Delikatna materia......
mam dziecie 7 lat. Uprawia gimnastyke artystyczna od 3 lat chyba, bardzo to
lubi, trenerka jak marzenie. Dziecko na fali zapragnelo dostac sie do szkoly
baletowej i byc baletnica. No i tutaj sie musze wtracic- bo mloda bedzie
niziutka i raczej krepa- taka budowe ma babcia i widac jak na dloni ze mlodej
juz kuperek sterczy identycznie ze Uda zdecydowanie sa najbardziej rozbudowana
grupa miesni... no ale tu pryszcz- przeciez w tancu nowoczesnym nie ma tak
surowych wymagan, poza tym moze sie wyciagnie, poza tym moze akurat niskie tez
sie przydadza (nie znam sie na balecie). Gorzej ze moje urocze dziecko nie ma
sluchu, wdzieku ani poczucia rytmu. Za grosz. Pewnych rzeczy czlowiek nie
przeskoczy chociazby sie udusil.
Oczywiscie moge puscic sprawe na zywiol, po czym pocieszac jak ktos jej to
uswiadomi. MOge sama za nia zdecydowac ze koniec z tymi glupotami rusalko
pancerna. Ale- no nie moge przeciez tak zrobic

)
Wykombinowalam, ze podrzuce jej moze jakies propozycje innych aktywnosci
(dziewczyna jest ruchliwa, energiczna, rozbiegana) i moze gdzies jakos trafie,
moze gdzies zaskoczy i zainteresowanie byciem wrozka wygasnei samo

neich
sobie chodzi na gimnastyke, ktora sprawia jej mase radosci, a moze cos
pobocznego- zaskoczy.
Ktos ma doswiadczenia w tym wzgledzie? A moze w ogole zle kombinuje i trzeba
zupelnie inaczej?