Dodaj do ulubionych

Zobacz, ale nie naśladuj !!

18.03.04, 11:45
Disclaimer: Z tym naśladowaniem to żart, ale jeśli chcesz robić to co my
musisz mieć sprzęt, odpowiednie przygotowanie, dużo odpowiedzialności i
wyobraźni.

Tutaj jest trochę zdjęć: openmind.republika.pl

Twoje dziecko potrzebuje Ciebie i Twojego wsparcia.
Bądź z nim na co dzień.

Pozdrawiam.
Piotr
pwie@o2.pl
Obserwuj wątek
    • anek.anek Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 12:48
      Rozumiem, że to zdjęcia Twojego "malucha"?
      Sami kiedyś (niestety od paru lat trochę zaczęliśmy obrastać tłuszczem i
      lenistwem) łaziliśmy po skałkach, sprzęt mamy. Od kiedy Twoim zdaniem można
      dziecko zabrać ze sobą i podjąć pierwsze próby "wpsinaczki" (a może na początek
      tylko zjeżdania?). Wiąże się to również z pytaniem czy są dostępne uprzęże dla
      małych dzieci, czy samemu je szyć? (mamy kolegę, który to robi). Na razie nasz
      synek jeszcze jest za mały (2,5 roku), ale myślałam czy nie spróbować za jakieś
      dwa lata nie pojechać z nim w Jurę?
      Kiedy zaczęliście? Czy lepiej od razu w skałki, czy najpierw do szkółki i na
      ściankę?
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 13:26
        Nie ma gotowych recept ani najmądrzejszych ludzi w tym temacie.
        Ty jesteś rodzicem i wybierz to co najfajniej zbliży Was do siebie.
        Na początek polecam zjazdy. Są najłatwiejsze i dają maksimum emocji.
        Zrobisz niezwykłe zdjęcia a zapamiętasz te momencty na całe życie.
        Na ściance dziecko odkryje brak przygotowania fizcznego i psychicznego bo przy
        kryzysie będzie chciało się wycofać. Ale wolno odpuścić w momencie kiedy pokona
        pewną barierę, a nie wycofa się po prostu przed trudem i wysiłkiem. Ja na takie
        wycofy nie pozwalam, chcę żeby kodował się sukcec z pokonania trudności.
        To wymaga jednak systematycznego podejścia trenera-ucznia.
        Jeśli chodzi o zjazdy to polecam mosty. Są niskie i wyższe, trzeba też trochę
        przyzwyczać się do wysokości i lin. Mój kolega z bardzo małym dzieckiem
        zjeżdżał z 12 m mostu z nami. Na śluzie na mazurach krzyczał na nas śluzowy. Są
        więc pewne trudności to pokonania.
        Mosty jeśli są w okolicy to dobrze, nie trzeba jechac w góry.
        Jeśli nie ma, to może są bunkry, niektóre nadają się do zjazdów, lub wiadukty.
        Ciekawostka. Moje dziecko stało za barierką na wiadukcie na Trasie
        Łazienkowskiej i obok przejeżdżali policjanci na motorach i patrzyli na
        Piotrka, mnie nie było widać bo wisiałem niżej.
        Nawet się nie zatrzynali, swoją drogą dziwne.
        Ale superowa jest wspinaczka drzewna, forma aktywności bardzo popularna od
        Ameryki po Japonię. Najfajnieszą zaletą jest to że drzewa są blisko Ciebie i
        nie trzeba daleko jechać. W Ameryce nawet są wycieczki i śpią na drzewach
        stosując techniki alpinistyczne.
        Możesz wejść na drzewo założyć asekurację, możesz wspinać się z małym, możesz
        na specjalnym bloczku wciągnąć je na górę i tam posiedzieć i popatrzeć a potem
        razem zjechać. Dzieci nawet bardzo małe się cieszą i wiem co mówię bo znam to z
        doświadczenia.
        Wrzucę też zdjęcia z mostów na stronkę.
        Szczegóły techniczne techniki i pomysły proponuję zostawić na maila lub telefon.

        Ogrom możliwości jakie się rozpościerają po prostu jest nie do opisania.
        Wszystko zależy od Twojej wyobraźni.
        Ale to co wybierzesz może dać Ci niezapomniane przeżycia do końca !
        Partnerstwo z dzieckiem tworzy sie gdy adrenalina uderza i Tobie i jemu, gdy
        potrzeba współpracy, gdy musi wykonać Twoje wskazówki lub Ciebie asekurować.

        Spróbuj tylko !

        Pozdrawiam.
        Piotr
        pwie@o2.pl
        Ps. Nie jest za mały, przypinasz karabinkiem do siebie i robisz co uznasz za
        stosowne, uprzęże są małe i regulowane, w Jurze widziałem nawet jak
        niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich wciągali na skały.
        Wymyśl coś, zrealizuj swoją wizję.
        • anek.anek Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 13:36
          Dzięki za odpowiedź. Maila sobie zachowam i później pewnie się odezwę z
          mnóstwem szczegółowych pytań. Jeśli pozwoliszto pokaże twojego posta również
          swojemu "mężowi", bo on stawia opory, chociaż tak naprawdę kiedyś był
          inicjatorem naszego "wspiania".
          Ania
          • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 13:41
            Zapraszam.
            Pomogę na ile będę mógł.
            I nie poddawaj się Aniu, bo opory ze strony chociażby rodziny mogą być niezłym
            orzechem do zgryzienia.
            Piotr
            PS. Człowiek który robi coś nietypowego staje się czarną owcą i wtedy to co
            robi ze względów społecznych staje się jeszcze trudniejsze.
    • jaaagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 16:06
      Na pewno nie bede nasladowac - wozenie dzieciaka na motorze 220 km/h to po
      pierwsze skrajna glupota, po drugie porazajaca nieodpowiedzialnosc - nic
      dziwnego, ze jest to zakazane.
      Nie pozdrawiam
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 17:24
        Co sądzisz o wojnie w Iraku ?
        • jaaagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 17:36
          80662270a napisał:

          > Co sądzisz o wojnie w Iraku ?

          A co? Wybiebierasz sie tam ze swoim 8-letnim synkiem w poszukiwaniu nowych
          przygod?
          • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 18:21
            Powiedz co sądzisz o sensie tej wojny.
            • jaaagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 19:38
              Moge powiedziec, co sadze o sensie wozenia 8-letniego dziecka na motorze z
              predkoscia 220 km/h oraz o sensie chwalenia sie tym "wyczynem", ale zapewne nie
              jestes tym zainteresowany.
              • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 20:23
                Przecież już to powiedziałaś.
                Umiesz to uzasadnić ? Bo nazywać można ludzi na tysiąc sposobów.
                Wg mnie, przekaz który od Ciebie uzyskałem, jest taki, że nie podoba Ci się
                moja postawa jako ojca i próbujesz okazać mi swą niechęć, a nie ta konkretna
                podróż na motorze, która w życiu mojego dziecka i tak jest tylko epizodem bez
                znaczenia, jesli wyrwać to z kontekstu całego wychowania.

                Wiesz o mnie wystarczajaco dużo, żeby może powiedzieć mi coś o sobie.
                Jak spędzasz czas z dzieckiem ?
                Co sądzisz o sensie wojny w Iraku ?
                Czy Twoim zdaniem ojciec ma takie same prawa względem dziecka co matka ?
                Jeździłaś na motorze ?
                • jaaagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 18.03.04, 20:43
                  Coz, po pierwsze ciesze sie bardzo, ze jazda na motorze jest tylko epizodem,
                  chociaz przerazajacym. Dlaczego? Dlatego, ze motor jest zabawa dla doroslych na
                  tyle niebezpieczna, ze nie powinno sie w nia wciagac dzieci. Po drugie
                  chcialabym kiedys zyc w panstwie prawa i denerwuja mnie ludzie, ktorzy prawo
                  lamia i jeszcze sie tym przechwalaja. Po trzecie - nie rozumiem jakie znaczenie
                  dla naszej dyskusji ma to, jak spedzam czas z dzieckiem, moge tylko powiedziec,
                  ze pomiedzy niedzielnym spacerkiem a Twoimi "uderzeniami adrenaliny" jest cala
                  masa atrakcyjnych sposobow budowania wiezi z dziecmi - mysle, ze nie musze ich
                  wymieniac. Reszte pytan pomijam - a zwlaszcza o wojne w Iraku.
                  • 80662270a Państwo prawa nadchodzi 18.03.04, 23:23
                    Jeśli chodzi o motory i nie tylko to dedykuję Ci plakat
                    republika.pl/naszzin/grafika/mamaaa.jpg
                    • wieczna-gosia Re: Państwo prawa nadchodzi 19.03.04, 09:15
                      A parafrazujac plakat- to ze ktos sie z toba nie zgadza i polemizuje i ma inny
                      punkt widzenia nie znaczy ze jest gorszy. Piszac ten post w koncu liczyles na
                      polemike czyz nie? Czy moze na pisk rozentuzjazmowanego tlumu?
                      • 80662270a Re: Państwo prawa nadchodzi 19.03.04, 12:39
                        W pierwszej wypowiedzi Jagusi zostałem obrażony. Więc nie nazywam polemiką
                        wypowiedzi nie zawierającej argumentów oprócz emocji.

                        As Michael Dukakis's press secretary once said: "Anybody who knows anything
                        will tell you nothing. And those who know nothing will say anything."

                        To ja sprowadziłem ten wątek do polemiki, bo Jagusia wreszcier wydała wypowiedź
                        zawierającą treść.

                        Jestem dobrze przyzwyczajony do tego, że jak się robi coś innego to ludzie
                        okazują agresję.

                        Nie oczekuję od Was pochwał.

                        ALe jeśli jest ktoś kto chce się np. wspinać z dzieckiem, pojeździć na
                        motocyklu z dzieckiem, lub przeżyć przygodę innego rodzaju, to mogę pomóc bo
                        mam lata doświadczeń na temat jak robić to bezpiecznie.

                        Więc dobre Mamy lub Ojcowie nie musicie mnie rozumieć ani tego co robię.
                        Jeśli jest ktoś komu moje doświadczenie może pomóc to zapraszam do rozmowy.
                        Inne wypowiedzi będę ignorował.
                    • jaaagusia Re: Państwo prawa nadchodzi 19.03.04, 13:06
                      >Jeśli chodzi o motory i nie tylko to dedykuję Ci plakat
                      republika.pl/naszzin/grafika/mamaaa.jpg<

                      Dzieki "rzeczowa" za odpowiedz.

                      I kila pytan:
                      Jakos nie widac na zdjeciach abys mial pomysl na "budowanie wiezi" cala
                      rodzina. Czy miejsce mamy jest tylko pod drzewem w roli malej kropeczki? I nie
                      mow, ze to wina Twojej zony, ze nie chce. W koncu to Ty, w swoim czasie
                      wybrales taka a nie inna matke dla swojego dziecka. A moze miejsce kobiet jest
                      przy garach, a prawdziwe wiezi mozna budowac tylko miedzy facetami?

                      • 80662270a Re: Państwo prawa nadchodzi 19.03.04, 22:49
                        Moja żona ma zmywarkę, do której ja wkładam, i z której ja wyjmuję.
                        Oczywiście nie zgadzam się z Twoją oceną.
    • kokolores Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 01:48
      Jezeli chodzi o jazde motorem 220km/h to musze powiedziec,ze jestes
      nieodpowiedzialnym ojcem.Ryzykujesz zycie i zdrowie twojego dziecka.Twoj syn
      nie potrafi ocenic ryzyka jekiemu jest poddawane,a ty decydujesz (niestety)za
      niego.Takim jak tobie powinni zabrac prawa rodzicielskie bo jestes zagrozeniem
      dla twojego syna i jeszcze sie tym szczycisz.Czy matka dziecka tez sie na to
      zgadza????
    • wieczna-gosia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 09:12
      Mi tez sie jazda na motorze nie podoba i nawet moge pouzasadniac- dlatego ze
      uwazam ze jazda na motorze z taka predkoscia w ogole mi sie nie podoba. Tym
      bardziej ze robiles to- jak sam przyznales- nielegalnie. Jak robia to dorosli
      to ich brocha sa dorosli. Ale sam napisales ze w ppewnym momencie musisz syna
      przelamywac. Czyli de facto w duzym stopniu ty za niego podejmujesz decyzje a
      on swojego zycia jeszcze nie przezyl.
      Skalki to mnie akurat zupelnie nie szokuja bo sie przyjaznie z roznymi
      wariatami a moje stare dzieci kurs nurkowania skonczyly. Ale np znajomi
      spadochroniarze ze swemi dziecmi raczej nie skacza co wiecej postanowili nie
      skakac razem odkad maja dziecko. Wiesz odebralam to troszke jak pierwszy
      zachlyst zapalenca zoltodzioba, co nie zgadza mi sie z masa rzeczy ktore juz
      robiles wiec pewnie nie mam racji. Tym niemniej tak to odbieram.
      "dużo odpowiedzialności i
      > wyobraźni." i ten cytat akurat z jazda na motorze mi sie nie zgadza wink))
      Reszta mi sie zgadza wiec pewnie fajny z ciebie facet tylko jednak pamietaj ze
      to dziecko wink)) w dodatku twoje wink))
    • kapy1 Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 09:42
      Wiesz, 80662270a, zastanawia mnie jedno: na żadnym z tych zdjęć Twoj syn się
      nie uśmiecha...
      I co do jazdy na motorze - kierowców tychże pojazdów (oczywiście nie mam na
      myśli jeżdżących zgodnie z przepisami) nazywam "potencjalnymi dawcami organów".
      Rozumiem, że bierzesz pod uwagę pomoc nieuleczalnie chorym dzieciom?
      Dziecko nie jest własnością rodziców i narażanie jego życia powinno być karane
      jak w każdym innym przypadku (właściwie to kara powinna być podwójna)!

      Kasia.
    • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 12:52
      Jestem dobrze przyzwyczajony do tego, że jak się robi coś innego to ludzie
      okazują agresję.

      Nie oczekuję od Was pochwał !

      ALe jeśli jest ktoś kto chce się np. wspinać z dzieckiem, pojeździć na
      motocyklu z dzieckiem, lub przeżyć przygodę innego rodzaju, to mogę pomóc bo
      mam lata doświadczeń na temat jak robić to bezpiecznie.
      Są ludzie którym pomogłem, zainspirowałem i dziękowali mi za to.
      Wypowiedzi osób które nigdy nie jeździły na motocyklu odnośnie jazdy na
      motocyklu są dla mnie bezwartościowe.

      Więc dobre Mamy lub Ojcowie nie musicie mnie rozumieć ani tego co robię.
      Jeśli jest ktoś komu moje doświadczenie może pomóc to zapraszam do rozmowy.
      Inne wypowiedzi będę ignorował, chyba że będą ciekawe i da się wymienić parę
      poglądów.

      Jeszcze dygresja, kiedyś w górach widziałem jak ojcowie brali dzieci na ramiona
      i zjeżdżali z nimi na nartach.
      Wtedy myślałem że to idioci. Byłem w liceum, myślałem, że o wszystkim wiem
      lepiej niż inni, i do tego słabo jeździlem na nartach.

      Dzisiaj powiem, że jeśli nigdy nie robiłeś/aś czegoś o czym mówisz to uważasz,
      że powiesz coś co się komuś przyda ?

      Niebezpieczeństwo jest rzeczą umowną, w części zależy od Ciebie a wczęści nie.
      Ocena ryzyka i skłonność do jego podejmowania jest subiektywna.

      Życzę wszystkim miłego dnia.
      • wieczna-gosia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 13:07
        > Wypowiedzi osób które nigdy nie jeździły na motocyklu odnośnie jazdy na
        > motocyklu są dla mnie bezwartościowe.
        jezdzilam. mam nawet prawo jazdy na motocykl. nie kreci mnie- to inna
        sprawa wink)) wybieram sie za to zawsze na parady motocyklowe ze wzgledow
        folklorystycznych. to co moge sie dalej wypowiadac?

        > Niebezpieczeństwo jest rzeczą umowną, w części zależy od Ciebie a wczęści nie.
        > Ocena ryzyka i skłonność do jego podejmowania jest subiektywna.

        Wlasnie dlatego uwazam ze jak najbardziej trzeba o nich dyskutowac. Bo
        subiektywnie oceniajac sytuacje i podejmujac decyzje mamy szanse cos przegapic.
        A swoja droga uwazam ze skalki i liny to jeden z najbezpieczniejszych sprotow
        ekstremalnych (jesli to w ogole jeszcze sportem ekstremalnym mozna nazwac przy
        takiej masowce jaka obecnie sie widzi) ze wzgledu na charakter tego sportu.
        Czlowiek jest bowiem ogranicznay w nim przez wlasne mozliwosci- nie wejdzie
        wyzej niz ma sile i trudniejsza droga niz jest w stanie. Mozliwosci brawury sa
        tak ograniczone jak chyba w zadnym innym sporcie- moim zdaniem juz nawet
        narciarstwo daje wiecej mozliwosci rozwalenia sobie tego czy owego oraz
        wybrania sie tam gdzie mozliwosci techniczne nie wystarczaja. A jakos przy
        pytaniach o 3 latka na nartach wiekszych dyskusji nie ma.

        Tak wiec sie nie najezaj bo po co wink) na mosty sie nie wybieram, ale chetnie
        poczytam.
        • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 23:15
          Brawo Gosia !

          Otóż z Iczyna mieliśmy jechać na motorze do Austrii, ale tam też dzieciom nie
          wolno więc wróciliśmy do Warszawy po samochód.

          Byliśmy więc samochodem na zlocie Harleya Davidsona w Faacker See w Austrii.
          Według organizatorów było 30 000 !! maszyn. Miejscowość leży nad jeziorem
          dookoła którego jest droga. Tą drogą przez dni zlotu 24 godziny na dobę
          jeździły ryczące Harleye. W namiocie mieliśmy wrażenie, dzisiaj mogę powiedzieć
          że Amrerykanie lecą na Irak.

          Harley Davidson wypożyczał maszyny do jazd próbnych. Nie chciałem Harleya bo
          lubię szybsze, więc zapisaliśmy się na Buella. Pożyczyliśmy z Piotrkiem kaski i
          zrobiliśmy niezłą jazdkę po górskich drogach. Na poczatku nie chcieli mi
          pozwolić jechać z Piotrkiem ale powiedziałem, że bez niego się nie ruszam i że
          jeździmy na Hayabusie, więc zamknęli temat uśmiechem. Najlepszy moment kiedy
          przejeżdżaliśmy obok policji, bo w Austrii dzieciom wolno od 12 lat i tylko w
          pasach i tylko w koszu bocznym. Ale święto motocykli i było pięknie.

          Na paradzie zamykajacej zlot kolega poprosił mnie żebym prowadził jego maszyne
          więc trudno sobie wyobrazić większy cud. On siedział tyłem i kręcił film.
          Piękne wspomnienia. Takiego folkloru mój syn nigdy jeszcze nie widział, ja
          też ... Przejechaliśmy ponad 100 km w podkoszulkach i bez kasków, w wioskach
          witały nas szpalery mieszkańców, jak na wyścigu pokoju, było pieknie...

          Odnośnie tego niebezpieczeństwa w ekstremie.
          Ja bardzo boję się żeby czegoś ze zmęczenia źle nie podpiąć lub nie przywiązać.
          Nawet w Jurze jakiś doświadczony wspinacz źle to zrobił i zleciał.
          W zmęczeniu łatwo o pomyłkę.
          Czy ktoś by pomyślał, że na motorze można zasnąć ?
          Otóż kiedyś za zmęczenia o mały włos nie zasnąłęm, zatrzymałem się żeby
          przespać się przy drodze w trawie.

          To jest to, co mnie martwi czasem.

          Ale przygoda jest w zasiegu ręki, trzeba tylko po nią sięgnąć.

          Pozdrawiam.
      • jaaagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 13:39
        80662270a napisał:

        > Jestem dobrze przyzwyczajony do tego, że jak się robi coś innego to ludzie
        > okazują agresję.
        >
        > Nie oczekuję od Was pochwał !
        >
        > ALe jeśli jest ktoś kto chce się np. wspinać z dzieckiem, pojeździć na
        > motocyklu z dzieckiem, lub przeżyć przygodę innego rodzaju, to mogę pomóc bo
        > mam lata doświadczeń na temat jak robić to bezpiecznie.

        Jezdzenie motocyklem z predkoscia 220km/h jest obiektywnie niebezpieczne i w
        razie czego lata doswiadczen w niczym nie pomoga - chyba, ze uwazasz siebie za
        nadczlowieka. Wspolczuje mamie Piotrusia, jakos nie piszesz, co ona o tym
        sadzi, co zapewne oznacza, ze ma wiecej rozsadku niz Ty.
      • mkatarynka.edziecko Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 21.03.04, 21:12
        80662270a napisał:

        > ALe jeśli jest ktoś kto chce się np. wspinać z dzieckiem, pojeździć na
        > motocyklu z dzieckiem, lub przeżyć przygodę innego rodzaju, to mogę pomóc bo
        > mam lata doświadczeń na temat jak robić to bezpiecznie.
        > Są ludzie którym pomogłem, zainspirowałem i dziękowali mi za to.
        > Wypowiedzi osób które nigdy nie jeździły na motocyklu odnośnie jazdy na
        > motocyklu są dla mnie bezwartościowe.

        Otóż ja jeździłam na motocyklu. Co więcej - mam prawo jazdy na ten pojazd.
        Jednak jeździłam głównie jako pasażer. Również na ścigaczu 150 km na godzinę po
        autostradzie. Mój pierwszy mąż (już po naszym rozwodzie) miał wypadek na
        motorze - zginęła dziewczyna, która z nim jechała. Nie jechał szybko. Wjechał
        w nich pijany kierowca malucha. Gdyby jechali jakomkolwiek samochodem (nawet
        maluchem) pewnie nic by im się nie stało. Na motorze zginął również mąż mojej
        kuzynki zostawiając ją z trzyletnim dzieckiem. Też nie była to jego wina.
        Nigdy, przenigdy nie pozwoliłabym nikomu wozić mojego dziecka na motorze i
        dopóki ja będę o tym decydować to żadne z moich dzieci na motor nie wsiądzie.
        Mam nadzieję, że sami będą na tyle rozsądni żeby, jak już bedą dorośli,
        zachować umiar w tej kwestii. Zupełnie nie rozumiem dlaczego sam z własnej woli
        narażasz swojego syna. Uważam, że łażenie po skałkach czy zjeżdżanie z komina
        na linie już nie mówiąc o natrach jest cool i świetne dla dziecka jeżeli ktoś
        potrafi mu to pokazać. Ale zgadzam się z większością tu wypowiadających się
        osób, że motory nie są dla dzieci. Oczywiście powiesz, że w samolotach też giną
        ludzie...


        > Jeszcze dygresja, kiedyś w górach widziałem jak ojcowie brali dzieci na
        ramiona
        >
        > i zjeżdżali z nimi na nartach.
        > Wtedy myślałem że to idioci. Byłem w liceum, myślałem, że o wszystkim wiem
        > lepiej niż inni, i do tego słabo jeździlem na nartach.

        A co? Teraz uważasz, że to jest bezpieczne??? A jak ktoś mniej wprawny w
        jeździe na Ciebie po prostu wjedzie to co? Dziecko jadące samo ma blisko do
        ziemi i najpewniej nic sobie nie zrobi. Sama będąc 6-letnią dziewczynką
        przeżyłam zderzenie w pełnym pędzie z dorosłym narcirzem i nic mi się nie
        stało. Oczywiście to ten człowiek wpadł na mnie a nie ja na niego - dlatego
        podaję ten przykład. Gdybym jechała na plecach mojego ojca to mogłabym sobie
        delikatnie mówiąc skręcić kark...

        > Niebezpieczeństwo jest rzeczą umowną, w części zależy od Ciebie a wczęści nie.
        > Ocena ryzyka i skłonność do jego podejmowania jest subiektywna.

        Zgadza się ale dlaczego podejmujesz decyzję o tym ryzyku w imiemiu swojego
        małoletniego syna?
    • joannab-o Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 14:01
      Założe się, że dziecku te zabawy wyjdą rzeczywiście na dobre. Przynajmniej w
      tym sensie, że będzie unikać adrenaliny, kiedy tylko sie uniezależni od ojca.
      Mnie wujek rajdowiec woził na motorze (często! - czyli nie umiałam wtedy
      zaprotestować), nie tak szybko, ale za to zrywami, na jednym kole itp. i teraz
      omijam motory z dala i wszelkie "ekstremalne" sporty też.

      No chyba, że się nie uniezależni, bo bardziej niż na bezpieczeństwie będzie mu
      zależało na miłości taty WYMAGAJĄCEGO ryzykownych zachowań.
      joanna
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 23:33
        Na pewno masz rację, taki scenariusz jest możliwy.
        W moim przypadku jednak bardzo mało prawdopodobny. Bacznie obserwuję syna i
        zależy mi żeby się uczył pokonywać strach, słabości, żeby uczył się wytrwałości.
        Gdybym mu pozwolił wycofać się ze strachu, niemocy albo lenistwa, albo bez
        podjęcia próby to nauczyłby się słabości i bezradności.
        Dotyczy to nie tylko gór, ok? Takie jest moje wychowanie.

        Przykład, na Lofotach Niemieckie dzieci grały w piłkę i w pewnym momencie
        przyszły do nas i zaprosiły Piotrka żeby zagrał, myślały że jesteśmy Niemcami.
        Piotrek bez znajomości języka w pierwszej chwili wymiękł. Moją rolą było
        wytłumaczyć mu co zrobić. Znalazł własną drogę do sukcesu z moim wsparciem,
        dzieci grały razem aż padły bo tam słońce nie zachodzi w lecie.
        Kiedy indziej na promie fajna dziewczynka tańczyła na dyskotece z mamą.
        Myślisz że łatwo jest dziecku w jego wielu poprosić nieznajomą do tańca ?
        Dzisiaj z przyjemnościa wracam do zdjęć jak tańczyli.

        Nie zmuszam go lecz sztuką jest motywacja.
        Nawet w trudnej sytuacji kończymy nawet z małym sukcesem.
        Nasza "ekstrema" ma różne oblicza.
        • joannab-o Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 12:27
          Widzisz, diabeł tkwi w szczegółach. Właśnie ta "sztuka motywowania" ma tak
          różne oblicza, że nie można ocenić po tym co napisałeś, czy to jest czy nie
          jest zmuszanie (jeżeli zgadzamy sie, że zmuszanie nie musi polegać na
          stosowaniu metody:"właź, bo dostaniesz w tyłek").

          W każdym razie różnimy sie w priorytetach - mnie nie śpieszy się do
          ekstremalnych wyczynów, bo zresztą wiem, że to, co nam sie wydaje "ekstremalne"
          dla dziecka może być proste i odwrotnie. Dla mnie najważniejsze jest, żeby moje
          dziecko miało poczucie wolności i żeby pokonywało trudności i uczyło sie we
          właśnym tempie.
          Efekty są może dziwne - np mój starszy syn mając 5,5 roku potrafił pójść w
          nieznanej restauracji sam do ubikacji, kierując się wskazówką "tam w drugiej
          sali będą drzwi z kółkiem i trójkątem", a chodzić samodzielnie do sklepu
          nauczył sie mając 9,5. Prawda, że gdyby wymagać od dziecka i patrzeć z własnej
          perspektywy, to kolejność ustaliłoby sie odwrotną?

          Ja też "motywuję", ale to są niezobowiązująco brzmiące propozycje, pytania,
          wskazywanie na zalety posięściasmile pewnych umiejętności, podsuwanie pomysłów itd.
          Ale "nie" jest respektowane i moje dzieci umieją mówić nie, nie muszą chodzić
          na kursy asertywnoścismile A to jest dla mnie najważniejsze, bo uważam, że
          prawdziwie wolna wola i samosterowanie to są cechy w "sukcesie życiowym" i w
          szansach na szczęście decydujące.
          Pozdrawiam, joanna
          • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 12:59
            Jak chcesz osiągnąć poczucie wolności ?
            Szkoła odbiera je od samego początku.

            Kapitalizm to konkurencja.
            Nie mozna pozwolić się uczyc uczniowi we własnym tempie.
            Trzeba stosowac metody efektywnej nauki.

            Moje wychowanie m. in. polega na nauce stawiania celów i znajdywaniu optymalnej
            drogi do ich realizacji, tak więc jest zobowiązujące.
            Mój chodzi do sklepu od lat, jak się pomylił bo nie sprawdził dobrze ceny
            chleba, i kasjerka go oszuakała to miał proste zadanie wrócić do sklepu i
            załatwić reklamację. Nie ma narzekania, jest akcja. Załatwił, kasjerka go
            przeprosiła. Jego sukces, jego satysfakcja.

            Największym błędem będzie porównywanie naszych metod żeby znaleźć lepszą.
            Każda jest inna, kropka
            • joannab-o Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 13:56
              80662270a napisał:

              > Jak chcesz osiągnąć poczucie wolności ?
              > Kapitalizm to konkurencja.
              > Nie mozna pozwolić się uczyc uczniowi we własnym tempie.

              No i wszystko jasne - zmuszasz

              > Największym błędem będzie porównywanie naszych metod żeby znaleźć lepszą.
              > Każda jest inna, kropka

              Według mnie największym błędem jest relatywizm.
              Wychowanie w Chinach różni się od europejskiego. Ja uważam, że europejskie jest
              lepsze.
              I że Twoje jest chińskie.
              joanna
              • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 14:22
                Po co posyłasz dziecko do szkoły ?
                Zmuszają je do ciężkiej pracy i stresują. Mój syn musi nawet piosenki o unii
                śpiewać. Tfu! Jak kiedyś w socjaliźmie.
                Nie chodząc do szkoły i nie realizując programów szkolnych nie umiałby tego co
                po skończeniu szkoły.

                Ja nie zmuszam, przygotowuję mu pewien systematczny program rozwojowy.
                Dopóki nie stanie się samodzielny, będę go uczył i wychowywał.

                I jak tu z babą rozmawiać, zawsze coś musi być lepsze i gorsze, ładniejsze i
                brzydsze.
                Ja pieprzę europejskość jako łatkę, jestem sobą, tak jak Ty.

                Mam wrażenie, że szukając powodu do lepszości i zaczepki chcesz sobie coś
                udowodnić.
                • joannab-o Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 14:46
                  Gwoli wyjaśnienia - nie chodziło mi o dyrektywy Unii Europejskiej w sprawie
                  wychowania smile)), tylko o indywidualistyczną tradycję filizoficzną.

                  > Ja nie zmuszam, przygotowuję mu pewien systematczny program rozwojowy.
                  > Dopóki nie stanie się samodzielny, będę go uczył i wychowywał.

                  .... i prowadził na terapię
                  Pa, joanna
        • chalsia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 21.03.04, 22:40
          >Bacznie obserwuję syna i
          > zależy mi żeby się uczył pokonywać strach, słabości, żeby uczył się
          wytrwałości
          > .
          > Gdybym mu pozwolił wycofać się ze strachu, niemocy albo lenistwa, albo bez
          > podjęcia próby to nauczyłby się słabości i bezradności.


          Tak, owszem, to bardzo cenne, by nauczyć się takich rzeczy. Ale do tego nie są
          potrzebne rekwizyty typu sporty ekstremalne.
          Dodatkowo, kazdy człowiek ma prawo do chwil słabości, bezradności. A, z tego co
          piszesz, wydaje się, że Ty swojemu synowi tego prawa odmawiasz. I to może w
          efekcie zubożyć Twojego syna. Jak również, na ironię losu, być przyczyną
          problemów w dorosłym życiu - on czerpie wzór z Ciebie a, wydaje się z tego co
          piszesz, nigdy mu nie pokazujesz, że można "mieć dół" (np. przestraszyć się
          czegoś albo przyznac się, ze nie wiesz jak sobie z czymś poradzić, okazać swoją
          bezradność) i mimo tego ciągle być OK.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • anek.anek Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 15:24
      Autor wątku napisał na początku, że do naśladowania, tzeba mieć dużo wyobraźni.
      To jest podstawa. Generalnie codziennie narażamy swoje dzieci, jeżdząc z nim na
      rowerze, czy nawet samochodem, ale robimy to bo jesteśmy pewni swoich
      umiejętności.Osobiście też nie pzowoliłabym mężowi zabrać małego dziecka na
      taką przejażdżkę motorem, ale myslę, że w ogóle na motorze będzie z tatą
      jeździł - crossowym, po lesie, na pewno nie szosą - tutaj nie mogłabym
      przełamać lęku. z najbardzije niebezpiecnych doświadczeń mój syn ma za sobą
      latanie na motolotni. wszystko jednak odbyło się z zachowaniem maksimum
      bezpieczeństwa i opierało się na zaufaniu. Mały (miał 2 lata) był wniebowzięty
      i dlatego uważam, że było warto.Niewykluczone, że to jeszcze powtórzymy kiedyś.
      Bardzo ważne jest żeby samemu mieć doświadczenie (lub wykorzystać osoby które
      je mają). Poczucie odpowiedzialności jest subiektywne, jeśli czegoś nie
      robilismy, albo mamy tylko mgliste pojęcie, to naturalne jest to że się tego
      boimy. W szczególności dotyczy to matek..
      A co przełamywania oporów dziecka: to nie jest równoznaczne ze zmuszaniem!!!
      Poniekąd od tego m.in. jesteśmy żeby te opory u naszych dzieci przełamywać
      (równieżdotyczace lęków związanych ze sportami!!!)Oczywiście w umiejętny sposób
      i nie za wszelką cenę.
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 23:49
        Aniu, podziwiam.
        Chętnie zobaczyłbym jakieś zdjęcie.
        Jeśli możesz, wyślij pwie@o2.pl
        Zrobisz mi dużą przyjemność

        Zaufanie to podstawa.

        A teraz mam dobrą i złą wiadomość dla tych którzy moją postawę uważają za
        przeklętą.

        "dobra" wiadomość, należałoby się pewnie spodziewać, mój syn miał dwa wypadki.
        Raz złamał obojczyk a raz nogę.

        "zła" wiadomość
        obojczyk złamał pod okiem teściowej, teściowa utrzymuje że spadł z tapczanu, ja
        uważam że stało się to kiedy go nie pilnowała , ale haniebne byłoby przyznanie
        się do tego, i nigdy się nie dowiemy jak było naprawdę
        nogę złamał na sankach

        że dobra i zła wiadomość to żart, ale fakty są prawdziwe
        człowiek strzela Pan Bóg kule nosi

        pozdrawiam wszystkich
        • cruella-devil Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 19.03.04, 23:56
          fananorada dla nas, nieszczęsnych kur w kojcach pozamykanych. skąd wiesz, że
          jesteś inny?
          • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 00:55
            Możesz być inna jeśli tego chcesz i jak o sobie myślisz to Twoje zmartwienie.
            Cip, cip, cip ..
            Powiedz coś o sobie, żebym wiedział czy naprawdę przemówiła kura.
    • zillka Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 07:36
      Wiesz co, Piotrze, mam bardzo mieszane uczucia na Twój temat. Z jednej strony
      nie mam nic przeciwko robieniu fajnych rzeczy z dzieckiem, sama się wspinałam i
      skakałam ze spadochronem ale... Jakoś widzę w Tobie parę ale...
      Pierwsze to ta jazda na motorze, w ogole no comments bo co tu komentować.
      Druga sprawa to pewien "mus" jaki w tym wszystkim widzę oraz nastawienie całej
      frajdy na tatę. Parę cytatów:

      > Zrobisz niezwykłe zdjęcia a zapamiętasz te momenty na całe życie

      >Ale wolno odpuścić w momencie kiedy pokona
      pewną barierę, a nie wycofa się po prostu przed trudem i wysiłkiem. Ja na takie
      wycofy nie pozwalam, chcę żeby kodował się sukces z pokonania trudności

      >Bacznie obserwuję syna i zależy mi żeby się uczył pokonywać strach, słabości,
      żeby uczył się wytrwałości.
      Gdybym mu pozwolił wycofać się ze strachu, niemocy albo lenistwa, albo bez
      podjęcia próby to nauczyłby się słabości i bezradności.
      Dotyczy to nie tylko gór, ok? Takie jest moje wychowanie.

      > Dzisiaj z przyjemnościa wracam do zdjęć jak tańczyli.

      Po co Ci te zdjęcia??? Pokazujesz je w pracy, na forum internetowym czy co???
      Wiesz, ja wierzę, że Twój synek na propozycję wyjścia na ściankę, etc.
      odpowiada entuzjastycznie. Na pewno tak jest. Nie chcę się bawić w domorosłego
      psychologa ale on już pewnie wie, czego tata on niego oczekuje, kiedy będzie z
      niego zadowolony. Wiesz, naoglądałam się mnóstwo filmów i zdjęć ludzi
      uprawiających sporty ekstremalne. Znam pary z dziećmi, które robią różne
      rzeczy. W oczach Twojego synka nie ma tej iskierki funu - a przynajmniej ja jej
      nie widzę.
      Strasznie się w tym rodzicielstwie realizujesz, nie chcesz sobie i dziecku (!)
      trochę odpuścić? Wiesz, dzieciństwo to ma być też zabawa a nie pokonywanie
      strachu i niemocy...
      Oczywiście można mówić, że prawo jest głupie zabraniając dzieciom jeździć na
      motorach ale ja myślę, że jeśli wymyślono, że pewne rzeczy są dla dorosłych to
      zostawmy to tak jak jest. I jeśli oficjalnie uprawnienia wspinaczkowe można
      uzyskać od 16 roku życia to nie pchajmy tam dzieciaka jak ma 7 lat... Co on
      będzie robił jak będzie dorosły, wspinał się na żywca, base jumping, co
      jeszcze?

      Generalnie nie mam zamiaru Cię przekonywać, żebyś coś zmienił z życiem swojego
      dziecka i swoim, do pewnego stopnia mi się to nawet podoba...
      Acha i mam prośbę - nie generalizuj. To, że ktoś nie chodzi ze swoim dzieckiem
      po górach nie oznacza, że jest gorszym rodzicem a zabranie swojego dziecka na
      zjazd z wieży nie jest jedynym sposobem na zapewnienie mu szczęśliwości.
      Zapewniam Cię.

      I jeszcze jedno pytanie techniczne. Jak się wspinasz ze swoim synkiem, czy
      traktujesz go jako równorzędnego partnera i on Cię ubezpiecza???? Czy wspina
      się z Wam jeszcze ktoś dorosły i jeśli tak to kto?
      A jak na to reaguje mama małego, czy ona tez ma taki "sportowy" background?

      Pozdrawiam,

      zilka

      -
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 12:45
        "Generalnie nie mam zamiaru Cię przekonywać, żebyś coś zmienił z życiem swojego
        dziecka i swoim, do pewnego stopnia mi się to nawet podoba...
        Acha i mam prośbę - nie generalizuj. To, że ktoś nie chodzi ze swoim dzieckiem
        po górach nie oznacza, że jest gorszym rodzicem a zabranie swojego dziecka na
        zjazd z wieży nie jest jedynym sposobem na zapewnienie mu szczęśliwości.
        Zapewniam Cię."

        To fałszywa teza. Wykaż że wynika to z moich wypowiedzi.
        Wejście na komin jest bez sensu jesli wyrwane z kontekstu wychowania.
        Bezmyślne naśladownictwo jest głupotą.

        Jeśli Ty nagle zaczniesz mnie naśladować, to nie będzie to dla mnie miało
        sensu, o ile nie wyniknie to z .. ale to za cięzki temat na to forum.

        ALe są rzeczy których nie lubię.
        Cackanie sie z dzieckiem, unikanie sportów, wysiłku żeby sie nie spocił, żeby
        serce nie zabiło za silnie. Dlaczego jak mój syn skacze tygrysem przez metrową
        przeszkodę (co robi od lat) to ktoś z rodziny się drze żeby przestał bo coś mu
        sie stanie.
        Najbliżsi podcinają skrzydła zamiast wspierać dzieci.
        Szczególnie w bardzo młodym wieku, w naszej kulturze dzieci sa stawiane na
        ołtarzu. W miarę wzrostu rodzice coraz mniej się nimi interesują. Szukają
        rozrywki w swoim życiu, poświęcenie dla kogoś staje się powodem do wstydu, bo
        tak zalecają babskie gazety i poradniki, teraz trzeba się wyzwolić, i żyć dla
        siebie bo życie jest krótkie.
        Widziałem w Afryce jak kobieta z maluchem (kilka miesięcy) miała go
        przywiązanego do pleców i pracowała w parszywym upale w polu, a dziecko miało
        okropnie wykręconą głowę, żeby przylgnąć do pleców na długi czas (spróbuj). U
        nas pewnie interweniowałaby policja gdyby coś takiego miało miejsce. Kiedy
        indziej matka kłóciła się z inną kobietą trzymając malucha za jedną rękę i
        gestykulując ta ręką. On nawet nie płakał. Spróbuj chwycić dziecko za jedną
        rączkę i podnieść do góry. Zaraz ktoś zacznie wrzeszczeć że coś mu się stanie.
        A na pewno nic mu się nie stanie.
        Dzieci gołymi dupami na kupie śmieci to też normalka, u nas dzicko jest
        ćwiczone żeby nawet zwierząt nie dotykać bo jeśli nie wściekłe to inaczej chore.
        Piotrek ostatnio opowiadał śmiejąc się jak kobieta mówiła do dziecka o
        psie "odejdź, taki to na pewno skoczy na Ciebie".
        Mój syn właził do 11 stopniowej wody w Norwegii za kołem podbiegunowym bo
        widział inne dzieci jak to robią. Sam chciał. Pozwoliłabyś na to ?
        Ja pozwoliłem. Było to coś co mnie zaskoczyło.
        Dzieci czekają bez końca na rodziców aż wrócą z pracy, ze spotkań towarzyskich,
        zasypiają z babciami, zanim mama wróci z siłowni.
        Nie mają czasu sprawdzić im zadań w zeszytach ani pójść na wywiadówkę.

        Ja się cieszę z wielu lat które przeżyłem z Piotrkiem, nigdy nie mówię mu że
        nie mam czasu.

        I nie krytykuję nikogo z Was z zastrzeżeniem powyższego.
        Dziecko to normalny mały człowiek, który potrzebuje uwagi i wychowania.
        Nie potrzebuje aureoli "nietykalnego".

        NIe chodzisz po górach ? OK.
        Twoje wychowanie zależy od Ciebie. Ale co robisz żeby mu pomóc, z nie tylko go
        chodować ?
        Jeśli nie będziesz poświęcać mu czasu i tak dorośnie i będzie kimś.
        Ale wtedy spieprzysz czas który byl Ci dany żeby zapewnić mu lepszy start i
        lepiej go przygotować wykorzystując swoją wiedzę. A zapłatą dla Ciebie są
        efekty wychowania. Nie cieszy Cię to, to już nikt nie pomoże.

        Nastawienie na Tatę ? Co to do diabła znaczy ?
        Zdjęcia robię z tych samych powodów co Ty żeby przywołac wspomnienia.

        Dziecko z podwórka mówi jak słyszy opowieści Piotrka. Mój Tata tez by mnie
        zabierał na różne wycieczki gdyby miał czas. A ja mu mówię masz Tatę, który
        bardzo ciężko pracuje aby zapewnić Ci najlepsze warunki. Twoi rodzice inaczej
        Cię wychowują, ale nie znaczy że gorzej.

        Mój syn mnie asekurował z gri gri przy wspinaczce na wędkę.
        Trzeba obciążyć go odważnikiem lub przywiązać do czegoś, bo jest różnica
        ciężaru.
        Trochę trzeba to przetrenować, czy dziecko jest uważne, itp.

        And have fun !!!
        • cruella-devil Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 18:53
          80662270a napisał:

          .. ale to za cięzki temat na to forum.


          bez komentarza
        • wieczna-gosia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 21.03.04, 17:21
          "Jeśli nie będziesz poświęcać mu czasu i tak dorośnie i będzie kimś.
          Ale wtedy spieprzysz czas który byl Ci dany żeby zapewnić mu lepszy start i
          lepiej go przygotować wykorzystując swoją wiedzę. A zapłatą dla Ciebie są
          efekty wychowania".

          Wiesz co? Haslo lepszy start to jedno z tych hasel ktore wywoluja u mnie pewien
          niepokoj. lepszy- w jakim sensie? Czlowiek ktory lata z dzieckiem po gorach
          jest lepszy? Od kogo?
          poza tym tak jak z twoich wypowiedzi nie wynika ze trzeba zjechac z wiezy aby
          byc szczesliwym tak z wypowiedzi dziewczyn nie wynika ze nie poswiacaja
          dzieciom czasu.

          I agresji to w tobie calkiem sporo jak na ideolo wchodu wink))))) Moze czas na
          nastepna wyprawe sie wybrac, adrenalike zuzyc?
    • joannab-o Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 20.03.04, 19:29
      Zastanowiłam się - ten system wychowawczy, który stosujesz (a który nie jest
      przecież Twój oryginalny, bo powszechny np.w Ameryce) nie jest, jak napisałam,
      chińskopodobny.
      To jest hybryda, która bierze trochę z filozofii wschodu i trochę z filozofii
      zachodu. Te gorsze trochy niestety.

      Ze wschodu to, że należy zrezygnować ze swoich indywidualnych pragnień,
      własnego tempa, podporządkować się systemowi(tu "konkurencji"), wypełniać
      narzucone zadania bez szemrania i pod presją wstydu. Nie ma obiektywnej miary
      czynu, jest ocena społeczna, a wolność jest be (albo uświadomiona
      koniecznośćsmile))))))))) Ćwicz, trenuj, dopasuj się do wzorca.
      A z zachodu to, że wszystko to w imię nie dobra wspólnego, interesu
      społeczństwa jako całości (co przynajmniej nadaje tym rezygnacjom sens) tylko w
      imię... siebie jako jednostki.

      Toż to schizofrenia czysta! Bądź nikim, to wygrasz. Im bardziej będziesz mały
      tym będziesz większy. Wielki nikt.

      Naprawdę nic dziwnego, że w Ameryce co drugi człowiek chodzi do
      psychoterapeuty. Z tej drugiej połowy połowa to pewnie ci, co ich na
      psychoterapię nie stać, więc optymistycznie licząc, tylko 25% nie dało się
      wpuścić w maliny.
      W ciągu ostatnich 10 lat liczba samobójstw wśród dzieci w Stanach potroiła się
      (!). Nie wiem dlaczego akurat w tych latach, ale jest dla mnie oczywiste, że
      jest to klęska systemu wychowawczego. Ciekawe tylko, czego jeszcze potrzeba,
      żeby uświadomili sobie to tamtejsi pedagodzy.
      joanna
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 21.03.04, 15:36
        Za bardzo razi Cię inność. To jest moja teza. Przeczytaj plakat.
        A skoro tyle sfrustrowanych myśli przeciwko mnie wylewasz to zastanów się
        znowu, czy nie potrzebujesz terapeuty.
        Z wiekiem się nasila syndrom konformistów.
        Bo jak będziesz teściową to wtedy zasrasz życie dzieciom, które będą chciały
        żyć inaczej niż Ty.
        • florydka Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 21.03.04, 15:52
          interesuje mnie jedno...jakie podejscie do tego ma twoj syn?Lubi to czy
          traktuje to jak obowiazek?Jakie ty masz podejscie do tego wiemy-teraz pora na
          wypowiedz drugiej strony,ciekawi mnie czy rozmawiasz z nim na ten temat bo
          chyba jako duzy chlopak wiec zauwazyl ze jest innaczej wychowywany niz
          wiekszosc dzieci.
          • grazynka13 Dmuchany krokodyl ;-) 21.03.04, 18:41
            O, kurczę! Ale macho! Nogi się pode mną ugięły z wrażenia!
            A teraz ciut poważniej: Facet musi być cool. Pewnie koledzy w piaskownicy wyśmiewali się z niego, więc teraz bierze odwet! W głebi duszy zakompleksiony, obgryza paznokcie, ale po skałkach skacze! Spod przedszkola rusza z piskiem opon, radio na full (no to co, że w maluchu?) Mam auto, radio i syna - w ten sposób udawadniam światu, jaki ze mnie bohater! A uczucia auta, radia i dziecka? No bez przesady, jakie to ma znaczenie? Liczy się to, że jest czym się pochwalić znajomym i w necie też można brylować! Tylko coś, kurczę, reakcje głupich bab innne, niż oczekiwałem.
            Teraz już będzie całkiem poważnie: Obejrzałam zdjęcia. Naprawdę bardzo dokładnie. Patrzyłam w oczy temu dziecku. Nie chiałabym nim być. I teraz coś zaskakującego: tego smutku i strachu nie ma w oczach jego kolegi, też ośmiolatka. Z czego to wymika? Nie mam pojęcia. Może obaj chłopcy mają po prostu inną konstrukcję psychiczną? A może po prostu Tata drugiego Malucha do niczego go nie zmusza i inaczej leczy własne kompleksy?
            Mam nadzieję, że żadnemu z Was nigdy nic się nie stanie.
            Grażka
            • 80662270a Nie komentuję histerii, może gry hormonów ? 21.03.04, 20:21
          • 80662270a bardzo dobre 21.03.04, 20:18
            Bardzo podoba mi się co napisałaś.
            Wygląda, że kolejny głos użyty z rozumem.
            Mój przekaz adresowany był do ludzi myślących.
            Do takich jak Ty.

            Ludzie inne rzeczy deklarują inne robią.

            Otóż stawiasz mnie w trudnej sytuacji.
            Są dwie możliwości:
            1. powiem, że mu się to podoba
            wtedy mój głos jest nieobiektywny, i tego nie powiem bo to w moich ustach jest
            dla mnie idiotyczne
            powiem jedynie oklepany banał że zależy mi na dobru mojego dziecka, można więc
            zakładać, że jeśli jestem przeciętnym (tego pojęcia nie będę definiował, niech
            każdy przyjmie swoją definicję) ojcem, będę miał tendencję aby postęować
            zgodnie z deklaracją
            2. powiem, że mu się to nie podoba
            tego oczywiście nie powiem, bo w to nie wierzę

            opcję że obojętne to odrzucam, zgodnie z założeniam że zjazd z komina nie może
            byc obojętny, chyba że dla ślepego

            Wyślij do mnie maila dam Ci telefon sama z nim pogadasz jeśli Cię to interesuje.

            A nawet możemy się wybrac na wspinaczkę drzewną.
            Zobaczysz akcję na żywo, może Twoim dzieciom się spodoba.

            Jeśli chodzi o dociekliwość niektórych to zastanawia, mnie z jaką gorliwością
            poszukują oni argumentów dla obrony tezy przyjętej na zasadzie tej że w Iraku
            jest broń masowego rażenia czyli bez żadnych dowodów, na bazie poszlak i
            emocjonalnego nastawienia

            Poszukujecie uśmiechów ? To nie są zdjęcia robione przy pomniku z bacią i
            wózkiem.
            Pod wpływem emocji i wysiłku potrzeba jest koncentracji,zdjęcia nie są pozowane
            nie mówimy "cheese", zrób sto pompek i zacznij sie uśmiechać przy setnej
            Piotrek wychodzi po linie co jest trudne i ciężkie lub balansuje ciałem dla
            zachowania równowagi a dodatkowo naturalny stres.

            Na zachodzie wszyscy się uśmiechają i co to znaczy ? Że są szczęśliwi?
            Szkoda że Polacy nie urodzili się na zachodzie.

            ale mniejsza o to wystawię może zdjęcia z uśmiechem ale spieprzył mi się CDrom
            i przez mam nadzieję tydzień nie ma dostępu do archiwum

            w nauce znany jest taki fenomen u badaczy który z wszystkich badań i
            doświadczeń wybierają tylko ewidencję popierającą ich tezę
            czyli stwierdzasz że jest tak a tak i potem robisz doświadczenia i wybierasz
            tylko te wyniki (często podświadomie) które wspierają tezę

            Na pewno przyjmuję do wiadomości że temat lub sposób przekazania powoduje u
            częsci osób bunt i próbę szukania u mnie perwersji lub dewiacji

            zastanawiam się dlaczego taka tendencja się pojawia

            Pierwsze co przychodzi mi do głowy to, że mogą odbierac to co piszę jako próbę
            pokazania jedynej słusznej drogi w życiu i widzieć swoje postępowanie jeśli
            różne w niekorzystnym świetle. No i próbują mnie zwalczać. Wykazują agresję dla
            obrony swojego.
            Nikogo nie atakuję ! ok. ?

            Otóż dla ciężko myślących lub wyciągających wnioski tak jak małe dzieci.
            My robimy co robimy, nie czujemy sie przez to lepsi od wszystkich.
            Cieszymy się z naszych sukcesów, które odnajdujemy w różnych rzeczach robionych
            wspólnie.
            Nie twierdzę i nie twierdziłem, że ekstrema (poza tym to nie jest ekstrema !)
            jedyna droga. Jeśli Ty droga Mamo lub Tato cały dzień latacie za dzieckiem z
            ubraniem na zmiane, piciem i żarciem to Wasza sprawa, ale czytając mnie może
            coś Wam się przyda.

            Jeśli ktoś czuje się przykro czytając to co piszę to zamiast pisać głupoty
            proszę o maila dam telefon spotkamy się i sobie powiemy co o sobie myślimy

            It's fair, isn't it ?
            • grazynka13 Re: bardzo dobre 21.03.04, 21:31
              80662270a napisał:
              Jaki piękny dłuuugi post! To naprawdę pisał facet? Zwłaszcza tak aktywny (wirtualnie?) facet?


              > Są dwie możliwości:
              > 1. powiem, że mu się to podoba
              > wtedy mój głos jest nieobiektywny
              i nieszczery

              > powiem jedynie oklepany banał że zależy mi na dobru mojego dziecka
              to nikt (z tych zdrowo myślących) nie uwierzy

              > zakładać, że jeśli jestem przeciętnym
              ależ skąd! jesteś z pewnością nieprzeciętny! ponadprzeciętny!!!

              > powiem, że mu się to nie podoba
              mowy nie ma - szczerość wymaga odwagi

              > opcję że obojętne to odrzucam, zgodnie z założeniam że zjazd z komina nie może byc obojętny, chyba że dla ślepego
              no fakt

              > Wyślij do mnie maila dam Ci telefon sama z nim pogadasz jeśli Cię to interesuje
              aż tak dogłebnie go zindoktrynowałeś?

              > Jeśli chodzi o dociekliwość niektórych to zastanawia, mnie z jaką gorliwością
              > poszukują oni argumentów dla obrony tezy przyjętej na zasadzie tej że w Iraku
              > jest broń masowego rażenia czyli bez żadnych dowodów, na bazie poszlak i
              > emocjonalnego nastawienia
              co do Iraku chyba jesteśmy jednomyślni

              > Poszukujecie uśmiechów ? To nie są zdjęcia robione przy pomniku z bacią i
              > wózkiem.
              > Pod wpływem emocji i wysiłku potrzeba jest koncentracji,zdjęcia nie są pozowane

              tego drugiego chłopca to nie dotyczy? Jakoś pominąłeś tę kwestię milczeniem...

              > Piotrek wychodzi po linie co jest trudne i ciężkie lub balansuje ciałem dla
              > zachowania równowagi...
              czytaj: dla sprawienia frajdy tatusiowi

              > My robimy co robimy, nie czujemy sie przez to lepsi od wszystkich.
              > Cieszymy się z naszych sukcesów, które odnajdujemy w różnych rzeczach robionych wspólnie.
              A skąd ta liczba mnoga? Twoja Żona - jak sądzę - w tym nie uczestniczy, a Twój syn jedynie podporządkowuje się Tobie. Mów za siebie...


              > Jeśli ktoś czuje się przykro czytając to co piszę

              Wręcz przeciwnie! Większośc z nas - czytając i oglądając - jest szczęsliwa, że ma swoje zycie. Żagle, psa, rowery, ciepło, sanki, poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, narty, miłośc. Kolejność przypadkowa wink
              >
              > It's fair, isn't it ?
              A to nadużywanie angielszczyzny to chyba kolejny kompleks...
              Reasumując:
              Nie krzywdź swojego dziecka, już lepiej dowartościowuj się, piszac przemądzrałe posty...
    • 80662270a Zajrzyjcie na stronę za jakiś czas 21.03.04, 20:26
      oczywiście jeśli Was interesuje taka tematyka
      będzie więcej informacji o innych dzieciach ciekawe linki i artykuły
      różne i nne rzeczy

      Koniecznie zajrzyjcie na stronę www.studiowspin.com.pl

      David to wspaniały człowkiek, znajdziecie tam piękne zdjęcia.

      Pozdrawiam wszytkich serdecznie !
      • kokolores Nie zapomnij mu powiedziec ,ze ma sie usmiechac !! 21.03.04, 20:43
        A co myslisz o wojnie w Iraku???
        • kubusb1 Re: Nie zapomnij mu powiedziec ,ze ma sie usmiech 22.03.04, 00:01
          Wiesz facet przeczytalam wszystkie twoje posty bardzo uwaznie i wiesz co mnie
          zastanawia, ze ciagle pojawiaja sie sformuowania ja i moj syn, moj syn, my
          bylismy, widzielismy a gdzie w tym calym budowaniu wiezi, wychowaniu jest
          miejsce dla twojej zony i matki twojego syna. Jakos niezauwazylam jej obecnosci
          ani w twoich wypowiedziach ani na zdjeciach. Pytania forumowiczek na jej temat
          zbywales milczeniem, nasowa mi sie pytanie ze moze ona niepala takim
          entuzjazmem do tego w jaki sposob spedzasz wolny czas z synem. A odnosnie jazdy
          motorem to niepopieram, ty moze i jestes dobrym kierowca lecz niejestes jedynym
          na drodze i niemozesz przewidziec wszystkich sytuacji.
          • kokolores Re: Nie zapomnij mu powiedziec ,ze ma sie usmiech 22.03.04, 00:21
            Bo jej nie wolno dac glosu bez pozwolenia.(hehehehe)
            • cruella-devil Re: Nie zapomnij mu powiedziec ,ze ma sie usmiech 22.03.04, 00:25
              Ależ wolno, tylko nie chce narażać się na pseudofilozoficzną "ripostę".
    • anek.anek Burza w szklance wody 22.03.04, 10:52
      Dziewczyny, zupełnie nie rozumiem tej całej dyskusji. Ponownie powtórzę, że
      motoru nie rozumiem i sama bym jako matka nie zaakceptowała (chociaż o ile mi
      się wydaje w Polsce można jeździć na motorze nawet z maleńkim dzieckiem, ale
      jeśli nie przekracza jakiegoś wieku, to musi siedzieć pomiędzy dwiema dorosłymi
      osobami - nie mam kodeksu pod ręką żeby to sprawdzić, kiedyś tak było). To jest
      dla mnie też sprawa bezdyskusyjna.
      Ale główna wasza napaść na autora to teza mówiącą, że zmusza swoje dziecko do
      robienia rzeczy, których młody nie chce, albo raczej chce ale tylko dla
      przypodobania się tatusiowi.
      Pytania o matkę nie mają najmniejszego sensu, bo: 1/ jeśli żyją razem to
      najprawdopodobniej nie raz, nie dwa wyjeżdza i wspina się razem ze
      swoimi "chłopakami" 2/ jesli nie żyją razem to matka i tak musi doskonale
      wiedzieć o wyczynach dziecka (samo jej się chwali) i albo akcpetuje, albo co
      najwyżej zawarli jakiś kompromis 3/ jesli autor jest samotnym ojcem, to
      wychowuje syna w jego mniemaniu najlepiej jak potrafi

      Mam pytanie do wszystkich, którzy są "przeciw": czy nikt z was nie marzył o
      takich wyczynach w dzieciństwie? czy żadne z was nie wspinało się na najwyższe
      drzewo, nie szukało w lesie ukrytych bunkrów, nikt z was nie przeżył (z
      radością ale i ogromnym strachem) samotnej nocy w lesie, chocby w ramach
      ćwiczeń harcerskich???? Czy są tutaj tylko kobiety, które wyrosły z dziewczynek-
      królewien i wróżek. Moje marzenia w dzieciństwie opierały się na przygodach
      indiańskich,traperskich itd. Najbardziej rozpływałam się czytając
      fabularyzowaną biografię Amundsena (centkiewiczów, gorąco polecam wszystkim
      dzieciakom :"człowiek o którego upomniało się morze") i, głupia, próbowałam
      ćwiczyć tak jak on, wykradając się w nocy z domu babci w czasie ferii, żeby
      spęzić całą noc na mrozie w "igloo" zbudowanym poprzedniego dnia ze śniegu
      (ach, to były zimy....)Robilismy sobie z bratem konkursy, kto wejdzie na wyższe
      (i cieńsze, bo lepiej się bujało na wietrze!!!) drzewo (sosny, ok 10-15 m)i
      mieliśmy przeeogromną frajdę z przeogromną adrenaliną. Podejrzewam, że na mojej
      twarzy wtedy też nie było uśmiechu, bo strach i wysiłek na to nie pozwalał. Ale
      póxniej jaka duma i radość, i jak wyobraźnia zaczynała pracować!!!! Rodzice nie
      mieli zielonego pojęcia co wyprawialiśmy (było jeszcze np. chodzenie po
      rozżarzonym, nadpalonym drewnie) i teraz aż się sama boję myśleć o tym co mogła
      nam się stać. Fart, nie stało się nigdy nic , ale byłoby dużo bezpieczniej i
      przyjemniej kiedy np. tata (jako sprawniejszy fizycznie) w tych szaleństwach
      uczestniczył. Dzieki takim normalnym dla dzieci wyczynom miałam super więź ze
      swoim bratem, podobna mogłaby sięstworzyć z ojcem, gdyby brał w tym udział!
      To co dal nas, dorosłych (w szczególności kobiet) wydaje się super straszne,
      przerażające i baaardzo niebezpieczne, dla dzieci może stanowić niezwykłą
      przygodę.
      Autor wątku sam z pewnością aktywnie i wspina się, i jeździ na motorze, i robi
      tysiąć innych rzeczy, które inni uważająza ekstremalne. To jest jego sposób na
      życie (żeby nie siadać w kapciach przed telewizorem!) i dlatego naturalne jest,
      że wciąga w swój świat własne dziecko!!! Przecież jeśli wy np. jeździcie na
      rowerze, to też macie ambicję nauczyć tego swoje dziecko! To co dla was jest
      naturalne, bo wypływa z waszych doświadczeń i ze sposobu życiu, przekazujecie
      maluchom i chcecie nauczyć ich tego samego. Z postów nie wynika, że mały
      piotrek jest zmuszany. nie da się dziecka zmusić do wchodzenia na skałkę, bo
      jeśli nie będzie chciał tego zrobić (w głowie) to nie da rady pokonać pewnych
      trudności. Jeśli macie taką możliwośc, to same spróbujcie, ważne żeby odbyło
      się to pod okiem kogoś, kto umiejętnie przekaże swoją pasję. Doznania po
      pierwszym zjeździe są takie, że czujesz się zdobywcą świata, dzieci zasługują
      na takie odczucia, tym bardziej, że idealnie trafia to w ich świat fantazji!
      Sporty ekstremalne (nie wiem co prawda, czy cokolwiek co robi Piotrek można za
      coś takiego uznać) wyzwalają siłę, pewność siebie, dają możliwość poznania
      swoich umiejętności (psychicznych!). Ja naprawdę wierzę w to, że młody Piotrek
      nie jest zmuszany do niczego, tylko umiejętnie kierowany przez swojego ojca.
      dla tego dziecka świat lin jest czymś naturalnym - w takim się obraca, tak żyje
      jego ojciec, tacy ludzie przychodzą do taty w odwiedziny i zamiast rozmawiać o
      polityce uzgadniają szczegóły następnej wyprawy, w takim świecie młody żyje od
      urodzenia, więc nienormalne byłoby gdyby go od tego świata odciąć!!!
      Dziewczyny dajcie już spokój. Jeśli same nigdy nie miałyście okazji spróbować
      czegoś "ekstra" to naprawdę możecie żałować, bo poknanie własnych słabości i
      strachu jest czymś niesamowitym (brak więcej słów). Pisze, żebyście żałowały,
      co wcale nie oznacza, że uważam za gorszych ludzi, którzy nie używają życia w
      sposób adrenalinowy. wolnoć Tomku w swoim domku. A, i jeszcze coś. Mój mały od
      września będzie chodził na judo (skończy akurat 3 latka, zostanie zapisany do
      sekcji na najmłodszych). Takie zajęcia są prowadzone w inny sposób niż dla
      starszych, więc mam nadzieje, że "nie stanie dęba" i nie będdziemy musieli
      zrezygnować po kilku lekcjach. Zapisuję go na te zajęcia, tak jak wy
      zapisujecie swoje dzieci na angielski, muzykę i taniec. Sport, poza rozwojem
      fizycznym, daje dziecku poczucie pewności i w przypadku starszego dziecka (w
      szczególności chyba chłopca) nie pozwala na głupoty- liczę na to, że moje
      dzieck mając pasję sportową w postaci sportów walki, wspinaczki, windsurfingu
      (to zaczniemy za kilka lat) będzie ponad kumpli z podwórka siedzących na ławce
      z piwkiem w ręku. Będzie ponad ale jednocześnie przybije z nimi "piątkę", bo
      takie sporty dają też umiejętnośc lepszego patrzenia naświat i większej
      świadomości własnego ja.
      Ja bdę chciała żeby moje dziecko uczestniczyło we wszystkim co robię i co robi
      jego tata. Jeśli mały będzie dokonywał negatywnych wyborów to będzie
      najprawdopodobniej moja porażka jako pedagoga. Tak samo przecież musimy nauczyć
      dzieciaki mobilizować do szkoły!!! To jest dokładnie to samo, też musisz
      dziecko nauczyć się uczyć i pokonywać kolejne zadania matematyczne - i super
      jeśli potrafisz to zrobić tak żeby się robiło to z powodu ciekawości, a niez
      przymusu. Ufff.
      • jaaagusia fajny facet? 22.03.04, 13:01
        Oto jak ŇpolemizujeÓ czlowiek, ktory innym zarzuca agresje:

        < Nie komentuję histerii, może gry hormonów ?>

        <I jak tu z babą rozmawiać, zawsze coś musi być lepsze i gorsze, ładniejsze i
        brzydsze.>

        <Mam wrażenie, że szukając powodu do lepszości i zaczepki chcesz sobie coś
        udowodnić.>

        <Cip, cip, cip ..
        Powiedz coś o sobie, żebym wiedział czy naprawdę przemówiła kura.>

        <,Bo jak będziesz teściową to wtedy zasrasz życie dzieciom, które będą chciały
        żyć inaczej niż Ty.>

        <Jeśli Ty droga Mamo lub Tato cały dzień latacie za dzieckiem z
        ubraniem na zmiane, piciem i żarciem to Wasza sprawa,>

        <Przeczytaj plakat.> (przeczytalam - hi, hi)

        przejrzalam wszystkie wypowiedzi pana Ę 80662270a i moge tylko wspolczuc - jemu
        i jego bliskim, z jego postow wieje frustracja i despotyzmem
        • anek.anek dajcie spokój! 22.03.04, 13:12
          To, że koleś się wkurzył, to normalna reakcja na zarzut, że jest złym ojcem (bo
          to jest w podtekście większości postów). wszystkie tak samo byście zaeragowały,
          tym bardziej, jeśli w 100% byłybyście pewne swojej racji, i jeżeli w dodatku
          motywem napisania wątku byłaby chęć podzielenia się publicznie swojej radości i
          dumy, a nie oczekiwanie na burę. Dajcie już spokój, o co wam chodzi? Że
          dzieciak nie ma "tego tajemnego błysku" w oczach na zdjęciach?
          zastanówcie się jak wychowujemy swoje dzieci? Dlaczego mają nie uczestniczyć w
          naszych pasjach? Mój ojciec zabierał mnie na ryby, co faktycznie nie było żadną
          frajdą (bo trzeba cicho siedzieć...) ale tylko do momentu kiedy złowiłam swoją
          pierwszą. Miałam 6 lat, a pamiętam, że był to okoń długości 15 cm, złowiony w
          jeziorku na Gocławiu w Warszawie! Od tej pory chodziłam z tatą z własnej,
          nieprzymuszonej woli, chociaż mama protestowała, że niby ojciec nas zmusza,
          itd. A to, że cieszyło mnie w równym stopniu złowienie ryby co duma mojego
          taty, że ma taką córkę, to te zupełnie normalne.
          nikt z nas nie ma prawa oceniać na podstawie zdjęć czy nawet wypowiedzi autora
          wątku, czy zmusza swojego syna od niechcianych wyczynów, czy nie! Dziewczyny,
          dajcie jużspokój, bardzo proszę.
          • wieczna-gosia Re: dajcie spokój! 22.03.04, 14:07
            anek jak ktos pisze taki post na forum dyskusyjnym to chyba powinien oczekiwac
            dyskusji (i autor sam to przyznal ze sie spodziewal). Jak nie jest psychicznie
            przygotowany na obrone swoich pogladow w sposob merytoryczny i kulturalny to
            nie moja broszka wink))

            Dlaczego mają nie uczestniczyć w
            > naszych pasjach?
            Maja ale ja jeszcze raz powtorze ze warto o tym dyskutowac. facet ma pasje w
            strone ekstremum- niektorzy tak musza. Super. Ale w kazdej pasji latwo sie
            zatracic szczegolnie w takich w ktorej adrenalina uzaleznia. Niektorzy maja
            taka pasje zeby na wlamy chodzic. A inni skacza na spadochronie z wierzowcow.
            Mnie np zastanawia dlaczego na w sumie niebezpieczne wyprawy facet zabiera 8-
            latka a nie poczeka az syn skonczy lat 14 czy 16 gdy juz bedzie bardziej
            partnerem niz teraz. I caly czas pisze o marnowaniu czasu. Na wychowanie
            dziecka mamy 18 lat- ludzie to calkiem sporo czasu. jesli 3 letniego brzdaca
            przyzwyczaimy do tego ze generalnie spedzamy z nim czas to ten sam czas da sie
            spedzic z 16 latkiem.

            Akurat brak usmiechu synka Piotra w ogole mnie nie zdziwil i ciesze sie ze
            Piotr umial to normalnie wytlumaczyc- usmiech na twarzy czlowieka ktpremy
            adrenalina bucha z uszu to moglby byc jedynie nerwowy chichot ewentualnie
            oznaka paniki- jest wiec niewskazany. I dotyczy to w rownym stopniu zjezdzania
            na linie, na zjezdzalni wodnej w basenie, zawodow karate i pierwszej jazdy na
            rowerze.

            Dlatego ja sobie chetnie z Piotrem podyskutowalabym ale niestety mie mam ochoty
            na inwektywy. Niepotrzebne zreszta bo odejdziemy od kompow i kazdy zrobi jak
            zechce.
            • anek.anek Re: dajcie spokój! 22.03.04, 14:24
              Gosiu, masz na pewno rację,że wszelkiego typu inwektywy nie powinny mieć
              miejsc. Ale wszystkim tutaj prawie puściły nerwy.
              Ja bronię taty Piotrka dlatego chyba, że mnie samej brak było w dzieciństwie
              ojca, który uczestniczyłby ze mną w ekstremalnych właśnie wyprawach. A
              wspinaczka nie jest dla mnie rzeczą ekstremalną! Uwież, że to przy dobrym
              opiekunie może być tysiąc razy bardziej bezpieczne niż jazda na rowerze.
              Dlatego nie chciałabym żeby padały oskarżenia o zmuszanie dziecka do czucia
              adrenaliny, bo akurat w tym spor cie tej adrenaliny nie ma wcale tak dużo (no,
              chyba, że ktoś wspina się na "żywca", czyli bez zabezpieczen, ale tego młody
              Piotrek nie robi). Facetowi chodziło chyba napradę o to, żeby podzielić się
              radością. Tak jak my, kobiety chwalimy swoje dzieci, że już potrafią liczyć,
              albo czytać, albo tańczyć. To sądla mnie wszystko normalne zachowania.
              Pomyślcie jeśli waszą pasją byłby choćby taniec towarzyski, to idę o zakład, że
              swoje dzieci (córkę pewnie przede wszystkim) będziecie chciały zachęcić (nie
              zmusić!) do tego samego.Trzeba znać umiar, to fakt, ale jeśli chodzi o ludzi,
              którzy się wspinają, to wśród wszystkich moich znajomych, oni stanowią grupę
              ludzi najsilniejszych psychicznie i jednocześnie najbardziej odpowiedzialnych
              (w każdej dziedzinie życia). Dlatego akurat ten sport uważam za wartościowy, bo
              uczy prawdziwego hartowania ducha. Co do obrażania uczestników dyskusji, to
              wyraziłam swoją opinię co do powodów w poście powyżej.
              • joannab-o Re: dajcie spokój! 22.03.04, 14:45
                Anek! takie już jest to forum, że jeżeli ktoś przychodzi propagować bicie
                dzieci i metody wychowawcze typu tresura to nie może liczyć na wsparcie.
                Chociaż, jezeli nie prowokuje i nie daję sie sprowokować, to może liczyć na to,
                że jakas sucha nitka na nim pozostanie (patrz roman.gawron)

                Pisałaś wyżej, że to jest teza atakujących, ze Kolega zmusza dziecko. Ja
                opisałam sposób, w jaki motywuję dziecko z poszanowaniem jego woli i uznane to
                zostało za idiotyczne i niezyciowe. A alternatywą jest wykonywanie przez
                dziecko "zadań" taty ("nie ma narzekania, jest akcja"), w tym tak wkraczających
                w sferę ściśle intymną, jak proszenie dziewczynki do tańca.
                I to, żeby nie było wątpliwości, w kontekście tego, że wolność to mżonka. To
                nie jest zmuszanie????? To co to jest?
                joanna
                • anek.anek Re: dajcie spokój! 22.03.04, 15:00
                  Nie wczytałam się dokładnie i faktycznie pominęłam kilka uwag. Ok. Może ja
                  jestem zbyt naiwna, bo naprawdę wierzę, że dzieci nie są zmuszane. kurcze, albo
                  ja byłam takim silnym dzieciek, że tak łatwo mnie nie dało się zmusić?
                  Bardziej chodzi mi o to, że często wyrażająć uczucia i myśli na forum
                  przejaskrawiamy fakty. Dlatego staram się nie oceniać na podstawie słów. ale z
                  drugiej strony oczywiście masz rację, że po to forum jest by dyskutować.
                  Podobają mi się zajęcia Piotrka z tatą, bo naprawdę sama marzyłam o czymś takim
                  w dzieciństwie. Dawaliśmy sobie radę z bratem na własną rękę, i teraz mogę
                  tylko dziekować siłom nadprzyrodzonym, że nic poważnego nam się nie stało.
                  Możedlatego, że mnie"kręciła" taka "akcja" kiedyś, wydaje mi się
                  (podświadomie?), że wszystkie dzieci to kręci. Oczywiście w takim wypadku
                  byłabym w błędzie.
                  Swojego sna nie zamierzam zmuszać, ale na pewno będziemy próbować i wierzę, że
                  uda mi się w przyszłości wypracować takie metody, żeby sam robił zchęćią i
                  własnej woli różne rzeczy. nawet za cenę pokonania własnej niemocy i strachu.
                  Iwem ile to daje satysfakcji...
                  • aluc Re: dajcie spokój! 22.03.04, 16:56
                    anek, mi się to nawet podoba
                    co więcej, skrycie zazdroszczę, jako gnuśna sybarytka niejeżdżąca nawet na
                    nartach wink, oraz myśląca z przerażeniem o wszelkich wyczynach ekstremalnych i
                    quasiekstremalnych

                    i podobałoby mi się to nawet bardziej, gdyby ta nieszczęsna i natrętna ideologia

                    i w kontekście tej ideologii nawet ów brak uśmiechu i ewentualne zmuszanie jest
                    dla mnie mniejszym pikusiem, bo chłopak może być w pełni skoncentrowany na tym
                    wypinaniu, wpinaniu czy jak to się tam nazywa smile) a sama też w pewien sposób
                    mojego dwulatka zmuszam na przykład do chodzenia na wystawy, słuchania muzyki
                    poważnej i w ogóle tej, którą JA lubię, podróżowania i jedzenia rzeczy
                    smacznych, aczkolwiek mało popularnych wśród dwulatków wink

                    różnica jednakowoż tkwi w tym, że robię to dlatego, że wydaje mi się to
                    przyjemne i dla mnie i dla niego, a nie dlatego, że założyłam, że mój syn ma
                    być otwarty na doznania artystyczne i smakowe oraz spotkania z innymi kulturami
                    i teraz konsekwentnie to realizuję, bo inaczej wyrośnie na niewrażliwego,
                    zamkniętego w sobie ksenofoba wink

                    nie chcę przez to powiedzieć, że proces wychowawczy wtedy jest git, jeśli jest
                    absolutnie spontaniczny - chcę tylko powiedzieć, że szkodzi mu zarówno nadmiar
                    spontaniczności jak i nadmiar wyrachowania i kalkulacji

                    PS. motoru nie komentuję wink
          • jaaagusia Re: dajcie spokój! 22.03.04, 14:25
            Wiesz, chodzi tylko o to, ze probowalismy zwrocic facetowi uwage na to, ze
            dzieci nie sa wlasnoscia rodzicow ani ich klonami. Nie musza byc ksztaltowane
            dokladnie na wzor i podobienstwo. Maja prawo do wlasnych spraw, wyborow, swoich
            pasji. Maja prawo czasem czuc sie bezradne, odczuwac lek, niepewnosc.Nasza rola
            jest byc wtedy z nimi, wspierac a nie ŇprzelamywacÓ. Szanujmy uczucia naszych
            dzieci, nawet te, ktore nie do konca rozumiemy czy pochwalamy.

            Moja corka niezle plywa (niecale 6 lat), ale boi sie skakac do wody i ja nie
            widze powodu, aby ten lek przelamywac - niech to bedzie jej wlasna decyzja.
            Gdyby nie chciala plywac, tez bysmy zrezygnowali - na jakis czas wink. Pozwolmy
            dzieciom rozwijac sie w ich tempie, nie planujmy ich zycia, ono nie nalezy do
            nas. "Przelamujac" dzieciaka mozemy w koncu zlamac mu kregoslup i stanie sie
            wtedy smutnym automatem do realizowania ambicji swoich rodzicow.

            Jeszcze cos: mimo, ze jezdze niezle na nartach, mam swiadomosc, ze nie
            powinnam sama uczyc jezdzic moje dzieci. Ucza sie w klubie. Gdy wyjezdzamy
            razem, po prostu sobie jezdzimy i jest super. Nie stawiam sie na pozycji boga,
            ktory o nartach wie wszystko i bede szczesliwa, gdy dzieci zaczna jezdzic
            lepiej ode mnie. Cieszy mnie tez fakt, ze w tym roku moj syn (11 lat) zaczal
            wrecz mnie pouczac jak powinien sie zachowywac na stoku prawdziwy narciarz
            (najpierw wyjechal z klubem, a potem bylismy na nartach cala rodzina). Dzieki
            temu wiem, ze naprawde pokochal narty. Jakos w sporcie jest tak, ze jesli sie
            chce, zeby dziecko ten sport dobrze opanowalo, lepiej jest, zeby nie uczyli go
            rodzice, zauwazylam, ze wszyscy instruktorzy narciarscy przekazuja swoje dzieci
            w rece innych instruktorow. Prwde mowiac nie wiem, czemu tak jest, ale to
            dziala smile. Moze trzeba czasem wypuscic dziecko spod swoich skrzydel, jesli sie
            chce aby zaszlo dalej niz my.

            A zalozyciel watku jest irytujaco wszystko-wiedzacy, stad zapewne ta burza i
            drobiazgowa analiza jego zdjec i wypowiedzi wink. Jakos jestem przekonana, ze
            sie wcale nie przejal.
      • 80662270a zmuszanie to pojęcie typu tolerancja, oderwane 23.03.04, 12:20
        Aniu, nie potraktuj tego jako tani komplement.
        Masz zdolność do prezentacji własnych pogladów i przekonywującej argumentacji.
        Nie dlatego, że napisałś coś, co jest dla mnie pozytywne.
        A poza tym trafność sądów w mądrych wypowiedziach.

        Jeszcze jedno, z całą pewnością jako jeden z wielu czynników mających wpływ na
        moje podejście do dziecka jest taki, że chcę mu dac to czego sam oczekiwałem i
        o czym marzyłem w dzieciństwie.
      • edziecko_gosiah Re: Burza w szklance wody 02.06.04, 14:55
        niesamowicie ułatwiłaś mi napisanie postu... w zasadzie napisałaś wszystko to,
        co ja chciałam napisać...
        jedno - nie popieram motoru! nie chodzi nawet o to, że jest to po prostu
        niesmaowicie niebezpieczne, ale o to, że wasze bezpieczeństwo nie zależy tylko
        od Ciebie!!! nie trzeba szukać daleko - chociażby śmierć Kuliga: jeżdził
        fantastycznie, z duża prędkością i w trudnych warunkach - kiedy polegał tylko
        na sobie i zaufanym partnerze, było wszystko dobrze... ale pech chciał, że
        pojawił się w jego życiu ktoś nieodpowiedzialny... to a propo motoru - Ty
        możesz być perfekcyjny w tym co robisz, ale ktoś inny na drodze może popełnić
        błąd... na motorze jeżdziłam z tatą - starym boskim junaku... znacznie wolniej
        niż Ty z synem, ale więcej się nie dałosmile tata był kiedyś zapalonym
        motorowodniakiem (tearz juz nie te lata i nie to zdrowie) i każde wakacje
        spędzaliśmy na mazurach pod namiotem i z motorówką zacumowaną przy brzegu... a
        jak się nią pędziło! dodam, że z braku funduszy motorówka zbudowana była przez
        tatę samodzielnie! mama jeździła z nami pod namioty, ale za motorówką nie
        przepadała - ale ufała ojcu i my też jeździliśmy... generalnie jednak wszystkie
        wyprawy spartańskie to była domenba taty... tylko, że nas było czworo, więc
        musiały to być jednak znacznie bezpieczniejsze rzeczy, bo nie był w stanie
        upilnować i zapewnić bezpieczeństwa czwórce dzieci jednocześnie...
        pozostałe tematy - jestem zachwycona... moi rodzice byli zapracowani, mieli na
        kogo pracować... ja należałam do tych niesfornych i nieposkromionych dzieci,
        które łaziły po wysokich drzewach (to w najlepszym wypadku)... kiedyś zjechałam
        z kilkumetrowej sosny, bo złamał się sęk, na którym stanęłam - było to u babci
        na wakacjach, babcia o mało nie zemdlała, kiedy zobaczyła zakrwawiony prawy
        bok - do tej pory mam sporą bliznę od piersi do ostatniego żebra - mimo, że od
        tego czasu minęło już wiele, wiele lat i blizna znacznie się zagoiła, to jednak
        ciągle ją widać... kolejny mój wybryk, na wspomnienie którego nadal przechodzą
        mnie ciarki po plecach, to przechodzenie po zewnętrznym parapecie okna na
        czwartym piętrze bloku - przechodziłam z pokoju do pokoju, ale wolałam tą
        zewnętrzną stronę - po co iść normalną drogą po mieszkaniu... oczywiście nie
        było mowy o jakichkolwiek zabezpieczeniach itd. rodzice dowiedzieli się o tym
        od ludzi, którzy zobaczyli to spod bloku... przechodziłam tak kilka razy...
        potrzebowałam pewnie silnych wrażeńsmile zaręczam, że w danym momencie nikt nie
        zobaczyłby na mojej buzi uśmiechu - byłam bardzo skupiona i tak naprawdę
        przestaraszona tym, co robię, ale to robiłam, bo sama chciałam przełamać jakiś
        wewnętrzny strach!!! więc nie ma się co dziwić, że Piotrek też się nie śmieje
        od ucha do ucha kiedy wspina się po drzewach, kominach, czy zjeżdża z mostów...
        jako nastlatka trenowałam taekwondo - dostałam kilka razy po buzi, miałam
        troche siniaków, od walenia w cegłówki i deski miałam obolałe i posiniaczone
        ręce i nogi, ale niesamowicie to lubiłam... próbowałam zapisać starszego syna -
        4 latka - na ten sam sport, ale w warszawie nie znalazłam grupy dla takich
        maluchów - to, co w pobliżu nas, to dla min 5 latków! pamiętam też, kiedy
        pytałam tu na forum o jakieś namiary na tego typu sporty (taekwondo, czy
        aikido) dla takich maluchów i jak sporo mam mnie zjechało za te moje wygórowane
        ambicje co do aktywności dzieci... inny temat to przytoczony przykład rodzica
        jadącego na nartach z dzieckiem na ramionach... sama nigdy nie odważyłabym się
        na to, ale TYLKO dlatego, że nie mam wystarczających umiejętności, bo ciągle
        należę do tych początkujących, ale mam PEŁNE zaufanie w tej kwestii do swojego
        męża!!! jeżdzi od 3 roku życia i jest DOSKONAŁYM narciarzem! pewnie, że
        wszystko zależy od stoku i natężenia ruchu! na polskich trasach narciarskich
        jest niebezpiecznie głównie dlatego, że są nie przygotowane do sezonu, zupełnie
        inaczej w austrii i tego typu regionach narciarskich... no i druga rzecz to
        wspomniane natężenie ruchu - u nas jak sypnie śnieg godzinę się stoi w kolejce
        do wyciągu, na stoku tłum, że starch puściuć dziecko nawet samodzielne na
        nartach, a co dopiero na swoich ramionach...
        co do przełamywanią strachu i oporu dzieca, to uważam, że musimy im w tym
        pomóc! w ty sezonie syn stawiał pierwsze samodzielne kroki na nartach - również
        na stoku.. bał się niesamowicie! kiedy jechał z tatą było ok, ale kiedy został
        puszczony samopas PANIKA! i tu rola taty, który MUSIAŁ go przekonać o sile
        własnych możliwości, mamy, tóra co prawda sama nie uczyła, bo za cinka w te
        klocki, ale jeździła obok na nartach i dodawała otuchy i przekonywała, że MUSI
        sam spróbować, że nawet kiedy upadnie i coś go zaboli, to jeszcze nie koniec
        świata, i że trzeba wstać i próbować dalej... co tu daleko szukać - chociażby
        jazda na rowerze! kiedy odkręcamy boczne kółeczka dziecko prawie wpada w
        panikę, bo nie potrafi utrzymać równowagi, nie ma zufania do siebie samego,
        dlatego tak wierzy w asekurację dorosłego, w ten kijek zaczepiony do tyłu... i
        nawet nie zauważa, kiedy rodzic puszcza kijek a on jedzie zupełnie sam, tylko
        na dwóch kołach bez żadnbej pomocy...
        wydaje mi się, że takie uczenie dziecka razdenia sobie z włąsnym strachem, jest
        bardzo dobrą rzeczą! uczy jednocześnie dziecko poznawania granic swoich
        możliwosci...
        inna rzecz, że przyda się chociażby w gabinecie dentystycznym!!!
        nie pochwalam jedynie motoru, zwłaszcza z taką prędkością! można przejechać się
        z dzieckiem 80 km/h i ono i tak będzie zachwycone, a i tak pozowliłabym tylko
        na jednorazową frajdę i to na bardzo bocznej i mało uczęszczanej drodze, i na
        dodatek wyłącznie na odcinku prostym... na więcej nie wyraziłabym zgody, choćby
        dziecko miało odmienne zdanie...
        pozdrawiam serdecznie, gosiah
        • 80662270a Re: Burza w szklance wody 02.06.04, 22:28
          z wielkiem zainteresowaniem przeczytałem to co napisałaś
          ***
          w dzieciństwie wybrałem się na kasztany na dach magazynu pokrytego eternitem
          machałem długim kijem żeby postrącać kasztany
          dach zarwał się, pamiętam scenę z matrixa jak lecę w zwolnionym tempie a obok
          mnie kawałki eternitu 3 m w dół
          upadłem do skrzyni z odcinkami rur, brzeg skrzyni uderzył mnie w kark
          stracilem na chwilę przytomność, jak mi się wydawało
          kiedy się ocknąłem jakaś baba krzyczała za płotem
          leżałem chwilę żeby się zastanowić czy jeszcze żyję
          okazało się że jestem cały, cud, do dzisiaj dziękuję Bogu
          nie wiedziałem jak wyjść z tego magazynu
          zobaczyłem kota, który poleciał gdzieś i zniknął
          poszedłem za nim
          wyszedłem kocią dziurą

          dzisiaj myślę, że mój syn będzie miał zupełnie inne podejście do minimalizacji
          ryzyka, dużo już umie jeśli chodzi o asekurację
          kiedy wybierze się gdzieś z durnymi kolegami będzie od nich lepszy wiedzą i
          doświadczeniem
          ja nie miałem pojęcia że dach może się zarwać, ufność dziecka

          kiedy uczę mojego syna wychodzenia po suchych gałęziach to widzę że próbuje
          czasem popełniać błędy wywierając zbyt duży moment siły co może prowadzić do
          złamania gałęzi i upadku, i uczę go czym to może grozić i jak minimalizowac
          ryzykoo i jak asekurowac się bez liny nawet
          mam nadzieję, że nauczy się tego ode mnie a nie spadając na skutek własnych
          doświadczeń jak ja kiedyś
          ***
          chętnie bym Cię zaprosił do wspólnego spotkania i zabawy

          w sobotę chyba wybierzemy się na zjazd z zamkowej wieży

          mam nadzieję

          pozdrowienia
    • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 23.03.04, 12:28
      Wszystkich pozdrawiam.
      500 odwiedzin na stronie to więcej niż oczekiwałem, dziękuję za zainteresowanie.

      Nie trzeba czekać aż dziecko dorośnie żeby było partnerem.
      To jedna z tych rzeczy o której chciałem Wam powiedzieć.
      Nie trzeba pozbywać się dziecka oddając je do przechowalni, instruktorów,
      opiekunek i babci żeby samemu pożyć albo pozbawić się uczucia że dziecko Was
      ogranicza. I zasłaniać się prymitwnymi tłumaczeniami, że wszyscy, ze tak lepiej.
      Lepiej powiedz sobie nie umiesz inaczej, nie chcesz, a wtedy ok.

      Można znaleźć satysfakcję w spędzaniu czasu z dzieckiem.
      Nie jestem ograniczony dzieckiem. Wyjeżdżam z nim gdziekolwiek by to nie bylo z
      entuzjazmem, że znowu będzie pełen odjazd.

      Otóż życzę Wam tego samego.

      Ale ze mną jest tak, że nie stoję na brzegu i nie drę sie kiedy wejdzie za
      głęboko. Przepłynął ze mną jezioro na butelce 5dm3 w wieku 6 lat, bo jeszcze
      nie umiał dobrze pływać, skakał na basenie w Trondheim z wiezy 3 m do wody w
      wieku 7 lat. Nie będę wymieniał bo to bez sensu.
      Dla mnie to są normalne i bezpieczne rzeczy, jestem po to żeby go nauczyć i
      przypilnować, ale nie są powszechne.

      Dzieci mają moc i umiejętności, które czekają żeby je wydobyć a nie podcinać
      skrzydła. Ale to wymaga wysiłku od rodziców.

      Możecie znaleźć sposób
      W dzisiejszych czasach potrzebna jest redefinicja podejścia rodziców do rodziny
      i dzieci.
      Realizacja misji w rodzinie wg mnie nie polega na przebywaniu z kimś w tym
      samym mieszkaniu, gotowaniu i sprzątaniu.

      Wychowywanie wg mnie to uczenie kogoś, realizacja wspólnych przedsięwzięć,
      przekazywanie wiedzy, pomaganie w problemach i trudnościach, ale nie przez
      dostarczanie gotowych rozwiązań, lecz uczenie strategii podejścia do
      rozwiązywania sytuacji kryzysowych i stresowych, i wszelkich innych. Wy
      jesteście jako rodzice jedynymi ludźmi na świecie, którzy mają prawdziwą
      motywację, żeby tak było. Żaden instruktor nie będzie jej miał.
      Motywacją innych będzie zdobycie pieniędzy lub czegoś innego dla siebie.

      Po cóż miałbym go zostawiać instruktorom albo babci. Żeby jeździł ze mną jak
      będzie miał 16 lat ? Życie jest krótkie, teraz ma 9 lat, a my mamy za soba
      niezliczone ilości przygód.
      Będzie miał 16 to będą nowe odpowiednie do jego mozliwości i moich.
      Poza tym mając 16 lat będzie jeździł z kolegami, a ja bedę oglądał zdjęcia.
      I mam nadzieję, że wykorzystam czas żeby go przygotować do radzenia sobie z
      różnymi zagrożeniami które się pojawią.
      Będę też bardziej spokojny.

      W górach na nartach puszczałem przez chwile hamulce, żeby poczuć wiatr w uszach
      i szalony pęd. Odwracałem się w czasie jazdy do dziecka, żeby sprawdzić czy już
      zaczekać na niego.
      Był tuż za mną!
      • zgagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 23.03.04, 14:15
        w ktoryms ze swoich postow odpowiadales na pytanie po co te wszystkie zdjecia -
        zeby zachowac wspomnienia. Tak, ja tez fotografuje swoich synow - ale NIGDY nie
        wystawilbym ich zdjec w sieci! Ogladam te fotki, przywoluje minione chwile -
        robie to sama, z rodzina, z przyjaciolmi... ale nie chwale sie 'wyczynami'
        dzieci w necie. Trudno sie oprzec wrazeniu ze dokonania Twojego syna sa
        bardziej potrzebne Tobie niz jemu zebys mial sie czym pochwalic. Dlaczego ma na
        imie tak jak Ty? Czy przypadkiem nie dlatego ze (pewnie podswiadomie) ma byc
        Twoim 'ulepszonym klonem'? Dlaczego z uporem zbywales milczeniem pytania o jego
        matke? Na stronie ktora podales napisales ze kazdego dnia widzisz postepy w
        rozwoju syna - ja to samo moge powiedziec o swoich dzieciach mimo ze nie
        uprawiamy sportow ekstermalnych. Chodzimy na spacerki - nie niedzielne ale
        codzienne - i rozmawiamy o otaczajacej przyrodzie. Starszy syn zadaje mnostwo
        pytan, na wiele z nich nie potrafie od razu odpowiedziec - po powrocie do domu
        szukamy odpowiedzi w ksiazkach, filmach, necie, w muzeach... Syn jest
        niesamowicie bystrym obserwatorem i w swoim wieku niespelna 5 lat ma wiedze z
        zoologii, entomologii i paleontologii wieksza niz ja kiedykolwiek mialam.
        W kilku miejscach o pytania co Twoj syn na to odpisujesz 'dam ci numer, sama z
        nim pogadaj' - ja sobie nie wyobrazam zebym kiedykolwiek podawala numer do
        mojego dziecka obcej osobie.
        Piszesz ze dorownywal Ci w predkosci na nartach mimo ze Ty 'puszczales
        hamulce' - prawa fizyki nie pozwalaja dziecku na osiagniecie takiej predkosci
        jazdy jaka uzyska dorosly. Cos tu nie tak...

        Aga
        • abakus2 Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 23.03.04, 15:31
          ...za to przy okazji krytyki Piotra, że chwali się swoim synem, nie omieszkałaś
          pochwalić się swoim smile Skończcie już, bo to nie jest dyskusja tylko wirualny
          lincz. Jeśli Piotr zmusza swojego syna do tych wyczynów, już wkrótce dostanie
          za to gorzką zapłatę. A może stoi na stanowisku, że cel uświęca środki. Mozart
          i Beethowen też mają wiele do "zawdzięczenia" swoim ojcom wink Jeśli tak nie
          jest, pozostaje pogratulować. Prawda leży zapewne pośrodku, ale żadna
          wiwisekcja na forum nie pozwoli nam jej poznać.
          Onegdaj był tu wątek dziewczyny, której sąsiad katował dziecko. Jakoś erupcja
          oburzenia była znacznie słabsza.
        • edziecko_gosiah Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 03.06.04, 10:46
          ja od wieków uwielbiałam zdjęcia - nie tylko pstrykać (w szczególności aparatem
          głupawką), ale bawić się w wywoływanie, obróbkę itd... zaraziłam się tą pasją
          od swojego taty... mała dygresja - dziwne, że jednak wiele pasji przekazuje nam
          jednak TATA... u mnie takżem, nawet w mojej własnej rodzinie więcej inicjatywy
          idzie od taty... mamy zawsze są bardziej zmęczone, bo oprócz pracy zawodowej
          jest milion innych obowiązków (mimo, że zwalam na męża duuużo rzeczy)...
          ok. no więc uwielbiam zdjęcia - mam ich całe mnóstwo i już nie mam gdzie ich
          trzymać... i także pokazuję je w internecie - nie są co prawda tak atrakcyjne
          jak zdjęcia Piotrków- takie ciepłe kluchy - ale ja je lubię... i ABSOLUTNIE nie
          widzę w pokazywaniu zdjęć swoich chłopaków nic złego i jakoś nie podchodze do
          tego jak do CHWALENIA się, ale duma mnie rozpiera, kiedy chłopcy poradzą sobie
          z jakimś problemem: czy to fizycznym czy też z jakaś lamigłówka umysłową...
          pozdrawiam cieplutko, gosiah
          zapraszam na: www.heroki.webpark.pl
          • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 03.06.04, 12:25
            Miłe sympatyczne zdjęcia.
            Jesteście na pewno udaną rodziną bo inaczej nie byłoby tej strony mim zdaniem.

            Pod zdjęciami tez jakiś swojski motyw, ósemka z liny. smile

            Właśnie sobie uświadomiłem, że muszę odszukać zdjęcie USG Piotrka.

            Niech bączki rosną zdrowo !
      • kokolores My tez spedzamy czas z naszymi dziecmi.... 23.03.04, 15:59
        Przypuszczam ,ze kazdy z ludzi odpowiadajacych tobie tez ma dzieci.Ja rowniez
        (corka lat 7).Nie oddaje ja zadnym istruktorom ani babci,zeby miec swiety
        spokoj.My (tzn ja i moj maz)spedzamy kazda wolna chwile we troje lub we
        dwoje.Nasza corka nie siedzi godzinami nudzac sie w domu.Staramy sie ,zeby jak
        najczesciej spedzala wolny czas na lonie natury(jezdzimy na rowerze,na
        lyzwach,lepimy balwana ,gramy w pilke ,chodzimy na plywalnie(tez posiada karte
        plywacka),czytamy ksiazki ,rozmawiamy z nia,jezdzimy na wycieczki itp.).Co jest
        w tym zlego ,ze chodzi do klubu plywackiego i plywa z dziecmi w swoim wieku pod
        opieka trenera???(sama wyszla z tym pomyslem).Nikt nie powiedzial,ze jestes
        zlym ojcem bo spedzasz twoj wolny czas z dzieckiem!!!!!!!My to tez robimy .Jest
        tyle roznych sposobow na spedzanie czasu z dziecmi,ze naprawde nie rozumiem
        dlaczego musi to byc np. jezdzenie na motorze przy predkosci 220km/h.Jak sie
        dobrze zastanowisz to przyznasz ,ze to przesada.Wychodze z zalozenia ,ze nie
        zyjesz z matka dziecka (przypuszczam)skoro zbywasz nasze pytania o jej stosunek
        do calej tej sprawy.Mysle ,ze tytul "Zobacz, ale nie naśladuj !! " jest bardzo
        trafny.Pozdrawiam twojego syna Piotrka .
        • 80662270a Re: My tez spedzamy czas z naszymi dziecmi.... 25.03.04, 12:56
          Bardzo dobrze postępujesz na bazie tego co myślę czytając Twoją wypowiedź.

          "Jest tyle roznych sposobow na spedzanie czasu z dziecmi,ze naprawde nie
          rozumiem dlaczego musi to byc np. jezdzenie na motorze przy predkosci 220km/h."

          Ale ten wniosek mnie ubawił.
          I jestem Ci wdzięczny za poprawę mojego humoru w tej chwili.

          Przyślij mojemu synkowi zdjęcie z wycieczki.
          pwio@o2.pl

          Pozdrawiam Ciebie, Twojego męża i córeczkę.

          PS. Jestem świadomy że na świecie nie brak dobrych rodziców, ale to co widze
          wokół i słyszę od innych w kwestii wychowania jest dla mnie przerażające, tzn.
          jak bardzo rodzice (z pozorów dobrzy) mało interesują się dziećmi w większości
          dbając wyłącznie o siebie. W deklaracjach wszystko jest piękne.
      • chalsia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 23.03.04, 20:12
        Wiesz co? I tak życie wszystko zweryfikuje. Pogadajmy na temat Twojego syna za
        jakieś 20 lat.
        Wtedy sie okaże jak sobie radzi w życiu - w każdym jego aspekcie, a zwłaszcza w
        układach międzyludzkich. Niech wtedy powie, czy jest szczęśliwy, czy uważa te
        wszystkie przeżycia z Tobą za super i wspaniałe, czy jednak nie za bardzo. Czy
        dobrze wspomina swoje dzieciństwo przed 10 rokiem życia.
        Czy mając pod trzydziestkę bedzie dojrzałym i zrównoważonym mężczyzną? Czy
        będzie szczęśliwy?

        Na Twoim miejscu po prostu zastanowiła bym się nad tym, że może coś
        jednak "jest na rzeczy" skoro tyle matek (zdecydowana większość w tym wątku)
        stara Ci się pokazać DRUGĄ STRONĘ MEDALU.
        Może rzeczywiście nie stanowisz z matką chłopca rodziny. I może dlatego brak ci
        wglądu w taki, nazwijmy go, "soft insight".
        Zamiast argumentować i wytykać (a zwłaszcza obrażać) po prostu przyjmij ten
        feedback i traktuj go jako dar.
        Co z tym zrobisz - od Ciebie tylko zależy. Oby z pożytkiem dla Twojego syna.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • jaaagusia Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 23.03.04, 22:57
        > Nie trzeba pozbywać się dziecka oddając je do przechowalni, instruktorów,
        > opiekunek i babci żeby samemu pożyć albo pozbawić się uczucia że dziecko Was
        > ogranicza.

        Oj dostalo mi sie za instruktorow smile. A coz zlego jest w przyznaniu sie, ze
        nie wszystko sie umie robic najlepiej na swiecie? Ze sie nie zna odpowiedzi na
        wszystkie pytania, ze czasem trzeba siegnac do encyklopedii lub poprosic o
        pomoc specjaliste w jakiejs dziedzinie? Ja jestem niezwykle wdzieczna moim
        rodzicom, ze nie mieli chorych ambicji, aby uczyc mnie jezdzic na nartach.
        Zapisali mnie do klubu. Nie przeszkadzalo to w zaden sposob wspolnym wyjazdom.
        To co bylo zabawne, to fakt, ze gdy mialam 10 lat, to ja pokazywalam mojej
        mamie, jak moze lepiej jezdzic smile. Czy jezeli dziecko zapragnie np. trenowac
        karate, nalezy sie najpierw samemu tego karate nauczyc? A moze maly Piotrus ma
        poznawac swiat TYLKO z tatusiem, pasjonowac sie wylacznie pasjami taty- Piotra?
        Sorry za proste pytania, jakos nie chwytam tej calej pseudofilozofii wychowania
        Ja nie stoje na brzegu wody i nie dre sie na moje dzieci, tylko chodze z nimi
        na basen, gdzie niezwykle sympatyczny pan instruktor uczy je plywac. Po kazdej
        lekcji plywamy i wyglupiamy sie razem. Co w tym zlego? Nie wiem, doprawdy, wiem
        natomiast, co dobrego: plywaja duzo lepiej niz ich rowiesnicy, uczeni przez
        tatusiow przekonanych, ze wszystko potrafia najlepiej na swiecie.

        Naprawde uwazasz, 80662270a, ze kontakty z innymi ludzmi (a zwlaszcza z
        dziadkami) nie wzbogacaja dziecka? Chcesz byc dla niego alfa i omega - czy
        tylko mi sie zdaje? Nie przyszlo Ci do glowy, ze instruktorz ucza nie tylko dla
        pieniedzy, ale rowniez dlatego, ze uczenie dzieci to niesamowita frajda? a przy
        okazji robia to prawidlowo. Akurat w nartach niesamowicie latwo jest utrwalic
        fatalne nawyki. Jesli jestes z Warszawy, przejdz sie kiedys z synem na gorke
        Szczesliwicka - zobaczycie tam, jak fantastycznie moga jezdzic 7,8-letnie
        dzieci, jesli da sie im szanse.

        > Realizacja misji w rodzinie wg mnie nie polega na przebywaniu z kimś w tym
        > samym mieszkaniu, gotowaniu i sprzątaniu.

        Jak to? Czyli wspolne, codzienne prace na rzecz calej rodziny to czas stracony,
        bezwartosciowy? W zyciu liczy sie tylko adrenalina? Bez komentarza.

        • ewa9876 Zobacz, ale nie naśladuj !! 28.03.04, 23:13
          Moj kolega jest strazakiem i bardzo kocha swoj zawod. To dla niego
          niepowtarzalna adrenalina. Ostatnio zabiera 8-letniego syna na akcje.
          To wprawdzie zakazane, ale


          ---------------------------------------------------------------------

          Moj znajomy mieszka w kraju arabskim. Malym chlopcom bardzo imponuja ich starsi
          koledzy, bracia, wujkowie... Tez chcieli by brac udzial w wojnie z niewiernymi.
          Niektorych malych chlopcow przyucza sie do podkladania ladunkow wybuchowych.
          Tacy mali kamikadze. Sa tacy dzielni. Wogole nie odczuwaja strachu.
          Ojcowie sa z nich tak samo dumni.
          W krajach arabskich ojcowie sa z nich po smierci jeszcze bardziej dumni.
          Co odczuwaja matki w krajach arabskich?






          • spainq Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 29.03.04, 10:22
            A ja (przewrotnie może? ale szczerze) napiszę, że podoba mi się, to co
            80662270a robi ze swoim synem. Pracuję w szkole (która bardzo się zmienia i
            obecni rodzice powinni poznać tę nową, a nie skupiać się na wspomnieniach) i
            podoba mi się taki sposób budowania więzi z rodzicem.
            Myślę, że będzie to procentować w przyszłości - nie zapominajcie, jak
            wiele "zagrożeń" (tych mniejszych i większych) zaistniało w ostatnich
            dziesięcioleciach; jak trudno czasami uchronić się dziecku samemu przed nimi.
            Tak naprawdę wiele aktywności niesie ze sobą ryzyko, nie można przewidzieć
            wszystkiego. Czy to motor, czy sanki. Wiem, że statystycznie ...itd. Ale nie
            robimy czegoś, by wymknąć się ze statystyk.
            Życzę i 80662270a i jego synowi wielu wspólnie spędzonych miłych chwil.
            Jest jedno "ale".
            80662270a - czy mógłbyś jednak, na prośbę wielu już forumowiczów, napisać
            słowo o roli matki w wychowaniu Piotrka, jej współaktywności i jej zdaniu na
            ten temat?
            Pozdrawiam.
    • cisiek Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 29.03.04, 10:29
      Nie mam siły czytać całego wątku. To tak jest, jak rodzice przelewają swoje
      kompleksy na dzieci. Prawdziwy mężczyzna niczego nie musi udowadniać. Dla mnie
      facet na ścigaczu to burak. Harley, to styl życia. Moje dziecko pierwszy raz
      było z nami w górach ( wysokich górach ) w nosidle, bo jeszcze nie umiało
      chodzić. W skałkach, gdy miało 2 lata. Teraz ma 8 lat i ostatnio na propozycję
      wyjazdu powiedziało wprost, że nie lubi. I ja to szanuję. Cieszę się też, że
      miało odwagę to powiedzieć, bo nikt od niego nie wymaga dzielności za wszelką
      cenę.
    • 80662270a Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 29.03.04, 23:17
      Wczoraj była piękna pogoda, co skrupulatnie wykorzystaliśmy.
      Jak się okazuje wysokich drzew wcale nie jest tak dużo.

      Zapraszam do obejrzenia zdjęć z naszego wypadu na dąb.
      openmind.republika.pl/strona6.html
      Korzystając z okazji zachęcam co odważniejszych, aby spróbować powspinać się na
      drzewa.
      Naprawdę świetna zabawa i przygoda !

      Pozdrawiam wszystkich.
      • spainq Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 29.03.04, 23:43
        Hm... rozczarowałeś mnie. Mama dzwoni, żeby powiedzieć, że ziemniaki się
        dogotowują... bez sensu. Jak to???!!! MAMA gotuje?? SAMA?!
        Korzystając z okazji zachęcam co odważniejszych, aby spróbowali
        poeksperymentować z dzieciakami w kuchni - naprawdę świetna zabawa i przygoda !
      • zgagusia Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 12:58
        Zauwazylyscie? Po naszych uwagach pojawila sie wzmianka o Mamie (ktora sama w
        domu gotuje ziemniaki bo przeciez 'Realizacja misji w rodzinie nie polega na
        przebywaniu z kimś w tym samym mieszkaniu, gotowaniu i sprzątaniu'), o dbalosci
        o dobre relacje w rodzinie i na WSZYSTKICH nowych zdjeciach maly Piotrek jest
        usmiechniety...

        Aga

        • triss_merigold6 Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 13:11
          Mnie ten model wychowania absolutnie nie przekonuje. Po pierwsze facet łamie
          prawo i to nagminnie, jak się pochwalił nie tylko w Polsce ale i za granicą
          (chodzi min. o motor i wspinaczkę na Trasie Łazienkowskiej).
          Po drugie mam wrażenie, że tak naprawdę nie wie po co mu dziecko. Po to żeby
          było jego idealnym, sprawnym fizycznie klonem? Po to żeby móc się pochwalić jak
          Piotrek naśladuje każdy jego krok i słyszeć głosy podziwu od kolegów chłopca
          jakim jest fantastycznym ojcem?
          Relacja trener - uczeń jest świetna ale w sekcji, klubie, kółku zainteresowań a
          nie między rodzicem a dzieckiem.
          W kwestii motoru (tu mam doświadczenie więc wypowiem się z czystym sumieniem):
          znam wielu motocyklistów, sama jeździłam jako pasażerka na ścigantach (do
          autora - na Hondzie CBR 1100, popularny X, rocznik 2003). Będąc dorosłą i dość
          silną kobietą przy prędkości 210 km/h miałam problemy żeby się utrzymać i czuć
          bezpiecznie. Dziecko musiałeś albo spiąć ze sobą pasami albo przywiązać (co
          jest niezgodne z prawem), inaczej przy prędkości jaką podajesz nie miałoby
          szans żeby się utrzymać. Żaden ze znajomych motocyklistów nie wozi ze sobą
          dzieci (na zloty - samochodem) bo ma minimum wyobraźni.
        • ka2 Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 13:28
          znam takiego gościa ( pasjami człowieka nienawidzę )
          jego dziecko w podobnej sytuacji straciło oko
          ja nie twierdzę, że nie należy wychodzić z domu, ale mojemu mężowi w życiu by
          nie przyszło do głowy zostawić mnie przy garach i uczyć takich zachowań nasze
          dzieci
          dzieci jeżdżą z nami w Tatry od małego, do dziś mam nosidło i szelki, używane
          na trudniejsze trasy
          zawsze wybieraliśmy takie drogi, by wszyscy mogli im podołać i przenigdy nie
          było tak, że oni jechali na wycieczkę a ja zostawałam w domu gotować ziemniaki

          • triss_merigold6 Facet zwyczajnie łamie prawo 30.03.04, 13:43
            Ponieważ wszystkie wspominały o tych garach to akurat sobie darowałam.
            Interesuje mnie czemu nikt nie zwraca panu uwagi, że łamie prawo.
            • anek.anek Re: Facet zwyczajnie łamie prawo 30.03.04, 13:47
              W kilku pierwszych wypowiedziach była zwrócona na to uwaga.
              • triss_merigold6 Re: Facet zwyczajnie łamie prawo 30.03.04, 13:51
                Tylko jakoś mało dobitnie. Czytałam wątek i nie zauważyłam ani wyraźnie
                wyartykułowanego zarzutu do pana w tej kwestii ani jego odpowiedzi.
                • ka2 Re: Facet zwyczajnie łamie prawo 30.03.04, 14:30
                  o łamaniu prawa było ( jaaagusia ), tylko pan cyferki na takie insynuacje z
                  brudnego palca wyssane się oburzył i przyjął strategię " nie chce mi się z wami
                  gadać " bredząc coś o wojnie w Iraku
          • anek.anek Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 13:55
            Zgadzam się jeśli chodzi o motor - łamanie prawa i realne zagrożenie dla życia.
            To wszystko z czym się zgadzam. Ja nie wyobrqżam sobie, żebym miała
            uczestniczyć we wszystkich przyszłych "męskich" przeżyciach swojego syna i jego
            taty. Nienormalne jest kiedy mężczyźni nie mają swoich własnych spraw. Tak samo
            w drugą stronę, wątpię żeby ojcowie Waszych córek uczestniczyli w każdej
            rozrywce. Po prostu pewne pasje będą zarezerwowane tylko dla moich mężczyzn, i
            bardzo dobrze jeśli nie będę miała do nich dostępu. W moim przypadku już wiem,
            że to pewnie będą sporty zimowe i żeglarstwo z prawdziwego zdarzenia (tata na
            pewno syna będzie zabierał, a teraz zakładam na potrzeby tej dyskusji, że
            prawdopodobnie syn będzie te sporty uprawiał)- mogę raz na jakiś czas wybrać w
            rejs po morzu z moimi mężczyznami, ale nie będę miała nic przeciwko temu jeśli
            na tydzień popłyną sami. Ech, w ogóle szkoda słów.
            • ka2 Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 14:38
              ja mam dwie córki i nasz rodzynek traktuje nas jak najprawdziwszych kumpli wink
              ale sport tylko dla siebie też ma - siatkówkę dwa razy w tygodniu, i to też ma
              swoje zalety smile
              wszystko zależy od wspólnych pasji, my znaleźliśmy sobie coś, co wszyscy
              kochamy i jest nam z tym dobrze






              • anek.anek Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 14:50
                Zgadzam się! Ja broniłam autora, nie z powodu, że podoba mi się jazda na
                motorze z dzieckiem, ale dlatego, że ma pasję i że zaszczepił ją w dziecku.
                Kurcze, przecież naprawdę nie da się wchodzić na skałkę jeśli się tego boisz i
                nie sprawia ci to frajdy!
                • ka2 Re: Zapraszam do obejrzenia nowych zdjęć. 30.03.04, 15:02
                  anek.anek napisała:

                  > nie da się wchodzić na skałkę jeśli się tego boisz i
                  > nie sprawia ci to frajdy!
                  a to już, jak mawia mój brat, całkiem inna inkszość
    • ida-dorota Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 30.03.04, 14:49
      Mój mąż ma bardzo ciekawe (moim zdaniem) zainteresowania. Uwielbia podróże,
      wyprawy przyrodnicze, podglądanie ptaków, wszelki kontakt z naturą. I tak, jak
      Ty wciąga naszą obecnie prawie sześcioletnią córkę w to, co lubi robić, odkąd
      skończyła 3 lata. Byli razem w Tatrach kiedy miała 4 lata. Ola weszła sama na
      Nosal, chodziła po jaskiniach. Niezliczoną ilość razy, prawie w każdy weekend,
      byli w lasach, żeby tropić zwierzęta, obserwować ptaki przez lornetkę, a potem
      sprawdzać ich nazwy w atlasie. Ola słucha razem z nim głosów ptaków na kasetach
      i uczą się w ten sposób je rozpoznawać. Ostatnio z nagranym na magnetofon
      głosem puszczyka chodziliśmy po lesie nawet z naszym 2,5 letnim synkiem, który
      był w to bardzo zaangażowany i usiłowaliśmy zwabić puszczyki. Ola jeździ z tatą
      pod namiot. Byli nad Narwią, gdzie pływali kajakiem, byli nad Biebrzą podczas
      przelotów... Jeździmy razem na wyprawy rowerowe, Ola przejechała podczas takiej
      wyprawy 15 kilometrów w jeden dzień kiedy miała 5 lat, oczywiście z przerwami.
      Dzięki temu mała ma świetny kontakt z tatą, jest wysportowana (pływa, jeździ na
      rowerze z dwudziewstocalowymi kołami, wspina się na ścianki wspinaczkowe). Ma
      wiele pewności siebie i wiary we własne możliwości. Zgadzam się z Tobą, że w
      Polsce panuje zbyt ciepły chów dzieci, większość moich znajomych była
      przerażona, że moje pięcioletnie dziecko zabrane zostało na spływ Krutynią (a
      jest to typowe kajkarstwo szuwarowo-bagienne, nie wyczynowe bynajmniej), choć
      było przez cały czas w kapoku i pod opieką. Zgadzam się, że na zdjęciach z
      takich wypraw dzieci rzadko się uśmiechają, bo są zbyt przejęte tym, co robią i
      wymaga to ogromnej koncentracji. Zgadzam się, że trzeba dziecko wciągać w swój
      świat, że to buduje więź, która zaowocuje w przyszłości (mam nadzieję). Ale
      nigdy nie zrozumiem, dlaczego musisz z dzieckiem robić rzeczy potencjalnie
      zagrażające jego życiu i zdrowiu, by dać mu to wszystko o czym piszesz.
      Widzisz, mój mąż też daje naszej córce baaardzo wiele. Też poświęca jej mnóstwo
      czasu. Ale nigdy nie dopuścilibyśmy do sytuacji, w której coś by jej groziło.
      Bo ważniejsze jest bezpieczeństwo dziecka, niż przygoda i cóż by mi było po
      tym, że tyle dziecko nauczę, jeśli przez to miałoby stać się kaleką? (tu piję
      do motoru). Poza tym, mam wrażenie, że nie zauważasz dziecka w swoim dziecku. A
      ono jest dzieckiem i ma prawo do również innych rozrywek, innych sposobów
      spędzania czasu z rodzicami. My z Olą nie tylko chodzimy na "wyprawy", ale też
      czytamy, malujemy, topimy zrobioną przez siebie marzannę, pieczemy ciasto,
      robimy kartki świąteczne, chodzimy na plac zabaw... Dziecko musi się roziwjać w
      wielu płaszczyznach, także społecznej, muzycznie, plastycznie... I jeszcze
      jedno: dziecko ma też różne nastroje, przeżywa okresy fascynacji i buntu. Wiem,
      że Ola w ciągu ostatnich 4 lat miała takie okresy, kiedy zupełnie nie miała
      ochoty na wyprawy, wolała bawić się z koleżanką. Albo pojeździć na rolkach, bo
      akurat dostała. Nie widzę możliwości, by tak małe dziecko zawsze miało chęć na
      to, co chce tata. I rolą ojca jest również dać mu szansę na manifestację tego,
      na bunt. To też konieczny etap rozwoju.
    • abakus2 durne kwoki domowe, w dodatku blondynki.... 30.03.04, 15:30
      To właśnie chciał wam powiedzieć Pan Numerek swoim ostatnim postem.
      Przestańcie się więc wypowiadać w tym wątku i doprowadzać Pana Numerka do
      ekstatycznej satysfakcji.
      Panie Numerku... dupa z Pana, nie prowokator!
    • ineta Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 31.03.04, 10:26
      Przeczytałam całą dyskusję, i jestem rozczarowana. Myślałam, że dowiem się jak
      inni rodzice spędzają czas ze swoimi dziećmi, jak zaszczepiają im swoje pasje a
      tu obrzucanie się błotem i prowokujące do kłótni wypowiedzi. Nie zgadzam się z
      założycielem wątku w kilku sprawach (motor i dziecko jako asekurujący przy
      wspinaczce) ale poza tym nie widzę powodu aby bawić się w domorosłego
      psychologa i naskakiwać na Piotra w dziedzinie jego relacji z dzieckiem i
      wogóle rodzinnych - bo tak naprawdę nie macie o tym pojęcia. Psycholog ocenia
      czyjś problem dopiero po kilku wizytach i rozmowach a wy dopisałyście tu całą
      teorię patologicznych układów ojciec-syn-zona/matka po kilku zdaniach
      wypowiedzi (nieco prowokujących zresztą). To się nazywa czytanie między
      wierszami, tak? smile
      Ja też staram się zaszczepić w moim dziecku pasję jaką jest dla mnie jazda
      konna a mąż czeka aż mały dorośnie aby go zabrać właśnie w skałki. I wiem, że
      nasz syn nie da się zmusić do czegoś co mu nie odpowiada aby np. zadowoliś mamę
      czy tatę.
      I żałuję, że moi rodzice nie mieli takich pasji i dopiero jako licealistka sama
      szukałam tego co mnie "kręci" a wcześniej zazdrościłam dzieciom które każdy
      weekend spędzały z rodzicami na wyprawach w góry lub wakacje na żaglach.
      Spacerki do parku też mogą być fajne ale nie co niedzielę )-:
      Pozdrawiam
      Aneta
    • bea.bea Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 07.04.04, 08:28
      Niesamowite......podziwiam... nie wiem czy popieram , ale jestem pełna podziwu
      i szacunku.
      Nie czytała poprzednich postów bo nie interesują mnie posty mamusiek których
      dzieci będą kiedyś spędzać czas na klatkach schodowych , albo walić w
      telewizor...
      Doświadczyłam przykrości po własnym poście który dotyczył , tylko basenu i
      8miesięcznego brzdąca...
      Jak zwykł mówić mój mąż , dziecku powinno się dać kościec, a twojemu synowi
      napewnogo nie zabraknie..to cudowny kontakt między wami i budowanie zaufania
      jest naprawde godne szcunku...
      Myśle , że pokazywanie dzieciom świata jest najlepszą rzeczą jaka może je
      spotkać, pokazywanie tego co sami potrafimy najlepiej robić i co nas
      pasjonuje...W końcu uczą sie od nas smile
      Pozdrawiam , beata mama marcelka : tylko, a może aż "małego pływaka smile
      • grazynka13 Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 07.04.04, 21:31
        bea.bea napisała:


        > Nie czytała poprzednich postów bo nie interesują mnie posty mamusiek których
        > dzieci będą kiedyś spędzać czas na klatkach schodowych , albo walić w
        > telewizor...

        Skoro nie czytałaś, to skąd wiesz, jakie są nasze opinie? Dlaeczgo atakujesz nas (dosć agresywnie), skoro nie zadałaś sobie trudu, zeby poznać nasze poglądy?
        Mamuśka (której dziecko nie wali w telewizor - cokolwiek to znaczy...)
    • kocia-mama Mnie za to ciekawi jaki był tata pana Piotra. 07.04.04, 19:11
      Bo jakoś mi ta relacja super tatuś - super synek, zdjęcia i strona, trąci
      jakimiś niedoborami???
      Wspinaczki, jaskinie, kanioning itd. są bardzo fajne. Super jest pokazywać
      dziecku że takie sporty istnieją. Mam sporo znajomych ekstremalnych, którzy
      jednak swoich małych pociech nie biorą na wspinaczki wysokogórskie (a taki
      Pamir czy Ałtaj generalnie fajny jest), podobnie jak nie biorą na nurkowanie w
      jaskiniach czy na wysokogórski rafting. I bynajmniej nie wychowują dupowatych
      mięczaków. Pozdrawiam i zyczę sukcesów !
      • grazynka13 Re: Mnie za to ciekawi jaki był tata pana Piotra. 07.04.04, 21:33
        kocia-mama napisał:

        > Bo jakoś mi ta relacja super tatuś - super synek, zdjęcia i strona, trąci
        > jakimiś niedoborami???

        O, własnie! Taka rekompensata, prawda?
      • 80662270a dzieci piszą listy 10.04.04, 21:47
        Na jakie niedobory stawiasz ?
        Zapomnij o wspinaczkach na chwilę i zastanów się dlaczego na początku jak
        dziecko się rodzi wszyscy są dla niego superrodzicami, odbywają się pielgrzymki
        gości, dziecko jest przedmiotem dumy jak obraz w galerii.
        Po czasie jednak okazuje się, że nie ma dla dziecka czasu. Taka jest
        statystyka. Jeśli większość z Was ma teraz małe dzieci, co może wynikac ze
        specyfiki tego forum, to pomyślcie, czas nieubłaganie biegnie.
        Pewna częśc Was przestanie się interesować dzieckiem, duża część się
        rozwiedzie. Taka jest statystyka. Od Was zależy w której części się znajdziecie.

        Ja mówię Wam, że ja mam czas dla mojego syna, i jest to najlepiej spędzony czas
        w moim życiu.
        Bo nauczyłem się tym cieszyć (bardziej niż inni, tak mi się wydaje).
        Zachęcam do tego.

        Żebyście nie usłyszeli lub nie dostali kiedyś czegoś takiego:

        "Kochana Mamo! Dzisiaj w szkole pani czytała nam opowiadanie o Mamie -
        czarodziejce. Cała klasa, po prostu, zakochała się w tej mamie. Bo ona jest
        naprawdę niezwykła. Jakie ona robi czary! Wyobraź sobie, że potrafi znaleźć
        radę na smutek olbrzyma, karmi sałatą dinozaura, zamienia zabawkę w prawdziwą
        ciężarówkę. Ale chyba największym czarem mamy jest to, że ma zawsze dużo, dużo
        czasu dla dzieci. A ja już tak dawno z Tobą nie rozmawiałam... Tak trudno nam
        się spotkać w tym naszym mieszkaniu. Widujemy się przy stole i przy
        telewizorze, ale najczęściej, to ja jestem sama. I wiesz, czasami myślę, że
        gdybym się zgubiła, to Ty nie wiedziałabyś gdzie mnie szukać. Pewnie nie wolno
        tak myśleć... Nie gniewaj się na mnie. Ja przecież wiem, że mnie kochasz -
        dajesz mi co poniedziałki tygodniówkę i kupujesz mi tort na imieniny. Ja
        przecież wiem, że mamę trzeba kochać najbardziej. I ja zawsze będę Cię kochać
        najbardziej, nawet gdy nie będziesz mi kupowała nowych zabawek. Nasza pani
        zapytała nas, który z czarów chcielibyśmy podarować swojej mamie. I wiesz,
        prawie wszyscy chcieli móc chociaż raz, z mamą i całą rodziną, polecieć
        poduszkowcami na spacer. Właściwie, to poduszkowce nawet nie są potrzebne. Ja
        mogę iść z Tobą nawet na piechotę. Moja Mamo - czarodziejko! Wyczaruj dla mnie
        jedno popołudnie. Ja mam Ci do opowiedzenia jeszcze wiele, wiele innych bajek.
        Twoja kochana i kochająca Cię mocno, mocno - BASIUNIA "
        Źródło: Powiernik Rodzin, wrzesień 1991

        Pozdrawiam serdecznie wszystkich, wesołych świąt !!

        PS. Jedziemy do jaskiń na początku maja.
        • grazynka13 Re: dzieci piszą listy 11.04.04, 20:39
          80662270a napisał:


          >
          > Pewna częśc Was przestanie się interesować dzieckiem, duża część się
          > rozwiedzie. Taka jest statystyka.

          A Tobie to nie grozi? Przypominam, że nadal nie napisałaś, jaki jest udział Twojej żony w Waszym "życiu rodzinnym"?
          A w ogóle skąd ta druga osoba ("wy" - dodam dla ułatwienia)? Ciebie statystyki nie dotyczą? Aż taki nieprzecietny jesteś?
          wink))
      • jaaagusia Re: Mnie za to ciekawi jaki był tata pana Piotra. 14.04.04, 16:26
        > Wspinaczki, jaskinie, kanioning itd. są bardzo fajne. Super jest pokazywać
        > dziecku że takie sporty istnieją. Mam sporo znajomych ekstremalnych, którzy
        > jednak swoich małych pociech nie biorą na wspinaczki wysokogórskie (a taki
        > Pamir czy Ałtaj generalnie fajny jest), podobnie jak nie biorą na nurkowanie w
        > jaskiniach czy na wysokogórski rafting. I bynajmniej nie wychowują dupowatych
        > mięczaków. Pozdrawiam i zyczę sukcesów !

