add.da
15.05.12, 09:09
Dziewczyny, piszę, żeby się pożalić, może jakoś przemówicie mi do rozsądku, coś doradzicie...
Córka kilka dni temu skończyła 9 m-cy. Od 3. m-ca pije mm, od 6. m-ca rozszerzam jej dietę BLW, raz szło lepiej, raz gorzej, aż nadszedł kryzys. Od końca marca córa nie przybrała na wadze, zatrzymała się na poziomie 7,08 kg (dziś wizyta u lekarza, żeby to skontrolować). Jako maluszek piła sporo mleka (mamy KP tego nie weryfikują, ale mamy butelkowe raczej mają tendencję do jako-takiej kontroli), w wieku 5.m-cy miałyśmy 2-tygodniowy epizod szpitalny (zapalenie płuc, rotawirus) i od tej pory nie jest już tak kolorowo. Ostatnimi czasy każdy posiłek to wielka niewiadoma. Mleka nie chce pić, z dnia na dzień coraz mniej a i do posiłków stałych się nie garnie. Jeśli tylko coś jej nie podpasuje (nie smakuje, nie radzi sobie - np. nie może chwycić) - wszystko natychmiast ląduje na podłodze, jest krzyk i koniec jakichkolwiek dalszych prób. Powiem szczerze, że już nawet brakuje mi pomysłów co mogłabym jej podsunąć (poza waflami ryżowymi, które ubóstwia i zje zawsze i wszędzie). Do tej pory córka nie zjadała jakichś kosmicznych ilości (4 gryzy ulubionej potrawy lub 5 łyżek smacznej zupy to zawsze był sukces, warunkiem był "spokój w otoczeniu", jakiekolwiek wizyty, goście, inne otoczenie i nie ma mowy o piciu mleka czy jedzeni czegokolwiek), teraz natomiast nawet to, co do tej pory było hitem jest beee. Jako, że kucharka ze mnie średnia, miałam jedną chwilę słabości - chciałam na próbę dać jej słoiczkowy obiadek (jakieś risotto) - zjadła jedną łyżeczkę i się popłakała - odpuściłam raz na zawsze; czasem ze słoiczków zjada owoce, bo lubi, te w kawałkach są obecnie za śliskie dla małej rączki i fruwają po całym pokoju. No i mam zagwozdkę - o co chodzi? Martwię się okrutnie - najbardziej tym brakiem przyrostu masy ciała. Do tej pory nie wciskałam żadnego jedzenia na siłę (czasem próbuję ją przekonać, żeby chociaż ciut mleka dopiła, bo 80ml co 4 godziny to - jak się okazuje - za mało dla takiego szkrabola), jak się buntowała to kończyłyśmy posiłek, żeby jej nie zrazić. A co jak mi dzisiaj lekarz powie, że mam ją tuczyć, karmić mimo protestów? Boję się, martwię się, ale się wyżaliłam i troszkę mi lepiej.
Pozdrawiam!