paulinka84
12.07.06, 11:08
Zaraz zwariuje. Od kiedy mały zauwazyl do czego służą nogi katuje nas
spacerami po domu. No i tak od 2 miesięcy chodzę w pozycji zgarbionej ponad
pół dnia. Gdy próbuję wziąć go na ręce jest jeden wielki krzyk. Szczerze się
przyznaję, że nerwowo tego nie wytrzymuję. Od jakiegoś tygodnia chce chodzic
sam. Puszcza się w najmniej odpowiednim momencie i ląduje na podłodze, w
łóżeczku uderzając o szczebelki i w kojcu. Obawiam się, że pewnego dnia
poczaska sobie głowę tak, że wylądujemy na pogotowi. Za każdym razem jak się
przewróci mąż robi mi awantury, że nie potrafię się zająć dzieckiem, a sam z
nim spacerować nie chce, tweirdząc, że nie syn nie będzie owijał sobie go
wokół palca. Bo niby mały ze mną robi co mu się podoba. Oszaleję. chyba
zostanę wyzwana od iditki przez teściów jak kupię chodzić (w końcu
najbardziej byłam antychodzikowa z całej rodziny i przez to sotoczyłam z nimi
wojnę), albo kupię kas i niech mały robi co chce.....