już połtora tygodnia jesteśmy z mężem i małym, bo babcia sobie pojechała. ja
trochę pracuję tak na pół etatu podobno a jak zostali sami to przyłazili po
mnie i dzwonili, ze już na mnie czekają i ja tak brałam wszystko do troby i
sie uzbierało i teraz sie nad tym męczę. I oboje oczywiście chodzimy na
angielski ale mój mąż ma urlop ale właściwie jakby go nie miał, bo się
zajmuje małym

Ale babcia wraca jutro wieczorem więc dzismuszę wysprzątać
chałupę, zeby nie było, zę jak wyjeżdża to sie tu wszystko wali
I tak sobie pomyślałam, ze posiadanie dziecka to naprawdę wymaga sporo
wysiłku tez i finansowego, dwoje dzieci to uważam, ze poświecenie. Niektóre z
was mnie zakrzyczą zapewne ale tak uważam. A 3 czy 4 to sobie nie wyobrażam.
Może jestem źle zorganizowana albo leniwa czy wygodna ale w glowie mi sie nie
miesci miec 4 dzieci - chyba byśmy totalnie obrośli bródem. Oczywiście fajnie
miec rodzeństwo no ale...
A w ogóle to jakaś melancholia mnie dopadła, bo kończę dziś 31 lat. Ale
jestem stara. Moi chłopcy wyszli na spacer, zebym mogła moją robote skończyć,
bo mi mały wrzeszczy przy komputerze i sam mi pisze tę opinię na jutro ale
merytorycznie to jest ona kiepska bo ciągle pisze fffff...Mam nadzieję, ze
moze dostanę od nich jakiego goździka.
A tak w ogóle to byliśmy w sobotę na ślubie i się zbulwersowałam, bo kuzt\yn
mojego męża przyjehał wraz ze swoją żoną i dzieckime 2 ltenim, które zasnęło
w samochodzie i je zamknęli i sobie poszli do koscioła. Więc prawie na nich
nawrzeszczałam, dałam swój wózek i ją wyjęli z tego samochou i wsadzili do
wozka. Czy ja jestem przewrażliwiona czy oni jacyś beztroscy?