inna57
09.11.09, 14:53
Raz w 1968 r był dworcem hańby, to z niego właśnie odjeżdżały pociągi z
przymusowymi emigrantami. Kto tamte czasy pamięta, pamięta morze łez które
wtedy wylano. Te przerwane nagle przyjaźnie, pierwsza korespondencja gdzieś
tam z Londynu, Sztokholmu dotarła dopiero po roku, ta z Tel Awiwu nie dotarła
nigdy.
A potem w roku 1989 ten sam dworzec zamienił się w dworzec wolności i nadziei
i znów żegnałam tym razem niemieckich przyjaciół którzy jechali do swojej
"ziemi obiecanej". Nie wszystkim łatwo było odnaleźć się w nowej
rzeczywistości, ale wszystkim się udało.
Dziś to samo miejsce to tylko stacja przesiadkowa dla tych którzy spieszą do
pracy i z pracy i nikt raczej się nie zastanawia jak wiele twarzy może mieć
jedna zwykła stacja.