szesciolatek do I klasy?

20.04.04, 14:13
U mojego dziecka stwierdzono tzw. wczesna dojrzalosc szkolna. Ja jednak mam
watpliwosci... Moze ktos z was wyslal dziecko wczesniej do szkoly i moze sie
podzielic doswiadczeniami, czy bylo ok? Dziekuje z gory i pozdrawiam.
    • kokolores Re: szesciolatek do I klasy? 20.04.04, 15:56
      Nie mieszkam w Polsce,ale moge ci powiedziec ,ze w niektorych krajach dzieci
      ida do szkoly w wieku 5 lat.Moja corka (obecnie 7 lat) poszla do szkoly w wieku
      6,5 roku.W jej klasie byly dzieci w wieku od 6 do 7 lat.Moje dziecko radzi
      sobie bardzo dobrze ,jej najlepszy kolega o pol roku mlodszy od niej
      tez.Rodzice chlopca poslali go razem z nasza corka ,bo byli (i sa)
      nierozlaczni.Tez bali sie ,ze moze sie nie udac.Ale wszystko jest ok.Wydaje mi
      sie ,ze wazne tez jest co chce twoje dziecko.Jezeli bardzo chce isc do szkoly
      to dlaczego nie.Ma sie nudzic w przedszkolu???Porozmawiaj z synem , to ci moze
      pomoze podjac decyzje.Pozdrawiam.
      • dorotaww Re: szesciolatek do I klasy? 20.04.04, 19:13
        ale czu dziecko emocjonalnie jest przygotowane do szkoły, czy nie szkoda
        dzieciństwa!! Zastanówcie się
        • kokolores Re: szesciolatek do I klasy? 20.04.04, 19:45
          W wielu krajach Europy (np.Holandia,Niemcy,Norwegia itp.)dzieci ida do szkoly
          po skonczeniu 6 lat.Sa one oczywiscie poddawene badaniom czy sa juz na to
          przygotowane psychicznie(emocjonalnie) i fizycznie.Musze jeszcze dodac ,ze
          dzieci ida do szkoly bez jakiejkolwiek znajomosci pisania czy czytania( sa
          oczywiscie nieliczne wyjatki),tzn to jest tak jak w Polsce "Zerowka".W
          pierwszej klasie duzo jeszcze maluja ,wycinaja a przy okazji ucza sie .Nie
          uwazam,zebym zabierala mojej corce dziecinstwa.W ostatnim roku przedszkola
          nudzila sie potwornie.Nie powinnas tak uogolniac.Mysle ,ze to bardzo
          indywidualna decyzja kazdego z rodzicow.Pozdrawiam.
    • praktycznyprzewodnik Re: szesciolatek do I klasy? 20.04.04, 21:01
      Jest problem z samodzielnym chodzeniem do szkoły i wracaniem. Dziecko musi
      mieć 7 lat, zeby mogło samo korzystac z dróg publicznych.
      Jakby się coś stało (by sie zgubił, wypadek) wlepią ci mandat.
      Przygotuj się na odprowadzanie i swietlice.
    • izunia6 Re: szesciolatek do I klasy? 21.04.04, 12:01
      Jeśli masz wątpliwości, to daj sobie spokój. Na pewno są podstawy tych
      wątpliwości. Moje dwoje dzieci poszło rok wcześniej do szkoły i mają się dobrze,
      ale nic na siłę.
      Z perpektywy lat - ważny jest rozwój fizyczny dziecko. Jeśli jest drobny, to
      będzie tym bardziej odstawał od reszty i może mu to przeszkadzać. Emocjonalny
      - najważniejszy, natomiast przygotowanie intelektualne najmniej istotne. W
      klasach sa zawsze lepsi i gorsi, zawsze w pierwszej klasie ktoś umie płynnie
      czytać, a ktoś drugi, nie trzymał nigdy nożyczek w ręku.
    • lu_lu Re: szesciolatek do I klasy? 21.04.04, 13:35
      a ja mam pytanie:kto postawił diagnozę "wczesna dojrzałość szkolna"?
      pozdrawiam cieplutko
    • evee1 Re: szesciolatek do I klasy? 21.04.04, 15:15
      Uwaga bedzie dlugo smile)).
      Czy poslac dziecko wczesniej do szkoly zalezy od tego jak wypada
      na tle innych dzieci, to pewnie ta dojrzalosc szkolna, ktora jak
      podejrzewam stwierdzil psycholog.
      Ja sama poszlam do szkoly od 6 lat. Mialam robione testy u psychologa,
      a w przedszkolu podobno nudzilam sie okropnie i panie przedszkolanki
      same zasugerowaly moim rodzicom, zebym poszla do szkoly. Jakos nigdy
      tego nie zalowalam i nie czulam specjalnie, zeby mi ktos odebral jakies
      dziecinstwo. To znaczy co mi odebrano? Dalej przeciez moglam sie bawic,
      tyle ze w szkole i po szkole. Rozmawialam nawet na ten temat z innymi
      "wczesniakami" szkolnymi, z ktorymi chodzilam do szkoly i na studia
      i oni podobnie nie mieli z tym problemu. Dla nas pojscie do szkoly
      w tym wieku bylo zupelnie naturalna rzecza.
      Jak juz dziewczyny wspomnialy w innych krajach idzie sie wczesniej
      do szkoly, w Anglii dzieci jak koncza 4.5 roku, to ida do zerowki.
      I dla nich to tez jest naturalne. Oczywiscie na poczatku jest to glownie
      zabawa, ale wielu rzeczy ich tam rowniez ucza. I maja czego, bo praktycznie
      zadne dzieckio nie umie wtedy jeszcze czytac ani pisac. Czasami znaja
      niektore literki.
      Wiem cos na ten temat, bo trzy lata tam mieszkalismy i moje dzieci chodzily
      tam do szkoly. I ciekawe jest to, ze mimo iz jest to jakis tam obowiazek,
      to malo ktore z dzieci nie lubi chodzic do szkoly. Raczej wrecz przeciwnie.
      Moja corka (w czerwcu skonczy 9 lat) na skutek roznych przeprowadzek
      miedzy krajami jest teraz w 4-tej klasie szkoly australijskiej (tutaj
      dzieci ida do szkoly od 5 lat).
      Podejrzewam, ze tutejsza klasa czwarta nie jest rowna polskiej klasie,
      ale napewno nie odbiega az tak strasznie (bedac w Polsce porownywalam
      zeszyty dzieci moich znajomych z tym co robi w szkole Joasia). Corka bardzo
      dobrze daje sobie rade, mimo ze jest poltora roku mlodsza od niektorych
      dzieci w swojej klasie, ale jest w miare zdolna (chociaz geniuszem to ona
      nie jest smile)).
      Moze to nie o wiek chodzi, tylko o to jak dziecko jest emocjonalnie gotowe
      do zmiany otoczenia i zajec.
      • jaaagusia Re: szesciolatek do I klasy? 21.04.04, 16:04
        Dziekuje za wszystkie odpowiedzi smile). Sprobuje hurtem odpowiedziec na wasze
        pytania:
        - wczesna dojrzalosc szkolna stwierdzono w poradni psychologicznej
        - dziecko chce isc do szkoly bardzo i od dawna
        - jest wyrosniete, samodzielne, bardzo sprawne fizycznie i intelektualnie,
        pozytywnie nastawione do swiata, towarzyskie
        - dobrze odnajduje sie w towarzyswie rowiesnikow i starszych dzieci (koledzy
        brata)
        Skad wiec moje watpliwosci? Po pierwsze niechec ze strony szkoly - twierdza, ze
        maja zle doswiadczenia, ze mniejsza szkoda dla dziecka jest zostac rok dluzej w
        przedszkolu niz pojsc do szkoly wczesniej a potem miec problemy i np powtarzac
        pierwsza klase. Jest to szkola spoleczna, wiec ma prawo dziecka nie przyjac.
        Dlatego chetnie bym sie dowiedziala jakie byly doswiadczenia rodzicow, ktorzy
        zdecydowali sie poslac swoje dzieci wczesniej do szkoly, czy nie zalowali tego
        kroku. Zastanawiam sie tez jakie by byly ewentualne skutki pozostawienia
        takiego szybciej rozwijajacego sie dziecka jeszcze przez rok w przedszkolu
        (zerowce) i poslania do I klasy razem z rowiesnikami.
        Pozdrawiam serdecznie.
    • praktycznyprzewodnik Re: szesciolatek do I klasy? 21.04.04, 18:31
      Wez tez pod uwagę, ze skończy gimnazjum i liceum tez o rok wczesniej i może sie
      zdarzyć, ze jakaś szkoła dziecka nie przyjmie, bo nie ma 16 lat, by jakies
      praktyki odbywać,rewers podpisać na sprzet itd.
      • izunia6 Re: szesciolatek do I klasy? 22.04.04, 10:05
        No to już jest wymyślanie sztucznych problemów. Mój syn jest styczniowy, jego
        kolega z końca grudnia rok wcześniej. Dokładnie przez 15 dni jeden już będzie
        miał 16 lat, a drugi jeszcze nie. jeśli szkoła by miała tak patrzec na sprawe,
        to na pewno bym ja omijała szerokim łukiem!
        Natomiast dziwię się, że społeczna robi akurat problemy, bo właśnie społeczna
        powinna być bardziej elastyczna. Powinna oceniać dziecko, po rozmowie z nim, a
        nie po miesiącu urodzenia.
        Nie wiem, ja nie żałowałam decyzji, dzieci też nigdy nie narzekały (są już w
        gimnazjum) Natomiast, jeśli jednak byście zrezygnowali ze szkoły rok wcześniej,
        to radzę to jakoś zrekompensować. Posłać na intensywny język, jakąś plastykę,
        czy muzykę, szachy, co tam lubi. Żeby zamiast nudzić się z zerówce mógł wyżyć
        się gdzie indziej
      • praktycznyprzewodnik Re: szesciolatek do I klasy? 22.04.04, 16:20
        Owszem, to zalezy z jakiego dziecko jest miesiaca.Może się zdarzyć, ze jesienia
        juz po maturze nie będzie miał 18 lat, tylko siedemnascie. Sa szkoły wyzsze,
        które przyjmują tylko pełnoletnich uczniów.
        • verdana Re: szesciolatek do I klasy? 22.04.04, 18:32
          Ja mam lutowe dziecko i walczyłam jak lew, by poszedł wcześniej do szkoły.
          Umiał czytać w wieku 4,5 roku, wychowywał się w żłobku i przedszkolu, a więc
          rówieśnicy go nie przerażali. Jednak pani psycholog, bez badania stwiwrdziła,
          ze syn nie umie wiązać butów (wszystkie dotychczasowe miał na rzepy)i nie
          nauczy się pisać, bo nie jest sprawny manualnie (wówczas umiał już pisać, czego
          nie sprawdziła...) . Prywatny psycholog wydał opinię, ze do szkoły, koniecznie.
          Wszystkie mamy z podwórka + 1 psycholog straszyli mnie również tym, ze jest
          drobny i nie znajdzie kolegów. Ja jednak obawiałam się, że po roku spędzonym w
          zerówce (będą go uczyć liter, które już zna)w pierwszej klasie nie wytrzyma z
          nudów ucząc się po raz trzeci tego samego. Posłałam go do szkoły. Uczy się
          dobrze, kolegów ma dużo, problemów nie ma. Ale.. I tu decyzja zależy od ciebie.
          Gdyby mój syn był w 2 klasie, byłby zapewne najlepszym uczniem. W obecnej
          klasie jest najlepszy z czytania i najlepiej układa opowiadania, ale oczywiście
          najlepszy nie jest. Ja jednak wolę, aby uczył się rzeczy na swój wiek, niż zbyt
          łatwych.
          • evee1 Re: szesciolatek do I klasy? 23.04.04, 02:44
            > Ja mam lutowe dziecko i walczyłam jak lew, by poszedł wcześniej do szkoły.
            > Umiał czytać w wieku 4,5 roku, wychowywał się w żłobku i przedszkolu, a więc
            > rówieśnicy go nie przerażali. Jednak pani psycholog, bez badania stwiwrdziła,
            > ze syn nie umie wiązać butów (wszystkie dotychczasowe miał na rzepy)i nie
            Ech, tego wiazania butow, to nie umieja prawie wszyscy chlopcy w wieku
            mojego syna (7 lat). Rodzice sie tym nie przejmuja, tylko kupuja synom
            do szkoly buty wiazane, albo na rzepy. To jest jakos tak ogolnie zrozumiale,
            ze chlopcom to idzie wolniej (moja corka rozpinala i zapinala klamerki
            przy butach w iwkeu 2 lat). Moj syn tez nie wiaze, ale za to rysuje bardzo
            skomplikowane rysunki z wieloma szczegolami. A pisze i czyta juz od dawna
            (ale chodzi do szkoly juz prawie od 3 lat, wiec to nic dziwnego).

            > nauczy się pisać, bo nie jest sprawny manualnie (wówczas umiał już pisać,
            czego
            > nie sprawdziła...) . Prywatny psycholog wydał opinię, ze do szkoły,
            koniecznie.
            >
            > Wszystkie mamy z podwórka + 1 psycholog straszyli mnie również tym, ze jest
            > drobny i nie znajdzie kolegów. Ja jednak obawiałam się, że po roku spędzonym
            w
            > zerówce (będą go uczyć liter, które już zna)w pierwszej klasie nie wytrzyma z
            > nudów ucząc się po raz trzeci tego samego. Posłałam go do szkoły. Uczy się
            Moja mama tez jak miala watpliwosci, to poradzial sie babci, ktora
            bylaprzedwojennym pedagogiem i ta tez powiedziala, ze najgorsze jak sie
            dzieciak nudzi w szkole, bo wtedy sa z nim klopoty, bo nie moze usiedziec
            na miejscu i przeszkadza innym, a dla samego dziecka szkola jest po prostu
            nudna i nie ma do niej checi chodzic.

            > dobrze, kolegów ma dużo, problemów nie ma. Ale.. I tu decyzja zależy od
            ciebie.
            >
            > Gdyby mój syn był w 2 klasie, byłby zapewne najlepszym uczniem. W obecnej
            > klasie jest najlepszy z czytania i najlepiej układa opowiadania, ale
            oczywiście
            > najlepszy nie jest. Ja jednak wolę, aby uczył się rzeczy na swój wiek, niż
            zbyt łatwych.
            Na to mozna spojrzec z dwoch stron. Niektorzy uwazaja, ze lepiej byc
            najlepszym wsrod gorszych, niz sredniakiem wsrod lepszych.
            Ja akurat przychylam sie do Twojego zdania, ale to pewnie zalezy od dziecka.
            Sa dzieci, ktore bardzo zle przezywaja porazki i latwo sie zniechecaja jezeli
            nie sa najlepsi, ale nie wiem czy unikanie takich sytuacji za wszelka cene
            jest dobre, bo wreszcie kiedys czlowiek musi sie nauczyc, ze nie zawsze
            mozna byc najlepszym we wszystkim. Ciekawa jestem co psychologowie na to.
            Ja tez chcialam Joasie poslac wczesniej do szkoly, tym bardziej, ze jakby
            urodzila sie kilka tygodni wczesniej, to szlaby juz do szkoly, ale tutejsze
            szkoly akceptuja dzieci wczesniej tylko w wyjatkowyh przypadkach. Testy i oceny
            psychologa, ktora przeprowadzilismy szkola nie chciala zaakceptowac. Ich prawo
            w gruncie rzeczy i postanowilismy czekac. W miedzyczasie wyjechalismy Angli
            i tam Joasia nie chodzac wczesniej nigdy do szkoly wskoczyla w druga polowe
            pierwszej klasy (czyli ominela poltora roku szkoly) i jakos dala z tym sobie
            rade, a naprawde geniuszem nie jest. Ale byla w grupie dzieci rownych jej
            wiekowo (no, byla najmlodsza, ale nadal wiekiem pasowala do tej wlasnie klasy).
            A teraz po powrocie do Australii jest o klase wyzej niz powinna wiekowo, ale
            pasuje tam poziomem, wiec jest OK.
            Mam z kolei znajomych, ktorzy sa w podobnej sytuacji chca syna cofnac
            o klase, zeby syn sie latwiej zaaklimatyzowal w nowej szkole. Boja sie,
            ze zmiana szkoly i kontuacja poziomu nauczania to bedzie dla niego
            za duzo. Lepiej, zeby bylo mu latwo w szkole... Nie wiem czy to dobry
            pomysl, ale to juz ich sprawa.
    • asmoga Re: szesciolatek do I klasy? 26.04.04, 00:37
      Babcia i dziadek baaaardzo chcieli, żeby ich ukochany, jedyny, najmądrzejszy w
      świecie wnuczek poszedł do pierwszej klasy mając lat 6 i 8 miesięcy. Ja taka
      pewna tego nie byłam. Tak czy tak trzeba było pójść do poradni, no bo urodził
      się w styczniu, więc rocznikowo do pierwszej klasy był za młody. Tam dwie panie
      psycholożki stwierdziły autorytatywnie, że nieeeee, no gdzie tam, do szkoły to
      może, ale do zerówki (właśnie kończył zerówkę w przedszkolu) - no bo kółko
      trochę krzywo wyciął nożyczkami, rysunek miał za mało szczegółów, a w ogóle to
      w czasie tego "egzaminu" odważył się wstać zza ławki i przejść się po pokoju.
      Znaczy - niedojrzały społecznie i emocjonalnie. No i poszedł do zerówki, bo -
      jak zrozumiałam - szkoła nie przyjęłaby do pierwszej klasy "młodszego" bez
      zaświadczenia z poradni. I teraz jest tak - Tomek po pierwsze się nudzi (bo
      wszystko to przerobił już w przedszkolu), po drugie wygląda śmiesznie (bo ma
      prawie 140 cm wrostu i większość jego kolegów sięga mu pod pachę), po trzecie
      tęskni za swoimi kolegami z przedszkolnej zerówki, z którymi co prawda widuje
      się na boisku i w świetlicy, ale to nie to samo (nie wspominając już o tym, że
      oni nagle zaczęli traktować go jako tego "gorszego", bo jest o klasę niżej).
      Summa summarum - jeśli jest taka możliwość, to niech sześciolatek idzie do
      pierwszej klasy, taka jest moja opinia!
    • judytak Re: szesciolatek do I klasy? 26.04.04, 09:35
      to, że w różnych krajach różny jest wiek rozpoczęcia przez dzieci szkoły, nic
      nie ma do rzeczy, bo nadal są tam w pierwszej klasie same pięciolatki, same
      sześciolatki, no i (należy mieć nadzieję), program szkoły jest dostosowany do
      tego właśnie wieku...

      tzw. dojrzałaość szkolną dzieci osiągają w różnym wieku, w wieku 6-8, nawet 9
      lat (większe opóźnienia wynikają głównie z rozwoju kości dłoni - chodzi
      oczywiście o pisanie ręczne, ale te mniejsze są dość powszechne i mieszcza sie
      w normie)

      większość psychologów (mam na myśli tzw. autorytetów, czyli takich, którzy
      uczą, publikują...) zgadza się z tym, że duże szkody szkody mogą wynikać z
      tego, jeśli dziecko zbyt wcześnie (w stosunku do własnego rozwoju) pójdzie do
      szkoły, natomiast nie znam opinii, według której szkody mogłoby spowodować zbyt
      późne pójście do szkoły...

      jest mnóstwo przykładów na to, że dziecku, które poszło do szkoły, i miało duże
      problemy (z nauką, z kolegami) pomogło pozostawienie go w tej samej klasie
      jeszcze raz, czyli "wyrównanie" zbyt wczesnego startu

      poza tym, dzieci rozwijają się "nierównomiernie", czyli raz szybciej, raz
      wolniej, i dlatego może to nie być tak proste, że "jakby chodził do drugiej
      klasy, to byłby najlepszy, a tak, to jest tylko dobrym średnim", może też się
      zdarzyć tak, że "jakby chodził do drugiej klasy, byłby dobrym średnim, a tak,
      to z wielkim trudem opanowuje materiał"

      może też być tak, że utrzyma się w szkole na dobrym poziomie, ale będzie to
      wymagało nieproporcjonalnie więcej czasu, i tego czasu zabraknie na inne
      rzeczy, też przecież ważne (np. sport, muzyka, itp.)

      moja mam poszła do szkoły w wieku 6 lat (tzn. brakowało jej miesiąc do wieku,
      kiedy powinna w/g przepisów pójśc do szkoly), mówi, że przez pierwsze półroku w
      ogóle nie docierało do niej, co się w szkole dzieje, nic a nic nie pamiętała
      (czytać i pisać nauczyła się w domu od swojej matki przy okazji dłuższej
      choroby), fakt, że później "się wyrównała"

      ja poszłam do szkoły faktycznie rok później (bo jestem z grudnia, a na Węgrzech
      liczy się rok od września do września), czytać umiałam wtedy od baaardzo dawna,
      przez pierwsze dwa dni przeczytałam w domu cały podręcznik, ale w szkole ani
      trochę się nie nudziłam, wręcz przeciwnie :o)
      fakt, że miałam bardzo dobrą nauczycielkę :o)

      moja córka, która jest z listopada, i jest jedna z najmłodszych w klasie, też
      mogłaby pójśc rok wcześniej, czytać umiał od dawna, a w przedszkolu chodziła
      przez dwa lata do zerówki), też się w szkole nie nudziła...

      w liceum miałam w klasie chłopaka rok młodszego od nas, jeśli chodzi o naukę,
      to nie był niczym gorszy, z niektórych tematów był bardzo dobry, ale jaki on
      był dziecinny...

      podsumowanie:
      trzeba dobrze przemyśleć, co to dziecku da, a co może zabierać
      (nie "dzieciństwo", to oczywiście bzdura) i nie kierować się ambicją (w końcu w
      którymś momencie przestaje się liczyć, ile się ma lat, liczą się tylko efekty
      pracy...)

      pozdrawiam
      Judyta
      • linka9 Re: brak bodźców - konsekwencje 29.04.04, 01:20
        Z ciekawością przeczytałam dotychczasowe wypowiedzi, szczególnie jednak
        poruszyła mnie wypowiedź Judyty

        judytak napisała:

        > to, że w różnych krajach różny jest wiek rozpoczęcia przez dzieci szkoły, nic
        > nie ma do rzeczy, bo nadal są tam w pierwszej klasie same pięciolatki, same
        > sześciolatki, no i (należy mieć nadzieję), program szkoły jest dostosowany do
        > tego właśnie wieku...

        Święta prawda; pięciolatkom nie zadają przecież wypracowań do domu, nawet jesli
        ich zajęcia nazywane są szkołą, w domu mogą spędzać czas na zabawie.

        Ja mam (miałam) podwójny dylemat. Gdy starsze dziecko z końca roku, wyraźnie
        niedojrzałe do szkoły, manualnie opóźnione miało rozpocząć pierwszą klasę,
        przeżywałam katusze. Poważnie myślałam o zatrzymaniu jeszcze rok w przedszkolu.

        Teraz przezywam podobne, tylko w drugą stronę: czy dziecko ze stycznia,
        doskonale rozwinięte zapisać już do I klasy.

        > szkoły, natomiast nie znam opinii, według której szkody mogłoby spowodować
        zbyt
        >
        > późne pójście do szkoły...

        BARDZO PROSZĘ INNYCH O USTOSUNKOWANIE SIĘ DO POWYZSZEGO CYTATU; może Pani
        Redaktor, może inny psycholog temat rozwinie. Ja kilkakrotnie zetknęłam się z
        opiniami fachowców, że jeżeli PRZESTANIE SIĘ STYMULOWAĆ rozwój umysłowy
        dziecka, może to oznaczać, że - potocznie rzecz nazywając - mózg przestanie się
        odpowiednio rozwijać i zostanie zaprzepaszczona na zawsze szansa, jaką dała
        natura zdolnej jednostce.
        Nie obawiam się jedynie nudów w szkole, ale własnie tego, że temu bardzo
        zdolnemu dziecko zostanie zabrana szansa na przyszłość, jeżeli będzie zmuszone
        zostać w zerówce. Zaprzepaszczeniu sprzyja bowiem nie fakt, że ktoś szybciej
        pojmie niz reszta klasy i dlatego nudzi się, ale o sytuacje, kiedy przez np rok
        nie dowiaduje się prawie niczego nowego. Brak wtedy BODŹCÓW, aby zmuszać umysl
        do wysiłku, nawet przez krótszą chwilę niż resztę kolegów, ale jednak
        systematycznie, co własnie może mieć (ma?)bardzo negatywny wpływ na
        przyszłość. Problem ten bardzo mnie nurtuje i własciwie od odpowiedzi, czy
        rzeczywiście późniejsze pójscie do szkoły może wyrządzić krzywdę, uzależniam
        swoją decyzję.
        Ponadto są dwa aspekty, które sprawiają, że nie chcę naciskać. Nie wiem, jak
        Wasze, te dojrzałe do szkoły pociechy, ale moja uwielbia się bawić, godzinami
        potafi wymyslac zabawy nawet z niczego. Szkoda mi w tym sensie zabierać
        dzieciństwa, bo gdy pojdzie do szkoły nie będzie już tyle czasu na zabawy. I tu
        też zastanawiam się, gdzie jest granica, do której mówimy, że ZABAWA jest
        najwazniejsza, bo dzięki niej dziecko rozwija się, a kiedy zaczynamy traktowć
        ją przynajmniej czesciowo jako stratę czasu.
        Ktoś napisał wczesniej, że dziecko rozwija sie skokowo i ja tez to zauważam,
        choć czasem zastanawiam się, czy jest to całkiem naturalne, że obecnie 6 latek
        (+3 mies) potrafi tyle samo, jeśli chodzi o umiejetności szkolne (czytanie,
        pisanie, działania na liczbach), co w wieku 4 i pól lat. A może to jednak wynik
        braku własnie motywacji i owych bodźców, skoro wszystkie dzieci w grupie są
        dużo do tyłu, prawie pod kazdym względem rozwojowym. Teraz żałuję, że nie
        chodziło do zerówki, ale powtarzanie jej też przecież nie miałoby sensu. Czyli
        wczesniej do szkoły? Druga sprawa to mimo wszystko obawa, bo przecież nie mam z
        geniuszem do czynienia, że jednak mogą wystąpić jakieś kłopoty. Starsze dziecko
        tylko i wyłacznie dzięki mądrej nauczycielce daje sobie radę ( i wcale nie
        najgorzej), niemniej cała pierwsza klasa to własciwie była taryfa ulgowa.

        > może też być tak, że utrzyma się w szkole na dobrym poziomie, ale będzie to
        > wymagało nieproporcjonalnie więcej czasu, i tego czasu zabraknie na inne
        > rzeczy, też przecież ważne (np. sport, muzyka, itp.)

        Przede wszystkim jednak na zabawę!

        Troche przydługi list, liczę jednak na równie wyczerpujący odzew.
        Pozdrawiam,
        • judytak Re: brak bodźców - konsekwencje 29.04.04, 11:58
          linka9 napisała:

          > Z ciekawością przeczytałam dotychczasowe wypowiedzi, szczególnie jednak
          > poruszyła mnie wypowiedź Judyty

          miło mi :o)

          > Ja mam (miałam) podwójny dylemat. Gdy starsze dziecko z końca roku, wyraźnie
          > niedojrzałe do szkoły, manualnie opóźnione miało rozpocząć pierwszą klasę,
          > przeżywałam katusze. Poważnie myślałam o zatrzymaniu jeszcze rok w
          przedszkolu.

          ja mam teraz tak z moim synem
          właśnie kończy zerówkę w przedszkolu
          dojrzałość szkolna: intelekt lekko powyżej normy wiekowej,
          dojrzałość społeczno-emocjonalna lekko poniżej poziomu, odpowiedniego dla szkoły
          sprawność manualna: mocno opóźniona (kościec dłoni na poziomie dziecka 4,5-
          letniego)
          nasza decyzja: pójdzie teraz do zerówki w szkole (niby materiał ten sam, jednak
          lekcje inaczej prowadzone, wymagana większa dyscyplina, są zadania domowe,
          samodzielność nie do porównania - stołówka, świetlica...)

          > Teraz przezywam podobne, tylko w drugą stronę: czy dziecko ze stycznia,
          > doskonale rozwinięte zapisać już do I klasy.

          moim zdaniem to nie jest prawdziwy dylemat, różnica jednego-dwóch miesięcy
          nawet w tym wieku nie jest tak istotna, jesli ty sama, wychowawczyni z
          przedszkola oraz psycholog z poradni pedagogiczno-psychologicznej zgadzacie
          się, że się nadaje, spokojnie można dziecko do szkoły wysłać

          > Ja kilkakrotnie zetknęłam się z
          > opiniami fachowców, że jeżeli PRZESTANIE SIĘ STYMULOWAĆ rozwój umysłowy
          > dziecka, może to oznaczać, że - potocznie rzecz nazywając - mózg przestanie
          się
          > odpowiednio rozwijać i zostanie zaprzepaszczona na zawsze szansa, jaką dała
          > natura zdolnej jednostce.

          no, nie wiem...
          ja bym nie postawiła znaku równości szkoła = odpowiednia stymulacja mózgu
          a brak szkoły = brak stymulacji mózgu
          (są nawet przypadki, kiedy, niestety, bywa odwrotnie...)

          "przestaje się stymulować", to ja rozumiem "odmówić stymulacji, jakiej dziecko
          wymaga, i się domaga"...

          > temu bardzo
          > zdolnemu dziecko zostanie zabrana szansa na przyszłość, jeżeli będzie
          zmuszone
          > zostać w zerówce. Zaprzepaszczeniu sprzyja[ją...]
          > sytuacje, kiedy przez np rok
          > nie dowiaduje się prawie niczego nowego.

          czy to w szkole, czy w zerówce, dziecko codziennie dowiaduje się mnóstwo nowych
          rzeczy o przyrodzie, o społeczeństwie, literaturze, muzyce...
          zdobywa nowe doświadczenia społeczne (wśród kolegów oraz na linii nauczyciel-
          dziecko)
          jak też dowiaduje się sporo rzeczy od kolegów :o)

          poza tym, co to za "absolutyzacja" szkoły?
          czy dziecko poza szkołą już nic się nie dowiaduje?
          mój sześciolatek obecnie "przerabia" ewolucję życia na Ziemi, włącznie z
          rodzeniam się planet i gwiazd - pyta, wymyśla, ja opowiadam co pamiętam,
          dziadek opowiada, co on pamięta, szukamy w encyklopediach, na różne okazje
          otrzymuje odpowiednie książki, itp. itd. - moim zdaniem są to bodźce lepszej
          jakości, niż uczenie się literek :o)

          z kolei córka swego czasu w tym wieku namiętnie rozwiązywała wszelkie zeszyty
          typu "karty pracy", preferowała matematykę, wykorzystałam czas na to, żeby
          przerabiała je po węgiersku (dzieci są dwujęzyczne), plus w przedszkolu była
          zapisana na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe, plus w zerówce miała stałe
          zadanie pomagać koleżance, która miała trudności w nauce

          > Ponadto są dwa aspekty, które sprawiają, że nie chcę naciskać. Nie wiem, jak
          > Wasze, te dojrzałe do szkoły pociechy, ale moja uwielbia się bawić, godzinami
          > potafi wymyslac zabawy nawet z niczego.

          i to właśnie, według opinii, które znam, jest zajęciem najbardziej rozwijającym
          w wieku 4-8 lat, tzw. "swobodna zabawa" (kreatywność, fantazja - cechy co raz
          ważniejsze w świecie, a niemożliwe do wyrabiania "kiedyś później", za to w
          szkole nie rozwijane, a tępione, zazwyczaj...)

          > też zastanawiam się, gdzie jest granica, do której mówimy, że ZABAWA jest
          > najwazniejsza, bo dzięki niej dziecko rozwija się, a kiedy zaczynamy traktowć
          > ją przynajmniej czesciowo jako stratę czasu.

          to zależy, jaka to jest zabawa ;o)
          ot huśtanie się na huśtawce, czy zabawy kostrukcyjne, odgrywanie ról
          (kreatywność, fantazja), zabawy zręcznościowe (rozwój ruchowy w ścisłym
          połączeniu z rozwojem intelektualnym!), gry z regułami (dojrzewanie emocjonalno-
          społeczne), strategiczne (jak warcaby, młynek itp.)...

          > Ktoś napisał wczesniej, że dziecko rozwija sie skokowo i ja tez to zauważam,
          > choć czasem zastanawiam się, czy jest to całkiem naturalne, że obecnie 6
          latek
          > (+3 mies) potrafi tyle samo, jeśli chodzi o umiejetności szkolne (czytanie,
          > pisanie, działania na liczbach), co w wieku 4 i pól lat.

          i też tyle samo wie o świecie, tak samo potrafi z tych swoich "umiejętności
          szkolnych" korzystać w praktyce? bo przecież czytanie i pisanie nie jest celem,
          tylko służy do czegoś...
          umiejętnośc czytania średnio rozgarniętego 10-latka jest taki sam, jak 20-
          letniego studenia...

          > Troche przydługi list, liczę jednak na równie wyczerpujący odzew.

          zawsze służę ;o)

          pozdrawiam
          Judyta
          • linka9 Re: brak bodźców - konsekwencje 29.04.04, 14:25
            judytak napisała:

            > miło mi :o)
            Dzięki za nawiązanie do mojej wypowiedzi; poniewaz temat jest dla mnie bardzo
            istotny, dorzuce jeszcze co nieco.

            > ja mam teraz tak z moim synem
            > właśnie kończy zerówkę w przedszkolu
            > dojrzałość szkolna: intelekt lekko powyżej normy wiekowej,
            > dojrzałość społeczno-emocjonalna lekko poniżej poziomu, odpowiedniego dla
            szkoł
            > y
            > sprawność manualna: mocno opóźniona (kościec dłoni na poziomie dziecka 4,5-
            > letniego)
            Skad, ja to znam! Tylko wyrozumiałości nauczycielskiej nalezy przypisywac, że
            obeszło się bez załamania i zniechęcenia do pisania. Za to czytanie - na medal.

            > moim zdaniem to nie jest prawdziwy dylemat, różnica jednego-dwóch miesięcy
            > nawet w tym wieku nie jest tak istotna, jesli ty sama, wychowawczyni z
            > przedszkola oraz psycholog z poradni pedagogiczno-psychologicznej zgadzacie
            > się, że się nadaje, spokojnie można dziecko do szkoły wysłać

            Roznica w wieku prawie zadna, ale jednak wyrwanie z dotychczasowego środowiska
            (przyjaźnie zostaną w przedszkolu), no i jednak brak przynajmniej czesciowej
            wolnosci po szkole.

            > no, nie wiem...
            > ja bym nie postawiła znaku równości szkoła = odpowiednia stymulacja mózgu
            > a brak szkoły = brak stymulacji mózgu
            > (są nawet przypadki, kiedy, niestety, bywa odwrotnie...)

            Tak, zgadza się, niemniej świadomość, że przez wiekszą część dnia pod względem
            edukacyjnym dziecko się marnuje (pomijam tu aspekt społeczny bycia w
            przedszkolu)troszkę mnie dołuje; byc moze po wprowadzeniu obowiazkowej zerówki
            to sie zmieni, bo wychowawczynie będą musialy jednak jakis program realizować.
            I do tej pory cos tam robiono w przedszkolu, ale jednak to placówka
            typu "przechowalnia". Mozemy wiele zlego mowić o szkole, niemniej mimo ze
            posiadam na tyle umiejętności, aby spokojnie dziecko edukować przynajmniej
            przez pierwsze lata szkolne, wolę, ze zrobi to ktoś za mnie.

            Dla mnie idealnym, choć nierealnym, rozwiązaniem byłoby pozostawienie w
            przedszkolu (zerówce), ktore oferuje szerokie mozliwości rozwoju społeczno-
            edukacyjno- ruchowego.

            > poza tym, co to za "absolutyzacja" szkoły?
            > czy dziecko poza szkołą już nic się nie dowiaduje?

            Alez oczywiście i to sporo, no bo przecież same zdolności nie wystarczyłyby,
            aby osiągnąć sporą przewagę na rówiesnikami. Niemniej zupelnie nie jest to typ
            spokojnego mola ksiazkowego.

            > dziadek opowiada, co on pamięta, szukamy w encyklopediach, na różne okazje
            > otrzymuje odpowiednie książki, itp. itd. - moim zdaniem są to bodźce lepszej
            > jakości, niż uczenie się literek :o)
            Tak, ale chciałabym, aby placówka do której uczęszcza (np zerówka) sprawdzała
            sie i pod tym względem. Tymczasem zawsze cierpią ci najgorsi lub najlepsi; do
            nich poziomu nie dopasowywuje się. Uważam, że wiele jeszcze może sie nauczyć
            nawet na poziomie przedszkolnym. Problem jednak w tym, że wychowawczyni musi
            poświęcić czas na inne umiejętności, które szybciej rozwiniete dzieci mają juz
            dawno opanowane. Zdecydowana większość w grupie to dzieci grubo, grubo młodsze
            pod wzgledem rozwojowym. Z drugiej strony własnie tak sobie myslę, że
            odpuszczając jeszcze szkołę zostawiam dziecku swobodę;rozwija się w tym
            kierunku, który je w danym momencie fascynuje.

            > to zależy, jaka to jest zabawa ;o)
            > ot huśtanie się na huśtawce, czy zabawy kostrukcyjne, odgrywanie ról
            > (kreatywność, fantazja), zabawy zręcznościowe (rozwój ruchowy w ścisłym
            > połączeniu z rozwojem intelektualnym!), gry z regułami (dojrzewanie
            emocjonalno
            > -
            > społeczne), strategiczne (jak warcaby, młynek itp.)...

            Bardzo kreatywne !

            > zawsze służę ;o)

            Biorąc udział w tej dyskusji, nie oczekuję gotowych rozwiązań, ani podjęcia za
            mnie decyzji, co zrobić. Natomiast od dawna na każdy sposób próbuję dociec
            wpływu dzieciństwa na przyszłość, zarówno pod wzgledem emocjonalnym, jak i
            edukacyjnym.
            Przypomina mi się tu wątek, ktory chyba już dosyć dawno byl na forum, o tym jak
            postępować z dziećmi zdolnymi, aby nie stłamsić ich, nie robic na siłe
            geniuszy, ale jednak stymulować na tyle, aby nie pluć sobie w brode w
            przyszłości.

            Pozdrawiam,
            Linka
            • judytak Re: brak bodźców - konsekwencje 29.04.04, 14:48
              chyba zasadnicza różnica polega na tym, że ty masz złe doświadczenia z
              przedszkolem, a ja dobre
              przedszkola, tak, jak i szkoły, bywają różne

              > Dla mnie idealnym, choć nierealnym, rozwiązaniem byłoby pozostawienie w
              > przedszkolu (zerówce), ktore oferuje szerokie mozliwości rozwoju społeczno-
              > edukacyjno- ruchowego.

              mi się wydaje, że jest to całkiem realne i osiągalne, również w przedszkolach
              państwowych
              "placówka typu przechowalnia"? - no cóż, może w ten sposób: u nas jest inaczej

              w przedszkolu wychowawczynie pracują z dziećmi indywidualnie, i jako że zajęcia
              z założenia trwają krótko (kilka bloków po 15-20 minut dziennie) i mają do
              dyspozycji całe 8 godzin, więc bez problemu "obsługują" nawet grupę składającą
              się w równych częściach z 5- i 6-latków (mówię z doświadczenia)

              jeśli chodzi o czas wolny do swobodnej zabawy, w mojej ocenie dziecko po szkole
              ma tego czasu więcej, niż po przedszkolu, bo wcześniej pójdzie do domu (no,
              chyba że musi spędzić w popołudnie w świetlicy)

              jeszcze coś: zawsze byłam najlepsza w klasie (w liceum już tylko z połowy
              przedmiotów, czas specjalizacji :o))
              nigdy, ani przez chwilę nie czułam się przez to poszkodowana
              moja córka obecnie jest najlepsza w klasie
              nie jest poszkodowana
              zalety takiej sytuacji:
              dziecko "przerabia" program bez większego wysiłku, wysiłki można kierować
              na "coś poza" :o)
              bo o ewolucji życia na ziemi, już nie mówiąc o tworzeniu się planet i gwiazd,
              dziecko w szkole usłyszy najwcześniej chyba w piątej klasie, ale będzie to
              tylko wzmianka pół strony, więcej w gimnazjum :o)

              pozdrawiam
              Judyta
    • alicjaso Re: szesciolatek do I klasy? 27.04.04, 10:14
      Decyzję musisz podjąć sama. Argumenty za i przeciw już padły. Każde dziecko
      rozwija się nieco inaczej. Ja chcę tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz - teraz
      dziecko osiągnęło dojrzałość szkolną - ok, ale nie jesteś pewna, czy również
      wcześniej będzie osiągać kolejne etapy rozwoju. Największe problemy mogą
      pojawić się w okresie dojrzewania, czyli koniec podstawówki i w gimnazjum. A
      najlepiej przed podjęciem decyzji poczytaj trochę literatury na temat etapów
      rozwojowych dzieci - nie tylko intelektualnych, ale też społecznych i
      najważniejsze - emocjonalnych.
      Życzę udanej decyzji!
      • verdana Re: szesciolatek do I klasy? 29.04.04, 09:13
        Organ nieużywany zanika. Jeśli dziecko będzie uczyło się rzeczy dla niego zbyt
        łatwych, to oczywiście nie jest tak, ze przestanie się rozwijać, ale na pewno
        będzie znudzone nauką szkolną. Przerabiałam to z najstarszym synem, który jest
        z końca roku i na pewno nie nadawał się do posłania go do szkoły wcześniej (tym
        bardziej, ze bardzo źle rysował). Ale z klasy na klasę uczył się gorzej.
        Myślałam, ze jest niezdolny. Ale psycholog po przebadaniu go stwierdził, ze
        przeciwnie, dlatego się 'wyłacza' podczas lekcji, a potem nie rozumie tematu.
        Jako, ze teraz jest już dorosłym (i dobrym) studentem, zapytałam go, dlaczego w
        szkole się nie uczył. Odpowiedział - bo nauczycielka tłumaczyła na lekcji, co
        to są pierwiastki. Ja rozumiałem. Potem była druga lekcja o tym samym, potem
        trzecia i juz nie słuchałem. A czwartej, na której były np. potegi nie
        słuchałem także.
        A więc dziecko zdolniejsze od rówieśników nie tylko się nie rozwijać, ale i
        mieć poważne kłopoty ze szkolną nauką.
    • poleczka2 Re: szesciolatek do I klasy? 30.04.04, 12:38
      Kiedyś uczyłam angielskiego w szkole podstawowej w klasie pierwszej. Był tam
      chłopiec Kubuś posłany o rok wcześniej do szkoły. Żal mi go było, bo nigdy z
      niczym nie nadążał, wysławiać też się za bardzo nie umiał, widać, że byłoby
      lepiej gdyby był w zerówce.
      Ktoś tam napisał, że w innych krajach dzieci chodzą do szkoły szybciej. To
      akurat nie jest żaden argument bo tutaj w Angli dzieci zaczynają obowiązek
      szkolny po swoich piątych urodzinach ale przez pierwszy rok nie uczą się czytać
      ani pisać tylko rozwijane są inne umiejętności.
      Ja bym tam poczekała chyba że już podjęłaś decyzję.
Pełna wersja