Dodaj do ulubionych

terapia wodna

26.12.07, 23:24
idac za porada forumowiczow skorzystalam dzis z porady o terapii wodnej...
a mianowicie:
widzac, ze moja corka popada w histerie najpierw ostrzeglam ja, ze potraktuje
ja zimna woda,
gdy ostrzezenie nie pomoglo zabralam ja do lazienki i obmylam jej twarz zimna
woda trzy razy,
wszystko poszlo o to, ze corka chciala za wszelka cene malowac w przedpokoju,
ktory jest waski i nie ma tam na to miejsca

pomoglo, pochlipala jeszcze z 5 minut a potem poprosila o chrupki z mleczkiem
reszta dnia byla git
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: terapia wodna 26.12.07, 23:46
      No to git, zyc nie umierać.
    • marghe_72 Re: terapia wodna 27.12.07, 00:20
      lalibela napisała:


      > wszystko poszlo o to, ze corka chciala za wszelka cene malowac w
      przedpokoju,
      > ktory jest waski i nie ma tam na to miejsca

      hę?
    • kanna Re: terapia wodna 27.12.07, 18:12
      Grunt to konsekwencja...
    • nangaparbat3 koniec z zartami 27.12.07, 18:38
      To, co zastosowałaś wobec corki, to najzwyklejsza przemoc.
      Po pierwsze - zabroniłaś jej rysować czy malować w przedpokoju, "bo jest zbyt
      wąski". Zbyt wąski dla kogo? Co by komu przeszkadzało, ze dziecko siedzi sobie w
      przedpokoju, pewnie na podłodze, i maluje? Jedyna mozliwość: mieliście wlasnie
      obiad i trzeba nosic wazę w zupie czy herbatę, mozna dziecko oparzyc. ale jesli
      obiad, to dziecko powinno byc z Wami przy wspolnym stole.
      Ja bym sobie zadala pytanie, dlaczego dziecko chce malować w przedpokoju?
      U nas przedpokoj z reguły okupuje pies, ze przejść nie można. Kładzie sie
      dokładnie pośrodku, ma wtedy na oku wszystkie pomieszczenia i wszystkich
      obecnych (chyba ze ktos drzwi zakmnie). Przyszlo mi do głowy, ze Twoja córeczka
      takze po to wybrała korytarz, by widzieć, wiedzieć - moze się obawia, ze ktoś
      wyjdzie z domu, kiedy ona bedzie w pokoju, i nie zauważy? Albo wejdzie ktoś, na
      kogo czeka?
      To jest ciekawe, nad tym warto by pomysleć, wiele pewnie mozna by sie o Twoim
      dziecku dowiedzieć.
      Nie pojmuję, dlaczego zabronilaś jej malowania w korytarzu. Obawiam się, że sama
      tak naprawdę tego nie wiesz, ze raczej odpowiedź brzmi "bo tak Cie wychowano, ze
      w korytarzu sie nie maluje" - wiec nie zastanawiasz się, czy taka zasada ma
      sens, czy moze nie.
      A dziecko jeszcze czasem widzi swiat jakim jest, nie jakim powinno go widzieć.
      więc nie rozumie, dlaczego w przedpokoju nie wolno, nie rozumie, dlaczego
      zabraniasz, ryczy. Ty dalej nie probujesz pojać, czemu dziecko chcialo w
      korytarzu, ani czy Twoj zakaz rzeczywiscie jest konieczny i słuszny. Probujesz
      je zastraszyć, a skoro sie nie daje, prowadzisz do łazienki i TRAKTUJESZ ZIMNA
      WODA.
      Potraktowal Cie ktos kiedys zimna wodą? Czy uważasz, że to sie w czymkolwiek
      rożni od bicia? Nie rozni się - to jest tak, jakbys ją zbiła po twarzy. Swoja
      drogą ja juz wole bicie, prostsze jakieś, bardziej przaśne.
    • sir.vimes Takie szerokie sztalugi? 27.12.07, 19:44
      Że się w przedpokoju nie mieszczą?

      Nie rozumiem w czym ci dziecko zawiniło; czemu nie mogło malować tam gdzie chce?
      Jasne - gdybyś nie chciała by malowała w Twoim pokoju czy w salonie posprzątanym
      na przyjście gości to zakaz miałby sens....
      Ale przedpokój?

      Nie dziwię się , ze dziecko miewa ataki histerii jeżeli nawet w takich
      duperalech nie moze zrobić tak jak chce.

      Czy jej wolno tylko we własnym pokoju się bawić?

    • rolo12345 Re: terapia wodna 28.12.07, 12:05
      Terapia - działania ukierunkowane na osiągnięcie pożądanego stanu zdrowia przy
      pomocy różnych zabiegów: leczenia, psychoterapii, hipnoterapii, bioenergoterapii.

      Kara (bahavioryzm) - bodźce wywołujące ból lub inne nieprzyjemne odczucia mające
      w efekcie spowodować to, że karana jednostka dostosuje się do wymogów i zależnie
      od sytuacji przestanie wykonywać lub znacznie ograniczy społecznie niepożądane
      czynności albo będzie wykonywać czynności pożądane.

      Nie nazywaj swojego postępowania terapią. Zabawa w przedpokoju nie jest chorobą,
      tylko - Twoim zdaniem - zachowaniem niepożądanym. Nie ma czego leczyć. To była
      zwyczajna kara. Nie wiem, czy potrzebna.
    • nowa_na_forum a nie mówiłam?! 07.01.08, 16:26
      to działa lepiej niż poduszeczka Superniani.
      • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 17:25
        Tylko wytłumaczcie mi, czym to się różni od klapsa, bo przecież tak
        samo jest stosowaniem przemocy, istota tej kary polega na sprawieniu
        przykrości przez oblanie twarzy zimną wodą i odczucie bezsensowności
        tego aktu, jak robi się to trzy razy. Więc nijak zrozumieć nie mogę,
        dlaczego krótki klaps ma być stressem, upokorzeniem i okrucieństwem,
        a opisane zachowanie nim nie jest i jest zgodne z bezstressowym
        wycnowaniem?
        Dla porządku:
        1. nie zachęcam do dawania klapsów,
        2. ja też bym się nie zgodziła na malowanie na korytarzu, bo malować
        powinno się w jednym miejscu, żeby innychnie uświniać. Sprawę można
        rozwiązać prościej - skonfiskować farby.
        • nangaparbat3 czym się rozni "terapia wodna" od klapsa? 07.01.08, 17:28
          Ano tym, ze jest o wiele bardziej brutalna.
        • marghe_72 Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 18:31
          srebrnarybka napisała:

          bo malować
          > powinno się w jednym miejscu, żeby innychnie uświniać. Sprawę
          można
          > rozwiązać prościej - skonfiskować farby.

          To malowanie w innym niż pokój pomieszczeniu jest naprawde takim
          problemem?
          nie rozumiem
          • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 18:53
            Przy okazji malowania wyświnia się wszystko dookoła, więc lepiej
            przeznaczyć na to jedno miejsce, odpowiednio zabezpieczone. Przecież
            nie ma sposobu, żeby nie nakapać i nie nakleksać farbami i rodzice
            mogą sobie nie życzyć, żeby wszędzie było farbami uświnione. Ale nie
            widzę problemu, żeby dziecku to wytłumaczyć, tak samo, jak np. nie
            pozwala mu się chlapać w muszli klozetowej, puszczać na całe
            mieszkanie wody z prysznica czy też rzucać talerzy na podłogę, co
            też mogłoby być świetną zabawą. Tego rodzaju zasady powinny być
            ustalone i jasne dla dziecka i można je konsekwentnie egzekwować, co
            nie znaczy, że trzeba od razu dziecko zgnoić.
            Natomiast mnie poruszyło co innego; brutalną przemoc i poniżenie
            dziecko określono jako "terapię", w domyśle przeciwstawioną okrutnym
            i niedopuszczalnym klapsom. Co więcej, ta terapia była
            przygotowana "na zimno". I tę hipokryzję chciałam wyeksponować.
            • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 18:59
              "Przy okazji malowania wyświnia się wszystko dookoła, więc lepiej
              przeznaczyć na to jedno miejsce, odpowiednio zabezpieczone. Przecież
              nie ma sposobu, żeby nie nakapać i nie nakleksać farbami i rodzice
              mogą sobie nie życzyć, żeby wszędzie było farbami uświnione."

              Może i racja - ale mieszkanie jest dla ludzi, nie ludzie dla mieszkania. A
              trzylatka moze wydatnie w sprzataniu uczestniczyć.
              • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 19:10
                Widzę trzylatkę, która po malowaniu wymaga najpierw gruntownego
                umycia, jak "wydatnie" uczesniczy w myciu rozpuszczalnikiem podłogi,
                następnie je pastowaniu, myciu ścian lub wręcz ich podmalowywaniu,
                praniu płaszczy poplamionych farbą i usuwaniu innych zniszczeń,
                które są nieuniknione. Rodzice mają prawo sobie takiej roboty nie
                dodawać i nie uważam, żeby ustalenie zasady, że maluje się tylko w
                jednym miejscu bylo okrucieństwem. A czy gdyby trzylatka zażyczyła
                sobie oglądać TV na korytarzu, uznalibyście za okrutnych rodziców,
                którzy nie wynieśli jej tam telewizora. Natomiast zastosowanie
                wymyślnej i poniżającej kary cielesnej nazwanej eufemitycznie
                terapią uważam za rzecz o wiele bardziej naganną, niż potępiane tu
                wielokrotnie klapsy, których też nie zalecam.
                • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 19:44

                  > Widzę trzylatkę, która po malowaniu wymaga najpierw gruntownego
                  > umycia, jak "wydatnie" uczesniczy w myciu rozpuszczalnikiem podłogi,
                  > następnie je pastowaniu, myciu ścian lub wręcz ich podmalowywaniu,
                  > praniu płaszczy poplamionych farbą i usuwaniu innych zniszczeń,
                  > które są nieuniknione.

                  Hm, a ja widzę z uciechą rodzicó , którzy pozwalają malować nie chowając ubrań
                  do szaf i dając trzylatce farby olejne!

                  W pokoju dziecięcym też są ściany i meble. czasem nawet ubrania na wierzchu, nie
                  w szafie. Nie wspominając o tym, ze w pokojach dziecięcych zazwyczaj są łóżka (z
                  pościelą, którą mały niszczyciel może ochlapać!).

                  Każdy, kto ma małe dziecko wie, że drobne zniszczenia sa nieuniknione -
                  natomiast malowanie (nie olejami - bo wtedy rzeczywiście potrezebny
                  rozpuszczalnik...) należy do zabaw dużo mniej "niszczycielskich" niż wiele
                  rzeczy, które znudzone dziecko może robić po cichutku i nie zawracając rodzicom
                  głowy "głupimi" prośbami.

                  Oczywiście, nie namawiam nikogo do zmiany zasad panujących w jego domu.

                  Ale dla mnie schowanie płaszczy do szafy, wyniesienie sztalug i rozłożenie pod
                  nimi gazety nie było nigdy problemem (starcie podłogi an mokro , co i tak w
                  przedpokoju czy kuchni robi się bardzo często - też).

                  Co do dziecka wymagającego gruntownego umycia - po pierwsze warto zakupić
                  malarski kitelek - po drugie trudno oczekiwać , ze małe dziecko nie będzie się
                  brudzić.smile

                  Tak czy inaczej - jeżeli tak ważkie przyczyny decydują, ze dziecko nie może
                  malować w przedpokoju czy kuchni należy miło wyjaśnić , że "w naszej rodzinie
                  panują takie zasady, że malujemy tylko tu i tu" a nie doprowadzać do histerii i
                  karać. Warto zapytać czemu dziecko chce malować właśnie u, nie gdzie indziej?
                  Może z przedpokoju bliżej do mamy?

                  • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 20:50
                    Dear Sir, sam(a?) piszesz, że zgoda na malowanie dziecka w korytarzu
                    wymaga schowania płaszczy do szaf (nie zawsze może być w nich
                    miejsce na schowanie płaszczy czy parasola aktualnie używanego i
                    wiszącego na wieszaku, mogą być mokre po) i założenie kitelka, ja
                    dodam jeszcze, że wyłożenia podłogi gazetami i ewentualnie
                    zaklejenia nimi ścian, czyli całkiem poważnej roboty, której rodzic
                    może nie mieć ochoty, a nawet możliwości (płaszcze) sobie dodawać.
                    Jest też dla mnie zrozumiałe, że o ile w pokoju dziecięcym ściany
                    mogą być pochlapane farbami, to w przedpokoju chce się mieć większy
                    porządek. Pościel w pokoju dziecinnym powinna być schowana do
                    pojemnika, a nie leżeć na łóżku, bo w ten sposób zyskuje się
                    powierzchnię łóżka do zabawy. Dlatego wydaje mi się właściwe, by
                    dziecko miało stałe miejsce malowania, gdzie ściany skazane są na
                    pochlapanie (może wyłożone np. jakąś ceratą czy zmuwalną tapetą), i
                    wystarczy tylko podłożyć gazetę i kazać założyć młodemu kitelek.
                    Oczywiście zasady te powinny być jasne i konsekwentnie stosowane.
                    Jeżeli dziecko wolało być w korytarzu, bo tam bliżej mamy, to może
                    nauczyć się wybierać - trudno, nie można mieć wszystkiego na raz,
                    malować może kiedy indziej.
                    Natomiast pomysł malowania w korytarzu nie jest żadną zbrodnią i nie
                    powinien być potraktowany w sposób niedopuszczalny,jak opisała to
                    autorka wątku. Nie mówiąc o tym, i to oburzyło mnie najbardziej, że
                    egzekucję tą nazwała eufemistycznie terapią.
                    • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 21:34
                      Pościel w pokoju dziecinnym powinna być schowana do
                      > pojemnika, a nie leżeć na łóżku, bo w ten sposób zyskuje się
                      > powierzchnię łóżka do zabawy.

                      O, nigdy w życiu.
                      Pościel powinna wietrzyć się na balkonie lub ułożona równiutko jak w wojsku
                      spoczywać pod wyprasowaną lnianą narzutąwink

                      Tak jak napisałam - szanuję zasady innych ludzi obowiązujące w ich domach.

                      ale warto te zasady skonfrontować z faktem realiów zycia i potrzeb małego dziecka.
                      Bo przecież czasem pięć minut sprzatania okazuje sie dużo mniej istotne niż 5
                      minut radości dzieciaka. Szczególnie, ze lepiej jest wspólnie sprzątać (i uczyć
                      sprzątania samodzielnego) niż traktować dom jak muzeum i uczyć szacunku dla
                      przedmiotów, nie ludzkich uczuć.

                      Swoja drogą - NIGDY przy malowaniu ani ja , ani moja siostra, koleżanki ,
                      kuzynki, kuzyni i masa znajomych dzieci a przede wszystkim moja osobista córka
                      nie robiły takiego panopticum jak przy np. jedzeniu nie lubianych potraw czy
                      innych takich - więc może z powodu odmiennych doświadczeń nie umiem sobie
                      wyobrazić tych zaklejanych gazetami ścian wink

                      Zresztą, ja traktuję mieszkanie bardziej jak pracownię niż wystawę mebli -
                      jeżeli akurat coś wycinamy - wyciannaki mogą sypać się od kuchni do sypialni;
                      jeżeli malujemy - obrazki do wyschnięcia leżą na całej podłodze. Oczywiście, nie
                      polecam wszystkim - każdy ma swoją wizję.


                      > Jeżeli dziecko wolało być w korytarzu, bo tam bliżej mamy, to może
                      > nauczyć się wybierać - trudno, nie można mieć wszystkiego na raz,
                      > malować może kiedy indziej.

                      A może to jednak rodzice powinni czasem nauczyć się wybierać? Bo jeżeli mała
                      MUSI pobawić się sama bo mama gotuje arcyważny obiad czy cos tam to czemu
                      jeszcze ma iść na kompromis jeśli chodzi o formę i miejsce zabawy?
                      Oczywiście - leciutko przerysowałam, ale często tak właśnie jest - rodzice
                      bezkompromisowo poświęcają czas wszystkiemu , tylko nie dziecku - a od dziecka
                      wymagają masy ustępstw w duperelkach. Bo dla dorosłej osoby 5 minut ze ścierką
                      to drobiaz a dla trzylatki kolejna godzina w samotności z nudną, cichą,
                      niebrudzącą zabawą może być niezwykle nieprzyjemnym doświadczeniem...


                      • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 23:06
                        O, nigdy w życiu.
                        > Pościel powinna wietrzyć się na balkonie lub ułożona równiutko jak
                        w wojsku
                        > spoczywać pod wyprasowaną lnianą narzutąwink
                        I bardzo fajnie będzie wyglądało, jak dziecko, któremu wszędzie
                        wolno malować, polami farbą tę narzutę, albo np. zrobi sobie z łożka
                        statek (to akurat bardzo fajna i zupełnie naturalna zabawa) i będzie
                        skakać z tej równo wyprasowanej pościeli na podłogę tzn. do szalupy.
                        Jeżeli dziecku wolno malować i uświniać całe mieszkanie tam, gdzie
                        ma na to ochotę, to i wolno zrobić sobie z łóżka statek.
                        Praktykowałam to w dzieciństwie wielokrotnie.
                        Bo przecież czasem pięć minut sprzatania okazuje sie dużo mniej
                        istotne niż 5
                        > minut radości dzieciaka.
                        Oczywiście, ale to nie znaczy, że absolutnie każdą zachciankę
                        dzieciaka należy spełniać. Zresztą wtedy co to za radość, jak jest
                        zawsze dostępna? Radość sprawia coś, co jest oczekiwane i
                        celebrowane.
                        Szczególnie, ze lepiej jest wspólnie sprzątać (i uczyć
                        > sprzątania samodzielnego) niż traktować dom jak muzeum i uczyć
                        szacunku dla
                        > przedmiotów, nie ludzkich uczuć.
                        Nie mam nic przeciwko wspólnemu sprzątaniu. Oczywiście dom to nie
                        muzeum, ale można uczyć dziecko estetyki, że np. ściany
                        niezabrudzone są ładniejsze od powalanych etc. To mu się przyda w
                        życiu. Ja się po prostu źle czuję w brudnym pomieszczeniu, bo tego
                        mne nauczono w domu, również w głękokim dzieciństwie,
                        Swoja drogą - NIGDY przy malowaniu ani ja , ani moja siostra,
                        koleżanki ,
                        > kuzynki, kuzyni i masa znajomych dzieci a przede wszystkim moja
                        osobista córka
                        > nie robiły takiego panopticum jak przy np. jedzeniu nie lubianych
                        potraw czy
                        > innych takich - więc może z powodu odmiennych doświadczeń nie
                        umiem sobie
                        > wyobrazić tych zaklejanych gazetami ścian wink
                        Jeżeli "stanowisko pracy" do malowania jest odpowiednio prygotwane,
                        to się panopoptikum nie narobi.
                        Zresztą, ja traktuję mieszkanie bardziej jak pracownię niż wystawę
                        mebli -
                        > jeżeli akurat coś wycinamy - wyciannaki mogą sypać się od kuchni
                        do sypialni;
                        Wycinanki nie powodują trwałego zniszczenia, wystarcy je pozamiatać,
                        co można zrobić z "wydatną" pomocą trzylatki.
                        A może to jednak rodzice powinni czasem nauczyć się wybierać?
                        Rodzice chyba wybierają cały czas. CAŁE ŻYCIE rodziców, szczególnie
                        matek, jest przez 24 godziny podporządkowane dzieciom, nawet, jeśli
                        matki mają zmienników.
                        Bo jeżeli mała
                        > MUSI pobawić się sama bo mama gotuje arcyważny obiad czy cos tam
                        to czemu
                        > jeszcze ma iść na kompromis jeśli chodzi o formę i miejsce zabawy?
                        Dlaczego ten arcyważny obiad jest przedmiotem takiej kpiny? A
                        dziecko nie potrzebuje tego obiadu? I w czym problem? Że trochę
                        pobawi się samo i w innym pomieszczeniu? 3latka? Dla higieny
                        psychicznej i własnego rozwou powinna też bawić się sama. Natromiast
                        dziecko powinno znać i mieć możliwość wyboru różnych ciekawych
                        zabaw. Czy tylko malowanie jest jedyną ciekawą zabawą, jaką dziecko
                        zna?
                        > Oczywiście - leciutko przerysowałam, ale często tak właśnie jest -
                        rodzice
                        > bezkompromisowo poświęcają czas wszystkiemu , tylko nie dziecku -
                        a od dziecka
                        > wymagają masy ustępstw w duperelkach. Bo dla dorosłej osoby 5
                        minut ze ścierką
                        > to drobiaz a dla trzylatki kolejna godzina w samotności z nudną,
                        cichą,
                        > niebrudzącą zabawą może być niezwykle nieprzyjemnym
                        doświadczeniem...
                        Sprzątanie po malowaniu w miejscu do tego nieprzygotowanym to nie
                        jest 5 minut ze ścierką. Poza tym wtedy dziecko będzie domagało się
                        czegoś innego i okrutny rodzic znowu zostanie potępiony za to, że
                        ośmiela się sprzątać, zamiast zaspokoić kolejną zachciankę.
                        • sir.vimes Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 23:27
                          Chyba za mało ironii zawarłam w swej ironii.
                          Pościel nic nie powinna - bo u każdego w domu panują inne zasady (chociaż
                          rzeczywiście wolę krochmalenie po wojskowemu i lniane narzuty niż jakieś
                          pojemniki). Wiadomo, ze p[okój dziecięcy jest dla dziecka i idealnie wyprasowana
                          narzuta się nie "utrzyma".

                          Jeżeli ktoś bożyszcze wie czemu życzy sobie by dziecko miało w pokoju jak w
                          muzeum lepiej niech sobie sprawi kota.

                          > ma na to ochotę, to i wolno zrobić sobie z łóżka statek.

                          U mnie w domu wolno.

                          > I bardzo fajnie będzie wyglądało, jak dziecko, któremu wszędzie
                          > wolno malować, polami farbą tę narzutę,

                          Poplami - farbami, czekoladą , atramentem z pióra, czymkolwiek - to zaniesie do
                          pralki a potem pomoze rozwieszać. Jeżeli po jakimś czasie narzuta ulegnie
                          całkowitemu zniszczeniu - załamywać rąk nikt nie będzie bo taki los przedmiotów,
                          że niszczą się niekiedy.

                          Ja się po prostu źle czuję w brudnym pomieszczeniu, bo tego
                          > mne nauczono w domu, również w głękokim dzieciństwie,

                          Ja też.

                          > Dlaczego ten arcyważny obiad jest przedmiotem takiej kpiny? A
                          > dziecko nie potrzebuje tego obiadu

                          Z punktu widzenia dziecka zabawa z mamą czy przebywanie blisko mamy jest jednak
                          ważniejsze...
                          I nie chodzi mi o to by poświęcać 24 h na dobę dziecku - wręcz przeciwnie.
                          Czasem warto się jednak zastanowić czy nasze zakazy (np. usilne zamykanie
                          dziecka w jego pokoju) są koniecznie. Nie wspominając o tym, ze trzylatka może
                          malując będzie koło mamy, pogada z nią, nacieszy, a potem mama bedzie mogła
                          spokojnie poczytać gazetę zamiast rozbawiać smutne i znudzone samotnością dziecko.

                          > Sprzątanie po malowaniu w miejscu do tego nieprzygotowanym to nie
                          > jest 5 minut ze ścierką.

                          Już o tym pisałam - po farbach olejnych rzeczywiście będzie to przynajmniej pół
                          godziny z rozpuszczalniekiem, Ale jak ktoś takie daje dziecku to jest już tylko
                          jego problem...
                    • sir.vimes Co do meritum 07.01.08, 21:41
                      > Natomiast pomysł malowania w korytarzu nie jest żadną zbrodnią i nie
                      > powinien być potraktowany w sposób niedopuszczalny,jak opisała to
                      > autorka wątku. Nie mówiąc o tym, i to oburzyło mnie najbardziej, że
                      > egzekucję tą nazwała eufemistycznie terapią.

                      Zgadzam się w pełni.

                      Dziecko zostało ukarane za to, że wpadło na pomysł.

                      > Oczywiście zasady te powinny być jasne i konsekwentnie stosowane.

                      Właśnie. Tu zasad jasno sformułowanych nie było - był pomysł dziecka versus
                      pomysł mamy.
                      • srebrnarybka Re: Co do meritum 07.01.08, 23:08
                        Ja w ogóle nie uważam, że dziecko powinno zostać UKARANE za pomysł
                        czy propozycję malowania na korytarzu, bo to nie ejst nic złego. Ja
                        tylko uważam, że rodzice mają prawo się na to nie zgodzić, ale nie
                        usprawiedliwia to znęcania się nad dzieckiem, a to opisała autorka
                        wątku. Nie rozumiem więc, dlaczego tyle gromów spadło na mnie.
                        • sir.vimes Re: Co do meritum 07.01.08, 23:15
                          Nie czytasz uważnie - napisałam, że co do meritum zgadzam się z tobą i
                          wypunktowałam dokładnie z czym i czemu się zgadzam.
                          • srebrnarybka Re: Co do meritum 07.01.08, 23:25
                            Odpisywałam na dwa różne posty - w jednym mnie obsobaczyłąś jak
                            sadystkę, w drugim się zgodziłaś ze mną, a ja na każdy z nich
                            odpisałam osobno. I wdałam się ja, Ty i parę innych osób w
                            bezsensowną dyskusję o malowaniu na korytarzu, bo to nie było istotą
                            sprawy. Nawet obrońcy malowania na korytarzu przyznają chyba
                            rodzicom prawo do niezgodzenia się w uzasadnionych przypadkach na
                            jakiś pomysł dziecka i nie warto się spierać, czy tu akurat zachodił
                            ten przypadek. Co do reszty zgoda, mnie najbardziej oburzyło w tej
                            historii nazywanie wyrafinowanego okrucieństwa "terapią" i
                            twierdzenia, że to nie jest kara, tylko taka bezstressowa metoda
                            wychowawcza dla wyciszenia dziecka. Gdyby autorka wątku nazwała to
                            karą, byłony przynajmniej jasne. A tak słyszę, że w bezstressowym
                            wychowaniu nie wolno karać, ale wolno stosować terapię. I zaczynam
                            Bogu dziękować, że wychowałam się w takich czasach, kiedy nikt o
                            bezstressowym wychowaniu nie słyszał...
                            • sir.vimes Re: Co do meritum 07.01.08, 23:28
                              > bezsensowną dyskusję o malowaniu na korytarzu

                              Moim zdaniem sensowną.

                              w jednym mnie obsobaczyłąś jak
                              > sadystkę, w drugim się zgodziłaś ze mną,

                              Bo chodzi o dwie różne sprawy (czy też dwa różne aspekty). W jednym zgadzam się
                              z Tobą - w drugim nie.

                              • srebrnarybka Re: Co do meritum 07.01.08, 23:35
                                Koleżannko, lepiej przeczytaj, co napisała nowa_na_forum, bo mnie
                                zabrakło amunici, żeby dyskutować. Proponuję zawieszenie broni dla
                                dobra wspólnej sprawy.
            • srebrnarybka Re: a nie mówiłam?! 07.01.08, 19:02
              P.S. Widzę, że dla wszystkich ten korytarz jest strasznie ważny. Nie
              mam nic przeciwko innym zabawom na korytarzu, jeżeli nie powodują
              trwałych zniszczeń. Klocki lego albo puzzle można posprzątać (co
              najwyżej jest niebezpieczeństwo, że się je pogubi, ale to już inny
              problem), natomiast nie widzę możliwości, żeby malujące dziecko nie
              zachlapało farbami swojego ubrania, blatu, na którym maluje, podłogi
              wokół i nie pozostawiło wszędzie "pieczątek" z umorusanych dłoni.
              Dlatego uważam, że do malowania lepiej mieć jeden wyznaczony kąt,
              odpowiednio zabezpieczony, i odpowiednie ubranie "robocze", które
              można bez obaw wyświnić. Oczywiście to, że córka chciała malować na
              korytarzu (zwłaszcza, jeśli przedtem nie była przyzwyczajona do
              takich środków bhp), to nie jest zbrodnia, ale też rude prawo
              rodziców się nie zgodzić. Tyle, że można po prostu jasno postawić
              sprawę: na korytarzu się nie maluje, i zaproponować inną zabawę, a w
              ostatecznym wypadku skonfiksować farby. Nie ma natomiast powodu
              znęcania się nad dzieckiem.
        • nowa_na_forum Tym się różni 07.01.08, 23:23
          że schładza głowę przez co zwęża naczynia krwionośne, przez co
          zmniejsza dopływ krwi do mózgu, przez co zmniejsza jego aktywność
          i pobudzenie czyli wściekłość dziecka. Przecież nawet mówi się, że
          jak ktoś się wścieka to żeby sobie wsadził głowę pod zimną wodę.
          To pomaga. I to nie jest wiele większa przemoc niż odebranie dziecku
          farbek, wyrwanie pędzla z rąk czy zamknięcie w pokoju (żeby nie malowało
          w korytarzu).
          • srebrnarybka Re: Tym się różni 07.01.08, 23:33
            Właściwie brak mi słów, bo nie potrafię tłuc głową o mur, a pod kran
            jednak nie mam ochoty wsadzać.
            Jest to wyrafinowanowa przemoc, gdyż wymaga doprowadzenia dziecka
            siłą do łazienki, wsadzenia głowy pod kran, trzykrotnego umycia
            twarzy, co jest oczywiście bezsensowne, bo dziecko wie, że twarz
            myje się tylko raz i oczywiście głęboko poniżające.
            Natomiast nie widzę żadnego aktu przemocy w zabronieniu dziecku
            zabawy, którą uważamy za niewłaściwą (chociaż sama decyzja może być
            nieuzasadniona czy niesprawiedliwa, ale to nie jest przemoc, wynika
            z władzy rodzicielskiej), czy odebrania przedmiotów służących do
            takiej zabawy, a właściwie, w tym wypadku, niewydanie ich, bo
            dziecko nie może przecież zacząć malować bez przygotowania
            stanowiska przez rodzica. Więc właściwie nie trzeba nic konfiskować,
            wystarczy nie wydać farbek czy kitleka ochronnego. I oto zamiast
            jednego ruchu, czy jego braku, mamy dla wyegzekwoania zakazu
            szarpanie się z dzieckiem, oblewanie go zimną wodą i upokarzanie. I
            nazywa się to terapię.
            Zresztą zwolennicy klapsów też twierdzą, że one uspokajają.
            Po prostu brak słów.
            • nowa_na_forum Re: Tym się różni 08.01.08, 08:01
              a sprawdź sama i wsadź se głowę pod kran jak jesteś czyms niezwykle
              wzburzona - to pomaga
              • sir.vimes Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 08.01.08, 12:43
                uspokajało?

                Ze swojego wózka zajęczysz o dodatkowy kawałek ciasta a dzieciak chlust -
                wiaderko lodowatej wody.

                Albo synowa czy zięć zaciągną cię przez pół pokoju w ciuchach pod zimny prysznic
                gdy cichcem zapalisz lamkę nocną by poczytać zabroniony w domu Nasz Dziennik.

                Narawdę nie widzisz róznicy między samodzielnym przyłozeniem sobie zimnego
                kompresu a upokarzającym zaciąganiem szarpiącego się dziecka, rozgrzanego
                gniewem do lodowatej wody?
                Ciekawe zreszta , co na to kardiolog...

                Swoją drogą histerię leczono kiedyś zimną wodą - a także wibratorami lub - z
                zupełnie innej beczki - wycinaniem łechtaczki.

                • nowa_na_forum Re: Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 08.01.08, 14:59
                  > Swoją drogą histerię leczono kiedyś zimną wodą - a także wibratorami lub - z
                  > zupełnie innej beczki - wycinaniem łechtaczki.

                  To interesujące, ale ja mam chłopca smile

                  Poza tym terapia wodna stosowana jest przynajmniej u nas tylko w
                  wyjatkowcych przypadkach, gdy histeria jest bardzo silna, dlugotrwala
                  i bezzasadna. Np. tata zjadl ostatnia parowke i wiecej nie ma, a maly
                  wlasnie chcial parowke. I pol godziny wycia, wicia sie po podlodze,
                  kopania, plucia itd itp. Nijak wytlumaczyc wowczas dziecku nie mozna
                  niczego bo tak wyje ze nic nie slyszy, o przytulaniu nie ma mowy bo
                  bije i nie daje podejsc, rzuca co mu wpadnie w rece, bije. Lepiej
                  przeczekac czy lepiej wylac na glowe szklanke wody? Albo wziac pod
                  pache (to maz, ja nie dam rady) i wsadzic glowe pod kran? Czy pozwolic
                  na pol godziny wycienczajacej histerii? Dla mnie tosa pytania retoryczne.
                  • sir.vimes Re: Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 08.01.08, 15:44
                    Dla mnie to też pytanie retoryczne - bo zawsze radziłam sobie z atakami histerii
                    dziecka bez okrucieństwa.

                    Swoją drogą z punktu widzenia twojego dziecka złość wcale nie była bezzasadna.

                    • nowa_na_forum Re: Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 12.01.08, 13:32
                      Ja też radzę sobie bez okrucieństwa.
                      • mamamamba Re: Chciałabyś by cię tak dziecko na starość 27.02.08, 13:18
                        bardzo ciekawe jest to co mowisz. wspolczuje Twojemu dziecku! daj znac za 20 lat
                        co z niego wyroslo!
          • krwawakornelia Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 11:21
            ale zrowno odebranie farbek
            jak i
            wyrwanie pedzla
            i
            zamkniecie w pokoju

            sa przemoca wobec dziecka i nie powinny miec miejsca. Co nie oznacza
            ze nie nalezy dziecku nie stawiac granic.
            Ale nalezy to robic spokojnie, stanowczo, z miloscia i SZACUNKIEM.

            Starszemu dziecku chetnie moge zaproponowac ze jak jest wsciekly to
            niech idzie pobiegac z psem albo wezmie zimny prysznic. Ale samemu
            myc dziecku twarz zimna woda w takich okolicznosciach.

            Nie nie przekonuje mnie to wcale.
            • sir.vimes Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 12:45
              Małego histeryka można jak najbardziej ukoić wodą - normalną , ciepłą kąpielą.
            • srebrnarybka Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 13:00
              po pierwsze należało dziecku spokojnie wyjaśnić, dlaczego nie
              pozwala mu się malować w korytarzu, po drugie malowanie wymgaga
              przygotowania pewnch elementów przez rodzica (rozłożenie sztalug czy
              jakiegoś blatu, napełnienie wodą miseczki do rozrabiania farb,
              skompleotwania wszystkich potrzebnych materiałów, założenie kitelka,
              ewentulalnie wyłożenia podłogi gazetami), więc wystarczy którejś z
              tych czynności po prostu nie wykonać, żeby malowanie nie mogło się
              odbyć. Nie jest to żadna przemoc. Jeśli już trzeba zabrać dziecku
              farby, czy coś innego, to też niekoniecznie trzeba "wyrywać". Nie
              proponowałam też "zamknięcia" dziecka we własnym pokoju, tylko
              zorganizowania mu tam malowania lub innej ciekawej zabawy w czasie,
              gdy mama musi ugotować obiad. Nie uważam, żeby którekolwiek z
              proponowanych przeze mnie działań było przemocą - żąś wleczenie
              dziecka i wstawianie mu siłą głowy pod zimny kran - jest taką
              przemocą i upokorzeniem. I nie mogę pojąć, e osoby które demonizują
              klapsy, jednocześnie pochwalają tak okrutny sposób ukarania dziecka
              za nic, bo sama chęć malowania w korytarzu w ogóle nie zasługuje na
              karę.
              • srebrnarybka Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 13:06
                P. S. BYłam dzieckiem w czasie, kiedy o bezstressowym wychowaniu
                nikt nie słyszał i często dostawałam lanie. Zwykle wiedziałąm za co
                i nie przyjmowałam to jako zasłużoną, chociaż dotkliwą, karę i
                wiedziałam, że zostałam ukarana. Na szczęście w tamtych czasach nikt
                nie stosował wobec mnie tak wymyślnych kar cielesnych, które
                nazywałby terapią i twierdził, że nie jest to kara, bo takie
                zakłamanie z pewnością poniżałoby mnie bardziej niż pięć klapsów
                nawet na gołą pupę w wypadku cięższego przewinienia przeciw znanym
                zasadom.
              • acorns Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 14:05
                > Nie uważam, żeby którekolwiek z proponowanych przeze mnie działań
                > było przemocą - żąś wleczenie dziecka i wstawianie mu siłą głowy
                > pod zimny kran - jest taką przemocą i upokorzeniem. I nie mogę
                > pojąć, e osoby które demonizują klapsy, jednocześnie pochwalają
                > tak okrutny sposób ukarania dziecka

                Przede wszystkim terapia wodna nie jest karą tylko sposobem na
                uspokojenie wściekłego dzieciaka, który jest w amoku i nic innego do
                niego nie dociera a to co do niego dotrze oprócz zimnej wody to jest
                dużo bardziej drastyczne. Jeśli zmoczenie dziecku twarzy zimną wodą
                w celu zapobiegnięcia atakowi histerii jest drastyczne to co powiesz
                na mojego kolegę który uspokaja swoją pięcioletnią córkę i
                trzyletniego syna przy pomocy pająka ptasznika? Jak dzieciakom
                odbija to kolega bierze pająka i idzie z nim do dzieci. Momentalnie
                jest spokój bo wszyscy się tego pająka boją smile Nawet hasło "spokój
                ma być bo pójdę po Freda (tak ma na imię pająk)" jest w stanie
                zdziałać bardzo dużo.
                • srebrnarybka Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 14:26
                  Na pająka powiem oczywiście to samo. I oburza mnie stosowanie
                  wymyślnych kar cielesnych (albo psychocznych - pająk), których nie
                  nazywa się karami, bo dziecko doskonale wie i czuje, że zostało
                  ukarane i upokorzone. W opisanym przeze mnie wypadku należało
                  dziecku uniemożliwić zabawę, którą uważamy za niewłaściwą, co było
                  łatwe, bo zabawę tę rodzic musi zorganizować, a histerię zignorować.
                  Gdyby matka na histerię nie zwróciła uwagi, samo by przeszło.
                  Natomiast nazywanie stosowanego rozmyślnie i przygotowanego
                  wcześniej wymyślnego znęcania się fizycznego i psychicznego nad
                  dzieckiem i nie nazywanie tego karą, ale terapią, jest, poza samą
                  karą, jeszcze wyjątkową obłudą, którą dzieko wyczuje. I przeraża
                  mnie obłuda zwolenniczek bezstressowego wychowania, które oburzają
                  się jednym klapsem, a akceptują coś takiego, bo umówiły się, że to
                  nie kara, tylko terapia. To jest przerażające, a dzieci szybko
                  nauczą się, że rodzice nie używają słów adekwatnych do sytuacji.
                  Przynajmniej w dawnych stressowych czasach nikt nie ukrywał, że
                  karze dziecko, jak spuszczał mu lanie. Mnie najbardziej oburza
                  zakłamanie w nazywaniu wymyślnej kary fizycznej.
                  • milenium5 Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 08.01.08, 15:18
                    Metody które stosuje Twój kolega to wyrafinowane znęcanie się
                    psychiczne nad dzieckiem i powinno być karane. Jeżeli Twoje metody
                    nie są karą, to czym? Upokarzaniem? Znęcaniem się? Zemstą? Nie
                    rozumiem karania za histerię lub "uspokajania" jak piszecie.
                    Histeria u dwu - trzy latka jest czymś absolutnie normalnym -
                    dziecko nie panuje nad swoimi emocjami, nie nauczyło się tego
                    jeszcze i tyle. Na histerię jest jeden sposób - ignorowanie jej.
                    Dziecko bardzo szybko uczy się, że to nie działa na mamę i
                    zachowania histeryczne mijają. Stosując opisane przez Ciebie metody
                    dziecko nabiera przekonania, że uczucia są czymś złym i nie należy
                    ich okazywać, bo za to może spotkać kara. Pójdziesz dalej? Za
                    okazanie wściekłości mycie na siłę buzi zimną wodą, za zbyt głośne
                    zachowanie - kąpiel w wannie wypłenionej lodowatą wodą (bo i o
                    takich metodach słyszłam), za poważniejsze przewinienie - noc na
                    balkonie. I wszystko dla dobra dziecka. Gdzie się zatrzymasz
                    w "terapii"? Gdzie jest granica?
                  • nangaparbat3 Rybeńko 08.01.08, 16:48
                    Mam wrażenie, ze jestem ostatnią i jedyną na tym forum jawną zwolenniczką
                    bezstresowego wychowania.
                    "Terapie wodną" uwazam za przemoc, o czym pisałam wyzej.
                    Kary typu: izolowanie dziecka, ignorowanie go, odbieranie przytulanki uwazam za
                    GORSZE niz klaps (przez który rozumiem symboliczne, nie powodujace bólu
                    klapnięcie w pupę, a zwłaszcza w pampersa). Uwazam nawet, że od wymienionych tu
                    kar, w razie naprawdę poważnego przewinienia, jakiegoś dramatycznego zupelnie,
                    lepsze bedzie klasyczne lanie (przez co rozumiem kilka silnych uderzeń
                    rodzicielską dłonią po pupie, aż ta (dłoń) zacznie boleć). Oczywiście lanie
                    zachowuje na takie sytuacje, które dadzą się porownać z koncem świata, na pewno
                    nie na to ze dziecko płacze, protestuje, jest nieposłuszne czy - jak to sie
                    tutaj nazywa pieknie - histeryzuje.
                    • nangaparbat3 PS 08.01.08, 16:51
                      Natomiast staralabym sie umozliwić dziecku malowanie w przedpokoju, gdyby mu na
                      tym bardzo zależało smile))
                      • srebrnarybka Re: PS 08.01.08, 17:24
                        Sprawę przedpokoju proponuję wyłączyć, bo ona doprawdy nie jest
                        ważna. Nawet przy najbardziej bezstressowym wychowaniu czasem jednak
                        dziecku się czegoś zabrania (np. puszczania łódek w muszli klozetowe
                        albo rzucania talerzami na podłogę) i wtedy należy liczyć się z
                        płaczem czy próbą wymuszenia tego histerią. To normalny odruch
                        dziecka. Niereagowanie uważam wtedy nie za karę, a jedynie za
                        konsekwentne podtrzymywanie swoego zdania. Skoro nie zrobiłam
                        dziecku krzywdy (jeśli mam taką pewność), a tylko egzekwuję
                        uzasadnione polecenie, to nie mam powodu utulać płaczącego dziecka,
                        bo nie jest ono skrzywdzone. Dziecko zaś szybko nauczy się, że w ten
                        sposób nic nie osiągnie, i histerie się skończą. W każdym razie brak
                        reakcji na histerię uważam za mniej upokarzający niż opisaną
                        tu "terapę".
                        Jestem jawną przeciwniczką wychowania bezstressowego, nie będę
                        tłumaczyła powodów, bo to dłuższa sprawa. Mój pogląd na tym forum
                        jest niezywkle rzadki, i zwykle jestem traktowana jako sadystka
                        przez bezstressowe matki. I oto okazuje się, że to ja, stressowa
                        sadystka, nie jestem w stanie wytłumaczyć, że coś, co niewinnie
                        nazywa się terapią, jest silniejszym stressem, bólem i upokorzeniem,
                        niż gromione przez te bezstressowe matki klapsy.
                        Najbardziej oburza mnie fakt, że tak jawna i okrutna kara została
                        zaakceptowana tylko i wyłącznie dzięki nazwaniu jej "terapią".
                        Trochę przypomina mi to komunę, gdzie nie było policji, tylko
                        milicja obywatelska, która miała być z zasady demokratyczna, a jaka
                        była, każdy pamięta, Zielone Świątki nazwano Świętem Ludowym i były
                        jedynym świętem państwowym z ruchomą datą i dokonano całego szeregu
                        podobnych przekłamań w nazwach. Z Twoich postów wnioskuję, że jesteś
                        nauczycielką polskiego, więc chyba ten fakt doceniasz.
                        Jeżeli bezstressowa wychowanie ma wyglądać tak, jak postępuje ze
                        swoim dzieckiem koleżanka nowa_na_forum, to ja się cieszę, że w
                        dzieciństwie byłam poddana tradycyjnemu.
                        • acorns Re: PS 08.01.08, 17:33
                          > W każdym razie brak reakcji na histerię uważam za mniej
                          > upokarzający niż opisaną tu "terapę".

                          Tak to można robić jak się mieszka w domu jednorodzinnym a nie w
                          bloku. histeria dziecka może być naprawdę uciążliwa dla sąsiadów.
                          Dzieci nadają na częstotliwościach które poruszają w człowieku każdy
                          nerw i można mieć mordercze myśli od tego. Normalnie wolałbym mieć
                          obok siebie pijacką melinę niż rodzinę z małymi dziećmi które mogą
                          sobie histeryzować do woli a ja bym tych pisków i wycia musiął
                          słuchać codziennie po kilka - kilkanaście razy.
                        • nangaparbat3 Re: PS 08.01.08, 17:50
                          Ja sie z Tobą zgadzam, poza tym jednym: nie ma tu matek (a jeśli są, to
                          pojedyncze i nie obnoszące się z tym - akceptujących "bezstresowe wychowanie".
                          Bo wydaje mi się, ze u nas za "bezstresowe wychowanie" bierze sie jego
                          karykaturę albo brak wychowania w ogóle.
                          Widzisz, sama sie zastanawiam jak to jest: bo moje dziecko bylo bardzo spokojne
                          (choc zywe), empatyczne i nieagresywne, choc czasem krnabrne, wręcz wyzywajace,
                          a czasem uparte. Nigdy nie histeryzowało, w ogole rzadko nawet płakało czy
                          robiło awantury.
                          Wiec sie zastanawiam: czy dlatego taka była, ze prawie wszystko bylo jej wolno,
                          czy dlatego moglismy jej pozwolic prawie na wszystko, ze z natury (?) taka jest?
                • sir.vimes Kolega widocznie jest niedocofem 08.01.08, 14:34
                  Ale to jego problem.

                  Natomiast upodobanie do BRUTALNYCH rozwiązań gdy dostępne i równie łatwe jest
                  rozwiązanie mniej brutalne świadczy po prostu o upodobaniu do przemocy.

                  Twoja córka jest nastolatką - możesz powiedzieć jej by przyłożyła sobie chłodny
                  kompresik lub umyła spokojnie buzię chłodną wodą (chociaż wątpię by u dorosłej
                  niemal panny coś takiego było potrzebne). I to jest zupełnie co innego niz
                  wrzucanie przemocą do lodowatej wody czy polewanie zimnym prysznicem.

                  Małego histeryka jak najbardziej można wstawić do normalnej , ciepłej kąpieli -
                  bez upokarzania, szoku.
                  • nowa_na_forum Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 08.01.08, 15:07
                    Żeby małego histeryka wstawic do noprmalnej ciepłej kąpieli to
                    najpierw trzeba nalać do wanny wody, potem histeryka rozebrać i dopiero
                    można go wstawić. Ile to potrwa? 10 minut? I rozbierzesz go delikatnie
                    i bez użycia siły? Jak leży na podłodze i się wije i wydziera?
                    A może mały histeryk z ochotą sie szybko rozbierze i jeszcze piankę
                    sobie do kąpieli zazyczy?

                    Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią
                    • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 08.01.08, 15:28
                      Jeżeli na histerie dziecka nie zwraca się uwagi, to dziecko szybko
                      oducza się wymuszania w ten sposób i histerykiem być przestaje.
                      Chwalona przez Ciebie "terapia" może daje tylko trochę spokoju
                      rodzicom, ale przecież nie dziecku, którego emocje zostały stłumione
                      na siłę. I najbardziej oburza mnie zakłamywanie faktu, że jest to
                      okrutna kara fizyczna, przy jednoczesnym potępianiu matek, które
                      kiedykolwiek przyłożyły dziecku klapsa, przynajmniej nie ukrywając
                      przed nim i sobą, że je karzą. W tej sprawie najbardziej oburza mnie
                      obłuda.
                    • sir.vimes Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 08.01.08, 15:49
                      Przerabiałam to.
                      Wykonalne.
                      W ciągu 10 minut to jeszcze aromaterapię można by dołożyć i relaksujący masażyk.

                      Nie rób jakiejs idei czy teorii psychologicznej z faktu, że sobie zwyczajnie nie
                      umiesz poradzić bez brutalności.

                      Polewanie spoconego z wściekłości czy wijącego się , wyginającego w histerii
                      dziecka lodowatą wodą jest dla mnie niewykonalne - bo to brutalne, okrutne
                      rozwiązanie.

                      Zastanawiam sie też czy nie mylisz ataku histerii ze zwyczajnym atakiem
                      wściekłości (historia z parówką) , której dziecko nie umie zwerbalizować.
                      • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 11:01
                        > Zastanawiam sie też czy nie mylisz ataku histerii ze zwyczajnym atakiem
                        > wściekłości (historia z parówką) , której dziecko nie umie zwerbalizować.

                        Zapewniam Cię, że doskonale umie to zwerbalizować. Sąsiedzi potwierdzą.

                        > Polewanie spoconego z wściekłości czy wijącego się , wyginającego w histerii
                        > dziecka lodowatą wodą jest dla mnie niewykonalne - bo to brutalne, okrutne
                        > rozwiązanie.

                        Klap jest brutalniejszy, od szklanki wody nikomu nic się nie stało
                        Od klapa zresztą też nie, ale klap jest bardziej wyczuwalny, a woda
                        chłodzi emocje.
                        • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 12:18
                          nowa_na_forum napisała:

                          > > Zastanawiam sie też czy nie mylisz ataku histerii ze zwyczajnym
                          atakiem
                          > > wściekłości (historia z parówką) , której dziecko nie umie
                          zwerbalizować.
                          >
                          > Zapewniam Cię, że doskonale umie to zwerbalizować. Sąsiedzi
                          potwierdzą.
                          - to, że dziecko głośno krzyczy, to nie znaczy, że werbalizuje
                          powód, dla którego jest wściekłe. Gdyby umiało zwerbalizować,
                          histeri byłaby mniejsza.

                          Klap jest brutalniejszy, od szklanki wody nikomu nic się nie stało
                          > Od klapa zresztą też nie, ale klap jest bardziej wyczuwalny, a woda
                          > chłodzi emocje.

                          - klap nie jest brutalniejszy, bo jest wymierzony od razu, nie
                          wymaga wleczenia dziecka do innego pomiszczenia i nie jest
                          wymierzany tak metodycznie. Rozumiem zresztą, że celem wymierzania
                          klapa także było wywołanie u dziecka szoku i spowodowanie w ten
                          sposób zmiany zachowania. Klapa nie polecam, ale nie o to chodzi.
                          Chodzi mi cały czas o obłudę, która brutalną karę cielesną nakazuje
                          nazywać terapią i w ten sposób pozwala zastosować ją przez rodziców,
                          którzy są przeciwni karom cielesnym. Jest to straszne zakłamanie.
                          • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 13:33
                            Oblanie twarzy woda nie jest brutalną karą cielesną.
                            • nangaparbat3 Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 14:29
                              nowa_na_forum napisała:

                              > Oblanie twarzy woda nie jest brutalną karą cielesną.

                              Oblać ci?
                            • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 12.01.08, 15:51
                              A ja twierdzę, że jest, i w połączeniu z zawleczeniem do łazienki,
                              brutalniejszą niż klap. I dlatego protestuję przeciw temu, że
                              przeciwnicy klapaów, potępiający rodziców za wymierzenie klapsa,
                              jednocześnie stosuję dużo bardziej brutalne kary fizyczne, tylko nie
                              nazywają ich karami. Jest to wielkie zakłamanie. Uczciwiej byłoby
                              powiedzieć, że karę oblania twarzy dziecka zimną wodą uważacie za
                              skuteczniejszą niż karę wymierzenia klapsa. Wtedy możnaby
                              dystkutować, ale ja od początku tego wątku protestuję przeciw
                              nazywaniu brutalnej kary cielesnej terapią. Cały czas przede
                              wszystkim chodzi mi o to, by rzecz nazywać po imieniu.
                              • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 09:58
                                Zawleczenie do łazienki nie jest bardziej brutalne niż wzięcie pod
                                pachę malca który nie chce wyjść z piaskownicy i isć do domu. A to według krwawejkornelii nie jest przemoc.
                                • nangaparbat3 Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 11:01
                                  Owszem. to nie jest to samo - bo wlokąc dziecko do łazienki wleczesz je na
                                  egzekucję. Biorąc pod pachę i zanosząc do domu - zanosisz do domu.
                                  Wziecie dziecka pod pache, zeby je zatargac do domu lub wynieść z jezdni czy
                                  innego niebezpiecznego miejsca, moze zawierać w sobie i i czułość, i zabawę.
                                  Wleczenie dziecka do łazienki po to, by obmywać mu twarz zimna wodą w celu
                                  wywołania szoku (poprzez przykre bardzo doznanie jakim jest nagły kontakt z
                                  zimna wodą) to czysta przemoc.
                                  • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:07
                                    Nie na egzekucję ale na terapię. A cóż że terapie bywają nieprzyjemne. Pamiętam że nie cierpiałak korektywy, ale dzięki niej mam teraz ładne nogi smile
                                    • nangaparbat3 Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 23:57
                                      nowa_na_forum napisała:

                                      > Nie na egzekucję ale na terapię. A cóż że terapie bywają nieprzyjemne. Pamiętam
                                      > że nie cierpiałak korektywy, ale dzięki niej mam teraz ładne nogi smile
                                      Nawet najpiekniejsze tu nie pomogą sad
                                • jola_ep Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 11:19
                                  > Zawleczenie do łazienki nie jest bardziej brutalne niż wzięcie pod
                                  > pachę malca który nie chce wyjść z piaskownicy i isć do domu.

                                  Wyjęcie z piaskownicy ma sens.
                                  Ciągnięcie do łazienki tego sensu nie ma.

                                  Małe dziecko nie umie sobie radzić z emocjami - choć pewnie jednym idzie to lepiej, innym gorzej. Jeśli potrafisz podejść do takich wybuchów "histerii" ze spokojem, to dajesz dziecku informację, że emocje nie są czymś złym, że ono ma prawo je przeżywać. Z czasem zmieni się też forma ich przeżywania na dużo bardziej akceptowalną przez otoczenie.

                                  Problem jednak tkwi chyba w Tobie (i oczywiście Twoim mężu). Nie potraficie zaakceptować tego, że dziecko ma prawo do emocji, złości, gniewu. Tym bardziej nie akceptujecie powodów uznając je za nieważne i nieistotne. Mówisz o dobru dziecka, a tak naprawdę chronisz siebie starając się znaleźć sposób na jak najszybsze uciszenie dziecka.

                                  Czy płacz jest czymś złym? Nie jest (dla dziecka) - to mechanizm który pozwala w pewnym sensie uciszyć i uspokoić jego emocje (w dłuższej perspektywie). "Żal swój wyżalić i smutek wysmucić".
                                  Zamiast tego proponujesz sposoby na natychmiastowe schłodzenie: poprzez terapię szokową uruchamiają się naturalne mechanizm działania organizmu w sytuacji zagrożenia. Ale co jest złego w tym, że dziecko rozpacza? Tylko tyle, że jest to dla Was trudne do zniesienia i przyjęcia.

                                  Więc zmiast nauczyć się radzić sobie z emocjami, dziecko uczy się, że powinno je tłumić.

                                  Problem jednak w tym, że Tobie tak naprawdę nie zależy na zrozumieniu dziecka, na pomocy mu. Chcesz mieć dobrze ułożone dziecko i pewnie Ci się uda. Całkiem możliwe, że nawet będzie to szczęśliwe dziecko (mimo wszystko wierzę, że dzieci są twarde i trudno je zespuć).

                                  Moje drugie dziecko miewało napady "histerii" gdy miało jakie 2,5 lat. Moja mama jest wspaniałą, mądrą kobietą, trójkę dzieci wychowała, a też była pod wrażeniem jego pierwszego "napadu". Wtedy jeszcze nie wiedziałam co robić. Mój mały latał zmarznięty i mokry (wyjęłam go z kąpieli), nie dawał się dotknąć, nie można było nawiązać z nim kontkatu. Tyle jeśli chodzi o szczytne założenia terapii wodnej, że niby chłód pomaga. On był zlodowaciały i nie robiło to na nim wrażenia. Za drugim razem byłam przygotowana i spokojna. Histeryzował krócej. Potem jeszcze parę razy. Z czasem wypracowaliśmy sobie sposób radzenia z silnymi emocjami, najlepszy był wtedy ciemny, spokojny kąt - sam do niego latał wink A ja byłam obok. Obywało się już bez takich "histerii". Z czasem zaczął warczeć, burczeć. Potem potrafił już o swoich emocjach opowiadać. To bardzo skryty dzieciak, więc tym bardziej doceniam to, że przychodzi do mnie, ciągnie za rękaw i opowiada "w ciemnym kącie" o tym, co mu się przydarzyło. Dzieci dorastają i naprawdę nie musimy polewać je w tym celu wodą wink

                                  Pozdrawiam
                                  Jola
                                  • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:11

                                    >Problem jednak tkwi chyba w Tobie (i oczywiście Twoim mężu). Nie potraficie zaakceptować tego, że dziecko ma prawo do emocji, złości, gniewu. Tym bardziej nie akceptujecie powodów uznając je za nieważne i nieistotne. Mówisz o dobru dziecka, a tak naprawdę chronisz siebie starając się znaleźć sposób na jak najszybsze uciszenie dziecka.


                                    No wiesz, moż ei tak, faktcznie nie potrafię przyznać dziecku prawa do dwóch godzin wyrażania swych emocji dziennie z powodów takich, że tata zjadł parówkę albo że koszulka jest nie taka jak ma być. Sorry.

                                    > Zamiast tego proponujesz sposoby na natychmiastowe schłodzenie: poprzez terapię
                                    > szokową uruchamiają się naturalne mechanizm działania organizmu w sytuacji zag
                                    > rożenia. Ale co jest złego w tym, że dziecko rozpacza? Tylko tyle, że jest to d
                                    > la Was trudne do zniesienia i przyjęcia.

                                    Chcesz nauczyć dziecko że może histeryzować jak tylko ma ochotę, wić się krzyczek i kopać, rzucac zabawkami, krzesłami? Bo ja nie. Wolę schłodzić dziecięce emocje, pokazując jak można sobie z nimi radzić. Oczywiście nie robię (robiłam, bo to już historia) tego po minucie histerii, ale po kwadransie.
                                    • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:35
                                      No wiesz, moż ei tak, faktcznie nie potrafię przyznać dziecku prawa
                                      do dwóch go
                                      > dzin wyrażania swych emocji dziennie z powodów takich, że tata
                                      zjadł parówkę al
                                      > bo że koszulka jest nie taka jak ma być.
                                      - gdyby w domu były ustalone pewne konsekwentne zasady,
                                      przestrzegane przez WSZYSTKICH, także przez RODZICÓW, szybko
                                      skończyłyby sie dwugodzinne ataki histerii, bo dziecko wiedziałoby,
                                      że jest w domu pewien porządek i zaburzając go, nic nie osiągnie. I
                                      wtedy dziecko wiedziałoby, że maluje się w wyznaczonym miejscu w
                                      pokoju, a nie w przedpokoju, zasady wybierania ubrania są jasne (np.
                                      dziecko może wybrać z kilku koszulek jednakowego rodzaju, wskazanych
                                      przez mamę, a mama decyduje, czy dzisiaj są koszulki z długimi czy z
                                      krótkimi rękawami), a tata wiedziałby, że nie zjada się dziecku
                                      przed nosem ostatniej parówki i dziecko wiedziałoby, że tata mu jej
                                      nie zje. Świat byłby prostszy i ataki histerii dużo rzadsze. A
                                      wtedy, kiedy coś stałoby się rzeczywiście nadzwyczajnego, łatwiej
                                      byłoby zapoanować.
                                    • jola_ep Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:53
                                      > No wiesz, moż ei tak, faktcznie nie potrafię przyznać dziecku prawa do dwóch go
                                      > dzin wyrażania swych emocji dziennie z powodów takich, że tata zjadł parówkę al
                                      > bo że koszulka jest nie taka jak ma być.

                                      Dlaczego nie?
                                      Próbowałaś?
                                      Naprawdę uważasz te powody za nieistotne?

                                      Koszulkę może wybrać dziecko (jedną z dwóch) smile
                                      Dużo zależy od Twojej reakcji, tego, czy dziecko jest zmęczone, czy nie. Czasem wystarczy zmienić scenerię, odpowiednio zagadać do dziecka i nagle okazuje się, że histeria nie będzie aż tak wielka. Tylko że ja takie podjeście do dziecka wyniosłam z domu. Ty pewnie nie sad

                                      Nawet gdy już urodziłam, uczyłam się od mojej mamy. Rzadko mogę do niej jeździć, ale zawsze z podziwem widziałam, jak często paroma słowami umie ugaścić płomień, zanim przerodzi się w szalejący pożar. (teraz już w stosunku do kolejnego wnuka, moje dzieciaki już są duże)

                                      Jeszcze ważniejsze jest to, jak wychowujesz dziecko. Jakie zasady panują w Twoim domu, jakie jest Twoje podejście do dziecka. Ale o tym Srebrnarybka pisała smile
                                      Mój syn lubi wiedzieć, czego ma oczekiwać. Jakie są zasady i dlaczego właśnie takie. Jak ich nie umiem wytłumaczyć, to sama się zastanawiam, czy aby na pewno mam rację wink Na miarę jego możliwości daję mu prawo do decydowania w obrębie wyznaczonych przeze mnie granic.

                                      Temat rzeka. Ty myślisz o gaszeniu. Ja wolę pomyśleć co zrobić, aby się nie paliło.

                                      > Chcesz nauczyć dziecko że może histeryzować jak tylko ma ochotę, wić się krzyczeć i kopać, rzucac zabawkami, krzesłami? Bo ja nie.

                                      smile
                                      Jeśli uważnie czytałaś, to na pewno zauważyłaś, że moja taktyka dała bardzo dobre rezultaty smile Teraz to duży chłopak smile Wyszedł już poza dom i jak na razie (odpukać) nikt na jego zachowanie nie narzeka smile
                                      A ja nie przypominam sobie wielogodzinnych histerii.
                                      Najgorszy był ten pierwszy raz.

                                      Pozdrawiam
                                      Jola
                                • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 15:31
                                  nie chodzi o samą przemoc, ale o jej sens lub bezsens. W wypadku
                                  terapii wodnej przemoc służy wyłącznie zadaniu bólu dziecku, w
                                  wypadku wyjęcia z piaskownicy - wyegzekwowaniu planowanego porządku
                                  dnia i polecenia. Nie robi się tego przecież od razu, tylko
                                  wcześniej wydaje się polecenia.
                                  • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:05
                                    W wypadku
                                    > terapii wodnej przemoc służy wyłącznie zadaniu bólu dziecku, w

                                    ????
                                    Zimna wod apowoduje ból? Raczej schładza.


                                    • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:28
                                      niech Ci ktoś obleje niespodziewanie twarz zimną wodą, to zobaczymy,
                                      jak to nazwiesz.
                                      • nowa_na_forum Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 19:54
                                        Na pewno nie bólem. Poza tym to nie jest niespodziewania bo mały był ostrzegany 3 razy, że będzie zimna woda jak się nie uspokoi, więc dokładnie wiedział czego sie spodziewać.
                                        • srebrnarybka Re: Chyba nie widziałaś nigdy dziecka z histerią 13.01.08, 20:01
                                          Dla mnie nagłe schłodzenie = ból, zwłaszcza, gdy dzieje się to
                                          przemocą.

                                          Poza tym to nie jest niespodziewania bo mały był ostrzegany
                                          > 3 razy, że będzie zimna woda jak się nie uspokoi, więc dokładnie
                                          wiedział czeg
                                          > o sie spodziewać.
                                          - i był w stanie jasno przemyśleć to wszystko w trakcie ataku
                                          histerii?????!!!!!
                        • mamamamba ludzie 27.02.08, 13:23
                          czemu jeszcze nikt jej nie schlodzil-nowej na forum? fakrtyczie, licencja na
                          dzieci to dobra rzecz! powinna byc wydawana na terenie RP
                    • mamamamba nowa 27.02.08, 13:21
                      dzieci sa lustrem, w ktorym my sie przegladamy1 wiec odpowiedz sobie DLACZEGO
                      tak sie zachowuje Twoje dziecko!
                • nangaparbat3 Acorns :) 08.01.08, 16:40
                  Kazdy ma takich kolegow na jakich zasluzył.
                  • acorns Re: Acorns :) 08.01.08, 17:06
                    Co chcesz od niego? Że jest terrarystą i ma ptasznika? Kiedyś miał
                    tego więcej ale żona mu nie pozwala trzymać po tym jak kiedyś rano
                    wyjechał na dwa dni i zabrał jakiegoś stwora, chyba skolopendrę
                    olbrzymią. Żona zobaczyła że terrarium puste i od razu zwiała z domu
                    bo myślała że stwór sobie po prostu samowolnie wyszedł i gdzieś
                    sobie łazi luzem po mieszkaniu. A kolega był poza zasięgiem więc
                    cały dzień bała się wejść do domu aż wreszcie późnym wieczorem się
                    dodzwoniła smile
                    • nangaparbat3 Re: Acorns :) 08.01.08, 17:14
                      Mam przeciwko terrorystom - terrarysci mnie nie obchodzą.
                      Corka teraz zamierza nabyc węża, odkad sie dowiedziała, ze nie musi go karmic
                      żywcem (najpierw sie jednak wywiemy, czy to prawda). Niech go sobie ma, ja tez
                      lubię popatrzec na gady, uspokajają mnie (marzyłam nawet o kameleonie, do czasu
                      kiedy mi powiedziano, że wymagane podawanie noworodków mysich). Wiec niech sobie
                      trzyma węża, ale gdyby zaczęla mnie nim straszyc, oboje wylecieliby przez okno.
                      • srebrnarybka Re: Acorns :) 08.01.08, 17:33
                        Oczywiście nie ma nic złego w trzymaniu węża przez nastolatkę - o
                        ile sama umie o niego zadbać.
                        Ale nie jestem pewna, czy ewentualne wyrzucenie przez okno
                        nastolatki straszącej wężem jest zgodne z zasadami wychowania
                        bezstressowego - chyba raczej należy przytulić dziecko i powiedzieć:
                        jaka jesteś miła?
                        • nangaparbat3 Re: Acorns :) 08.01.08, 17:38
                          Czemu nie? W końcu z pierwszego pietra na trawnik nie taki znowu stres -
                          powiedzialabym: czysta przyjemność lotu..
                • acorns Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:01
                  Czy emocje są najważniejsze na świecie? Czy to jakieś sacrum? Bo nie
                  rozumiem dlaczego rodzice mają pozwalać małemu dziecku wyładowywać
                  je do woli zamiast nauczyć je tłumić. A ciekawe co taki zwolennik
                  nietłumienia emocji zrobi jak np. ja nie będę tłumił w sobie emocji
                  a on mi się pierwszy pod rękę nawinie i rozwalę mu łeb o mur a
                  następnie go skopię ciężkimi buciorami bo jestem zły, bo nie
                  dostałem tego co chciałem i muszę gdzieś te negatywne emocje
                  wyładować? A takich jak ja będzie znacznie więcej. Dziecko też
                  człowiek i ma się zachowywać jak człowiek czyli panować nad
                  emocjami. Terepia wodna mu świetnie w tym pomoże. Nawet dwulatek
                  żyje między ludźmi i sąsiedzi niekoniecznie muszą mieć ochoty na
                  słuchanie jego wrzasków, pisków, tupania i wycia. Trzeba go uczyć
                  opanowywać złość.
                  • srebrnarybka Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:30
                    Emocje są rzeczą bardzo ważną. Oczywiście, że dziecko powinno uczyć
                    się panowania nad emocjami, ale opisana tu "terapia" to nie jest
                    uczenie dziecka, żeby samo zapanowało nad emocjami, ale tylko
                    stłumienie ich przemocą, z zewnątrz, za pomocą silnego stressu, że
                    zapożyczę ulubione słowo zwolenników niespecjalnie przeze mnie
                    szanowanej metody wychowawczej.
                    Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie podgrzewać,
                    czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                    dzieckiem i polewanie go zimną wodą. Poza tym, jeżeli to woda ma
                    działać przez skuraczanie naczyń krwionoścnych, to jest to raczej
                    metoda farmakologizna, niz wychowawcza. Podobny skutek miałoby
                    podanie środków uspokajających, bywa czasem niezbędne, ale nie w
                    opisanym wypadku. I niczego nie uczy.
                    • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:38
                      > Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie podgrzewać,
                      > czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                      > dzieckiem i polewanie go zimną wodą.

                      A wiesz ile czasu taki dzieciak potrafi wyć bez przerwy? Pół godziny
                      to dla takiego dwulatka dopiero rozgrzewka. No to teraz sobie pomyśl
                      że jestem Twoim sąsiadem i codziennie przez 1,5 godziny słucham
                      głośno muzyki której nienawidzisz. Fajnie byś się wtedy czuła? A
                      innych byś chciała katować swoim dzieckiem.
                      • milenium5 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:48
                        Acros, wiem ile dzieciak potrafi wyć bez przerwy. Mój syn w wieku
                        dwóch trzech lat - przechodził okres niczym nieuzasadnionych
                        histerii. Zrozum - ignorowanie takich zachowań jest jedyną metodą,
                        aby takich histerii uniknąć. Dzieci są inteligente - bardzo szybsko
                        się uczą - to nie działa, nikt na mnie nie zwraca uwagi. I z
                        histerii wyrastają. Stosując kary, pscyhiczne czy fizyczne tylko
                        histeryczne zachowania utrwalasz.
                        • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:59
                          A teraz pomyśl o kubełku zimnej wody na rozgrzane ciało. Jak ta woda
                          wpływa Ci za koszulkę, cieknie po rozgrzanych plecach, zmoczona
                          koszulka oblepia Ci ciało przez co niezbyt wysoka temperatura w
                          pomieszczeniu staje się dużo bardziej odczuwalna. Dziecko szybko
                          załapie że histeria skończy się dla niego zimną kąpielą, która do
                          przyjemności nie należy. Ja wolałem metodę dużo łagodniejszą -
                          łapałem dzieciaka za bety, podnosiłem do góry i prostowałem rękę na
                          tyle żeby nie mogła mnie dosięgnąć kończynami. I tak sobie majtała
                          nimi w powietrzu a ucisk był coraz bardziej dokuczliwy. Szybko jej
                          mijała histeria i złość i w ogóle świat stawał się dla niej
                          lepszy smile Bez bólu i bez przemocy.
                          • nangaparbat3 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:35
                            A ja miałam w pewnym sensie podobny sposób na spadek nastroju: podskakiwała tak,
                            zeby nóżkami objąć moją talię, puszczała raczki i przeginała sie do tyłu i w
                            doł, a ja, trzymajac jej nózki, kręciłam się z nią w kołko, najszybciej jak
                            umiałam - taka karuzela. To sie nazywało "wskok na matkę" i leczyło wszystkie
                            smutki.
                            Jedna roznica: ona sama musiala tego aktywnie chciec i wskoczyć - to byla jej
                            decyzja.
                            • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:49
                              > Jedna roznica: ona sama musiala tego aktywnie chciec i wskoczyć -
                              > to byla jej decyzja.

                              A jak nie chciała?
                              Wiesz, zimna woda to nie zawsze była jako terapia. Jak latem myję
                              samochod przy pomocy węża i dzieciaki znajdą się w jego zasięgu to
                              ich polewam. Efekt jest taki że celowo podchodzą bliżej żeby być
                              polane po czym z wrzaskiem uciekają i mają świetną zabawę.
                      • marghe_72 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 21:51
                        acorns napisał:

                        > > Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie
                        podgrzewać,
                        > > czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                        > > dzieckiem i polewanie go zimną wodą.
                        >
                        > A wiesz ile czasu taki dzieciak potrafi wyć bez przerwy? Pół
                        godziny
                        > to dla takiego dwulatka dopiero rozgrzewka. No to teraz sobie
                        pomyśl
                        > że jestem Twoim sąsiadem i codziennie przez 1,5 godziny słucham
                        > głośno muzyki której nienawidzisz. Fajnie byś się wtedy czuła? A
                        > innych byś chciała katować swoim dzieckiem.


                        Jeśli dla Ciebie wazniejesze jest sampoczucie sasiada niż dziecka to
                        chyba naprawdę nie ma o czym dyskutować.
                        • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 22:08
                          > Jeśli dla Ciebie wazniejesze jest sampoczucie sasiada niż dziecka
                          > to chyba naprawdę nie ma o czym dyskutować.

                          No oczywiście najlepiej mieć wszystko i wszystkich w dupie bo
                          dzieciak jest najważniejszy a sąsiad ma godzinami wysłuchiwać pisków
                          i wrzasków, bo taki jego los, bo to jego wina że rodzice naczytali
                          się pseudopsychologicznych bzdur i pozwalają dziecku wyładować
                          emocje (czyli całymi godzinami wyć, piszczeć, wrzeszczeć, rzucać
                          zabawkami, tupać, ryczeć). Czy dzieciak będzie przez to szczęśliwszy
                          że 2,5 godziny będzie wył? Czy też może będzie szczęśliwszy jak
                          przez te 2,5 godziny będzie się bawił i zapomni że coś tam nie
                          poszło po jego myśli? No ale najlepiej dać mu się wyładować.
                          Najlepiej wtedy jak o 23.35 się obudzi i zachce mu się oglądać bajki
                          i nie da się go przekonać że czas spać. Niech sąsiedzi słuchają
                          przez najbliższe 2 godziny koncertu pod tytułem "JA CHCĘ
                          BAJKEEEEEEEE!!!!!!"

                          • marghe_72 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 22:30
                            acorns napisał:

                            > > Jeśli dla Ciebie wazniejesze jest sampoczucie sasiada niż
                            dziecka
                            > > to chyba naprawdę nie ma o czym dyskutować.
                            >
                            > No oczywiście najlepiej mieć wszystko i wszystkich w dupie bo
                            > dzieciak jest najważniejszy a sąsiad ma godzinami wysłuchiwać
                            pisków
                            > i wrzasków, bo taki jego los, bo to jego wina że rodzice naczytali
                            > się pseudopsychologicznych bzdur i pozwalają dziecku wyładować
                            > emocje (czyli całymi godzinami wyć, piszczeć, wrzeszczeć, rzucać
                            > zabawkami, tupać, ryczeć).

                            a gdzieś Ty wyczytał, że rodzice pozwalają wyć, kopać itp godzinami?
                            Spróbuj się skupić i przeczytać to co inni tu piszą. Może zrozumiesz.
                      • gaja78 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 12.01.08, 12:23
                        acorns napisał:

                        > > Żeby opanować emocja, trzeba ich przede wszystkim nie podgrzewać,
                        > > czemu lepiej służyłoby ignorowanie histerii, niż sarpanie się z
                        > > dzieckiem i polewanie go zimną wodą.
                        >
                        > A wiesz ile czasu taki dzieciak potrafi wyć bez przerwy? Pół godziny
                        > to dla takiego dwulatka dopiero rozgrzewka. No to teraz sobie pomyśl
                        > że jestem Twoim sąsiadem i codziennie przez 1,5 godziny słucham
                        > głośno muzyki której nienawidzisz. Fajnie byś się wtedy czuła? A
                        > innych byś chciała katować swoim dzieckiem.

                        A próbowałeś dziecko po prostu przytulić po tej półgodzinnej rozgrzewce ?
                        Zapytać o co chodzi spokojnym głosem ? Tłumaczyć ciepło że nie może dostać tego
                        o co walczy z takich a nie innych powodów ? Dać do zrozumienia, że nie jesteś
                        zły na to, że dziecko nie radzi sobie ze swoją histerią ?
                  • milenium5 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:40
                    Acorns, między tłumić emocje a radzić sobie z emocjami jest
                    kolosalna różnica. Ci co rozwalają komuś głowę o mur, prawdopodnie
                    kiedyś byli dziećmi, które przyżywały emocje i nienauczono je sobie
                    z nimi radzić. Może właśnie miały mamę, która widząc ich histerię
                    sama była przerażona i wsadzał im głowę pod kran. Dziecko też
                    człowiek. Pewnie, że tak. Jego socjalizacja ma mu pomóc funkcjonować
                    w społeczeństwie. Nauka ponowania nad emocjami jest trudna.
                    Wychowanie jest kolosalną pracą. W wychowaniu nie chodzi o to, żeby
                    dziecko jak najmniej przeszkadzało rodzicom - bo wtedy najlepiej je
                    starym zwyczajem posłać na wychowanie do niani na wsi. W wychowaniu
                    chodzi o to, żeby dziecko wyrosło na szczęśliwego i umiejącego żyć
                    wśród ludzi człowieka. A do tego niezbęni są mądrzy rodzice, a nie
                    tresura. Dlaczego nie chcesz skorzystać z doświadczen rodziców,
                    którzy znaeźli niezwodny sposób na opanowanie dziecięcych histerii,
                    równocześnie przy zachowaniu szacunku wobec dziecka? Dlaczego nie
                    chcesz zrozumieć, że odpowiadanie agresją na emocjonalne zachowanie
                    małego dziecka uczy tylko tego, że emocje są złe i gdy są dla mnie
                    zatrudne mogę zrobić wszystko, any je wyciszyć?
                    • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 17:53
                      > Dlaczego nie chcesz skorzystać z doświadczen rodziców,
                      > którzy znaeźli niezwodny sposób na opanowanie dziecięcych
                      > histerii, równocześnie przy zachowaniu szacunku wobec dziecka?

                      Bo to tak jak by gasić pożar poprzez czekanie aż się wszystko spali
                      i ogień sam zagaśnie bo już nie będzie się miało co palić.

                      > W wychowaniu chodzi o to, żeby dziecko wyrosło na szczęśliwego i
                      > umiejącego żyć wśród ludzi człowieka.

                      No to właśnie dlatego trzeba czasem dziecko usadzić. Problem będzie
                      z tymi dwu, trzy, czterolatkami "nie do opanowania". Poszukaj na
                      forum, sporo tego znajdziesz. Rodzice sobie nie radzą a dziecko ma
                      jasny sygnał że to ono rządzi. Ty byś chciała pozwolić dodatkowo na
                      zdemolowanie mieszkania i zakłócanie spokoju sąsiadom w ramach
                      wyładowania emocji. Nie tędy droga. Jeśli dzieciak dostaje histerii
                      to niczego mu nie wytłumaczysz w tym stanie. Dopiero po terapii
                      wodnej oprzytomnieje i można mu wytłumaczyć dlaczego nie będzie
                      malować w przedpokoju tylko np. w kuchni albo nawet niech się
                      rozbierze, wejdzie do wanny i maluje plakatówkami po kafelkach.
                      Dzieciak musi wiedzieć że może naprawdę dużo, ale to nie on o tym
                      decyduje co wolno a czego nie.
                      • milenium5 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:07
                        acorns napisał:

                        >
                        > Bo to tak jak by gasić pożar poprzez czekanie aż się wszystko
                        spali
                        > i ogień sam zagaśnie bo już nie będzie się miało co palić.

                        Ale jaki jest Twój cel? Uspokoić dziecko natychmiast, kiedy zaczyna
                        histeryzować, tak aby nikt tego nie usłyszał, niezależnie co z nim
                        będzie potem, w jaki sposób sobie z uczuciami będzie radzić, czy
                        spowodować aby nie histeryzowało, tylko rozwiązywało problemy w inny
                        sposób? Wychowanie to proces długofalowy. Jak jest pożar, to możesz
                        go zgasić rozbierając dom na kawałki. Albo po pierwszym pożarze
                        zbudować dom, który nie spłonie tak łatwo.
                        >
                        >
                        > No to właśnie dlatego trzeba czasem dziecko usadzić. Problem
                        będzie
                        > z tymi dwu, trzy, czterolatkami "nie do opanowania". Poszukaj na
                        > forum, sporo tego znajdziesz. Rodzice sobie nie radzą a dziecko ma
                        > jasny sygnał że to ono rządzi.

                        Mój syna ma już siedem lat. Radzi sobie doskonale. Mamy bardzo dobre
                        relacje. Dobrze wie, kiedy moje zdanie jest nieodwołalne.

                        Jeśli dzieciak dostaje histerii
                        > to niczego mu nie wytłumaczysz w tym stanie. Dopiero po terapii
                        > wodnej oprzytomnieje.

                        Nic nie tłumaczyłam. Szłam do innego pokoju, zostawiając go samego.
                        Oprzytomniał bardzo szybko bez żadnej "terapii". Histerie przestały
                        być problem, gdy się upewnił, że NIGDY w ŻADNEJ SYTUACJI nic w ten
                        sposób nie zyska.


                        > Dzieciak musi wiedzieć że może naprawdę dużo, ale to nie on o tym
                        > decyduje co wolno a czego nie.

                        Nie zgadzam się z tym. Dziecko powinno podejmować decyzje na miarę
                        swojego wieku. Jak w inny sposób ma się tego nauczyć? Zawsze
                        będziesz decydować za niego? Gdy koledzy poczęstują go piwem też?
                        Gdy pan pod blokiem zaprosi do samochodu po cukierka też?
                        • acorns Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 18:44
                          > Ale jaki jest Twój cel? Uspokoić dziecko natychmiast, kiedy
                          > zaczyna histeryzować, tak aby nikt tego nie usłyszał

                          Nie dopuścić do histerii. Potem jak będzie starsze to nie będzie
                          histeryzować bo zrozumie więcej. Małe dziecko histeryzuje bo nie
                          rozumie.

                          > Nie zgadzam się z tym. Dziecko powinno podejmować decyzje na miarę
                          > swojego wieku

                          A jakie decyzje może podejmować typowy trzylatek? To znaczy jakieś
                          tam może, ale na pewno nie wszystkie jego pomysły można wcielić w
                          życie. Jeśli tłumaczenienie pomaga, dzieciak zaczyna histeryzować i
                          nakręca się coraz bardziej to masz dwa wyjścia:

                          a) albo zostawić go samego i pozwolić mu się wyszaleć co może trwać
                          i dwie godziny i dłużej a biedni sąsiedzi muszą słuchać pisków,
                          wrzasków, wycia i tupania.

                          b) polać zimną wodą żeby oprzytomniał i jeszce raz mu wytłumaczyć
                          dlaczego czegoś tam zrobić nie może i co może zrobić zamiast tego.

                          Z malowaniem też miałem różne akcje. Zazwyczaj kończyło sięto
                          czyszczeniem dywany, mebli, podłogi, ściany i Młodej z plakatówki.
                          No to puszczałem wody do wanny po kostki, rozbierałem Młodą,
                          wsadzałem do wanny i sobie malowała po kafelkach łapami. A jak miała
                          jeszcze jakąś koleżankę do tej zabawy to już w ogóle było super bo
                          malowały się nawzajem, jak były starsze to robiły sobie różne
                          kolorowe fryzury tymi plakatówkami i w ogóle miały zajebistą zabawę.
                          Ja nie jestem zwolennikiem tylko i wyłącznie opanowania histerii.
                          Zawsze mówiłem czego nie wolno i z jakiego powodu a co wzamian
                          wolno. Jeśli w trakcie tego tłumaczenia pojawił się System Error w
                          postaci wycia itp., to panienka miała twardy Reset w postaci np.
                          zimnej wody i tlumaczyłem od nowa smile
                          • srebrnarybka Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 08.01.08, 19:34
                            "Nie dopuścić do histerii."
                            - jeżeli wyjące dziecko wleczesz pod kran, to już dopuściłaś do
                            histerii.
                            "albo zostawić go samego i pozwolić mu się wyszaleć co może trwać
                            > i dwie godziny i dłużej a biedni sąsiedzi muszą słuchać pisków,
                            > wrzasków, wycia i tupania"
                            - dwie godziny będzie trwało za pierwszym razem, a i to można
                            krócej, jeśli w domu panują konsekwentne zasady i dziecko wie, że
                            niczego nie wymusi.
                            "Z malowaniem też miałem różne akcje. Zazwyczaj kończyło sięto
                            > czyszczeniem dywany, mebli, podłogi, ściany i Młodej z plakatówki."
                            - dlatego lepiej mieć jedno, stałe stnowisko do malowania,
                            odpowiednio zabezpieczone i jasne zasady, że maluje się tylko tam.
                  • sir.vimes Ech, Acorns 08.01.08, 18:02
                    dlaczego rodzice mają pozwalać małemu dziecku wyładowywać
                    > je do woli zamiast nauczyć je tłumić.

                    Może po to by nauczyło się SAMO nad nimi panować bo inaczej ma spore szanse na
                    zostanie sterowanym zewnętrznie niedocofem, który bez rodzicielskiego bata (czy
                    wiaderka z wodą) nad głową bedzie złość rozładowywał poprzez kopanie ciężkimi
                    buciarami tudzież straszenie własnych dzieci?
                    • acorns Re: Ech, Acorns 08.01.08, 18:52
                      > Może po to by nauczyło się SAMO nad nimi panować

                      A jak się nauczy jeśli nie rozumie? Jak zrozumie jeśli jest głuche
                      na jakiekolwiek argumenty? Dzieciaki tak mają ze jak się nakręcą i
                      tak wyją to w pewnym momencie zapominają dlaczego wyją, ale wyją
                      dalej. Dlatego trzeba to przerwać i wytłumaczyć dziecku żeby
                      zrozumiało póki jeszcze pamięta o co chodzi.
                      • srebrnarybka Re: Ech, Acorns 08.01.08, 19:28
                        Ja się nie będzie zwracać uwagi na wycie, to szybciej przestanie wyć
                        i rzeczywiście nauczy się panować, a nie zamykać się ze strachu.
                        • marghe_72 Re: Ech, Acorns 08.01.08, 21:56
                          srebrnarybka napisała:

                          > Ja się nie będzie zwracać uwagi na wycie, to szybciej przestanie
                          wyć
                          > i rzeczywiście nauczy się panować, a nie zamykać się ze strachu.


                          Bingo
                          Podsumowując - chodzi o to, nauczyło się jak sobie RADZIĆ z emocjami
                          a nie jak je tłumić.
                      • sir.vimes Re: Ech, Acorns 08.01.08, 21:59
                        "A jak się nauczy jeśli nie rozumie? Jak zrozumie jeśli jest głuche
                        na jakiekolwiek argumenty?"

                        Trochę jak Ty, co?
                  • krwawakornelia tak, tak, tak 08.01.08, 21:19
                    Emocje sa najwazniejsze na swiecie. Steruja dokladnie wszystko,
                    kazda decyzje jaka podejmujesz swiadomie badz nie swiadomie
                    podejmujesz pod wplywem przezytych swiadomie lub nie emocji.

                    kazde Twoje dzialanie jest tym uwarunkowane.

                    Wiele chorob jest powiazanych z nieprzezytymi emocjami, z ktorymi
                    czlowiek sobie jakos tam nie radzi.
                    Takze twoje pytanie bylo skierowane na forum pod wplywem jakis tam
                    emocji.
                  • gaja78 Re: Co Wy tak z tymi emocjami? 12.01.08, 12:21
                    acorns napisał:

                    > Czy emocje są najważniejsze na świecie? Czy to jakieś sacrum? Bo nie
                    > rozumiem dlaczego rodzice mają pozwalać małemu dziecku wyładowywać
                    > je do woli zamiast nauczyć je tłumić. A ciekawe co taki zwolennik
                    > nietłumienia emocji zrobi jak np. ja nie będę tłumił w sobie emocji
                    > a on mi się pierwszy pod rękę nawinie i rozwalę mu łeb o mur a
                    > następnie go skopię ciężkimi buciorami bo jestem zły, bo nie
                    > dostałem tego co chciałem i muszę gdzieś te negatywne emocje
                    > wyładować? A takich jak ja będzie znacznie więcej. Dziecko też
                    > człowiek i ma się zachowywać jak człowiek czyli panować nad
                    > emocjami. Terepia wodna mu świetnie w tym pomoże. Nawet dwulatek
                    > żyje między ludźmi i sąsiedzi niekoniecznie muszą mieć ochoty na
                    > słuchanie jego wrzasków, pisków, tupania i wycia. Trzeba go uczyć
                    > opanowywać złość.

                    Acorns, człowiek dorosły, który nie radzi sobie z emocjami, to człowiek który w
                    dzieciństwie był zmuszany do tłumienia emocji.

                    To jest bardzo podstawowa wiedza na temat psychologii człowieka, sięgnij po
                    pierwszy lepszy podręcznik z tej dziedziny. Doprawdy twoje teorie jakoby
                    dziecko, którego nie nauczysz tłumienia emocji, nie będzie panowało nad nimi
                    jako dorosły, są świadectwem niesamowitej ignorancji sad
                • sun_of_the_beach Re: Tak to nie jest wieksza przemoc 09.01.08, 00:08
                  Idź wypucuj wreszcie swojego kraza, bo jeździsz jak fleja po stolycy.
    • milenium5 Re: terapia wodna 07.01.08, 18:28
      Dla mnie to jakiś koszmar i sadyzm. Zimną wodą? Po twarzy? Ile lat
      ma to biedne dziecko? Nie pozwalasz malować w przedpokoju i już nie
      pozwalasz. Histeryzuje? Niech sobie histeryzuje, nauczy się szybko,
      że histerie nic nie zmienią i Twoje zdanie jest ostateczne. A czego
      się nauczyło w tej sytuacji? Że mama jest silniejsza i jak się jej
      coś niepodoba to może zrobić krzywdę? Że trzeba być ostrożnym i
      mamie nie można ufać? A Ty jak się czułaś, gdy traktowałaś ją tą
      wodą? Gdy czytam takie historie to za każdym razem się przekonuję,
      że na posiadanie dzeci powinny być wydawane licencje.
      • krwawakornelia kolejna reklamuje gwalty na dziecku. 07.01.08, 21:57
        to tobie ta terapia pomogla, czy dziecku?
        Z Twojej wypowiedzi nie wynika to w kazdym razie.
      • mili_vanili j.w. 11.01.08, 19:18
        smutne i przerażajace...

        Powinny być obowiązkowe kursy radzenia sobie z dziećmi, bo jak
        patrzę na metody wychowawcze rodziców lub w ogóle brak podstawowych
        umiejetnosci radzenia sobie w sytuacjiach konfliktowych to serce mi
        sie kraje.

        Ile dzieci wychowywanych jest takimi lub podobnymi metodami?!
        Po cichu liczę, że to troll..
        • fogito Re: j.w. 13.01.08, 12:42
          Przeczytalam i za glowe sie zlapalam po raz kolejny. Obawiam sie
          jednak, ze to nie troll, tylko srednia krajowa.
          Pani, ktora polewa twarz dziecka zimna woda powinna isc na terapie
          psychologiczna razem z mezem, ktory to dziecko do lazienki zanosi.
          Moze pomoga jej elektrowstrzasy albo woda z weza.
          I po raz setny prosze nie utozsamiajcie wychowania bezstresowego -
          cokolwiek by to nie bylo - z wychowaniem bez przemocy.
          Moj syn ma juz cztery lata, nie byl i nie bedzie bity, polewany
          zimna woda ani zadna z tych nazistowskich metod nie zostanie
          zastosowana.
          Wszyscy rodzice znecajacy sie nad dziecmi powinni zostac objeci
          opieka spoleczna i nadzorem kuratora.
          Zalamka i zal serce sciska po co niektorym ludziom dzieci - chyba,
          zeby mieli sie nad kim wyzywac.
          • krwawakornelia ja dobiegam 30tki 13.01.08, 12:52
            nie bylam i nie bede bita smile
            Dzieci moje tez, a wystarczyloby odrobina empatii.
            Tylko ze ci rodzice, ktorzy stosuja takie metody, nie sa empatii
            nauczeni i prawdopodobnie tez byli podobnie molestowani w
            dziecinstwie.
          • srebrnarybka Re: j.w. 13.01.08, 15:29
            Dziękuję rozsądnym osobom za potępianie "terapii", ale cały czas nie
            rozumiecie podstawowego problemu. Chodzi mi o to, że owa "terapia",
            uznana za środek humanitarny i godny cywilizownych rodziców, jest
            przeciwstawiona potępianym klapsom, które uznane są za rzecz
            niegodziwą. Nie zalecam klapsów, ale chcę pokazać, że
            rzekomo "bestressowe" wychowanie bez kar w rzeczywistości zakłada
            bardzo okrutne kary, moim zdaniem okrutniejsze niż tradyjne klapsy.
            Ale okrucieństwo tych kar ostało zamaskowane przez użycie
            słowa "terapia". I to oburza mnie najbardziej.
            • fogito Re: j.w. 13.01.08, 15:58
              Zwal jak zwal. Dla mnie klapsy i 'terapia' wodna sa niedopuszczale w
              rownym stopniu. I na pewno oblewanie woda nie jest bardziej
              humanitarne niz klaps. To tylko zludzenie.
              Ja w sytuacjach kryzysowych proponuje dziecku ciepla kapiel dla
              rozluznienia atmosfery i nawet jak wrzeszczy w nieboglosy to sie
              zgadza. Mnie osobiscie kapiel tez relaksuje i uwazam to za bardziej
              cywilizowana forme uspokajania niz polewania zimna woda. Takie
              procedury podpadaja pod przemoc domowa i naprawde nie ma sie czym
              chwalic na forum, ze ktos znalazl 'zloty srodek' na histerie
              dziecka. Rownie skuteczne byloby prawdopodobnie wrzucenie nago w
              zaspe sniegu albo do przerebli.
            • nangaparbat3 Rybko 13.01.08, 16:50
              Terapia wodna, podobnie jak cała masa innych okrutnych i wyrafinowanych kar
              (psychicznych) jest narzedziem rodziców, którzy wiedzą, że bicie jest "be", ale
              w zaden sposób nie umieja wychowywać dziecka nie uciekajac się do przemocy.

              Co do hipokryzji: "terapia wodna" tak, klaps - nie - masz moją pełną zgodę.

              Ale nie opowiadaj, ze ma to cokolwiek wspólnego z "bezstresowym wychowaniem", to
              temat na osobną dyskusję (były tu takie), zostawmy go w spokoju.
              A juz na pewno nie chowa "bezstresowa" matka, dla której nie do pomyslenia jest,
              by dziecko malowalo w przedpokoju smile
              • srebrnarybka Re: Rybko 13.01.08, 17:07
                A juz na pewno nie chowa "bezstresowa" matka, dla której nie do
                pomyslenia jest
                > ,
                > by dziecko malowalo w przedpokoju smile
                - a matka, która zabroni dziecku puszczać łódki w muszli klozotewej
                albo bawić się palnikami od kuchenki? Albo malować na klatce
                schodowej, bo dziecko ma fantazję akurat wyjść na schody? Niestety
                nie znamy dokładniej okoliczności tego zdarzenia, bo autorka wątku
                napisała tylko jedno zwięzłe zdania i bliżej sprawy nie objaśniła,
                bo już więcej się nie odezwała, więc nie znamy wszystkich
                okoliczności i nie możemy ocenić, na ile zakaz był uzasadniony.
                Natomiat w różnych opisach wychownia bezstressowego mówi się, że ma
                ono się odbywać bez kar (nie mówię o przemocy, bo kara nie musi
                oznaczać przemocy). Więc wystarczy karę nazwać terapią i już
                wychowujemy bezstressowo, a sens pozostaje ten sam. I o tę obłudę
                cały czas mi chodzi.
                • sir.vimes Re: Rybko 14.01.08, 12:39
                  > - a matka, która zabroni dziecku puszczać łódki w muszli klozotewej
                  > albo bawić się palnikami od kuchenki? Albo malować na klatce
                  > schodowej, bo dziecko ma fantazję akurat wyjść na schody?

                  Chyba podstawą jest odróżnianie sytuacji niebezpiecznych dla dziecka (palniki) i
                  naruszającej prawa innych ludzi (malowanie rozłożone na klatce schodowej) od
                  sytuacji, które nam sie zwyczanie nie podobają.

                  Z dzieckiem tez czasem trzeba iść na kompromis - sytuacja w której jedyną zasadą
                  jest "to się podoba/nie podoba mamie" jest moim zdaniem zła.
                  Bo albo dziecko nauczy sie, ze moralne jest to co lubi jego mama, albo nauczy
                  się, ze podobanie się dorosłym jest prioryteowe. I jeden i drugi wariant nie
                  napawa mnie zachwytem...

                  Więc wystarczy karę nazwać terapią i już
                  > wychowujemy bezstressowo, a sens pozostaje ten sam. I o tę obłudę
                  > cały czas mi chodzi.

                  Tak , to jest chore.
                  ja jestem przeciwna wychowaniu bez kar - ale uważam, ze najczęściej najlepszą
                  karą są konsekwencje danego czynu (nie zjem obiadu przygotowanego przez babcię -
                  będę głodna; nie spakuję torby na basen - nie będę pływać albo będę w pośpiechu
                  wracać do domu po kostium).

                  Obłuda jest tez wymyślanie wyrafinowanych kar nieadekwatnych do przedsięwzięcia
                  a nie pozwolenie na poniesienie naturalnych konsekwencji głupiej decyzji (nie
                  zjem - będę głodna, zniszczę - muszę odkupić, nabrudzę - muszę posprzątać).

                  Obłudą jest tez , przede wszystkim, doprowadzanie dziecka do stanu wściekłości -
                  a potem obwinianie go za wyrażanie tej wściekłości, złości.
                  • srebrnarybka Re: Rybko 14.01.08, 14:36
                    a matka, która zabroni dziecku puszczać łódki w muszli klozotewej
                    > > albo bawić się palnikami od kuchenki? Albo malować na klatce
                    > > schodowej, bo dziecko ma fantazję akurat wyjść na schody?
                    >
                    > Chyba podstawą jest odróżnianie sytuacji niebezpiecznych dla
                    dziecka (palniki)
                    > i
                    > naruszającej prawa innych ludzi (malowanie rozłożone na klatce
                    schodowej) od
                    > sytuacji, które nam sie zwyczanie nie podobają.
                    - ale dziecko ma prawo tego nie rozumieć. Poza tym nie tylko
                    sąsiedzi mają swoje prawa, mogą je mieć też rodzice. I np. prawem
                    rodziców może być to, że nie brudzi się w innych miejscach niż pokój
                    dziecka, bo oni mają prawo mieć czysty przedpokój i nie sprzątać w
                    nim dodatkowo. Oczywiście takie zasady powinny być jasne, znane
                    dziecku i stałe.

                    Z dzieckiem tez czasem trzeba iść na kompromis - sytuacja w której
                    jedyną zasad
                    > ą
                    > jest "to się podoba/nie podoba mamie" jest moim zdaniem zła.
                    > Bo albo dziecko nauczy sie, ze moralne jest to co lubi jego mama,
                    albo nauczy
                    > się, ze podobanie się dorosłym jest prioryteowe. I jeden i drugi
                    wariant nie
                    > napawa mnie zachwytem...
                    - zgadzam się, z dzieckiem trzeba iść CZASEM na kompromis, ale nie
                    uważam, że ZAWSZE należy spełniać wszystkie zachcianki dziecka. Nie
                    znamy warunków w domu tej osoby, która nie zgodziła się na malowanie
                    na korytarzu, więc nie możemy ocenić, czy było to nieuzasadnione.

                    karą są konsekwencje danego czynu (nie zjem obiadu przygotowanego
                    przez babcię
                    > -
                    > będę głodna; nie spakuję torby na basen - nie będę pływać albo
                    będę w pośpiechu
                    > wracać do domu po kostium).
                    - ja też takie kary uważam za najlepsze. Ale nie wykluczam też
                    innych, byleby nie byly okrutne.

                    Obłudą jest tez , przede wszystkim, doprowadzanie dziecka do stanu
                    wściekłości
                    > -
                    > a potem obwinianie go za wyrażanie tej wściekłości, złości.
                    - z tym zgadzam się w 100%. Jestem zwolenniczką dość surowego
                    wychowania, ale uważam, że dziecko należy traktować POWAŻNIE. I
                    dlatego zasady panujące w domu muszą być jasne, dziecko musi
                    wiedzieć, kiedy zawiniło i dlaczego, nie można dziecka lekceważyć,
                    jak np. pani, która uznała za nieważne to, że taka zjadł ostatnią
                    parówkę, na którą miało ochotę dziecko. To dla mnie okrucieństwo:
                    tacie łatwiej odmówić sobie smakołyka niż dziecku, poza tym poczucie
                    krzywdy dziecka, pozbawionego parówki, jest znacznie większe, niż
                    wyrzeczenie ojca, gdyby z niej zrezygnował. Na dodatek dziecko
                    doznało tej krzywdy od najbliższej osoby i trudno się dziwić, że
                    wywołąło to u niego wielki atak emocji, z którymi nie mogło sobie
                    poradzić. W ogóle sam płącz i żal nie jest niczym złym, winą może
                    być jedynie obraźliwe odezwanie się do rodziców w trakcie wybuchu
                    żalu (obraźliwe, a nie samo oskarżenie). I oczywiście za to, że
                    dziecko płącze z żalu, nie można go karać, bo to nie jest wina.
                    Jeżeli zasady w domu są jasne i wszyscy ich przestrzegają, to i
                    wybuchy złości będą rzadkie. Jeżeli złóść jest całkiem
                    nieuzasadniona, a dziecko domaga się gwiazdki z nieba, to najlepiej
                    nie zwracać na to uwagi, szybko się nauczy, że nic nie osiągnie.
                    • sir.vimes No - jednak jakiś wspólny język 14.01.08, 15:06
                      można znaleźć , mimo tego przedpokojuwink


                      "uważam, że dziecko należy traktować POWAŻNIE. I
                      dlatego zasady panujące w domu muszą być jasne, dziecko musi
                      wiedzieć, kiedy zawiniło i dlaczego, nie można dziecka lekceważyć,"

                      Dokładnie. Nie można wymagać by dziecko stosowało się do zasad o których nie wie.

                      Nie można wymagać by jak mnich buddyjski nie reagowało emocjonalnie na różne
                      sytuacje (a kary typu "terapia" wodna to karanie za emocje - bo chyba tak
                      naprawdę nawet niedocof nie widzi PRZEWINIENIA w tym, że dziecku jest z jakiegoś
                      powodu przykro, w tym, ze rozpacza , bo czegoś nie dostało). Nazwa "terapia" ma
                      zasugerować brak kary - i jest to brdzo wygodne , bo można karać za coś co nie
                      jest przewinieniem i ze zdziwieniem tłumaczyć, że to przecież nie kara.

                      A to jest kara i to wypaczona - bo to zwyczajna tresura. Wyrażasz złość - do
                      zimnej wody. Wyrażasz żal - do zimnej wody. Wyrażasz smutek - tez do zimnej
                      wody. Nasuwa mi się na bazie znanego hasełka:
                      "Czuj to w domu PO KRYJOMU".


                      • srebrnarybka Re: No - jednak jakiś wspólny język 14.01.08, 15:14
                        Myślę, że dużo wspólnego języka. Ten przedpokój to jest na prawdę
                        szczegół i kwestia zasad panujących w konkretnym domu. Natomiast w
                        całej historii, która stała się zaczynem wątku, nie uważam, że
                        dziecko zasługiwało na karę, tylko przyznałam matce prawo do
                        niezgodzenia się na malowanie na korytarzu. Przy czym dziecko
                        powinno mieć alternatywę, tzn. inną zabawę, a sam żal z powodu
                        zakazu nie jest winą i nie można za to karać, na dodatek okrutnie i
                        obłudnie, nie nazywając tego karą. Na dodatek dziecko przecież wie i
                        czuje, ze zostało ukarane, więc i dla niego ta obłuda jest jasna.
                        • sir.vimes Re: No - jednak jakiś wspólny język 14.01.08, 15:29
                          kwestia zasad panujących w konkretnym domu.

                          Od początku pisałam to samo- ze jest to kwestia zasad i ze zasady ustalają rodzice.
                          Postulowałam tylko by zasady były jasne dla dziecka i by zastanowić się czy
                          wszystkie mają sens (i nie sugeruję, ze jakoś obiektywnie nie mają - dla mnie
                          moga nie mieć , dla kogos mogą mieć i to jest OK).

                          Na dodatek dziecko przecież wie i
                          > czuje, ze zostało ukarane, więc i dla niego ta obłuda jest jasna.

                          Też tak sadzę.
                    • sir.vimes Parówka 14.01.08, 15:12


                      To nie chodzi o to by koniecznie odmówić sobie czegos zawsze na korzyść dziecka.
                      Chodzi raczej o to, że informowanie domowników, że jest tylko jeden smakołyk, na
                      który wszyscy mają ochotę jest jakieś okrutne. Tata moze (jeśli tak koniecznie
                      musi...) zjeść parówkę na kolację, po położeniu dziecka. Może tez pójść po
                      parówki dla całej rodziny do sklepu. Można parówkę przekroić.

                      Nie można zaś tą parówką wymachiwać dziecku przed oczami a potem ja ze smakiem
                      pożreć. Tak samo jak nie zje się jedynego ciastka na oczach gości. Dziecko nie
                      kupuje, nie dysponuje produktami, nie ma wpływu na ilość parówek w domu (gość
                      też) - tata i mama mają.

                      Gdyby dziecko miało alergię, nie jadało parówek - byłaby to zupełnie inna sytuacja.




                      "nie można dziecka lekceważyć,
                      jak np. pani, która uznała za nieważne to, że taka zjadł ostatnią
                      parówkę, na którą miało ochotę dziecko. To dla mnie okrucieństwo:
                      tacie łatwiej odmówić sobie smakołyka niż dziecku, poza tym poczucie
                      krzywdy dziecka, pozbawionego parówki, jest znacznie większe, niż
                      wyrzeczenie ojca, gdyby z niej zrezygnował. Na dodatek dziecko
                      doznało tej krzywdy od najbliższej osoby i trudno się dziwić, że
                      wywołąło to u niego wielki atak emocji, z którymi nie mogło sobie
                      poradzić"
                      • srebrnarybka Re: Parówka 14.01.08, 15:40
                        Podpisuję się w 100%. Nie chodziło o tę parówkę, tylko o
                        zlekceważenie dziecka.
                  • acorns Stan wściekłości 14.01.08, 15:23
                    > Obłudą jest tez , przede wszystkim, doprowadzanie dziecka do stanu
                    > wściekłości - a potem obwinianie go za wyrażanie tej wściekłości,
                    > złości.

                    Doprowadzenia małego dzieciaka do stanu niekontrolowanej wściekłości
                    może być spowodowane między innymi

                    - mamusia zapaliła światło na klatce schodowej a to dziecko chciało
                    zapalić o czym nie poinformowało wcześniej, w konsekwencji wrzask,
                    ryk, i histeria.

                    - siostra podała koszulkę nocną odwróconą na lewą stronę, w
                    konsekwencji ryk i pisk taki że ktoś mógłby pomyśleć że dziecko jest
                    właśnie ćwiartowane przy pomocy pilarki tarczowej. Taki pokaz swoich
                    możliwości dała czteroletnia siostra mojej dziewczyny.

                    - kanapki nie są na talerzu z Kubusiem Puchatkiem tylko ze Scooby
                    Doo, w konsekwencji ryk, wrzask, histeria.

                    Jak myślisz, czy można to wszystko kontrolować i przewidzieć kiedy
                    dzieciakowi odwali i będzie wył przez 2 godziny o jakąś pierdołę? I
                    czy uważasz że lepiej będzie dla niego 2 godziny wycia czy 5 minut
                    wycia, bliski kontakt z zimną wodą, 10 minut na uspokojenie do
                    końca, zapomnienie o całej sprawie i godzina 45 minut zabawy?
                    • sir.vimes Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:30
                      Piszę o doprowadzaniu dziecka do wściekłości - nie o nieprzewidywalnych
                      reakcjach dziecka na różne sytuacje.

                      Moze bedziesz uważniej czytał? Bo piszesz o czymś zupełnie innym...
                      • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:35
                        > Moze bedziesz uważniej czytał? Bo piszesz o czymś zupełnie innym...

                        Ale i tak w konsekwencji daje to samo, czyli tą całą histerię.
                        • sir.vimes Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:00
                          Zdecydowanie nie to samo.

                          I reakcja tez powinna byc inna.
                    • sir.vimes Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:32
                      "czy uważasz że lepiej będzie dla niego 2 godziny wycia czy 5 minut
                      wycia, bliski kontakt z zimną wodą, 10 minut na uspokojenie do
                      końca, zapomnienie o całej sprawie i godzina 45 minut zabawy?"

                      A nie lepiej uspokoic dziecko bez użycia brutalnych metod a potem bawić się
                      godzinę i 45 minut?

                      Chyba, ze rodzic nie umie. Wtedy rzeczywiście "wygodniej" jest sklapsować czy
                      polać wodą. Ale nie wygodniej i lepiej dla dziecka tylko dla nieumiejetnego rodzica.
                      • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:42
                        > A nie lepiej uspokoic dziecko bez użycia brutalnych metod a potem
                        > bawić się godzinę i 45 minut?

                        No dobrze. Sytuacja wygląda tak - dziewczynka 4 letnia miała się
                        przebrać w koszulę nocną i pójść spać. Nie protestowała, ale nie
                        wiedziała gdzie ma koszulę nocną. Siostra znalazła koszulę i jej
                        podała. Koszula była na lewą stronę. Wystarczyło przekręcić co
                        dziewczynka potrafi od dłuższego czasu. Jak zobaczyła że koszula
                        nocna jest na lewą stronę zaczęła ryczeć, a następnie piszczeć i
                        wrzeszczeć i to tak że nie było można zrozumieć o co jej chodzi.
                        Siostra próbowała ją uspokoić, ale próba podejścia do niej kończyła
                        się kopaniem i biciem wszystkimi możliwymi kończynami i przeraźliwym
                        wrzaskiem "zostaw mnie" i piskiem przy jakiekjkolwiek próbie
                        dotknięcia jej. A teraz podaj sposób na uspokojenie tej dziewczynki.
                        • sir.vimes Przez siostrę? 14.01.08, 16:05
                          Nie podam, bo to nie siostra powina ponosić konsekwencje zachowania tej małej i
                          ispokajać ją.

                          Przez rodziców?

                          Radziłam sobie z takimi sytuacjami przez "przedarcie sie" przez strefę kopiacych
                          kończyn, utulenie dziecka (aż się uspokoi czyli około 4-6 minut) a potem, w tym
                          wypadku to podwójnie ważne, ROZMOWĘ na temat samej sytuacji, zachowania. Należy
                          tez ustalic kto kogo i ZA CO powinien przeprosić. W tym wypadku rodzice powinni
                          zająć się też czule druga dziewczynką.

                          Jeżeli dziecko mocno kopie - warto zostawic je samo na kilka minut - ryknie
                          sobie, rzuci lalką - a potem można zastosować czułość i przytulenie.

                          Cała operacja - 10 minut.

                          • acorns Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:21
                            Jej siostra a moja dziewczyna zajmuje się nią cały czas. Rodzice
                            najczęściej nie są w stanie a jak są to i tak nie potrafią. Ta
                            dziewczynka ogólnie jest w porządku tylko czasem jej odwala. Nikt
                            jej nie będzie tulił i pieścił w sytuacji gdy na to nie zasługuje.
                            Dziecko powinno znać zasady panujące w domu i w życiu. Rykiem,
                            wrzaskiem, kopaniem i gryzieniem raczej sobie niczyjej sympatii nie
                            zaskarbi. I ona dobrze o tym wie
                            • srebrnarybka Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:26
                              Jeżeli rodzice się nie zajmują czterolatką, bo nie są w stanie, i
                              robi to siostra, to dziecko ma najwyraźniej spory problem ze sobą i
                              dlatego zasady panujące w domu powinny być dla niej jeszcze bardziej
                              jasne i trwałe. I dlatego np. sprawa kubków: niech ma jeden,
                              ukochany, bo wtedy świat jest prosty, a nie 15. Poza tym nie
                              wykliczam, że ona tymi krzykami usiłuje zwrócić uwagę na poważny
                              problem, jaki ma, czyli taktyczn brak rodziców. I zamiast ją karać
                              za to, że krzyczy, należy pójść do psychologa i zastanowić się, jak
                              tę lukę w jej życiu zrekompensować.
                              • acorns Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:36
                                > I zamiast ją karać za to, że krzyczy, należy pójść do psychologa i
                                > zastanowić się, jak tę lukę w jej życiu zrekompensować.

                                I co da psycholog? Zastapi jej rodziców którzy chlają i się
                                awanturują? Rekompensujemy jak możemy. Rodzice jak wpadną w ciąg to
                                i miesiąc czasu nie trzeźwieją i co z tym zrobi psycholog?
                                Dziewczynka musi się z tym pogodzić bo nie ma wyjścia.

                                > dlatego zasady panujące w domu powinny być dla niej jeszcze
                                > bardziej jasne i trwałe. I dlatego np. sprawa kubków: niech ma
                                > jeden, ukochany, bo wtedy świat jest prosty, a nie 15

                                Zasady panujące w domu są bardzo jasne, a posiadanie przez nią
                                jednego ukochanego kubka oznaczałoby rozpacz po jego stracie.
                                Dziewczynka jest strasznie ofermowata i wcześniej czy później
                                (prędzej wcześniej niż później) kubek pójdzie w drobiazgi. Ta akcja
                                z koszulą nocną to był taki pokaz z serii jednorazowych. to nie
                                zdarza się regularnie. Prawdę mówiąc sam nie wiem co jej odwaliło
                                wtedy.
                            • sir.vimes Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:35
                              Aaa... chodzi o dorosłą kobietę, nie o drugie dziecko...

                              W takim razie można by się spodziewać , ze poradzi sobie z taką małą dziewczynką...

                              Nikt
                              > jej nie będzie tulił i pieścił w sytuacji gdy na to nie zasługuje.

                              Na przytulanie i ramiona matki (siostry, ojca, nbabci) nie trzeba zasłuzyć -to
                              nie nagroda, to zaspokajanie podstawowej potrzeby dziecka, takiej jak głód.

                              Jeść tez nie dostaje jeśli nie zasłuży?
                              • acorns Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:42
                                > Na przytulanie i ramiona matki (siostry, ojca, nbabci) nie trzeba
                                > zasłuzyć -to nie nagroda, to zaspokajanie podstawowej potrzeby
                                > dziecka, takiej jak głód.

                                Masz rację. Jednak zakładamy że kopiące dziecko które
                                wrzeszczy "zostaw mnie, nie dotykaj mnie" nie chce być przytulone.
                                Podobnie jak nie chce być polane zimną wodą. I jedno i drugie to w
                                pewnym sensie przemoc w takiej sytuacji.
                                • sir.vimes Re: Przez siostrę? 14.01.08, 16:49
                                  Jednak zakładamy że kopiące dziecko które
                                  > wrzeszczy "zostaw mnie, nie dotykaj mnie" nie chce być przytulone.
                                  > Podobnie jak nie chce być polane zimną wodą. I jedno i drugie to w
                                  > pewnym sensie przemoc w takiej sytuacji.

                                  OK, tak zakładacie.

                                  I wybieracie zimną wodę.
                        • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:06
                          I. Jeżeli dziewczynka zawsze dostaje koszule na lewą stronę i sama
                          prekręca, wybuch histerii jest rzeczywiście niezrozumiały.
                          II. Jeżeli dostaje na prawą strnę, mimo, że umie przewinąć, to
                          należało jej tak podać i nie doprowadzać do ataku wściekłości.
                          III. Sposób na uspokojenie: w obu wypadkach przewrócić koszulę na
                          lewą stronę i wyjść z pokoju. Jak dziecko nie będzie miało
                          publiczności, wypłacze się i przestanie wściekać.
                          Przy czym przypuszczam, jeśli nie wiedziała, gdzie jest koszula i
                          zajmowała się nią siostra, że to była jakaś sytuacja nietypowa,
                          rodzice wyjechali czy coś takiego, oczywiście to się zdarza i nie
                          jest niczym nadzwyczajnym, ale też wymaga większej wyrozumialości.
                          • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:26
                            No nie przesadzaj z tą nietypową sytuacją. Siostra się zajmuje nią
                            od zawsze, czasami też ja. Jak ja się nią zajmuję to nigdy mi nie
                            urządza scen, a siostrze urządza dość często. Przy mnie bawi się
                            spokojnie i przez cały dzień nie rozpłacze się ani razu. Przy
                            siostrze zawsze jest marudzenie, jęczenie itp. Zasady współpracy ze
                            mną zna doskonale. Ze mną można bardzo wiele, ale nie wolno
                            przeginać pały bo jak się przegnie to konsekwencje będą przykre. A
                            nikt jej koszulki na drugą stronę nie będzie przekręcał ani jej w
                            nią przebierał bo sama umie to zrobić bardzo dobrze.
                    • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 15:49
                      Doprowadzenia małego dzieciaka do stanu niekontrolowanej wściekłości
                      może być spowodowane między innymi

                      - mamusia zapaliła światło na klatce schodowej a to dziecko chciało
                      zapalić o czym nie poinformowało wcześniej, w konsekwencji wrzask,
                      ryk, i histeria

                      - jeżeli zapalanie przez dziecko światła na klatce schodowej jest
                      elementem pewnego rytuału, to dziecko ma prawo się wściec, bo
                      lekceważy się zwyczaj, który dla niego jest ważny, a dla rodziców
                      oczywiście mało istotny. Dlatego lepiej albo nie doprowadzać do
                      powstanie takiego rytuału, tzn. jak dziecko nauczyło się zapalać
                      światło, nie wprowadzać zwyczaju, że zwykle ono zapala, a jeżeli tę
                      czynność dziecku powierzymy, to trzymać się tego konsekwentnie.

                      - siostra podała koszulkę nocną odwróconą na lewą stronę, w
                      konsekwencji ryk i pisk taki że ktoś mógłby pomyśleć że dziecko jest
                      właśnie ćwiartowane przy pomocy pilarki tarczowej. Taki pokaz swoich
                      możliwości dała czteroletnia siostra mojej dziewczyny.
                      - słusznie, bo koszulka nie powinna być odwrócona na lewą stronę.
                      Trzeba przewrócić na właściwą.

                      - kanapki nie są na talerzu z Kubusiem Puchatkiem tylko ze Scooby
                      Doo, w konsekwencji ryk, wrzask, histeria.
                      - słusznie, jeżeli dziecko ma stały talerzyk, do którego jest
                      przyzwyczajone, powinno na nim dostawać jeść.

                      Uznanie przez Ciebie tych rzeczy za nieważne świadczy o lekceważeniu
                      dziecka. Dla dziecka one są niezwykle ważne, a ich przestrzegania
                      nie wymaga znowu niezwykłego poświęcenia ze strony dorosłych.
                      Dziecku można na wiele rzeczy nie pozwalać, ale zasady muszę mu być
                      znane, i nie można go LEKCEWAŻYĆ. Dziecko w opisanych przykładach
                      jest często lekceważone i dlatego histeryzuje. Proponuję zacząć
                      traktować je poważniej, wtedy histerie będą rzadsze.
                      • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:09
                        Czyli zasady postępowania z dzieckiem można opisać w 2 punktach:

                        1. Dziecko zawsze ma rację
                        2. Jeśli nie ma racji, patrz p. 1

                        Wspomniana przeze mnie czterolatka potrafi się sam ubrać, rozebrać a
                        także odwrócić sobie ciuch na stronę właściwą. Nie wiem co jej wtedy
                        odwaliło i ogólnie mało mnie to obchodzi. Nie moje dziecko. Akurat
                        tam miałem ten komfort że to było w domu jednorodzinnym i mogłem
                        panienkę olać i jej wrzaski bo gardełko czterolatki nie ma szans z
                        moim wzmacniaczem i kolumnami. Ja sobie lekko podkręcę muzę i już
                        dzieciaka nie będę słyszał i niech się tam drze ile wlezie aż w
                        końcu się zmęczy i zaśnie i to jej problem czy w ubraniu czy na
                        golasa czy przyjdzie jej do łba żeby zamiast drzeć ryja to
                        poświęciła kilka sekund na odwrócenie łacha na drugą stronę. No ale
                        co robić w bloku? Ludzie wieczorem chcą odpocząć po pracy, film
                        obejrzeć jakiś a nie słuchać mojej muzyki albo wrzasków czterolatki.

                        > - słusznie, jeżeli dziecko ma stały talerzyk, do którego jest
                        > przyzwyczajone, powinno na nim dostawać jeść.

                        No ale jak ma kilka talerzyków i kubków i na każdym z nich je to co
                        wtedy? Czy rodzic ma za każdym razem pytać na jakim chce talerzyku,
                        w jakim kubeczku, a czy łyżeczka srebrna czy złota, a na którym
                        krzesełku chce siedzieć a śliniaczek w kwiatki czy w motylki. Toco w
                        takim razie zrobić jak się ma sześcioro dzieci?

                        Dzieciaka trzeba czasem ustawić do pionu i tyle. Inaczej będzie
                        wrzask o wszystko. Dzieciak musi wiedzieć że nie zawsze jego
                        potrzeby są najważniejsze i tyle. Im szybciej to zajarzy tym lepiej
                        dla niego.
                        • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:22
                          nie napisałam, że dziecko ma zawsze rację. Wręcz przeciwnie, w tym
                          wątku muszę odpierać oskarżenia o sadyzm, bo ośmieliłam się napisać,
                          że dziecko moża karać. Ale nie o to chodzi. Z opisanych przez Ciebie
                          przykładów wynika, że dziecko jest chowane w domu, gdzie nie ma
                          jasnych zasad funkcjonowania i dlatego próbuje wywalczyć swoje
                          krzykiem. Choćby kubeczki: lepiej niech ma jeden, swój, ukochany i
                          będzie go dostawać zawsze, ale trzeba wtedy pilnować, a nie 15 i
                          wtedy samo nie wie, na którym ma jeść. Większości opisanych tu
                          awantur można było uniknąć.
                          • acorns Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:40
                            Przykład z talerzykiem dotyczył zupełnie innego dziecka a ten ze
                            światłem na klatce to pojawił się w którymś z wątków na forum i mi
                            się teraz przypomniał jako dobry przykład na to co potrafi wywołać u
                            dziecka atak furii.

                            Wracając do tematu koszuli nocnej, to naprawdę nie chodzi o to że
                            jej się chciało czy o to że nie umie odwrócić a nikt jej tego nie
                            chce zrobić. Przecież mogła poprosić o to a nie od razu taki wybuch
                            i jazda na maxa. Nie sądzę żeby ktokolwiek z obecnych tam kilku osób
                            odmówił jej jakby poprosiła.
                            • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:57
                              Odpowiadam zbiorczo na trzy chyba posty w sprawie siostrzyczki
                              Twojej dziewczyny.
                              1. Wyrazy uznania dla Twojej dziewczyny i Ciebie, że zajmujecie się
                              małą.
                              2. Psycholog nie zastąpi rodziców. Ale mała ze względu na nietypową
                              i niezawinioną przez nią sytuację może być dzieckiem trudniejszym w
                              wychowaniu, niż dziecko, które ma odpowiedzialnych rodziców. Więc
                              dlatego warto poradzić się psychologa, jak postępować z małą. Będzie
                              to z pożytkiem i dla niej, i dla Was, bo zmniejszy liczbę
                              potencjalnych trudności.
                              3. Jeżeli przy Tobie nigdy nie zdarzają się ataki wściekłości, a
                              przy Twojej dziewczynie często, to może powinniście zastanowić się,
                              czym jej zachowanie różni sie od Twojego, bo widocznie jej
                              zachowanie, przy najlepszej woli, ma w sobie jakiś element, który
                              wyzwala takie reakcje. A może to nie jakaś cecha zachowania Twojej
                              dziewczyny, tylko to, że mała czuje się z nią bliżej i łatwiej
                              ujawnia przed nią emocje nagromadzone wskutek tego, że jest
                              zaniedbywana przez rodziców. W tym może Wam pomóc psycholog.
                              4. Co do kubków - jak stłucze ukochany - kupi się jej następny.
                              Natomiast jeśli teraz ma 15, to nie ma żadnego ulubionego, a to jest
                              naprawdę ważne. Tak jak dla mnie jest ważne, żeby spać na swoim
                              łóżku, chociaż często podróżuję i sypiam na innym, ale moje to moje.
                              Życzę wytrwałości
                              • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 14.01.08, 16:59
                                P.S. co do innych opisanych przez Ciebie przykładów, nawet, jeśli
                                one są z sieci, pozostaję przy swojej interpretacji, Jeżeli będzie
                                ona pomocna Tobie i Twojej dziewczynie, to je sobie poczytaj.
                              • acorns Re: Stan wściekłości 15.01.08, 11:34
                                > 1. Wyrazy uznania dla Twojej dziewczyny i Ciebie, że zajmujecie
                                > się małą.

                                A co robić? Dzieci praktycznie opieki ze strony rodziców nie mają. Z
                                roku na rok coraz gorzej jest. Kiedyś to pili ale i coś robili
                                oprócz dzieci. Teraz już tylko piją i nic nie robią. Na szczęście
                                następnych dzieci też nie. Może tatusiowi przestał stawać z nadmiaru
                                alkoholu.

                                > Więc dlatego warto poradzić się psychologa, jak postępować z małą.
                                > Będzie to z pożytkiem i dla niej, i dla Was, bo zmniejszy liczbę
                                > potencjalnych trudności.

                                Jakoś nie mam zaufania do psychologów. Teraz nastała na to moda i
                                prywatne uczelnie masowo produkują psychologów i robi się tak jak z
                                ekonomistami. Co drugi to ekonomista a nie ma pojęcia nawet o
                                funkcjonowaniu GPW. Nie będę płacił żadnym psychologom bo im nie
                                ufam po prostu.

                                > powinniście zastanowić się, czym jej zachowanie różni sie od
                                > Twojego, bo widocznie jej zachowanie, przy najlepszej woli, ma w
                                > sobie jakiś element, który wyzwala takie reakcje.

                                Ja wiem w czym rzecz. Jak np. moja dziewczyna ogląda MTV, a
                                siostrzyczka chce bajki to jęczy tak jednym ciągniem "przełącz mi na
                                bajkę ja chcę bajkę słyszycz no słyszysz no przełącz mi na
                                bajkeeeeee jak chce bajkeeeeee" i szarpie ją. Mi tak robiłą, a ja ją
                                wtedy przedrzeźniałem "a ja chcę film, nie przełaczę ci słyszysz no
                                słyszysz, ja chcę film i goowno będziesz oglądać a nie bajkeeeeee".
                                Ale jak powie normalnie to jej przełączę a film mogę przecież
                                oglądać na kompie. Szybko zajarzyła o co chodzi. Dzieciaka trzeba
                                wychowywać a nie pozwalać mu na wszystko.
                                • srebrnarybka Re: Stan wściekłości 15.01.08, 11:37
                                  Ja wiem w czym rzecz. Jak np. moja dziewczyna ogląda MTV, a
                                  > siostrzyczka chce bajki to jęczy tak jednym ciągniem "przełącz mi
                                  na
                                  > bajkę ja chcę bajkę słyszycz no słyszysz no przełącz mi na
                                  > bajkeeeeee jak chce bajkeeeeee" i szarpie ją. Mi tak robiłą, a ja

                                  > wtedy przedrzeźniałem "a ja chcę film, nie przełaczę ci słyszysz
                                  no
                                  > słyszysz, ja chcę film i goowno będziesz oglądać a nie
                                  bajkeeeeee".
                                  > Ale jak powie normalnie to jej przełączę a film mogę przecież
                                  > oglądać na kompie. Szybko zajarzyła o co chodzi. Dzieciaka trzeba
                                  > wychowywać a nie pozwalać mu na wszystko.
                                  - bardzo rozsądne podejście
                                  • krwawakornelia A pomyslec, ze wystarczyloby wprowadzic jasne 15.01.08, 11:57
                                    zasady dotyczace gapienia sie w TV i sprawy w ogole by nie bylo.
                                • jola_ep Re: Stan wściekłości 15.01.08, 12:07
                                  > Jakoś nie mam zaufania do psychologów.
                                  Chociaż paru pisuje rozsądnie smile
                                  Myślę, że w wielu wypadkach pomogłyby mądre, doświadczone osoby z otoczenia. Mi osobiście dużo dawały rozmowy z moimi koleżankami (z dziećmi), spojrzenie z boku mojej mamy. Fora też bywają niezłe smile

                                  > Ja wiem w czym rzecz. Jak np. moja dziewczyna ogląda MTV, a
                                  > siostrzyczka chce bajki to jęczy tak jednym ciągniem "przełącz mi na
                                  > bajkę ja chcę bajkę słyszycz no słyszysz no przełącz mi na
                                  > bajkeeeeee jak chce bajkeeeeee" i szarpie ją.

                                  A co robi wtedy Twoja dziewczyna?
                                  Ty masz fajne podejście smile

                                  Mam wrażenie, że dzieciom dobrze robi, gdy w domu jest np. facet - twarda skała i ostoja, któremu się "nie podskakuje". Nie chodzi wcale o to, że musi być groźny i karać.
                                  Ale dziecko potrzebuje też kogoś, komu może się wyżalić, przy kim może spokojnie wyzłościć i pozwolić sobie na okazanie emocji, które gdzieś tam w nim buszują. I tu też jest ważne, aby pozostać spokojnym, nie dać sobie za bardzo "wejść na głowę", nie dać się zmanipulować, a raczej wysłuchać, zrozumieć, zaakceptować.

                                  Mój synek potrafił urządzać sceny wściekłości. Mam wrażenie, że to było tak, jakby jakiś pozornie mało ważny powód nakładał się na jego zmęczenie i wyzwalał w nim emocje, których nie był w stanie opanować.
                                  Coś jak ta scena z koszulką, o której pisałeś.

                                  Przytulanie wtedy naprawdę nie ma sensu. U nas działało, gdy mówiłam, że rozumiem jego złość, ma do niej prawo, poczekam aż mu przejdzie. Zwykle w miarę szybko. Nie warto zabawiać, pytać, szarpać się, przytulać, dotykać, zagadywać. Spokój i pokazanie, że na nas nie robi to wrażenia. Warto wyczuć moment, gdy dziecko "łapie kontakt" i wtedy można zagadać. Mój synek robił "sceny", gdy miał 2,5 lat. Gdy miał 4 lata raz urządził prawie dwugodzinną scenę z rzucaniem się na podłogę. Ponieważ najpierw rzucił tam poduszkę, więc zbytnio się nie martwiłam. Półtorej godziny później wybawiłyśmy go z pokoju na lody wink Potem mój mały urządzał takie sceny, ale krótko. Pamiętam, bo bratowa mówiła mi, że muszę z nim iść do psychologa, bo to nienormalne zachowanie. A co złego w tym, że jak mały się zdenerwował, to leciał z wrzaskiem w ciemy kąt i siedział tam sobie? wink
                                  Jak miał 5 lat, to nie wrzeszczał, tylko warczał. Raz na pytanie, dlaczego jeszcze warczy odpowiedział: "przecież swojej złości do kieszeni nie wsadzę" wink

                                  Pozdrawiam
                                  Jola
                                  • sir.vimes Re: Stan wściekłości 15.01.08, 13:28
                                    "Przytulanie wtedy naprawdę nie ma sensu. U nas działało, gdy mówiłam, że
                                    rozumiem jego złość, ma do niej prawo, poczekam aż mu przejdzie. Zwykle w miarę
                                    szybko. Nie warto zabawiać, pytać, szarpać się, przytulać, dotykać, zagadywać."

                                    A ja dokładnie o tym pisałam... Że czasem warto poczekać kilka minut, zostawić
                                    dziecko samo...

                                    Nie rozumiem tez czemu utożsamiasz (stawiasz w jednym rzędzie) przytulanie i
                                    zagadywanie, zabawianie.

                                    To sa zupełnie różne czynności - i co innego mają na celu.

                                    Infantylne zagadywanie wściekłego dziecka może je rozjuszyc (tak jak rozjuszyło
                                    by dorosłego)- przytulenie dziecka nie jest próbą podlizywania sie mu, jak
                                    zagadywanie. Nie wyklucza też , ze i rodzic jest zagniewany.

                                    Taki dotyk w ograniczonym zakresie działa też na dorosłych - w czasie kłótni z
                                    mężem czy innym bliskim warto wypróbować jak dział np. dotknięcie ręki. To
                                    sygnał - zrobiłeś coś złego, tudzież jesteś wściekły, nie zgadzamy się - ale
                                    nadal jesteśmy razem. I to jest ważny, może najważniejszy sygnał - jesteśmy
                                    razem mimo, że jesteśmy na siebie źli.

                                    Oczywiście nie chodzi mi o kłótnie patologiczne - nie sugeruję by przez dotyk
                                    obłaskawiać męża alkoholika , który rzuca się z krzesłem...



                                    • jola_ep Re: Stan wściekłości 15.01.08, 13:49
                                      > Nie rozumiem tez czemu utożsamiasz (stawiasz w jednym rzędzie) przytulanie i
                                      > zagadywanie, zabawianie.

                                      Być może dlatego, że pisząc to opierałam się na swoich doświadczeniach. W przypadku mojego synka wszystkie te czynności nie miały najmniejszego sensu, raczej go rozjuszały niż uspokajały. Te parę minut czasem przeciąga się nieco dłużej - właściwy moment trzeba wyczuć.

                                      > przytulenie dziecka nie jest próbą podlizywania sie mu, jak
                                      > zagadywanie.

                                      Infantylna próba podlizania się? Zagadywanie to sposób na odwrócenie uwagi od tego, co przeżywa. W przypadku niektórych dwulatków działa świetnie wink (w właściwym momencie) Ale mówiąc określamy też uczucia dziecka, informujemy je, że to iż czuje złość jest normalne, minie.

                                      W przypadku mojego syna przytulenie działało jak płachta na byka - tylko go rozjuszało. Wiem, że są teorie o tym, jak takie przytulenie uspokaja. Być może dzieci są różne i po prostu trzeba wypróbować, co jest najlepsze dla naszego dziecka.

                                      > I to jest ważny, może najważniejszy sygnał - jesteśmy
                                      > razem mimo, że jesteśmy na siebie źli.

                                      O tym, że jesteśmy razem informowałam słowem, moim byciem obok, moją gotowością. Z przytulaniem musiałam poczekać, aż miną pierwsze emocje. Wcześniej musiałam sama wyczuć ten moment, potem synek sam mi to pokazywał - choćby gestem smile Teraz też nie rzucam się z uspokającym dotykiem, tylko cierpliwie czekam.

                                      Pozdrawiam
                                      Jola
                                      • sir.vimes Re: Stan wściekłości 15.01.08, 13:58
                                        "Zagadywanie to sposób na odwrócenie uwagi od tego, co przeżywa."

                                        Ale po co? Po co odwracać uwagę dziecka od tego co przeżywa?

                                        Nigdy tego nie robiłam, więc może źle rozumiem pojecie zagadywania?
                                        • jola_ep Re: Stan wściekłości 15.01.08, 15:13
                                          > Nigdy tego nie robiłam, więc może źle rozumiem pojecie zagadywania?

                                          Pisałam w kontekście dwulatka. Przykłady z życia wzięte:
                                          mój synek doznał ataku wściekłości, bo chciał samodzielnie chodzić, a ja mu na samodzielność na ulicy nie pozwoliłam i ostatecznie przeniosłam na chodnik. Po około 15 minutach widziałam, że już trochę ochłonął, więc zainteresowałam go niedopałkiem w kałuży wink

                                          Dzieciak poprzeżywał, wyżalił się, porozpaczał, ale życie toczy się nadal i nadal jest w nim masa fascynujących rzeczy smile

                                          Pozdrawiam
                                          Jola
                                          • sir.vimes Re: Stan wściekłości 20.01.08, 10:46
                                            Nie przekonuje mnie to.

                                            15 minut przeżywał - potem przestał, w sposób naturalny zainteresował sie czymś
                                            innym, Ty w sposób naturalny zmieniłaś temat i pokazałaś mu coś ciekawego.

                                            Nie zagadywałaś go na siłę.

                                            a ja mu na
                                            > samodzielność na ulicy nie pozwoliłam i ostatecznie przeniosłam na chodnik. Po
                                            > około 15 minutach widziałam, że już trochę ochłonął, więc zainteresowałam go ni
                                            > edopałkiem w kałuży wink
                                            • jola_ep Re: Stan wściekłości 20.01.08, 11:58
                                              > 15 minut przeżywał - potem przestał, w sposób naturalny zainteresował sie czymś
                                              > innym, Ty w sposób naturalny zmieniłaś temat i pokazałaś mu coś ciekawego.
                                              >
                                              > Nie zagadywałaś go na siłę.

                                              Przecież pisałam, że zagadywać na siłę nie ma sensu smile

                                              I odrobinkę się mylisz. Nie on zainteresował się czymś innym, tylko ja go tym zainteresowałam - pokazałam mu to. Czyli nie: przeżywał, przestał, zainteresował się, ja to zauważyłam i zaczęłam gadać, tylko
                                              przeżywał, a potem ja mu wskazałam (powiedziałam) czym może się zainteresować i on to zrobił smile.

                                              To trochę jak w życiu: masz prawo do przeżywania smutku, rozpaczy w środowisku, który to zaakceptuje. Ale jednocześnie przychodzi taki moment, gdy mile widziany jest ktoś, kto oderwie Twoje myśli od przeżywanego smutku i wprowadzi trochę radości. Sztuka w tym, aby zrobić to w odpowiednim momencie.

                                              Pozdrawiam
                                              Jola
                                              • sir.vimes Re: Stan wściekłości 21.01.08, 09:12
                                                > I odrobinkę się mylisz. Nie on zainteresował się czymś innym, tylko ja go tym z
                                                > ainteresowałam - pokazałam mu to. Czyli nie: przeżywał, przestał, zainteresował
                                                > się, ja to zauważyłam i zaczęłam gadać, tylko
                                                > przeżywał, a potem ja mu wskazałam (powiedziałam) czym może się zainteresować i
                                                > on to zrobił smile.
                                                >
                                                > To trochę jak w życiu: masz prawo do przeżywania smutku, rozpaczy w środowisku,
                                                > który to zaakceptuje. Ale jednocześnie przychodzi taki moment, gdy mile widzia
                                                > ny jest ktoś, kto oderwie Twoje myśli od przeżywanego smutku i wprowadzi trochę
                                                > radości. Sztuka w tym, aby zrobić to w odpowiednim momencie.

                                                Ale to jest normalne!

                                                To nie jest zagadywanie!

                                                To po prostu nie jest na siłę przedłużanie jakiejś sprawy czy przesadne jej
                                                analizowanie.

                                                Zagadywanie rozumiem inaczej - jako "wymuszanie" przestania przeżywania czegoś,
                                                takie "stop" w połowie akcji; kiedy ktos jeszcze cierpi czy się ekscytuje a ktoś
                                                na siłę wymusza na nim zainteresowanie czymś innym, na siłę zmienia temat.

                                                Ty "poszłaś za dzieckiem" i jego emocjami - czyli wg. mnie nie było zagadywania
                                                tylko sama normalność i troskliwość, przyzwolenie na normalną kolej rzeczy.
                  • nangaparbat3 Sir 14.01.08, 23:02
                    >>>Tak , to jest chore.
                    ja jestem przeciwna wychowaniu bez kar - ale uważam, ze najczęściej najlepszą
                    karą są konsekwencje danego czynu (nie zjem obiadu przygotowanego przez babcię -
                    będę głodna; nie spakuję torby na basen - nie będę pływać albo będę w pośpiechu
                    wracać do domu po kostium).

                    Dla mnie to nie jest kara, tylko naturalna konsekwencja naszych działań. Chyba
                    ze towarzyszy jej zjadliwy lub upierdliwy komentarz mamusi, ale jakos dziwnie
                    Cie o to nie posądzam smile
                    • sir.vimes Re: Sir 15.01.08, 09:23
                      > Dla mnie to nie jest kara, tylko naturalna konsekwencja naszych działań.

                      No tak. Ale spełnia rolę kary. Gderanie bo dziecko kolejny raz zostawiło kostium
                      w domu nauczy je jedynie , że mama spakuje i sobie pogdera (bo njaczęściej tak
                      robią gderające matki). Zakaz ogladania TV jest niedakwatny (bo co ma piernik do
                      wiatraka) i dodatkowo uczy, że pakuje się kostium bo mama kazała, a nie dlatego,
                      że jest potrzebny.





                      • sir.vimes Re: Sir 15.01.08, 09:23
                        nieadekwatny. Przepraszam.
                        • srebrnarybka Re: Sir 15.01.08, 10:13
                          Ja bynajmniej nie twierdzę, że za zapomnienie kostiumu należy karać
                          zakazem oglądania TV. Zresztą za ZAPOMNIENIE w ogóle nie należy
                          karać, bo karać można tylko za czyny ŚWIADOME, a zapomnienie takim
                          nie jest. Natomiast niespakowanie kostiumu nie jest karą, ale
                          istotnie konsekwencją czynu i na przyszłość uwrażliwi, żeby
                          pamiętać.
                          Co innego np. odmowa zjedzenia obiadu, bo nie smakuje - to już jest
                          świadome grymaszenie, chociaż też nie twierdzę, że akurat koniecznie
                          należy ukarać to zakazem oglądanie TV.
                          Zakaz oglądania TV podałam jako przykład kary, która nie jest
                          obraźliwa dla dziecka i nie wiąże się z użyciem przemocy. Podobną
                          rolę może np. odegrać pozbawienie jakiejś przyjemności, np.
                          niepójście na lody, zakaz bawienia się jakąś lubianą przez dziecko
                          zabawką etc.
                          Poza tym rzecz bardzo ważna - powinno się uczyć dziecko
                          przepraszania i zadośćuczynienia, jeżeli komuś wyrządziło krzywdę.
                          Tylko warunek jest jeden - należy także przepraszać dziecko, jeżeli
                          się wobec niego przewiniło (oczywiście naprawdę, a nie podając mu
                          krupnik na obiad).
                          • jola_ep Re: Sir 15.01.08, 10:53
                            > tylko za czyny ŚWIADOME, a zapomnienie takim
                            > nie jest.[...]
                            > Co innego np. odmowa zjedzenia obiadu, bo nie smakuje - to już jest
                            > świadome grymaszenie

                            No co Ty?
                            Jako mama dwóch niejadków twierdzę, że dzieciakowi ma prawo coś nie smakować i wcale nie musi być to czyn świadomy. Dla mnie to nie jest problem: nie chce, nie je. Zupełnie mnie to nie wzrusza smile

                            Zazwyczaj jakaś część obiadu jest jadalna - choćby ziemniaki smile
                            A grymaszenie to zupełnie coś innego. To u nas zabronione smile Można nie jeść, ale proszę nie narzekać smile))

                            Moje luzackie podjeście do kwestii tego, co dziecko je, a czego nie, nie przeszkodziło moim niejadkom wyrosnąć na "wymiataczy". Szczególnie starsze zje wszystko, co tylko przed nią nie ucieka wink
                            Młodszy na razie je nadal mało, a w zasadzie zje wszystko wink

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • sir.vimes Re: Sir 15.01.08, 11:07
                              TTak, nie o to chodzi by dziecku wszystko tak samo smakowało.
                              Ale w pewnym wieku dziecko powinno wiedzieć i rozumieć , że szykowanie obiadu to
                              czyjś czas i praca. jeżeli tata nagotował nielubianej pomidorowej to albo się ją
                              zjada bez zachwytu albo szykuje coś samemu.

                              Nie ma opcji typu wrzeszczenie, że ma byc coś innego czy obrażanie się na tatę
                              bo taki głupi, że złą zupę gotuje (widziałam takie scenki nie raz).

                              Z drugiej strony tata nie powinien oczekiwać entuzjazmu i pogodzić się z tym ,
                              ze dziecko woli zrobić sobie kanapke czy nic nie zjeść niż nieszczesną pomidorówkę.

                              • acorns Re: Sir 15.01.08, 11:22
                                > Z drugiej strony tata nie powinien oczekiwać entuzjazmu i pogodzić
                                > się z tym , ze dziecko woli zrobić sobie kanapke czy nic nie zjeść
                                > niż nieszczesną pomidorówkę.

                                Co racja to racja. Sam widziałem próby nakarmienia
                                dwunastolatki "rarytasami" typu:
                                - 3 cm grubości kromka chleba posmarowana 0,5 cm warstwą smalcu,
                                posypana skwarkami, cebulą i na to plasterki pomidora
                                - gotowana noga i skrzydło od kurczaka w jakimś bardzo tłustym sosie
                                - gotowane mleko z wkrojoną w to bułką
                                - ozorek wołowy w galarecie na zimno oczywiście

                                Dziewczyna oczywiście nie chciała tego jeść bo już na sam widok tego
                                wszystko jej podchodziło z żołądka do gardła. Babcia jej groziła
                                karą boską, stwierdziła że jej się w dupie z dobrobytu poprzewracało
                                że w czasie wojny ludzie zgniłe kartofle jedli a ona na wszystko
                                podgrymasza, że niech się cieszy że w ogóle ma co jeść itp. Gdyby
                                wspomniana dwunastolatka była o połowę młodsza, zostałaby pewnie
                                tymi "smakołykami" nakarmiona siłą, a próba protestu zostałaby
                                uznana jako pyskowanie i ukarana biciem. Babci do tego siwego łba
                                nie przyszło że jej wnuczka może mieć inny gust kulinarny, a wojna a
                                wraz z nią jedenie zgniłych kartofli skończyło się w 1945 roku.
                            • srebrnarybka Re: Sir 15.01.08, 11:10
                              Ja też osobiście uważam, że jak ktoś nie chce, to niech nie je.
                              Często jednak dzieci grymasząc wymuszają gotowanie dla nich czegoś
                              innego, a to już nie powinno się zdarzyć. Tzn. rodzice nie powinni
                              stale katować dzieci tym, czego one nie lubią, ale i dzieci powinny
                              wiedzieć, że jak jest danie, któego nie lubią, to albo mogą nie
                              zjeść, albo muszą zjeść, ale inneog nie dostaną. Jak wiedzą, że
                              innego nie dostaną, to zwykle jedzą, co jest.
                              Tyle w domu. Pozostaje inna kwestia: w gościnie. Jeżeli w gościnie
                              jest jakaś potrwa, której dziecko absolutnie nie jada, to oczywiście
                              należy dyskretnie załatwić rzecz gospodarzami, by dziecka nie
                              męczyć. Ale dziecko powinno się nauczyć, że jet niekulturalnie mówić
                              gospodarzom, że coś nie smakuje. W strasznych, stressowych czasach,
                              zostałam wychowana w ten sposób, że jest dla mnie nie do pomyślenia,
                              by w towarzystwie powiedzieć, że coś mi nie smakuje, i by np.
                              zakłócać program wycieczki, bo muszę koniecznie zjeść barszczyk z
                              pasztecikiem. Ta właściwość znakomicie ułatwia mi kontakty
                              międzyludzkie i bardzo się z niej cieszę, bo przykrość (?) zjedzenia
                              czasem w towarzystwie czegoś niesmacznego jest znacznie mniejsza niż
                              przyjemność obcowania z fajnymi ludźmi. I dobrze, żeby dziecko też
                              tego się nauczyło, bo mu się to w życiu przyda.
                              • jola_ep Re: Sir 15.01.08, 11:41
                                > Często jednak dzieci grymasząc wymuszają gotowanie dla nich czegoś
                                > innego, a to już nie powinno się zdarzyć.

                                Dlaczego więc proponujesz karać dziecko za to, że rodzice są słabi dają się manipulować?

                                Z drugiej strony korona mi z głowy nie spadnie, jak czasem ugotuję coś, co dzieci lubią smile Następnym razem będzie moje ulubione danie, którego oni nie muszą tolerować. Staram się jednak, aby w ramach obiadu znalazło się coś "jadalnego" - choćby ziemniaki z surówką.

                                Moje zupełnie "bezstresowowo" wychowywane dzieci w towarzystwie raczej nie marudzą. W domu też zawsze lecą z należytym entuzjazmem, nawet mlaskają wink i czasem sobie rodzinnie żartujemy, jak mi jakiś mało jadalny eksperyment wyjdzie wink Przy przygotowywaniu obiadów też już pomagają (jak zapędzę). Nie liczę tylko na ich pomysły, bo one tylko pomidorową umieją wymyśleć. Na szczęście nauczyły się same ją gotować wink (jak starsza miała ok. 11 lat).

                                Pozdrawiam
                                Jola
                                • srebrnarybka Re: Sir 15.01.08, 13:56
                                  Często jednak dzieci grymasząc wymuszają gotowanie dla nich czegoś
                                  > > innego, a to już nie powinno się zdarzyć.
                                  >
                                  > Dlaczego więc proponujesz karać dziecko za to, że rodzice są słabi
                                  dają się man
                                  > ipulować?
                                  - jeżeli dziecko karzą, to także nie gotuję i nie dają sobą
                                  manipulować, tacy, co dają, to i nie ukarzą. Zostałam kiedyś ukarana
                                  za rzucenie z wściekłością cukierkiem, który mi nie smakował,
                                  naturalnie nie byłam głodna. Wytłumaczono mi, że są dzieci, które
                                  cukierków nie mają, a nawet umierają z głodu. I uważam to za bardzo
                                  słuszne. W ten sposób uczy się dzieci wrażliwości na problemy innych
                                  ludzi i pozwala dostrzec dystans.
                                  A przy okazji: grymasy bywają niekiedy wyrażane w sposób niegrzeczny
                                  i za niegrzeczność przy grymaszeniu można ukarać.

                                  drugiej strony korona mi z głowy nie spadnie, jak czasem ugotuję
                                  coś, co dzie
                                  > ci lubią smile Następnym razem będzie moje ulubione danie, którego
                                  oni nie muszą t
                                  > olerować. Staram się jednak, aby w ramach obiadu znalazło się
                                  coś "jadalnego" -
                                  > choćby ziemniaki z surówką
                                  - ja napisałam, że w normalnym domu nie katuje się dzieci stale
                                  potrawami, których nie lubią. Natomiast chodzi o ten następny raz.
                                  Jak napisałą kiedyś Verdana, dom to nie restauracja, gdzie każdy
                                  sobie zamawia, co chce, tylko wspólnota. I dlatego potrzebny jest
                                  kompromis w sprawie wyboru potraw, kompromis przestrzegany przez
                                  wszystkich.
                                  • jola_ep Re: Sir 15.01.08, 15:22
                                    Zrozumiałam, że pisałaś, iż grymaszenie jest złe, bo wymusza na rodzicach przygotowywanie określonych posiłków. Ale przecież to od rodziców zależy, czy coś na nich zostanie wymuszone, czy nie, więc wina dziecka tu żadna smile

                                    > A przy okazji: grymasy bywają niekiedy wyrażane w sposób niegrzeczny
                                    > i za niegrzeczność przy grymaszeniu można ukarać.

                                    Chodzi mi tylko o to, że w "grymaszeniu" nie ma nic złego. Dziecko nie chce - nie je. Czasem objawiają się w ten sposób początki alergi czy też nietolerancji pokarmowej. Warto więc wysłuchać dziecka.

                                    Karać za niegrzeczne grymaszenie jakoś nigdy nie musiałam. Może dlatego, że mogły "grymasić grzecznie" i o tym wiedziały wink
                                    Zresztą atmosfery przy posiłku psuć sobie nie będę smile

                                    Jeśli już, to informowałam, dlaczego mi się to nie podoba (bo ja się napracowałam i oczekuję zachwytów albo przynajmniej ciszy wink ). Zwykle wystarczało. W przypadku młodszych dzieci zabierałam jedzenie. Albo jadło "grzecznie", albo nie jadło, jego wybór. Mi tam nic do tego.

                                    Pozdrawiam
                                    Jola
                              • sir.vimes Re: Sir 15.01.08, 13:16
                                "Często jednak dzieci grymasząc wymuszają gotowanie dla nich czegoś
                                innego, a to już nie powinno się zdarzyć. Tzn. rodzice nie powinni
                                stale katować dzieci tym, czego one nie lubią, ale i dzieci powinny
                                wiedzieć, że jak jest danie, któego nie lubią, to albo mogą nie
                                zjeść, albo muszą zjeść, ale inneog nie dostaną"

                                Dokładnie o tym piszę.
                                Mogą zjeść lub nie - ale nikt nie bedzie poświęcał kolejnej godziny na
                                szykowanie kolejnej zupy.


                            • nangaparbat3 Re: Sir 15.01.08, 15:27
                              jola_ep napisała:

                              > > tylko za czyny ŚWIADOME, a zapomnienie takim
                              > > nie jest.[...]
                              > > Co innego np. odmowa zjedzenia obiadu, bo nie smakuje - to już jest
                              > > świadome grymaszenie
                              >
                              > No co Ty?
                              > Jako mama dwóch niejadków twierdzę, że dzieciakowi ma prawo coś nie smakować i
                              > wcale nie musi być to czyn świadomy. Dla mnie to nie jest problem: nie chce, ni
                              > e je. Zupełnie mnie to nie wzrusza smile
                              >
                              > Zazwyczaj jakaś część obiadu jest jadalna - choćby ziemniaki smile
                              > A grymaszenie to zupełnie coś innego. To u nas zabronione smile Można nie jeść, al
                              > e proszę nie narzekać smile))
                              >
                              > Moje luzackie podjeście do kwestii tego, co dziecko je, a czego nie, nie przesz
                              > kodziło moim niejadkom wyrosnąć na "wymiataczy". Szczególnie starsze zje wszyst
                              > ko, co tylko przed nią nie ucieka wink
                              > Młodszy na razie je nadal mało, a w zasadzie zje wszystko wink
                              >
                              > Pozdrawiam
                              > Jola
                              Ja tez zawsze pozwalałam jeść to i tyle, co chciała (ale nie dogadzalam - obiad
                              nie smakuje, dostaniesz podwieczorek) - i jadła od małego absolutnie wszystko.
                          • krwawakornelia I tu tez po czesci sie nie zgadzam 15.01.08, 11:10
                            Oprocz tego ze w ogole nie jestem do karania kogokolwiek przekonana.
                            Uwazam ze mozna tak samo robic zle swiadomie i nie. I np. osobie
                            skrzywdzonej przez zle postepowanie, ma prawo byc wszystko jedno.
                            I dlatego tak bardzo uwazam ze nalezy wychowywac dziecko w taki
                            sposob, zeby rozwijac jego samoswiadomosc, zeby znalo swoje emocje i
                            wiedzialo dlaczego zachowuje sie w dany sposob. I jakie to ma
                            konsekwencje.

                            > Zakaz oglądania TV podałam jako przykład kary, która nie jest
                            > obraźliwa dla dziecka

                            Dlaczego nie jest obrazliwa dla dziecka?


                            > Podobną rolę może np. odegrać pozbawienie jakiejś przyjemności,

                            Ale to juz jest przemoc psychiczna. To co teraz napisalas, jest
                            jakby wyjete slowo w slowo z podrecznika "czarnej pedagogiki" czekaj
                            podam ci konkretnie ktorego, P.Villaume, 1787, Encyklopedia
                            wychowania. Podpowiem ci wedlug takich metod wychowywany byl miedzy
                            innymi A. Hitler, slyszalas o nim?


                            > Poza tym rzecz bardzo ważna - powinno się uczyć dziecko
                            > przepraszania i zadośćuczynienia, jeżeli komuś wyrządziło krzywdę.

                            Ale tego mozna nauczyc tylko na wlasnym przykladzie.
                            • srebrnarybka Re: I tu tez po czesci sie nie zgadzam 15.01.08, 11:26
                              I np. osobie
                              > skrzywdzonej przez zle postepowanie, ma prawo byc wszystko jedno.
                              - Ale dziecku, które skrzywdzło, nie jest wszystko jedno. Inna jest
                              ocena moralna czynu dokonanego świadomie, inna czynu nieświadomego.
                              Nie wolno dziecka karać za to, że uczyniło coś nieświadomie, ale
                              jeżeli świadomie kogoś skrzywdziło - dlaczego nie? Nie rozmumiem.
                              Poza tym dziecko powinno nauczyć się czynić dobro i unikać czynienia
                              zła.

                              Dlaczego nie jest obrazliwa dla dziecka?
                              - bo nie poniża jego osoby, nie narusza godności, nie dotyka ciała,
                              tylko odbiera jakąś przyjemność, bez której można żyć.

                              Ale to juz jest przemoc psychiczna. To co teraz napisalas, jest
                              > jakby wyjete slowo w slowo z podrecznika "czarnej pedagogiki"
                              czekaj
                              > podam ci konkretnie ktorego, P.Villaume, 1787, Encyklopedia
                              > wychowania. Podpowiem ci wedlug takich metod wychowywany byl
                              miedzy
                              > innymi A. Hitler, slyszalas o nim?

                              - przypadkiem jestem doktorem historii, więc o Adolfie Hitlerze
                              zdarzyło mi się słyszeć, chociaż nie słyszałam, żeby w dzieciństwie
                              karano go zakazem oglądania TV. Widocznie jestem niedouczona.
                              Przykład Hitlera jest demagogiczny - takie metody wychowywania były
                              wtedy powszechne i wychowywano przy ich pomocy zarówno bohaterów,
                              ludzie niezwykle wartościowych, jak i zbrodniarzy, bo w każdej
                              populacji są i tacy i tacy. Na osobowość Hitlera miała wpływ też
                              niewątpliwie osobowość jego ojca, proponuję lekturą książki Allana
                              Bullocka, Hitler. Studium tyranii.
                              Demagogią jest też stawianie znaku równości między katowaniem
                              dizecka pasem, polewaniem zimną wodą i niewzięciem na lody. Chyba
                              nie muszę tłumaczyć, że to inna jakość. Co więcej, to demagogiczne
                              zrównywanie tych rodzajów kar paradoksalnie zwiększa przyzwolenia na
                              katowanie dzieci. Bo skoro niewzięcie na lody jest taką samą
                              zbrodnią, jak 50 pasów na gołą pupę, a wychowanie bez niewzięcia
                              czasem na lody nie sposób sobie wyobrazić, to skoro już i tak jestem
                              zbrodniarką, bo nie wzięłam na lody, to mogę i wlać 50 na golca. A
                              gdyby postawić rozsądną granicę, wyeliminowałoby się łątwiej
                              najbardziej okrutne kary.

                              Ale tego mozna nauczyc tylko na wlasnym przykladzie
                              - o konieczności przepraszania dziecka pisałam i jestem o tym
                              przekonana. Poza wszystkim, ja uważam, że dziecko należy traktować
                              POWAŻNIE.
                              • krwawakornelia Znam taka osobe 15.01.08, 11:41
                                ktora mowi "przepraszam , chcialam dobrze" a poczucie krzywdy
                                pozostaje. To co na takie cos mam sie nie wkurzac?
                                Madre przyslowie mowi "dobymi checiami jest pieklo wybrukowane"
                                Nie uwazam zeby nieswiadomosc zwalniala z odpowiedzialnosci, dlatego
                                dla mnie uczenie dziecka bycia swiadomym jest takie wazne.

                                > Dlaczego nie jest obrazliwa dla dziecka?
                                > - bo nie poniża jego osoby, nie narusza godności, nie dotyka
                                ciała,
                                > tylko odbiera jakąś przyjemność, bez której można żyć.
                                >
                                No ale jak dziecko sie nauczy ze bez tego mozna zyc, to dalej bedzie
                                postepowalo zle nie bojac sie juz kar, czy nie?



                          • nangaparbat3 Rybko, litości! 15.01.08, 15:25
                            Zmuszanie do jedzenia czegoś, co nie smakuje, to dopiero znecanie się!
                            Są nawet takie diety, podobno zbawienne dla zdrowia: jemy tylko i wyłącznie to,
                            na co mamy ochotę, oraz tyle i tylko tyle, ile chcemy - i podobno taki sposób
                            jedzenia czyni cuda (wydaje mi sie tylko, ze przy radykalnym ograniczaniu słodyczy).
                            Smakuj/ nie smakuje to sygnał, czy powinnismy cos jeść, czy nie - w końcu po cos
                            ewolucja poczucie smaku wyksztalciła. Powiesz, ze lekarstwa nie są smaczne - a
                            pewnie, bo w duzej dawce z reguły są trucizną, prawda?
                            Co do przepraszania - zawsze przepraszałam i przepraszam moje dziecko, ono
                            jednak ma jakiś potworny problem z przepraszaniem werbalnym. Nawet kiedy bardzo
                            chce mnie przeprosić, robi miny, tuli się, caluje - przeprasza mimiką, gestem,
                            zrobieniem czego dla mnie - ale wypowiedzenie samego słowa sprawia jej jakis
                            niebywały trud.
                            Wiem, ze nie jest to problem tylko jej.
                            Z drugiej strony - nie mam zaufania do zbyt łatwego przepraszania, bo ono często
                            nic nie znaczy.
                      • krwawakornelia Widzisz , tylko ta metoda 15.01.08, 11:00
                        ma sens i jest skuteczna jezeli podkreslasz dziecku ze to nie jest
                        kara. To jest wazne, zeby nie odbieralo tego jako impulsu z zewnatrz,
                        tylko doszlo samo do tego ze jego dzialania maja jakies tam
                        konsekwencje.

                        Dlatego jestm przeciwniczka "kar" bo dla mnie to one oduczaja
                        myslenia.
                        • srebrnarybka Re: Widzisz , tylko ta metoda 15.01.08, 11:13
                          Sprawa kostiumu nie podlega karze, bo nie można karać za
                          zapomnienie. Karać można za ŚWIADOME przewinienia, a zapomnienie
                          jest nieświadome.
                          A czy za świadomą złośliwość nie należy karać?
                          • krwawakornelia A jak chcesz ukarac 15.01.08, 11:42
                            swiadoma zlosliwosc?
                          • nangaparbat3 Re: Widzisz , tylko ta metoda 15.01.08, 15:32
                            Ja tam nie zakładam świadomej złośliwości. Zakładam dobrą woklę, niezręczność,
                            pomylkę, nieporozumienie - i naprawdę nie pamietam, kiedy nie dało to dobrego
                            efektu, nawet jeśli dobrej woli nie było.
                            Moze to manipulacja, ale skuteczna.
              • krwawakornelia Kazda kara 13.01.08, 19:56
                zarowno fizyczna jak i nie, jest okrucienstwem i naduzyciem wladzy
                wobec malego czlowieka.

                Ale to sa rodzice ktorzy nie zastanawiaja sie nad priorytetami i
                zasadami, wartosciami i przyszloscia swoich dzieci.
                Oni chca miec cisze i spokoj tu i teraz, bez wzgledu na konsekwencje
                swoich poczynan w przyszlosci.

                W takiej rodzinie nie ma nawet mowy o szacunku i milosci, bo rodzice
                nie szanuja samych siebie.
                • srebrnarybka Re: Kazda kara 13.01.08, 20:07
                  nie uważam, żeby każda kara była okrucieństwem i nadużyciem władzy.
                  Jeśli dziecko 3-4 letnie, takie, które jest już w stanie zrozumieć
                  zasady panujące w domu, świadomie przeciw nim wykroczy, i zostanie
                  ukrane np. zakazem oglądania dobranocki przez 2 dni, albo
                  niepójściem na lody, nie widzę w tym nic okrutnego. To
                  kolejny "chwyt" zwolenników nowoczesnego wychowania: wszystkie kary,
                  niezależnie od tego, czy jest to 25 uderzeń pasem na gołą pupę,
                  zawleczenie siłą dziecka do łazienki i oblanie go zimną wodą czy
                  zabronienie oglądania dobranocki się zrównuje i traktuje jako
                  jednakowo okrutne. A że rzeczywistość jest taka, że kary i tak
                  stosować trzeba, to jak się je nazwie terapią, to już można
                  spokojnie ukarać, nawet boleśnie i brutalnie, bo to nie kara, tylko
                  terapia. Takie są skutki utożsamiania zakazu ogądania dobranocki z
                  laniem.
                  • krwawakornelia Wybacz dla mnie to naduzycie wladzy. 13.01.08, 20:18
                    My staramy sie poprostu konsekwentnie wyegzekwowac ustalone zasady
                    domowe.
                    Ewentualne czyny maja konsekwencje. Ale jak juz napisalam kiedys
                    dawno, ani jako mama, ani opiekunka (z dlugim stazem) nie spotkalam
                    sie z sytuacja wymagajaca kary.
                    • srebrnarybka Re: Wybacz dla mnie to naduzycie wladzy. 13.01.08, 23:52
                      konsekwentne egzekwowanie wymaga niekiedy ukarania, bo zupełnie
                      zrozumiałe, że każde dziecko kiedyś świadomie i w sposób rażący je
                      przekroczy. Inaczej byłoby nienormalne.
                      A poza tym - wychowanie wymaga, by w wypadku poważnego, świadomego i
                      zawinionego przez dziecko naruszenia obowiązujących zasad dziecko
                      miało poczucie, że zawiniło i czuło potrzebę przeproszenia i
                      zadośćuczynienia. Uczenie dziecka postępowania wtedy, kiedy
                      zawiniło, jest elementem wychowania. Inaczej nigdy nie będzie umiało
                      powiedzieć przepraszam.
                      Konkretna sytuacja: chłopiec siedmioletni dla zabawy rzucił w
                      ośmioletnigo kuzyna kijem, mało nie wybił mu oka. Mimo, że
                      siedmiolatek doskonale wiedział, że źle się bawi, jego matka prawia
                      przeprosiła go za to, zamiast porządnie ukarać. Młodzieniec nie
                      raczył przeprosić ani kuzyna ani jego rodziców. Ale jest wychowywany
                      bezstressowo. Co o tym powiesz?
                      • krwawakornelia Ja mam takie pytania, 14.01.08, 11:54
                        bo powszechnie wiadomo, ze dzieciom najbardziej do zycia potrzebna
                        jest uwaga rodzicow.
                        I teraz czy nie jest tak, ze bardzo czesto wola postapic zle i
                        zostac ukarane tylko po to zeby rodzice je zauwazyli?

                        I drugie czy zwracajac zbyt duza uwage na wykroczenia dzieci, nie
                        poglebiamy zlych nawykow, poswiecajac im poprostu duzo naszej uwagi
                        przypinamy dzieciom negatywne "etykietki". I czy dzieci w takiej
                        sytuacji poprostu podswiadomie nie wypelniaja takich naszych
                        oczekiwan?

                        I trzecie ciagle nie bardzo rozumiem pozytywnej strony dania dziecku
                        kary. To znaczy w przykladzie jaki opisalas, co kara ma za zadanie
                        zrobic?
                        • srebrnarybka Re: Ja mam takie pytania, 14.01.08, 12:23
                          I trzecie ciagle nie bardzo rozumiem pozytywnej strony dania dziecku
                          > kary. To znaczy w przykladzie jaki opisalas, co kara ma za zadanie
                          > zrobic?
                          - kara ma za zadanie utrwalić u dziecka przeświadczenie, że
                          postępując źle naraża także siebie na niedobre konsekwencje i
                          wzbudzić w nim żal, że postępując źle, sam się na taką sytuację
                          naraził. Natomiast jeśli matka bardzo winnego chłopca przytuliła go,
                          ucałowała i nawet nie kazała przeprosić poszkodowanego kuzyna, to
                          dziecko wyniosło z tej przygody przekonanie, że wolno uderzać innych
                          kijem.

                          bo powszechnie wiadomo, ze dzieciom najbardziej do zycia potrzebna
                          > jest uwaga rodzicow.
                          - nie jestem tego taka pewna. To jest założenie większości
                          dyskutantów na tym forum. Dzieck potrzebna jest uwaga rodziców, bo
                          rodzice są za nie odpowiedzialni. Natomiast wcale nie uważam, że
                          jedyną rzeczą, której zawsze każde dziecko pragnie, jest stałe
                          towarzystwo mamusi. I że jedynym rozwiązaniem każdego problemu jest
                          to, żeby dziecku poświęcać jeszcze więcej czasu. Dziecko potrzebuje
                          także pobyć samo i spróbować samodzielności. Natomiast z wielu
                          wątków z tego forum wynika, ze wiele matek cierpi, jeśli dziecko
                          znalazło sobie samodzielną zabawę i usiłują mu w tym przeszkodzić
                          (bo się spocisz, córka nie maluje etc.).
                          Owszem, zdarzają się takie sytuacje, kiedy dziecko jest specjalnie
                          niegrzeczne, żeby zwrócić uwagę, ale często postępuje źle nie
                          dlatego, żeby zwrócić uwagę, tylko dlatego, że jakaś zakazana
                          czynność jest przyjemna. Pogląd, że dziecko postępuje źle tylko po
                          to, by zwrócić na siebie uwage rodziców, jest skrajnym
                          rodzicocenrryzmem. Życie dziecka nie kręci się wokół rodziców. To
                          tylko rodzicom (niektóym) się tak wydaje

                          I drugie czy zwracajac zbyt duza uwage na wykroczenia dzieci, nie
                          > poglebiamy zlych nawykow, poswiecajac im poprostu duzo naszej
                          uwagi
                          > przypinamy dzieciom negatywne "etykietki". I czy dzieci w takiej
                          > sytuacji poprostu podswiadomie nie wypelniaja takich naszych
                          > oczekiwan?
                          - Twoim zdaniem lepiej dziecka nie ganić, jeśli coś źle robi.
                          Widzisz, opisany przeze mnie 7latek, który rzucił kijem w kuzyna,
                          miał do matki pretensje, że mu nie powiedziała wcześniej, że tak się
                          nie robi. A ona widocznie nie chciała utrwalać złych nawyków.
                          • krwawakornelia Re: Ja mam takie pytania, 14.01.08, 13:31
                            srebrnarybka napisała:

                            Natomiast jeśli matka bardzo winnego chłopca przytuliła go,
                            > ucałowała i nawet nie kazała przeprosić poszkodowanego kuzyna, to
                            > dziecko wyniosło z tej przygody przekonanie, że wolno uderzać
                            innych
                            > kijem.

                            Nie rozumiem tego rozumowania. A poza tym mam wrazenie ze dziecko
                            ukarane przyjmuje tylko kare, i sprawa zalatwiona. Nie rozumiem jak
                            kara ma czegokolwiek uczyc. Wydaje mi sie ze ta matka dobrze zrobila
                            szczerze mowiac.
                            I wydaje mi sie ze takie dziecko ma mniejsze szanse na powtorzenie
                            zlego zachowania niz dziecko ukarane. Bo karanie moim zdaniem jedyne
                            czego uczy to tego ze mozna robic wszystko pod warunkiem za mama nie
                            zauwazy.
                            A nawet to dostanie potem kare i sprawa zalatwiona. Po dziecku
                            wiekszoec kar splywa jak po kaczce.


                            > - nie jestem tego taka pewna.

                            A ja jestem.
                            Natomiast wcale nie uważam, że
                            > jedyną rzeczą, której zawsze każde dziecko pragnie, jest stałe
                            > towarzystwo mamusi.

                            Towarzystwo mamusi, a uwaga poswiecona dziecku to 2 skrajnie rozne
                            sprawy.

                            I że jedynym rozwiązaniem każdego problemu jest
                            > to, żeby dziecku poświęcać jeszcze więcej czasu.

                            Nie czasu tylko UWAGI. A to roznica.

                            Dziecko potrzebuje
                            > także pobyć samo i spróbować samodzielności.

                            W 100% sie zgadzam tylko moim zdaniem karanie raczej zaprzecza
                            uczeniu samoswiadomosci.

                            > Owszem, zdarzają się takie sytuacje, kiedy dziecko jest specjalnie
                            > niegrzeczne, żeby zwrócić uwagę, ale często postępuje źle nie
                            > dlatego, żeby zwrócić uwagę, tylko dlatego, że jakaś zakazana
                            > czynność jest przyjemna.


                            Tez sie w 100% zgadzam, ale karzac dziecko, czy nie nauczysz je ze
                            mozna cos zakazanego robic pod warunkiem ze mama nie zauwazy. Albo
                            czy nie jest tak ze jezeli jest tojakas przyjemnosc, to dziecko
                            bedzie to robilo nie zwazajac na kary?
                            Albo zeby tego uniknac bedziemy musieli zaczac stosowac coraz
                            wieksze i wieksze restrykcje?
                            I kiedy jest ta gorna granica?


                            > - Twoim zdaniem lepiej dziecka nie ganić, jeśli coś źle robi.

                            Tak moim zdaniem lepiej jest dziecku uswiadomic slowami, synku
                            mogles dziecku zrobic duza krzywde, na szczescie nic sie nie stalo,
                            ale dziecko sie przestraszylo etc. Co Ty bys zrobil gdyby to tobie
                            ktos o malo kijem w oko nie wcelowal?
                            I absolutnie skonczyc temat nie poswiecajac temu wiecej czasu i
                            uwagi. U mnie ta metoda skutkuje do tej pory w 100%.


                            > Widzisz, opisany przeze mnie 7latek, który rzucił kijem w kuzyna,
                            > miał do matki pretensje, że mu nie powiedziała wcześniej, że tak
                            się
                            > nie robi. A ona widocznie nie chciała utrwalać złych nawyków.


                            I moim zdaniem miala racje, a teraz on bedzie wiedzial.

                            • srebrnarybka Re: Ja mam takie pytania, 14.01.08, 14:16
                              Natomiast jeśli matka bardzo winnego chłopca przytuliła go,
                              > > ucałowała i nawet nie kazała przeprosić poszkodowanego kuzyna,
                              to
                              > > dziecko wyniosło z tej przygody przekonanie, że wolno uderzać
                              > innych
                              > > kijem.
                              >
                              > Nie rozumiem tego rozumowania. A poza tym mam wrazenie ze dziecko
                              > ukarane przyjmuje tylko kare, i sprawa zalatwiona. Nie rozumiem
                              jak
                              > kara ma czegokolwiek uczyc. Wydaje mi sie ze ta matka dobrze
                              zrobila
                              > szczerze mowiac.
                              > I wydaje mi sie ze takie dziecko ma mniejsze szanse na powtorzenie
                              > zlego zachowania niz dziecko ukarane. Bo karanie moim zdaniem
                              jedyne
                              > czego uczy to tego ze mozna robic wszystko pod warunkiem za mama
                              nie
                              > zauwazy.
                              Widzisz, opisany przeze mnie 7latek, który rzucił kijem w kuzyna,
                              > > miał do matki pretensje, że mu nie powiedziała wcześniej, że tak
                              > się
                              > > nie robi. A ona widocznie nie chciała utrwalać złych nawyków.
                              >
                              >
                              > I moim zdaniem miala racje, a teraz on bedzie wiedzial.

                              - 1. w wieku 7 lat on już powinien był to wiedzieć, a był szczerze
                              zdziwiony, że dwie ciotki mają do niego pretensję. Ale był
                              zdziwiony, bo matka nie raczyła wcześniej nigdy zwrócić mu uwagi, że
                              nie wolno agresywnie bawić się z innymi dziećmi, bo nie chciała
                              robić mu przykrości.
                              2. Jeśli będzie wiedział, że zrobił źle, to tylko dlatego, że
                              nakrzyczały na niego dwie ciotki. Skoro matka wzięła go w obronę
                              przed ciotkami, tłumacząc, że to tylko dziecko i skąd miało
                              wiedzieć, a następnie przytuliła i ucałowała, to skąd ma wiedzieć,
                              że zrobił coś złego? Matka potraktowała go tak, jak zawsze, więc i
                              on sądzi, że postępował jak zawsze. Nie ma szans nauczyć się
                              odróżniać dobra od zła.

                              I wydaje mi sie ze takie dziecko ma mniejsze szanse na powtorzenie
                              > zlego zachowania niz dziecko ukarane. Bo karanie moim zdaniem
                              jedyne
                              > czego uczy to tego ze mozna robic wszystko pod warunkiem za mama
                              nie
                              > zauwazy.
                              - jeżeli mama nie zauważy niewłaściwego zachowania, to w ogóle nie
                              ma szansy zareaować, np. wytłumaczyć dziecku, że zrobiło przykrość
                              komuś innemu. Więc ten problem możemy w ogóle wyłączyć z rozważań.

                              Wydaje mi sie ze ta matka dobrze zrobila
                              > szczerze mowiac.
                              - matka szczerze powiedziała 7letniemu agresorowi, że go kocha i
                              współczuje mu, że ciocie na niego krzyczą. Nie kazała mu nawet
                              przeprosić napadniętego kuzyna, co powinno być oczywistą formą
                              zadośćuczynienia.

                              A poza tym mam wrazenie ze dziecko
                              > ukarane przyjmuje tylko kare, i sprawa zalatwiona.
                              - jeżeli nie ma kary, to sprawa tym bardziej załatwiona. Można
                              robić, co się chce, bez żadnych konsekwencji.

                              Co do uwagi: oczywiście uwaga i towarzystwo to nie to samo, ale
                              dziecko poprzez złe zachowanie może spowodować właśnie to, że mama
                              zajmie się nim, a nie czym innym, czyli spędzi z nim dodatkowy cas,
                              który dziecko może chciałoby poświęcić na samodzielną zabawę.
                              A poza tym nie sądzę, żeby dziecko zachowywało się źle po to, by
                              zostać ukarane, np. zakazem oglądania TV, tylko dlatego, żeby
                              mamusia na nie spojrzała. Jednak nie sądzę, żeby spojrzenie mamusi
                              było aż tego warto. Powtarzam raz jeszcze, to jest skarjny
                              rodzicocentryzm.

                              Karanie moim zdaniem nie zaprzecza uczenia samoświadomości, bo
                              dziecko, znając zasady panujące w domu i system kar i nagród,
                              świadomie decyduje się na karę. Poza tym świadome przeżycie kary
                              pozwala dziecku przeżyć to, że zadośćuczyniło za to, co nawywijało.
                              Jeśli nie odokutowało, a tylko mamusia mówi mu ciągle, że sprawił
                              jej przykrość, to dziecko albo będzie to w ogóle lekceważyć, albo,
                              jeśli wrażliwsze, będzie żyć w stałym poczuciu winy wobec matki. A
                              odbycie kary oznacza odkupienie winy i daje szansę na nowy początek.
                              • krwawakornelia No dobrze 14.01.08, 21:21
                                srebrnarybka napisała:

                                > - 1. w wieku 7 lat on już powinien był to wiedzieć, a był szczerze
                                > zdziwiony, że dwie ciotki mają do niego pretensję. Ale był
                                > zdziwiony, bo matka nie raczyła wcześniej nigdy zwrócić mu uwagi,
                                że
                                > nie wolno agresywnie bawić się z innymi dziećmi, bo nie chciała
                                > robić mu przykrości.

                                Nie wiem nie analizuje i nie znam zamyslow wychowawczych tej matki.

                                > 2. Jeśli będzie wiedział, że zrobił źle, to tylko dlatego, że
                                > nakrzyczały na niego dwie ciotki.

                                O nie to na 100% nie. Wrzaski Ciotek splyna ponim jak po kaczce, co
                                najwyzej pomysli "stara sie czepia a nic sie nie stalo". Mowimy juz
                                o 7 latku.

                                Skoro matka wzięła go w obronę
                                > przed ciotkami, tłumacząc, że to tylko dziecko i skąd miało
                                > wiedzieć, a następnie przytuliła i ucałowała, to skąd ma wiedzieć,
                                > że zrobił coś złego?

                                Matka powinna mu jeszcze dodac ze to nie bezpieczne i wytlumaczyc
                                dlaczego, ale absolutnie nie przy swiadkach. Jezeli ta matka miala
                                odwage wziac w tej sytuacji syna w obrone to nalezy jej sie duzy
                                szacunek i podziw. Nie wiele to potrafi, i widac ze buduje dobra i
                                silna wiez ze swoim synem oparta na zaufaniu. Moze np. w domu
                                wytlumaczyla mu sytuacje jeszcze raz i spokojnie porozmawiali na te
                                temat?
                                Tego nie wiesz.

                                Matka potraktowała go tak, jak zawsze, więc i
                                > on sądzi, że postępował jak zawsze. Nie ma szans nauczyć się
                                > odróżniać dobra od zła.

                                Tego nie wiesz. A po oglednym przeczytaniu tego co piszesz mam
                                wrazenie ze ma swietne szanse i jest na dobrej drodze.


                                > - jeżeli mama nie zauważy niewłaściwego zachowania, to w ogóle nie
                                > ma szansy zareaować, np. wytłumaczyć dziecku, że zrobiło przykrość
                                > komuś innemu. Więc ten problem możemy w ogóle wyłączyć z rozważań.
                                >

                                Widzisz nie, bo jezeli dziecko nie jest karane, tylko uczone
                                wartosci to pewnych niefajnych zachowan u niego nie bedzie, bo sie
                                bedzie uczyl od podstaw dlaczego jest to nie wlasciwe i bedzie
                                umialo podjac decyzje swiadoma jak sie zachowa.
                                Tylko do tego trzeby dziecko uczyc szacunku, a tego nie zrobisz
                                karami.


                                > - matka szczerze powiedziała 7letniemu agresorowi, że go kocha i
                                > współczuje mu, że ciocie na niego krzyczą. Nie kazała mu nawet
                                > przeprosić napadniętego kuzyna,

                                Nie nie powinna kazac mu przepraszac. Przeprosiny powinny wynikac z
                                glebokiej potrzeby serca i swiadomosci ze sie kogos swoim
                                postepowaniem krzywdzi.
                                I nie sa zadna forma zadoscuczynienia. Przeprosiny to cos duzo
                                wazniejszego. Nie wystarczy powiedzie "przepraszam " i wszystko jest
                                git.

                                Dziecko powinno tez miec szanse samo sie nauczyc ze jezeli umie
                                szczerze przeprosic za swoje bledy zyskuje nowych przyjaciol, jezeli
                                nie to ich traci.

                                Ale tego mamusia nie moze mu kazac.
                                Dalej uwazam ze ta mama postapila bardzo pedagogicznie.


                                > A poza tym mam wrazenie ze dziecko
                                > > ukarane przyjmuje tylko kare, i sprawa zalatwiona.

                                > - jeżeli nie ma kary, to sprawa tym bardziej załatwiona. Można
                                > robić, co się chce, bez żadnych konsekwencji.

                                Ale o to chodzi zeby w okol takich spraw nie robic teatru, spokojnie
                                porozmawiac i absolutnie nie skupiac siena zlych zachowaniach bo je
                                w ten sposob poglebiamy.


                                > A poza tym nie sądzę, żeby dziecko zachowywało się źle po to, by
                                > zostać ukarane, np. zakazem oglądania TV, tylko dlatego, żeby
                                > mamusia na nie spojrzała. Jednak nie sądzę, żeby spojrzenie mamusi
                                > było aż tego warto. Powtarzam raz jeszcze, to jest skarjny
                                > rodzicocentryzm.

                                Ale to jest normalne zachowanie 99% dzieci. Nastolatki sa w stanie
                                sobie dac w zyle zeby mamusia je zauwazyla. Nawet skoczyc z mostu.
                                Oblac klase itd. Uwaga rodzicow jest dla dziecka, zwlaszcza
                                malutkiego, sprawa najwazniejsza na swiecie, bez ktorej nie jest w
                                stanie normalnie funkcjonowac.
                                I bzdurny zakaz TV, jest warty pieciu minut w centrum uwagi mamy.
                                Naprawde.


                                > Karanie moim zdaniem nie zaprzecza uczenia samoświadomości, bo
                                > dziecko, znając zasady panujące w domu i system kar i nagród,
                                > świadomie decyduje się na karę. Poza tym świadome przeżycie kary
                                > pozwala dziecku przeżyć to, że zadośćuczyniło za to, co
                                nawywijało.

                                Moim zdaniem sie to zaprzecza, bo dziecko robi zeczy nie dlatego ze
                                sa sluszne z przekonania swojego, albo dlatego ze czuje taka
                                wewnetrzna potrzebe, tylko zeby nie dostac kary, lub dostac nagrode.

                                Facit : nie stymuluje to w zaden sposob samoswiadomosci. Tylko uczy
                                sterowania z zewnatrz.

                  • tropicieltrolli A tak z ciekawosci rybko? 13.01.08, 21:28
                    A za co na przyklad grozi zakaz ogladania telewizji?

                    I kiedy trzeba stosowac kary?
                    • srebrnarybka Re: A tak z ciekawosci rybko? 13.01.08, 23:48
                      w wypadku świadomego, zawinionego przez dziecko rażącego naruszenia
                      ustalonych i znanych dziecku zasad. Co do szczegółów - to zależy od
                      sytuacji.
                      • srebrnarybka Re: A tak z ciekawosci rybko? 13.01.08, 23:53
                        P.S. W każdym razie zakaz oglądania TV uważam za mniej okrutną karę
                        niż terapię wodnę.
                        • nangaparbat3 Re: A tak z ciekawosci rybko? 14.01.08, 00:06
                          Zakaz ogladania TV to wręcz blogosławieństwo.
                          Ale: nie przypominam sobie, by moja mama ukarala mnie kiedykolwiek inaczej niz
                          stwierdeniem, ze postępuje źle - nawet chyba na mnie nie krzyczała. Własciwie
                          mogę powiedzieć, ze mnie wychowano bez karania - jedyną karą było wyrazenie
                          niezadowolenia z mego postępowania.
                          Co prawda tata dwa razy mnie zlał, ale to akurat było bez sensu, za niewinnośc,
                          tylko dlatego, ze on bał się, ze mi sie coś złego stało - no i z tej radości, ze
                          nie.
                          W kazdym razie: nie karano mnie raczej, a zyje. Mam sie dobrze i nie narzekam.
                          Wiec jednak sie da.
                          Acha, mego brata wychowywano identycznie (plus kilka klapsów od mamy, ale jak ja
                          znam, były to klapsy całkowicie symboliczne - nie bicie, a sygnał "stop").
                          Efekty jeszcze lepsze niz ze mna.
                          • srebrnarybka Re: A tak z ciekawosci rybko? 14.01.08, 00:10
                            przypuszczam, że zdaniem Krwawejkornelii Twoja mama też nadużywała
                            włądzy rodzicielskiej, ktrytykując Cię i sprawiając Ci przykrość.
                            Niewątpliwie też był to dla Ciebie stress, więc chyba wychownie
                            bezstressowe odrzuca takie okrucieństwa.
                            Ale oczywiście odróżniam je od "terapii" wodnej.
                            • krwawakornelia Zle przypuszczasz 14.01.08, 11:59
                              mama ma 100% prawo wyrazac swoje zdanie i emocje zwiazane z
                              zachowaniem dziecka.

                              Ma prawo powiedziec "uwazam ze nie postapilas wlasciwie"
                              albo "twoje zachowanie bardzo mnie zezloscilo". I dla normalnie
                              rozwijajacego sie dziecka jest to tez nauka empatii, uczy sie ze
                              jego postepowanie w jakis sposob dotyka innych i uczy sie podejmowac
                              takich decyzji, zeby przykrosci innym nie sprawiac. Ale (co bardzo
                              wazne) ma swiadomosc ze nie jest to odgornie narzucone ale samo o
                              tym decyduje.

                              I czy nie warto odejsc od tych stereotypow typu ze wychowywanie
                              polega na nagradzaniu i karaniu?
                              • srebrnarybka Re: Zle przypuszczasz 14.01.08, 12:33
                                mama ma 100% prawo wyrazac swoje zdanie i emocje zwiazane z
                                > zachowaniem dziecka.
                                >
                                > Ma prawo powiedziec "uwazam ze nie postapilas wlasciwie"
                                > albo "twoje zachowanie bardzo mnie zezloscilo".
                                - emocje matki, a zwłaszcza np, krzyk, jeśli jest zezłoszczona, nie
                                są karą? W moim rozumieniu są, bo sprawiają dziecku przykrość. I
                                słusznie, bo jeśli dziecko świadomie przekroczyło znane mu zasady,
                                to powinno doznać przykrości. Tylko nie rozumiem dlaczago krzyk jest
                                wyrażeniem empatii, oblanie twarzy zimną wodą jest terapią (to
                                drugie nie jest Twoim poglądem), a danie klapsa jest okrucieństwem?
                                Chodzi mi o to, żeby rzeczy jednakowe nazywać jednakowo.

                                I dla normalnie
                                > rozwijajacego sie dziecka jest to tez nauka empatii, uczy sie ze
                                > jego postepowanie w jakis sposob dotyka innych i uczy sie
                                podejmowac
                                > takich decyzji, zeby przykrosci innym nie sprawiac. Ale (co bardzo
                                > wazne) ma swiadomosc ze nie jest to odgornie narzucone ale samo o
                                > tym decyduje.

                                - 3 letnie dziecko wdaje się w takie subtelne i abstrakcyjne
                                rozważania. Prędzej zrozumie pojęcie przykrości polegającej np. na
                                zakazie oglądania TV, a nie na tym, ze mama powiedziała, że zrobił
                                jej przykrość.

                                I czy nie warto odejsc od tych stereotypow typu ze wychowywanie
                                > polega na nagradzaniu i karaniu?

                                - cóż, przez całe wieki ludzkość była tak wychowywana i dawało
                                jakieś efekty i nie sądzę, żeby całą ludzkość przed nami składała
                                się z dewiantów. Może odejdziemy jeszcze od innych stereotypów:
                                zacznijmy chodzić na głowie, przestańmy się ubierać, wprowadźmy
                                zwyczaj plucia w miejscach publicznych (dzieciom wychowywanym
                                bezstressowo wolno), dłubania w nosie w miejscach publicznych
                                (dzieciom wychowywanym bezstressowo woloo) etc. Zlikwidujmy w ogóle
                                wszelkie zasady, bo są sterotypami.
                                • krwawakornelia Ja nie pisalam nic o krzyku. 14.01.08, 13:37
                                  I nie chodzi mi o To zeby wyrabiac w dziecku poczucie winy, tylko
                                  poinformowac go o tym co sie dzieje.

                                  > - 3 letnie dziecko wdaje się w takie subtelne i abstrakcyjne
                                  > rozważania. Prędzej zrozumie pojęcie przykrości polegającej np. na
                                  > zakazie oglądania TV, a nie na tym, ze mama powiedziała, że zrobił
                                  > jej przykrość.

                                  Z tym sie niezgadzam w ogole, 3 latek nie zrozumie co ma zakaz
                                  ogladania TV do jego "zlego" zachowania. A doskonale zrozumie ze to
                                  matke rozzloscilo, albo zasmucilo, albo wkurzylo.
                                  Nie chodzi o subtelne rozwazania tylko emocjonalne odruchy.

                                  > - cóż, przez całe wieki ludzkość była tak wychowywana i dawało
                                  > jakieś efekty i nie sądzę, żeby całą ludzkość przed nami składała
                                  > się z dewiantów. Może odejdziemy jeszcze od innych stereotypów:
                                  > zacznijmy chodzić na głowie, przestańmy się ubierać, wprowadźmy
                                  > zwyczaj plucia w miejscach publicznych (dzieciom wychowywanym
                                  > bezstressowo wolno), dłubania w nosie w miejscach publicznych
                                  > (dzieciom wychowywanym bezstressowo woloo) etc. Zlikwidujmy w
                                  ogóle
                                  > wszelkie zasady, bo są sterotypami.

                                  To troche odbiegasz od tematu. A jak widac wychowywanie "kara-
                                  nagroda" nie bardzo sie sprawdza i dzieki znajomosci psychologii,
                                  socjologii i pedagogiki wiemy jak takich stereotypow unikac. Nie
                                  wszystkie stereotypy sa dobre. A co powiesz na kobiety do garow?
                                  To tez sie zmienilo.
                                  • srebrnarybka Re: Ja nie pisalam nic o krzyku. 14.01.08, 14:23
                                    nie chodzi mi o To zeby wyrabiac w dziecku poczucie winy, tylko
                                    > poinformowac go o tym co sie dzieje.

                                    - moim zdaniem w dzieciach powinno wyrabiać się poczucie winy,
                                    oczywiście adekwatnej do ich rzeczywistych wykroczeń. To podstawa
                                    nauki moralności.

                                    nie chodzi mi o To zeby wyrabiac w dziecku poczucie winy, tylko
                                    > poinformowac go o tym co sie dzieje.
                                    - nie zgadzam się. Jeśli zostanie mu to wytłumaczone spokojnie i
                                    rzeczowo od razu po wykryciu przestępstwa, dziecko zrozumie prędzej
                                    niż to, że mamusi jest przykro. W końcu dziecko nie jest idiotą.

                                    To troche odbiegasz od tematu. A jak widac wychowywanie "kara-
                                    > nagroda" nie bardzo sie sprawdza i dzieki znajomosci psychologii,
                                    > socjologii i pedagogiki wiemy jak takich stereotypow unikac.
                                    - ja twierdzę, że się sprawdza.

                                    A co powiesz na kobiety do garow?
                                    > To tez sie zmienilo.
                                    - kobietom do garów jestem przeciwna, tylko ciekawa jestem, jak
                                    większość forumowiczek, które nie mogą nawet zamknąć się w ubikacji,
                                    jak mają 4letnie dziecko, bo zniknięcie mamy za drzwiami klopa na 5
                                    minut to dla dziecka szok, znajduje czas, żeby zająć się czymś innym
                                    niż garami i dziećmi?
                                    • krwawakornelia Poczucie winy 14.01.08, 22:02
                                      "Objawy źle ukształtowanego, dysfunkcyjnego poczucia winy:

                                      Silne długo utrzymujące się napięcie psychiczne połączone z
                                      poczuciem odpowiedzialności za mniej lub bardziej realistyczne błędy
                                      lub zaniedbania
                                      Surowa ocena siebie, niskie poczucie własnej wartości, tendencja do
                                      postrzegania samych porażek
                                      Nastawienie i koncentracja na sobie i własnych niedociągnięciach.
                                      (często przy nieadekwatnej samoocenie i niestabilnym poczuciu
                                      własnej wartości)
                                      Zwiększony poziom lęku depresji z tendencją wzajemnego wzmacniania
                                      się
                                      Fantazjowanie i ucieczka w przeszłość ( teraźniejszość jest przykra,
                                      trudna do zniesienia a przyszłość niepewna i zagrażająca.)
                                      Utrata funkcji zadośćuczynienia, tendencja do projekcji,
                                      zaprzeczania lub unikania
                                      Autoagresja aż do tendencji czy zachowań suicydalnych
                                      Nadmiernie usztywnione i dysfunkcjonalne (jeśli chodzi o regulacje
                                      postępowania) normy moralne, tendencje do oceniania, zaprzeczania i
                                      ewaluowania siebie i innych.
                                      Silne mechanizmy obronne, tendencja do stosowania substancji
                                      chemicznych(alkohol, leki ) w celu rozładowania napięcia lub
                                      ucieczki od odpowiedzialności
                                      Pozorny (czasem deklarowany) brak poczucia winny (dewocja,
                                      agresja....) jako reakcja obronna na niedojrzałe i silne emocje
                                      związane z obwinianiem się."

                                      Tyle o wywolywaniu poczucia winy u dzieci. Pozostawiam bez
                                      komentarza.
                                      • krwawakornelia cd. 14.01.08, 22:13
                                        ""
                                        Emocjami, które najbardziej utrudniają życie chwilą bieżącą, są
                                        poczucie winy za coś, co już się wydarzyło oraz uczucie niepokoju o
                                        coś, co może się wydarzyć w przyszłości. Oba służą jedynie do
                                        utrzymywania ludzi w niemocy podczas teraźniejszości. Jakie korzyści
                                        płyną z żalu za czymś, co się wydarzyło albo ze strachu przed czymś,
                                        co może nastąpić? Wina i niepokój są chyba najczęściej przejawianymi
                                        formami stresu w naszym społeczeństwie.
                                        Wina

                                        Ludzie przyzwyczaili się do odczuwania poczucia winy (jedni nawet
                                        tak bardzo, że mylą je z sumieniem). Niektórzy lubią w ten sposób
                                        zwalać odpowiedzialność za to, jacy są teraz, na przeszłość, zamiast
                                        podjąć próby zmiany siebie w chwili obecnej, bo tak jest po prostu
                                        łatwiej. Panuje też przekonanie, że jeśli poczucie winy będzie
                                        wystarczająco silne, to przewinienie pójdzie w niepamięć. Najlepszym
                                        tego przykładem są więzienia. Ciekawe jednak, dlaczego tak wielu
                                        więźniów po odsiadce wraca z powrotem na przestępczą drogę? Są też
                                        tacy, którzy po prostu chcą uzyskać aprobatę od innych po tym, gdy
                                        zdarzyło im się zrobić coś złego. Poczucie winy jest też doskonałym
                                        sposobem na wzbudzenie współczucia. Jeszcze inni traktują poczucie
                                        winy jako sygnał, że właśnie złamało się jakąś zasadę i uważają, że
                                        jest to potrzebne. Owy sygnał (czyli poczucie winy) jest
                                        poprzedzany, jak każde emocje, przez myśli i to właśnie te myśli
                                        sugerują nam, że przekroczyliśmy zasadę, a nie poczucie winy, które
                                        następuje później. Ja jestem doskonale świadomy, kiedy łamię własne,
                                        moralne lub społeczne, zasady i nie potrzebuję poczucia winy, aby mi
                                        mówiło, kiedy to się wydarza lub że to, co zrobiłem, jest złe (o tym
                                        informuje mnie sumienie, a poczucie winy jest tylko bezsensownym
                                        karceniem się). Nie chciałem tego zrobić, ale to już się stało i
                                        moje emocje nic nie zmienią. Poczucie winy jest takim samym
                                        wyuczonym odruchem jak wybuch gniewu i można je wyeliminować.
                                        Koncentrując się na wydarzeniach z przeszłości, wzbudzając w sobie
                                        przygnębienie z powodu rzeczy, które zrobiłeś lub powiedziałeś,
                                        marnujesz bieżące chwile swojego życia, przeżywając ponownie coś, co
                                        już się wydarzyło. ""
                                        • srebrnarybka Re: cd. 14.01.08, 22:34
                                          Zdolność do odczuwania winy, oczywiście adekwatnej do jej rozmiarów,
                                          jest pdstawowym elementem jakiegokolwiek wychowania moralnego.
                                          Dziecko, które nigdy nie czuje się winne, nawet 7latek napdanięcia
                                          kuzyna z kijem, nie będzie moralne w przyszłości.
                                          Co do owego 7latka - wiem, co mówiła mu matka, bo rzecz odbywała się
                                          w domkach kempingowych, gdzie wszystko słychać. Nie wytłumaczyła
                                          dziecku, jak bardzo jest winne. Poza tym, wg Twojej teorii, dziecko
                                          w ogóle nie powinno było tego uczynić, bo już wcześniej powinno było
                                          wiedzieć, że nie należy nikomu sprawiać przykrości, a skutki
                                          rzucania kijem w kuzyna 7latek jest w stanie przewidzieć. Gdyby też
                                          zachowanie matki było właściwe, to sam odczułby potrzebę
                                          przeproszenia kuzyna, a to nie nastąpiło. Najwyraźniej sprawa
                                          spłynęła po dziecku jak woda po gęsi. Wyniósł z tego tylko jedno
                                          doświadczenie: niezależnie od tego, co zrobi, matka i tak będzie po
                                          jego stronie. Może więc kuzyna zamordować, matka też będzie go
                                          bronić.
                            • tropicieltrolli rybko, nie badz taka 14.01.08, 21:24
                              zdradz co musi zrobic twoje dziecko zebys powiedziala
                              "dobra przegiales pale, masz za kare zakaz ogladania TV przez
                              najblizsze 2 dni!!!"
    • krwawakornelia tak rzeczywiscie 14.01.08, 23:42
      sytuacja w ktorej 7latek nie jest swiadom tego co robi jest co
      najmniej dziwna.

      Faktycznie cos musi byc nie tak z wychowywaniem tego dziecka jezeli
      tak sie w tym wieku dzieje.

      Ale ja w dalszym ciagu nie rozumiem co daje karanie dziecka. Bo nie
      wydaje mi sie zeby samoswiadomosc.

      Osobiscie nie spotkalam sie z sytuacja w ktorej stosuje sie kare.
      Nawet nie bardzo wiem jak to napisac. No bo jak to sie robi? Jejku
      poprostu mojej wyobrazni mi nie starcza. Napisz jak to wyglada. To
      karanie. OK?
      • srebrnarybka Re: tak rzeczywiscie 15.01.08, 01:46
        sytuacja w ktorej 7latek nie jest swiadom tego co robi jest co
        > najmniej dziwna.
        >
        > Faktycznie cos musi byc nie tak z wychowywaniem tego dziecka
        jezeli
        > tak sie w tym wieku dzieje.
        - ten 7latek nie bywa karany, więc system wychowywania bez kar w
        jego wypadku się nie sprawdza.

        Ale ja w dalszym ciagu nie rozumiem co daje karanie dziecka. Bo nie
        > wydaje mi sie zeby samoswiadomos
        - daje przede wszystkim bardzo silny sygnał, że rodzice zdecydowanie
        nie aprobują jakiegoś zachowania. I wzmacnia negatywne skojarzenia
        związane z tym zachowaniem. Poza tym uczy podejmowania decyzji i
        uwzględniania ich konsekwencji: wybierasz zło - ponosisz karę.
        Oczywiście kara powinna być dla dziecka zrozumiała i obo musi
        wiedzieć, za co zostało ukarane. Ale dziecko, którego matka nigdy
        nie zgani i zawsze tylko je tuli, całuje i pociesza, nie nauczy się
        wybierania zła i dobra, bo nie rozróżnia ich.

        Ja wygląda karanie? - nigdy jako dziecko nie zostałaś ukarana?

        Co do przepraszania skrzywdzonego kuzyna w opisanym przykładzie:
        matka mogła była dać przykład i zamiast całować synka, który
        narozrabiał może ucałować płaczącego bratanka, który mało nie
        stracił oka. Natomiast z zachowania matki winowajca wywnioskował, że
        to jesmu dzieje się największa krzywda, a nie dziecku, które
        skrzywdził.

        Co do nastolatków skaczących z mostu, żeby tylko zwrócić uwagę
        rodziców na siebie - gruba przesada. Oczywiście mogą się zdarzyć
        takie wypadki, ale nastolatek ma tak bogate życie, kolegów, miłości,
        szkołę, różne hobby, że powodów, dla których popełnia samobójstwo,
        może być tysiące. Raz jeszcze powtarzam, że przekonanie, iż dziecko,
        a nawet nastolatek, zrobi absolutnie wszystko, żeby zwrócić na
        siebie uwagę rodziców, bo tylko to dla niego się liczy w życiu, jest
        skrajnym rodzicocentryzmem, pychą rodzicielską, przeświadczeniem, że
        dziecko żyje tylko dla rodziców. Nieprawda, dziecko żyje dla siebie
        i postępuje tak, by być zadowolone z życia, a nie, by mamusia
        pochwaliła. I im starsze, tym bardziej się to zaznacza.
        • krwawakornelia No teraz to zupelnie wysiadam. 15.01.08, 10:37
          > Ja wygląda karanie? - nigdy jako dziecko nie zostałaś ukarana?
          >
          No wlasnie nigdy. U mnie nie stosowano kar.

          dziecko żyje dla siebie
          > i postępuje tak, by być zadowolone z życia, a nie, by mamusia
          > pochwaliła. I im starsze, tym bardziej się to zaznacza.

          No ale jezeli tak to to jest sprzczne z tym co napisalas o karaniu,
          bo jezeli zyje dla siebie, a nie dla tego co mowi mamusia to kara
          niczego niezmienia i nie ma na jego ostepowanie wplywu.
          Z twojego rozumowania wynika dla mnie ze kara mialaby sens gdyby
          dziecko bylo skoncentrowane na rodzicu i traktowalo go jak alfe i
          omege. A poniewaz wedlug ciebie tak nie jest jaki jest skutek
          karania?
          teraz to wlanie zupelnie nie pojmuje tego co piszesz.
          • srebrnarybka Re: No teraz to zupelnie wysiadam. 15.01.08, 10:58
            Nigdy nie zostałaś ukarana. Cóż, zapytam tylko: czy zdarza Ci się
            czuć wyrzuty sumienia, kiedy zrobisz coś złęgo (nie twierdzę, że
            robisz coś bardzo złęgo, ale każdemu to się zdarza), czy też nie
            wpędzasz siebie w nadmierną autoagresję i depresję, którą to
            powoduje, jak byłaś łaskawa napisać. Czy po prostu sądzisz, że nigdy
            w życiu nie zrobiłaś niczego złego?

            Z twojego rozumowania wynika dla mnie ze kara mialaby sens gdyby
            > dziecko bylo skoncentrowane na rodzicu i traktowalo go jak alfe i
            > omege. A poniewaz wedlug ciebie tak nie jest jaki jest skutek
            > karania?
            > teraz to wlanie zupelnie nie pojmuje tego co piszesz.
            - gdyby dziecko było wyłącznie skoncentrowane na rodzic, to
            rzeczywiście wystarczyłaby niezadowolona mina mamy, żeby sprawę
            zakończyć. Natomiast jeżeli dziecko dozna jakiejś przykrości czy
            dolegliwości, bo na tym polega kara, to niezleżnie od tego, jak
            ważni są rodzice, dowiaduje się, że takie postępowanie jest złe i
            powoduje złe konekwencje. I te konsekwencje są dotkliwe niezależnie
            od relacji dziecka z rodzicami.
            W opisanym przez Ciebie schemacie ma być tak, że dziecko stara się
            nie robić złych rzeczy, bo mama mu wytłumaczyła, że tak się nie robi.
            A jeżeli zostanie ukarane w inny sposób niż perswazja matki, to
            dowiaduje się, że tak w ogóle się nie robi i to nie jest ściśle
            związane z rodzicami. I wobec tego norma przekazana przez rodziców
            jest bardziej uniweralna, bo oderwana od nich.
            A wracając do opisanego przeze mnie przykładu 7latka, który
            zaataował kijem kuzyna: on powinien dowiedzieć się nie tylko, że to,
            co zrobił, było niebezpieczne, ale, że było NIEMORALNE. Bo 7letnie
            dziecko powinno mieć już poczucie zła i dobra. I rzucanie kijem w
            kuyna jest niewątpliwym złem, za które powinien odczuć wyrzuty
            sumiena. Nie odczuł ich, bo dowiedział się tylko, że to on sam
            został skrzywdzony, a nie, że skrzywdził kuzyna.
            • krwawakornelia Tak jak robie cos zlego, 15.01.08, 11:24
              to wiem ze tak jest, nie mam poczucia winy, nie obwyniam sie , a
              pokrzywdzonego umiem sama z siebie przeprosic, i sprobowac
              zadoscuczynic.
              Ale to wynika z mojej decyzji. I raczej nie robie rzeczy bo tak
              nalezy, albo bo ciocia ... .
              Nie bylam karana ze to ze pyskowalam babci albo pobilam mlodszego
              brata.
              Natomiast jeżeli dziecko dozna jakiejś przykrości czy

              > dolegliwości, bo na tym polega kara, to niezleżnie od tego, jak
              > ważni są rodzice, dowiaduje się, że takie postępowanie jest złe i
              > powoduje złe konekwencje. I te konsekwencje są dotkliwe
              niezależnie
              > od relacji dziecka z rodzicami.

              Ale tu nasuwaja mi sie znowu pytania.

              1. Dziecko zrobilo cos nie tak bo mialo na to ogromna ochote, mama
              daje dotkliwa kare (zabiera np. ulubionego miska na 5 dni) i dziecko
              po odbyciu kary widzi ze ok, nie mialo miska, ale przezylo bez
              niego, a tamto "przestepstwo" daje tyle radochy ze warto.
              To co robic, poszerzac kary, zeby byly coraz dotkliwsze?
              I gdzie szukac granicy?

              2. Czy doznanie przykrosci ze strony rodzica, nie niszcz wiezi i
              relacji miedzy dziecmi a ich rodzicami. Nie psuje zaufania i
              szacunku?

              I jeszcze jedno, mi sie wydaje ze, jezeli chcemy swiadomie
              wychowywac dzieci na dobrych ludzi, to nie powinnismy sie skupiac na
              tym ze czegos poprostu nie wolno robic, tylko na tym dlaczego i jak
              postapowac slusznie.
              • srebrnarybka Re: Tak jak robie cos zlego, 15.01.08, 11:35
                to wiem ze tak jest, nie mam poczucia winy, nie obwyniam sie , a
                > pokrzywdzonego umiem sama z siebie przeprosic, i sprobowac
                > zadoscuczynic.
                > Ale to wynika z mojej decyzji. I raczej nie robie rzeczy bo tak
                > nalezy, albo bo ciocia ... .
                - cóż, a ja miewam poczucie winy i uważam, że to jest bardzo zdrowe
                psychicznie. Jeśli zawiniłąm, nie powinno mi być dobrze, bo to
                naturalna konsekwencja mojego czynu. Nie rozumiem, dlaczego
                przepraszasz, jeżeli nie masz poczucia winy.

                Dziecko zrobilo cos nie tak bo mialo na to ogromna ochote, mama
                > daje dotkliwa kare (zabiera np. ulubionego miska na 5 dni) i
                dziecko
                > po odbyciu kary widzi ze ok, nie mialo miska, ale przezylo bez
                > niego, a tamto "przestepstwo" daje tyle radochy ze warto.
                > To co robic, poszerzac kary, zeby byly coraz dotkliwsze?
                > I gdzie szukac granicy?

                - to jest kwetia umiejętności wychowawczych rodziców, by dobrać
                właściwe kary do przewinienia.


                Czy doznanie przykrosci ze strony rodzica, nie niszcz wiezi i
                > relacji miedzy dziecmi a ich rodzicami. Nie psuje zaufania i
                > szacunku?

                - jeżeli zasady gry są jasne, przewinienie było świadome i dziecko
                wie, co za to grozi, to dlaczego ma niszczyć więź i podważać
                szacunek? Dziecko wybrało świadomie.

                Czy doznanie przykrosci ze strony rodzica, nie niszcz wiezi i
                > relacji miedzy dziecmi a ich rodzicami. Nie psuje zaufania i
                > szacunku?
                - pełna zgoda. Przewiny dziecka to mniejszość jego aktywności, i
                oczywiście uczenie czynienia dobra jest dużo ważniejsze.
                • krwawakornelia bo potrzeba przeproszenia nie ma 15.01.08, 11:46
                  absolutnie nic wspolnego z poczuciem winy, ktore jest emocja negatywna
                  skierowana przeciwko czlowiekowi. I tak naprawde zwalniajaca od
                  poczucia odpowiedzialnosci.

                  Jezeli zrobilam zle, to przepraszam dlatego, ze biore odpowiedzialnosc
                  za moje postepowanie.

                  • srebrnarybka Re: bo potrzeba przeproszenia nie ma 15.01.08, 13:00
                    absolutnie nic wspolnego z poczuciem winy, ktore jest emocja
                    negatywna
                    > skierowana przeciwko czlowiekowi. I tak naprawde zwalniajaca od
                    > poczucia odpowiedzialnosci.
                    >
                    > Jezeli zrobilam zle, to przepraszam dlatego, ze biore
                    odpowiedzialnosc
                    > za moje postepowanie.

                    - a ja nie rozumiem. Dlaczego poczucie winy ma zwalniać z
                    odpowiedzialności? Wręcz przeciwnie, jeśli jestem winna, to jestem i
                    odpowiedzialna.
                    Ocywiście mogę być też odpowiedzialna w wypadku niezawinionej przeze
                    mnie szkody doznnej przez kogoś innego, ale jednak odpowiedzialność
                    jest w tym wypadku znacznie mniejszea.
                    Cała kultura europejska od dobrych kilku wieków przypisuje wagę do
                    intencji czynu. Prawo także różnicuje odpowiedzialność w zależności
                    od intencji i jest to jak najbardziej słuszne i sprawiedliwe.
                    Dla osoby skrzywdzonej też nie jest to bez znaczenia. Bardziej mnie
                    dotyka, jeżeli ktoś świadomie i celowo zrobił mi przykrość, niż
                    wtedy, kiedy zrobił to przypadkiem, w sposób niezamierzony.
                    Czym innym jest uczenie dziecka, by nie postępowało niewłaściwie, bo
                    może się narazić na przykre konsekwencje, czyli ponieść
                    odpowiedzianość, a czym innym uczenie, że czegoś się nie robi, bo to
                    jest złe. I wracając z uporem maniaka do sprawy 7latka, który
                    zaatakował kuzyna kijem: on powinien wiedzieć nie tylko, że to
                    niebezpieczne, ale przede wszystkim, że to jest złe. Niestety tego
                    się nie dowiedział.
                    • krwawakornelia bo jezeli przepraszasz 15.01.08, 13:17
                      z tego powodu , ze masz poczucie winy, to nie robisz tego dla osoby
                      poszkodowanej, z glebokiego poczucia ze nalezy jej sie
                      zadoscuczynienie, tylko robis to w mniej lub bardziej zakamuflowany
                      sposob zeby uciszyc wlasne sumienie.


                      > Cała kultura europejska od dobrych kilku wieków przypisuje wagę do
                      > intencji czynu. Prawo także różnicuje odpowiedzialność w
                      zależności
                      > od intencji i jest to jak najbardziej słuszne i sprawiedliwe.
                      > Dla osoby skrzywdzonej też nie jest to bez znaczenia.

                      To juz bardzo indywidualna sprawa, moze jestem nie normalna albo
                      dziwnie wychowana ale mnie bardziej boli krzywda wyzadzona mi
                      bezmyslnie i nieswiadomie niz taka z premedytacja.

                      Bo jezeli ktos robi krzywde swiadomie to moge sie emocjonalnie przed
                      tym bronic i nie dotyka mnie to juz wtedy tak bardzo. Wiem ze to ten
                      ktos ma problem ze mna i mam to z reguly delikatnie mowiac gdzies.

                      A z tym prawem to wlasnie uwazam ze jest krzywdzace. I mi osobiscie
                      sie to nie podoba.

                      Nawet w dyskusji na forum skupiasz sie na negatywach.
                      • srebrnarybka Re: bo jezeli przepraszasz 15.01.08, 14:07
                        z tego powodu , ze masz poczucie winy, to nie robisz tego dla osoby
                        > poszkodowanej, z glebokiego poczucia ze nalezy jej sie
                        > zadoscuczynienie, tylko robis to w mniej lub bardziej
                        zakamuflowany
                        > sposob zeby uciszyc wlasne sumienie.
                        - nie rozumiem? Tzn. nie mieć sumienia? To właśnie sumienie nakazuje
                        mi zadośćuczynić drugiemu człowiekowi, dlatego, że on cierpi. Dla
                        mnie ten cały wywód jest kompletnie nielogiczny.

                        To juz bardzo indywidualna sprawa, moze jestem nie normalna albo
                        > dziwnie wychowana ale mnie bardziej boli krzywda wyzadzona mi
                        > bezmyslnie i nieswiadomie niz taka z premedytacja.
                        >
                        > Bo jezeli ktos robi krzywde swiadomie to moge sie emocjonalnie
                        przed
                        > tym bronic i nie dotyka mnie to juz wtedy tak bardzo. Wiem ze to
                        ten
                        > ktos ma problem ze mna i mam to z reguly delikatnie mowiac gdzies.

                        - jeżeli ktoś robi mi krzywdę świadomie, to boli mnie, że ktoś ma do
                        mnie tak negatywny stosunek. Natomiast jeżeli ktoś wyrządził mi
                        krzywdę nieświadomie, to przecież nadal może mnie lubić czy szanować
                        i po wyjaśnieniu nieporozumienia można przejść nad tym do porządku
                        dziennego.

                        A z tym prawem to wlasnie uwazam ze jest krzywdzace. I mi osobiscie
                        > sie to nie podoba.
                        - uważasz, że niższą karę powinien dostać zawodowy morderca, na
                        zimno obmyślający morderstwo, niż człowiek, który nieumyślnie
                        spowodował śmierć, np. poprzez błąd w prowadzeniu samochodu w
                        trakcie kolizji, gdzie musiał myśleć w ułamku sekundy??????

                        Nawet w dyskusji na forum skupiasz sie na negatywach
                        - bo nasza dyskusja dotyczy szczegółowej sprawy karania, a nie metod
                        uczenia pozytywnych wzorców. O tym należałoby podyskutować osobno.
    • lalibela Re: terapia wodna 20.01.08, 00:36
      O RANY!!!
      calkiem zapomnialam o tym watku,
      czy ktos moglby strescic o co chodzi?

      dla zainteresowanych podaje, ze moja corka ma sie bardzo dobrze,
      atakow niestwierdzono o dluzszego czasu wink
      • nangaparbat3 Re: terapia wodna 20.01.08, 16:05
        lalibela napisała:

        > O RANY!!!
        > calkiem zapomnialam o tym watku,
        > czy ktos moglby strescic o co chodzi?

        Nie moglby.
        Takia prosba rzucona przez autorke watku jest delikatnie mowiac niestosowna.

        >
        > dla zainteresowanych podaje, ze moja corka ma sie bardzo dobrze,
        > atakow niestwierdzono o dluzszego czasu wink

        No to git.
        • lalibela Re: terapia wodna 20.01.08, 20:08
          dlaczego niestosowna???
          przeciez nie sposob przeczytac prawie dwiescie postow,
          musialabym wziac wolne z pracy,

          jak sie domyslam zostalo na mnie powieszonych stado kotow,

          uprzejmie informuje, ze do twarzy mi z nimi big_grinDDDDD
          • nangaparbat3 Re: terapia wodna 20.01.08, 21:42
            lalibela napisała:

            >
            >
            > jak sie domyslam zostalo na mnie powieszonych stado kotow,
            >
            > uprzejmie informuje, ze do twarzy mi z nimi big_grinDDDDD

            Tylko sie obawiam, ze one na tym dobrze nie wyszły.
    • lalibela Re: terapia wodna 20.01.08, 20:21
      a propos
      terapie wodna uwazam za doskonaly wynalazek,
      zaznaczam, ze nie oblewam dziecka wiadrem zimnej wody ani nie traktuje jej
      lodowatym prysznicem,

      polecam delikatne ochlodzenie rozgrzanej glowki, to tak samo gdy robimy zimne
      kompresy przy goraczkujacym dziecku, taka jest natura,
      nic mu sie nie dzieje a wraca do rzeczywistosci i kontaktu ze swiatem
      (rodzicami)

      Pozdrawiam

      Polecam i pozdrawiam
      • nowa_na_forum Re: terapia wodna 08.03.08, 12:32
        zgadza się, u mnie też działało. Teraz wystarczy że o tym wspomnę i mały grzecznieje smile
        • kropkacom Re: terapia wodna 08.03.08, 18:46
          > zgadza się, u mnie też działało. Teraz wystarczy że o tym wspomnę i mały grzecz
          > nieje smile

          Super że czyje respekt przed kąpielami wodnymi smile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka