pawlinka 25.01.04, 02:03 Przeczytałam właśnie artykuł w "Wysokich obcasach" pt.: "Przedszkole bez zabawek". Zachęcam do lektury, może ktoś zechce ze mną o tym pogadać? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
grzalka Re: bez zabawek 25.01.04, 14:57 Czytałam, czytałam....mamy z mężem troche podobne podejście. Nasza córeczka ma 2 latka i staramy sie nie kupowac jej zabawek, bvo i tak dostaje je od rodziny, a jak sie z nią bawimy to włąsnie "pobudzamy wyobraźnię". Z dobrym efektem- Ania bawi się na przykład, że łózko jest statkiem, wokół jest pełno wody i fale ja zalewają (jej własny pomysł). To co robimy jest troszke intuicyjne, a troszkę wynika z faktu, że pamiętam z własnego dzieciństwa jak pobudza wyobraźnię brak konkretnych zabawek. Dlatego jesteśmy przeciwnikamu Baby born, a zwolennikami klocków konstrukcyjnych. Lóżeczko dla lali Ania wykombinowała sobie z kartonu. Namiot robimy z koca i krzeseł itp. Niestety o takim przedszkolu w Olsztynie możemy sobie tylko pomarzyć, na razie szukamy takiego, żeby dzieci nie oglądały telewizji i wychodziły na dwór zimą i jesienią. Ten "niedobór" zabawek u Ani ma też taki plus, że jak idziemy w gości do znajomego dziecka Ani nigdy się nie nudzi) Odpowiedz Link Zgłoś
d.orka Re: bez zabawek 25.01.04, 20:29 Również czytałam. Świetny pomysł. Moje dzieci nie chodzą do przedszkola, dlatego nie wiem, jak wygląda teraz dzień przedszkolaka w polskim przedszkolu. 11 lat temu, gdy odbywałam praktyki, dzień był w całości zaplanowany przez przedszkolankę. Nie było miejsca na inwencję twórczą dzieci. Te zaś chwile, kiedy dzieci bawiły się w kąciku z zabawkami, były przerwą dla pani, która piła kawkę i porządkowała swoje notatki. Dzieci zaś bawiły się głównie odtwórczo, a nie twórczo (lub twórczo w ograniczony warunkami sposób). Lubię się bawić z moimi Sikorkami. My również nie kupujemy im zabawek (z wyjątkiem edukacyjnych w stylu piankowego alfabetu itp.), gdyż dostawały je od rodziny. Od jakiegoś czasu hamuję zapędy cioć i babć, tłumacząc, że mają ich, moim zdaniem, sporo. Tym bardziej, że są to zabawki marnej jakości i uważam, że szkoda na nie pieniędzy. Lepiej przeznaczyć je na drobne części garderoby typu rajstopki, koszulki, czy coś konkretniejszego. Ostatnio dostały po lalce typu Barbi- leżą lalunie teraz w kąciku nieużywane. Wykorzystamy je do teatrzyku o księżniczkach. Najwięcej mamy pluszaków, które są zaciągane do dużego pokoju jako pasażerowie pociągu ustawianego z krzeseł, fotela i małych plastikowych fotelików. Ostatnimi czasy Sikorki zasmakowały w zabawach bez zabawek- są sarenkami, które leśniczy wyciąga z sideł, robakami czołgającymi się w zaroślach, kaczuszkami uczącymi się fruwać i przeżywającymi różne małe przygody. Uczą się przy tym ustępować jedna drugiej, negocjować, rezygnować z czegoś, by osiągnąć określony, wyższy cel. W tych zabawach pojawiają się rekwizyty, które grają role jakichś przedmiotów. Przychodzi jednak dzień, gdy zabawki są wyciągane z pojemnika, a wtedy starsza organizuje przyjęcie weselne dla księżniczki, albo buduje stację kosmiczną z klocków. Młodsza z chęcią jej towarzyszy. Z mojego dzieciństwa pamiętam, że wcale nie potrzebowaliśmy plastikowej kasy z monetami i zabawkowych produktów spożywczych, by bawić się w sklep. Decha piaskownicy była ladą, liczydło kasą, kamyki i szkiełka środkiem płatniczym, a korzonki, kwiaty, liście towarem. Miałam niewiele zabawek, ale nie czułam się przez to nieszczęśliwa. Gdy u koleżanki zobaczyłam półki zawalone różnego rodzaju lalkami, pluszakami, sprzętami doszłam do wniosku, że musi mieć dużo do sprzątania. Zabawki są dobrym środkiem pomocniczym, przy którym również nabiera się pewnych umiejętności. Nie mogą być jednak celem samym w sobie, przedmiotem zastępczym wobec czasu, uczuć, czy mającym przekupić/przejednać dziecko. Wkurza mnie, gdy babcia mówi przez telefon do starszej wnuczki (4-letniej):"Jak przyjedziesz, będą czekały na ciebie zabawki". A sama babcia nie będzie czekała? To babcia ma być atrakcją. Dorka mama Sikorek i z pewnością Leonka Odpowiedz Link Zgłoś
gochamasl Re: bez zabawek 25.01.04, 22:09 Gdzie ten artykol znalezc , tez bym poczytala? Odpowiedz Link Zgłoś
gochamasl Re: bez zabawek 25.01.04, 22:19 Moj synak wlasnie skonczyl 2 latka, jak u niego rozwijac wyobraznie, czy ne jest za maly na czytanie takich dlugich bajek jak czerwony kapturek? Lubi krotkie np. Pawel i Gawel, okulary itp.. Ale raczej nie bardzo umie sie bawic , gdy budujemy z klockow , nie zdaze nic zrobic a on juz psuje. A o wymyslaniu czegokolwiek przez niego nie ma mowy- mam nadzieje ze tylko na razie. Odpowiedz Link Zgłoś
d.orka Re: bez zabawek 30.01.04, 13:08 Hej. Zabawa dwulatków polega głównie właśnie na burzeniu, sprawdzaniu trwałości materiału, rozmontowywaniu (synek mojego brata rozmontowywał budzik). Lepsza będzie zabawa nie w bydowanie (docelowo), a właśnie w burzenie. Moja dwuletnia Marcelinka uwielbia kręgle - ponieważ można je przewracać. POdchodzi bliziutko i rzuca piłeczką, lub trąca nią poustawiane kręgle. Na pewno można kupić samochodziki do demontażu, lub inne tego typu zabawki. POza tym dobrą rzeczą jest modelina - ale tylko pod nadzorem opiekunów (ze względu na bezpieczeństwo dziecka i dywanów he, he). Dwulatek jest świetnym naśladowcą ( wynalazcą będzie potem)- dlatego nie oczekuj od niego kreatywności, lecz sama pokazuj mu jak można się bawić. Z rozbawieniem obserwuję Marcelinę, która podpatruje 4letnią Eleonorę, by za chwilę dołączyć do jej zabawy - dziś przytaszczyły z sypialni kołdry, poduszki i koce, by zbudować gniazdko. Wczoraj starsza bawiła się w owieczkę, która wpadła w dołek (gondolka od wózka) i wołając "ratunku" czekała , aż leśniczy ją wyciągnie. Za chwilę w dołku leżała też młodsza owieczka i wierzgając nóżkami wołała "tunku!". Jeśli chodzi o czytanie, to raczej właśnie krótkie książeczki - choć to też różnie wygląda. Niektóre dzieciaczki są zainteresowane pokazywaniem obrazków i pytaniem mamy "co to", inne chcą słuchać czytanki, a jeszcze inne w ogóle nie garną się do książeczek. Moja Marcelina przechodziła każdy z tych "etapów", a teraz sama bierze książeczkę i opowiada jej treść mieszając pojedyncze zrozumiałe wyrazy z własnym żargonem. Najbardziej mnie zdumiało, gdy po przeczytaniu Sikorkom wieczornej porcji krótkich bajeczek, zabrałam się za "Muminki". To, że niespełna 4letnia Eleonorka słuchała z zainteresowaniem, nie dziwiło mnie, ale Mróweczka... Wytłumaczyłam to sobie tym, że małą moje czytanie uspokajało i w końcu usypiało, bo przecież niewiele rozumiała. Jeśli Twój synek nie ma rodzeństwa, to faktycznie na ciebie spada cała "praca" związana z bawieniem się. Gdy miałam tylko Eleonorkę mnóstwo czasu spędzałam z nią nie tylko na zabawach, ale i na pracach domowych, w których lubiła uczestniczyć (właśnie ten pęd do naśladowania). Gdy pojawiła się Mróweczka (i podrosła), obydwie dziewczynki znalazły przyjemność w przebywaniu w swoim towarzystwie. Dzięki temu mogę czasem uczestniczyć w zabawach jako obserwator, a nie prowadzący. Dorka mama Sikorek i z całą pewnością Leonka Odpowiedz Link Zgłoś
aniag4 Re: bez zabawek 30.01.04, 14:01 Dziewczyny chyba obale wasze teorie, bo moja Kasia zawsze miala stos zabawek ma duzo cioc i wujkow bezdzietnych a teraz jest bardzo tworcza dwulatka, chwile pobawi sie zabawkami ale najczesciej robi sobie zabawki z niczego albo wymysla nowe zastosowania do starych, ciagle odtwarza rozne scenki, potrafi polgodziny swoimi palcami sie bawic, ktore to sa ludzikami, ciagle sobie wymysla postacie ktorymi jest lub karze byc innym , jeden klocek wystaczy jej by stworzyc cala scenerie do zabawy. Ma bardzo duzo pomyslow i wielka wyobraznie i chyba ma to po tatusiu. Uwazam wiec, ze najwieksze znaczenie maja chyba geny choc napewno sposob wychowywania tez ma niemale znaczenie. pozdrawiam anka Odpowiedz Link Zgłoś
grzalka Re: bez zabawek 30.01.04, 17:15 U nas to nie jest teoria....po prostu mamy małe mieszkanie i mało kasy i te wszystkie cuda cudeńka dostępne w sklepach z zabawkami by się u nas nie zmieściły. No i skoro widzimy, że można się fajnie bawić bez wspomagaczy 9no bez przesady, jakieś zabawki jednak Ania ma) i skoro okazuje się, że rozwija się co najmniej tak samo dobrze, jak jej rówieśnicy, to znaczy, że to się sprawdza. Ale absolutnie nie twierdzę, że dziecko, które ma mnóstwo zabawek będzie na pewno mniej kreatywne. Dzieci są kreatywne same z siebie, ale łatwiej to w nich wyzwolić gdy nie mają podane na tacy gotowych rozwiązań. A co do genów.......dla mnie podstawą w rozwoju dziecka i jego kreatywności jest CZAS rodziców i jeśli rodzice rozmawqiają bawią się razem z dzieckiem (z użyciem firmowych cudów Chicco, czy też szmatek i gałganków) i poświęcaja mu swój czas, to takie dziecko będzie się po prostu rozwijało w dobrym kierunku)) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
maolga Re: bez zabawek 26.01.04, 17:52 Dorko masz bardzo twórcze dzieci,gratuluję. Też czytałam ten artykuł i pomysł jest w porządku. Tylko nie mogę sobie tego wyobrazić w sali wypełnionej po brzegi dziećmi. Moja grupa dzieci w przedszkolu jest spora/26 o./, a starsze stażem koleżanki opowiadają, że kiedyś bywało jeszcze więcej, np.32 o. Eksperyment trwa 3 miesiące-to wystarczy aby dzieci nie tęskniły za zabawkami. Z drugiej strony nie można dziecka wychować bez zabawek,bo z czasem poczuje się wyizolowane w grupie.Zrodzi się też marzenie o takiej zabawce jaką ma przyjaciółka. W innym przypadku będzie to zazdrość,poczucie bycia kimś gorszym. Wielka jest rola rodzica -to on odpowiada za czas poświęcony dziecku, on kupuje MĄDRĄ -EDUKACYJNĄ zabawkę, on akceptuje twórczą zabawę. Ze zgrozą obserwuję moje sześciolatki przerażone "brudną" od jabłka, czy mandarynki rękę, które proszą o wyjście do łazienki/trzymając ją przed sobą/ i zastanawiam się czy to dziecko lepiło kiedyś "pączki z błota", zupę z liści i błota. Nie ma na to warunków w naszym przedszkolu, ale na własnym podwórku raczej tak. Ostatnio nasza grupa ma ograniczony dostęp do zabawek/ze względu na dekoracje przygotowane na przedstawienie/ i widzę ich nowe i oryginalne pomysły na zabawę. Dzieci są naprawde twórcze i pomysłowe, tylko naszym zadaniem jest stwarzanie odpowiednich warunków. W naszych miejskich przedszkolach i szkołach będzie lepiej jeśli przestanie się wygłaszać przez władzę górnolotne hasła w stylu "reforma oświaty jest w trosce o dobro dzieci". Jak ma być lepiej kiedy na wszystko brak funduszy i jest ciasno. A jak jest za mało dzieci to trzeba placówkę zamknąć bo nie opłaca się ją utrzymywać. Marzę o większych pomieszczeniach i mniej licznej grupie. Polecam wszystkim zatroskanym rodzicom najlepszą zabawkę jaką są klocki- drewniane, kolorowe, "patyczki", "grzybki"itp. Dla chłopców auta i ciuchcie zrobione z niepotrzebnych pojemników, dla dziewczynek domek z dużego pudełka i włóczkowej laleczki. I oczywiście plastelina lub masa solna /1 szkl.soli + 1 szkl. mąki + trochę wody/ oraz farby. Mnóstwo książeczek, bajeczek i jak najmniej telewizji. Zgadzam się z opinią, że telewizor to nie niania jak niektórzy rodzice myślą.Oprócz tego, że dziecko obejrzy program warto z nim o tym co obejrzało porozmawiać. Pozdrawiam Maolga Odpowiedz Link Zgłoś
maak3 Re: bez zabawek 26.01.04, 21:34 dla mnie rewelacja zresztą pisałam o tym tydzień temu na ''przedszkolu'' - nie było odzewu - prócz pana, który zabawę ''bez zabawek'' sprowadził do dawania dziecim noży (zostawiłam bez komentarza, bo dyskusja poszłaby pewnie w kierunku wychowania bezstresowego, które nie dość że na forum już wielokroć przememłane to jeszcze kazdy sobie je definiuje na własne potrzeby...) więc wracając do zabawy bez zabawek obserwuję zabawy synka i jego kolegów naprawdę wystarczają proste rzeczy do tego, by się świetnie bawić u nas rekordy popularności biją duże kartony, chustki, ścinki materiałów, woda, patyki, kamienie, kolorowe szklane kuleczki i cienkie malutkie gąbeczki, które osobom praktycznym służą do wypełniania poduszek, zaś u mnie w domu są świetnym materiałem do budowania zamków, zoo albo do zrobienia po prostu deszczu... jedno jest pewne dzieci, którym nie podaje się wszystkiego na tacy, ale jakieś ''tworzywo'' nie mówią ''nudzi mi się, nie wiem w co mam się bawić'' mają ogromnie dużo pomysłów i wewnętrzne przekonanie, że mają w sobie zasoby, z których mogą czerpać i tak samo jest z czytaniem książek - zdecydowanie lepiej jest przeczytać dziecku jakąś bajkę - dać dziecku czas na uruchomienie wyobraźni niż serwowonie mu od razu jej ekranizacji a od kiedy mój 4 latek dojrzał do tego, żeby rozstawać się po przeczytaniu z książką, sama wyprawa do biblioteki staje się przygodą, na którą bardzo czeka Odpowiedz Link Zgłoś
gochamasl Re: bez zabawek 26.01.04, 23:08 moze podacie jakies konkretne przyklady "zabawy bez zabawek"? czym i w co? Odpowiedz Link Zgłoś
pawlinka Re: bez zabawek 26.01.04, 23:31 Cieszę się, że podzielacie moje zdanie. Tutaj na tym forum też warto pogadać. W sklepach masa zabawek, programy telewizyjne poprzedzone reklamami maszkarków. Można też łatwo przesadzić z ilością zabawk edukacyjnych. Mnie najbardziej zaniepokoił fakt niebezpieczeństwa przyszłego się dziecka uzależnienia od ... no właśnie, konsumpcjonizmu chyba. W cenie jest orginalność, ale naszym dzieciom serwuje się pop-papkę. I tutaj muszą działać rodzice, wyrobić dobry gust. Pomysł z oryginalnymi zabawami jest przedni. No to do roboty. Aga Odpowiedz Link Zgłoś
edytkus Re: bez zabawek 27.01.04, 00:06 Nie czytalam ww artykulu wiec moja wypowiedz nie dotyczy go bezposrednio. Jako dziecko mialam naprawde duzo przeroznych zabawek i ksiazek, a mimo to ilosc nie przeszkodzila mi i rodzenstwu miec szalonych innowacyjnych pomyslow na zrobienie czegos z niczego. Wraz z dwojka rodzenstwa i pieciorgiem dzieci mojej cioci wymyslalismy cuda niewidy, nigdy sie nie nudzilismy a wyobraznia pracowala non stop. Jesli dzieci moga stymulowac sie same lub maja kogos prowadzacego (rodzica, pania w przedszkolu itp.) zamiast byc pozostawionymi samym sobie wtedy naprawde nie ma znaczenia ile jakich zabawek maja. Odpowiedz Link Zgłoś
grzalka Re: bez zabawek- do Gochy 27.01.04, 10:22 Ja specem nie jestem, ale u mojej dwulatki to wyglada następujaco: bawimy sie na przyklad w sklep, kupic mozna wszystko, co tylko Ania sobie wymysli (ale to ona wymyśla) pieniadze to są jakiekolwiek drobne elementy (ostatnio fasola ), albo bawimy sie w ratowanie księżniczki- Ania ma pluszowa zyrafę i wymysliła sobie, że to jej koń, a ona jest rycerzem, ja to pociągnęłam i zostałam księżniczka na wieży (łóżko i koce)i Ania mnie "ratowała". Nie ma ograniczeń i nie ma narzucania, jest tylko "podążanie za myślą mojego dziecka".Ze starszymi dziećmi jest pewnie znacznie łatwiej, a i mnie jest łatwiej niz innym mamom dwulatków, bo Ania mówi juz praktycznie wszystko. Z konkretnych zabawek wykorzystujemy klocki, ciastolinę (tu mozna wszystko), pluszaki- chodza, gadają, biora zywy udział w scenkach wymyslanych juz teraz przez Anię. Inscenizowane scenki z pluszakami zaczelismy z mężem odstawiac jak Ania miala około roku, na poczatku jako element "wychowawczy" bo znacznie łatwiej cos uzyskać (kapiel, zmiane pampersa itp) gdy zabawnie prosi o to miś. Potem sie rozkręcilismy, bo widzielismy jak sie jej to podoba, a potem ona zaczęła sama i czasami nad zadziwia swoimi pomysłami. Widze w tym duży wpływ czytanych jej książek- bo czytamy jej duzo, a ona na szczęście to lubi. Ostatnio nawet sama "układa" bajki, bardzo zabawne zreszta i na poziomie dwulatka oczywiscie, ale jest akcja i są bohaterowie)). Do skończenia 2 lat nie ogladała telewizji, a teraz oglada 3, maks 4 bajki w tygodniu i to tylko dobranocki (nie mamy video, ani kablówki). Z tymi zabawami to jest tak, ze wystarczy zacząć i podpowiedziec dziecku, że mozna tak sie bawic (że niekoniecznie mis to mis, niekoniecznie zamek jest zamkiem itd itp), a potem to sie samo kręci, dzieci maja niesamowita wyobraźnie i sie bardzo szybko rozkręcaja). Odpowiedz Link Zgłoś