ebeg Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 01.06.10, 09:48 Moja Kalinka ma 7,5 miesiaca, słodki maluch albo raczej co raz bardziej samodzielna panienka.Za sobą co raz więcej nowych doznań smakowych i spróbowanych potraw. Jako, że nigdy nie była niejadkiem nie było problemów z rozszerzaniem diety jednak od czasu kiedy aktywnie uczestniczy w naszych posiłkach jej ciekawość nowych smaków jest zaskakująca w Wielkanoc wyciągała łapki po korzeń chrzanu.. a że dziecko wszystko pcha do buzi, tam też znalazł się chrzan.I chyba pierwsze duże zdziwienie naszej córci, skrzywiona mina spojrzenie po wszystkich- myśleliśmy ze się rozpłacze a tu dziecko chran do buzi i smacznie sobie ssie . Parę dni temu eksperyment z cytryną- patrzy i mowi po swojemu do mnie daj mi mamo, wycisnelam troche soku na łyżeczke i do buzi. Dziecko się skrzywiło po czym buziak ochoczo się otworzył po raz kolejny Stwierdziliśmy z mężem że nasza córcia wychodzi z założenia, że lepiej zjeść co dają niż nic nie jeść. Na pewno w dorosłym życiu nie będzie niejadkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
izolda_bod Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 09:18 Kilka dni temu do słownika naszej 15 miesięcznej córeczki dumnie wkroczyło słowo CIASTKO a właściwie "kastko". I tak odtąd wszystkie ciastka, paluszki, chrupki kukurydziane i inne dziecięce smakołyki stały się "kastkiem". Razem z mężem dumni z naszego maleństwa ćwiczyliśmy wymawianie tego pięknego słowa, zostawiając smakołyki na stole i prosząc, aby córeczka wzięła sobie ciastko. I tak nasza pociecha rozwijała swoją samodzielność. W tym samym czasie kupiliśmy nowe przysmaki dla naszego psa, które córeczka z chęcią mu zanosiła nazywając je również „kastkiem”. Któregoś razu, kiedy byłam akurat zajęta sprzątaniem w salonie, moja pociecha chodziła po całym domu głośno krzycząc ciastko. Dumna byłam z niej strasznie, że tak pięknie jej to wychodzi, kiedy wmaszerowała z uśmiechem na ustach do salonu oblizując psią kość, czyli jej „kastko”. Ubaw miałam z niej ogromny, a psie kostki schowałam na wyższą półkę, lepiej niech zjada biszkopty. Odpowiedz Link Zgłoś
kasiek.orfi Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 14:13 Wchodzimy wczoraj po pracy do domu. Tymek samodzielnie ściąga kurtkę i leci do salonu. I słyszymy jak zaczyna śpiewać. Łamaną polszczyzną, dukając poszczególne zgłoski ale zachowując linię melodyczną jedzie z kawałkiem jak najbardziej trafionym w chwilę: „Na Timusia z polnika skierka uuuga, oć opowiem ci bajcie bajta bedzie duga, była baba jaga, miala atke z miaśla, a w ej atce śame iwy ćik skierka zaśla”. Stoi przed telewizorem i zarządza, że bajka musi być. A do bajki „kiebaśa”. Zupa nie – tylko kiełbasa. Słysząc jak potrafi powtórzyć całą zwrotkę kilkakrotnie słyszanej piosenki rosnę. I odpuszczam zupę. W końcu obiad zjadł w żłobku. Drugiego jeść nie musi. Dostaje w garść kabanosa i zasiada przed telewizorem gdzie leci jakiś "Okrąglinek". Po 5 minutach bajta zaczyna Go nudzić ale tylko w sensie dalszego oglądania. I zaczyna zdawać relację z tego co się w niej dzieje. Tak jakbyśmy sami nie widzieli, albo nie rozumieli tego co widzimy. Młody opowiada, że "tatuś kaće, mamusia idzie, pieśek robi au" i co tam jeszcze się dzieje. Gaduła mała. A na dobranoc, kiedy leżymy sobie razem w łóżku i gramy w "kto szybciej zamknie oczy" Młody postanawia opowiedzieć mi bajkę. O sarnie co to ma oczy. "Mamusiu. Bajta bedzie duga". Ja słucham, a On zasypia zanim sarna przeskuje wodę. Moje dziecko codziennie zadziwia mnie coraz bardziej. Ciekawe czym zadziwi mnie dzisiaj. Odpowiedz Link Zgłoś
kasiek.orfi Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 14:16 Nasza samosia MUSI wszystko robić sama. I dokładnie w taki sposób jak to sobie wymyśli. Weźmy na przykład ubieranie. To nic, że koszulkę wkłada się przez głowę, a buty są przyporządkowane konkretnej nodze. Młody wciąga rękawy na stopy twierdząc, że są to „rajtuśki” a buty zakłada z uporem maniaka na niewłaściwą stopę. A spróbuj zwrócić Mu uwagę. Jest wrzask i obrażanie. Bo On „śam rajtuśki”. Wychodzę z założenia, że niech się uczy, niech kombinuje, niech jest samodzielny. To Mu się bardziej przyda niż umiejętność liczenia do 12. Ale rano tak jak dzisiaj kiedy minuty biegną za szybko ta samodzielność nie jest mi na rękę. I tak latałam ci ja po mieszkaniu za wściekłym Samosiem, który za wszelką cenę usiłował udowodnić mi, że sweter jest rajtuzami, a skarpety nakłada się na buty. Zabawne? Trochę. Słodkie? Niewątpliwie. Wkurzające? JAK NAJBARDZIEJ. Dopadłam Samosia po trzecim okrążeniu stołu (kurcze jak te dzieciaki potrafią szybko biegać) kiedy próbował wcisnąć się za szafkę, z za której rzekomo miałam Go nie wydobyć. Siłą doprowadziłam miękką plastelinę do porządku (fantastycznie się operuje takim bezwładnym maluchem), kazałam podkówce pożegnać się z Enkiem i wyjechaliśmy. Cudem się nie spóźniłam do pracy. Ale generalnie i tak się cieszę, że to ja zawożę Młodego do żłobka. Odpowiedz Link Zgłoś
kasiek.orfi Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 14:19 „Mamuś a cio to bozia?” padło wczoraj pytanie z ust Młodego. Konsternacja. Bo bozia to w końcu bozia. Za dużo rozwodzić się by było by wytłumaczyć a przy takim rozwodzeniu trzeba przecież wziąć poprawkę, że te dziecko nie ma jeszcze skończonych dwóch lat. Przeanalizowałam w głowie wszystkie za i przeciw, kopnęłam w kąt moje zasady traktowania Młodego jak poważnie i logicznie myślącego człowieka i wydusiłam z siebie tylko „yyyyyyyyyy no bozia to amen”. Szczyt elokwencji, intelektu i znajomości tematu. Ależ „dumna” z siebie byłam )))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
mamajulki080506 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 14:48 Mam dwie córeczki (Julia 4 lata i Ania, 1,5 roku). Tyle wspomnień i wrażeń mi dostarczają każdego dnia, że trudno jest wyłuskać z tego wszystkiego to, co było najciekawsze, najbardziej intrygujące, czy też przyprawiało o dreszcz strachu. Zazwyczaj nie ingerowałam w rozwój moich dziewczynek. Owszem, czytałam co nieco, aby być na bieżąco, ale one same decydowały, czy są gotowe zrobić kolejny krok w swoim rozwoju, czy jeszcze musimy poczekać troszkę. Jednak jedna sprawa spędzała mi sen z powiek. A były to opowieści mamy dotyczące umiejętności mojej i mojego rodzeństwa wczesnego załatwiania swoich potrzeb na nocniczku. Opowieści kończyły się zazwyczaj stwierdzeniem: "No tak, ale Wy macie dzisiaj te pampersy i to Was gubi...". Wreszcie nie wytrzymałam i stwierdziłam, że czas, aby moje dziecko zaczęło załatwiać swoje potrzeby na nocniku. Po naradzie z nianią przeprowadziłyśmy zmasowany atak na niczego nie podejrzewającą Julkę (miała wtedy 1,5 roku). Kupiłam nocnik i 10 (!!!) par majtek. Nadszedł maj i pewnego dnia zdjęłam Julce pieluchę i włożyłam majteczki wyjaśniając oczywiście, co ją czeka i czego się po niej spodziewamy (ha ha, jej mina nie wróżyła niczego dobrego, ale ja byłam pełna wiary i nadziei). Pierwszy dzień nie przyniósł żadnego sukcesu. Julka sikała, jak piesek tam, gdzie akurat stała. Plusem było to, że zaobserwowałam ,ze zatrzymuje się w miejscu, przybiera "mądrą minę" i ...siusia. Jak zdążyłam ja, albo niania podsunąć nocnik, siki zostały złapane, jak nie, szmata szła w ruch. Spacery wyglądały tak ,ze Julka miała majteczki i spódniczkę. Zazwyczaj wystarczyło tylko zmienić majtki, problem był, jak posikała skarpetki i buciki... To był jeden wielki koszmar. Moje dziecię zupełnie nie rozumiało naszych zapędów i totalnie nie potrafiło połączyć chęci sikania z nocnikiem. Najdziwniejsze jest to, że po kilku dniach, w momencie, kiedy chciała siusiu, szukała sobie dogodnego miejsca: w szafie, pod kołdrą, w rogu, na balkonie, za fotelem, czy też w wielkim pudle po klockach LEGO, w którym uwielbiała się wcześniej chować. Potem do niego siusiała... Wszędzie, aby nie do nocnika… A taki ładny był, możecie mi wierzyć… Chyba bym się poddała, ale niania się uparła i stwierdziła:" Pani Agnieszko, damy radę !!!" Pewnie, że dałyśmy, ale trwało to około miesiąca. Ciągłe zmienianie majtek i ścieranie kałuż z podłogi, tudzież wylewanie z pudła na klocki. Mąż się śmiał, śmiała się mama i wszystkie koleżanki w pracy, które twierdziły, że powinnam odpuścić i poczekać jeszcze trochę, zanim podejmę kolejną próbę. Dziś wiem, że koleżanki miały rację. Ania jest przygotowywana do nocniczka stopniowo. Nocnik stoi w pogotowiu i wystarczy sygnał ze strony dziecka, aby został użyty. Mała potrafi już zakomunikować swoje potrzeby i "grubsze sprawy" nie trafiają do pieluchy. Staram się być cierpliwa, ale mimo wszystko czekam, aż zrobi się cieplutko i będzie można jej założyć majteczki. Strasznie jestem ciekawa, jak przebiegnie proces nocnikowania u mojej drugiej córeczki. W kocu każde dziecko jest inne... Odpowiedz Link Zgłoś
ekspert_aktywnerodzicielstwo Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 07.06.10, 21:30 Witam, Ucząc dziecko korzystania z nocniczka najważniejsze jest aby pamiętać o tym że jesteśmy osobami wspierającymi. Jeśli za bardzo naciskamy to takie zachowanie może się obrócić przeciwko nam i doprowadzić do tego, że dziecko zacznie mieć problemy z wypróżnianiem. Taka metoda działa na niektóre dzieci, ale przy nauce korzystania z nocniczka raczej należy uzbroić się w cierpliwość. Trzeba się też przygotować na to że jak jest już całkiem nieźle to może nastąpić krok w tyłu i jest to coś normalnego. Niektórzy rodzice zaczynają sadzać dziecko na nocniczek jak tylko potrafi siedzieć i odnoszą rezultaty. Jest to jedna ze szkół nauki korzystania z nocniczka. Ja jednak jestem zwolenniczką metody, w której ważne jest aby zwracać uwagę na sygnały, które daje nam dziecko tj.: okazywanie dyskomfortu po załatwieniu się w pieluszkę, zainteresowanie swoimi intymnymi częściami ciała, nazywanie tego, że zrobiło się kupkę czy siusiu (często po swojemu) i in. Kiedy dziecko zaczyna dawać te i inne sygnały warto rozpocząć naukę od sadzania na nocniczku o określonych porach (dziecko w pewnym momencie zaczyna się dość regularnie wypróżniać). Nagradzać brawami i przytulaniem jeśli tylko się uda coś zrobić. W tej nauce cierpliwość jest najważniejsza. Pozdrawiam, Marta Cholewińska-Dacka Odpowiedz Link Zgłoś
inezka77 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 16:22 Moim największym osiągnięciem jako rodzica jest nauczenie trzech córek ,że nie są na świecie same , że są blisko i daleko dzieci, ludzie ,którzy potrzebują naszej pomocy...że warto się dzielić tym co mamy i czuć z tego radość i dumę....zarazem nie oczekując w zamian niczego(jednocześnie nie dając się jednak wykorzystywać).I tak co jakiś czas(na święta, czy teraz z powodu powodzi) robimy przegląd szaf, półek z zabawkami i pakujemy rzeczy za małe już, zabawki,którymi wcale się nie bawią(a ktoś inny wcale nie ma żadnej),jakieś ręczniki, pościel ,coś z chemii(mydła,proszek),nie psujące się jedzenie(mąka, makaron, słodycze)...jestem sama dumna , gdy widzę zapał moich dzieci i wypieki na ich twarzyczkach podczas naszych domowych zbiórek (same mówią,że to dla dzieci ,które się będą cieszyć, bo nie mają), wszystkie zebrane rzeczy zanosimy albo do jakiejś konkretnej nie zamożnej rodziny, albo do PCK czy Caritasu...wierzcie mi ,że dzieci nie zawsze są skore do dzielenia, trzeba dać dobry przykład , wytłumaczyć i nie zmuszać...a wcale nie trzeba być bogatym (my nie jesteśmy)by się z kimś podzielić...no może tylko trzeba mieć wielkie serducho dobre Odpowiedz Link Zgłoś
roksanazakrzewska Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 02.06.10, 18:22 Witam Ja chciałam się pochwalić jak odzwyczaić dziecko od smoczka, moja córcia nie rozstawała sie ze swoim smoczkiem zwłaszcza przy usypianiu musiał być gdy stwierdziłąm że już czas na odstawienie smoczka wymyśliłam historyjkę że jak usnie bez smoczka to przyleci wróżka i zostawi jakiś fajny prezencik. Pierwszego dnia było ciężko bo córcia nie wytrzymała i zasnęła ze smoczkiem ale następnego już tylko trzymała go w rączce poczym trzeciego dnia położyła go pod poduszkę i powiedziała że jak wróżka przyjdzie to weźmie smoczek a zostawi jej prezencik. tak też się stało wróżka w nocy przyleciała po smoczek a zostawiła piękną zabaweczkę misia który czyta bajeczki córcia była wniebowzięta i pytała kiedy jeszcze przyleci wróżka. Odpowiedz Link Zgłoś
83-betinka ..." siuj " stopki :) - konkurs LOVI 02.06.10, 23:03 Moja córeczka 30 maja skończyła dwa latka i od pewnego czasu bardzo chętnie sama odpina i ściąga sobie kapcie.Gorzej jest z ich zakładaniem i noszeniem.Aby ją tego nauczyć razem z mężem zaczęliśmy wąchać jej stopki i mówić "fuj" i że to dlatego że chodzi bez kapciuszków.Jednak metoda ta nie przyniosła zamierzonego rezultatu. Dzisiaj jej stopki są po prostu cały czas (nawet po kąpieli)-jak to sama po sprawdzeniu stwierdza:"siuj"Mało tego,zdarzyło się nawet nieraz,że nasze stopy,czy stopy naszych gości były po uprzednim obwąchaniu określone przez nią jako"siuj" ! Odpowiedz Link Zgłoś
daryjka87poznan Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 03.06.10, 00:59 Moja corcia chce byc na tyle samodzielna ze sama probuje przygotowac obiadek z mamusia, ma osobny garneczek, kładzie go zawsze na krzesełku, wkłada do garka rozne warzywa (zreszta co idzie włozyc to tam sie znajduje) Pozniej udajemy ze gotujemy pyszne jedzonko, mamy przy tym nie miara zabawy i dobrego humorku. Na koncu kosztujemy to co ugotowalysmy czyli corcia mamy posilku a ja corci wynalazków. Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Z pamiętnika wyrodnej matki 03.06.10, 18:09 Jest tak: młoda przechodzi bunt dwulatka, a to z kolei przechodzi ludzkie pojęcie. Czary mary, hokus pokus, cuda na kiju: krzyki; wrzaski; histeria; kradzieże czekolady; domaganie się jedzenia co 10 minut następnie odmowa konsumpcji; chce na ręce, nie chce, chce, nie chce; chce wyjść na dwór by w windzie się drzeć na całe gardło, niczym dziecko maltretowane, że chce do domu ! JUŻ !. Do tego mi się dziecko przestawiło i zamiast spać od 20 do 7 – śpi od 22-23 do 5 max 6. I tak od kilku tygodni. Zdrowa jest, nic nie boli – ew. ból egzystencjalny ma. Hugo wie. Zatem matka chodzi wnerwiona przez 16 godzin na dobę albo dłużej, przez resztę, jeśli dziecię śpi – matka stara się nie wybuchnąć. No a potem rano nikt ani nic nie jest w stanie jej dobudzić (z wyjątkiem posadzenia jej na twarzy tyłka z kupą w pieluszce, choć i to też niekoniecznie zawsze od razu zareaguje). Zazwyczaj rano wygląda to tak: młoda płacze, więc idę do Jej pokoju, biorę na ręce, kładziemy się razem, podsuwam pierś i mam spokój. Zasypiam, znaczy. Czasem Ona też – a czasem nie. Pod niebiosa wychwalam dzień, kiedy wstaje cichaczem i bawi się z godzinkę sama w pokoju a ja dosypiam. Czasem to nawet 2 godzinki ale skrajna rzadkość. Od jakiegoś tygodnia ubieram tylko pajacyk na noc, bez bodziaka, bo twierdzi że Jej gorąco i się rozbiera. Wolę, by spała w pajacu (bo się odkrywa) niż miała go zdjąć i spać w bodziaku na krótki rękaw. W dniu dzisiejszym budzi mnie coś. Otwieram ledwo jedno oko, potem drugie i chwila zastanowienia: śni mi się, czy mi się nie śni? Przede mną stoi golas. Zamykam oczy, ponownie otwieram: tak, golas. Bez pajaca i pieluchy. Myślę: „no dobra, zimno nie jest, nie umrze, niech se tyłek przewietrzy”. I tak sobie trwamy. Ja dalej śpię a młoda się bawi. Nagle czuję, jak coś mnie ciągnie za rękę. Otwieram oczy, ogarniam ogół i stwierdzam, że git jest, dziecko żyje, krwi nie ma. No ale młoda stoi nade mną i mówi coś w stylu: „y-y-y-ojeeeeej-y-y-mamaaaa-ojeeeeeeeej”. Wczoraj to był wysypany na podłogę w kuchni makaron, zostawiony w paczce przez Połówka jeszcze wcześniejszego dnia, wieczorem. Wiedziałam, że coś znów dorwała. No to wstaję. Bierze mnie dziecię za rękę, prowadzi kawałek… no nie wierzę. Oglądam się dla pewności, czy mnie w łóżku nie ma. No nie ma. Na środku pokoju, uroczo zwinięta w delikatną kompozycję spiralną, leży (araczej: stoi) KUPA. Odpowiedz Link Zgłoś
ekspert_aktywnerodzicielstwo Re: Z pamiętnika wyrodnej matki 07.06.10, 21:12 Witam, Dzieci potrafią wyprowadzać rodziców z równowagi . Niektórzy rodzice mówią, że tą umiejętność ich pociecha opanowała do perfekcji. Zwykle zachowania naszego dziecka z czegoś wynikają: może to że nie zwróciliśmy uwagi na jego uczucia, może to że rosną mu ząbki, a może to, że chce nam bardzo coś powiedzieć czy o coś poprosić ale nie potrafi lub jeszcze innych. Dzieci stopniowo uczą się radzić sobie z panowaniem nad emocjami i często ich wielkie problemy są bardzo błahe dla rodziców. Ale ważne jest aby mieć szacunek również dla tych błahych problemów dziecka. Czasami dzieci zachowują się też wg rodzica absurdalnie, zmieniając co chwila zdanie i wyprowadzając go z równowagi. Tutaj Pani napisała o okresie buntu dwulatka. Jeśli pojawia się bunt to jest to często trudnym okresem zarówno dla rodzica jak i dla dziecka. Chce ono być coraz bardziej samodzielne, ale nie ma jeszcze opanowanych wielu umiejętności aby to osiągnąć; chce nam coś przekazać, a nie zawsze w tym wieku potrafi powiedzieć o co mu chodzi. To wszystko powoduje frustracje, a tak jak napisałam już wcześniej dziecko przez jakiś czas uczy się kontrolowania swoich emocji. Czasami i my dorośli mamy z tym problemy. Dlatego warto mówić o emocjach, nazywać je, rozmawiać i w sytuacjach trudnych starać się panować nad własnymi ponieważ to rodzice są najważniejszymi nauczycielami swojego dziecka. Okres buntu dwulatka może się pojawiać między 15-18 miesiącem. Może występować w różnym natężeniu i przebiegać bardzo burzliwie albo dość spokojnie. Często rodzice mówią, że czują się tak jakby ktoś im podmienił dziecko bo z dość grzecznego smyka ich dziecko zamienia się w zaborczego i rozkapryszonego malucha. Najważniejsze jest to, że okres buntu mija i naszą rolą jest to aby pomóc dziecku przejść przez niego choć dla nas rodziców też może nie być to łatwe. Życzę wytrwałości wszystkim rodzicom zbuntowanych dwulatków… i tych starszych buntowników też Pozdrawiam, Marta Cholewińska-Dacka Odpowiedz Link Zgłoś
nglka Re: Z pamiętnika wyrodnej matki 10.06.10, 12:02 Właśnie mniej więcej wtedy się to zaczęło, kiedy córka miała ok 16-17 miesięcy. Obecnie ma 21 i trwa do dziś, choć ostatnio winię za to zęby (niby wszystkie trójki się już przebiły ale rosną nadal i na dziąsłach, bywa, że pojawia się krew). Czułości nie ograniczam w żadnej formie. Głaszczę, przytulam, mamy zabawy w przytulanki i gilgotki, dużo też niestety noszę (niestety: dla mojego kręgosłupa, chusta się u nas nie sprawdziła). Tyle, że są dni kiedy dziecko właśnie wyprowadza z równowagi wszystkich wokół i to jest nie do przeskoczenia bo jak pani słusznie zauważyła - dorosły też ma pewne granice a im częściej są one przekraczane, tym szybciej linia graniczna się obniża i tym łatwiej wybuchnąć. Zabaw też ma niemało, córa jest po prostu bardzo temperamentna, co zauważa każdy, kto ma z małą styczność dłużej niż przez kilkanaście minut. I bardzo, bardzo samodzielna. Już jako 14to miesięczniak sama ubierała spodnie, zdejmowała bluzkę, ubierała skarpety, buty. Wszystko sama. I bardzo się z tego cieszę, choć to także oddziaływuje na nerwy mamy, kiedy dziecko koniecznie chce samo się ubrać a akurat musimy wychodzić Staram się nie reagować nerwowo ale byłabym chyba cyborgiem, gdyby mi się to udało. Również życzę siły wszystkim mamom energicznych i temperamentnych dzieci Odpowiedz Link Zgłoś
wichura5 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 03.06.10, 21:31 Bajka o dziewczynce, która nie chciała jeść zupy pomidorowej Była sobie raz mała dziewczynka, Zosia. Zosia najbardziej na świecie lubiła jeść bułeczki prosto z piekarni oraz pić mleczko. Nic więcej nie chciała spróbować. No, może czasem banana albo naleśnika. A poza tym nic a nic. Nawet śmiesznych kolorowych kanapeczek, które mama Zosi co rano przygotowywała na śniadanie. - Chcę bułeczkę! – wołała Zosia – nie kanapki! Bułeczkę! I tak dzień w dzień. Mama Zosi załamywała ręce i martwiła się straszliwie o zdrowie swojej ukochanej córeczki. Przecież wszyscy wiemy, że Rodzicie okropnie troszczą się o swoje malutkie dzieci i bardzo martwią, kiedy zagraża im coś niedobrego. No a jak tu się cieszyć, kiedy Zosia odmawia jedzenia pysznych słodkich jabłuszek i soczyście czerwonej marchewki? Owoców i warzyw pełnych witaminek? Mama Zosi martwiła się coraz bardziej lecz nie miała żadnego pomysłu w jaki sposób przekonać swoją ukochaną jedynaczkę do zjadania kotletów i kluseczek ze szpinakiem. Aż tu nagle pewnego dnia w piekarni, gdy jak co dzień kupowała dla Zosi bułeczkę, spostrzegła w kolejce za sobą małego chłopczyka. Chłopczyk stał w kolejce razem z mamą i ze smakiem zajadał kanapkę z żółtym serem. - O, jak pięknie chłopiec je drugie śniadanie, zobacz, Zosiu – zachwycała się mamusia – może ty też miałabys ochotę na pyszną kanapeczkę z serem - Nie, nie – odpowiedziała Zosia, bo przecież ona doskonale wiedziała, że nie lubi żółtego sera. Dlatego go nigdy jeszcze nie spróbowała. Nie je się przecież rzeczy, których się nie lubi jeść. Mama martwiła się coraz bardziej i bardziej. Zrozpaczona mama radziła się swoich koleżanek “co robić? co robić?” – dopytywała na placach zabaw i na internetowych forach. “Najlepiej posadź przed telewizorem, włącz bajkę i wtedy dziecko łyknie wszystko, co tylko zaserwujesz” – powtarzały się rady. Mama Zosi posłuchała a potem bardzo, bardzo długo musiała wycierać czerwone plamy po zupie z dywanu a wypluty przez Zosię makaron ze ściany. “Cóż, sprawdzone metody na moją córeczkę nie działają” – zauważyła mama a z jej oczu zaczęły płynąć łzy. - Dlaczego płaczesz, mamusiu – dopytywała się Zosia - Dlatego, córeczko, że jest mi bardzo, bardzo smutno – odpowiedziała mama Córeczka zmartwiła się okropnie tym, że mamusi jest smutno i powiedziała “nie martw się mamusiu, jak chcesz to pożyczę Ci mój ukochany kocyk abyś się mogła trochę do niego poprzytulać, wtedy na pewno zrobi ci się weselej.” Mama jednak nie wzięła kocyka, przytuliła za to mocno do siebie swoją ukochaną córeczkę i ukradkiem otarła łzy. Zosia nadal jadła niewiele, od czasu do czasu skradła jakiemuś innemu dziecku na placu zabaw ciasteczko i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek coś się zmieni. Któregoś ranka mama Zosi nie wytrzymała i postawiła sprawę tak: zjesz trzy łyżki rosołu, to wtedy wyjdziemy na dwór. Nie zjesz – nigdzie nie pójdziemy. Pomimo pięknego słonecznego dnia siedziały więc w domu, gdyż Zosia zupki nie zjadła a mama musiała być konsekwentna (bo tak nakazują uczone książki o wychowywaniu małych dziewczynek). Innym znów razem mama Zosi wymyśliła chytry plan: jeśli zjesz kotleta i surówkę – w nagrodę dostaniesz lizaczka (nie zdradziła oczywiście swej córeńce, że lizak jest absolutnie zdrowy, bezcukrowy i pochodzi z eko-sklepu. Dla dziecka wszak liczył się jedynie fakt, że lizaczek bezsprzecznie musiał być słodki a słodycze, jak większość dzieci, Zosia wprost uwielbiała). Zosia postanowiła przechytrzyć mamusię, ze wstrętem ugryzła kotleta dwa razy, przełknęła z trudem, po czym powiedziała, że już się najadła i poprosi lizaczka. Mama nie bardzo wierzyła w słowa córeczki lecz poddała się, wynagrodziła ją lizaczkiem a potem w trosce o pusty brzuszek, podczas spaceru, kupiła pyszniutką grahamkę. Tak oto mijały dni, mama miała coraz bardziej zatroskaną minę, z rozpaczy i zgryzoty schudła o dwa rozmiary ( a tato Zosi o dwa rozmiary przytył – głównie ze względu na to, że musiał dojadać nietknięte przez Zosię posiłki). Aż nadszedł dzień, w którym Zosia pierwszy raz poszła do przedszkola. Mama strasznie się martwiła, co będzie, przecież w przedszkolu nikt nie kupi jej córeczce jej ulubionej bułeczki. Co, jeśli Zosieńka odmówi zjedzenia mielonego i ogórkowej? Czy wytrzyma cały dzień bez jedzenia? Mama martwiła się tym strasznie, z tego zmartwienia nie mogła się na niczym skupić, zjadła całą gorzką czekoladę i sześć upieczonych wczoraj muffinek. Siedziała przy kuchennym stole i myślała, jak tam jej córka daje sobie radę. W końcu nadeszła pora aby po długim dniu odebrać Zosię. Mama popędziła ile sił w nogach, kupując po drodze w piekarni ulubione bułeczki dla wygłodniałej córeczki. Córka na jej widok rzuciła się w ramiona i powiedziała: “zaczekaj mamusiu, nie mogę jeszcze iść, muszę zjeść jabłuszko na podwieczorek. Wszystkie dzieci też jedzą, bardzo lubię jabłuszka, dlaczego nie dawałaś mi takich w domu do jedzenia?” Mama Zosi wybałuszyła oczy ze zdumienia. Jabłko próbowała podać co najmniej dwa miliony razy, a to samo, pokrojone w kawałki, a to pieczone z cynamonem i cukrem waniliowym, a to ukryte w babeczkach lub plackach smażonych na patelni. Za każdym razem musiała zjadać wszystko sama. – A co z obiadem? – zapytała zszokowana mama panią nauczycielkę. - Zosia zjadła pięknie zarówno śniadanie jak i obiadek, nie mogłam wprost, patrząc na nią uwierzyć w to, co pani wcześniej opowiadała, że z niej taki niejadek. “Podmienił mi ktoś dziecko, czy jak”? – zastanawiała się mama Zosi w drodze powrotnej do domu Nazajutrz sytuacja powtórzyła się, a potem znowu i znowu. …. Jaki morał płynie z tej bajeczki? Czym prędzej oddaj niejadka w dobre ręce do żłobka lub przedszkola. A nuż stanie się tak, jak w przypadku Zosi? Czego matka wariatka życzy sobie i własnemu synowi! Odpowiedz Link Zgłoś
ssirt Konkurs LOVI 04.06.10, 03:11 Wtorkowe popołudnie.Pamiętam to doskonale.Czemu?Bo we wtorki chodzimy na pływalnię i wtedy także na nią się wybieraliśmy.Moje jakże cudowne dziecko,czyli Miłosz(wtedy 1,5)już poinformowane,że jedziemy „plum” pokrzykiwał na mnie coś po swojemu.Zabrałam torebkę,torbę ze sprzętem basenowym(hehe),Miłka za rękę,kluczyki od samochodu i..no i lipa.Ostatnim elementem powinny być klucze od domu,w którym byliśmy tylko we dwoje (plus pies).Jednakże kluczy brak,a przecież kładłam je z kluczykami od samochodu.Rozpoczęły się coraz bardziej nerwowe poszukiwania,mocno zakłócane pokrzykującym na mnie Młodzieńcem.Wyrzucenie pełnej zawartości damskiej torebki (sic!) nie zdało się na nic.Przemówiłam do dziecięcia mego,jednakże nie stał się cud i ani nie przemówił On do mnie,ani nie przyniósł z uśmiechem kluczy.Nie dość,że nie przyniósł,to zaczął zmieniać tonację na płaczliwą.Szukanie w łóżeczku,pod łóżeczkiem,w skrzyni z zabawkami(coraz bardziej nerwowe)nie zdało się na nic.W lekkim szaleństwie byłam nawet gotowa pozostawić dom otwarty,ale przed taką głupotą powstrzymała mnie tak prozaiczna rzecz,jak fakt,iż klucz od bramy mam spięty z kluczami od domu,a samochodem zaparkowałam na podwórku.Lekko już bezradna i zrezygnowana udałam się do drzwi wejściowych by upewnić się czy nie mam niesłusznych pretensji do Młodego,podczas gdy klucze tkwią w zamku.Nie tkwiły.Próbowałam przeniknąć umysł Miłka i zgadnąć co mogło zafascynować dziecię me.Ostatnio uczyłam Go wrzucania łyżeczki do zlewu i wkładania talerzyka do zmywarki.W zlewie nie było niczego co by przypominało klucze.Natomiast ich pęk leżał malowniczo wrzucony na talerze w zmywarce.Moje dziecię okazało się więc bardzo pojętne i porządnickie.Ja mam zaś talent pedagogiczny ;p.Na basen zdążyliśmy,a ja byłam Milo bardzo wdzięczna,że nie wrzucił też kluczyków samochodowych wraz z pilotem do zlewu.Po tych doświadczeniach zmywarka jest zamykana dodatkowo zabezpieczeniem „meblowym”,a ja nie zostawiam kluczy w zasięgu tych małych,tłustych rączek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asia_mama Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI IP: *.prudnik.net.pl 04.06.10, 10:13 Wielu rodziców codziennie wieczorem marzy o spokojnej nocy. Niestety dziecko wciąż uparcie nie chce zasnąć. Gdy wreszcie dom ogarnia cisza, wykończeni fizycznie i psychicznie rodzice nie mają już na nic siły. Na domiar złego po kilku godzinach cała historia zaczyna się od początku - maluch budzi się i znów z całych sił broni się przed zaśnięciem. Pewnie większość z nas zna ten scenariusz i tylko nieliczni szczęśliwcy mogą się od czasu do czasu wyspać. Nasze nastolatki, gdy były małe również nie potrafiły samodzielnie zasypiać. Wiele wieczorów spędzałam na usypianiu rozbrykanych dzieci. Obie córeczki kilka lat wędrowały w nocy ze swoich łóżeczek na nasz tapczan. Mistrzynią była Karolina, która mając 2-3 latka ciągnęła przez długi przedpokój całą pościel. Potem cichutko kładła obok mnie poduszkę, nakrywała się własną kołdrą i najspokojniej w świecie zasypiała. Za godzinkę lub dwie pojawiała się starsza od niej o 4 lata Aśka. Niestety miejsce na tapczanie rodziców było już zajęte I tak co noc - kto pierwszy, ten lepszy. Nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić i czekaliśmy aż maluchy po prostu z tego wyrosną. Doczekaliśmy się, ale o wiele prościej było nauczyć je samodzielnego zasypiania. Niestety wtedy nie mieliśmy doświadczenia i odpowiedniej wiedzy, aby sprostać temu zadaniu. W ogóle nie wiedzieliśmy, że samodzielne zasypianie to umiejętność, której należy nauczyć dziecko podobnie, jak jedzenia czy chodzenia. Nasza mała Zuzia śpi jak aniołek. Nauczyła się tego przy mojej pomocy między 3 i 4 miesiącem życia. Jest zawsze uśmiechnięta, świetnie się rozwija i nie stwarza nam żadnych problemów. Odpowiedz Link Zgłoś
ekspert_aktywnerodzicielstwo Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 07.06.10, 21:19 Witam, Tak jak Państwo słusznie zauważyliście to niestety najczęściej nie działa tak, że dzieciaki z tego wyrastają i nagle zasypiają same, bez problemu i bez pomocy rodzica. Tego dziecko musi się nauczyć. Jeśli rodzice czują, że jest problem ze spaniem i chcą coś zmienić to należy się tym zainteresować. Ale jeśli nie jest to dla nich kłopot (również myśląc długofalowo) i nie mają potrzeby nic z tym robić (np. dziecko śpi razem z rodzicami i jest ok), a jest tylko presja otoczenia, to nie ma sensu się tym zajmować. To rodzic musi chcieć coś zmienić, wtedy jest sens wprowadzania metod samodzielnego zasypiania i odpowiednia motywacja aby coś zmienić. Są metody nauki samodzielnego zasypiania dla dzieci, które skończyły 6 miesiąc życia, ale bardzo ważne jest to aby od początku kiedy tylko dziecko pojawia się na świecie nie uczyć maluszka złych nawyków spania. Wtedy często w pózniejszym okresie okazuje się, że problem z zasypianiem jest minimalny, albo wogóle go nie ma. Złymi nawykami może być spanie z rodzicami, zasypianie dziecka przy piersi, usypianie dziecka na rękach, nosząc je i in. Pewne rzeczy można troszkę na samym początku nieco odpuścić, ale należy mieć wszystko pod kontrolą, pamiętając o skutkach jakie może nieść nasze „odpuszczanie”. To że dzieci nie potrafią samodzielnie zasypiać w dużej mierze jest niestety winą rodziców, właśnie złych nawyków jakie są wprowadzane przy zasypianiu oraz braku konsekwencji. Temat jest bardzo obszerny także może na tym zakończę. Pozdrawiam serdecznie, Marta Cholewińska-Dacka Odpowiedz Link Zgłoś
mariomiki Re: Plecki czy brzuszek czyli turlanki - konkurs 04.06.10, 15:23 Nazywam się Mikołaj i prawie skończyłem 7 miesięcy. Ale dosyć długo byłem leniuszkiem i nie miałem ochoty leżeć na brzuszku – jak moja mama tylko mnie przekręcała od razu się wściekałem, bo przecież sufit był taki ciekawy, a jak jeszcze zapaliły się te śmieszne światełka na górze to już raj na ziemi. Rodzice martwili się, bo jak miałem 5 miesięcy to nadal ta pozycja mnie wnerwiała i nawet jak kładli mnie na brzucho to w ramach protestu nie próbowałem podnosić główki do góry tylko leżałem plackiem. Od czasu do czasu przekręcałem się sam, ale jakoś nie przypadało mi to do gustu. Poszliśmy więc do lekarza. Miła pani doktor powiedziała, że na jej oko jest wszystko w porządku – jasne, że jest, tylko to ja zadecyduję, kiedy mam ochotę na coś więcej ;o) Aż tu nagle, pewnego dnia odkryłem ile jest frajdy w turlaniu się po pokoju. Mama i tata rozłożyli mi wieeelką matę na podłodze i całkiem mi się spodobało. Od razu zacząłem zadzierać głowę wysoko do góry, a mama śmieje się, że w ciągu godziny robię kilka kilometrów metodą brzuszek-plecki-brzuszek-plecki. Szybko musieli wykombinować ogrodzenie do maty, bo kilka razy się przestraszyli, gdy mnie zostawili na macie i po powrocie z kuchni mnie nigdzie nie było – a ja sobie leżałem pod stołem albo na posłaniu psa :o) Teraz już zaczynam raczkować i choć mama i tata cieszą się z tego bardzo, widzę przerażenie w ich oczach bo już żadne zagrody nie będą mi straszne. Odpowiedz Link Zgłoś
ekspert_aktywnerodzicielstwo Re: Plecki czy brzuszek czyli turlanki - konkurs 07.06.10, 21:35 Witam, Niektóre dzieci rozwijają się troszkę wolniej ale to nie znaczy że coś jest nie tak. Niektóre dzieci wolno rozwijają się ruchowo a szybciej rozwijają się pod względem mowy i jest to zupełnie normalne. Są tak jak Państwo napisaliście typy leniuszków Jeśli tylko lekarze nie zauważają niczego niepokojącego to należy dać dziecku czas na rozwinięcie umiejętności. Różnego rodzaju ćwiczeniami czy zabawami można pomóc dziecku, wspierając rozwój, stymulując go. Trzeba tylko pamiętać, aby celem nie stało się przyspieszenie rozwoju, ponieważ dziecko jeśli będzie gotowe to zacznie zdobywać nowe umiejętności, a jeśli nie to nie. Teraz Państwo nie możecie się pewnie doczekać kiedy dziecko postawi swoje pierwsze kroki, a jak już to się stanie to będziecie je prosić, żeby się chociaż na chwilę zatrzymało ) Pozdrawiam, Marta Cholewińska-Dacka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ola_25 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI IP: 94.254.173.* 04.06.10, 17:10 Mój synuś ma dopiero 5 miesięcy ale już teraz próbuje sam zjadać posiłki daję mu wtedy drugą łyżeczkę i sam próbuje nabierać sobie jedzonko powiedzmy że jakoś sobie radzi ale i jest świetna zabawa przy tym bo wtedy cały jest umazany papką od stóp po główkę Odpowiedz Link Zgłoś
nalcia20 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 11.06.10, 14:48 Przypomniałam sobie jeszcze zabawną sytuację z początkami poznawania ludzi oraz zwracania na siebie uwage innych osób. Zuzanka lubi być w centrum zainteresowania . Miałyśmy sytuację, że została Zuzia zatrzymana w szpitalu z powodu rota wirusa. Codzienne wizyty lekarzy oraz pielęgniarek tak się jej spodobały, aż do tego stopnia że jak lekarz wchodził to ona już się rozbierała. Obok naszego lóżka leżał bardzo chory chłopczyk. Pewnego dnia zebrało się konsylium złozone z wszystkich lekarzy, pielęgniarek oraz studentów przy łóeczku tego chłopczyka. Profesor omawiał nietypowy przypadek chłopca i zaczeli debatowac oraz badać. Poczym po skończonej wizycie zaczęli wszyscy wychodzić i nikt nie zwrócił uwagi na Zuzię, ani nawet jej nikt nie przebadał. Zdenerwowana, zaskoczona i oburzona zachowaniem profesora Zuzia pociągnęła przez szczebelki profesora za kitel i podniosła bluzeczkę sugerując mu że teraz ona chce byc badana. Biedny profesor musiach chociaz na chwilę się nią zaj ąc by byla uszczęśliwiona. Po czym przy wieczornym obchodzie Pani doktor od razu zaznaczyła , że nie popełni takiego samego błędu jak profesor. Odpowiedz Link Zgłoś
marta81008 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 05.06.10, 01:38 Witam serdecznie! Otoz moj synek Dominik gdy sie urodzil spedzil kilka tygodni w inkubatorku.Ktoregos dnia gdy pani pielegniarka zmieniala mu pieluszke,trzymajac rece w ciasnych otworach inkubatora,moj maly Dominis siknol prosto na nia z tak malego okienka.Wszyscy bylismy w szoku takiego biegu wydarzen hi hi ale skonczylo sie glosnym i radosnym smiechem-rowniez przez pania pielegniarke Odpowiedz Link Zgłoś
amesia0804 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 05.06.10, 20:55 Moja Agatka ma dopiero 14mieś.ale jej zasób słów jest dość duży i wyraźnie mówi,co nie zawsze jest wygodne Kiedyś podczas wizyty cioci znudzona zabawą w łóżeczku i brakiem zainteresowania jej osobą woła,,tata,tata",,choć,choć".Mąż podchodząc pyta-Co chciałaś Agatko?,a ona ,,miś,miś"mąż podał misia,a ona nim pac za barierki i woła,,tata,tata",,bach,bach",a po chwili namysłu wyraźnie i głośno ku zdziwieniu ogółu ,,o kurde" i za chwile,,o kurde".Na koniec ,,tata,tata" ,,pa,pa".Tak podczas wizyty cioci nasza córunia zaprezentowała swój bogaty słownik .Teraz już bardzo zwracamy uwagę na to co mówimy przy naszym bąblu. Odpowiedz Link Zgłoś
kwendlandt Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 06.06.10, 18:10 Mój prawie 14-miesięczny Dominik miał ostatnio przygodę z ... gotową masą szpachlową! Mąż zaklejał przez przypadek zrobioną w ścianie niewielką dziurkę i po skończonej pracy zostawił wiadereczko z tą masą na parapecie w kuchni, który jest dość nisko. Na drugi dzień podlewałam kwiaty w sypialni, gdy moja pociecha przybiegła do mnie i zaczęła wołać "mama, mama". Obejrzałam się z ciekawości a mój syn właśnie rączkami całymi od białej masy głaskał się po włoskach! Na domiar wszystkiego droga z kuchni do sypialni cała usłana była małymi, białymi śladami stópek. Ale to przecież wszystko wina taty Odpowiedz Link Zgłoś
83-betinka "czym skorupka za młodu nasiąknie.."- konkurs LOVI 06.06.10, 21:16 Jestem mamą dwuletniej dziewczynki,z której jestem niesamowicie dumna,a w szczególności z jej postępów jakie osiąga jeśli chodzi o mówienie i zapamiętywanie.Droga do tego wcale nie jest taka trudna,wręcz przeciwnie-przyjemna.Codziennie wspólnie z mężem dużo sobie "rozmawiamy" z naszą córeczką i uczymy ją zasad dobrego zachowania.Odkąd tylko pamiętam zawsze rano mówimy do córci - dzień dobry,jak coś dajemy - proszę,jak bierzemy - dziękuje,jak wychodzimy - dowiedzenia a przed spaniem - modlitwa "Aniele Boży...".Teraz nasza córeczka zaraz z rana sama mówi do nas "dobi",co w jej języku znaczy oczywiście dzień dobry.Wita się tak nie tylko z nami ale również ze swoimi lalami i misiami podając im przy tym rączkę.Słowa dziękuję i proszę też na stałe zagościły w jej słowniku,co prawda brzmią one nieco inaczej bo "kuje" i "prosie" ale doskonale wie kiedy ich używać.I nie mogłabym nie wspomnieć jak nasz aniołek ładnie sam się już modli wspomnianą wcześniej modlitwę "Aniele Boży...".Jest może ona troszkę przez nią skrócona i dla innych trudna do zrozumienia ale dla jej Anioła Stróża napewno zrozumiała,a brzmi ona tak: "Niele,Siuziu mój,Ty ziawsze przy mie siuj.Rano,cieczór,we dnie,nocy bądź mi ziawsze ku pomoćy".Dalej powtarza na razie za nami,ale na koniec sama składa rączki i mówi: aaaamen. Odpowiedz Link Zgłoś
inezka77 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 07.06.10, 00:09 moim ogromnym problemem było sikanie 2 letniej córki w łóżko, w ciągu dnia nocnik był w użytku od około 14 miesiąca...noce ciągle mokre.....stres dla rodziców, dziecka...a po co i dlaczego? na własne życzenie...bo pierwsze dziecko tak szybko pojęło a drugie gorsze nie może być!!!!!!!!!!!!!skoro pierwsze zaczaiło to drugie też w tym samym czasie musi.....a tu klops....robimy badania moczu,USG układu moczowego....wszystko o.k...to co jest grane?i wiecie co, dzieci nawet do 5 roku mogą moczyć się ...a ja szalałam, porównywałam...a każde dziecko jest inne......czas zrobił swoje....już nie zawstydzam, nie krzyczę , bo znowu wpadka,CIERPLIWOŚĆ, WYROZUMIAŁOŚĆ,SPOKÓJ.......MÓJ PRZEPIS NA SUKCES......ufaj swojej intuicji, nie porównuj,słuchaj sygnałów Twojego Dziecka........to działa!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ekspert_aktywnerodzicielstwo Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 07.06.10, 20:47 Witam, Tak jak Pani napisała problem siusiania nocnego może się utrzymywać dość długo, nawet do 5 r.ż. Także nie należy się przejmować i denerwować na dziecko jeśli świetnie sobie świetnie radzi z korzystania z nocniczka w ciągu dnia natomiast podczas nocy się moczy. Ucząc dziecko korzystania z nocniczka należy pamiętać, żeby rozróżnić trening dzienny od treningu nocnego. Są to dwie różne sprawy i powinno się inaczej do nich podchodzić. Rozpoczynając trening dzienny najlepiej zająć się tylko nim a do treningu nocnego przejść później. Oczywiście również w tym czasie rodzice mogą sprawdzać pieluszkę dziecka i jeśli przez kilka dni z kolei jest ona sucha to można założyć dziecku majteczki na noc, ale ubezpieczyć jeszcze łóżeczko jakąś ceratką. Czasami trening nocny przebiega szybciej a czasami potrzeba na to więcej czasu, zupełnie jak ze zdobywaniem innych umiejętności przez dziecko. Tak jak przy treningu dziennym zdarzają się wpadki tak i przy treningu nocnym jest to często nie uniknione. Ale najważniejsze jest to aby wspierać dziecko i być przy nim podczas tej nauki oraz dać mu tyle czasu ile potrzebuje na opanowanie tej umiejętności a nie powodować stres, który często nie prowadzi do niczego dobrego. Życzę wszystkim rodzicom CIERPLIWOŚĆ, WYROZUMIAŁOŚĆ, SPOKÓJ - tak jak Pani słusznie napisała jest to recepta na sukces Pozdrawiam, Marta Cholewińska-Dacka Odpowiedz Link Zgłoś
loula Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 07.06.10, 11:36 moja córeczka najbardzij bala się pomieszczeń w których były zamkniete drzwi.wiec gdy tylko "staneła" stabilnie na nóżkach zaczełam ja uczyć otwierania i zamykani drzwi. zamykanie szło prosto, gorzej jednak było z otwieraniem.uczylam dziecko na swoja zgubę.w sobote rano (w listopadzie) wyszłam ściągna pranie z balkonu.w tym czasie moja córeczka chciała pokazać jaka jest pojętna i ajk pieknie nauczyła się zamykac drzwi.zatrzasnęła mnie na balkonie w samej piżamie i skarpetkach. mąż w pracy, rodzice daleko, panika. mieszkamy na parterze, wię nie problem wyskoczyc.jednak jak zostwic samo dziecko siedząe przed balkonowymi drzwiami? rezultat był taki, ze z ciezkim sercem zostawiłam dziecko w domu,pobiegłam przez cale osiedle w skarpetkach i piżamie, przez rosę do znajomych.drzwi wyważone,córeczka przestraszona a ja z angina wylądowałam w łóżku.teraz wiem,że na wszystko przyjdzie pora, nawet na naukę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Weronika Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI IP: *.xdsl.centertel.pl 08.06.10, 14:01 Moje dziecko ma dwa lata a jego brat ma 11lat kupiłam starszemu synowi komórkę z play do niego była dołączona smycz młodszemu podobał się telefon i widział jak starszy brat jest nim zafascynowany gdy starszy syn poszedł do szkoły zostawiając telefon w domu spuściłam na chwile dwuletniego syna z oka wchodzę do toalety patrze a mały trzyma komórkę nie zdążyłam dobiec do niego aby mu ją zabrać wrzucił ją do kibelka mówiąc da da pley i spukał. Odpowiedz Link Zgłoś
buksik2 Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 08.06.10, 23:15 Kiedy przyszła na świat moja córeczka, każdy dzień był wyzwaniem. Z początku było mi ciężko przyzwyczaić się do ogromu obowiązków, setek decyzji, które musiałam podjąć i odpowiedzialności za drugiego człowiek, takiego malutkiego i bezbronnego. Wszystkie obawy zniknęły, gdy mała zaczęła być coraz bardziej samodzielna. Największą próbą były początki samodzielnego poruszania. Mała mogła bawić się sama, śmiać się , ale gdy tylko wychodziłam z pokoju , już słyszałam charakterystyczny dźwięk małych łapek na podłodze. Uwielbiała raczkować do kuchni, łazienki, byle być przy mnie. Po dwóch tygodniach robiło się to uciążliwe, nie mogłam nawet iść do toalety. Trzeba było coś wymyślić, i tak powstał gigantyczny kojec dla szkraba, połączyliśmy kilkanaście barierek drewnianych i mała miała dla siebie cały salon. Wszystko było zabezpieczone, więc mała mogła do woli w nim hasać. To pozwoliło jej swobodnie ulepszać umiejętność raczkowania , a w późniejszym okresie chodzenia. Miała swój świat pełen zabawek, razem mogłyśmy w nim grać w piłę, a nawet ścigać się, ale nie było już totalnego uzależnienia, mogłam spokojnie dokończyć obiad czy zjeść śniadanie bez nerwowego kukania czy śpieszenia się. Polecam wszystkim rodzicom! Odpowiedz Link Zgłoś
milenamuha Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 10.06.10, 09:39 Kiedy urodził się nasz młodszy syn, córcia miała dwa latka. Z niecierpliwością oczekiwała narodzin braciszka. Kiedy wróciliśmy ze szpitala na jej twarzy zagościła... konsternacja. Tak, to chyba najlepsze określenie jej niemego bezruchu. Chyba nie tego się spodziewała. Miał być wesoły bobas, jak z reklamy pampersów,a tu proszę, jakiś zaspany tobołek Męczyła nas,żeby mu "otwozić oćka" i umościć w jej wózku dla lalek. Była zawiedziona, że nie będzie fajnej zabawy... Kiedy wieczorem nadeszła pora kąpieli, nasza mała dziewczynka znieruchomiała, z rozdziawioną buzią wpatrując się w okolice intymne maluszka. Czekaliśmy na reakcję, jakieś pytanie, a ona nagle wypaliła: "ojej, patcie, cy to niesamowite?aleś tak! samowite!samowite!" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emaran Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI IP: *.159.43.70.static.crowley.pl 10.06.10, 14:57 Historia, którą tu przedstawię moze nie jest anegdotą,ale na pewno długo będę ją pamiętać.Będąc w ciąży znalazłam się w szpitalu na oddziale patologii, sprawa wyglądała na początku bardzo poważnie. Moja cała rodzina zaangażowała się w aktywne wspieranie mnie. A dziadkowie, bardzo wierzący ludzie, poprosili o modlitwę siostry zakonne mające klasztor niedaleko domu dziadków. Córeczka urodziła się w terminie,zdrowa. Jak miała 3 miesiące odwiedziłyśmy dziadków, przy okazji byłysmy na mszy w tym klasztorze zamkniętym.Siostry, które mogą wychodzić, były zachwycone Maleńką. Przekazaly informację pozostałym zakonnicom. Te inne były niepocieszone,że nie mogły zobaczyć dziecka. Powiedziały: Jak modlić się to wszystkie,a jak zobaczyć,to tylko wybrane? Wtedy to jedna z sióstr "wychodzących", zaprosiła Niunię za klauzurę.Ja nie mogłam tam wejść. Maleńka była tam ze 20 minut, z rąk do rąk przekazywana przez każdą zakonnicę. Śmiała się i nie było widać, by czegoś się bała. Jestem dumna,że córeczka w wieku 3 miesięcy mogła już być w takim miejscu.Nie kazdemu to się zdarza. Pozdrawiam wszystkich rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
majinka Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 10.06.10, 19:35 Z pamiętnika Godzilli (tj. Cyprusia ) 21 listopada - Godzilla i resoraki Ostatnio samochody to ulubione zabawki Godzilli. Do niedawna, Godzilla posiadał zestaw małych plastikowych samochodzików które jeden po drugim nie dotrzymywały tempa Godzillowym zabawom i lądowały w koszu. Oprócz plastikowych, Godzilla miał jeszcze swój skarb - jednego żelaźniaka z Tesco (5 PLN), wściekle zieloną Hondę S2000 . Na szczęście Babcia podchwyciła pomysł i Godzilla stał się posiadaczem trzech kolejnych żelaźniaków z Tesco . Są to: * Czerwone Porsche 911 * Ciemno zielny Mercedes M-class'a * Żółte Audi RS4 Godzilli bardzo przypadły do gustu nowe samochody. Bawi się nimi zawzięcie: ustawia obok siebie jak na wystawie, ustawia w kolejce jak TIR'y na granicy Białoruskiej, czy też robi Brruuum i puszcza samochodziki - najchętniej ze stołu tak żeby była kraksa … Samochody mają nawet garaż - pudełko po herbacie Lipton. Dzisiaj tata wrócił z delegacji do Szwajcarii (wyjazd był na zebranie eksperymentu COMPASS w CERN). Taty nie było w domu cały tydzień. Mama opowiadała że Godzilla bardzo tęsknił: objawiało się to ustawicznym pytaniem o tatę i pokazywaniem że tata pojechał Brrruuumm samochodem do pracy. Po korekcie pokazywał że tata poleciał wziiiuuuu samolotem do pracy . Tata postanowił wynagrodzić synowi rozłąkę i zakupił zestaw 5 resoraków HotWheels (tata nie był uświadomiony że Godzilla stał się dumnym posiadaczem nowych żelaźniaków z Tesco ). Gdy rodzinka Godzilli dotarła do Kamieńczyka do domu dziadków, tata podarował Godzilli nowe żelaźniaki. Godzilla ogromnie się ucieszył a rodzice dowiedzieli się kilku ciekawych rzeczy: * Nowych samochodów nie można mieszać ze starymi. Mama pochwaliła się resorakami Tesco, więc tata chciał zrobić Godzilli frajdę i ustawić wszystkie samochody razem aby ten zobaczył jak ich ma teraz dużo. Próba zakończyła się szybką eksmisją Tescowych resoraków do herbacianego garażu . Godzilla zgodził się na wymieszanie samochodów dopiero dwa dni później . * Pickupy są wybrakowane i leje się w nich woda kierowcy na głowę. Jeden z nowych żelaźniaków to pickup. Godzilla długo i z uporem pokazywał paluszkiem na skrzynię samochodu Ma Ma. Toż tu brakuje części dachu!! Pokazywał też że w takim samochodzie pada deszcz na główkę!! Co za buble produkują ci amerykanie … * Samochód musi mieć wszystkie szyby. Nowe resoraki nie mają szybek w oknach w przednich drzwiach. Jest to całkiem fajne - łatwiej zajrzeć do środka, na upartego można nawet włożyć jakiegoś kierowcę i pasażera. Godzilla jest jednak innego zdania, z uporem wkłada paluszki w puste okienka i okazuje że brakuje szyb Ooo ooo oooo Ma ma * Samochody przypisuje się do osoby po kolorze. Tacie przypadły w udziale samochody białe i żółte, wynika to z faktu że zazwyczaj jeździ białą Toyotą. Mamie przypadły czerwone - ona jeździ najczęściej czerwonym Cinquecento, Dziadek otrzymał samochody duże o ciemnym lakierze - na co dzień kieruje Suzuki Grand Vitara o ciemnym, metalicznym, fioletowawym kolorze. Pozostałe samochody są Godzilli. No chyba że jakiś się nie podoba wtedy przypada Babci - Babcie nie kierują samochodami … * Nie daje się Godzilli nowych zabawek przed obiadem. Nowe samochody były zbyt zajmujące by poświęcić czas rzeczy tak przyziemnej jak jedzenie … * Pudełka po zabawkach nie zawsze są najlepszą zabawką. Nowe resoraki znajdowały się w plastikowej wytłoczce. Każdy w swojej przegródce skrojonej na wymiar. Babcia wpadła na wspaniały pomysł: będzie z tego garaż dla samochodów. I to był początek katastrofy. Samochodów nie dało się w żaden sposób powkładać w przegródki w takiej kolejności jaką zaplanował Godzilla. Nie było jednak mowy żeby samochodziki nie poszły spać w garażu!!. Strasznie frustrująca sytuacja dla młodego Godzilli i dla Dziadka. Dziadek dzielnie tłumaczył Godzilli że przegródki są jakie są i można poukładać samochody tylko w jeden sposób - bez skutecznie, Godzilla nadal się okropnie złościł. Koniec końców rodzice po cichu pozbyli się kłopotliwego garażu … I tak oto Godzilla zakończył dzień pełen wrażeń zasypiając z nowym resorakiem zaciśniętym w garści … Odpowiedz Link Zgłoś
majinka Re: Twoje rodzicielskie zmagania - konkurs LOVI 10.06.10, 19:37 Z pamiętnika Godzilli (tj. Cyprusia ) 5 listopada - Godzilla i nocnik Godzilla już od jakiegoś czasu nie boi się nocnika. Ba jest to jedna z ulubionych Godzillowych zabawek . Nocnik jest świetny do siadania na nim i wstawania i siadania i wstawania i siadania i wstawania … Szczególnie że nie posiadamy na razie Godzillowego krzesełka. Dodatkowo nocnik jest świetnym pretekstem do pozbycia się pieluchy . Godzilla już od jakiegoś czasu pokazuje że należy zmienić pieluszkę: Pokazuje paluszkiem na swoją pupę i mówi „O tu, tu”. Dzisiaj jednakże poczynił postęp w nocnikowej edukacji… Godzilla podszedł do Dziadka i zaczął pokazywać na pupę „O tu, tu”. Dziadek na to się zerwał wołając „Babciu gdzie jest nocnik!” i popędził do łazienki… Po dostarczeniu nocnika Babcia ściągnęła Godzilli portki, pieluchę i usadziła na nocniku. Nastąpiła długa chwila podczas której Dziadek, Babcia i tata zachęcali Godzillę do dokończenia dzieła (Godzilla oczywiście poinformował dziadka że kupa już jest w pieluszce): * Cyprianku zrób Eeee Ee * Cyprianku to może zrób sik sik * …. Godzilla zaś w najlepsze bawił się drewnianą ciuchcią siedząc spokojnie na tronie. Znaczy jak zawsze nic nie robiąc sobie z zachęt do wykorzystania nocnika zgodnie z przeznaczeniem … Jednak gdy Godzilla wstał okazało się że w nocniku znalazła się bardzo interesująca zawartość którą należy natychmiast wziąć do rączki… Dobrze że dziadek popisał się refleksem . I tak oto Godzilla pierwszy raz skorzystał z nocnika. Pozostaje czekać aż poprosi o nocnik przed faktem a nie w trakcie Odpowiedz Link Zgłoś