Dodaj do ulubionych

Gdy nerwy puszczają...

28.05.07, 09:51
Co robicie w sytuacjach, kiedy Wasze pociechy doprowadzają Was swoim
zachowaniem do tzw. szewskiej pasji? Czy spokojne tłumaczenie pomaga? CZy
słuchają się? Ola przechodzi jakiś okropny okres buntu, nie dość, ze
lekcewazy wszelkie prośby czy upomnienia to zachowuje się momentami
wręcz ...brutalnie...Potrafi nagle bez przyczyny kopnąć psa, uszczypnąć czy
posypać po oczach piaskiem koleżankę.Nie pomagają upomnienia, za chwilę zrobi
to samo. Kiedy zapowiadam,ze koniec zabawy i idziemy do domu wpada w rozpacz,
przeprasza, obiecuje poprawę, ale w jej świdrujących oczkach widzę, ze ona i
tak mnie kłamie...Czy stosujecie metode klapsa, czy to i tak nie da efektu?
Czasem jestem bezradna wobec ataku furii czy uporczywego robienia mi na złosć
i reka az mnie świerzbi...sad
Obserwuj wątek
    • kornelcia75 Re: Gdy nerwy puszczają... 28.05.07, 10:16
      Oj to chyba wszystkie prawie 3 latki mają taki okres,Maksio to takie żywe srebro
      nie mozna spuścic go z oczu,problem jaki z nim mam to czasami zaczepia
      dzieci,raz kiedy był z mamą na spacerze wyrwal dziewczynce pęk wlosów,innym
      razem popchnie,uszczypnie,klepnie.Tumaczę po tysiac razy.Wszyscy zauwazylismy ze
      Maks lubi byc w centrum zainteresowania,jak tylko widzi ze z kimś
      rozmawiam,zajmuje sie innym dzieckiem jest zazdrosny i tym chce zwrócic swoją
      uwagę.Potrafi byc uparty i "zlosliwy"
      Napisze tak jestem prtzeciwna klapsom,bo uwazam ze niczego nie uczą,a raczej
      ucza agresji i tego ze jak mama bije to on tez moze.
      Ale jestem tylko człowiekiem i niestetysadrzadko ale czasem się zdarza.
      I powiem Wam ze i na moim forum i ogólnie na placu zabaw wiekszosc mam była na
      NIE klapsom,a teraz taki wiek ze im się tez zdarza.
      Zadne to usprawieldliwienie,wiem ale mam wyrzuty sumienia...ech
    • marioladabr Re: Gdy nerwy puszczają... 28.05.07, 11:47
      Michał też doprowadza mnie czasami do szewskiej pasji. A jak reaguję? to zależy
      od okoliczności. Jeśli rzecz dzieje się w domu to po prostu musi siedzieć w
      swoim pokoju do czasu aż się nie uspokoi albo straszę go klapsem (u nas pomaga,
      kilka razy dostał porządnie i chyba więcej nie chce - straszenie wystarczy).
      Jeśli odstawia mi sceny wśród ludzi np. w piaskownicy jest agresywny to go
      poprostu zabieram do domu (wije się wtedy i wrzeszczy ale nie ma odwołania).
      Ostatnio byłam z nim w aptece. Bardzo mu się spodobało otwieranie drzwi, ale
      niestety apteka była klimatyzowana i nie chciałam żeby ktoś zwrócił mi uwagę
      więc zabroniłam mu otwierania drzwi. Nie posłuchał (jak to zbuntowany
      trzylatek) to odeszłam od okienka i na siłę zabrałam go od tych drzwi - też się
      popłakał, ale kolejny raz nie poszedł, bo wiedział że i tak pójdę po niego. No
      i prawie zawsze jak ma "fazkę buntu" to za chwilę próbuje odemnie coś wyprosić
      np cukierka, to ja mu tłumaczę, że miał najpierw posprzątać klocki... i dopóki
      tego nie zrobi nie dostanie odemnie nic. Też pomaga, co prawda krzyku i
      udawanego płaczu jest ogrom, ale tylko konsekwencja działa na moje dziecko.
      • kornelcia75 Re: Gdy nerwy puszczają... 28.05.07, 22:02
        marioladabr napisała:

