Dodaj do ulubionych

Hodowla - czyli nie czuć.

18.12.07, 10:20
Z wielkim zdziwieniem czytałam wątek o plusach bicia dzieci.

Moje wnioski - bije się by mieć złudzenie, że na następny raz nastąpi
automatyczna reakcja (jak odruch Pawłowa); bije sie , bo i tak dzieci się
biją; bije sie (czy karci) bo dziecko czegoś nie chce (wykonać jakiegoś
polecania) dużo częściej niż za to, że COŚ (złego) zrobiło.

Czy naprawdę dziecko MUSI działać jak robot?
Nie może zakwestionować potrzeby załozenia danej części stroju (myslę raczej o
~4latku niż roczniaku, oczywiście) czy wykonania danej czynności?
Przeciez nie pozwalając dziecku na "decyzyjność" w drobiazgach w pewien sposób
się je kastruje.
Czemu krzyk z powodu czerwonej czapeczki należy ukoić "trzema szybkimi"? Czy
odmowa załozenia akurat tych rajstopek to dowód , że dziecko jest chuliganem?
Chciałabym , abstrahując od bicia, dowiedzieć się jakie są cele takiego
"wychowania"? Dla mnie to hodowla- i efektem jest małpka, która nie widzi, nie
słyszy, nie komunikuje (na pewno znacie taką figurkę).
Sztandarową historią były anegdoty o dzieciach które opóźniaja wyjście z domu
- np. do lekarza czy ważną uroczystość rodzinną. Osobiście - nie wyobrażam
sobie uroczystości AŻ tak ważnej by kilkuminutowe spóźnienie mogło stać się
tragedią... Co do wizyty u lekarza - czy dziecko nie może się bać? Nawet
dorośli często chodzą np. z próchnicą wymyślając sobie głupie wymówki - chyba
tym bardziej dziecko ma prawo do lęku? Czy ma sens zmuszać do pośpiechyu
biciem czy zakazem - do czego to doprowadzi? Moim zdaniem do sytuacji, w
której dorosły nie będzie czuł wewnętrznej potrzeby wizyty u np. dentysty - a
bata na niego nie będzie.
Czy posłuszeństwo naprawdę jest nadrzędną wartością?
Obserwuj wątek
    • krwawakornelia Generalnie swietnie to podsumowalas 18.12.07, 10:52
      W ogole najlepiej jakby rodzic gotowego doroslego, "cywilizowanego" 18
      latka bez osobowosci.
      • sir.vimes Re: Generalnie swietnie to podsumowalas 18.12.07, 11:03
        No - ale on nie będzie wcale dorosły - jeżeli jego główną cechą będzie ślepe
        posłuszeństwo.
        • krwawakornelia nie wazne 18.12.07, 11:16
          bedzie wstanie zarabiac na swoje utrzymanie i wygladal jak dorosly.
          Jak widac autorka tego watku tez nie bardzo umie samodzielnie myslec.
    • mama-ola Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 11:12
      > Sztandarową historią były anegdoty o dzieciach które opóźniaja
      > wyjście z domu - np. do lekarza czy ważną uroczystość rodzinną.
      > Osobiście - nie wyobrażam sobie uroczystości AŻ tak ważnej by
      > kilkuminutowe spóźnienie mogło stać się tragedią...

      Ja sobie ponadto nie wyobrażam udanej uroczystości, np. wigilii
      czy imienin cioci, na którą dziecko przyszłoby po biciu. Miałoby
      potem nabrać radosnego humoru? Przypuszczam, że można znienawidzieć
      wigilie/imieniny/lekarza na całe życie po takiej "lekcji".
      • krwawakornelia A wystarczyloby odrobinke pomyslec 18.12.07, 11:18
        i wziac sobie pol godziny wiecej czasu. Ja zawsze na kazd dziecko
        ktore mam pod opieka zakladam pare minut na ewentualne wypadki ekstra.
        A jak przyjdziemy za wczesnie, tez mozna jakas zabawe czy piosenke
        wymyslic. I wejsc punktualnie.
        • sir.vimes No ale nawet jeśli się spóźnią 18.12.07, 11:27
          to co takiego strasznego się stanie? Zupa wystygnie?
          • krwawakornelia A jak bedzie jeszcze zaslona to juz tragedia 18.12.07, 11:28
        • dagu75 Re: A wystarczyloby odrobinke pomyslec 18.12.07, 11:40
          ja nie zakładam dodatkowych minut, ale pewnie powinnam. Niestety
          zdarzyło mi sie dac klapsa, dosłownie jednego i jest mi wstyd. Bo
          zareagowałam odruchowo, ale to żadne tłumaczenie. Jestem naładowana
          informacjami o etapie wypróbowywania granic u dziecka itp. Ale nadal
          krew mnie zalewa, piana występuje przy oznakach buntu. Staram sie to
          tłumić, bo niby czemu mam bic dwu-sześciolatka a męża nie, prawda?
          Trzeba mówić o bezsensie bicia, wbrew opinii posłów i innych
          pseudoautorytetów, uświadamiać rodziców, nie przyzwalać na to.
          Zauważyłyście, że kontrargumentem dla przyzwalających na bicie jest
          wychowanie bezstresowe, bo to modne hasło?
          Już nie przeszkadza mi histeria, nie reaguje, zanoszę do innego
          pokoju, zostawiam w piżamie, spodniach narciarskich i czapce w domu,
          gdy nie chce sie przebrać. Nie jestem rodzicem idealnym, krzyczę,
          grożę, ale staram się.
          i rozmawiam. Mam nadzieje, że to poskutkuje i moje dzieci wyrosna na
          wrażliwych, tolerancyjnych ludzi.
          I nie trafia do mnie hasło, że trochę bicia nikomu nie zaszkodziło i
          że bite dzieci wyrosły na mądrych dorosłych.
          • krwawakornelia jak cie krew zalewa 18.12.07, 13:02
            na oznaki buntu, to idz powal w poduszke, poprostu na chwile wyjdz z
            pokoju policz potem do 10
            a jak wszyscy ochloniecie, zastanow sie nad tym co cie w tej sytuacji
            tak rozdraznilo.
            Naprade pomaga, mozecie tez potem z dziecmi troszke o tym co sie
            wydarzylopogadac, ale nie nadawac temu zbyt duzej wagi.

            Mi pomaga, Moze Tobie tez?
            • dagu75 Re: jak cie krew zalewa 18.12.07, 13:29
              może masz racje, spróbuję. ta poduszka, bo wychodzić,
              wychodzę.Dzieki.
    • aluc Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 11:57
      popatrz na opisy dzieci w innych wątkach, bicia niedotyczących

      dziecko, z którym są jakieś problemy, poza tym jest najczęściej
      opisywane jako mądre (cokolwiek to znaczy) i GRZECZNE

      a grzeczne = posłuszne, przynajmniej ja to tak rozumiem, dodatkowo
      można do tego jeszcze dodać "ładnie je" (znaczy je to, co mu się
      daje, bez prawa do własnych preferencji, określanych nagminnie jako
      kaprysy, niejadztwo i tym podobne)

      nie znajdziesz tam zwykle stwierdzeń o bogatej osobowości, silnym
      charakterze czy cóś w ten deseń, albowiem nie są to cechy
      postrzegane jako zaleta, przynajmniej w przypadku dziecka

      taki sposób mówienia o dzieciach pasuje mi w ustach pań po
      siedemdziesiątce, u tzw. "młodych matek" już letko przeraża
      • triss_merigold6 No nie wiem... 18.12.07, 12:16
        Ja bym zastapiła słowo "grzeczny" w sensie pożądanej zalety
        słowem "zrównoważony". Moj trzylatek bywa nieposłuszny i uparty jak
        muł ale jest zrównoważony co znaczy, że reaguje w miarę odpowiednio
        do sytuacji i rzadko się histerycznie nakręca. Widziałam dzieci z
        jego grupy przedszkolnej, które non stop wrzeszczą, nie potrafią
        usiedzieć ani chwili na miejscu, rzucają się na ziemię etc. Chrzanię
        czy są zwyczajnie rozpuszczone czy mają zaburzenia osobowości - są
        nieprzytomnie irytujące i męczące.
        • sir.vimes Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:22

          nieprzytomnie irytujące i męczące.

          Hm, ale czy powołaniem człowieka jest bycie osobą, która ngdy nikomu nie
          wydawała się irytująca lub męcząca?
          Rodzice też niekiedy wydają się dzieciom bezbrzeżnie irytujący...
          • triss_merigold6 Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:31
            Wybacz ale przesadzasz. Moje dziecko sporadycznie bywa irytującejak
            każdy, czasem strzela fochy, kaprysi etc. ale jest zsocjalizowane do
            zachowywania się w miarę odpowiednio do sytuacji. Przykład? Impreza
            wigilijna w przedszkolu, dzieci stoją z paniami i śpiewają/mówią
            wierszyki zespołowo a dwóch nadpubudliwych chłopaczków non stop
            wychodzi z szeregu, biegają po sali, hałasują, leją na próby
            pacyfikacji przez rodziców. Mnie to wpienia, bo przeszkadzają innym
            dzieciom, które się STARAJĄ i które są przejęte swoją rolą i
            publicznym występem.
            • sir.vimes Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:38

              Typ dzieci o których piszesz wyrasta najczęściej na rodzaj panów, którzy
              przerywają głupimi żartami czyjąś prezentację - a jak nie żartami to
              przynajmniej donośnym pukaniem w stolik czy "strzelaniem" długopisemwink. I - 20
              lat później jest to tak samo irytujące jak w wieku przedszkolnym.
            • aluc Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:38
              ej triss, chyba ty przesadzasz smile

              mamy z naszymi więcej_niż_jednodzietnymi koleżankami takie
              powiedzenie:

              "Kiedyś uważałam, że wszystko jest kwestią wychowania. A potem
              urodziła się Kasia/Zosia/Marysia"

              no ale ja mam nieskończoną tolerancję na wariujące dzieci obce smile
              głównie z tego powodu, że nikt ode mnie nie oczekuje, że jakoś
              zareaguję he he
              • triss_merigold6 Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:42
                Cóż...przebijasz doświdczeniem.wink
                Nijak nie reaguję bezpośrednio, pod nosem sobie margam cichutko. A
                synowi mówię, żeby trzymał się od nich z daleka i nie naśladował.
            • mama303 Re: No nie wiem... 19.12.07, 13:10
              triss_merigold6 napisała:

              > Przykład? Impreza
              > wigilijna w przedszkolu, dzieci stoją z paniami i śpiewają/mówią
              > wierszyki zespołowo a dwóch nadpubudliwych chłopaczków non stop
              > wychodzi z szeregu, biegają po sali, hałasują, leją na próby
              > pacyfikacji przez rodziców. Mnie to wpienia, bo przeszkadzają
              innym
              > dzieciom, które się STARAJĄ i które są przejęte swoją rolą i
              > publicznym występem.

              Ciekawe że w grupie zawsze sie znajdzie takich ze dwóch delikwentów,
              pewnie tak to sie kształtuje w populacji. I co ciekawe ich
              zachowanie wcale nie swiadczy że oni nie sa przejeci swoja rolą i
              publicznym wystepem, przewaznie sa - bardziej przejeci niz Ci
              pozostali - to czesto dzieci nadwrazliwe.
        • aluc Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:22
          triss, jestem o tyle bogatsza o doświadczenie, że mam w domu jednego
          zrównoważonego i jednego niezrównoważonego smile ten drugi ma jednak
          szereg zalet (dla mnie zalet), które poniekąd wynikają z jego
          niezrównoważenia i których czasem brakuje temu zrównoważonemu wink

          chodzi mi tu jednakowoż o sposób rozumienia słowa "grzeczne" przez
          pewną część społeczeństwa, do której sama się nie zaliczam
          • guderianka Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:30
            kurczę, ciekawy temat

            myślę,że najlepiej będzie na niego odpowiedzieć nie poprzez
            obserwację dzieci "teraźniejszych" bo nikt nie jest w stanie
            powiedzieć co z nich wyrośnie za kilkanaście lat, bo zależy od wielu
            innych zmiennych niż bicie (tak na marginesie to zależałoby mi na
            uszczegółowieniu sytuacji "bicia" czy to sporadyczny klaps w
            ekstremalnej sytuacji, kilka razy w życiu dziecka; czy klaps kilka
            razy dziennie "za wszystko " czy też bicie kablem, pasem itp)

            Myślę, że warto obserwowac nas, czyli ludzi dorosłych
            wypowiadających się na tym forum. Jacy jesteśmy, jakie wartości są
            wiodące w naszym życiu, jak układają się nasze relacje z innymi
            ludźmi i z rodzicami itp
          • triss_merigold6 Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:36
            To może jeszcze inaczej... Grzeczny nie oznacza IMO "zawsze
            posłuszny". Grzeczne dziecko w pewnym wieku już zjada posiłek nie
            rozwalając go po meblach i ubraniu; rozumie pojęcie "zaraz"; nie
            musi koncentrować na sobie całej uwagi otoczenia i potrafi nie
            przeszkadzać. Uczciwie mówie, że jestem subiektywna, bo akurat
            świdrujący hałas i bieganie non stop przeszkadza mi potwornie i
            zapewne takiego dziecko bym dość brutalnie ustawiała.
            • guderianka triss.. 18.12.07, 12:42
              ja mam w domu aktywnego małolata, który uwielbia wydawać przeróżne
              odgłosy , ciągle gada, pod prysznicem śpiewa i gra na wszystkim
              począwszy od stołu, parapetu poprzez szklanki, zabawki, zeby,, wink
              Często wysiadamwink
              • triss_merigold6 Re: triss.. 18.12.07, 12:45
                Mój też gada, śpiewa i w ogóle werbalnie jest sprawny ale nie działa
                na full regulator tj. bez nadmiaru decybeli więc idzie przeżyć. Mnie
                te decybele do szału doprowadzają.
                • guderianka Re: triss.. 18.12.07, 13:53
                  rozumiem

                  moja córka jest garłata uncertain Mieszkamy na IV piętrze ale gdy dzwoni
                  domofen z dworu bo coś chce to słychać ją i w słuchawce i przez
                  zamknięte okno uncertain
            • sir.vimes Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:43
              Ale jest róznica miedzy oczekiwaniem , że dziecko nie rozmaże posiłku po meblach
              a oczekiwaniem, ze bez słowa zje do końca tak samo potrawę lubianą i obrzydliwą,
              nie przerywając ani na moment tudzież nie próbując "przekonać" rodziców, że
              przed obiadem koniecznie musi skończyć budować zamek.

              W wątku o plusach bicia mało było przykładów typu - "dziecko zdemolowało pół
              pokoju" i darło się cały dzień psując przedstawienie przedszkolne - więcej
              rodziców ubolewało , że NIE DOŚĆ SZYBKO się ubiera lub woli inne buty...
              • triss_merigold6 Re: No nie wiem... 18.12.07, 12:51
                Kwestia oczekiwań. Ja oczekuję, że nie rozpieprzy za przeproszeniem
                zupy po świeżo upranej narzucie. Młody pierwsze prawie dwa lata był
                niejadkiem i mam nieskończoną tolerancję dla upodobań żywieniowych i
                ilości karmy jaką wchłonie.
                Woli inne buty? Jeśli są odpowiednie do pogody to kul, jeśli nie to
                zero dyskusji.
                Widzisz, zakładam, że jednak dziecko pewne rzeczy MUSI: iść do
                przedszkola i tam zostać; iść do lekarza jeśli trzeba; iść spać
                przed 21 (trzylatek). Mogę te wymogi sprzedawać w różnej formie ale
                faktem jest, że egzekwuję.
                • sir.vimes Re: No nie wiem... 18.12.07, 13:09
                  Ja też , jak każdy, zakładam, ze niektóre rzeczy TRZEBA zrobić.

                  Ale - nie dlatego, że JA sobie tego życzę. I napewno do tych rzeczy nie należy
                  np. szybkie ubranie sie w czerwoną czapkę tylko dlatego, ze padło polecenie.
                  Egzekwowanie poleceń nie jest tożsame z karą za najmniejszą niesubordynację, bez
                  dania możliwości "odwołania się" od decyzji.
                  Miedzy poleceniem założenia tej czapki , która podoba się mamie a poleceniem
                  ootworzenia buzi u dentysty musi być odczuwalna różnica - inaczej rzeczywistość,
                  którą "tworzymy" dziecku staje się zaburzona. Sytuacja, w której dziecko
                  zupełnie nie myśli - tylko wykonuje - nie jest normalna i nie powinno się takiej
                  sytuacji pragnąć.
              • nangaparbat3 no Sir, proszę... 18.12.07, 14:41
                >>>ęcej
                > rodziców ubolewało , że NIE DOŚĆ SZYBKO się ubiera lub woli inne buty...

                To ja o tym pisalam, ale naprawdę w innym kontekscie niz Ty teraz przywołujesz,
                i strasznie mi sie przykro zrobiło, jak to przeczytałam.
                Przede wszystkim pisalam, ze to bylo jedno z dwoch lań jakie dziecko moje w
                całym swoim zyciu dotstało, tudzież ze to było drugie, ostatnie, i że sie go
                wstydzilam.
                • sir.vimes Re: no Sir, proszę... - Oj 18.12.07, 17:08
                  ja szybko to przeczytałam - ale mamwrażenie, że nie tylko Ty o tym piszesz -
                  zresztą ty napisałaś , że zazwyczaj po prostu ubierasz dziecko (jak i ja
                  robiłam... ) a ktoś pisałam o karach i "trzech szybkich" jako standarcie.

                  Jednostkowe przykre wydarzenie - klaps - to jednak nie to samo co cała linia
                  wychowawcza - a mi o to chodzi. Nie podejrzewam cę o kształtowanie u dziecka
                  postawy ślepego posłuszeństwa! W życiu bym nie pomyślała o Tobie w kontekście
                  "hodowli" dzieci, naprawdę, bardzo mi przykro, ze w ogóle mnie o to podejrzewaszsmile
                  • nangaparbat3 Re: no Sir, proszę... - Oj 18.12.07, 21:16
                    Chyba po prostu wciaz mam poczucie winy w zwiazku z tamtym laniem za buty wink
    • camel_3d Re: Hodowla - czyli pomidory 18.12.07, 13:05
      duzo jeszcze bedzie tych watkow..robi si emonotematycznie.

      • sir.vimes Dziękuję za cenny wkład. 18.12.07, 13:09
        • camel_3d prosze bardzo. 19.12.07, 09:00

          • sir.vimes Ściskam dłoń. 19.12.07, 13:00
    • lola211 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 13:10
      Dorosli maa nad dziecmi wladze i ci glupi ja wykorzystuja wlasnie
      bijac dziecko czy karajac go za najmniejsza idiotyczna drobnostke.
      Nie dopuszczaja sprzeciwu , bo im sie wydaje, ze dziecko wowczas nie
      bedzie ich sluchac, straca autorytet.(IMo go traca stosujac prezmoc
      i upokarzanie).
      Mam 9 latke, dopiero od niedawna widze jak dziecko moze rodzica
      doprowadzac do szewskiej pasji.Upor, przekora, ogolny bunt i negacja.
      Rozmawiam, tlumacze, bywa ze ustepuje.Moja matka twierdzi, ze tak
      byc nie moze, bo kto to widzial, by dziecko sie rodzicowi
      sprzeciwialo? Fakt- mnie wowczas lała.Ja dopuszczam mozliwosc
      sprzeciwu.
    • marghe_72 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 14:23
      sir.vimes napisała:

      > Czy posłuszeństwo naprawdę jest nadrzędną wartością?

      Nie.
      i kropka smile
    • marghe_72 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 14:24
      moja się boi basenu (obowiązkowego - w szkole)
      jojczy, płacze, ociąga się, kombinuje..

      wleję jej i będzie po sprawie, nieprawdaż?
    • gaja78 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 14:31
      IMHO hodowanie wynika z poczucia posiadania misji wychowania kogoś na wzorowego
      człowieka o nienagannych manierach. Wzorowego człowieka według systemu wartości
      rodziców, często opartego o zbiór głupich stereotypów . Dziecko na przykład
      powinno być specyficznie "grzeczne", czyli zawsze nieśmiałe, nieodzywające się,
      ładnie ubrane, niezauważalne dla otoczenia. Bo rodzice uważają, że taka osoba
      zdobywa uznanie otoczenia, a uznanie środowiska jest niezwykle ważne (oczywiście
      że taka osoba zdobywa uznanie. Im bardziej przeźroczysta tym lepiej - nie
      zaburza ustalonej równowagi w małej zamkniętej społeczności).

      Sama byłam hodowana na taki wzorzec. Do tego same piątki na świadectwie i
      wzorowe zachowanie. Hodowanie było sprytne. Może nawet nie przemyślane do końca,
      ale bardzo skuteczne. Klapsy dostawałam podobno jako małe dziecko - nie
      pamiętam.W okresie szkolnym klapsów nie było, przemocy fizycznej nie było. Ale
      tak jakoś ta hodowla działała sprytnie, że czwórka na świadectwie była dla mnie
      życiową porażką. Nieśmiała, wyniosła, nie spoufalająca się z rówieśnikami -
      byłam "kimś" według moich rodziców. Kimś wyjątkowym. Kimś lepszym. Kimś kto do
      czegoś ważnego w życiu dojdzie.

      Chcieli dobrze oczywiście. Problem w tym, że nie doceniali w tym wszystkim mnie.
      Że to dążenie do ideału, hodowanie według wzorca było zbyt ważne, ważniejsze od
      prawdziwych emocji dziecka, które nie miały tyle siły przebicia, żeby wyjść na
      światło dzienne.

      Czekam z niecierpliwością na odzew z księgarni w sprawie tej książki:
      www.medicon.pl/4614.html
      Zdaje się, że jest dokładnie na poruszony w tym wątku temat smile
      • gaja78 Warto jeszcze zauważyć 18.12.07, 14:39
        że to:

        > Dziecko na przykład
        > powinno być specyficznie "grzeczne", czyli zawsze nieśmiałe, nieodzywające się,
        > ładnie ubrane, niezauważalne dla otoczenia. Bo rodzice uważają, że taka osoba
        > zdobywa uznanie otoczenia, a uznanie środowiska jest niezwykle ważne (oczywiście
        > że taka osoba zdobywa uznanie. Im bardziej przeźroczysta tym lepiej - nie
        zaburza ustalonej równowagi w małej zamkniętej społeczności).

        Jest tylko jednym obliczem hodowania. Obliczem wyrosłym na potrzeby naszego
        starego ustroju, w którym im bardziej było się przeźroczystym, grzecznym,
        posłusznym - tym lepiej. Niektóre młode matki zapewne dalej uprawiają hodowlę
        zgodnie z tymi wzorcami - utrwalonymi w rodzinach przez przekazywanie z
        pokolenia na pokolenie.

        Obecnie istnieje chyba niebezpieczeństwo hodowania wg zupełnie przeciwnego
        wzorca, któremu patronuje wyścig szczurów. "Bądź śmiały, nie daj się, bądź
        przebojowy, bądź asertywny" - oczywiście szczypta tego schematu jest potrzebna
        każdemu (jak i kazanie o grzeczności od czasu do czasu), ale w nadmiarze
        zamienia się w hodowanie - wtedy kiedy pragnienie posiadania przebojowego
        dziecka przysłania prawdziwy obraz tego dziecka.
        • gaja78 Może pozornie 18.12.07, 14:43
          tym pisaniem o dziecku przebojowym odbiegłam od głównego tematu - hodowania jako
          wymuszania posłuszeństwa, ale chyba tylko pozornie. Myślę, że zarówno wymuszanie
          posłuszeństwa (siedź cicho, włóż tą czapkę, jak nie to klaps) jak i naciskanie
          na przebojowość (no idź się pobaw z dziećmi, co z ciebie za fujara wyrośnie ?) w
          umyśle i emocjach dziecka czynią to samo spustoszenie.
          • nangaparbat3 Re: Może pozornie 18.12.07, 14:48
            Nie odbiegłaś wcale, przeciez to na jedno wychodzi.
            Mysle o tym tak: uczymy dzieci traktować siebie samego jako narzędzie do
            osiagniecia sukcesu. Ot, taki autoinstrumentalizm.
            Duzo tego w watku o niecwiczeniu na wf-ie, na "starszym dziecku".
            • gaja78 Re: Może pozornie 18.12.07, 14:58
              nangaparbat3 napisała:

              > Mysle o tym tak: uczymy dzieci traktować siebie samego jako narzędzie do
              > osiagniecia sukcesu. Ot, taki autoinstrumentalizm.

              Świetnie napisane. Naprawdę, aż mi ciarki przeszły po plecach smile

              Taki autoinstrumentalizm potrafi skutecznie zatruć życie. Na przykład na
              płaszczyźnie komunikacji z partnerem, bliskości, seksu sad

              > Duzo tego w watku o niecwiczeniu na wf-ie, na "starszym dziecku".

              Nie czytałam, muszę nadrobić smile
          • nangaparbat3 a ja jeszcze wsiadę na ulubionego konika 18.12.07, 14:51
            i dodam, ze jestem głeboko przekonana, ze tak rozpowszechnione teraz izolowanie
            dziecka, stosowane zamiast bicia, od bicia lepsze tylko o tyle, ze trudno
            wyrzadzic fizyczna krzywdę.
            W wymiarze psychicznym co najmniej tak samo szkodliwe.
            • triss_merigold6 Powiem tak 18.12.07, 15:17
              Raz spróbowałam małolata odizolować w jego pokoju na chwilę. Dostał
              takich spazmów i był tak nieszczęśliwy, że więcej tego nie zrobię.
              Natomiast podniesiony głos czy krzyknięcie spływa po nim jak woda po
              kaczce, przemoc w postaci ubrania siłą czy wyprowadzenia siłą ze
              sklepu również spływa.
              Był kiedyś taki wątek o zabieraniu zabawek w ramch kary. Sorry ale
              dużo bardziej humanitarne wydają mi się trzy szybkie niż zabranie
              dziecku przytulanki czy wyrzucenie zabawki. Po klapsie dziecko
              najwyżej chwilę popłacze, da się przytulić i pogodzić a wyrzucenie
              przytulanki to świństwo.
              • nangaparbat3 zabieranie przytulanki????? 18.12.07, 15:24
                Nie postalo mi w głowie, ze mozna dziecku cos takiego zrobić. Co prawda moja
                wlasna babcia przytulanke corki WYGOTOWAłA (co fakt to fakt, cuchnela ohydnie,
                córka sie nia glaskala po nosie, ale zadnych szkód ta smierdzaca szmatka
                wleczona z soba absolutnie wszedzie nie wyrzadziła) - wiec moze jednak.
                A to co piszesz o synku przerabialismy - i o dziwo dziecko ma naprawdę rzadką
                samodyscypline (wiekszą niz mamuska), jest empatyczne, nieagresywne i mimo
                sporej niesmialości (ktora zreszta ostatnio odchodzi w przeszłość)asertywne.
                Chociaz nie obyło sie bez naprawde ciężkiego kryzysu (jak się okazało -
                niesłychanie rozwojowego, ale nim sie okazało, chodziłam po scianach) w wieku
                lat 15.
                • triss_merigold6 Re: zabieranie przytulanki????? 18.12.07, 15:32
                  Rodzona matka uprała mi kota. Niestety miał w środku trociny i się
                  był zaśmierdział więc trzeba go było wyrzucić ale pamiętam do dziś.

                  Mówię, że był taki wątek z tymi przytulankami jakiś czas temu.

                  Moje dziecko jest dość śmiałe, empatyczne i ogolnie niekonfliktowe.
                  Sprawia wrażenie najbardziej zrównoważonej istoty w mojej rodzinie i
                  dziecka doskonale odpornego na moje schizy.
                • camel_3d Re: zabieranie przytulanki????? 19.12.07, 09:05
                  na mnie to dzialalo duzo skuteczniej niez klaps czy inne kary... to jakby ktos
                  zabral dziecku czesc duszy. To okropna kara..i wolalbym dostac jednak mocnego
                  klapsa.
              • gaja78 Re: Powiem tak 18.12.07, 15:42
                triss_merigold6 napisała:

                > Był kiedyś taki wątek o zabieraniu zabawek w ramch kary. Sorry ale
                > dużo bardziej humanitarne wydają mi się trzy szybkie niż zabranie
                > dziecku przytulanki czy wyrzucenie zabawki. Po klapsie dziecko
                > najwyżej chwilę popłacze, da się przytulić i pogodzić a wyrzucenie
                > przytulanki to świństwo.

                Właśnie to jest dość grząski teren ... Bo tak: tobie się wydaje, że zabrane
                przytulanki jest dużo gorsze niż klaps. Mi też się tak wydaje - gdy wyobrażam
                sobie, że to ja jestem tym dzieckiem. Bezpośrednia reakcja emocjonalna będzie na
                pewno dużo gorsza w przypadku kary z ulubionym pluszakiem.

                ALE tak jak napisałam wcześniej: jako małe dziecko (1 rok- 3 lata) dostawałam
                klapsy. Klaps był narzędziem do "układania". Na innym forum pisałam ostatnio o
                tym, jak to moja mama i babcia uczyły mnie sikać na nocnik - absolutnie zgodnie
                z resztą z ówczesnymi zaleceniami podręcznikowymi. W wieku półtora roku, gdy
                zdarzyło mi się narobić w majtki, dostawałam klapsa. Ot taki trening.

                Kilka lat później, w wieku wczesnoszkolnym: wystarczy krzywa mina mojej mamy w
                sytuacji, gdy coś zrobiłam nie po jej myśli, żebym spanikowana starała się za
                wszelką cenę poprawić to co "spaprałam".
                Strach i starania zdecydowanie wykraczają poza jakąś dziecięcą normę.

                Czy ktoś da sobie rękę uciąć, że ten przesadny strach i starania o akceptację
                nie były wynikiem regularnego klapsowania w bardzo wczesnym dzieciństwie ? Ja nie.
                Dlatego mimo, że stawiając się na miejscu dziecka potrafię sobie wyobrazić, że
                odebranie pluszaka jest bezpośrednią emocjonalną krzywdą dużo większą niż klaps,
                nie mam niestety pewności, czy jeśli chodzi o długofalowe skutki obu kar - żadna
                nie jest zdecydowanie lepsza czy gorsza.
                • gaja78 trochę nieskładnie to napisałam 18.12.07, 15:45
                  powinno być:

                  "Dlatego mimo, że stawiając się na miejscu dziecka potrafię sobie wyobrazić, że
                  odebranie pluszaka jest bezpośrednio emocjonalną krzywdą dużo większą niż klaps,
                  nie mam niestety pewności, czy jeśli chodzi o długofalowe skutki obu kar -
                  któraś jest zdecydowanie lepsza lub gorsza. "
                  • nangaparbat3 Re: trochę nieskładnie to napisałam 18.12.07, 16:06
                    Ja myslę ze "długofalowo" odebranie przytulanki jest nieskonczenie gorsze.
                    Wlasciwie nie tyle myślę, co czuje, jak zwykle, ale moze ktos to zracjonalizuje
                    pieknie.
                    Widzisz, mnie mama nigdy nie uderzyla, ani razu, a zalezna byłam od jej oceny
                    podobnie jak Ty - wiec to jednak na czyms innym polegało. Myslę ze w moim
                    przypadku zle bylo nadmierne skupienie sie na mnie calej rodziny - w rodzinie
                    mamy i w rodzinie taty byłam pierwszym dzieckiem, wyobrazasz sobie to skupuienie
                    uwagi? Ten zbiorowy zachwyt? Dramat po prostu, zero oddechu, potem skutki, nad
                    ktorymi pracuje całe zycie.
                    Ale jednocześnie - skutki pozytywne, juz wiem, ze wszystko ma swoj cień, ale tez
                    chyba wiele spraw ciemnych ma swoje swiatło.
                    • gaja78 Re: trochę nieskładnie to napisałam 18.12.07, 16:09
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Ja myslę ze "długofalowo" odebranie przytulanki jest nieskonczenie gorsze.
                      > Wlasciwie nie tyle myślę, co czuje, jak zwykle, ale moze ktos to
                      zracjonalizuje pieknie.
                      > Widzisz, mnie mama nigdy nie uderzyla, ani razu, a zalezna byłam od jej oceny
                      > podobnie jak Ty - wiec to jednak na czyms innym polegało. Myslę ze w moim
                      > przypadku zle bylo nadmierne skupienie sie na mnie calej rodziny - w rodzinie
                      > mamy i w rodzinie taty byłam pierwszym dzieckiem, wyobrazasz sobie to skupuieni
                      > e
                      > uwagi? Ten zbiorowy zachwyt? Dramat po prostu, zero oddechu, potem skutki, nad
                      > ktorymi pracuje całe zycie.

                      Rozumiem sad

                      Ja też czuję, że to odebranie przytulanki może być długofalowo bardzo złe. Ale
                      jakoś tak ... po prostu boję się uznać, że klaps nie będzie miał tak samo złych
                      skutków. Mam kompletną niejasność w głowie na ten temat. I niestety nie umiem
                      tego zracjonalizować crying
                      • nangaparbat3 Re: trochę nieskładnie to napisałam 18.12.07, 16:28
                        Bo jeszcze chyba nie od rzeczy zapytać, co przez ten "klaps" rozumiemy - dla
                        mnie to jest symboliczne klapniecie dlonia po pupie, pojedyncze i bezbolesne.
                        Ale w innym watku ktoś pisal o klapsach, które w jego wydaniu były dla mnie
                        regularnym laniem, poza które posunac się choc pol kroku dale to juz kryminała.
                        A jeszcze: nie tylko ważne, jak mocno bijesz, ważne, co przy tym czujesz w
                        stosunku do bitego. Polecane w niektorych podręcznikach dla rodziców (tak tak)
                        bicie "na zimno" wydaje mi sie najgorszą formą i w ogóle niepojetą, najbardziej
                        upokarzającą ze wszystkich.
                        Pamietam, jak kiedys maż dał corce leciutkiego klapsa po lapice, ale
                        poprzedzialo to "coruniu, wtstaw raczkę" - ona ufnie wystawila, i on ja
                        trzepnąl. (Skadinad należalo jej się, bo prowokowala nas swadomie i celowo,
                        nabierała w łapkę jedzenie i jak przez maszynke do miesa przepuszczała miedzy
                        paluszkami na podlogę, słysząc nasze "nie wolno" i patrząc nam wyzywajaco w oczy
                        ze stoickim spokojem i jednocześnie ciekawościa uczonego w laboratorium).
                        Wracam do tego leciusieńkiego trzepniecia - to było wstąsajace. Jak chwile
                        później maz sam pwiedział - naduzył jej zaufania. Sam byl wstrzasniety tym, co
                        zrobił - a tylko powtórzył coś, czego sam doswiadczał jako dziecko.
                • camel_3d Re: Powiem tak 19.12.07, 09:07

                  > nie mam niestety pewności, czy jeśli chodzi o długofalowe skutki obu kar - żadn
                  > a
                  > nie jest zdecydowanie lepsza czy gorsza.

                  ja natomiast mam pewnosc ze chyba lepsze to, od "poddania" sie matki woli
                  dziecka. Sa kobiety, tak bezsilne wobec wlasnego dziecka, ze daja soba
                  manipulowac, pozwalaja na dzieciecy terror i nie sa w stanie nic zrobic...
                  • gaja78 Re: Powiem tak 19.12.07, 11:14
                    camel_3d napisał:

                    > ja natomiast mam pewnosc ze chyba lepsze to, od "poddania" sie matki woli
                    > dziecka. Sa kobiety, tak bezsilne wobec wlasnego dziecka, ze daja soba
                    > manipulowac, pozwalaja na dzieciecy terror i nie sa w stanie nic zrobic...
                    >

                    Ale to chyba kompletnie nie na temat jest. Czy może próbujesz powiedzieć, że
                    brak klapsów = postawa matki taka jaką opisałeś ? Jeśli tak, to obawiam się że
                    jesteś w błędzie, bo nie tylko rodzaj stosowanej kary charakteryzuje postawę
                    rodzica wobec dziecka.

                    Można być stanowczym, konsekwentym i kiedy trzeba surowym bez klapsów. Znam
                    namacalne przypadki i ich dzieci, którym to jak najbardziej na zdrowie wychodzi
                    i nie można o nich powiedzieć, że są "rozpuszczone" ani o rodzicach, że są ulegli.
                  • gaja78 Coś jeszcze ... 19.12.07, 11:19
                    Jeśli już chcesz porównywać skrajności ... Te trzy:
                    - regularne długotrwałe klapsowanie upokarzające dziecko,
                    - odbieranie najcenniejszych zabawek za karę (czyli brak szacunku do silnych
                    emocji dziecka)
                    - uległa postawa rodzica dającego sobą manipulować - czasem w konsekwencji czego
                    rodzic staje się dzieckiem a dziecko staje się rodzicem

                    u tego samego dziecka prawdopodobnie zostawiłyby podobny ślad, podobne
                    obciążenie. Podobne konsekwencje w życiu dorosłym.

                    Każda skrajność jest dla dziecka zła.
      • nangaparbat3 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 14:45
        Książka nalezy do najważniejszych w moim zyciu.
        Najważniejszy fragment (nie wiem dlaczego akurat ten, moi rodzice TAKICH rzeczy
        mi nie robili) o rodzicach jedzacych lody.
        • nangaparbat3 to powyzej do Gai N/t 18.12.07, 14:46

        • gaja78 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 14:59
          nangaparbat3 napisała:

          > Książka nalezy do najważniejszych w moim zyciu.
          > Najważniejszy fragment (nie wiem dlaczego akurat ten, moi rodzice TAKICH rzeczy
          > mi nie robili) o rodzicach jedzacych lody.
          >

          Tym bardziej czekam na nią z niecierpliwością smile
          • verdana Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 17:23
            Ale ja tu widzę pewien nienazwany problem. Tym problemem jest w ogóle karanie
            dziecka - moim zdaniem, w 90% wypadków nieodłączna część wychowania. Może są
            osoby, które umieją wychować bez kar, ale ja w to nie bardzo wierzę.
            W pewnym wątku na forum "Wychowanie bez porażek" jedna z matek uznała nawet
            sroga minę za wyraz znęcania się nad dzieckiem i jako taka - niedopuszczalną.
            Są kary, nad którymi nie ma co dyskutować - bicie, poniżanie, pozbawianie rzeczy
            istotnych, pozbawianie miłości - to kary, które niszczą rodzinę.
            Ale inne są dyskusyjne i muszą być dostosowane do temperamentu rodzica i
            dziecka. Moja córka najbardziej ze wszystkiego bała sie patrzenia prosto w oczy,
            tak ze wręcz bałam się stosować tak wyrafinowanej kary. Moim synom mogłam
            patrzeć godzinami w oczy bez wrażenia.
            Dla mnie jedno jest ważne - kary powinny stosowane za czyn dokonany, a przede
            wszystkim nie starać się niczego nauczyć...
            A co do "grzecznego" dziecka mam mieszane uczucia. Trzeba znaleźć tu zloty
            środek, który pozwoli dziecku na wyrażanie własnej opinii, nie robienia
            wszystkiego na rozkaz, ale nauczy też, ze obowiązki trzeba wykonać, nawet jak
            się nie ma najmniejszej ochoty, a własna wolność kończy sie tam, gdzie zaczyna
            sie wolność innych.
            • sir.vimes Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 18:37
              "Dla mnie jedno jest ważne - kary powinny stosowane za czyn dokonany, a przede
              wszystkim nie starać się niczego nauczyć..."

              no właśnie - czym innym jest ukarać dziecko za to , ze zrobiło coś ZŁEGO a czym
              innym za to, ze chce zielone rajstopki zamiast czerwoych.
              • triss_merigold6 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 18:59
                Wiesz w życiowej sytuacji zielone rajstopki będą akurat brudne albo
                z dziurą a wyjść trzeba...zostają szybkie negocjacje, przekupstwo
                albo ubranie siłą w czerwone.
                • grzalka Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 19:55
                  ale ubranie siłą w czerwone to też jest przemoc...
                  • nangaparbat3 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 18.12.07, 21:18
                    Dlatego moje dziecko bardzo wczesnie (najdalej w połowie podstawowki) zaczęlo
                    sobie prać w rączkach zestawy na drugi dzień do szkoly - sama o to zadbała, ja
                    sie zorientowalam jak juz jakis czas to funkcjonowalo, malo spostrzegawcza jestem.
                • grzalka poza tym 18.12.07, 20:00
                  ja tez kiedyś myslałam, że wszystko jest takie proste i oczywiste w
                  wychowaniu, aż trafił mi się egzemplarz, jak to napisała
                  Triss "irytujący"- hałaśliwy, ruchliwy, bez przerwy torpedujący
                  granice, zupełnie nie ragujacy na metody na które tak cudnie reaguje
                  pozostała dwójka

                  i jakby mi się optyka zmieniła- w wątkach o wychowaniu już się tak
                  chętnie i tak kategorycznie nie wypowiadam
                  • myelegans Re: poza tym 18.12.07, 22:03
                    Trzeba wybierac bitwy warte walki, czerwone czy zielone rajstopki
                    nie sa tego warte. Dziecko tez powinno miec JAKAS kontrole nad swoim
                    zyciem i JAKIES wybory.

                    Moj 3-latek wyszedl na mroz w sandalach, bo szedl w zaparte,
                    przekonal sie, ze zimno, szybciutko sam poprosil o kozaki, tak samo
                    bylo z gumiakami w 30-stopniowym upale. Do przedszkola poszedl w
                    pizamie, bo nie chcial sie przebrac, chcial isc w pizamie, zamiast
                    silowac sie w domu, zabralam go w tej pizamie-pajacyku, zabralam
                    rzeczy do torby, i bardzo szybko przebieral sie na miejscu. Do
                    lekarza tez sie ubral w pizame i gumiaki i tez to olalam.
                    Pewne rzeczy spokojnie mozna odpuscic, niech sie ekspresjonuja.
                    Jezeli chodzi o bezpieczenstwo i zdrowie, to tu negocjacji nie ma,
                    to MY rodzice decydujemy.
                    Zachowania stosowne do wieku toleruje, ponad wiek juz nie.
                    Jezeli chodzi o kary, to ja wole konsekwencje wlasnych zachowan i
                    wyborow, nie pozbierane klocki = utrata klockow na 2 dni, po
                    ostrzezeniach. Jasno ustalone reguly gry PRZED, tak zeby wiedzial
                    czego oczekiwac.

                    Nie lubie karac, wole chwalic, ale niekiedy nie ma wyjscia. Mam
                    krotki bezpiecznik na wrzaski i nadpobudliwosc, u wlasnego i innych.
                    Klapsa dalam pare razy, choc sie kiedys zarzekalam, ze nigdy, sama
                    dlonia w twarz. Rozne kary roznie na rozne dzieci dzialaja. Moj ma
                    wysoki poziom bolu, i gdyby to byly klapsy, to musialoby byc potezne
                    lanie, zeby jakis efekt byl. Krzykniecie, owszem, czasami,
                    pozbawienie go mojego towarzystwa za kare na 3 minuty, efekt jest
                    zawsze. Kolezanka ma corke, ktora rozplywa sie w lzach i zalu za
                    grzechy jak mama krzywo popatrzy, moj nawet by nie zauwazyl, ze
                    patrze.
                    • nangaparbat3 Re: poza tym 18.12.07, 22:27
                      Juz pisalam, ze rózne rzeczy ludzie nazywaja "klapsem".
                      Dłonią w twarz - kiedys mowilo sie na to "policzek", kiedys był to powód, by
                      zatrzelic.
                      • myelegans Re: poza tym 19.12.07, 02:04
                        Kurde wymazalo mi. Klapsa dalam w tylek pare razy jak od rodzonego syna dostalam
                        otwarta dlonia w twarz, reka sama mi poleciala, zanim to doszlo do kory
                        mozgowej. Jest impulsywny, tak samo jak ja, w zlosci potrafie rzucic talerzem o
                        podloge i trzepnac drzwiami, wiec go rozumiem, ale ucze, zeby zlosc wyladowywac
                        nie na ludziach, czy zwierzetach.
                        Nie zdawalam sobie sprawy, ile to wychowanie pochlania mentalnej i emocjonalnej
                        energii.
                      • toya_hl Re: poza tym 20.12.07, 00:48
                        Dziecko dlonia w twarz???
                        • toya_hl Re: poza tym 20.12.07, 00:49
                          Juz doczytalam wink
                • sir.vimes Re: Hodowla - czyli nie czuć. 19.12.07, 15:14
                  Wiesz, ja daję do wyboru - zakładasz czapke zieloną lub czarną, reszta jest
                  brudna - i młoda jakos o rozumie, nie domaga sie tej brudnej tylko wybiera z
                  tego co jest.

                  Ale pozwalam wybierać - zawsze pozwalałam. Bo JA jestem dorsła i mogę
                  zrezygnować ze swojej koncepcji kolorystycznej na rzecz szybszego wyjścia z
                  domu, dziecko nie musi do końca rozumieć , ze to się jakoś łąćzy (spóźnienie z
                  kłótnią o czapki czy rajstopki).

                  Przerobiłam wybieranie z pełnej puli (załóż co chcesz) - okazało się
                  konflikogenne (bo tak jak piszesz - często coś jest brudne czy nieuprasowane) -
                  wybieranie z puli ograniczonej okazało się niezłym rozwiązaniem i działamy tak
                  do dziś.

                  Wcześnie wrożyłam samodzielne pranie ręczne majtek czy koszulek - i teraz mała
                  wie, ze jeżeli różowych majtek nie uprała - to ich nie założy. Gdybym
                  sprzedawała trzy szybkie zamiast wytłumaczyć, ze brudne trzeba uprać - do dziś
                  pewnie nie rozumiałaby związku i uważałaby, że nie daję jej założyć konkretnej
                  rzeczy BO TAK CHCĘ.

                  A mi nie zależy na autorytecie Wielkiej Garderobianej, wydającej łaskawie
                  ubrania "BO TAK". Zależy mi by za parę lat umiała sama dbać o swoje ciuchy i
                  jakoś sensownie je dobierać - i tego trzeba nauczyć, bo z kosmosu się "samo nie
                  weźmie".
                  • myelegans Re: Hodowla - czyli nie czuć. 19.12.07, 18:53
                    To zalezy od kategorii wiekowej, 3-latkowi jest gance gal, czy z
                    dziura czy brudne. Generalnie daje mu 2 wybory, ale on ma swoja,
                    niezalezna koncepcje i ja z nim nie walcze, jak nie warto, bo chodzi
                    o wyjscie w przybrudzonych spodniach, w ktorych chodzil caly dzien.
                    albo zestawil sobie gore od pizamy z eleganckimi spodniami. Zrzucam
                    to na jego ekstrawagancje.
                    Moj syn lubi cos ze soba zabrac jak wychodzi z domu, typu mop, albo
                    puste pudelko, nie walcze, daja mu zabrac do samochodu.

                    Bedziemy modyfikowac z czasem, albo sam zrozumie. Tu chodzi o
                    kontrole, moje dziecko jest KOSZMARNIE uparte, zaczynajac sie z nim
                    silowac doszloby do eskalacji, i skonczylo na karnym krzeselku,
                    biciu czy rzucaniu, dyplomacja i spotkanie w pol drogi dzialaja. Ja
                    daje warunek, daje czas, on sie najczesciej zgadza, tak ma zludzenie
                    kontroli, a tak na prawde na moje wychodzi, tylko droga pokojowa.
                    Nie wiem na jak dlugo mi ta strategia wystarczy.
                    Tak samo musze ustawiac limity komputerowe, slodyczowe, spaniowe itd.
                    Mamy system, ktory lepiej czy gorzej dziala, ale spiec fizycznych
                    jest malo.

                    Zreszta klapsy i lanie to jedno, ale jest szara strefa pomiedzy,
                    szarpanie, ciaganie, przytrzymywanie, silowanie sie, to wszystko
                    mozna podciagnac pod kary fizyczne.
            • croyance Re: Hodowla - czyli nie czuć. 19.12.07, 20:15
              Ja w ogole nie lubie pojecia kary, wole pojecie konsekwencji.
              Jesli wloze palec do kontaktu, to fakt, ze kopnie mnie prad nie jest
              kara, ale konsekwencja mojego dzialania.
              Tak samo, jesli na przyklad moj facet by mnei zdradzil, konsekwencja
              jego zachowania by bylo (o czym wie), ze go zostawiam.
              Mysle, ze w przypadku dziecka takie zasady powinny dzialac podobnie:
              ustalamy, ze np. za jakies tam zachowanie nie oglada sie dobranocki,
              i nie jest to kara nalozona przez rodzicow, ale wlasny wybor
              dziecka, czyli konsekwencja jego zachowania, z ktora moglo sie
              liczyc wczesniej.
      • camel_3d IMHO??? 19.12.07, 09:01
        a nie mozesz napisac WMSO?? jak juz tak nowoczesnie ma bycsmile
    • nowa_na_forum Re: Hodowla - czyli nie czuć. 19.12.07, 16:41
      Nie wiem jak inne mamy, ale ja nie daję "trzech szybkich" za to że
      dziecko chce inną czapeczkę czy za to że się guzdrze minutę dłużej
      niż zazwyczaj. Klapsy są rzadkością, ale są i są niezbędne. Ja też
      mam życie, terminy, pracę i nie zawsze mam czas, siły i możliwości
      np. odwoływać wizytę u pediatry tylko dlatego że mały chce oglądać
      Teletubisie. No sorry, ale nie. Pozwalam mu decydować w wielu sprawach
      ale jednak to ja decyduję o tym kiedy on może decydować a nie on.
      I jeśli się upiera to niestety muszę zadziałać siłą. Przemocą. Gwałtem.
      Niemal morderstwem. Sorry, ale takie jest życie.
      Ostatnio dosyć rzadko jestem zmuszona stosować klapsy. Myślę że zdarza
      się to może raz w miesiącu, ale był okres że było znacznie częściej.
      A terapia wodna to prawie codziennie bywała kiedyś tam. Klapsy nie
      działały na histerię smile
      • gaja78 Re: Hodowla - czyli nie czuć. 19.12.07, 16:52
        nowa_na_forum napisała:

        > A terapia wodna to prawie codziennie bywała kiedyś tam. Klapsy nie
        > działały na histerię smile

        Znasz jeszcze jakieś metody hodowlane ? Nie wątpię że terapia wodna jest bardzo
        skuteczna. Z pewnością pozwala osiągnąć niejeden cel. Rodzica.
        Za kilka lat zapewne będzie można gratulować nad wyraz "grzecznego" i potulnego
        jak baranek dziecka.
      • myelegans Re: Hodowla - czyli nie czuć. 19.12.07, 18:57
        nowa_na_forum napisała:

        a co to jest ta terapia wodna? tak z ciekawosci.

        Jak Twoje dziecko to przedszkolak i masz problemy, zeby zdazyc na
        czas, dzieci nie maja poczucia czasu i to nie jest ich wina, to u
        nas sprawdza sie minutnik. Mowisz "masz jeszcze 5 minut na zabawe,
        jak bedie pip, pip idziemy/jemy/ubieramy sie etc" w ten sposob
        zwalasz wine na zegarek, nie na siebie. U nas to dziala swietnie,
        maly juz sam sobie daje czas, chociaz teraz zaczyna negocjowac.
        Keidys skonczyloby sie na totalnej histerii, teraz spokojnie wylacza
        komputer i idzie na kolacje.
        • toya_hl Nowa 20.12.07, 00:59
          Moja ma 2,5 roku i na nia tez to zaczyna dzialac. Wdrozylam,
          wytlumaczylam i sie stosujemy. Ty masz prace i terminy i to dla
          Ciebie jest najwazniejsze, a Twoje dziecko ma Teltubisie i to dla
          niego jest najwazniejsze. Nie jestem za pajdokracja, ale wybacz, Ty
          masz gdzies Teletubisie i chcesz wyjsc, a on moze miec gdzies Twoje
          wyjscie. Temat jest prosty. Teraz trzeba tylko znalesc kompromis.
          Zrobcie to wspolnie. Dziecko trzeba odpowiednio wczesnie przygotowac
          na to, ze bedzie wyjscie. Ja swojej Corce 10 razy przpominam, ze po
          sniadaniu pobawimy sie 20 minut, a potem sie szykujemy i wychodzimy.
          Zawsze sie ociga sie negocjuje, ale ja sie w sumie z tego ciesze
          (teraz, po fakcie) To znaczy, ze moje dziecko ma swoje fajne zajecia
          i zabawy, ktore sa fascynujace, a nie jak pokorne ciele lezie za
          matka i wypelnia dzien tylko jej zadaniami.
      • sir.vimes Zabawne 19.12.07, 19:37
        Ale odnoszę wrażenie, że nie umiesz sobie po prostu poradzic z tym, że dziecko
        nie jest "do dyspozycji" na gwizdek.

        Dziecko nie PRZYGOTOWANE (np. poprzez powtórzenie milion razy) do wizyty u
        lekarza i zaskoczone komunikatem, ze już wychodzicie - zawsze będzie miało
        jakieś ciekawsze rzeczy do zrobienia w tym czasie.
        Dziecku , które ma za pół godziny wyjść z domu nie powinno się włączać TV,; nie
        powinno tez obserwować dorosłych, którzy marudzą, ze muszą coś wyłączyć i do
        ostatniej chwili siedzą przed ekranem lub nawet zakładają przed nim buty...(z
        moich obserwacji wynika , że dzieci najczęściej uczą się takich zachowań od
        własnej rodziny).

        > I jeśli się upiera to niestety muszę zadziałać siłą.

        Karzesz go za to, ze upiera sie przy swoim zdaniu? Czyli nie może decydować.
        Dziecko uczy się komunikacji, uczy się sposobów przekonywania innych do własnego
        zdania. Jeżeli będzie za te próby karane - po prostu się nie nauczy. Za to
        nauczy się , że może robić co chce gdy nie ma w pobliżu "karzącej ręki". Nie
        będzie mieć wewnętrznej motywacji do wykonywania obowiązków - będzie sterowane
        zewnętrznie. Nie tylko przez ciebie.

        > Ostatnio dosyć rzadko jestem zmuszona stosować klapsy.

        W ogóle nie jesteś zmuszona. Wmawiasz to sobie.
        Ale mi nie chodzi o samą karę fizyczną - chodzi mi o sens wychowania dziecka na
        bezmyślnie posłuszne i sterowane z zewnątrz. Widzisz takowy?
        • krwawakornelia Tak naprawde do niebicia 19.12.07, 20:19
          wystarczy odrobine pomyslec.
          Wprowadzic dziecku w miare jasne granice, czy tez jak inni wola
          reguly.
          Nie ma takiej sytuacji ktora usprawiedliwialaby uzycie sily. Nie ma.
          Tak samo jak my nie bijemy kierowcy autobusu, za to ze jest korek na
          ulicy i spoznimy sie do pracy. Tak samo nie mozemy bic dziecka bo
          placze.
          • myelegans Re: Tak naprawde do niebicia 19.12.07, 20:37
            croyance napisał:

            > Ja w ogole nie lubie pojecia kary, wole pojecie konsekwencji.
            Chyba czytalysmy ta sama ksiazke.

            Ja refleksje mam taka, wiekszosc rodzicow idzie totalnie na
            wychowawczy zywiol, powtarzaja schematy wyniesione z rodzinnego
            domu, albo kieruja sie jakas tam rodzicielska "intuicja", w ktora
            wierza bardziej niz ksiazki. Ja tam nauczylam sie wiele z ksiazek,
            sa techniki, ktore mozna z powodzeniem stosowac i dobrac do walsnej
            filozofii rodzicielskiej.
            U nas to dziala, czesto moj maz pytal "a co na to ksiazka?", mamy
            pare ulubionych, ktore konsultujemy. Ja nie mam takiej wiary w moja
            macierzynska intuicje, kar cielesnych nie mam w repertuarze, na
            zywiol pojsc nie chce, a tym bardziej powtarzac mojego domu
            rodzinnego.
      • toya_hl Re: Hodowla - czyli nie czuć. 20.12.07, 00:53
        Ta durna terapia wodna na ostdzenie emocji? No tak, przeciez emocje
        trzeba w dziecku zabic.
    • toya_hl Re: Hodowla - czyli nie czuć- no wlasnie...! 20.12.07, 00:31
      Lepiej nikt tego nie ujal. Wsrod przekrzykujacych sie (to glownie ci
      co sa na TAK),nowy watek i takie madre, logiczne podsumowanie. Ja
      tez nie rozumiem (pisalam o tym komus) jak z powodu jakiegos kilku
      czy kilkunasto minutowego spoznienia gdzies tam mozna dzieciaka
      skarcic w ten sposob? Czym jest jakies spotkanie rodzinne czy lekarz
      w obliczu naszych relacji z dziekciem. A nie lepiej pomyslec, troche
      ruszyc mozgownica i wymyslic cos aby dziecko przestalo histeryzowac
      i poszlo za nami? Postarac sie je zaciekawic, rozsmieszyc... Ja na
      przyklad robie akcje, ze czeka nas wielka przygoooda, ze zobaczymy
      dzisija znow cos nowego, ze trzeba zbadac tez koniki u pani doktor,
      ze jak nie pojdziemy teraz to sie nie dowiemy co sie zmienilo gdzies
      tam, nie spotkamy sie z zabawka u pani doktor. Proste a skuteczne.
      Wystarczy wyjscie zamienic w przygode. Jak dziecko widzi nasz wielki
      entuzjazm a nie nerwowe bieganie tam i z powrotem i zbieranie rzeczy
      na ostatnia chwile, to tez zalapie i raczej zechce zobaczyc co je
      czeka. Takie akcje to tylko na potrzeby typu nieoczekiwane wyjscie
      do lekarza (choc nasza pani doktor jest lubiana) czy do mniej
      lubianej babci wink, bo normalnie to moja corka uwielbia wychodzic,
      jezdzic itd.
      Czesto tez wymagamy od 2 czy 4 latka aby bylo na kazde nasze
      zawolanie, aby bez grymasow wpasowywalo sie w nasz plan dnia, aby
      bylo nieklopotliwe, grzeczne, ciche... Od dziecka oczekujemy, ze ma
      ochoczo brac udzial w naszych wszystkich pomyslach. To moze
      zacznijmy byc interesujacy, co? W przypadku relacji dziecko- rodzic
      nalezy caly czas tak sie starac i zabiegac o to drugie jak w
      przypadku relacji maz-zona. Inaczej bedzie kiepsko. Oczywiscie dlugo
      bedzie tak, ze to my pierwsze musimy zabiegac o to Male bo ono...
      wlasnie jeszcze jest male. Jest na pewnym etapie rozwoju i musimy do
      niego dobierac rozwiazania, a nie do siebie. Troche mniej egoizmu i
      bedzie latwiej. Pospiech, nerwy, gonitwa za wszystkim nam nic nie
      ulatwiaja. Sama gonie za bardzo wiec wiem co mowie wink. O nerwy po
      prostu trzeba dbac. Bo inaczej mamy uczucie, ze dziecko chce nas
      wykonczyc, a ono szybko wyczuwa nasz nastroj i zachowuje sie tak jak
      my. Ja wiem po sobie, ze jak jestem spokojna, jak traktuje corke
      100% serio i jak 100% staram sie (ale na prawde staram) zrozumiec o
      co jej chodzi, nawet awanturka przechodzi w okamgnieniu. Wielu
      rodzicow ma niestety problem z tym, ze dziecko moze miec taka nature-
      moze byc cholerykiem. Ja sama dlugo nie moglam sie pogodzic ze
      sklonnosica do ryzyka mojej corki i tym, ze chce abym uczestniczyla
      we wszystkich jej zabawach. Mialam z tym problem dlatego rozumiem
      jak ciezko jest pojac co autor (dzieciak) czasem ma na mysli wink.
      To co sir.vimes wspomnial na poczatku- cale sedno, cala zla prawda!
      Bije sie dzieci, bo i tak ktos je kiedys uderzy, bije sie bo sie
      oczekuje, ze dziecko zakoduje dokladnie jak pies Pawlowa, bije za
      to, ze czegos nie chce zrobic albo, ze cos zrobilo. A nagradza sie
      kiedy? Jak ktos bijacy czyta, to prosze o odpowiedz.
      I powtarzam. Nie jestem za biciem, bo nigdy nie bralam takiej opcji
      pod uwage, nie bije dziecka bo sama nigdy nie bylam bita, nie bije
      bo je szanuje, choc czasem potrafi mi dowalic smarkata wink, nie bije
      bo nie chce tego robic! Niestety duza czesc bije bo chce, bo uznaje
      taka metode. Ma duzo wiekszy dostep do wiedzy niz nasi rodzice, a
      nie chce jej sie z niej skorzystac.
      Moze warto nie bic chocby dlatego,ze to kiedys WY- rodzice bijacy-
      bedziecie slabsi od dziecka, na stare lata wink? To nie jest smieszne.
      Pozdrawiam.Toya
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka