tajbrum
28.10.06, 20:38
Właśnie wróciłam z urodzin mojego 5-cio letniego chrześniaka i jak zwykle
wróciłam zszokowana. W sumie długo by opowiadać, postaram sie pokrótce
streścić... A więc młody jest strasznie rozpaskudzony, ma tyle zabawek, że
niejeden dom dziecka tylu nie ma, po prostu podłoga w jego pokoju usłana jest
zabawkami. Zawsze mam problem co mu kupić bo mały ma wszystko... No nic ,
kupiłam grę, pukamy do znajomych, otwiera nam mama z solenizantem, który ani
me ani be tylko dosłownie wydziera mi prezent z ręki i idzie do swojego
pokoju - normalnie mnie zamurowało, jego ojciec jeszcze próbował mu zwrócić
uwagę, ale mamusia zapatrzona w synka nic. Mały wcześniej dostał prezent od
wujka za 500 zł więc nasz gra nie została nawet rozpakowana... I jak takiemu
małemu coś kupić, kiedy on już nawet nie umie sie cieszyć z kolejnego
prezentu, no... chyba że jest to prezent za 500 zł. Masakra. Sama jestem mamą
5-miesiecznego synka i mam nadzieję, że takiej krzywdy mu nie zrobię. Trzeba
jeszcze dodać że chrześniak nie jest w stanie podzielić sie zabawkami z
innymi dziećmi - jak któreś dziecko upatrzy sobie jakąś zabawkę ze zbiorów
małego egoisty to zabawka natychmiast zostaje mu przez właściciela odebrana -
najgorsze jest to że mamusia nie reaguje, tatuś coś tam jeszcze stara sie
przewalczyć - chociaż nie ma za dużo do powiedzenia jeżeli chodzi o
wychowanie syna - zastanawiam sie co z niego wyrośnie? Nie wiem, może źle
rozumuję, ale takie zachowanie strasznie mi sie nie podoba, może trzeba
rozpieszczać dzieci jak sie da, kupować im wszystko czego zapragną, chociaż
wydaje mi sie to dość ryzykowne. Co o tym sądzicie?