        Otoz to. Ja tez nie zabieralam dzieciakow na narty, kiedy mialy 2-3 lata (choc
        niektorzy to robia, mimo ze takie maluchy maja jeszcze zbyt delikatne stawy).
        Efekt byl taki, ze dzieciaki byly niesamowicie zaintrygowane tym sportem, teraz
        jezdza swietnie i z duza przyjemnoscia i mozna powiedziec, ze w jakims sensie
        byl to ich wybor, bez naklaniania i przelamywania. Podobnie jest z siatkowka,
        plywaniem czy rowerami. Moze warto pokazac dzieciom, ze samemu posiada sie
        pasje, a nie zarazac je na sile? Wtedy maja wybor. Ciekawe, czy tata Piotrka
        dopuszczal kiedykolwiek do siebie mysl, ze jego syn nie bedzie sie wspinal,
        tylko np. obserwowal ptaki? Polecam film "Billy Elliot". Tam zamiast wspinaczki
        byl inny meski sport - boks i chlopiec, ktory wolal tanczyc...
      • pawelwinnicki Re: Mnie za to ciekawi jaki był tata pana Piotra. 25.04.04, 12:09
        Uprzejmie informuję, że ci którzy są dorośli, mają małe dzieci i rodzinę i to
        wszystko zostawiają by wyjechać w góry, na łojenie, kajaki są podli. Posiadanie
        dzieci na jachcie,czy w skałach to olbrzymia odpowiedzialność bo nie tylko pod
        skałą ale w nocy w namiocie jak bobas nie chce spać jest walka a rano znowu
        walka w ścianie. Na szczęście coraz więcej ludzi decyduje się na wspólne
        przeżycia z rodziną w ekstremalnych warunkach. Nasze dzieci 8 lat temu
        wzbudzały sensację w Rzędkowicach, teraz kojce z bobasami w środku stojące pod
        Lechforem to standard.
        Pozdrawiam!
        Tatuś i Mamusia co wszystkie wyjazdy zaliczają z dziećmi.
    • mmmd Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 12.04.04, 22:11
      Z duza uwaga przeczytalam wszystkie wypowiedzi. Szkoda, ze dyskusja, w sumie
      dotyczaca roznych preferencji wychowawczych, ma troche za bardzo charakter
      `osobistych wycieczek', a troche za malo wymiany pogladow jako takich.
      Jezeli sie zalozy, ze kazdy z nas chce co najlepsze dla swojego dziecka,
      wowczas mozna tylko wywnioskowac, iz kazdy to czyni wedlug wlasnych wyborow i
      sposobow realizacji, bo kazdy z nas jest inny. Brzmi to potwornie trywialnie,
      ale ta trywialnosc odzwierciedla sie w wychowaniu....
      W moich oczach, istnieje cala masa mozliwosci pomiedzy jazda 220 a piedestalem
      rozwydrzonego konsumenta spolecznego. Jednak zaden wybor nie zwalnia nas z
      odpowiedzialnosci. Byc moze rodzic, ktory kazdej niedzieli zabiera dziecko do
      lasu, wzbudzi w dziecku takie emocje, ze stanie sie w przyszlosci wybitnym
      biologiem? Nie mozna patrzec na to z wyzszoscia. A moze syn, od malego
      przyzwyczajony do niezwyklych wyczynow fizycznych, stanie sie alpinista na
      miare swiatowa? Tego tez nie mozna z gory oceniac. Trzeba wierzyc, ze nasze
      wybory faktycznie sa pomocne dziecku w jego poznawaniu swiata. Nie wydaje mi
      sie jednak, ze mamy prawo innym wystawiac cenzurke (a najlatwiej wychowuje sie
      przeciez cudze dzieci!)Tak duzo zalezy od naszych wlasnych zdolnosci,
      umiejetnosci, ograniczen .... Nie mozna wiec dziwic sie matce, ktora stracila
      kogos bliskiego w wypadku motorowym, ze nie pozwoli nikomu dziecka wsadzic na
      motor. To przeciez takie ludzkie! Tego nie mozna ocenic, jezeli sie nikogo nie
      stracilo! Ale tez nie mozna oceniac hardosci, jezeli samemu nie wchodzilo sie
      na skalki i nie doswiadzczylo sie ani wysilku ani dumu z wlasnego wyczynu.
      I jaki z tego wniosek? Moze byloby dla nas wszystkich cenniejsze porozmawianie
      o podlozach naszych wyborow wychowawczch anizeli ocenie innych?
      Dla jasnosci - kazdy z glosow na tym forum, w moich oczach, zawiera ziarno
      prawdy (oprocz tych personalnie obrazliwych - czemu one sluza?)Z jednym mam
      tylko ogromny problem (byc moze przeoczylam) - jak ma sie odpowiedzialnosc za
      jazde 220km/h wzgledem innych osob (nie samego siebie i syna)? Jaki wniosek
      moze z tego wyciagnac dziecko? Jezeli mam ochote na tak szybka jazde, to cala
      reszta musi usunac mi sie z drogi?
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 10.05.04, 17:13
        Szkoda że najpierw przeczytałem Twoją wypowiedź na temat butów.
        Bo się zraziłem.

        "Nie mozna patrzec na to z wyzszoscia"
        A ja patrzę z wyższością na tych rodziców, którzy zaniedbują swoje dzieci.
        Temu głównie poświęcona jest strona openmind.republika.pl
        Przeczytaj artykuły tam zawarte.
        To nie jest nakaz jazdy na motocyklu, ani wspinania się, chyba nie dociera do
        wszystkich.

        A jakie znaczenie ma to czy ktoś się stanie wybitnym biologiem ?
        A jak będzie niewybitny ? Upośledzony ?
        Nawet sprzątaczka wykonuje funkcje ważne i potrzebne innym.

        Alpinista na miarę światową ? Skąd ta dążność do oceniania i segregowania ?
        Dla mnie nie jest ważne jakiej miary mój syn bedzie kimś kiedyś.
        Pomagam mu rozwijać się bardziej efektywnie, zgodnie z wartościami które
        wyznaję. Reszta zależy od niego. Bardziej efektywnie niż gdybym go całował po
        powrocie z pracy a potem chlał piwo przed telewizorem, albo w ogóle wracał
        kiedy on śpi.

        "Nie mozna wiec dziwic sie matce, ktora stracila
        > kogos bliskiego w wypadku motorowym, ze nie pozwoli nikomu dziecka wsadzic na
        > motor."
        Co to. Piszesz sam do siebie ?

        Nie wchodziłeś na skałki ? To nie wchodź jak nie chcesz.

        Czasem cała reszta musi się usunąć.
        Żyjemy w czasach i podłym systemie, w którym nie ma zasobów dla wszystkich, w
        których każdy musi konkurowac z każdym. Więc każdy nasz ruch jest ingerencją w
        czyjąś wolność.

        Równaj do szeregu koleś !
        PS. Twój sposób wychowania jest Twój i nikt go nie krytykuje, jeśli nie
        zaniedbujesz dzieci. Nie ma takiej miary, którą można to ocenić.
        Sam sobie odpowiedz, sam siebie oceń !
        • grazynka13 Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 11.05.04, 09:50
          80662270a napisał:

          >
          > PS. Twój sposób wychowania jest Twój i nikt go nie krytykuje, jeśli nie
          > zaniedbujesz dzieci.

          I jeśli nie narażasz ich na niebezpieceństwo.
          • 80662270a zacznij od definicji 12.05.04, 09:06
            zacznij od definicji niebezpieczeństwa, jest to coś bardzo subiektywnego
            i na pewno nie uda Ci się podac dobrej definicji
            dla jednych coś jest łatwe, dla innych trudne,
            na pewno nie jest niebezpieczeństwem lęk który odczuwasz na myśl o czymś !
            Narażasz się schodząc po schodach, nie odczuwasz lęku bo kontrolujesz ten
            proces, ale wystarczy zmęczenie, obciążenie, zły stan zdrowia kiedy i na
            schodach pojawi się lęk i niebezpieczeństwo.
            Niebezpieczeństwo jest pojęciem oderwanym, jak miłość.
            Zależy od kontekstu konkretnej sytuacji.
        • girri Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 25.05.04, 11:16
          Przeczytalam wiekszosc wypowiedzi i wydaje mi sie, ze wiekszosc myli tu dwa
          typy aktywnosci: uczestnicto czynne dziecka jak wspinanie i bierne, jak bycie
          wozonym motocyklem (przy tej predkosci uwazam je za szalenstwo i skrajna
          nieodpowiedzialnosc wzgledem dziecka i innych na szosie). Jestem przekonana, ze
          wspolne wycieczki na skalki czy zjazdy na linie moga byc wspanialym
          doswiadczeniem tworzacym wiezi z rodzicami. Ja sie nie wspinam, ale uwielbiam
          narty i na pewno bede syna (na razie ma roczek) uczyc jazdy, kiedys chcialabym
          z nim szalec poza trasami, ale nie widze sesu w wozeniu go na rekach.
    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 13.04.04, 01:04
      > 80662270a napisał:
      > Jeszcze jedno, z całą pewnością jako jeden z wielu czynników mających wpływ
      > na moje podejście do dziecka jest taki, że chcę mu dac to czego sam
      > oczekiwałem i o czym marzyłem w dzieciństwie.

      Ale Twoje dziecko nie jest Tobą i może zupełnie inne marzenia dzieciństwa. Czy
      pytałeś Go jakie? Moim dzieciom nie daję tego czego nie miałam, tylko to,
      czego ONE chcą.
    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 13.04.04, 01:29
      >ineta 31.03.2004 10:26 napisała:
      > Ja też staram się zaszczepić w moim dziecku pasję jaką jest dla mnie jazda
      > konna a mąż czeka aż mały dorośnie aby go zabrać właśnie w skałki. I wiem, że
      > nasz syn nie da się zmusić do czegoś co mu nie odpowiada aby np. zadowoliś
      > mamę czy tatę.

      Ineta, ale są dzieci, które da się przekonać. Moje dziecko takie jest. Mogłabym
      jej wzystko wmówić gdybym tylko odpowiednio do niej podeszła i ją urobiła. To
      sie da. Sama byłam takim dzieckiem (że moi rodzice o tym nie wiedzieli, albo
      wręcz z tego korzystali twierdząc, że ja tego chcę) i nie wyszło mi to na
      korzyść. Nie wiem jakim dzieckiem jest Piotrek (synek autora wątku). Ale tata
      jest bardzo pewny siebie (swoich racji) więc tym bardziej moim zdaniem powinien
      się siebie ciągle pytać na ile komu zależy bardziej (tacie czy synkowi) i na
      czym (przypodobaniu się tacie czy wyprawie ekstremalnej).
      Zwłaszcza, że dość często "80662270a" używa słów "przełamywać, pokonywać" i że
      to nie ona sam siebie, tylko w trosce o syna. Nie wiem, czy bym chciała, żeby
      ktoś mnie przełamywał bez mojej zgody, według własnego widzimisię. Hmmm, wiem,
      że bym nie chciała.
      A już to stwierdzenie, że daje dziecku to czego sam nie otrzymał to dla mnie
      ekstremalniewink niebezpieczne. Łatwo zgubić dziecko po drodze.
      Dzieci wyczuwaja nasze oczekiwania nawet jeśli o nich nie mówimy. Wyczuwają
      nawet te, o których sami nie wiemy. Potem sie często dziwimy "Skąd moje dziecko
      to ma, po kim". A to siedzi głęboko w nas.
      W książce "Dobra miłość" podany był przykład kobiety, która zgłosiła się z
      dzieckiem do psychologa, bo było bardzo nieśmiałe. Matka się dziwiła, bo sama
      była bardzo "wygadana" zawsze umiała sie upomnieć o swoje. A tu syn takie
      ciepłe kluchy, a ona tyle "przełamywała" (nomen omen) jego nieśmiałość. Cóż się
      okazało. Otóż pani miała jakąś traumę z dzieciństwa (została ośmieszona gdzieś
      w sklepie - jak kto zainteresowany szczegółami to odszukam przykład jutro bo
      dziś późno) i to jej "wygadanie" było tylko przykrywką, taką pozą, żeby
      zagłuszyć w sobie tamten wstyd. A jej syn jakoś tak przez tamten wstyd był taki
      niesmiały, on wyczuł to sedno.

      Im dłużej mam dzieci (a zwłaszcza odkąd mam dwójkę) coraz mniej jestem pewna
      swojej nieomylności i
      jedynie_słusznej_znajomości_potrzeb_i_upodobań_mojego_dziecka. Dużo pytam i
      długo czekam na podjęcie decyzji (Kasia potrzebuje czasem kilku dni - to ta,
      którą łatwiej urobić).

      To chyba tyle na dzisiaj wink. Jak mnie jeszcze coś oświeci, to sie podzielę.

      Dobranoc smile
      • 80662270a Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 10.05.04, 16:49
        Wychowywanie dziecka jest ingerencją w jego życie.
        Gdyby nie było tej ingerencji rodziców życie dziecka podlegałoby innym
        wpływom.
        Co to jest wychowanie ? Czy aby nie właśnie wpływanie na życie dziecka wg
        własnego planu ?
        Ta ingerencja jest absolutnie normalna. Co to znaczy normalna ? Że
        statystycznie rodzice ingerują w życie swoich dzieci a nie porzucają je na
        pastwę środowiska.

        Można popchnąć dziecko w takim czy innym kierunku.
        Można też dziecko zostawić samemu sobie i zająć się pracą i sobą.
        Tak czy owak sprawiamy (popychamy ?) że dziecko podąża określoną drogą.
        Od wychowawcy zależy jaka ta droga będzie i jaki będzie efekt wychowania.
        Będziesz dmuchała w żagle czy tylko się gapiła bojąc sie podjąć
        odpowiedzialności za wychowanie dziecka (od tego nie da się uciec bez
        względu na filozofię).
        I mało ważne czy "własne (może nie w pełni zrealizowane) marzenia, wyścig,
        przerost ambicji itp...). " stają się źródłem motywacji i wsparcia
        udzielanego dziecku jeśli widać pozytywne efekty wychowania.

        Musisz w coś w życiu wierzyć, i nie bać się wierzyć. Bo co ma sens jesli nie
        wychowanie i wsparcie udzielane dziecku ?
        • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Zobacz, ale nie naśladuj !! 10.05.04, 23:45
          Zgadzam się, że ingerujemy w życie naszych dzieci cokolwiek robimy (czy też gdy
          nic nie robimy.

          Można dziecko "pchnąc" jak piszesz w odpowiednim kerunku. Mnie się rozchodzi
          tylko o to, żeby go pchnąć tam gdzie dziecko chce być pchnięte. Nie zaś tam,
          gdzie MY(rodzice) chcemy je pchnąć. Czy jesteś absolutnie pewien, że Twój syn
          lubi chodzić po kominach. Czy masz absolutną pewność, że nie wybrałby czegoś
          innego(balet, śpiew)? Czy masz absolutną pewność, że Twoje dziecko jest z tobą
          szczere, czy tylko Ci potakuje bo jest bardzo wrażliwe i nie chce robić Ci
          przykrości i rujnować Twojego planu wychowawczego? Dzieci na prawdę bardzo
          dobrze potrafią się maskować, żeby nie sprawić rodzicom zawodu, przykrości.
          Nie uważam, ze robisz źle wspinając się z dzieckiem na dzrewa. Ale źle
          robiłbyś, jeśli realizowałbyś kosztem dziecka swoje wizje (daję mu to, czego
          sam nie miałem). Twój syn nie jest Tobą!!!
          • 80662270a licealiści i studenci nie wiedzą czego chcą 12.05.04, 10:12
            licealiści i studenci nie wiedzą co chcą robić w życiu po skończeniu
            odpowiedniej szkoły
            dorośli co innego deklarują a co inego robią, to zjawisko znane z psychologii

            a Ty strzelasz z takiej armaty w kontekście 9-letniego teraz dziecka ?

            On nie tylko jeździ na motorze, uprawia karate, pływa, startuje do konkursu
            międzyszkolnego z matematyki, wspina się, robi też inne rzeczy ...
            Ja przynajmniej mam szansę odkryć jego słabe i mocne strony.

            Poza tym dobrze zastanów się o czym piszesz.
            Co to znaczy, że on czegoś chce ?
            To znaczy że w danym dniu czuje, ma ochotę np. na to lub tamto ?
            To znaczy że w pewnym dłuższym okresie określony rodzaj działalności przynosi
            mu najwięcej satysfakcji uznanaej przez niego mimo ,że na co dzień musi ciężko
            pracować i być może często NIE CHCE podejmowac tego trudu ? (to może być
            karate, wspinanie, nauka w szkole,)
            Czy moze że podejmując pewien określony rodzaj działalności jest w stanie on
            lub my obserwatorzy zauważyć że jego predyspozycje pozwolą mu wykonywać tę
            działalność najbardziej efektywnie, a on nawet może tego nie lubić lub właśnie
            chcieć tego ?
            Który rodzaj chcenia będzie dla Ciebie najistotniejszy ?
            Jesteś w stanie ocenić to chcenie i korzyści wynikające z decyzji podejmowanych
            na tej podstawie w stosunku do swojego dziecka w dłuższym horyzoncei czasowym ?

            Intuicyjnie mówimy o czymś łatwo co jest trudne gdy sie na tym dobrze
            zastanowić.

            Ale zanim powiemy to czy owo na temat łażenia po kominach.
            Moja teza jest taka, ze większość dzieci pojdzie ze mną chętniej na komin niż
            do szkoły na lekcje !!!
            I nawet pewnie Twoje dziecko ! Bo ja z wieloma dzieciakami robiłem to co robię
            i znam fakty ! A filozofię możemy sobie dorabiać na tysiąc sposobów do tysiąca
            rzeczy. o zmuszaniu, emancypacji, wyzwoleniu, idiotyzmowi poświecania się
            wyczytanemu z idiotycznych babskich magazynów, chceniu i nie chceniu, itp.

            Ja widzę sens w pracy z dzieckiem i tym się z Wami dzielę.
            Czy przyjedziesz do mnie żeby wejść na komin, czy zaczniesz co innego robić dla
            dziecka z dzieckiem to Twoja sprawa.
            • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: licealiści i studenci nie wiedzą czego chcą 12.05.04, 22:03
              80662270a napisał:

              > licealiści i studenci nie wiedzą co chcą robić w życiu po skończeniu
              > odpowiedniej szkoły
              Może dorośli przyczynili się do tego, że licealiści i studenci się zagubili?
              Może dorośli "wiedzieli lepiej"(zjedz buraczki, są takie dobre", ubierz
              czerwony sweterek, jest ładny", "Właź na komin, łażenie po kominach jest
              fajne"wink). Nie pytali, nie słuchali i licealiści zagubili swoje prawdziwe JA.

              > a Ty strzelasz z takiej armaty w kontekście 9-letniego teraz dziecka ?
              Strzelam z takiej armaty w kontekście noworodka wink. Już noworodek wie, kiedy
              jest głodny, kiedy mu zimnio, kidy mu nudno i chce na rączki. Dorosły ma się
              tylko domyślić o co chodzi, a nie np. karmić na siłę - bo z butelki nie ubyło
              tyle ile powinno.
              Nie jestem w stanie w kilku zdaniach przekazać Ci o co mi chodzi. Dlatego
              polecam lekturę wątków:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=5343339&a=5343339
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=5272155&a=5272155
              • 80662270a chyba używamy innych znaczeń dla słów 13.05.04, 19:42
                mówisz że noworodek wie ?
                A ja myślę że nie wie, bo wiedzieć jeśli chodzi o noworodka to znaczy nie to
                samo co wiedzieć jeśli chodzi o 9-latka.
                Noworodek odczuwa zimno, głód, i inne bodźce ale nie jest to wiedza na poziomie
                dzieci które mówią i umieją komunikować swoje potrzeby.

                Szczury, którym wszczepiono elektrody w ośrodki mózgu zawiadujące przyjemnymi
                doznaniami potrafią naciskać dźwignię która powoduje te doznania do czasu
                całkowitego wyniszczenia organizmu.
                Tak samo robiłby człowiek, gdyby ktoś podłączył go do orgazmotronu.
                I umarłby przy tym gdyby nie wiedział że prowadzi to go do samozniszczenia.
                Świadomość pomaga podejmować mu decyzje i kierowac swoim losem starając sie
                żeby te decyzje były racjonalne.
                Trudno komuś wyrokować o jaką przyjemność komu w życiu chodzi.

                Więc Ty będziesz wiedziała tyle o potrzebach noworodka co o potrzebach 9-latka,
                a potem jeszcze później dzieci uciekają czasem z domu bo rodzice już nic nie
                wiedzą.
                Czyli bedziesz umieć kierować losem dziecka na ile bedziesz umieć podejmować
                racjonalne decyzje na podstawie komunikacji ze swoim dzieckiem.
                Ty i ja tak samo staramy się działać w interesie naszych dzieci.
                Stosujemy inną filozofię inną szkołe.
                Nie ma takich kryteriów obiektywnych które nam kiedyś pozwolą ocenić czy nasze
                strategie przyniosły dobre rezultaty.

                Have fun !!!
                • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: chyba używamy innych znaczeń dla słów 13.05.04, 20:52
                  > mówisz że noworodek wie ?
                  > A ja myślę że nie wie, bo wiedzieć jeśli chodzi o noworodka to znaczy nie to
                  > samo co wiedzieć jeśli chodzi o 9-latka.
                  > Noworodek odczuwa zimno, głód, i inne bodźce ale nie jest to wiedza na
                  poziomie
                  >
                  > dzieci które mówią i umieją komunikować swoje potrzeby.
                  >
                  No dobra, noworodek czuje, ale czy 9-latek przestaje czuć? Nie można w życiu
                  opierać się tylko na rozumie, są jeszcze emocje.

                  > Trudno komuś wyrokować o jaką przyjemność komu w życiu chodzi.
                  Dokładnie! Można się zapytać i wtedy dowiedzieć. Czy zapytałeś swojego syna?

                  > Więc Ty będziesz wiedziała tyle o potrzebach noworodka co o potrzebach 9-
                  latka,
                  Będę wiedziała tyle ile mi dzieci powiedzą. Na tyle na ile będę się chciała
                  dowiedzieć. Czy chcesz się dowiedzieć, czy pytasz swojego syna co lubi? Czy
                  tylko kalkulujesz co mu się w życiu przyda?
                  • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: chyba używamy innych znaczeń dla słów 13.05.04, 21:32
                    Jeśli narobi(rodzic??) się bałaganu w uczuciach/odczuciach/emocjach to rozum za
                    wiele nie pomoże. Studenci i licealiści myślą, wymyślają, ale nie wiedzą co
                    czują(czego chcą), bo mają bałagan w emocjach. Stąd się biorą ludzie, którzy
                    nie wiedza co robić, bo nie wiedzą co czują, co się im podoba.
                    Rozum to jedno (kalkulacja co będzie w przyszłości, co mi się opłaca), a
                    uczucia to drugie (co CHCIAŁBYM robic w przyszłści).
                    I ja właśnie o tym CHCIAŁBYM. Co chciałby Twój syn. Czy to samo co Ty mu
                    proponujesz??
                    • 80662270a nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej strategi 13.05.04, 23:35
                      Twoje chcenie nabywa w moim przekonaniu cechy pojęcia oderwanego.
                      Nie rozumiem co oznacza to chcenie i jakie ma dla kogoś realne znaczenie.

                      Mój syn kiedyś chciał być strażakiem bo fajnie się sika sikawką.

                      Ktoś wyznacza sobie w życiu drogę na przyszłość na podstawie ułomnej wyrywkowej
                      intuicyjnej wiedzy o sobie i środowisku. Chciałby być szczęśliwy.
                      Za mało.
                      Chciałby być szczęśliwy robiąc czynność x. Już lepiej.
                      ALe do realizacji namiastki planu potrzeba wiedzieć czy się ma zasoby do
                      realizacji. Czy się ma talent, czy można się nauczyć niezbędnych umiejętności,
                      czy jest czas na to, czy będą pieniądzem itp.

                      Ja prowadzę swojego syna przez różne aktywności i obserwuję go bacznie jak z
                      czym sobie radzi. Znam jego słabe strony, które miałem przywilej poznać, i
                      podobnie z mocnymi.
                      Ja mam wiedzę i doświadczenie swojego życia, które podpowiada mi jaki plan
                      można w tym położeniu zacząć budować lub jaką strategię wyprowadzić, która
                      przyniesie mu w życiu najwięcej korzyści.
                      Mam go zostawić samemu sobie ? Pytać co chce i bezmyślnie podsuwać mu sikawkę
                      bo chce być strażakiem ? Kredki bo chce być malarzem ?

                      Ale mogę nie podołać trudowi wychowania, tak samo jak i Ty z tym co robisz.

                      Nikt nie jest w stanie przewidzieć czy przyjęta strategia przyniesie sukces.
                      Milony ludzi próbują i są pośród nich nieliczni, którzy mogą powiedzieć
                      publicznie, że odnieśli sukces.
                      Z deklaracji, z chęci nie wynika nic.
                      Twoje dziecko po tysiąc razy powie Ci że chce to albo to.
                      A ty co ? No co Ty robisz ?

                      Trzeba siebie poznać, trzeba wiedzieć na co można liczyć przy realizacji
                      swojego planu.

                      Naprawdę między rodzicem i synem nawiazuje się relacja jak między trenerem i
                      zawodnikiem. Z pomocą trenera zawodnik ma większą szansę zajść dalej, niż by
                      próbował samemu. Dlatego że jego plan będzie efektywniej realizwany dzięki
                      wiedzy trenera.

                      A poza tym nie chodzi o to żeby robić to co w duszy śpiewa w oderwaniu od
                      rzeczywistości. Artyści kiedyś umierali z głodu. Jest hierarchia potrzeb
                      masłowa i nie przeskoczysz tego.
                      Każda próba jej zmiany to porażka na starcie.

                      Trzeba efektywnie funkcjonowac w środowisku w którym się jest.
                      Znajdowanie czasu dla dziecka to chyba nie jest zła strategia.

                      Napisałaś o emocjach. Na kominie można się zesrać z emocji.

                      Jeszcze jedno.
                      Każdy myśli że jest inny, a życie nas którzy to czytamy jest banalne.
                      Dużo rzeczy można przewidzieć.
                      Na początku wszyscy mówią pięknie o dzieciach, dzieci są na ołtarzu.
                      Potem już nie poświęca się im czasu.
                      Dalej każde z rodziców zaczyna z egoizmu ciągnąć kołdrę w swoją stronę a
                      dziecko jest piłką w rozgrywce między nimi.
                      Po 10 latach małżeństwa to w zasadzie myśli się jak się nażreć i wypocząć
                      idlaczego partner daje z siebie tak mało. Chyba jesteśmy już w punkcie na osi
                      czasu kiedy 50 % (lub więcej, takie są statystyki) małżeństw się rozpadło.
                      Dalej to już mi się nie chce pisać.
                      W którym miejscu jesteście kochani na tej ścieżce ?

                      Więc dyskutujmy o wychowaniu dzieci teraz, kiedy to jeszcze kogokolwiek
                      obchodzi !!

                      Have fun ! Zapraszam na weekend na zjady albo wspinanie po drzewach !
                      Dzieci zabierzcie rodziców !!!
                      • jaaagusia Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 14.05.04, 17:26
                        Szanowny Zalozycielu Watku,
                        wiesz co jest Twoim najslabszym punktem i jednoczesnie najbardziej irytujaca
                        cecha? To, ze sadzisz, ze masz monopol na Prawde Absolutna.
                        > Mój syn kiedyś chciał być strażakiem bo fajnie się sika sikawką.
                        I co zrobiles? dales mu do zrozumienia, ze to idiotyczny pomysl? Moze warto
                        miec odrobine zaufania do swojego dziecka, potraktowac powaznie jego marzenia i
                        uczucia, wierzac, ze po kilku latach samo zauwazy, ze zawod strazaka, zreszta -
                        co w nim zlego- moze nie jest tym jedynym. Moj syn jeszcze niedawno marzyl, ze
                        zostanie pilkarzem. Wszyscy mielismy wrazenie, ze raczej nie ma wielkiego
                        talentu do pilki, ale pozwolilismy dziecku zapisac sie do klubu - sam to
                        zalatwil, my cierpliwie go wozilismy - po pol roku marzenie zbladlo, pilke lubi
                        dalej, ale z klubu zrezygnowal, za to z sukcesami trenuje siatke. Co Ty bys
                        zrobil? Tlumaczylbys dziecku, ze szkoda czasu, bo jest kompletnym beztalenciem?
                        To dopiero boli i odbiera wiare w siebie - zabijanie dzieciecych marzen przez
                        rodzicow.

                        > Ja mam wiedzę i doświadczenie swojego życia, które podpowiada mi jaki plan
                        > można w tym położeniu zacząć budować lub jaką strategię wyprowadzić, która
                        > przyniesie mu w życiu najwięcej korzyści.
                        > Mam go zostawić samemu sobie ? Pytać co chce i bezmyślnie podsuwać mu sikawkę
                        > bo chce być strażakiem ? Kredki bo chce być malarzem ?

                        Radze miec wiecej zaufania do swojego dziecka, ze w zyciu sobie poradzi, nie
                        decydowac za nie, bo w przyszlosci bedzie kompletnie bezradne wobec wyborow,
                        przed ktorymi stanie. Moze wart zaakceptowac to, ze dziecko moze nas niezle
                        zaskoczyc swoim pomyslem na zycie. Moze lepiej byc troche oderwanym od zycia,
                        ale szczesliwym czlowiekiem, realizujacym swoje pasje, niz zdyszanym
                        uczestnikiem wyscigu szczurow, ktory co roku przesiada sie w lepszy samochod,
                        ma dom z basenem, przepiekna zone i zawsze musi wygrywac.
                        Mam wrazenie, ze traktujesz swoje dziecko, jakby bylo ludzikiem z plasteliny,
                        ktorego mozna uformowac w zaplanowany ksztalt, a nie Czlowiekiem, ktorego
                        uczucia i marzenia trzeba zwyczajnie uszanowac, nawet jesli marzy o karierze
                        strazaka.
                        Nie watpie, ze masz mnostwo dobrych checi. Dobrymi checiami wiadomo co jest
                        wybrukowane.
                        • jaaagusia Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 14.05.04, 17:31
                          jeszcze jedno: wlasciwie to lazenie po drzewach i skalkach jest bardzo fajne,
                          szkoda tylko, ze dokladasz do tego cala ta swoja pseudofilozofie - ona naprawde
                          brzmi dosc odstreczajaca; cale to przelamywanie, nie pozwalanie na lek czy
                          wycofywanie sie itd - brrrrr
                          • 80662270a małe wspinanko nie zaszkodzi 15.05.04, 09:45
                            Zapisywanie dziecka do klubu piłkarskiego chociaż wiadomo że się nie nadaje do
                            piłki można by nazwać pseudofilozofią uczenia dziecka na własnych błędach
                            dziecka.

                            Tu napisałem tekst, ale jednak z niego rezygnuję.

                            Czytasz to co ja piszę, porównujesz z tym co ty robisz i uważasz, bez sensu,
                            intuicyjnie, że może wynika z tego że jest to gorsze, co robisz, czujesz ze
                            może stawia cię to w gorszym swietle i bronisz tego co robisz sama przed sobą
                            skacząc mi do gardła.

                            Powtórzę, działasz w interesie swojego dziecka tak jak ja.
                            Różnią nas metody.

                            Nie porównuj tego co robimy bo wiesz za mało, nie masz możliwości znac realiów
                            po mojej stronie ani ich ocenić. I odwrotnie.
                            I nie ma mozliwości rozstrzygnięć tych porównań.

                            Możemy wymieniać się doświadczeniami lub inspirować do podejmowania konkretnych
                            działań. To jedyne co ma tutaj sens.

                            Nazwac to co robisz mogę pseudofilozofią z tych samych powodów co Ty, ale nie
                            zamierzam.

                            Małe wspinanko z siatkarzem by Ci się przydało. Warto na to wszytko czasem
                            spojrzeć z góry, z dystansu i miec fun!!
                        • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 14.05.04, 19:06
                          Już nie muszę wiele pisać, jagusia zrobiła to za mniewink.

                          Co do planu i korzyści, gdyby wszyscy tak mysleli kto byłby strażakiem?? Czy
                          mielibyśmy poetów i innych artystów, komu chciałoby się przymierać głodem?
                          Wiedzę i doświadczenie własnego życia można dzieciom przekazywać jeśli prosi,
                          ale jeśli mówi zdecydowanie NIE?

                          Dzieci są różne. Mam dwie córeczki o odmiennych temperamentach. Jedna (6 lat)
                          jest w satnie zrobić wiele, podzielać moje pasje tylko po to, żeby być ze mną -
                          czy to byłoby dobre, gdybym to wykorzystała? To byłoby tak, jakbym miała dwa
                          życia, swoje i dziecka i chciała przezyć obasad. Czy jesteś pewien, że twoje
                          dziecko to nie ten typ??
                          Mam jeszcze drugą córeczkę (3 lata) i tej już nie da się tak łatwo urobić.
                          Wydaje mi się, że masz tylko jedno dziecko. Wtedy jest gorzej. Łatwiej
                          jedynakiem manipulowaćsad będąc przekonanym, że się nie manipulujesad.

                          Szczęście w życiu, to nie to, co się posiada. Szczęście to uczucie. Poczucie
                          bycia na właściwym miejscu.

                          Miałam kiedyś kolegę, który marzył żeby studiować polonistykę. ALe ze względów
                          finansowych (Co to za pomysł? skończysz jako nauczyciel, to żadna kasa)
                          studiował jakiś kierunek techniczny. Niby mu szło, nie był najgorszy, ale to
                          nie było to, o czym marzył.

                          Sukces w życiu nie mierzy się tym, co się osiągnęło materialnie. Sukces w
                          życiu, to umięjętność radzenia sobie emocjami, które to życie nam niesie. I
                          tego bynajmniej nie osiąga się tłumiąc uczucia i odczucia naszych dzieci i
                          wmawiając im nasze własne sad.

                          Mam ponad 30 lat i wiem o czym mówię winksad, Znam dużo ludzi, którym rodzice
                          układali życie wg własnego widzimisię (będąc przekonanymi o swej nieomylności)
                          i ludzie ci mają koszmarne problemy psychiczne.
                          • 80662270a Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 15.05.04, 09:54
                            Wiele ludzi sukces w życiu mierzy materialnie, podejrzewam że zdecydowana
                            większość społeczeństwa.
                            Mierzenie go radzeniem sobie z emocjami stawia Cię jednak w mniejszości moim
                            zdaniem.

                            Musiałabyś uzupełnić swoją definicję.
                            Sukces to też pojęcie oderwane i wymaga odniesienia do konkretnych sytuacji,
                            zeby można było o tym sensownie rozmawiać.

                            Może jeszcze jedno.
                            Strażakiem byłby ten kto podjąłby racjonalną decyzję o byciu strażakiem.

                            Kobiety matki macie tendencję do wkładania mi dziecka w brzuch swoimi tezami.
                            Strasznie mi się podobają te Wasze wnioski. Czasem po prostu nie sposób się
                            uśmiechnąć. Bez obrazy !
                            • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 24.05.04, 22:00
                              80662270a napisał:

                              > Wiele ludzi sukces w życiu mierzy materialnie, podejrzewam że zdecydowana
                              > większość społeczeństwa.
                              I to mnie przeraża. Nie chodzi o to, by być biednym, by pogardzać pieniędzmi.
                              Nie należy jednak traktować ich jako jedyny cel życia. Jako jedyną rzecz dającą
                              szczęście.

                              > Sukces to też pojęcie oderwane i wymaga odniesienia do konkretnych sytuacji,
                              > zeby można było o tym sensownie rozmawiać.
                              Sukces to nie żałować swojego życia mając lat 60-70. Nie być zgorzkniałym i
                              upierdliwym dla innych (sfrustrowanym tym, że się nie zostałao _strażakiem,
                              tylko _bogatym). Być pogodzonym ze sobą i z innymi. Być spokojnym cokolwik by
                              się nie działo.


                              > Mierzenie go radzeniem sobie z emocjami stawia Cię jednak w mniejszości moim
                              > zdaniem.
                              I to też mnie martwi. Nie da się żyć bez emocji. To tak jakby żyć bez
                              oddychania. Nie da się wyeliminować emocji (tak jak nie da się wyeliminować
                              oddychania). One są bez względu na to, czy się nam to podoba, czy nie.
                              Lekceważenie emocji jest jak igranie z ogniem, niestetysad. Nie zawsze wybuchnie
                              pożar, ale jeśli wybuchnie to zniszczy człowiekasad. I wiem co mówię, niestety:
                              (.
                              • 80662270a Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 25.05.04, 14:51
                                zgadzam się

                                zabierz Kasię i Gabrysię to porobimy emocje smile
                                • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 25.05.04, 16:11
                                  80662270a napisał:

                                  > zgadzam się
                                  >
                                  A konkretnie z czym - bo jakoś nie widzę żebyśmy się rozumieli.

                                  > zabierz Kasię i Gabrysię to porobimy emocje smile
                                  Staram się pozostawić ich emocje w spokoju, ewentualnie pomagać radzić sobie z
                                  tymi, z którymi mają problem (np. złość). Jeśli czegoś uczę to po to, żeby
                                  umieli; dlatego, że lubią; dlatego, że trzeba. Bynajmniej nie po to, żeby im
                                  dostarczać emcji wg własnego widzimisię.
                                  Przykład.
                                  Są ludzie którzy lubią horrory (np. mój mąż). Ja się nie zaliczam, nie cierpię
                                  ich po prostu. I teraz wyobrażam sobie(to się nazywa empatia) jakbym się czuła,
                                  gdyby mój mąż stwierdził "Horrory są świetne, musisz oglądać, to jest super,
                                  zabierz swoich przyjaciół/dzieci/mamę". Ja powiem "Nie", ale znam ludzi
                                  (dorosłych i dzieci) którzy pójdą bo nie będą umieli (nie będą chcieli
                                  urazić "zapraszającego") powiedzieć "Nie".

                                  Coś takiego nazywam uszczęśliwianiem na siłę.
                                  • 80662270a Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 27.05.04, 23:52
                                    Żeby konkretnie porozmawiać to trzeba by pogadać z parę godzin.
                                    Na temat każdej linijki którą piszesz mam ochotę się wypowiedziec ale nie mam
                                    czasu, i szkoda mi tego.

                                    Ale chociaż parę słów.
                                    Empatia to wczuwanie się w kogoś, zobaczenie świata jego oczami, jesli to w
                                    ogóle możliwe. Czyli jeśli masz zdolności do empatii to zrozumiesz męża lepiej
                                    niż gdybyś ich nie miała.

                                    Teraz najważniejsze, są dwie skrajności w przedstawionej przez Ciebie sytuacji
                                    Tak albo Nie.
                                    I najciekawsze jest to, że ani Tak ani Nie nie może być ocenione jednoznacznie
                                    bez właściwego kontekstu.
                                    Jeśli odpowiedź będzie wynikała z Twojego egoizmu, z myślenia wyłącznie o sobie
                                    wtedy Nie jest dla mnie bezwzględnie złym wyborem, aczkolwiek wolnym.
                                    Ja patrzę na sprawy tak, że ważna jest ocena konsekwencji decyzji na grupę, w
                                    której się funkcjonuje. Jeśli przy danym wyborze grupa jako całość będzie miała
                                    lepiej na skutek wyboru A niż na skutek wyboru B, to wybiorę A nawet gdyby B
                                    było korzystniejsze wyłącznie dla mnie.
                                    Dlaczego ? Bo wychodzę z założenia że zależy mi na grupie.
                                    Funkcjonowanie w grupie zawsze prowadzi do ograniczenia wolności i tylko
                                    kretyńskie gazety dla kobiet pełne rad dają złudzenie, że tak nie jest.
                                    Jeśli więc B będzie korzystniejsze dla grupy a dla mnie A i wybiorę B to nazwę
                                    to poświęceniem, może nie ja, ale na pewno Ty.
                                    I w poświęceniu nie ma nic złego jeśli rozumiesz jego wartość i umiesz z niego
                                    czerpać zadowolenie.
                                    Grupą może być rodzina. Może to być grupa osób mająca jakiś cel, itp.

                                    Najlepszą strategią do działania w grupie jest działanie na korzyść grupy.
                                    I dotyczy to społeczności u pracodawcy, zespołu piłki nożnej, oddziału
                                    wojskowego, rodziny i diabli wiedzą czego tam jeszcze.

                                    Wolność jest iluzją.

                                    No chyba że jesteś na drzewie lub w górach !
                                    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: nie można z chcenia wyprowadzć nieomylnej str 28.05.04, 22:21
                                      Wybrałam taką a nie inną sytuację celowo. Obracam się wśród przyjemności (film,
                                      wspinaczka itp.) Tutaj nawet w rodzinie każdy powinien mieć wolność wyboru.
                                      Są sprawy bezdyskusyjne (nie możemy wydać całej kasy na zabawki), ale jest cała
                                      gama spraw dyskusyjnych.

                                      Poza wszystkim, rodzina zo zbiór jednostek, a nie jakieś "COŚ" gdzie wszyscy
                                      mówią jednym głosem dla dobra ogółu.
                                      Definicja zdrowej rodziny mówi między innymi i o tym, że potrzeby KAŻDEGO z jej
                                      członków sa w miarę możliwości zaspokajane w miarę po równo. Nie można ciągle
                                      łazić po kominach, jeśli pozostali tego nie cierpią. I nie można im wmawiać do
                                      skutku, że łażenie po kominach jest fajowe, bo mnie się podoba.
                        • 80662270a razem można więcej 15.05.04, 10:28
                          Proponuję Ci założenie ze mną sekty Wyznawców Prawdy Absolutnej.
                          Byłaby jako spółka cywilna.
                          Moim zdaniem bardzo się nadajesz.
                          Razem możemy więcej.

                          Sprzedawalibyśmy (nic za darmo) ludziom rady jak osiągnać szczęście.

                          Kolega mojego syna przekonał rodziców do kupienia uprzęży, teraz dzieciaki
                          razem siedzą na drzewie.
                          Więc mamy już pierwszego wyznawcę (nie pierwszego tak naprawdę, n-tego).

                          Będzie wiecej bo w moim rejonie będzie budowana hala sportowa, po rozmowie z
                          burmistrzem przekonałem go żeby do koncepcji hali dodał ściankę wspinaczkową.
                          Burmistrz powiedział, że może zaprosi mnie na sesję rady kiedy będzie oczekiwał
                          ode mnie że zmamię do tego pomysłu innych.

                          Tak więc sekciarstwo działa, odbieram ludziom rozum i podążają za mną !!
    • 80662270a Dziękuję za 1000 odwiedzin na www, nowości z mostu 22.04.04, 18:20
      Zapraszam do obejrzenia migawek z dzisiejszej wspinaczki po elementach
      konstrukcji stalowej mostu.
      openmind.republika.pl/2.htm
      Pozdrawiam wszystkich !
      Piotr
      • mmmd Re: Dziękuję za 1000 odwiedzin na www, nowości z 22.04.04, 21:22
        W takich butach na wspinaczke? Natura dala Ci bardzo duzo ryzykanctwa, ale
        widac kosztem zdrowej dozy rozsadku!
        A swoja droga - chyba uwielbiasz wsadzac kij w mrowisko. Nakreca Cie to?
        • 80662270a wypowiedź eksperta od teorii 10.05.04, 13:41
          Na łatwej trasie z wędką, można wchodzić nawet na golasa.
          Niektórzy wchodzą bez wędki.

          W Afryce szedłem po górach przez 5 godzin w butach trekkingowych za murzynem
          którzy nie miał żadnych butów. Następnym razem powiem mu o tym, że pewnie
          sądisz że nie ma rozsądku, żeby się pośmiać.

          Równaj do szeregu koleś !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka