W piątek wylazło młodzieży zapalenie spojówek, wcześniej był już katar. Humor doskonały, apetyt też. Za to od wczoraj strajk jedzeniowy- nie, bo nie. Ani łapką, ani łyżką. Nawet ukochane pulpety zostały wzgardzone. Nie, to nie, tym bardziej, że mimo że wszyscy wokół kwękają, że "co on tam je", młody podskoczył w centylach (no ciekawe, przecież taki głodzony).
Pytanie: ile takie strajki trwają? Kiedy zacząć się martwić? Dziecię piersiowe.
Jutro ląduje u babci na cały dzień, juz widzę te histerie...Dobrze, ze odganianie się od łyżki młody ma pięknie opanowane