Zainspirowana jedna z wypowiedzi na forum dzis zarzadzilam wspolny
obiad-czyli ja, maz i 6 miesieczniak przy jednym stole.
Wszyscy na talerzach mieli to samo:
-rybka z piekarnika
-marchewka gotowana
-ziemiaczki pieczone w foli z dorobina masla
Kazdy z nas mial taki sam talerz (maly mniejszy,ale identyczny) i
ogolnie byla to wielka improwizacja. Maly jak sie okazalo bardzo
lubi rybke (szybko sie nauczyl wkadac do buzi),a z marchewka to
sobie tak radzil,ze najpierw ja sobie porozgniatal i dopiero pakowal
do buzi!!!
Oczywiscie to co na naszych talerzach bylo to jest lepsze

wiec
wyjadalismy sobie wzajemnie porcje,a ja dodatkowo pomagalam malemu z
jedzeniem,bo on musial tyle zjesc coby wytrzymac 3h do kaszki (nie
ma mowy o dopiciu mlekiem podrodze),ale bylo to naturalne i
wkaponowane w posilek.
Tyle,ze nasunely mi sie pytania:
-czy pozwalac na takie wzajemne grzebanie sobie w talerzach? Czy
bedzie trzeba tego potem oduczac?
-wiadomo,ze maly je raczkami,a my? Sztucce czy tez mozna palcami?
Pokazac malemu jak sie powinno jesc nozem i widelcem czy poprostu
sie dobrze bawic? W koncu 6 miesieczniak chyba niewiele pojmie z
takiej nauki...