pocholita
01.10.07, 20:27
Miałam napisac już wcześniej, ale trudno mi było znaleźc odpowiedni
moment. Teraz chyba też nie jest odpowiednia chwila ale cóż. Maluch
ma teraz dwa i pół miesiąca a Paula 22 i pół.
Na początku maluch ciągle płakał. Jest już trochę lepiej.
Ataki kolki ma już tylko popołudniami i sporadycznie rano. Niemniej
jednak wciąż płacze na spacerach i nie da się nakarmic na dworzu
więc wyjścia z nim raczej nie trwają dłużej niż 40 minut do godziny
maksymalnie bo wyje.
Karmienie tylko w domu na swojej podusi. Przy piersi już się nie
zakrztusza ale o butelce nadal możemy zapomniec.
Śpi w swoim łóżeczku pod włączoną suszarką. Wyłączenie suszarki
grozi obudzeniem malca więc nagrałam mu ją na kasecie i jak już
zaśnie to włączam kasetę i wyłączam suszarkę ale nie zawsze to
skutkuje bo dośc często wyczuwa różnicę i się wybudza.
Na dodatek jest to suszarka starego typu, bardzo głośna i tylko z
ciepłym powietrzem co w połączeniu z ciepłymi kaloryferami, których
nie można skręcic daje 28 stopni w pokoju, co oczywiście zaowocowało
czerwonymi plamami na twarzy.
Na dodatek maluch ma postępującą niedokrwistośc ale boję się mu dac
cokolwiek bo każdy lek spotęguje jego problemy brzuszkowe.
Z diety sześcioskładnikowej, która miała mu pomóc na kolki, musiałam
zrezygnowac, bo się rozchorowałam, totalnie siadła mi odpornośc.
Co do Pauli to dojrzała już "zagrożenie" jakie niesie za sobą
posiadanie młodszego rodzeństwa. Nauczyła się już mówic "Nie dam" i
dotyczy to zarówno grzechotek i gryzaków jak i nas. "Nie dam
mamy", "nie dam babci" jest na okrągło. Co prawda Adaś dalej
jest "cacy" ale przychodzi do mnie i pokazuje mi, że mam go odłożyc
do łóżeczka i iśc z nią. Jak jestem z nimi sama i mam go na rękach
lub karmię to mała wyje. Ma nianię, ale niania jej nie wystarcza,
więc niania nosi małego a ja ją karmię czy sadzam na nocnik.
Oczywiście pojawił się problem ze spacerami bo wyje jak ja zostaję w
domu, a jak wyjdę z nimi i muszę wcześniej wrócic to mnie goni, więc
usiłuję zniknąc po angielsku. Problem też stanowią popołudniowe
drzemki bo wymaga mojej obecności przy zasypianiu.
Generalnie wyją jedno przez drugie i dzisiaj kolejna sąsiadka
groziła mi powiadomieniem odpowiednich służb bo jak te dzieci mogą
non stop płakac i co ze mnie za matka, że mam pomoc a i tak sobie
nie radzę.
Dzisiaj musiałam wysłac Paulę do dziadków, bo niania, która pracuje
u mnie od 5 tygodni nie pojawiła się dzisiaj, nie odbierała
telefonów i w końcu jak moja rodzina zaczęła do niej wydzwaniac z
różnych telefonów odebrała jeden o 14 i jak usłyszała, że to moja
mama to udała, że jej nie słyszy i się rozłączyła. W końcu wysłała
jej (nie mnie) sms-a, że rezygnuje z pracy.
To by było na tyle. Mam nadzieję, że inne mamy nowopodwójne radzą
sobie lepiej. Ja bardzo kocham swoje dzieci i serce mi się kraje jak
płaczą, ale nie wiem jak temu zaradzic.
Jak możecie coś poradzic to będę wdzięczna.