Dodaj do ulubionych

Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa?

18.12.07, 13:18
A moze latwiej byloby tym co klapsuja popisac albo porozmawiac o tym
jakie zachowania naszych pociech powoduja u nich ochote na
sklapsowanie i dlaczego tak sie dzieje.
W dyskusji na temat dlaczego nie etycznym jest klapsowanie
zacietrzewiaja sie tylko coraz bardziej w swoim przekonaniu, a to nie
zbyt daleko prowadzi
Obserwuj wątek
    • aluc Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 13:25
      do klapsa była mnie w stanie doprowadzić jedynie własna złość i
      poczucie bezsilności
      nie postrzegam tego w ogóle w kategoriach zachowania zasługującego
      na klapsa
      • marghe_72 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 14:26
        aluc napisała:

        > do klapsa była mnie w stanie doprowadzić jedynie własna złość i
        > poczucie bezsilności
        > nie postrzegam tego w ogóle w kategoriach zachowania zasługującego
        > na klapsa


        nosz .. znowu się muszę podpisać

        Wsadzanie łapek do kontaktu, wybieganie na ulicę itp też
        usprawiedliwiają klapsa..

        żeby nie było, córka dostała ode mnie kilka razy w tyłe, iks lat
        temu. Dlaczego? Bo tak było najwygodniej, najszybciej .. dla mnie.
        Bo nie miałam siły, chęci, bo mnie poniosło itp. Tyle tylko ,że to
        mnie nijak nie usprawiedliwia.
        Na szczęscie jakiś klapki mi się w mózgownicy pootwierały
        • toya_hl Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 23:41
          To tylko pogratulowac smile. Oby tak zostalo. Dziecko Cie ekstremalnie
          sprawdzilo, a raczej sama sie sprawdzilas. Wyciagnelas wnioski.
          Szkoda, ze niektorzy nie potrafia przyznac, ze klaps to ich wina,
          nie dziecka.
          Pozdrawiam. Toya, mama non- klapsowa wink
          Zaslepki do kontaktow kosztuja grosze, a moga zapobiec takim
          sytuacjom. Ja je zalozylam jak dziecko bylo noworodkiem. Wiec jeden
          powod mi odpadl. Ale to nie do Ciebie Marghe bylo, bo nie czas na
          takie dyrdymaly smile
        • inguszetia_2006 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 13:33
          Witam,
          To trudny temat, bo każdy rodzic ma inne doświadczenia. Są dzieci
          uległe, ciche, potulne jak baranki, które nigdy nie wyprowadzą
          rodzica z równowagi, a są i takie, że przechodząc koło nich myśli
          się; "Jak ja bym go chętnie strzeliła w tyłek". Takim dzieckiem jest
          córka mojej koleżanki. Na początku broniłam dziecka przed jej
          agresją, krzyczałam, upominałam, nie wolno klapsować i takie tam...
          Ale teraz podziwiam ją za stoicki spokój i panowanie nad sobąwink Ja
          bym tego "małego potwora" stłukła na kwaśne jabłko... Wszystko u
          niej jest na "nie", do tego histeryczny płacz, niegrzeczne odzywki,
          wiecznie obrażona twarz i nieposłuszeństwo do kwadratu. Skakanie po
          meblach,siadanie na stole i tym podobne. Na zwrócenie uwagi reaguje
          złością i nie słucha absolutnie nikogo. Była taka odkąd pamiętam...
          Nie ma ADHD. Podziwiam moją koleżankę, że kończy się na klapsach, bo
          jak powiedziała do mnie; "Spadaj"(ma pięć lat)i zwróciłam jej uwagę,
          to zaczęła mnie bić. Skończyło się klapsem mamusinym i dziecko się
          uspokiło. Życie weryfikuje wiele idealistycznych założeń... Nie
          znaczy to oczywiście, że bicie dziecka jest usprawiedliwione. Nie
          jest i nie powinno być! Są tylko okoliczności łagodzące... Jesteśmy
          tylko ludźmi. A dziecko nie ma prawa nas obrażać, zakrzykiwać,ani
          tym bardziej bić. Nawet rodzic-anioł nie wytrzyma.
          Jako "przyszywana" ciocia wiem, że nie wytrzymałabym długo i bez
          klapsów by się nie obyło, choć trudno mnie wyprowadzić z równowagi.
          Dziecko trzeba szanować i kochać, ale dziecka ma też szanować Nas.
          Pzdr.
          Inguszetia
          • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 13:52
            Ignuszetka da sie wypracowac stoicki spokoj, w ten sposob moj syn
            przeszedl ten okres jak opisujesz i powraca on bardzo rzadko.

            Byly czasy ze nawet tesciowa twierdzila ze mnie podziwia za spokoj i
            opanowanie, bo ona juz nie wyrabia

            Nie powiem, bo i mnie puscily nerwy czasami, bo jestemtylko
            czlowiekiem. Zwlaszcza ze praca, dom, budowa i strasznie krnabrne
            dziecko to czasami nadto nawet dla aniola smile

            Jednak udalo sie, teraz coraz czesciej jest dzieckiem o zacchowaniu
            malego aniolka, w przedszkolu pod wzgledem zachowania niemaja nic do
            zarzucenia, wrecz ideal, odbija mu czasami w domu smile
      • grzalka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 19:35
        aluc napisała:

        > do klapsa była mnie w stanie doprowadzić jedynie własna złość i
        > poczucie bezsilności
        > nie postrzegam tego w ogóle w kategoriach zachowania zasługującego
        > na klapsa

        dokładnie tak jak u mnie
    • camel_3d Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 18:47
      hmm...mysle, ze klapsa.. dalbym gdyby mnie dziecko bilo i nie ragowalo na probe
      "przemowienia" do rozsadku, ze to boli. Na 100% bym oddal..oczywiscie bez
      przesady, ale na tyle, zeby poczulo. Jak pisalem u chrzesnicy to podzialalo,
      teraz juz tego nawet nei pamietasmile

      ..a poza tym...ciezko powiedziec...musialbym sie zanlezsc w jakies na prawde
      podbramkowej sytuacji...
      zdecydwoanei wole metode "nieodzywania sie"...
    • epreis Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 19:20
      mój synek dostał ode mnie klapsa 3 razy, raz było to rzeczywiście poczucie bezsilności, byłam sfrustrowana i odreagowałam - żałuję..nigdy więcej tak nie zrobiłam..2 razy były podczas kąpania, syn mimo moich próśb WIELORAZOWYCH,miał niezły ubaw wylewając z brodzika miską wodę na podłogę i zalewając łazienkę, oblewając mnie, wie, ze chlapać może i wtedy zamykam mu drziw prysznica i róbta co chceta ale gdy drzwi się otwierają wody nie wylewamy bo wtedy się myjemy a on celowo wylewał na mnie i na podłogę,syn był wtedy na etapie "sprawdzania" na ile może się posunąć, w domu był aniołem bo w rogu lezy poduszka (która na dobrą sprawę od wielu miesięcy tylko się kurzy bo raczej grzeczny chłopiec z niego jest i wystarczy mu zwrócić uwagę) ale wycwanił się na tyle, że np w sklepie- poduszki nie ma...wie, że go nie biję bo mu mówię że bicie jest złe-zawsze..i w sklepach zaczął odwalac histerie ( na szczęście jakoś mu przeszło,m z resztą nie miał okazji za dużo) ale w wannie nie było żadnej formy kary no bo co- mogłam powiedzieć nie wylewaj wody.najczęściej stosuję metodę mówiąc prosząc kilka razy a gdy czuję że cierpliwość mi się kończy to jest - ostatni raz mówię a potem.." a w wannie co mu powiem? nie umytego go wyciągnę? (ma azs muszę go umyć żeby nasmarować kremem), jak go umyję podłogę ma wycierać (owszem zrobiłby to bo jest chętny do sprzątania ale po kąpaniu? zresztą wylewał tej wody dużo)..wiec powiedziałam,że dam klapa w dupę- nie wierzył, wylał i dostał-nie chodziło o siłę lecz konsekwencję, był w szoku..za kilka dni zrobił to znów i znów historia się powtórzyła..dostał klapa i to był jego ostatni klaps... dostał kilka razy od męża- pewnie ze zdenerwowania, ale rozmawiałam z mzężem na ten temat i raczej małego nie bijemy - nie pozwalam na to nikomu...nie chwalę i nie popieram bicia, ale nie potępiam ludzi któzy czasem dają klapsa bo nie mają siły- mój syn naprawdę jest grzecznym dzieckiem i nie sprawia mi problemów, nie wiem czy gdyby nie było ich więcej miałabym wystarczająco dużo cierpliwości-człowiek jest tylko człowiekiem...i ma prawo do błędów, zresztą sam potem za nie odpowiada
      • marghe_72 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 20:49
        epreis napisała:

        ..2 razy były podczas kąpania, syn mimo moich próśb
        WIELORAZOWYCH,miał niezł
        > y ubaw wylewając z brodzika miską wodę na podłogę i zalewając
        łazienkę, oblewaj
        > ąc mnie,

        pozwolisz, ze spytam - nie mogłas tej miski zabrać?
        • aka10 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 21:37
          Nic.
          • 26magda3 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 18.12.07, 23:40
            - wsadzanie łap do kontaktu, wybieganie na ulice i inne zachowania
            zagrażające życiu dziecka moim zdaniem zasługują na klapsa, jeżeli
            inne metody nie działają - tzw. wybór mniejszego zła
            - gdyby mnie dziecko biło notorycznie to też bym w końcu oddała
            - mój syn czasem gryzie i jeżeli nie przestanie mimo próśb to
            doczeka się, że też go ugryzę..

            klaspa zdarzyło mi się dać, ale uważam to za swoją porażkę... ale
            też nie popadajmy w przesadę - odbieranie dzieci rodzicom, którzy
            czasem dadzą klapsa jest większą szkodą dla dziecka niz ten klpas..
            • toya_hl Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 00:14
              Pozwol, ze wtrace tylko, ze taka zwykla mala rzecz jak zaslepki do
              kontaktu moga zapobiec klapsom, w tej kwestii przynajmniej smile. Ja
              uwazam (a mam dosc ekstremalna corke),ze zarowno wybieganie na ulice
              jak i wkladanie paluszkow do kontaktu, wynikaja z czystej ciekawosci
              dziecka i z tego, ze nie potrafi ono jeszcze przewidziec
              konsekwencji. No bo jak wytlumaczyc 2 latkowi pojecie prądu? Ono
              nieraz moze miec takie grozne w skutkach pomysly, a my niestety
              musimy miec oczy dookola glowy. Moja corka probuje ostro kazdego
              dnia na czym ten swiat polega i na przyklad 100 razy musze jej
              tlumaczyc, ze na glowke sie ze sofy nie skacze, ze farby sie nie je,
              ze termometrem nie rzuca sie przez okno, ze rodzicow/babci/dzieci
              nie mozna bic, popychac, pluc, obrazac itd. Ucze ja, ze na przejsciu
              trzeba patrzec na lewo i prawo czy nie ma auta. Zaczyna to niezle
              rozumiec. Ma 2,5 roku. Stwierdzam, ze dziecko to dla mnie chyba taki
              bonus. Dostalam je aby nauczyc sie w koncu cierpliwosci.
              A latwo to z nasz mala nie jest. To typowy zywczyk. Czesto mam
              wrazenie, ze chce mnie wykonczyc, taka ma energie i parcie na
              konsumpcje szczegolnie tego, co zakazane.
              Nie wiem co musialoby sie stac abym dala klapsa. Wole nawet nie
              prowokowac takich mysli. Nie dalam. Po prostu nie ma go w naszym
              repertuarze. Ja sadze, ze to jest tak, ze jesli ktos w ogole nie
              bierze pod uwage, ze moze w taki sposob karac, nie bedzie tego
              robil. Tak mysle z perspektywy 2,5 lat. No chyba, ze dzieciak zrobi
              cos na prawde zlego + zmeczenie rodzicow + jakies problemy...
              Jestesmy tylko ludzmi i kazdy moze sie w taki sposob pomylic. Dobrze
              gdy jest to pomylka, a rodzic zaluje (nawet jak to bylo kilka razy);
              gorzej gdy bicie uwaza za normlna czesc wychowywania.
              Duzo daje to forum, a zwlaszcza jeden z dlugich watkow, w ktorych
              bylo o biciu. Im wiecej przeczytalam wypowiedzi ZA biciem dzieci nie
              popartych zadnymi trafnymi argumentami, tym bardziej utwierdzalam
              sie w przekonaniu, ze mam absolutna racje nie bijac corki. Z jednej
              strony fajny jest ten watek. Czlowiek czyta i widzi jak dobrze robi,
              ze nie bije, ze wlasciwie wybral. Nie znalazlam ani jednej sensownej
              wypowiedzi, ktora choc cien by polozyla na moich wychowawczych
              postanowieniach. Nie zauwazylam tez aby klaps okazal sie skuteczny.
              Dziecko jest nadal bite, czyli chyba nie pomogl. Dodam tylko, ze
              sama nie bylam bita i to wlasnie procentuje. Jestem silna, mam duze
              poczucie wlasnej wartosci, staram sie nie krzywdzic innych. A to, ze
              zycie i tak da w dupe predzej czy pozniej, to kazdy wie i zaden to
              argument za tym, zeby dawac klapsy.
              Moze choc czesc tych bijacych zrobi sobie takie noworoczne
              postanowienie: NIE BEDE BIC. Dobrze by bylo smile.
              Zgadzam sie, ze odbieranie dzieci rodzicow nie jest dobrym wyjsciem.
              Jest bezsensem. Jest tak samo glupie jak samo bicie. To pojscie na
              skroty. Zamiast uczyc, zabiore dziecko.
              Pozdrawiam. Toya
              • myelegans Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 02:38
                Niewiele, chociaz ja furiat i choleryk jestem, zeby moja umywalka w lazience
                potrafila pisac zostaloby wykropkowane.
                Klapsa dalam 2 czy 3, razy 3-latkowi, jak juz pisalam, chociaz kiedys sie
                zarzekalam, ze nigdy, jak mi tenze 3-latek walnal otwarta dlonia w twarz, jak
                przy nim kleczalam i cos tlumaczylam, co mu sie nie podobalo. Reka mi sama
                poleciala, bez myslenia. NIe jestem z siebie dumna. Maly powiedzial, ze jest mu
                przykro, mnie tez bylo przykro, przeprosilam, chociaz to podobno niewychowawcze,
                ale gdybym tak potraktowala doroslego, a tez mi sie zdarzylo kiedyc uderzyc w
                twarz chlopaka, to tez przeprosilam. Wina moja, nie ma dyskusji, to nie jest
                zachowanie do usprawiedliwiania.

                Poza tym moje dziecko ma wysoki prog bolu, zwykle klapsy splynelyby po nim, bez
                wiekszego wrazenia, zreszta to nie metoda.
                Naturalne konsekwencje dzialaja dobrze, wynegocjowac moge juz prawie wszystko,
                jezeli dam mu zludzenie kontroli. Zamiast walczyc nastawiam minutnik na 5 minut
                i wine zwalam na czas, ja nie jestem "bad guy".

                Nigdy nie mialam impulsu klapsowania przy slynnych kontaktach, czy checi
                wybiegania na ulice, bo zabezpieczalam, albo przewidywalam sytuacje. Nawet w
                buncie 2-latka bylo OK.
                • marghe_72 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 14:16
                  myelegans napisała:

                  NIe jestem z siebie dumna. Maly powiedzial, ze jest mu
                  > przykro, mnie tez bylo przykro, przeprosilam, chociaz to podobno
                  niewychowawcze
                  > ,
                  jak to niewychowawcze?
                  Rodzice nie sa nieomylni, popełniają błęd bla bla bla; przyznanie
                  się do winy i przeproszenie jest IMHO b. wychowawcze..
            • mama-ola Co Wy z tym kontaktem! 19.12.07, 10:44
              > wsadzanie łap do kontaktu, wybieganie na ulice i inne zachowania
              > zagrażające życiu dziecka moim zdaniem zasługują na klapsa

              Zupełnie nie wiem, czemu wsadzanie łap do kontaktu wywołuje w
              rodzicach takie ekstremalne zachowanie, taką panikę, agresję, taki
              mus _n a t y c h m i a s t o w e g o_ rzucenia sie do działania.
              (Co rozumiem przy ulicy).

              Powiedzmy to sobie wyraźnie - wsadzanie paluchów do kontaktu niczym
              nie grozi! Po pierwsze, paluszek dziecka (nawet 18-m-cznego) jest
              grubszy niż dziurka od kontaktu. Po drugie, aby przebiegł prąd,
              trzeba zamknąć obieg - dziecko musiałoby wsadzić jednocześnie dwa
              palce, każde do innej dziurki. I wytrwać chwilę w takiej pozycji.
              Taki macie zdolne manualnie dzieci?

              Od kontaktu trzeba dzieci odganiać, zgoda, ale nie ma
              najmniejszejszej potrzeby robić tego pośpiesznie.

              Gdy byłam już sporą dziewczyną, zrobiłam takie doświadczenie.
              Wzięłam drut i wsadziłam jedną końcówkę do jednej dziurki i drugą
              końcówkę do drugiej dziurki - cały czas trzymając drut w ręce.
              Wiecie co się stało? Ja wiem, bo sprawdziłam smile Wywaliło korki.
              Prąd mnie nie popieścił. NIC MI SIĘ NIE STAŁO - tego posta piszę
              obiema rękami smile

              Więc proszę - nie wymieniajcie kontaktu i ulicy jednym tchem.
              • alanta1 Re: Co Wy z tym kontaktem! 19.12.07, 11:21
                mama-ola napisała:


                > Wywaliło korki.
                > Prąd mnie nie popieścił. NIC MI SIĘ NIE STAŁO - tego posta piszę
                > obiema rękami smile
                >
                > Więc proszę - nie wymieniajcie kontaktu i ulicy jednym tchem.

                Są instalacje różnego typu, jedne mają zabezpieczenia różnicowo-prądowe (te
                nowsze), inne nie mają. Trafiłaś widocznie na nowszą instalację, ciesz się, że
                żyjesz...
                • mama-ola Re: Co Wy z tym kontaktem! 19.12.07, 12:26
                  No, ja akurat zrobiłam coś ekstremalnego, nie zaprzeczam. Byłam już
                  nastolatką, jak coś takiego mi strzeliło do głowy. Blok z lat 70.,
                  nie wiem jak instalacja.

                  Chciałam tym przytkładem pokazać, że nawet robiąc tak ekstremalne
                  rzeczy, można przeżyć bez szwanku. A małe dziecko czegoś takiego nie
                  robi. Mam dziecko, to wiem. Mój syn włącza i wyłącza światełko na
                  przedłużaczu-listwie, wyciąga kabel od radia, dotyka kontakt palcem
                  (dziurka o średnicy 2 razy większej niż jego paluszek) oraz wkłada w
                  dziurkę swój plastikowy śrubokręt (usiłuje wkładać). NIC MU PRZY TEJ
                  ZABAWIE NIE GROZI. Oczywiście odganiam, nie pozwalam, tłumaczę,
                  zabraniam itd. Ale nie ma pośpiechu. I nie ma uzasadnienia dla
                  klapsa.
                  • nowa_na_forum Re: Co Wy z tym kontaktem! 19.12.07, 16:28
                    No nie wiem, jak bobas przytrzyma sie kaloryfera a palec wsadzi akurat
                    do dziurki gdzie jest faza to bedziesz miala upieczone dziecko. lepiej
                    nauczyc, ze kontakty sa niebezpieczne, wowczas byc moze nie wpadna do
                    glowy pomysly ze wsadzaniem w nie drutu.
                    • aka10 Re: Co Wy z tym kontaktem! 19.12.07, 19:36
                      nowa_na_forum napisała:

                      > No nie wiem, jak bobas przytrzyma sie kaloryfera a palec wsadzi
                      akurat
                      > do dziurki gdzie jest faza to bedziesz miala upieczone dziecko.
                      lepiej
                      > nauczyc, ze kontakty sa niebezpieczne, wowczas byc moze nie wpadna
                      do
                      > glowy pomysly ze wsadzaniem w nie drutu.

                      Kontakty sie ZABEZPIECZA, np. czyms takim:
                      www.ikea.com/se/sv/catalog/products/20098963
                  • srebrnarybka Re: Co Wy z tym kontaktem! 21.01.08, 17:51
                    To, ze synkowi ileś razy się udało, nie znaczy, że za którymś razem
                    nie trafi się nieszczeście. Kontakty powinny być zabezpieczno, litwy
                    nie powinny być w zasięgu reki dziecka. Jeżeli tak nie jest, jest to
                    karyodne zaniedbanie i uważam, że w razie nieszczęscia, rodzice za
                    coś takiego powinni odpowiadać sądownie. A w każdym razie jest to
                    narażenia dziecka na dużo większe niebezpieczeństwo, niż klaps
                    (któego, rzecz jasna, nie zalecam).
                  • weronikarb Re: Co Wy z tym kontaktem! 22.01.08, 10:31
                    a niech bedzie przebicie w kablu? dziecko moze zabic.
                    Ja tez niemam zabezpieczonych kontaktow, listwy w zasiegu lapek.
                    Jednak mimo tego ze syn uwielbia wszystko sprawdzac co mowie na
                    wlasnym doswiadczeniu, tego akurat nie sprawdza.
                    Chce lampke wlaczyc oki, ale do kontaktu wsadzam JA on ma od tego
                    przycisk - plastikowy.

                    Z pradem niema zartow
              • 26magda3 Re: Co Wy z tym kontaktem! 22.12.07, 17:17
                dla zainteresowanych wink
                - mam kontakty pozatykane i nidgy dziecko nie dostało za wsadzanie
                tam łapek, ale gdyby jednak to robiło to bym przylała i tyle...
                - na ulice też mi żadne nidgy nie wybiegło, ale pemietam jak raz z
                bratem uciekliśmy mamie i biegdliśmy aż do ulicy, potem ja sie
                zatrzymałam a brat zatrzymywany przez ludzi nadal pchał się prosto
                pod samochody - dostaliśmy za to i swoim dzieciom też bym za taki
                numer w tyłek dała - aczkolwiek jeszcze nie musiałam...
                narazie sytuacji w których musiałabym przylać nie miałam ale
                zdarzyło się że nerwy wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem...
            • marghe_72 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 14:14
              26magda3 napisała:

              > - wsadzanie łap do kontaktu, wybieganie na ulice i inne zachowania
              > zagrażające życiu dziecka moim zdaniem zasługują na klapsa, jeżeli
              > inne metody nie działają - tzw. wybór mniejszego zła


              to i ja sie wtrącę
              bałabym się, że pod moją nieobecność (moją i mojej ręki co to klapsy
              daje) dziecko jednak łapy do kontaktu by wsadziło / wybiegło na
              ulicę..
              Ono musi zrozumieć dlaczego niektórych rzeczy się nie robi. Musi
              wiedziec, ze nie dlatego, że mama się bedzie złościc i przyfasoli w
              tyłek.. tylko dlatego, że to niebezpieczne.
              • srebrnarybka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 21.01.08, 17:53
                Oczywiście, że musi rozumieć, ale wtedy, kiedy jest w stanie
                zrozumieć. Widzę już dwulatka, któremu tłumaczysz, że prąd może go
                porazić, bo dwulatek świetnie wic, co to jest prąd i porażenie. Ale
                nie trzeba tłumaczyć, tylko zabezpieczyć kontakty.
                • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 10:37
                  tak wie co to prad i porazenie. Moze nie na wlasnej skorze ale
                  pokazywalismy jak to wyglada w kablach, rysunkiem opowiesciami.
                  Zrozumial i uwierzyl. Wybieganie na ulice tez bylo proste do
                  wytlumaczenia, postawilam go przed zapalonym autem i tlumaczylam
                  pokazujac jego wielkosc i jego malosc.
                  Pozniej widzial w TV ze istnieja wypadki - nie makabryczne i
                  szczegolowe

                  Ma 4 lata, sam nie przejdzie przez ulice, czeka az pod mu dorosly
                  lapke oraz maly spojrzy w prawo lewo

                  A jes naprawde zywym srebrem.

                  Dziecko nalezy traktowac jak osobe a nie jak bezrozumna malpe

                  Wystarczy tlumaczyc
                  • srebrnarybka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 10:46
                    Czterolatek ocywiście, że jest w stanie zrozumieć, to oczywiste,
                    przed 4latekim to już nawrt bym nie zbiezpieczła kontaktów. Ale w
                    poście była mowa o dwulatku. Chyba jednak rozwój umysłowy dwulatka i
                    czterolatka się różni.

                    Wybieganie na ulice tez bylo proste do
                    > wytlumaczenia, postawilam go przed zapalonym autem i tlumaczylam
                    > pokazujac jego wielkosc i jego malosc.
                    > Pozniej widzial w TV ze istnieja wypadki - nie makabryczne i
                    > szczegolowe
                    - ciekawa jestem, czy nazywasz to bezstressowym wychowaniem? I
                    rozumiem, że Twoim zdaniem większym stressem jest stanowcze
                    krzyknięcie na dziecko zawsze jak wbiega na ulicę i trzymanie go za
                    rękę zawsze, jak się przechodzi, mówiąc zresztą, że jeżdżą
                    samochody, niż to, co zrobiłaś. Ja w dzieciństwie jeźdiłam nad
                    morze, wymagało to przesiadki w Pucku, gdzie trzeba było przebiec
                    przez przejście na torach przed zapaloną lokomotywą spalinową
                    pociągu. Działo się to w czasie planowego postoju, przechodziła cała
                    gromada ludzi, więc wiadomo było, że pociąg nie ruszy. Przez wiele
                    lat bałam się tego straszliwie i przeżycie to pozostawiło we mnie
                    głęboki uraz. Ciekawa jestem, co Twój syn powie na temat Twoich
                    metod wychowawczych za kilkanaście lat.
                    • srebrnarybka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 10:48
                      P.S. Jako dziecko nigdy nie WIDZIAŁAM wypadku samochodowego, bo moi
                      rodzice nie mieli TV. Dwa razy przed ukończeniem 10 toku życia
                      USŁYSZAŁAM jakąś opowieść o wypadku i za każdym razem był to dla
                      mnie wielki szok.
                      • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 12:13
                        No to ja widzialam wypadek samochodowy - smiertelny w wieku ok. 7
                        lat, jak sie obudzialm podnioslam glowe a naprzeciw okna lezal trup.

                        Mieszkalam 5 metrow od trasy Katowice - Poznan
                        Moi sasiedzi gineli zabijani przez wlasna bezmyslnosc, dzieci przez
                        brak nauki o przechodzeniu.

                        Moj syn sie pociagu nie boi, auta tez - ale siedzac w srodku a nie
                        wbiegajac pod nie
                        • srebrnarybka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 12:36
                          No to ja widzialam wypadek samochodowy - smiertelny w wieku ok. 7
                          > lat, jak sie obudzialm podnioslam glowe a naprzeciw okna lezal
                          trup.
                          >
                          > Mieszkalam 5 metrow od trasy Katowice - Poznan
                          - mnie rodzice zaniedbywali, bo nie wozili mnie w takie miejsca,
                          żebym sobie pooglądała.

                          Moi sasiedzi gineli zabijani przez wlasna bezmyslnosc, dzieci przez
                          > brak nauki o przechodzeniu.
                          - naturalnie, że byłam uczona jako dziecko, że nie przechodzi się
                          samemu, bo to niebezpieczne, ale w tym wieku, w którym 1.
                          rozumiałam, 2. mogłabym rzeczywiście próbować przechodzić
                          samodzielnie. Jak miałam 2 lata, to 1. nie chodziłam samodzielnie po
                          ulicy, tylko pod opieką, zwykle na dalszą trasę w wózku spacerówce,
                          a na bliższą - było tak zawsze, że na ulicy mama trzymała mnie za
                          rękę, biegać mogłam dopiero w parku. To naprawdę nie miało
                          znaczenia, czy w wieku 2 lat rozumiałam, co to jest wypadek
                          samochodowy, skoro byłam zwyczajnie nauczona, że na ulicy nie
                          wybiega się na jezdnię, tylko idzie pod rękę z mamą. Jak byłam
                          starsza, właśnie pewnie ok. 4 lat, to już nie zawsze trzymałam się
                          opiekuna, ale już wiedziałam, że po jezdni się nie chodzi. Zresztą
                          ja zwykle rozmawiałam z osobą, z którą szłam, więc skoro ta osoba
                          nie wbiegała na jezdnię, to i ja nie wbiegałam.

                          Moj syn sie pociagu nie boi, auta tez - ale siedzac w srodku a nie
                          > wbiegajac pod nie
                          - ja też pociągu się nie bałam jako dziecko, bo dużo podróżowałam.
                          Ale opowiedziałam o tej sytuacji na przejściu w Pucku, bo tam
                          musiałam, pod opieką mamy i w gromadzie ludzi, przechodzić przed
                          zapalonym motorem i tego bałam się straszliwie. Więc nie
                          fundowałabym dziecku niepotrzebnych urazów.
                          • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 14:03
                            > - mnie rodzice zaniedbywali, bo nie wozili mnie w takie miejsca,
                            > żebym sobie pooglądała.

                            A gdzie pisalam, ze rodzice mnie wozili, albo ja syna?
                            Pisalam co ja widzialam i wolalabym aby moj syn nie lezal na ulicy
                            pod autem. Widocznie masz grzeczne dziecko, co idzie za reke. Moj
                            potrafi isc grzecznie i momentami niespodziewanie wyrwac sie bo np.
                            zobaczy ptaszka na plocie - jest to chwila moment, gdyby nie
                            wiedzial ze na ulice niemozna i polecial na nia to nie byloby co
                            zbierac w ciagu sekundy, gdyby nie swiatla to nei przeszlabym nigdy
                            przez ulice, bo w MIARE spokojnie jest w nocy - bo moja mama nadal
                            tam mieszka i jestesmy czesto, takze czesto nim sie opiekowala.

                            Opisalam w skrocie jak mu tlumaczylam co potrafi zrobic auto,
                            zrozumialas to jkakbym conajmniej mu horror opowiadala.

                            No coz jak pisalam wyzej widocznie mam wibitnie zdolne dziecko, bo w
                            wieku 2 lat mial wytlumaczone dlaczego nei wolno i zrozumial.

                            Ucze syna wszystkich mozliwych do przewidzenia zagrozen, a tych co
                            nie potrafie to ni ekarze uzywac.

                            No coz etz duzo podrozowalam, paktycznie nim poszlam do szkoly to
                            conajmniej raz na 2 miesiace jechalam pociagiem w dluaga trase,
                            roznie si ekiedys przechodzilo na malych stacyjkach i niemam z tego
                            powodu traumy.
                            Widocznie jestes z innej gliny, bo zeby mnie przestraszyc to trzeva
                            bylo sie sporo postarac, tak tez jest z synem. Boi sie tylko tego
                            czego nie potrafi zrozumiec, dlatego wole wytlumaczyc i pokazac niz
                            zeby sie bal.

                            Dziecka nei jest czlowiek w stanie upilnowac, bo najczesciej to jest
                            chwila moment, a zwlaszcza zywego srebra.

                            Dlatego wolalam go uczyc niz chowac przed nim czy zakazywac

                            A codo TV, nie mam pogardy o to ze go niemasz, tylko zgadlam ze
                            niemasz, bo niemasz pojecia o tym ze jak si ego ma to na ogol
                            dziecko tez widzi co w nim leci
                            • srebrnarybka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 14:20
                              Opisalam w skrocie jak mu tlumaczylam co potrafi zrobic auto,
                              > zrozumialas to jkakbym conajmniej mu horror opowiadala.
                              - to, co opisałaś, to dla dziecka mniej niż 4letniego, bo rozumiem,
                              ze opowiadałaś mu to już jakiś czas temu, to jest horror i uważam,
                              że na taki horror dziecka nie należy narażać.

                              Ucze syna wszystkich mozliwych do przewidzenia zagrozen - j. w.

                              No coz jak pisalam wyzej widocznie mam wibitnie zdolne dziecko,
                              Moj
                              > potrafi isc grzecznie i momentami niespodziewanie wyrwac sie bo
                              np.
                              > zobaczy ptaszka na plocie - jest to chwila moment, gdyby nie
                              > wiedzial ze na ulice niemozna i polecial na nia to nie byloby co
                              > zbierac w ciagu sekundy,
                              - przecież to jest sprzeczność. Jeżeli jest tak wybitnie zdolny, ze
                              w wieku 2 lat zrozmiał, co to wypadek samochodowy, to jezcze łatwiej
                              zrozumiałby, że nie wbiega się na jezdnię, tylko idzie z mamą.
                              Jeżeli z jednej strony wyrywa się, widząc ptaszka, a z drugiej
                              rozumie, to ja nie rozumiem.

                              Dlatego wolalam go uczyc niz chowac przed nim czy zakazywac
                              - oczywiście, że dziecko trzeba uczyć o zagrożeniach, ale lepiej też
                              niektóre zagrożenia ograniczyć, np. te kontakty. Bo może jednak
                              2latkowi zamiesza się w głowie od tych nauk i nie wszystko spamięta.

                              codo TV, nie mam pogardy o to ze go niemasz, tylko zgadlam ze
                              > niemasz, bo niemasz pojecia o tym ze jak si ego ma to na ogol
                              > dziecko tez widzi co w nim leci
                              - ja telewizor mam, tylko w niem nie "leci". Telewizor otwiera się
                              na określone programy, zresztą rzadko. Jeżeli dziecko ogląda
                              wszystko, co leci, to ogląda z pewnością wiele nieodpowiednich dla
                              niego programów.
                              • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 23.01.08, 07:36
                                no coz trudno komus cos pisac jak ono nie bardzo rozumie slowo
                                pisane. Wiec ci to wyloze tak aby dotarlo
                                `
                                Horror dla mojego dziecka jak sie go czym straszy a on tego nei
                                rozumie. Typu nei wybiegaj na ulice bo tam ci sie cos stanie - a co?
                                Byloby pytanie . Auto cie najedzie, a poco ? itd.
                                Dlatego wolalam go postawic najpierw kolo auta i pokazac roznice
                                wielkosci, pozniej postawic przed nim i pokazac ze takie duze auto
                                moze uderzyc, a to moze wtedy mocno bolec, moze wtedy trafic do
                                szpitala dostawac zastrzyki itd. itd.
                                Taka wizualizacja do dziecka bardziej dociera anizeli ze nie wolno
                                bo mama nie kaze. MOze to innym dzieciom wystarczy - mojemu nie

                                > zobaczy ptaszka na plocie - jest to chwila moment, gdyby nie
                                > > wiedzial ze na ulice niemozna i polecial na nia to nie byloby co
                                > > zbierac w ciagu sekundy,
                                > - przecież to jest sprzeczność. Jeżeli jest tak wybitnie zdolny,
                                ze
                                > w wieku 2 lat zrozmiał, co to wypadek samochodowy, to jezcze
                                łatwiej
                                > zrozumiałby, że nie wbiega się na jezdnię, tylko idzie z mamą.
                                > Jeżeli z jednej strony wyrywa się, widząc ptaszka, a z drugiej
                                > rozumie, to ja nie rozumiem.

                                Jak byk pisze NA PLOCIE - u nas plot nie wystepuje na ulicy, wiec
                                wyrwie sie i poleci bo wi eze moze bo to nei ULICA.
                                Gdyby dziecko nei bylo nauczone wtedy kierunek biegu bylby
                                przypadkowy calkowiecie - teraz jzu wiesz o co chodzi?


                                Mamy mieszkanie bardzo malutkie i gdy ja ogladam to maly chce czy
                                nie widzi co leci, musialabym zniej zrezygnowac calkowicie, bo
                                dziecko nei posiada wlasnego pokoju, nawet gdyby takowy mialo i tak
                                woli przebywac z nami, bo moze z nami rozmawiac

                                A ogladnij informacje jakiekolwiek gdzie niema wypadku.

                                Acha moj 2 latek mowil juz pelnymi zdaniami
                              • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 23.01.08, 07:40
                                > Dlatego wolalam go uczyc niz chowac przed nim czy zakazywac
                                > - oczywiście, że dziecko trzeba uczyć o zagrożeniach, ale lepiej
                                też
                                > niektóre zagrożenia ograniczyć, np. te kontakty. Bo może jednak
                                > 2latkowi zamiesza się w głowie od tych nauk i nie wszystko
                                spamięta.
                                >

                                Tak sporo ograniczylam - kluczyki od auta wisza tak wysoko aby nie
                                dosiegnal po tym jak jako 1,6 roczniak odpalil samodzielnie auto.

                                Jako 2 latka nie zostawialam samego na podworku
                                Jako 2 latka mial zakaz podchodzenia do betoniarki
                                No i mielismy okno zabezpieczone oraz drzwi na klucz (oknem wyrzucal
                                co mial pod reka, a schody mamy strome i po ciemku moglby spasc)

                                Wiecej nie pamietam jakis zakazow dlugoterminowych, reszta to biezaca
                    • weronikarb Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 12:10
                      tiaaaaa lepiej walnac w tylek i miec z glowy co??

                      Moj am teraz 4 lata, a edukacje zaczelam jak zaczal chodzic - mial
                      12 m-cy.
                      I nie bylo problemow z elektrycznoscia - nigdy.
                      Chyba mam wybitne dziecko smile

                      Nie da sie bezstresowo dziecka wychowac - zycie samo w sobie jest
                      sporym steresm smile

                      A czepilas sie oczywiscie wypadkow w TV - podejrzewam ze niemasz w
                      domu TV co?

                      Ja mam i jest wlaczone i tym samym widzi jak
                      leca "Fakty" "wiadomosci" czy inne programy informacyjne a tam sa
                      wypadki.
                      Nie puszczam mu z plyt wypadkow aby sie naogladal - bo mysle ze tak
                      moja wypowiedz zrozumialas.

                      I wyobraz sobei ze to iz nie traktuje go jak malpke, mialam 2 latka
                      ktorzy slyszac go mysleli iz maja do czynienia z dzieckiem
                      conajmniej 4 letnim

                      Na szczescie przez ten okres czasu moje dziecko nie mialo powaznego
                      wypadku, choc pomysly mialo diabelskie
                      • srebrnarybka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.01.08, 12:28
                        tiaaaaa lepiej walnac w tylek i miec z glowy co??
                        - nie pisałam, że lepiej walnąć w tyłek. Sądzę, że co do
                        elektryczności, to dopóki dizecko nie jest w stanie zrozumieć, co to
                        prąd i porażenie, a 2latek nie jest w stanie zrozumieć
                        abstrakcyjnego dlań pojęcia (prądu przecież nie widział), lepiej
                        kontakty zabezpieczać i oczywiście tłumaczyć, w którymś momencie
                        zaskoczy. $latek naturalnie rozumie, co to prąd (oczywiście zgodnie
                        z jego wiekiem, bo co to jest naprawdę, to i profesorowie fizyki nie
                        rozumieją).

                        Nie da sie bezstresowo dziecka wychowac - zycie samo w sobie jest
                        > sporym steresm smile - zgadzam się w 100 %

                        A czepilas sie oczywiscie wypadkow w TV - podejrzewam ze niemasz w
                        > domu TV co?
                        - TV mam, chociaż mogłabym nie mieć. Ciekawe, dlaczego ewentulany
                        brak telewizora wzbudza taką pogardę?

                        Ja mam i jest wlaczone i tym samym widzi jak
                        > leca "Fakty" "wiadomosci" czy inne programy informacyjne a tam sa
                        > wypadki.
                        - nie wiem, czy to są programy odpowiednie dla dzieci.

                        I wyobraz sobei ze to iz nie traktuje go jak malpke,
                        - ?????? czy zaklejenie kontaktów bodaj przylepcem i trzymanie
                        dziecka za rękę, jak się przechodzi przez ulicę, to objaw
                        traktowania jak małpkę?
        • epreis Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 20.12.07, 21:36
          oczywiście, że możesz zapytać. zapomniałam, że trzeba tu pisać ze
          szczególami bo niektóre jesteście strasznie czepialskie..no więc-
          miskę mu zabrałam ale jak masz dziecko to powinnaś wiedzieć, że
          dzieci mają ogromną fantazję i możesz zabrać wszystko ale żeby z
          brodzika (choć wcale nie jest tak płytki) wylać wodę wystarczy
          mocniej tupnąć nogą (niby nie chcący po umyciu syry
          energiczniej "położyć" ją do wody)..zresztą tak naprawdę dostał tego
          klapsa raczej nie za wylewanie tylko aby mu pokazać, że ja nie
          żartuję i to co mówię to mówię poważnie. bo on też po ostrzeżeniu
          chlapnął tylko dlatego, uważnie mi się przyglądając czy zrobię to co
          obiecałam..teraz wie..np, jeśli prosi mnie o czekoladę a jest przed
          obiadem, to wystarczy,że powiem raz ew. dwa razy, nie i koniec
          rozmowy.chodziło mi o to, żeby wiedział, że jestem konsekwentna.w
          drugą stronę też-jak obiecałam mu, że zakupów przyniosę mu biedronkę
          (zapominając że przed świętami są mikołaje, renifery, bałwany a z
          biedronkami ciężko) to przeszłąm caaałe miasto a tą biedronkę mu
          znalazłam...
          • marghe_72 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 21.12.07, 15:12
            epreis napisała:

            > oczywiście, że możesz zapytać. zapomniałam, że trzeba tu pisać ze
            > szczególami bo niektóre jesteście strasznie czepialskie..no więc-
            > miskę mu zabrałam ale jak masz dziecko to powinnaś wiedzieć, że
            > dzieci mają ogromną fantazję i możesz zabrać wszystko ale żeby z
            > brodzika (choć wcale nie jest tak płytki) wylać wodę wystarczy
            > mocniej tupnąć nogą (niby nie chcący po umyciu syry
            > energiczniej "położyć" ją do wody)

            zawsze jestes tak agresywna?
            To Ty napisałaś o misce..


            ..zresztą tak naprawdę dostał tego
            > klapsa raczej nie za wylewanie tylko aby mu pokazać, że ja nie
            > żartuję i to co mówię to mówię poważnie. bo on też po ostrzeżeniu
            > chlapnął tylko dlatego, uważnie mi się przyglądając czy zrobię to
            co
            > obiecałam..teraz wie..np

            o klapsach pisałam dziesiątki razy, nie mam siły sie powtarzać.
            Są inne , mądrzejsze metody

            , jeśli prosi mnie o czekoladę a jest przed
            > obiadem, to wystarczy,że powiem raz ew. dwa razy, nie i koniec
            > rozmowy.

            Nie bardzo rozumiem
            Przy czekoladzie wystarczy , że powiesz a przy kąpieli nie?
            czy może w kwestii czekolady też wczesniej zastosowałaś klapsa i
            teraz są "efekty"?

            chodziło mi o to, żeby wiedział, że jestem konsekwentna.w
            > drugą stronę też-jak obiecałam mu, że zakupów przyniosę mu
            biedronkę
            > (zapominając że przed świętami są mikołaje, renifery, bałwany a z
            > biedronkami ciężko) to przeszłąm caaałe miasto a tą biedronkę mu
            > znalazłam...

            Konsekwencja jest bardzo istotna.
            Ale nie poparta klapsem
            • epreis Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 21.12.07, 18:00
              nie jestem agresywna ale ty bardzo bojowo nastawiona, jak już tak
              KONKRETNIE czepiasz się wszystkiego to powinnaś przeczytać- 3 razy
              dostał klapsa..i ja również ich nie popieram..zresztą na moje
              dziecko takie "restrykcyjne" metody tak naprawdę nie działają,
              kiedyś jak mąż miał zły dzień i się zdenerwował, powiedział małemu -
              zaraz dam ci klapsa w dupę, to bąbel wystawił pupę i mówi- masz,daj
              mi smile a jak nie chciał sprzątać i powiedziałam, że zabiorę zabawki,
              i w końcu zaczęłam je zbierać to sam mi przynosił i - zabierz mi to
              i jeszcze to i jeszcze to...mojemu dziecku łatwiej się tłumaczy,
              aczkolwiek nie potępiam tych którzy KILKA razy dali tego klapsa bo
              wiem, że można być tak zmeczonym,że czasem nie ma się siły myśleć
              nad innymi rozwiązaniami.... i generalnie hm..jest mnóstwo wątków o
              biciu tu rozpoczętych które założono po to by potępiać/bronić
              klapsów- nie wypowiadałam się bo jak powiedziałam nie potępiam ale
              nie jestem zwolenniczkom. ten jest zatytuowany wyraźnie - "co naj
              jest w stanie doprowadzić do klapsa" więc napisałam, jeśli chcesz
              się powyżywać i pokazać to jaką jestes idealną matką to przejdź na
              inne wątki i tam krytykuj i oceniaj...i łatwo mieć mnóstwo
              cierpliwości do dziecka gdy odreagowujesz na innych tu na forum...
              • marghe_72 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 22.12.07, 00:09
                epreis napisała:

                > nie jestem agresywna ale ty bardzo bojowo nastawiona, jak już tak
                > KONKRETNIE czepiasz się wszystkiego to powinnaś przeczytać

                Ja bojowo?
                Naprawdę daleko mi do tego.
                Ot , zadałam Ci pytanie.


                ten jest zatytuowany wyraźnie - "co naj
                > jest w stanie doprowadzić do klapsa" więc napisałam, jeśli chcesz
                > się powyżywać i pokazać to jaką jestes idealną matką to przejdź na
                > inne wątki i tam krytykuj i oceniaj...


                Pisząc na forum musisz się liczyc z ewentualnymi komentarzam i
                pytaniami

                zadawanie pytań to wyżywanie się?
                Interesujące.

                Dlaczego sądzisz , że uważam sie za idealną matkę?

                i łatwo mieć mnóstwo
                > cierpliwości do dziecka gdy odreagowujesz na innych tu na forum

                a. gdzie wyczytałaś , że mam mnóstwo cierpliwości?
                b. Co ma ew. cierpliwośc do odreagowywania na forum? bo nie mogę
                zrozumiec
    • triss_merigold6 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 10:59
      Ugryzienie znienacka. Potomek miał taka fazę, że podchodził,
      przytulał się i nagle ciachał mnie w dupę albo w udo, bolało
      konkretnie więc po tysiącu próśb, gróźb i odsuwaniu kiedyś mu
      odruchowo strzeliłam.
      Atak histerii z niczego tj. bez żadnego racjonalnego powodu w nocy -
      zły sen nie, pić nie, jeść nie, na ręce nie, przytulić nie, zostawić
      do wyryczenia się nie... po godzinie zabawy dałam konkretnego
      klapsa. Dwulatek popłakał jeszcze chwilę tym razem juz mając powód,
      uspokoił sie i zasnął. Klasyczna histeria, dorosłej osobie też bym
      strzeliła, bo pomaga wyjść z takiego amoku.
      • mmala6 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 11:38
        jak wpada w histerię połączoną z biciem i rzucaniem przedmiotami,
        jak wpada w trans, że się nie potrafi uspokoić to daję mu klapsa
        na 'otrzeźwienie'. I wtedy od razu się uspokaja, łka 'mama udeziła w
        pupke', za chwilę przeprasza 'nie bedem juś pakał i bił'. Ja mam
        wrażenie, że aby przerwać tę histerię on potrzebuje
        jakiegoś 'wstrząsu' aby wrócić do rzeczywistości. I tu żadna rozmowa
        nie pomaga, zostawienie go w spokoju też, bo się jeszcze bardziej
        nakręca. Rozmowa PO jest zawsze ale skutek mizerny.

        Sytuacje typu powtarzanie czynności zakazanych kończą się karą w
        kącie a nie klapsem.
        • mama-ola Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 12:28
          Uderzyć dziecko za histerię to moim zdaniem zbrodnia.
          • mmala6 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 12:35
            w takim razie jestem zbrodniarzem (zbrodniarką).
        • krwawakornelia Gratuluje 19.12.07, 12:39
          mmala6 napisała:

          > jak wpada w histerię połączoną z biciem i rzucaniem przedmiotami,
          > jak wpada w trans, że się nie potrafi uspokoić to daję mu klapsa
          > na 'otrzeźwienie'. I wtedy od razu się uspokaja, łka 'mama udeziła
          w
          > pupke', za chwilę przeprasza 'nie bedem juś pakał i bił'. Ja mam
          > wrażenie, że aby przerwać tę histerię on potrzebuje
          > jakiegoś 'wstrząsu' aby wrócić do rzeczywistości.

          A poco przerywac histerie, czy placz, nie mozna dziecka poprostu
          przytulic i z nim byc?

          I tu żadna rozmowa
          > nie pomaga, zostawienie go w spokoju też, bo się jeszcze bardziej
          > nakręca. Rozmowa PO jest zawsze ale skutek mizerny.
          >
          > Sytuacje typu powtarzanie czynności zakazanych kończą się karą w
          > kącie a nie klapsem.

          Co to znaczy powtarzanie czynnosci zakazanych?
          • mmala6 Re: Gratuluje 19.12.07, 12:47
            Przytulić dziecko wrzeszczące, kopiące, bijące rękami na oślep,
            które jak chcę przytulić gryzie mnie w rękę i ciągnie za włosy?
            naprawdę myślisz, że klaps był pierwszą rzeczą jak przyszła mi do
            głowy po 20-30 min nieustannego wrzasku i ciskania się?
            Dlaczego po tym jak dostanie klapsa od razu się uspokaja i zaczyna
            na mnie patrzeć i słuchać co mówię? Nie twierdzę, że jest to
            właściwe wyjście z sytuacji, piszę w odpwiedzi na pyatnie zadane w
            tytule wątku- czyli co doprowadza mnie do tego aby Młodemu dać
            klapsa w tyłek.

            Powtarzanie czynności zakazanych jest IMO jasne same w sobie i nie
            zamierzam się tutaj rozpisywać. Moje dziecko nie wkłada palców do
            kontaktu i nie wybiega na ulice ale czasem robi inne rzeczy, które
            nie powinien i które wie, że nie wolno. Rzadko bo rzadko ale zdarza
            się, w końcu to typowy trzylatek.
            • krwawakornelia Moze dlatego sie uspokaja 19.12.07, 12:53
              ze mysli ze jego zachowanie czyli jego zlosc jest czyms
              niewlasciwym?
              A to zaprzeczanie wlasnym emocjom i negowanie ich czyli cos bardzo
              niezdrowego.
              Moze boi sie?

              A postaw sie w jego sytuacji. jest zly, wsciekly nie radzi sobie z
              tym i mama go bije, Jak myslisz co czuje takie dziecko?

              Jakie to sa zakazane czynnosci?


              • green_land Re: Moze dlatego sie uspokaja 21.12.07, 12:42
                Kornelia ma rację.
                Dzieciak rzeczywiście się uspokaja, ale nie z tego powodu, co
                myślisz. Dzieci inaczej pojmują.
                To rzeczywiście jest tak, że Mały nie radzi sobie z własnymi
                emocjami. Wczuj się w jego skórę - coś jest nie tak, on nie potrafi
                określić co, ani też jak sobie z tym poradzić. twoje słowa nie
                działają. Przytulanie także nie. Próbowąłas może usiąść przed nim i
                powiedzieć, że bardzo go kochasz i strasznie Ci przykro, że on tak
                się zachowuje, że chciałabyś go przytulić, ale boisz się że Cię
                uderzy. I zakryć wtedy dłońmi twarz i poudawac trochę łkanie?
                Popatrz - dostaje od Ciebie klapsa, i może dlatego reaguje na twoje
                przytulenie biciem Cię i szarpaniem za włosy? A dopiero Twoja
                wyraźna przewaga fizyczna przerywa jego miotanie się?
                Masz dobre i mądre dziecko, które bez powodu nie zachowuje się jak
                mały szatan.

                Moja dziewczynka, kiedy jeszcze była o wiele mniejsza, gdy dawała
                popis własnej sily i krnąbrności była nie do wytrzymania. Zawsze
                dzialało silne przytulenie i słowa: bardzo cię kocham. Bo ani
                odstawianie na dywanik, ani tłumaczenie nie skutkowało. Wystarczyła
                odrobina miłości.
                Ale czasami nic nie skutkowało i odstawiała taką jazdę, że hejsmile

                Mojej małej uświadamiałam zawsze, że każdy może mieć zły dzień, być
                niewyspany, zmęczony, albo tez moglo mu się śnić coś złego i stąd
                zły humor. Ona o tym pamięta i czasami jak zachowuje się
                niegrzecznie, pytam ją - miałaś zły dzień? Ona wtedy potakuje, ja ja
                przytulam i znika jej zły humor. Może coś w tym jest, że nazwanie
                problemu po imieniu powoduje, że on się zmniejsza, albo wręcz znika?
                To tak z własnego doświadczenia, bo często zdarzało mi się, że
                budziłam się w złym humorze, jakaś poddenerwowana, czułam,że coś
                jest nie tak. A potem, w ciągu dnia przypominałam sobie, ze miałam
                okropny sen i stąd ten humor. Wtedy mi przechodził. teraz już znam
                ten mechanizm, więc nie zdarza mi się taka huśtawka.
                • ibulka Re: green_land 21.12.07, 14:36
                  fantastycznie to opisałaś, aż miło było czytać smile)

                  zazdroszczę ci tego wewnętrznego spokoju, ja nie wytrzymuję, kiedy nie działa
                  nic: prośba, groźba, również przytulenie, brak reakcji, jakakolwiek reakcja...
                  póki sobie tylko histeryzuje, jest jeszcze ok, ale jak do tego dochodzi bicie -
                  mnie, siebie, rodzeństwa, ojca, psa, kopanie w meble, rzucanie co tylko znajdzie
                  się pod ręką, uciekanie, albo dobieganie do kuchenki i majstrowanie przy
                  kurkach, tudzież przy klamce od okna, szlag mnie trafia - bo to już jest
                  ewidentna złośliwość, z takim specyficznym uśmieszkiem na twarzy...
                  histerie na ulicy połączone z wyrywaniem się też mnie przerażają - i tu nie
                  chodzi już o widowisko, tylko o bezpieczeństwo mojego dziecka...
                  • green_land Re: green_land 22.12.07, 05:38
                    Moze jest mi tak latwo pisac, bo moje dziecko nie wyprawia takich
                    cyrkow? Moze to moja "zasluga", moze nie. Każde dziecko jest inne. A
                    może popełniamy nieświadomie wciąż te same błędy i nie rozumiemy,
                    jak bardzo to wpływa negatywnie na dziecko? Przecież wszystko ma
                    swoje źródło...

                    Dobrze, że sporo dziewczyn szuka pomocy na forum. Wspólnie można
                    rozwiązac chyba kazdy problem - czasami wystarczy spojrzenie z boku
                    obcej osoby i już wiadomo, gdzie leży problem. Ale inna rzecz, czy
                    chcą z tej pomocy skorzystać i czy rozumieją, że robią w którymś
                    momencie błąd.

                    Tak sobie myślę, że my, kobiety poprzez macierzyństwo stajemy się
                    bardziej świadome siebie. Powinnyśmy także uczyć się, skąd się
                    bierze nasza taka czy inna reakcja. Często jest tak, że popełniane
                    przez nas błędy mają swoje źródło w naszym dzieciństwie. A my,
                    nieświadome tego obciążenia przenosimy je na dziecko. Musi być jakaś
                    przyczyna. Oczywiście bywają dzieci nadpobudliwe - ale tu też źródlo
                    może leżeć w okresie ciąży. Może jakies leki, może nerwowa mama,
                    może ciężki okres... Trudno czasami znaleźć sensowną odpowiedź.

                    Wiesz, tak to fajnie brzmi, ze gdyby nie wczorajszy cyrk podczas
                    mycia zębów to pomyślałabym, że skoro "wszystko" wiem, to błedy są
                    mi obcesmile Na swoje usprawiedliwienie dodam, ze bywam niepotrzebnie
                    nerwowa i czasami wkurzam sie bez powodu /ech, jakis musi byc
                    przeciezsmile/

                    A moze Twoj malec jest po prostu diabelnie inteligentny i stad takie
                    Jego zachowanie? Wykorzystuje Twoje slabosci i jeszcze ma z tego
                    ubaw? Prowokuje Cie bo wie, ze bedzie z tego dobra zabawa? Co sie
                    ubawi to jego? Tak czy inaczej nie zazdroszcze Ci. Z drugiej strony
                    wolalabym takiego malego zboja niz grzecznego, cichego malca,
                    ktoremu kazdy moze wejsc na glowe. Ma chlopak charaktersmile
                • weronikarb Re: Moze dlatego sie uspokaja 22.01.08, 10:51
                  tez ci zazdroszcze smile
                  Moj ostatnio jak wpada w taki humor to poprostu mam ochote rozerwac
                  na pol, albo pocwiartowac.
                  Jednak wiem, ze akurat klaps nic ni epomoze a wzmaga placz, wtedy
                  wlaczam TV lub wieze i slucham nie zauwazajac go.
                  Wytrzymuje - najdluzej 2 godz. - ale mieszkam w jednorodzinnym domku
                  i nikt nei wezwie policji czy opieki spolecznej.

                  U nas zaczyna sie placz bo np. on chce noz a ja mu nie chce dac -
                  wyje, rzuca sie na podloge, bije
                  Mowie "mas zkare nie ogladasz zolwi" zmienia reperuar - wyje bo nei
                  moze ogladac zolwi.

                  Ja przestawiam sie "licz do 10 nie zwracaj na niego uwagi", on wyje
                  bo nie slucham go, pozniej wyje bo podloga twarda, pozniej bo
                  niechce plakac a placze i coraz bardziej absurdalne powodu.Wyje aby
                  wyc poprostu.

                  Tak potrafi do 2 godz. (takie mx do tej pory osiagnal)
                  I wtedy nic mu sie nie wytlumaczy, nic nie pomoze, poprostu on MUSI
                  wyc

                  A robienie na zlosc, choc wie ze nie wolno z glupim wrednym
                  usmeichem tez przerabiam co jakis czas.

                  Ja jestem nerwus jak neiwiem, byl czas ze bylam na lekach
                  uspokajajacych bo nie wyrabialam.

                  Teraz sie ciut uodpornilam i meliska plus ziolowe w wtym mi pomagaja.

                  Klapsy to porazka moja nei dziecka, tym bardziej ze to wogole
                  neiwychowawcze - w kazdym badz razie po moim splywalo jak po kaczce
              • epreis Re: Moze dlatego sie uspokaja 21.12.07, 18:13
                >>>>W dyskusji na temat dlaczego nie etycznym jest klapsowanie
                zacietrzewiaja sie tylko coraz bardziej w swoim przekonaniu, a to
                nie
                zbyt daleko prowadzi


                założyłaś ten wątek po to,żeby nie było bezsensownych dyskusji-
                przynajmniej tak zrozumiałam i dlatego się wypowiedziałam- moim
                zdaniem tym co daja te klapsy często i uważają za dobrą metodę i tak
                nie pomogą puste argumenty typu- to kryminał..ale teraz sama
                zapętlasz znów bezsensowną dyskusję. ja rozumiem, że bicie jest złe
                i się z tym zgadzam..ale to taka dzięcięca rozmowa - ja mam rację i
                nie odpuszczę... uważam,że dobyrm pomysłem było założenie TEGO wątku
                bo możnaq przeczytać co dla różnych ludzi jest powodem do bicia i
                gdyby to była tylko taka wyliczanka, to wydaje mi się, że łatwiej
                tym co uważają, że klapsy są dobre z nich zrezygnować czytając, ze
                inni biją za to co dla nich powodem do bicia nie jest..bo skłąnia do
                refleksji nad sobą i własnymi pokładami cierpliwości...ale czytając
                to co tą nagonkę tutaj aż się nie chce myśleć...ani nad sobą ani nad
                wami- nie wierzę w idealnych ludzi i wychowanie bez błędów. owszem-
                nigdy nie dałaś klapsa ale pewnie popełniasz inne błędy które np dla
                mnie mogą być karygodne....
        • krwawakornelia Czy atak placzu dziecka 19.12.07, 12:43
          doprowadza cie naprawde do takiej wscieklosci i takiego poczucia
          bezsilnosci, czy o co chodzi.

          Sorry ale z zewnatrz dla mnie wyglada to tak jakbys ty sobie z
          wlasnych emocji nie zdawala sprawy, nie akceptowala, placzu i zlosci u
          siebie i dlatego nie byla w stanie zniesc jej u wlasnego syna.

          A bicie slabszego to zbrodnia i kryminal. Bez dyskusji.
          • mmala6 Re: Czy atak placzu dziecka 19.12.07, 12:52
            masz rację pisząć 'z zewnątrz to tak wygląda', bo skąd masz po kilku
            moich zdaniach wiedzieć jak to wygląda 'wewnątrz'. To nie jest mój
            wątek i to nie miejsce na rozstrząsanie moich problemów z
            dzieckiem.Masz rację, doprowadza mnie do bezsilności.
            I masz rację bicie słabszego to kryminał. Bez dyskusji.
            • krwawakornelia Ja to taki typ matki walczacej 19.12.07, 12:55
              wiesz jak bylam nastolatka to angazowalam sie politycznie.
              Teraz prowadze akcje, nie bij dziecka to tez czlowiek.

              Nie wiem jak wyglada od wewnatrz.
              • mmala6 Re: Ja to taki typ matki walczacej 19.12.07, 13:05
                Ja się nie staram usprawiedliwić i wybielić. Nie zamierzam się też
                tłumaczyć z tego co robię, bo nie jestem matką która leje dziecko za
                to, że sypie piaskiem na dworze/ chce cukierka w sklepie/ chce
                koszulke z autkiem a nie Kubusiem/ nie chce założyć butów/ nie chce
                jeść kolacji/ chlapie wodą w łazience.....można by tu wymieniać w
                nieskończoność. Jestem matką, która z dzieckiem rozmawia, pozwala mu
                PŁAKAĆ i być zfrustrowanym, pozwala mu się z sobą nie zgadzać,
                pozwala mu decydować czy woli na kolację jajeczko czy chlebek z
                szynką a jak chce to i to, to nie widzę przeciwskazań.
                Jednak jego ataki furii doprowadzają mnie do szału.I chyba
                półgodzinny wrzask jest wystarczającą aprobatą dla
                jego 'niezadowolenia' zwłaszcza że, jak pisałam w innym wątku,
                musimy wyjść z domu i nie mam czasu aby czekać godzinę czy półtorej
                aż on się wykrzyczy.
                Jeżeli ktoś powie jak przerwać taką histerię to będę wdzięczna....bo
                wszystkie możliwe metody zawiodły. Poza jedną- nie wychodzeniem z
                domu po prostu.
                • krwawakornelia Re: Ja to taki typ matki walczacej 19.12.07, 13:23

                  > Jednak jego ataki furii doprowadzają mnie do szału.

                  Gratuluje,
                  mnie tez doprowadzaja do szalu czasem. Ale czy z nie wiekszym
                  pozytkiem jest poprucie sobie poduszki, porzucanie pomaranczami w
                  drwi (sciane ciezko domyc), upieczenie drozdzowego ciasta?

                  > I chyba
                  > półgodzinny wrzask jest wystarczającą aprobatą dla
                  > jego 'niezadowolenia' zwłaszcza że,


                  To nie chodzi o aprobate zachowania, tylko zaakceptowanie jakiejs
                  tam emocji. Zlosc jest ok. Nastepnym krokiem jest nauka jak sobie z
                  tym poradzic. Czego nie mozna zrobic jezeli sie emocji nie rozpozna
                  i nie przezyje.

                  > jak pisałam w innym wątku,
                  > musimy wyjść z domu i nie mam czasu aby czekać godzinę czy
                  półtorej
                  > aż on się wykrzyczy.

                  Ja bym rozplakane ubrala i wyszla, zeby dziecko wiedzialo ze ma
                  prawo plakac ile chce, ale i tak musimy wyjsc.
                  A jezeli nie musialabym wyjsc to bym przeczekala.


                  > Jeżeli ktoś powie jak przerwać taką histerię to będę
                  wdzięczna....bo
                  > wszystkie możliwe metody zawiodły. Poza jedną- nie wychodzeniem z
                  > domu po prostu.

                  U nas naprawde pomaga jak mowie cichutko synku rozumiem ze jestes
                  wsciekly, i podsuwam np. poduche zeby powalil, albo go poprostu
                  placzacego i wierzgajacego ubieram. i pakuje do auta i wyjezdzamy.


                • stypkaa Re: Ja to taki typ matki walczacej 21.12.07, 11:24
                  I chyba
                  > półgodzinny wrzask jest wystarczającą aprobatą dla
                  > jego 'niezadowolenia' zwłaszcza że, jak pisałam w innym wątku,
                  > musimy wyjść z domu i nie mam czasu aby czekać godzinę czy
                  półtorej
                  > aż on się wykrzyczy.
                  > Jeżeli ktoś powie jak przerwać taką histerię to będę
                  wdzięczna....bo
                  > wszystkie możliwe metody zawiodły. Poza jedną- nie wychodzeniem z
                  > domu po prostu.

                  Mam tak czasami, bo mały od paru m-cy chodzi do przedszkola i
                  czasami mu się nie chce tam iść. Więc od momentu otworzenia oczu
                  jest marudzenie. A kiedy przychodzi do ubierania to już konkretny
                  płacz (powtarzam: czasami, nie codziennie wink)
                  Biorę go po prostu wtedy na ręce i ubieram. Jeśli jest w stanie
                  słuchać to spokojnie mówię, że mama idzie do pracy a Kubuś do
                  przedszkola, jeśli wrzask jest zbyt duży to nic nie mówię tylko
                  robię swoje. Zwykle po kilku minutach przechodzi.
                  Natomiast histerie w domu, kiedy nie musimy wychodzić, po prostu
                  przeczekuję. Zanoszę go do jego pokoju, siedzę tam z nim i czekam aż
                  przestanie wrzeszczeć. Później rozmawiamy o tym co go tak
                  zdenerwowało.
                  • mmala6 Re: Ja to taki typ matki walczacej 21.12.07, 11:55
                    jakby to był sam wrzask to pal licho. Ale to jest połączone z
                    kopaniem, wyginanie, rozbieraniem tego co zostało ubrane,
                    wierzganie, machanie rękami na oślep. Nie jestem fizycznie w stanie
                    go ubrać jak on się tak zachowuje. Więc nie mogę go po prostu wziąć
                    na kolana i ubrać.
                    U nas też CZASAMI a nie codziennie.
          • mama-ola Re: Czy atak placzu dziecka 19.12.07, 12:53
            Wielu rodziców omawia dzieciom prawa do złych emocji.

            Mój syn się wczoraj zdenerwował na moją siostrę i chciał ją uderzyć,
            zamachnął się, nie trafił, chciał się zamachnąć znów. Zdążyłam go
            przytrzymać i mówię:
            - Nie bij. Nie wolno bić. Powiedz: "jestem zły!!"
            A moja siostra odruchowo:
            - Czego ty go uczysz!
            No, jak to czego? Nazywam jego emocję sama. Uczę syna ją nazywać.
            Uczę go okazywać emocję w sposób akceptowalny społecznie. Uczę,
            że nie wolno bić (wie, ale puściły mu nerwy). I - co najważniejsze
            chyba - daję mu sygnał, że ma prawo czuć to, co czuje. Jest zły
            i ma prawo być zły.
            Bijącym matkom przydałaby się taka lekcja smile))
            Temat: "Moje dziecko ma histerię".
            Punkt 1. Co czujesz?
            Punkt 2. Zwerbalizuj swoją emocję na głos.
            Punkt 3. Jak myślisz, z czego wynika zachowanie Twojego dziecka?
            Punkt 4. Zwerbalizuj jego emocję na głos.
            Punkt 5. Poproś dziecko, by powtórzyło.
            Punkt 6... itd.

            Wniosek: Każdy ma prawo czuć, to co czuje.
            Wężykiem.
            Zapamiętaj: Nie wolno nikogo bić.
            Wężykiem.
            • mmala6 Re: Czy atak placzu dziecka 19.12.07, 13:18


              mama-ola napisała:


              > Temat: "Moje dziecko ma histerię".
              > Punkt 1. Co czujesz?
              > Punkt 2. Zwerbalizuj swoją emocję na głos.
              > Punkt 3. Jak myślisz, z czego wynika zachowanie Twojego dziecka?
              > Punkt 4. Zwerbalizuj jego emocję na głos.
              > Punkt 5. Poproś dziecko, by powtórzyło.
              > Punkt 6... itd.


              Punkt 5 w którym miejscu? w trakcie histerii? po? przed? Mój
              trzylatek nie umie powiedzieć, że jest zły. Zamiast tego rzuci
              książką w okno. Albo mnie kopnie w brzuch przy ubieraniu.
              Zazdroszczę Ci dziecka, które w trakcie histerii potrafi się nagle
              otrząsnać i powiedzieć 'jestem zły, że muszę wstawać rano'. I co
              dalej po tym stwierdzeniu? spokojnie wstaje, ubiera się i wychodzi?
              • mama-ola Re: Czy atak placzu dziecka 19.12.07, 14:08
                Mam w tym duuużą praktykę, bo mały od zawsze był tak wychowany.
                Jak jeszcze nie mówił, to też. Ja nazywałam jego uczucia,
                informowałam go, co się z nim dzieje.

                > Punkt 5 w którym miejscu? w trakcie histerii? po? przed?

                Punkt 5 brzmi "Poproś dziecko, by powtórzyło", a nie "Dziecko musi
                powtórzyć". Nie musi. Czasem powtórzy, czasem nie. Najważniejsze,
                by usłyszał, jak się nazywa to, co się z nim dzieje.

                > Mój trzylatek nie umie powiedzieć, że jest zły.

                A mój 1,5-roczniak umiał powiedzieć. Różnica między naszymi dziećmi
                wynika tylko i wyłącznie z tego, że ja swojego nauczyłam, a Ty
                swojego nie. Poza tym dostałyśmy "wyjściowo" dzieci prawie takie
                same. Naucz go nazywać uczucia, to cudownie działa, po prostu
                cudownie. Polecam smile

                > Zamiast tego rzuci książką w okno. Albo mnie kopnie w brzuch przy
                > ubieraniu.

                U nas tak samo. Mamy takie same dzieci. Jak rzuca książką w okno,
                mówię:
                - Książką nie! Masz, rzuć tym - i podaję mu to, co rzucić można,
                i wskazuję kierunek, w który można rzucić.
                Jak mnie uderzy lub chce uderzyć, to mówię:
                - Nie bij mnie. Nie wolno bić. Masz walnij tym w fotel - i daję mu
                rurę od odkurzacza.

                Nie wolno pacyfikować agresji dziecka klapsem. Dziecko jest złe
                i ma prawo być złe. Z dziecka, które pacyfikowano, któremu nie
                pozwalano rozładować złości, może wyrosnąć psychopata (w skrajnych
                okolicznościach) lub człowiek zahamowany, tłumiący swoje uczucia,
                nie umiejący ich uzewnętrzniać (powszechnie).

                > Zazdroszczę Ci dziecka, które w trakcie histerii potrafi się nagle
                > otrząsnać i powiedzieć 'jestem zły, że muszę wstawać rano'. I co
                > dalej po tym stwierdzeniu? spokojnie wstaje, ubiera się i wychodzi?

                O, Antoś co drugi dzień jest zły, że musi wstawać rano. A co drugi
                dzień jest zły, że nie może iść z nami. Nie ma czego zazdrościć smile
                (U nas jest tak, że co drugi dzień odwozimy synka do babci, a co
                drugi babcia przychodzi do nas).
                Jak trzeba wstać, to przechodzę przez to, że on nie chce, że naciąga
                kołdrę, nie pozwala mi się ubrać, że płacze itp.
                Mówię mu, że czuję to samo (mnie też się nie chciało wstać, o, jak
                mi się nie chciało, 3 razy przestawiałam budzik).
                Mówię mu, że rozumiem, co czuje (jesteś śpiący, wiem, chciałbyś
                jeszcze pospać, wiem, w łóżeczku tak cieplutko, wiem itp.)
                Ubieram go na raty, za pierwszym podejściem tylko majtki,
                podkoszulek i rajstopy. Potem może leżeć dalej, a ja coś robię wokół
                siebie. Za drugim podejściem sweterek i spodnie. Może leżeć dalej.
                Na koniec buty, kurtkę itp.

                Nagle otrząsnąć sam to się nie potrafi, chyba że zastosuję jakąś
                sztuczkę. Jedni robią terapię szokową klapsem, ja robię terapię
                szokową słowną, wykrzykuję ni stąd ni zowąd z egzaltacją
                nastolatki: "Antoś, coś mi przypomniało!". Mały się zaciekawia i
                jakoś to idzie smile
          • toya_hl Zgadzam sie! 19.12.07, 23:40
            Czytam co mmala6 pisze i taki powod bicia dziecka wydaje mi sie
            najbardziej nieuzasadnionym z tych wszystkich. Predzej jestem w
            stanie zrozumiec, ze rodzic da klapsa wlasnie w sytuacjach tu
            opisywanych, jak ucieczka na ulice (choc tez nie powinny miec
            miejsca). Bic dziecko na otrzezwienie??? Pewnie dlatego, ze sama nie
            potrafisz sobie poradzic z ta jego histeria (subiektywne) i nie
            mozesz zniesc? Dlatego bijesz? Czyli rozladowujesz najpierw siebie a
            potem dziecko? A nie lepiej wsadzic go do lozeczka, innego
            bezpiecznego miejsca albo bardzo mocno do siebie przytulic? Ja
            mysle, ze taki klaps wiecej zaszkodzi niz samodzielne miotanie sie
            po pokoju.
            • mmala6 Re: Zgadzam sie! 21.12.07, 11:06
              Hm. Rozgraniczasz klapsy na 'dobre' i 'złe', czyli jak wybiega na
              ulicę to można dać klapsa, a jak wrzeszczy jak opętane to nie? Ja
              nie dzielę klapsów na dobre i złe, wg mnie w ogóle nie powinno się
              dawać klapsów. Przyznałam się już parę razy, że NIE POTRAFIĘ SOBIE
              PORADZIĆ Z JEGO HISTERIĄ! ile razy mam to powtarzać a Wy będziecie
              mi to sugerować?Być może to jest tak, że rozładowuje najpierw siebie
              a potem jego, nie analizowałam tego w ten sposób. Już pisałam
              dlaczego nie można go zostawić w łóżeczku ani przytulić, skoro nie
              chciało Ci się tego czytać, to mnie nie chce się po raz kolejny o
              tym pisać.
              Moim zdaniem TAKĄ histerię należy przerwać. Idealnie jest do niej
              nie dopuścić ale czasem się nie da po prostu.
              Dawanie klapsów na chłodno, kiedy dziecko np wybiegnie na ulicę jest
              dla mnie tym bardziej nieuzasadnione.
              • toya_hl Re: Zgadzam sie! 21.12.07, 21:56
                mmala6 napisała:

                > Hm. Rozgraniczasz klapsy na 'dobre' i 'złe', czyli jak wybiega na
                > ulicę to można dać klapsa, a jak wrzeszczy jak opętane to nie? Ja
                > nie dzielę klapsów na dobre i złe, wg mnie w ogóle nie powinno się
                > dawać klapsów.
                Nic nie rozgraniczam. Sama klapsow nie daje i zadnych nie uznaje.
                Przyznalam tylko, ze jestem w stanie zrozumiec, ze rodzic, ktoremu
                dziecko wybieglo na ulice dziala w silnym afekcie. Dzieci oczywiscie
                nie powinny wybiegac na ulice wcale, ale to inna sprawa.
                Przyznałam się już parę razy, że NIE POTRAFIĘ SOBIE
                > PORADZIĆ Z JEGO HISTERIĄ! ile razy mam to powtarzać a Wy będziecie
                > mi to sugerować?
                Nie wiem ile razy sie przyznalas, wszystkiego nie czytalam. Ja nie
                napisalam tego, zeby Cie zdenerwowac. Jesli tak bylo, przykro mi. Z
                histeria trzeba nauczyc sie radzic. Na pewno nie jest latwo. Ja
                wczoraj mialam taka akcje. Przeczekalam. Na zewnatrz spokojna.
                Wzielam ksiazke i usiadlam obok corki, ktora walczyla na podlodze.
                Po 10 minutach zrobilo mi sie jej zal. Podeszlam do niej, podnioslam
                z podlogi i kazalam jej wykrzyczec emocje. Mowilam "jestes zla,
                prawda? Nie przejmuj sie, mama tez czasem jest bardzo zla". Mala
                pochlipywala jeszcze, ale wiem, ze moj spokoj jej sie udzielil.
                Zaczela mowic "jestem zla" , wiec zaczelysmy gadac o tym. Bylam
                jednak konsekwentna. Razem nazwalysmy to, co bylo powodem zlosci,
                ale i tak doszlo do tego, ze po przyjsciu ze spaceru nalezy rozebrac
                sie, umyc raczki, zalozyc kapcie, a dopiero potem bawic sie. Moje
                dziecko zapamietale bawi sie i potrafi olac doslownie wszystko jesli
                chce sie bawic. Przy tym jest strasznie uparta i dazy do jednego, do
                zabawy. Czasem jak kupimy nowa zabawke nie chce z nia nawet wejsc do
                domu, tylko rozklada mi sie na klatce schodowej, a jak probuje ja
                namowic zeby jednak weszla do mieszkania i najpierw sie rozebrala,
                to jest awanturka na cztery fajery. Jest fajna dziewczynka, ale
                niech tylko ktos stanie jej na drodze jak chce sie bawic albo
                proponuje absurdy typu mycie raczek, czy rozbieranie sie! Nie wiem w
                jakich sytuacjach Twoj syn dostaje furii. Jesli masz ochote, napisz.
                Latwiej jest cos zaradzic, jak zna sie sytuacje. U nas jest ich
                wiele. To tylko jedna z nich.
                Być może to jest tak, że rozładowuje najpierw siebie
                > a potem jego, nie analizowałam tego w ten sposób. Już pisałam
                > dlaczego nie można go zostawić w łóżeczku ani przytulić, skoro nie
                > chciało Ci się tego czytać, to mnie nie chce się po raz kolejny o
                > tym pisać.
                Nie chcesz, nie pisz. Po co tyle zlosci? Skoro to zaproponowalam,
                znaczy, ze uwazalam, ze tak jednak mozna w danej sytuacji. Jesli sie
                myle, a Tobie zalezy na wymysleniu czegos, czasem warto cos
                powtorzyc. Ja sie z niczym nie narzucam. Wszak to forum publiczne i
                nie zawsze opinie innnych moga nam sie podobac. To nie ma znaczenia.
                Wazne, zeby jakos pomoc sobie i dziecku.
                > Moim zdaniem TAKĄ histerię należy przerwać. Idealnie jest do niej
                > nie dopuścić ale czasem się nie da po prostu.
                Przerwac, ale nie tak. Klaps nic tu nie da. Owszem, dziecko moze sie
                uspokoi. Ze strachu. Ale chyba nie o to Ci chodzi. Zgadzam sie, ze
                nie zawsze histerii mozna zaradzic. Ja takim idealem nie jestem smile
                Wybacz porownanie, bo nie jest super trafne, ale takie dawanie
                klapsa na otrzezwienie, kojarzy mi sie z psychiatrykiem. Czasem
                pensjonariusze dostaja razy na przerwanie szalu. Ale ze zdrowym, 3
                letnim chlopcem, ktory ma tylko uzewnetrznienie emocji, chyba mozna
                inaczej. Mozna. Nalezy tylko zadac sobie pytanie. O co nam chodzi? O
                to zeby szybko dziecko sie uspokoilo czy o to aby poznac przyczyne i
                wyjsc z histerii razem, krok po kroku. Jak nauczysz go nazywania
                emocji, kiedys bedzie Ci wdzieczny, ze sam je potrafi nazywac,
                kontrolowac a co najwazniejsze- nie bac sie tego. Klaps dziala tu
                jak zimny prysznic. Pod wplywem szoku dziecko wpada w sztucznie
                wywolane uspokojenie. A dziecko ma prawo do swoich emocji. Nawet
                takich. Tobie wydaje sie, ze taka akcje nalezy przerwac, bo jest
                zwyczjnie klopotliwa i meczaca (wiem,wiem), ale moze on w ten
                meczacy sposob dojrzewa?
                > Dawanie klapsów na chłodno, kiedy dziecko np wybiegnie na ulicę
                jest
                > dla mnie tym bardziej nieuzasadnione.
                Nigdy nie mowilam o dawaniu klapsow na chlodno!!! Wyobraz sobie
                sytuacje, ze dziecko wybiega Ci na ulice. Co czujesz? Strach, serce
                Ci staje itd. i po sekundzie odczuwasz wscieklosc na dzieciaka i
                reka sama Ci idzie. Jest to na pewno traumatyczne przezycie, wiec
                zanim matka czy ojcie po mysli, daje klapa. W jednej sekundzie daje
                klapsa, w drugiej juz tuli dzieciaka, bo na szczescie nic sie nie
                stalo. Ja sobie wrecz nie wyobrazam klapsa na zimno jesli mowa o
                wybiegnieciu na ulice. Nie wyobrazam sobie ani wybiegniecia ani
                klapsa, ale nie o mnie tu mowa. Jestem prawie pewna, ze taki rodzic
                daje klapsa w afekcie, od razu po zdarzeniu. No bo co? W domu ma
                dziecko zbic za to co zrobilo na ulicy? Jesli tak by bylo, to
                faktycznie glupie.
                Pozdrawiam. Mam nadzieje, ze teraz sie lepiej zrozumiemy. Bo po to
                tu jestesmy. Zeby sobie pomagac. Jak Bracia Koala wink
      • nowa_na_forum Choć jedna n o r m a l n a 19.12.07, 14:52
        A już zaczynałam się bać że to ja jestem jakaś dziwna.
        A tu się okazuje, że ktoś postępuje DOKŁADNIE tak jak ja.
        Miło.
        • krwawakornelia Bicie slabszych nie jest n o r m a l n e 19.12.07, 19:44
          i ja sie ciesze ze tylko jedna.
        • krwawakornelia P.S. Boj sie jestes dziwna n/t 19.12.07, 19:45
        • toya_hl Re: Choć jedna n o r m a l n a 19.12.07, 23:51
          No, jest sie z czego cieszyc, nowa wink
          • nowa_na_forum Re: Choć jedna n o r m a l n a 22.12.07, 10:08
            no jest, bo widzę że jest tu trochę normalnych ludzi
    • mama007 nic 19.12.07, 12:50

    • nangaparbat3 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 19.12.07, 21:14
      Strach i poczucie bezradnosci, a zwlaszcza mieszanina tych dwoch.
    • ibulka Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 20.12.07, 15:06
      klapsa uważam za ostateczną ostateczność, nigdy nie klapsuję mocno, to tylko
      klepnięcie na otrzeźwienie. kiedy?

      kiedy dziecko wyrywa mi się i ucieka, w rezultacie przebiega przez jezdnię, a
      zbliża się samochód...
      kiedy poproszone, by czegoś nie robić/nie dotykać właśnie MUSI na złość to wziąć
      i dotknąć, i dana rzecz się niszczy, bo spada...
      kiedy ucieka z domu - to się tyczy Julii - po prostu wychodzi do ogródka, a jak
      zamykam drzwi wejściowe na klucz, to próbuje wyleźć oknem... [mieszkamy w domku]
    • gosika78 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 20.12.07, 21:21
      Do tej pory nic mnie nie sprowokowało.
      Ale córka ma dopiero 1,5 roku, ja jestem z natury bardzo impulsywna, także sądzę, że kiedyś przegnie na tyle, że pokieruje mną zwierzęcy odruch...
    • green_land Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 21.12.07, 12:22
      Nic. Bo nie siedzi mi to w głowie, jako metoda do osiągnięcia celu.

      Wczoraj moja 4,5 letnia powiedziała mi /w odpowiedzi na wystawienie
      ja za drzwi za jawne olewanie prośby o wyjśćie z ważnegosmile
      kartonusmile - nie kocham cię!
      Powiedzialam, że wiem, że i tak mnie kocha, powiedziałam, że ją
      kocham - a ten zbój dalej swoje - nie kocham cię!!
      Ponieważ siedziała w domku z kartonu wstałam, wsadziłam głowę przez
      papierowe drzwiczki i powiedziałam - kocham cię. No i usłyszałam, że
      też mnie kochasmile Chwilę posiedziałam z nią w tym kartonie
      narzekając, że przy wyjściu znów mi się zaklinuje pupa, bo mam za
      dużą, a jak już wyszłam nie było sladu po jej złum humorku.
      My chyba nie doceniamy swoich dzieci. Wydaje nam się, że są takie,
      jak my - zacietrzewione, mściwe, nieustępliwe. A one tylko
      potrzebuje naszej miłoścismile
      Oczywiście nie we wszystkich wypadkach pomaga serce na dłoni, ale
      warto próbować, czego sobie i Wam życzę nie tylko na świętasmile
      • krwawakornelia Na prawie wszelkie "histerie" 21.12.07, 19:31
        u nas najlepiej funkcjonuje "synku kocham cie wszystko jest ok."

        Na "obce dziecie" dziala, "masz prawo sie zloscic rozumiem to, chetnie
        cie przytule jezeli chcesz."
    • epreis do krwawakornelia 21.12.07, 20:38
    • epreis do krwawakornelia 21.12.07, 20:39
      przepraszam,że drugi raz to samo ale obawiam się, że wśród tylu
      postów nie zauważysz tego jednego wciśniętego między inne:

      >>>>W dyskusji na temat dlaczego nie etycznym jest klapsowanie
      zacietrzewiaja sie tylko coraz bardziej w swoim przekonaniu, a to
      nie
      zbyt daleko prowadzi


      założyłaś ten wątek po to,żeby nie było bezsensownych dyskusji-
      przynajmniej tak zrozumiałam i dlatego się wypowiedziałam- moim
      zdaniem tym co daja te klapsy często i uważają za dobrą metodę i tak
      nie pomogą puste argumenty typu- to kryminał..ale teraz sama
      zapętlasz znów bezsensowną dyskusję. ja rozumiem, że bicie jest złe
      i się z tym zgadzam..ale to taka dzięcięca rozmowa - ja mam rację i
      nie odpuszczę... uważam,że dobyrm pomysłem było założenie TEGO wątku
      bo możnaq przeczytać co dla różnych ludzi jest powodem do bicia i
      gdyby to była tylko taka wyliczanka, to wydaje mi się, że łatwiej
      tym co uważają, że klapsy są dobre z nich zrezygnować czytając, ze
      inni biją za to co dla nich powodem do bicia nie jest..bo skłąnia do
      refleksji nad sobą i własnymi pokładami cierpliwości...ale czytając
      to co tą nagonkę tutaj aż się nie chce myśleć...ani nad sobą ani nad
      wami- nie wierzę w idealnych ludzi i wychowanie bez błędów. owszem-
      nigdy nie dałaś klapsa ale pewnie popełniasz inne błędy które np dla
      mnie mogą być karygodne....
      • ibulka Re: epreis 21.12.07, 21:55
        naucz się, że ci co dali klapsa w skrajnych sytuacjach są po prostu patologią i
        powinno się im zabrać dzieci.
        nie przegadasz nikogo, nie tutaj. twoje argumenty i wyjaśnienia możesz sobie
        wsadzić głęboko w nos, najwyżej dowiesz się, żeś właśnie w/w patologia i
        kryminalistka. i że współczują twoim dzieciom.

        pozdrawiam smile)
        • epreis Re: epreis 21.12.07, 22:00
          hmm..ja wręcz przeciwnie uważam,że ci najbardzeij zakompleksieni na
          takich forach robią siebie półbogów, więc może ci co najbardziej tu
          krytykują w domach mają posiniaczone dzieci - wiecie trzeba się
          jakoś wytłumaczyć...zresztą to bez sensu, trzeba pobudować więcej
          więzień i naszych rodziców powsadzać io ich rodziców i tych starych
          bezdzietnych nauczycieli też- za bicie linijkami po łapach, jak
          kryminał to kryminał...ja od rodziców dostałam, ba i od babci na
          wakacjach - miło tego nie wspominam ale też jakiejś szczególnej
          traumy z tego powodu nie mam...
          • krwawakornelia ja nie dostalam, ale duzo sie dzieci klapsowanych 21.12.07, 22:08
            naogladalam.

            I uwazam ze nie powinno sie nad tym przechodzic do porzadku
            dziennego. Tak samo jak byly kampanie przeciwko przemocy wobec zon,
            powinny byc kampanie przeciwko klapsowaniu dzieci.

            Moze metoda byloby otworzenie oczu otoczeniu?
            Jezeli nie ma argumentow na klapsujacych. to moze chociaz zwrocic
            uwage tym nie klapsujacym, ze jak widza klapsowanie dziecka to maja
            swiety obowiazek zareagowac. I ze nie jest to wtracanie sie w cudze
            metody wychowawcze, tylko obrona slabszego. Bo bicie nie jest metoda
            wychowawcza, tylko przemoca. I przestepstwem karalnym.
            • epreis Re: ja nie dostalam, ale duzo sie dzieci klapsowa 21.12.07, 22:21
              a zareagować jak?dać klapsa matce? rany kobieto w jakim ty świecie
              żyjesz, oczywiście nie można przymykać oczu na PRZEMOC, ale dać
              klapsa czasem? ty jesteś jakąś fanatyczką, wiesz prawie jak moherowy
              beret tylko tamtych nie przegadasz,że ksiądz też popełnia
              grzechy..dzecko -człowiek, ksiądz-człowiek i matka też tylko
              człowiek!
              • krwawakornelia nie ale mozna mowic 21.12.07, 23:26
                "dziecku nie wlaczam telewizora jak jest przemoc, dlaczego ma ogadac
                przemoc na placu zabaw"

                Na argument jak ci taka "mamusia " powie ze masz sie jej do metod
                wychowawczych nie wtracac odpowiadam to nie jest metoda wychowawcza
                talko przemoc.
          • ibulka Re: epreis 21.12.07, 22:40
            epreis napisała:

            > hmm..ja wręcz przeciwnie uważam,że ci najbardzeij zakompleksieni na
            > takich forach robią siebie półbogów, więc może ci co najbardziej tu
            > krytykują w domach mają posiniaczone dzieci - wiecie trzeba się
            > jakoś wytłumaczyć...zresztą to bez sensu, trzeba pobudować więcej
            > więzień i naszych rodziców powsadzać io ich rodziców i tych starych
            > bezdzietnych nauczycieli też- za bicie linijkami po łapach, jak
            > kryminał to kryminał...ja od rodziców dostałam, ba i od babci na
            > wakacjach - miło tego nie wspominam ale też jakiejś szczególnej
            > traumy z tego powodu nie mam...

            ja również dostałam jak byłam mała, bo byłam wyjątkowo wredna chwilami.
            prawdopodobnie dlatego, że dostałam klapsa, mam teraz zdrową skórę na brzuchu,
            bo obawiam się, że gdyby mama rozmawiała ze mną i tłumaczyła mi, że tak nie
            wolno, w czasie kiedy ja ściągałam garnek wrzątku z kuchenki, mogłoby dojść do
            tragedii.

            nie mam za złe mamie tych kilku klapsów, były jak najbardziej słuszne, bo ZADNE
            rozmowy i tłumaczenia do mnie nie docierały, i dalej robiłam swoje, na złość jej.
            • krwawakornelia i jedna z konsekwencji jest to 21.12.07, 23:28
              ze jestes wstanie usprawiedliwic klapsa.
          • marghe_72 Re: epreis 22.12.07, 00:14
            epreis napisała:

            > hmm..ja wręcz przeciwnie uważam,że ci najbardzeij zakompleksieni
            na
            > takich forach robią siebie półbogów, więc może ci co najbardziej
            tu
            > krytykują w domach mają posiniaczone dzieci

            niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego osoby ,które nie stosują klapsów
            dostają natychmiast etykietkę tych co to mają się za idelanych /
            pólbogów / nieomylnych ; tych co to bezstresowo wychowują
            rozwydrzone bachory itp

            "posiniaczone dzieci" pomine milczeniem
      • krwawakornelia masz 100% racji. 21.12.07, 22:03
        Sama sie ciagle unosze bo mnie to do szalu doprowadza.

        Masz 100% racji.
        • ibulka Re: masz 100% racji. 21.12.07, 22:42
          jeśli klaps w skrajnej sytuacji to taka straszna zbrodnia, to czym w takim razie
          jest regularny wpie..od tatusia furiata?
          • krwawakornelia to wbrew pozorom 21.12.07, 23:29
            w psychice dziecka niewielka roznica, dzieci i tak zawsze
            usprawiedliwiaja rodzicow tak jak Ty to robisz.

            Roznica jest tylko w ilosci sincow na zewnatrz.
            • ibulka Re: to wbrew pozorom 22.12.07, 02:28
              krwawakornelia napisał:

              > w psychice dziecka niewielka roznica, dzieci i tak zawsze
              > usprawiedliwiaja rodzicow tak jak Ty to robisz.
              >
              > Roznica jest tylko w ilosci sincow na zewnatrz.

              hahahahaha smile))))))))

              nigdy nie usprawiedliwiałam mamy za to, że mi dała klapsa. po prostu wiem - i
              już wtedy wiedziałam - że dostałam słusznie, bo prośby, groźby, rozmowy i
              tłumaczenia nic nie dawały smile
              nie wolno mi było majstrować przy kuchence, a ja owszem, na złość, chciałam ten
              garnek ukropu ściągnąć... smile))

              mogę być jedynie wdzięczna, że nie mam poparzonego ciała.


              i nigdy nie miałam ani jednego siniaka, nic! smile
              klepnięcie w tyłek to nie mordobicie. jedyny siniak jaki 'zrobił mi się z
              interwencją mamy' to guz-gigant na głowie, kiedy to zupełnie niechcąco potknęłam
              się o jej nogi i rypnęłam głową w ścianę, miałam wtedy 15 lat smile
              • krwawakornelia Re: to wbrew pozorom 22.01.08, 10:31
                ibulka napisała:


                > nigdy nie usprawiedliwiałam mamy za to, że mi dała klapsa. po
                prostu wiem - i
                > już wtedy wiedziałam - że dostałam słusznie, bo prośby, groźby,
                rozmowy i
                > tłumaczenia nic nie dawały smile
                > nie wolno mi było majstrować przy kuchence, a ja owszem, na złość,
                chciałam ten
                > garnek ukropu ściągnąć... smile))

                No widzisz usprawiedliwiasz!
                Usprawiedliwiasz matke za to ze ci dala klapsa.
                Ja sciagnelam na siebie poprostu garnek wrzatku, i byla to nauczka
                dla mnie na cyle zycie 2 tygodnie w szpitalu i dla mojej matki.

                Slady nie pozostaly ani w psychice, ani na nodze.
                Za to wiem co to jest oparzenie.
                >
                > mogę być jedynie wdzięczna, że nie mam poparzonego ciała.
                >

                O jak to dramatycznie brzmi!

                >
                > i nigdy nie miałam ani jednego siniaka, nic! smile

                No to co?

                > klepnięcie w tyłek to nie mordobicie.

                No to tylko bicie.
          • marghe_72 Re: masz 100% racji. 22.12.07, 00:16
            ibulka napisała:

            > jeśli klaps w skrajnej sytuacji to taka straszna zbrodnia, to czym
            w takim razi
            > e
            > jest regularny wpie..od tatusia furiata?
            >
            z czyjego punktu widzenia?
            • ibulka Re: masz 100% racji. 22.12.07, 02:29
              marghe_72 napisała:

              z czyjego punktu widzenia?


              z punktu widzenia dziecka, które WIE ZE PRZESKROBALO. tak jak ja doskonale o tym
              wiedziałam, zajrzyj do mojego posta wyżej.

              i z punktu widzenia matki, która dając klapsa nie dopuszcza to wybiegnięcia
              wyrywającego się i rozhisteryzowanego malucha na ulicę.
              • krwawakornelia co za bzdura! 22.01.08, 10:37
                matka jest silniejsza od dziecka i moze na inne sposoby zapobiec
                wylatywaniu dziecka na ulice. Klaps jest tylko dowodem jej bezsilnosci
                i braku wyobrazni.

                a jaki jest plus dla dziecka?
          • mamamamba Re: masz 100% racji. 19.01.08, 22:37
            ,,sama odpowiedz sobie na to pytanie!czym jest..? chyba regularnym krzywdzeniem
            dziecka i udawadnianiem mu ,ze jako rodzice jestesmy tacy duzi i silni. i co
            mysli maluch? jak bede duzy to dopiero im wszystkim wpie..!!!
            jak bylam mala to dostalam od dziadka chyba raz, dobrze to pamietam i w roznych
            dziwnych chwilach to do mnie wraca..od mamy nieraz, pamietam jej zlosc i dziwna
            niemoc. i moje upokorzenie. co mi to dalo?siedzialam w kacie i spiskowalam jak
            ich zabije. wyroslam na duza , silna dziewczynke (psych silna hehe), zadna
            patologia, po prostu impulsywna bardzo zawsze bylam.
            odgadniecie teraz po ktorej jestem stronie..? do kata tez nie bede stawiac...
    • olamarka Re: trzy grosze 21.12.07, 23:34
      tłumaczenie swojego punktu widzenia (swojego, nie
      ogólnoświatowego...), czy jest się za, czy przeciw - ok
      tłumaczenie popełnionych błędów takich czy innych - ok

      ale poczucie wyższości i poczucie bycia tym najjaśniej oświeconym,
      co to innej matce po głowie przejedzie, bo się wie lepiej i się
      klapsów nei daje - to już właśnie czysta agresja

      i co z tego, że w słusznej sprawie?... agresja to agresja - i zawsze
      rodzi agresję (nie tylko u dzieci, u traktowanych z góry adwersarzy
      również, drogie niebijące)

      i bez domysłów proszę, zanim mi się oberwie - jestem przeciwna
      klapsom (acz rodzic to człowiek, nerw mu puszcza i tego - zwykle -
      żałuje)

      niniejszym opuszczam grono, ściskając kciuki za nas wszystkich
    • bea.bea nic 20.01.08, 13:15
      mija 5 lat zycia mojego syna..i nigdy nie podniosłam na niego reki....

      jesli chodzi o klaps...to tylko w zabawie....d duża dozą pozytywnych wrażeń..smile
    • poziomka-29 Re: Co nas jest wstanie doprowadzic do klapsa? 21.01.08, 16:44
      Ja musze przyznac z wielkim wstydem,ze plasnelam mojego
      siedmiomiesiecznego syna w nozke po tym,jak w trakcie ubierania go
      kopnal mnie w piers. Jestem wlasnie na etapie przestawiania malego
      na butelke, wiec piersi mi malo nie eksploduja i bola jak
      diabli.Ciapnelam ,zanim zdazylam pomyslec.Potem bylo juz za
      pozno.Max troche musial to poczuc, bo sie rozplakal, ale mysle, ze
      czesciowo ze strachu.Ja za to mam przez caly dzien dola i wyrzuty
      sumienia- jestem przeciwniczka klapsow i innych kar cielesnych...
      (klekanie w rogu czy jakies tam inne wynalazki). Jestem okropna
      matka...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka