzeba zastanowić sie co
        dalej. Wykorzystajcie swój urok, wdzięk, mądrość i siłe żeby budować swoje
        życie jak najlepiej.
        pozdrawiam
        Sylwia
    • odalie Re: Jesienne noce. 08.11.03, 12:27
      Hej!

      Trzymaj się!!!

      A co do facetów/babek z odzysku... W tej chwili nie podam Tobie tytułu książki
      (autorem jest krakowski psycholog prof. dr Edward Nęcka), bo leży sobie ona na
      półce w moim panieńskim pokoju daleko stąd, ale wyczytałam kiedyś, że z każdym
      kolejnym związkiem człowiek obniża próg wymagań... staje się mniej wybredny
      (jak znajdę tutył książki to podam, czyta sie dobrze i wiele pomaga zrozumieć).

      I ja widzę po sobie (miałam exa, choć to był 'tylko' tzw. chłopak a nie
      zaślubiony małżonek) oraz po bliższych i dalszech przyjaciołach i krewnych, że
      to tak właśnie działa. Oczekujemy od partnera po prostu mniej, nastawiamy się z
      marszu na mniej... a to wcale nie oznacza, że ten partner da nam więcej (niż
      swojej ex parnerce). On sam będzie mniej wymagał, i ot co. Obniży poprzeczkę.

      • kruszynka301 Re: Jesienne noce. 08.11.03, 13:52
        Hej!
        Próg wymagań chyba nie zależy tak bardzo od numeru kolejnego związku, ale od
        tego, czy masz porównanie i ilu facetów jest Tobą zainteresowanych w danej
        chwili. Z eksem poznałam się w liceum, był moim pierwszym chłopakiem i
        pierwszym mężem, więc siłą rzeczy nie miałam go z czym porównać i nie
        wiedziałam, jak może być z innym.
        Teraz, zanim się zdecydowałam na kolejny związek, umawiałam się z kilkunastoma,
        miałam w czym przebierać.
        Nie wiem, może, gdyby nikt się mną nie interesował, to byłabym faktycznie mniej
        wybredna........
        Zaobserwowałam jednak taką prawidłowość: im mniej mi zależało na nowych
        znajomościach (był czas kiedy nie mogłam patrzeć na mężczyzn), tym więcej się
        ich zaczynało przy mnie kręcić, a wcale miła nie byłam, wręcz przeciwnie. Ale
        psychika ludzka jest niezbadana..... wink)))
        A poza tym, skoro pierwszy mąż dał mi tak w kość (powiedział o kochance gdy
        byłam w 3 miesiącu ciąży i przeniósl się do niej gdy byłam na porodówce), to
        byłam raczej bardzo sceptycznie nastawiona do nowego związku. No, ale się mi
        udało, czego wszystkim również życzę.
        • odalie Re: Jesienne noce. 08.11.03, 18:22
          Ja tylko powtarzam za panem Nęcką, nie wiem, na ile jego teoria jest słuszna
          (zresztą zdaje się, że dziś nie mówi się w ogóle o słusznych czy niesłusznych
          teoriach, są jedynie bardziej lub mniej słuszne dla tego albo innego odbiorcy).

          Mój brat miał z tym psychologiem zajęcia na UJ, bardzo podobały mu się te
          zajęcia i dlatego dał mi tę książkę, przypomniałam sobie tytuł, "Atrakcyjność
          wzajemna", po tym, jak się rozstałam z moim ex (a może to było nieco
          wcześniej... nie ma, jak to starszy brat!)

          Napisałaś

          > Z eksem poznałam się w liceum, był moim pierwszym chłopakiem i
          > pierwszym mężem, więc siłą rzeczy nie miałam go z czym porównać i nie
          > wiedziałam, jak może być z innym.

          ale to właśnie świadczy w pewnym sensie o znaczeniu numeru związku, bo nawet
          jeśli znamy wielu innych facetów, to jak myślę zazwyczaj praktyka jest taka, że
          tylko z jednym jedynem jesteśmy rzeczywiście blisko.

          Aha, przepraszam, że się tu odzywam, ale nie bardzo osobiście lubię zdanie
          typu "faceci z odzysku są the best".
          • kruszynka301 Re: Jesienne noce. 08.11.03, 20:37
            Forum jest właśnie po to, żeby dyskutować. Ale właściwie jakie masz zdanie na
            temat teorii pana Nęcki? Do każdej teorii można dobrać odpowiednie przypadki z
            życia, zarówno ją potwierdzające, jak i negujące. Chyba nie ma czegoś takiego
            jak teoria uniwersalna.
            Pewnie, że numer związku jest ważny, ale w pierwszym poście napisałaś, że
            w "każdym kolejnym związku czlowiek obniża próg wymagań"; Ja po prostu jestem
            przypadkiem zaprzeczającym tej teorii, i tyle. Byłam niewymagająca przy wyborze
            pierwszego partnera no i mam za swoje. Na pewno znajdą się osoby postępujące
            tak, jak w teorii p. Nęckiego, przy kolejnych związkach obniżające wymagania.
            Może być to związane z desperacją, z upływającym czasem, z tym, że dziecko
            powinno mieć ojca. To nasze przysłowie "lepszy wróbel w garści niż gołąb na
            dachu" .
            Co do facetów z odzysku. To nie facet jest z odzysku, ale ja. Spotkałam się
            parę razy z rozwodnikami, ale kończyło się na pierwszym spotkaniu. Zazwyczaj
            opowiadają, jaka to ich eks była niedobra, zła, itd. Nie mogłam tego słuchać,
            bo zapewne mój eks tak samo mówił o mnie do kochanki.
            Pozdrawiam
            • odalie Re: Jesienne noce. 09.11.03, 14:33
              Hej!

              Ja akurat zgadzam się z teorią "obniżania progu". Nie mam na myśli tego, że mój
              obecny facet jest gorszy (mniej wartościowy) od poprzedniego! ale raczej to, że
              ja już na starcie nie miałam tak wygórowanych wymagań, nie oczekiwałam tak
              totalnego rozpłynięcia się w związku, takiej pełnej komunii dusz jak za
              pierwszym razem, ot wystarczyło mi, że było miło i dobrze. W rezultacie teraz
              mimo upływu lat kocham go nawet za bardzo mocno...

              Poza tym, mój facet jest ode mnie sporo młodszy, gdyby to miał być facet nr 1
              to zapewne nie wyszlibyśmy poza relacje przyjacielskie, przeszkadzałoby mi to,
              a jak widać za drugim razem już nie był to aż taki problem. Nie związałam się z
              nim na zasadzie wróbelka, ale po prostu zdarzyło się, a ja właśnie miałam mniej
              zastrzeżeń, nie rozdzielałam włosa na czworo.

              Jestem więc zwolnniczką założenia, że w kolejnych związkach więcej akceptujemy,
              a mniej wymagamy, mniej żądamy dla siebie bezwarunkowo.

              Co do teori - to teraz aż mi głupio smile bo książkę czytałam ze siedem lat
              temu smile))), nie mam jej pod ręką i nie chiałabym przypisywać p. Nęckiemu za
              wiele. Jak pamiętam chodziło w założeniu zarówno o mniejsze wymagania co do
              wyglądu, wieku, innych cech (typowe obniżanie progu) oraz to, co ja
              zaobserwowałam u siebie (w uproszczeniu więcej altruizmu, mniej egoizmu).


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka