Dodaj do ulubionych

RODZICE-WSPÓLNY FRONT...?

12.09.05, 17:06
Hej!
Tyle się nasłuchałam o tym , ze w wychowaniu najważniejsze jest to, żeby rodzice trzymali wspólny front,zeby jedno popierało drugie, żeby dziecko widziało, że wychowują je razem i spójnie...Ale co zrobić, kiedy nie zgadzam sie czasem z metodami męża? Bo on to pokrótce tak:pracuje pół dnia, wraca, leży.Potem siada przy kompie i czasem sie odezwie do dziecka.Ale czasami miewa takie dni, kiedy bierze się za wychowanie.I zazwyczaj wygląda to tak, ze wydaje polecenia i żąda, żeby dziecko je wykonało BO ON TAK CHCE.Np. kapcie.Ja mówię do dziecka(2,5 roku):ubierz kapcie,bo podloga jest brudna,a Ty masz czyste skarpetki.A mój mąż tak (ton rozkazujący): zakładaj kapcie!Dziecko w ogóle to trochę boi się takiego jego podniesionego tonu i biegnie do mnie z miną juz nieciekawą. To mąż na to, że ma zakładać i już, bo Tata każe!I siłą bierze i wkłada mówiąć przy okazji, że jest nieposłuszne i że ja mam go poprzeć.Jak mam go poprzeć, kiedy cała sytuacja mi się nie podoba?Bo można to było całkiem inaczej zrobić,bez krzyku, na spokojnie.
Ale kiedy zwracam mężowi uwagę, to on stwierdza, że nie trzeba dziecku tlumaczyć, tylko ono po prostu ma słuchac i już.
No i jak tu trzymać wspólny front?
Pozdrawiam.
Aga.
Obserwuj wątek
    • olahabe Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 12.09.05, 18:22
      Proponuję porozmawiać z mężem na osobności (nigdy przy dziecku!) o Twoich
      wątpliwościach. Nie oskarżaj go, ale zasugeruj, że Tobie nie odpowiada takie
      podejście. Stanowczość owszem, ale w sytuacjach, które jej wymagają, tzn.
      poważnych
      • adellante1 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 13.09.05, 14:21
        a może jemu nie odpowiada jej podejście?
        moze tata nie powinien udawać mamy tylko dlatego ze mamusia uważa że tak
        powinien? Zawsze w zdrowym społeczeństwie to ojciec uczył posłuszeństwa
        dyscypliny odpowiedzialności... Dziecko powinno wiedzieć że ktoś w domu nosi
        spodnie... Bo wyrośnie nam kolejne pokolenie wychowanych bezstresowo bandytów..
        • gaika Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 01:22
          adellante1 napisał:

          > a może jemu nie odpowiada jej podejście?
          > moze tata nie powinien udawać mamy tylko dlatego ze mamusia uważa że tak
          > powinien? Zawsze w zdrowym społeczeństwie to ojciec uczył posłuszeństwa
          > dyscypliny odpowiedzialności... Dziecko powinno wiedzieć że ktoś w domu nosi
          > spodnie... Bo wyrośnie nam kolejne pokolenie wychowanych bezstresowo
          bandytów..


          Chodzi o wspólną filozofię, a nie identyczne metody wychowawcze.
          • adellante1 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 08:24
            > Chodzi o wspólną filozofię

            Ale dlaczego w toku rozumowania kobiety "wspólne" = "moje" ????
    • morelee Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 12.09.05, 18:30
      Czy dziecko Ciebie słucha? Podaj to mężowi jako argument. Pokazuj mu trudne
      sytuacje w których dziecko właśnie Ciebie a nie jego posłuchało.
    • jola_ep Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 12.09.05, 18:43
      Wydaje mi się, że to cele wychowawcze muszą być spójne, a nie metody. Oczywiście
      w pewnych sprawach warto się dogadać - choćby bicia dzieci.
      Matka i ojciec wychowują inaczej - i warto o tym pamiętać. Miłość matki jest
      bezwarunkowa, ojca bardziej warunkowa. To normalne, że na matce, jak na
      poligonie uczuć, wypróbowuje się złość, sprzeciw, bunt, nienawiść, ale także
      miłość. Stosunki z ojcem są bardziej stałe.
      U nas jest jasne, że o ile mamie można się sprzeciwiać, to polecenia taty należy
      wykonać. Choć mój mąż nawet głosu na dzieci nie podnosi. Taki ma autorytet i
      już. Mój synek nawet jak miał dwa latka wiedział, że "tata powiedziała" (chłopak
      w babskim gronie się obracał) oznacza konieczność wykonania polecenia.
      Oba rodzaje miłości są potrzebne dzieciom, tak samo jak oba rodzaje sposobu
      wychowania. Począkowo też czasem bywałam wręcz przerażona bezwzględnością męża
      wink ale moje dzieciaki uwielbiają tatę smile))
      Staram się tylko, aby nasze stanowisko było wspólne - jeśli mąż czegoś zabroni,
      to ja też go popieram i odwrotnie.

      Pozdrawiam
      Jola
      • mamamarti Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 12.09.05, 20:14
        Bardzo Wam dziękuję za te wypowiedzi. Niestety nie raz zdarzyło nam sie rozmawiać na temat zaistniałych sytuacji (podobnych do tych z kapciami) przy dziecku, bo po prostu "na gorąco". Wiem, że to błąd, musimy postarac się bardziej to kontrolować, panować nad tym.
        Akurat z kapciami mnie dziecko posłuchałosmile).Ale generalnie wie, że ze mną może dłużej pomarudzić, pozwlekac, a z Tatą nie...Dzięki Jola_ep za krzepiącego maila - rzeczywiście ojcowie inaczej wychowują dzieci niż matki i dzieci mają inny stosunek do obojga rodziców.
        Dzięki!
        Aga.
    • acorns Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 12.09.05, 20:17
      Oczywiście, że jest to ważne. Tylko to nie zawsze tak da się. Okres przed
      ślubem to jest niby wszystko fajnie, wspólne wypady itd. Potem jak zacznie się
      życie codzienne i pojawi się dziecko, może okazać się, że rodzice tego
      wspólnego frontu nie odnajdą, pomimo że byli tacy zgodni przed ślubem. Inaczej
      się mówi, a inaczej to wygląda w praktyce.
      Przez internet będzie bardzo trudno rozwiązać Twój problem, ponieważ łatwo się
      pisze, gorzej jest zastosować to w praktyce. To Wy - dwoje bliskich sobie osób
      musicie się dogadać. A kto może wiedzieć lepiej od Ciebie jak na niego wpłynąć?
      Nie popieram metod wychowawczych Twojego męża. Dziecko nie "ma słuchać i już"
      bo to nie tresowana małpka w cyrku. Musisz mu uświadomić, że albo niech ją
      wychowuje razem z Tobą cały czas albo niech się nie wtrąca. Tak jak praca z
      koniem nie sprowadza się do przewieziena dupy w terenie w weekend, tak i
      wychowanie dziecka nie może odbywać się "z doskoku".
      Ja z matką mojego dziecka do porozumienia nie doszedłem nigdy. Na szczęście jej
      już z nami nie ma i w ogóle chyba zapomniała, że ma dziecko.
      • verdana Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 12.09.05, 22:31
        A ja jestem zadowolona z róznych metod wychowawczych. Bo ja jestem ta
        wrzeszczaca, wymagajaca i wpadajacą w furię, a mąż to łagodzi. Gdyby nie on, to
        biedne moje dzieci...
        Kiedy on krzyczy i wymaga czegoś, na co ja nie zwracam uwagi jest mi czasem
        przykro (zal mi dziecka0, ale myślę sobie - trudno. On jest ojcem, ma takie samo
        prawo stosować swoje metody, jak ja swoje.
        U nas to się bardzo dobrze sprawdziło.
        • acorns Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 13.09.05, 00:21
          To może przybrać różne formy. Matka zabroni, ojciec pozwoli. Matka jest ta zła,
          ojciec ten dobry. Albo odwrotnie. A to już nie jest dobrze.
          • gaika Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 13.09.05, 05:21
            acorns napisał:

            > To może przybrać różne formy. Matka zabroni, ojciec pozwoli. Matka jest ta
            zła,
            >
            > ojciec ten dobry. Albo odwrotnie. A to już nie jest dobrze.

            Absolutna zgoda. I dzieci zazwyczaj szybko lapia, ze komunikaty plyna sprzeczne
            i zaczynaja manipulowac...
        • judytak Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 13.09.05, 12:19
          verdana napisała:

          > ja jestem ta
          > wrzeszczaca, wymagajaca i wpadajacą w furię, a mąż to łagodzi. Gdyby nie on,
          to
          > biedne moje dzieci...
          > Kiedy on krzyczy i wymaga czegoś, na co ja nie zwracam uwagi jest mi czasem
          > przykro (zal mi dziecka), ale myślę sobie - trudno.

          no, opis mojego domu ;oDDD

          pozdrawiam
          Judyta
    • e_r_i_n Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 13.09.05, 08:05
      A ja sie nie zgadzam z tym, ze rodzice musza miec spojne metody wychowawcze.
      Cele, jak ktos napisal - owszem, metody musza byc inne, bo roznymi ludzmi sa
      rodzice.
      Polecam ksiazke "Wychowanie bez porazek" - rewelacyjna. I bardzo pomaga pewne
      sprawy poukladac sobie w glowie.
    • wieczna-gosia Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 13.09.05, 10:03
      no ale sluchaj- oboje jestescie dorosli. Mozecie przeciez o tym porozmiawiac.
      Rodzice nie musza miec wspolnych metod. Ale jesli metody drugiej strony nam sie
      nie podobaja to nie znaczy ze musze sie na nie zgadzac. Tylko trzeba tak sprawe
      rozgrywac zeby metody te nie staly w opozycji.

      Moj maz tez z tych zolnierskich- ma byc zrobione. JUZZZ! od wielu lat to
      lagodze. Niech sobie robota z pilotem sprawi jak musi miec juz, dziecko tak nie
      dziala. Stosuje jedna zasade- NIGDY nie podwazam decyzji meza. proszona o
      mediacje, jesli uwazam ze maz nie mial racji- sie zgadzam i mediuje, ale jesli
      on twierdzi ze tak ma byc- mowie- tak ma byc. Dzieci wiedza ze zasadniczo jesli
      zalatwiac grubsze sprawy to przez mame, ale wiedza tez ze nie bedzie takiej
      sytuacji ze tata zabroni a mama pozwoli- mama co najwyzej sie wstawi.
      • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 12:56
        Ja z kolei nie wyobrażam sobie, zebym tolerowała "żołnierskie wychowanie",
        którego nie akceptuję i zebym zaciskałą zęby i milczała, jezlei tata robi z
        dzieckiem coś, czego ja nie akceptuję. Na pewno nie w ime wspólnego frontu, bo
        uważam, ze są ważniejsze rzeczy, niz wspólny front, np. dobro dziecka. Jak na
        razie nie mam takich kłopotów ze wspólnym dzieciem, ale miewałam z moim synem z
        pierwszego związku i (niedoszłym) jego ojczymem, który miał kompletnie inną
        wizję wychowawczą niż ja. Np. dziecko nauczone przeze mnie zdrowych negocjacji i
        poszukiwania rozwiązań problemu u niego natykało się na bezwzględny opór, bo
        skoro on powiedzieł, to nie ma dyskusji i nie będzie dzieciak mu tu zawracał
        głowy jakimś kombinowaniem (przykład: "nie skacz po tapczanie, bo się rozwali" -
        "a gdzie mogę skakać bezpiecznie" - "na dywanie w przedpokoju/na starym fotelu,
        bo go nie szkoda" - tak ja nauczyłam dziecko rozwiązywać sytuacje a mój eks na
        jego pytanie odpowiadał "nie dyskutuj ze mną i po prostu nie skacz, bo ja tak
        mówię")
        W tej sytuacji nie trzymam wspólnego frontu - tzn jezeli partner robi coś, co ja
        uważam za głupie/niesłuszne/zbyt bezwzględne/nieprzemyślane. Oczywiście
        załatwiam to z partnerem na boku, tłumacząc mu, dlaczego wg mnie nie powinien
        tak robić, ale na pewno nie milczę przy dziecku i nie mówię dziecku, ze jak
        tatus tak kazał, to ja też tak każę. Bo jak tauś kazał głupio, to nie ma co go
        bronić.
        Na tatusia to też dobrze działało, bo wiedział, ze nie wchodzi w grę postawienie
        mnie przed faktem dokonanym, na który się muszę zgodzić (tzn zabroni dziecku
        czegoś, na co ja zazwyczaj pozwalam - oczekując, ze nie zakwestionuję tego w
        imię wspólnego frontu) bo i tak będzie afera i jego autorytet na tym bardziej
        ucierpi. smile
        • adellante1 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 20:08
          > i tak będzie afera i jego autorytet na tym bardziej
          > ucierpi. smile
          • adellante1 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 20:09
            > > i tak będzie afera i jego autorytet na tym bardziej
            > > ucierpi. smile



            brawo... jak zwykle Matka Polka Nieomylna..
            • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 20:22
              w parze z Ojcem - Polakiem Nieomylnym...
              Wiesz, z opisanej sytuacji wynika, ze mąż autorki wątku niekoniecznie bierze pod
              uwagę JEJ opcje wychowawcze. Tzn nie zawaha się ich zlekcewazyc, kiedy on ma
              inne widzimisię. W takiej sytuacji ja jestem niestety bezwzględna i wspólny
              front mam w d...., skoro druga osoba tego nie przestrzega.
              Zwłaszcza, ze sama autorka zadaje pytanie: "Jak mam go poprzeć, kiedy cała
              sytuacja mi się nie podoba?"
              Otóż ja w takiej sytuacji NIE POPIERAM. Po prostu. Trzeba się najpierw dogadać
              między sobą a potem dopiero eksperymantować na dziecku. Jeżeli ktoś nie chce się
              dogadywać tylko egzekwuje bezwzględnie swoje metody, których druga strona nie
              akceptuje - to musi się liczyć z konsekwencjami.
              • edytka73 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 20:49
                Czasem trzeba po prostu chronić dziecko przed metodami wychowawczymi drugiego
                rodzica... Bo w emocjach może powiedzieć /zrobić coś krzywdzącego, np. "mamusia
                już cię nie kocha" - natychamiast tzreba sprostować, bo raz, że to nie prawda a
                dwa, ze szantaż emocjonalny. O biciu i innych formach przemocy nie wspomne.
                • verdana Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 21:15
                  No własnie (przed moimi np. czasem trzeba chronic wink
                  Ale jednak z tej dyskusji przebija przekonanie, że powinny zwycięzyć opcje
                  wychowawcze matki. Mama absolutnie nie zgadza się, żeby ojciec "sztorcował"
                  dziecko. Ojciec absolutnie nie zgadza się, by mama p[ozwalała dziecku na pewne
                  rzeczy. Oboje moga mieć rację - a nie z definicji matka ma narzucić ojcu swój
                  model wychowawczy i zabronić pewnych działan (od razu dla jasnosci - mówie o
                  ojcu, nie o ojczymie, bo tu matka ma głos decydujący).

                  • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 21:49
                    verdana, ale w opisanej sytuacji oboje rodzice są zgodni co do kwestii skarpetek
                    np - tylko egzekwują to przy pomocy innych środków wyrazu. Ja uważam, ze
                    jakkolwiek by nie patrzeć, wychowywanie dziecka przy pomocy wrzasków i komend z
                    doskoku co drugi dzień i gloryfikowanie tej metody jako jedynej słusznej - jest
                    przegięciem i ja bym się na to po prostu u mnie w domu nie zgodziła. Jak facet
                    chce sobie powrzeszczeć i chce zeby się go wszyscy bali, to niech wrzeszczy w
                    pracy na podwładnych albo na staruszki w autobusie (a najlepiej niech idzie
                    powrzeszczeć na blokersów jarających blanty na klatce) - ale niech nie
                    dowartościowuje się na dziecku, które tą samą czynność jest w stanie i chce
                    wykonać bez wrzasku, jak wykazuje mama.
                    • tynia3 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 22:15
                      Różne metody mogą wynikac z różnych temperamentów. Jeden jest opanowany i 1000
                      razy powtórzy, inny przy 3 razie ma groźną minę. I ok. Niby dlaczego mama ma
                      się równac tata i odwrotnie. Ludzie są różni, różnie reagują (tego tez dziecko
                      się uczy). Dobrze, jak stałe są wartości i wspomniane cele.
                      Wcale nie jest powiedziane, ze metoda taty nie jest lepsza, choć wywołuje
                      nieciekawą minę. Moze się na dłuższą metę duuuzo lepiej sprawdzać.

                      pzdr
                      • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 22:22
                        "on stwierdza, że nie trzeba dziecku tlumaczyć, tylko ono po prostu ma słuchac i
                        już."

                        to nie jest temperament, tylko światopogląd. Dość nieciekawy w dodatku.
                        • tynia3 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 22:26
                          Nie wierzę. Jeśli nawet ma coś z kaprala wink, to na pwno końcem konców tłumaczy.
                          Ojciec też człowiek. Całkiem niekiepski wink
                          pzdr
                          • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 22:32
                            nie wierzysz.. to od tego trzeba było zacząć. Ze lepiej wiesz, co tam w tym domu
                            ma miejsce i wiesz, jakie sytuacje w ogóle bywają a jakie nie mogą wystąpić.
                            • tynia3 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 22:38
                              Nigdzie nie napisałam, że wiem lub nie wiem czegoś na pewno. Stąd mój dystans w
                              ocenie, ze ten tata nie wie, co robi. Po prostu - często jest tak, że bardziej
                              wymagająca strona (wymagająca normalnie, zdrowo) jest tą gorszą, nietety.
                              • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 14.09.05, 23:23
                                napisałaś, ze nie wierzysz...
                                • tynia3 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 15.09.05, 07:08
                                  Bo widzę różnicę między wiarą a wiedzą wink.
                                  pzdr
                • adellante1 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 15.09.05, 10:10
                  > (...)robić coś krzywdzącego, np. "mamusia
                  > już cię nie kocha"

                  Nigdy jeszcze się nie spotkałem żeby facet coś takiego powiedział dziecku. A
                  spotkałem się z opiniami kobiet:
                  "po co ci mąż (ojciec dziecka) bez niego świetnie sama dałabyś sobie radę..."
                  "to nie tata - to wujek" wypowiedziane do dziecka przez babcię.
                  "to nie twoja córka - to moja córka" słowa teściowej

                  sorry... ale ktoś musi zacząć tępić w tym społeczeństwie chore objawy.
                  Zacznijcie wreszcie widzieć że nie jesteście nieomylne, nie macie monopolu na
                  wiedzę o wychowaniu. Czasem wbrew pozorom ojciec wie dużo więcej od Was bo może
                  w czasie kiedy wy latałyście po dyskotekach on wychowywał młodsze rodzeństwo?
                  Ale niestety jesteśmy jedynym krajem na świecie gdzie wybudowano pomnik Matce
                  Polce...Niestety przykłady z prasy dotyczące osatnich patologii - poznań
                  skatowana dziewczynka - mamusia z konkubentem... warszawa chłopczyk utopiony w
                  wiśle - mamusia z konkubentem... porzucone dzieci w smietnikach, w krzakach...
                  Darujcie więc sobie swój jad bo możecie ugryźć się przypadkiem same..
                  • falka32 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 15.09.05, 10:28
                    Ja domyślam się, ze ciebie kobiety w życiu bardzo skrzywdziły, bo nienawiść
                    przebija z każdego złowa twojego postu. Niemniej jednak statystyki zaprzeczają
                    temu, z czym ty się spotkałeś osobiście (co nie jest niezwykłe). Choćby
                    statystyki dotyczące sprawców przemocy domowej. Zaprzeczają w sposób dramatyczny.
                    • maja45 Re: Mamamarti-odbierz proszę pocztę. 15.09.05, 15:32
                      • mamamarti Re: Mamamarti-odbierz proszę pocztę. 15.09.05, 22:42
                        Odebrałam!
                        Nie zaglądałam tu przez jakis czas, dlatego piszę dopiero teraz.
                        Nie zdawałam sobie sprawy, że ten wątek skłoni az tyle osób do wypowiedzenia się.
                        Dzięki za wszystkie wypowiedzi, szczerze przyznam, że niektóre wywołały usmiech, bo opisałam pewne wydarzenie i mój kłopot z reakcją męża, ale naprawdę nie jest ona przecież w stanie pokazać, jakim on jest w ogóle człowiekiem - więc niektóre uwagi na jego temat wydały mi sie przesadne. Nieważne, znam go przecież i dowodzić jego "normalności" nie muszę.
                        I jest tak, że cele mamy wspólne, róznią nas metody ich osiągania,ale wiadomo, że inaczej będzie postępowac matka,a inaczej ojciec. Przynajmniej ja - jestem z tych bardziej "miękkich", a mąż jest bardziej stanowczy i stały.
                        Pozdrawiam.
                        Aga.

                        • adellante1 Re: Mamamarti-odbierz proszę pocztę. 16.09.05, 09:40
                          > I jest tak, że cele mamy wspólne, róznią nas metody ich osiągania,ale wiadomo,
                          > że inaczej będzie postępowac matka,a inaczej ojciec. Przynajmniej ja - jestem z
                          > tych bardziej "miękkich", a mąż jest bardziej stanowczy i stały.

                          Bravo.. wreszcie jakiś normalny głos... Wiadomo ty jako matka ja jako ojciec
                          (oczywiście dziecko nie jest wspólne big_grin....) każde z nas służy do innych celów
                          i mamy ba MUSIMY być inni to uzupełniający się wizerunek..
                          Szacunek i pozdrowienia..
                        • mama.ludzika Re: Tata 16.09.05, 15:08
                          Ja sądzę, że jeżeli tata zajmuje się dzieckiem, poświęca mu czas i uwagę,
                          karmi, bawi się, wychodzi na spacery, kąpie itp, to może być nawet ostro-
                          stanowczy, bo dziecko nie odbierze tego jak atak, tylko bardziej jak polecenie.
                          Jeśli tata przypomina sobie o dziecku raz na trzy dni, i "bierze się za
                          wychowanie", to sory, niech może już lepiej wróci do trzymania pilota. Pożytku
                          i tak z niego nie ma.
                          Mamamarti, nie bierz tego do siebie. Myślałam o tym typowym męskim wychowaniu i
                          takie mi wyszło podsumowaniesmile
                          Pozdrawiam
                    • adellante1 Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 16.09.05, 09:37
                      > Ja domyślam się, ze ciebie kobiety w życiu bardzo skrzywdziły, bo nienawiść
                      > przebija z każdego złowa twojego postu

                      nie próbuj z psychoanalityki się utrzymywać... bo bułkę nie prędko zobaczysz smile)))
                      daleki jestem od nienawiści a skrzywdzićsie po prostu nie pozwalam. big_grin nie
                      jestem cielaczkiem którego byle kto może obrazić lub skrzywdzić. W zyciu
                      najważniejsze to umieć się obronić...

                      Statystyki zaprzeczają bo są zafałszowane. ile razy słyszałaś o przemocy
                      fizycznej i psychicznej której sprawczynią jest kobieta? Ile razy jest tak ze
                      zaatakowany przez "wściekłe stringi" facet po prostu nie pozwoli się tłuc po
                      paszczy i odda - wówczas jest wrzask że facet pobił skatował.. statystyka
                      meskiej przemocy idzie w górę. Beznadziejnie rzadko którykolwiek facet się
                      poskarzy na takie sytuacje. Zresztą nikogo liczenie takich przypadków nie
                      interesuje.
                      Ja nie walczę z kobietami. Walczę tylko z cholernym stereotypem MATKI POLKI..
                      a prawda jest taka ze idealna kobieta to: dziwka w sypialni kucharka w kuchni i
                      dama w salonie, niestety młode pokolenie polek strasznie to pomieszało i są
                      damami w kuchni, kucharkami w sypialni i dziwkami w salonie.. Niestety mniemanie
                      o sobie mająże... ech szkoda słów. Wystarczy poczytać wypowiedzi...
                      • mamongabrysi Re: RODZICE-WSPÓLNY FRONT...? 16.09.05, 16:26
                        Witam,
                        dawno mnie tu nie było i tak sobie czytam różne wątki. Adellante, z całym
                        szacunkem, ale wydaje mi się ze większość z twoich wypowiedzi ma to zaczepny
                        (młode kobiety są bee...). Myślę ze nie była intencją autorki wątku dyskusja na
                        temat "matki zawsze maja rację a faceci się nie znaja na wychowaniu dzieci". To
                        było o trzymaniu wspólnego frontu gdy poglądy są inne. A temat nie jest prosty.
                        Poza tym myślę ze większość forumowiczek nie uważa się za nieomylne. gdyby tak
                        było to forum by nie istniało.
                        Pozdrawiam
                        Ania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka