Mój syn właśnie kończy cztery lata. Jego zachowanie i rozwój od bardzo,
bardzo dawna odbiega od norm książkowych. Jak się urodził, miał trzy, cztery
tygodnie, reagował bardzo głośnym płaczem na cokolwiek co wyprowadzało go z
równowagi - zmiana miejsca, przewijanie, etc. Generalnie jednak spał i był
dość spokojny. Fizycznie rozwijał się pięknie, był tłuściutki i śliczny

Późno siedział, późno chodził ale wszystko było w normie. Pierwsze kroki
postawił w wieku 15 miesiecy, ale jak miał 16 miesięcy to już biegał. Robił
tysiące kroków, nie był w stanie usiedzieć na miejscu. I zaczęło się.
Uciekanie, bieganie, próbowanie na co jeszcze go stać. Przerażeni
znajdowaliśmy go w różnych dziwnych miejscach - zanurzonego po kolana w
pobliskim rowie melioracyjnym - ciekawie przyglądał się jak nikną tam jego
zabawki. Ciekawie przyglądał się jak komórka tatusia i klucze od samochodu
nikną w odpływie rynny. Kiedy pytaliśmy gdzie to wszystko jest, udawał że nie
rozumie a nas to doprowadzało do szału. Nie mówił do wieku 3,5 roku więc
mieliśmy wrażenie że nie ma z nim żadnego kontaktu. Był wyraźnie inny niż
wszystkie inne dzieci. Obawialiśmy się czy nie ma ADHD, ale widzę że rozumie
konsekwencje tego co może mu się stać. Nie ma jednak mowy o wyjściu
gdziekolwiek miedzy ludzi - natychmiast ucieka. Unikamy marketów jak ognia,
ale czasami po prostu trzeba coś jechać kupić - na moment wchodzimy do
castoramy, nigdy na duże zakupy. Raz wdrapał się na drabinę i rzucał
pluszakami w ludzi a generalnie to zwiewa. Jest bardzo szybki i zwinny a my
jak kretyni gonimy go po sklepie, perliście się śmiejącego. Nie trafia do
niego że ma czegoś nie robić, że nie wolno biegać między ludźmi, ze mu
generalnie czegoś nie wolno. Że obowiązują pewne zasady, że ma się nie urywać
i nie uciekać, a inni ludzie też mają prawo do spokoju. Nie wiem jak mu to
wytłumaczyć. Teraz pięknie mówi - w pół roku nadrobił wszystkie zaległości. W
przedszkolu ma wszystko gdzieś, panie prowadzą zajęcia, dzieci wycinają a on
sobie chodzi i zajmuje się swoimi sprawami. Jest grzeczny w przedszkolu,
kilka razy zdarzyło mu się agresywnie zachować (przez rok), ale nie bierze
udziału w życiu grupy - dopiero pod koniec roku trochę się przemógł i bawi
się z dziećmi - trochę.
Między ludźmi zachowuje się jak troglodyta. jak ktoś do niego zagaduje, mówi
lub krzyczy surowo ze zmarszczonymi brwiami (np. do starszej pani) - a ty do
mnie nie mów, a ty mnie nie dotykaj. Jak wyczai że jakieś dziecko jest
grzeczne, atakuje fizycznie lub mówi podniesionym głosem żeby się
przestraszyło. Jak mu każemy iść prosto bez wchodzenia na jezdnię to krzyczy,
płacze, wyrywa się albo kładzie na ziemi. Mnie to doprowadza to szału,
dostaje klapsa, drę się na niego. Mamy kota - czasami kota pieści, przytula,
głaska, a nagle podnosi i rzuca kota na ziemię. Nie przyjmuje do wiadomości
że coś mu można kazać. Nie jestem w stanie przewidzieć jak sie zachowa. Nie
rozumiem go. Testuje naszą wytrzymałość nerwową. Ja już jestem u kresu,
czasami nachodzą mnie straszne myśli że inni mają fajniejsze dzieci a ten
nasz to taki ... Albo że żałuję że go mam ... Albo o ile życie byłoby
fajniejsze ... Czasem jest jednak taki fajny i słodki że chciałoby się go
zjeść. Jak chce, to pięknie mówi, opowiada, jest grzeczny. Ale jak chce, a
nagle coś mu się odwidzi i pędzi w swoją stronę.
Czy ktoś też ma takiego malucha, czy ja jestem jedyna. Czy to ja coś źle
zrobiłam. Córka jest dobrze ułożoną panienką, choć w dzieciństwie (wczesnym)
też dawała popalić, ale wyrosła. WIęc chyba dzieci wychowuję tak samo. Jest
bardzo inteligentna. On też wygląda na bystrego ale nie jestem w stanie go
nakłonić żeby coś wykonał, narysował, odpowiedział na pytanie. Dlatego chyba
nie wchodzi w gre wizyta u psychologa - on po prostu panią albo pana oleje i
wyjdzie albo krzyknie że nie chce gadać i już.
Już nie mogę - czy jest jakaś rada na takie dziecko, czy po prostu powinnam
zacząć łykać jakieś środki uspokające bo nie wytrzymuję, a dziecku pozwolić
się rozwijać i liczyć na to że wyrośnie z głupiego wieku. Czy to jest
normalne żeby tak myśleć o własnym dziecku. Nie radzę sobie z tym, proszę o
pomoc, ciągle płaczę.