sylwia_zi
28.08.05, 12:03
dziewczynki, piszę, bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić... Wczoraj odszedł
mi czop, i byłam w szpitalu na usg. Pan doktor powiedział, że wszystko super,
przy okazji mnie zbadał i powiedział, że szyjka nadal zamknięta (!) i że mam
jeszcze z tydzień. Nie mogłam pomylić tego czopa z niczym innym ale okay.
Termin mam na 31.08. (a moja córka waży już 3850...)
Od godziny 1 w nocy mam regularne skurcze co 10 min, a nawet częściej. Nie ma
mowy o spaniu, już ledwo chodzę, jak chodzę boli mniej, jak leżę boli
najbardziej, jak siedzę jako tako... Nospa w ogole nie pomogla, ani kąpiel,
ani nawet winko za radą położnej. Sęk w tym, że ponoć za mało mnie boli abym
miała jechać do szpitala. Bo powinnam się zwijać z bólu. A ja jakoś znoszę
ten ból mimo, że chyba już coraz gorzej... Jest mi niedobrze, chyba zaraz
zwymiotuję. Położna przez telefon powiedziała mi, że lepiej abym była w domu,
niż w szpitalu, bo chyba nie chcę 3 dni rodzić... Nie wytrzymam 3 dni takich
bóli, mimo, ze da się je znosić. Nie wytrzymam bo marzę aby usnąć na chwilę.
A z drugiej strony tak myślę, że może akurat mnie nie boli aż tak, a poród
postępuje jednak?
Największy problem mam w tym, że siedzę sama w domu. Chłop w pracy, ciągle
dzwoni, ma dobę... Pracuje w szpitalu, w którym rodzę, akurat moja położna
tez ma dyżur.
Co mam robić? Jechać do szpitala i chociaż machnąć ktg i zbadać się? Nie chcę
wyjść na jakąś panikarę... Ale boli coraz bardziej... Zdecydowałam. Jadę do
szpitala. Trzymajcie za mnie kciuki!
Pozdrawiam Was wszystkie!
Sylwia