agatkaros
23.09.05, 14:01
Mój synek ma 11 tygodni, od jakichś trzech tygodni okropnie płacze na
spacerach. Karmię go, wychodzę na spacer, przez chwilę jest ok, a po kilku
minutach on zamiast zasnąć, co wczesniej robił, to wrzeszczy w niebogłosy.
Krzyczy tak bardzo, że aż dech mu zapiera, biorę go więc na ręce, aż się
uspokoi i odkładam do wózka, no bo co to za spacer z dzieckiem na ręku i
pchaniem wózka przed sobą. Ale on nie daje za wygraną, odłożony w wózku znów
krzyczy.
Nie muszę wam mówić, że wszyscy ludzie się za mną oglądają jak za jakąś
zbrodniarką, a ja nie wytrzymuję już tego psychicznie.
Dziś miałam ochotę zostawić go w tym wózku i uciec jak najdalej. Naprawdę
miałam go dosyć, byłam wściekła, kiedy płakał, być może on to czuł i dlatego
płakał jeszcze bardziej, tak bardzo, że nie potrafiłam go uspokoić.
Wreszcie zasnął, chyba ze zmęczenia, śpi do tej pory, ale przez sen aż
głęboko wzdycha, tak się umęczył tym płaczem.
Ja naprawdę kocham swoje dziecko, ale nie wiem, co dziś we mnie wstąpiło, tak
mnie to zdenerwowało, że aż sama się sobie dziwię i jestem zaniepokojona. Jak
tak dalej pójdzie, to przestanę w ogóle wychodzić na spacery, bo to dla mnie
mordęka. Mój mąż cały ten tydzień późno wraca z pracy, więc całe dnie jestem
z nim sama. Już nie daję rady.
Pomóżcie, co robić?????