Dodaj do ulubionych

Czy taka metoda jest dobra?

24.08.06, 14:03
Jestem mamą 3-letniej dziewczynki.
Ostatnio zaczęłam stosować opisaną poniżej metodę, kiedy córka próbuje coś na
mnie wymusić.Np chce dostać słodycze przed obiadem.Na moje tłumaczenia zdaje
się nie reagować.Kłóci się ze mną,wrzeszczy, rzuca się na podłogę, bije mnie
lub kopie.Przeważnie nic do niej wówczas nie dociera, jest normalnie
wściekła.Wtedy biorę taką wrzeszącą i wierzgającą pod pachę i zanoszę do
sypialni ze słowami, że będzie mogła wyjśc, kiedy się uspokoi.Niestety drzwi
zamykam na klucz, bo ucieka i cyrk trwa nadal.
Przez jakiś czas wrzeszczy nadal w sypialni, kopie drzwi (na co nie reaguję)
i za chwilę następuje cisza i mała już bardzo normalnym głosem mówi, że już
się uspokoiła i chce wyjść.Wtedy ją wypuszczam.Po wypuszczeniu to normalne
dziecko, spokojne dziecko.
Proszę o rady, czy to jest dobry sposób, czy nie.Czy to jest po prostu
złamanie woli dziecka i siłowe utrzymanie autorytetu rodzica? Niestety nie
miałam w dzieciństwie właściwych wzorców i teraz mam problemy z dziećmi.Z
radzeniem sobie w napiętych sytuacjachA chciałabym wychować je na
szczęśliwych ludzi i nie popełniać błędów moich rodziców.

Obserwuj wątek
    • scher Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 14:13
      Skoro bije i kopie mamę, uważam to za dobrą metodę. Tym bardziej, że przynosi
      efekty (dziecko się uspokaja i normalnym głosem prosi o wypuszczenie i nie
      widać negatywnego wpływu na jego rozwój).

      Też zastosowałem trzy razy w stosunku do trzylatka. Ostatnio chodziło o
      przekorną odmowę posprzątania klocków na trzykrotnie powtórzone polecenie taty.
      Kopał w drzwi i był szał. Na to ja spokojnie: Ale owszem, wypuszczę cię - zaraz
      jak posprzątasz klocki (znów szał). I tak kilka razy, aż spokorniał i zabrał
      się za sprzątanie.

      Uważam, że kilka takich lekcji w tym wieku jest dziecku nieraz bardzo potrzebne.

      Sz.
    • mamamadzia76 Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 14:30
      Również tak robię z moim prawie czterolatkiem smile
    • m.fiorella Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 14:55
      według telewizyjnych poradniczek wybrałaś sposób doskonały, ja właśnie dziś
      zaczełam to stosować z moim maluchem 1,5 roku ktory tez bije i zaczyna byc
      niegrzeczny dla przekory, zobaczymy czy to pomoze
    • asiula.b Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 15:45
      Myślę, że sposób dobry, ale kiedy już sie uspokoi i ją wypuścisz powinnaś ją
      przytulić, powiedzieć że się cieszysz itp. coś miłego. Żeby następnym razem
      miała motywację do szybszego uspokojenia się.
      Być może zresztą tak robisz, ale nie napisałaś tego smile
      Pozdrawiam
      • hanryc1 Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 15:53
        wlasnie mam problemy...i nie wiem juz jak sobie radzic bo nic nie pomaga ale
        sproboje tej metody...oby pomoglo bo rowniez chce wychowac dziecko w atmosferze
        nie krzyku i szczescia a to jak sie okazuje strasznie trudne
        • verdana Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 16:02
          Jeżeli dziecko akceptuje tę metode i się uspokaja - to chyba wszystko jest OK.
          Na mojej córce wypróbowałam to raz. Wiecej się nie odwazyłam. Takiej rozpaczy
          nigdy nie ogladałam.
          • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 16:49
            > Jeżeli dziecko akceptuje tę metode i się uspokaja - to chyba wszystko jest
            OK.

            Mój mały też akceptował podobną metodę - z tym, że on sam latał w ciemny kąt i
            nie musiałam go nigdzie zamykać wink |Z czasem wystarczyło powiedzieć: "posiedź
            tu i poczekaj aż ci złość przejdzie".
            Z córką nigdy bym się nie odważyła.

            Pozdrawiam
            Jola
            • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 17:44
              Co to znaczy "z córką bym się nie odważyła"? Dlaczego? Jak w takim razie
              reagujesz, jeśli córka dostaje napadu szału? A może nie dostaje?
              • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 09:53
                > Co to znaczy "z córką bym się nie odważyła"?

                Córka była (i jeszcze trochę jest wink ) bardzo do mnie przywiązana, wręcz przyklejona. Jeśli dziecko histeryzuje, to znaczy, że przeżywa jakieś negatywne emocje (złość, rozczarowanie, zawód) z którymi nie potrafi sobie poradzić. Jeśli mojemu dziecku było źle - to szukała u mnie wsparcia. Nie wyobrażam sobie, że miałabym ja wtedy odprawiać w jakiś kąt - to byłoby odtrącenie, które na pewno bardzo by przeżyła.

                Synek przeciwnie - jak coś jest nie tak, zamyka się w sobie, ucieka w ciemny kąt, włazi pod kołdrę, daje nogę do ogródka - byle dalej od ludzi. Bardzo mnie to denerwowało na początku, nie potrafiłam zrozumić, że ostatnia rzecz jakiej wtedy potrzebuje, to mój dotyk.
                Ja po prostu wykorzystałam naturalne zachowanie synka, wzmocniłam je. Jednak nie zotawiałam go wtedy samego. Byłam obok.

                > jeśli córka dostaje napadu szału? A może nie dostaje?

                Nie pamiętam. Jak w sklepie rozrabiała, to wychodziłam bez zakupów. A tak w ogóle to reagowałam... spokojem. Na nią działał wink

                Pozdrawiam
                Jola
                • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:23
                  Dzięki za odpowiedź. Swoją drogą, dobrze poczytać coś takiego. Ostatnio wpadam
                  na różne fora, na których ludzie mają jedyne i skuteczne recepty na wychowanie
                  dzieci. Twierdzą zwykle, że jeśli coś na dziecko nie działa, to znaczy, że
                  rodzice gdzieś wcześniej popełnili błąd wychowawczy. Dla mnie to bzdura, bo
                  uważam, że każde dziecko ma własny charakter i to, co sprawdza się z jednym,
                  przy drugim nie działa. Ty właśnie potwierdziłaś moją opinię. Dzięki i pozdrawiam.
          • weronikarb Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 07:42
            Verdana my niemamy drzwi jedynie jedne harmonijkowe i etz ja wypróbowałam tylo
            raz. Malego zamknelam w pokoju i przytrzymalam drzwi.
            To juz złości wtedy nie było tylko rozpacz, do teraz mam w uszach tą rozpacz sad
          • monika_jo Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:43
            Słuchajcie moim zdaniem metoda jest nie do przyjęcia. Jak można zamknąć dziecko
            na klucz? Przecież ono ma zupełnie inne odczucia niż dorosły. Nie płacze ze
            złości bo zostało zamknięte, tylko z przerażenia przed samotnościa i
            odrzuceniem. Nie czytałam poradników, w których zalecano takie postępowanie, ale
            z dzieciństwa pamiętam jedno. Będąc w podstawówce chodziłam do jednej pani na
            lekcje angielskiego. Miała nieznośnego synka. Za karę zamykała go w jego pokoju
            na klucz. Wrzeszczał tam przez całą lekcję. Miał 4 lata. Kiedy po wakacjach
            wróciłam na angielski synek nie mieszkał już w swoim pokoiku. W tym pokoju
            zrobiono sypialnię, a z sypialni rodziców pokój dziecka. Mały dostał takiej
            traumy na punkcie swojego pokoju, że przez następny rok nie chciał do niego
            wchodzić. To smutne sad
            • bri Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 12:43
              Tu jest mowa raczej o zamknięciu na kilka minut nie godzinę. I trzeba dziecku
              jasno powiedzieć, że chodzi o to, żeby się uspokoiło.
            • kubinka Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 23:25
              monika_jo napisała:

              Miała nieznośnego synka. Za karę zamykała go w jego pokoju
              > na klucz. Wrzeszczał tam przez całą lekcję. Miał 4 lata. Kiedy po wakacjach
              > wróciłam na angielski synek nie mieszkał już w swoim pokoiku. W tym pokoju
              > zrobiono sypialnię, a z sypialni rodziców pokój dziecka. Mały dostał takiej
              > traumy na punkcie swojego pokoju, że przez następny rok nie chciał do niego
              > wchodzić. To smutne sad


              Witam
              można się zgadać lub nie-ale ta opowieśc ma moim zdaniem niewiele wspólnego z
              wątkiem
              Nie mówimy o karach tylko o sposobie na to by dzieci nauczyły się radzic sobie
              ze swoimi emocjami. I nikt tu nie mówi o zamykaniu dzieci na godziny!
    • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 17:35
      Ja mam watpliwości. To ostatnio modny sposob, ale budzi we mnie sprzeciw. Nigdy
      go nie stosowalam, nawet nie wyobrażam sobie, ze bym mogła. A juz na pewno w
      stosunku do poltorarocznego dziecka.
      Chyba lepiej wyść do innego pomieszczenia, jesli już.
      Przeczytajcie, co napisala Verdana, o tej rozpaczy. Przynajmniej do mnie
      najmocniej ta rozpacz przemawia.
      • anisr Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 21:32
        Dokładnie-myślę,że to- jak każda "metoda" zalezy od dziecka.Mojej dwulatce tez
        zastosowałam to raz-ale bez klucza-i histeria była straszliwa, przez kilka dni
        potrafiła mi wypominac-djaciego mnie zośtawiłaś samą???!!!Teraz to raczej ja
        wychodzę-ewentualnie jesli lezy na podłodze to ja na łózko wynoszę.I nie
        rozmawiam z nia gdy wyje, powtarzam ciągle-porozmawiam z toba gdy sie
        uspokoisz bo nie rozumiem co mówisz.Skutkuje, choc nie tak szybko jak bym
        chciaławink
        Dla niektórych dzieci to bardzo okrutna kara.
        • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 24.08.06, 21:48
          No ja własnie nie wiem, czy dla niektorych.
          Z tego co wiem, człowiek najgorzej znosi wykluczenie i porzucenie. Opowiadala
          mi stara lekarka, że w czasach, kiedy matki nie mogły byc z dziećmi w szpitalu,
          niemowleta, ktore przebywały tam przez dłuzszy czas, lubiły kiedy robiono im
          zastrzyki. Bo ktoś je dotykał, ktos sie nimi zajmował.
          Po prostu nie wiem.
        • weronikarb Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 07:45
          u mnie to wlasnie skutkuje idealnie. Mowie ze nie bede sie odzywac do neigo, az
          sie nie uspokoi bo ja nic nie rozumiem. Przychodzi do mnie przytula sie i
          mówi "mamusiu odzywaj sie do mnei, ja juz jestem grzeczny, nie jest ci juz
          przykro nie?"

          I faktycznie sie uspokaja, ja nawet nie musze wychodzic, poprostu dla niego
          najwieksza kara jest brak reakcji/rozmowy ze mna.
          Uwielbia gadac i argumentowac swoja racje, a gdy tego zabraknie to po co sie
          zloscic???
          • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 09:23
            A zdarzyło Ci sie kiedyś, że ktoś, z kim się kłócisz, przestaje sie do Ciebie w
            ogole odzywać? Jak sie wtedy czułaś?
            • weronikarb Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:00
              Nie przesadzaj. Każdy metode dobiera do dziecka. Na mojego kompletnie nic
              innego nie działa tylko ta jedyna.
              Napewno nie bedzie skrzywiony psychicznie - co teraz jest częstszą argumentacją.
              Gdyby naprawde nasze metody (w tym innych mam) skrzywiały psychikę to większość
              społeczeństwa dorosłego nadaje się do psychiatryka bądź więzienie jako
              przestępcy.

              Kiedyś nei było patrzenia na to co czuje dziecko, na ogół : "dzieci i ryby
              głosu nei mają" i miały siedzieć cicho.
              Patrząc anwet na mszy w kościele - wyobrażasz sobie takei rozchasane dzieci co
              biegają na mszy 10 lat temu?? I był posłuch.

              Dziecka nie bije, nie maltertuje ani fizycznie ani psychicznie, ale to JA
              jestem rodzicem i to JA jak narazie ustalam zasady, dyskusji/argumentów mogę
              wysłuchać dopóki nie robią się absurdalne
              • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:25
                > Patrząc anwet na mszy w kościele - wyobrażasz sobie takei rozchasane dzieci co
                > biegają na mszy 10 lat temu?? I był posłuch.

                Może takie szczególnie rozbiegane dzieci nie chodziły do kościoła?
                10 lat temu jedno biegało na pewno - moje wink Ale paskuda nie chciała w domu zostawać. Potem chodziła, wąchała kwiatki, tańczyła. Jak miała 4 latka umiała już spokojnie siedzieć smile

                Pozdrawiam
                Jola
    • kubinka We wszystkim najlepszy jest umiar 24.08.06, 23:03
      Izolacja dziecka na chwilę wydaje mi się dobra metodą, ale też jak słusznie
      radzą coniektórzy należy byc ostrożnym i nie przesadzać-czsami warto samemu
      wyjść a nie wynosić dziecko.
      Poza tym-zgodnie z poradnikamismile dziecko powinno pozostawać samo tylko tyle
      minut ile ma lat a nie dłużej.
      Sama tę metodę niekiedy stosuję ale nie zamykam drzwi a już tym bardziej nie na
      klucz. mały sam wie, że ma chwilę posiedzieć sam i siedzi a jak się wyryczy czy
      wykrzyczy ( w zalezności od potrzeby)to przychodzi sie przytulić i jest
      spokojny.
      • thing74 Re: We wszystkim najlepszy jest umiar 25.08.06, 09:26
        W pełni popieram wszystkie uwagi. Po kilku minautach (tyle ile dziecko ma lat)
        wchodzę sprawdzić co się dzieje i pytam czy już sie uspokoiło jeśli widzę że nie
        mówię że jeszcze nie i znowu zamykam drzwi. Jednak nigdy na klucz, ewentualnie
        sam przytrzymam żeby nie mogło wyjść. Moje doświadczenia mówią jednak że trzymać
        drzwi trzeba była tylko pierwszych kilka razy. Potem wystarczyło dziecku
        powiedzieć żeby poszło do pokoju i sie uspokoiło i wyszło jak uzna że już się
        uspokoiło i działa
    • herbatniczka4 Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 09:23
      Uważam, że to dobra metoda i też tak robię z 2-letnią córką. Wynoszę ją do
      pokoju, ale robię to bez złości i nie "za karę" tylko jak całkowicie normalną
      rzecz. Uczę ją po prostu, że jak się człowiek zezłości to dobrze, żeby pobył
      przez chwilę sam i się uspokoił, bo może zrobić krzywdę sobie albo komuś
      innemu. Sama też czasem wychodzę do kuchni mówiąc: "jestem teraz zła i muszę
      przez chwilę pobyć sama". Za moment Mała przychodzi i pyta: "już przeszło?".
      Mówię "tak" i jest ok. Ona to traktuje zupełnie normalnie. Wie, że każdy się
      może zezłościć, ale nie można nikomu robić krzywdy i trzeba się samemu
      uspokoić. Czasem nawet sama idzie do pokoju i siada sobie na parę minut w
      łóżeczku. To się sprawdza, pod warunkiem, że nie jest traktowane jak kara tylko
      jak sposób na opanowanie emocji.
      Pzdr.
    • karolina_244 Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 09:39
      Z mojej strony bardzo dobra metoda moj synek tez mi tak zaczyna robic jak
      czegoś nie dostanie wpada w placz tłumaczenia nie pomagaja....powodzenia
    • anex10 Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 14:31
      dziękuję wszystkim za rady.
      Mam jeszcze takie pytanie.Ktoś napisał o swoim dziecku, że wystarczy mu
      powiedzieć, żeby zostało w pokoju dopóki się nie uspokoi.I że nietrzeba go
      zamykać.Jak to osiągnąć? Czy to wrodzona cecha? Bo moje za nic nie posłucha.
      Co prawda tak zrobiłam drugi raz.I stąd to zamykanie dzrzwi na klucz.Bo jeśli
      nie zamknę wychodzi z pokoju szybciej ode mnie.I krzyk i cała reszta trwa nadal.
      A nie wynoszę jej ze złością.To nie ma być karą.Moim zamiarem jest opanowanie
      jej emocji.Nawet niech sobie pokopie w drzwi.dziecko przecież musi gdzieś
      rozładować złóść.A bicie matki, to jednak nie najlepszy sposób wink)
      I siedzi tam zamknięta kilka minut.Jakieś 2-3.
      Wydaje mi się , że taka metoda jest lepsza niż tłumaczenie pięćsetny raz
      krzyczącemu dziecku, że słodycze się je po obiedzie.Ono podczas takiego napadu
      złości i tak nie przyjmuje tego, co ja mówię, złości się jeszcze bardziej i ja
      przy 501 razie też już zaczynam mieć dość i robię się rozdrażniona.A
      powtarzanie do znudzenia, że mamy się nie bije, nie przynosi rezultatów.
      Mam nadzieję, że nie funduję małej jakiejś traumy.Nie ma w niej przerażenia.Po
      wyjściu z pokoju zachowuje się jak przed napadem złośći, jak gdyby nic się nie
      stało.Włazi na kolana i zaczyna szczebiotać.
      Jedynie mam wątpliwości, co do tego, że trzeba wynieść, że trzeba przerwać
      dyskusję.Ale z drugiej strony wydaje mi się to lepsze niż, gdybym miała w końcu
      stracić cierpliwość.
      Pozdrawiam
      • herbatniczka4 Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 17:46
        anex10 napisała:

        > dziękuję wszystkim za rady.
        > Mam jeszcze takie pytanie.Ktoś napisał o swoim dziecku, że wystarczy mu
        > powiedzieć, żeby zostało w pokoju dopóki się nie uspokoi.I że nietrzeba go
        > zamykać.Jak to osiągnąć? Czy to wrodzona cecha? Bo moje za nic nie posłucha.
        > Co prawda tak zrobiłam drugi raz.

        Skoro wcześniej tak nie robiłaś, to dziecko może nie załapało tak od razu o co
        chodzi. Było w tym momencie zbuntowane, rozzłoszczone, więc pewnie cokolwiek
        byś nie zrobiła, zareagowałoby na "nie".
        Wspominałam chyba, że moja córka nie tylko nie rozpacza, kiedy zostaje sama,
        ale nawet czasem życzy sobie, żeby ją zostawić i dopiero po paru minutach
        woła: "Uz chce do mamy!"

        > A nie wynoszę jej ze złością.To nie ma być karą.Moim zamiarem jest opanowanie
        > jej emocji.Nawet niech sobie pokopie w drzwi.dziecko przecież musi gdzieś
        > rozładować złóść.A bicie matki, to jednak nie najlepszy sposób wink)
        > I siedzi tam zamknięta kilka minut.Jakieś 2-3.
        > Wydaje mi się , że taka metoda jest lepsza niż tłumaczenie pięćsetny raz
        > krzyczącemu dziecku, że słodycze się je po obiedzie.Ono podczas takiego
        napadu
        > złości i tak nie przyjmuje tego, co ja mówię, złości się jeszcze bardziej i
        ja
        > przy 501 razie też już zaczynam mieć dość i robię się rozdrażniona.A
        > powtarzanie do znudzenia, że mamy się nie bije, nie przynosi rezultatów.
        > Mam nadzieję, że nie funduję małej jakiejś traumy.

        Wiesz co, ja myślę, że zupełnie niepotrzebnie masz wyrzuty sumienia. Taka
        niepewność pt. "Czy aby dobrze robię dobrze?" też jest niedobra dla dziecka.
        Dziecko musi czuć, że rodzic na sto procent wie, co robi i że można mu ufać.

        Każdy ma prawo od czasu do czasu czuć złość - i Twoje dziecko i Ty. Wolno Ci
        rozzłościć się na dziecko ale nie wolno Ci go krzywdzić - i tego samego musisz
        nauczyć Córeczkę (żadnego bicia itp.).

        Nie ma w niej przerażenia.Po
        > wyjściu z pokoju zachowuje się jak przed napadem złośći, jak gdyby nic się
        nie
        > stało.

        Moja robi tak samo: przeszło i ok.


        >Włazi na kolana i zaczyna szczebiotać.

        I bardzo dobrze, że jej pozwalasz potem wejść na kolana. Przytul, pogadaj na
        spokojnie o tym, co ją rozzłościło, niech wie, że na spokojnie można się lepiej
        dogadać i więcej rzeczy załatwić niż w gniewie.

        > Jedynie mam wątpliwości, co do tego, że trzeba wynieść, że trzeba przerwać
        > dyskusję.Ale z drugiej strony wydaje mi się to lepsze niż, gdybym miała w
        końcu
        >
        > stracić cierpliwość.

        Może po kilku razach nie trzeba będzie wynosić, tylko wystarczy poprosić żeby
        poszła i wróciła, jak się uspokoi. Albo sama pójdzie. Musi się dopiero nauczyć,
        że w ogóle można tak robić.

        I jeszcze jedno: jeżeli nie chcesz zamykać drzwi na klucz, to możesz
        przytrzymać je od drugiej strony i powiedzieć, że jesteś tu za drzwiami i jak
        tylko Mała przestanie wrzeszczeć, to do niej wejdziesz. Znajomi tak robili i
        wystarczyło.

        > Pozdrawiam

        Pozdrawiam również
        • herbatniczka4 Re: Anex i jeszcze jedno: 25.08.06, 18:15
          Na niektóre dzieci słowo "nie" działa jak płachta na byka. Spróbuj odmawiać na
          zasadzie: "tak, ale". Czekoladę? "Oczywiście, że tak, ale po obiedzie. Najpierw
          obiad a zaraz potem czekolada". Pobawić się? "Jasne, ale najpierw musimy
          posprzątać". Szklankę? "A może lepiej weź kubek - ładniejszy i się nie
          stłucze". I tak dalej - omijać (w miarę możliwości) słowo "nie".
          Pozdrawiam jeszcze raz
      • kubinka Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 23:20
        Myslę, że jeśli skutkuje i jak sama mówisz mała nie zdradza niepokojących
        objawów-to wszytko jest ok. Nie można przesadzać ze stresem ale z bezstresowym
        wychowywaniem też. Zgadzam się z Tobą, że lepsze to niż pozwolic dziecku na
        bicie innych itp.-bo pozwalanie mu na to do niczego nie prowadzi.

        To ja pisałam, ze moje dziecko zostaje w pokoju nawet przy otwartych drzwiach.
        Nie wiem czy to wrodzonesmile Wydaje mi się, ze na początku wychodził ale
        konsekwentnie odprowadzaliśmy lub "odnosiliśmy" go z powrotem do pokoju i z
        czasem jakoś przestał wychodzić. Kiedyś mąż próbował zamknąć mu drzwi ale wtedy
        mały zaczął w nie walić-więc w naszym przypadku otwarte drzwi były lepsze.
        Myślę, że jeśli będziesz konsekwentna to córka szybko załapie o co chodzi i
        dlaczego każesz jej pozostać w innym pokoju i z czasem bedzie spokojniej-bez
        zamykania.Życzę powodzenia.
      • mkostki Re: Czy taka metoda jest dobra? 26.08.06, 22:41
        Wiesz, ja tez próbowałam tej metody i u mnie działała w kratkę. Później po
        lekturze Tracy Hogg "Język dwulatka" w takich sytuacjach wychodziłam z pokoju
        razem z synem, mówiąc, że idziemy bo Antek musi się uspokoić, bo się
        zdenerwował. Działało, ale tez nie zawsze. A potem wymysliłam jeszcze coś
        innego: gdy Antek ma atak histerii z wrzaskami i rzucaniem się na podłogę,
        biorę poduchy, idziemy do pokoju chłopaków i walę z całej siły poduchą w
        podłogę mówiąc: "wyrzucamy złość", i proponujęsynowi, żeby zrobił to samo. Ze
        dwa razy uderza i już mamy śmiech. Trwa to jakieś 30 sekund, genialnie
        rozładowuje napięcie.
        Pozdrawiam
        Magda
        • kubinka Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 23:29
          Niezłe!!!!
      • karolina_244 Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 10:37
        Czesc moj synek sam jakos tam z przyzwyczajenia szedł i siedział do puki nie
        minoł jego czas teraz ma dwa latka czyli jakies dwie minuty....Kazda zecz
        wychowawcza chyba zalezy od podejscia i harakteru dziecka....

        Powodzenia
    • judytak Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 14:53
      skoro działa, to pewnie w porządku :o)
      jednak trzeba "się rozwijać" w tym kierunku, żeby to nie było "zamykanie na
      siłę" tylko "przyjęty sposób na uspokojenie"
      tzn. kiedy tylko możliwe, rezygnować z zamykania na klucz, potem, kiedy tylko
      się da, zastąpić zanoszenie dziecka wysłaniem go do drugiego pokoju...

      no i zachować metodę na "wyjątkowe okazje" a nie stosować nagminnie, bo jednak
      jest ona dość drastyczna...

      pozdrawiam
      Judyta
    • saskia123 Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 15:35
      A próbowałaś tłumaczyć, że słodycze przed obiadem odbierają apetyt. Przecież
      jesteś córeczko mądrą dziewczynką i na pewno wiesz takie rzeczy. Po obiedzie
      taki słodki deser będzie smakował o wiele lepiej...ble ble ble.
      Po jakimś czasie u mnie zadziałało. Zwłaszcza ten wjazd na ambit o mądrości
      wszelakiej wink)
    • nangaparbat3 Jeszcze jedna metoda 25.08.06, 18:04
      Teraz mi sie przypomniało.
      Zaczęlo się, kiedy córka miała jakieś 2 lata, kiedy marudziła, zeby jej cos
      kupić, mowiłam:
      Córuniu, dzisiaj jest piatek, a jest taka zasada, ze w piatki się tego nie
      kupuje.
      Działało, potem wystarczało powiedzieć, że "jest zasada" - i już.
      ale oczywiscie nie naduzywałam tego, to było na specjalne okazje.
      Do dziś mamtroche wyrzutow sumienia, ze ją oszukiwałam z tymi dniami tygodnia i
      kupowaniem - jak wroci z wakazji, to jej opowiem, moze mnie rozgrzeszy smile
    • bonkreta Re: Czy taka metoda jest dobra? 25.08.06, 23:20
      Zwróciło moją uwagę to zdanie: "Na moje tłumaczenia zdaje
      > się nie reagować.Kłóci się ze mną,"

      Nie tłumacz, nie dyskutuj znią. Ona jest jeszcze na to za mała - a nawet za
      kilka lat taka sytuacja nie jest dobrym momentem na dyskusję. To Twój sposób
      odmawiania nakręca ją - tak sądzę.

      Spróbuj innej taktyki, np.
      - jedno proste zdanie, bez dodatkowych tłumaczeń, np. "słodycze jemy po
      obiedzie" - powtórzone tyle, ile będzie trzeba
      - zgoda zamiast odmowy "oczywiście, że dam ci cukierka, jak tylko zjesz obiad" -
      nie ma się z czym kłocić
      - uprzedzenie, że awantura nic nie da i nie zmienisz swojego zdania
      (prawdopodobnie nie jest to dla niej dostatecznie jasne w tej chwili)
      - akceptacja frustracji typu "widzę, że bardzo chciałabyś cukierka, to przykre,
      jak się nie może dostać czegoś, co się chce"
      - fantazjowanie "to teraz dostaniesz cukierka na niby, a prawdziwego po
      obiedzie" - i mała zabawa w podawanie nieistniejącego cukierka

      Sama musisz ocenić, która taktyka miałaby szanse powodzenia przy Twojej córce.
    • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 18:03
      Ja czytam, czytam i nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego w ogóle uważacie, że
      małe dziecko ma prawo urządzać sceny, wrzeszczeć i kopać po to, żeby się
      wyzłościć? Pamiętam, że byłam bardzo energicznym i rozkrzyczanym dzieckiem, ale
      rodzice nigdy nie pozwalali mi na napady szału. Wolno mi się było złościć,
      oczywiście, ale musiałam się złościć w sposób cywilizowany, a nie jak mały
      dzikus. Jeśli, nie daj Boże, zdarzyło mi się podnieść głos na mamę lub, co
      gorsza, podnieść na nią rękę, to musiałam ją za swoje zachowanie natychmiast
      przeprosić. Jednocześnie wcale nie uważam, że w dzieciństwie brakowało mi troski
      rodziców czy miłości. Wręcz przeciwnie, mam głębokie przekonanie, że byłam
      bardzo kochanym dzieckiem, po prostu uczono mnie panowania nad sobą i
      odpowiedialności za własne reakcje.
      • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 21:56
        Widzisz, to jest bardzo powazny problem: jak uczyc dziecko cywilizowanych form
        wyrażania zlości nie ucząc go przy okazji wypierania uczucia zlości (tzn.
        ukrywania jej przed samym sobą).
        jA PAMIETAM TAKA SCENĘ: CORKA MA MNIEJ NIZ DWA LATA, CZEGOS JEJ ZABRANIAM,
        JESZCZE JESTEM W LÓŻKU, ONA W PIZAMCE, WYBIEGA, WRACA, WSKAKUJE NA MOJE LÓŻKO ,
        TUPIE PO NUIIM I WOŁA: ŚCIEKŁA, ŚCIEKŁA, ŚCIEKŁA.
        ojej, przeprszam za capsclocki, to przypadek

        Potem sama ja tak uczyłam: jak była wściekla, razem tupalysmy mowiąc: wściekła,
        wściekła. A potem tylko udawała tupanie.

        a potem zaczęła rysować , pokazywać mi (jesli ja byłam przyczyną złości):
        zobacz sobie, co tu się stało - to był jej własny pomysł. Wydaje mi się, że
        supersywilizowany.

        Małe dziecko ma małe możliwości wyrażania złości. Oczywiscie mozna je
        spacyfikować (mnie to zrobili - skadinąd wspaniali - rodzice, więc choruje na
        alergię), ale to wcale nie jest dobrze, wyparta złość zamienia sie w choroby -
        na przykład trądzik młodzieńczy, choroby zatok, czasem stawow, rozne inne.
        • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 22:58
          Czyli jednak się da smile A skąd ta teoria, że niewypowiedziana złość może
          spowodować trądzik i alergię? Rozumiem wrzody i nerwicę, ale zatoki? Kto
          przeprowadzał takie badania?
          • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 23:15
            kto robił badania tego nie wiem, czytałam o tym w ksiązkach o wychowaniu i
            problemach nastolatkow. Miałam przykład w najblizszej rodzinie - chłopiec,
            ktorego matka NIGDY nie podnosiła glosu i nigdy sie nie zlościła, jemu tez nie
            bylo wolno, miał tradzik po prostuu potworny.
            Co do zatok przerobiłam na sobie samej, potem na córce - kiedy miała 5-6 lat
            chorowała bez przerwy na katary. Znalazłam w książce "Leczenie przez
            wizualizację" wizualizacje "na zatoki" - ewidentnie chodziło o wyrażennie
            zlości. Ociupinke dostosowałam realia do mojej corki i opowiedziałam jej jako
            bajeczkę przed snem - na drugi dzień zażądała jeszcze raz, a potem jeszcze i
            jeszcze. Po tygodniu wyzdrowiała, a potem już chorowała jak kazde normalne
            dziecko, 2, góra 3 razy w roku.
            Piszesz, ze "okazuje się ze mozna" - ale ja nie wiem, co "mozna" świadomie, a
            co nie, czasem wychodzi samo z siebie niejako, a czasem czlowiek (rodzic) meczy
            sie i męczy i ni w ząb nie wychodzi.
            A wracajac do tematu wątku, myslę o tym izolowaniu i myślę, i im więcej myslę,
            tym bardziej mi sie ta metoda nie podoba, intuicja mi mowi, ze lepiej dać
            klapsa w pupe (mówie naprawdę o klapsie w pampersa, nie o biciu serio) niz
            wyprowadzać do innego pomieszczenia i zamykać.
            Ja jak juz nie mogłam zdzierzyć, to sie darłam, bo w ogóle wrzaskliwa jestem.
            Teraz mi sie przypomniała scena z mego dzieciństwa: mam 5-6 lat, rodzice każą
            mi wyjść na dwor, a ja nie chcę, płacżę, i tato mnie wypycha za drzwi.
            Z tego, co w ogole pamietam, to było najstraszniejsze co mnie spotkało.
            No ale to zaden argument, bo ja klapsow nie dostawalam, nawet w pieluchę smile
            • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 23:18
              Ciekawe rzeczy piszesz. Ja raczej nie jestem w tym wypadku zwolenniczką ani
              zamykania ani klapsów. Je rozhisteryzowane dzieci ignoruję. Nie wiem, czy to nie
              gorzej.
              • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 23:21
                Ja myslę ze Marghe ma dobry sposob. Ona wychodzi, bo jej z takim zachowaniem
                jest trudno. Ale chyba nie ma w tym odrzucenia dziecka - raczej schroninie sie
                przed jego wybrykami.
                • herbatniczka4 A mnie właśnie wychodzenie rodzica niepokoi 28.08.06, 15:57
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Ja myslę ze Marghe ma dobry sposob. Ona wychodzi, bo jej z takim zachowaniem
                  > jest trudno. Ale chyba nie ma w tym odrzucenia dziecka - raczej schroninie
                  sie
                  > przed jego wybrykami.

                  No właśnie. A czy rodzic powinien się chronić przed dzieckiem? Zostawiać
                  szalejącemu dziecku całe mieszkanie i chować się w łazience? Jaki komunikat
                  wtedy przekazuje dziecku: "boję się ciebie"? To już z dwojga złego chyba
                  lepiej, żeby dziecko się bało rodzica niż odwrotnie (ale, broń Boże, nie
                  namawiam nikogo do straszenia dzieci czy tresowania ich strachem, chodzi mi
                  tylko o to, żeby nie dawać odwrotnego komunikatu).

                  I druga, znacznie ważniejsza sprawa: ja wynoszę dziecko i zostawiam w łóżeczku
                  bo tylko tam jest na sto procent bezpieczne. Jeżeli zostawię dziecko w szale w
                  dużym pokoju, czy w kuchni, to przez te dwie minuty może się uderzyć w coś,
                  rozbić szybę, coś na siebie zrzucić, zaatakować kota i od niego oberwać i
                  zrobić dziesięć innych rzeczy, które mi nawet do głowy nie przychodzą.
                  Jasne, że zostaje czasem na chwilę sama, kiedy idę do toalety czy robię
                  herbatę, ale wtedy dbam, żeby miała przez ten moment interesujące zajęcie.
                  A człowiek wściekły nie panuje nad tym, co robi, nawet dorosły, a co dopiero
                  małe dziecko.
                  Komfort psychiczny dziecka jest bardzo ważny - nie dyskutuję z tym. Ale
                  najważniejsze jest jego fizyczne bezpieczeństwo.
                  Pzdr.
                  • nangaparbat3 Re: A mnie właśnie wychodzenie rodzica niepokoi 28.08.06, 17:36
                    Jest w tym, co piszesz sporo racji, ale jednak jestem dalej za wychodzeniem
                    rodzica, oczywiscie jesli to nie zagraza bezpieczenstwu dziecka.
                    Jesli wychodzę, daję sygnał: Twoje zachowanie jest dla mnie nie do przyjecia,
                    wycofuje sie, ty decyduj, co dalej. Tez bym sie nie zamykała w lazience, po
                    prostu bym wyszła do innego pokoju lub dokuchni.
                    Jeśli dziecko wynoszę i zamykam, odrzucam je w całości (całość
                    wynoszę, "zachowania" dziecka nie da sie wynieść).
                    Tak ja to interpretuje, ale nie twierdzę, ze to jedyna mozliwa interpretacja.
                    Oczywiscie.
                    • kalosze2 Re: A mnie właśnie wychodzenie rodzica niepokoi 28.08.06, 17:54
                      A teraz wyobraź sobie, że oglądasz właśnie megaciekawy program w tv i bardzo Ci
                      zależy, żeby dooglądać do końca. Twoje dziecko zaczyna schizę, bo coś mu się
                      nie spodobało- ewidentna histeria mająca na celu zwrócenie Twojej uwagi.
                      Starcza Ci cierpliwości na kilka próśb o spokój, ale w końcu miarka się
                      przebiera i......wychodzisz z pokoju?...
                      • nangaparbat3 Re: A mnie właśnie wychodzenie rodzica niepokoi 28.08.06, 18:22
                        kalosze2 napisała:

                        > A teraz wyobraź sobie, że oglądasz właśnie megaciekawy program w tv i bardzo
                        Ci
                        >
                        > zależy, żeby dooglądać do końca. Twoje dziecko zaczyna schizę, bo coś mu się
                        > nie spodobało- ewidentna histeria mająca na celu zwrócenie Twojej uwagi.
                        > Starcza Ci cierpliwości na kilka próśb o spokój, ale w końcu miarka się
                        > przebiera i......wychodzisz z pokoju?...


                        Ja bym siadła na kanapie, wzięła dziecko na kolana i jakoś unieruchomiła - bez
                        zlości. Chyba nawet stosowalam czasem takie metody.
                        • kubinka Re: A mnie właśnie wychodzenie rodzica niepokoi 28.08.06, 23:45
                          nangaparbat3 napisała:

                          >>
                          > Ja bym siadła na kanapie, wzięła dziecko na kolana i jakoś unieruchomiła -
                          bez
                          > zlości. Chyba nawet stosowalam czasem takie metody.




                          Uwaga-bo za chwilę ktoś zarzuci Ci przemoc fizycznąsmile
                          Ni ema co dłużej dyskutować. Każda metoda ma plusy i minusy-i tyle, nie należy
                          popadać w skrajność tylko
                        • herbatniczka4 Re: A mnie właśnie wychodzenie rodzica niepokoi 29.08.06, 18:56
                          Niektóre mamy pisały o tym wielkim przerażeniu dziecka, a dla mnie to było
                          trochę niesamowite. Rozpacz bo zostało na chwilkę samo?

                          Dopiero po tym co napisałaś, uświadomiłam sobie, że moje dziecko wpadłoby z
                          pewnością w taką rozpacz, gdybym je próbowała unieruchomić. Odkąd postawiła
                          pierwsze kroczki, spacerówka poszła do lamusa na zawsze, krzesełko do karmienia
                          też, samochodem z nią nie jeżdżę (fotelik!), jak już musiałam z gorączką wieźć
                          ją do lekarza to wzięłam taksówkę. Nawet przy ubieraniu jak na moment
                          przytrzymam, zaraz słyszę: "mama, nie cimaj". Moje dziecko nienawidzi
                          serdecznie wszystkiego, co krępuje swobodę ruchów i gdybym ją unieruchomiła to
                          też by mi pewnie długo wypominała. Wniosek z tego niezbyt oryginalny: nie ma
                          jednej metody odpowiedniej dla wszystkich dzieci. Trzeba dobrać indywidualnie,
                          bo to co dla jednego będzie niewinną igraszką, dla drugiego traumą na całe
                          życie.
                          Pzdr.
                  • kubinka popadacie w skrajności 28.08.06, 23:43
                    czas już chyba zakończyć ten interesujący wątek, bo zaczyna się tu robić lekko
                    irracjonalnie i z przesadąsmile
                    • herbatniczka4 Re: popadacie w skrajności 29.08.06, 18:58
                      Przepraszam, jesteś tu moderatorem? Strasznie lubisz porządkować wątki, tematy
                      itd. smile
                      Pzdr.
              • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:21
                > Je rozhisteryzowane dzieci ignoruję.

                Sądzę, że najlepsze co możemy wtedy zrobić - to zachować spokój. My jesteśy skałą, jesteśmy czymś stabilnym, bezpiecznym i byle jakie histerie dziecka po nas spływają. Nie mają na nas wpływu. Jesteśmy niewzruszeni.
                Jeśli dziecko histeryzuje, bo chce coś osiągnąć, to nic histerią nie zdziała.
                Ale jeśli histeryzuje, bo nie umie sobie poradzić z emocjami, to taka nasza postawa daje mu poczucie bezpieczeństwa. Zwykle wtedy kucałam obok małego i spokojnie czekałam, aż mu przejdzie. A potem był czas na kontakt, rozmowę, przytulenie.

                Wyniesienie do innego pokoju to IMHO ułatwienie dziecku uspokojenia się poprzez zniesienie z areny walki (wynosiłam ze sklepu, z piaskownicy). Spokojne miejsce (np. ciemny zakątek korytarza) - mało bodźców, ułatwia wyciszenie emocji. Czy zostawiać tam dziecko same, albo zamykać, to już inna sprawa. Ja nie zostawiałam. Raz chciałam zignorować/wyjść z pokoju. Ale miałam wrażenie - może to tylko złudzenie, a może moja intuicja - że w oczach dziecka wyczytałam - nie zostawiaj mnie samego, bo sam nie wiem, co się ze mną dzieje (mały miał wtedy 2,5 l).
                Jak synek był już starszy (4 lata) to bywało, że sam uciekał np. do swojego pokoju. Wtedy był sam.

                Pozdrawiam
                Jola
      • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:08
        > Dlaczego w ogóle uważacie, że
        > małe dziecko ma prawo urządzać sceny, wrzeszczeć i kopać po to, żeby się
        > wyzłościć?

        To nie jest kwestia prawa. Dziecko takie jest. Na początku nie umie sobie radzić z emocjami. A my go tego uczymy. Choć pewnie bardziej naszym zachowaniem niż słowem.

        Mój synek w wieku 2,5 lat miewał ataki histerii, w których niemal tracił kontakt z otoczeniem. Czy miałam mu nie pozwalać robić scen i wrzeszczeć? Jak, skoro on sam nawet nie umiał nad sobą zapanować?

        Z czasem dziecko stopniowo się uczy, jak ma radzić sobie z własnymi emocjami. Ale jakoś tam je wyrażać musi. Mój synek jak miał jakieś 5-6 lat powiedział mi: "mamo, przecież swojej złości nie schowam do kieszeni". Miał rację smile Jak był mały - wrzeszczał, jak podrósł - warczy, robi miny.

        Bić się nie pozwalałam. Wrzeszczeć - proszę bardzo, sama czasem wrzeszczę. Zależy tylko co, jak, no i oczywiście ma znaczenie wiek dziecka.

        > uczono mnie panowania nad sobą i
        > odpowiedialności za własne reakcje.

        Bo to jest pewnien proces. Nie można wymagać od dziecka, aby było opanowane. Ono się tego uczy. A z drugiej strony inaczej zachowujemy się na zewnątrz, inaczej w domu. W domu wolno więcej. Można wyrażać swoje emocje (byleby nie raniły innych). Moje dzieci w szkole/podszkolu uchodzą za grzeczne. W domu zachowują się swobodniej. I nie chodzi tu tylko o wrzask (co czasem zdarza się starszej, ale ja wtedy proszę, aby zamknęła drzwi do swojego pokoju wink), ale także smutek, płacz, żal, rozczarowanie. Oczywiście jeszcze wrzeszczą, jak się tłuką między sobą wink

        Pozdrawiam
        Jola
      • judytak Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 12:05
        kiniox napisała:

        > Ja czytam, czytam i nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego w ogóle uważacie, że
        > małe dziecko ma prawo urządzać sceny, wrzeszczeć i kopać po to, żeby się
        > wyzłościć?

        nie uważamy, że ma prawo
        uważamy, że człowiek nie rodzi się tak, że wie, do czego ma prawo, a do czego
        nie, uczy się tego z czasem, ponadto, że kiedy człowiek już wie, co mu wolno, a
        czego nie, to jeszcze sporo czasu minie, zanim bedzie potrafił zawsze się
        dostosować
        (tzn. prawie zawsze - ja jestem już dużą dziewczynką, a i tak zdarza się
        czasami, że nie potrafię się opanować...)
        no i zadaniem rodziców jest to, żeby pomóc dziecku się nauczyć tych
        cywilizowanych sposobów :o)
        bo jedno wpadnie na to samo w wieku dwóch lat, a innego trzeba uczyć jeszcze
        jako cztero- czy pięciolatka, kwestia "uzdolnień" w tym kierunku...

        pozdrawiam
        Judyta
      • kubinka Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 23:36
        kiniox napisała:

        > Pamiętam, że byłam bardzo energicznym i rozkrzyczanym dzieckiem, ale
        > rodzice nigdy nie pozwalali mi na napady szału. Wolno mi się było złościć,
        > oczywiście, ale musiałam się złościć w sposób cywilizowany, a nie jak mały
        > dzikus.

        Witam.
        Mówimy tu o dzieciach mniej więcej dwu-trzy letnich jak sądzę-one jeszcze (
        sory za wyrażenie) "są dzikusami". Dopiero w toku wychowania , socjalizacji-
        "cywilizują się". Dzieci w tym wieku nie potrafią jeszcze panowac nad swoimi
        emocjami. A my rozmawiamy tu o metodach pomocnych do osiągnięcia tego celu tzn.
        nauczenia ich jak nad nimi panowac i je wyrażac w sposób cywilizowany właśnie.W
        końcu -dorośli maja prawo wyrażania emocji -to dzieci chyba tez?
        Myślę, że mówisz o późniejszym okresie swojego życia-gdyż nie możesz tak
        dokładnie pamiętać jaka byłaś w tym wieku i jak postępowali Twoi rodzice. Tak
        szczegółowa pamięc trwała występuje u człowieka dopiero od ok. 5 roku życiasmile
        Pozdrawiam
        • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 29.08.06, 16:45
          No widzisz, jaka jestem wyjatkowa. Pamietam szczegółowo różne sprawy z mojego
          bardzo wczesnego dzieciństwa. Ale to raczej nie ma znaczenia dla wątku. Po
          prostu nie lubię, jak ktoś sugeruje, że zmyślam smile
    • marghe_72 Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 22:37
      zamykanie na klucz nie wydaje mi sie dobrym pomysłem
      Samo odsyłanie do pokoju tak..

      w sytuacjach kryzysowych to ja sie zamylałam w łazience smile i przez zamkniete
      drzwi gadałam do córki..
      • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 23:19
        Mnie się to wydaje nieskończenie lepsze od sytuacji odwrotnej - zamykania
        dziecka. Taka metodę akceptuje w pełni, za to - po naprawde długich namysłach i
        deliberowaniu wielogodzinnym - absolutnie jestem przeciw odsyłaniu dziecka, a
        juz zwłaszcza zamykaniu go.
        Byłam kiedys swiadkiem wyrzucenia od rodzinnego stołu sześcioletniej
        dziewczynki - to była jedna z gorszych rzeczy jakie w zyciu widziałam. Moje
        ciało do dzisiaj (a minelo z 10 lat) reaguje na wspomnienie tamtej sceny.
        • verdana Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 23:30
          Mnie z kolei mierzi pomysł , aby dziecko musiało przepraszać za każdym razem,
          kiedy podniesie głos na rodziców (za podniesienie ręki - tak. Rodzice tez
          mogliby za to przepraszać dziecko). Jest tu wyraźne przesłanie - zewnetrzny
          szacunek okazywany rodzicom jest ważniejszy i od racji dziecka i od meritum
          sprawy. Oducza się dziecko od walki o swoją sprawę z kimkolwiek wyżej od niego
          postawionym - szefem, nauczycielem itd.
          Mozna uczyć dziecko, że powinno załatwiać swoje sprawy spokojnie, ale nie
          wierzę, zeby oduczanie od wyrażania złości w jakikolwiek sposób było zdrowe.
          Złość nie zawsze da się wyrazić w cywilizowany sposób, a pewne rzeczy da się
          powiedzieć tylko podniesionym tonem. Powiedziane tonem normalnym albo
          przechodza bez echa, albo mogą zranic nieskończenie bardziej niż wykrzyczane.
          Wyobraźcie sobie męża wrzeszczącego w trakcie awantury "Mam Cię dosyć!!!" i
          tegoż, mówiącego "Mam cię dosyć" tonem zupełnie spokojnym i kulturalnym. Nie
          jest to to samo, nie?
          • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 27.08.06, 23:48
            Spodziewałam się takiej reakcji. Za to według mnie wychowujemy pokolenie ludzi,
            dla których krzyk, a nie dialog jest rozwiązaniem problemów. Uważam poza tym, że
            jedynie słowa wypowiedziane spokojnie mają jakąś wartość i szczerze mówiąc,
            słowa "mam cię dosyć" potraktowałabym serio tylko, gdyby były wypowiedziane
            tonem "spokojnym i kulturalnym".
            • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:42
              Mam fatalne doswiadczenia z osobami nie podnoszacymi głosu, nie wybuchajacymi
              nigdy gniewem.
              Jeśli porozmawiasz z dziecmi w szkole okaże się, ze najbardziej boja się tych
              nauczycieli, ktorzy nigdy glosu nie podnoszą, są jak skała, nic ich nie rusza.
              Zastanawiałam sie nad tym i sądzę, że dzieci instynktownie bardziej boja sie
              tłumionego gniewu niż wyrazonego. No chyba ze ktos w wyrazaniu gniewu
              zdecydowanie przesadza.
              I podobnie jak Verdana jestem przeciwna wymuszaniu przepraszania - uswiadomilam
              sobie,ze moja pietnastoletnia corka chyba nigdy nie powiedziala do
              mnie "przepraszam" (poza sytuacjami kiedy niechcący zrobiła mi coś fizycznie).
              Dla mnie najlepsze przeprosiny to kiedy widzę, jak stara się zmienić i nie
              zachowywać w sposób, ktory mnie dotknał.
              W szkole zawsze jest postrzegana jako osoba o wyjatkowej kulturze osobistej,
              wiec takie wychowanie chyba jej nie szkodzi.
              • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 10:53
                To dobrze, że masz taką fajną córkę. U mnie w domu wszyscy wszystkich
                przepraszali i nigdy nie było z tym problemu. Mam na myśli, że również rodzice
                przepraszali mnie. Dlatego ja nie postrzegam przeprosin w kategoriach wymuszania
                czy poniżania. Ale rozumiem, że każdy ma inne doświadczenia.
                • verdana Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 12:25
                  Jestem zwolenniczką przepraszania, gdy to "przepraszam" jest wewnetrzną
                  potrzebą przepraszającego. Inaczej jest to słowo bez znaczenia. A nakazanie
                  dziecku powiedzenia "przepraszam" (oczywiście nie w sytuacji, gdy nadepnie
                  kogomus na nogę) może tylko spowodować, że będzie przepraszało odruchowo, nie
                  czujac absolutnie zadnych wyrzutów sumienia i nie mająć odczucia, że
                  przeprosiło. (na glos "przepraszam mamusiu" a w duchu "mam jej kompletnie
                  dosyć, niech sobie ględzi, ja i tak bedę robiła, jak uwazam"). Wcale mi sie to
                  nie podoba - dewaluacja słowa, taka sama jak w Stanach słów "Kocham cię".
                  No i chodzilo mi własnie o to , że slowa wypowiadane cicho i spokojnie mogą
                  ranić bez porównania bardziej, niż te wykrzyczane. I kultura na prawde nie
                  polega na tym, że wszyscy mówią spokojnie i łagodnie - tylko na tym, że
                  czlowiek potrafi odróżnić, jaki ton potrzebny jest w konkretnej sytuacji.
                  • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 13:52
                    Ale my się chyba nie zrozumiałyśmy, a wszystko stąd, że napomknęłam, że nie
                    wolno mi było podnosić głosu na mamę, kiedy miałam pięć lat (co wciąż uważam za
                    słuszne). Ja wcale nie uważam, że krzyk jest niedopuszczalną formą wyrazu.
                    Uważam natomiast, że jest niedopuszczalne, aby pozwalać małemu dziecku na ataki
                    histerii. Krzyk i histeria to dwie zupełnie różne sprawy i właśnie to miałam
                    początkowo na myśli, choć potem może nieco odbiegłam od tematu.
                    • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 15:21
                      > Uważam natomiast, że jest niedopuszczalne, aby pozwalać małemu dziecku na ataki
                      > histerii.

                      Szybciej nauczysz dziecko, aby nie krzyczało, niż nie pozwolisz mu na atak histerii.
                      To coś, nad czym nawet same dziecko nie potrafi zapanować.

                      Pozdrawiam
                      Jola
                    • nangaparbat3 do Kiniox 28.08.06, 16:17
                      Ja sie bardzo denerwuję, kiedy używamy słowa "histeria". Sama kilka razy w
                      życiu - już dorosłym - czegos takiego doświadczyłam i dzieki temu wiem, skad
                      sie to bierze. A bierze sie z poczucia, ze ktoś, z kim rozmawiam czy dyskutuje
                      czy się kłócę absolutnie nie dopuszcza do siebie tego, co staram sie mu
                      powiedzieć, wytłumaczyć, wyjaśnić. Niby rozmawia ze nną, ale tak naprawdę mnie
                      w tej rozmowie nie ma, nie ma dialogu, jest monolog i narzucanie woli jednej ze
                      stron.
                      Myślę, że okreslenie "nie pozwalać na histerię" wolałabym zastąpić "nie
                      prowokować histerii".
                      • kiniox Re: do Kiniox 28.08.06, 16:51
                        A mi się wydaje, że każdy dostaje szału od czego innego. Ja np. wtedy, gdy czuję
                        się bezsilna, ale bezsilna czuję się z bardzo wielu powodów, np. dlatego, że nie
                        mogę dostać czegoś, czego bardzo chcę. To częsty przypadek wśród dzieci. Pisałam
                        już tutaj, że moim zdanie dzieci używają czasem ataków złości jako narzędzia.
                        Dzieci są małymi ludźmi, trzeba szanować ich uczucia, słuchać ich i generalnie
                        być otwartym na ich potrzeby, ale dzieci nie są takie same, jak dorośli, nie
                        mają jednakowych obowiązków i nie mają jednakowych praw, bo nie mają jeszcze
                        rozwiniętych różnych cech, umiejętności, zdolności. Naszą rolą jest nauczyć je
                        tego wszystkiego lub umożliwić im dokonywanie odkryć na własną rękę, ale z tego
                        samego powodu nie można prowadzić w dzieckiem dialogu na zasadzie równy z
                        równym, bo nawet jeśli bardzo tego chcesz, dziecko nie jest równym partnerem w
                        tej dyskusji. Jako dziecko miałam poczucie, że jestem w rodzinie ważna, ale
                        jednocześnie wiedziałam, że jestem tylko jednym z członków rodziny, równie
                        ważnym jak wszyscy inni. Dlatego mnie zawsze trochę niepokoi, gdy widzę, że
                        rodzice za bardzo skupiają się na tym, czego dziecko chce, czego oczekuje, na co
                        ma ochotę, dając jednocześnie przyzwolenie na pewne zachowania, które moim
                        daniem są nie do zaakceptowania. Mam np. koleżankę, która wszystkie swoje
                        wybryki (bo tylko tak można to nazwać) zwala na rodziców, relacje z nimi i ich
                        błędy wychowawcze. Przykro mi, ale ja widziałam jej dzieciństwo, spędzałam w jej
                        domu całe dnie, tak jak ona w moim i uważam, że to stek bzdur. Moim zdaiem
                        mitologizujemy dzieciństwo i te różne urazy psychiczne, które zostają na całe
                        życie. Oczywiście, każdy wychowuje własne dziecko, jak chce i potrafi. Miło się
                        z Wami rozmawia, chociaż mamy odmienne zdanie na to, jak powinny wyglądać
                        relacje z małym dzieckiem.
                        • nangaparbat3 Re: do Kiniox 28.08.06, 18:05
                          kiniox napisała:

                          nie można prowadzić w dzieckiem dialogu na zasadzie równy z
                          równym, bo nawet jeśli bardzo tego chcesz, dziecko nie jest równym partnerem w
                          tej dyskusji.

                          No właśnie - z ust mi to wyjęłaś.
                          Ale dorosli często o tym zapominaja, nie dostosowuj swego jezyka do możliwosci
                          rozumienia dziecka, nie probują postawic się w jego sytuacji. Dziecko nie jest
                          rownym partnerem - to dorosły jest madrzejszy, silniejszy, bardziej
                          doswiadczony. Na nim spoczywa odpowiedzialność za to, zeby dialog z dzieckiem
                          byl dialogiem. To on musi sie dostosować do możliwości dziecka, bo dziecko
                          dostosowac sie do niego nie ma szans.
                          Dziecko - tak jak zresztą każdy człowiek - powinno zostać przede wszystkim
                          wysłuchane. Mozna nie zgadzać z tym, co powie, ale wysłuchac trzeba i dać
                          odczuć, że akceptuje się jego uczucia.
                      • jola_ep Re: do Kiniox 28.08.06, 17:30
                        > Myślę, że okreslenie "nie pozwalać na histerię" wolałabym zastąpić "nie
                        > prowokować histerii".

                        A to akurat mi się nie bardzo podoba.
                        Owszem, z jednej strony unikamy niepotrzebnych stresów u dziecka (np. zamykając szafki z ważnymi/niebezpiecznymi przedmiotami przed dwulatkiem). Ale z drugiej strony to nieprowokowanie nie powinno być naszym głównym celem. Bo tak się nie da. Są rzeczy, które budzą sprzeciw u dziecka. Mój synek jak był mały, był niesłychanie samodzielny na spacerach. Unikałam spięć spacerując z dala od ulic. Ale czasem bywało tak, że musiałam przejść przez jezdnię i nie mogłam pozwolić mu na przebieganie według jego gustu... Histeria, wrzask i rzucanie się w kałużę.
                        Po pierwszej jego histerii (tzn. wrzask, ale przede wszystkim kompletny brak kontaktu z dzieckiem) bałam się, że zrobię coś, co go sprowokuje. A potem zrozumiałam, że tak nie można. Powinnam zachowywać się, wychowywać go normalnie. Nie bojąc się, że jakiś mój nakaz lub zakaz wywoła u niego atak szału.

                        Myślę, że to podejście było słuszne (+ moja spokojna reakcja) bo z czasem mały coraz rzadziej miał napady. I były takie bardziej "normalne" (aż do okresu buntu czterolatka wink ).

                        Pozdrawiam
                        Jola
                        • nangaparbat3 Re: do Kiniox 28.08.06, 18:11
                          Ależ jak najbardziej sie z Toba zgadzam. Pisząc o nieprowokowaniu histerii
                          mialam na mysli nagminne nieliczenie się z jego uczuciami, brak dążenia do
                          zromumienia, o co mu chodzi - zanim dostanie ataku i nie dlatego, ze zacznie
                          histeryzować, tylko z chęci zrozumienia. Natomiast stawianie granic i
                          mowienie "nie" kiedy trzeba (ale tu by mozna zaczać cały watek na temat "kiedy
                          trzeba") jest konieczne i jak najbardziej w porządku.
                  • kiniox Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 14:33
                    Wiesz, jeszcze coś mi przyszło do głowy. Wydaje mi się, że dzieci bardzo często
                    krzyczą i histeryzują nie dlatego, że są z jakiegoś powodu złe, co trzeba jakoś
                    uszanować, ale dlatego, że uważają to za najłatwiejszy środek do osiągnięcia
                    celu. Drą się więc, nakręcają same siebie i w pewnym momencie naprawdę już
                    zaczynają być wściekłe. Tymczase u podłoża wcale nie leżała złość, czy
                    frustracja, ale pewien rodzaj wyrachowania. Ale to taka moja teoria podparta
                    paroletnią obserwacją, ponieważ ja zasadniczo jestem zdania, że dzieci w ogóle
                    są dość przebiegłe. Pozdrawiam.
                    • jola_ep Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 15:28
                      > Tymczase u podłoża wcale nie leżała złość, czy
                      > frustracja, ale pewien rodzaj wyrachowania.

                      Tylko wtedy, gdy rodzice nieprawidłowo reagują - czyli pozwalają się manipulować.
                      Zapobiec tej "nakręconej" histerii można godząc się na to, czego chce dziecko. Wtedy jesteśmy "zmanipulowani".
                      Jeśli jednak zachowamy spokój i obojętność - dziecko "nakręca" się i .. jest histeria, na którą mamy - jak piszesz - nie pozwalać smile

                      Co mamy więc robić - unikać histerii, czy na nią pozwalać? Ja jestem za tym drugim.

                      Inna sprawa, że mój synek chyba tylko raz próbował rzucać się na podłogę z wyrachowania. Było to szyte grubymi nićmi wink
                      Pozostałe ataki były moim zdaniem autentyczne (w sensie braku umiejętności radzenia sobie przez dziecko z negatywnymi emocjami).

                      Pozdrawiam
                      Jola
                    • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 18:20
                      Nie wiem. Za to wiem, ze moja wlasna corka miala ataki rozpaczliwego placzu,
                      ktorego nie mozna było ukoic, nagłe i pozornie bez powodu. Okazalo się, że były
                      one powodowane gwałtownym spadkiem poziomu glukozy we krwi, co podobno u małych
                      dzieci ma prawo się zdarzyć. metodą prob i błędow doszlismy do tego, ze coś
                      slodkiego koi taki atak, dziecko się uspokaja.
                      Uważam, że trzeba przede wszystkim starac się pojąć, o co dziecku chodzi.
                      Odmawiać tylko wtedy, kiedy to jest konieczne, ale tak, zeby nie było
                      watpliwości, ze "nie" znaczy "nie". Ja miałam taka formułę: coreczko, na ten
                      temat nie bedziemy dyskutować, i ucinało to wszelkie dyskusje, bez płaczu i
                      fochow. Ale uzywałam jej niezmiernie rzadko.
                • nangaparbat3 Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 13:13
                  Ja ją przepraszam. Bo jestem wybuchowa i potem mi głupio. Mój ojciec jest taki
                  sam (mniej więcej). Nie pamietam, zeby mama mnie przepraszała, ale też nie
                  pamiętam, zeby miała za co. (Ojciec miał za co). Ojciec mojej córki rzadko bo
                  rzadko, ale miał za co, nie pamietam słowa "przepraszam", za to potrafił
                  przeprosić gestem, uśmiechem, zmianą zachowania. Córka jest identyczna.
            • judytak Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 12:19
              kiniox napisała:

              > szczerze mówiąc,
              > słowa "mam cię dosyć" potraktowałabym serio tylko, gdyby były wypowiedziane
              > tonem "spokojnym i kulturalnym".

              no przecież verdana właśnie o tym pisze
              że takie wykrzyczane "mam cię dosyć" oznacza jedynie, że jestem chwilowo zła,
              zdenerwowana, zmęczona, źle się czuję, cokolwiek, nie chcę, nie mogę dalej
              dyskutować, daj mi spokój, daj mi się uspokoić, coś w tym stylu

              a "mam cię dosyć" wypowiedziane spokojnie i kulturalnie oznacza, że wszystko
              przemyślałam, i nigdy więcej w zyciu nie chcę mieć z tobą do czynienia, jutro
              się wyprowadzam

              a to są jednak zasadniczo różne komunikaty...

              pozdrawiam
              Judyta
    • bri Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 12:40
      Uważam, że to dobra metoda.
      • kalosze2 Do Nangaparbat3 28.08.06, 13:05
        Czy pamiętasz autora tej książki o leczeniu przez wizualizację?
        Jak myślisz, czy moczenie 7- latka może mieć podobną przyczynę? (tj.
        nieumiejętność wyrażania złości) Bardzo mnie to zaintrygowało.
        • nangaparbat3 Re: Do Nangaparbat3 28.08.06, 13:22
          Książkę pozyczyłam, ale mogę wieczorem skoczyć i sprawdzić. O moczeniiu nic
          takiego nie czytałam, raczej kojarzyłam je z lękami. Ale lęk jest tak blisko
          agresji - wszystko możliwe.
          Z drugiej strony jakiś czas temu (chyba w kwietniu) na TOK FM była audycja o
          moczeniu nocnym, jakiś lekarz tłumaczył, że oprócz podłoża nerwicowego może byc
          też czysto fizjologiczne, inne niż znane do tej pory, organizm wydziela za
          mało jakichś substancji (pierwszy raz w życiu o nich słyszałam, nie umiem
          powtórzyć) i leczenie farmakologiczne jest wtedy uzasadnione i skuteczne. To
          jakieś nowe odkrycia i nie wszyscy jeszcze o tym wiedzą.
          • kalosze2 Re: Do Nangaparbat3 28.08.06, 14:51
            Tak, chodzi o jakąś substancję zagęszczającą, we wrześniu mamy wizytę, na którą
            czekamy od kwietnia. To się okaże. Ale stawiałabym raczej na
            podłoże "psychologiczne". A za autora będę baaardzo wdzięczna. Pozdrawiam.
            • jola_ep Re: Do Nangaparbat3 28.08.06, 15:31
              > Tak, chodzi o jakąś substancję zagęszczającą

              Jeśli tak, to żadna nowina. Ja słyszałam o tym od paru lat.
              Ale to nie jedyna przyczyna fizjologiczna (może być też za mały pęcherz lub taki, który za wcześnie daje znak o przepełnieniu - upraszczając).

              Pozdrawiam
              Jola
    • madzia1708 Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 13:21
      nie sądzę, ze taka metoda jest dobra. jak Kacper miewał takie napady, to
      ignorowałam Go, aż przestał wyć. Teraz ma 3 latka i juz nie ma takich schiz ;O)
      wszystko da sie wytłumaczyć surprised) fajnie ....

      Pozdrówka
      • bri Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 14:24
        Jak dla mnie ignorowanie to bardzo podobna w gruncie rzeczy metoda. Nie wszyscy
        jednak potrafią ignorować wrzeszczące dziecko. Poza tym ignorowanie jest dobre
        w razie wybuchów złości ale jeśli dziecko mimo tłumaczenia uparcie wali ręką w
        szybę, rzuca przedmiotami albo przewraca doniczki to konieczny może się okazać
        jednak jakiś rodzaj przemieszczenia i izolacji.
        • madzia1708 Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 15:23
          być moze, ja nie wiem Kacper nie robił jeszcze takich rzeczy smile
        • anex10 Re: Czy taka metoda jest dobra? 28.08.06, 16:36
          bri napisała:

          > Jak dla mnie ignorowanie to bardzo podobna w gruncie rzeczy metoda. Nie
          wszyscy
          >
          > jednak potrafią ignorować wrzeszczące dziecko. Poza tym ignorowanie jest
          dobre
          > w razie wybuchów złości ale jeśli dziecko mimo tłumaczenia uparcie wali ręką
          w
          > szybę, rzuca przedmiotami albo przewraca doniczki to konieczny może się
          okazać
          > jednak jakiś rodzaj przemieszczenia i izolacji.

          Dokładnie o to mi chodziło.
          Poza tym zrobiłam to , żeby nie "dać się sprowokować". Złość czy też agresja
          jest chyba rzeczą czy tez sprawa, ktora sie udziela.
          A ciezko zachowac spokoj, kiedy na proby tlumaczenia, dostaje sie np.w twarz od
          3-latka.
          Tylko zastanawiam sie, czy to jest lepsze, czy np.klaps
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka