Od jakiegoś czasu młody zaczął strasznie gryźć - i nie jest to gryzienie tak po prostu, jest to ewidentnie w celu zwrócenia na siebie uwagi - zrobienie czegokolwiek w kuchni jest praktycznie nie możliwe, po paru minutach młody podchodzi, obejmuje moją nogę rączkami i od razu wgryza się - zwariować idzie, niczym nie da się go zainteresować na dłużej niż chwile - stoję przy blacie to znaczy, że trzeba gryźć. Podobnie zachowuje się tylko wezmę laptopa - gryzie po nogach ewentualnie z całej siły uderza w klawiaturę. Jak zejdę z kanapy, siądę na ziemi - jak ręką odjął - znajduje sobie bez problemu zajęcie, bawi się sam, spróbuje wrócić na kanapę od razu wisi na nodze i gryzie. Tłumaczenia nic nie dają - oderwanie go kończy sie płaczem - i natychmiastowym powrotem do gryzenia, zresztą nie mam złudzeń, że 10-cio miesięcznemu brzdącowi coś wytłumaczę ale nie wiem już co robić

Zwykłe ugotowanie obiadu zmienia się w koszmar, nieraz przebieram w miejscu nogami jak bym stała w akwarium pełnym pijanek - a brak szansy na ugryzienie też młodego doprowadza do szału - więc kończy się płaczem. Może to jakąś faza? Dużo czasu bawimy się razem, ale nie da się ciągle, zresztą jak tak dalej pójdzie będę miała w domu takiego terrorystę, że zwarjuje

MA ktoś pomysł jak reagować?