W wątku na temat próby sił wywiązała sie ciekawa, moim zdaniem, dyskusja.
Zawsze wydawało mi sie, ze moja koncepcja wychowywania dzieci nie jest bardzo kontrowersyjna, oparta jest na jakiejs tam znajomosci literatury i kazuistyki, własnych przemysleniach i szczesliwie spojna z moim charakterem. Nie ukrywam, ze wierze w słuszność swojego podejścia (gdybym nie wierzyła musiałabym znalezc inne, ktore wzbudzaloby moje zaufanie).
Mój dom jest domem, gdzie naprawde wiele mozna, granic i zasad jest malo, natomiast te ktore sa, maja naszym zdaniem uzasadnienie i sa przestrzegane. Dzieciaki usmiechniete, odpowiednio brudne, nie ma wrzaskow, nie ma awantur, szanujemy nie tylko dzieci, ale tez i siebie nawzajem. Oczywiscie popełniamy tez błędy, zaliczamy większe i mniejsze wpadki, ale wszystko sie jakos kręci i nie mamy poczucia, ze idziemy w złym kierunku.
Zdziwiło mnie wiec, ze nagle zaczęłam byc traktowana jako tyran i dyktator, kazda próba wpływu na zachowania dziecka jest odczytywana jako zamach na jego niezależność, a każde oczekiwanie wobec dziecka to brak akceptacji i podcinanie skrzydeł.
Kary (tam, gdzie sie da oczywiscie konsekwencje), nagrody sa uznawane za przeżytki stanowiące wyraz przewagi rodzica nad dzieckiem.
Zaczęłam szperac po forach i odniosłam wrazenie, ze promocja pewnych książek, doprowadziła do znieksztalcenia obrazu wszystkich innych pomysłów na wychowywanie dzieci.
Moim zdaniem jest nie jest to dobre i moze miec poważne konsekwencje.
Dlatego proponuje Wam lekturę dwoch popularnonaulowych artykułów, bardzo prosze o nieprzywiazywanie sie do nazw, bo to znieksztalci dyskusje, a o przeanalizowanie swoich modeli wychowania dzieci na tym tle.
Chciałabym zachęcić do pochylenia sie nad autorytatywnymi metodami wychowywania. Co o nich myślicie?
Linki beda w dwoch oddzielnych postach, bo tabletek nie chce ustąpić i ciagle cos kasuje