witam wszystkie samotne mamy....
bardzo prosze o pomoc czy jest tu ktos kto moglby mi pomuc,doradzic??
mieszkam w irlandi i mam 2.5 letnia coreczke.jej tata jest
irlandczykiem...po narodzinach dziecka moj zwiazek zmienil sie w
koszmar(bicie,zmienianie zamkow w dzwiach bo nie spytalam o zgode
wyjscia na spacer,brak jakichkolwiek srodkow finansowych dla
dziecka,narkotyki w domu itd.)
wytrzymywalam to wszystko 3 miesiace az pewnego dnia miarka sie
przebrala -wyszlam z domu i juz do niego nie wrocilam...poszlam na
garde a tam policja zalatwila mi pokuj w schronisku dla samotnych
matek(nie mialam gdzie pujsc bez pieniedzy z malym dzieckiem)
w schronisku bylam przez 4 tygodnie(w miedzy czasie znalazlam
prace,nianie dla malej,wynajelam maly domek)kiedy przenioslam sie do
swojego domu po jakims czasie tata mojego dziecka dowiedzial sie
gdzie mieszkamy i powybijal nam szyby w srodku nocy po pijaku...
poszlam z tym do sadu-dostal zakaz zblizania sie do nas az do sprawy
o alimenty...po kilku tygodniach mielismy sprawe o alimety i prawo
widywania sie dziecka z ojcem.na sprawie ustalono ze ma mi placic
150 na dziecko i ma ja brac na 2x w tygodniu od 14 do 18. przez
kilka razy zabral dziecko a potem stracil zainteresowanie corka a
placil alimety tylko czasami...wiec pozwalam go do sadu jeszcze raz
o alimety(ze nie placi)
po 2 sprawie sad zdecydowal ze alimenty obnizy do 110 ale ojciec ma
brac ode mnie dziecko na weekendy i raz w tygodniu abym ja mogla
zaoszczedzic na niani kiedy jestem w pracy(wykpil sie ze nie ma
pracy dlatego nie placi)
od sprawy w listopadzie 2008 wziol dziecko odemnie 4 moze 5 razy i
zaplacil ze 2 razy.wiec w czerwcu09 zalozylam kolejna sprawe o
podwyzszenie alimentow(bo z tego ze po dziecko nie przyjezdza to
nawet sie ciesze-przynajmniej wiem ze nic zlego sie jej nie stanie)
na sprawe sie nie stawil bo niby nie odebral korespondencji z poczty
wiec przelozyli sprawe na wrzesien09 ale tym razem sad postanowil
doreczyc mu zawiadomienie do reki...pewnego dnia dostalam sms od
niego z informacja ze sprawa zostala przyspieszona i ze jego adwokat
mnie powiadomi o dacie..myslalam ze to jakis zart ale w piatek
dostalam pismo ze sprawa bedzie w poniedzialek...nie mialam kiedy
zalatwic adwokata(w weekend wszystkie kancelarie sa zamkniete) a i
szefowa nie dala mi wolnego...tak wiec w poniedzialek przed praca
zawiozlam pismo do sadu od mojej szefowej ze nie moze dac mi wolnego
(swoja droga stara malpa-ale ja nie moge stracic teraz pracy bo
znowu pujde do schroniska)w sadowym biurze powiedzieli mi ze jest ok
wkoncu ja musze pracowac i ze ten papier wystarczy sedziemu do
przelozenia sprawy...tego samego dnia po powrocie do domu (19.00)
znalazlam w skrzynce pocztowej zawiadomienie o sprawie na nastepny
dzien-wtorek-jakie to szczescie ze akurat mialam wolne ale i tak nie
moglam zalatwic sobie adwokata w nocy...wiec rano pojechalam na
sprawe...byl to istny koszmar!!!przywiozlam ze soba dowody na to ze
na ostatniej sprawie pod przysiega ojciec dziecka klamal ze nie ma
pracy(mialam wyciagi z jego 3 kont bankowych,mialam dowod na to ze
to on nie chce widywac dziecka(kilka sms-ow o tresci-odpie..sie nie
chce nawet rozmawiac o tym bachorze itd)kiedy okazalo sie zedziecko
jest astmatyczne nawet nie kiwnol palcem...NAPRAWDE TYM RAZEM BYLAM
PEWNA ZE NIE UJDZIE MU TO NA SUCHO!!!!!!!
ale sie pomylilam

sedzia mnie wysluchal a potem zekl-ok on rozumie i wierzy mi ze
ojciec poprzednio klamam ale realia sa inne i teraz ojciec chce
widywac dziecko a skoro nie ma pracy(klamstwo)to nie moze mi placic
wiec zmniejszyli mu alimenty z 110 na 50...poza tym sedzia
powiedzial ze wyglada na to ze ja za bardzo nie dbam o dziecko skoro
posylam mala do przedszkola 5 dni w tygodniu tylko po to zeby isc do
pracy, i ze skoro dla mnie praca jest wazniejsza od dziecka i skoro
ojciec nie pracuje to znaczy ze on ma wiecej czasu dla malej niz
ja ....tak wiec ze mnie zrobili wyrodna matke a jemu przyznali
dziecko 4 dni w tygodniu!!!ja mam corke tylko pon wt i piatek czyli
te dni kiedy pracuje wiec praktycznie mam ja na 3 noce w tygodniu...
CZY KTOS MOZE W TO UWIERZYC???????
odrazu zostala wyznaczona data na pazdziernik na kolejna sprawe o
przyznanie ojcu pelnych praw nad dzieckiem i zebym to ja mu placila
mu alimenty.......
jestem zalamana nie wiem co robic...wiem ze on ma duzo kasy i
wszyscy go tu znaja a ja jestem tylko polka i nikt mi tu nie
pomoze...kontaktowalam sie juz prawie ze wszystkimi prawnikami w
miescie ale oni mnie zbywaja albo wprost mi mowia ze na usluge u
nich mnie nie stac...
on jest ojcem dziecka ale nie ma go wpisanego na irlandzki ani
polski akt urodzenia, mala ma polski pesel i polski paszport
nie dam im odebrac sobie dziecka -po moim trupie!!! widze tylko
jedno wyjscie z sytuacji-powrut do domu- juz postanowione!!! tylko
czy to nie bedzie porwanie?czy ktos moze mi cos doradzic? i co mi
grozi jesli nie pojawie sie na tej sprawie w pazdzierniku? czy
powinnam zlozyc im jakies pismo ze dla dobra dziecka rzucilam prace
a w zwiazku z tym nie bylo mnie stac na pobyt w irlandii? czy
uciekac i nic nie mowic? i czy beda mnie scigac?czy grozi mi
wiezienie?
nie ma sprawiedliwosci wiec obawiam sie najgorszego....moze gdybym
byla w polsce to polskie prawo mogloby mi jakos pomuc? przeciez nie
mozna winic samotnego rodzica za to ze chodzi do pracy zwlaszcza ze
sam utrzymuje dzieckko!!!!!!!!!!!!!
blagam pomocy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!