Dodaj do ulubionych

wszechstronnosc versus specjalizacja

23.06.04, 09:31
tak sobie czytam te dyskusje i myślę że nie ma o co kruszyc kopii...

Tak jak my dorośli jesteśmy różni tak i dzieci są. Jedne są wszechstronne, a
inne od najmłodszych lat wykazują zdolności w jednym kierunku. Jedne są
bliskie geniuszu a inne poprostu zdolne, łatwo się uczą. System szkolny
musi być jako tako dostosowany do wszystkich (nie mówiąc o tych którzy są
zupełnie na bakier z jakąkolwiek nauką) , no i jak to każda "średnia" nie
odpowiada w sumie nikomu. Natomiast istnieje pewna wiedza, umiejętności
uniwersalne które każdy człowiek aspirujący do jakiegoś poziomu choć ciut
odróżnijącego nas od małp powinien dążyć, dlatego genialny matematyk powinien
przeczytać kanon literatury polskiej i światowej, a wrażliwy humanista nie
powinien mieć problemów z obliczeniem sobie pensji brutto i netto, i jej
podwyżki o 26%.

Grunt to poznać własne dziecko i wzmacniać, stymulować to czym natura
obdarzyła, ale też i nie olewać tego z czym ma trudności. Czego innego
oczekiwać w dziedzinach mocnych, a czego innego w słabych, ale nadal
oczekiwać. Żadna skrajna postawa nie jest korzystna, czyli nie można
tolerować że dziecko rozwija się tylko w jednym kierunku, ale znów wymaganie
żeby we wszystkim było na takim samym poziomie jest bez sensu. Tym bardziej
że "uzdolnienia" i zainteresowania zmieniają się bardzo często, wiem to
dobrze bo profesjonalnie zajmuje sie rekrutacją i tysiące ludzi "przeszło"
przez moje ręce, i nie zawsze jest tak że to co wybrało sie w młodości, jest
tym czym się zajmujemy na stare lata. A uniwersalizm i otwartość na zmiany
są bardzo potrzebne. Może kiedyś jak nasz rynek pracy będzie bardziej
ustabilizowany, to rozsądna będzie ścisła i wąska specjalizacja, dziś póki co
wygrywają (bo są zadowoleni i usatysfakcjonowani) ci którzy bez problemu
dostosowywują sie do zmieniającego rynku, czyli ci którzy umieją się UCZYĆ.


Tak czy owak miło jak z człowiekiem można pogadać i na temat literatury i
tego czy Rada Polityki Pieniężnej powinna już podwyższyć stopy procentowe (oj
powinna powinna)

Pozdrawiam (szczególnie Verdene zadeklarowaną zwolenniczkę odpuszczenia sobie
niektórych przedmiotów w szkole)
Obserwuj wątek
    • judytak Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 09:44
      agatka_s napisała:

      > genialny matematyk powinien
      > przeczytać kanon literatury polskiej i światowej, a wrażliwy humanista nie
      > powinien mieć problemów z obliczeniem sobie pensji brutto i netto, i jej
      > podwyżki o 26%.

      > Tak czy owak miło jak z człowiekiem można pogadać i na temat literatury i
      > tego czy Rada Polityki Pieniężnej powinna już podwyższyć stopy procentowe

      otóż to

      ale podczas gdy na to, że lepszy oczytany fizyk jądrowy, niż nieoczytany, na
      ogół wszyscy się zgadzają, to w drugą stronę już nie tak łatwo...

      pozdrawiam
      Judyta
      • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 09:56
        tzn że nie jądrowy...


        a tak apropos wielu fizyków pracuje np w ubezpieczeniach (aktuariusze), zresztą
        w ogóle fizycy bardzo dobrze sobie dają radę w biznesie, sporo jest też w
        biznesie anglistów (ale to bo były takie czasy, kiedy język był przepustką), no
        i lekarzy-ale ci ostatni to raczej same negatywne (Wieczerzak itp) przykłady
        karier...
        • ratyzbona Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 10:05
          Wszystko co mówicie o szkole i koniecznym każdemu wykształceniu jest
          prawdziwe . Problem tylko w tym, że prócz procentów szkoła uczy też całek a
          prócz kanonu literatury jest jeszcze podział metryczny wersu. Taka wiedza
          naprawde nie jest potrzebna każdemu i nie ma się co oszukiwac ,że może się to
          przydać w jakiejkolwiek rozmowie
          • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 10:19
            O kochana ździwisz się jak czasem to co wydaje się niepotrzebne i zbędne się
            przydaje (nawet i całki). A poza tym całki naprawdę nie są takie straszne
            (aczkolwiek oprócz tego jak toto wygląda już nic nie pamiętam)...

            Ja przez 3 miesiące pracowałam kiedyś w Wielkiej Brytanii, w knajpie- i na
            zmywaku i podając dania i sprzątałam, no i w ogóle takie podaj przynieś
            pozamiataj. Uważałam to za najbardzie beznadziejne, bezsensowne i będące
            stratą czasu (i godności) zajęcie (tym bardziej że to nie ja chciałam tych
            saksów, bardziej moi rodzice bo studiujace dzieci wszystkich znajomych
            jeżdziły, i żeby im nie sprawiać przykrości ja też pojechałam)- 3 miesiące
            frustracji, złości i poczucia "co ja tutaj robię ???". Jak skończyłam to
            wymazałam ten okres ze swej pamięci, a potem po 2 latach na studiach miałam
            projekt, w którym miłam zanalizować funkcjonowanie takiej knajpy, napisałam
            pracę z wyróżnieniem, bo zwróciłam uwagę na pewne aspekty które nikomu innemu
            do głowy nie przyszły. Od tej pory wyznaję zasadę , że każda nawet najgłupsza
            z pozoru rzecz może nam się w życiu przydać.

            A co to to z tym wierszem ?
            • verdana Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 15:35
              Niestety, Ratyzbona ma rację. Na matematyce się nie znam szczególnie, ale
              zaręczam, ze w zyciu nic trudniejszego od procentów nigdy mi się nie przydało.
              Na studiach miałam wprawdzie statystykę, ale ona opierała się też raczej na
              matematyce poniżej poziomu maturalnego. Całki, rózniczki, cała fizyka okazały
              się absolutnie zbędne. Żeby nie być jednostronną słoo daję, ze przepytałam
              kiedyś wszystkich znajomych redaktorów, czy przydała im sie w życiu gramatyka w
              takim zakresie, w jakim jest wykładana w obecnym gimnazjum. ANI JEDEN nie
              potrzebował w pracy takiego wyśrubowanego poziomu gramatyki. W codziennych
              rozmowach też raczej nie przyda się fizykom swobodne odróznianie jambu od
              anapestu.
              • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 16:01
                No sorry nie mogę się z Tobą verdeno zgodzić.

                Poprostu ogólnie wykształcony człowiek powinien takie rzeczy zaliczyć i się z
                nimi zetknąć. Przeciętnemu Polakowi wystarczy do życia wiedza w którym
                supermarkecie albo bazarze są najtańsze jajka, ale ja mam trochę inne potrzeby
                intelektualne. Teraz na stare lata uczę się włoskiego, choć jest mi on
                potrzebny totalnie "na grzyba", ale sprawia mi to przyjemność, że poznaje coś
                nowego, że jakoś się rozwijam. Jest wiele rzeczy które w życiu praktycznie są
                niepotrzebne, jak np powoli pisanie ręczne, zastępowane komputerem i co z
                tego ? przestac uczyć pisać ? Filmy na DVD zastępują lektury, przestać uczyć
                czytać ? Po co uczyć się o wojnach trojańskich czy Unii Lubelskiej, to taki
                sam pożytek jak znajomość tego czym różni się imiesłów przymiotnikowy od
                przysłowkowego, a czym całka oznaczona od nieoznaczonej, w zasadzie to nawet
                osławione twierdzenie Pitagorasa czy wzór na pole trójkąta, już się w życiu nie
                przydają, ale czy to oznacża że tego nie mamy się uczyć. Tak myśląc powoli
                dopracujemy się..., Boże nawet nie wiem jak to nazwać, tak mnie ta wizja
                przeraziła.

                Człowiek musi się uczyć, dużo i ciągle nawet do najstarszych lat. Moja 90-
                letnia babcia codziennie czyta kilkadziesiąt stron książek i rozwiązuje
                krzyżówki, jeśli jest nowe słowo czyta w encyklopedii i zapisuje sobie aby sie
                go nauczyć. Jest totalnie sprawna umysłowo i niejeden młody umysł może zagiąć.
                Moja babcia nie wybiera uczy się wszystkiego od chemii po muzykę, taki człowiek
                renesansu, i to dla mnie jest wzór do naśladowania.

                A tak w ogóle to właśnie dostałam zaproszenie do Japonii, starsznie jestem
                szczęśliwa i podniecona- jadę w listopadzie. Chyba zacznę się uczyć
                japońskiego...

                • verdana Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 16:14
                  Ja też nie mogę się z Tobą zgodzić. Oczywiście, że przez całe życie człowiek
                  powinien sie uczyć - ale przecież ty, podając przykłady dowodzisz właśnie tego,
                  o czym cały czas piszę. Człowiek może uczyć się właskiego, japońskiego albo
                  starocerkiewnosłowńskiego jeśli mu to nawet na nic konkretnego się nie przyda,
                  ale sprawi mu to przyjemność. Teraz wyobraź sobie, że ktoś zabronił uczyć Ci
                  się włoskiego, bo w programie jest chemia organiczna i czas przeznaczony na
                  naukę języka powinnaś poswięcić na doskonalenie się w tej chemii, pod groźbą
                  wyrzucenia z pracy. To nic, ze w pracy chemia ci po nic. To nic, ze marzysz o
                  nauce włskiego. Masz uczyć się chemii! To jest własnie sytuacja większości
                  licealistów, którzy gros swego czsdu spędzają nie na doskonaleniu swoich
                  zdolności, rozwijaniu zainteresowań i dodatkowej nauce przedmiotów, do których
                  mają upodobania i zdolności, ale na zakuwaniu rzeczy, których nienawidzą, nie
                  rozumieją i nie będa im przydatne - bo inaczej zostaną na drugi rok. Dla mnie
                  jest to typowe marnowanie zdolności. Ps. nie wiem czym rózni się całka
                  oznaczona od nieoznaczonej, nie pamiętam wzoru na pole trójkąta i nie
                  dostrzegam w swym zyciu najmniejszego braku tych wiadomości. Po prostu po
                  wykuci ich zapomniałam je jak najspieszniej, podobnie jak 99 procent moich
                  znajomych.
                  • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 17:00
                    No zaczynamy wznosić się na wyzyny filozofii a tego nie lubię...

                    więc sprowadzając rzeczy na ziemie.

                    1. Niestety w życiu nie zawsze robi się to co nam się podoba i uznajemy za
                    słuszne i czasem dla tzw lepszej sprawy trzeba się trochę pomęczyć...

                    2. to co jest do poziomu gimnazjum jest obowiązkowe dla wszystkich i jest to
                    absolutne minimum, kto tego nie opanuje jest intelektualnym impotentem.

                    3. po gimnazjum jest wybór, i nie każdy musi iść do Liceum OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO,
                    jak chce to może sie zapisać na kursy Jogi, albo wybrać samochodówkę.

                    4. ten który wybiera Liceum akceptuje to, że po jego skończeniu wykształci się
                    ogólnie, tj wszechstronnie, czyli zawiera jakiś rodzaj umowy, no a jak ktoś
                    zawiera umowę to potem jego psim obowiązkiem tej umowy dotrzymywać, i nie ma co
                    narzekać że każą się uczyć i o całkach i o jambach i tym podobne.

                    5. Nie przesadzajmy z tym programem i jego przeładowaniem, twierdze raz
                    jeszcze że dla w miarę inteligentnej i pracowitej osoby to niej jest takie
                    trudne, ja skończyłam Liceum i tysiące innych, jeszcze głupszych, więc wszystko
                    dla ludzi...

                    6. W ostateczności jeśli komuś program Liceum nie odpowiada może nauke
                    przerwać, albo pojechać do USA, tam podobno kształcą specjalistycznie, a potem
                    ich prezydent w oficjalnych przemówieniach myli jeden kraj z drugim (no cóż
                    może to złośliwe, bo Busha to i Amerykanie za specjalnie elokwentnego nie
                    uważają)

                    7. Prawdziwa specjalizacja zaczyna się na studiach, ale i tu wiekszość z rzeczy
                    których uczą wydaje się w dużym stopniu niepotrzebna- całe szczęście jest wybór
                    i nie na wszystkie wykłady trzeba chodzić, choć zaliczać trzeba wszystko.
                    Pewnie i w tym jest jakiś głębszy zamysł.


                    Uczyć się trzeba wszystkiego, można jednego więcej innego mniej, można coś
                    lubic bardziej coś mniej ale powiem raz jeszcze wykształcony człowiek to taki
                    który nie ma braków w wykształceniu i jest w stanie poruszać sie mniej więcej
                    pewnie we wszystkim na poziomie liceum. Potem to już niekoniecznie, to dla
                    tych ambitniejszych... (aczkolwiek jak już widzę testy egzaminacyjne do liceum
                    to nie wiem o co chodzi...)
                    • verdana Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 17:31
                      Wpadamy w błedne koło. Wszyscy muszą uczyć się wszystkiego, albo iść do
                      zawodówki, bo takie szkoły są. Umowę mogę podpisać tylko z takimi szkołami,
                      jakie istnieją. A mnie się wcale nie podobają. A może wcale nie są ani dobre,
                      ani ogólnokształcace? Nie rozumiem, dlaczego nie można narzekać. Jakby ludzie
                      nie narzekali, to program dzisiejszych szkół byłby taki sam jak w
                      średniowieczu. Trzeba własnie narzekać i działąć, bo przyszedł czas na zmiany.
                      Przedmioty, jakich uczą w szkole (poza dodaniem informatyki) praktycznie nie
                      zmieniły się od KEN - a to już ponad 200 lat. Chyba swiat się zmienił?
                      Podręczniki puchną z roku na rok. Przed wojną podręczniki były o 2/3 cieńsze
                      niż dziś, a ludzie z maturą mieli wykształcenie znacznie bardziej gruntowne niż
                      dzisiejsi maturzyści. No, ale dawniej można było wybierać - były gimnazja
                      klasyczne, realne - wcale nie uważano że wszyscy muszą umieć wszystko.
                      A może właśnie walczyć o to, żeby były licea i ogólnokształcące i bardziej
                      wyspecjalizowane - takie jak np. Staszic w Warszawie, kształcący głównie w
                      naukach ścisłych.
                      A poza tym, chciałabym trochę zburzyć mit o wszechwiedzy tych, którzy programy
                      układają. W szkole dzieci uczą się przez 6 lat fizyki - a ani jednego roku
                      filozofii. Gdzie tu wiedza ogólna? W życiu raczej przyda się podstawowa wiedza
                      o filozofii, socjologii czy ekonomii niż sześć lat fizyki i pięć chemii.
                      Szkoła komunistyczna uciekała od nauk społecznych - i słusznie - ustrzegała się
                      tym jeszcze większej indokrynacji. Przez to, ze istnieje karta nauczyciela nie
                      bardzo można gruntownie zmienić profil wykształcenia - nie mozna bowiem zwolnić
                      sporej części nauczycieli np. fizyki, a zatrudnić na to miejsce filozofów.
                      I dlatego LO nie jest wcale O.
                      Sama pisałam programy. I zaręczam - programy np. historii (na tym się znam), są
                      nudne, przeładowane, nieciekawe, nie do ogarnięcia i nie uczą historii. W
                      wiekszości uczą dat i faktów - a to nie cała historia.
                      Zapytajcie np. swoje starsze dzieci, czy uczyły się o podziale dzielnicowym i
                      czy rysowały mapki podziału dzielnicowego. Pewnie tak. A historycy wcale nie
                      znają tych granic, których uczą się dzieci w szkole.
                      A zapytajcie od czego pochodzi nazwa Hakata. Chór wyrecytuje nazwiska trzech
                      założycieli. Po co? Prowadzę kursy przygotowawcze na UW. Co roku gdy pytam
                      kursantów -z najlepszych warszawskich LO (Batory, Witkacy, Czacki, Dabrowski
                      itd) kiedy coś miało miejsce - odpowiada chór. Kiedy pytam dlaczego coś miało
                      miejsce - sala milczy. To ma być wykształcenie? Ci ludzie nauczyli sie w szkole
                      faktów, myślenia się nie wymaga.
                      Zareczam że 99% profesorów nie porusza się pewnie na poziomie licealnym
                      większośći przedmiotów. Dlatego mogą być profesorami.
                      • mmmd Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 19:17
                        verdana napisała:

                        W szkole dzieci uczą się przez 6 lat fizyki - a ani jednego roku
                        filozofii. Gdzie tu wiedza ogólna? W życiu raczej przyda się podstawowa wiedza
                        o filozofii, socjologii czy ekonomii niż sześć lat fizyki i pięć chemii.

                        Chyba trudno oceniac z gory co komu w zyciu sie przyda.

                        Zareczam że 99% profesorów nie porusza się pewnie na poziomie licealnym
                        większośći przedmiotów. Dlatego mogą być profesorami.

                        ??? Jezeli dobrze pamietam sama jestes profesorem....

                        Calkowicie zgadzam sie ze stanowiskiem Agatki. Obecny rynek pracy stawia
                        zupelnie inne wymagania. Nawet swiadomy wybor studiow, nie oznacza pracy w
                        wybranym kierunku. Chcac sie realizowac (nie mowie tu o wyscigu szczurow!!),
                        nalezy posiadac w sobie baze wszechstronnej wiedzy, aby w razie potrzeby
                        wykorzystac ja jako baze zmian zawodowych.
                        Wiem to dokladnie z wlasnego doswiadczenia. Juz od wczesnych klas licealnych
                        bylam zdecydowana humanistka, ale przedmiotow scislych tez sie uczylam. Na
                        pewno tez z racji, iz byly wykladane w jezyku angielskim, a to byla juz wtedy
                        moja najwieksza pasja. Nic wiec dziwnego, ze skonczylam anglistyke. Potem
                        przyszla specjalizacja (techniki tlumaczen), dalsza praca itp. A teraz po
                        latach - zwiazana jestem z uniwerkiem, ale swojej pasji tlumaczen nie zarzucilam
                        (doszedl tylko jeszcze jeden jezyk specjalistyczny - niderlandzki).
                        I jakiez byly te tlumaczenia przez te wszystkie lata? Odzywki dla dzieci,
                        zagrody przenosne dla owiec, zdalnie sterowane wiercenia pod naturalnymi
                        przeszkodami podziemnymi, technologia produkcji maczki ziemniaczanej i jej
                        derywatow, polska norma budowy rurociagow, kontrakty, akty prawne....... To tak
                        dla przykladu.
                        I jaki z tego wniosek? Sa zawody specjalistyczne (bo tak swoj moge okreslic),
                        ale nie mialabym szans robienia tego co robie (i co nadal ulwiebiam robic),
                        gdyby zabraklo mi szerokiej bazy w wielu dziedzinach. A to zawdzieczam i szkole
                        i swoim Rodzicom i pewnie swojej ciekawosci... I z ta mysla staram sie wychowac
                        swoje dzieci.
                        Pozdrowienia.
                        Malgosia
                      • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 19:38
                        W dyskusji o programie odpadam, bo nie mam o tym pojęcia. Za moich czasów
                        wszystko czego się uczyłam było bardzo ważne !!!!, kurcze niech będzie ze nawet
                        temat maturalny z PNOS-u (Prepedutyka nauki i ospołeczeństwie ???): pamiętam do
                        dziś: "Inicjatywy pokojowe Wojciecha Jaruzelskiego na forum ONZ"...i nawet
                        rzucanie granatem i zakładanie maski gazowej na czas i zasady postępowania
                        podczas ataku atomowego (pamietam do dziś taki film z domkami które fala
                        uderzeniowa przewracała jak karty i wizytę w schronie atomowym pod naszym
                        liceum)....

                        O rany wszystko jest względne, ale tak czy owak uczyć sie trzeba !!!
                    • antonina_74 Re: 3 grosze z pozycji (byłego) nauczyciela 23.06.04, 22:37
                      Wrzucę swoje 3 grosze. Uczyłam angielskiego w tzw. liceum profilowanym. Z
                      założenia ma to być coś pomiędzy liceum a technikum, szkoła ogólnokształcąco-
                      zawodowa dla nieco słabszych uczniów niż LO.
                      W tej szkole jest WIĘCEJ przedmiotów niż w LO - wzystkie przedmioty z LO na
                      poziomie profilu "ogólnego" PLUS przedmioty "zawodowe" np. w I klasie budowa
                      baz danych, projektowanie baz danych, podstawy statystyki, archiwizacja
                      informacji.
                      Tyle na temat że po gimnazjum jest wybór... Technikum również ma więcej godzin
                      niż LO.

                      I jeszcze z perspektywy nauczyciela liceum. Zbliża się klasyfikacja,
                      sprawdziany i... nagle okazuje się że każdy nauczyciel twierdzi że jego
                      przedmiot jest najważniejszy. "Możesz dziecko nie znać języków ale chemię
                      musisz umieć". "Jeśli nie zaliczysz geografii nie przejdziesz do II klasy
                      obojętne co masz z innych przedmiotów".

                      Jakim cudem przeciętny 16-letni człowiek który ma w I klasie liceum ponad 40
                      godzin zajęć tygodniowo może wkuć wiadomości z 15-16 przedmiotów, z których
                      każdy jest "najważniejszy" i "niezbędny do życia"?

                      Ja się zgadzam że pewna wiedza ogólna jest niezbędna do prawidłowego
                      funkcjonowania w społeczeństwie ale należałoby może ustalić kanon tej wiedzy
                      ogólnej a bardzie wyspecjalizowaną wiedzę podawać w ramach
                      profilu/specjalizacji/kółek zainteresowań. Tak jak to jest w nauczaniu języka,
                      do matury wystarczy średnio-zaawansowany poziom FCE (który zresztą zasadniczo
                      wystarczy do sprawnego funkcjonowania w języku na resztę życia), wiedzę powyżej
                      poziomu uczeń zdobywa sam lub idzie do klasy językowej.
                      • agatka_s Re: 3 grosze z pozycji (byłego) nauczyciela 24.06.04, 10:53
                        Antonino,

                        Nauczyciele (i szkoły) są różne, jedni mądrzy inni mniej. Każda przesada i
                        skrajność jest bez sensu, i wiadomo że kucie 24 h na dobę aby tylko zadowolić
                        wymagającego nauczyciele jest patologią. Ale tak czy owak nie mogę się zgodzić
                        aby dziecko chodzące do liceum podejmowało decyzje, że ponieważ jest
                        zadeklarowanym humanistą i pisze wiersze to inne nauki ścisłe może sobie
                        odpuścić. OK niech uczy się na trójki (to też dla ludzi), ale obowiązek jest
                        obowiązkiem. Ja olałam fizykę, ale dopiero w 4-tej klasie na totalnym wylocie,
                        poprzedzajac to 3 latami starań aby jednak tą trójke miec, a poza tym była to
                        tylko jedna-jedyna fizyka, z która miałam autentyczny problem, do reszty choć
                        nie wszystko mi pasowało jakoś się przykładałam, aby być chociaz ciut ponad
                        minimum.

                        A to, że blizsza koszula ciału, a każda sroczka swój ogonek chwali to też
                        naturalne...


                        antonina_74 napisała:

                        > Wrzucę swoje 3 grosze. Uczyłam angielskiego w tzw. liceum profilowanym. Z
                        > założenia ma to być coś pomiędzy liceum a technikum, szkoła ogólnokształcąco-
                        > zawodowa dla nieco słabszych uczniów niż LO.
                        > W tej szkole jest WIĘCEJ przedmiotów niż w LO - wzystkie przedmioty z LO na
                        > poziomie profilu "ogólnego" PLUS przedmioty "zawodowe" np. w I klasie budowa
                        > baz danych, projektowanie baz danych, podstawy statystyki, archiwizacja
                        > informacji.
                        > Tyle na temat że po gimnazjum jest wybór... Technikum również ma więcej
                        godzin
                        > niż LO.
                        >
                        > I jeszcze z perspektywy nauczyciela liceum. Zbliża się klasyfikacja,
                        > sprawdziany i... nagle okazuje się że każdy nauczyciel twierdzi że jego
                        > przedmiot jest najważniejszy. "Możesz dziecko nie znać języków ale chemię
                        > musisz umieć". "Jeśli nie zaliczysz geografii nie przejdziesz do II klasy
                        > obojętne co masz z innych przedmiotów".
                        >
                        > Jakim cudem przeciętny 16-letni człowiek który ma w I klasie liceum ponad 40
                        > godzin zajęć tygodniowo może wkuć wiadomości z 15-16 przedmiotów, z których
                        > każdy jest "najważniejszy" i "niezbędny do życia"?
                        >
                        > Ja się zgadzam że pewna wiedza ogólna jest niezbędna do prawidłowego
                        > funkcjonowania w społeczeństwie ale należałoby może ustalić kanon tej wiedzy
                        > ogólnej a bardzie wyspecjalizowaną wiedzę podawać w ramach
                        > profilu/specjalizacji/kółek zainteresowań. Tak jak to jest w nauczaniu
                        języka,
                        > do matury wystarczy średnio-zaawansowany poziom FCE (który zresztą zasadniczo
                        > wystarczy do sprawnego funkcjonowania w języku na resztę życia), wiedzę
                        powyżej
                        >
                        > poziomu uczeń zdobywa sam lub idzie do klasy językowej.
                        >
                        >
                  • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 17:16
                    verdana napisała:

                    > >
                    > o czym cały czas piszę. Człowiek może uczyć się właskiego, japońskiego albo
                    > starocerkiewnosłowńskiego jeśli mu to nawet na nic konkretnego się nie
                    przyda,
                    >

                    hmmm małe sprostowanie SCS-u, czyli starocerkiewnosłowiańskiego nie można się
                    uczyć bo to jeżyk martwy, można się uczyć o nim,i jaki miał wpływ na
                    poszczególne języki słowiańskie, to tak jak i łacina, wiem bo przez rok
                    studiowałam filologię słowiańską a konkretnie serbsko-chorwacki (język który
                    też zreszta już nie istnieje, ale z powodów politycznych)- takie miałam
                    pokrecone studia od japonistyki przez serbsko-chorwacki do zarządzannia
                    (wybrałam zarządzanie bo były tam fajne chłopaki (90% studentów) i fajnie sie z
                    nimi grało w brydża...
                    • verdana Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 19:15
                      Jak to nie mozna się uczyć? Ludzie się uczą także łaciny i greki - a to też
                      języki martwe.
                      • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 19:32
                        No nie mozna ,bo to nie jest język żywy, w którym mozna sie porozumiewać.
                        Istnieje kilka zapisów historycznych w tym języku (np Bogurodzica i kilka tam
                        innych, ale już nie pamiętam tytułów), i cały ten SCS na studiach to analiza
                        tych dzieł, i słów tam występujących no i o ile pamiętam koniugacja i
                        deklinacja. Ale przede wszystkim SCS jest potrzebny, aby zrozumieć różnicę
                        między poszczególnymi językami słowiańskimi, bo one wszystkie powstały właśnie
                        z SCS-u a tylko róznie ewoluowały, i można to prześledzić, Czyli nie jest to
                        język do nauki a bardziej baza do zrozumienia korzeni języków słowiańskich i to
                        miałam na myśli mówiąc że uczy sie o języku, a nie języka. Poprostu w tym
                        języku nie uczymy się słowek czy budowy zdań, napewno z nikim nie da się
                        pogadać w języku SCS, i nie da się z niego odpytać. Myślę ze z łaciną i greką
                        jest tak samo, tylko spuścizna w tych językach jest większa i stąd wydaje się
                        że te języki sa bardziej zasobne dlatego nawet i współczesnie od biedy można
                        machnąć jakiś utwór w starożytnej grece czy łacinie. Z SCS-em to by raczej nie
                        przeszło, no moze jakiś wybitny specjalista siedzący w tym bardzo głęboko.
                        • ratyzbona Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 19:49
                          Od kiedy "Bogurodzica " jest w starocerkiewnosłowiańskim? Pytam jako uczennica
                          liceum ogólnokszłcącego , która na analizie językowych zabytków tego dzieła
                          literatury średniowiecznej spędziła pięć lekcji. Co zas się tyczy chwalonej
                          przez was wszechstronności to trzeba powiedzieć ,ze to wielka lipa. Fizyka,
                          matematyka, nawet poczciwa historia są w szkole niezwykle zafałszowane by
                          dostosować je do poziomu licealistów. Później na studiach trzeba licealistów
                          wszystkiego uczyć od nowa. Jaki to ma sens uczyć wszystkiego wszystkich skoro i
                          tak nie jest to prawdziwa wiedza? Co do argumentu ,że wszystko się może w życiu
                          przydac to mogę powiedziec ,że jest mocno przesadzony - wysłuchałam w życiu
                          wielu rozmów i w żadnej z nich nie padło stwierdzenie - ,, Gdyby nie te całki
                          to bym sobie nie poradził" albo ,, Warunki Unii Lubelskiej były bądź co bądź
                          korzystne".
                          • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 20:51
                            Czy ta Bogurodzica była pisana SCS-em to teraz już głowy nie dam (i jak tak się
                            zastanawiam to chyba masz rację,że nie), ale napewno są tam przyklady pewnych
                            typowych tylko dla języka polskiego "pozostałości" po SCSie tj. przegłos
                            polski i pamiętam że tą Bogurodzicę się w tym kontekście wałkowało, a teksty
                            oryginalne SCS to nie pamietam, mam prawo bo raz że to było z 10 lat temu poza
                            tym byłam na slawistyce tylko rok i uciekłam z krzykiem bo Cyryl i Metody
                            wyskakiwał z przysłowiowej lodówki...

                            A ty Ratyzbono jeszcze nie na wakacjach ???
    • tejrezjasz Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 20:08
      Cóż jestem początkującym psychologiem i widzę ,że niektórzy z nas maja niezłe
      kompleksy na punkcie swojego dziecka. Rozumiem ,że jest ono piatkowym
      uczniem,ale niczym specjalnym się nie wyróżnia.Więc tłumaczysz sobie Agatko, iż
      najważniejszym jest być dobrym we wszystkim. Lecz trzeba pamiętać o tym, że
      dobry nie znaczy doskonały. Człowiek ma zazwyczaj ograniczone zasoby i nie może
      zrozumieć wszystkiego. J4est mnóstwo ludzi, którzy są dobrzy we wszystkim, ale
      historia pamięta tylko tych doskonałych w jednej dziedzinie.
      • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 20:40
        O Jezu widać że jesteś początkującym (z naciskiem na to słowo) psychologiem.

        Moje dziecko, ma 9 lat, kończy 2-gą klasę podstawową i póki co to najlepsze
        jest w pływaniu i znajomości współczesnego futbolu światowego (tu może zagiąć
        każdego komentatora łacznie z panem Szpakowskim), i póki co to ja nie mam
        kompleksów na punkcie swego dziecka (powiem wręcz że duma mnie roznosi, choc
        się z tym kryję, i tylko tu anonimowo daję wyraz zachwytowi jaki mnie ogarnia
        na jego widok...), bo najważniejsze że fajny z niego dzieciak, wesoły i
        sympatyczny. Na razie nie wiem co z niego wyrośnie, mimo że odpukać na razie
        idzie nie najgorzej.

        Problem wszechstronność versus specjalizacja póki co analizowałam w tym wątku
        na przykładzie swojej własnej skromnej osoby i mojej kariery edukacyjnej (nie
        zachęcam aby czytać moje posty bo moja wrodzona skromność którą się wyróżniam
        mi nie pozwala, ale gwoli uczciwości wypadałoby je przeczytać przed zabraniem
        głosu), aha i jakby co to też nie mam kompleksów na swoim punkcie...(a tak
        apropos psychologie, po 2 latach zaliczyłam egzaminem na 5, choć przez
        wyróżnijącą mnie skromność wspominać nie powinnam, jeszcze się nabawisz
        kompleksów...)

        A teraz poważnie: mnie się można czepiać, ale moje dziecko prosze zostawić w
        spokoju.



        • tejrezjasz Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 21:59
          Widze ,że trafiłem w czuły punkt.
          Ps. No tak semestr czy dwa psychologi i to jeszcze zaliczone na pięć czyni z
          ciebie doskonałego praktyka i teoretyka.(dla niewtajemniczonych jeśli nie jest
          wybitnie uzdolnionym to studia psychologiczne trwają pięć lat)
          Dobrze że jesteś taka skromna.
          • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 22:15
            Ja miałam 2 lata psychologii na UW na wydziale Zarządzania.
      • mmmd Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 21:09
        Jak mozesz cos takiego napisac? I to nie tyle jako psycholog, ale i czlowiek.
        Twoje slowa bardziej moga swiadczyc o Tobie samej (=postrzeganiu samej siebie)
        niz o innych. KAZDY czlowiek, bez wzgledu na poziom inteligencji, z zasady
        czyms sie wyroznia, bo wynika to z unikalnej kombinacji cech kazdego z nas.
        Nie mowili o tej podstawowej prawdzie (jakby mogla brzemiec banalnie) na
        studiach?
        • verdana Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 21:39
          Niestety, wypowiedzi niektórych zwolenników wszechstronnosci świadczą, że nie
          bardzo rozumieją o co chodzi. Oczywiście, jeśli się nie ma określonych
          zainteresowań i kłopoty z wyborem kierunku studiów (jeśli najważniejszym
          kryterium pozostaje towarzystwo) to faktycznie, nie wiadomo co w życiu się
          przyda. Inaczej jest, jeśli młody człowiek jest faktycznie wybitny i WIE co
          chce w zyciu osiągnąć.
          Zresztą wszechstronność, jak widać, nie zawsze wychodzi na dobre. Człowiek zna
          fakty, ale myli się podając je - jak np. Bogurodzica po
          starocerkiewnosłowiańsku czy powiedzenie, ze ze SCS nie można odpytać. O! I
          jeszcze jak mozna! Moze więc lepiej się specjalizować i wiedzieć mniej, ale za
          to dobrze?
          Każdy faktycznie się wyróżnia, ale nie wszyscy pozytywnie...
          • ratyzbona Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 21:52
            Wydaje mi się, że wszechstronność powinna mieć swoje granice - można uważąć ,że
            w szkole nalezy się uczyc czternastu przedmiotów ale kierunek studiów to już
            czysta specjalizacja i trzeba wybrać jeden. Jak widać szkoła do tego nie
            przygotowała . Ciekawe dlaczego?
            • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 22:12
              O ile rozumiem to jest pytanie do mnie ?

              No więc moje studia wyglądały tak, zdawałam na japonistykę, bo egzamin w moim
              pojęciu był łatwy 2 języki obce + gramatyka polska. Ja byłam super z
              matematyki ale noga z fizyki więc wszelkie ścisłe studia odpadały, we
              wszystkich humanistycznych studiach potrzebne było zdawanie historii lub
              geografii z których nie czułam się wystarczająco mocno, a medycyna i inne takie
              totalnie mnie nie interesowały. Więc te 2 języki obce i gramatyka, wyglądały
              do przejscia. Ze wszelkich orientalnych krajów japonia była mi najbliższa dużo
              o niej wiedziałam, korespondowałam z 3 Japonkami (listy prawdziwe nie jak teraz
              e-maile) i stąd ten wybór. Egzamin zdałam z 6-stą lokatą (było 14 osób na
              miejsce), miejsc było 5. Zaproponowano mi w zamian iranistykę albo filologię
              słowiańską, którą zaczełam studiować, aby nie siedzieć w domu (w tamtych
              czasach nie było mowy o pracy). Po roku slawistyki byłam pewna, że ani
              slawistyka ani żadna filologia to nie dla mnie, poprostu nie ten temperament
              (ja muszę być w ruchu a nie ślęczeć nad tekstami i je analizować). I wtedy
              wybrałam zarządzanie, już całkowicie świadomie mogąc wybierać wszystkie dowolne
              kierunki bez egzaminu. Przyjęto mnie od razu na drugi rok pod warunkiem
              zaliczenia też egzaminów z pierwszego roku, dużo się uczyłam, ale się udało, a
              potem to było już z górki, na trzecim roki ITS i podjęcie pełnoetatowej pracy i
              tyle.

              No cóż a po Liceum, to fakt totalnie nie wiedziałam co chcę robic w życiu, to
              zresztą były inne czasy, na studia się szło dla samych studiów nie koniecznie
              myśląc co sie będzie po nich robić zawodowo. Zresztą możliwości tylu co teraz
              nie było, możliwosci zaczęły się dopiero po drugim roku kiedu jak za pomocą
              czarodziejskiej różdżki ekonomia socjalizmu zamieniła się w mikro i makro
              ekonomie.

          • agatka_s Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 21:55
            Nie wiem Verdeno czemu mnie atakujesz, i ja w to zwyczajnie nie wchodzę, bo nie
            lubię się spierać w ten sposób. A poza tym inteligencja to też poczucie humoru
            i dystans jaki należy mieć do siebie, ale cóż to cecha wyłącznie ludzi
            wybitnych. Spierać na argumenty owszem możemy, ale nie na osobiste
            wycieczki. Nie sprowokujesz mnie, nie mam zamiaru rozmawiać z tobą na tym
            poziomie.

            Mądrość o którą tu tak bardzo walczysz polega też na tym, że człowiek umie się
            przyznać do błędu. Ja to zrobiłam, bo zawsze jak się pomylę czy zagalopuje to
            to robie. A złośliwe drwienie z tego, że ktoś coś zapomniał, czy w ferworze
            coś tam przeinaczył, przepraszam ale świadczy tylko o małostkowości.

            Sorry ale po Twoim ostatnim poście zwyczajnie nie mam więcej ochoty na rozmowę
            z Tobą, więc daruj sobie odpowiadanie.

            • verdana Re: wszechstronnosc versus specjalizacja 23.06.04, 22:44
              Antonino! Dopiero teraz przeczytałam twój post! Już rozumiem, co nas łączy i
              dlaczego inne mamy pewnych rzeczy nie rozumieją. Po prostu my widzimy szkołę z
              dwóch stron - i jako rodzice i jako byłe nauczycielki. Dopiero wtedy widać, że
              dzieci nie kłamią i nie przesadzają, mówiąć, ze są przeciążone i nie są w
              stanie ogarnąć całej wiedzy.
    • judytak pytanie egoistyczne 24.06.04, 10:33
      proszę, podajcie mi namiary na szkoły ponadpodstawowe w Warszawie, w których
      uczy się dzieci samodzielnie myśleć, wyciągać wnioski, i używać do tego
      zadania "języki" (sposoby myślenia) różnych gałęzi nauki

      dziękuję
      Judyta
      • verdana Re: pytanie egoistyczne 24.06.04, 13:45
        Moim zdaniem gimnazjum przy liceum na Bednarskiej. Niewątpliwie uczy myśleć.
        Chyba teraz istnieje też gimnazjum przy II SLO. Chociaż ja bym tam dziecka z
        róznych wzgledów nie posłała (nie tylko finansowych!). Ale rodzice sa na ogół
        bardzo zadowoleni. Natomiast przestrzegam przed renomowaną Twardą - to jak
        powiedział jeden z uczniów "Legia Cudzoziemska" - maszeruj albo giń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka