Dodaj do ulubionych

Kochani opanujcie sie.......

28.02.05, 16:18
witajcie
tak sobie czytam i czytam i dochodze do wniosku, że niektórzy z nas to chyba
powariowali. po co uczyc dzieci czytac w wieku 16 m-cy, po co "nocniczkować"
jak ma 4 m-ce.
ludzie dajcie tym waszym dzieciom nacieszyc sie dzieciństwem, pobyc dziećmi,
nawet czasami ponudzic sie chwilę. Czas na naukę przyjdzie z wiekiem, jeszcze
im bokiem to czytanie i liczenie wyjdzie.
Proponuję ulepić olbrzymiego bałwana, albo iść na saneczki, albo do znajomych
na herbatkę, albo zostać w domu i upiec rogaliki z marmoladką.
Dajcie dzieciom pobyc dziecmi, bo to najpiekniejszy okres zycia, bez
obowiązków, bez problemów, że ocen w szkole i stresu. Opanujcie się naprawdę.
Pozdrawiam normalnychsmile)))
L.
Obserwuj wątek
    • mifka Re: Kochani opanujcie sie....... 28.02.05, 16:48
      problemy i stresy w szkole ma sie wlasnie dlatego, ze rodzice zaniedbali
      edukacje w domu. ja tam wole zeby moje dziecko cieszylo sie szkola i
      dziecinstwem przez cale dziecinstwo a nie tylko przez pierwsze piec lat.
      oczywiscie umiar we wszystkim ale musze sie przyznac, ze ja uwielbiam wszelkie
      edukacyjne zabawy z moim bakiem i obie mamy z tego niezla frajde. i uwazam, ze
      nie ma czegos takiego jak dziecko "za male" na informacje, sa informacje
      nieprzystosowane do wieku dziecka. Musialabys zobaczyc z jakim zainteresowaniem
      moja trzylatka wysluchiwala opowiesci o ukladzie planet dostosowanej do jej
      wieku. Nie musimy jej tlumaczyc znaczen greckich mitow ale mozemy zrobic z tego
      pasjonujace przedstawienie teatralne dajac jej tym samym podstawy edukacji w
      tej dziedzinie. poza tym trzylatek bedzie sie pytal jak to sie dzieje, ze
      swieci swiatlo i czemu slonce swieci tylko w dzien. oczywiscie tez padnie
      pytanie skad sie biora dzieci. Jestem za tym aby zawsze odpowiadac prawde
      obudowujac ja w basniowa mgielke. Nie ograbimy w ten sposob dziecka z
      dziecinstwa a z drugiej storny dajemy mu mocne podstawy do przyszlej edukacji i
      przygotowujemy je do zycia doroslego.
      Saneczki i balwan -alez jak najbardziej! i przy okazji liczenie guzikow. A pzry
      pieczeniu rogalikow nie zapomnijmy opowiedziec skad sie bierze maka i pouczyc
      kolorow na owocach, z ktorych robi sie marmolade. Zaloze sie, ze kazde dziecko
      bedzie mialo wysmienita zabawe a po godzinie "intensywnego" zbierania
      informacji zapragnie chwili zabawy w samotnosci aby "poukladac" sobie wszystko
      w malej glowce, dajac tym samym chwile odpoczynku zmaczonej mamie.
      Pozwolmy wiec dzieciom byc dziecmi ale jednoczesnie przygotujmy je do doroslego
      zycia, zeby i ono bylo przyjemne i z minimalna iloscia stresow. Serdecznie
      pozdrawiam.
      • lulka77 Re: Kochani opanujcie sie....... 28.02.05, 16:59
        Witaj,
        nikt nie mówi o zaniedbywaniu, ale raczej nie przesadzaniu w druga stronę.

        mifka napisała:
        problemy i stresy w szkole ma sie wlasnie dlatego, ze rodzice zaniedbali
        > edukacje w domu. ja tam wole zeby moje dziecko cieszylo sie szkola i
        > dziecinstwem przez cale dziecinstwo a nie tylko przez pierwsze piec lat.

        niektórzy rodzice zapominają o umiarze, niestety i wynajdują tysiace "atrakcji"
        dla swoich pociech. To przykre, bo te malutkie dzieci nie sa świadome wyścigu
        jaki im sie serwuje i stresu wynikajacego z tego, że przecież "tak sie
        straliśmy", aby czytał jak bedzie miał 4 lata- a tu nic.
        oczywiście trzeba uczyć, ale przez zabawę. jednak nietórzy są potwornie poważni
        i nie rozumieją, że na pewne rzeczy dziecko jest za małe.
        Pozdrawiam
        L.
        • verdana Re: Kochani opanujcie sie....... 28.02.05, 17:32
          Dziecko przygotowuje sie do nauki w szkole nie uczac go czytania, pisania i
          matematyki, kiedy jest stanowczo na to za małe, ale uczac go mysleć i wyciągac
          samodzielne wnioski. Nie ma nic złego w opowiadaniu historyjek, mitów,
          opowiewści o rozmanażaniu komórkowym i układzie słonecznym, pod warunkiem, ze
          dziecko jest zainteresowane i chce słuchać. Natomias opowiadanie i czytanie po
          to, aby "wiedziłp" i "umiało", nieumiejetność przerwania, gdy dziecko się
          nudzi, a co gorsza odpytywanie jest najlepsza forma zniechęcenia dziecka do
          nauki.
          Jako matka starszych dzieci obserwuję to na przykladzie wielu moich znajomych.
          W dwóch co najmniej wypadkach dzieci faszerowane przez całe dzieciństwo
          lekcjami dwóch języków obcych, którym czytywano wyłącznie książki popularno-
          naukowe itd. wprawdzie zupełnie nieźle poradziły sobie z nauką, ale sa
          znudzone, niczym tak naprawde nie zainteresowane (bo nie miały szans na
          zainteresowanie, przełykały to, co rodzice im przekazywali niezaleznie czybyło
          ciekawe czy nie). Są to osoby wyjatkowo nietworcze - bo zabrakło im własnie
          czasu na dowolna lektórę, lezenie do góry brzuchem i rozmyslanie, swobodną
          zabawę.
          • wieczna-gosia Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 01:33
            bardzo bliska jest mi idea montessori czyli podarzac za dzieckiem- nie bawic sie
            w przewodnika a jedynie w opiekuna.
            Ale mysle ze taka funkcje bardzo trudno przelknac. Przyjac do wiadomosci ze
            uklad sloneczny nasze dziecko ma tam gdzie plecy traca swa szlachetna nazwe wink
            Ja bylam jako dziecko terroryzowana by wiedziec. Inteligentny czlowiek to
            inteligentny czlowiek tamto... to ze pokonczylam szkoly i studia itd zawdzieczam
            mojemu wrodzonemu pociagowi do wiedzy. jak zas takie wychowanie moze wplynac
            widac na przykladzie starszego ode mnie brata przyrodniego, zdolniejszego ode
            mnie i duzo bardziej inteligentnego, ktory niestety od 10 lat nie jest chory na
            depresje sad
            • asano_corp Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 21:51
              a czy pomyslalas kiedys ze twoj "wrodzony pociag do wiedzy" wypracowali twoji
              rodzice?
              zastanawiam sie rownierz dla czego "nasze" dziecko slucha z takim
              zainteresowaniem o tym ukladzie slonecznym. moze chce wiedziec co ma w miejscu
              gdzie plecy traca swa szlachetna nazwe??
              • wiatr_na_szczycie Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 14:46
                No nie wiem coz ja takego napisalam, ze kompletnie sie nie zrozumialysmy wink)

                Po pierwsze napisalam, nie o tym ze KAZDE dziecko nienawidzi ukladu slonecznego
                wink tylko o byciu opiekunem dziecka a nie przewodnikiem. czyli innymi slowy-
                poruszaniem sie za nim a nie przed nim. Chce o ukladzie slonecznym- czytamy,
                szukamy wiadomosci, bawimy sie pileczkami. Chce o anatomii czlowieka i tym co
                jest pod plecami- to samo. Chce do gory brzuchem- niech polezy.

                Moi rodzice czy mi wypracowali? Nie sadze Uczyc sie zaczelam dopiero gdy
                wyprowadzilam sie od nich. Wczesniej zlapana bez ksiazki czulam sie niemal winna
                ze sie lenie. Po wzieciu sprawy w swoje rece uczylam sie albo nie, raczej
                uczylam niz nie wink na absolutnie wlasny rachunek i bo lubilam wiedziec a nie z
                powodu tego ze uczyc sie nalezy.
                • asano_corp Re: Kochani opanujcie sie....... 03.03.05, 12:36
                  czy wieczna gosia i wiatr na szcycie to ta sama osoba? bycie opiekunem - to
                  wlasnie przez caly czas mam na mysli. wiem ze "stumulowac mozg" jest terminem
                  troche okrutnym przynoszacym zle skojazenia ale ja nie mam zamiaru robic tego
                  za pomoca elektrod i krzesel do ktorych przypina sie dziecko i puszczac mu
                  national geographic. myslalem wlasnie o byciu przewodnikiem ktory najlepiej zna
                  swoje dziecko i stara sie dostosowac przekazywana wiedze (oraz sposob jej
                  przekazywania) do potrzeb i zainteresowan szczeniaka.
                  co do twoich rodzicow to nie chodzi mi o to kiedy i w jaki sposob zaczelas sie
                  uczyc. ja pisalem o pociagu do wiedzy. czyli liczy sie dla mnie sam fakt ze
                  wzielas te ksiazke czy dwie i zaczelas je czytac. istotne jest czy jestes
                  otwarta i chetna do zdobywania nowej wiedzy (czy w postaci ksiazkowej czy tez
                  jakiejs innej). a to mam wrazenie jest zasluga twoich rodzicow i domu z jakiego
                  pochodzisz, czy podejscie i metody twoich rodzicow byly sluszne czy nie to juz
                  nie mnie oceniac.
    • granna Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 11:56
      Mam wrazenie, ze są mylone 2 rzeczy. Niedawno był post o nauce czytanie
      niemowląt metodą Domana i pewnie stąd zdziwienie czy oburzenie niektórych.
      Kiedys tez byłam przeciwniczka "uczenia" dziecka za wcześnie, ale jak poznałam
      troszke metode Domana, to wiem, ze nie o nauke tam chodzi jako taką tylko o
      dobrą zabawę a przy okazji stymuluje się mózg do rozwoju. I chyba o to chodzi,
      każda zabawa czegos dziecko uczy, skoro chce sie komus robic plansze bądź
      kupowac gotowe jego sprawa. Inny kupi dziecku lalke, samochodzik czy ukladanke
      i tez się będą dobrze bawic. Chodzi tylko o to, zeby wypośrodkowac i czegos
      dziecko przy okazji uczyc. Nie ważne czy piekąc rogaliki czy pokazując plansze,
      jeśli nie będziemy w dzieci wbijac niezdrowego pędu na zasadzie "ucz sie ucz bo
      nauka to potęgi klucz" i jeszcze paru innych rzeczy to mamy dużą szansę, że
      wychowamy dzieci silne, spokojne, umiejące myślec i radzące sobie w trudnych
      sytuacjach. Moi rodzice niczym mnie w dziecinstwie nie stymulowali, w kazdym
      razie nic takiego mi sie nie kojarzy, a ja byłam calkiem dobra uczennicą i tez
      skończyłam studia, ale wiem, ze gdyby tylko moim rozwojem troche pokierowano to
      mogłabym osiagnąc nieco więcej. I nie chodziło o nic wiecej jak
      zainteresowanie, ale takie z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko najedzone,
      czyste i jak nie sprawia kłopotów to wszytsko jest ok. I nie chce przez to
      powiedziec, ze moi rodzice sie nami nie interesowali, oni po prostu nie
      okazywali tego na tyle, by mi to utkwiło w pamięci.
      A na to czy mały człowiek wyrosnie na takiego czy innego duzego człowieka
      składa sie wiele róznych rzeczy, przeciez same wiecie.
      A co do Ukladu Słonecznego.. hm moj 3 letni syn (jak wynika z programu
      przedszkolnego) powinien znac nazwy 3 co najmniej planet a w pierwszej klasie
      podstawówki dzieci maja czytac samodzielnie lektury, np Plastusiowy Pamiętnik.
      Ja w pierwszej klasie uczyłam sie dopiero literek i czytania, do samodzielnego
      czytania ze zrozumieniem, np. ksiazki dojrzałam w 3 klasie. Ćóz dzisiaj pewnie
      byłabym klasyfikowana jak opóźniona w rozwoju smile) Więc myślę, że nie ma co za
      bardzo sobie odpuszczac i trzeba dziecko stymulowac mądrze i z rozwagą, ale
      jednak. Cóz takie czasy.
      Pozdrawiam
      Ps jak sie moje dziecko interesuje literką to go nie odganiam a ze przy okazji
      będzie umial i ugotowac i upiec... cóz moze mi synowa kiedys podziękujesmile)
      • judytak Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 12:49
        w moim odczuciu trzylatek zna nazwy trzech ciał niebieskich: Ziemia, Słońce,
        Księżyc (z czego tylko Ziemia jest planetą), poza tym nawet jak mu powiesz, że
        ziemia krąży wokół słońca, to ci nie uwirzy, i prawidłowo ;o)

        z czytaniem lektur w pierwszej klasie sprawa wygląda tak, że dzieci czytają
        samodzielnie jedynie fragmenty z książek, trudno mi zrozumieć, dlaczego nie
        można tych fragmentów (takie trochę dłuższe czytanki) umieścić w podręczniku,
        jak w moich czasach, tylko nazywać szumnie "lekturą"...

        jeśli uczę dziecko czegoś sadząc kwiaty lub gotując obiad, budując z klocków
        itp., to pokazuję, że nauka (informacje, myślenie, ćwiczenie) czemuś służy,
        jest naturalną częścią życia

        i tak jeśli mam zwyczaj czytać sobie i dziecku dla przyjemności, to czytanie
        (literki) też w sposób naturalny czemuś służą

        ale pokazywanie plansz (zaznaczam, że wiem tyle, ile piszesz) czy "zabawki
        edukacyjne" są dla mnie sztuczne, nieżyciowe i do niczego niepotrzebne (w
        przypadku normalnego dziecka, oczywiście; przy rozmaitych problemach
        rozwojowych zabawki edukacyjne można fajnie wykorzystać do ćwiczeń)

        a od wyrazu "stymulować mózg" włosy mi się jeżą na plecach...
        przepraszam...

        pozdrawiam
        Judyta
        • granna Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 15:07
          "stymulowac mózg" moze niefortunne okreslenie, a chodzi o to, że dziecko do 5
          roku życia jest jak gąbka, najbardziej chłonny w ciagu calego zycia
          a co do lektury Plastusiowego Pamiętnika to jest to przyklad żywcem z życia
          wzięty - moge podac adres, numer szkoły, niestety nazwiska nauczyciela nie
          znam, ale moge sie dowiedziec smile
          • judytak Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 12:01
            u nas w pierwszej klasie pani zadała książkę pt. Jacek, Wacek i Pankracek
            męczylismy się okropnie :o)))
            potem się okazało, że moje ambitne dziecko wraz z jej ambitną mamą opacznie
            interpretowałyśmy wyraz "lektura" :oP

            ja wiem, co masz na myśli z tą stymulacją, ale mi się to nieodmiennie nasuwa
            obraz jakiegoś laboratorium, elektrody przyczepiane do głowy itp. itd.

            chodzi tu o dostarczanie wrażeń, a na to są sposoby o niebo lepsze, niż
            pokazywanie plansz, czyli rysunków uproszczonych, bez zapachu, faktury,
            temperatury, ruchu...

            pozdrawiam
            Judyta
        • asano_corp Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 21:59
          a mnie sie stymulowanie mozgu podoba.
          przeciez mowimy tu o naszych dzieciach nikt nikogo nie bedzie tu terroryzowal,
          zmuszal czy tez cokolwiek innego. chodzi o stymulowanie mozgu wlasnie,
          powodowanie by dziecko zadawalo sobie i nam pytania. by bylo zainteresowane tym
          co sie dzieje do okola. by wiedzialo ze "jak samochodzik sie zepsuje to nie
          idzie do lekarza". ale wszystko w granicach zdrowego rozsadku.
          znam swoja corke wiec wiem jak odpowiadac jej na pytania dostosowujac je do jej
          poziomu zrozumienia. a jezeli prosi mnie bym napisal na kartce jej imie a
          pozniej stara sie je skopiowac to wybaczcie drogie panie nie bede jej
          zabranial.
      • gosiasyg Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 22:09
        Przynajmniej jedna osoba popierasmile ale i tak sie nie zrażam

        Chyba niektorzy troche przesadzaja.....po przeczytaniu kilku komentarzy
        (negatywnych odnosnie tej metody) zaczelam sie zastanawiac czy to taka
        generalna tendencja to krytykowania czegos o czym nie ma sie zielonego pojecia
        albo tylko mgliste. Ja wywolalam ta burze a zaczelo sie od tego ze moja
        kolezanka pozyczyla mi kiedys ta ksiazke i lezala ona u mnie na stole
        nietknieta przez dwa tygodnie(no czasami tknieta przy sprzataniu i przesuwaniu
        jej na inne miejsce). Podchodzilam do tego dosyc sceptycznie ale nie
        krytykowalam od razu...postanowilam ja po prostu przeczytac i az nie moglam
        pozniej zasnac poniewaz nie ialam o wielu sprawach zielonego pojecia.
        obiecalam sobie ze jak juz zaczne ja stosowac to tak jak zalecaja " nic na
        sile' - nie ma twoj bobas ochoty PRZERWIJ. JEST ZMECZONY , SPIACY przerwij BO
        TO MA BYC ZABAWA!!!!!!!!!!!
        I uwierzcie mi drogie mamy ze nie mam bzika na puncie hiper wczesnej edukcji,
        trningow itp. Uwielbiam spedzac z moim okruszkiem kazda chwilke a to 15 min(
        nie bierzcie tego prosze doslownie) dziennie i to w sumie, bo robi sie to ok 2,
        3 razy dziennie jest tez fajowe.Zawsze pytam mojego malego (mimo ze dopiero
        zaczyna mowic i w swoim repertuarze ma dopiero kilka slow ale rozumiemy sie
        dobrze jak to wszystkie mamy ze swoimi dziecmi) "chcesz sie myszko pobawic w
        karteczki??" to on az piszczy z radosci alboo kiwa glowka a jak czasami
        zapominam to ciagnie mnie za reke do polki gdzie leza. To chyba najlepszy dowod
        na to ze to nie szkola!!!obowiazek!!!terror. a szkoda ze niektore przeciwniczki
        zagorzale nie widza jak potrafi taki maluch sobie bic brawo i sie cieszyc jak
        przeczyta no SIO (bo taka kartka tez tam jest bo mowi sio do swojego psa) albo
        DOBRZE albo MAMA. albo jak na cos pokaze.
        A jak i tak sie nie nauczy w ten sposob drogie przeciwniczki czytac to co z
        tego, metoda bardzo przyjemna, cos tam w glowce zostanie, a zabawy przy tym
        sporo a przy trzylatkach to dopiero moga niektorzy to super urozmaicac.
        Poza tym uwielbiam sie z nim bawic na tysiac sposobow- robic zjezdzalnie dla
        samochodzikow z podlogi od lozeczka, puszczac reklamowki jak balony za ktorymi
        latamy po pokoju, gonic sie, bawic w chowanego, packac lapki farbami, odkrecac,
        zakrecac, ogladac!!!"Pana Kuleczke" a jak ma ochote to i pare stron przeczytac,
        kiziac po nogach, upychac pacynki do tekturowych rolek po papierze toaletowym i
        cala masa innych rzeczy. Uwierzcie mi ze mu nikt dzicinstwa nie odbiera.....a
        moze pozniej ulatwi.jedna mama napisala cos somece w szkole - a moze dziki temu
        kiedys nie bedzie sie meczyl. czasami warto moze byc otwartym choc troszke a
        nie negowac od razu na watiata...pozdrawiam wszystkie mamy i zycze cudownie
        spedzonych chwil ze swoimi pociechami.

        • lulka77 Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 23:45
          Witaj,
          ja nie jestem przeciwniczką metod wychowawczych, czy edukujących dziecko.
          Tylko wydaje mi sie, że niektórzy ciut przesadzają ze stymulacją rozwoju swoich
          pociech. Uważam, że na wszystko przychodzi właściwa pora, na siusianie do
          nocniczka, na uczenie czytania , pisania i innych umiejętności. W sumie można
          spróbować nauczyć małe dziecko szyc na maszynie, prędzej czy później nauczy sie-
          pytanie brzmi-po co?
          Rodzice często zaspokajają swoje niespełnione oczekiwania wobec siebie samych
          robiąc dzieciom istny show eksperymentów edukacyjnych. Moi niektórzy znajomi
          prowadzają swoje dzieci na basen , na rytmikę, na plastykę, do psychologa, na
          lekcję fortepianu, na angielski (niespełna 3-letnie dziecko), aha i jeszcze do
          logopedy (co by mogło zostać telewizyjna chmurką, bez wady wymowy oczywiście)
          My chodzimy na basen, jak mamy ochotę (przede wszystkim jak synek ma ochotę)
          oraz na rytmikę, aby sie pobawić z dziećmi- i wszystko. A resztę czasu spedzamy
          tarzajac sie w sniegu, zjezdzając z górek na kartonach, podkładkach i sankach,
          chodzimy do ZOO-policzyć zwierzeta, które nie boja sie zimy, rysujemy sobie na
          tablicy. Jest w tym wiele sponatniczności, czasami przemyślana gra z mojej
          strony- ale przede wszystkim zabawa.
          I to jest najwazniejsze, że czas spędzamy po dziecięcemu, na beztroskich
          zabawch, bo niedługo przedszkole i szkoła- i wyścigi wink........
          I jeszcze jedno, jak sie dziecko przyzwyczai do szycia na maszynie (znów ten
          przykład z maszyną ehhh) to w końcu to polubi i może nawet nauczyc sie piszczeć
          na widok maszyny i innych rzeczy, do których bardziej sie przyzwyczaił- niż je
          tak naprawdę polubił.
          Nieważne- najwazniejszy jest umiar, we wszystkim. Troche nauki, troche zabawy,
          troche spacerków, pysznych zupek, wygłupów i wyjdzie całkiem niezły mix.
          Pozdrawiam
          L.

    • twinmama76 Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 12:48
      MOje dzieci są malutkie (no, może nocnikoać je wreszcie zacznę wink - mają 17-
      miesięcy. Jak już kiedyś napisałam, niczego ich nie uczę.
      Gdy są czyms zainteresowane to wyjaśniam, pomagam, gdy przestają się
      interesować - odpuszczam.
      Tak własnie pojawiły sie u nas nocniki - gdy Zuzia zaczęła ściągać spodenki i
      leźć za mną do łazienki, żeby zrobić siiii smile
      Zuzanka skorzystała może dwa razy, Szymonek odmówił współpracy. I to tyle w tym
      temacie, przynajmniej na razie.
      Ostatnio byłam w szoku, gdy moja córcia rozpoznała literkę A i literkę B (maja
      taką zabawkę - pod literką A jest konik, pod B jest krówka, w dodatku gra i
      świeci wink. Moje maleństwo najpierw pokazując na zabawkę pytało się co to jest,
      a potem przy cztaniu książeczki wskazało na odpowiednia litere i powiedziało A.
      Ale jakos nie skłoniło mnie to do uczenia jej czytać wink
    • mifka Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 23:31
      szczerze mowiac to temat "nie ucz za wczesnie" jest dla mnie troche
      niezrozumialy. juz wyjasniam dlaczego. Otorz uwazam, ze jedna z wielu cech
      czlowieka jest ciagle uczenie sie. Jesli z uwaga obserwujesz dzien juz
      noworodka (a kazda mama to robi) zauwazasz, ze nie ma dnia, w ktorym dziecko
      nie uczy sie czegos nowego. Uczymy sie ciagle i wszystkiego- w ten sposob
      nabieramy doswiadczenia niezbednego do przetrwania w swiecie. twierdze wiec,ze
      nauka jest czyms co towarzyszy nam w kazdej sekundzie zycia.
      W miare rozwoju cywilizacji ludzie musieli uczyc sie roznych rzeczy- dzis
      oczywiscie zbedna jest umiejetnosc polowania na mamuty ale za to wydaje sie, ze
      czlowiek niepismienny zostaje zapchniety na margines spoleczenstwa a jesli ktos
      nie potrafi liczyc to jego szansze "przetrwania" znacznie maleja.Dlaczego wiec
      mialabym nie uczyc swojej corki rzeczy, bez ktorych znajomosci jej szanse na
      powodzenie i szczescie maleja.
      Uwazam wiec, ze im wczesniej zaczniemy przystosowywac nasze dzieci do swiata, w
      ktorym zyja tym lepiej dla nich. To zdanie podzielaja specjalisci w anglii i z
      powodzeniem wprowadzaja w zycie.
      Kiedy dostalam liste osiagniec dziecka w momencie rozpoczecia szkoly (w
      przypadku mojej corki bedzie to 4,5 roku) to pomyslalam sobie, ze ktos tu chyba
      oszalal! Wymagania z zakresu matematyki to miedzy innymi liczenie do dziesieciu
      i w tej grupie rozumienie jeden mniej lub jeden wiecej, umiejetnosc
      rozpoznawania i nazywania ksztaltow, umiejetnosc okreslenia mniejszy, wiekszy,
      ciezszy, lzejszy; w jezyku to na przyklad rozumienie, ze druk zawiera
      informacje, nazywanie liter alfabetu, umiejetnosc pisania wlasnego imienia i
      innych prostych slow czy liter. oczywiscie przedszkole ma tez wiele innych
      rzeczy do nauczenia z czego na przyklad sprawnosc fizyczna jest tak samo
      istotna jak inne umiejetnosci. Na moje zapytanie czy sa dzieci, ktore osiagaja
      takie umiejetnosci przed rozpoczeciem szkoly padla odpowiedz, ze zazwyczaj
      umieja znacznie wiecej.Bylam bardzo ciekawa jak to tez przedszkole zamierza
      nauczyc tych wsystkich cudow mojego -nie mowiacego po angielsku- baka.
      Zajelo im to pol roku.
      Moje dziecko nie jest genialne-genialne jest podejscie do wykorzystywania
      mozliwosci mlodego mozgu. spedzilam razem z moja corka jakis czas w tym
      przedszkolu i mialam mozliwosc obserwowania pracy nauczycieli. Dzieciaki caly
      czas sie bawia ale zabawa jest umiejetnie kierowana pzrez opiekunow. dziecko
      moze samo sobie wybrac czym chce sie bawic a dostep do wszystkiego powoduje
      ciagla stymulacje w doslownie wszystkich dziedzinach. oprocz stolikow z
      puzzlami, klockami(najprzerozniejszego typu) czy lalkami dzieci maja dostep do
      komputera, piaskownicy, wielkiej michy z woda, farb, plastelin czy wrecz
      pracowni artystycznej z roznego rodzaju dziwnymi i cikawymi reczami (kartony,
      makarony, sznureczki itp), plac zabaw, ogrod, w ktorym mozna opiekowac sie
      kwiatami czy zwierzakami, biblioteka, oczywiscie kacik domowy, pudlo z
      przebraniami. opiekunowie caly czas intensywnie uczestnicza w zabawach (jest
      ich wielu). I bardzo przemyslany rozklad dnia, w ktorym umiejetnie
      przeplataja sie zabawy edukacyjne z tak zwanym "czasem na nude". przedszkole
      podzielone jest na wiele roznych pomieszczen, z ktorych kazde spelnia inna
      funkcje. jest oczywiscie tez miejsce na wyciszenie i odpoczynek.
      zaznaczam, ze jest to przedszkole panstwowe i jedno z tanszych a przebywajace
      tam dzieci pochodza z bardzo roznych srodowisk. z informacji od moich znajomych
      wynika,ze wiele przedszkoli w Polsce stara sie funkcjonowac ponownie i uczy sie
      w nich coraz wiecej (z mojego przedszkola pamietam przede wszystkim nude i
      paniusie plotkujace na lawce gdy my robilismy...nic) i bardzo sie z tego ciesze.
      Moja corka kocha swoje przedszkole i rozpacza podczas wszelkich ferii. inni
      rodzice tez twierdza, ze ich dzieci czuja sie tu wspaniale. I to wlasnie
      utwierdza mnie w przekonaniu, ze mamy ktore wykorzystaujac mozliwosci swoich
      dzieci ucza je swaita od najmlodszych lat maja racje. A ciagle laknienie nowych
      informacji, duza kreatywnosc i samodzielne myslenie mojego dziecka oraz chec
      probowania coraz to nowych rzeczy przekonuja mnie , ze dobrze robie nie
      odzielajac sztucznie nauki od zycia codziennego. Dla mnie "nie uczenie" to
      bronienie dziecku dostepu do wiedzy i znajomosci swiata, w ktorym zyje.
      • asano_corp Re: Kochani opanujcie sie....... 01.03.05, 23:47
        brawa dla mifki
      • lulka77 Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 01:00
        Wspaniale to ujęłaś.
        Zgadzam sie do momentu kiedy nauka jest zabawą, a nie przymusem (mówiąc o
        dziecku, które ma rok, 2, 3 lata) i do momentu, kiedy nie jest nadęciem
        rodziców na wyniki lepsze od rówiesników.
        Pewnie że uczymy sie przez całe życie, że nabieramy doswiadczenia, że im więcej
        tych doswiadczeń tym lepiej. Pewnie, że lepiej jest umiec liczyc niż nie umieć-
        ALE WSZYSTKO W SWOIM CZASIE. Mozna próbować wczesniej zainteresować dziecko,
        ale nic na siłę.
        Jednak po przeczytaniu niektórym watków mam wrażenie, że malutkie dzieciaczki
        rozpoczynają bezsensowny wyscig szczurów już niemalże w brzuszku mamy. A
        rodzice pozbawieni zdrowego rozsądku bombardują dzieci masą nieadekwatnych do
        wieku tych dzieci informacji i bodzców.
        pozdrawiam
        L.
        • dagbe lulka77 ;) 02.03.05, 11:25
          Co do stwierdzenia "w brzuszku mamy" to (pewnie nieświadomie) trafiłaś wink
          Otóż gdy byłam w ciąży, właściwie cały czas słuchałam muzyki poważnej. Do tej
          pory nie przepadałam za tym rodzajem muzyki, teraz ją nawet polubiłam smile A co
          ważniejsze, mój syn również bardzo ją lubi. Sam przynosi mi płyty, których chce
          posłuchać. Gdy byliśmy z wizytą u dziadków, przy okazji "skakania po kanałach"
          (dziadek ma takie "sportowe" hobby wink trafiliśmy na koncert współczesnej muzyki
          klasycznej. Syn kazał to zostawić, rozsiadł się wygodnie w fotelu, słuchał i do
          końca koncertu (około 30 minut) nie pozwolił wyłączyć. Miał wtedy 1.5 roku.

          Uważam, że rodzice powinni (na tyle, na ile ich stać) stwarzać dziecku
          MOŻLIWOŚCI. Przerobiłam to u starszego syna - przyniosło efekty w
          postaci "zakotwiczenia się" przy Aikido i pływaniu. Nie będę wymieniać zajęć,
          których próbowaliśmy, bo wspominany tu "wyścig szczurów" to przy tym spacerek
          po lesie wink Tylko naukę czytania pozostawiłam w gestii szkoły (w myśl
          zasady "przyjdzie czas, to się nauczy") i potem bardzo tego żałowałam.
          Jestem entuzjastką wczesnej edukacji dzieci (podkreślam: PRZEZ ZABAWĘ). Już
          kilkakrotnie wyjaśniałam swoje powody, nie będę się więc tu wdawać w polemikę.

          Chciałam tylko zwrócić uwagę, że ton wypowiedzi przeciwników wczesnej edukacji
          jest agresywny (nie jest to może najlepsze określenie, ale nic innego nie
          przychodzi mi do głowy) natomiast nie zauważyłam tego z drugiej strony. I tak
          się zastanawiam, czym to jest spowodowane...

          Pozdrawiam,
          Dagmara
          • mamaemilii Re: lulka77 ;) 02.03.05, 13:28
            > Chciałam tylko zwrócić uwagę, że ton wypowiedzi przeciwników wczesnej
            edukacji
            > jest agresywny (nie jest to może najlepsze określenie, ale nic innego nie
            > przychodzi mi do głowy) natomiast nie zauważyłam tego z drugiej strony. I tak
            > się zastanawiam, czym to jest spowodowane...
            I tez sie nad tym zastanawiam, choc sama jakos nie widze potrzeby uczenia
            czytania Emilki. I zastanawia mnie, dlaczego tak popularne wsrod przeciwnikow
            wczesnej edukacji jest zdanie "pozwolmy dzieciom byc dziecmi" i czy przypadkiem
            nie wynika to troche z podejscia prezentowanego przez wiekszosc naszych
            rodzicow i dziadkow, ktorzy gdzies tam podswiadomie uwazali, ze dzieci sa
            glupie, wiec na nauke czas przychodzil znacznie pozniej niz obecnie.
            • gosiasyg stosunek dziadkow 03.03.05, 15:02
              Chciałam jeszcze tylko dodac ze moi rodzice na poczatku byli wlasnie takimi
              zagorzalymi przeciwnikami i krytykowanli ten pomysl. Prosilam ich wtedy o pomoc
              przy tej nauce kiedy ja jestem w pracy (rano i wieczorem robie to sama) a oni
              opiekuja sie moim synkiem. Uwazali ze to bez sensu, po co , przyjdzie czas itd.
              Wiec nie nalegalam tylko staralam sie to robic sama( nie wracam az tak poznosmile
              Kiedy juz sami zobaczyli jak to wyglada i jaka to fajna zabawa ( nie liczac
              mojego przygotowywania kartonow i pisaniasmile ) sami sie za to zabrali i
              chetnie to robia, a ja wogole ich o to nie musze juz prosic.
              A przy okazji 'zarazily' sie juz 4 mamy
          • mamaemilii Re: dla jasnosci :) 02.03.05, 13:33
            Oczywiscie, nie uwazam, ze obecni rodzice tez podswiadomie uwazaja dzieci za
            glupie, ale ze podswiadomie przejmuja wzorzec pozniejszego nauczania dzieci.
            • verdana Re: dla jasnosci :) 02.03.05, 14:01
              Rzeczywiscie reaguję agresywnie na nadmierne (ważne, nadmierne!) uczenie dzieci
              we wczesnym wieku, bo jestem starsza i widzę u dorosłych już dzieci znajomych
              fatalne efekty takiego podejscia do edukacji dziecka. Naprawdę!
              Problem nie polega na tym, czego i kiedy uczymy - to jest w gruncie rzeczy
              mniej ważne. Głównym problemem jest podejście rodziców edukujących (nawet
              poprzez zabawę) swoje dzieci ich podejście do czasu wolnego. Czas wolny dziecka
              uważają oni za zmarnowany, nie przynoszacy korzyści i dlatego starają się, aby
              wszystko co robi dziecko, nawet w formie zabawy, było bardziej czy mniej
              kształcące.
              Tymczasem bez czasu wolnego, absolutnie wolnego "zmarnowanego", nie sposób
              wychować twórczego człowieka. Bowiem w czasie, który rodzicom wydaje się
              zmarnowany na zabawę sznurkiem czy leżenie brzuchem do góry, dziecko myśli.
              Wbrew pozorom, w czasie zajęć zorganizowanych, a nawet "zabawy edukacyjnej",
              nie ma czasu na myslenie na temat swobodnie przez dziecko wybrany. Myśli i
              zainteresowania dziecka są ukierunkowane przez osobę dorosłą, nie ma miejsca na
              fantazję, "bezmyślne marzenia".
              Dziecko musi mieć dostatecznie dużo czasu na własne zajęcia i przemyślenia,
              ponieważ jest to może jedna z najważniejszych nauk, jakie można mu dać -
              umiejętność samodzielnego zagospodarowania czasu, samodzielnego znalezienia
              sobie zainteresowań, tematów do przemyślenia.
              Dorosłe dzieci moich znajomych, starannie edukowane przez rodziców od
              dzieciństwa nie potrafią samodzielnie wybrać sobie kierunku studiów (nie wiedzą
              jakie są ICH zainteresowania, bo całe dzieciństwo żyły zainteresowaniami
              rodziców), są odtwórcze. W jednym wypadku dziecko, ktore maiało od wczesnego
              dzieciństwa zajęcia (dwa języki, korepetycje, sport) cały dzień, jest wypalone,
              mówi, że nie widzi przed sobą przyszłości, bo co to za zycie, tylko praca i
              praca. W innym rzuciło studia i się bawi (bo nie miało na to czasu wcześniej).
              Jeden jest pracoholikiem. Cała rodzina pogrążyła się w żałobie, gdy oblał jeden
              egzamin. Zrezygnował z wyjazdu z kolegami, uczył się całe wakacje. A zadne z
              nich naprawdę nie jest ciekawym rozmówcą - bo mówią o tym co wiedzą, a nie o
              tym co myślą.
              Ci ludzie mają ogromną wiedzę, na pewno lepiej znają języki niż moje dzieci,
              ale tak na moje oko nie potrafią zyć. Są przemęczeni i znudzeni życiem w wieku
              19-22 lat.
              Oczywiscie chodzi mi tu nie o zajmowanie się edukacją dziecka, uczenie pewnych
              rzeczy, wysyłanie na jakieś konkretne zajęcia, ale fanatyzm, który powoduje, że
              wielu rodziców uważa, że dziecko nie ucząc się czegoś konkretnego- marnuje czas.
              • lulka77 Re: dla jasnosci :) 02.03.05, 14:27
                Witajcie,
                zgdazam sie z Verdana i ze wszystkimi, którzy uważają, że edukacja-tak, ale
                przez zabawę i nie na siłę.

                verdana napisała:
                Dziecko musi mieć dostatecznie dużo czasu na własne zajęcia i przemyślenia,
                > ponieważ jest to może jedna z najważniejszych nauk, jakie można mu dać -
                > umiejętność samodzielnego zagospodarowania czasu, samodzielnego znalezienia
                > sobie zainteresowań, tematów do przemyślenia.

                Świeta racja.
                Pozdrawiam
                L.
                • mifka Re: dla jasnosci :) 02.03.05, 15:00
                  obu tak zgodnym pania proponuje przeczytanie moich wypowiedzi jeszcze raz tym
                  razem ze zrozumieniem. JA tez uwazam, ze nuda jest czescia edukacji.
                  A co do 19-20 latkow- to zapomnial wol jak cieleciem byl.
              • dagbe w odpowiedzi na post Verdany 02.03.05, 15:10
                Obaj moi synowie mają czas, żeby się "twórczo ponudzić". Czasem skutki tego
                usuwamy przez kilka następnych dni wink Nie uważam, żeby 9 minut dziennie a
                czasem <zgroza> więcej </zgroza>, gdy syn nie chce przerwać po regulaminowej
                minucie pokazywania kart, zabrało mu cenny czas, który mógłby poświęcić
                na "plucie i łapanie".
                A znudzeni życiem 20-latkowie to moim zdaniem efekt nadopiekuńczości rodziców,
                którzy całe życie poświęcili dla potomstwa i nie mają własnych zainteresowań.
                Nie ma to nic wspólnego z wczesną edukacją.

                Trzeba też pamiętać o rozwijaniu inteligencji emocjonalnej - bez tego nawet
                najwyższe IQ jest niewiele warte.

                Pozdrawiam,
                Dagmara
        • gosiasyg do lulki77 03.03.05, 14:54
          Pozdrawiam ponowni
          Wybacz ale nie uwazam sie za osobe nadeta, co wiecej nie uzupełniam się
          dzieckiem bo jestem usatysfakcjonowana swoja praca, zyciem osobistym itp i nic
          bym nie chciala zmieniac. A widze ze nie doczytalas w moich 'wypocinach' ze to
          naprawde jest dla dziecka zabawa!!!!!! Ja go do nieczego nie zmuszam. I troche
          infantylne jest dla nie porownywanie tego do uczenia szycia na maszynie. No i
          chyba tylko ty dobrze spedzasz swoj wolny czas z dzieckie a inne mamy to tylko
          zmuszaja dzieci do strasznie nieprzyjemnych rzeczy, nauki i pedu szczurow. A ja
          strasznie zaluje ze moi rodzice nie mieli kiedys tylu pomyslow na wspolna ze
          mna zabawe...no i moze ochoty.
          I gorace pozdrowienia dla mifki
          • lulka77 Re: do gosiasyg 03.03.05, 21:47
            Witaj,
            chodzi mi o rodziców, którzy nie znaja umiaru, i o tych dla których to
            jest "poważne uczenie", na serio.
            Myślę, że skoro spotykamy sie tu na forum edziecka, pytamy, rozmawiamy, dajemy
            sobie rady-to zanczy, że nam zależy, że czasami wątpimy, kochamy.....
            i o to chodzi.
            Mój wątek był do rodziców, którzy troche przesadzają, które chcą dać dzieciom
            wiedzę, a nie nauczyć je jak myśleć, do tych ,którzy dają ryby , a nie wędki.

            Gosiu, nie chciałam Cie urazić, ani krytykować zajęć metodą Domana. Moim
            skromnym zdaniem to troche za wcześnie (piszą, że można zaczynać jak dziecko
            skonczy 5 m-cy). Ale jeżeli, ktoś chce- to czemu nie - tylko (zgdzisz sie ze
            mną) z umiarem i poprzez zabawę.
            Pozdrawiam
            L.
      • jokrru Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 15:34
        Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoją wypowiedż odnośnie
        4,5 latka, bo dokładnie w tym wieku jest mój syn.
        I powiem nie bardzo rozumiem o co dokładnie Ci chodzi.

        mifka napisała:

        > Kiedy dostalam liste osiagniec dziecka w momencie rozpoczecia szkoly (w
        > przypadku mojej corki bedzie to 4,5 roku) to pomyslalam sobie, ze ktos tu
        chyba
        >
        > oszalal!

        Że tak dużo czy że tak mało ?

        >Wymagania z zakresu matematyki to miedzy innymi liczenie do dziesieciu
        >

        - syn ma tę umiejętność opanowaną doskonale,

        > i w tej grupie rozumienie jeden mniej lub jeden wiecej,

        - a i jeszcze dodatkowo +4 i - 2 - słowem z dodawaniem do
        10 dobrze sobie radzi - dodawanie na paluszkach
        (proste, typu 2 plus 1 - w pamięci) i nazywanie wyniku dodawania,
        cyfry dobrze rozpoznaje do 5 włącznie,
        doskonale rozumie sens 0
        wie też, że są liczby dodatnie i ujemne.

        ale uwaga zapisu 2+3 nie rozumie,


        umiejetnosc
        > rozpoznawania i nazywania ksztaltow,

        - doskonale: kwadrat, prostokąt, koło, trójkąt, gwiazda smile

        >umiejetnosc okreslenia mniejszy, wiekszy,
        > ciezszy, lzejszy;

        doskonale

        >w jezyku to na przyklad rozumienie, ze druk zawiera
        > informacje,

        oczywiście, że to rozumie

        >nazywanie liter alfabetu,

        nie umie,

        >umiejetnosc pisania wlasnego imienia i
        > innych prostych slow czy liter.

        Pisać nie umie nic,
        czytać umie imię (swoje, kolegów, mamy, taty, siostry) bardzo dobrze (jest
        uczony metodą I.Majchrzak),
        i parę innych wyrazów typu: Lego itp.

        >oczywiscie przedszkole ma tez wiele innych
        > rzeczy do nauczenia z czego na przyklad sprawnosc fizyczna jest tak samo
        > istotna jak inne umiejetnosci.

        - W przedszkolu mojego syna oprócz oczywiście gimnastyki, rytmiki i innych tp.
        jest jeszcze basen,
        miasteczko rowerowe z prawdziwego zdarzenia.


        Moje dziecko chodzi do miejskiego przedszkola w Katowicach.
        Wszyscy jego rówieśnicy takie umiejętności posiadają.

        Ja nie zamierzam zbyt wcześnie niczego go uczyć i nigdy sama
        nie wychodziłam z inicjatywą uczenia go.
        Jak zapytał ile jest 2 + 6 to powiedziałam, jak zapytał,
        czy 2 to tyle, a 4 to tyle, a razem to tyle,
        to przytaknęłam.
        A tak poza tym to moje dziecko umie raczej mało.
        (Będzie jeszcze miało czas na systematyczną naukę)
        Zawsze miałam taką świadomość.
        I tu mnie zaskoczyłaś tym przykładem.

        K.
        • mifka Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 16:06
          ja myslalam ze to duzo, bo mnie uczyli czytac i pisac jak mialam 6 lat (tak
          samo z siostrzencami ktorzy sa teraz w wielu szkolnym)Ciesze sie, ze twoje
          dziecko chodzi do dobrego przedszkola i ze rozwija sie wspaniale. to wlasnie
          chcialam powiedziec przeciwniczkom wczesnej edukacji: ze czterolatek czytajacy
          i liczacy to zupelnie normalna sprawa i nie ma nic przedwczesnego w rozwijaniu
          tych mozliwosci.
          nawet jezeli ty nie spedzalas specjalnie duzo czasu na nauce twojego syna to z
          nieba nie wzial tych zdolnosci, wnioskuje, ze z przedszkola i ze przekazano mu
          te informacje w formie zabawy. a miasteczko rowerowe itp. to dobry przyklad na
          to, ze nikt nie zaniedbuje innych aspektow zycia czy zabiera dzieciakom
          dziecinstwo tylko dlatego, ze tlumaczy co to kwadrat i uczy dodawac.
          Bardzo, bardzo mnie cieszy, ze w polsce coraz wiecej dobrych przedszkoli bo te,
          na ktore ja trafilam we wroclawiu mialy zasade: "jak sie beda nudzic to zaczna
          byc kreatywne" a jedyna atrakcja na podworku byla rozwalona drabinka.
          • jokrru Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 16:25
            A no to wreszcie ustaliliśmy o czym dyskutujemy smile.
            Ustaliliśmy, co jest wiedzą właściwą dla wieku
            a co ponad to.

            Czyli, rozumiem, ponad ten zakres nie zamierzasz wykraczać ?
            I jeśli nie zamierzasz (?), to podobnie jak ja
            nie zamierzasz dodatkowo obciążać dziecka nauką zbyt wcześnie.
            A więc w tym gronie zaliczasz się raczej do przeciwników
            "przedwczesnego uczenia". smile - podobnie jak ja.
            K.
            • mifka Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 16:31
              wlasciwie to mozna by tak ujac ale jestem tez przeciwniczka uniemozliwiania
              dzieciom rozwijania swoich mozliwosci.pozdrawiam
            • mifka Re: Kochani opanujcie sie....... 02.03.05, 16:38
              a ten "zakres" to wlasciwie tylko przyklad. generalnie opieram sie na
              obserwacji mojego dziecka i jesli cos ja interesuje to podchwytuje i ide krok
              dalej:jezeli zalapie- swietnie, jesli nie to odpuszczam, wrocimy kiedy bedzie
              na to gotowa. tylko, ze bez stymulacji i zabaw edukacyjnych nie bylabym w
              stanie sie dowiedziec jakie tak na prawde sa jej mozliwosci. Poza tym-moze moja
              wyobraznia jest ograniczona- ale ilez nieedukacyjnych zabaw mozna wymyslic w
              cigu dnia?
              • jokrru Mifko, zatem zgadzam się z Tobą. 02.03.05, 16:58
                Wiesz, ludzie tu dyskutują o tym czy 3 latek ma płynnie czytać
                i dobrze posługiwać się j. obcym - i ja jestem przeciw
                takiej (dla mnie chorej) rywalizacji rodziców.

                Pewnie, że dziecko musi się rozwijać.

                Wybacz, muszę już kończyć,
                tak więc podzielam Twoje poglądy na ten temat,
                K.
                • mifka Re: Mifko, zatem zgadzam się z Tobą. 02.03.05, 21:19
                  wiesz, nie jestem idiotka.
                  milo bylo porozmawiac.
                  • jokrru Re: Mifko, zatem zgadzam się z Tobą. 03.03.05, 09:14
                    mifka napisała:

                    > milo bylo porozmawiac.

                    Mam nadzieję, że było autentycznie miło,
                    bo mnie było.
                    A tak swoją drogą jak masz jakieś fajne pomysły
                    odnośnie ciewkawej zabawy dla 4,5 latka, to chętnie poczytam.
                    Ja ze swej strony mogę powiedzieć, że u nas świetnie sprawdziła się
                    gra "figuraki" firmy Granna (www.granna.pl) - przyjemna i dziecko
                    od razu poznaje figury - łatwo i przyjemnie, a ile w tym emocji -
                    zwłaszcza na początku.
                    K.
                    • mifka Re: Mifko, zatem zgadzam się z Tobą. 03.03.05, 15:27
                      moja corka ma 3,5 roku wiec nie wiem czy ktoras z naszych zabaw ci sie spodoba.
                      Dwie gry, ktore ostatnio bardzo ja zainteresowaly to "cztery w rzedzie"
                      i "spirala". w pierwszej podobna zasada jak w kolko i krzyzyk, gracze musza
                      ulozyc jak najwiecej czworek (poziomo, pionowo, poprzecznie) jednoczesnie nie
                      pozwalajc na to przeciwnikowi. druga gra nie jest dla niej latwa, bo wymaga
                      kontroli nad wlanymi ruchami. kazdy gracz ma 15 kulek, ktore trzeba ulozyc na
                      wielokolorowej spirali tak aby nie zjezdzaly w dol. ile kulek mozesz polozyc
                      albo musisz zdjac i na jaki(z jakiego) kolor(u) decyduje rzut dwoma kostkami.
                      gra w bardzo prosty sposob wyjasnila co zanczy zapis -1,-2. wygrywa ten kto
                      pierwszy pozbedzie sie kulek. wymaga bardzo duzej cierpliwosci, nawet od
                      starszych dzieci. jeszcze nigdy nie udalo nam sie doprowadzic gry do konca, ale
                      niesamowicie jest przygladac sie jej skupieniu gdy stara sie nie potracic
                      spirali.
                      poza tym jestesmy w momencie fascynacji teatrzykiem recznym (maltkie kukielki
                      zaklada sie na palce). Na poczatku odbywalo sie to w ten sposob, ze czytalysmy
                      bajke, typu "swinki trzy" "zlotowlosa i trzy misie"i potem ola robila
                      przedstawienie. Swietnie cwiczy pamiec i wyobraznie-teraz potrafi powtorzyc
                      proste dialogi nawet z bajki, ktora slyszala po raz pierwszy, czasem w bardzo
                      interesujacy sposob zastepuje zapomniane slowa innymi. dodatkowa trudnosc gdy
                      czytam jej bajke w jezyku polskim (ona mowi niestety tylko po angielsku) o ona
                      stara sie tlumaczyc dialogi. na poczatku mialam nadzieje, ze bedzie jej latwiej
                      odegrac scenke po polsku, ale niestety moj plan sie nie powiodl. Teraz coraz
                      czesciej tworzy swoje wlasne opowiesci i postaci, ktore najczesciej sa zlepkiem
                      wszystkich zaslyszanych bajek i rzeczywistych wydazren, najczesciej historia
                      jest logiczna ale rzadko posiada koniec. fajne jest tez "lagodzenie" bajek,
                      ktore zna (wilk wymiotuje czerwonym kapturkiem- bo ma poranne mdlosci jak mama-
                      i ucieka zanim zostanie zabity przez lesniczego).chyba troche nudze z tym
                      teatrzykiem, ale ostatnie w kolko i w kolko go meczymy, wiec pewnie dlatego.
                      jeszcze jedna gra polega na dopasowaniu podpisu do obrazka (24 zwierzaki).
                      Zazwyczaj daje jej podpowiedz w postaci pierwszej lub dwoch pierwszych liter.
                      przy wyrazach krotszych ostatniej lub srodkowej.problem polega na tym ze
                      musialabym miec miliony tych obrazkow, zeby nie robilo sie nudno.
                      poza tym bardzo lubimy ksiazki z puzzlami.
                      jesli doszlas do tego momentu mojej wypowiedzi i nie umarlas z nudow to prosze
                      o twoje pomysly na sympatyczna zabawe.
                      • jokrru Re: Mifko, zatem zgadzam się z Tobą. 04.03.05, 08:51
                        Kiedyś mieliśmy taki zwyczaj:
                        zawsze po powrocie (lub wieczorem albo kiedy nam się przypomniało) ze spaceru
                        rysowaliśmy na drzwiach pokoju syna
                        nasze spacerowe przeżycia: co widzieliśmy, z czego śmialiśmy się, co nam się
                        podobało itp.
                        Z biegiem czasu oczywiście całe drzwi obrosły całymi historiami,
                        lubiliśmy patrzeć na te drzwi i wspominać, syn też często przed snem przyglądał
                        się historiom drzwiowym...
                        później już coraz mniej temu się przyglądał,
                        rysować tez nie mieliśmy już gdzie,
                        to doszłam do wniosku, że może czas zrobić miejsce na nowe
                        rysunki i za zgodą syna
                        drzwi wymyłam....
                        i wiesz...jak zobaczyliśmy te białe drzwi
                        to dopiero wtedy... zrobiło nam się okropnie tego żal.

                        Teraz rysujemy na kartkach.
                        K.
                      • jokrru a teraz 04.03.05, 09:11
                        Króluja u nas gry wszelkiego typu, zwłaszcza planszowe, z kostką,
                        świetne gry ma właśnie Granna, mamy wszystkie właściwe dla wieku,
                        najlepsze to figuraki, misiowe puzzelki, ale właściwie każda jest dobra.

                        Zabawy kostkami do gry - to cała kopalnia możliwości.
                        przykładowa:
                        rysujemy dwa serduszka (dla syna i mnie), dzielimy je na 6 części,
                        każdą część numerujemy 1-6.
                        Rzucamy kostką po kolei i kolorujemy tę część serduszka,
                        która odpowiada ilości wyrzuconych oczek, wygrywa ten, kto ma pokolorowane całe
                        serduszko.
                        Jest to gra wzięta z "instrukcji obsługi",
                        syn oczywiście zawsze chce abym instrukcię przeczytała i abyśmy grali zgodnie z
                        instrukcją (umiejętność: druk zawiera informacje),
                        gra ta uczy też poprawnego przyporządkowania liczbie cyfry
                        no i jeszcze kolorowanie, to ćwiczenie dłoni.
                        Tyle tylko, że w czasie gry nikt o tym nie myśli.

                        Oprócz gier z instrukcji gramy też w wymyślone przez nas -
                        bawimy się wiec w wymyślanie reguł gry.

                        No i jeszcze nieśmiertelne: zgadywanki - syn w tym jest naprawdę dobry,
                        no i bawić się też można w to w czasie powrotu z zakupów.

                        Oprócz tego oczywiscie konstrukcje lego, rysowanie, czytanie itd itp.
                        wiadomo - dużo tego.

                        Teatrzyk paluszkowy u nas kompletnie się nie sprawdził.
                        To tylko tyle, że syn przywiązany do swoich palcowych kukiełak,
                        liczy czy wszystkie ma (jest ich wiadomo 10),
                        p[atrzy ile mu brakuje, zakłada na paluszki (to też dobrze)
                        i czasem przed snem rozmawia nałą paluszkową pandą - synkiem
                        z dużym misiem pandą - tatusiem.

                        A i u nas można:
                        rysować po ścianach, przewozić samochodami mąkę (luzem oczywiście),
                        bawić się ryżem itd. wszystko można pod warunkiem, że to zabawa, a nie
                        wandalizm.

                        K.


                      • jokrru "programowe" 04.03.05, 09:20
                        Zwykle bawimy się bardzo spontanicznie, i to na ogół syn wymyśla w co chce się
                        bawić.
                        Ja jednak ostatnio często podsuwam mu zabawy mające na celu wyćwiczenie dłoni:
                        i tak: mamy specjalną zabawkę - powyginane druciki z kulkami - przesuwamy
                        je wzdłuż drucików,
                        inna zabawka to cały sprzęt: śrubokrety i inne części do tworzenia konstrukcji,
                        poza tym: lepienie, malowanie, rysowanie,
                        gdy syn nie chciał bawić się nożyczkami to kupiłam mu takie, które tną ząbki
                        i to mu się spodobało, gdy nie chciał rysować,
                        to bawiliśmy się w bitwy rysunkowe, kartkę dzieliłam na pół
                        i wygrywał ten kto dostał się do połowy przeciwnika i zamalował ją,
                        lubimy tez wszelkie wyliczanki na paluszkach, typu:
                        idzie kominiarz po drabinie i inne.

                        To tyle na razie,
                        a tak w ogóle to ja nieźle bawię się z moimi dziećmi - pewnie sama jeszcze
                        jestem trochę dzieckiem, choć...wiekowo nikt by nie pomyślał.

                        Podzieliłam wypowiedź na 3, mam nadzieję, że doczytałaś,
                        a teraz kończę, bo córka już marudzi,
                        K.
                        • mifka Re: "programowe" 04.03.05, 23:19
                          zapomnialam wyslac wiec pisze jeszcze raz.
                          pomysl z drzwiami jest super. u nas bardziej prozaicznie rozmowa przy cherbatce
                          albo wieczorem podczas podsumowania dnia. gry bardzo rozne ale nie planszowe-
                          "drabiny i weze" maja swoje jakies dziwaczne zasady (oczywiscie wymyslone
                          przez mala) a pionki zazwyczaj sluza za kolorowe paznokcie. natomiast polowanie
                          na zwierzaki, lowienie ryb, lapanie prania przez psiaki to wszystko jej sie
                          podoba i ja smieszy. kregle i twist(nie znam polskiego odpowiednika) tez sa
                          interesujace. szalenstwa na macie do tanca zazwyczaj z tata gdyz przez pomylke
                          kupilismy dla starszych dzieci.
                          druciki z kulkami juz sie jej znudzily, a narzedziami nie udalo mi sie jej
                          zainteresowac, za to nozyczki w czestym uzyciu.przebojem jest suchy makaron,
                          patyczki, rurki i koraliki a kompozycje z ciastoliny mam rozmazane na scianie.
                          wyliczanki na palcach -bomba , fajne tez wierszyki i piosenki ruchowe, mozna
                          sie niezle zmachac.
                          corka bardzo lubi gotowac, calkiem niezle idzie jej krojenie miekkich warzyw.
                          z zabaw w pociagu wygrywaja gierki slowne, np ktore wyrazy sie rymuja,
                          zaczynaja/koncza na ta sama litere, nie pasuja w grupie itp. duzo zabawy jest z
                          porownywaniem obrazkow, odnajdywaniem na nich pomylek.
                          w drodze zabawa "w stop", kto ma jakie swiatlo, wynajdowanie samochodow z tej
                          samej grupy (z tata tej samej marki), zabawa "w linki".
                          podoba mi sie gra z serduszkiem, pewnie jutro sprobujemy.
                          zazdroszcze ci, ze mozesz pozwolic swoim dzieciom na rysowanie po scianie czy
                          ogolnie swobode. ja wynajmuje mieszkanie i wlasciciele prosili o
                          niepraktykowanie tego a wywieszanie papieru na scianie sie nie sprawdzalo.
                          zrezygnowalismy nawet z zabaw z woda w domu z tego wzgledu (lazienka jest tak
                          mala, ze na zabawe tam nikt nie ma ochoty)a malowanie tylko po zabezpieczeniu
                          kuchni. marzy mi sie, ze w moim domu oprocz pokoikow dzieciecych bedzie
                          specjane pomieszczenie na "brudne" zabawy.
                          co do pryjemnosci z zabaw to ze mna roznie bywa. pewnie gdybym nie inicjowala
                          innych to moje dziecko w kolko i w kolko bawiloby sie w dom. ma dziewiec lalek
                          i wszystkie sa systematycznie karmione, przewijane, zabawiane, wyprowadzane na
                          spacer- i to jest zbawa przy ktorej umieram z nudow.poza tym mam obowiazek
                          wszystkie lalki, miski i inne ufoludki kochac i wpuszczac do swojego lozka na
                          rzadanie. podejrzewam, ze im bardziej corka czuje,ze nie lubie tej zabawy tym
                          bardziej mnie meczy. w jej malej glowie po prostu sie nie miesci, ze mama moze
                          nie lubic czegos co ona lubi.
                          tak w ogole to dostalam dzis pierwsza zrobiona zupelnie samodzielnie laurke z
                          okazji dnia mamy (w anglii wypada w ta niedziele)i dodatkowo paczke gum
                          rozpuszczalnych (to bylo dopiero poswiecenie!) i naszyjnik, ktory zrobilam dla
                          niej w zeszlym roku,hi,hi. Nawet nie wiedzialam ,ze to bedzie takie mile
                          uczucie. fajnie jest byc mama.
                          aha, jestes pomyslowa wiec moze mi doradzisz. nie mamy wanny, a mala nie znosi
                          kapieli pod prysznicem. Na umywalke jest juz za duza a na ogrod oczywiscie za
                          zimno. myslalam, ze przeczekamy i jakos jej przejdzie ale ona moze sie nie
                          kompac dwa tygodnie i wcale jej to nie przeszkadza. Jak ja zachecic do kapieli?
                          Moze masz pomysl na wesole zabawy pod prysznicem? jesli znajdziesz chwilke to
                          bede wdzieczna za odpowiedz.
                          • jokrru Re: "programowe" 05.03.05, 08:46
                            Niestety nie bardzo mogę Ci doradzić, bo syn uwielbiał się
                            kąpać i sam wygłupiał się do woli, nie miałam więc powodów sama coś inicjować,
                            z córką też nie jest najgorzej.

                            Ale, jest forum: Zabawy czy coś w tym stylu, postaw tam pytanie,
                            ludzie naprawdę mają fajne pomysły.
                            K.
    • jokrru Nauczmy dzieci cieszyć się życiem 02.03.05, 14:54
      To dopiero sztuka i to dopiero wyzwanie dla rodziców.

      A czytać, pisać, angielskiego, to każdy głupi każdego głupiego
      i jak się uprze, w każdym wieku jest w stanie nauczyć.
      K.
    • gpat Re: Kochani opanujcie sie....... 03.03.05, 13:03
      Moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa-wakacje na wsi. Cuuudowna sprawa.
      Krowy, świnki, kury,kot,pies, rzeka, kładka na strumyku, łąka pełna kwiatów,
      płatki kwiatów takich fioletowych które nalepiałam sobie na paznokcie śliną,
      owoce na drzewie, kuzyni i kuzynki z którymi się bawiłam łażąc po czy się dało.
      Szopa pełna narzędzi, ciekawych rupieci, siano w stodole. A mieszczuch jestem.
      Mam nadzieję, że kiedyś moje dzieci też tak będą spędzały wakacje.
      Kiedy w szkole nauczyli mnie czytać, rodzice często kupowali mi książki, które
      mogłam sama przeczytać. One sprawiały mi naprawdę ogromną radość.
      Moje 5 letnie dziecko już łyknęło trochę wiedzy i teraz wszystko leży
      nietknięte, nuda. Kiedy wraca z przedszkola, zaśpiewa owszem jakąś piosenkę, ale
      potem opowiada, jak to Pan Romek sprzątał podwórko, one mu stukały do okna, On
      je straszył a one uciekały. Albo opowiada o wiewiórce Basi która zadomowiła się
      na przedszkolnym podwórku. Dziecko uczy się obserwująć i najlepiej uczy się tego
      co lubi. Jeżeli tylko dziecko lubi naukę, to nie należy mu zabraniać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka