Dodaj do ulubionych

5-latka rządzi (niestety :))

20.03.11, 23:28
Tytuł wątku może od czapy,

ale chciałabym pozbierać trochę pomysłów, jak sensownie postępować z 4,5-latką, która jakos tak niepostrzeżenie z wrażliwej, żywiołowej dziewczynki przedzierzgnęła się w ciągu ostatnich miesięcy w szefa - zamordystę.

Repertuar zachowań w sumie typowy: wyrywanie zabawek, stawianie na swoim, rozkazywanie innym, tych, co nie chcą się podporządkować - wyzywanie, ustalanie wlasnych reguł zabaw i awantura przy próbie ich zmiany.

Większość tych sytuacji ma miejsce w przedszkolu. Niestety młoda rządzi no wlasnie - konfliktogennie. Nie na zasadzie "naturalny przywódca", tylko gdy wejdzie w jakąś grupę, to za chwile jest kłótnia ze wszystkimi, bo młoda pozabiera, powyrywa, a jak nie uda jej się wyrwać, to zrobi awanturę.

Gdy wychowawczyni opowiadala mi o tych zachowaniach myslalam "No cóż, dzień jak codzień, wyrośnie, to się uspołeczni", ale w sobote byłam z córka na proszonych urodzinach u koleżanki z przedszkola i przez 6 godzin oglądałam taką jazdę, jakiej nigdy u swojego dziecka ukochanego nie widzialam. Łącznie z wyrwaniem i zniszczeniem prezentu tej dziewczynki, bo akurat "JA CHĘ TO MIEĆ, MI TO PASUJE, TO RÓŻOWE!". Zabrala tamtej dziewczynce buty i wcisnęła się w 3 nry za małe "BO JA CHCE TAKIE BŁYSZCZACE!", wyrywała zabawki. Dzieci nie chciały się z nia bawić, wiec zeby zwrócic na siebie uwage zaczela pokazywac wszystkim tyłek, to tylko niektóre przykłady.

Kuurcze ..

To, co przychodzi mi do głowy, jako rodzicowi to:
- rozmawiać (choć trochę mam mieszane uczucia, żeby rozmawianie nie zamieniło się w tokowanie dziecku i ględzenie)
- opowiadać bajki (z tezą wink - terapeutyczne
- dawać przykład wlasny - tak po ludzku, w rodzinie.

Tyle, że mam wrażenie, że dokladnie to wszystko w domu robimy, od, chwalić Boga, 4,5 roku, a tu taki zonk.

Co jeszcze jeszcze można zrobić, żeby młoda trochę mniej lękowo wchodziła w grupę i nie zawlaszczala wszystkiego, tylko czula się pewnie i bezpiecznie tak, jak jest, bez układania najpierw świata po swojemu..?
Obserwuj wątek
    • nat.wroclaw "No cóż, dzień jak codzień, wyrośnie ..." 20.03.11, 23:39
      Może, żeby zaoszczędzić czasu na wyjaśnianie, tego zdania, napiszę od razu, że chodziło mi tylko o to, że po rozmowach z panią z przedszkola nie rwałam od razu włosów z głowy, nie leciałam do psychologa i nie stawiałam dziecka do kąta.

      Rozmawiałyśmy o tym z młodą na spokojnie, czasem w zabawie odgrywałyśmy sytuacje lalkami, wymyślałyśmy inne zakończenia.

      Ale caly czas bylam przekonana, że to raczej typowe dziecięce tarcia w grupie. Obserwacja w ostatnią sobotę i zagęszczenia negatywnych zachowań małej jednak mnie zaniepokoiły.

      Dlatego założyłam ten wątek.
      • verdana Re: "No cóż, dzień jak codzień, wyrośnie ..." 21.03.11, 09:08
        Dziecko może w ten sposób odreagowywać pewne sprawy, ktore dzieja się w domu - np. posiadanie mlodszego rodzeństwa, czy konflikty.
        Jesli to zachowania nowe, to nie w dziecku problem, ale raczej w funkcjonowaniu całej rodziny - i temu należąłoby sie przyjrzeć.
        • nat.wroclaw Re: "No cóż, dzień jak codzień, wyrośnie ..." 21.03.11, 09:52
          Hmm

          rodzeństwo jest (10 miesięczne), tego nie zmienimy. Atmosfera w domu - bywa rożnie, myślę, że jak wszędzie, bez przegięć, zwłaszcza przy dzieciach, jednym słowem są gorsze okresy między rodzicami, ale globalnie jest wesoło, ciepło i .. nie mogę znaleźć innego słowa, raczej normalnie smile

          Jednym słowem - rozumiejąc ewentualny związek takich zachowań małej z pojawieniem się brata i byc może tez ze zmiana przedszkola, co dalej?

          Ignorować, czy jednak jakoś ingerować? Tłumaczyć, jak dotąd? Stawiać jakieś granice? Czy miękko - im bardziej mała rządzi, tym więcej niż dotychczas przytulać, zapewniać, że jest kochana, okazywać uwagę? (Ja tego bardzo pilnuję, zeby własnie w związku z urodzeniem synka - nie zaniedbać córeczki).

          Tyle mogę w domu, a w przedszkolu - to już reguluje wychowawczyni i inne dzieci, z którymi mała często się o coś kłóci. Kurcze, jak to poskładać do kupy?

          • asia_i_p Re: "No cóż, dzień jak codzień, wyrośnie ..." 23.03.11, 19:40
            Przytulać, owszem.
            Ale bronić też praw innych ludzi. U mnie pobłażliwość dla humorów córki kończyła się, kiedy naruszane były prawa innych, w tym moje (nadmiernie).
    • asia.sthm Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 09:34
      nat.wroclaw napisała:
      > h urodzinach u koleżanki z przedszkola i przez 6 godzin oglądałam taką jazdę, j
      > akiej nigdy u swojego dziecka ukochanego nie widzialam.

      Czesc,
      zupelnie nie rozumiem jak moglas dopuscic aby jazda trwala az 6 godzin. Jak to jest mozliwe, ze nie przerwalas tego cyrku juz po godzinie?

      Twoja corka wyraznie pragnie sie dowiedziec gdzie jest granica nie do przekroczenia.
      Nalezy natychmiast przerywac takie zachowanie, bo ani twoja corka ani ty dluzej tak nie pociagniecie.
      • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 10:03
        Spokojnie smile

        Natychmiast to mogłam wyjść, owszem, ale wiesz, to są miękkie sytuacje - dziewczynki sie bawią, nagle słychać pisk i krzyk, chwilę odczekałam patrząc, czy same to rozwiążą, gdy zobaczyłam, ze moja przegina, wzięłam ją na chwilkę na bok, pogadałam, mała obiecała, ze juz nie będzie, - zabawa dalej ciągnęła się w najlepsze do kolejnego spięcia. To mniej wiecej miało taki przebieg. Zabawa wspólna - potem kłótnia o coś, potem chwila na boczku, potem znów zabawa wszystkich w najlepsze.

        Wiesz, mała strasznie czekała na te urodziny, pierwszy raz ktoś ją zaprosił, choć urodzin było sporo od września. Ona jest nowa w tym przedszkolu, Gdybyśmy wyszły, jak piszesz "natychmiast" - to byłoby danie jej do zrozumienia, że się nie nadaje, że porażka i tyle. sześć godzin wbrew pozorom szybko mija, gdy w reapertuarze jest tort, tance, zabawy, konkursy, przebieranki, zdjęcia.

        Moja reakcja (po upewnieniu się, że same sie nie dogadają) następowała po każdym zapalnym incydencie i za każdym razem mała obiecywała, że juz nie będzie albo wręcz poszła i przeprosiła koleżankę za nazwanie jej "głupia" i wyrywanie jej własnego prezentu.

        Jakoś nie czułam, że te akurat sytuacje to jest wystawianie na próbę moich granic.

        Mam właśnie takie intuicyjne przeczucie, ze to jakos wiąże się z wiarą w siebie, poczuciem własnej wartości .. I tu szukam sposobów, jak to wzmocnic w malej.
        • asia.sthm Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 10:39
          Ja rozumiem, ale..

          to jest za male dziecko aby pamietac co ci obiecalo podczas tak dlugiego stresu. Bo wbrew pozorom takie urodzinowe przyjecie, tak wyczekiwane, jest wielkim stresem. Dziecko najpierw sie nakreca, potem leci juz z gorki. Ona byla juz z pewnoscia bardzo zmeczona, inne dzieci tez. Jak mozna urzadzac 6 godzinne urodziny dla przedszkolakow, nadal nie rozumiem. tego i dorosly by nie wyrobil. 3 godziny dobrze rozganizowane to max.

          Z konkretnych rad: w tej sutuacji nalezy patrzec na corke trzecim okiem, tym z tylu glowy, przez caly czas i wkraczac zawczasu, czasem nawet na wyrost. Oszczedzaj jej ekstremalnych sytuacji w towarzystwie, bo prawdopodobnie juz dlugo na urodziny nie zostanie zaproszona.
          Spedzaj z nia przytulne chwile opowiadajac duzo bajek z odpowiednim moralem.
          Powodzenia.
          • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 10:47
            >>Z konkretnych rad: w tej sutuacji nalezy patrzec na corke trzecim okiem, tym z tylu glowy, przez caly czas i wkraczac zawczasu, czasem nawet na wyrost.


            To jest ciekawy pogląd, chętnie poczytałabym kilka jeszcze opinii w tym temacie.

            Bo mnie wydaje sie raczej, że pięciolatki potrzebują już pewnej ilości autonomii i decyzyjności w rozwiązywaniu syt. trudnych (oczywiście nie BARDZO trudnych) - ale konflikt o to kto teraz bawi sie wózkiem albo kto ma jaką różdżkę dziewczynki mogą już próbować same rozwiązać, bez prewencyjnej ingerencji mamy.

            Rozumiem, ze tu jest szukanie mniejszego zła - co lepsze - kłótnia z koleżanką, czy wkraczająca mama, oszczędzająca niemiłych doznań.

            Powiem szczerze .. że mimo wszystko miałabym wątpliwości smile
            • kara_mia Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 10:56
              pierwsze co przychodzi mi do głowy, to wymaganie od dziecka, aby szanowało coś co należy do innych ( np czas rodziców) i egzekwowanie tych granic. np
              Teraz nie będę się z tobą bawić , tylko jak skończę czytać książkę za pół godziny.

              oraz nauka szanowania jej granic np.
              jesteś grzeczna dla wszystkich członków rodziny, ale rozumiemy, że bawisz sietylko z tymi, których naprawie lubisz.

              Powoli to powinno nauczyć pilnowania swoich granic przez dziewczynkę i szanowania granic innych.

            • sebalda Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 11:09
              Ja też stawiam na tezę, że sytuacja wbrew pozorom była bardzo stresująca dla małej. I myśle, że gdybyśmy się zastanowily, to bylaby dla każdej z nas. Bo czy nikomu się nie zdarzyło, że tak bardzo chciał dobrze wypaść, że nakręcił się az za bardzo. Znam dorosłego, który jak się na coś nastawi, to przeżywa takie napięcie, że w pewnym momencie nie wytrzymuje i sam prowokuje sytuację, która bezpowrotnie pozbawia go tej wyczekiwanej rzeczy. A co dopiero mówić o małej dziewczynce. Do tego zmęczenie jest bankowym gwarantem rozdrażnienia. Rzeczywiście takie przyjęcia powinny trwać krócej.
              Wkraczanie i ingerowanie w zabawę dzieci tylko wtedy, gdy dochodzi do czynów zagażających czyjemuś zdrowiu lub życiu. Moja corka nie raz przybiegała do mnie z płaczem, że Jagódka brzydko do niej powiedziała, mój mąż już był gotów biec z interwencją, a ja go wstrzymywałam i za 10 min obserwowaliśmy, jak dziewczynki dalej bawią sie w najlepsze. Tak jest z przedszkolakami. A i ze starszymi sie zdarza. To tylko dorośli długo chowają urazy. Zatem z tą interwencją bym nie przesadzała. Małej tłumaczyć do utraty tchu, żeby nie robiła innym nic przykrego i wyobraziła sobie, czy ona chciałaby byc tak potraktowana. Bajki z morałem - bardzo tak.
              I nie stresowac się zanadto, droga mamo, wyrosła z pewnych rzeczy, wyrośnie i z tego. A budowanie poczucia swojej wartości tak, ale też nie do przesady, bo każda porażka będzie przyjmowana bardzo ciężko. Też chwaliłam córkę za każde, za przeproszeniem, gówienko i jak dzieci urządziły wyścigi w piąte urodziny córki i ta nie była na mecie pierwsza, dostala takich spazmów, że mało nie pękła. To normalne reakcje dzieci, wziąć na przeczekanie. Ale też obserwować, ważne, żeby nie dochodziło do rękoczynów, bo tego tolerować nie można.
              • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 11:28
                Sebalda,

                czyli, jesli dobrze rozumiem - wszystko jak było - nie przejmowac sie za bardzo, nie szalec z ingerencjami, bo wyrosnie, ale jednoczesnie trochę się przejmowac i ograniczac, delikatnie regulowac smile

                A co do długości imprezy, jeny, one się cały czas bawiły, ciagle cos wymyslały - przebieranie, tance, zabawy wspolne, zabawy same w pokoju, zabawy z nami (rodzicami), był tort, potem grzanki, potem jakis salatki. Ten czas minął błyskawicznie, nawet szczerze mowiac nie zorientowałam się, że to już po 19-stej (spotkanie było na 2-gą).

                • sebalda Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 11:45
                  > czyli, jesli dobrze rozumiem - wszystko jak było - nie przejmowac sie za bardzo
                  > , nie szalec z ingerencjami, bo wyrosnie, ale jednoczesnie trochę się przejmowa
                  > c i ograniczac, delikatnie regulowac smile

                  A kto powiedział, że wychowanie dziecka będzie łatwesmile

                  Nam, starym, czas szybko leci, lata całe zlatują nie wiadomo kiedy, ale maluchy mimo dużej ilości energii, jednak szybciej się męczą, zwłaszcza emocjonalnie.
                  Ogólnie: mniej się przejmować. Mam nadzieję, że Twojego męża tam nie było, bo faceci jeszcze bardziej od nas, facetek, przejmuja się takimi zachowaniami latorośli i jeszcze bardziej mają pokusę wkraczania z interwencjąwink
                  • verdana Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:11
                    I dlatego jestem przeciwniczka obecnosci rodziców na przyjeciach dla dzieci.
                    Polowa rodziców szaleje, ze jego dziecko jest krzywdzone przez inne dzieci, polowa - ze jego dziecko jest okropne i krzywdzi inne dzieci.
                    Jak rodziców nie ma, to okazuje się na ogół, ze wszyscy (poza rodzicami solenizantki, a i to nie zawsze) doskonale się bawili.
                    • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:22
                      Oj tak nie było, dziewczynek było 4, dorosłych 6. Nikt nie interweniował bez wezwania "Maamooo, a Zosiaaa mi nieeechcee daaać wóoozkaaa!!"

                      Kurcze.. odpowiedź sebaldy mnie nie satysfakcjonuje, bo własnie do tej pory dokladnie tak myslałam, jak ona, a wydaje mi się, że może tak lightowo nie jest. Odpowiedź verdany mnie trochę niepokoi, bo jeśli mała reaguje na sytuacja w domu, to co jeszcze, poza oczywistościami (kochać sie tak rodzinnie i okazywać to sobie) możemy z mężem zrobić?
                      • kara_mia Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:27
                        to co jeszcze, poza oczywistościami (kochać sie tak rodzinnie i okazywać to sobie) możemy z mężem zrobić?

                        stawiać granice i szanować granice.
                        to daje bezpieczeństwo.
                        • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:32
                          No tak, Kara_mia, to jakby też jest wpisane w codzienność kilkulatka.

                          Ale ważne i warte zapamiętania, zwłaszcza ta druga część na pewno.
                          • marina2 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:51
                            przeczytaj książkę "Kiedy pozwolić kiedy zabronić?" Robert MacKenzie

                            oświecenie murowanewink)
            • asia.sthm Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:51
              nat.wroclaw napisała:

              > Bo mnie wydaje sie raczej, że pięciolatki potrzebują już pewnej ilości autonomi
              > i i decyzyjności w rozwiązywaniu syt. trudnych (oczywiście nie BARDZO trudnych)


              Oczywiscie, zgadzam sie w pelni. Tyle ze twoja corka sobie zupelnie nie radzi, przegina. Ty tez zdesperowana.

              Spontanicznie, w pierwszym poscie opisalas to tak:
              "przez 6 godzin oglądałam taką jazdę, jakiej nigdy u swojego dziecka ukochanego nie widzialam. Łącznie z wyrwaniem i zniszczeniem prezentu tej dziewczynki, bo akurat "JA CHĘ TO MIEĆ, MI TO PASUJE, TO RÓŻOWE!". Zabrala tamtej dziewczynce buty i wcisnęła się w 3 nry za małe "BO JA CHCE TAKIE BŁYSZCZACE!", wyrywała zabawki. Dzieci nie chciały się z nia bawić, wiec zeby zwrócic na siebie uwage zaczela pokazywac wszystkim tyłek, to tylko niektóre przykłady. "


              Za pare miesiecy bedzie lepiej i wtedy bedziesz spokojnie mogla wylaczyc sobie trzecie oko.
              Poki co pomoz jej przebrnac ten ciezki okres.
              • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 12:56
                a .. chyba, że tak .. czasowo i raczej tak .. przetrwaniowo.

                Dzięki!
                • sebalda Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 13:11
                  Nat, znamy tutaj trochę Twoją córeczkę, u niej to wypadowa silnego charakteru (tak, to widać bardzo wcześnie), żywego temperamentu i typowych zachowań dziecka, ktore chce zwrócić na siebie uwagę i chce stawiać na swoim (pokaż mi tego, kto nie chce, wiem coś o tymsmile. Dzieci w tym wieku wyrywają sobie jeszcze często zabawki, to nie jest zachowanie patologiczne. Dzieci z charakterem robią to częściej i skuteczniejsmile
                  Dasz radę, niejedno już przeszłaśsmile
            • asia_i_p Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 23.03.11, 19:43
              Rozumiem, ze tu jest szukanie mniejszego zła - co lepsze - kłótnia z koleżanką,
              > czy wkraczająca mama, oszczędzająca niemiłych doznań.
              Ale tu nie chodzi o jej doznania. Ona rozchrzaniła jakiemuś dziecku wymarzone urodziny, zniszczyła jeden z prezentów - a wszystko to za twoim przyzwoleniem. Te inne dzieci to nie były dekoracje, w których się rozgrywał dramat pt. "Moja córka uczy się samodzielności" tylko osoby, których prawa należy szanować.
      • aka10 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 17:44
        asia.sthm napisała:

        > nat.wroclaw napisała:
        > > h urodzinach u koleżanki z przedszkola i przez 6 godzin oglądałam taką ja
        > zdę, j
        > > akiej nigdy u swojego dziecka ukochanego nie widzialam.
        >
        > Czesc,
        > zupelnie nie rozumiem jak moglas dopuscic aby jazda trwala az 6 godzin. Jak to
        > jest mozliwe, ze nie przerwalas tego cyrku juz po godzinie?
        >
        > Twoja corka wyraznie pragnie sie dowiedziec gdzie jest granica nie do przekrocz
        > enia.
        > Nalezy natychmiast przerywac takie zachowanie, bo ani twoja corka ani ty dluzej
        > tak nie pociagniecie.
        >
        To samo mialam napisac. Ja bym po prostu zabrala dziecko do domu.
        • aka10 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 17:47
          Ps. Poza tym, nie rozumiem, ze rodzice zostaja z dziecmi na takim przyjeciu. 5-letnie dziecko, ktore na dodatek idzie do kogos znajomego, powinno moc zostac samo (i to nie 6 godzin, tylko np.2-max 3). Obecnosc rodzicow powoduje zazwyczaj, ze dzieci robia, co chca.
    • zawilec1 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 14:32
      Zachowanie na urodzinach nie było wyjatkiem, tak dzieje sie przecież w przedszkolu, dziecko samo z siebie nie zmieni zachowania, bo niby po co? Skoro awanturą wymusza co chce i nie ponosi tego konsekwencji, myślę, że juz tobą manipuluje. Jej zachowanie się utrwala i powstanie błędne koło, dzieci nie będą chciały mieć z nią nic wspólnego, więc będzie je zaczepiać, aby zwrócić na siebie uwagę. Na urodzinach winna dostać ostrzeżenie, że będzie musiała je opuscić przy kolejnym niewłasciwym zachowaniu. To spotkanie by opuściła, trudno, ale na następnych urodzinach prawdopodobniej byłaby duzo grzeczniejsza. Też polecam MacKenziego "Kiedy pozwolić? kiedy zabronić?" Tłumaczenie, proszenie, groźenie pozostaną bez echa, córka potrzebuje konsekwencji.
      • eps Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 21:03
        u nas bywalo tak jak u Ciebie do czasu aż synowi ostro podkręciłam śróbę i jest o niebo lepiej. Na zachowanie w przedszkolu masz na razie mniejszy wpływ ale "szkolenie" dzieciaka w domu moze sie przenieśc na przedszkole. ja w takich sytuacjach zabierałm syna do np. bajkolandu i jak zaczynał sie zachowywac niewłaściwie to za karę np. siedział 5 minut na krześle. oczywiście na początku odstawialiśmy niezłą szopkę bo syn uciekał z krzesla a ja go sadzałam znowu i tak np. 30 minut. raz w Ikei było ustalone ze lody z automatu jemy PO obiedzie a syn zdecydoważ że objadu nie ja i chce same lody.
        no i rozpętało sie piekło na ziemi bo rozwalił obiad na podłodze i darł sie jak opętany o loda, do tego ja mu kazałam siedzieć aż sie uspokoi w ustronnym miejscu aż sie uspokoi. no i walka trwało prawie godzin.e bo jak juz sie uspokoił to jeszcze miał posprzątać co rozwalił i znów wracal na krzesło.
        ja zachowania dobre chwale pod niebiosa a zachowanie złe zawsze są potępiane. Syn ma strasznie choleryczny charakterek i musze sie ppilnowac bo nie znam dnia ani godziny kiedy spróbuje znów siegnąc po władze albo sprawdza czy granica nadal tam jest gdzie była kiedyś.
        • eps Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 21:11
          teraz doczytałam do końca wątek a wcześniej się wypowiedziałam i korekta zeznań smile
          po pierwsze 6 godzin imprezy to moim zdaniem zdecydowanie za dużo. dziecko jak jest w takim imprezowym "transie" to obieca gruszki na wierzbie i nie pamięta za chwile.
          tez polecam ksiązke "kiedy pozwolić? kiedy zabronić" bo jest naprawde rewelacyjna.
          • grzalka Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 21.03.11, 22:41
            zawsze mnie zastanawia jak się czuje takie "łamane" dziecko (konkretnie to z wpisu powyżej, które przez godzinę było sadzane na krzesełku) i co potem zapamięta (w sensie emocji, a nie "nauczki na przyszłość" )
            • nat.wroclaw Ano właśnie 22.03.11, 08:11
              To są dwa podejścia -

              jedno trochę bardziej rygorystyczne, nastawione na ścisłe przestrzeganie granic, nawet za cenę przedziwnych zabiegów typu przetrzymywanie dziecka w miejscu publicznym na krzesełku przez ileś tam -dziesiąt minut, zamiast ograniczyć bodźce po prostu dziecko stamtąd zabierając.

              drugie bardziej miękko-humanistyczne- promowane przez Sebaldę.

              Moja wiedza na temat mojej własnej córki, jej wrażliwości, temperamentu oraz przyczyn zachowań (celna wskazówka Verdany) skłania mnie do podejmowania działań z obszaru tych nieprzemocowych, nieżelaznych i nierygorystycznych. I takich pomysłów raczej będę poszukiwać.
              • eps Re: Ano właśnie 22.03.11, 17:59
                jeśli chodzi o łamanie dziecka.
                to mam dwóch synów i jednemu wystarczy, że zakomunikuję coś i wystarcza, drugi to typ bardzo dominującego choleryka (znające takich bedą wiedziały jaka jest taka osoba) i do niego zwykłe gadanie nie dociera. A co czuje takie łamane dziecko?
                juz wyjaśniam.
                Nie wiem jak inne, ale moje przez długi okres czasu najpierw się dobrze bawi. ja je sadzam ono ucieka, albo schodzi i przewraca krzesło i nie ma wcale miny "łamanego"" cierpiętnika tylko szyderczo śmiejącego sie cwaniaczka. po jakimś czasie zaczyna sie lamentowanie i płacz, ale nawet wtedy jak bym ustąpiła i nie wyegzekwowała ustalonych 5 minut na krześle to w sekundę mina płaczka zmienia sie w śmiejącego cwaniaka, unoszacego sie 3 cm nad ziemią bo było na jego. A co wyniósł syn z nauki w IKEI? ano, że jak ustalamy, że lody są po obiedzie to tak bedzię i juz. A czasami z danego miejsca wyjśc sie nie da bo mam np. jeszcze jedno dziecko które ładnie obiad zjadło i zasłużyło na duże lody. A jak wiadomo świat nie kreci sie wokół panicza co sam ustala zasady tylko niezależnie od jego fochów, wiec wyjście nie wchodziło w rachubę bo drugie dziecko jadło zasłużone lody.
                Jesli chodzi o dzieci to nie należy uogólniać, bo dla jednego dziecka kara bedzie kara a dla drugiego nagrodą. Ja mam dwóch synów i obaj mają kompletnie odmienne charaktery i wymagają zupełnie odmiennego traktowania.
                Zresztą to nie tak, że ja zawsze stawiam na swoim. jak wchodziliśmy do sklepu to zasady były ustalone WSPÓLNIE i wytłumaczone że np. nie jemy lodów na pusty brzuszek bo najpierw trzeba zjeść zdrowy obiad. Poza tym, syn takie wpadki ma rzadko i wie ze jak cos jest ustalone to sie tego trzymamy.
                Przez fazę monotonnego spokojnego tłumaczenia to ja juz przeszlam i o ile sie doskonale sprawdza w przypadku młodszego spokojnego synka to przy starszym mogłabym sobie gadac jak dziad do obrazu.
                Ja poczytałam ksiązkę "Kiedy pozwolić ....." i tam dokładnie były wytłumaczone charakterki dzieci i sposoby postępowania z nimi.





                Proszę nie wyobrażać sobie
                • eps Re: Ano właśnie 22.03.11, 18:02
                  sorki za błędy i literówki i coś mi się wpisało na samym końcu bez ładu i składu.

                  "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

                  Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
              • asia_i_p Re: Ano właśnie 23.03.11, 21:06
                Mogę być miękko-humanistyczna, jeżeli chodzi o, dajmy na to, godzinę pójścia spać, sprzątanie, wybryki żywieniowe (tu już nie za często). Murem staje i robię się rygorystyczna, kiedy są naruszane prawa innych ludzi.
                Pierwszy raz obie to naprawdę mocno poczułyśmy, kiedy mama męża przyjechała do nas po pociechę po tym, jak wykryto u niej raka. Porozmawiała, pobawiła się z wnuczką i wyszła. A Ania przypomniała sobie, że koniecznie jej chce coś jeszcze powiedzieć.
                Siedziała na środku pokoju i wrzeszczała wniebogłosy, że mam ją już i natychmiast zawrócić. A ja wiedziałam, że ona tam być może płacze i na pewno nie zamierzałam zawrócić wymęczonej naprawdę ciężkimi przeżyciami dnia kobiety, żeby moja córka mogła jej coś powiedzieć. Niedługo powtórzyło się, kiedy chciała coś jeszcze powiedzieć niani, która musiałaby się spóźnić na autobus, żeby tego czegoś jeszcze wysłuchać.
                Łatwiej zaczęło mi się właśnie od praw innych, potem zaczęłam się uczyć bronić i swoich - na przykład nauczyłam się odróżniać negocjacje od biernej agresji i nie dawać się wciągać w gierki typu ja jej proponuję różne rozwiązania, a ona wszystkie torpeduje.
                • nat.wroclaw Re: Ano właśnie 24.03.11, 00:34
                  > Łatwiej zaczęło mi się właśnie od praw innych, potem zaczęłam się uczyć bronić
                  > i swoich - na przykład nauczyłam się odróżniać negocjacje od biernej agresji i
                  > nie dawać się wciągać w gierki typu ja jej proponuję różne rozwiązania, a ona w
                  > szystkie torpeduje.



                  Jakbym tam byla. Tylko co w takich sytuacjach robisz? Bo w moim repertuarze - po bezskutecznych próbach nawiązania dialogu - pozostaje odejsc na bok i robic swoje.

                  No i szanowanie praw innych - bardzo fajne spostrzeżenie, faktycznie zafiksowałam się w myśleniu na tych klimatach "miękko - humanistycznych". Choc po sytuacji z prezentem - mala po delikatnej sugestii sama poszla do tej dziewczynki i przeprosiła.

                  Jak tego uczysz? Tej szerszej perspektywy: "nie tylko moje prawa, ale tez prawa innych"? Tłumaczysz? Ja często mówię: "Jakby ktoś przyszedł i zrobil tobie to, tamto, siamto .. jak bys sie czuła?"
                  Tylko czasem mam wrazenie, ze owszem, mała w chwili, gdy ja pytam potrafi zidentyfikować niemile zachowanie w stosunku do innych, czy to, ze cos jest wymuszaniem i druga osoba akurat nie może (wrócić się, przyjść, podejść, wyjść, cos tam).

                  Ale zupełnie tej wiedzy nie stosuje w praktyce. I w tym ambaras, jak z teorii przejśc do praktyki? To chyba jest sedno tego wątku smile
                  • asia_i_p Re: Ano właśnie 25.03.11, 00:04
                    Jakbym tam byla. Tylko co w takich sytuacjach robisz? Bo w moim repertuarze - p
                    > o bezskutecznych próbach nawiązania dialogu - pozostaje odejsc na bok i robic s
                    > woje.
                    Dokładnie to. I trzymam się tego.
                    Tej szerszej perspektywy uczę nie tłumaczeniem, tylko egzekwowaniem praw innych, w tym moich. Mam wrażenie, że 5-latka jest za mała, żeby wykonać skomplikowane rozumowanie "skoro mama mnie szanuje, to ja powinnam szanować mamę". Mam wrażenie, że okazując jej szacunek uczę ją, że zasługuje na szacunek, a wymagając szacunku dla siebie, uczę tego szacunku dla mnie i innych.
                    To się odbywa głównie w drobiazgach - np. zorientowałam się w pewnym momencie, że po każdym konflikcie to ja pierwsza okazuję, że wszystko w porządku, pierwsza wyciągam rękę do zgody. W małżeństwie to byłby toksyczny układ - więc może w układzie matka-córka też? Zdecydowałam się co któryś tam raz wytrzymać, pozwolić jej przetrawić do końca i okazać, że jej też zależy. Rano w weekend, kiedy mnie wyciągała z łóżka - zamiast wyjść, poświęcać się i być wściekła - spróbowałam kilka razy spać dalej, przeczekać marudzenie, a potem wylewnie podziękować, że dała mi się wyspać. Nie mówiłam "nie mogę się teraz bawić" mówiłam "nie chcę". Nie muszę odpocząć, tylko "potrzebuję odpocząć". Mówiłam, że powinna dać tacie skończyć mówić (ale jej też staramy się nie przerywać). Jak jadłyśmy jakieś smakołyki - że musimy zostawić trochę dla taty.
                    Ogólnie ja mam chyba dość łagodny egzemplarz - ale nawet bardzo łagodny próbuje przejąć władzę w pewnym momencie.
    • nat.wroclaw nie 6 godzin tylko 4 22.03.11, 08:55
      zauważyłam, ze wpisane przeze mnie z pamięci 6 godzin wzbudziło ogolone poruszenie w wątku, wiec policzyłam dokładnie - impreza trwała od 14.30, w domu byłyśmy ok 19, wiec samej zabawy było 4 godziny, nie 6.



      • zgielk Re: nie 6 godzin tylko 4 22.03.11, 13:11
        4 h to tez duzo, ostatnio 6-latki po 2,5 zabawie wynosilismy nieprzytomnych od wrazen, a zabawa byla spokojna, bo w pracowni ceramicznej, moja 4,5-latka byla serdecznie padnieta

        w ogole to czesc, sebalda kazala mi przyjsc, bo ja linie sebaldowa prezentuje big_grinD
        przychodze i co widze? no dla mnie nic wielkiego, dla ciebie owszem tak, jakis niepokoj, mase mysli i kombinacji.

        ale rade mam przekorna
        zamilknij
        chcesz dawac przyklad, opowiadac bajki z teza, costam costam, wychowywac.
        to fajnie, ale no przeciez to robisz. i nic.

        przestancie rozmawiac.
        nie mow do niej. zrob test. siebie smile
        wylacznie sluchaj.
        tak z tydzien czy ile potrzebujecie.

        dobrze pamietam, ze niedawno wrocilas do pracy?
        one jakiejs innej jakosci kontaktu potrzebuja. te 4,5-latki. to tak na marginesie odkrylam.

        zaniepokoilam sie tylko tekstem "juz nie bede". to jest jakas obawa przed kara (wychowywaniem?), automatyczne powtarzanie uspokajacza dla rodzicow. to zdanie cos dla ciebie znaczy? ja wysle w kosmos, jak mi ktoras tak kiedys bezmyslnie wyrecytuje.

        tu se czytnij, nat.
        ojcieckarmiacy.blox.pl/2011/02/Najlepszy-sposob-na-ulozenie-dziecka.html
        • sebalda Re: nie 6 godzin tylko 4 22.03.11, 15:15
          Faktycznie, takie zdanie wypowiedziane jeszcze do tego w ferworze zabawy przez dziecko, nie znaczy kompletnie nic. Mamo, ja już nie będę. Toż to czysty automat, ona jak Cię niby słucha i jak obiecuje, to i tak myślami jest już tam, z dziewczynkami. A jak nie w ferworze zabawy, to po prostu mówi na odczepnego. Dzieckiem nie bylaś?smile
          • nat.wroclaw Re: nie 6 godzin tylko 4 23.03.11, 13:21
            Ej, spoko smile To już bardziej interpretacja jest.

            Wiadomo, ze nie ograniczam rozmowy do:

            - Nie wyrywaj zabawek.
            - Już nie będę.
            - Ok.

            Upewniam się, że mała rozumie o co chodzi i że jej decyzja - co robimy: wracamy do domu, czy postara się bawić bez rozkazywania innym i zabierania zabawek jest pi razy drzwi przez młodą przemyślana.
    • nowoczesna_mama Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 22.03.11, 13:29
      Witam, jako mama dziecka w wieku 4 lat (i 2) wlasnie zblizam sie do tego czasu, kiedy maluch zacznie egzekwować ode mnie to, o czym Pani pisze. Chociaz z drugiej strony, dzieci mlodsze tez potrafia postawic na swoim. U mnie (moze to nie jest wychowawcze) , ale najlepiej dziala telewizor i bajki. jest to taryfa i karta przetargowa do zalatwiania z maluchem wielu rzeczy.

      po drugie, na pewno nie ma jednej, zlotej zasady. trzeba dziecko wyczuc i do kazdego podejsc indywidualnie.
      • nat.wroclaw Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 22.03.11, 14:28
        no to faka .. nie mamy telewizora .. smile

        • morekac Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 22.03.11, 14:37
          Co może być jednak dowodem na to, że niegrzeczność/grzeczność nie zależy jednak od oglądania tv wink.
    • camel_3d a kara byla?? 24.03.11, 09:57
      bo sory z atakie zachowanie to bym mlodego ukaral. Powiedzialbym ze jezeli to sie powtorzy to idziemy do domu..i na pewno bym poszedl...

      • nat.wroclaw Verdana, ratuj!! 24.03.11, 10:45
        Hej,

        już o tym pisałam, że mam takie przekonanie na podstawie tego, co w ogóle wiem o młodej, a także na podstawie tego, co zauważyła Verdana: pojawienie się rodzeństwa, zmiana przedszkola, pewne napięcie między rodzicami ostatnio - że te zachowania to nie była taka zwykła niegrzeczność, rozwydrzenie, po których natychmiast kara i już.

        Dlatego w pierwszym poście w tym wątku napisałam o tym, że raczej widzę te zachowania jako lękowe, na zasadzie: "Muszę poukładać świat po swojemu, bo inaczej nie czuję się bezpiecznie". Czy za to nalezy dziecko karać? I jeśli tak to jak?

        Verdana - jeśli zachowania dziecka mają przyczynę w sytuacji rodzinnej, jak je regulować? Jak reagować bezpośrednio na nie?

        Oczywiście nie usprawiedliwiam małej i chcę, żeby nauczyła się tak po ludzku - szanować innych, ich własność, ich prawa. Ale jedno ostrzeżenie i natychmiastowe opuszczenie imprezy przy takim spiętrzeniu trudnych emocji, jakich doświadcza dzieciak na urodzinach, na które czekało przez 2 tygodnie z wypiekami i radością - to byłby raczej sygnał: "Jesteś do bani, nie nadajesz się."

        Żeby nie było, wieczorem po urodzinach, może niepotrzebnie, bo mała była zmęczona bardzo, ale także w niedzielę - rozmawialiśmy z nią o tym sporo. Nic mądrzejszego nie potrafiliśmy wymyślić na tamtą chwilę niż tłumaczenie, tłumaczenie, podawanie przykładów, mąż opowiedział bardzo fajną bajkę, gdzie młoda sama wymyśliła zakończenie z morałem odpowiadającym sytuacji.

        • eps Re: Verdana, ratuj!! 24.03.11, 18:05
          oj wszystko dobrze robisz i sie nie przejmuj!!
          Ty znasz swoje dziecko i wydaje mi sie ze dobrze zrobiłaś.
          Jak mój syn by odstawił taka scenę - ale nic ponad to - to tez bym się zachowała podobnie do Ciebie.
        • verdana Re: Verdana, ratuj!! 24.03.11, 18:42
          Ja nie psycholog... Wrecz boję się radzić.
          Myslę, ze dziecku nalezy stawiać granice i ganić za robienie przykrosci innym niezaleznie od przyczyn. Chocby dlatego,z ę samo dziecko NIE WIE jakie sa przyczyny jego zachowania i brak nagany zrozumie jako przyzwolenie. Ale w wypadku, gdy masz przekonanie,z e zachowanie dziecka jest efektem czegoś, co dzieje się w rodzinie, być moze potrzebna jest rodzinie - a nie dziecku - fachowa pomoc.
          Bywa bowiem tak, ze przy róznych zawirowaniach rodzinnych jedno z dzieci przejmuje na siebie role tego, na ktorym skupia się uwaga rodziny, i mama i ojcec zamiast zaatwiać swoje sprawy zaczynają "naprawiać" dziecko, ajkby bylo zepsutym trybikiem. Tymczasem dziecko działa źle (wybacz obrazowe porównanie), bo to, co porusza ten trybik powoduje jego ścieranie się i nie da sie tego naprawić, naprawiając ten jeden trybik - zawsze będzie działał źle, bo tak jest poruszany.
          Nie jestm zwolenniczką tłumaczenia po tego typu imprezach - bardziej wierzę w jedno stanowcze zdanie. Trucie nie pomaga, trułam w sprawach nauki ok. 20 lat do dnia, kiedy moj ojciec powiedział "po co to robisz, przecież widzisz, ze to nic nie zmienia". I jest znacznie lepiej.
        • asia_i_p Re: Verdana, ratuj!! 25.03.11, 00:12
          > Żeby nie było, wieczorem po urodzinach, może niepotrzebnie, bo mała była zmęczo
          > na bardzo, ale także w niedzielę - rozmawialiśmy z nią o tym sporo. Nic mądrzej
          > szego nie potrafiliśmy wymyślić na tamtą chwilę niż tłumaczenie, tłumaczenie, p
          > odawanie przykładów, mąż opowiedział bardzo fajną bajkę, gdzie młoda sama wymyś
          > liła zakończenie z morałem odpowiadającym sytuacji.
          To trochę ryzykowne.
          Bajki terapeutyczne wymyślono właściwie dla leczenia lęków. Zastosowane w sytuacji, kiedy dziecko narozrabiało, mają jedną wadę - w zasadzie nagradzają dziecko uwagą rodziców i fajną zabawą, jaką jest układanie z nimi bajeczek, za niewłaściwe zachowanie. Co więcej, jestem przeświadczona, że może być tak, że morał oznacza, że dziecko nauczyło się, że tak kończy się tego typu bajki - a nie że tak trzeba postępować. Że osobno i całkiem niezależnie utrwala sobie dwa wzory - to się mówi, a tak się robi.
          • sebalda Re: Asia_i_p 25.03.11, 11:29
            Ale z opisu jasno wynika, że zachowania małej nie są wynikiem jej paskudnego charakteru i wyrachowanej chęci dominacji, ale jakichś skomplikowanych problemów emocjonalnych. I trochę tego jest, od młodszego rodzeństwa począwszy, przez powrót mamy do pracy i czasowe zawirowania w atmosferze domowej.
            Karać (co w ogole jest problematyczne) można kogoś za działania celowe, wynikające zdecydowanie ze złej woli. Tutaj tak nie jest, zatem to ciągłe dopytywanie, czy dziecko zostało ukarane i wyjeżdżanie z tym, że bajeczkę dostało niepotrzebnie jako nagrodę, jest bez sensu. W dziecku trzeba starać się podnieść samoocenę, sprawdzić, dlaczego tak gwałtownie pragnie zwrócić na siebie uwagę, zaistnieć w grupie, a nie karać je nie wiadomo czym. To nie złośliwa rozwydrzona nastolatka, tylko uczące się dopiero świata małe dziecko. Nie twierdzę, że trzeba ją od razu pogłaskać za złe zachowania w stosunku do innych, ale też nie kamienować jej i nie obarczać karami.
            • asia_i_p Re: Asia_i_p 25.03.11, 19:02
              Nie mówię, żeby ją karać po fakcie. W ogóle nigdzie nie pisałam, żeby ją karać. Mówię, żeby jej zachowania, niezależnie od tego, z czego wynikają, przerywać, kiedy sprawiają przykrość innym. I nie wzmacniać ich nagrodami.
              • asia_i_p Re: Asia_i_p 25.03.11, 19:24
                W ogóle się zatrudniłam trochę za adwokata diabła w tym wątku, bo mnie niepokoi jedno - wszystkie sytuacje opisywane są kompletnie z punktu widzenia tego dziecka. Sytuacja na przyjęciu jest głównie problemem wychowawczym dotyczącym tego dziecka, decyzja czy wyjść z przyjęcia czy nie odbywa się w oparciu tylko o analizowanie dobra córki autorki wątku - ani razu nie pojawia się refleksja, jak czuła się solenizantka, której na jej oczach zniszczono dopiero co otrzymany prezent, ani nawet jak zareagowała, ani co by należało zrobić ze względu na nią czy na inne dzieciaki w przedszkolu. Nawet jeśli mówimy o społecznym wychowaniu córki autorki, to też w kontekście jej dobra - żeby była fajnym człowiekiem - a nie w kontekście potrzeb otoczenia. Pewnie lepiej, niż tak jak kiedyś, kiedy dziecko tresowało się pod potrzeby otoczenia - ale przegięcie w drugą stronę też jest niebezpieczne.

                Wydaje mi się, że to skoncentrowanie na córce ta córka może wyczuwać i może to odbierać tak, że jest najważniejszą osobą na świecie. Dzieci naturalnie stawiają siebie w centrum świata i potrzebują, żeby czasami - nie za często - rodzice skupili się na moment na kimś innym, a nie na nich. Żeby bicie pieska było nie OK nie dlatego, że miłe dzieci tak nie robią, tylko dlatego, że pieska boli. I żeby rodzic w tym momencie rzeczywiście koncentrował się na tym piesku, którego boli, a nie na tym, skąd się bierze zachowanie jego dziecka, czy jest dobrym rodzicem, czy jego dziecko jest szczęśliwe, jakich problemów wyrazem jest to zachowanie itd. Nad tym wszystkim można się zastanowić później - ale dziecko powinno jednak zobaczyć, że w pierwszej chwili najważniejsza jest ta pokrzywdzona ofiara. Jeżeli w sferze słów usłyszy "Co byś czuła gdyby ktoś ci tak zrobił" ale w sferze emocji rodzic dalej będzie w pełni skoncentrowany na nim, a dziecko pokrzywdzone będzie na peryferiach jego uwagi - to nie wyniesie z tego przekonania, że uczucia innych są ważne. Nie są ważne, bo nie oderwały uwagi mamy od niego.

                Zachowania autorki są jak najbardziej poprawne, to co mówi, też. Ale ja mam wrażenie, że tak naprawdę nie przejmuje się tymi innymi dziećmi - nawet w tej pierwszej chwili. Że pozawerbalnie przekazuje córce, że ona jest ważniejsza od innych dzieci, jej potrzeby i uczucia bardziej istotne od ich potrzeb i uczuć.
                • verdana Re: Asia_i_p 25.03.11, 20:03
                  To oczywiscie racje. Problem w tym, ze jesli zachowanie pojawia sie dosyć nagle, to zazwyczaj ma jakąś powazną przyczynę. Nie wierze szczególnie w starsza siostrę, ktora uwaza, ze jest centrum świata - stawiałabym raczej na to, ze uwaza, ze jest pomijana. I tu zaczyna się problem - ostre ukaranie dziecka raczej utwierdzi ją w tym przekonaniu, a to zaowocuje dalszym, jeszcze gorszym zachowaniem. Jesli sa zawirowania rodzinne, które odbijają się na dziecku i w rezultacie to dziecko jest pouczane, karcone itd - to skutek może być fatalny.
                  Mozna zareagować bardzo ostro, jesli się wie, ze dziecko zwyczajnie rozrabia - przy podejrzeniach, ze zachowuje się nieodpowiednio, bo jest to reakcje na trudną sytuację to już nie jest takie oczywiste.
                  • asia_i_p Re: Asia_i_p 25.03.11, 22:00
                    To nie musi być ostra reakcja. Starczy, żeby zamiast "Przeproś Beatkę (czy Hanię, Ewę, czy jak jej tam było) (skupiamy się na twoim zachowaniu), obiecaj, że tak więcej nie będziesz robić (skupiamy się na twoim zachowaniu), co byś czuła, gdyby ktoś tobie tak robił (skupiamy się na twoich uczuciach)" to było "Beatce chyba jest przykro. Co byśmy mogły zrobić, żeby ją pocieszyć". Żeby na ten krótki moment tuż po zniszczeniu zabawki to jednak Beatka była ważniejsza.

                    Bo dziewczynka może się czuć pomijana z powodu brata, a równoczesnie ważniejsza od całej reszty - walczy z bratem o władze, a reszta jest w zupełnym tle. Z drugiej strony może być tak, że dziecko się przestraszyło, bo za bardzo mu się próbuje rekompensować pojawienie się brata i nagle dostaje tej uwagi więcej niż jej miała poprzednio, a równocześnie wyczuwa, że matka ją obserwuje z niepokojem. Nie wie co się dzieje i próbuje się ustawić w tej nowej pozycji. Ale chyba rezygnowanie z pokazywania jej, że inni też są ważni, do czasu, aż jej się wszystko poukłada, może być ryzykowne.

                    Rozumiem, że można było zrezygnować z zabierania dziecka z wymarzonego przyjęcia. Już mniej rezygnację z wkraczania na czas i zapobiegania dalszym wybrykom. Choćby na zasadzie pochwały, że tak łądnie się bawi, dopóki jeszcze jest za co.

                    Co do karania, to ja w ogóle nie wierzę w karę jako osobny zabieg wychowawczy. Wierzę w karę jako skutek uboczny - jeżeli przedszkolak tłucze niemowlaka, to zabieram go, żeby go nie tłukł, nie żeby go ukarać. On się pewnie poczuje ukarany, ale jak się nie poczuje, to nie będę dążyła do tego, żeby się poczuł, bo sprawę już załatwiłam - niemowlak nie jest tłuczony.
                    • verdana Re: Asia_i_p 25.03.11, 22:06
                      O ile rozumiem, to dziecko nie reagowało na takie uwagi.
            • zawilec1 Re: Asia_i_p 25.03.11, 19:45
              A skąd sie biorą rozwydrzone nastolatki? A no stąd, ze duzo wcześniej lekcewazy się pierwsze symptomy i stanowczo nie kładzie się kresu zachowaniom niepożadanym. Szacunku dla innych uczymy sie od małego, wychowanie między innymi polega na tym że uczymy dziecko wyzbywać sie egoizmu. Robimy to poprzez przykład własny rodziców, nagradzanie zachowań pozadanych i wyciaganie konsekwencji za zachowania złe stosownie do przewinienia i wieku. I zarzucanie niektórym mówienia tu o kamieniowaniu jest grubym nadużyciem. Brak kary to nagroda! Brak przykrych konsekwencji uczy dziecko, że mozna realizować swoje potrzeby kosztem krzywdzenia innych. To po co się zmieniać? Skoro powtarzaja sie sygnały z przedszkola / a mama przyznała, ze specjalnie sie nimi nie przejmowała/ znaczy nalezy zmienic metody wychowawcze, obecne sa nieskuteczne. Dziecko bedzie szczęśliwe jak bedzie miało dobre realcje z rówiesnikami, a dzisiaj to niemożliwe.
              • sebalda Re: Asia_i_p 26.03.11, 00:14
                zawilec1 napisała:

                > A skąd sie biorą rozwydrzone nastolatki? A no stąd, ze duzo wcześniej lekcewazy
                > się pierwsze symptomy i stanowczo nie kładzie się kresu zachowaniom niepożadan
                > ym. Szacunku dla innych uczymy sie od małego, wychowanie między innymi polega n
                > a tym że uczymy dziecko wyzbywać sie egoizmu.
                Szacunku dla innych uczymy dzieci przede wszystkim własnym przykładem i wieloma rozmowami. Żelazna dyscyplina i system kar czasami odnoszą odwrotny skutek. Rodzą w dziecku często poczucie krzywdy, zwłaszcza gdy przeżywa swoje małe wielkie problemy, a rodzic skupia się przede wszystkim na tym, żeby bylo grzeczne, prosto siedziało i mówilo sąsiadom dzień dobry.
                Mam dwoje dzieci, 20 i 16 lat. Nigdy nie wychowywałam ich w żelaznej dyscyplinie, starałam się nie stosować ostrych restrykcji i systemu kar, w ich wychowaniu kierowałam się przede wszystkim kompasem mojego wewnętrznego dziecka, starałam się zawsze pamiętać, co w dziecinstwie bolalo mnie najbardziej, co mnie drażniło, a co kochalam i uwielbialam. Szanowałam odczucia dzieci, traktowalam je po partnersku (wiem, wiem, zaraz podniosą się głosy sprzeciwu), ale też wyznaczałam granice niezbędne. Niezbędne to kluczowe słowo. Bo im więcej zakazów, nakazów, kar, systemów, tym bardziej dziecko się gubi, a nade wszystko często karcone, przestaje na to karcenie reagować. Sytuacje ekstremalne są kontrolowane, sytuacje niegroźne, błahe, są traktowane tak, jak na to zasługują. Dzieci mają prawo wyrażać swoją opinię, swoje zdanie, mają prawo tego zdania bronić. To dla nich ważne od najmłodszych lat. Nie miałam i nie mam do dziś żadnych poważnych problemów wychowawczych. Czasami się kłócimy, kłótnia trwa góra pół godziny, po czym ta strona, ktora przegięla, przychodzi i przeprasza. Jak bym się zastanowiła, to chyba po równo ja przepraszam swoje dzieci, a one mnie. Nikt nie jest doskonaly, nerwy mogą puścić każdemu, oczywiście są granice złości, poza ktorymi pojawia się brak szacunku dla drugiej strony i wtedy wszyscy wiemy, że ich nie przekraczamy. Zdaje egzamin. Kłótnie, o ktorych mówię, zdarzają się sporadycznie. Poza nimi naprawdę żyjemy w harmonii. Dzieci nigdy nie zawiodły mojego zaufania. Świetnie się uczą, są aktywne, lubiane w środowisku, mają w miarę silne charaktery, córka jest w szczęśliwym związku już prawie 3 lata. Są naprawdę świetne, uwielbiam spędzać z nimi czas.
                Długi opis, wiem, ale zależy mi na tym, żeby udowodnić, że rozwydrzone nastolatki nie wyrastają z dzieci dlatego, że im nadmiernie pobłażamy. Wyrastają na ogół wtedy, gdy zwyczajnie je zaniedbamy, głównie emocjonalnie. A żelazna dyscyplina jest między innymi przejawem takiego zaniedbania emocjonalnego, bo często nie liczy się z odczuciami naszego dziecka, a z oczekiwaniami otoczenia, opiniami pań przedszkolanek (ktorym nie chce sie pochylić nad dzieckiem z problemami), babć, teściowych i innych postronnych osób, ktore nie lubią, jak dziecko jest za głośne, jak płacze albo jak chce zwrócić na siebie uwagę, a nie umie tego jeszcze robić grzecznie.
                • zawilec1 Re: Asia_i_p 26.03.11, 16:43
                  Przypomnijmy- nat.wrocław napisała:
                  ...jak sensownie postępować z 4,5-latką, która jakos tak niepostrzeżenie z wrażliwej, żywiołowej dziewczynki przedzierzgnęła się w ciągu ostatnich miesięcy w szefa - zamordystę...
                  To, co przychodzi mi do głowy, jako rodzicowi to:
                  - rozmawiać (choć trochę mam mieszane uczucia, żeby rozmawianie nie zamieniło się w tokowanie dziecku i ględzenie)
                  - opowiadać bajki (z tezą - terapeutyczne
                  - dawać przykład wlasny - tak po ludzku, w rodzinie.
                  Tyle, że mam wrażenie, że dokladnie to wszystko w domu robimy, od, chwalić Boga, 4,5 roku, a tu taki zonk...
                  Wg mnie "mięko-humanistyczne" podejście zawiodło, dziecko przekracza granicę (dlaczego? bo czuje , że może i nic przykrego ją za to nie spotyka) i tak naprawdę jest nieszczęśliwe, bo nie ma dobrych relacji z rówieśnikam. A bedzie gorzej bo dzieci same z siebie się nie zmienią. W swoich postach proponuję do dotychczasowych działań dołozyć stanowczość, wyciaganie konsekwencji za naruszanie zasad /granic/ stosownie do wieku i przewinienia oraz nagradzanie zachowań pożadanych. Nikt tu nie nawołuje do "kamieniowania", do bicia, do "żelaznej dyscypliny" czy łamania woli dziecka!
                  To doprowadzanie do pajdokracji jest zaniedbywaniem emocjonalnym dziecka, jego krzywdzeniem psychicznym, bo poniesie tego ogromne koszty, kiedy nie bedzie wstanie dobrze funkcjonowac społecznie.
                  Co do skutków zelaznej dyscypliny całkowicie sie zgadzam, ale ja o tym nie pisałam.
                  Co do rozwydrzonych nastolatków zmieniłabym w swoim poście dwa słowa: A skąd sie biorą rozwydrzone nastolatki? MIĘDZY INNYMI stąd, ze duzo wcześniej lekcewazy się pierwsze symptomy i stanowczo nie kładzie się kresu zachowaniom niepożadanym.
                  • sebalda Re: Wyciąganie konsekwencji 26.03.11, 18:55
                    zawilec1 napisała:
                    >dołozyć stanowczość, wyciaganie konsekwencji za naruszanie zasad /granic/ stosownie do >wieku i przewinienia.

                    Jakie to są te konsekwencje? Bardzom ciekawa.
                    Wyprowadzenie dziewczynki z tych urodzin byłoby czystym okrucieństwem. Wywołałoby w niej przede wszystkim poczucie krzywdy, nic więcej. Mała bardzo chce, żeby bylo dobrze, ona chce aż za bardzo, spina się i wtedy puszczają jej nerwy. To nie są niepożądane zachowania wynikające ze złej woli, tylko z nadwrażliwości. W takiej sytuacji dziecku trzeba pomóc, a nie stosować system kar.
                    • zawilec1 Re: Wyciąganie konsekwencji 27.03.11, 12:49
                      W takiej sytuacji dziecku trzeba pomóc...Jak pomóc? Bardzom ciekawa.
                      Po przeanalizowaniu twich postów uważam, ze twoje propozycje mogą być nieskuteczne. I pewnie obie pozostaniemy przy swoim zdaniu. Matka dostała rózne wskazówki i dobrze, taki jest sens tego forum, decyzję i tak musi podjąć sama.
                      Uważam, ze jezeli dziecku powiemy zasadę (ustalimy granicę), wytłumaczymy dlaczego ona obowiązuje, uprzedzimy o konsekwencjach, przy jej pierwszym naruszeniu damy ostrzeżenie, a potem wyciągniemy konsekwencje gdy dziecko jednak ponownie ją naruszy, to nie nie ma w tym nic okrutnego (to ogólna procedura, oczywiscie nalezy byc elastycznym i brac pod uwagę okoliczności). Wychowanie polega między innymi na tym, że od małego uczymy odpowiedzialności.
                      Nie uważam, że zachowanie dziecka jest podyktowane jakąś jej szczególna nadwrażliwością ( a co z wrazliwością ofiar jej agresji), to fałszywe usprawiedliwienie. Nauczyła sie realizować swoje potrzeby kosztem innych.
                      Zostając na urodzinach, matka zwiększyła także prawdopodobieństwo, że więcej córka nie bedzie zapraszana, że ma zły wpływ na inne dzieci, być może zła opinia o niej trafiła do przedszkola, sama matka naraziła sie na opinię pobłazliwej, nieskutecznej, bez autorytetu. Czy warto było?
                      • sebalda Re: Wyciąganie konsekwencji 27.03.11, 13:47
                        > Nie uważam, że zachowanie dziecka jest podyktowane jakąś jej szczególna nadwraż
                        > liwością
                        A dlaczego nie uważasz? Znasz to dziecko? Na jakiej podstawie wydajesz takie osądy?
                        Gdybym wiedziała, jak pomóc dziecku z takimi problemami, już bym to napisała, bylabym też wziętym psychologiem dziecięcym, ale niestety nie jestem. Wiem, że wiele dzieci ma tego typu problemy, że mała nie jest wybrykiem natury, który trzeba karać i ustawiać do pionu.
                        Ponawiam pytanie o konsekwencje. Jakie konkretnie? Dziecko zachowuje sie niepoprawnie, zostaje uprzedzone, mimo to robi coś wbrew regułom, co wtedy? System kar. Jakich konkretnie? Proszę o przykłady.
                        Czy uważasz, że opisane zachowania w przypadku 4,5-letniego dziecka są celowe, z premedytacją? Wynikają ze złej woli? Wynikają tylko z poczucia bezkarności? Zawsze czy tylko w przypadku wyżej opisanym? Ile mamy danych, żeby o tym wyrokować?
                        • verdana Re: Wyciąganie konsekwencji 27.03.11, 15:17
                          Raz w życiu zdarzyło mi się za jakieś przewinienie nie pozwolic dziecku iść na urodziny. Teoretycznie - kara adekwatna do przewinienia. praktycznie nie przyniosła żandej zmiany zachowania, natomiast dziecko poczulo się koszmarnie skrzywdzone - nie myślało o tym, co zrobilo, tylko o tym, ze je skrzywdzono. Wbrew pozosrom bardzo okrutna kara odwraca jakiekolwiek zainteresowanie dziecka od przyczyny kary, powoduje, ze zamiast zastanowić się, ze kogoś obrazilo czy skrzywdziło i mieć wyrzuty sumienia - ma wyłącznie poczucie krzywdy i złość wobec osoby "przez którą" zostało ukarane.
                          Empatii nie sposób nauczyć karami. Empatii mozna nauczyć wzbudzająć poczucie winy i współczucie.
                        • zawilec1 Re: Wyciąganie konsekwencji 28.03.11, 18:11
                          Dziewczynaka jest zdrowa fizycznie i psychicznie, ma oboje rodziców, młodszego brata, przecietną atmosferę rodzinna, chodzi do przedszkola, nie jest niesmiała ani wycofana, głośno wyraza swoje zdanie /żądania/ i z uporem wpycha stopę do zamałego buta kolezanki bo tak chce- dlatego nie uważam, aby były przesłanki co do jej szczególnej nadwrazliwości.
                          Opisana zachowania wynikają z doswiadczen dziecka, ze w prosty, szybki i skuteczny sposób poprzez agresję, mogę realizować swoje potrzeby kosztem innych i jestem bezkarna, to znaczy nie ponoszę przykrych konsekwencji swojego złego zachowania. Poczatkowo takie zachowania sa nieuswiadomione, ale dzieci szybko sie ucza i z wiekiem działają celowo. W zyciu tez ponosimy konsekwencje/karę/ kiedy nieswiadomie doprowadziliśmy do czyjeś krzywdy; dzieciom też trzeba to uświadamiać. Potrzebę zadośćuczynienia też.
                          Trudnością u dziecka pewnie jest jej nadpobudliwość /to ani wada ani zaleta, cecha układu nerwowego/, ale nadpobudliwość nieusprawiedliwia agresji, a błedy wychowawcze tylko powiekszaja te trudności. Warto poznac zasady pracy z takimi dziecmi, opisane w literaturze.
                          Co do konsekwencji najlepsze sa te naturalne: zniszczyłeś koledze zbawkę, musisz oddać swoją; źle zachowujesz się w lodziarni, musisz ja opuscić itp. Ale konsekwencje to takze utrata przywilejów i przyjemności. Po repertuat odsyłam do wymienionego wczesniej R. MacKenziego i A. Kast-Zahn "Każde dziecko może nauczyć sie reguł"
                          Kara nie wywołu poczucia krzywdy kiedy jest słuszna i wymierzona przez osobę z autorytetem, a ze dziecku żal- to oczywiste, ze bedzie próbowało negocjować i się buntować -to oczywiste, ze nam bedzie przykro- to oczywiste; My oprócz emocji mamy kierować się rozumem i dobrem dziecka w przyszłosci, swiadomi tego nie ulegniemy "szantarzowi emocjonalnemu".
                          Przykład z zycia:10-latek po trzydniwoym zakazie dostepu do komputera i TV/i dasaniu się/ z usmiechem oswiadczył: I dobrze sie stało, z nudów przeczytałem lekturę i nie oberwałem "pały".
                          • verdana Re: Wyciąganie konsekwencji 28.03.11, 18:30
                            Wiesz tylko, że dziewczynka ma rodziców i brata. O atmosferze rodzinnej nie wiemy nic.
                            Kara, nawet najsluszniejsza, a bardzo przykra wywołuje u małego dziecka poczucie krzywdy./ Logika 4,5 latki rózni się nieco od logiki 45 latki.
                            10 latek powinien lekturę przeczytać nawet mając dostęp do komputera, słowo daję.
                            • zawilec1 Re: Wyciąganie konsekwencji 28.03.11, 20:55
                              Matka wczesniej napisała ...Atmosfera w domu - bywa rożnie, myślę, że jak wszędzie, bez przegięć, zwłaszcza przy dzieciach, jednym słowem są gorsze okresy między rodzicami, ale globalnie jest wesoło, ciepło i .. nie mogę znaleźć innego słowa, raczej normalnie ...Wiekszość dzieci funkcjonuje w takich warunkach i zachowują sie poprawnie.
                              Brak kary nawet u bardzo małego dziecka wywołuje poczucie bezkarności, tym bardziej ze wielokrotnie dziecko w tym wieku nie reaguje na argumenty, dla niego bywają nielogiczne /mimo to oczywiscie staramy sie tłumaczyc/
                              Pewnie ze 10-latek winnien czytać lekturę, bo to jego obowiazek, chciałam tylko dać przykład, aby nie bac się wyciagać konsekwencji.
                          • zgielk Re: Wyciąganie konsekwencji 29.03.11, 11:09
                            CytatCo do konsekwencji najlepsze sa te naturalne: zniszczyłeś koledze zbawkę, musisz oddać swoją; źle zachowujesz się w lodziarni, musisz ja opuscić itp.

                            oddanie koledze zabawki jest naturalna konsekwencja obietnicy, ze odda sie koledze zabawke
                            nic innego

                            opuscic lodziarnie: a jesli w srodku sa rodzice, ktorzy chca dokonczyc swoje lody? rzucaja wszystko i leca za "zle" zachowujacym sie dzieckiem z misja WYCHOWYWANIA?

                            naturalne konsekwencje sa naturalne, nie ubrdane

                            CytatKara nie wywołu poczucia krzywdy kiedy jest słuszna i wymierzona przez osobę z autorytetem

                            kto jest arbitrem w sprawie slusznosci kar?
                            do pewnego wieku jest naturalny autoryrtet rodzica i kary
                            potem zostaja tylko kary

                            kupa mięci powyzsze
                            • black_halo Re: Wyciąganie konsekwencji 16.04.11, 09:50
                              Wiec jaka jest naturalna konsekwencja zniszczenia koledze zabawki? To nie jest moja zabawka wiec wlasciwie zadnej straty nie ponioslem.

                              Naturalna konsekwencja powinno byc w tym wypadku odkupienie zabawki z kieszonkowego ale to moze byc troche trudne bo czterolatki raczej nie maja wlasnych pieniedzy. Moja siostra w wieku 4 latach dostawala 1 zlotowke tygodniowo, gdyby miala odkupic za te pieniadze buty nawet za 20 zlotych to musialaby odkladac 5 miesiecy. To juz bylaby kara nieadekwatna. Wiec oddanie w zamian jednej wlasnej zabawki wydaje sie byc kara odpowiednia. Dla efektu - te zabawke, ktora wybierze sobie sama kolezanka.
                      • e-emma-e Re: Wyciąganie konsekwencji 27.03.11, 22:09
                        zawilec1 napisała:
                        > Zostając na urodzinach, matka zwiększyła także prawdopodobieństwo, że więcej córka
                        > nie bedzie zapraszana, że ma zły wpływ na inne dzieci, być może zła opinia
                        > o niej trafiła do przedszkola, sama matka naraziła sie na opinię pobłazliwej,
                        > nieskutecznej, bez autorytetu.

                        Oczywiście.

                        Śledzę od początku ten wątek i zadziwia mnie, że niektórzy uważają za okrucieństwo zabranie dokuczającej dziewczynki z imprezy urodzinowej. Tymczasem prawdopodobnie musieliby przełknąć podobne okrucieństwo, gdy nikt już nie zaprosi tej dziewczynki na urodziny.

                        Dobro dziecka, które powinno nam ciągle przyświecać w procesie wychowania, czasem jest oddalone w czasie.
                    • asia_i_p Re: Wyciąganie konsekwencji 28.03.11, 01:11
                      > Wyprowadzenie dziewczynki z tych urodzin byłoby czystym okrucieństwem.
                      A co z innymi dziećmi? Co z solenizantką, która nie była w centrum uwagi na własnych urodzinach i straciła prezent? Co z jej poczuciem krzywdy?
                      Fajnie, że matka rozumie temperament swojego dziecka, że się na nim skupia, ale to się dzieje kosztem pozostałych dzieci. Nie chodzi o to, żeby małą karać za niewłaściwe zachowania, tylko żeby zatroszczyć się o tych, którym ona tymi zachowaniami sprawia przykrość, nawet, jeśli robi to niecelowo.
                      Dziecko uczy się szacunku obserwując rodziców - ale nie starcza, jeśli oni ten szacunek okazują tylko temu dziecku. Żeby się nauczyć szanować innych, dziecko musi obserwować, jako rodzice szanują innych. A jeśli pozwalają dziecku dokuczać innym, to ich nie szanują, to przekazują dziecku komunikat, że innym można dokuczać. I tego komunikatu przekazanego zachowaniem mogą nie przebić tłumaczenia i bajki terapeutyczne.
                    • black_halo Re: Wyciąganie konsekwencji 16.04.11, 09:43
                      Czy uwazasz, ze zniszczenie prezentu innej dziewczynki nie jest wystarczajacym powodem do tego, zeby dziecko wyprowadzic z urodzin? ja w opisie sytuacji nie widze nadmiernego starania sie, zeby wypasc dobrze. Raczej widze rozwydrzone dziecko, ktoremu w pewnym momncie pozwolono na zbyt wiele. Jesli matka nie reaguje na to co mowi pani w przedszkolu to oczywiste jest, ze dziecko mysli, ze jest jej wolno. Mnie sie wydaje, ze w tej sytuacji nalezy postawic granice - nie wolno niszczyc rzeczy nalezacych do innych. Byc moze w dziecku wywola to poczucie krzywdy no bo jak to nie wolno ale na dluzsza mete raczej zaprocentuje. Zreszta mysle, ze po tych urodzinach na zadne inne juz nie pojdzie. Wlasnie dlatego, ze nie umie sie zachowac.
    • nat.wroclaw Dziękuję wszystkim za wpisy w tym wątku 27.03.11, 23:57
      Dzięki za Wasze wpisy i poświęcony czas. Może nie każdy z pomysłów, czy uwag da sie akurat zastosować w przypadku mojej córy, ale wymiana doświadczeń i poznanie różnych punktów widzenia - bezcenne.

      Pozdrawiam i jeszcze raz, dziękuję.
    • yoko0202 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 28.03.11, 20:01
      nat.wroclaw napisała:

      > Tytuł wątku może od czapy,

      > Repertuar zachowań w sumie typowy: wyrywanie zabawek, stawianie na swoim, rozka
      > zywanie innym, tych, co nie chcą się podporządkować - wyzywanie, ustalanie wlas
      > nych reguł zabaw i awantura przy próbie ich zmiany.

      sorry, ale to nie jest repertuar typowy, a bynajmniej nie dla 5-latki, może dla 1,5 rocznego dziecka ewentualnie jeszcze tak

      >przez 6 godzin oglądałam taką jazdę, j
      > akiej nigdy u swojego dziecka ukochanego nie widzialam. Łącznie z wyrwaniem i z
      > niszczeniem prezentu tej dziewczynki, bo akurat "JA CHĘ TO MIEĆ, MI TO PASUJE,
      > TO RÓŻOWE!". Zabrala tamtej dziewczynce buty i wcisnęła się w 3 nry za małe "BO
      > JA CHCE TAKIE BŁYSZCZACE!", wyrywała zabawki. Dzieci nie chciały się z nia baw
      > ić, wiec zeby zwrócic na siebie uwage zaczela pokazywac wszystkim tyłek, to tyl
      > ko niektóre przykłady.

      powyżej jest dyskusja na temat tego, jaka to byłaby wielka kara dla Twojej córki, gdybyś ją zabrała z imprezy.
      a powiedz mi, czy Twoim zdaniem dla innych dzieci, w tym przede wszystkim solenizantki, oraz ewentualnie innych obecnych rodziców, 6-godzinna obrona przed atakami Twojej córki to nie była kara, tylko wielka przyjemność?
      żyjemy w społeczeństwie a nie na bezludnej wyspie, i dziecka trzeba od początku uczyć współżycia z innymi i pewnych konsekwencji społecznych, a nie tylko patrzeć na jego zachowanie z klapkami na oczach i pod kątem tego, jak ono się poczuje, a innych olać.
      szczerze mówiąc dziwię się ewentualnym innym rodzicom obecnym, że nie zareagowali i nie zwrócili się do Ciebie o ostateczną nieco może ostrzejszą reakcję i umożliwienie wszystkim uczestnikom normalnej zabawy.

      > Co jeszcze jeszcze można zrobić, żeby młoda trochę mniej lękowo wchodziła w gru
      > pę i nie zawlaszczala wszystkiego, tylko czula się pewnie i bezpiecznie tak, ja
      > k jest, bez układania najpierw świata po swojemu..?

      a może postawić jasne granice, i bardzo konsekwentnie je egzekwować? bo póki co to mam wrażenie, że ona się czuje aż za pewnie choć nie do końca bezpiecznie [a poczucie bezpieczeństwa wyraźne granice akurat mogą tylko polepszyć], i chyba nie do końca zdaje sobie sprawę co wolno, a czego nie, co jest dobre a co niekoniecznie.
      • srebrnarybka Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 28.03.11, 20:09
        chyba
        > nie do końca zdaje sobie sprawę co wolno, a czego nie, co jest dobre a co niek
        > oniecznie.

        Nie zdaje sobie sprawy, bo to nie jest celem wychowania postawionym sobie przez matkę. Matce na tym nie zależy, matce zależy na tym, żeby córce było przyjemnie, a inne dzieci się nie liczą. No i uznała, że dziecko ma za mało pewności siebie i prosi o radę, co zrobic, by miała jej więcej. Oczywiście, że córkę należy za takie zachowanie nagrodzić, przytulić i dac prezent.Będzie miała jasną wskazówkę, że postępuje właściwie, a następnym razem odbierze solenizantce dwa prezenty. O ile oczywiście jeszcze ktokolwiek ją na jakiekolwiek urodziny zaprosi. Ale to też nie będzie nieszczęście - matka będzie mogła więcej czasu poświęcać swojej maskotce i wzmacniać z nią więź. Przecież wyłącznie o to chodzi.
        • yoko0202 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 28.03.11, 20:21
          teraz to się nazywa wychowanie bezstresowe, ewentualnie 90% ma na pewno ADHD, albo coś podobnego, albo co najmniej podejrzenie, ewentualnie syndrom.
          kiedyś wiadomo było, że się dawno w tyłek nie dostało
          [dla ścisłości, jestem absolutnym przeciwnikiem rękoczynów, bicia itp. ale chyba nie znam nikogo z mojego pokolenia kto by chociaż raz nie wywinął numeru, za który został elegancko usadzony - wszyscy chyba wyrośliśmy na normalnych, bez żadnych traum, psychoterapii itp.; ja dostałam dwa razy - raz jak zniknęłam na 7 godzin, a drugi jak powiedziałam do matki 'głupia jesteś' - niezwłocznie zrozumiałam, że nie wolno ani znikać bez słowa ani tak się odzywać, co więcej jako kilkulatka już wiedziałam, że słusznie po du*pie dostałam i wcale nie żywiłam urazy, ani nie czułam się specjalnie skrzywdzona - ukarana owszem]


          „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
          ALBERT EINSTEIN
          • srebrnarybka Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 28.03.11, 20:39
            Cóż - bez bicia można wyrządzić dziecku znacznie większą krzywdę, jak znana nam matka niewłaściwie zakochanej 16latki w sąsiednim wątku, która szantażem psychicznym próbuje wymusić na córce zerwanie. Tam wszystko jest OK, nikt nie protestuje w imię bezstressowego wychowania, tlumienia ekspresji, wzmacaniania pewności siebie. I moim zdaniem tamten wątek obnaża całą hipokryzję tego niby bezstressowego wychowania. Bo 5 czy 6 latkowi wolno zrobić kupę w salonie, bo przecież nikt nie będzie mu łamał psychiki karami, ale 16 latkę można gnębić za to, że się niewłaściwie zakochała. Dla mnie to paranoja.
    • aniko16 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 29.03.11, 10:16
      Dobrze, że z okazji urodzin matka pobyła z dzieckiem przez parę godzin i miała okazję je poobserwować. Uwagi wychowawczyni puszczała bez echa i najwyraźniej uważała wszystko za normalne. I jak wychowawczyni ma sobie radzić z grupą jeżeli ma kilkoro takich rozwydrzeńców i żadnego wsparcia w rodzicach?. Szkoda, że mamie nie przyszło do głowy, oprócz pogadanek, odgrywania scenek itp. jeszce jedno rozwiązanie: po prostu zakazać takiego zachowanie i do niego nie dopuszczać. Dziecko niszczy komuś prezent, wyrywa innym i co? Otóż nic. Mama siedzi dumna i blada, że rośnie jej przywódca, nie umie dziecka skarcić ani mu niczego zabronić, bo pewno uważa, że nie ma do tego prawa w imię niekrępowania osobowości, a cała reszta dzieci i dorosłych niech się męczy, znosi i dostosowuje. Fajne społeczeństwo nam rośnie, bo naprawdę opisana sytuacja nie jest wyjątkowa, takie zachowanie i reakcje stają się normą.
      • sebalda Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 29.03.11, 10:30
        jeszce jedn
        > o rozwiązanie: po prostu zakazać takiego zachowanie i do niego nie dopuszczać

        Jak konkretnie nie dopuszczać? Proszę o konkretne przykłady. Zakazać można bardzo wiele, jak to egzekwować? Biciem? Dotkliwymi karami? Niepuszczaniem do przedszkola? Izolacją dziecka?
        • yoko0202 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 29.03.11, 11:23
          sebalda napisała:

          > Jak konkretnie nie dopuszczać? Proszę o konkretne przykłady.

          proszę bardzo, konkretnie:
          - jeżeli dziecko na urodzinach wyrywa solenizantce prezenty, wszczyna awantury itp., bierzemy dziecko na bok, i mówimy, że w taki sposób zachowywać się nie wolno i jeżeli nie przestanie i nie zacznie normalnie i zgodnie bawić się z innymi dziećmi, to nie będzie mogło dalej bawić się na tych urodzinach; po kolejnym nazwaniu solenizantki głupią, pokazaniu tyłka i/lub kolejnej bójce - zakładamy dziecku buty i bez słowa ani jakiejkolwiek dyskusji z dzieckiem, wychodzimy z urodzin.
          - jeżeli dziecko np. na placu zabaw wyrywa zabawki, i postępuje podobnie jak na rzeczonych urodzinach, robimy to samo - czyli po uprzednim ostrzeżeniu, opuszczamy plac zabaw i wracamy do domu.
          - w przedszkolu, upoważniamy panią do tego, żeby w przypadku robienia innym krzywdy/wyzywania/bicia/zabierania zabawek, nasze dziecko zostało po uprzednim ostrzeżeniu pani odsunięte od zabawy na np. kwadrans
          i wiele innych konkretnych sposobów.

          nie jesteśmy oczywiście w stanie odgórnie nigdy nie dopuścić do fatalnych zachowań, ale jesteśmy w stanie i wręcz mamy obowiązek, szczególnie jeżeli rzecz dotyczy innych dzieci, natychmiast takie zachowania zatrzymać.

          -
          • aniko16 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 29.03.11, 14:10
            Biciem? Dotkliwymi karami? Niepuszczaniem do przedszkola? Izolacją dziecka?

            Kolejny rodzic bezradny wobec własnego dziecka lub udający bezradnego?
            Nie potrzeba bicia ani dotkliwych kar. Wystarczy wziąć za łapę i odciągnąć. Nie potrzeba się wysilać na tłumaczenia, że nie wolno i dlaczego nie wolno. Dziecko doskonale o tym wie, a im mniej zbądnego gadania tym lepiej. Dziecko może wrócić do zabawy tylko za zgodą rodzica. jeżeli zrobi to bez zgody albo po uzyskaniu zgody zachowuje się równie źle należy je wyprowadzić. I tyle. Nie pozwalać i nie tolerować złych zachowań. Mam dwoje dzieci 4 i 11 lat i chyba nigdy żadne z nich nie otrzymało kary anie tym bardziej nie zostało uderzone. Nie było krzesełka, jeżyka ani wyprowadzania do pokoju. A jednak wiedzą jak się zachować.
            • sebalda Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 29.03.11, 15:24
              Moje mają 20 i 16 lat i nigdy nie musiałam stosować żadnego systemu ani kar, ani gróź, ani wyprowadzania, ani niczego z szerokiego arsenału wychowania w dyscyplinie. Zatem mogę powiedzieć, że właśnie rozmowami, tłumaczeniem, przykładami i traktowaniem po ludzku i ze zrozumieniem kolejnych etapów rozwojowych udało mi się wychować dzieci naprawdę bezkonfliktowe zarówno dla nas, rodziców, jak i dla otoczenia. Zapewniam, że się da. Inna sprawa, że trafiły mi się dzieci bez problemów wrodzonych, a moim dzieciom trafiła się mama, która z drugiej strony umiala się wczuć z ich emocje, potrzeby i możliwości, mama nieprzejmująca się zanadto, a ograniczająca tylko w wyjątkowych sytuacjach.
              • verdana Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 29.03.11, 15:28
                Moje mają 27,24, 16. Stosowałam caly arsenał gróźb, kar i upomnień. Nie pamietam jednak ani jednego przypadku, aby podziałały. Natomiast przypominam sobie kilka razy, gdy niekonsekwentne odstapienie od kary, albo współczucie zamiast naleznej nagany uczynily cuda.
                • aniko16 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 30.03.11, 11:07
                  No to po co piszesz o jakiś dotkliwych karach i izolacji? Moja rada była dla rodziców "bezradnych", krórych dzieci zachowują się skandalicznie, co nie wywołuje żadnej reakcji u opiekunów. Sama też nigdy nie musiałam reagować w ten sposób ale wyobrażam sobie, że tak właśnie bym zrobiła, zamiast przyglądać się bezwolnie wyczynom niesfornego dzieciaka. Tyle, że to niereagowanie, powiedziałabym, że wręcz skrywana satysfakcja z "radzenia sobie" przez dziecko będzie miało zupełnie inny od przewidywanego efekt. Dziecko wyro.nie na istotę nieprzystosowaną społecznie, a na dodatek nielubianą.
                  • sebalda Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 30.03.11, 12:46
                    Tyle, że to niereagowanie, powiedziałabym,
                    > że wręcz skrywana satysfakcja z "radzenia sobie" przez dziecko będzie miało zu
                    > pełnie inny od przewidywanego efekt.
                    Mam nadzieję, że to nie o autorce, bo aż tak opacznie tekstu nie można czytać.
                    Ja surowej dyscypliny nie musiałam stosować nie dlatego, że urodziłam dwa anioły, ale dlatego, że zawsze szanowałam uczucia i odczucia moich dzieci, a to procentowało ich dobrymi reakcjami. Proste. Nadmiar zakazów i nakazów, systemów kar i nagród, reakcje nieadekwatne do zachowań dzieci budzą często mniej lub bardziej otwarty bunt w dziecku, do tego jego frustrację i pogubienie w gąszczu tychże zakazów i nakazów.
                    A w tym wszystkim znajdują się jeszcze dzieci wyjątkowe. Wyjątkowo wrażliwe, wyjątkowo zamknięte, wyjątkowo pobudliwe. Mądry rodzic zna swoje dziecko i wie, gdy trafi mu się taki wyjątkowy egzemplarz, wie też, jak ma do niego podchodzić. A z takich niezłamanych wyjątkowych egzemplarzy często wyrastają ludzie nie mniej wyjątkowi, często wielcy w różnych dziedzinach. Co oczywiście nie znaczy, że trzeba takim dzieciom pozwalac absolutnie na wszystko, ale one naprawde wymagają odmiennego podejścia. Tak uważam.
    • sx-4 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 01.04.11, 19:19
      Coś okropnego.
      Droga autorko wątku - gdyby twoje dziecko zachowywało się tak na urodzinach mojego dziecka - bez wahania wyprosiłabym was. I to byłoby pierwsze i ostatnie zaproszenie do nas.

      Gdyby moje dziecko zachowywało się tak u kogoś (trudne do wyobrażenia, ale załóżmy) to nie zamartwiałabym się jego psychiką i nie szukała miliona przyczyn takiego zachowania. Po prostu ostrzegłabym dziecko, że nie toleruję takich wygłupów, a jeżeli to by nie podziałało - wyszlibyśmy. Moje mniejsze ma 3,5 a jednak umie zachować się w towarzystwie. Zarzają nam się "wpadki" ale nie tak skandaliczne. Nie tak spektakularne.
      Twoja córka nie ma 2 lat, gdzie emocje są nie do opanowania.

      Już wiem skąd się biorą takie dzieci na placach zabaw (niestety jest ich trochę).
      Sytuacja z wczoraj. Ok. 4 latek wali łopatką w twarz 2 latka biorącego jego foremkę. Mamusia 4 latka z uśmiechem przygląda się dziecięciu i komentuje do tatusia: jakieś dziecko chciało zabrać Bartusiowi foremkę, ale był dzielny i mu nie pozwolił.
      Bartusio uderzył mojego synka bawiącego się w pobliżu (za blisko?). Pozwoliłam mu się bronić. Na to mamusia Bartusia się oburzyła. Jak to, ktoś śmiał tknąć jej cudowne dziecko, najpiękniejsze, najważniejsze na świecie? Ano śmiał. I pewnie jeszcze nie jeden raz się ośmieli. Nie rozumiem takiej postawy.
    • zawilec1 Re: 5-latka rządzi (niestety :)) 16.04.11, 07:52
      a.malami75
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka