tak, moja wina wyrobilam u dziecka nawyki a teraz sie mecze.
Mati do tej pory na drzemke popoludniowa zasypial w wozku, i spal tak sobie w
salonie ale ostatnio lekki sen ma, halasy go czasem wybudzaja a poza tym
doszlismy do wniosku ze czas najwyzszy zeby spal w lozeczku (nocne spanie
poszlo wspaniale) bo my dupy wolowe nauczylismy go tak nooooo w ciagu dnia spi
w wozku a wieczorem zasypia w wozku i sie go niesie do lozka.
lenie smierdzace dla wlasnej wygody zeby nie latac 100 razy jak sie obudzi.
no wiec dzis w polsnie R zaniosl go na gore a ten otworzywszy slipia zobaczyl
ze lozko i w ryk.
no straszny.......
poszlam do niego, cichutko glaszcze po glowie, rozebralam go do bodziaka,
dalam kota ktorego zawsze mietosi, i pieluche ktora tez zawsze mietosi a
przewaznie zaklada sobie na glowe

a ten ryyyyczy. ale nic mu sie nie dzieje przeciez, najedzony, nic go nie boli
ino histeria straszna na maxa a jak sie rozkrecil to po prostu na dole sluchac
nie moglam i serce mi sie krajalo.
R twardziel mowi "nie idz jak cie zobaczy to bedzie glosniej, Monia nic mu sie
nie dzieje zmeczy sie to zasnie"
ja wiem to wszystko cholera jasna ale sluchac tego placzu to jakby mnie ktos
na kawalki rozdzierał....
ale nie poszlam chociaz 3 czy 4 razy stalam juz na schodach, siedzialam na
nich, lub krecilam sie w poblizu...
po 20 minutach lamentu zasnal........
jutro mnie czeka to samo?
jezu ja umre