hej,dziewczyny!
pojawil sie u nas taki problem i tylko tutaj moge znalezc odpowiednia rade albo potwierdzenie,ze dobrze robie

moja prawie roczna corka chyba ma problemy z akceptacja samodzielnosci.zawsze byla dosc niezalezna.lubila sie raczej sama bawic po uprzednim pokazaniu jak ma sie bawic (na przyklad ja rysuje na kartce kredkami,a ona potem sama,a ja moge zniknac). czasem nawet denerwowala ja moja obecnosc lub chec udzialu w zabawie,tylko na wyrazne zyczenie.
wszystko zaczelo sie od jezdzika,ktory dostala pod choinke.bardzo lubi z nim chodzic.nie lubi byc trzmana za rece,wiec nie miala okazji cwiczyc chodzenia inaczej niz wzdluz mebli. chyba to uswiadomilo jej,ze jest coraz bardziej samodzielna,bo teraz juz nie bawi sie w ogole.jak tylko mnie widzi,od razu placze wyciaga rece,ciagnie mnie za ubrania.czesto tez szuka cycusia,possie sekundke,siada i za minute spowrotem z placzem sie do niego przysysa. czesto jak sie bawi sama czy nawet razem,to nagle zaczyna plakac i prychodzi,karze sie wziac na rece.po czym jak ja wezme,probuje sie wyrwac na podloge i tak kilka razy,az w koncu zostaje na rekach,wtula sie w ramie i tak caly czas.zawsze biore ja na rece,kiedy jest w takim stanie,daje jej cycusia kiedy chce - liczba noncyh karmien zwiekszyla sie z 3 do 8,a nawet i 10! podobnie jest z jedzeniem,chce zebym ja ja karmila,a za chwile denerwuje sie,ze ja karmie i chce sama,wiec oczywiscie podazam tropem i dostosowuje sie do niej.
przyznam,ze jest to uciazliwe,bo czesto nie moge nic zjesc,z tata-nie albo niezbyt dlugo.
nie wiem czy dobrze robie poddajac sie jej zmiennym natsrojom,czy jeszcze bardziej jej sie nie pomiesza.nie wiem,czy dobrze reaguje czy moze powinnam jakos inaczej do tego podejs,zeby zmniejszyc stres i emocje jaki przezywa.
naprawde bede wdzieczna za wszelkie rady.