Wiem, że było wałkowane wiele razy - pielęgnacja dzieci w Polsce kontra
pielęgnacja wUK.
Pierwsze dziecko urodziłam w kraju, drugie, po 10.latach na wyspach. Stosuję
zupełnie inny model pielęgnacyjny, ktory - jak na razie - doskonale sie
sprawdza (nieprzegrzewanie, jak najmniej leków, przyzwyczajanie organizmu do
zwalczania ew. chorób).
Moja koleżanka, mama półrocznego chłopca, poszła do lekarza z potwornie
kaszlącym maluchem. Byłyśmy przekonane, że wróci ze stosem recept.
A ona przyszła z poleceniem smarowania małego olejkiem kamforowym.
Po dwóch dniach nie było śladu kaszlu.
Mój starszy syn dostał następujące zalecenie "przeciwkatarowe" - wdychać parę
wodną.
Cóż....
Chyba juz mogę powiedzieć otwarcie, że taki model odpowiada mi bardziej niż
eurespale, cebiony, syropy i antybiotyki serwowane dość często w kupie.
No i ta nieszczęsna czapka, nienoszona przez nas od marca...
ale to zupełnie inna historia.
PS - post nie ma na celu wywołania kłotni, jak to nieraz bywało przy tego
typu tematach. Chce po prostu podzielić się uwagą i czekam na konstruktywne
odpwoiedzi. Ot, zwykła dyskusja.
Pozdrawiam Mamy i Dzidziule