piszę po to żeby sie wyżalić. TYdzien temu mala miala jakąś infekcję (katar, kaszel mokry , wymioty od zaflegmienia, osłuchowo czysta, uszy zdrowe). Dwa razy wzywalam pediatre. Po dwoch dnach wszytko minelo. Goraczki nie było wcale.
W nocy tylko czeste pobudki i placz.
No a dzisiaj nocka przespana, a rano parez ucho zalepione wysiekiem. Juz nie boli wiec mala ladnie spala. Niestety ma antybiotyk. W poniedzialek mam isc do kontroli.
mala nie chce rac antybiotyku, ma odruch wymiotny, jak przy każdym syropie
jestem zla na siebie, ze przegapilam bol ucha. Ale przeciez mlam mala, dostykalam uszy i nic nie bolalo. Nie bylo goraczki. Zapelenie uch u mnie jest o tyle fatalna choroba, ze ze starszakiem jestesm po przejsciach. Niedosluch, wisialo widno drenazu. Zapalenie wracalo jak boomerang przy najmniejszym katarze.
Nie znose jak dzieci choruja. na szczescie moge z mala wychodzic na dwor. Ale ten antybiotyk....na ucho pomoze, a ogolnie osłabi organozm. szybko zaczelysmy przygode z antybiotykiem (mala ma niecale 7 miesiecy).