        > Michał też doprowadza mnie czasami do szewskiej pasji. A jak reaguję? to
        zależy
        >
        > od okoliczności. Jeśli rzecz dzieje się w domu to po prostu musi siedzieć w
        > swoim pokoju do czasu aż się nie uspokoi albo straszę go klapsem (u nas
        pomaga,
        >
        > kilka razy dostał porządnie i chyba więcej nie chce - straszenie wystarczy).
        > Jeśli odstawia mi sceny wśród ludzi np. w piaskownicy jest agresywny to go
        > poprostu zabieram do domu (wije się wtedy i wrzeszczy ale nie ma odwołania).
        > Ostatnio byłam z nim w aptece. Bardzo mu się spodobało otwieranie drzwi, ale
        > niestety apteka była klimatyzowana i nie chciałam żeby ktoś zwrócił mi uwagę
        > więc zabroniłam mu otwierania drzwi. Nie posłuchał (jak to zbuntowany
        > trzylatek) to odeszłam od okienka i na siłę zabrałam go od tych drzwi - też
        się
        >
        > popłakał, ale kolejny raz nie poszedł, bo wiedział że i tak pójdę po niego.
        No
        > i prawie zawsze jak ma "fazkę buntu" to za chwilę próbuje odemnie coś
        wyprosić
        > np cukierka, to ja mu tłumaczę, że miał najpierw posprzątać klocki... i
        dopóki
        > tego nie zrobi nie dostanie odemnie nic. Też pomaga, co prawda krzyku i
        > udawanego płaczu jest ogrom, ale tylko konsekwencja działa na moje dziecko.


        tak z ciekawosci naprawde sie nie czepiajac co to znaczy-"kilka razy dostal
        porzadnie"?
        • marioladabr Odpowiadam Kornelci75 29.05.07, 13:43
          kilka razy to znaczy kilka razy (może 5) i dość mocnego klapsa. Te klapsy były
          za bojowe nastawienie, nic w złości. Np. Mały robi sajgon w pokoju, nie chce
          sprzątać i prosi żebym mu pomogła to ja mówię ok, ja pomogę Ci z klockami a Ty
          samochodziki i jeśli wtedy zaczyna się wycie i tupanie, że on tak się nie
          zgadza to dalej negocjuję i zamieniam czynności. Jeśłi znowu robi awanturę to
          uprzedzam, że jeśli się nie uspokoi to sam będzie sprzątał bo inaczej dostanie
          klapsa. Wychodzę z pokoju i wracam po 15 min. jeśli nie zaczął to dostaje
          obiecanego klapsa. Jestem wyrodna?
          • kornelcia75 Re: Odpowiadam Kornelci75 29.05.07, 14:50
            smile
            jak napisałam tez zdarzyło mi sie dac klapsa,więc ja Cię nie oceniam Broń Boze
            i nie chodziło mi raczej o ilośc ale o słowo porządnie-zastanawiałam sie jak to
            jest porzadnie zbić 3 latka.
            To co opisujesz czyli zdarzenia z klockami ja inaczej załatwiam-mówię ze schowam
            ulubioną zabawkę,albo ze nie wyjdzie na dwór itp,u nas klaps to był naprawdę w
            ekstremalnych warunkach-raz wybiegl na ulicę,reka mi poleciała do dziś załuje bo
            to nie problem klapsowac,problem to niestety my mamy ze sobie nie radzimysad
            Pytałam o to porządnie bo nasze klapsy to takie lekkie na postrach były nawet
            nie bolały,balabym sie mocno uderzyć dziecko-ptrzeciez mozna niechcąco w
            nerki,albo sprawić ogromny ból.
            Mnie rodzice nie bili tez zaliczyłam kilka klapsów i jakoś na ludzi wyszłamsmile

            takze jak mówię jestem na nie klapsom a mocniejszym biciem za piedoły typu
            sprzatanie zabawek tymbardziej wolę pogadać,wytłumaczyć,ponegocjować,sama
            widzisz ze klapsy mało uczą bo nie stało sie tak ze dostał mocno i juz jest
            grzeczny prawda?

            zresztą jak napisała mądra super niania
            -nie wolno bić słabszego
            -bijac dziecko uczymy je,ze sami dopuszczamy tę metodę
            -agresja rodzi agresje
            -zabrania tego konstytucja RP
            -bicie nie dociera do sumienia,tylko do skóry-jest przez to mało skuteczne
            -bicie na zimno jest nieludzkie,a w gniewie-niebezpieczne,ponieważ dorosły nie
            kontroluje siły uderzenia
            -bicie upokarza
            -bicie jest aktem przemocy zabronionej przez Konwencje o Prwach Dziecka
            -pamietajmy-klaps to takze biciesad
            pozdrawiam
            • marioladabr Re: Odpowiadam Kornelci75 30.05.07, 14:22
              Porządnie to znaczy mocno, tak że na pewno bolało małego bo płakał (lekkie
              klapsy nie działają i wg mnie uczą tego właśnie odruchu podnoszenia ręki.
              Zresztą mój mały potrafił po lekkim klapsie powiedzieć "hehehe nic mnie nie
              bolało"). A metoda z chowaniem zabawek nie działa. Mieliśmy akcję wyrzucania
              zabawek nieposprzątanych - sam wrzucał zabawki do worka na śmieci, zamiast do
              szafeczki i teraz ma o wiele wiele mniej.
              • kornelcia75 Re: Odpowiadam Kornelci75 30.05.07, 14:49
                nie boisz sie ze kiedyś uderzysz za mocno?piszesz mocno przeciez to mała
                dziecieca pupkasadja bym nie chciała zeby mnie ktoś bił po pupie a Ty?Nie wiem o
                jakim odruchu podnoszenia ręki mówisz...dziecko podnosi ręke?nic dziwnego myśli
                ze tak rozwiazuje sie problemy,dziecko w piaskownicy nie da mu zabawki to po
                prostu uderzy bo tak łatwiej.
                No nic skonczmy temat bo mamy całkiem inne podejscie do klapsa,mi sie zdarzyło
                lekko kilka razy ale załowałam i mama nadzieje ze to się nie powtórzy,bo jak
                napisałam nizej niczego nie uczy a raczej uczy agresji.To my rodzice uczymy
                dzieci pewnych zachowan.
                Uwierz nie ma spokojnego dziecka,ma swoje humory ale staram sie tłumaczyć i byc
                cierpliwa bo porazką mojego macierzynstwa byłoby klapsowania dziecka codziennie
                i to za takie rzeczy.
                Polecam super nianię podobno znowu mają być nowe odcinki,tam pokazuje jak radzić
                sobie z niegrzecznym dzieckiem...ale absolutnie nie klapsami czy mocnym biciem.
                Wiele razy mówi ze bicie nie uczy a straszy.
                A ja nie chce zeby mój syn sie mnie bał..chcę zeby zrozumiał co jest dobre a co
                złe.Oczywiscie stoi w kącie,ma zakazy,wie ze za złe zachowanie nie ma przyjemnosci.
                • molla7 Re: jestem podła matka 31.05.07, 07:54
                  piorę swoje dziecko, jednak to ostateczność. Ta osteteczność jest cokolwiek za
                  często wykorzystywana przeze mnie, jakoś ostatnio nerwowa się zrobiłam i łatwo
                  wpadam w furię. Chyba kupię sobie jakiegoś otępiacza.
                  Zazwyczaj stosuję metodę 1, 2, 3. To zwykły szantaż. Jesli nie zostanie
                  zrealizowana moja prośba, liczę. Brak reakcji w trakcie do liczenia do 3
                  skutkuje klapsem. Generalnie nie zdarzało mi się doliczyć do 2. Jednak ostatnio
                  coś się popsuło. nie moge przecież non stop odliczać. Dziecko jest krnabrne,
                  upierliwe i marudne. Nakreca się fala przemocy. Wszystko jest ok, jesli
                  poświecam 100 uwagi rozalce, ale ja tez potrzebuję chwili spokoju zeny wykonać
                  jakieś czynności, a wtedy Rozalka uważa że to najlepszy czas żeby o coś
                  niestrudzenie prosić, np gdy zmywam lub skupiam się zeby czegoś nie przypalić.
                  chwila moment, nie udało mi się dotąd wypracować podziału teraz jest czas
                  zabawy, albo teraz jest czas zajmowania się sobą samodzielnie. Dzieci sa
                  zaborcze i nie uznają kompromisów. meczy mnie to...
    • ania.silenter Re: Gdy nerwy puszczają... 28.05.07, 15:35
      parę razy klapsnęłam ale miałam potem takiego doła, że teraz tłumaczę do
      znudzenia i proszę żeby były grzeczne. Zazwyczaj skutkuje, zwłaszcza jeśli
      chodzi o Olę bo Ada to na razie diabełek jestsad((.
    • lila1974 Re: Gdy nerwy puszczają... 28.05.07, 19:21
      wrzeszczałam na dziewczynki jak opętana.
      Za sekundę było mi potwornie wstyd ... do nastepnego razu.

      Niepokoiło mnie to strasznie, bo uważam siebie za osobę o stalowych nerwach i
      nie przejmująca się pierdołami. Nikt nie jest w stanie doprowadzić mnie to
      takiej furii, w jaka wpadałam względem dziewczynek. Uznałam, że sama sobie z
      tym nie poradzę i udałam się po pomoc do psychiatry.

      Obecnie jestem na leku, zaledwie kilka dni a już pluję sobie w brodę, że
      skorzystałam z tej pomocy tak późno.
      Lek zadziałał na mnie właściwie od razu. Juz drugiego dnia Nela przetestowała
      na mnie grający telefonik. Wczesniej dostałaby zakaz zabawy nim już po drugim
      odsuchaniu przeze mnie melodyjki z niego. A teraz może iść obok, tarabanić nim
      non stop, a ja nie reaguję na to wścieklizną.

      Konstancja, prawie 6 latka, wczoraj przed snem przytuliła się do mnie i
      powiedziała:
      - Mamusiu kocham cię za to, że bierzesz te tabletki.

      Daje do myślenia sad
      • gika_gkc Re: Gdy nerwy puszczają... 29.05.07, 07:27
        lila1974 napisała:

        > wrzeszczałam na dziewczynki jak opętana.
        > Za sekundę było mi potwornie wstyd ... do nastepnego razu.
        >
        > Niepokoiło mnie to strasznie, bo uważam siebie za osobę o stalowych nerwach i
        > nie przejmująca się pierdołami. Nikt nie jest w stanie doprowadzić mnie to
        > takiej furii, w jaka wpadałam względem dziewczynek.


        oooo, to coś jakby o mnie indifferent
        niestety Małemu nie raz udało się wyprowadzić mnie z równowagi i też na niego
        krzyczałam, czasem dostał klapsa
        pilnuję się jak mogę, żeby nie reagować agresywnie, ale nie zawsze mi wychodzi :
        (
        • mamamareczka Re: Gdy nerwy puszczają... 29.05.07, 11:04
          u mnie mały doprowadza mnie do szalu prawie codziennie od kidy w domu pojawił
          sie jego braciszek, kiedys były tłumaczenia ale raz nie wytrzymałam i dostał
          klapsa a teraz wystarczy ze mu pokaże pasa czy linijke lub cokolwiek co mam pod
          reka czym mógłby dostac i sie zaraz uspokaja
          • grzalka Re: Gdy nerwy puszczają... 29.05.07, 12:24
            no, ja mam to w dawce podwójnej- pracuję nad sobą cały czas, bo jeszcze jak na
            złość jestem choleryczka
      • kkatie Lila 30.05.07, 08:40
        nie wierze... zawsze Cie mialam za uosobienie anielskiej cierpliwosci i sie nie
        przyznawalam jaka ja jestem choleryczka.. nie moge po prostu uwierzyc. to moze
        ja tez sie powinnam wybrac, przyznam, ze pare razy lyknelam silniejszy
        uspokajajacy lek, ale nie bardzo na mnie podzialal. probowalam wszystkich
        metod: spokojnego tlumaczenia [czasem dziala], wrzaskow [jest jeszcze gorzej,
        bo Przemek mnie przedrzeznia, a Szymon go nasladuje], ignorowania [tez dziala].
        generalnie probowalam sie sama wyciszyc i traktoweac wiele rzeczy z
        przymruzeniem oka, nie zwracac na pewne rzeczy uwagi. spokojnie podchodzic do
        wszystkiego bez wrzaskow, przede wszystkim na Przemka. ale niestety wytrzymalam
        tylko kilka dni. moj 3latek potrafi mnie skutecznie wyprowadzic z rownowagi.
        jest bardzo wrazliwy, ale i wybuchowy i nerwowy. latwo sie denerwuje i wpada w
        histerie. i niestety ja nie potrafie ani nad jego zachowaniem zapanowac, ani
        nad swoim. juz sama ze soba czasem nie moge wytzrymac, bo zachowuje sie jak
        wariatka. wstyd sasiadow, ktorzy slysza jak ja sie zachowuje w domu. dzieci
        maja chociaz usprawiedliwienie. ale jak ktos nie ma wlasnych, w zyciu tego nie
        zrozumie ..

        • lila1974 Kasiu 30.05.07, 08:56
          I ja próbowałam sama nad sobą zapanować, ale też wytrzymywalam tylko kilka dni.
          Zrozumiałam, że nie dam sobie rady sama i dlatego poszłam do psychiatry.
          Babeczka wytłumaczyła mi, że leki uspokajające nie mają większego sensu w
          przypadkach takich, jak mój. Lek uspokajający to można sobie wziąć, jak
          człowiek wie, o której będzie się denerwował, np. egzaminem. W sytuacji, gdy
          nie wiesz, w którym momencie wybuchniesz potrzebny jest lek, który działa jakby
          wspomagająco na układ nerwowy.

          Wiem, Kasiu, że to jest szok dla ludzi, jak się dowiadują, że zdecydowałam się
          na wizytę u psychiatry i lek, bo wszystkim się wydaje, że ja jestem łagodna jak
          jagniątko. Dla obcych i owszem, a dla własnych dzieci przemieniałam się
          niekiedy w wilka.
        • kornelcia75 Re: Lila 30.05.07, 10:54
          podziwiam Cię jestes mądrą mamą,zdecydowałaś się na pójście do lekarza,tak
          powinna zrobić pewnie połowa matek,która calymi dniami krzyczy i "pierze" swoje
          dzieci
          też bym poszła gdybym czuła ze jest coś nie tak zreszta bylam nawet bo miałam
          kłopoty ze spaniem,tabletki na 1mc i juz jest dobrze.
          Mądra babka z Ciebie!
          pozdrawiam
    • iwoniaw Jeśli do szewskiej pasji, to o spokojnym 29.05.07, 17:53
      tłumaczeniu nie ma oczywiście mowy uncertain Resztkami opanowania (o ile można mówić o
      opanowaniu, gdy matka zaczyna wrzeszczeć) oddelegowuję młodego do jego pokoju
      pod hasłem "dziecko, nie denerwuj mnie, bo nie ręczę za siebie, jak się
      uspokoisz i ja się uspokoję, to możemy pogadać". Wyraz twarzy muszę mieć
      odpowiednio motywujący, jako że dziecię (najczęściej z rykiem i wrzaskiem
      "nie!") idzie jednak do swego pokoju, często jeszcze drzwiami rąbnie w akcie
      desperacji, a po paru minutach wychodzi uspokojony i gotowy na kompromisy, ja
      też zdążę już ochłonąć i przypomnieć sobie, że mam do cznienia z maluchem i to z
      moimi genami, więc czego się spodziewać wink

      W miejscach publicznych sprawa jest prosta: przewinienie - ostrzeżenie - jeśli
      zachowanie się powtarza, bezwzględnie kara (najczęściej natychmiastowy powrót do
      domu/ wyjście z miejsca przestępstwa). Dziecię oczywiście wyje, przeprasza i
      usiłuje wymusić odpuszczenie, ale najczęściej nie ma o tym mowy i dzięki temu
      takie akcje są coraz rzadsze - S. doskonale wie, że lekceważenie ostrzeżeń się
      po prostu nie opłaca.

      Metody klapsa nie stosuję, głównie z tego powodu, że uważam ją za kompletnie
      bezsensowną: bicie nie jest logicznym następstwem ŻADNEGO zachowania, natomiast
      jak miałabym wymagać od dziecka, którego posłuszeństwo wymuszam klapsem, żeby
      np. nie biło innych, gdy te nie chcą go słuchać i np. dać zabawki, zejść z
      huśtawki itp? Metoda ponoszenia konsekwencji natomiast, zwłaszcza dłużej
      stosowana, działa: nie umiesz się bawić z dziećmi - to idziemy stąd, nie chcesz
      zbierać klocków - to ja je zabieram i chowam, przeszkadzają mi pod nogami itd.
    • marta406 Re: Gdy nerwy puszczają... 01.06.07, 22:00
      Napewno nie polecam klapsa!
      Tak się zastanawiam jak kto jest u Ciebie z konsekwencją? Bo tak obserwuje na
      placu zabaw to rodzice często mają z tym spore problemy, a to niestety pierwszy
      krok żeby wychować sobie małego tyrana. Jeśli mówisz córce że jeśli będzie
      sypać piaskiem to pójdziecie do domu to koniecznie spełń swoją obietnice!!!
      Jeśli dziecku uda się wybłagać lub wypłakać zmianę zdania to czego się nauczy?
      Że nie musi być grzeczne bo potem i tak nie poniesie kary... Nauczy się że
      słowo mamy nic nie znaczy... a w przyszłości będzie znacznie gorzej. Wkońcu
      pójdzie do szkoły, będzie przechodzić okres dojrzewaniua i wtedy dopiero to
      będzie problem...
      Dzieci są inteligentniejsze niż nam się wydaje, potrafią świetnie manipulować
      rodzicami. Jeśli za każdym razem będziesz zachowywała się konsekwentnie to za n-
      tym razem córka będzie wiedziała że wpadanie w furię nic jej nie da i poprostu
      przestanie się tak zachowywać (u nas tak było z atakami płaczu).
      Jeśli chodzi o robienie na złość to może to być forma zwrócenia na siebie uwagi
      (skąd ja to znamsmile. Jeśli tak to zastanowiłabym się czy nie zwracamy uwagi na
      dziecko głównie gdy zachowuje się źle? Może warto by było czasami nie zauważać
      złego zachowania a zacząć nagradzać (swoją uwagą) te dobre? Oczywiście nie
      mówie tu o sytuacji gdy krzywdzi inne dziecko...
      Warto też uczyć dziecko wrażliwości, tłumaczyć, starać się przedstawić sytuacje
      krzywdzonego dziecka "a jak ty byś się czuła, gdby dziewczynika nasypała ci
      piasek do oczu?".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka