monika78kr
14.12.07, 20:25
Prosze Was o ocene sytuacji i porde jak podejsc do tematu, bo nerwy
mi ostatnio puszczaja. Moja 3.5- letnia corka od zawsze lubila
telewizje, ogladalaby co leci, ale najchetniej oczywiscie bajki. Moj
stosunek do tematu jest taki, ze owszem mozna ale bez przesady, no i
zeby ogladala cos na swoim poziomie - bajki na minimini, disney
channel. Ogolnie staram sie zawsze zeby nie ogladala dziennie wiecej
niz 1 godzine i to nie na raz. Poza tym telewizor nie jest przy niej
wlaczany.
Odkad corka poszla do przedszkola w tym roku, zaczela troche
chorowac i wynik jest taki ze ostatnie 3 tygodnie przesiedziala ze
mna w domu. W tej sytuacji musialam jej (i sobie przy okazji)
poluzowac - puszczalam jej upragnione bajki rano (nawet na 1.5 h)
plus wieczorynka wieczorem. W sumie 2 h, duzo, ale nikt mi nie
pomaga w domu, a jestem w koncowce drugiej ciazy i czasem potrzebuje
po prostu polezec chwile i odsapnac.
Niestety, do tych 2 godzin dziennie postanowili dolozyc swoje
dziadkowie - mieszkaja pietro wyzej - gdy corka idzie do nich na
chwile wieczorem, witaja ja wlaczeniem bajki - dziadek specjalnie
zakupil plyte z Asterixem (trwajaca ok. 1h) i nie ma zabawy, jest
ogladanie, bo przeciez mala nie powie ze nie chce, bo chce. Prosilam
ich zeby jej nie wlaczali bajek, ze ona idzie do nich na chwilke i
przeciez moga ja zajac jakos inaczej - zawsze zabiera z soba puzle
czy jakies lalkowe akcesoria, ale niestety moje prosby nie zostaly
potraktowane powaznie. Maz komentuje sytuacje "a co jej szkodzi", a
we mnie sie az gotuje. Nie wiem co mam robic - odpuscic? Pozwolic
jej ogladac bajki po 3,4... h dziennie w nadziei ze kiedys sie jej
znudzi?