Witam

Muszę się wyżalić, bo po piątkowej wizycie u mojej gin jestem mocno
podłamana... Okazało się, że szyjka mocno się skróciła od czasu ostatniej
wizyty, dodatkowo opuścił mi się brzuszek i pojawiły się skurcze, które
powodują jego twardnienie. To wszystko przyczyniło się do tego, że w tej
chwili mam szlaban na wszystko - koniec z aerobikiem dla "ciężarówek",
chodzeniem po sklepach, no i z sexem z mężusiem. O planowanym wyjeździe do
Zakopca na początku marca też możemy zapomnieć. Teraz tylko leżenie może mnie
uratować - inaczej grozi mi poród przedwczesny... Gdyby nie moje problemy z
sercem, dostałabym fenoterol, który zniwelowałby skurcze, a tak - nic z
tego...
Buuuuuuuuu... Smutno mi strasznie i naprawdę zaczęłam się bać... Mam
nadzieję, że jednak synuś nie wybiera się jeszcze na ten świat i spokojnie
poczeka, chociaż do 36-go tygodnia... Nie pozostaje mi nic innego, jak leżeć,
oszczędzać się i - czekać...
Czy któraś z Was też miała podobne problemy ? Skąd się biorą te skurcze i
twardnienie brzucha ?
Gosia