anechca
21.12.08, 00:24
Moze i to miejsce nie jest odpowiednie dla tego tematu, ale
stwierdzilam, ze musze sie pozalic...
Mam wspaniala coreczke,7 lat i kochaniutkiego syneczka,8 dni.
Wszystko jest w porzadku poza jednym szczegolem. Jestem samotna
matka, doslownie samotna. Na wlasne zyczenie. Ojciec mojego synka
pil i dlatego nie chcialam z nim byc, ale teraz zauwazylam....ze ja
ciagle go kocham, ze moze za wczesnie odeszlam, nie dajac sobie i
jemu szansy.
Jest dobrym ojcem, stara sie...mowi, ze mnie kocha, ze marzy o
wspolnej rodzinie. W glebi serca chcialabym dac naszemu zwiazkowi
jeszcze jedna szanse, ale sie boje...on pochodzi z zupelnie innego
rejonu swiata i boje sie, ze wracajac sprowadze na siebie to samo.
Nie wie, co mam robic.
Przyznam, ze samotnosc mnie dobija. Ani do kogo sie przytulic, ani
poklocic sie... Coraz czesciej lapie sie na tym, ze placze, bo
mysle, ze odbieram swoim dzieciom mozliwosc rozwoju w rodzinie,
pelnej rodzinie.
Boshe, co ja mam zrobic??
A moze to tylko hormony, ktore jeszcze na dobre nie opuscily mojego
organizmu po porodzie??