sir.vimes
18.12.07, 10:20
Z wielkim zdziwieniem czytałam wątek o plusach bicia dzieci.
Moje wnioski - bije się by mieć złudzenie, że na następny raz nastąpi
automatyczna reakcja (jak odruch Pawłowa); bije sie , bo i tak dzieci się
biją; bije sie (czy karci) bo dziecko czegoś nie chce (wykonać jakiegoś
polecania) dużo częściej niż za to, że COŚ (złego) zrobiło.
Czy naprawdę dziecko MUSI działać jak robot?
Nie może zakwestionować potrzeby załozenia danej części stroju (myslę raczej o
~4latku niż roczniaku, oczywiście) czy wykonania danej czynności?
Przeciez nie pozwalając dziecku na "decyzyjność" w drobiazgach w pewien sposób
się je kastruje.
Czemu krzyk z powodu czerwonej czapeczki należy ukoić "trzema szybkimi"? Czy
odmowa załozenia akurat tych rajstopek to dowód , że dziecko jest chuliganem?
Chciałabym , abstrahując od bicia, dowiedzieć się jakie są cele takiego
"wychowania"? Dla mnie to hodowla- i efektem jest małpka, która nie widzi, nie
słyszy, nie komunikuje (na pewno znacie taką figurkę).
Sztandarową historią były anegdoty o dzieciach które opóźniaja wyjście z domu
- np. do lekarza czy ważną uroczystość rodzinną. Osobiście - nie wyobrażam
sobie uroczystości AŻ tak ważnej by kilkuminutowe spóźnienie mogło stać się
tragedią... Co do wizyty u lekarza - czy dziecko nie może się bać? Nawet
dorośli często chodzą np. z próchnicą wymyślając sobie głupie wymówki - chyba
tym bardziej dziecko ma prawo do lęku? Czy ma sens zmuszać do pośpiechyu
biciem czy zakazem - do czego to doprowadzi? Moim zdaniem do sytuacji, w
której dorosły nie będzie czuł wewnętrznej potrzeby wizyty u np. dentysty - a
bata na niego nie będzie.
Czy posłuszeństwo naprawdę jest nadrzędną wartością?