Nasz ukochany synuś urodził się siłami natury (oczywiście ze znieczuleniem) o
4:30. Pierwsze bóle poczułam o 24:35 i pojawiały się one co około 7 minut, a
potem już leciało z górki i wiedziałam, że prysznic i szpital jak najprędzej.
Bolało i było bardzo ciężko, ale kochamy synka od chwili przybycia na świat
strasznie mocno, dlatego staram się nie myśleć o tym jak było, tylko o tym
jak jest- a jest cudownie

. Dzisiaj przybyliśmy do domku, nie jest lekko,( w
szpitalu czułam się pewniej przy fachowej opiece) ale wiem, że z każdym dniem
będzie tylko lepiej i lepiej

)). Pozdrawiam wszystkie mamuśki i te
dziewczyny, które lada dzionek nimi zostaną

.