Dodaj do ulubionych

Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi.

23.02.06, 21:02
Chciałabym zapytać. O to własnie - jak Wasi mężowie (partnerzy) zajmują sie
dziećmi - konkretnie, czy i o czym z nimi rozmawiają, jak długo, czy chodza na
spacery, czy po całym dniu pracy, jesli wróca, kiedy dziecko śpi, pytają się,
co robiło w ciągu dnia, czym się zajmowało, co ciekawego powiedziało, czego
się nauczyło.
Szczególnie zależy mi na opinii mam pięcio-sześciolatek.

Może głupio się pytam, ale mam wrażenie ze mojego... nie obchodzi własne
dziecko. Nie rozmawia z nią, poza "nie przeszkadzaj", z własnej
nieprzymuszonej woli nie pojdzie do kina, na spacer, nie wymysli żadnej
zabawy, nie opowie o niczym, nie poczyta książki. Mogłabym tak mnożyć.

A może jestem zbyt wymagająca. Sama juz nie wiem.
Obserwuj wątek
    • anielka25 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 23.02.06, 21:39
      Jestem mamą rocznego Mateuszka. Jego tata pracuje od rana , gdzieś do 16
      popołudniu plus służbowe niezbyt częste wyjazdy. Tak sobie myśle i chyba nie ma
      zastrzeżeń do niego jako do taty. W ciągu dnia i dzwoni i pyta co u nas
      słychać, czy Mateusz marudzi, czy ząbkuje, co zamierzamy robić itp... Gdy wraca
      z pracy Mateusz nie odstępuje go na krok i tata je z nim obiad (nie do
      pomyslenia jest żeby tata nie podzielił sie obiadem), potem wygłupiają sie,
      bawią sie razem, albo bawimy się w e troje - zależy od nastroju i zmęczenia
      taty i mamy bo czasem jest tak że ja jestem padnięta lub chora i tata zabiera
      synka na spacer albo bawi sie z nim sam w drugim pokoju.Są też sytuacje ze tata
      ma wszystkiego dość i wtedy by znikamy z pola widzenia i dajemy tacie czas na
      chwilke relaksu.Weekendy spędzamy razem w domku, lub wychodzimy na zakupy,
      gdzieś na obiad, do znajomych. Tata ma podobny stosunek jak ja - czyli dziecko
      nam nie zawadza, chętnie go wszędzie włóczymy ze sobą. Tata czasem rozpieszcza
      synka a czasem twardo wyznacza mu pewne granice. Widze że cieszą go postępy
      naszego dziecka, jest zniego dumny. Wracając z pracy często przynosi mu
      resoraki wymienione za punkty na stacjach benzynowych. Oboje mają radości co
      nie miara...
      Jeśli o mnie chodzi to tata spisuje sie na medal. Wydaję mi się ze im synek
      będzie starszy tym bedą iec lepszy kontakt ze sobą.
      PS - Oczywiście jakie było pierwsze słowo wypowiedziane przez nasze dziecko -
      "tata"
    • lolinka2 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 23.02.06, 21:51
      Mój mąż zajmuje sie córką odkąd ona istnieje czyli ponad cztery lata (a juz
      niedługo kolejna się będzie zajmował), nie pracuje z wyboru, bo jest dziecko a
      ja pracuję i mam robotę taką że dzień i noc z niej mogę nie wychodzić.
      Więc jego zajmowanie się młodą polega na tym, ze odprowadza ją do i z
      przedszkola, na imprezach w przedszkolu jest też on, robi żarełko, rysuje, gra w
      karty, czyta ksiażeczki przed spaniem, uczy ją pisać i czytać, grają razem w gry
      komputerowe i nie tylko, kąpią się razem, sprzątają razem i piorą, z drugiej
      strony trzyma ja stosunkowo krótko i to mnie cieszy...
      Nie miałam w związku z tym okazji zeby musiał pytać czego się młoda nauczyła,
      raczej to on chwali się mi jej sukcesami. CHociaż patrząc na to z innej strony,
      to z własnej woli (a raczej braku pomysłów) tez by tego wszystkiego nie robił,
      inicjatywa należy do Nutelli zazwyczaj. Więc najchętniej też by ja zbył "nie
      przeszkadzaj" (i ja skądś to znam...), do kina nie poszli ani razu przez parę
      lat, na spacery nie lubi chodzić a w piaskownicy się czuje jak w obozie
      koncentracyjnym, ale córka przynosi książkę - to czytają, córka rozwala kredki
      po mieszkaniu- to rysują, córka zrobi totalny bałagan w domu- zaczynają sprzątać
      i tak po prostu idzie o krok za nią i o ile czegoś konkretnego nie zlecę rano
      (np trenowanie wierszyka na imprezę w przedszkolu) to wyjatków nie ma, a ja do
      tego przywykłam.
      Faceci są okrutnie mało kreatywnie podsumowując, a szczerze powiedziawszy to jak
      się człowiek (ojciec czy matka) w pracy zdrowo uterepie, to ma tak dosyć ze
      własne dziecko jest świetne...o ile śpi i można na nie popatrzeć bez
      konieczności odpowiadania na setki pytań i ganiania po mieszkaniu...
      • z_perspektywy Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 23.02.06, 22:38
        Moj stary wzial urlop wychowawczy. Radzi sobie swietnie, choc nie gotuje sad
        wiec kiedy wracam do domu o 18.00 zostaje mi sleczenie przy kuchni. Ale da sie
        zyc.
        • jmctrio Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 00:05
          Moj maz (mamy 19 miesiecznego synka) jeszcze ani razu nie zabral go sam na
          spacer !!! A jak sie kiedys wkurzylam (udawalam) i nie mial wyjscia to zabral
          go do samochodu i siedzieli na parkingu (sluchajac muzyki) a pozniej zabral go
          do sklepu zoologicznego na 20 min. I taki to byl spacer.A tlumaczyl sie ze za
          zimno bylo zeby do parku i zaraz mialo padac. A wcale nie bylo zimno i nie
          padalo. Ale maly chodzi i tylko TA- TA, TA-TA, TA-TA czy jest w domy czy go nie
          ma. I takie to sa chlopy. No i coz trzeba dalej kochac - malenkiego napewno a
          starego jak sie poprawi.
          Joanna Maria Z
      • magdawegner Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 27.04.06, 11:42
        Lolinka a w takim razie skoro na codzień waszą córką zajmuje się mąż, to jak Ty
        się nią zajmujesz i kiedy?

        Pozdrawiam
    • aniask_mama Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 09:23
      y_y napisała:

      > Chciałabym zapytać. O to własnie - jak Wasi mężowie (partnerzy) zajmują sie
      > dziećmi - konkretnie, czy i o czym z nimi rozmawiają, jak długo, czy chodza na
      > spacery, czy po całym dniu pracy, jesli wróca, kiedy dziecko śpi, pytają się,
      > co robiło w ciągu dnia, czym się zajmowało, co ciekawego powiedziało, czego
      > się nauczyło.
      > Szczególnie zależy mi na opinii mam pięcio-sześciolatek.

      wiesz Y-Y, mam mniej więcej podobne odczucia jak Ty crying(((((
      a że temat bolesny, to już wiecej nic nie napiszę....
      syn ma 5,5 roku
    • pacynka27 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 11:03
      Mój synek ma 3,5 roku. Jego tata przeciął pępowinę, widział go pierwszy
      odemnie, pierwszy trzymał go na rękach, był z nim kiedy położna maluszka ważyła
      i myła, nie za bardzo chciał mi go dać do pierwszego karmienia (tak trudno mu
      było zdjąć syneczka z rąk smile)
      Od samego początku kąpał maluszka, zmieniał pieluchy, podcierał zasraną dupkę,
      nosił na rękach, potem prowadzał za rączki, karmił zupkami ze słoiczków.
      I teraz mąż po pracy nie włącza TV tylko bawi się z synem, nosi go na plecach,
      gania z nim po domu, chodzi na łyżwy, basen, rower. Nadal go kąpie i wieczorami
      dopóki maluch nie zaśnie opowiada mu zmyślone historie......
      Tak mój synek ma cudownego tatę smile
      • mallard Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 13:22
        pacynka27 napisała:

        > Mój synek ma 3,5 roku. Jego tata przeciął pępowinę, widział go pierwszy
        > odemnie, pierwszy trzymał go na rękach, był z nim kiedy położna maluszka
        ważyła
        >
        > i myła, nie za bardzo chciał mi go dać do pierwszego karmienia (tak trudno mu
        > było zdjąć syneczka z rąk smile)
        > Od samego początku kąpał maluszka, zmieniał pieluchy, podcierał zasraną
        dupkę,
        > nosił na rękach, potem prowadzał za rączki, karmił zupkami ze słoiczków.
        > I teraz mąż po pracy nie włącza TV tylko bawi się z synem, nosi go na
        plecach,
        > gania z nim po domu, chodzi na łyżwy, basen, rower. Nadal go kąpie i
        wieczorami
        >
        > dopóki maluch nie zaśnie opowiada mu zmyślone historie......

        No pięknie pięknie, a jak jest coś do zrobienia w domu, -zepsuty kran, kontakt,
        czy tapetowanie, to kto się tym zajmuje? Mój synek od najmłodszych lat
        przyglądał się, jak ja to robię.

        > Tak mój synek ma cudownego tatę smile

        Myślę, że mój też wink

        Jako facet myślę sobie tak:
        Są dwie fatalne skrajności, -Pierwsza, najczęściej spotykana, kiedy chłop swoją
        rolę sprowadzi do przyczynienia się do narodzin dziecka i uważa się za wielce
        bohatera, zarabiajc na rodzinę. Druga, kiedy zmienia się w nie mającego swego
        męskiego życia faceta-niańkę. Pomiędzy tymi skrajnościami jest cała gama mniej,
        lub bardziej właściwych postaw, trudnych do oceny, bo wiele też zależy w jakich
        tradycjach wyrośli oboje małżonkowie, a najważniejsze jest, aby nie było
        wzajemnych pretensji. No i też żeby dzieci wiedziały, że mają ojca i że ich
        ojcem jest facet! wink.

        Pozdrawiam.
        • pacynka27 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 14:40
          Dzięki że mi przypomniałeś mallard.
          Oczywiście mój mąż, kiedy tylko ma coś do zrobienia w domu czy w zakładzie stolarskim mojego teścia to włącza w te prace małego. Synek wie jak przykręca się śruby, wbija gwoździe, mały podaje tacie narzędzia, wierci razem z tatą (oczywiście swoją dziecinną wiertarką), "pomaga" w wymianie oleju w samochodzie, odkurza z pyłu nowo zrobione okna do lakierowania....
          To nie jest tak, że albo tata poświęca czas dziecku, albo naprawia cieknące krany. To wszystko mozna pogodzić. Niestety wiele tatusiów nie umie naprawić kranu i wzywa hydraulika i jednoczesnie nie umie bawić się ze swoimi dziećmi.
          • mallard Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 16:04
            pacynka27 napisała:

            > Dzięki że mi przypomniałeś mallard.

            Drobiazg! smilesmilesmile

            > Oczywiście mój mąż, kiedy tylko ma coś do zrobienia w domu czy w zakładzie
            stolarskim mojego teścia to włącza w te prace małego.

            Hmm, -o dziecko w stolarni bym się trochę bał, tym bardziej gdy tata zajęty.
            Tam są maszyny, -bardzo groźne!

            Synek wie jak przykręca się śruby, wbija gwoździe, mały podaje tacie
            narzędzia, wierci razem z tatą (oczywiście swoją dziecinną wiertarką), "pomaga"
            w wymianie oleju w samochodzie, odkurza z pyłu nowo zrobione okna do
            lakierowania....
            > To nie jest tak, że albo tata poświęca czas dziecku, albo naprawia cieknące
            krany.

            Oczywiście Pacynko że nie jest, chodzi tylko o to, żeby poświęcał ten czas "po
            tatowemu" smile

            To wszystko mozna pogodzić. Niestety wiele tatusiów nie umie naprawić kranu
            > i wzywa hydraulika i jednoczesnie nie umie bawić się ze swoimi dziećmi.

            Nic dodać nic ująć!

            Pozdrawiam.
            • pacynka27 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 25.02.06, 10:30
              mallard napisał:
              Hmmm,- o dziecko w stolarni bym sie troche bał, tym bardziej gdy tata zajety. Tam sa maszyny,-bardzo groźne!

              Bez obawy. Tata jeszcze "groźnych maszyn" przy synku nie włączał, żeby samemu na nich pracować. Najwyżej pokazywał jak działają maszyny kiedy pracownicy teścia na nich pracowali. Nawt jak tatuś wierci to syneczek wie, że trzeba się troszkę odsunąc.
              Ale dzięki za troskę smile
    • blou1 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 12:50
      Niestety prawie wcalesad
      • myelegans Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 14:31
        Moj maz zajmuje sie synkiem, ale sie wokol niego nie owija. Zabiegi
        pielegnacyjne nie stanowily nigdy problemu, do tej pory kapie, przewija (kupy
        tez smile. Poza tym czasami zabiera na spacery, czyta, codziennie zajmuje sie nim
        sam przez 2 godziny rano do przyjscia niani.

        Ale tez musi miec czas dla siebie (maz) na swoje wlasne hobby, zajecia domowe
        (placenie rachunkow, samochod, itd), ktore ma rozliczne, jak nie ma wlasnego
        czasu, to zaczynaja sie zgrzyty, ale jakos to probujemy balansowac. Ja tez
        wychodze i musze miec czas dla siebie, ostatnio wyjechalam na caly weekend zeby
        spedzic czas z przyjaciolka i maz zostal z synkiem. Poradzili sobie, chociaz w
        domu byl sajgon.
        Grunt to zdrowy balans, tak zeby nikt nie czul sie wykorzystywany i zeby nie
        bylo kwasow.
        Moze sprobuj zorganizowac czas dla siebie i zostaw ich razem w domu, albo
        wyslij do kina, przedstawienie, koncert, zapisz ich na basen, lodowisko, cos co
        moga robic razem poza domem.
    • mamama28 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 24.02.06, 21:02
      Od kiedy córka skończyła rok mąż jest na pół-uropie wychowawczym, tzn ja
      pracuję na pełny etat i wtedy mąż zajmuje się córką. Po pracy jesteśmy razem
      lub ja zostaję z małą a mąż dorabia do domowego budżetu. Generalnie nie mam
      zastrzeżeń - jest SUPERTATĄ i lepszym ojcem niż się spodziewałam smile. Mają ze
      sobą fajną więź. Aż mnie czasem coś w sercu kłuje, gdy Mała budzi się i
      woła "tata". Miga się jedynie od spacerów - zawsze jest za zimno,za wcześnie
      lub za późno - mężczyźni lubią ułatwiać sobie życie a ztarabanienie się z
      wózkiem i dzieckiem z 4 piętra jest takie męczące wink.
      Jedyne, co mogę doradzić to: dbaj o to aby mąż miał jak najwięcej kontaktu
      dzieckiem. Pod różnymi pretekstami zostawiaj ich razem. Maksymalnie włączaj
      męża w opiekę, nawet gdy na początku będzie się bronił, bo kiedyś ten czas
      spędzany razem zaprocentuje. Silna więź powstaje właśnie podczas codziennego
      kontaktu (nawet tak prostego jak podstawowa opieka).
      Gdy Mała urodziła się, martwiłam się,jak mąż sprosta nowemu zadaniu. Widać
      było, że nie bardzo wie co robić i czuje się trochę zbędny.Niepokoiłam się, że
      nie pyta, nie dzwoni z pracy, a gdy wraca nie szuka z dzieckiem kontaktu.
      Wszystko zmieniło się, gdy dzidzia skończyła 2 mies. a ja poszłam na studia
      podyplomowe. Co weekend zostawali sami i z każdym tygodniem byli sobie
      bliżsi smile. Acha! NIE jesteś zbyt wymagająca!
    • malgoska13 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 25.02.06, 13:25
      Mój się wcale nie zajmuje a potem jest zdziwiony, że dziecko nie chce z nim
      żadnego kontaktu.
      • azoorek Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 25.02.06, 15:34
        Atrakcje w wykonaniu mojego meza- chodz Michalku wlaczymy sobie telewizorek. I
        siedzi wpatrujac sie w telewizor bez slowa. Jeszcze kiedys to sie zajmowal, ale
        widze, ze mu przechodzi. A jak juz cos robia, a maly jest ciekawski i wszedzie
        palce wpycha, to krzyczy. czasami mam tego dosyc. Podrzucanie malego 2 razy
        dziennie to chyba jednak za malo. Zreszta patrzac po znajomych to mam wrazenie,
        ze dziecko jest matki a ojciec jest od... no wlasnie nie wiem od czego. Nawet
        jak oboje pracuja, to ojciec ma czas na basen, na angielski i rowijanie swoich
        zainteresowan, a mama jest od dziecka i brudnych naczyn!!!
        • sylwia183 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 26.02.06, 01:33
          moje spostrzeżenia są odrobinkę inne, ale podobne. Zauważyłam, że tak do 1,5
          roku tatusiowie jeszcze jeszcze dają radę, później coraz to mniej wciągają ich
          zajęcia z dziećmi.
          Z drugiej jednak srony często mamusie na początku biorą monopol na malucha,
          tatusiowie są od święta do zabawy i na spacer.
          W moim przypadku było podobnie, mały ma 3 lata ii jest bardzo żywym dzieckiem,
          tatuś często wymięka a jak już uda mi się nakłonić ich do wspólnej zabawy to
          dla męża wystarczy, że jest razem z nim w pokoju dziecka, tylko czasami się
          wspólnie bawią.
          Jednak opracoałam sobie mały sposobik na męża, mianowicie jak widzę, że z
          trudem garnie się do zabaw z dzieckiem, ja organizuję sobie parę popołudni poza
          domem tak dwa trzy razy w tygodniu. A to do kolezanki, to pływalnia albo
          rodzice i wtedy chłpocy zostają sobie w domku i odkrywają się na nowo. Parę
          wspólnych popołudni odbudowuje więzi pomiędzy nimi i tatuś nawet czasami jest
          dumy jak paw, jak mały zrobi przy nim coś nowego, to go na jakiś czas nakręca i
          wtedy jest fajnie. Wystarcza na miesiąc może dwa.

          przyznam również, że bardzo dużo w naszm domku zmieniło się pod tym względem
          jak zrobiliśmy jadalnię z prawwdziwego zdarzenia i BEZ TELEWIZORA. Mąż wrca z
          pracy i siadamy razem do obiadku, wspólny posiłek zrobił się dla nas chwilą
          miłą, podczas rozmów dominuje oczywiście synuś i to właśnie jest fajne,
          ponieważ mąż siłą rzeczy włącza się do rozmów z dzieckiem. A takie rozmowy
          bardzo zbliżają chłopaków i często po odiadku tatuś mówi to chodź idziemy się
          teraz pobawić a mamusia posprząta albo wręcz przeciwnie zostają w kuchni i sami
          sprzątają po jedzeniu, to też jest jakaś forma zabawy.
          • y_y Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 26.02.06, 13:35
            smile wszystko fajnie jak tato wraca tak, ze i obiad razem i cale popoludnie smile Moj
            mąż niestety ma swoja dzialalność i najchetniej w domu przebywal by po to, zeby
            poogladac tv i wyspac sie smile Nie chodzi mi tez o to, aby równo "pół na pół"
            zajmować sie dzieckiem, bo nie w tym jest sęk. O wiele bardziej martwi mnie to,
            że kiedy są we dwoje, to on praktycznie nie wie? nie umie? nie potrafi? z nią o
            niczym rozmawiać. A wiem dobrze, że ona jest bardzo ciekawa świata, wszystkiego
            co ją otacza, bardzo lubi rozmawiać o zwierzętach, ostatnio nawet artykuł o
            mrówkach z wiedzy i życia czytałyśmy razem i nie bardzo wyglądała na znudzoną,
            jednym słowem, martwi mnie to, że całość funkcjonowania świata, zasady, jakieś
            normy (moralne też), wiedzę, zdobywa (oprócz przedszkola) tylko ode mnie. Tato
            nie jest dla niej żadnym autorytetem w tego rodzaju sprawach. I to mnie boli, bo
            już nie wiem, czy powinien być, czy pozwolić na taką sytuację, czy walczyć, a
            jak tak to jak długo i jakimi środkami.
            Dla wyjasnienia - często z nim o tym rozmawiam, o moich zastrzeżeniach co do
            jego roli w wychowaniu dziecka, ale "tak, tak, masz rację, zmienię sie, myśle ze
            powinienem się zmienić". I dalej jest tak samo.
            I cały czas mam przekonanie, że chyba się czepiam.
            • malamadziaaa Re:Do Y_Y 27.04.06, 09:11
              Hej!!!
              Mój mąż to odbicie lustrzane Twojego,nic dodać nic ująć.Liczy sie tylko TV i
              łóżko do leżenia przed TV.Przykre to jest,ale faceta nie zmienisz,jestem ze
              swoim już 10 lat i nie ma poprawy,ani jednym ani drugim dzieckiem się nie
              zajmował w taki sposób jak piszą inne mamy wyżej.Jestem przyzwyczajona
              do "ciepla" rodzinnego,czytania bajek,wychodzenia na plac zabaw,częstego
              mówiemia KOCHAM CIĘ,ale mój mąż jest inny i nie mogę się do tego
              przyzwyczaić.Wiem,że to nie jego wina,takie wzorce wyniósł z domu rodzinnego bo
              często o tym rozmawiamy.Od małego nie "cackali" się z nim,nie bawili jak z
              dzieckiem tylko ciągle gonili do prac (pochodzi ze wsi,teraz mieszkamy w
              mieście),nie wie co to ciepło rodzinne w pełnym tego słowa znaczeniu,nie
              pochwali za nic,a słowa KOCHAM CIĘ nie powie dzieciom ani mnie bo on tego od
              rodziców nie słyszał,a ojciec wpaja mu ciągle,że po to ożenił się z babą żeby
              koło niego skakała.Przykre,ale "czym skorupka za młodu",chce być inny ale nie
              ma wyuczonych podstaw.
              Pozdrawiam cię serdecznie i szczęściary cudownych mężów i tatusiów.
          • vivyan Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 20.04.06, 22:12
            U nas akurat było odwrotniesmile Im Mały starszy tym więcej wspólnych tematów i
            zajęć mają z tatąsmile Na początku to ja zajmowałam się dzieckiem więcej, mąż
            mniej, chociaż umiał i wykąpać i przewinąć itp. bez problemów czy niechęci,
            jakoś tak to wyszło. Na spacery chodziłam raczej ja - lubię spacerowac a mąż
            nie bardzo więc tak nam pasowało. Stopniowo przybywało rzeczy które chłopaki
            mogli razem robic z obopolna przyjemnoscia. Teraz synek ma prawie sześć lat
            (już!!) i z tatusiem: jeżdzą na rowerach, do kina, "pracują" w garażu, grzebią
            przy akwarium, czytają ulubione komiksy,jeżdzą na nartach, załatwiają
            różne "sprawy" i jeszcze wiele innych rzeczy robią.
    • elik12 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 26.02.06, 19:20
      moje dziecko jest mniejsze, ale moj maz tez z wlasnej nieprzymuszonej woli sie
      nim nie zajmie. Niestety. Ale jak sie juz raczy zajac to nawet i pogada i
      pojdzie na spacer i bajke poczyta. Ale zawsze musze mu przypominac. Nawet jak
      ustalimy, ze cos bedzie z dzieckiem robil systematycznie to to "cos" trwa max
      tydzienwink ALe nie wydaje mi sie ze to oznacza brak zainteresowania dzieckiem.
      Chyba czesc facetow jest mocno niedomyslna jezeli chodzi o "instrukcje obslugi"
      dziecka i trzeba wszystko krok po kroku tluc do glowy kazdego dnia
      • kubaskowa Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 26.02.06, 21:20
        Nie wiem czy Cie pocieszę ale u mnie jest to samo - nie zrobi nic z własnej nie
        przymuszonej woli - wszystko muszę negocjować, pokazywać palcem, i ciągle mu
        marudzić, czego nie znoszę. Nie widzi tego, że padam z nóg - też pracuję, a
        synek ma 20 miesięcy i jeszcze budzi cię dwa razy w nocy...jest mi bardzo
        cięzko, bo nie mam w pobliżu nikogo, kto by chociaż raz mógł mnie w czymś
        wyręczyć, chociażby przejśc się na spacer z małym - ja gotuję , zajmuję się
        domem, pracuję zawodowo, wieczorami sprzątam bajzel, wstaję w nocy i karmię,
        kąpię- ani razu go nie umył, nakarmił, nie mówiąc juz o przewinięciu.....
        na tym tle dochodzi do ciągłych konfliktów i tak naprawdę to mam ochotę na
        rozwód, powstrzymuje mnie tylko myśl, że nie po to starliśmy się kilka lat o
        dziecko, aby teraz z nadmairu obowiązków przy nim się rozchodzić - kocham synka
        nad życie i nie chcę aby wychowywał się bez ojca chociażby "statysty", ale
        jednak...jest to niestety bardzo przykre i bolesne....czuję się zawiedziona, po
        prostu ryczeć mi się chce...sad((
        • mamama28 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 27.02.06, 11:15
          >ja gotuję , zajmuję się domem, pracuję zawodowo, wieczorami sprzątam bajzel,
          wstaję w nocy i karmię, kąpię- ani razu go nie umył, nakarmił, nie mówiąc juz o
          przewinięciu.....

          Nie obraź się, ale jak mogłaś dopuścić do TAKIEJ sytuacji? I czy przez 20
          miesięcy nie przeszkadzała Ci ona? A wcześniej?
          Pewne rzeczy trzeba ustalać w związku ZANIM urodzi się dziecko. Jeżeli
          wcześniej karmiłaś, opierałaś i niańczyłaś męża, to on nie widzi powodu dla
          którego miałoby się to zmienić "tylko" z powodu dziecka. Współczuję, z tego, co
          piszesz, jesteś samotną matką DWÓJKI dzieci.
          PS. Może pokaż ten wątek mężowi?
    • jagaga Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 26.02.06, 21:54
      Metoda na tatusia wydaje mi sie prosta: 1. trzeba dac mu szanse, czyli jak juz
      ktos pisal, czasami zostawiac samego z dzieckiem lub zasugerowac jakies wspolne
      zajecia; 2. trzeba go bardzo chwalic, teksty typu "widzisz, ona/on robi to
      dokladnie tak jak Ty", "O! to Ty ja nauczyles?!", ja zaczynalam jak synek byl
      malenki i po powrocie zmeczonego taty na jakis wykrzywiony grymas zachwycalam
      sie "o, patrz, to do Ciebie sie tak usmiecha, do mnie sie tak nie usmiecha" i
      3. nie marudzic i nie pouczac, panowie i tak postepuja z dziecmi po swojemu i
      dobrze; raczej rzucic na gleboka wode, niz prawic kazania. Jak w ciagu
      tygodnia Tatus wykonczony, to pozostaja weekendy, kiedy to mamusia moze byc
      wykonczona, prawda? U nas to dziala - tatus na medal, a ja staram sie nie
      wtracac w ich zabawe, choc, przyznaje, czasem mi trudno. A relacje z dnia i
      postepow dziecka zdaje regularnie i bez pytania.
      • kaczalidka Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 27.02.06, 09:42
        Kiedy urodziłam starszą córcię już po 10dniach od Jej narodzin trafiłam do
        szpitala.Mój mąż ze łzami w oczach wracał do domu z myślą co On będzie robił z
        takim maleństwem.Nie było mnie kilka dni a tatuś poradził sobie świetnie.Kiedy
        córcia skończyła 5mies. sytuacja powtórzyła się.Jednak zniknęłam na
        2tygodnie.Również był świetny.Jednak te sytuacje sprawiły,że b.zbliżył się do
        dzieci i nigdy nie martwię się o nie kiedy muszę wyjść z domu.Kiedy wraca z
        pracy zawsze ma dla nich czas.Wieczorem On Je kąpie,czyta bajkę.Żeby było
        śmieszniej drugą ciążę musiałam przeleżeć w łóżku od 4tyg.Spacery ze starszą
        córcią były więć nieodzowne.I tak zostało do dzisiaj.Czasami bierze obie panny i
        wychodzą z domku dając tym odpocząć mamie.To b.dobry tatuś! Pozdrawiam
    • patrycja2212 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 20.04.06, 15:28
      Mam troszkę młodsze dziecko, ale na swojego męża nie mogę narzekać. Bawi się z
      naszym synkiem , przewija, karmi, chodzi na spacery, zajmuje się nim jak jestem
      w pracy lub w szkole. Poświęca mu naprawdę dużo czasu. Fakt czasami są dni,
      kiedy wraca z pracy i ma gorszy humor, ale wtedy jestem przecież ja. Jakoś
      dzielimy sie obowiązkami przy małym, tak że każde z nas ma czas dla siebie.
    • azzure1 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 20.04.06, 18:54
      Droga Y_y i inne mamusie! Nie wiem, skąd się u nas kobiet bierze przekonanie, że
      jak już mąż wykąpie dziecko, poczyta mu bajkę i weźmie na spacer, to już jest
      taki cudowny, och, ach i w ogóle. Na miłość Boską, przecież to tak samo jego
      dziecko jak i moje, więc co takiego dziwnego jest w tym, że się nim zajmuje!
      Nawet jeśli pracuje, to po przyjściu do domu powinien poświęcać czas dziecku.
      To, że mama siedzi w domu, nie znaczy przecież, że nic nie robi - najlepszy
      dowód, że jak czasem zostawi się tatę z dzieckiem, to dom często wygląda jak po
      katastrofie. Kobieta jakoś daje radę i posprzątać, i pozmywać, i ugotować, i
      uprać, i uprasoawć, i dzieckiem się zająć - więc da się to wszystko zrobić, a
      przecież wiele mamuś jeszcze oprócz tego pracuje zawodowo. Więc drogie kobietki
      nie róbmy z naszych facetów większych męczenników niż są - mają taki sam
      OBOWIĄZEK zajmować się dziećmi jak i my. A jeśli tego nie robią, to niestety
      dlatego, że MY im na to pozwoliłyśmy. Nie jestem jakąś tam wojującą feministką,
      po prostu strasznie mnie wkurza ten męczeński wizerunek Matki Polki.
      • arla5 do azzure1 23.04.06, 22:00
        nic dodac nic ujac!calkowicie sie z Toba zgadzam.u nas tak wlasnie sie zdarzylo
        ze ja pozwolilam mu zapomniec o jego OBOWIAZKACH!
        pozdrawiam
      • monia145 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 23.04.06, 22:03
        No poglądy masz niczym wojująca feministka- podoba mi się to co myślisz i
        piszesz.
    • marki0 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 20.04.06, 23:01
      nO TU SIę MOGę CHYBA TYLKO POCHWALIć. Ojcem był od momentu jak tylko zaszłam w
      ciążę.Nie tylko dbał o mnie, ale z pasja studiował literaturę, chodziliśmy do
      szkoły rodzenia, wwiekszość wyprawki kupowaliśmy razem/poza ciuszkami/,razem
      wchodziliśmy do ginia/dodam, że sam miał do niego tysiace pytań w zwiazku ze
      mna/, natomiast co do rozwiazania to musiał dojrzeć czy chce być przy czy też
      nie. W końcu się zdecydował i trzymał mnie za rękę przy cesarce.
      A potem pierwsze przewijanie to on, kąpile on /ja wykąpałam syna po raz pierwszy
      jak miał 7 m-cy a córkę jak miała 6/. Dawał słoiczki jak trzeba było, no moze
      jedynie nie pitrasi i raczej musi w razie czego być co dziecim podać do
      jedzenia. Z pracy po dziś dzień dzwoni po kilka razy i pyta sie jak sie bable
      czuja i ja. Szczerze powiem , że czasem ta jego troska zaczyna mnie bawić. Do
      tego dodam, że jak urodził sie pierworodny był tak fachowo przygotował się do
      ojcostwa z tych książek, że czsem mnie pouczał! Wówczs niestety, ale wsciekałam
      się na maxa, bo jestem z tych co wszystko wiem/żartuje oczywiscie, ale jęsli coś
      wiem i jestem czegoś pewna to nauk i morałów nie cierpię/. Czsem mu wypominałam,
      że gdyby jeszcze mógł karmić to chetnie by to robił! Jest typem jak ja to mówię
      z zasadami i jak jechaliśmy do znajomych i ja się troszkę zagalopowałam co do
      zostania dłużej natychmiast przywoływał mnie do porzadku, że dziecko ma ustalony
      rytm i musimy tego przestrzegać/to tez wyczytał z tych nieszcęsnych książek/. Na
      spacery sam wychodzi raczej rzadko /w tygodniu długo pracuje a w wekendy
      wychodzimy razem/. Ale jak che sobie zrobić babski wypad czy slalom po
      wyprzedarzach zostaje się z dwójeczka bez gadania.Syn ma 5 latek a córa 6 m-cy.
      Córcią w porównaniu z synem /jesl idzie o ten okres/ raczej mniej się zajmuje
      ale to też wynika z tego, że mamy już dwójke i musimy dzielić obowiazki.On
      zajmuje się raczej synem/choć uspić i umyć moze tylko mama/ ale bawią się razem,
      budują z klocków , walczą/syn jest na etapie walk rycerskich/, jeżdzą na
      rowerze, na basen, nad wode latem, pływają na kajaku, jeżdzą na grzyby, jak jest
      potrzeba to i do dentysty, czy do innego lekarza lub na szczepienie, choc jedank
      woli jak ja to załatwiam. Zatem narzekać nie mogę. Wsród moich znajomych
      uchodzi za wzorowego ojca i tu znowu sie pochwalę że koleżanki mi
      zazdroszczą.Feee, nieładnie się chwalić, ale tak jest. Niestety swoim mężom
      robią awantury potem o to, ze mój to sie tak umie zająść a oni nie! Nawet jak
      się z tymi znajomymi spotykamy to ich dzieci wola bawić sie z moim mężem niż ze
      swoimi tatusiami, bo mój facet kiedy trzeba zasiada za stołem a jak jest
      potrzeba rusza z synem do zabawy i inne dzieci z tego korzystają no a potem jak
      towarzystwo sie rozkokosi to dopóty nie pójdą spać nie ma szans już na to aby
      usiadł do gosciny, bo mu poprostu nie dajaą!
      Mój facet to jedynak wiec obawiałam sie jaki bedzie z niego ojciec dla dzieci,
      ale jest super! Czsem mu dogryzam, że jest lepszym ojcem niż mezem! Ale wg mnie
      duuuużo zrobiła szkola rodzenia. Nie zapomne jak połozna tysiace razy zwracała
      się do nich że maja nam pomagać ile się da! To oni mają wielkie rece więc niech
      kapią, niech podaja małego do karmienia, niech maszerują z maluchem po nocy jak
      ma kolke. Ta biedna mama tyle przeszła że nie jest w stanie zrobić wszystkiego i
      baardzo potrzebuje ich pomocy. Przekaz był po prostu świetny, a mój wszystko
      chłonął jak gąbka! On ułozony /jak ja to mówie/ ja spontaniczna/czasem aż za
      bardzo/ zatem świetnie sie uzupełniamy. A mamy za soba już 11 lat małżeństwa.
      Dzieci mieliśmy póżno, bo po 5 latach małżeństwa. Po prosty chcieliśmy się
      najpierw do bólu wyhasać, a jak hasanie juz przestało nam sprawiać przyjemność
      powiększyliśmy sobie rodzinkę! Pozdrawiam!
      Choc mogę sie przyznac że w siódmym roku po ślubie mieliśmy niż i nie było
      miedzy nami zbyt dobrze. ścinaliśmy sie o wszystko! Ale wówczs wogóle mieliśmy w
      życiu cięzki okres. Do tego zamieszkała z nami tesciowa, która to opiekaowała
      się naszym pierworodnym jak ja musiałam wrócić do pracy.
      • kubara1 Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 21.04.06, 09:49
        Mój mąż jest cudownym tatą. Amła za nim świata nie widzi. Poswieca jej kazdą
        wolną chwilę, jak pzyjedzie z pracy to do jej zaśnięcia cały czas się z nią
        bawi. Powiem wam, że mnie to zadziwia, bo generalnie był wychowany w domu,
        gdzie dziecko jest na ostatnim miejscu i nie ma nic do powiedzenia. A ja
        dzisiaj lecę po test ciążowy, bo coś mi się wydaje, że drugi dzidziuś dla
        tatusia na horyzonciesmile)
    • barponia Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 26.04.06, 14:47
      a jak było przez te 5-6 lat? czy dopuszczałaś męża do dziecka? czy wykazując
      inicjatywe nie został czesto odsuwany - wtedy kiedy dziecko bylo malutkie? to
      ni ejest kwestia co teraz jest ale jak ty postepowalas prezz te pare lat; bo
      jezeli caly czas dziecko bylo z toba to sie nie dziw, ze maz jako facet nie
      wykazuje inicjatywy - im trzeba wszytko powiedziec i pokazac i przypominac, a
      jak pare razy sie ich odsunie od pracy przy dziecku to potem tak jest
    • magdawegner Re: Jak wasi mężowie zajmują się dziećmi. 27.04.06, 11:44
      Mój mąż bardzo wiele robi z naszymi dziećmi.
      Często zajmuje się nimi więcej niż ja. U nas to kto więcej jest z dziećmi
      zależy od tego kto w danym czasie ma mniej pracy. Raz jestem to ja, a raz mój
      mąż. Oboje nie pracujemy na etatach, dlatego tak różnie bywa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka