agawajas
13.06.06, 12:50
Hej wszystkim zdesperowanym rodzicom 2 i 2.5 latkow!!!
Jaka to ulga, ze nie jestem sama ze swoim problemem. Moje prawie 2-letnie
dziecko do niedawna bylo chodzacym idealem, az tu nagle trrrach! I tez
wszystko jest na "nie", ma napady prawdziwej furii, ktora czesto pojawia sie
nagle, trwa ok. pol godziny i niewiadomo kiedy znika. Niby nic wielkiego, ale
po trzech takich atakach w ciagu dnia jestem zmasakrowana psychicznie.
Wieczorem nie wierze juz w nic, mam kaca moralnego, ze np. na niego
wrzasnelam, ze dalam mu klapsa i ze czekalam tylko momentu, kiedy usnie i
odsapne. Niunius potrzebuje niewiele zeby sie wsciec, nawet czasem nie
potrafie powiedziec, o co poszlo. Wczoraj wieczorem np. nie spodobaly mu sie
SMURFY w telewizji i zazadal innej bajki. Powedzialam, ze nie da rady, bo
wieczorynka jest tylko jedna i moze ogladac taka, jaka jest albo np. pobawic
sie, jesli nie ma ochoty ogladac bajki. Ambitnie chcialam mu wtedy pokazac, ze
nie zawsze mamy wybor, czasami jest jak jest. Ale niestety: maly nagle dostal
szalu, choc normalnie nie sprawia wiekszych problemow. Rzucil z impetem
scierke do naczyn na podloge i dalej w krzyk. Doslownie wychodzil z siebie.
Poprosilam spokojnie, zeby ja podniosl z podlogi, a on:"nie! nie!! nie!!!" i
kazal podniesc ja mi. Oczywiscie nie zrobilam tego, no bo chyba musze go
nauczyc paru prostych zasad oraz tego, ze mamusia nie wszystko musi robic na
komede dziecka, w dodatku gdy jest niegrzeczne. Najdziwniejsze i najgorsze
jest to, ze maly ukierunkowuje cala swoja wscieklosc na mnie - krzyczy i wali
mnie raczkami po plecach, szarpie, ciagnie mnie za spodnie... Ja, nie chcac
okazywac mu agresji, ktora w koncu dio niczego nie prowadzi, zacisnelam zeby i
postanowlam zignorowac jego zachowanie. Ale on jawnie prowokowal mnie, biegal
za mna, gdy odchodzilam, mowil "mamusia, klapsia, o tak" i jeszcze pokazywal,
ze mam mu dac w pupe. Zaznaczam, ze nie jestem zwolenniczka tej metody, i choc
pare razy dalam sie sprowokowac, to raczej stawiam na tlumaczenie, dlaczego
czegos nie wolno itd. Tylko, ze maly w napadzie szalu potrafi wyc: "mamusia,
nie mow!!! Nie mow!!!"
No wiec, kiedy juz nie wytrzymam i wrzasne albo jednak klepne go w pieluche,
on zaczyna plakac wnieboglosy i robi z siebie biedactwo: lapie mnie za glowe,
przysuwa buzke bliziutko do mojej twarzy, przyklada nosiu do mojego nosa i
mowi nieszczesliwym glosikiem: " Jasiu placie. Mamusia ksiciala". Ja wtedy
miekne, mowie,ze mamusia go kocha, ale krzyczala, bo byl niegrzeczny; tule go
i wszystko mija. Uff. Ale pytanie moje brzmi: dlaczego on tak bardzo mnie
prowokuje, probuje mna manipulowac? Kto wie, o co chodzi? Zaznaczam, ze
okazujemy mu z mezem naprawde b. duzo milosci, do tego zakochani w nim po uszy
dziadkowie (im jakos takich scen nie robi) i synus wie, ze zawsze moze sie do
mamy przytulic itd, a nie tylko po wielkiej awanturze. Czy ktos wie, dlacze go
tak jest? czy wasze dzieci robia cos podobnego??? Gdzie popelniam blad?