W chustę-samoróbę, póki co.
Zamotałam sobie koalę i wsadziłam w nią małego.
Nie protestował specjalnie, a nawet był raczej zadowolony.
Posiedział dwa razy po kilkanaście minut.
Za drugim razem prawie usnął, ale coś go wybudziło i wyjęłam go i położyłam w
łóżku. Stwierdziłam, że to całkiem dobrze jak na debiut.
Niestety, póki co węzła przesuwnego ni cholery nie umiem skumać.
Jutro poproszę M. o pomoc. Może on bardziej kumaty będzie z tego opisu.
Generalnie chustowy bakcyl chyba złapany.
Bo mnie podobało się bardzo