21.08.04, 16:49
Iwo jest jeszcze malutki i troche poczeka.Ale może wśród Was są miłośnicy
jazdy konnej.Kiedy zaczęliście wsadzać dzieci w siodło?
Obserwuj wątek
    • edz.anna Re: KONIE 21.08.04, 18:44
      Jak moja Mała miała ok. rok powoli zaczełam zabierac ją do stadniny. Nie jeżdzi
      sama, bo brak odpowiednich koników - ma teraz 4 lata, ale ze mną uwielbia.

      Znajoma spędza całe dnie w stadninie a wraz z nią jej dzieci. Jeżdżą same na
      wysokich koniach jak tylko skończyły 3 lata. Ja bym sie bała.

      POzdrawiam,
      Ania
      ps. Jak znacie godne polecenia stadniny w Krakowie to proszę dajcie znać!
    • blanqua Re: KONIE 22.08.04, 12:47
      Jedna z kuzynek zaczęła naukę w wieku 3 lat. Jak miał 4-5 to sama jechała na
      dużym koniu. Akurat jej rodzice wtedy mieli okres fascynacji końmi i wszyscy
      jeździli do stadniny. Jak widziałam ją jako malucha 4-5 lat jak kłusowała
      w "cyrku" to się bałam. No i w końcu spadła oczywiście smile Na to jej mama
      powiedziała, że koń nie jest żadnym potworem, nic dziecku nie zrobi.
      Rzeczywiście, jak spadła koń przystanal, poczekał.
      Jeździła regularnie do wieku około 8 lat, potem już było gorzej z powodu innych
      zajęć - nie było czasu.
      Dodam, że jeździła w normalnej stadninie (nie zadne prywatne konie czy coś w
      tym stylu)
      Uczyła się bardzo szybko, dlatego nawet umie galopować, jeździła w teren - z
      rodzicami - każdy na swoim koniu.
      Nic jej jazda konna nie zaszkodziła a nawet pomogło - jest dzisiaj silną,
      wysportowaną dziewczyną, zdrową jak tur.
      Blanka
    • mama_szefusia Re: KONIE 23.08.04, 09:17
      Ja jestem instruktorem jazdy konnej i hipoterapii (rehabilitacji poprzez jazdę
      konną). Uczyłam tez dzieci jazdy konnej na kucach (koń do 148 cm w kłębie) i
      pracowałam jako hipoterapeuta.

      W miejscu gdzie uczyłam jeździć było ograniczenie wieku od 2,5 lat. Młodszych
      dzieci nie przyjmowalismy na jazdy. Te najmłodsze maluchy jeździły albo na
      szetlandach (kuce malutkie, około 1 m w kłębie) albo na większym kucu razem ze
      mną (siedziałam za dzieckiem) - zależało to od równowagi malca.
      Dzieci do 7 roku życia nie mogły jeździć samodzielnie - nawet jeśli trzymały
      wodze w ręku to ja trzymałam konia na lonży lub uwiązie (tak na wszelki
      wypadek). Dodam, że kuce były starannie i specjalnie przygotowane dla dzieci -
      szkolenie jednego konia trwało przynajmniej pół roku zanim wsiadło na niego
      dziecko.

      W miejscu gdzie pracowałam jako hipoterapeuta przyjmowalismy nawet maluchy
      jednoroczne na rehabilitację. Ale zawsze asekurowaliśmy dziecko z góry
      (terapeuta siadał na koń i trzymał dziecko przed sobą) i takie maluchy nie
      siadały na koniu okrakiem (bo nie potrafiły odwieść nóżek tak szeroko) chybą,
      że na chwilę na szyi konia.

      Chętnie odpowiem na wszystkie pytania szczegółowe związane z jazdą konną dla
      dzieci, bo uwielbiałam tę pracę.

      Pozdrawiam
      Ola mama Jasia

      PS. Jeszcze dla ścisłości troszkę o nazewnictwie "końskim":

      Stadnina - to miejsce, gdzie powadzi się hodowlę (rozród) koni

      Ośrodek/klub jeździecki - to miejsce gdzie oferuje się naukę jazdy konnej

      Koniarzy razi trochę używanie nazwy stadnina dla ośrodków prowadzacych naukę
      jazdy konnej.
      • ansla Re: KONIE 23.08.04, 11:18
        Olu
        moja Zosia ma słabsze napięcie mięśniowe ( miała długo wysoką żółtaczkę), do tej
        pory chodziła na zajęcia rehabilitacyjne (ma 14m). Terapełtka powiedziała, że w
        tym okresie zajęcia z nią Zosi już nie pomogą, ponieważ chodzi. Zaleciła jednak
        hipoterapię przynajmniej 2x w miesiącu. Powiedziała nam o charakterystycznym
        ruchu konia, który przypomina ruch człowieka.
        Pisałaś,że u Ciebie na zajęciach dzieci miały 2,5 lat. Czy Zosia nie jest za
        mała ? Czy nie zrobi krzywdy konikowi. Jest trochę nadpobudliwa niekiedy prawie
        krzyczy jak chce wydobyć z siebie emocje, ma "charakterek" ,zaczepia zwierzęta,
        do tej pory były to psy. Dwa z nich złapały ją za rączkę, jednak to Zosię
        niczego nie nauczyło. Jest bardzo ciekawska i lubi zwierzęta. Jeśli możesz
        napisz na czym polegają pierwsze zajęcia.
        Ania
        anmir@asp.gda.pl
        • mama_szefusia Re: KONIE 23.08.04, 13:39
          Aniu,

          na hipoterapie mogą chodzić dzieci młodsze (powyżej 1 roku). To prawda, że
          człowiek siedzący na koniu podlega impulsom prawie identycznym co podczas
          chodu. Pomaga to rehabilitowanym dzieciom torować prawidłowy wzorzec ruchu. Z
          tego co piszesz z Twoją córeczką powinien na jednego konia siadac tez terapeuta
          i asekurować ją z góry (będzie siedział za dzieckiem, podtrzymywał je i pomagał
          wykonywać ćwiczenia).

          Jeśli chodzi o "charakterek" to myślę, że nie ma powodu do obaw. Po pierwsze
          konie są duże i samo to wzbudza u dzieci duży respekt (nie są tak obcesowe jak
          z kotkami czy pieskami), poza tym konie do hipoterapii są specjalnie szkolone i
          nie powinno im przeszkadzać ciągnięcie za ogon, wsadzanie palców do oczu, uszu
          czy nosa itp. Pomijając fakt, że hipoterapeuci są przeszkoleni w radzeniu sobie
          z dziećmi - także tymi nadpobudliwymi.

          Żeby zapisać się na zajęcia z hipoterapii potrzebne Ci będzie skierowanie od
          lekarza prowadzącego Zosię (opis problemu, historia choroby, wskazanie
          ewentualnych przeciwskazań do hipoterapii) - wiele ośrodków hipoterapii posiada
          specjalne druki do wypełnienia dla lekarzy. Dobrze by było gdyby dotychczasowa
          rehabilitantka Zosi anpisała co z nią ćwiczyła, na co trzeba zwrócić szczególną
          uwagę itp. Żeby mieć gwarancję, że ośrodek jest dobrze przygotowany należy
          szukać takich, które posiadają patronat Polskiego Towarzystwa
          Hipoterapeutycznego.

          Pierwsze zajęcia to zazwyczaj zaznajomienie z końmi, ze stajnią, z terapeutą,
          nauka BHP (czyli podstawowe zasady bezpiecznego obchodzenia się z koniem),
          czyszczenie, siodłanie i krótka przejażdżka. Na podstawie tego terapeuta
          określa indywidualny program rehabilitacji. Dziecko ma założoną własna
          kartotekę, gdzie wpinane są wszystkie dokumenty, a terapeuta prowadzi notatki z
          zajęć.

          Bardzo polecam hipoterapię, jako zajęcia uzupełniające kompleksową
          rehabilitację dzieci, bo sama widziałam, że daje to wspaniałe efekty, a przy
          okazji dzieci sa po prostu szczęśliwe z faktu obcowania z końmi. Praca z
          dziećmi jest dla nas dużo łatwiejsza, bo jazda konna jest bardzo atrakcyjna
          formą terapii.

          Podaję link do strony internetowej o hipoterapii:

          www.hipoterapia.org

          Jeżeli jesteś z Warszawy to bardzo polecam ośrodek hipoterapii na Wolicy
          (Ursynów-Natolin) - prowadzi go fundacja, której link podałam powyżej.

          Pozdrawiam
          • ansla Re: KONIE 23.08.04, 14:09
            Dziekuję Olu
            Bardzo żałuję,że nie jestem z Warszawy tylko z Gdańska. Widziałam stronę do
            której podałas mi link. Może orientujesz się jaki jest kosz zajęć? Na
            rehabilitację chodziłam do fundacji finansowanej z kasy chorych, czy hipoterapia
            może też być na tej samej zasadzie, myślę,że nie ale się pytam.
            Czy po skierowanie mam się zgłosić do lekarza pediatry, czy do neurologa?
            Dziękuję raz jeszcze za informacje. Myślę ,że Zosi spodobają się zajęcia.
            Ania
            • mama_szefusia Re: KONIE 23.08.04, 14:26
              Skontaktuj się z PTHip, oni może będą w stanie pomóc Ci w wyborze ośrodka w
              Gdańsku:

              Polskie Towarzystwo Hipoterapeutyczne
              ul. Salwatorska 14, 30-109 Kraków
              tel/fax 012-428 11 11
              www.pthip.pl
              biuro@pthip.pl

              W Warszawie koszt tych zajęc wynosił, chyba 18 PLN za jedne zjęcia (ale nie
              pamiętam na 100%). Opłacało się jeden semestr zajęć, można było w ratach.
              Zajęcia były dofinansowywane przez sponsorów. Kiedyś przysługiwała refundacja z
              Kas Chorych i PFRON ale to było dawno.
              Generalnie sprawy finansowe zależą od ośrodka i jego pomysłowości. Zazwyczaj
              ośrodki staraja się, żeby cena była niewysoka, bo często rehabilitacji wymagają
              dzieci z biednych rodzin, często też, niestety, gdy rodzi się dziecko
              niepełnosprawne matka zostaje z nim sama.

              O to, od jakiego lekarza ma byc skierowanie tez musisz się dowiedzieć w
              ośrodku. U nas wolelismy od neurologa, bo precyzyjniej opisywał problem
              dziecka, ale niektóre ośrodki moga mieć kontrakt z NFZ i wtedy będą wymagać
              skierowania od lekarza pierwszego kontaktu.

              Jestem pewna, że Zosia polubi zajecia, zwłaszcza, że lubi zwierzęta.

              Pozdrawiam
    • marzena21 Re: KONIE 23.08.04, 15:48
      Cześć
      moje dzieci chodzą od około 2,5-3 lat. Bardzo im się to podobało więc zaczęłam
      myśleć o prawdziwej jakiejś nauce choćby podstawowej- żeby mogły
      sobie "potuptać koniem" ale dowiedziałam się od kuzynki, która ma własną
      stadninę i prowadzi również szkolenia że dzieci do 7 lat nie powinny uczyć się
      jazdy konnej (tak powiedział jej ortopeda kiedy chciała uczyć swojego zyna
      jazdy konnej) ze względu na układ kostny, który do tego czasu jest w bardzo
      intensywnej fazie kształtowania- potem mogą pojawić się problemy z postawą,
      sylwetką albo inne problemy ortopedyczne. Szerokość grzbietu konia jest
      zupełnie nieodpowiednia (podobno) do rozstawu nóżek dziecka. Nie mówię
      oczywiście o takim siadaniu na konia od czasu do czasu na 20 min ale o
      regularnym dosiadaniu konia i braniu regularnych lekcji.
      Moje dzieci więc na razie sadzam od przypadku do przypadku- od niedzieli do
      niedzieli po 15 min każda- z resztą niedawno bardzo polubiły kucyki.
      • ka1311 Re: KONIE 23.08.04, 16:33
        Witaj,
        Widać co ortopeda to inne zdanie. Kiedy byłam u ortopedy z moją córką (wtedy 4
        lata) i spytałam o jazdę konną (też słyszałam różne zdania na ten temat)
        usłyszałam, że po basenie jest to najodpowiedniejszy sport dla dziecka. I w
        zasadzie obserwując moje dzieci (2 lata i 5 lat) mogę się z tym zgodzić.
        oczywiście podstawą jest spokojny, dobrze ułożony koń, który jest
        przyzwyczajony do takich nietypowych jeźdźców. Jazda konna to sport poruszający
        ok. 90 % mięśni (proponuję wsiąść i po godzinie już bedziesz wiedziała, które z
        mięśni dostały sporą lekcjęwink), oprócz tego uczy zachowania równowagi i co
        najważniejsze dziecko obcując z koniem uczy się, że on też czuje, niektóre
        rzeczy lubi inne nie, po prostu koń wychowuje dziecko. Moje dzieciaki jeżdżą
        jak tylko nauczyły się chodzić. Na początku były to krótkie, ale regularne
        przejaźdźki (koń prowadzony przez instruktora na uwiązie, mama trzymała dziecko
        za nóżkę i w pasie), potem dzieci już siedziały samodzielnie i powolutku
        wykonywały różne ćwiczenia (zrób pa, pa mamusi, pokaż jaki jesteś duży,
        pogłaszcz konika po szyi, a teraz poklep po zadzie, najpierw jedną rączką,
        potem drugą). Kiedy było widać, że maluch się już absolutnie nie boi powolutku
        próbowaliśmy kłusować. Najpierw dosłownie parę kroków (koń nadal na uwiązie),
        potem już na ląży i troszkę dłużej. Kiedy córka miała 4 lata zaczęła naukę
        anglezowania (na początku wychodziło jej co dwa takty smile). W tej chwili umie
        już anglezować na ląży i kłusuje samodzielnie (na razie jest tak przejęta
        samodzielnym kłuse, że zapomina jak się anglezuje smile, ale myślę, że to
        chwilowe. Synek jest na etapie sam siedzi i na chwilkę puszcza siodło, żeby
        zrobić pa, pa smile. Naprawdę z czystym sercem mogę polecić ten sport zdrowym
        dzieciom (chore za zgodą lekarza). To doskonała nauka nie tylko jazdy jako
        takiej, ale i obcowania ze zwierzęciem!
    • triss_merigold6 Re: KONIE 23.08.04, 18:22
      Na temat hipoterapii się nie wypowiem ale jak przeczytałam niektóre wypowiedzi
      na temat nauki jazdy konnej małych dzieci to cóż... pogratulować niektórym
      rodzicom wyobraźni.
      Jeżdżę amatorsko od paru lat i trochę się napatrzyłam na naukę w różnych
      stajniach. Dodam, że sama mam zamiar w przyszłości zapisać dziecko do dobrej
      szkółki jeździeckiej ale pod pewnymi warunkami.
      Dziecko (mówię tu o kilkulatkach) powinno jeździć w dziecięcym siodle. Na ogół
      właściciele stajni tego nie oferują bo siodło dziecięce kosztuje niemal tyle
      co "dorosłe" - stąd wątpliwości ortopedy zapewne. Skracanie strzemion nie
      wystarczy.
      5-latek w terenie na dużym koniu - rodzice idioci. Maluch nie ma szans na
      opanowanie konia jeśli ten spłoszy się i poniesie, skoczy, gwałtownie zatrzyma.
      Na dobrą sprawę w teren nie powinny jeździć dzieci młodsze niż jakieś 10 lat.
      "Koń krzywdy nie zrobi" - piramidalna bzdura, owszem nie zrobi krzywdy jeśli
      został ułożony do hipoterapii ale do normalnego konia lepiej podchodzić z
      ograniczonym zaufaniem.
    • blanqua Re: KONIE 23.08.04, 18:57
      Nie nazwałabym rodziców mojej kuzynki idiotami. W teren jechali w trzy lub
      cztery konie, oboje rodziców, instruktor. Nie miała pięciu lat wtedy ale jak w
      teren to już z 7-8. Prezdtem tgylko po ośrodku.
      Koń krzywdy nie zrobi - wiadomo, że dziecku nie daje się konia narowistego czy
      bardzo ostrego. Ćwiczyła na jednej klaczy, dość już wiekowej i spokojnej.
      Zyski są ogromne a strat nie ma żadnych.
      Blanka
      • triss_merigold6 Re: KONIE 23.08.04, 19:28
        To zależy od stajni. Są świetne, z bdb. instruktorami i odpowiednio
        zajeżdżonymi końmi, są też takie gdzie dzieci sadza się na konie powyścigowe
        czyli odkupione za niewielkie pieniądze niemal prosto z toru (kontuzjowane,
        zbyt wolne do sportu) i one bywają zwyczajnie niebezpieczne.
        Z Twojej wczesniejszej wypowiedzi zrozumiałam, że w teren jeździła 5-latka.
        W każdym razie sprawdzenie ośrodka czy szkółki jeździeckiej, doboru koni i
        przygotowania instruktorów to podstawa. Właściciele często chcą tylko zarobić i
        opowiadają bajki.
        • blanqua Re: KONIE 23.08.04, 20:08
          Pięciolatka nie jeździłą w teren. Pięciolatka dopiero kształcila swoje
          umiejętności. W teren - 7, 8 lat z rodzicami (każde na swoim koniu) i
          najczęściej instruktor też.
          To był ośrodek jeździecki, konie ujeżdżone, a dziecko dostawało konia
          spokojnego, łagodnego i najczęściej niezbyt młodego smile
          Istotny jest też charakter kuzynki. Ona ma cechy, których nie mam ja - jest
          wysoka, bardzo silna, umięśniona i wysportowana. I taka była od dziecka - jak
          również samodzielna. Pewnie też dlatego na wiele jej pozwalano bo dawała sobie
          rade.
          Blanka
    • mama_szefusia Re: KONIE 24.08.04, 08:05
      Zgadzam się z Triss_Merigold jesli chodzi o BHP. Jestem instruktorem od lat. Na
      koniach jeżdżę od dzieciństwa i znam je dobrze. Przez długi czas pracowałam
      jako instruktor w ośrodku jeździeckim dla dzieci, uczyłam także dzieci jazdy
      konnej w USA. Koń jest dużym, silnym zwierzęciem o ograniczonej inteligencji,
      ale bardzo silnym instynkcie - nigdy za dużo ostrożności. Dlatego konie dla
      dzieci, nie tylko te do hipoterapii muszą być specjalnie szkolone. W stajni, w
      czasie czyszczenia i siodłania musza być obojętne na krzyki, gwałtowne ruchy,
      nagłe przechodzenie za zadem, łapanie za uszy, wsadzanie palców do nosa, oczu,
      uszu i gdzie popadnie. Na jeździe muszą być przygotowane na niestabilny dosiad
      dziecka, spokojnie reagować na szarpanie wodzami i kopniaki (niestety dzieci
      potrafią być bardzo brutalne). Konie te powinny przede wszystkim słuchać
      instruktora na placu, a dopiero potem dziecka na swoim grzbiecie - powinny
      uznawać instruktora za przewodnika stada. Nie zapomnę widoku jak moja szefowa
      (właścicielka kucykowego interesu) wchodziła na plac i wszystkie kuce zaczynały
      momentalnie grzecznie poruszać się w zastępie. Mnie to zajęło parę miesięcy
      zanim wyrobiłam sobie u naszych kucyków podobny autorytet. przygotowanie konia
      pod dziecko zajmuje około pół roku (oprócz zwykłego zajeżdżania).

      Druga sprawa - ortopedyczna. Dzieci są małe i powinny jeździć na małych
      koniach - kucach, w sprzęcie do nich dopasowanym - czyli na dziecięcych
      siodłach. Obraz kuca, jako złośliwego, prymitywnego tuptusia odchodzi w
      przeszłość. Zostały wyhodowane fantastyczne rasy pony specjalnie dla potrzeb
      dzieci. Kuce te maja dobry, łagodny charakter, ale jednocześnie dobrze się
      ruszają, są dzielne, nadają się do sportu jeździeckiego (w Polsce coraz
      popularniejszy jest sport pony). Oprócz naszych hucułów bardzo polecam dla
      dzieci - szetlandy (dla maluchów), deutche reit pony (niemiecki kuc
      wierzchowy), kuce walijskie, Connemara pony (kuce irlandzkie - świetnie
      skaczą), kuce felińskie.

      No i z dziećmi nie można sobie pozwolić na żadną brawurę. Bezpieczeństwo przede
      wszystkim, dopiero potem dobra zabawa. To naprawdę da się zrobić.

      Pozdrawiam
      • sabiniuk Re: KONIE 24.08.04, 08:21
        Dzieki za relacje i opinie.Moj maluszek pozna konie, a juz sam zdecyduje czy i
        na ile je kocha. Póki co te przepiekne stworzenia wykazywały moc sympatii pod
        adresem mojego krnabrnego bączka..wię może daj boże...
        • mama_szefusia Re: KONIE 24.08.04, 09:44
          To jest niesamowite jak konie reagują na dzieci. Mieliśmy w domu dwa konie.
          Kiedy chodziły sobie po padoku i przechodziłam ja lub mąż to tylko podnosiły
          łaskawie głowy, żeby rzucić na nas okiem, a kiedy przechodził nasz synek (wtedy
          2,5 roczku) to natychmiast podchodziły do płotu i szły za nim przez całą
          długość padoku z głowami niziutko i takim fajnym spojrzeniem. W ogóle w jego
          obecności były wyjątkowo spokojne i takie opiekuńcze.

          Pozdrawiam
          • ansla Re: KONIE 24.08.04, 10:23
            Witajcie
            Dziekuję bardzo za temat Konie i za informacje o hipoterapii.
            Pozdrawiam Ania
          • fasolka99 Re: KONIE 24.08.04, 11:27
            Hej, czy mozesz polecic w Warszawie (najchetniej zachodniej) miejsce, gdzie
            moznaby poprobowac jazdy konnej z 5-cio latka (byla wozona na koniach w czasie
            wakacji i bardzo jej sie to podobalo)? Czy moze cos wiesz na temat stadniny w
            Kaniach? Bardzo dziekuje za wszelakie informacje.
            • ka1311 Re: KONIE 24.08.04, 14:48
              Witaj,
              W Kaniach są dwa ośrodki jeden to Pa-ta-taj i tam dziecko będzie mogło
              spróbować jazdy na kucykach, na dużym koniu dopiero w wieku 12 lat (chyba się
              nie mylę, ale pewna nie jestem), natomiast jest jeszcze Szarża i tego klubu nie
              polecam. Jest to klub uczelniany (SGH) i dzieci nie mogą tam jeździć. Uczyłam
              się tam jeździć jako nastolatka i mam bardzo niemiłe wspomnienia. Jest także
              klub w Truskawiu (obok pętli autobusowej). Koni nie sprawdzałam, ale podobno są
              nastawieni na naukę dzieci, więc teoretycznie powinni mieć raczej spokojne
              konie. Oczywiście to należy najpierw sprawdzić zanim zaufasz i posadzisz
              dziecko na konia i oddasz je pod opiekę instruktorowi. Najłatwiej sprawdzić
              wybierając się w weekend przed południem i obserwując jak wygląda nauka. Jak
              zachowują się konie, jakie podejście ma instruktor. Kilka takich wizyt i myślę,
              że sprawa będzie jasna. Pozdrawiam
            • mama_szefusia Re: KONIE 24.08.04, 15:16
              Ja uczyłam w Paszkowie u p. Barbary Niemczewskiej. Bardzo profesjonalnie
              przygotowane kuce i możliwość jazdy rekreacyjnej i sportowej na kucach. Nie
              wiem jak jest teraz bo po urodzeniu szefusia straciłam trochę kontakt ze
              środowiskiem, ale z tego co wiem to wszystko dalej się rozwija. Dojazd trasą
              katowicką. Przed Nadarzynem są światła i skręt w lewo na Magdalenkę i
              Piaseczno. Na tym skrzyżowaniu trzeba skręcić w prawo, w drogę gruntową i po
              kilometrze będzie widać ośrodek po lewej stronie drogi.

              Oprócz tego bardzo dobre opinie są o ośrodku w "Kuclandia" w Książenicach, też
              trasą katowicką ale dalej do Siestrzenia i tam skręcić na Grodzisk Maz. To też
              ośrodek prowadzący zarówno jazdy rekreacyjne, jak i sportowe.

              Jeżeli chodzi PaTaTaj w Kaniach Helenowskich to tam jazdy na kucach wyglądają
              typowo rekreacyjnie. Raczej nie chodzi tam o naukę jazdy konnej dla dzieci
              tylko przejażdżki na konikach. Kuce nie są najlepiej przygotowane i zajeżdżone.
              Nie ma grupy sportowej.

              Szarża to rzeczywiście klub studencki z tradycjami ale przeznaczony raczej dla
              studentów niż dla dzieci.

              Jak mi się jeszcze coś przypomni to napiszę.

              Pozdrawiam
              • ka1311 Re: KONIE 24.08.04, 16:21
                Czy mówisz o Zakładzie Treningowym w Paszkowie? Tam można jeździć? Byłoby
                super, bo niedaleko buduję dom i mielibyśmy blisko. Kiedy tam przejeżdżam (na
                pyszną rybkę do Walendowa) zawsze z zazdrością patrzę na przepiękne konie, a
                córce tłumaczę, że tam niestety nie możemy pojeździć. Jakoś nigdy nie miałam
                śmiałości zapytać smile. Jakoś nie wglądamy wszyscy na zawodowych jeźdźców wink))
                • edz.anna Re: KONIE 24.08.04, 21:17
                  Ciekawy wątek, fajnie ze się rozrósł.
                  Dla ścisłości, gdy pisałam o stadninie miałam dokładnie to na myśli, a nie
                  ośrodek nauki jazdy. Jeździłam przez 6 lat w Państwowym Stadzie Ogierów w
                  sekcji sportowej i tam też czasem zabieram swoją córkę. Niestety konie, które
                  tam są zupełnie nie są przystosowane do dzieci. Za to mała uwielbia czyścić,
                  karmić i zwyczajnie obserwować konie, mam nadzieję, ze kiedyś pokocha ten
                  sport/konie jak ja.
                  Pozdrawiam,
                  Ania
                • mama_szefusia Re: KONIE 25.08.04, 08:17
                  Tak, dokładnie o tym myślę. Musisz pytać o panią Basię Niemczewską i jazdy na
                  kucach. Akurat od września rusza pewnie nowy semestr więc będzie jeszcze sporo
                  wolnych terminów do wyboru.

                  Pozdrawiam
              • fasolka99 Re: KONIE 25.08.04, 08:52
                Dzieki za informacje!
    • poleczka2 Re: KONIE 24.08.04, 22:17
      Witam. W Anglii można sadzać dzieci na konie po ukończeniu przez nich 3-go roku
      życia. Ze względu na ubezpieczenie ośrodka.
      Mój syn 23,5 miesiąca lubi konie ale boi się przebywać blisko nich. Nasz koń
      jest wielgachny więc mały trochę boi się z nim kontaktu. Zawsze jest w
      bezpiecznej odległości od padoku lub stajni.
    • wieczna-gosia Re: KONIE 25.08.04, 10:06
      wsadzilam maluchy na konie w tym roku- jedna ma 4 lata druga dwa.
      Wsiadly na kucyki na wakacjach. byly zachwycone. Ale jesli chcialby jezdzic
      konno- poczekam do 9-10 lat. Moim zdaniem wczesniej jest to troche na sile bo
      dziecko i tak wielu rzeczy przy koniu nie robi. Moje starsze corki nauczyly sie
      jezdzoc jak mialy 10- 11 lat a juz w nastepnym roku wstawaly codziennie o 4
      rano i jezdzily do stajni pracowac i zarabiac na darmowe jazdy wink jednej
      przeszlo po prau miesiacach druga w obecne wakacje tez wstawala wink
      • mama_szefusia Re: KONIE 25.08.04, 12:21
        To prawda, że jeżeli chodzi o sama jazde konną, to dziecko niewiele się nauczy -
        równowagi na koniu, podążania za jego ruchami, trochę anglezowania, oswojenia
        z koniem ze sprzętem. Prawdziwa nauka zaczyna się od 7-8 roku życia, kiedy
        dziecko może zacząć sterować koniem samo (oczywiście pod ścisłą kontrolą).

        Większość rodziców, którzy przyprowadzali do nas młodsze dzieci robiła to
        dlatego żeby im zapewnić jakiś sport na świeżym powietrzu. Traktowali to jako
        zajęcia ruchowe i tak samo myśmy to traktowali. Była więc zawsze gimnastyka na
        koniu (rozciąganie, ćwiczenia równoważne) i zabawa (konkursy zręcznościowe,
        wyścigi dookoła tyczek, celowanie piłką do kosza na poruszającym się koniu,
        zakładanie kubków na tyczki i ich zdejmowanie, zabawa w chowanie kółka gdzieś
        na koniu itp.). Czasami po prostu jechałam z maluchem w teren na spacer,
        szukaliśmy śladów wiosny, albo jesieni, szliśmy sprawdzić czy w lesie tez spadł
        śnieg w zimę itp.
    • sabiniuk Re: KONIE 26.08.04, 07:56
      Chciałabym, by mój syn pokochał zwięrzęta tak jak ja...
    • jola-zet Re: KONIE 26.08.04, 12:48
      MUSZĘ sie dopisać to tego wątku - moje dziecko UWIELBIA konie wink. Zobaczcie
      ten link ponizej z jej zdjęciem - ściska w rączce koniki-zabawki. Śpi z nimi, w
      nocy się budzi z płaczem "gdzie jest Agatka, albo Mustang" - tak się nazywają ;-
      ), zabiera je do przedszkola, na dwór, wozi w rowerku, kąpie się z nimi, aż
      zaczęłam się bać, żeby nie przesadziła z tą miłoscią....
      Mamy w pobliżu, po drodze do przedszkola, stadninę i mąż często tam zajeżdza,
      żeby pogłaskać koniki i dać im trawkę.

      Jednak, kiedy na wakacjach zajechaliśmy do pobliskiej stadniny i przejechała
      się na kucyku to nie pasowało jej to po jakimś czasie i zaczęła płakać, że już
      nie chce - czyli póki co jest za wcześnie na jazdy, prawda ?
    • marzena21 Re: KONIE 26.08.04, 14:32
      A tak mi sie jeszcze zachciało z Wami drogie mamy podzielić tym co widziałam.
      Pisałam, ze moje dzieci od czasu do czasu wsiadają- jeżdżą. Ostatnio bardziej
      na kucykach. Ja widziałam właśnie w owej stadninie jak koń, który zawsze był
      dawany dzieciom - bo łagodny, bo baranek, bo "krowa" zrzucił dziecko 5-cio
      letnie. Dziewczynka jechała stępa. Koń prowadzony przez pana za uzdę, spokojnie-
      nic się nie zdarzyło takiego coby mogo wywołać u niego ten popłoch- a jednak
      patzrę a koń leci z jakimś bezładnym ciałkiem zwisającym u boku (nigdy nie
      zapmnę chyba tych małych rączek wlekących się po ziemi niemalże- no i leci tak
      nieokiełznany- facet za nim - ale gdzież tam - przecież go nie dogoni. No i ten
      koń w końcu bryknął mocno-dziecko wyleciało na szczęście ze strzemion ale po
      drodze kopnął je w brzuch. Płacz, histeria, pogotowie- szpital. Nie wiadomo co
      się stało konikowi temu łagodnemu. Koń to jednak zwierzę. Duze , silne. Nie
      mozemy o tym zapominać i nie możemy przypisywać koniowi nadprzyrodzonych
      zdolności innego patzrenai na dziecko- jakiegoś rozumienia , ze to oto dziecko -
      wspaniały nasz dar niebios- więc koń to widzi, rozumie i krzywdy nie zrobi. Ja
      nie zauważyłam, zeby konie tamtejsze jakoś specjalnie inaczej traktowały dzieci-
      bo to dzieci. Różne wypadki się zdarzają - nawet przecież dorosłym ,
      doświadczonym jeźdźcom. I chyba nie pomogą zadne nadzwyczajne środki
      ostrożności- że dziecko w terenie ale w środku, dorośli po bokach- itd. Zawsze
      jest ryzyko że konia bąk ugryzie, osa, nie wiem co- bryknie fiknie i popędzi a
      dorośli co z boku byli będą zbierać dziecko po drodze. Brrrrr.....
      No taki mi się tylko nasunął komentarz. Że koń to zwierzę. Ja bym się tak na
      duże konie nie spieszyła.
      • klaryma Re: KONIE 26.08.04, 15:09
        Uwielbiam konie i sama przez parę ładnych lat jeździłam rekreacyjnie. Ale nie
        wiem, czy pozwoliłabym jeździc mojemu dziecku....Na razie zdecydowałam sie nie
        zachęcać, nie poruszać tego tematu. Wydaje mi sie, ze jest to jednak sport
        obciażony dużym ryzykiem. Nie mówię o hipoterapii i jeżdzeniu na ląży pod okiem
        instruktora. Ale dziecko, kótre złapie pasję jeździectwa prędzej czy później
        pojedzie w teren samodzielnie i samo bedzie musiało sobie radzić. I tego się
        niestety boję. Kiedy ja jeżdziłam, to w moim ośrodku były też takie kursy dla
        harcerzy, no i raz w terenie dziewczynka 12 letnia spadła, właściwie zsuneła
        sie, ale uderzyła głową o kamień no i zmarła. Co musieli czuć jej rodzice? Ja
        sie boje takiej odpowiedzialnosci, dlatego pomimo całej miłości do koni, mojej
        córki nie zachęcam...
        • ka1311 Re: KONIE 26.08.04, 15:37
          Widzisz, znałam dziewczynkę, która idąc na górce w zimie pośliznęła się i
          zaczeła zjeżdżać w dół coraz szybciej i w końcu uderzyła głową w drzewo.
          Natychmiast pogotowei, szpital, trepanacja czaszki, ale niestety nic nie dało
          się zrobić. W czasie operacji dziewczynka zmarła. Piszę to po to, żeby nie
          demonizować akurat jazdy konnej. Po prostu w każdym sporcie, a nawet na prostej
          drodze dziecku może stać się krzywda. Oczywiście nie oznacza to, że nalezy
          bezrozumnie pchać się we wszystko, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. Kiedy
          moja córeczka miała trochę ponad trzy latka podczas jazdy na nartach (malutka
          górka) mała przewróciła się i miała pękniętą kość piszczelową. Cóż było robić -
          noga w gips na 5 tygodni. I kiedy byłam w szpitalu i rozmawiałam z lekarzem
          (wyrzuty sumienia i pretensje do samej siebie, że jej pozwoliłam) wiecie co mi
          powiedział? "Nawet sobie pani nie zdaje sprawy ile dziennie nóg i rąk składam
          bo dziecko pośliznęło się na dywanie, potknęło się na chodniku. A sport dziecku
          jest potrzebny i bardzo dobrze, że dziecko ma okazję go trenować. Byle nic na
          siłę, jak się boi to nie zmuszać i wychowa pani zdrowe radosne dziecko bez wad
          postawy." I wiecie, że od razu było mi lepiej. A mała tak bardzo nie przejęła
          się tym pęknięciem, że kiedy rozrabiała (z tą nogą w gipsie) i my mówiliśmy, że
          może spaćś np z krzesła to ona nam odpowiadała: "To nic się nie stanie, będę
          miała drugą nogę w gipsie!"
          Myślę, że podobne wypadki miały miejsce także w basenie (mam na myśli śmierć
          lub kalectwo dziecka), podczas jazdy rowerem itd.
          • marzena21 Re: KONIE 26.08.04, 15:51
            Tak, na pewno masz rację. Samej mi to przychodziło do głowy. Tyle że ja tu
            widzę inną kwestię. Kwestię dostosowania sportu do wieku i umiejętności
            dziecka. nad koniem dziecko nie zapanuje. Jeżeli nie będzie dobrze wyćwiczone i
            nie będzie umiało się utrzymać w siodle, nie będize miało dość wyświczonego
            refleksu, siły do ściągnięcia cugli- bo ma np. lat 3 czy 5 - to jest to
            obarczone dużo większym ryzykiem po prostu. Tak samo jak nie spuścisz dziecka
            np. rocznego na oślep z górki na sankach bo wiadomo, ze jak się rozpędzi to nie
            zahamuje, że bucikiem z boku sanek nie przyciśnie i nie skręci. Co innego
            dziecko np. 5- letnie, które bucik spuści i skręci. Wiesz- ma inne umiejętności
            zapanowania nad tym co robi. Dlatego uważam- wszystko - odpowiednio do stanu
            rozwoju i wieku i opanowania danego przedmiotu.
            • ka1311 Re: KONIE 26.08.04, 16:09
              OK, tyle, że dzieci 3 letnie nie jeżdżą same, zawsze koń jest prowadzony przez
              dorosłego. Jeśli zaś chodzi o siłę konia to istnieje takie powiedzenie: Gdyby
              koń o swej sile wiedział, żaden by na nim nie siedział! Prawda jest taka, że
              każdemu koniowi może zdarzyć się ponieść i wtedy nawet dorosły ma nie lada
              problem, bo zatrzymanie delikwenta wcale nie jest proste. Czy to oznacza, że
              nie należy w ogóle siadać w siodło? Tak jak napisła mama szefusia też uważam,
              że jazda konna małych dzieci to po prostu zajęcia ćwiczące równowagę,
              ogólnousprawniające, dopiero kiedy dziecko jest starsze można próbować
              faktycznej jazdy konnej.
            • jr25 Re: KONIE 26.08.04, 18:17
              Piszesz marzena21 że dziecko nie ma wystarczającej siły do "ściągnięcia cugli"
              Jednak rzecz w tym że prawidłowe prowadzenie konia nie polega jak to piszesz na
              ciągnięciu. Koń to silne zwierzę, nawet dorosły jak zacznie je ciągnąć za pysk
              nic nie zyska, są inne metody zatrzymania konia nawet ponoszącego. Rzecz w tym
              aby dzieci które zaczynają swoją pzrygodę z końmi były prawidłowo uczone jak
              radzić sobie w razie niebezpieczeństwa, a do tego potrzeba mądrych,
              doświadczonych instruktorów, odpowiedzialnych ludzi, którzy wiedzą co robią.
              Ztym niestety jest u nas bardzo kiepsko. Kiedy przyglądam się jak u nas w
              niektórych klubach uczone są dzieci (dorośli również) to ręce opadają. Szkoda
              mi tych koni i tych ludzi którzy na nich siedzą.
              • mama_szefusia Re: KONIE 27.08.04, 08:56
                Dokładnie. Niestety poziom naszych instruktorów, trenerów i sportowców jest
                żenujący. Już mi się nie chce nawet na ten temat pisać, bo nóż w kieszeni się
                otwiera. Brak wyobraźni, brak podstawowych zasad bezpieczeństwa, znęcanie się
                nad końmi.

                Nie moge patrzeć na instruktora wybierającego się z grupą dzieci powiedzmy w
                teren. Załóżmy nawet, że wszystkie dzieci mają toczki, to w 99% przypadków
                instruktor go nie ma - czy ten człowiek nie zadje sobie sprawy z tego, że jest
                dla dzieci autorytetem i powinien dawać im przykład, a sam uczy lekceważenia
                reguł (byłam parę razy świadkiem jak toczek uratował komuś życie).

                Szczerze mówiąc trudno mi też sobie wyobrazić sytuację, którą opisała jedna z
                mam wcześniej o koniu, który poniósł pięcioletnie dziecko. Kto wsadził
                pięciolatka na dużego konia? Jak instuktor trzymał tego konia, że nie był w
                stanie nad nim zapanować (podobno był to koń spokojny - takie nagle nie
                zmieniają się w brykające potwory)? Dlaczego jazda nie odbywała się na
                zamkniętym placu (wtedy koń nie mógłby się rozpędzić)? Nie znam całej historii,
                ale z tego co do tej pory przeczytałam wnioskuję, że był to klasyczny przykład
                niekompetencji ludzi prowadzących jazdę. A przecież była to jazda dla dzieci.

                To prawda, że koń, nawet kucyk jest stosunkowo duży i na pewno silny. Ale z
                własnego doświadczenia wiem, że większość wypadków na koniach to wina człowieka
                (brak wyobraźni, niekompetencja, braki w wykształceniu instruktora, złe
                ujeżdżenie konia). Dlatego trzeba bardzo uważnie patrzeć na ludzi, którzy
                naszym dzieciom mają prowadzić jazdy, bo sam papier instruktorski niestety o
                niczym nie świadczy (nie mówiąc o tym, że często jazdy w ośrodkach prowadzą
                ludzie bez żadnych uprawnień).

                Pozdrawiam
                • jr25 Re: KONIE 27.08.04, 21:42
                  Moim zdaniem (a jeżdżę konno już kilkanaście lat) podstawa to doświadczony,
                  odpowiedzialny instruktor, który na początku poinstruuje początkującego jeźdźca
                  co robić w razie niebezpieczeństwa (a przede wszystkim czego wtedy nie robić),
                  nie szarpać na siłę, bo to nic nie daje, nie wpadać w panikę, nie krzyczeć.
                  Jest to trudne, ale możliwe i jak na początku wyrobi się dobre nawyki to
                  procentuje to na przyszłość. Druga sprawa to odpowiedni, bezpieczny sprzęt.
                  Toczek to nie najlepsze rozwiązanie, dużo lepiej chroni kask i choć jest
                  droższy warto zainwestować. Po drugie buty z gładką podeszwą (w razie upadku
                  noga łatwo wysunie się ze strzemienia i koń nie będzie wlókł człowieka za sobą).
                  Po trzecie przydadzą się rękawiczki (ręce się nie poobcierają, a wodze nie będą
                  wyślizgiwały)
                  Jeśli chodzi o dzieci to przydałaby się także kamizelka ochronna na kręgosłup.
                  Jest droga, ale znacznie zmniejsza możliwość urazu.
                  Instruktor powinien pilnować, aby dziecko nie ciągnęło bez potrzeby za wodze,
                  bo nie w ten sposób zatrzymuje się konia, a od takiego ciągnięcia konie robią
                  się w pysku twarde i nie odpowiadają już na żadne subtelniejsze sygnały. Poza
                  tym to męczarnia dla tych bardzo delikatnych i wrażliwych zwierząt.
                  • mama_szefusia Re: KONIE 30.08.04, 09:32
                    Masz rację jr25. Bardzo ważny jest dobrze dobrany sprzęt. Ale on jest bardzo
                    drogi. Kamizelka kosztuje kilkaset złotych, kask jest dwa razy droższy od
                    toczka. Oczywiście na jazdach zawsze zachęcałam rodziców do kupienia tych
                    akcesoriów (kask w przeciwieństwie do toczka chroni podstawę czaszki przed
                    urazami - w USA i UK wolno jeździć dzieciom tylko w kaskach) ale najczęściej
                    dzieci zaczynające jazdy jeżdżą w sprzęcie klubowym, a szczerze mówiąc nigdy
                    nie spotkałam się w żadnym klubie z kaskami. Kamizelka jest fantastyczna -
                    wszystkie dzieci zaczynające u nas przygodę ze sportem jeździeckim dostawały
                    takie (jest to obowiązek na zawodach pony) ale dzieci jeżdżące rekreacyjnie ich
                    nie miały, bo rodziców nie stać było na ich zakup co kilka lub kilkanaście
                    miesięcy. Natomiast jeśli chodzi o odpowiednie buty (nie za szeroki czubek,
                    płaska podeszwa, najlepiej z niewielkim obcasem, bez wystajacego z przodu
                    języka lub rzepów) to byliśmy kategoryczni - chyba, że dziecko jechało na oklep
                    albo w siodle bez strzemion. To samo zresztą dotyczyło całego ubrania, bez
                    frędzli i sznurków, które mogłyby sie gdzieś zaklinować, wygodne i luźne. OT,
                    podstawowe zasady bezpieczeństwa, bardzo ważne, o których niestety za często
                    instruktorzy "zapominają".

                    Pozdrawiam
                    • triss_merigold6 Re: KONIE 30.08.04, 10:27
                      I rękawiczki smile Oczywiście nie ma sensu kupować jeśli dziecko ma kilka jazd na
                      lonży a wodze pełnią funkcję w zasadzie dekoracyjną ale już przy bardziej
                      samodzielnych próbach (i wyjazdach w teren) rękawiczki się przydają.
                      Tak na marginesie: dla początkujących ten cały sprzęt (poza toczkiem, ew.
                      kaskiem) nie musi być super. Lepiej na przykład zainwestować w odpowiednie buty
                      niż w bryczesy.
                      To samo dotyczy dorosłych (gdyby któraś z e-mam chciała zacząć naukę).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka