sposobuzycia
14.11.11, 21:53
Dziś oglądając jakieś wiadomościo-fakto-wydarzenia usłyszałam, ze jakaś kobieta zadzwoniła po policję i spisała nr rejestracyjny samochodu rodziców, bo znęcali się nad dzieckiem. Podobno matka trzepnęła dziecko po dłoniach i dała klapsa w pupę, a ojciec powiedział, że w domu mały dostanie karę.
Nie twierdzę, że kary cielesne są ok i że sama chcę je stosować. Fajnie, że ktoś ze spoleczeństwa zareagował w takiej sytuacji, znaczy znieczulica topnieje.
Pytanie tylko, czy postronna osoba, która widziała sytuację przez kilka sekund jest w stanie ocenić czy jest to po prostu chwilowa bezsilność rodziców, czy znęcanie się na stałe?
Moja znajoma ma dziecko, które w wieku 3 lat przyniosło z przedszkola bicie. Tłumaczyła, prosiła, pokazywała, że ona taty nei bije, tata jej nie, babcia z dziadkiem te nie, w sklepie, na podwórku ludzie się nie biją... nic nie działało. W końcu kiedyś, gdy poprosiła o posprzątanie zabawek dostała z całej siły w twarz "z liścia". I nie wytrzymała i lekko dzieciaka uderzyła, a raczej musnęła palcami. I nagle mały się zdziwił i uświadomił, że to nieprzyjemne i dlatego nie wolno tak robić. Podobno nigdy już nei uderzył nikogo. I teraz pytanie - czy to była metoda wychowawcza czy znęcanie się?
Może ten mały z wiadomości też dawał się rodzicom we znaki kilka dni/tygodni, może zwinął coś w sklepie i dlatego dostał po łapach?
Mój M. dostał raz po tyłku pasem. Jego ojciec płakał, że musi go zlać, on płakał ze wstydu i bólu i strachu, ale do dziś powtarza, ze ten raz był całkowicie zasłużony i do dziś ze wstydu nie chce powiedzieć, co zrobił. I podobno też nigdy tego nie zrobił.
Zastanawiam się gdzie jest granica... wylewania dziecka z kąpielą. Ci rodzice mogą dostać w sumie trzy lata więzienia (2 za grożenie i 1 za znęcanie się fizyczne). Lepszy niż klaps jest rodzic z wyrokiem? Tata w więzieniu na 2 lata, a moze obydwoje? I co wtedy z dzieckiem - lepiej, zeby było w domu dziecka, albo u babci i odwiedzało rodziców "we więźniu"?
Rozumiem też interwencję rodziny/sąsiadów/przyjaciół, kiedy widzą co się w domu dzieje. Ale taka reakcja osoby zupełnie postronnej, obserwującej moze z nudów wycinek sytuacji przez kilka sekund? Jaka ma ona pewność, że ma rację, że widzi to co widzi i ze jest ta, jak sobie wymyśliła? Dziwnie się czuję.
Z jednej strony nigdy nie chciałąbym uderzyć w żaden sposób dziecka, z drugiej - mam poczucie, ze za chwilę będę zakładnikiem sąsiadów (bo nie pożyczę cukru) czy samego dziecka, bo nie podwyższę kieszonkowego (zadzwonię i powiem że się znęcasz).
Pamiętam jak znajoma pokłóciła się z sąsiadką i ta zadzwoniła do kogoś z Opieki społecznej z donosem, ze M. nie zajmuje się dzieckiem, że mały jest brudny i głodny. Wpadli do niej akurat jak wróciła ze spaceru z nim (więc nie to ze się nie zajmuje) ale mały zjadł snikersa, więc wyciapany jak nieboskie stworzenie był (choć nie głodny, ale karmiony pustymi kaloriami) i dziewczyna dostała kuratora w końcu... Bo sąsiadce się zechciało zemścić... Jak dla mnie to chore sytuacje, ale zdarzają się coraz częściej...