Cześć! Mam półroczną córeczkę. Niestety od dwóch miesięcy nie chce ona nic
mówić, a zaczęła wcześnie, bo ok. 3 tygodnia życia (a-gu). Potem doszły inne
sylaby tego tybu (a-u, ka, ga...) Mając cztery miesiące przestała mówić
wyraźnie, tylko jakieś "aaa",a teraz tylko piszczy i "marudzi", i nic poza
tym. Martwię się, bo powinna już chyba mówić więcej (ma-ma-ma, da-da-da).
Słuch ma dobry, bo jak się coś do niej mówi, to się odwraca, a poza tym
wybudza ją najmniejszy szelest. Słyszałam, że dzieci jak nabywają umiejętności
fizyczne, to przestają skupiać się na mowie, ale moja niestety od właśnie 4
miesiąca jest unieruchomiona- ma założoną rozwórkę Koszli, bo stwierdzono
dysplazję stawu biodrowego (dopiero w czwartym miesiącu!!!). Więc tylko leży
na pleckach (moje biedactwo...), a ja przy niej i się z nią bawię, pokazuję
zabawki, rozmawiam, a ona nic... Co Wy na to? Ogólnie dziecko jest nawet
radosne, śmieje się, zaczepia, "cmoka", ale nie mówi