Chcę poruszyć temat klapsów. Podpisuję się obiema rękami pod kampanią przeciwko przemocy, spoty w telewizji i radiu są bardzo poruszające wręcz wstrząsające i działające na wyobraźnię. Mam tylko wątpliwość, czy trafiają one na pewno do tych, których ten problem dotyczy. Na fali tej kampanii pojawiło się mnóstwo artykułów na temat wychowania dzieci bez bicia - świetnie , ale...Uważam, że twierdzenie, że „od klapsa się zaczyna”, że jest to „wyładowanie własnej złości na dziecku” itp. to wpadanie z jednej skrajności w drugą. Nie mogę zgodzić się, gdy w jednym rzędzie (może lepiej powiedzieć „pod murem”

stawia się dobrych, kochających rodziców, którzy uciekają się do wymierzenia klapsa jako środka nadzwyczajnego i tych którzy w nieludzki sposób maltretują swoje dzieci fizycznie lub psychicznie. Nigdy nie głosiłam poglądów, że „dziecka bez klapsa się nie wychowa” , ani też nie zarzekałam się, że tego nigdy nie zrobię, ale zdarzyły się takie sytuacje, gdy zawiodły wszystkie środki i klapsa wymierzyłam. Wiem, że dziecko ma prawo zachowywać się niezgodnie z naszymi oczekiwaniami - mój niespełna dwuletni syn jest wyjątkowo żywym dzieckiem i bije chyba wszelkie rekordy psotności. Do tego „nadzwyczajnego środka” uciekam się jednak sporadycznie. Bardzo bym chciała by skuteczne były rady psychologów, że dziecku należy wytłumaczyć co wolno, a czego nie, ale jak tu wytłumaczyć upartemu dwulatkowi jakie mogą być skutki wybiegania na jezdnię, gdy on jak w amoku próbuje na nią wbiec po raz dziesiąty? Albo jak powstrzymać dziecko przed skakaniem po łóżku skoro to taka fajna zabawa, nie ważne, że kilka już razy skończyła się wielkim guzem (dobrze, że tylko guzem) nabitym o ścianę lub meble? To żaden środek wychowawczy, ale wzmocnienie wcześniejszych argumentów, postawienie dziecku granicy i danie mu jasno do zrozumienia, że nie może ignorować naszych zakazów (oczywiście tych naprawdę koniecznych) to stanowcze powiedzenie STOP!, gdy inne sygnały do dziecka nie docierają. Przynajmniej w moim przypadku nie ma to nic wspólnego z wyładowywaniem się na dziecku. W kilku przypadkach poskutkowało i to na dłużej. Ciekawe co o tym sądzicie? Czy nie czujecie się wpędzani w ogromne poczucie winy podczas, gdy tak naprawdę jesteście przekonani, że w niektórych sytuacjach tylko klaps zadziała? Czy nie denerwują was artykuły niektórych psychologów – pełne uogólnień, uproszczeń i „książkowych” przykładów jak postępować z dzieckiem, podczas gdy problemy, które napotykamy w życiu są dużo trudniejsze?