Dodaj do ulubionych

podsumujmy watek o "partnerstwie"

29.02.08, 13:53
Dziewczyny i chlopaki (chcemy byc przeciez poprawni politycznie,
nikogo nie dyskryminowac i nie powielac stereotypow)!
Podsumujmy watek o zle rozumianym partnerstwie.
Zrobila sie z tego olbrzymia dyskusja, w ktorej juz nie bardzo
wiadomo kto jaki model wychowania preferuje, co uwaza za sluszne.
Pogubily sie argumenty i polemika.
napiszcie jak wy chcecie wychowywac wasze dzieci lub wychowujecie,
co jest dla was wazne i dlaczego.
Jak postepujecie i z czego to wynika.
Jaki wpajacie system wartosci.
Jasno i zwiezle i skutecznie.
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 29.02.08, 13:59
      Na pewno nie wychowuje dzieci tak jak moja teściowa (dzieci spadły tam na drugi
      plan, nie wytworzyły się więzi itd.). Nie chce też dzieci uzależnić zbyt mocno
      od rodziców jak zrobiła to moja mama. Staram się działać według zasady złotego
      środka.
      • krwawakornelia niestety, mysle ze jak wiekszosc forumowiczow, 29.02.08, 14:03
        nie znam ani twojej mamy, ani tesciowej. sad
        • kropkacom Re: niestety, mysle ze jak wiekszosc forumowiczow 29.02.08, 14:14
          Teściowa miała kilkoro dzieci. Najważniejsze dla niej było żeby maluchy mały co
          zjeść, w co się ubrać a mieszkanie było czyściutkie. Trochę nie miała wyjścia
          ale jednak gdzieś w tym wszystkim zagubiły sie uczucia. Wychowała dobrych ludzi
          którzy jednak nie są wszyscy ze sobą jakoś uczuciowo związani. U mnie w domu z
          kolei (oprócz spraw doczesnychsmile ważne były uczucia. Tylko że zamiast zdrowej
          miłości wytworzył się momentami toksyczny związek.
          • krwawakornelia mie sie wydaje, 29.02.08, 14:50
            ze chodzi czesto o pozorny konflikt interesow na linii rodzic-dziecko.
            Ale w tej chwili nie umiem sprecyzowac jeszcze tej mysli.
            • srebrnarybka Re: mie sie wydaje, 29.02.08, 15:27
              Ja myślę, że nie chodzi o konflikt interesów, tylko:
              1. o różne rozumienie samodzielności dziecka. Dla mnie np. dziecko
              jest saodzielne dlatego, że umie zająć się sobą, a dla Ciebie w ten
              sposób, że to ono decyduje, co w danej chwili wszyscy robią w domu i
              wszyscy muszą się do tego zastosować.
              2. I to jest dużo poważniejsza różnica: o różny system wartości,
              wyrażający się poprzez różne rozuemienie takich pojęć, jak: wina,
              moralność, sumienie, obowiązek, intencja, miłość, poświęcenie,
              szacunek, asertywność, kompleks etc., o co spierałyśmy się już w
              innych wątkach i niestety nie bardzo widzę możliwość porozumienia,
              bo mówimy zupełnie innymi językami. Zapewne mogłabyś być moją córką
              i konstatuję zszokowana, że między naszymi pokoleniami stało się,
              coś czego nie umiem wyrazić, a co sprawiło, że żyjemy w innych
              cywiliacjach. Nie mówię oczywiście o cywilicacji komputerowej, bo
              tymi narzędziami obie posługujemy się w miarę sprawnie.
              • triss_merigold6 Re: mie sie wydaje, 29.02.08, 15:47
                A ja jestem zszokowana gloryfikacją postawy typu "czterolatka z
                sześciolatką gotowały obiad dla żniwiarzy i pomagały w polu"
                i "kiedyś dzieci były bardziej samodzielne". Były, bo musiały, bo
                dzieci zwłaszcza na wsi traktowano jako kolejną parę rąk do pracy.
                Wypadków było do jasnej cholery, pamiętam świetnie PRL i nieustanne
                apele w okresach prac polowych o to by chłopi zwracali większą uwagę
                na potomstwo.
                • srebrnarybka Re: mie sie wydaje, 29.02.08, 16:09
                  Wypadki na wsi to są i teraz, tylko nie wiedzieć czemu, akurat
                  jaskrawego zaniedbywania dzieci na wsi się nie widzi. Natomiast w
                  opowieści Babci47 niczego szokująceog nie widzę i też uważam, że
                  dzieci są dzisiaj za mało samodzielne i to też bywa źródłem
                  wypadków. Zwracam uwagę, że te dziewczynki ugotowały obiad z własnej
                  inicjatywy, nieproszone o to i miały z tego powodu kupę radości.
                  Wcale się nie dziwię. Co do pomagania w polu: można i trzeba to
                  zorganizować w sposób bezpiecny, ale frajda to duża. Co zresztą było
                  bezpieczniejsze dla dzieci: zostać samym w zagrodzie bez opieki, bo
                  wszyscy dorośli przy żniwach, czy pójść na pole, gdzie jednak było
                  się pod opieką dorosłych? Wypadki bywały, ale jakby dzieci zostały
                  same w polu, to by było jeszcze więcej.
                  • srebrnarybka Droga Triss 29.02.08, 16:24
                    Niepotrzebnie wdałam się w polemikę z Tobą w sprawie kolejnego
                    szczegółu. KrawejKornelii chodziło chyba o to, by wyplątać się z
                    setek szcegółów i przykładów w pierwotnym wątku i sformułować
                    problemy generalne. I myślę, że warto tak ukierunkować dyskusję. Z
                    Kornelią mamy chyba krańcowo różne poglądy, ale mój szacunek dla
                    niej (mam nadzieję, że nie uznacie tego jako przejaw kompleksu,
                    frustracji, niskiej samooceny i braku asertywności wynikajacego z
                    faktu, że byłąm wychowywana w strasznych czasach czarnej pedagogiki)
                    nakazuje mi zatroszczyć się o to, by dyskusja odbywałą sie zgodnie z
                    zaproponowana przez Nią konwencją. Rzeczywiście szczegóły lepiej do
                    poprzedniego wątku, tutaj zaś podsumowanie naszych poglądów.
                • babcia47 Re: mie sie wydaje, 29.02.08, 16:26
                  proponuję wrócić do tekstu, który napisałam i go jeszcze raz
                  przeczytać dokładnie, bo w twoim komentarzu z trudem go rozpoznałam
                  a nie będę go chyba przeklejać, żeby prostować..jedynie uzupełnię to
                  czego nie napisałam w tamtym poscie..ponieważ to była b.biedna wieś
                  gdzie bywałam na wakacjach więc czegoś takiego jak maszyny rolnicze
                  nie uzywano..dziadek kosił kosą..a nie wiem czy wiesz, ale kosiarz
                  idzie z przodu, za nim ktoś kto kręci powrósło, następny podbiera i
                  układa na nim zborze na końcu(to my) idzie ktoś kto zawiazuje
                  powrósło i utsawia snopki...nam się to podobało i byłyśmy dumne, że
                  coś potrafimy..i nikt nas do pracy w polu nie zmuszał!! to była
                  nasza forma "zabawy",
              • krwawakornelia no pani wszystkowiedzaca... 29.02.08, 22:40
                po co ten komentarz?
                te oceny i porownania?
                inaczej sie nie da?
    • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 29.02.08, 18:35
      krwawakornelia napisał:

      > Jak postepujecie

      Dziecko ma prawo czegoś się domagać a ja mam prawo odmówić/przesunąć w czasie
      spełnienie prośby, podając przyczynę zrozumiałą i nie naruszającą godności dziecka.

      > i z czego to wynika

      Partnerstwo to szacunek najpierw do siebie, potem do drugiego człowieka.

      > Jaki wpajacie system wartosci.

      Humanizm. Optymizm. Asertywność. Zaufanie. Prawo do popełniania błędów i
      obowiązek wyciągania z nich wniosków.
      Wspieramy dziecko w przejawach tych wartości i staramy się dawać wzór. Ile
      dziecko z tego wyniesie - na to stuprocentowego wpływu nie mamy. Konieczność
      akceptacji tego faktu to element systemu wartości.

      > Jasno i zwiezle i skutecznie.

      Jasno i zwięźle - to już jest trudne zadanie.
      A ty byś jeszcze chciała żeby było skutecznie wink))))
      • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 29.02.08, 19:59
        100/100
    • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 29.02.08, 21:52
      krwawakornelia napisał:

      > Podsumujmy watek o zle rozumianym partnerstwie.


      Ja preferuję model wychowania idacy w kierunku partnerstwa tzn
      dziecko jest pełnoprawnym członkiem rodziny, ma dośc duzo do
      powiedzenia i nie tłamszę tego, nigdy nie jest karcone za "wyjscie
      przed szereg", nie znosze okresleń typu "dziecko ma znać swoje
      miejsce" /w podtekscie - nie poskakuj gó..arzu/. Moje dziecko jest
      szanowane jako człowiek chociaz jeszcze z małym rozumkiem, nigdy nie
      odsyłam do swojego pokoju z powodu prac domowych lub np gości -
      dziecko jak tylko chce - uczestniczy we wszystkim. Proszę je o
      zajecie sie soba tylko wtedy gdy ja sama chce odpocząć, przeczytać
      coś, obejrzec w telewizji, lub gdy źle sie czuję. Ucze dziecko że
      moje potrzeby są dla mnie bardzo ważne. Moje dziecko świetnie i
      długo umie bawic sie samo /to podobno przejaw wysokiej inteligencji
      u dziecka smile/ chociaz jakos specjalnie na to nie nalegam.
      Poza tym uczę dziecko respektowania pewnych zasad współżycia typu
      wzgledna cisza w domu, cywilizowane rozładowywanie złości, sznowanie
      wspólnych rzeczy w domu itd.
      Przedewszytkim chciałabym ja nauczyć szacunku do samej siebie, żeby
      sama dla siebie była wartoscią, miała odwage cywilną i nie
      przepraszała za to co ma do powiedzenia wink
      Jak narazie mam super śmiałą i bardzo towarzyską pieciolatkę /az za
      bardzo/ bez problemu sygnalizujacą swoje potrzeby i prawa, mającą
      zapędy przewodnika /tu akurat bardzo się ścieramy jako dwa
      przewodniki stada/. Tzw "swojego miejsca" to ona nie zna smilei ja
      zadowolona jestem z tego. szkoda mi dzieciaków zahukanych,
      zawstydzanych, przestraszonych życia i innych ludzi, bojacych sie
      otworzyć buzię.
      Acha i ja sama podobnie byłam wychowana, chociaz wiekowo pewnie
      podchodzę pod Srebrną czy Babcię
      • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 29.02.08, 22:15
        Oduczecie mnie stopniowo asertywności i nabieram odwagi cywilnej,
        więc wtrące swoje 3 grosze:
        Ja preferuję model wychowania idacy w kierunku partnerstwa tzn
        > dziecko jest pełnoprawnym członkiem rodziny,

        - nigdy nie pisałam, że dziecko nie jest powinno być członkiem
        rodziny. Uważam tylko, że z faktu bycia członkiem rodziny nie
        wynika, że dziecko podejmuje wszystkie decyzje tak jak dorośli.
        Uważam, że jego swoboda deyczji powinna być zależna od jego
        dojrzałości. Tak zdaje się jest nawet zapisane w konstytucji.

        Moje dziecko jest
        > szanowane jako człowiek chociaz jeszcze z małym rozumkiem,

        - nigdy nie pisalam, że dziecka nie należy szanować. Oczywisćie, że
        należy. W imię tego szacunku proponuję nie używać określenia "mały
        rozumek", bo ono samo w sobie jest lekceważące. A dziecko należy
        traktować poważnie. Co nie znaczy, że dziecku wszystko wolno,
        podobnie zresztą, jak i dorosłemu.

        nigdy nie
        > odsyłam do swojego pokoju z powodu prac domowych lub np gości -
        > dziecko jak tylko chce - uczestniczy we wszystkim. Proszę je o
        > zajecie sie soba tylko wtedy gdy ja sama chce odpocząć, przeczytać
        > coś, obejrzec w telewizji, lub gdy źle sie czuję. Ucze dziecko że
        > moje potrzeby są dla mnie bardzo ważne.

        - nie rozumiem, dlaczego dziecko ma się czuć skrzywdzone, jeśli
        odsyła się je z powodu prac domowych, a nie czuje się skrzywdzone
        wtedy, gdy odsyła się je z powodu rozrywki? Z punktu widzenia
        dziecka efekt przecież ten sam.

        Moje dziecko świetnie i
        > długo umie bawic sie samo /to podobno przejaw wysokiej
        inteligencji
        > u dziecka smile/ chociaz jakos specjalnie na to nie nalegam.

        - to chyba oczywiste, że to przejaw wysokiej inteligencji. Łatwiej
        jest bawić sie, jeśli zabawę zorganizuje mama, niż zorganizować
        sobie samemu.

        miała odwage cywilną i nie
        > przepraszała za to co ma do powiedzenia wink

        - odwaga cywilna i przepraszanie za to, co się mówi, to dwie różne
        rzeczy. Odwaga cywilna oznacza gotowść poniesienia konsekwencji,
        niekiedy przykrych, za głoszenie niepopularnych poglądów. A
        przepraszanie jest oznaką szacunku dla słuchaczy. Nic nie stoi na
        przeszkodzie, by z szacunkiem dla słuchaczy wypowiedzieć poglądy, za
        które potem np. wylecie się z pracy. Bo to jest odwaga cywilna.

        żeby
        > sama dla siebie była wartoscią,

        - jakoś wolę żyć wśród ludzi, którzy nie są sami dla siebie
        wartością. Nic na to nie poradzę. Ta wpajana przez Ciebie córce
        postawa ma zresztą krótszą nazwę: egozizm.
        • krwawakornelia rozwijam moja mysl... 29.02.08, 22:39
          Czego chca rodzice?
          Co jest dla nich wazne?

          Co jest potrzebne, aby byli szczesliwi?
          I dlaczego?

          Co potrzebuja dzieci?
          Kiedy sa szczesliwe?

          Jaki ma to zwiazek z wychowaniem?


          • gaja78 Re: rozwijam moja mysl... 29.02.08, 23:34
            krwawakornelia napisał:

            > Czego chca rodzice?
            > Co jest dla nich wazne?

            Jeśli chodzi o to, co związane jest z macierzyństwem - zapewnienia poczucia
            bezpieczeństwa i nie tłamszenia dziecięcego "ja". Tego, żeby gdzieś po drodze
            nie stać się rodzicem toksycznym. IMHO to trudne zadanie.

            > i dlaczego ?

            Oboje z mężem mamy rodziców toksycznych.

            > Co jest potrzebne, aby byli szczesliwi?

            Miłość między rodzicami.
            Szczęście dziecka.
            Satysfakcjonująca praca.

            > Co potrzebuja dzieci?

            Poczucia bezpieczeństwa i akceptacji.

            > Kiedy sa szczesliwe?

            Kiedy mają zapewnione poczucie bezpieczeństwa i akceptacji.
            Kiedy nie muszą spełniać wymagań ponad ich siły.
            Kiedy nie muszą brać odpowiedzialności za rodziców.
            Kiedy nie muszą wypełniać dziur emocjonalnych rodziców.

            > Jaki ma to zwiazek z wychowaniem?

            smile
            Bardzo zawiły smile
            A przynajmniej wymagający dystansowania się rodzica do samego siebie na każdym
            kroku.
        • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 29.02.08, 22:58
          srebrnarybka napisała:


          > - nigdy nie pisałam, że dziecko nie jest powinno być członkiem
          > rodziny.

          A czy ja napisałam ze Ty pisałaś? smile

          >Uważam tylko, że z faktu bycia członkiem rodziny nie
          > wynika, że dziecko podejmuje wszystkie decyzje tak jak dorośli.

          Jakby podejmowała wszystkie to by sie nazywała Głową rodziny a nie
          pełnoprawnym członkiem rodziny. smile

          > - nigdy nie pisalam, że dziecka nie należy szanować. Oczywisćie,
          że
          > należy. W imię tego szacunku proponuję nie używać określenia "mały
          > rozumek", bo ono samo w sobie jest lekceważące.
          Jak dla mnie jest pieszczotliwe poza tym wzięłam je z mądrej ksiazki
          dla dzieci

          > A dziecko należy traktować poważnie.

          Niektórzy traktują zbyt poważnie już i zbyt dużo wymagają od małych
          rozumków i z tego moim zdnaiem powstaje wiele konfliktów rodzic-
          dziecko


          > - nie rozumiem, dlaczego dziecko ma się czuć skrzywdzone, jeśli
          > odsyła się je z powodu prac domowych, a nie czuje się skrzywdzone
          > wtedy, gdy odsyła się je z powodu rozrywki? Z punktu widzenia
          > dziecka efekt przecież ten sam.

          Nie tyle chodzi mi o poczucie krzywdy, co o świete prawo dziecka do
          uczestniczenia we wszystkim co sie w domu dzieje i jednoczesnie moje
          świete prawo do tzw czasu własnego.

          > - odwaga cywilna i przepraszanie za to, co się mówi, to dwie różne
          > rzeczy.

          Oczywiscie że dwie różne i nawet wykluczjace się rzeczy.


          > przepraszanie jest oznaką szacunku dla słuchaczy.

          Jakiego szacunku? przepraszam jak zrobie komus krzywdę a nie za to
          co mam do powiedzenia.


          > - jakoś wolę żyć wśród ludzi, którzy nie są sami dla siebie
          > wartością. Nic na to nie poradzę.

          A ja nic nie poradze że uwielbiam takich ludzi, bo tylko człowiek
          sznujacy i kochajacy siebie samego potrafi kochac innych i pozwala
          sie kochać innym.

          >Ta wpajana przez Ciebie córce
          > postawa ma zresztą krótszą nazwę: egozizm.

          Owszem - zdrowy egoim.
          • krwawakornelia STOP! 29.02.08, 23:05
            Srebrna rybka probuje wciagnac w polemike nie na temat i rzuca na
            wiatr oskarzeniami.
            Nie odwracajmy prosze w tym watku uwagi.
            Jezeli chcecie sie nawzajem popiescic robcie to na privie wink.

            • srebrnarybka Re: STOP! 01.03.08, 00:48
              Szanowna Kornelio, (może nazwanie Cię szanowną też jest poniżeniem z
              mojej strony, rozładowującym moje kompleksy, nie wiem, ale czarna
              pedagogika nakazuje mi zwracać się do Ciebie z szacunkiem),
              wyartykułowałam właściwą przyczynę różnicy poglądów między nami,
              wskazując, że zmienił się o 180 stopni system wartości. Dla mojeog
              pokolenia nie było zdrowego egozimu, to była sprzeczność sama w
              sobie, egozim zawsze był wadą i zdrowy być nie mógł, dla Ciebie wadą
              jest altruizm, bo sprowadza człowkieka do roli oiary. Już choćby to
              rozróżnienie pokazuje, że mówimy różnymi jezykami i na tym polega
              trudność naszej rozmowy o wychowaniu. Bo każda myśl wymaga przekłądu
              z polskiego na nasze. To po pierwsze. Po drugie zmieniły się
              diametralnie cele wychowwania. Za moich czasów wychowywało się
              altruistów, teraz hoduje się zdrowy egoizm. Trudno nam więc
              sprowadzić do wspólnego mianownika działania służące celom zupełnie
              przeciwstawnym. Ponadto, jako osoba sama już chyba nie wyznająca
              altruizmu, nie jesteś w stanie zrozumieć, że rodzice, a także
              dzieci, mogą robić coś z innych pobudek niz zapewnienie sobi
              przyjemności. I na tym polega sedno naszego sporu. Ponieważ
              założyłaś wątek służący jego podsumowaniu, to dokonałam tego
              podsumowania. To, że odpowiedziałaś mi niezupełnie grzecznie (to
              chyba mnie nazwałaś panią wszechwiedzącą) uważasz zapewne za przejaw
              odwagi cywilnej - słaby skądinąd, bo możesz o mnie napisać wszystko,
              nic Ci za to nie grozi, więc odwaga to względna. I nie ukrywam, że z
              większą uwagą wysłuchałabym Twoich wywodow, gdybyś okazała mi
              większy szacunej, który ja starałam Ci się okazywać. Pointy nie
              będzie, bo niby jaka? Nie przekonamy się, skoro żadnej z naszych
              wypowiedzi nie da się sprowadzić do wspólnego mianowwnika. Coż,
              wolny kraj. Ja jestem przekonana o mojej racji i dlatego piszę z
              uporem maniaka, bo wierzę, że moje poglądy warto głosić. Może, kiedy
              jakiś zdrowy egoista Cię skrzywdzi, zwrócisz się kiedyś o pomoc do
              altruisty, który zrobi s siebie ofiarę i Ci pomoże. Nie życzę Ci,
              żebyś została skrzywdzona przez zdrowego ani chorego egoistę, ale
              obawiam się, że propagując postawę egoizmu sama się na to narażasz.
              Cóż, ja mam nadzieję, że zdążę umrzeć, zanim wszyscy ludzie na
              świecie będą zdrowymi egoistami i mam nadzieję, że mimo wszystko
              będę mniej narażona na krzywdy, jakie mogą mi zdrowi egoiści
              wyrządzić, niż Ty. Ale życzę Ci szczęśliwego życia wśród zdrowych
              egositów i tego, byś mogła jednak w razie czego liczyć na paskudnego
              altruistę. Pozdrawiam
              • gaja78 Re: STOP! 01.03.08, 09:00
                srebrnarybka napisała:

                > Dla mojeog
                > pokolenia nie było zdrowego egozimu, to była sprzeczność sama w
                > sobie, egozim zawsze był wadą i zdrowy być nie mógł, dla Ciebie wadą jest
                altruizm, bo sprowadza człowkieka do roli oiary.

                1. Twoje pokolenie Srebrnarybko żyło w ustroju komunistycznym, w którym to
                podtrzymywanie ducha altruizmu i piętnowanie asertywności było częścią polityki
                społecznej. Jakoś trzeba było zabijać u podstaw wszelkie zapędy rozwoju
                przedsiębiorczości i odwagi wyrażania myśli indywidualnej. Stąd to przekonanie o
                tym, że człowiek skromny, nieśmiały, przepraszający za siebie jest człowiekiem
                wartościowym. Tak globalnie, bo oczywiście każdy ma jeszcze swój własny rozum,
                charakter i gusta społeczne i nie mogę wiedzieć tego, że że gdybyś żyła w innych
                czasach, myślałabyś inaczej.

                2. Nigdzie nie zauważyłam niczego, co mogłoby wskazywać na to, iż Krwawakornelia
                uważa altruizm za wadę. Znasz pewne nieliczne elementy światopoglądu koleżanki i
                dopowiadasz sobie resztę sad

                > diametralnie cele wychowwania. Za moich czasów wychowywało się
                > altruistów, teraz hoduje się zdrowy egoizm. Trudno nam więc
                > sprowadzić do wspólnego mianownika działania służące celom zupełnie
                > przeciwstawnym. Ponadto, jako osoba sama już chyba nie wyznająca
                > altruizmu, nie jesteś w stanie zrozumieć, że rodzice, a także
                > dzieci, mogą robić coś z innych pobudek niz zapewnienie sobi
                > przyjemności. I na tym polega sedno naszego sporu. Ponieważ
                > założyłaś wątek służący jego podsumowaniu, to dokonałam tego
                > podsumowania.

                IMHO sedno sporu polega na tym, że nie interesuje cię ta rozmowa, ale zderzenie
                światów. Czytasz niedokładnie, dopowiadasz sobie wiele, roztaczasz wyobrażenia o
                współczesnym macierzyństwie na podstawie obserwacji forumowej lub z kosmosu. Nie
                widzisz współrozmówcy, widzisz wrogi światopogląd.
                • srebrnarybka Re: STOP! 01.03.08, 09:42
                  1. Twoje pokolenie Srebrnarybko żyło w ustroju komunistycznym, w
                  którym to
                  > podtrzymywanie ducha altruizmu i piętnowanie asertywności było
                  częścią polityki
                  > społecznej. Jakoś trzeba było zabijać u podstaw wszelkie zapędy
                  rozwoju
                  > przedsiębiorczości i odwagi wyrażania myśli indywidualnej. Stąd to
                  przekonanie
                  > o
                  > tym, że człowiek skromny, nieśmiały, przepraszający za siebie jest
                  człowiekiem
                  > wartościowym. Tak globalnie, bo oczywiście każdy ma jeszcze swój
                  własny rozum,
                  > charakter i gusta społeczne i nie mogę wiedzieć tego, że że gdybyś
                  żyła w innyc
                  > h
                  > czasach, myślałabyś inaczej.

                  - w dzieciństwie nie zdarzylo mi się znać ani jednego komunisty, a
                  moi rodzice i ich znajomi byli głęboko wierzącymi katolikami i
                  wtogami komnizmu. NIe chodziłam np. do przedszkola, ny być izolowana
                  od tych wrogich wpływów. Rodzice wychowywali mnie zgodnie z systemem
                  wartości, który wynieśli sami ze swoich rodzin, bynajmniej nie
                  komunistycznych, w II Rzplitej. Poczytaj sobie książkę Stanisława
                  Orszy Broniewskiego "Całym życiem", ona ten sytem wartości dobrze
                  opisuje. Dla porządku - to był działacz przedwojennego harcerstwa i
                  Szarych Szeregów, w pewnym okresie ich naczelnik. Ta książka, którą
                  preczytałam już jako dorosła, jest jedną z ważniejszych rzeczy,
                  które wywarły wpływ na moją postawę życiową. Generalnie: w tym
                  systemie wartości, którego bronię, dzieci były wychowywane od pooleń
                  i komuna z tym nic nie ma wspólnego.
                  I tak poza tym: gdyby moje pokolenie i pokolenia starsze, żyjące w
                  PRL, hołdowały zdrowemu egozimowi, to i Ty żyłabyś w nim do dziś.
                  Zdrowi egoiści mogli się w komunie fajnie urządzić: mogli zapisać
                  się do partii, albo zostać agentami i zadbać o siebie, bo dami dla
                  siebie bylu wartością. A o innych ludziach nie myśleliby, bo
                  przecież nie będą stawiali się w roli ofiary. Jeżeli komuna padła,
                  to dlatego, że było dostatecznie dużo ludzi, którzy byli gotowi
                  podjąć rolę ofiary, myśląc o dobru wspólnym, a nie tylko o włąsnym.

                  Nigdzie nie zauważyłam niczego, co mogłoby wskazywać na to, iż
                  Krwawakorneli
                  > a
                  > uważa altruizm za wadę.

                  - nigdzie nie zauważyłam niczego, co wskazywałoby, że KrwawaKornelia
                  uważa za właściwe uczenie dziecka, że należy zrobić cokolwiek dla
                  innej osoby, a nie dla siebie, a przeciwnie, uczy dziecko tego, że
                  każde jego życzenie musi być spełnione. Ponadto napisała z pogardą,
                  że poświecania się dla innych czyni z człowieka ofiarę i należy się
                  tego wystrzegać.

                  Znasz pewne nieliczne elementy światopoglądu koleżanki
                  > i
                  > dopowiadasz sobie resztę

                  - z Kornelią miałam zaszczyt już polemizowac długo w unnym wątku o
                  obecnie w tym, więc myślę, że znam jednak dość dobrze jej poglądy.
                  Niegorzej, niż Ty moje, przypisyjąc mi wpływy komunistyczne. I takżę
                  i Ty i Twoje koleżanki przypisujecie różne rzeczy na podstawie
                  jeszcze większych okruchów światopoglądu, np. przypisałyście
                  Kandydzie kompleksy na podstawie jednego słówka przepraszam.

                  IMHO sedno sporu polega na tym, że nie interesuje cię ta rozmowa,

                  - gdyby mnie nie interesowała, nie traciłabym na nią czasu.

                  ale zderzenie
                  > światów.

                  Bo prędzej czy później w tej polemice dochodzi do zderzenia światów.
                  Niezależnie od tego, czy się z tym zgadzasz, czy nie, wychowanie
                  jest przekazywaniem pewnych wartości. Jeśli systemy są diametralnie
                  różne, to musi dojśc do zderzenia.

                  Czytasz niedokładnie, dopowiadasz sobie wiele, roztaczasz
                  wyobrażenia
                  > o
                  > współczesnym macierzyństwie na podstawie obserwacji forumowej lub
                  z kosmosu. Ni
                  > e
                  > widzisz współrozmówcy, widzisz wrogi światopogląd

                  Nie widzę światopoglądu wrogiego, tylko niezrozumiały. A co do
                  czerpania obserwacji "z kosmosu" - napisałam, że moje przemyślenia
                  są wynikiem wielletnich doświadczeń, opratych na różnorodnych
                  obserwacjach i nurtuje mie to od dawna. I coś chyba jest na rzeczy,
                  skoro nie tylko ja, ale też Kandyda i Babcia jednocześnie
                  zauważyłyśmy to samo i myślimy niemal identycznie, a nie znamy się i
                  nie umawialyśmy się na sprowokowanie takiej dyskusji.

                  I raz jeszcze życżę, byź wtedy, kiedy skrzywdzi Cię jakiś zdrowy
                  egoista, trafiła w porę na paskudnego altruistę, gotowego zrobić z
                  siebie ofiarę i pomóc Ci. Miłego weekendu.
                  • gaja78 Re: STOP! 01.03.08, 10:36
                    srebrnarybka napisała:

                    > - z Kornelią miałam zaszczyt już polemizowac długo w unnym wątku o
                    > obecnie w tym, więc myślę, że znam jednak dość dobrze jej poglądy.
                    > Niegorzej, niż Ty moje, przypisyjąc mi wpływy komunistyczne.

                    Zauważyłaś że wyraziłam w poprzednim poście moją niemożność posiadania wiedzy na
                    temat podstaw światopoglądu twojej kontretnej osoby ?

                    > i Ty i Twoje koleżanki przypisujecie różne rzeczy na podstawie
                    > jeszcze większych okruchów światopoglądu, np. przypisałyście
                    > Kandydzie kompleksy na podstawie jednego słówka przepraszam.

                    Nie. Kilka osób zwróciło tylko uwagę na sporą sprzeczność, jaka miała miejsce w
                    jej poście. Nic poza tym.

                    > Nie widzę światopoglądu wrogiego, tylko niezrozumiały. A co do
                    > czerpania obserwacji "z kosmosu" - napisałam, że moje przemyślenia
                    > są wynikiem wielletnich doświadczeń, opratych na różnorodnych
                    > obserwacjach i nurtuje mie to od dawna. I coś chyba jest na rzeczy,
                    > skoro nie tylko ja, ale też Kandyda i Babcia jednocześnie
                    > zauważyłyśmy to samo i myślimy niemal identycznie, a nie znamy się i
                    > nie umawialyśmy się na sprowokowanie takiej dyskusji.

                    Nie możesz wiedzieć, że wyniki twoich wieloletnich obserwacji pasują do mojej
                    osoby. Nie znasz mnie, znasz tylko kilka moich postów na tym forum.
                    Szufladkowanie to elementarny brak szacunku dla współrozmówcy.
                    • srebrnarybka Re: STOP! 01.03.08, 10:50
                      trudno, widocznie jestem chamem, ale przepraszać za to nie będę, bo
                      nie mam kompleksów.
                      Ja niczego nie szufladkuję, tylko opisuję. Zaszufladkowanie mnie do
                      komunistów było chyba znacznie bardziej arbitralne, niż to, co ja
                      robię, interprtując Wasze posty, zwykle na podstawie obszernych
                      cytatów.
                      Ale oczywiście rozumiem, o co chodzi: głoszę poglądy tak szokujące
                      dla Was, że bronicie się przed nimi, także podświadomie, w rozmaity
                      sposób.
                      Mimo wszystko pozdrawiam i życzę jak najwięcej kontaków z ludźmi,
                      ktorzy gotowi są zrobić coś dla Ciebie, a niekonieczie tylko dla
                      włąsnej przyjemności. Zobaczysz, jak jest fajnie wśród takich ludzi.
                      • gaja78 Re: STOP! 01.03.08, 13:37
                        srebrnarybka napisała:

                        > Ja niczego nie szufladkuję, tylko opisuję. Zaszufladkowanie mnie do
                        > komunistów było chyba znacznie bardziej arbitralne, niż to, co ja
                        > robię, interprtując Wasze posty, zwykle na podstawie obszernych
                        > cytatów.

                        Pokaż mi palcem gdzie zaszufladkowałam cię do komunistów. Proszę.

                        > Ale oczywiście rozumiem, o co chodzi: głoszę poglądy tak szokujące
                        > dla Was, że bronicie się przed nimi, także podświadomie, w rozmaity
                        > sposób.

                        Nikt się przed niczym nie broni, to tylko wymiana poglądów i nieporozumienia
                        wynikające w wielu miejscach z różnej interpretacji pewnych pojęć.
                        • srebrnarybka Re: STOP! 02.03.08, 00:17
                          Pokaż mi palcem gdzie zaszufladkowałam cię do komunistów. Proszę.

                          - propagowany przeze mnie system wartości uznałaś za komunistczny,
                          chociaż jest on jeszcze bardziej staroświecki, taki katolicko-
                          pozytywistyczny
                          • gaja78 Re: STOP! 02.03.08, 01:55
                            srebrnarybka napisała:

                            > Pokaż mi palcem gdzie zaszufladkowałam cię do komunistów. Proszę.
                            >
                            > - propagowany przeze mnie system wartości uznałaś za komunistczny,
                            > chociaż jest on jeszcze bardziej staroświecki, taki katolicko-
                            > pozytywistyczny

                            Ale przecież sama napisałaś:
                            "Dla mojego pokolenia nie było zdrowego egozimu, to była sprzeczność sama w
                            sobie, egozim zawsze był wadą i zdrowy być nie mógł, (...) Za moich czasów
                            wychowywało się
                            altruistów, teraz hoduje się zdrowy egoizm."

                            A potem ja stwierdziłam:
                            "Twoje pokolenie Srebrnarybko żyło w ustroju komunistycznym, w
                            którym to podtrzymywanie ducha altruizmu i piętnowanie asertywności było częścią
                            polityki społecznej."

                            Sama wypowiedziałaś się pierwsza o całym pokoleniu a nie o swojej rodzinie
                            (potem zarzucasz mi, że to konkretnie tobie przypisuję komunizm), po drugie: żyć
                            w jakimś ustroju nie znaczy utożsamiać się z nim. Jednak bardzo trudno jest
                            uciec przed wpływem aktualnych pozytywnych wzorców panujących w społeczeństwie
                            żyjącym w danym ustroju politycznym.

                            Czy nie jest niepodważalnym faktem, że "za twoich czasów" w kraju panował ustrój
                            komunistyczny ?
                            Czy nie jest faktem, że w ustroju komunistycznym lansowano modę na nieśmiałość,
                            skromność, wycofanie ?

                            Tak jak w obecnych czasach faktem jest, że lansuje się asertywność i
                            przedsiębiorczość. To oczywiste, że chcemy wychowywać dzieci tak, aby jak
                            najlepiej radziły sobie w bieżących realiach ...

                            Naprawdę, ostatnią rzeczą jaka przyszłaby mi do głowy to szufladkowanie ciebie
                            jako komunistki czy wielbicielki jakiegokolwiek innego ustroju politycznego ...
                            • srebrnarybka Re: STOP! 02.03.08, 11:13
                              system wartości, w jakim wychowywano moje pokolenie, nie różnił się
                              aż tak bardzo od sytetmu wartości obowiązujęco przed wojną. Komuna
                              stosunkowo mało interesowała się człowiekiem inywidualnym, a
                              bardzije kolektywem. Te zaś innowacje, które komina wprowadzała,
                              były dość łatwo eliminowane przez rodziców, bo nie były im rękę, jak
                              np. pomysł, by dziecko zakapowało nieprawomyślnych rodziców, jak
                              Pawka Morozwo. Mnie zresztą już o nim w szkole nie uczyli. Poza tym
                              w szkołach była mnie lub bardziej dyskretna propaganda ateistyczna,
                              ale ona ograniczała się do przekonania o tym, że nie ma Boga, co na
                              niektórych działało, ale nie system etyki proponowany w szkole nie
                              był aż tak sprzeczny e katolickim. W końcu nie było to istotne, czy
                              przeprowadza się staruszkę przez ulicę pod wpływem nauk
                              rekolekcyjnych o dobrych uczybkach czy książeczki Timur i jego
                              drużyna.
                              • gaja78 Re: STOP! 02.03.08, 11:35
                                A możesz jaśniej odpowiedzieć na postawione przeze mnie pytanie ? Czy komunizm
                                stawiał na pierwszym miejscu postawę nieśmiałą, wycofaną, nieasertywną czy nie ?
                                • srebrnarybka Re: STOP! 02.03.08, 11:50
                                  niezupełnie tak. Wzorcami osobowymi z mocih czytanek szkolnych byli
                                  bohaterowie pracy osocjalistycznej, racjonalizatorzy, ludzie, któzy
                                  prekrocyli plan, a z przeszłości odważni rewolucjoniści, dzielni
                                  żołnierze Armii Czerwonej, któzy walczyli z paskudnymi Niemcami,
                                  partyzanci Armii Ludowej, którzy walczyli z tymiż, dzielne
                                  łączniczki GL, bohaterski milicjant, który uratowal dziecko na
                                  torach na sracji w Lęborku, Timur i jego drużyna, któzy jako
                                  niewidzialna ręka pomagali staruzkom. W V bodaj klasie podstawówki
                                  byłalekturą, skądinąd bardzo mądra, książeczka Wandy
                                  Wasilewsiej "pokój Na poddaszu" o czwórce ubogich sierot, które
                                  okazały się niezwykle zaradne i same sobie zorganizowały życie po
                                  śmierci mamuci. Więc raczej karmiono nas wzorami postaci zaradnych
                                  isamodzielnych i w szkole też raczej tego od nas czekiwano. Byliśmy
                                  np, karani za to, że rodzice pomagali nam w odrabianiu lekcji, bo
                                  mieliśmuy odrabiać je samodzielnie, a dzisiaj szkoła wręcz wymaga,
                                  by lekcej odrabiali rodzice za dzieci.
                                  • srebrnarybka Re: STOP! 02.03.08, 12:49
                                    P.S. Oczywiście proszę, żebyś Ty i wszystkie inne Dyskutantki nie
                                    sądziły, że ja podziwiam Feliksa Edmundowicza i krasnoarmiejców. Ja
                                    wiem, że ten obraz był zakłamany. Ale chodziło mi o coś innego -
                                    wzorem osobowych tych czytanek była osoab dzielna, odważna,
                                    samodzielna i gotowa do poświęceń na rzecz dobra. Tyle tylko, że w
                                    czytankach owym dobrem był komunizm. Ale gdyby zamiast komunizm
                                    wstawić tam inną, akceptowalną ideę - prześłania byłoby zgodne z
                                    katolicko-pozytywistycznym systemem wartości, który ja reprezentuję.
                                    Dlatego większość tych czytanek miałą jednak wartość wychowawczą.
                                • babcia47 Re: STOP! 02.03.08, 14:17
                                  nie..po stokroć nie! Gloryfikowano osoby chcące i mające zdolności
                                  przywódcze, wymagano działania! Mało tego przeprowadzano dość daleko
                                  zakrojone eksperymeny(chodziłam do takiej szkoły) gdzie dzieci od 4-
                                  tej klasy podstawówki uczyły się, a właściwie studiowały! w małych
                                  grupach 5-6 osób jedynie pod nadzorem nauczycieli!! Dzieci (zespół)
                                  prowadziły dla reszty klasy lekcję na "zadany" temat a nauczyciel
                                  jedynie korygował lub uzupełniał przekazane wiadomości! Mało tego to
                                  reszta klasy oceniała taką lekcję i osoby ja prowadzące, sposób jej
                                  przygotowania i na ile była interesująca!! Uczono, że umiejętnośc
                                  przejmowania inicjatywy, kierowania innymi, wypowiadania swoich
                                  poglądów i bronienia ich jest wartością samą w sobie i pozytywną dla
                                  życia społecznego.
                                  • gaja78 Re: STOP! 02.03.08, 15:55
                                    babcia47 napisała:

                                    > Uczono, że umiejętnośc
                                    > przejmowania inicjatywy, kierowania innymi, wypowiadania swoich
                                    > poglądów i bronienia ich jest wartością samą w sobie i pozytywną dla
                                    > życia społecznego.

                                    ... o ile te poglądy były takie jakie trzeba, nie inne big_grinDDDDDD
                                    • babcia47 Re: STOP! 02.03.08, 16:17
                                      pewnie takie było założenie..ale zaowocowało "rozwaleniem
                                      systemu"..inna rzecz, że nadmiernie demonizuje się te próby
                                      indoktrynacji..na szczęście to co było mówione w szkole często sami
                                      nauczyciele traktowali niepoważniewink no i istniało jeszcze
                                      srodowisko rodzinne, które pozwalało dzieciom zachować "zdrowy"
                                      pogląd na to co jest ważne, słuszne i naprawdę moralne (moralność
                                      socjalistyczna smile)
                                    • srebrnarybka Re: STOP! 02.03.08, 16:18
                                      Dlatego właśnie komuna padła, na szczęście zresztą, że wychowywano
                                      ludzi do postawy, za którą dostawali po głowie jako dorośli. Więc
                                      dlatego obalili komunę. Ale chodzi o to, że postawy życiowe
                                      preferowane w czasach komuny nie były ąż tak bardzo różne od
                                      tradycyjnych. Najbardziej jaskrawe różnice, typu pochwała
                                      donosicielstwa, dość szybko zostały odrzucone jako obce ciało i
                                      przynajmiej w Polsce dość szybko przestano je nachalnie wciskać.
                                      Natomiast jeśli chodzi o osobowość, to wzorzec w tradycyjnych domach
                                      i wzorzec lansowany w szkole aż tak bardzo się nie różniły.
                                      • gaja78 Re: STOP! 02.03.08, 16:31
                                        Ja mam nieco inne wyobrażenie o przyczynach upadku poprzedniego systemu
                                        politycznego. Trochę bardziej finansowe i trochę bardziej na szczeblu
                                        międzynarodowym smile Ale ok, przyczyny upadku komunizmu nie są przedmiotem tej
                                        dyskusji.
                                        • srebrnarybka Re: STOP! 02.03.08, 16:33
                                          Oczywiście nie są. Natomiast o tym, jak wychowywano wtedy młodzież,
                                          lepiej chyba, by wypowaiadały się osoby, które tą młodzieżą wtedy
                                          były. I zaręczam Ci, że wychowywano nas do aktywności i
                                          samodzielności.
                                        • babcia47 Re: STOP! 02.03.08, 16:52
                                          niezależnie od wyobrażeń..ktoś to musiał zrobić..i do obalania nie
                                          pchały sie zahukane jednostki, tylko te, które uznały, że chcą tego
                                          i mają prawo zyc w lepszej Polsce..i niech ktoś spróbuje im to wybić
                                          z głowy...
                • krwawakornelia Jak zwal tak zwal... 01.03.08, 09:43
                  to nie jest wazne jak nazywasz pewne zjawiska. Wazne jest twoje
                  zachowanie. jezeli ktos robi jedno mowi drugie. Sama powiedz, co to
                  oznacza w Twoim jezyku?

                  Nie chce generalizowac, W kazdym pokoleniu ludzie sie miedzy soba
                  roznia.

                  Przeczytaj swoj post. Mowisz szacunek nakazuje ci...
                  ale gdzie szacunek w tym tekscie?
                  Nie czuje zebys pisala go szanujac moje poglady, ja odbieram to tak,
                  jakbys probowala sie porownac i ocenic.
                  Przy takim podejsciu nie ma o szacunku mowy. Wiec skad taka
                  rozbieznosc?
                  Ale to nie po to zalozylam ten wateksmile

                  Dlaczego dla naszych dzieci tak wazne jest , zeby ich rodzice byli
                  szczesliwi?
                  • srebrnarybka Re: Jak zwal tak zwal... 01.03.08, 10:09
                    Szanowna KOrnelio, proszę o odrobinę konsekwencji. Jak Kandyda
                    zakończyłą wywód słowami przepraszam, uznałaś ją za zakompleksioną
                    frustratkę, która nie wierzy w to, co pisze. Jak ja daję wyraz
                    głębokiej wierze w słuszność moich poglądów, twierdzisz, że to wyrz
                    braku szacunku wobec Ciebie.
                    Z poważaniem
                    • krwawakornelia Przeczytaj swoj post jeszcze raz 01.03.08, 22:43
                      i zastanow sie co to znaczy brak szacunku, czym sie przejawia itd.
                      Prosze o odrobine logiki i konsekwencji.
          • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 00:29
            rozumeim, ze istnieje egoizm i zdrowy egozim. Tak samo jak krzeslo i
            krzesło elektryczne.
            • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 07:30
              Podobno (zdanie psychologa) lepszy jest ZDROWY egoizm niż jakikolwiek altruizm
              (nawet dla otoczenia). Ja uważam że zamiast wpajania właśnie twardych
              altruistycznych postaw lepiej wychować ludzi empatycznych czyli takich którzy
              potrafią się wczuć w stan drugiej osoby, w to co czuje.
            • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 08:36
              srebrnarybka napisała:

              > rozumeim, ze istnieje egoizm i zdrowy egozim.

              Owszem w moim mniemaniu jest cos takiego jak Zdrowy egoizm, czyli
              taki egoizm, który pozwala nam dbac o swoje interesy, kochac i
              akceptowac siebie samego, ułatwia nam dążenie do obranego celu,
              rozwijanie siebie samego. Absolutnie nie musi byc to ze szkodą dla
              innych.
              Ciekawe że tego zdrowego egoizmu często brakuje nam kobietom,
              rozejrzyj sie ile jest w około kobiet męczennic poswiecajacych sie
              dla innych i potem narzekajacych na swoje ciężkie życie, i o ile
              mniej byłoby przemocy w rodzinie gdyby uczono nas kobiety od
              dzieciństwa tzw zdrowego egoizmu.
              Tak naprawdę altruistów prawdziwych jest niewielu - niektórych
              beatyfikowano - może Ciebie tez to kiedys spotka, czego Ci szczerze
              życzę wink
              • srebrnarybka Do Mamy 303 i Kropki 01.03.08, 10:06
                Egoizm to postawa nieliczenie się innymi dbania tylko o siebie. Nie
                może być więc zdrowego egoizmu. Człowiek, który ma empatię, umie
                wczuć sie w to, co przeżywają inni etc., jak napisała Kropka, nie
                jest w ogóle egoistą, zdrowym ani chorym, tylko altruistą. I o to mi
                właśnie chodzi, żeby takich altruistów wychowywać.
                Natomiast "dbac o swoje interesy, kochac i
                > akceptowac siebie samego, ułatwia nam dążenie do obranego celu,
                > rozwijanie siebie samego. Absolutnie nie musi byc to ze szkodą dla
                > innych", to nie jest egoizm, tylko zaradność, o którą zresztą
                łatwiej u ludzi samodzielnych, jak taka Babcia, która sama ugotowała
                obiad żniwiarzom, niż u takich, któzy o wszystko pytają rodziców.
                Tylko ja uważam, że po to, by uczyć dziecko, by umiało dbać o
                siebie, trzeba je uczyć przede wszystkim samodzielności. Natomiast
                jest jeszcze drugi element - moralność. W dyskusjach na forum w
                ogóle nie pojawia się problem uczenia dziecka zasad moralnych i to
                jest chyba jakiś symptom.
                Co do kobiet-męczennic - ja się zgadzam, że to, co teraz robią
                kobiety dla swych rodzic i dzieci, to jest patologia i piszę o tym
                nawet w tym wątku. Ale moim zdaniem z tą patologią należy walczyć od
                innej strony: uważam, ee dzieje się tak nie dlatego, że kobiety są
                zbytnimi altruistkami (chociaż jest błędem, że podobnego altruizmu
                czy empatii nie uczy się meżczyzn), tylko dlatego, że potrzeby
                dzieci, które muszą spełniać jako matki, są sztucznie wygenerowane
                ze szkodą dla matek i samych dzieci. I znowu wyjaśnię to na
                przykładzie "wojny pokoleń" - w "moich czasach" kobiety wiedziały,
                że ich obwiązkiem był altruizm wobec dziecka, bo muszą je przewijać
                i karmić piersią ok. roku, co do przyjemności nie należy. Nikt
                jednak nie wymagał od nich, by 24 godziny bawiły się z dzieckiem,
                które nie może pobawić się samo przez chwilę albo zostać pod opieką
                innej osoby, by kramiły piersią 4 lata, by spaly z dzieckiem w
                jednym łóżku do 11 roku życia, nie miały chwili dla siebie etc. etc.
                Zatem poświęcenie dla dziecka wymagało altruizmu, ale było do
                zniesienia. Obecnie zaś kobieta, żeby spełnić to, co powinna dla
                dziecka robić, musi być męczennicą, bo inaczej się tego wykonać nie
                da. Więc ja apeluję o to, by spojrzeć z dystansem na rzekome
                potrzeby dzieci - wtedy będzie mniej męczennic wśród matek.
                • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 01.03.08, 13:19
                  Powtarzałam tylko to co usłyszałam od psychologa. Altruista potrafi wyrządzić
                  czasami więcej krzywdy niż paru egoistów. Zwłaszcza jeśli będzie ponad każde
                  swoje dobro i rodziny przedkładał dobro obcych mu ludzi (to tez słowa
                  psychologa). A empatia nie musi równać się altruizmowi. Zdrowy egoizm to właśnie
                  sprawnie działająca empatia i pomoc ludziom chociaż nie za wszelką cenę. We
                  wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Sama nie cierpię skończonych egoistów
                  (spotykanych często wśród jedynaków) ale twardy altruista na dłuższą metę też
                  mnie nie cieszy.

                  > łatwiej u ludzi samodzielnych, jak taka Babcia, która sama ugotowała
                  > obiad żniwiarzom, niż u takich, któzy o wszystko pytają rodziców.

                  Przyczepie sie do tego wydarzenia. Wszystko pięknie bo wszystko skończyło się
                  dobrze i myślę że jest to zasługa po trosze szczęścia niż umiejętności tych
                  dzieci. Co by było gdyby było inaczej? Też byś chwaliła ten wyczyn?
                  Samodzielność - tak ale głupota zdecydowanie - nie. A gotowanie obiadu przez
                  małe dziecko jest głupotą.
                  • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 01.03.08, 13:34
                    I jeszcze jedno, tacy skończeni altruiści często są wykorzystywani do bólu przez
                    swoje środowisko.
                  • srebrnarybka Re: Do Mamy 303 i Kropki 01.03.08, 14:56
                    Powtarzałam tylko to co usłyszałam od psychologa

                    - ja też różne rzeczy usłyszałam w życiu od różnych psychologów. Np.
                    na badaniach przed pójściem do I klasy podstawówki psycholog
                    stwierdził u mnie lekkie upośledzenie umysłowe, bo narysowałam
                    dziewczynkę większą od domku, a on nie zapytał, dlaczego, ja zaś
                    potem wyjaśniłam mamie, że dziewczynka była blisko, a domek daleko.
                    Dzisiaj wieczorem opijam ukazanie się w formie książki mojej pracy
                    habilitacyjnej (nie z psycologii), więc jak na osobę upośledzoną
                    umysłowo poradziłam sobie nieźle. Ale od tamtego czasu nabrałam
                    trochę dystansu do psychologów. Chociaż znam też bardzo mądrych.

                    Zwłaszcza jeśli będzie ponad każde
                    > swoje dobro i rodziny przedkładał dobro obcych mu ludzi

                    - dobro obcych ludzi i rodziny trzeba wyważyć. Altruista, który
                    zanieduje włąsne dzieci, nie jest altruistą, bo nie spałnia
                    podstawowego obowiązku. Ale nie może też być tak, że nikt poza naszą
                    rodziną nas nie obchodzi. Czyli kran zalewa sąsiadów, ale ja nie
                    będę przerywać zabawy z dzieckiem, bo dziecko jest ważniejsze od
                    zalanego mieszkania sąsiadó. W ogóle uważam opozucję rodzina-
                    społeczeńśtwo za fałszywą z gruntu, bo rodzina jest częścią
                    społeczństwa i każdy członek rodziny jest też członkiem
                    społeczeństwa jako całości i różnych mniejszych wspólnot
                    (sąsiedzkiej, przyjacielskiej, klubu sportowego, chóru, kółka
                    myśliwskiego albo wędkarskiego etc, etc.) i musi umieć wyważać w
                    sposób dojrzały swoją więź z tymi wszystkimi kręgami przynależności.
                    I tego powinno się dziecka uczyć od małego. Znowu odwołam się do
                    przykładu z dzieciństwa: kiedy calą rodziną przygotowywaliśmy paczki
                    dla ubogich, albo kiedy na cmetarzu zapalaliśmy świeczkę na
                    opuszczonym gorbie, to jednocześnie umacnialiśmy więź rodzinną, bo
                    robiliśmy to wspólnie i zarazem wyrażaliśmy więź z ludźmi obcymi.
                    Ciekawa jestem, w ilu rodzinach dzisiaj jest zwyczaj, by przy
                    odwiedzaniu grobu dziadka czy babci zapalić przy okazji świeczkę na
                    opuszczonym grobie i czy zwyczaj ten szkodziłby więzi rodzinnej?

                    łatwiej u ludzi samodzielnych, jak taka Babcia, która sama ugotowała
                    > > obiad żniwiarzom, niż u takich, któzy o wszystko pytają rodziców.
                    >
                    > Przyczepie sie do tego wydarzenia. Wszystko pięknie bo wszystko
                    skończyło się
                    > dobrze i myślę że jest to zasługa po trosze szczęścia niż
                    umiejętności tych
                    > dzieci. Co by było gdyby było inaczej?

                    - to się zdarzyło na wsi w latach 50tych, kiedy dzieci były tak
                    wychowywane, że prawdopodobieństwo, że skończy się źle, było mniej
                    więcej takie, jak to, że Ty, dorosła kobieta, poparzysz się
                    wrzątkiem gotując herbatę. Trzeba brać pod uwagę kontekst
                    historyczny. Poza tym nikt od dzieci tego nie wymagał, to była ich
                    inicjatywa. W dzisiejszych warunkach oczywiście dzieci nie miałyby
                    okazji wykazać się podobną inicjatywą, ale chodzi mi o to, że
                    uważam, że dzieci, od których wymaga się samodzielności, mają szansę
                    lepiej poradzić sobie w życiu niż chowane pod kloszem. A oczwiście
                    nie uważam, że dzisiaj w ramach samodzielności należy wymagać od
                    dzieci umiejętności rozpalania kuchni węglowej, bo po co? Ale np.
                    pozmywania po obiedzie, przyszycia sobie guzika i wypastowania
                    butów - można już spokojnie.
                    • srebrnarybka Re: Do Mamy 303 i Kropki P.S. 01.03.08, 15:02
                      Ale przy okazji, Kropko, miło mi, że podjęłaś rzeczową dyskusję z
                      konkretynymi poglądami, bez insynuowania mi np. że mam zaniżoną
                      samoocenę albo kompleksy, jak czyniły to niektóre inne dyskutnatki.
                      Mej se krasne (tak się chyba mówi w Brnie?)
                      • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki P.S. 01.03.08, 15:33
                        > Mej se krasne (tak się chyba mówi w Brnie?)

                        Tobe taky preji krasny den smile
                  • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 14:35
                    > Przyczepie sie do tego wydarzenia. Wszystko pięknie bo wszystko
                    skończyło się
                    > dobrze i myślę że jest to zasługa po trosze szczęścia niż
                    umiejętności tych
                    > dzieci. Co by było gdyby było inaczej? Też byś chwaliła ten wyczyn?
                    > Samodzielność - tak ale głupota zdecydowanie - nie. A gotowanie
                    obiadu przez
                    > małe dziecko jest głupotą.
                    Samodzielnośc wzięła się stąd, że byłam jej uczona i pozwalano mi
                    na to w każdym momencie, kiedy mówiłam "ja siama" fakt ugotowania
                    (dla przyjemności) obiadu przez 6-ioletnia dziewczynke moze budzić w
                    Tobie zdziwienie i przerażenie..ale czy w lepszej sytuacji będzie
                    obecna 15-tolatka, której dotychczas tego nie uczono i nie pozwalano
                    na zdobycie doświadczenia? Zanim porwałam się na ten obiad od kilku
                    lat wykonywałam te czynności (i nie tylko) pod okiem osób
                    doświadczonych, które uczyły mnie w bezpieczny dla mnie sposób
                    opanowywac świat!! Inna rzecz, że takie zachowanie nie było niczym
                    nadzwyczajnym, ponieważ w wielu rodzinach z przyczyn typowo
                    finansowych takich umiejętności wręcz wymagano od dzieci w tym
                    wieku!! A jeżeli w moim pokoleniu dzieci były w stanie opanować
                    takie umiejętnośc..to co sie stało przez te 40 lat, że teraz uznaje
                    się, że dziecko nie może ich opanowac (w odróznieniu od nie musi)??
                    Zauważam tendencję, która sprawia, ze dzieciom zaniza się w
                    sztuczny, obiegowy sposób poziom inteligencji uwazając, że ono
                    jeszcze nie może nie powinno, bo jest za głupie i za małe..a nie
                    jest! Znane są przypadki z historii kiedy małe dzieci potrafiły sie
                    wykazać większą mądrością,odpowiedzialnością czy zaradnością niż
                    ludzie dorośli..tylko kiedyś uczono dzieci radzenia sobie w życiu, w
                    każdych, nawet ekstrymalnych sytuacjach..teraz odkłada się to
                    na..właśnie na kiedy? kiedy dziecko a w sumie obecnie młodzieniec
                    będzie wystarczajaco duzy by posiąść jakieś umiejetności..i w sumie
                    by zaufac mu????
                    • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 14:52
                      babcia47 napisała:

                      > fakt ugotowania (dla przyjemności) obiadu przez 6-ioletnia dziewczynke moze
                      budzić w Tobie zdziwienie i przerażenie..ale czy w lepszej sytuacji będzie
                      obecna 15-tolatka, której dotychczas tego nie uczono i nie pozwalano na zdobycie
                      doświadczenia?

                      Babciu, ale trzeba też wziąć pod uwagę czysto "fizyczne" aspekty.
                      Np. piętnastolatka jest bardziej sprawna niż 6-latka i ma więcej siły -
                      przeniesienie z palnika na blat 6-litrowego garnka z gorącą zupą jest w jej
                      wykonaniu obarczone mniejszym ryzykiem.
                      15-latka ma przeważnie lepszą koordynację ruchową niż 6-latka - zwłaszcza w
                      aspekcie tzw. ruchów precyzyjnych (krojenie warzyw do zupy).
                      Wreszcie - 15-latka ma większą zdolność myślenia abstrakcyjnego niż rzeczona
                      6-latka, zdolność przewidywania i lepsze kojarzenie faktów oraz instynkt
                      zapobiegawczy.

                      Samo doświadczenie to nie wszystko smile
                      • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 15:04
                        odpowiem Ci na podstawie własnego doświadczenia..Jako małe dziecko
                        co opisywałam powyżej i na sąsiednim wątku miałam mozliwość uczenia
                        się i "trenowania" umiejetności..po ukonczeniu 8-mego roku życia
                        urwało mi sie to..przestałam jeździć na wieś a mój tato przez 5 lat
                        bywał w domu raz na 2 tygodnie...dostałam się pod wpływ mojej mamy,
                        która miała zupełnie omienne poglądy na wychowanie..a ja miałam
                        sie "tylko uczyć"..w wieku 15 lat po blisko 7-mioletniej przerwie
                        samodzielnie wzięłam sie znów za kucharzenie, zaczęła ode mnie tego
                        wymagać, bo przeciez jestem juz taka duża (na kuchence
                        gazowej)..efekt: koszmarne oblanie sie wrzącym tłuszczem!! To nie
                        wiek sprawia, czy jesteśmy sprawni lecz doświadczenie i trening!!
                        • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 15:19
                          babcia47 napisała:

                          > To nie
                          > wiek sprawia, czy jesteśmy sprawni lecz doświadczenie i trening!!

                          ko ko ko i dziub dziub dziub ;o)
                          Przeczytałaś, co napisałam? W sumie to zastanawiałam się, w jaki sposób to zanegujesz :o).

                          Wróćmy do 7-litrowego pełnego saganka. Rozumiem, że dziewczynka która waży 20 kilo, ma takie samą zdolność uniesienia go, co dziewczynka która waży 50 kilo i ma większy rozstaw ramion? ;PPP
                          • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 15:31
                            wyobraź sobie, ze 6-ioletnia dziewczynka nie jest na tyle głupia
                            żeby targać samodzielnie taki saganek..wode dolewa się stopniowo (i
                            mozna wybrać chochlą)a płomień mozna regulowac nawet w kuchni na
                            drewno..i kiedy się tego uczy przez 4 lata..to się to wie! We dwie
                            mozna sciągnąć bez problemu garnek z ziemniakami do
                            odcedzenia..szczególnie kiedy sie to obserwowało i uczyło latami pod
                            okiem dorosłych..ale to są szczegóły bo o ile pamietam na wsi ucząc
                            się czy gotujac samodzielnie wypadkowi nie uległam..
                            • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 15:36
                              PS. mój syn pod okiem babci od 3-go roku życia uczył się piec
                              ciasteczka..kiedy miał 6 potrafił zrobic to samodzielnie..tzn.po
                              zrobieniu ciasteczek włozyć blache do piekarnika i ja wyjąć..i tez
                              się nigdy nie poparzył...
                              • jola_ep Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 16:22
                                > kiedy miał 6 potrafił zrobic to samodzielnie..tzn.po
                                > zrobieniu ciasteczek włozyć blache do piekarnika i ja wyjąć..i tez
                                > się nigdy nie poparzył...

                                To co innego niż tachanie gorącej wody w garnku, tym bardziej w dwie osoby, przez dzieci które jeszcze do tego fizycznie nie dorosły.

                                Mój młody ma zakaz grzebania w garnkach, dopóki nie wyrośnie trochę wyżej niż głową nad kuchnekę wink

                                Pozdrawiam
                                Jola
                                • srebrnarybka Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 16:28
                                  Caly czas się czepiacie tego przykładu, a przecież nie o to chodzi.
                                  W tamtych warunkach przedsięwzięcie Babci i koleżanek miało wszelkie
                                  szanse skończyć się bezpiecznie i tak się skończyło. Dzisiaj nie ma
                                  potrzeby uczenia małych dzieci obsługiwania kuchni węglowej, bo
                                  takich kuchni już prawie nie ma. W tym przykładzie chodzi o coś
                                  innego: o to, że dziewczynki wykazały dlaeko idącą samodzielność. I
                                  żeby to ocenić, trzeby byłoby porównać z tym jakieś inne akcje,
                                  dostosowane do dzisiejszych warunków.
                                  • mama303 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 17:44
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Caly czas się czepiacie tego przykładu, a przecież nie o to
                                    chodzi.
                                    > W tamtych warunkach przedsięwzięcie Babci i koleżanek miało
                                    wszelkie
                                    > szanse skończyć się bezpiecznie i tak się skończyło.

                                    Miało tez szanse skończyć sie tragicznie i to wcale niemałe.
                                    Podobnie jak pieczenie przez trzylatka ciastek mogło skończyc się
                                    groźnie. Tylko mi tu nie mówcie że trzylatek z doswiadczeniem
                                    poradzi sobie z ciastkami lepiej niz osoba dorosła bez doswiadczenia.
                                    • srebrnarybka Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 17:57
                                      Nikt tego nie mówi. Babcia opowiadała, że 3 latek pomagał mamie w
                                      pieczeniu ciastek. Przecież wiele dyskutantek to właśnie zaleca: że
                                      jeśli już matka musi zająć się czymś tak mało ważnym, jak np. obiad,
                                      i popełnić zbrodnię przerwania zabawy z dzieckiem w tak błahym celu,
                                      jak ugotowanie temuż dziecku obiadu, to powinna wziąć go ze sobą i
                                      włączyć do akcji. Zresztą sama włączanie 3latka do akcji uważam za
                                      właściwe.
                                      • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:01
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Nikt tego nie mówi. Babcia opowiadała, że 3 latek pomagał mamie w
                                        > pieczeniu ciastek.

                                        Ok. Mnie też pomaga. Może mieszać ciasto, wsypywać do niego składniki, wałkować,
                                        wycinać kształty.
                                        Od piekarnika ma się trzymać z daleka. Proste.

                                        Myślę, że cały czas mówimy o samodzielności w pewnych granicach - głównie chodzi
                                        o granice bezpieczeństwa dziecka. Rąbanie drewna czy przenoszenie wielkiego
                                        garnka z gorącą zupą przez 6-latkę bezpieczne nie jest w żadnym wypadku, ze
                                        względu na ograniczenia f.i.z.y.c.z.n.e których nie jest w stanie przeskoczyć
                                        żadne doświadczenie.
                                        • srebrnarybka Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:06
                                          Babcia uważa inaczej, wychowała się w pewnych warunkach i ja jej
                                          wierzę. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo dzisiaj żaden 6latek, nie
                                          wiem jak saodzielnie chowany, nie będzie miał okazji w taki sposób
                                          przećwiczyć samodzielności, bo prawie nie ma kuchni węglowych. Więc
                                          szkoda o tym dyskutować.
                                          • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:13
                                            srebrnarybka napisała:

                                            > dzisiaj żaden 6latek, nie wiem jak saodzielnie chowany, nie będzie miał okazji
                                            w taki sposób przećwiczyć samodzielności, bo prawie nie ma kuchni węglowych.
                                            Więc szkoda o tym dyskutować.

                                            No właśnie, sama stwierdziłaś, że realia się zmieniły.
                                            Zatem - jak już niżej napisałam - rzeczony 5-6-latek może potrenować
                                            samodzielność np. z wiertarką czy prowadzeniem samochodu suspicious
                                        • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:11
                                          przenoszenie wielkiego
                                          > garnka z gorącą zupą przez 6-latkę bezpieczne nie jest w żadnym
                                          wypadku
                                          a skąd Ci przyszło do głowy, ze przenosiłyśmy ten garnek???? po
                                          co ??? widzę, ze czepiasz się tego przenoszenia ale zastanawiam się
                                          nad logiką..a raczej ustosynkowywaniem się do faktu, który nie miał
                                          nigdy miejsca..Garnek pozostał na kuchni, po rozgrzebaniu paleniska
                                          czekając w cieple na "głodomorów"..Z garnga z ziemniakami wybrałyśmy
                                          nadmiar wody chochlą a potem odcedziłyśmy na dyrszlaku..ciężar był
                                          niewielki..a osób dla których gotowałyśmy było 7 w tym troje
                                          dzieci..wystarczył 3 litrowy garnek na zupę..
                                          • mama303 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:16
                                            babcia47 napisała:

                                            > nadmiar wody chochlą a potem odcedziłyśmy na dyrszlaku..ciężar był
                                            > niewielki..a osób dla których gotowałyśmy było 7 w tym troje
                                            > dzieci..wystarczył 3 litrowy garnek na zupę..

                                            Babciu nie tłumacz sie już- zrobiłaś bardzo niebezpieczna rzecz a
                                            nikt dorosły Cie nie pilnował, miałas wiele szczęscia i tyle.
                                            • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:56
                                              nie mam potrzeby sie tłumaczyć, bo to co zrobiłyśmy nie było niczym
                                              nadzwyczajnym w tamtych czasach..dla nas to było niecodzienne i
                                              przytoczyłam jako przykład co dzieci w tym wieku potrafią zrobic
                                              niezaleznie od tego co y uważasz za niemożliwe..ale każdy ocenia
                                              rzeczywistośc wg własnych doświadczen i wyobrazeń..
                                              • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:01
                                                > przytoczyłam jako przykład co dzieci w tym wieku potrafią zrobic

                                                Nie wątpię że pewnie wiele by potrafiło i pewnie większości by sie nic nie
                                                stało. Słowo klucz - pewnie. I jeszcze jedno, jaka była by ocena tego wydarzenia
                                                gdyby coś poszło by nie tak?
                                              • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:03
                                                babcia47 napisała:
                                                > przytoczyłam jako przykład co dzieci w tym wieku potrafią zrobic

                                                No i bardzo fajnie.
                                                Jestem w stanie uwierzyć, że sześciolatka potrafi ugotować obiad.
                                                Podobnie jak jestem w stanie uwierzyć, że 4-latek potrafi wymienić tę
                                                nieszczęsną żarówkę, a 5-latek wywiercić dziurę w ścianie przy użyciu diabelnie
                                                ciężkiej wiertarki udarowej.
                                                Co nie zmienia faktu, że jakby moje dzieci coś takiego wykonały bez mojego
                                                nadzoru, to - żartem mówiąc - nogi z dupy bym powyrywała wink))

                                                Jest różnica pomiędzy pozwalaniem dziecku na samodzielność, a pozwalaniem
                                                dziecku na wykonywanie rzeczy, które jest w stanie zrobić, ale które są dla
                                                niego niebezpieczne. I myślę, że to właśnie o to poszło.

                                                To, że 6-latka jest w stanie ugotować obiad i rozpalić pod kuchnią węglową, nie
                                                oznacza, że będę ją chwalić, gdy zrobi to samodzielnie bez mojej wiedzy i
                                                wybacz - ale nie będę zachwycać się jej samodzielnością, bo samodzielność to
                                                oprócz tego, że się coś potrafi, to jeszcze umiejętność dostosowania się do
                                                zasady, kiedy na tę samodzielność można sobie pozwolić.
                                                • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:20
                                                  oprócz tego, że się coś potrafi, to jeszcze umiejętność dostosowania
                                                  się do
                                                  zasady, kiedy na tę samodzielność można sobie pozwolić

                                                  u podstaw "oburzenia" lezy przekonanie, że nie potrafiłyśmy tego
                                                  robić..nauka w szkole gastronomicznej trwała za moich czasów 3
                                                  lata..my pod okiem dorosłych uczyłysmy sie tego 4 lata!!!
                                                  • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:27
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > oprócz tego, że się coś potrafi, to jeszcze umiejętność dostosowania
                                                    > się do
                                                    > zasady, kiedy na tę samodzielność można sobie pozwolić
                                                    >
                                                    > u podstaw "oburzenia" lezy przekonanie, że nie potrafiłyśmy tego
                                                    > robić..nauka w szkole gastronomicznej trwała za moich czasów 3
                                                    > lata..my pod okiem dorosłych uczyłysmy sie tego 4 lata!!!

                                                    Nie zauważyłam, aby któraś z "oburzonych" zarzucała nieumiejętność.

                                                    Wskazywane było głównie to, że czynności, które wykonywałyście, były
                                                    potencjalnie niebezpieczne, a narzędzia których używałyście były dostosowane dla
                                                    dorosłych (masa ciała i siła - przykładowo podałam siekierę używaną do rąbania
                                                    drewna). Zatem prawdopodobieństwo wypadku było większe, z przyczyn czysto
                                                    fizycznych.
                                                    Ok, wy nie niosłyście tego nieszczęsnego garnka z wrzątkiem. Nie zaprzeczysz
                                                    jednak, że bywały 6-latki, które takie garnki nosiły, bo były do tego zmuszone.
                                                    Wylewanie wrzątku za pomocą chochli również może grozić poparzeniem. Także u
                                                    doświadczonego dorosłego. O ile jednak u dorosłego, który gotuje obiad, jest to
                                                    oparzenie z kategorii "wypadek przy pracy", to u 5-6-latka, który gotuje obiad,
                                                    to jest oparzenie z kategorii "niepotrzebny i niczym nieuzasadniony uraz, będący
                                                    skutkiem bezmyślności rodziców". Nota bene w ogóle - moim zdaniem - instytucja
                                                    pt. "5-6-latek gotujący obiad bez nadzoru rodziców" jest z kategorii
                                                    "niefrasobliwość rodziców i pomyłka wychowawcza", a nie z kategorii "buożesz ty
                                                    mój, jakiż on samodzielny!!!".
                                                  • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:29
                                                    > u podstaw "oburzenia" lezy przekonanie, że nie potrafiłyśmy tego
                                                    > robić..

                                                    Nie twierdze że nie umiałaś ale że nie powinnaś tego robić. Lub inaczej że nie
                                                    powinno być to akceptowane (albo wymagane?) przez rodziców. Spytam po raz setny,
                                                    jaka byłaby akceptowalność tego gotowania gdyby doszło do wypadku?
                                      • mama303 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:07
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Nikt tego nie mówi. Babcia opowiadała, że 3 latek pomagał mamie w
                                        > pieczeniu ciastek.

                                        i we włożeniu blachy do goracego piekarnika też jej pomagał. Tylko
                                        po co?
                                    • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:03
                                      PS. mój syn pod okiem babci od 3-go roku życia uczył się piec
                                      ciasteczka..kiedy miał 6 potrafił zrobic to samodzielnie..tzn.po
                                      zrobieniu ciasteczek włozyć blache do piekarnika i ja wyjąć..i tez
                                      się nigdy nie poparzył...

                                      zacytuje samą siebie i poproszę o czytanie ze zrozumieniem (chyba
                                      niezbyt wygórowana prośba)od 3-go roku życia uczył się pod nadzorem
                                      babci..po trzech latach (mając 6) potrafił bezpiecznie dla siebie
                                      wykonać ta czynnośc samodzielnie..
                                  • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 17:58
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > W tym przykładzie chodzi o coś
                                    > innego: o to, że dziewczynki wykazały dlaeko idącą samodzielność. I
                                    > żeby to ocenić, trzeby byłoby porównać z tym jakieś inne akcje,
                                    > dostosowane do dzisiejszych warunków.

                                    Hm... to może porównajmy, dostosowując do dzisiejszych warunków:
                                    - wymiana żarówki przez 4-latka
                                    - wywiercenie dziury wiertarką udarową w ściance z regipsu przez 4-latka
                                    - prowadzenie samochodu po autostradzie przez 6-latka
                                    ...
                                    mam wymieniać dalej?
                                    • srebrnarybka Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:03
                                      Nie, myślę, że to są nieadekwatne przykłady. Lepiej byłoby np.
                                      pozmywanie po obiedzie przez 6 latka, nakrycie do stołu przez 5
                                      latka, pozamiatanie pokoju przez 6 latka, pójście na zakupy przez 8
                                      latka.
                                      Nawiasem mówiąc wychowałam się w dużym mieście. Po zakupy chodziłam
                                      jako 7-8 latka, zmywanie też dość szybko. W tym wieku też pomagałam
                                      mamie pastować podłogi.
                                      • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:10
                                        srebrnarybka napisała:
                                        > Nie, myślę, że to są nieadekwatne przykłady. Lepiej byłoby np.
                                        > pozmywanie po obiedzie przez 6 latka, nakrycie do stołu przez 5
                                        > latka, pozamiatanie pokoju przez 6 latka, pójście na zakupy przez 8
                                        > latka.

                                        Zaraz, zaraz.
                                        Podałam przykłady porównywalne. Porównywalne ze względu na stopień zagrożenia
                                        jakie ze sobą niosą.
                                        Porównajmy:
                                        palenie w kuchni węglowej - poparzenie
                                        niesienie garnka z wrzątkiem - poparzenie
                                        rąbanie drewna - upie...nie sobie nóżki bądź rączki.
                                        wymiana żarówki - porażenie prądem
                                        wiercenie dziury wiertarką - poważne okaleczenie.

                                        Przykłady które ty podajesz, nie są analogiczne. Może za wyjątkiem przykładu z
                                        pójściem po zakupy, choć też nie do końca.

                                        > Nawiasem mówiąc wychowałam się w dużym mieście. Po zakupy chodziłam
                                        > jako 7-8 latka, zmywanie też dość szybko. W tym wieku też pomagałam
                                        > mamie pastować podłogi.

                                        Ja też. I co z tego wynika?
                                        Czy z tego wynika, że moje dzieci tego nie robią? Robią. Natomiast realia nieco
                                        się zmieniły. Mieszkałam na ulicy, gdzie dziennie przejeżdżało 5-6 samochodów,
                                        sklep po drugiej stronie - zakupy robiłam w wieku 5 lat. W tym momencie mieszkam
                                        na osiedlu, gdzie standardowa rozrywka blokersów to palenie gum o każdej porze
                                        dnia i nocy, bez oglądania sie na to, czy ktoś idzie czy nie. Puściłabyś
                                        pięciolatka?
                                        • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:27
                                          pytam po raz kolejny skąd to niesienie czy ściąganie garnka? czy
                                          dopasowujesz fakty do teorii a raczej wyobrażeń? ps wymiana zarówki
                                          nie ma prawa grozić porazeniem..chyba nie robiłaś tego nigdy
                                          samodzielnie..a co do pozostałych przykładów..mozemy jeszcze dodać
                                          operowanie koparka, pilotowanie smigłowca czy promu kosmicznego..
                                          dyskusja staje się jałowa..tak umiałam robic wiele rzeczy czy to Ci
                                          sie podoba czy nie, uczono mnie ich od wczesnego dzieciństwa..a
                                          raczej pozwalano mi na to kiedy w naturalny sposób sie do tego jako
                                          dziecko "pchałam" i uwazam, że było to wychowawcze w odróżnieniu od
                                          hodowania obecie dziecka "pod kloszem" i ograniczania jego
                                          naturalnego rozwoju!! w imię unikania i odsuwania własnych lęków o
                                          jego "bezpieczeństwo" Podkreślam włąsnych lęków..rodzic, który
                                          decyduje się na to by dziecku pozwolic na wykonywanie jakis
                                          czynności najpierw musi pokonac własny strach!! a na to obecnie
                                          niewielu stać!!
                                          • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:29
                                            babcia47 napisała:
                                            > ps wymiana zarówki
                                            > nie ma prawa grozić porazeniem..

                                            Oczywiście, że ma, jeżeli oprawka i cała reszta okablowania jest uszkodzona, o
                                            którym to uszkodzeniu możemy nie wiedzieć, prawda?
                                            Dlatego nie pozwolę na wymianę żarówki mojemu 4-latkowi, wolę ewentualnie wziąć
                                            to na siebie.
                                            • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:01
                                              nie mozesz miec tez pewności czy zabawka a nawet zywność, którą
                                              wsadza do buzi nie zawiera zwiazków toksycznych..zabrońmy więc
                                              jedzenia i zabawy...
                                              • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:03
                                                > wsadza do buzi nie zawiera zwiazków toksycznych..zabrońmy więc
                                                > jedzenia i zabawy...

                                                Jakoś widzę różnicę między zabawką (nawet wadliwą) a gotowaniem obiadu.
                                                • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:14
                                                  ja też! jedno uczone latami pozwala dziecku znać wykonywana czynność
                                                  i wykonywac ją bezpiecznie..drugie moze zabić "po cichu"..swoja
                                                  droga dziwczynki były niegdyś obowiązkowo uczone robótek
                                                  ręcznych..jak one to przezyły majac w rekach ostre igły, szydełka,
                                                  druty..o nozyczkach juz nawet nie wspomnę...i Ci biedni chłopcy,
                                                  którzy sierpem cięli trawe dla królików..jak my doczekalismy
                                                  pełnoletnosci to dziw nad dziwy
                                              • gaja78 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:24
                                                babcia47 napisała:

                                                > nie mozesz miec tez pewności czy zabawka a nawet zywność, którą
                                                > wsadza do buzi nie zawiera zwiazków toksycznych..zabrońmy więc
                                                > jedzenia i zabawy...

                                                Nawet spożywanie naszpikowanego metalami ciężkimi bałtyckiego śledzia nie niesie
                                                ze sobą zagrożenia zaliczenia zgonu na miejscu.
                                    • mama303 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:09
                                      mama_kotula napisała:

                                      > - prowadzenie samochodu po autostradzie przez 6-latka
                                      > ...
                                      O to najlepszy wyczyn dla samodzielnego 6-latka smile. Niejeden by
                                      chciał
                                • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 16:47
                                  możemy teraz dywagować na demat jacy ci dorośli byli
                                  nieodpowiedzialni..ale cały czas piszę o tym, że "porwałyśmy" się z
                                  kuzynka nie na cos co nie leżało w naszych mozliwościach tylko
                                  zrobiłyśmy samodzielnie to co "przecwiczyłysmy" wielokrotnie pod
                                  okiem dorosłych..opisałam to (zresztą był to jeden z przykładów),
                                  żeby unaocznic co dziecko w tym wieku juz "moze umieć"..dla nas to
                                  było osiągnięcie..inne dzieci z tej wsi robiły to na codzień!! i nie
                                  tylko z tej wsi..bo miałam znajoma rodzinę gdzie dzieci zajmowały
                                  sie gotowaniem, bo mama-wdowa pracowała na 2 etatach..Twoje dzieci
                                  równiez radzą sobie z odcedzaniem makaronu..a jak sądze nie nabyły
                                  tej umiejętnosci w jeden dzień...
                                  • mama303 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 17:52
                                    babcia47 napisała:

                                    > ale cały czas piszę o tym, że "porwałyśmy" się z
                                    > kuzynka nie na cos co nie leżało w naszych mozliwościach tylko
                                    > zrobiłyśmy samodzielnie to co "przecwiczyłysmy" wielokrotnie pod
                                    > okiem dorosłych..opisałam to (zresztą był to jeden z przykładów),
                                    > żeby unaocznic co dziecko w tym wieku juz "moze umieć"..dla nas to
                                    > było osiągnięcie..inne dzieci z tej wsi robiły to na codzień!!

                                    Dziecko w wieku 6 lat moze rzeczywiscie juz wiele ale powinno byc
                                    nauczone jednej /świętej jak dla mnie zasady/że nie wolno mu robic
                                    tego typu niebezpiecznych czynności bez nadzoru dorosłych.
                                    • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:18
                                      ale naprzykład startować na Olimpiadzie jako gimnastyczka wykonując
                                      akrobacje nieosiagalne dla dorosłych moze.. (Nadia Komaneci) brać
                                      udział w wielogodzinnych sesjach zdjeciowych do reklam lub w
                                      zdjęciach filmowych też moze???
                                      • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:21
                                        > ale naprzykład startować na Olimpiadzie jako gimnastyczka wykonując
                                        > akrobacje nieosiagalne dla dorosłych moze.. (Nadia Komaneci)

                                        Przykład chybiony. Dzieci z reguły mają bardziej elastyczne stawy i więzadła niż
                                        dorośli, dlatego mogą wykonać wiele rzeczy nieosiągalnych dla dorosłych.

                                        > brać udział w wielogodzinnych sesjach zdjeciowych do reklam lub w
                                        > zdjęciach filmowych też moze???

                                        A co to ma wspólnego z samodzielnością?

                                        Babciu, bez urazy, ale mam poczucie, że skończyły ci się argumenty i zaczynasz
                                        łapać się wszystkiego, co kontrowersyjne suspicious
                                        • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:49
                                          > ale naprzykład startować na Olimpiadzie jako gimnastyczka wykonując
                                          > akrobacje nieosiagalne dla dorosłych moze.. (Nadia Komaneci)

                                          A wiesz ilu takich młodych sportowców ma potem problemy emocjonalne w dorosłym
                                          życiu?
                                          • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:53
                                            kropkacom napisała:

                                            > > ale naprzykład startować na Olimpiadzie jako gimnastyczka wykonując
                                            > > akrobacje nieosiagalne dla dorosłych moze.. (Nadia Komaneci)
                                            >
                                            > A wiesz ilu takich młodych sportowców ma potem problemy emocjonalne w dorosłym
                                            > życiu?

                                            To do mnie było?
                                            No wiem, wiem, czym to grozi - ponieważ uprawianie jakiegokolwiek sportu
                                            zawodowo przez dziecko jest bardziej bliskie tresurze, dziecię jest non stop pod
                                            presją i tak dalej, można by wymieniać milion innych powodów.

                                            Ja tylko odniosłam się do przykładu podanego przez Babcię. Który IMHO jest ni z
                                            gruszki ni z pietruszki, ponieważ kompletnie nie ma żadnego uzasadnienia użycia
                                            go w tej dyskusji smile, poza powodem "nie mam argumentów".
                                            • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 18:55
                                              > To do mnie było?

                                              Raczej do babci smile
                                              • babcia47 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:07
                                                właśnie wiem dlatego pytam skąd społecznie akceptowane sa takie
                                                zajecia dla dzieci jak wyczynowe uprawianie sportu albo zarobkowanie
                                                przez udział w castingach na reklamę, role w filmach czy udział w
                                                wyborach "Miss"
                                                • mama_kotula Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:10
                                                  babcia47 napisała:

                                                  > właśnie wiem dlatego pytam skąd społecznie akceptowane sa takie
                                                  > zajecia dla dzieci jak wyczynowe uprawianie sportu albo zarobkowanie przez
                                                  udział w castingach na reklamę, role w filmach czy udział w wyborach "Miss"

                                                  Babcia, szczerze mówię - przeleć się po forach "dzieciowych" wpisując w
                                                  wyszukiwarkę "casting do reklamy" czy "mała miss".
                                                  Zobaczysz tę rzekomą "społeczną akceptację" wink)) (albo oszczędzę ci trudu
                                                  szukania - jakieś 85-90% dyskutantek jest zdecydowanie przeciwna takim akcjom) smile))

                                                  Wyczynowe uprawianie sportu przez dzieci też wzbudza wiele kontrowersji i skala
                                                  akceptacji społecznej absolutnie nie jest duża.
                                                • kropkacom Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:10
                                                  > właśnie wiem dlatego pytam skąd społecznie akceptowane sa takie

                                                  A kto akceptuje? Ja nie.
                                          • gaja78 Re: Do Mamy 303 i Kropki 02.03.08, 19:26
                                            kropkacom napisała:


                                            > A wiesz ilu takich młodych sportowców ma potem problemy emocjonalne w dorosłym
                                            > życiu?

                                            I zdrowotne również.
                    • kropkacom babcia47... 02.03.08, 18:01
                      Dziecko to dziecko a nie mały dorosły. Owszem są momenty że dzieci zaskakują nas
                      swoją dojrzałością czy mądrością ale to ciągle dzieci. Rozwój intelektualny może
                      być w wieku 3-5 lat ogromny ale nie idzie za tym rozwój emocjonalny.

                      Przeszłaś szybki kurs dorosłości już w wieku sześciu lat i nie stała Ci się
                      krzywda. Jednak po pierwsze, maluch powinien mieć prawo do dzieciństwa a po
                      drugie, pewne czynności przekraczają fizyczne siły malucha. Jeśli było by
                      inaczej to dzieci w wieku ośmiu lat powinny iść chyba do pracy.
                      • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 18:17
                        kropkacom napisała:

                        > po drugie, pewne czynności przekraczają fizyczne siły malucha.

                        Kropkacom, ja już to napisałam 3 razy. Bez skutku.

                        Przykład kolejny - choćby taka siekiera i to osławione rąbanie drewna przez bodajże 6-latkę - sprzęt jest tak wyważony, aby siła obsługującego ją człowieka przekroczyła siłę bezwładności i ciężar samej siekiery. Czyli jest przystosowana do potrzeb dorosłego człowieka, a nie do siły 6-latka.

                        Ale babcia47 zaraz pewnie odpisze, że to był taki specjalny malutki toporek przeznaczony do rozciosywania drzazg ;>
                        • gaja78 Re: babcia47... 02.03.08, 19:30
                          mama_kotula napisała:

                          >
                          > Przykład kolejny - choćby taka siekiera i to osławione rąbanie drewna przez bod
                          > ajże 6-latkę - sprzęt jest tak wyważony, aby siła obsługującego ją człowieka pr
                          > zekroczyła siłę bezwładności i ciężar samej siekiery. Czyli jest przystosowana
                          > do potrzeb dorosłego człowieka, a nie do siły 6-latka.
                          >

                          No dokładnie. Przecież źle wyważone narzędzie - chociażby siekiera - jest
                          potencjalnie niebezpieczna nawet dla dorosłego.
                        • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 23:05
                          informację o tym, ze była to mała siekierka znajdziesz na pierwotnym
                          wątku..pochodzi sprzed 2 dnitongue_out
                      • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 19:42
                        gdybyście drogie panie przeczytały wątek główny nie trzeba byłoby
                        powielać tego co napisane juz zostało..
                        > Przeszłaś szybki kurs dorosłości już w wieku sześciu lat i nie
                        stała Ci się krzywda.
                        Skąd ten wniosek? własnie o to chodzi, że nie był on szybki!! Trwało
                        latami zanim osiągnęłam tąką sprawność i pewnośc, ze wiem i umiem to
                        co robię!! Juz to pisałam wyżej: nauka w szkole gastronomicznej
                        trwała 3 lata, ja uczyłam sie tego cztery!! Dzięki temu ze mama
                        pozwalała mi na pewne czynnosci w wieku 2 lat, majac 6 mogłam to
                        zrobić bezpiecznie dla siebie!! Nic nie bierze sie z
                        księżyca..obecnie mama może pozwoli na jakies czynności córce kiedy
                        ta będzie miała 4 lata, o ile ona jeszcze będzie wykazywała takie
                        chęci..bo moze w wieku 2 lat ją "pogoniła" bojąc się ze mała zrobi
                        sobie krzywde..no i jest jeszcze taka malutka, ze nie
                        uchodzi..Możliwe, że mama "obudzi" sie kiedy córka będzie miała 10
                        lat i zadnych umiejetnosci ani co gorsza chęci, żeby je zdobywać..i
                        wtedy "na siłę" nic jej nie nauczy! Potem nauczycielem
                        będzie "życie"..kiedy córka bedzie musiała zadbać o własną
                        rodzinę..Ps. siekierką i kilkoma innymi narzędziami nauczył mnie
                        wcześniej posługiwać się dziadek kowal..on tez nauczył mnie ogień
                        traktować z respektem!!
                        • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 19:46
                          babcia47 napisała:

                          > Ps. siekierką i kilkoma innymi narzędziami nauczył mnie
                          > wcześniej posługiwać się dziadek kowal..on tez nauczył mnie ogień
                          > traktować z respektem!!

                          Rozumiem, że miałaś specjalną siekierkę przystosowaną mniej więcej dla twojej
                          wagi i wzrostu?
                          Jeśli nie, nie jestem dumna z dziadka kowala, ponieważ narażał cię na
                          niebezpieczeństwo z powodu użycia nieodpowiedniego narzędzia. Przykro mi.

                          To bardzo fajnie jest uczyć dziecko samodzielności, nie zaprzeczam. Nadal będę
                          jednak do upadłego powtarzać, że przyzwalanie dziecku na wykonywanie pewnych
                          rzeczy w imię "samodzielności" to nie cudowna metoda wychowawcza, a
                          niefrasobliwość i bezmyślność.
                          • gaja78 Re: babcia47... 02.03.08, 19:50
                            mama_kotula napisała:

                            > babcia47 napisała:
                            >
                            > > Ps. siekierką i kilkoma innymi narzędziami nauczył mnie
                            > > wcześniej posługiwać się dziadek kowal..on tez nauczył mnie ogień
                            > > traktować z respektem!!
                            >
                            > Rozumiem, że miałaś specjalną siekierkę przystosowaną mniej więcej dla twojej
                            > wagi i wzrostu?
                            > Jeśli nie, nie jestem dumna z dziadka kowala, ponieważ narażał cię na
                            > niebezpieczeństwo z powodu użycia nieodpowiedniego narzędzia. Przykro mi.

                            No ja sie podpisuję. Jako wnuczka stolarza, który przykładał wielką wagę do
                            jakości i dopasowania narzędzi do ich użytkownika.
                            • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 23:10
                              jedna ze scian kuźni była obwieszona uporzadkowanymi narzędziami..od
                              najmniejszego pod sufitem do najwiekszego na dole..dziadek zawsze
                              właził na drabinę po "moje" narzedzia..
                        • kropkacom Re: babcia47... 02.03.08, 19:47
                          Mam rozumieć że jako dwulatka stałaś przy kuchni? I tylko nie pisz że to była
                          Twoja pasja? Po prostu mama tego od Ciebie wymagała. A szybki nie dlatego że
                          szybko to pojęłaś ale że wcześnie sie za to zabrałaś.
                          • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:08
                            po prostu kiedy chciałam "siama" posmarować moją kanapkę masłem..to
                            mama mi na to pozwoliła..kiedy "kciałam" jak dorośli uzywać noża i
                            widelca też na to się zgodziła..kazda podróż zaczyna się od
                            pierwszego kroku!!
                            • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 20:13
                              babcia47 napisała:

                              > po prostu kiedy chciałam "siama" posmarować moją kanapkę masłem..to
                              > mama mi na to pozwoliła..

                              Fajnie. Kanapkę z reguły smaruje się tępym szerokim nożem.
                              Czy pozwoliłaby ci również w wieku 3 lat na krojenie pomidora?

                              kiedy "kciałam" jak dorośli uzywać noża i
                              > widelca też na to się zgodziła..
                              Jak wyżej. Noże używane do jedzenia to nie kuchenne tasaki.


                              kazda podróż zaczyna się od
                              > pierwszego kroku!!

                              I tu nie sposób się zgodzić. Nie chciałabym jednak, aby moje dziecko
                              rozpoczynało podróż od nauki obsługi siekiery w wieku 3 lat.
                              • mama_kotula errata 02.03.08, 20:27
                                mama_kotula napisała:


                                > I tu nie sposób się zgodzić.

                                Miało być: nie sposób się NIE zgodzić smile)
                              • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:27
                                a gdzie jest napisane, ze naukę zaczęłam w wieku 3 lat..a moze
                                zaczęłam przez przyglądanie sie jak to robi babcia czy mama..a potem
                                kiedys przyszedł krok drugi, trzeci..w wieku 6 lat bez problemu
                                potrafiłam zrobic to bezpiecznie sama.. zresztą..na pniu układa się
                                dłuzszą gałąź, trzymając ręką ok 30-40 od pieńka i uderza
                                siekierką..paluchy sa bezpieczne smile)
                                • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 20:36
                                  babcia47 napisała:

                                  > zresztą..na pniu układa się dłuzszą gałąź, trzymając ręką ok 30-40 od pieńka
                                  i uderza siekierką..paluchy sa bezpieczne smile)

                                  Babciu, ja wiem, jak się rąbie drewno, robiłam to w ramach relaksu na wakacjach
                                  na wsi, w wieku nastoletnim.
                                  Nie chodzi o odkrojenie sobie paluchów. Sam z.a.m.a.c.h ciężką siekierą jest dla
                                  kilkulatka niebezpieczny. Kiedy stylisko topora przechyla się do tyłu, wymaga
                                  sporej siły, aby utrzymać to w równowadze - żeby siekiera nie wypadła z ręki i
                                  nie przekoziołkowała do tyłu (bardzo częsty wypadek nota bene) - a następnie
                                  skłonić siekierę ruchem wahadłowym, aby grawitacyjnie opadła w dół. Nie sądzę,
                                  aby przeciętny kilkulatek dysponował taką siłą.

                                  Chyba, że jest to toporek wielkości 30 cm ważący kilkanaście deko, to nie będę
                                  się spierać.

                                  PS. Uwielbiam takie wątki, schodzące na milion pobocznych tematów, np.
                                  instrukcję obsługi siekiery smile)). Poważnie je uwielbiam smile
                                  • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:40
                                    no tak, mocno poboczny, ale o tym..małej siekierce(niewiele większej
                                    od młotka) do rąbania chrustu pisałam na pierwotnym wątku...i muszę
                                    się powtarzać...smile))
                                    • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:50
                                      jak gałąź robiła się "za gruba" nie dawało się juz nia uciąć bez
                                      uzycia siły..wtedy brało się następną i obcinało z cieńszego
                                      końca..smile) sporo tego potrzebowałyśmy..i raz nam nawet "wygasło"
                              • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:33
                                kiedy miałam 3 lata poszłam do przedszkola..dzieci do jedzenie
                                dostawały jedynie dużą łyzkę (hmm) ja na pisemna zgode moich
                                rodziców dostawałam wszystkie sztućce i kroiłam nimi
                                wszystko..kiełbaskę, kotlecik, ogórki..
                                • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 20:40
                                  babcia47 napisała:

                                  > kiedy miałam 3 lata poszłam do przedszkola..dzieci do jedzenie
                                  > dostawały jedynie dużą łyzkę (hmm)

                                  O patrz, ja też to pamiętam z przedszkola, jedzenie łyżką drugiego dania.
                                  W tej chwili - w grupie do której uczęszcza moja córka - dzieci dostają widelce
                                  smile). Noże są dla chętnych, panie pokazują, jak się nimi posługiwać. Z tego, co
                                  pamiętam, dzieci w grupie 3-4-latków również samodzielnie kroiły miękkie owoce
                                  do sałatki owocowej.
                                  Czyli czasy zmieniają się na lepsze, z tego by wynikało.

                                  > ja na pisemna zgode moich
                                  > rodziców dostawałam wszystkie sztućce i kroiłam nimi
                                  > wszystko..kiełbaskę, kotlecik, ogórki..

                                  O - to jest bardzo ważny głos w dyskusji smile))))))
                                  Wychodzi na to, że twoja samodzielność nie była zjawiskiem typowym (skoro TYLKO
                                  ty na prośbę rodziców dostawałaś nóż, a reszta dzieci nie) - stąd mógłby płynąć
                                  wniosek, że wysunięta w tym i poprzednim wątku teza, że "dawniej dzieci były
                                  bardziej samodzielne" jest oparta na bardzo niewielkiej próbie statystycznej
                                  (próba obejmująca sztuk 1, czyli małoletnią Babcię47) smile)))
                                  • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:46
                                    nie napisałam, ze byłam jedyna..ale dzieci dostawały "normalne"
                                    sztućce za pisemną zgodą rodziców..pamiętam to bo najpierw mi dali
                                    tylko łyzke (spróbuj ukroic kiełbaskę na gorąco łyzką) i po moich
                                    gwałtownych protestach zapodano temat mamie, z która poszłyśmy
                                    do "administracji" złozyc rzeczone oswiadczenie..mama po prostu nie
                                    wiedziała, że trzeba..a mi sie utrwaliło w pamięci..
                              • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:38
                                ps. moje dzieci tez od ok.2-go roku życia posługiwały
                                się "normalnymi" (tyle, że mniejszymi) sztućcami ale pierwszy raz
                                łyżke w łapkę dostawały kiedy miały ok. 6 miesięcy..
                                • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 20:46
                                  babcia47 napisała:

                                  > ps. moje dzieci tez od ok.2-go roku życia posługiwały
                                  > się "normalnymi" (tyle, że mniejszymi) sztućcami ale pierwszy raz
                                  > łyżke w łapkę dostawały kiedy miały ok. 6 miesięcy..

                                  Babcia, ale czy ty wiesz, że wszystkie współczesne poradniki pielęgnacji
                                  niemowląt (te na topie!!) zalecają właśnie podawanie dziecku łyżki właśnie
                                  wtedy, kiedy tylko potrafi ją utrzymać i ewentualnie trafić w miseczkę? I bardzo
                                  wiele osób tak robi?

                                  W sumie ja nie wiem, jaki sens ma ta polemika. Bo wychodzi na to, że w głównych
                                  kwestiach nauki samodzielności na przestrzeni lat niewiele się zmieniło (może
                                  poza sprawami bezpieczeństwa - bo zmieniły się pewne realia).
                                  I teraz, i dawniej były matki, które karmiły do 4 roku życia piersią, i teraz, i
                                  dawniej były matki, które karmiły łyżeczką dzieci trzyletnie (choćby moja mama -
                                  było to u niej związane z pewnym urazem psychicznym, pracowała w Domu Małego
                                  Dziecka, i półtoraroczniak jedzący samodzielnie wzbudzał w niej niepohamowane
                                  skojarzenie z "dzieckiem z bidula". Teraz się z tego śmieje - swoim wnukom
                                  pozwalała na samodzielne jedzenie odkąd umiały trafić ręką do buzi).
                                  I teraz, i dawniej były 4-latki ze smoczkiem i moczące się w nocy.
                                  Tak, że cała ta dyskusja - a raczej jej poboczny tor - nie ma większego sensu,
                                  bo właściwie się zgadzamy smile
                                  • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 20:56
                                    możemy uznać, ze sprawę sztućców i siekierki
                                    mamy "odfajkowaną" wink)..ale to sie wiąże z zaczynaniem podróży od
                                    pierwszego kroku..i pozwalanie na następne w sytuacji kiedy dziecko
                                    tego się dopomina..moje chłopaki w wieku 2 i 4 lata postanowiły, ze
                                    bedą robic kolację..a właściwie kanapki na kolację..mały pracowicie
                                    smarował a duzy pod moim okiem poczatkowo a potem "siam" kroił
                                    pomidorki, wedlinkę czy serek(krojonych wtedy nie dawali)..nie będe
                                    pisać co potrafił kiedy miał 8 czy 10 lat. bo znów się "nasłucham"
                                    • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 21:09
                                      babcia47 napisała:

                                      > moje chłopaki w wieku 2 i 4 lata postanowiły, ze
                                      > bedą robic kolację..a właściwie kanapki na kolację..mały pracowicie
                                      > smarował a duzy pod moim okiem poczatkowo a potem "siam" kroił
                                      > pomidorki, wedlinkę czy serek(krojonych wtedy nie dawali)..nie będe
                                      > pisać co potrafił kiedy miał 8 czy 10 lat. bo znów się "nasłucham"

                                      Nie pozwoliłabym kilkulatkowi na krojenie pomidora, z prostej przyczyny - sama
                                      boję się takich kroić. Niedostatecznie ostry nóż się ślizga po skórce.
                                      Podobnie z pieczywem. Podejrzewam, że dużą rolę odgrywa w tym mój uraz do noży wink)

                                      Hm. Ale mogę spróbować z pomidorami sparzonymi i obranymi ze skórki smile), myślę,
                                      że trzylatek sobie z takimi poradzi smile. Tyle, że sparzyć będę musiała sama, bo
                                      trzylatkowi wrzątkiem posługiwać się nie pozwolę. I to już chyba nie będzie
                                      samodzielność, co? wink

                                      Tak sobie czytam, co piszesz.
                                      I wniosek mam jeden. Bardzo fajnie, że twoje dzieci szybko wkroczyły w
                                      samodzielność.
                                      Mimo to, nadal - po konsultacji z kilkunastoma osobami z twojego (bądź
                                      zbliżonego) pokolenia - będę obstawać, że nie była to sytuacja typowa w tamtych
                                      czasach, znaczy się - ten kilkulatek krojący pomidora i pieczywo. Dlatego do
                                      znudzenia będę mówić, że teza pt. "dawniej dzieci były bardziej samodzielne"
                                      jest nietrafna.

                                      Wszystko zależy m.in. też od środowiska, z jakiego pochodziły dzieci. Owszem,
                                      znam rodziny, w którym dzieci we wczesnopodstawówkowym wieku gotują, sprzątają
                                      cały dom i opiekują się młodszym rodzeństwem - ponieważ nie mają innego wyjścia
                                      smile. Być może uważają, że to normalne. A być może nie, i zazdroszczą swoim
                                      rówieśnikom, które w tym czasie biegają po podwórku i wymieniają się gadżetami z
                                      WITCH.
                                      Pewne priorytety też się zmieniły na przestrzeni lat i trzeba brać to pod uwagę.

                                      Nie twierdzę oczywiście, że wczesna samodzielność dziecka = konieczność
                                      wczesnego dorośnięcia, w każdym przypadku. Być może było tak, jak u ciebie - że
                                      twoi rodzice pozwalali ci robić to, co chciałaś, i do czego się paliłaś (czyli
                                      do naśladowania ich - znaczy do kuchni, do rąbania drewna). No i hmm... tu też
                                      niewiele się zmieniło. Dzieci nadal palą się do tego, co robią rodzice - tyle,
                                      że rodzice obecnie robią również inne rzeczy. Stąd - jak zauważył ktoś niżej -
                                      "parcie na rozwój intelektualny", czyli dziecię do komputera a nie do garów. A
                                      wszystko jest na tej samej zasadzie naśladownictwa - dziecko widzi, że
                                      mama/ojciec siedzi przy komputerze i chce tak samo smile (kiedyś widywał mamę/tatę
                                      przy rąbaniu drewna). Zasada ta sama.

                                      Najważniejsze, aby znaleźć złoty środek smile. Po prostu.
                                      • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 21:34
                                        ..bo wiesz..do krojenia pomidorów uzywa się noża z piłką..do chleba
                                        to mieliśmy specjalną krajalnice z osłoną na ostrze, ale tą kupiłam
                                        dopiero na rok przed pójsciem starszego do szkoły(wczesniej kroiłam
                                        sama)..co do rozwoju a raczej Twojej tezy że, albo albo przypomnę Ci
                                        informacje z innego wątku, że moje młode nauczyły się czytać i pisać
                                        w wieku 4 i 5 lat..starszy sam (naśladując mnie) młodszy naśladując
                                        starszego..tak, że jedno nie wyklucza drugiego..a moze nawet to
                                        wspiera, ponieważ szybciej postępuje koordynacja oko-ręka,
                                        umiejętnośc postrzegania związku przyczynowo-skutkowego i tak
                                        dalej..pozatym wbrew pozorom łatwiej o nabycie tych umiejetności
                                        kiedy dziecko chce tego samo niz kiedy jest przymuszane np.
                                        koniecznoscia finansową rodziny..tyle, że rolą rodzica jest
                                        (pokonując własny lęk o jego bezpieczenstwo) pozwolic mu na to kiedy
                                        się o to upomina..wtedy wszystko rozwija się w naturalnym
                                        tempie..tak jak z gotowoscia dzieci do siadania czy chodzenia..tak
                                        jest i z zdobywaniem samodzielności przez dzieci..nawet nie tyle
                                        trzeba im w tym pomagać..co nie przeszkadzać i słuzyc pomocą kiedy o
                                        to proszą
                                        • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 21:46
                                          babcia47 napisała:

                                          > że moje młode nauczyły się czytać i pisać
                                          > w wieku 4 i 5 lat..starszy sam (naśladując mnie) młodszy naśladując
                                          > starszego..

                                          Ok, moje nauczyły się czytać w wieku 2,8 i 3 lat, pisać w rok później. Nie wiem
                                          jak, w przypadku młodszej nawet nie zauważyłam kiedy, po prostu któregoś dnia
                                          usłyszałam, jak czyta. Ja sama czytam od trzeciego roku życia.
                                          Ale nie wiem, czego ten przykład ma dowodzić w tym wątku smile)).

                                          > wbrew pozorom łatwiej o nabycie tych umiejetności
                                          > kiedy dziecko chce tego samo (...) rolą rodzica jest
                                          > (pokonując własny lęk o jego bezpieczenstwo) pozwolic mu na to kiedy się o to
                                          upomina..wtedy wszystko rozwija się w naturalnym
                                          > tempie...

                                          Już rozumiem. Wychodzisz z założenia, że każde dziecko naturalnie dąży do tego,
                                          aby wszystko wykonywać samodzielnie.
                                          Błąd kolejny. Każde dziecko jest inaczej z natury "zaprogramowane". Przykład - O
                                          ile mój syn w ogóle nie przejawiał - wg ciebie NATURALNEGO - zainteresowania na
                                          zasadzie "ja siam" (sobie pokroję, sobie posmaruję, włożę ciastka do piekarnika
                                          - było "ja siam" ale np. ja siam włączę komputer, ja siam odpalę płytę, ja siam
                                          nakręcę budzik, ja siam rozkręcę telefon na części tongue_out), to córka i owszem,
                                          praktycznie odkąd skończyła rok, garnęła się do samodzielności, o której piszesz
                                          (ja sama sobie naleję sok, sama sobie posmaruję kanapkę).

                                          Nie ma czegoś takiego, jak NATURALNE tempo. To znaczy jest - ale ma ono bardzo
                                          szerokie granice. Czyli np. dziecko ma czas na opanowanie pewnych czynności do
                                          któregoś tam roku życia. Co nie znaczy, że znakomita większość dzieci nie jest w
                                          stanie opanować ich wcześniej i rzeczywiście je opanowuje, natomiast te, które
                                          nie mieszczą sie w medianie, również są normą.
                                          Bardziej skłaniałabym się ku "własne tempo dziecka". O ile mieści się w normach,
                                          nie ma się czym martwić. Co nie oznacza oczywiście, że należy odpuszczać i nie
                                          zachęcać dziecka do wykonywania pewnych rzeczy - oznacza tylko tyle, że pośpiech
                                          nie jest wskazany i to, że dziecko nie opanowało jakiejś czynności w tym wieku,
                                          co rówieśnicy, nie znaczy, że jest to powód do wstydu, zmartwienia czy uznania
                                          się na nieudolnych wychowawczo.

                                          > tak jak z gotowoscia dzieci do siadania czy chodzenia..tak
                                          > jest i z zdobywaniem samodzielności przez dzieci..nawet nie tyle
                                          > trzeba im w tym pomagać..co nie przeszkadzać i słuzyc pomocą kiedy o to proszą

                                          JEŚLI o to proszą.
                                          Nie rozumiem, skąd założenie, że KAŻDE dziecko, które nie potrafi czegoś tam
                                          zrobić, nie potrafi tego zrobić wyłącznie z powodu, że jego rzekomo NATURALNE
                                          dążenia były hamowane. Być może tych rzekomo NATURALNYCH dążeń w ogóle nie było?
                                          smile))
                                          • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 22:14
                                            "Dzieci nadal palą się do tego, co robią rodzice - tyle,
                                            że rodzice obecnie robią również inne rzeczy. Stąd - jak zauważył
                                            ktoś niżej -
                                            "parcie na rozwój intelektualny", czyli dziecię do komputera a nie
                                            do garów."
                                            > Ale nie wiem, czego ten przykład ma dowodzić w tym wątku smile)).

                                            A do tego Twojego niewątpliwie tekstu..smile
                                            > Już rozumiem. Wychodzisz z założenia, że każde dziecko naturalnie
                                            dąży do tego,
                                            > aby wszystko wykonywać samodzielnie.
                                            kto powiedział, ze wszystko i ze równocześnie..rzecz w tym by nie
                                            pomijać tego momentu kiedy zechce robić "siam" cokolwiek..bo poprosi
                                            raz drugi..a potem przestanie szczególnie gdy ma fullserwis ze
                                            strony rodziców..sama bym się chętnie przestawiła..nie musze to nie
                                            będę, bo po co i dlaczego..a kiedy przyjdzie ten kolejny raz??..kto
                                            to wie?..może nigdy, o czym kiedyś w mało zyczliwy sposób doniesie
                                            ci synowa..smile)
                                            • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 22:27
                                              babcia47 napisała:


                                              > kto powiedział, ze wszystko i ze równocześnie..rzecz w tym by nie
                                              > pomijać tego momentu kiedy zechce robić "siam" cokolwiek..bo poprosi raz drugi..

                                              Nadal zakładasz, że ten moment MUSI nastąpić i że jest to naturalne?
                                              I że w pewnym momencie KAŻDE dziecko "siamo" poprosi o pokrojenie pomidora?

                                              Aha, o moją synową nie musisz się martwić. To, że mój syn nie wykazywał tego parcia na różne czynności, nie znaczy, że nie potrafi ich wykonać. Po prostu czekając na "siam", którego się nie doczekałam, pewnego dnia wręczyłam dziecięciu nóż i kromkę chleba z tekstem "posmaruj sobie sam". Obyło się bez protestów.
                                              Dziecię nie wykazuje samo z siebie inicjatywy do wielu rzeczy, co nie znaczy, że nie umie ich wykonać. Poproszone, wykona. I mnie to wystarczy. Mam nadzieję, że nie trafi na typ synowej pt. "domyśl się, o co mi chodzi i co masz zrobić", tylko na taką, która w tym celu będzie używać komunikacji werbalnej (komunikacja werbalna w miejsce domysłów pt. "wykaż inicjatywę" w moim związku się bardzo dobrze sprawdza) smile))


                                              Martwić byś się mogła raczej o mojego zięcia potencjalnego, ja też się o niego obawiam - bo córcia, która wprawdzie czynności w ramach samodzielności ma opanowane - ma choleryczny charakterek po mamusi suspicioussuspicioussuspicious
                                              • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 23:22
                                                Nadal zakładasz, że ten moment MUSI nastąpić i że jest to naturalne?
                                                I że w pewnym momencie KAŻDE dziecko "siamo" poprosi o pokrojenie
                                                pomidora?

                                                dla odmiany czepiłaś się przysłowiowego pomidorka..a ja osobiście
                                                zaczęłam od zapalania i gaszenia światła!! dostałam specjalne małe
                                                krzesełko zeby nie targać stołka za kazdym razem smile..moze to będzie
                                                pomidorek, może zgaszenie swiatła, zawiązanie butków na dwie
                                                kokardkiwink albo właczenie komputera i zainstalowanie nowej gry..w
                                                każdym przypadku moze to być co innego..
                                                • mama_kotula Re: babcia47... 02.03.08, 23:41
                                                  babcia47 napisała:
                                                  > dla odmiany czepiłaś się przysłowiowego pomidorka..a ja osobiście
                                                  > zaczęłam od zapalania i gaszenia światła!! dostałam specjalne małe
                                                  > krzesełko zeby nie targać stołka za kazdym razem smile..moze to będzie
                                                  > pomidorek, może zgaszenie swiatła, zawiązanie butków na dwie
                                                  > kokardkiwink albo właczenie komputera i zainstalowanie nowej gry..w
                                                  > każdym przypadku moze to być co innego..

                                                  Dokładnie.
                                                  Nie można jednak z góry zakładać, że dziecko poprosi SAMO o wykonanie wszystkich
                                                  rzeczy (bo na niektóre takie samorzutne inicjatywy się nie doczekamy).
                                                  Oczywiście, jeśli prosi, to mu to umożliwiam, ułatwiam, albo modyfikuję prośbę o
                                                  wykonanie czegoś potencjalnie niebezpiecznego (nie dam dziecinie 2-letniej
                                                  tasaka i marchewki do krojenia na kuchennym blacie, kiedy dziecię chwieje się
                                                  stojąc na krześle aby dosięgnąć, ale jak chce kroić, proszę bardzo - masz tu na
                                                  pierwszy raz niezbyt ostry nożyk i banana oraz przenoszę deskę do krojenia na
                                                  poziom dziecka).

                                                  Czyli wychodzi na to, że się zgadzamy co do meritum. Jeśli dziecko chce coś
                                                  wykonać samodzielnie, nie hamujemy tego. Pod warunkiem, że nie jest to dla niego
                                                  niebezpieczne - a to już ustala rodzic, zgodnie ze swoim rozsądkiem. Mogę np.
                                                  powierzyć pięciolatkowi wykonanie ciastek od a do zet, za wyjątkiem wyciągania
                                                  gorącej blachy z piekarnika. Mogę powierzyć mu odkurzanie pokoju, za wyjątkiem
                                                  wyciągania wtyczki z gniazdka (głównie dlatego, że przez kilka lat nie zdołał
                                                  się nauczyć, że łapie się za wtyczkę, a nie ciągnie za sznur, czego efektem było
                                                  kilkadziesiat razy wyrwane ze ściany gniazdko). Nie pozwalam samodzielnie
                                                  montować ostrzy na mikserze - ale miksować może do woli. I tak dalej...
                                                  • babcia47 Re: babcia47... 03.03.08, 00:24
                                                    dokładnie tak!nikt tu nie namawia do tasaka i marchewki na "dzień
                                                    dobry"..i pewnie jak będzie miał 10-12 lat to mu pozwolisz i tą
                                                    blachę z piekarnika..smile)..tak, jak nam nikt nie ciosał kołków na
                                                    głowie, bo latami to trenowałysmy..smile)ćwiczenie czyni mistrza jak
                                                    mawiał mój tato
                          • babcia47 Re: babcia47... 02.03.08, 23:12
                            byłam jedynaczką..ojciec oficer, mama bankowiec..nie musiałam...
          • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 17:09
            Kurcze, ale IMHO nie ma takiej możliwości, żeby ten przykład nie
            dotarł ! Przec
            > ież relacje obserwowane w domu to pierwotne źródło wiedzy o
            relacjach międzylud
            > zkich. W wieku nastoletnim właśnie dochodzi do podejmowania
            samodzielnych decyz
            > ji na temat pewnych wartości: chcę umieć kochac jak moja matka,
            nie chcę być ni
            > etolerancyjna jak moja matka. Chcę być uczynny jak mój ojciec, nie
            chcę być ską
            > py w okazywaniu emocji jak mój ojciec.
            > To rodzice są punktem odniesienia, referencją dla pewnych
            usamodzielniających s
            > ię przekonań. To właśnie spojrzenie na rodziców z dystansu i
            ocenianie ich jest
            > początkiem budowania własnego systemu wartości.

            - to chyba nie była mądra książka. Gdyby mnie jako dziecku
            przeczytano takie zdanie w książce - uznałabym to za obraźliwe.
            Jeżeli to był Kubuś Puchatek, bo tak jest chyba coś o małym rozumku,
            to jednak dotyczyło to misia i sytuacji fantastycnej, a nie realnej
            sytucji dziecka. Zawsze czułam się traktowana niepoważnie, kiedy
            dorośli mówiąc do mnie używali za dużo zdrobnień, celowo
            infatylizowali to, co mieli mi do powiedzenia.
            • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 17:21
              srebrnarybka napisała:

              > - to chyba nie była mądra książka. Gdyby mnie jako dziecku
              > przeczytano takie zdanie w książce - uznałabym to za obraźliwe.
              > Jeżeli to był Kubuś Puchatek, bo tak jest chyba coś o małym rozumku,
              > to jednak dotyczyło to misia i sytuacji fantastycnej, a nie realnej
              > sytucji dziecka. Zawsze czułam się traktowana niepoważnie, kiedy
              > dorośli mówiąc do mnie używali za dużo zdrobnień, celowo
              > infatylizowali to, co mieli mi do powiedzenia.

              Cholera ... zabrakło mi poziomów abstrakcji żeby skumać o co ci chodzi ...
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 19:23
                chodzi o to, że kiedy dorośli zwracali się do mnie, gdy byłam
                dzieckiem madużywając zdrobnień: typu: "weź mydełko i umyj sobie
                rączki i twarzyczkę, a potem wytrzyj ręczniczkiem", "weź nożyk i
                posmaruj sobie bułeczkę masełkiem i miodkiem", czułam się traktowana
                niepoważnie, bo te same czynności starsi między sobą nazywali bez
                zdrabiania. Doskonale wiedziałam, że bułka posmarowana masłem i
                miodem, którą jedzą rodzice, nie różni się od bułeczki posmarowanej
                masełkiem i miodkiem, którą ja jadłam. Zatem różnica wynikała nie z
                faktu, że dotyczyła różnych przedmiotów, tylko z tego, że ja byłam
                dzieckiem. I to mnie wkurzało jak cholera, przepraszam za to
                wyrażenie.
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 19:27
                Gaju, przepraszam, to nie było do Ciebie, tylko do Mamy 303.
                Przeglądając wąteku znalazłam jeden ze starszy wpisów o małym
                rozumku i teraz postanowiłam uzupełnić swoją uwagę. Ale wkleiło mi
                to do Twojej wypowiedzi, nie wiem dlaczego. Oczywiste, że nie mogłaś
                skumać. Dopiero po udzieleniu odpowiedzi na odpowiedź przeczytałam
                dokładnie, o co Ci chodzi. Proponuję wykasować sprawę, bo już tego
                sam doabeł nie rozwikła, kto komu co chciał odpowiedzieć.
                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 19:43
                  srebrnarybka napisała:

                  > Gaju, przepraszam, to nie było do Ciebie, tylko do Mamy 303.

                  Tak podejrzewałam że to pomyłka ;DDD
                • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:38
                  srebrnarybka napisała:

                  > Gaju, przepraszam, to nie było do Ciebie, tylko do Mamy 303.
                  > Przeglądając wąteku znalazłam jeden ze starszy wpisów o małym
                  > rozumku i teraz postanowiłam uzupełnić swoją uwagę. Ale wkleiło mi
                  > to do Twojej wypowiedzi, nie wiem dlaczego.

                  Weź sie dziś Srebrna wyśpij bo naprawdę coś z Tobą nie tak smile
        • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 17:22
          > - jakoś wolę żyć wśród ludzi, którzy nie są sami dla siebie
          > wartością. Nic na to nie poradzę.

          "Kochaj bliźniego swego JAK siebie samego" - nie: "więcej"

          Powinniśmy siebie cenić, kochać, szanować. Powinniśmy być wartością dla samych siebie. To zdrowa postawa, nie należy jej się bać smile

          Piszesz w innym miejscu o poświeceniu matki. Uważam, że nie powinna się poświęcać smile ale gdzieś tam odnaleźć równowagę powiędzy potrzebami swoimi i swoich dzieci. To, że ktoś karmi dzieci bardzo długo, albo śpi z nimi, nie wynika z poświęcenia, ale np. z wyważenia potrzeb swoich i swoich dzieci. I tego, jak bardzo jesteśmy w stanie je zaspokoić.

          Malutkie dzieci są jak goście: dajemy im wiele kosztem siebie. Ale potem powoli odzyskujemy równowagę. I dzieci uczą się, że mama odpoczywa, bywa zmęczona itp. Nie musi być tak, że jak nie zajmuje się dziećmi, to walczy w domu, a jak nie sprząta, to gotuje.

          Trudno "nie być kwoką", ale łatwiej nam wypuścić z rąk wiele zadań, gdy kochamy siebie smile Bo może być tak, że staramy się podreperować swoją samoocenę tym, że tak doskonale dbamy o dom i rodzinę i gdzieś w tej walce gubi się to, co najważniejsze.

          Spojrzałam w lustro: tak, jestem egoistką. I pewnie dlatego moje dzieciaki są stosunkowo samodzielne smile (właśnie kłócą się, które co ma sprzątać - dałam im czas do 22 wink) Jak wczoraj wróciłam późno z pracy (mąż na wyjeździe), to czekał na mnie obiad smile) (8 i 12 lat). Same ugotowały i jeszcze pamiętały, aby i mi zostawić trochę tych pyszności smile (makaron z serem i wiśniami)

          Pozdrawiam
          Jola
          • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 18:19
            Kochana, mieszasz różne zagadnienia z moich wielu wypowiedzi i
            dlatego dyskutujesz także z poglądami, których nie wypowiedziałam.

            "Kochaj bliźniego swego JAK siebie samego" - nie: "więcej"
            - owszem, ale nie ma przykazania: Kochaj samego siebie. Bo siebie
            samego każdy kocha bez żadnych przykazań i tego uczyć nie trzeba.
            Natomiast trzeba nauczyć kochać bliźnich, bo to jest wbrew naturze.

            Piszesz w innym miejscu o poświeceniu matki. Uważam, że nie powinna
            się poświęc
            > ać smile ale gdzieś tam odnaleźć równowagę powiędzy potrzebami swoimi
            i swoich dzi
            > eci.

            - a co ma zrobić matka, która w ogóle nie lubi przewijać dzieci,
            babrać się w pieluszkach i karmić piersią, nawet w pierwszym
            miesiącu po urodzeniu, chociaż miałaby na to możliwości, siły i
            zdrowie? W imię tego, żeby się nie poświęcać, ma karmić butelką,
            narażając zdrowie dziecka (jak uczyniła to jedna z dyskutantek), a
            dziecko ma leżeć w niezmienianych pampersach? Bo mogłoby mu
            zaszkodzić poświęcenie matki? Niestety jest tak, że jak się ma
            dzieci, to się ma i obowiązki.

            To, że ktoś karmi dzieci bardzo długo, albo śpi z nimi, nie wynika z
            poświ
            > ęcenia, ale np. z wyważenia potrzeb swoich i swoich dzieci. I
            tego, jak bardzo
            > jesteśmy w stanie je zaspokoić.

            - to nie wynika z potrzeb dziecka, bo nie ma takiej potrzeby, żeby
            4letnie dziecko karmić piersią. A jeżeli matka ma taką potrzebę, to
            znaczy, że zaspokaja swoje potrzeby kosztem dziecka, bo angażuje
            dziecko w czynność nieobojętną dla jego psychiki tylko po to, by
            sama doznać poczucia bliskości i czułości. Dziecko nie jet od tego i
            o tycm cały czas piszę. W pokoleniu moich rodziców nie oczekiwano od
            dzieci, że one będą zaspokajać potrzeby psychiczne rodziców. I
            słusznie.
            Jest też druga możliwość: niektóre kobiety długo karmią, śpią z
            dzieckiem, noszą na rękach etc. nie dlatego, że potrzebują tego one
            lub dziecko, ale dlatego, że uważają, że powinny, bo taki jest
            obecnie standard dobrej matki. W każdym razie w obu wypadkach te
            wysiłki nie służą zaspokojeniu potrzeb dziecka, tylko potrzeb matki.
            I o to mi cały czas chodzi.

            Malutkie dzieci są jak goście: dajemy im wiele kosztem siebie. Ale
            potem powoli
            > odzyskujemy równowagę. I dzieci uczą się, że mama odpoczywa, bywa
            zmęczona itp

            - przeczytaj posty moich oponentek, Ich zdaniem mama nie ma prawa
            ani na chwilę nie zajmować się dzieckiem. Ja oczywiście uważam, że
            ma takie prawo, że jest to również korzystne dla dziecka, ale
            zostałam zakrzyczana.

            Nie musi być tak, że jak nie zajmuje się dziećmi, to walczy w domu,
            a jak nie
            > sprząta, to gotuje

            - oczywiście, ale mama, która zgodnie z lansowanymi teraz trendami
            bawi się z dzieckiem 24 godziny, bo jeśli dziecko pobawi się chwilę
            samo, to jest złą matką, nie ośmieli się powiedzieć na tym formu, że
            przerwie zabawę z dzieckiem, bo jest zmęczona. Ale ugotowac i uprać
            musi, więc dopomina się przynajmniej o prawo wykonania tych
            czynności.

            Trudno "nie być kwoką",

            - sądzę, że łatwo. Bycie kwoką wymaga strasznie dużo wysiłku, a
            łątwiej jest zawsze mniej się wysilić niż więcej.

            ale łatwiej nam wypuścić z rąk wiele zadań, gdy kochamy
            > siebie smile

            - z penwością. Ale jeżeli chodzi tu o "zadania" wychowawcze, to może
            prościej byłoby po prostu uznać, że znaczna ich część jest do
            niczego niepotrzebna. I wtedy można ich nie wypełniać nie będąc
            egoistą, tylko po prostu mądrą matką.

            Bo może być tak, że staramy się podreperować swoją samoocenę tym, że
            > tak doskonale dbamy o dom i rodzinę i gdzieś w tej walce gubi się
            to, co najwa
            > żniejsze

            - przecież ja o tym cały czas piszę.

            Spojrzałam w lustro: tak, jestem egoistką. I pewnie dlatego moje
            dzieciaki są s
            > tosunkowo samodzielne smile (właśnie kłócą się, które co ma sprzątać -
            dałam im cz
            > as do 22 wink) Jak wczoraj wróciłam późno z pracy (mąż na
            wyjeździe), to czekał n
            > a mnie obiad smile) (8 i 12 lat). Same ugotowały i jeszcze pamiętały,
            aby i mi zos
            > tawić trochę tych pyszności smile (makaron z serem i wiśniami)

            - postępujesz roządnie, a to, że oczekujesz od dzieci pomocy w domu,
            to 1. Twoje prawo, skoro dzieci w tym domu mieszkają i korzystają z
            obsługi, 2. Twój obowiązek wychowawczy, by nauczyć je
            współodpowiedzialności za własny dom, samodzielności i pewnych
            konketnych czynności, które im się przydadzą w życiu.
            Tylko dwie uwagi: 1. nie nazywaj aię w związku z tym egoistką, bo to
            nie ma nic wspólnego z egoiznem. To jest normalne zdrowe zachowanie.
            2. Nie przyznawaj się na forum, że dzieci gotawały Ci obiad, bo
            zostanies sflekowana. Poczytaj sobie o tym, jak Babcia47 ugotowała
            obiad żniwiarzom. Sądzę, że dojrzałość Twoich dzieci do ugotowania
            Tobie obiadu na gazie byla mniej więcej taka sama, jak dzieci
            wiejskich w latch 50tych do ugotowania na kuchni węglowej. Zostało
            to na forum uznane za horror.

            Ja makaronu z wiśniami nie jadam, bo sie chronicznie odchudzam,
            polecam mrożone mieszanki warzywne, też dzieci mogą spokojnie same
            ugotować. Ale Tobie życzę, żeby Ci ten makaron smakował.
            Pozdrawiam


            • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 19:48
              srebrnarybka napisała:

              > Natomiast trzeba nauczyć kochać bliźnich, bo to jest wbrew naturze.

              To akurat jest przedmiotem sporu naukowców. Wielu ewolucjonistów twierdzi, że
              miłość bliźniego oraz altruizm są cechami wrodzonymi, wykształconymi w procesie
              ewolucji. Dopiero niesprzyjające warunki rozwoju dziecka mogą doprowadzić do
              stłumienia tych cech.
              Do mnie ta teoria bardzo przemawia.
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 00:23
                Gaju, masz małe dziecko? Czy ono jest altruistą i wyłącznie troszczy
                się o dobro Twoje, swojego taty, dziadków i innych ludzi zaniedbując
                swoje czy też odwrotnie, nie widzi potrzeb innych ludzi, z Twoimi
                włącznie, i dopiero Ty go o nich uczysz?
                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 02:04
                  srebrnarybka napisała:

                  > Gaju, masz małe dziecko? Czy ono jest altruistą i wyłącznie troszczy
                  > się o dobro Twoje, swojego taty, dziadków i innych ludzi zaniedbując
                  > swoje czy też odwrotnie, nie widzi potrzeb innych ludzi, z Twoimi
                  > włącznie, i dopiero Ty go o nich uczysz?

                  smile
                  A czy dziecko posiada instynkt macierzyński ?
                  Czy dziecko odczuwa potrzebę metafizyki, doznań religijnych ?
                  Czy dziecko myśli o seksie ?

                  Nie.
                  Ale nikt nie musi go uczyć wymienionych przeze mnie rzeczy, aby w życiu dorosłym
                  czuć potrzebę ich doświadczania.

                  Niejeden dwulatek potrafi już dzielić się swoimi zabawkami/słodyczami czerpiąc z
                  tego radość. Nawet gdy nikt go tego nie uczy.

                  Jeśli dziecko ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa oraz poczucie bycia
                  kochanym, istnieje wielka szansa, że w życiu dorosłym będzie szanował/kochał
                  siebie i innych ludzi. Altruizmu naprawdę nie trzeba uczyć.
                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:27
                    A czy dziecko posiada instynkt macierzyński ?

                    - a czy dziecko ma dziecko, żeby taki instynkt odczuwać?

                    Czy dziecko odczuwa potrzebę metafizyki, doznań religijnych ?

                    - odczuwałam bardzo wcześnie, od czwartego roku życia chodziłąm na
                    znakomicie prowadzoną, kesperymentalną religię dla przedszkolaków, a
                    jeszcze wcześniej byłam uczona modlitwy, mama w czasie spacerów
                    zachodziła częśto ze mną do kościoła, żeby się pomodlić. POtrzebę
                    odczuwałąm, na dodate była ona pielęgnowana.

                    Czy dziecko myśli o seksie ?
                    - czy dziecko jest dojrzałe płciowo, czy hormony pobudzają je do
                    uprawiania seksu? Natomaist dzieci zadają pytania, skąd się biorą
                    dzieci i o różnice w budowie chłopca i dziewczynki, ale to temat na
                    inny atek.

                    Niejeden dwulatek potrafi już dzielić się swoimi
                    zabawkami/słodyczami czerpiąc
                    > z
                    > tego radość. Nawet gdy nikt go tego nie uczy.

                    - niejeden tak, ale znam znacznie więcej dzieci, które tego trzeba
                    było uczyć. I wiem, że mnie samą tego uczono, bo sama z siebie nie
                    miałam takiegoodruchu. To przecież naturalne, że każdy woli mieć dla
                    siebie niż oddać.

                    Jeśli dziecko ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa oraz poczucie
                    bycia
                    > kochanym, istnieje wielka szansa, że w życiu dorosłym będzie
                    szanował/kochał
                    > siebie i innych ludzi. Altruizmu naprawdę nie trzeba uczyć.

                    - moim zdaniem absolutna nieprawda. Samo poczucie bezpieczeństwa
                    włąsnego nie gwarantuje, że ktoś będzie chciał się tym dobre dizelić
                    z innymi. Nie widzę związku między włąsnym bepieczeństwem i
                    szczęściem a altruizmem. Co więcej, znam osobę z rozbitej rodziny,
                    którą przez całe dzieciństwo podrzucali sobie kolejni wujkowie i
                    cioce, bo porzucona przez ojca matka ciężko chorowała i była uboga.
                    POtem owa matka wcześnie umarła, ojca ta osoba praktycznie nie
                    miała, chociaż żyje on do dziś. Niewątpliwie nie zaznała w
                    dzieciństwie ani dostatecznej miłości ani poczucia bezpieczeństwa. I
                    ta osoba jest altristką na skalę, jakiej sobie nie wyobrażasz. Ale
                    ona była właśnie wychowywana zgodnie z opisanym przeze mnie systemem
                    wartości i go przyjęła. Znam też wielu jedynaków, którym rodzice
                    okazują dużo miłości i które muszę ieć poczucie bezpieczeństwa, a
                    których nic nie obchodzi poza włąsnym nosem. Ano dlatego, że rodzice
                    nie nauczyli ich, że liczy się jeszcze coś poza ich własną osobą.
                    • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:39
                      Nie będę się spierać o to, czy altruizm jest cechą wrodzoną. Spora rzesza
                      naukowców-ewolucjonistów twierdzi że tak. Do mnie to przemawia. Własnej teorii
                      budować nie będę, bo mam za mało wiedzy w tym temacie.
                      • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:42
                        Ja też nie jestem naukowcem-ewolucjinistą, tylko mam trochę więcej
                        lat ni Ty i trochę więcej doświadczenie. A z teoriami naukowymi:
                        sama jestem naukowcem (chociaż w innej dziedzinie), uważam tę część
                        mojej aktywności życiowej za ważną i uważam naukę za ważną część
                        kultury, ale wiem też, że treorie naukowe zmieniają sie jak w
                        kalejdoskopie ilepiej we własnym życiu zachować zdrowy dystans.
              • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 15:21
                Wdałyście się panie w dyskusje nad "izmami"..a myslę, że nalezałoby
                raczej zastanowić się nad rola nauki zachowań społecznych u dzieci.
                Człowiek jest niestety istotą stadną i musi w tym stadzie
                funkcjonowac. Te zachowania, które mogą być tolerowane w rodzinie
                niekoniecznie musza byc pożądane w zyciu społecznym!
                W domu dziecko może być centrum swiata, istotą wokół której wszystko
                sie kręci, może współdecydować a raczej ostatnio niestety decydować
                np. o rozkładzie dnia, każde jego zachowanie może być akceptowane
                nawet kiedy wymaga zabawy w razie awarii zlewuwink)ale.. Dziecko
                predzej czy później musi zderzyc sie ze swiatem "zewnętrznym" gdzie
                jego indywidualne potrzeby będą musiały byc podporzadkowane
                grupie..gdzie nie będzie uznawane za ósmy cód swiata tylko dlatego,
                ze istnieje i gdzie nikt lub niewielu uzna, że ono ma większe prawa
                np. do decydowania niż inni..i mam wrażenie, że w tym miejscu rola
                wychowawcza rodziców obecnie b.szwankuje. Wychowuja dzieci w
                przekonaniu, że maja do prawo do wszystkiego..a potam dziecko
                zderzając się z "życiem" (np. w przedszkolu) w bardzo bolesny dla
                siebie sposób przekonuje się że to co w nie wpajano dotychczas musi
                szybko ulec korekcie...
            • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 19:54
              srebrnarybka napisała:

              > o tycm cały czas piszę. W pokoleniu moich rodziców nie oczekiwano od dzieci,
              że one będą zaspokajać potrzeby psychiczne rodziców. I
              > słusznie.

              Zawsze oczekiwano tego w niektórych rodzinach. Ja nie sądzę, by ilość tych
              rodzin, jakoś istotnie zmieniła się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 00:26
                W niektórych rodzinach może tak, ale nie piszemy o niektórych
                rodzinach. Piszemy o lansowanym niegdyś systemie wartości. Ten
                system zakładał, że dzieci nie służą do tego, by zaspakająć potrzeby
                psychidzne rodziców, tylko są dla rodziców zadaniem. I uważam, że to
                było właściwe. Obarcznie dzieci obowiązkiem zaspokajania potrzeb
                psychicznych rodziców jest zadaniem ponad ich siły, który może
                doprowadzić do współuzależnienia. Myślę, że najlepiej, jeśli rodzic
                nie wymaga i nie oczekuje od dziecka, by zaspokajało jego potrzeby
                psychiczne.
                • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 08:23
                  srebrnarybka napisała:

                  > Myślę, że najlepiej, jeśli rodzic
                  > nie wymaga i nie oczekuje od dziecka, by zaspokajało jego potrzeby
                  > psychiczne.

                  Możesz sobie pisać że nie, ale tak jest, dziecko zaspokaja pewne
                  nasze bardzo silne potrzeby psychiczne.
                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:30
                    Oczywiście, że tak jest, ale nie można dziecku z założenia stawiać
                    takich wymagań. To jest nieuczciwe wobec dziecka, bo od urodzenia
                    nakłada się na nie zobowiązania, których ono nie może podjąć
                    świadomie i może nie podjęłoby, gdyby znało swoich rodziców i mogło
                    ich wybrać. To tak, jakby bez pytania o zgodę zmusić Cię do
                    małżeństwa z nieznanym Ci człowiekiem i do zaspokajania jego potrzeb
                    psychicznych. Po prostu uważam, że nie po to się ma dzieci, by one
                    zaspokajały nasze potrzeby psychiczne.
                    • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:22
                      > To jest nieuczciwe wobec dziecka, bo od urodzenia
                      > nakłada się na nie zobowiązania, których ono nie może podjąć
                      > świadomie

                      A może to nie jest zobowiązanie, tylko DAR? Dlaczego nie mamy go przyjąć? W imię czego? Umartwiania się? Bo macierzyństwo musi być pełną poświęcenia miłością?

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 15:29
                        Mówiłam o zobowiązaniu, jakim obarcza się dziecko, tzn., że dziecko
                        rodzi się i wychowuje po to, bo było źródłęm radości rodziców i
                        tylko tak sie je postrzega. I dziecko wskutek tego czuje się
                        zobowiązane, by cąłe jego życie było ułożone w relacji do rodziców,
                        bo innych relacji po prostu nie zna. Czyli nie pozwala mu sie żyć
                        dla siebie, ale oczekuje się, że będzie żyło dla rodziców.
                        • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:20
                          > Mówiłam o zobowiązaniu, jakim obarcza się dziecko, tzn., że dziecko
                          > rodzi się i wychowuje po to, bo było źródłęm radości rodziców i
                          > tylko tak sie je postrzega.

                          Mieliśmy nie rozmiawiać o patologiach?

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:31
                            Przecież cały czas rozmawiamy o tym, że kierunek, w jakim ewoluuje
                            dzisiejsze wychowanie, zdaniem siwowłosych uczesniczek tej dyskusji
                            niebezpiecznie zliża się do czegoś niedobrego. Gdybyśmy tak nie
                            uważały, nie traciłybyśmy czasu na bębnienie w klawiaturę.
                            Kandydę przeoraszam, może jej wiek nie kwalifikuje jej do okreslenia
                            siwowłosa. Ja się zresztą też umiejętnie maluję i to jest wyraz
                            mojej miłości własnej.
                            • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:51
                              > Przecież cały czas rozmawiamy o tym, że kierunek, w jakim ewoluuje
                              > dzisiejsze wychowanie, zdaniem siwowłosych uczesniczek tej dyskusji
                              > niebezpiecznie zliża się do czegoś niedobrego.

                              Ale chyba różnimy się jeśli chodzi o powody takiego złego kierunku. Bo ja sądzę, że miłość do siebie samego nie jest zła, ani nie jest złe czerpanie całą piersią z radości macierzyństwa, nie jest złe długie karmienie, usypianie i nawet spanie z dzieciem. To nie miłość powoduje, że dzieci robią się mniej samodzielne.

                              Jeśli już, to może inny model rodziny. Dawniej była wielopokoleniowa, dzieci było więcej, starsze uczyły się przy młodszych. Jak nie na swoim rodzeństwie, to na dzieciakach z dalszej rodziny. Mogły obserwować i uczyć się, jak się wychowuje, jak nie dać sobie wleźć bachorom na głowę wink a jednocześnie o nie dbać. Ja bardzo dużo, jeśli chodzi o wychowanie wyniosłam z rodzinnego domu. A i potem mogłam się dokształcać (np. w czasie wakacji spędzanych w towarzystwie mojej mamy).

                              Teraz młode rodziny izolują się (bo przecież to obciach spędzić urop z mamusią ;/ ), pozawalają sobie na jedno dziecko, mają naiwne wyobrażenia o urokach macierzyństwa (w żadnym filmie nie widziałam tak wymagających niemowlaków jak moje wink ). Wiedzą, że mają być najlepsze - więc dokształcają się, jak to osiągnąć i dążą do doskonałości... I boją się, że jak coś robią nie tak, że wyrośnie im ktoś taki, jak w superniani. A lęk nie jest dobrym doradcą w wychowywaniu dzieci. Nie mają porównania, mniej dzieci w okolicy i trudno czasem stwierdzić, czy zachowanie naszego dzieciaka mieści się w granicach normy wiekowej wink (mam na myśli różne "wybryki").

                              Osobiście sądzę, że wszystkie mamy wypowiadające się w tym wątku wychowały lub wychowują dzieciaki na samodzielnych, odpowiedzialnych ludzi. Tylko robią to nieco inaczej.

                              Pozdrawiam
                              Jola
                              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:01
                                To nie miłość powoduje, że dzieci robią się mniej samodzielne
                                > .

                                - nie milość, bo awłaszczania dzieci nie można nazwać miłością. To
                                coś, to przede wszyskim strach rodziców, że A. są złymi rodzicai, B.
                                okaże się, że dziecko zajmuje się sobą choć chwilę samo, rodzic jest
                                mu niepotrzebny i wtedy rodzic nie wie, co ze sobą zrobić. I ze
                                smutkiem stwierdzam, że to jest postawa coraz powszechniejsza.

                                A lęk nie jest dobrym doradcą w wychowywaniu dzieci.
                                > Nie mają porównania, mniej dzieci w okolicy i trudno czasem
                                stwierdzić, czy za
                                > chowanie naszego dzieciaka mieści się w granicach normy
                                wiekowej wink (mam na myś
                                > li różne "wybryki").

                                100/100 tylko właśnie np. forum z mamusiami licytującymi się, ile
                                która dla dzieci robi i jakie każda ma dzieci genialne te lęki
                                podsyca.

                                Co do wakacji z mamą: są sytucje, w których może to być pożyteczne.
                                Ale nie jeste w stanie sobie wobrazić, że mając od kilkunastu lat
                                własną rodzinę nie wyobrażałabym sobie innego urlopu, niż u mamusi.
                                • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:12
                                  > To
                                  > coś, to przede wszyskim strach rodziców, że A. są złymi rodzicai, B.
                                  > okaże się, że dziecko zajmuje się sobą choć chwilę samo, rodzic jest
                                  > mu niepotrzebny i wtedy rodzic nie wie, co ze sobą zrobić.

                                  Po prostu nie mogę się z Tobą nie zgodzić smile))

                                  > Ale nie jeste w stanie sobie wobrazić, że mając od kilkunastu lat
                                  > własną rodzinę nie wyobrażałabym sobie innego urlopu, niż u mamusi.

                                  Ależ bywałam też i w innych miejscach. Ale na razie nie czuję potrzeby uciekania od mojej matki smile

                                  Pozdrawiam
                                  Jola
                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:36
                                    To
                                    > > coś, to przede wszyskim strach rodziców, że A. są złymi
                                    rodzicai, B.
                                    > > okaże się, że dziecko zajmuje się sobą choć chwilę samo, rodzic
                                    jest
                                    > > mu niepotrzebny i wtedy rodzic nie wie, co ze sobą zrobić.
                                    >
                                    > Po prostu nie mogę się z Tobą nie zgodzić smile))

                                    - nie bardzo rozumiem. Czy nie uważasz, że postawa, którą opisałam,
                                    nie sprzyja usamodzielnienie dzieci i czy nie uważasz, że nie
                                    powinno się jej mylić z miłością? I czy nie uważasz, że taka postawa
                                    teraz się upowszechnia?

                                    Ależ bywałam też i w innych miejscach. Ale na razie nie czuję
                                    potrzeby uciekani
                                    > a od mojej matki smile

                                    - nie musisz uciekać. Tylko dla mnie towarzystwo moich rodziców jest
                                    po prostu mniej ciekawe, niż wybranych przeze mnie przyciół, mimo,
                                    że moi rodzice są kulturalnymi, sympatycznymi i inteligentnymi
                                    ludźmi i czuję się swobodniej w towarzystwie osób zbliżonych do mnie
                                    wiekiem, z którymi łączy mnie doświadczenie pokoleniowe, jednakowy
                                    sposób bycia etc.
                                    • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:55
                                      > - nie bardzo rozumiem.

                                      Napisałam, że się z Tobą w 100% zgadzam.

                                      > - nie musisz uciekać. Tylko dla mnie towarzystwo moich rodziców jest
                                      > po prostu mniej ciekawe, niż wybranych przeze mnie przyciół,

                                      Wyjeżdżając do mamy, wyjeżdżam w moje rodzinne strony. Spotykam się z przyjaciółmi, których znam jeszcze ze szkolnych lat. Poza tym jestem z natury introwertykiem (podobnie jak mój mąż) i tak jak ekstrawertyk (większość społeczeństwa) ładuje akumulatorki wśród ludzi, tak ja ładuję je w samotności (z moim mężem smile ) np. chodząc po lasach.
                                      Oprócz starych przyjaciół, mam też sporą rodzinę, której normalnie nie mogę czasu spotkać. W moim wieku smile

                                      OK. Pewnie jeszcze pępowiny nie przecięłam wink I tak Ciebie nie przekonam, że jest inaczej smile

                                      Pozdrawiam
                                      Jola
                                      • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:00
                                        nie bardzo rozumiem.
                                        >
                                        > Napisałam, że się z Tobą w 100% zgadzam.

                                        - przepraszam, zrozumialam odwrotnie. Widać zmęczyła mnie ta
                                        dyskusja.

                                        OK. Pewnie jeszcze pępowiny nie przecięłam wink I tak Ciebie nie
                                        przekonam, że je
                                        > st inaczej

                                        - Twoja sprawa, jesteś dorosła.
                                        • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:34
                                          Zaintrygowało mnie to, gdzie przebiega granica pomiędzy "odpępowieniem się", a zbytnim oderwaniem od rodziny. Czy to źle pielęgnować rodzinne kontakty? W ten sposób nie stajemy się samodzielni... Czy powinniśmy tak wychować nasze dzieci, aby bez żalu porzuciły stary dom rodzinny na zawsze i zajęły się wyłacznie przyjaciółmi ze swojego pokolenia?

                                          Myślałam, że jestem niezależna od matki, bo mam swoje poglądy, swoje pieniądze, swoją rodzinę, podejmuję własne decyzje itd. itp. A to, że lubię pogadać z moją matką - bo jest niesamowicie mądrą osobą - to nic złego smile A tu bach... zaczynam się zastanawiać, czy to dobrze.

                                          No właśnie, ale czy to dobrze, że rodziny rozjeżdżają się po całym świecie? Czy jednak warto utrzymywać ze sobą kontakt? Ja mieszkam bardzo daleko od mojej rodziny, to już drugie miejsce mojego zamieszkania i kto wie, ile przeprowadzek mnie jeszcze czeka... Takie czasy. Od początku zdecydowałam, że postaram się zachować więzi z moją rodziną. To źle? Nie wspominam o tym, że mieszkam w bloku i kusi mnie dom, w którym się wychowałam. Bliskość lasu, pól, jeziora i ... właśnie. Rodziny. Tej dalszej i bliższej. Jak dalece samodzielne powinny być nasze dzieci? Czy rodzina (ta nieco dalsza niż partnerzy i dzieci) ma jeszcze jakąś wartość?

                                          Pozdrawiam
                                          Jola
                                          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:47
                                            jola_ep napisała:
                                            > Myślałam, że jestem niezależna od matki, bo mam swoje poglądy, swoje pieniądze,
                                            > swoją rodzinę, podejmuję własne decyzje itd. itp. A to, że lubię pogadać z moj
                                            > ą matką - bo jest niesamowicie mądrą osobą - to nic złego smile A tu bach... zaczy
                                            > nam się zastanawiać, czy to dobrze.

                                            Jeżeli nie masz przymusu wewnętrznego żeby codziennie pogadać z pół godziny to
                                            chyba w wszystko w porządku smile) Gorzej jak jeden dzień nie porozmawiasz i masz
                                            z tego powodu depresje. Wiem co mówię bo ja akurat tak mam i nie jest mi z tym
                                            dobrze.
                                            • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:54
                                              > Jeżeli nie masz przymusu wewnętrznego żeby codziennie pogadać z pół godziny

                                              Przymusu wewnętrznego nie odczuwam, czyli chyba jest dobrze smile

                                              Pozdrawiam
                                              Jola
                            • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:12
                              srebrnarybka napisała:

                              > Przecież cały czas rozmawiamy o tym, że kierunek, w jakim ewoluuje
                              > dzisiejsze wychowanie, zdaniem siwowłosych uczesniczek tej
                              dyskusji
                              > niebezpiecznie zliża się do czegoś niedobrego.

                              Ja siwowłosa, farbowana uczestniczka tak nie uważam. smile
                              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:52
                                > Ja siwowłosa, farbowana uczestniczka tak nie uważam. smile

                                Dobre smile)

                                Czy pokolenie naszych rodziców jest takie idealne? Albo nasze (dzisiejsi
                                trzydziestolatkowie)? No nie wiem.
                    • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:04
                      srebrnarybka napisała:

                      > Oczywiście, że tak jest, ale nie można dziecku z założenia stawiać
                      > takich wymagań.

                      Acha, tak jest ale ... jednak tak nie można bo to nieuczciwe. troche
                      to pokretne.
                      Mozna powiedzieć, że to życie i biologia stawia dziecku takie
                      właśnie wymagania i w normalnych warunkach dziecko takim wymaganiom
                      bez problemu umie sprostać ku obopulnej korzyści.
                • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:26
                  > system zakładał, że dzieci nie służą do tego, by zaspakająć potrzeby
                  > psychidzne rodziców, tylko są dla rodziców zadaniem.

                  Ależ dzieci jak najbardziej służyły do zaspokajania potrzeb - może nie tyle psychicznych, co bardziej realnych i praktycznych: pomoc w gospodarstwie, opieka na starość itp. itd.

                  > Obarcznie dzieci obowiązkiem zaspokajania potrzeb
                  > psychicznych rodziców

                  Dzieci nie mają takiego obowiązku. Dzieci to robią. Nigdy nie czułaś radości macierzyństwa, przyjemności z uczucia jakie daje przytulone do Ciebie dziecięce ciałko, nie uśmiechałaś się na widok uśmiechu Twojego maleństwa?

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:31
                    Odpowidziałam już Gai.
                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:32
                      P.S. Przepraszam, odpowiedż Mamie303. Co do pomocy dzieci w
                      gospodarstwie albo wymaganiu opieki na starość - chyba to nie jest
                      model, który preferujemy?
                      • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:30
                        > P.S. Przepraszam, odpowiedż Mamie303.

                        OK. Przeczytałam, ale nie znalazłam odpowiedzi na moje pytanie:
                        "Nigdy nie czułaś radości macierzyństwa, przyjemności z uczucia jakie daje przytulone do Ciebie dziecięce ciałko, nie uśmiechałaś się na widok uśmiechu Twojego maleństwa?"

                        Dzieci nie mają obowiązku zaspokajać naszych potrzeb psychicznych, ale to robią smile Być może to macierzyństwo sprawia, że rodzą się w nas potrzeby, które zaspokajają nasze dzieci - wtedy, gdy się nimi opiekujemy. Co w tym złego? To naturalny mechanizm ewolucyjny, który pozwala słabym dzieciom przetrwać wink Jak powiedział dawno temu mój mąż, gdy nasza starsza była jeszcze niemowlakiem - "już miała fruwać za oknem, gdy nagle się uśmiechnęła i rozpłynąłem się w tym uśmiechu". Dzieci umieją przeżyć smile
                        Z drugiej strony teraz rodzimy stsounkowo mało dzieci. Dawniej nasza miłość rozkładała się na kilkoro dzieci. Teraz mamy często tylko jedno, w dodatku ciągle jak nie pracujemy, to dom... Mało czasu, a tak wiele uczuć...

                        Pozdrawiam
                        Jola
                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:52
                          Dzieci nie mają obowiązku zaspokajać naszych potrzeb psychicznych,
                          ale to robią
                          > smile Być może to macierzyństwo sprawia, że rodzą się w nas potrzeby,
                          które zaspo
                          > kajają nasze dzieci - wtedy, gdy się nimi opiekujemy. Co w tym
                          złego? To natura
                          > lny mechanizm ewolucyjny, który pozwala słabym dzieciom
                          przetrwać wink Jak powied
                          > ział dawno temu mój mąż, gdy nasza starsza była jeszcze
                          niemowlakiem - "już mia
                          > ła fruwać za oknem, gdy nagle się uśmiechnęła i rozpłynąłem się w
                          tym uśmiechu"
                          > . Dzieci umieją przeżyć smile

                          - oczywiście, że dzieci dają dużo radości i szczęścia. Tylko prblem
                          w tym, że nie po to powinno się je powoływać do życia. Jeżeli
                          dzieciom od początku przypisujemy taki obowiazek, nie pytając ich o
                          zdanie, to na barki osoby nieświadomej składamy bardzo ciężkie
                          zobowiązanie. I o to mi chodzi.
                        • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 14:53
                          Być może to macierzyństwo sprawia, że rodzą się w nas potrzeby,
                          które zaspo
                          > kajają nasze dzieci - wtedy, gdy się nimi opiekujemy. Co w tym
                          złego
                          Ja mam czasem wrażenie, ze rodzice zapominaja, że dzieci powinny
                          dorastać a obowiązkiem rodziców jest przygotowanie ich do zycia ..co
                          w tym złego pytasz? mam często wrażenie, ze rodzice nie pozwalaja
                          dorastac swoim maluchom..bo skonczy sie ta "nagroda" i przyjemność
                          jaka jest "posiadanie" małego dziecka całkowicie od nich
                          uzaleznionego! W tym przypadku dziecko staje się tylko i wyłącznie
                          przedmiotem zaspokojenia potrzeb psychicznych rodziców ..wystarczy
                          pooglądać programy w stylu Superniania..kiedy matki same nie
                          pozwalaja dzieciom "odpaśc" od cyca lub spokojnie zasypiać we
                          własnym łóżku..wola też by dziecko zbyt predko nie "wydoroslało" bo
                          przestana im być niezbędne do funkcjonowania..!!!
                          • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:11
                            babcia47 napisała:

                            > Być może to macierzyństwo sprawia, że rodzą się w nas potrzeby,
                            > które zaspo
                            > > kajają nasze dzieci - wtedy, gdy się nimi opiekujemy. Co w tym
                            > złego
                            > Ja mam czasem wrażenie, ze rodzice zapominaja, że dzieci powinny
                            > dorastać a obowiązkiem rodziców jest przygotowanie ich do zycia ..co
                            > w tym złego pytasz? mam często wrażenie, ze rodzice nie pozwalaja
                            > dorastac swoim maluchom..bo skonczy sie ta "nagroda" i przyjemność
                            > jaka jest "posiadanie" małego dziecka całkowicie od nich
                            > uzaleznionego! W tym przypadku dziecko staje się tylko i wyłącznie
                            > przedmiotem zaspokojenia potrzeb psychicznych rodziców ..

                            Oczywiście że to jest złe. I zawsze tacy rodzice istnieli, istnieją i istnieć
                            będą. IMHO niepotrzebnie przykłady rodziców toksycznych mieszane są do tej
                            dyskusji, bo to przypadki niepożądane, których nie powinniśmy wpisywać w
                            charakter naszych czasów. Zawsze taki przypadki istniały a konsekwencją był
                            dramat dorastającego dziecka.
                            Faktem jest, że dzieci są mniej samodzielne teraz niż kilkadziesiąt lat temu.
                            Ale proszę nie łączmy tego z patologią typu "nie pozwalam dziecku dorosnąć". Źle
                            pojmowane partnerstwo może oznaczać nadmierną kontrolę nad dzieckiem albo za
                            słabe wyznaczanie granic. Ale to wcale nie musi wynikać z zaburzeń emocjonalnych
                            rodziców i zachowań patologicznych. Może to być po prostu niewiedza...

                            > pooglądać programy w stylu Superniania..kiedy matki same nie
                            > pozwalaja dzieciom "odpaśc" od cyca lub spokojnie zasypiać we
                            > własnym łóżku..wola też by dziecko zbyt predko nie "wydoroslało" bo
                            > przestana im być niezbędne do funkcjonowania..!!!

                            ... tak właśnie jak to ma najczęściej miejsce w rodzinach pokazywanych w
                            Superniani. Nie możemy wyrokować, że problemy prezentowanych rodzin wynikają z
                            jakichś patologii emocjonalnych. Ja bym stawiała na zwykłą ludzką niewiedzę.
                            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:24
                              > Oczywiście że to jest złe. I zawsze tacy rodzice istnieli,
                              istnieją i istnieć
                              > będą. IMHO niepotrzebnie przykłady rodziców toksycznych mieszane
                              są do tej
                              > dyskusji, bo to przypadki niepożądane, których nie powinniśmy
                              wpisywać w
                              > charakter naszych czasów. Zawsze taki przypadki istniały a
                              konsekwencją był
                              > dramat dorastającego dziecka.
                              > Faktem jest, że dzieci są mniej samodzielne teraz niż
                              kilkadziesiąt lat temu.
                              > Ale proszę nie łączmy tego z patologią typu "nie pozwalam dziecku
                              dorosnąć". Źl
                              > e
                              > pojmowane partnerstwo może oznaczać nadmierną kontrolę nad
                              dzieckiem albo za
                              > słabe wyznaczanie granic. Ale to wcale nie musi wynikać z zaburzeń
                              emocjonalnyc
                              > h
                              > rodziców i zachowań patologicznych. Może to być po prostu
                              niewiedza...

                              - Otóż właśnie Babcia, Kandyda i ja zwracamy uwagę, że obecnie
                              preferowane metody wychowawcze takim patologiom sprzyjają i
                              sprawiają, że to, co jest patologią, staje się normą. Poza tym jest
                              wyraźne, że przyjnamnie Babcia i ja (Kandydy o wiem nie śmiem pytać)
                              reprezentujemy starsze pokolenie od pozostałych dyskutantek, które
                              lansują te mniej samodzielne metody. Wskazuje to, iż nastąpiła jakaś
                              ewoluja postaw zwieązanych z rodzicielstwem. I dlatego jest o czym
                              dyskutować.
                              • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:40
                                srebrnarybka napisała:

                                > - Otóż właśnie Babcia, Kandyda i ja zwracamy uwagę, że obecnie
                                > preferowane metody wychowawcze takim patologiom sprzyjają i
                                > sprawiają, że to, co jest patologią, staje się normą.

                                Nie. Nie staje się normą. Nie zgadzam się.
                                Rodziców patologicznych wcale nie jest więcej niż "za waszych czasów".

                                Ale jest pewna różnica między czasami. Teraz mówi się więcej i bardziej się
                                piętnuje przemoc psychiczną. Nie tylko fizyczną. I rodzic który dziecka nie bije
                                i nie molestuje go seksualnie, ale znęca się nad nim psychicznie, dziś nazywany
                                jest patologią. Zatem rodziców nazwanych patologicznym jest więcej niż kiedyś.
                                Nazwanych. Bo faktyczny ich stan niewiele się zmienił.

                                Poza tym jest
                                > wyraźne, że przyjnamnie Babcia i ja (Kandydy o wiem nie śmiem pytać)
                                > reprezentujemy starsze pokolenie od pozostałych dyskutantek, które
                                > lansują te mniej samodzielne metody. Wskazuje to, iż nastąpiła jakaś
                                > ewoluja postaw zwieązanych z rodzicielstwem. I dlatego jest o czym
                                > dyskutować.

                                Tutaj się zgadzam. Zmiana z pewnością nastąpiła. Ale jeszcze raz protestuję
                                przeciwko stawianiu znaku równości między tą zmianą stopnia samodzielności
                                dzieci a rodzicami stosującymi przemoc. To może się łączyć, ale nie musi.
                                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:02
                                  Która z nas pisała o przemocy?
                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:09
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Która z nas pisała o przemocy?

                                    Przecież co chwilę pojawiają się wizje rodzicielstwa opartego na wykorzystywaniu
                                    dziecka do zaspakajania własnych potrzeb, co bardzo często kwalifikuje się pod
                                    określenie "przemoc emocjonalna".
                                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:38
                                      Proponuję nie używać tego słowa, bo ono niepotrzebnie zabarwia
                                      dyskusję emocjonalnie, a nie jest precyzyjne, bo przmeocą
                                      emocjonalnę mogą być i inne zachowania. Lepiej pisać rzeczowo, o co
                                      chodzi.
                                      • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:55
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Proponuję nie używać tego słowa, bo ono niepotrzebnie zabarwia
                                        > dyskusję emocjonalnie, a nie jest precyzyjne, bo przmeocą
                                        > emocjonalnę mogą być i inne zachowania. Lepiej pisać rzeczowo, o co
                                        > chodzi.

                                        Ależ dlaczego nie jest precyzyjne ?

                                        Proszę o podanie przykładu przemocy emocjonalnej wobec dziecka, która nie polega
                                        na wykorzystywaniu dziecka do zaspokajania własnych potrzeb.

                                        I nie bardzo wiem dlaczego wprowadzenie słowa "przemoc" miałoby zabarwić
                                        dyskusję emocjonalnie. Moim zdaniem działa korzystnie - pomaga ustawić jasną
                                        granicę pomiędzy niezaradnością, brakiem wiedzy, brakiem wyobraźni rodzica a
                                        wykorzystywaniem dziecka do zaspokojenia własnych potrzeb. Bo moim skromnym
                                        zdaniem granica ta jest notorycznie w tej dyskusji przekraczana.

                                        Na poparcie swoich poglądów na temat samodzielności dzieci w dzisiejszych i
                                        "dawniejszych" czasach wykorzystuje się opisy zaspokajania potrzeb psychicznych
                                        rodziców kosztem dzieci. A przecież w znakomitej większości przypadków za
                                        niesamodzielność dzieci odpowiedzialny jest brak wiedzy, nieporadność, brak
                                        wyobraźni i w końcu - lenistwo rodziców.

                                        Rozmawiając o priorytetowej roli zaspokajania potrzeb emocjonalnych rodziców
                                        wkraczamy na obszar potencjalnej przemocy.
                          • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:17
                            > mam często wrażenie, ze rodzice nie pozwalaja
                            > dorastac swoim maluchom..bo skonczy sie ta "nagroda" i przyjemność
                            > jaka jest "posiadanie" małego dziecka całkowicie od nich
                            > uzaleznionego!

                            Więc tylko dlatego, że zdarzają się patologie, ja mam sobie odmawiać przyjmności i radości macierzyństwa??? Cierpiętniczo spełniać swoje obowiązki, bo jak będą mi sprawiać radość, to mogę się uzależnić??? Przecież to chore sad

                            Mnie na początku mojej drogi macierzyństwa uczono: ciesz się dzieckiem. Tym jak je przytulasz, jak przytula się do ciebie, tą niesamowitą więzią, która tworzy się, gdy karmię je piersią. Mam się cieszyć i nasycić, bo dzieci dorastają i usamodzielniają się.
                            Bo potem może okazać się, że jak nasze losy uspokoją się, gdy nie będziemy tak zalatani: dom, praca, małe dzieci, gdy okaże się, że jesteśmy już babciami, to możemy odkryć, jak wiele straciłyśmy i zapragnąć tej więzi z naszymi wunkami... Ale tak radziła osoba, która pochodzi z jeszcze wcześniejszego pokolenia niż moje i Twoje smile

                            >wystarczy
                            > pooglądać programy w stylu Superniania.

                            Bardzo mi przykro, ale ani Superniania nie jest dla mnie autorytetem, ani tym bardziej nie oglądam takich programów.(po co?)

                            > kiedy matki same nie
                            > pozwalaja dzieciom "odpaśc" od cyca lub spokojnie zasypiać we
                            > własnym łóżku..

                            Zakładamy normalną sytuację (czyli kobieta ma partnera i "swoje życie" oprócz dziecka). Kto decyduje o tym, kiedy jest pora na "odpadnięcie" od cyca, albo na to, kiedy dzieci muszą zasypiać same? To są pewne umowne sprawy, zależne od środowiska. Dla Ciebie (podjrzewam), albo dla Superniani (zgaduję) 2,5 latek, który nadal ssie pierś jest ofiarą matki, podobnie jak 3,5 latka, która potrzebuje obecności matki, aby zasnąć...

                            No więc jestem patologią, która ośmieliła się uniezależnić od siebie dzieci wink Nie zrobiłam tego, bo karmiłam swoje potrzeby psychiczne. Zrobiłam, bo mi się wydawało, że tego potrzebują moje dzieci. Bo to, co dla synka było trudne w wieku 2,5 lat ("odpadnięcie" od piersi), okazało się niezmiernie łatwe trzy miesiące później.
                            O przytulaniu przed snem nie przypominam, bo mam tu dużo na sumieniu wink Samodzielnego usypiania uczyłam tylko starszą i to dopiero wtedy, gdy podrosła (aj, ale byłby materiał na program superniani). Bo uznałam, że już można. Młodszy sam dojrzał.

                            Widzisz, patrząc z boku, to ja totalnie omotałam macierzyńskimi mackami szczególnie moje starsze dziecko wink i dziw wielki, że jest tak samodzielna. Być może dlatego, że ja dawałam jej tylko tyle, ile potrzebowała. I aż tyle. I wcale jakoś nie jest mi źle z tym, że dorosła. Teraz nasze kontakty przechodzą na inną płaszczyznę. Na razie uczę się, jak przeżyć z prawie-nastolatką. I czerpać z tego radość. A co tam.

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:40
                              rozumiem, że odnosisz się do wmojej wypowiedzi w kontekscie tych
                              postów, które tu wymieniałyscie zanim wróciłam na ten wątek..
                              nie pisze o czynnosciach pielęgnacyjnych (do takich zaliczam np.
                              karmienie) a o umiejetnosci pogodzenia się z faktem, ze dziecko ma
                              się rozwijac i dorastać i rola rodziców jest mu w tym pomóc! a także
                              na to się zgodzic w odpowiednim momencie. Zgodzić się na to ze
                              dziecko jak ten pisklak musi zacząć być uczonym machać skrzydłami by
                              kiedyś odfrunąć z gniazda! Obecnie pokutuje przekonanie, że mozna i
                              trzeba ten proces odsuwac w czasie..i nie pisze o
                              patologiach..pisałam na sąsiednim wątku przytaczając przykłady z
                              własnego dzieciństwa(momentami moze ekstrymalne), ze obecnie dzieci
                              traktuje się trochę jak jakieś niemoty, które nie są zdolne do
                              opanowania jakiś sprawnosci czy zrozumienia jakis zalezności..W
                              rezultacie jest to przejaw braku zaufania do dzieci, wiary w ich
                              zdolnosci i często przenoszenia na nie własnych lęków. Jako osoby
                              wychowane dwa pokolenia temu zauważamy tą prawidłowośc z
                              Srebrnarybką i nic na to nie poradzimy..obie wychowywałyśmy się w
                              kochajacych rodzinach bez konieczności "pracy" dzieci a mimo to nam
                              pozwalano na "machanie skrzydłami", na zdobywanie własnych
                              doswiadczen umiejetności, przyjaźni..i obie wyrosłyśmy na normalnych
                              ludzi (mimo sugestii Kornelii)
                              • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:45
                                > obecnie dzieci
                                > traktuje się trochę jak jakieś niemoty, które nie są zdolne do
                                > opanowania jakiś sprawnosci czy zrozumienia jakis zalezności..

                                Obecnie dużo bardziej dba się o bezpieczeństwo dzieci, może dlatego, że dużo częściej słyszymy w telewizji o wypadkach. Dlatego ja nie pozwolę jeszcze mojemu 8-latkowi na cedzenie makaronu, choć pozwalam na to 12-latce (bo jest mojego wzrostu).

                                Większy nacisk kładzie się raczej na rozwój intelektualny dziecka, bo boimy się, że jeśli nie będzie dobrze wykształcone, to nie znajdzie dobrej pracy.

                                Mimo rozwoju techniki, kobiety mają dla siebie coraz mniej czasu. Ale jak czasem zaglądam na fora poświęcone prowadzeniu domu, to wcale się nie dziwię wink

                                Jeśli dzielą swój czas między dom i rozwój intelektualny dzieci, to trudno się dziwić, że już nie mają siły na wczesne wdrażanie ich do prac domowych..

                                Jeśli chodzi o przyjaźnie podwórkowe, to moja córa miała koleżanki z bloku, ale synek dość długo nie: bo w całym bloku nie było chłopaków w jego wieku. Teraz przeprowadziliśmy się i jest odwrotnie: on ma, a ona nie ma. Dzisiaj młody chciał lecieć na podwórek z kolegą, ale rodzice kolegi stwierdzili, że jest... zimno wink Sam nie będzie przecież łaził. Dawniej, gdy nie było alternatywy w postaci telewizora dzieciaki z nudów choćby na dwór wychodziły...

                                Ech... inne czasy wink
                                Ale przecież w końcu i tak, i tak nam się dzieciaki usamodzielnią smile
                                I przystosują do swoich czasów, których my już za bardzo nie będziemy rozumieć.

                                Pozdrawiam
                                Jola
                                • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 20:05
                                  Większy nacisk kładzie się raczej na rozwój intelektualny dziecka,
                                  bo boimy się, że jeśli nie będzie dobrze wykształcone, to nie
                                  znajdzie dobrej pracy.
                                  Nie wiem skąd ten wniosek, że wówczas nie było to priorytetem???
                                  Byłam w tym kierunku stymulowana przez rodziców choc w różny
                                  sposób..ojciec rozmawiał ze mną, polemizował od najmłodszych lat,
                                  kupował mi książki, zabierał do kina teatru, muzeów, sugerował i
                                  fundował zajęcia dodatkowe..Mama stosowała przemoc fizyczną (byłam
                                  jedyną prymuską, która trzęsła się przed kazda wywiadówka mimo
                                  najlepszych ocen w klasie),szantaż emocjonalny..bo mamausia tak
                                  bardzo sie martwi.. i społeczny: co ludzie powiedzą (kiedy zaczęłam
                                  przynosić gorsze oceny)..mimo to przeważył ojcowski model..i nadal
                                  cenie sobie wykształcenie i wiedze jako taka..i zaraziłam tym moje
                                  dzieci
                                  • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 21:15
                                    > Nie wiem skąd ten wniosek, że wówczas nie było to priorytetem???

                                    Mam wrażenie, że jednak teraz bardzo obniżyła się granica wieku, gdy o intelekt dzieci dbać trzeba - mówię o "modnym", lansowanym obecnie modelu wychowania.

                                    A to co robiła Twoja mama...
                                    Cóż, moja była dużo mądrzejszja smile

                                    Pozdrawiam
                                    Jola
                                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 21:30
                                  Jaki jest problem w cedzeniu makaronu przez 8 latka? Bo pojąć nie
                                  mogę?
                                  • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 22:43
                                    > Jaki jest problem w cedzeniu makaronu przez 8 latka? Bo pojąć nie
                                    > mogę?

                                    Bo mi się wydaje mały jak na ośmiolatka. Też nie czułabym się pewnie, gdybym musiała tachać garnek z wrzątkiem ze zbyt wysokiego poziomu. U nas jest kawałek od kuchenki do zlewu.

                                    Pozdrawiam
                                    Jola
                                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 22:54
                                      A jakiej wielkości ten gar? Tego jest na pułk wojska czy na 3-4
                                      osoby, w tym dwoje dzieci? Ja spokojnie dzwigałam takie gary w tym
                                      wieku, jak było trzeba, a chłopak jest silniejszy. A jak się boisz,
                                      to można kupić taką łyżkę z dziurami, niech część makaronu nabierze
                                      w ten sposób, a potem przeniesie, jak bedzie w nim mniej awartości.
                              • kropkacom babcia47 .... 02.03.08, 18:11
                                > kochajacych rodzinach bez konieczności "pracy" dzieci a mimo to nam
                                > pozwalano na "machanie skrzydłami", na zdobywanie własnych ...

                                Mam wrażenie że konieczność była. Akurat sama wychowywałam się na wsi i wiem że
                                dzieci na wsi musiały szybko zacząć pracować. Może nie spotkałam się z takimi
                                ekstremami jak gotowanie obiadu przez sześciolatkę ale praca przy żniwach czy
                                zwierzętach domowych była na porządku dziennym. Nagminne było zostawianie
                                młodszego rodzeństwa pod opieką kilkulatków itd. I wszystko pięknie aż do
                                momentu jakiegoś tragicznego wypadku. Wtedy nagle wszyscy zaczynali krzyczeć że
                                to był jednak błąd rodziców.
                                • babcia47 Re: babcia47 .... 02.03.08, 19:58
                                  ja na wsi bywałam 3-4 miesiące w ramach kanikuły..wychowałam się w
                                  Poznaniu..przez 7 lat kiedy bywałam na wsi nie było zadnego wypadku
                                  poza upadkiem z drzewa w pokrzywy (mój kolega, jak ciotecznemu
                                  dziadkowi podkradalismy czereśnie, obrazenia: straszne pieczeniesmile)
                                • srebrnarybka Re: babcia47 .... 02.03.08, 21:33
                                  Ja wychowałam się w dużym mieśćie, nie miałam rodziny na wsi i nie
                                  musiałam pracować w polu ani w gospodarstwie. Babcia też wychowała
                                  się w mieście, a na wieś jeździła na wakacje.
                            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:44
                              > mam często wrażenie, ze rodzice nie pozwalaja
                              > > dorastac swoim maluchom..bo skonczy sie ta "nagroda" i
                              przyjemność
                              > > jaka jest "posiadanie" małego dziecka całkowicie od nich
                              > > uzaleznionego!
                              >
                              > Więc tylko dlatego, że zdarzają się patologie, ja mam sobie
                              odmawiać przyjmnośc
                              > i i radości macierzyństwa??? Cierpiętniczo spełniać swoje
                              obowiązki, bo jak będ
                              > ą mi sprawiać radość, to mogę się uzależnić??? Przecież to chore sad

                              - ale Babcia i ja zwracamy uwagę na to, że te niedobre postawy się
                              upowszechniają i wręcz są lansowane.

                              Mnie na początku mojej drogi macierzyństwa uczono: ciesz się
                              dzieckiem. Tym jak
                              > je przytulasz, jak przytula się do ciebie, tą niesamowitą więzią,
                              która tworzy
                              > się, gdy karmię je piersią. Mam się cieszyć i nasycić, bo dzieci
                              dorastają i u
                              > samodzielniają się.
                              > Bo potem może okazać się, że jak nasze losy uspokoją się, gdy nie
                              będziemy tak
                              > zalatani: dom, praca, małe dzieci, gdy okaże się, że jesteśmy już
                              babciami, to
                              > możemy odkryć, jak wiele straciłyśmy i zapragnąć tej więzi z
                              naszymi wunkami...
                              > Ale tak radziła osoba, która pochodzi z jeszcze wcześniejszego
                              pokolenia niż m
                              > oje i Twoje smile
                              >

                              - w każdym pokoleniu zdarzają się różne osoby, ale teraz taka właśie
                              postea jest dominująca. Ja nie mówię, żeby nie czerpać radości z
                              macierzyństwa. Oczywiście, ze macierzyństwo daje wiele radości. Ale
                              zauważ - powiedziano Ci, że masz się cieszyć, bo dziecko wyrośnie i
                              nie będziesz już mogła takiej radości zaznanwać. Czyli w pewnym
                              sensie powinnaś się martwić, że dziecko szybko wyrośnie. I
                              przytulasz i karmisz piersią nie po to, by zaspokoić potrzebę
                              dziecka, ale własną. Przy takiej postawie istnieje
                              niebezpieczeństwo, że własna potrzeba zdominuje potrzeby dziecka. Ja
                              u jednej z dyskutantek na tym wątku, która zrezygnowała z karmienia
                              piersią niemowlęcia, bo ją to męczyło, mimo, że dla zdrowia
                              przyszłego dziecka jest bardzo ważne, by karmić je ok. roku. A Ty
                              karmiłaś prawie 3 lata, mimo, że od ok. roku życia dziecka nie ma to
                              żadnego znaczenia medycznego, bo uważałaś, że to taka potrzeba. A
                              wcześniej usłyszałaś, że należy się sycić więzią, jaka wtedy
                              powstaje i szkoda, że tak szybko się kończy. No to zadbalaś, żeby
                              się nasycić i żeby się za szybko nie skończyło. Tylko nie widzę w
                              tym odniesienia do potrzeb dziecka. Przepraszam, możę te uwagi są
                              zbyt osobiste, chyba nie powinnam oceniać, ile kto karmił piersią,
                              ale o to mi właśnie chodzi.
                              Przepraszam, jeśli Cię uraziłam
                              • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:33
                                >Ale
                                > zauważ - powiedziano Ci, że masz się cieszyć, bo dziecko wyrośnie i
                                > nie będziesz już mogła takiej radości zaznanwać.

                                Nie. Ostrzeżono mnie, że naturalną koleją rzeczy jest to, że dziecko wyrośnie i "oddzieli" się ode mnie. Mam się cieszyć macierzyństwem, bo teraz jest na to czas, tak jak potem będzie czas na wypuszczenie dzieci spod swoich skrzydeł.

                                > przyszłego dziecka jest bardzo ważne, by karmić je ok. roku. A Ty
                                > karmiłaś prawie 3 lata, mimo, że od ok. roku życia dziecka nie ma to
                                > żadnego znaczenia medycznego

                                Mylisz się. Ma uzasadnienie medyczne. Mleko po roku nie staje się wodą, nadal ma skład, który np. pozwala dziecku przechodzić infekcje łagodniej, który pozwala mu dobrze dopełnić dietę, daje możliwość łagodnego przejścia na inny sposób odżywiania. Także i dla dziecka ważna jest więź psychiczna, która wtedy się rodzi. A ja się przekonałam, że dzieci dorastają do rozstania z piersią. Tylko nieco później, niż to się wydaje pewnym osobom. Podobnie dorasta matka wink Choćby nie wiadomo jak radowało mnie karmienie piersią, przychodził moment, gdy już nie czułam takiego "biologicznego" zewu natury.
                                Dodatkowo moje dzieci są alergikami.

                                Pozdrawiam
                                Jola
                                PS W niczym mnie nie uraziłaś. Myślę sobie, że nie rozumiesz, bo nie pozwoliłaś sobie na poczekanie aż dziecko dorośnie do rozstania z piersią. Wiele matek się boi, że to nigdy nie nastąpi. Mi było łatwiej, bo w moich stronach to dość typowe smile
                                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:54
                                  Cieszę się, że Cię nie uraziłam. Jako osoba wychowana wg zarnej
                                  pedagogiki i niebedąca dla samej siebie najważniejsza miewam takie
                                  obawy. To ten brak asertywności, której nie zaszczepili we mnie
                                  rodzice.

                                  Innych kwestii szczegółowych nie chcę roztrząsać, bo się za bardzo
                                  rozdrabniamy. Ale zauważ: osoba, która Ci doradzała, przedstawiła Ci
                                  dorastanie dzieci jako coś, co pozbawi Cię przyjemności, a zatem coś
                                  złego. Coś stracisz na tym, że Twoje dzieci będą starsze. I dlatego
                                  uważam, że dla dzieci najlepiej, jeśli szczęście czy zadowolenie
                                  rodziców nie będzie uzależnione od nich. Bo wtedy siłą rzeczy dzieci
                                  muszą się dopasowywać do oczekiwań rodziców.

                                  • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 18:08
                                    > Ale zauważ: osoba, która Ci doradzała, przedstawiła Ci
                                    > dorastanie dzieci jako coś, co pozbawi Cię przyjemności

                                    Nie. Nie rozumiesz. Po prostu w życiu wszystko ma swój czas. I powinniśmy wykorzystać go jak najlepiej. Dlaczego dorastanie dzieci ma mnie pozbawiać przyjemności? Będą inne.

                                    Każdy okres życia naszych dzieci ma swoją specyfikę, a my powinniśmy czerpać pełnymi garściami z tego okresu.
                                    Gdy dzieci są malutkie, jest czas na cieszenie się karmieniem, przytualniem, byciem z nimi. Potem możemy się radować widząc, jak poznają świat, jak stają się samodzielne. Potem możemy sobie z nimi podyskutować. Jeśli nie wykorzystamy tego czasu, to będzie on stracony. I może być tak, że uświadomimy to sobie dopiero przytulając wnuka...

                                    A jednocześnie oczywiste jest, że oprócz dzieci powinniśmy mieć swój własny świat. Dzieci przychodzą i odchodzą. Czy tylko z tego powodu mam pozbawiać się radości bycia z nimi? Czy ma mną powodować lęk, że się uzależnię?

                                    > jeśli szczęście czy zadowolenie
                                    > rodziców nie będzie uzależnione od nich.

                                    Oczywiście, że szczęście czy zadowolenie rodziców nie powinno być uzależnione od dzieci. Ale dlaczego mam nie być szczęśliwa z tego, że utnę sobie ostrą potyczkę na słowa z moim podlotkiem?

                                    Pozdrawiam
                                    Jola
                                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 21:39
                                      Ale zauważ: osoba, która Ci doradzała, przedstawiła Ci
                                      > > dorastanie dzieci jako coś, co pozbawi Cię przyjemności
                                      >
                                      > Nie. Nie rozumiesz. Po prostu w życiu wszystko ma swój czas. I
                                      powinniśmy wykor
                                      > zystać go jak najlepiej. Dlaczego dorastanie dzieci ma mnie
                                      pozbawiać przyjemno
                                      > ści? Będą inn

                                      - niestety obawiam się, że rozumiem. Wiele osób tak się przyzwyczaja
                                      do tej przyjemnoći, że jest im źle, kiedy dzieci dorastają i starają
                                      sie ten moment opóźnić.

                                      Oczywiście, że szczęście czy zadowolenie rodziców nie powinno być
                                      uzależnione o
                                      > d dzieci. Ale dlaczego mam nie być szczęśliwa z tego, że utnę
                                      sobie ostrą potyc
                                      > zkę na słowa z moim podlotkiem?

                                      - oczywiście, że masz być szczęśliwa, tylko nie może byc tak, że
                                      Twój podlotek istnieje tylko po to, by dawać Ci szcczęście. I na
                                      marginesie - a propos tych wakacji u mamy - Twoje wakacje - Twoja
                                      sprawa. Ale Twoje dzieci nie powinny żyć w przeświadczeniu, że
                                      oczekujesz od nich, że jeszcze kilkanaście lat po założeniu własnych
                                      rodzin będę z Tobą spędzały wakacji. Nie powinnaś wychowywać ich w
                                      przekonaniu, że taki jest porządek świata. Jak Tobie i Twoim
                                      dorosłym dzieciom będzi to odpowiadało - Wasza brocha.
                                      • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 22:41
                                        > - niestety obawiam się, że rozumiem. Wiele osób tak się przyzwyczaja
                                        > do tej przyjemnoći, że jest im źle, kiedy dzieci dorastają i starają
                                        > sie ten moment opóźnić.

                                        No i co z tego? Jeśli całość relacji dziecko-rodzic jest zdrowa, to wypuszczają dzieciaki spod swoich skrzydeł. Bo taka jest kolej rzeczy, bo one dorastając mają silny pęd do samodzielności. Nawet jeśli z tego powodu rodzicom będzie im smutno smile

                                        My też się zmieniamy. Gdy moje dzieci były malutkie był taki moment, gdy bałam się, że nie będę potrafiła rozstać się z karmieniem ich piersią. A przecież gdy tylko zaczęły do tego dorastać, zrezygnowałam bez cienia żalu smile Poczytaj wypowiedzi matek, które odstawiają dzieci gwałtownie, bo boją się, że potem to będzie takie trudne, że dzieci się uzależnią. Mają nie tylko problemy z przepełnionymi piersiami, ale czują też smutek. Ja takiego smutku nie czułam smile

                                        Jak pisałam - zakładam, że dzieci nie są całym naszym światem. Bo wtedy nie jest dobrze. Ale to chyba nie zależy od pokolenia.

                                        > - oczywiście, że masz być szczęśliwa, tylko nie może byc tak, że
                                        > Twój podlotek istnieje tylko po to, by dawać Ci szcczęście.

                                        A skąd ten pomysł? smile))
                                        Uważasz, że warto użerać się z prawie-nastolatkiem wyłącznie dla tych paru chwil fajnej dyskusji?? wink
                                        To są jakieś nastolatki, które istnieją, aby dawać szczęście rodzicom?? wink

                                        > Nie powinnaś wychowywać ich w
                                        > przekonaniu, że taki jest porządek świata.

                                        Chodzi o konieczność spędzania wakacji z rodzicami? Czy o potrzebę powrotu w rodzinne strony i choć raz na rok spotkanie z rodziną (także tą dalszą) i przyjaciółmi, których znało się tyle lat? I mam powiedzieć dziecku, że nici ze spotkania z ukochaną babcią, bo boję się, że im wizję porządku świata wypaczę? Kiedyś i tak te wyjazdy się skończą, bo trudno zwalać się na głowę dalszej rodzinie... I jeśli nawet będzie mi tego brakować, nie zamierzam odbierać sobie radości, którą mogę mieć teraz smile

                                        Pozdrawiam
                                        Jola
                                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 23:00
                                          niestety obawiam się, że rozumiem. Wiele osób tak się przyzwyczaja
                                          > > do tej przyjemnoći, że jest im źle, kiedy dzieci dorastają i
                                          starają
                                          > > sie ten moment opóźnić.
                                          >
                                          > No i co z tego? Jeśli całość relacji dziecko-rodzic jest zdrowa,
                                          to wypuszczają
                                          > dzieciaki spod swoich skrzydeł. Bo taka jest kolej rzeczy, bo one
                                          dorastając m
                                          > ają silny pęd do samodzielności. Nawet jeśli z tego powodu
                                          rodzicom będzie im s
                                          > mutno :

                                          Jeżeli rodzice opóźniają ten moment, a tak jest teraz coraz
                                          częściej, to nie jest zdrowa i dlatego o tym piszę. A dzieci są
                                          teraz coraz mniej samodzielne i maja coraz mniejszy pęd do
                                          udamodzielniania się.

                                          Nie powinnaś wychowywać ich w
                                          > > przekonaniu, że taki jest porządek świata.
                                          >
                                          > Chodzi o konieczność spędzania wakacji z rodzicami? Czy o potrzebę
                                          powrotu w ro
                                          > dzinne strony i choć raz na rok spotkanie z rodziną (także tą
                                          dalszą) i przyjac
                                          > iółmi, których znało się tyle lat? I mam powiedzieć dziecku, że
                                          nici ze spotkan
                                          > ia z ukochaną babcią, bo boję się, że im wizję porządku świata
                                          wypaczę? Kiedyś
                                          > i tak te wyjazdy się skończą, bo trudno zwalać się na głowę
                                          dalszej rodzinie...
                                          > I jeśli nawet będzie mi tego brakować, nie zamierzam odbierać
                                          sobie radości, k
                                          > tórą mogę mieć teraz smile

                                          - jeżeli lubisz takie wakacje - Twoja sprawa. Ale uważam, że dzieci
                                          nie powinny sądzić, że jedyną właściwą formą spędzania wakacji jest
                                          spędzanie ich z rodzicami, nawet wtedy kiedy się ma własną rodzinę.
                                          • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 23:44
                                            srebrnarybka napisała:


                                            > - jeżeli lubisz takie wakacje - Twoja sprawa. Ale uważam, że dzieci
                                            > nie powinny sądzić, że jedyną właściwą formą spędzania wakacji jest
                                            > spędzanie ich z rodzicami, nawet wtedy kiedy się ma własną rodzinę.

                                            Ja zrozumiałam, że Jola_ep nie pokazuje swoim dzieciom, że MUSI spędzać wakacje
                                            z rodzicami, tylko że CHCE i cieszy się na te wyjazdy. Dla mnie miodzio. Ideał.
                                            Zwykłe zdrowe relacje rodzinne, które jej dzieci mają szczęście obserwować. Ja
                                            niestety należę do osób, dla których spędzanie wakacji z rodzicami byłoby
                                            przymusem, poświęceniem się. Mam ku temu powody, Jola_ep ich nie ma, czego jej z
                                            całego serca zazdroszczę.
                                            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 23:51
                                              Wąrek wakacji jest poboczny do całej sprawy. Jężeli Joli, jej męzowi
                                              i dzieciom takie wakacja sprawiają przyjemność - super. Tylko
                                              uważam, że dzieci powinny wiedzieć, że to jest świadomy wybór z
                                              wielu możliwości, a nie niewzruszony porządek świata. Znam np.
                                              małżeństw ok. 50tki, które jeszcze nigdy nie miały włąsnej wilii, bo
                                              musiały pół u jednych teściów, pół u drugich. I to uważam za
                                              patologię.
                                              • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 00:00
                                                srebrnarybka napisała:

                                                > Znam np. małżeństw ok. 50tki, które jeszcze nigdy nie miały włąsnej wilii, bo
                                                musiały pół u jednych teściów, pół u drugich. I to uważam za patologię.

                                                Srebrnarybko - a może nie MUSIAŁY, tylko CHCIAŁY? smile)

                                                Ja nie mam parcia na "własną wigilię". Dla mnie wigilia jest świętem rodzinnym -
                                                a rodziny nie ograniczam do siebie, partnera i dzieci. Oczywiście, może być to
                                                tak, że to ja organizuję wigilię u siebie w domu i zapraszam rodziców, dziadków
                                                i rodzinę. A może być też tak, że ustalamy sobie tradycję, że wigilia odbywa się
                                                w domu "seniorów" - gdy seniorzy zejdą z tego padołu, pałeczkę przejmuje
                                                następne pokolenie. I tak dalej.
                                                Czy taka tradycja też jest patologią? Nie wydaje mi się.

                                                Wydaje mi się, że radosne i naturalne hołdowanie pewnym tradycjom udaje się
                                                tylko w rodzinach, gdzie panują zdrowe stosunki, oparte na wzajemnym szacunku -
                                                obupólnym, nie tylko poszanowaniu rodziców przez dzieci, ale i dzieci przez
                                                rodziców - i na, co jest bardzo często niedoceniane - przyjaźni w rodzinie.

                                                Uciekanie od rodziny, odżegnywanie się od niej nie jest do końca normalne.
                                                Parcie na samodzielność - owszem, jak najbardziej. Odcinanie się od rodziny w
                                                imię parcia na samodzielność - już nie.
                                                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 00:19
                                                  Wiem, że nie chciały, ale teściowie by się obrazili.
                                                  A poza tym: słowo rodzina jest wieloznaczne, bowiem rodziną jest też
                                                  stryjeczno-stryeczn kuzyn etc. Może lepiej będzie użyć
                                                  staroświeckiego słowa "dom". Otóż w chwili zawarcia małżeństwa
                                                  powstaje nowy dom, odrębny od domów jednych i drugich teściów. I
                                                  ważnym elementem istnienia domu jest m. in. orgaznizowanie świąt.
                                                  Jest to szczególnie ważne, kiedy są już dzieci, które powinny
                                                  wiedzieć, gdzie, jest ich dom i gdzie obchodzi się świeta. Ponieważ
                                                  święta powinny służyć podtrzymywaniu więzi rodzinnych, to można
                                                  zaprosić na wilię rodziców, można w następnym roku umówić się, że
                                                  wilia będzie u nich, można w olejnym roku odwiedzić ich w I dzień
                                                  Świąt etc. Ale o to chodzi, że organizowanie wilii wyłącznie przez
                                                  dziadków i wymuszanie na mających własne rodziny dzieciach, by nie
                                                  miały nigdy własnej wilii, jest wyrazem tego, że rodziny swoich
                                                  dzieci nie traktują jako odrębnego DOMU. I coś tu jest na rzeczy -
                                                  zapaliło mi się światło, kiedy Jola napisała, że spędza wakacje u
                                                  matki czyli w domu rodzinnym. I to, co piszesz, znakomicie ten model
                                                  potwierdza. Z tego wynika, że rodziny dorosłych dzieci nie są
                                                  traktowne jako odrębne DOMY, tylko takie filie domu głównego, jeśli
                                                  mieszkają osobno. Znam pewnego pana, który po kupieniu mieszkania
                                                  dorosłej niezamężnej i pracującej córce mieszkającej w innym mieście
                                                  powiedzieł: to nasza todzina ma teraz dwa mieszkania, bo nie przyjął
                                                  do wiadomośći, że jego rodzina w sensie DOMu nie zyskała nowego
                                                  mieszkania, tylko straciła jednego członka, bo samodzielna córka
                                                  stała się sama osobnym DOMEM. Co nie znaczy, że nie należy
                                                  utrzymywać kontaktów z rodziną, także bardzo daleką, która z
                                                  pewością nie jest tym samym domem.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 00:28
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Wiem, że nie chciały, ale teściowie by się obrazili.
                                                    > A poza tym: słowo rodzina jest wieloznaczne, bowiem rodziną jest też stryjeczno-stryeczn kuzyn etc.

                                                    Nie. Rodzina to osoby bliskie, z którymi mam więź pokrewieństwa, spowinowacenia i które kocham, szanuję, lubię i czuję się z nimi związana.
                                                    Rodziną będzie dla mnie daleka kuzynka, moja rówieśniczka, spokrewniona ze mną w czwartym pokoleniu - będąca moją przyjaciółką - ale rodziną nie jest dla mnie mój własny ojciec.

                                                    > Może lepiej będzie użyć
                                                    > staroświeckiego słowa "dom". Otóż w chwili zawarcia małżeństwa
                                                    > powstaje nowy dom, odrębny od domów jednych i drugich teściów. I
                                                    > ważnym elementem istnienia domu jest m. in. orgaznizowanie świąt.
                                                    > Jest to szczególnie ważne, kiedy są już dzieci, które powinny
                                                    > wiedzieć, gdzie, jest ich dom i gdzie obchodzi się świeta.

                                                    Ależ dzieci na pewno o tym wiedzą.
                                                    Poczucie "domu" buduje się na wiele sposobów. Również przez tradycje rodzinne.

                                                    > Ponieważ święta powinny służyć podtrzymywaniu więzi rodzinnych, to można zaprosić na wilię rodziców, można w następnym roku umówić się, że wilia będzie u nich, można w olejnym roku odwiedzić ich w I dzień
                                                    > Świąt etc.
                                                    Zgadzam się.

                                                    > Ale o to chodzi, że organizowanie wilii wyłącznie przez
                                                    > dziadków i wymuszanie na mających własne rodziny dzieciach, by nie
                                                    > miały nigdy własnej wilii, jest wyrazem tego, że rodziny swoich
                                                    > dzieci nie traktują jako odrębnego DOMU.

                                                    Wymuszanie?
                                                    Czegoś nie rozumiem. Dlaczego zakładasz, że to ZAWSZE jest wymuszenie i zawsze jest patologia?
                                                    Dla mnie jest to tradycja. Bardzo fajna tradycja. Od lat praktykowana u mnie w rodzinie.

                                                    > I coś tu jest na rzeczy - zapaliło mi się światło, kiedy Jola napisała, że spędza wakacje u matki czyli w domu rodzinnym.

                                                    Mnie się nie zapaliło.
                                                    "Dom rodzinny" to potoczne określenie na "dom mojego dzieciństwa" i ja tak je rozumiem.

                                                    > I to, co piszesz, znakomicie ten model potwierdza. Z tego wynika,
                                                    > że rodziny dorosłych dzieci nie są traktowne jako odrębne DOMY,
                                                    > tylko takie filie domu głównego, jeśli
                                                    > mieszkają osobno.

                                                    Że jak?
                                                    Z czego to wnosisz?
                                                    Z tego, że ktoś tam bez żadnego wahania i pretensji akceptuje tradycję urządzania wigilii w domu seniorów?

                                                    > Znam pewnego pana, który po kupieniu mieszkania
                                                    > dorosłej niezamężnej i pracującej córce mieszkającej w innym mieście powiedzieł: to nasza todzina ma teraz dwa mieszkania, bo nie przyjął do wiadomośći, że jego rodzina w sensie DOMu nie zyskała nowego mieszkania, tylko straciła jednego członka, bo samodzielna córka stała się sama osobnym DOMEM.

                                                    Ten przykład jest patologią. Żaden inny podawany przez ciebie nie jest.

                                                    > Co nie znaczy, że nie należy
                                                    > utrzymywać kontaktów z rodziną, także bardzo daleką, która z
                                                    > pewością nie jest tym samym domem.

                                                    Mamy inne pojęcie domu.
                                                    Dom, to "miejsce", gdzie się wraca. Dom, to "miejsce", gdzie są bliscy. Dom jest dla mnie jednoznaczny z osobami, które kocham. Długo mieszkałam z mamą u jej rodziców, przeprowadziliśmy się do własnego mieszkania, kiedy miałam 6 lat. Wigilia zawsze była obchodzona w domu u babci - taka była tradycja. Nie spaczyło to mojego obrazu "domu". Za swój dom uważałam swój dom, a nie dom babci.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 01:01
                                                    Przede wszystkim podkreślam, że te małżeństwa chcialy zorganizować
                                                    własną wilię, ale teściowie wymuszali na nich rezygnację. I to już
                                                    właściwie starczy za odpowiedź - znaczy, że nie traktowali rodziny
                                                    dorosłych dzieci jako odrębnego domu.
                                                    A co do zasięgu słowa rodzina: moja rodzina bliższa i dalsza
                                                    urządziła sobie parę lat temu zjazd, na który przyjechalo 70 osób z
                                                    całej Polski i nie tylko i nie byli to wszyscy. W rodzinie mojej
                                                    matki bliższy lub dalszy kontakt urzymują ze sobą wszyscy potomkowei
                                                    mojego pradziadka i jeog brata, którzy obaj byli w powstaniu
                                                    styczniowym. To pokazuje, jaki jest zakres słowa rodziny. Oczywiście
                                                    wilii na 100 osób urządzić nie można. Natomiast ta wielka rodzina
                                                    składa się z DOMÓW i domy organizują sobie swoje wilie. Oczywiście,
                                                    że domy najbliżej ze sobą spokrewnione typu rodzice-dzieci,
                                                    rodzeństwo etc. umawiają się na wilie naprzemienne, osoby niezamężna
                                                    czy nieżonate zaprasza się na wilię do brata czy siostry, ale nie
                                                    jest tak, żeby jakiś DOM w ogóle nie mógl urządzać wilii i nie
                                                    urządzał, tylko każdemu wypada kolejka. Natoiast w przypadkach, o
                                                    których opowiedziałam, te małżeństwa nie mogące urządzić wlasnej
                                                    wilii nie są przez teściów traktowane jako osobne domy. Podobnie
                                                    rzecz może wyglądać z wakacjami. Jeżeli rodzice mieszkają na wsi, a
                                                    diecko najpierw uczyło się w internacie, potem studiowalo w
                                                    akademiku, a potem zaćzeło pracoać, mieszkało w sublokatorce,
                                                    zawarło małżeństwo, ma już własne dieci, a nawet mieszkanie, ale co
                                                    roku karnie jeździ na wakacje do "domu rodzicnnego", to rodizce mogą
                                                    w ogóle nie zauważyć, że to już nie uczennica z internatu tylko
                                                    matka i żona w odrębnym domu. Roodziną w sensie wielkiej rodziny
                                                    ocyzwiście pozostaje nadal.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 01:10
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Przede wszystkim podkreślam, że te małżeństwa chcialy zorganizować
                                                    > własną wilię, ale teściowie wymuszali na nich rezygnację. I to już
                                                    > właściwie starczy za odpowiedź - znaczy, że nie traktowali rodziny
                                                    > dorosłych dzieci jako odrębnego domu.

                                                    W tym przypadku masz rację.

                                                    > A co do zasięgu słowa rodzina: moja rodzina bliższa i dalsza
                                                    > urządziła sobie parę lat temu zjazd, na który przyjechalo 70 osób z
                                                    > całej Polski i nie tylko i nie byli to wszyscy. W rodzinie mojej
                                                    > matki bliższy lub dalszy kontakt urzymują ze sobą wszyscy potomkowei mojego pradziadka i jeog brata, którzy obaj byli w powstaniu styczniowym. To pokazuje, jaki jest zakres słowa rodziny.

                                                    To jest twój zakres znaczeniowy słowa "rodzina".
                                                    Ja odróżniam "rodzinę" i "rodzinę" (wrrr, nie znoszę netu, ciężko oddać intencje). Czyli: rodzina to a) wszystkie spokrewnione i spowinowacone ze sobą osoby, ale też b) osoby spokrewnione/spowinowacone, z którymi czuję szczególną więź.
                                                    Wigilię urządza się dla rodziny z punktu b).

                                                    > Oczywiście wilii na 100 osób urządzić nie można. Natomiast ta wielka rodzina składa się z DOMÓW i domy organizują sobie swoje wilie. Oczywiście, że domy najbliżej ze sobą spokrewnione typu rodzice-dzieci, rodzeństwo etc. umawiają się na wilie naprzemienne, osoby niezamężna czy nieżonate zaprasza się na wilię do brata czy siostry, ale nie jest tak, żeby jakiś DOM w ogóle nie mógl urządzać wilii i nie urządzał, tylko każdemu wypada kolejka.

                                                    Oczywiście. "Nie móc" urządzać wilii, mieć zakaz - czyli zmuszać się do jakiejś tradycji - to rzeczywiście jest niezdrowe.
                                                    A chcieć? I traktować to naturalnie, że Wigilię urządza się w domu babci Stasi i dziadka Zygmunta, a gdy babcia Stasia i dziadek Zygmunt zemrą, Wigilię będzie urządzać się w domu cioci Basi i wujka Edka tudzież w domu cioci Ani i wujka Mariana, bo oni przejmują automatycznie godność "seniorów" i najstarszego pokolenia? wink

                                                    > Podobnie rzecz może wyglądać z wakacjami. Jeżeli rodzice mieszkają na wsi, a diecko najpierw uczyło się w internacie, potem studiowalo w
                                                    > akademiku, a potem zaćzeło pracoać, mieszkało w sublokatorce,
                                                    > zawarło małżeństwo, ma już własne dieci, a nawet mieszkanie, ale co
                                                    > roku karnie jeździ na wakacje do "domu rodzicnnego", to rodizce mogą w ogóle nie zauważyć, że to już nie uczennica z internatu tylko
                                                    > matka i żona w odrębnym domu.

                                                    Arghhh.
                                                    Mam poczucie, że masz kiepskie relacje ze swoimi rodzicami. Że nie ma między wami przyjaźni. Przepraszam za ocenianie, ale tak mi jakoś wychodzi z twoich postów.
                                                    W przypadku Joli jestem w 100% przekonana, że wspólne spędzanie wakacji nie świadczy o zaburzonych relacjach, czy zaburzonej świadomości odrębności dziecka. Świadczy o zajebistej przyjaźni i zdrowej więzi między matką a córką smile. Po prostu. Patrzę na to z mojego punktu widzenia smile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 01:31
                                                    Słowo rodzina ma różne znaczenia. Dla mnie są one takie:
                                                    a) wszystkie osoby spokrewnione czyli wielka rodzina.
                                                    b) to, co nazwałam domem, czyli małzonkowie jako, przepraszam za
                                                    wyrażęnie, jądro, dzieci, ewentualnie dziadek, babcia czy ciocia
                                                    wolnego stanu, jeżeli pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym.

                                                    Natomiast rodzina w znaczenie "krewni, których lubimy i utrzymujemy
                                                    kontakt", to nie jest dla mnie zbiorowość. Po pierwsze dlatego, że
                                                    każdy lubi innych krewnych, po drugie - to jest coś wydrębionego
                                                    sztucznie. wg krzyżowych kryteriów, bo lubimy nie tylko niektórych
                                                    krewnych, ale tez niektórych ludzi, którzy nie są krewnymi. Więc to
                                                    dla mnie nie jest wspólnota, tylko luźny zbiór.

                                                    I traktować to naturalnie, że Wigilię urządza się w domu babci Stasi
                                                    > i dziadka Zygmunta, a gdy babcia Stasia i dziadek Zygmunt zemrą,
                                                    Wigilię będzie
                                                    > urządzać się w domu cioci Basi i wujka Edka tudzież w domu cioci
                                                    Ani i wujka M
                                                    > ariana, bo oni przejmują automatycznie godność "seniorów" i
                                                    najstarszego pokole
                                                    > nia? wink
                                                    - dla mnie to trochę sztuczne, bo dlaczego nie u ciosi Basi albo
                                                    Zosi? Ale jeżeli wszyscy się zgadzają, to niech tak bęzie.

                                                    A że Jola lubi spędzać wakacje u matki - jej sprawa.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 00:47
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > I coś tu jest na rzeczy -
                                                    > zapaliło mi się światło, kiedy Jola napisała, że spędza wakacje u
                                                    > matki czyli w domu rodzinnym.

                                                    No widzisz, a mi się zapaliło światełko gdy przyczepiłaś się do tych wakacji
                                                    Joli. Z czymś mi się skojarzyło, niekoniecznie pozytywnym. I jeszcze w stu
                                                    dwudziestu trzech miejscach twoich wypowiedzi zapaliło mi się światełko. Ale
                                                    omijam je szerokim łukiem w tej dyskusji, bo cię zwyczajnie nie znam, bo lampka
                                                    zapala mi się z powodu MOICH doświadczeń wtedy, gdy twoje opisy pasują do MOICH
                                                    o czymś tam wyobrażeń. Kierowanie się takimi światełkami w dyskusji to zwyczajne
                                                    błądzenie prowadzące do przekłamywania sensu wypowiedzi współrozmówcy.
                                                  • ciociacesia dobrze gada, wódki jej dac! 04.03.08, 00:02
                                                    siedze po nocy i czytam porywajaca dyskusje az mnie z forum wylogowało smile
            • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 20:19
              > mieszasz różne zagadnienia z moich wielu wypowiedzi i
              > dlatego dyskutujesz także z poglądami, których nie wypowiedziałam.

              Przepraszam, po prostu w jednym poście nawiązałam do Twoich wypowiedzi, ale też i wypowiedziałam się w temacie, niekoniecznie dyskutując z Twoimi poglądami smile

              > - owszem, ale nie ma przykazania: Kochaj samego siebie.

              Ale jesteśmy też bliźnimi dla samych siebie smile Więc to samo przykazanie dotyczy też nas.

              > Bo siebie
              > samego każdy kocha bez żadnych przykazań i tego uczyć nie trzeba.

              Mylisz się. To nie jest wrodzone. Nie jest tak łatwo kochać siebie.
              Jeśli chcemy mądrze kochać innych, musimy zacząć od siebie. Też było mi trudno uwierzyć w to, że powinnam kochać siebie. Bo to przecież takie ... egoistyczne. Trudno się kocha siebie miłością dojrzałą. Bo zostaliśmy wychowani, że jest to niedobra, egoistyczna postawa. Mamy poczucie niskiej wartości, albo po prostu widzimy swoje niedoskonałości i trudno się kocha kogoś tak słabego, kto znowu nie zrobił tego, co powinien... Myślę też, że sposób, w jaki traktujemy siebie, zależy od tego, jak byliśmy traktowani przez rodziców. Jeśli byli zbyt surowi, jest duże prawdopodobieństwo, że tak potraktujemy siebie.

              Idąc dalej tym tropem, jeśli uczymy dzieci, że są mało ważne, czyż nie tak będą traktować siebie? A jeśli będziemy z entuzjamem przyjmować wszystko co robią i obawiać się zasmucić je naszą dezprobatą, to pewnie jako dorośli ludzie będą mieli wypaczony obraz siebie.

              > Natomiast trzeba nauczyć kochać bliźnich, bo to jest wbrew naturze.

              Dlaczego wbrew naturze? A miłość macierzyńska? A zakochani? wink
              "To właśnie trwanie w miłości oraz obejmowanie nią nie tylko innych ludzi ale także samego siebie daje największą siłę, cierpliwość, nadzieję, wytrwałość w pracy nad sobą, w pokonywaniu trudności i kroczeniu drogą świętości.[...] Pokochanie samego siebie nie jest więc konkurencyjne w stosunku do miłości bliźniego. Nie jest alternatywą wobec miłości bliźniego. Przeciwnie, nie tylko nie wyklucza tej miłości lecz jest drogą, która do miłości bliźniego prowadzi. Jest jednym z warunków uczenia się dojrzałej miłości wobec innych ludzi."
              www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/pokochac_siebie.html
              > - a co ma zrobić matka, która w ogóle nie lubi przewijać dzieci,
              > babrać się w pieluszkach i karmić piersią, nawet w pierwszym
              > miesiącu po urodzeniu,

              Widzisz, ja nienawidzę przewijania. Nie znoszę monotonii i konieczności robienia tego samego w kółko. Jestem ogromną entuzjastką długiego karmienia, ale pierwsze miesiące dały mi nieźle w kość. W ogóle trudne w obsłudze mi się te pierwsze dziecko trafiło. Ale to co robiłam, w żadnym razie nie było poświęceniem. Nazwałabym to raczej inaczej - miłością. Może to śmieszne, ale jak pierwszy raz dostałam w ramiona moje dziecko, to za bardzo nie wiedziałam jak się do niej zabrać. I w pewnym momencie zaczęłam do niej czule szeptać, tak samo, jak mówił mi to mój ukochany. Tak, jak przemawiała do mnie moja matka. Myślę, że to taki kanał komunikacyjny: dojrzewamy w cieple miłości, która do nas dociera, kochamy siebie - i magazynujemy w sobie tę miłość - aby potem przekazć ją dalej.

              Trwałam w tych macierzyńskich obowiązkach, bo myślałam, że tak trzeba, że to normalna kolej rzeczy. Trudniej jest pewnie tym matkom, które raczej spodziewały się słodkiego macierzyństwa rodem z reklam i seriali wink

              > - to nie wynika z potrzeb dziecka, bo nie ma takiej potrzeby, żeby
              > 4letnie dziecko karmić piersią.

              Nie mam doświadczenia w karmieniu czteroletniego dziecka. Ale mam doświadczenie w karmieniu nieco młodszego, prawie trzy latka. Im więcej wiemy o karmieniu, tym bardziej widać, że są takie potrzeby smile Gdybyś spróbowała karmić dziecko tak długo, to sama byś zobaczyła, że dziecko w pewnym momencie dorasta do rozstania z piersią i ten moment jest doskonale widoczny smile
              Podobnie z zaspokajaniem potrzeby bliskości.

              Tak się składa, że w moich stronach normalne było (i jestsmile ), że dzieci karmiło się długo. Spały razem z rodzicami, a potem razem z rodzeństwem (nie same!). Dzieci nie powinny płakać w nocy - metoda z "wypłakaniem się" zostałaby uznana za skrajne barbarzyństwo. Ludzie nie są wypaczeni, nie są egoistami. Mili, sympatyczni, gościnni, ciepli. Jakoś im na psychikę to długie przebywanie z rodzicami i karmienie nie padło wink

              > - oczywiście, ale mama, która zgodnie z lansowanymi teraz trendami
              > bawi się z dzieckiem 24 godziny

              Ja jestem za byciem z dzieckiem, jeśli tego potrzebuje. Ale to nie oznacza bawienia się z nim smile
              Można karmić z pełnym poświęceniem (bo tyle roboty "leży"), a można zalec w fotelu z fajną lekturą, albo włączyć sobie ciekawy film wink

              > nie ośmieli się powiedzieć na tym formu, że
              > przerwie zabawę z dzieckiem, bo jest zmęczona. Ale ugotowac i uprać musi, więc dopomina się przynajmniej o prawo wykonania tych
              > czynności.

              Bo może wszystko sprowadza się do tego, czy powinniśmy kochać siebie?
              Bo jeśli kocham, to zrozumiem, jak ważny jest mój wypoczynek, wrzucę do piecyka mrożonkę i spróbuję odpocząć?

              > Bycie kwoką wymaga strasznie dużo wysiłku, a
              > łątwiej jest zawsze mniej się wysilić niż więcej.

              Nie wiem. Mi jest trudno. Łatwiej wpaść szybko po pracy i błyskawicznie ugotować obiad, zachwując przy tym porządek, niż wołać dzieciaków i liczyć się z ich mało profesjonalną pomocą. Trudno jest pozwolić dzieciakom na pierwszy samodzielny wypad do sklepu (bo takie małe). Łatwiej samemu wrzucić pranie, niż użerać się z młodym, który jęczy "znowu ja" wink I trudno jest przymknąć oczy na fatalnie wyprasowane koszulki, bo młode właśnie się uczy. Prościej i pewniej zrobić to samemu wink

              > Nie przyznawaj się na forum, że dzieci gotowały Ci obiad

              wink
              Ja tylko chciałam pokazać, że z dzieciaka, które "nienormalnie" długo było karmione piersią, nieustannie w dzieciństwie było do mnie przylepiona, któremu dawałam więcej swojej bliskości i czasu, niż jest to wskazane wink wcale nie musi wyrosnąć niesamodzielna i nieodpowiedzialna dziewczyna smile

              Pozdrawiam
              Jola
              I dzięuję smile
              • krwawakornelia STOP 2 ! 01.03.08, 23:16
                Nie na temat.
                Znowu dajecie wciagnac sie w dyskusje nie na temat.
                Mydlicie sobie na wzajem oczy.

                A pytanie jest :

                JAk wychowac nasze dzieci na szczesliwych ludzi?

                Dzeci ucza sie poprzez wzorce i nasladowanie. Nie poprzez gadanie i
                tlumaczenie.
                Jak wychowac dzieci na szczesliwych doroslych?
                • jola_ep Re: STOP 2 ! 02.03.08, 11:26
                  > Jak wychowac dzieci na szczesliwych doroslych?

                  Mądrze kochajmy siebie. I bliźniego swego (także dzieci wink ) jak siebie samego smile)

                  Pozdrawiam
                  Jola
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 00:29
                Ale jesteśmy też bliźnimi dla samych siebie smile Więc to samo
                przykazanie dotyczy
                > też nas.

                nie jesteśmy bliźnimi dla siebie. Bliźni to inna osoba. A nawet
                gdyby uznać, że jesteśmy dla siebie bliźnimi, to z wypowiedzi
                niektórych dyskutantek wynika, że mamy być jedynymi bliźnimi,
                których sami kohcamy, a innych już nie trzeba. Zresztą skoro
                przykazanie mówi: bliżniego jak siebie samego, to wyraźnie odróżnia
                nas od bliźnich.
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 00:44
                Widzisz, ja nienawidzę przewijania. Nie znoszę monotonii i
                konieczności robieni
                > a tego samego w kółko. Jestem ogromną entuzjastką długiego
                karmienia, ale pierw
                > sze miesiące dały mi nieźle w kość. W ogóle trudne w obsłudze mi
                się te pierwsz
                > e dziecko trafiło. Ale to co robiłam, w żadnym razie nie było
                poświęceniem. Naz
                > wałabym to raczej inaczej - miłością. Może to śmieszne, ale jak
                pierwszy raz do
                > stałam w ramiona moje dziecko, to za bardzo nie wiedziałam jak się
                do niej zabr
                > ać. I w pewnym momencie zaczęłam do niej czule szeptać, tak samo,
                jak mówił mi
                > to mój ukochany. Tak, jak przemawiała do mnie moja matka. Myślę,
                że to taki kan
                > ał komunikacyjny: dojrzewamy w cieple miłości, która do nas
                dociera, kochamy si
                > ebie - i magazynujemy w sobie tę miłość - aby potem przekazć ją
                dalej.

                - nie widzę sprzeczności. Miłość wymaga poświęceń, których nie
                znieślibyśmy, gdyby nie dotyczyły kochanej osoby. Chyba, że jak
                niektóre dyskutantki, pod słowem miłość rozumiesz czułość i stałe
                narzcanie sie. Ale to akurat w ogóle nie musi być miłością. Dla mnie
                miłość to przede wszystkim gotowość do poświęceń.

                Bo może wszystko sprowadza się do tego, czy powinniśmy kochać
                siebie?
                > Bo jeśli kocham, to zrozumiem, jak ważny jest mój wypoczynek,
                wrzucę do piecyka
                > mrożonkę i spróbuję odpocząć?

                - ale jeżeli kochasz też dziecko, które ma jeść obiad, to może ednak
                poświęcisz się, czy też z miłością ugotujesz mu na obiad coś innego,
                co dziecko baedzo lubi? Skądinąd uważam mrożonki za bardzo dobre
                wyjśćie. Ale dziecko może ich np. nie lubić. Co wtedy jest dla
                Ciebie ważniejsze - własna rozrywka czy zepewnienie dziecku
                samacznego posiłku?

                > Bycie kwoką wymaga strasznie dużo wysiłku, a
                > > łątwiej jest zawsze mniej się wysilić niż więcej.
                >
                > Nie wiem. Mi jest trudno. Łatwiej wpaść szybko po pracy i
                błyskawicznie ugotowa
                > ć obiad, zachwując przy tym porządek, niż wołać dzieciaków i
                liczyć się z ich m
                > ało profesjonalną pomocą. Trudno jest pozwolić dzieciakom na
                pierwszy samodziel
                > ny wypad do sklepu (bo takie małe). Łatwiej samemu wrzucić pranie,
                niż użerać s
                > ię z młodym, który jęczy "znowu ja" wink I trudno jest przymknąć
                oczy na fatalnie
                > wyprasowane koszulki, bo młode właśnie się uczy. Prościej i
                pewniej zrobić to
                > samemu wink
                >

                przeczyraj posty koleżanki Kornelii, która reprezentuje skrajnie
                przeciwne stanowisko do mojego. Jej zdaniem dobra matka musi cały
                czas bawić się z dzieckiem, nie wolno jej nawet ugotować obiadu,
                tylko ma się bawić z dzieckiem. Nie wolno naturalne oglądać filmu
                czy czytać książki i zachęcić dziecka do samotnej zabawy w tym
                czasie, bo dziecko pomyśli, że film był dla matki ważniejszy od
                niego i zapamięta to, chyba na całe życie. To musi być strasznie
                męczące.

                > Bycie kwoką wymaga strasznie dużo wysiłku, a
                > > łątwiej jest zawsze mniej się wysilić niż więcej.
                >
                > Nie wiem. Mi jest trudno. Łatwiej wpaść szybko po pracy i
                błyskawicznie ugotowa
                > ć obiad, zachwując przy tym porządek, niż wołać dzieciaków i
                liczyć się z ich m
                > ało profesjonalną pomocą. Trudno jest pozwolić dzieciakom na
                pierwszy samodziel
                > ny wypad do sklepu (bo takie małe). Łatwiej samemu wrzucić pranie,
                niż użerać s
                > ię z młodym, który jęczy "znowu ja" wink I trudno jest przymknąć
                oczy na fatalnie
                > wyprasowane koszulki, bo młode właśnie się uczy. Prościej i
                pewniej zrobić to
                > samemu wink
                >
                dziecko było krótko karmione piersią, bo tylko 3 lata. Teraz już
                obowiązuje standard 4 lat, bo licytacja na forum małe dziecko
                osiągnęła taką liczbę. Za pół roku modne będzie 5 lat i matki, które
                karmiły tylko 4 lata, wpadną w opłoch, że są złymi matkami.
                Nie twierdzę, że z każdej przylepy musi wyrosnąć osoba
                niesamodzielna, bo na życie w ogóle nie ma wzorów matematycznych i
                nic się stać nie musi. Twierdzę tylko, że zdarza się to znacznie
                częściej niż w wypadku dziecki, które rodzice celowo, świadomie i
                rozumnie odpępowiali.
                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 02:09
                  srebrnarybka napisała:

                  > przeczyraj posty koleżanki Kornelii, która reprezentuje skrajnie
                  > przeciwne stanowisko do mojego. Jej zdaniem dobra matka musi cały
                  > czas bawić się z dzieckiem, nie wolno jej nawet ugotować obiadu,
                  > tylko ma się bawić z dzieckiem.

                  Polecam krótki kurs podstaw logiki. Naprawdę. Bez urazy, ale wnioskowanie jakim
                  posługujesz się w tej dyskusji jest porażające. A może to po prostu niedokładne
                  czytanie - równie porażające.
                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 15:52
                    wróć do poprzedniego wątku..niestety takie lub podobne teksty tam
                    padły! Tu Kornelia pozwoliła sobie zawłaszczyć temat i nawet go
                    moderuje na swój sposób..wygodne, bo do wielu jej wypowiedzi z
                    tamtego nikt nie wróci..a tamten sama "zaśmieciła" i wypaczyła
                    awanturowaniem się o słówko "przepraszam", wplątując rozmówczynie w
                    dyskusje o własnych kompleksach lub na siłę przypisując je
                    rozmówczyniom..bywa sad
                • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:54
                  > Dla mnie
                  > miłość to przede wszystkim gotowość do poświęceń.

                  Dla mnie niekoniecznie. Poświęcenie dla mnie oznacza, że drugiego człowieka, jego potrzeby stawiam wyżej niż siebie. Jestem za miłością, ale sprzeciwiam się poświęceniu. Może to rzeczywiście tylko kwestia definicji smile

                  > - ale jeżeli kochasz też dziecko, które ma jeść obiad, to może ednak
                  > poświęcisz się, czy też z miłością ugotujesz mu na obiad coś innego,
                  > co dziecko baedzo lubi?

                  OK. Poświęcam się i jestem "porządną", "dobrą" matką i gospodynią. Oczywiste jest, że w takiej sytuacji gotuję dobry obiad...

                  I w moim przypadku to błąd. Próbowałam. Ale okazało się, że gdzieś tam w środku, głęboko, czuję się z tym nieszczęśliwa. Gorsza. A przecież tak nie jest.
                  Właśnie dlatego ja gotuję mrożonkę, a jak nie mają ochoty, to sami coś niech upichcą wink (pewnie dlatego już w wieku 11 lat córa umiała ugotować pyszną pomidorówkę wink )W tym czasie odpoczywam. Dlaczego mam ich potrzebę zjedzenia czegoś smacznego stawiać ponad swoją potrzebę odpoczynku? Ja też jestem ważna. O siebie też muszę dbać. Bo jeśli nie zadbam, to w którym momencie psychicznie wypalę się i już nie będę tak dobrą, cierpliwą matką dla moich dzieci.

                  > Co wtedy jest dla
                  > Ciebie ważniejsze - własna rozrywka czy zepewnienie dziecku
                  > samacznego posiłku?

                  Moje dzieci już się do tego przystosowały wink Wiedzą, że wolę lecieć na zajęcia taiji, a im wcisnąć nielubianą mrożonkę. Robię to co tydzień. I akceptują to. Wiedzą, że ja też jestem ważna. Uczą się, że ich potrzeby (tutaj - chęć na coś jadalnego) nie są najważniejsze, a jedynie równie ważne jak moje.

                  > Twierdzę tylko, że zdarza się to znacznie
                  > częściej niż w wypadku dziecki, które rodzice celowo, świadomie i
                  > rozumnie odpępowiali.

                  A ja uważam, że każde dziecko ma naturalny instynkt oddzielania się od matki, wystarczy jedynie im na to pozwolić. Nie ma potrzeby odpępowiać je. Poza tym dzieciaki są różne. W przypadku mojej córy próbowałam usamodzielniania na siłę. I zawsze wtedy osiągałam przeciwny skutek. Z drugiej strony jeśli nasyciłam ją swoją bliskością, naładowałam je "akumulatorki", to ona chętnie ruszała na podbój świata smile Ale nie od razu wink

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:40
                    Dla mnie niekoniecznie. Poświęcenie dla mnie oznacza, że drugiego
                    człowieka, je
                    > go potrzeby stawiam wyżej niż siebie.

                    0- i na tym włąśnie polega miłość.

                    I w moim przypadku to błąd. Próbowałam. Ale okazało się, że gdzieś
                    tam w środku
                    > , głęboko, czuję się z tym nieszczęśliwa. Gorsza. A przecież tak
                    nie jest.
                    > Właśnie dlatego ja gotuję mrożonkę, a jak nie mają ochoty, to sami
                    coś niech up
                    > ichcą wink (pewnie dlatego już w wieku 11 lat córa umiała ugotować
                    pyszną pomidor
                    > ówkę wink )W tym czasie odpoczywam. Dlaczego mam ich potrzebę
                    zjedzenia czegoś sm
                    > acznego stawiać ponad swoją potrzebę odpoczynku? Ja też jestem
                    ważna. O siebie
                    > też muszę dbać. Bo jeśli nie zadbam, to w którym momencie
                    psychicznie wypalę si
                    > ę i już nie będę tak dobrą, cierpliwą matką dla moich dzieci.

                    - ja osobiście też nie przywiązuję wagi do gotowania i tego, co się
                    je, więc opcję z mrożonką popieram. Ale obiad był przykłądem. Już
                    prania np. nie da się w ten sposób załatwić. Jest pralka, ale jednak
                    tzeba do niej włożyć, wyjąć i rozwiesić, niektóre rzeczy potem
                    wyprasowa, a niektórych niestety nie da się uprać w pralce. I tu się
                    już nic uprościć nie da i niezlaeżnie od tego, czy to sprawia
                    przyjemność, satysfakcję, cyz jest to poświęcenie, musisz jednak
                    dzieciaka posłąć w czystym ubraniu do szkoły. Oczywiście można oi
                    trzbe ad dzieci wymagać pomocy w pracniu, zwłaszca tak duzych, jak
                    Twoje, ale pranie musi być zrobione niezależnie od naszego
                    psychicznego stosunku do tej podłej czynności. I jest jeszcze parę
                    innych podobnych.

                    Moje dzieci już się do tego przystosowały wink Wiedzą, że wolę lecieć
                    na zajęcia
                    > taiji, a im wcisnąć nielubianą mrożonkę. Robię to co tydzień. I
                    akceptują to. W
                    > iedzą, że ja też jestem ważna. Uczą się, że ich potrzeby (tutaj -
                    chęć na coś j
                    > adalnego) nie są najważniejsze, a jedynie równie ważne jak moje.

                    - tzn. uczysz je altruizmu i bardzo dobrze. O to mi właśnie chodzi.
                    Tylko nie przynawaj się Kornelii, bo ona stwierdzi, że dzieci będą
                    miały uraz na całe życie, że zajęcia tego na t są dla Ciebie
                    ważniejsze od nich.

                    A ja uważam, że każde dziecko ma naturalny instynkt oddzielania się
                    od matki, w
                    > ystarczy jedynie im na to pozwolić. Nie ma potrzeby odpępowiać je.
                    Poza tym dzi
                    > eciaki są różne. W przypadku mojej córy próbowałam
                    usamodzielniania na siłę. I
                    > zawsze wtedy osiągałam przeciwny skutek.

                    Widzisz, zapewne jestem od Ciebie cokolwiek starsza i widziałam już
                    niejedne efekt wychowania. Znam ludzi, którzy nie odpępowili się od
                    rodziców nawet w wieku dojrzałym, a nawet podezłym. Rekordem jest
                    kobieta 70letnia, która nie może się odpępowić od zmarłej 9 lat temu
                    matki. Ale w starszym pokoleniu są to jednostkowe wypadki,
                    uwarunkowane jakimiś wyjątkowymi okolicznościami (także tak jest w
                    wypadku tej 70 latki) i powszechnie uważa się to za patologię.
                    Natomiast im młodsze pokolenie, tym więcej jest takich wypadków i
                    wspólczense wychowanie sprzyja temu coraz bardziej.


                    Z drugiej strony jeśli nasyciłam ją sw
                    > oją bliskością, naładowałam je "akumulatorki", to ona chętnie
                    ruszała na podbó
                    > j świata smile Ale nie od razu wink

                    - a nie pomyślałąś o tym, że to Ty w ten sposób podbudowujesz sobie
                    swoje pocuzcie warotści, wyobrażając sobie, że bez nasycenia się
                    Twoją bliskością dziecko nic nie zdziała? Bo może jest tak, że skoro
                    dziecko działa wskutek tego nasycenia, to masz cały czas poczucie,
                    że działasz w nim zdalnie?
                    • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:52
                      srebrnarybka napisała:

                      > Widzisz, zapewne jestem od Ciebie cokolwiek starsza i widziałam już
                      > niejedne efekt wychowania. Znam ludzi, którzy nie odpępowili się od
                      > rodziców nawet w wieku dojrzałym, a nawet podezłym. Rekordem jest
                      > kobieta 70letnia, która nie może się odpępowić od zmarłej 9 lat
                      > temu matki. Ale w starszym pokoleniu są to jednostkowe wypadki,
                      > uwarunkowane jakimiś wyjątkowymi okolicznościami (także tak jest w
                      > wypadku tej 70 latki) i powszechnie uważa się to za patologię.
                      > Natomiast im młodsze pokolenie, tym więcej jest takich wypadków i
                      > wspólczense wychowanie sprzyja temu coraz bardziej.

                      Znowu z kosmosu bierzesz swoje spostrzeżenia.
                      1. To, co powoduje patologiczny związek między rodzicem a dzieckiem, co
                      powoduje stan nieodpępnienia, jest zazwyczaj głęboko ukryte przed oczami osoby
                      postronnej. Jeśli nie jest to najbliższa rodzina, to rzadko kiedy można dotrzeć
                      do informacji, skąd ten stan nieodpępnienia się bierze. Przemoc fizyczna,
                      przemoc fizyczna, przemoc seksualna, szantaż emocjonalny, zmuszanie do przejęcia
                      roli opiekuna (zamiana ról). O takich rzeczach rzadko kiedy wiemy jako osoby
                      trzecie a często to one właśnie prowadzą do emocjonalnych uzależnień od
                      rodziców, które mogą się objawiać albo jako namacalny stan nieodpępnienia, albo
                      odwrotnie - odcięcie się od rodzica ale życie z niewidzialnym czarnym widmem
                      pępowiny nad głową.

                      2. Patologiczne relacje między dziećmi a rodzicami być może zmieniają swoją
                      formę na przestrzeni lat. Jakościowo być może częściej mamy do czynienia dziś z
                      maminsynkiem niż człowiekiem, który w głębi duszy ucieka przed rodzicem całe
                      życie. Jednak nie sądzę, by coś się w temacie ilości tych "pokrzywionych"
                      relacji rodzic-dziecko zmieniło między twoim a moim pokoleniem.
                      • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:56
                        Znowu z kosmosu bierzesz swoje spostrzeżenia

                        - nie z kosmosu, tylko z wieloletniego doświadczenia, lektur i
                        obserwacji.

                        Jakościowo być może częściej mamy do czynienia dziś z
                        > maminsynkiem niż człowiekiem, który w głębi duszy ucieka przed
                        rodzicem całe
                        > życie.

                        - o to mi właśnie chodzi. Człowieka, który ucieka przed rodicami
                        przez całe życie, nie uważam za patologię. To jest normalne.
                        • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 13:23
                          > - o to mi właśnie chodzi. Człowieka, który ucieka przed rodicami
                          > przez całe życie, nie uważam za patologię. To jest normalne.

                          Dla mnie potrzeba uciekania jest nienormalna. Mieszkam 400km od mojej matki, ale jak się da, mieszkam w moim rodzinnym domu przez cały urlop. I wcale nie czuję się "związana", czuję się niezależna, umiem też tak postępować, a jednocześnie potrafię docenić mądrość życiową mojej matki i korzystać z jej rad. Decyzje są moje, myśli, oceny i czyny są moje. Ale ucieczka od rodzicó to raczej chyba domena okresu dojrzewania. Wtedy od ślepego, dziecięcego uwielbienia przechodzimy do dojrzałej oceny wartości naszych rodziców. Jeśli pozostajemy na etapie ucieczki, to albo jest coś nie tak z nimi, albo z nami. W każdym razie nie jest to normalna sytuacja.

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 15:33
                            wybacz, ale dla mnie jest coś nie tak, by dorosła kobieta, mająca
                            własną rodzinę, znajdowała przyjemność w spędzaniu wakacji z
                            mamusią. Nic na to nie poradzę.
                            • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:34
                              > wybacz, ale dla mnie jest coś nie tak, by dorosła kobieta, mająca
                              > własną rodzinę, znajdowała przyjemność w spędzaniu wakacji z
                              > mamusią.

                              smile)) Bo nie znasz mojej mamy? smile
                              Bo dzięki temu dzieci spędzają wakacje ze swoją babcią? W pobliżu mając drugą babcię i dziadka? Dwie ciocie, trzech wujków (z jednym wyjątkiem trochę mniej ważnych wink ) i trzech kuzynów? O wspaniałej, czystej, niezadeptanej przyrodzie nie wspominam, bo to chyba na razie jest ważniejsze dla mnie wink Ale podwórko wiejskie, niam, raj dla dzieciaków smile))
                              Bo rodzina jest ważna, a ja mieszkam daleko i nie mogę na codzień z nimi przebywać? Uważasz, że po wyjściu za mąż mam się zamknąć w kółku: tylko ja, mąż i dzieci? Że to jest normalne?

                              A jeśli chodzi dom, to kwestia słów: tam, gdzie mieszka moja mama jest mój dom rodzinny, a tu jest po prostu DOM smile

                              Nie wiem co na to mój mąż wink Może spytam go, czy mu się podobało, że zamiast siedzieć z mamusią w kuchni, podrzucam jej dzieciaki i łażę z nim po lesie wink))

                              Pozdrawiam
                              Jola
                              PS Jak łatwo jest oceniać i klasyfikować ludzi zaledwie po paru słowach smile
                              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:50
                                Ja Cię nie oceniam, tylko wakacje z rodzicami przestałam spędzać na
                                studiach, a i wcześniej starałam się prysnąć sama chociaż na trochę.
                                I uważam to za całkowicie normalne.
                                • ciociacesia jajć 04.03.08, 00:15
                                  > Ja Cię nie oceniam, tylko wakacje z rodzicami przestałam spędzać na
                                  > studiach, a i wcześniej starałam się prysnąć sama chociaż na trochę.
                                  > I uważam to za całkowicie normalne.
                                  ja tak robiłam, to było normalne, wiec wszystko inne jest nienormalne? smile
                          • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 15:34
                            Aha, i Twój dom rodzinny teraz to jest dom, który tworzysz z mężem i
                            dziećmi, a nie dom Twojej matki. Jeżeli dom Twojej matki nadal jest
                            dla Ciebie domem rodzinnym, to też jest coś nie tak. I co na to Twój
                            mąż?
                        • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:49
                          srebrnarybka napisała:

                          > - o to mi właśnie chodzi. Człowieka, który ucieka przed rodicami
                          > przez całe życie, nie uważam za patologię. To jest normalne.

                          To nie jest normalne.
                          Nie ucieka się przed czymś, co nie wzbudza negatywnych emocji.
                      • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:11
                        tu znów doszło do przytaczania ekstrymalnych przykładów jak ten mój
                        z awarią rury na sąsiadnim wątku..ale to chyba nie znaczy, ze na nim
                        nalezy opierać całą dyskusję i nie zauważać tych posrednich!..a
                        przeciez sama przytaczałaś reportaz radiowy z Trójki, gdzie omawia
                        się fakt, ze dzieci są uzależnione od rodziców nawet w przypadku
                        zabawy!! I chyba o to tu chodzi, ze dzieci czesto juz nie sa
                        podmiotem ale przedmiotem realizowania WŁASNYCH potrzeb rodziców,
                        którzy faktycznie nie pozwalaja im na dojrzewanie, dorastanie i
                        stawanie się bytem odrębnym..samodzielnie funkcjonujacym w sferze
                        psychicznej i fizycznej..z moich obserwacji, podobnie jak zauwazyła
                        to Srebrnarybka wydłuza się proces "odpępowienia" obecnie w sposób
                        zadziwiajacy a nawet karykaruralny..dziecko staje się nie podmiotem
                        zabiegów wychowawczych a zabaweczką dla rodziców, spełnieniem sie w
                        roli rodzica..a jakiekolwiek narażenie się na zarzut, że cos w tej
                        materii nie wyszło..nie wchodzi w grę..stąd przenoszenie własnych
                        lęków o dziecko na sfere jego wychowania i usamodzielniania,
                        powstrzymywanie się od jakichkolwiek działan, które mogłyby narazic
                        na ocenę otoczenia jako niepotrzebne, ryzykowne czy spełniajace
                        pozory "zbyt małego poświęcenia"..a dzieci coraz później są wdrażane
                        i uczone zycia w świecie "zewnętrznym", uczone dbania samodzielnie o
                        własne bezpieczeństwo, bycia samodzielnym a także uczone jak zyć
                        wśród innych ludzi żeby być "pożądaną" częścią stada
                        • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:25
                          babcia47 napisała:

                          > przeciez sama przytaczałaś reportaz radiowy z Trójki, gdzie omawia
                          > się fakt, ze dzieci są uzależnione od rodziców nawet w przypadku
                          > zabawy!!

                          Tak, przytoczyłam. Chodziło o samodzielność dzieci. Samodzielność, nie
                          emocjonalne uzależnienie od rodziców. To są dwie różne sprawy, które czasem się
                          ze sobą łączą, a czasem nie.

                          1. Człowiek mało samodzielny, ale nie tkwiący w toksycznych relacjach z rodzicem
                          , jest w wieku dziecięcym nadmiernie uzależniony od woli rodziców a potem w
                          życiu dorosłym - od innych ludzi (niekoniecznie rodziców). Sam z własnej woli
                          poddaje się kierowaniu swoją osobą przez innych ludzi, bo się zwyczajnie nie
                          rozwinął w tym temacie, gdy był na to czas. Bo na przykład siedział przez cały
                          dzień przed telewizorem zamiast ścigać się po podwórku z rówieśnikami.

                          2. Pępowina między dorosłym dzieckiem a jego rodzicem to często trudna do
                          przełamania zależność, której sam zainteresowany nie chce, ale nie potrafi się
                          od niej uwolnić. Pępowina to związek emocjonalny. Ja tak to rozumiem.

                          Myślę że na bieżącym etapie dyskusji w wielu miejscach błędnie stawia się znak
                          równości między punktem 1 i 2.
                          • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:21
                            > 1. Człowiek mało samodzielny, ale nie tkwiący w toksycznych
                            relacjach z rodzice
                            > m
                            > , jest w wieku dziecięcym nadmiernie uzależniony od woli rodziców
                            a potem w
                            > życiu dorosłym - od innych ludzi (niekoniecznie rodziców).
                            Obecne wzorce wychowania lansowane na tym forum są skrajnie
                            odmienne! Tzn. często dziecku pozwala się na decydowanie zgodnie z
                            własna wolą (w oderwaniu od wiedzy, rozsądku itd) decydować o
                            sprawach priorytetowych..i to rodzice uzależniają sie od woli
                            dziecka..co gorsza to samo dziecko w zetknieciu ze światem
                            zewnętrznym, poza rodzina brutalnie i ze zdumieniem dowiaduje się ,
                            ze swiat jego wole ma "głęboko w powazaniu". Rodzice idąc na zbyt
                            daleko zakrojone kompromisy nie ucza dziecka zachowań społecznych
                            błednie kojarząc to z ograniczaniem..do ograniczenia dojdzie dopiero
                            wówczas gdy dziecko zostanie spacyfikowane w grupie społecznej i do
                            tego z "łatką" sobka i egocentryka będzie spychane na margines życia
                            społecznego..to w ten sposób rodza się frustracje i kompleksy..
                    • jola_ep Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 13:14
                      > Dla mnie niekoniecznie. Poświęcenie dla mnie oznacza, że drugiego
                      > człowieka, je
                      > > go potrzeby stawiam wyżej niż siebie.
                      >
                      > 0- i na tym włąśnie polega miłość.

                      I w tym właśnie się nie zgadzamy. Dla mnie miłość nie polega na tym, że potrzeby drugiego człowieka stawiam wyżej od siebie. I bardzi bym nie chciała, aby dzieci odbierały tak moją miłość do nich. Jeśli w nocy wstaję, bo przestraszył je zły sen, to nie dlatego, że ich potrzeby stawiam wyżej, tylko dlatego, że TA konkretna potrzeba wydaje mi się ważna, ważniejsza od mojej potrzeby nieprzerwanego snu. Ja nie stawiam potrzeb innych wyżej od swoich. Ja staram się stawiać je na równym poziomie z moimi (przynajmniej w stosunku do swojej rodziny, bo do świętości mi daleko...)

                      > musisz jednak
                      > dzieciaka posłąć w czystym ubraniu do szkoły.

                      Ale można zaoszczędzić czasu na prasowaniu, nie kupować rzeczy, których nie da się uprać itd. itp. Pranie można nastawiać z przylepioną do nogi przylepą - choć jest dłużej, to jednak przy okazji zaspokajamy kilka potrzeb. Po prostu wystarczy uznać, że potrzeba bliskości jest dla naszych dzieci równie ważna, jak to, w czym raczkują po mieszkaniu. Bo takie chodzące do szkoły same mogą załadować pralkę, rozwiesić pranie, a nawet uprasować smile (mój drugoklasista debiutował wczoraj przy dużym żelazku smile )

                      > - a nie pomyślałąś o tym, że to Ty w ten sposób podbudowujesz sobie
                      > swoje pocuzcie warotści, wyobrażając sobie, że bez nasycenia się
                      > Twoją bliskością dziecko nic nie zdziała?

                      Jak pisałam, próbowałam ją usamodzielniać na siłę. I efekt był nienajlepszy. Jak machnęłam ręką, to było dużo lepiej (z czasem oczywiście). Zauważ, że cały czas piszę o tym, że warto kochać siebie i być dla siebie kimś ważnym wink Więc nie musiałam sztucznie podbudowywać swojego poczucia ważności.

                      Mam też drugie dziecko, które naturalnie próbowałam na początku traktować tak, jak starsze: długo karmić, przytulać przed snem i wcale nie przejmować się "odpępowianiem". Potrafiłam "wypuścić" go z ramion, gdy tego zażądał - dużo, dużo wcześniej od starszej.

                      > to masz cały czas poczucie,
                      > że działasz w nim zdalnie?

                      Z mojego cichego, nieśmiałego przylepca, który nie mógł się przystosować w przedszkolu (bo mamy nie było) wyrosła śmiała dziewczyna, która jest zupełnie odmienna ode mnie smile Jakie zdalne działanie? wink

                      Pozdrawiam
                      Jola
          • krwawakornelia Albo matka kocha dziecko, albo sie 01.03.08, 23:08
            dla niego poswieca.
            Razem sie nie da.
            Postawa "ja sie dla was poswiecam" wyrzadza dzieciom krzywde.
            • srebrnarybka Re: Albo matka kocha dziecko, albo sie 02.03.08, 00:51
              Nie ma miłości bez poświęcenia. Wydaje mi się, że mylisz miłość z
              czułością. Natomiast osoba, która się poświęca, nie powinna tego
              wypominać tym, dla ktorych się poświęciła. Jeśli matka wypomina
              dzieciom poświęcenie, licząc na wdzięczność, to nie jest to żadne
              poświęcenie, bo czyniła to interesownie. I zgadzam się z Tobą, że
              wypominanie dzieciom przez matkę, że się dla nich "poświęciła",
              wyrządza im krzywdę. Ale ja miałam na myśli prawdzice poświęcenie z
              miłości, którego się nie wypomina i nie liczy się na wdzięczność.
              Na temat rozumienia przeze mnie slowa miłość proponuję przeczytać
              hymn św. Pawła do miłośći, Pierwszy list do Koryntian, par. 13.
              • mama303 Re: Albo matka kocha dziecko, albo sie 02.03.08, 08:19
                srebrnarybka napisała:

                > Wydaje mi się, że mylisz miłość z
                > czułością. Natomiast osoba, która się poświęca, nie powinna tego
                > wypominać tym, dla ktorych się poświęciła. Jeśli matka wypomina
                > dzieciom poświęcenie, licząc na wdzięczność, to nie jest to żadne
                > poświęcenie, bo czyniła to interesownie.

                Osoba poświecajaca sie komus kogo kocha realizuje własna potrzebę
                poświecenia sie dla tej osoby. Innymi słowy - robi sobie samemu
                przyjemność. Poza tym w pewnym sensie oczekuje czegos w zamian - w
                przypadku dziecka choćby wyrazu szczescia w jego oczach lub
                zakończenia płaczu /maleńkie dziecko/.
                Realizujemy poprostu swój "egoistyczny" plan smile
                • srebrnarybka Re: Albo matka kocha dziecko, albo sie 02.03.08, 11:39
                  Jeżeli A kocha B, to jej celem jest szczęście B, a wentualne
                  poświęcnie dla B środkiem do tego celu. Jeżeli A rreczywiście kocha
                  B, a nie samą siebie, to nie będzie się poświęcała dla B wtedy,
                  kiedy nie ma takiej potrzeby, tylko dla własnej satysfakcji. Bo A
                  nie myśli o własnej satysfakcji, tylko o szczęściu B. Jeśli więce
                  szczęście cz y pomyśność B nie wymaga pośieecnie, to nie będzie się
                  pośwwięcała, bo poświęcenie nie jest celem samym w sobie. Natomiast
                  jeżeli A poświęca się dla B dla zaspokojenia własnej potrzeby
                  psychicznej poświęcania się i robienia sobie samemu przyjemności, to
                  nie jest to miłość. Tak rozumuje osoba, która uważą się za pępek
                  świata i uważa, że najważniejszą rzeczą na świecie jest
                  jej "poświęcnie". I tu zgadzam się po raz kolejny z Kornelią, że
                  taka relacja matki do dziecka jest szkodliwa. Podobnie jak Kornelii,
                  radzę Ci przeczytać hymn św. Pawła do miłości, I list do Koryntian,
                  par. 13. Bardzo mądry tekst.
                  • jola_ep Re: Albo matka kocha dziecko, albo sie 02.03.08, 12:18
                    > Jeżeli A kocha B, to jej celem jest szczęście B, a wentualne
                    > poświęcnie dla B środkiem do tego celu. Jeżeli A rreczywiście kocha
                    > B, a nie samą siebie, to nie będzie się poświęcała dla B wtedy,
                    > kiedy nie ma takiej potrzeby, tylko dla własnej satysfakcji.

                    A co jeśli A kocha i B, i samą siebie?
                    Dlaczego miłość do siebie dla Ciebie jest równoznaczna z egoizmem?
                    Jeśli A kocha mądrze siebie, to nie będzie poświęcała się dla B, gdy nie ma takiej potrzeby, bo jej się nie będzie chciało smile (poświęcenie wymaga pewnego wysiłku).

                    Nie możemy być względem siebie neutralni. Jeśli nie kochamy siebie, to coś tę pustkę zapełnia. Widzimy swoje wady, zaczynamy siebie nielubić, pojawia się wrogość, albo zniechęcenie (bo i tak nic nie zrobimy dobrego, skoro jestśmy tak słabi). Albo szukamy w otoczeniu potwierdzenia, że nie jest z nami tak źle, jak to widzimy rano w lusterku... "popatrz, jestem dobra, bo tak się poświęcam dla rodziny, byłam zmęczona, ale posprzątałam, ugotowałam pyszny obiad".. I już nie jest ważne, czy to sprzątanie, czy gotowanie, czy zabawa z dzieckiem ...

                    Oczywiście nie chodzi mi o to, aby kochać siebie ślepą miłością. Ale równie zaślepiona może być miłość do innych, choćby naszych dzieci. To nie cel miłości określa, czy jest egoistyczna.

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • srebrnarybka Re: Albo matka kocha dziecko, albo sie 02.03.08, 12:27
                      Dlaczego miłość do siebie dla Ciebie jest równoznaczna z egoizmem?

                      -n bo to jest ot samo. Każdy z nas jest egoistą z natury, tylko nie
                      widzę powodu, by w procesie wychowania tęcechę wzmacniać.

                      Jeśli A kocha mądrze siebie, to nie będzie poświęcała się dla B, gdy
                      nie ma tak
                      > iej potrzeby, bo jej się nie będzie chciało smile (poświęcenie wymaga
                      pewnego wysi
                      > łku).

                      - moje oponentki (może i Ty, nie pamiętam), twierdzicie, że
                      poświęcanie się dla kochanej osoby jest przyjemnością dla
                      poświecającego się, a szkodoą dla osoby, na rzec zktórej się
                      poświęcam. Jeżeli kocham siebie, to włożę wysiłek, żeby zrobić sobie
                      przyjemnść, cyzli się poświęcić. To logiczne.

                      Nie możemy być względem siebie neutralni. Jeśli nie kochamy siebie,
                      to coś tę p
                      > ustkę zapełnia. Widzimy swoje wady, zaczynamy siebie nielubić,
                      pojawia się wrog
                      > ość, albo zniechęcenie (bo i tak nic nie zrobimy dobrego, skoro
                      jestśmy tak sła
                      > bi). Albo szukamy w otoczeniu potwierdzenia, że nie jest z nami
                      tak źle, jak to
                      > widzimy rano w lusterku... "popatrz, jestem dobra, bo tak się
                      poświęcam dla ro
                      > dziny, byłam zmęczona, ale posprzątałam, ugotowałam pyszny
                      obiad".. I już nie j
                      > est ważne, czy to sprzątanie, czy gotowanie, czy zabawa z
                      dzieckiem ...

                      - widzisz, ja tyle nie rozmyślam na temat włąsnej osoby, bo myślę,
                      że są ciekawsze tematy. Świat poza mną jest dla mnie ciekawszy. A w
                      kwestii obiadu albo sprzątania: niezależnie od tego, czy gotujemy go
                      dla potwierdzenia włąsnej osoby, zaspokojenia potrzbe psychicznych
                      etc, etc,, to jest ugotowany. A ja osobiście gotuję obiad dla
                      zaspokojenia głodu. Innych motywacji nie szukam i chyba ich nie ma.
                      • jola_ep Re: Albo matka kocha dziecko, albo sie 02.03.08, 12:42
                        > Dlaczego miłość do siebie dla Ciebie jest równoznaczna z egoizmem?
                        >
                        > -n bo to jest ot samo. Każdy z nas jest egoistą z natury, tylko nie
                        > widzę powodu, by w procesie wychowania tęcechę wzmacniać.

                        Czy kochasz siebie?
                        Też nie twierdzę, że w procesie wychowania należy wzmacniać egoistyczną miłość do samego siebie. Żadnej egoistycznej miłości nie warto wzmacniać. Ale warto mądrze kochać siebie.
                        Piszesz o "Hymnie o miłości" św. Pawła. Ale czy św. Paweł nie powiedział, że nie wolno nam kochać siebie?

                        Kiedy dawno, dawno temu, na rekolekcjach akademickich usłyszałam, że mam kochać siebie, to myślałam, że ksiądz źle się czuje. Ale po latach zrozumiałam i odkryłam, jak wielka mądrość z tego wypływa smile)

                        Mądra miłość nie jest łatwa. Myślę, że powinniśmy uczyć dzieci, aby tak siebie kochały. Ale zacząć - jak zawsze - trzeba od siebie.

                        Pozdrawiam
                        Jola
                        • krwawakornelia jezeli w ogole pada slowo poswiecenie 02.03.08, 12:54
                          to nie moze byc mowy o prawdziwej milosci.
                          Bezwarunkowej i bezinteresownej do kogokolwiek.

                          I znowu wynika to z tego ze....
                          nie potrafimy kochac, bo siebie samych nie kochamy, bo nas nie
                          kochano.
                          Kropka, milosci sie uczy.
                          • jola_ep Re: jezeli w ogole pada slowo poswiecenie 02.03.08, 13:24
                            > I znowu wynika to z tego ze....
                            > nie potrafimy kochac, bo siebie samych nie kochamy, bo nas nie
                            > kochano.

                            I o tym samym piszę. Ale ja chcę jeszcze dodać, że ta miłość musi być mądra, a nie zaślepiona.

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • krwawakornelia ja pisze tylko o tej przawdziwej milosci i o 02.03.08, 14:09
                              szacunku do drugiego czlowieka.
                              Wszelkie wypaczenia ignoruje w tej dyskusji, bo to z reguly z miloscia
                              nic wspolnego nie ma a raczej z jakims zaspokajaniem wlasnych potrzeb
                              emocjonalnych.
    • kandyd.a Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 01.03.08, 20:26
      Chcę wychować swoje dzieci tak, by wiedziały, że je kocham, ale nie uważały się
      za pępek świata.
      Howk i EOT.
      • krwawakornelia no to jezeli beda wiedzialy ze je kochasz 01.03.08, 22:45
        nie beda mialy szansy uwazac sie za pepek swiata.
        Napisalas jak to sie mowi maslo maslane.
        No ten komentarz,
        to przede wszystkim dla innych czytelniczek tego watku, nie odbieraj
        personalnie.
        • srebrnarybka Re: no to jezeli beda wiedzialy ze je kochasz 02.03.08, 00:56
          Nie widzę przyczyn, dla których sama świadomość, że matka je kocha,
          ma uchronić dziecko przed uważaniem się za pępek świata. Z faktu
          miłości matki i dziecka nie wynika jeszcze, że będzie ono miało
          prawidową relację z innymi osobami. Zdarzali się i zbrodniarze,
          którzy miewali kochające matki.
          • krwawakornelia bardzo prosto, 02.03.08, 12:57
            jezeli mamy gleboka swiadomosc i poczucie bycia kochanym.
            Nie potrzebujemy "bycia pepkiem swiata" lub uwazania sie za takowe.
            Dzieci kochane i dodbane nie potrzebuja byc w centrum zainteresowani
            innych bo nie potrzebuja sztucznego dowartosciowania z zewnatrz.
            • srebrnarybka Re: bardzo prosto, 02.03.08, 13:02
              Dzieci, które nie nauczono, że istnieje jakikolwiek inny świat poza
              nimi i ich matką i ich wzajemną, bardzo silną, relacją mają szansę
              nie zauważyć w ogóle reszty świata. Znam takie dzieci.
              • krwawakornelia dzieci od urodzenia 02.03.08, 14:06
                maja potrzebe poznawania i doswiadczania swiata.
                Uniezalezniania sie od matki.
                Jezeli matka je tlamsi, powstrzymuje i pacyfikuje do tego stopnia ze
                swiata nie poznaly, to nie jest to milosc, tylko jakas zaborcza
                potrzeba kontroli i leki.
                Czyli podalas przyklad na potwierdzenie moich slow.
                • srebrnarybka Re: dzieci od urodzenia 02.03.08, 15:38
                  z tym się też zgadzam, ale opisane przez Ciebie jako pozytywne
                  medotyd wychowawcze i to, co Ciebie oburza u innych matek, moim
                  zdaniem daje efekt zupełnie odwrotny.
            • srebrnarybka Re: bardzo prosto, 02.03.08, 13:03
              I to nie jest sztuczne dowartoświowyanie, po prostu dla takiego
              dziecka, a później człowieka, reszta świata nie istnieje. On się nie
              dowartościowuje przy jej pomocy, on jej po prostu nie zauważa.
              • krwawakornelia To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 14:29
                on nie byl zauwazany i kochany w mlodosci i nie jest wstanie kochac
                innnych.
                Jego potrzeby nie byly respektowane, on nie zauwaza potrzeb innych.

                To tak jabys nie majac pojecia o graniu na skrzypcach, probowala
                nauczyc tego swoje dzieci.
                Nie da sie.
                • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 15:47
                  O graniu na skrzypcach faktycznie pojęcia nie ma. Znam ludzi, któzzy
                  nie byli kochani w dzieciństwie, a są obecnie bardzo dobrymi ludźmi.
                  I dobrze mi się z nimi żyje. Znam ludzi, którzy byli w dzieciństwie
                  otaczani wielką czułością i są kosmarni.
                  Raz jeszcze powtarzam: jeżeli dziecko nie nauczy się, że istnieją
                  nie tylko jego potrzeby, ale i potrzeby innych ludzi, i że trzeba
                  czasem rezygnoważ z zaspokojenia własnej potrzeby czy po prostu z
                  jakiejś przyjemności, by zaspokoić potrzebę kogoś innego, to nie
                  będzie tego wiedziało jako dorosłe. I nie chciałabym w swoim życiu
                  takiego człowieka sporkać.
                  Przy okazji: dlaczego jedynacy bywają złymi współmałżonkami? Ano
                  włąśnie dlatego, że w dzieciństwie nie nauczyli się rezygnować z
                  włąsnych potrzeb na rzecz np. rodzeństwa i nie potrafią z niczego
                  ustąpić dla dobra współmałzonka.
                • babcia47 Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 21:10
                  jeżeli twoje założenie jest słuszne to skąd biorą się takie pokłady
                  miłości i dążenie do budowania życia rodzinnego u osób wychowanych w
                  domach dziecka??
                  • mama_kotula Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 21:20
                    babcia47 napisała:

                    > jeżeli twoje założenie jest słuszne to skąd biorą się takie pokłady
                    > miłości i dążenie do budowania życia rodzinnego u osób wychowanych w
                    > domach dziecka??

                    Błąd, błąd, błąd.
                    Osoby wychowane w domu dziecka nie dążą do "życia rodzinnego" sensu stricte.
                    Dążą przede wszystkim do samodzielności. Do wyzwolenia się z grupy, ze stada, w
                    którym spędziły całe życie (grupa pod pieczą wychowawcy placówki opiekuńczej).
                    Dziewczęta wychowane w domach dziecka najczęściej zostają matkami w bardzo
                    młodym wieku (dane statystyczne) i nie mają właściwych wzorców rodziny, bazują
                    na swoich wyobrażeniach, jak ta rodzina ma wyglądać. I to one bardzo często
                    stają się toksycznymi rodzicami, którzy nie są w stanie odpępowić dziecka, na
                    zasadzie "ja tego nie miałam, niech dziecko moje ma".
                    • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 21:46
                      Błąd, błąd, błąd - ale Twój Kotulo, a nie Babci.
                      1. wychowankowie domów dziecka, także te młodociane matki, dążą do
                      miłości i rodziny, tylko nie mając wzorców, częśto nie umieją (bo
                      różnie bywa) tej rodziny zbudować. Ale to różnica.
                      2. poza dziećmia w domach dziecka istnieją też naturalne sieroty,
                      obecnie stosunkowo rzadkie, dawniej - znacznie liczniejsze. Czy
                      nigdy nie zdarzyło się, by jakolwiek sierota wychowywana bez matki,
                      czasem przez sensownych opiekunów, ale jednak nie rodziców i
                      niekochającyhc tą samą miłością, była przyzwoitnym człowiekiem i
                      potrafiła kochać? Parę całkiem udanych sierotek w historii by się
                      znalazło, włącznie z niejakim Karolem Wojtyłą.
                      • mama_kotula Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 21:53
                        srebrnarybka napisała:

                        > Błąd, błąd, błąd - ale Twój Kotulo, a nie Babci.
                        > 1. wychowankowie domów dziecka, także te młodociane matki, dążą do
                        > miłości i rodziny, tylko nie mając wzorców, często nie umieją (bo
                        > różnie bywa) tej rodziny zbudować. Ale to różnica.

                        Na jedno wychodzi, jeśli wziąć pod uwagę temat główny dyskusji.
                        Być może niedokładnie się wyraziłam. Dążenie do miłości i rodziny w przypadku
                        wychowanków domu dziecka jest bardzo silne, jest to jednak zarówno chora, wręcz
                        patologiczna miłość, oparta na wyobrażeniu - niepoparta wzorcem.
                        I tu jak najbardziej można mówić o tym, że dziecko spełnia jakieś potrzeby
                        rodziców - potrzebę dawania tego, czego się nie miało, potrzebę wyrzucenia
                        jakiegoś żalu. Często na zasadzie "zagłaskać kotka na śmierć".

                        > 2. poza dziećmia w domach dziecka istnieją też naturalne sieroty,
                        > obecnie stosunkowo rzadkie, dawniej - znacznie liczniejsze. Czy
                        > nigdy nie zdarzyło się, by jakolwiek sierota wychowywana bez matki,
                        > czasem przez sensownych opiekunów, ale jednak nie rodziców i
                        > niekochającyhc tą samą miłością, była przyzwoitnym człowiekiem i
                        > potrafiła kochać? Parę całkiem udanych sierotek w historii by się
                        > znalazło, włącznie z niejakim Karolem Wojtyłą.

                        Ja nie mówię, że każda sierota wychowywana bez rodziców to patologia. Nie chodzi
                        mi o rodziców biologicznych. Chodzi mi o wzorzec rodziny.

                        Natomiast będę bronić tezy, że brak miłości i wzorców zdrowej miłości w
                        dzieciństwie może prowadzić do zachowań patologicznych w tworzeniu własnej rodziny.
                        • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 22:05
                          1. wychowankowie domów dziecka, także te młodociane matki, dążą do
                          > > miłości i rodziny, tylko nie mając wzorców, często nie umieją
                          (bo
                          > > różnie bywa) tej rodziny zbudować. Ale to różnica.
                          >
                          > Na jedno wychodzi, jeśli wziąć pod uwagę temat główny dyskusji.

                          - nie na jedno. Czym innym jest brak potrzeby miłośći, a czym innym
                          nieumiejętność poprowadzenia rodziny. Bywają i kochające się
                          małżeństwa, które się rozwodzą, bo nie radzą sobie z trudnościami
                          zycia. Nic więc dziwnego, że wychowankowie domów dziecka, pozbawieni
                          wzorcow, radzą sobie gorzej.

                          Natomiast będę bronić tezy, że brak miłości i wzorców zdrowej
                          miłości w
                          > dzieciństwie może prowadzić do zachowań patologicznych w tworzeniu
                          własnej rodz
                          > iny.

                          Tej tezy nikt nie neguje. Tylko gdyby poglądy Kornelii były
                          prawdziwe, to ŻADNA sierota nie byłaby zdolna do miłości. A tak nie
                          jest.
                          • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 23:57
                            srebrnarybka napisała:

                            > - nie na jedno. Czym innym jest brak potrzeby miłośći,

                            Nie bardzo umiem sobie wyobrazić człowieka pozbawionego potrzeby miłości.

                            > Tej tezy nikt nie neguje. Tylko gdyby poglądy Kornelii były
                            > prawdziwe, to ŻADNA sierota nie byłaby zdolna do miłości. A tak nie
                            > jest.

                            Kornelii zdaje się chodziło o przekuwanie potrzeby na praktykę. O realizowanie i
                            zaspokajanie potrzeby miłości. Potrzebę miłości ma każdy człowiek wrodzoną. W
                            sprzyjających warunkach, posiadając dobry wzorzec w postaci swojego rodzica,
                            człowiek rozwija umiejętność posługiwania się to miłością. W warunkach
                            niesprzyjających umiejętność posługiwania się miłością nie rozwinie się wcale
                            lub rozwinie się słabo.
                            • gaja78 Ps. 03.03.08, 00:06
                              gaja78 napisała:

                              > W warunkach
                              > niesprzyjających umiejętność posługiwania się miłością nie rozwinie się wcale
                              > lub rozwinie się słabo.

                              Oczywiście mówię o dzieciach i ludziach wkraczających w wiek dorosły. Nic nie
                              stoi na przeszkodzie, by osoba dorastająca w warunkach niesprzyjających
                              rozpoczęła naukę posługiwania się miłością już jako człowiek dorosły. IMHO nigdy
                              nie jest za późno na nadrabianie zaległości. Tyle że może to wymagać ogromu
                              pracy. Nie każdemu się udaje.
                            • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:06
                              Nie bardzo umiem sobie wyobrazić człowieka pozbawionego potrzeby
                              miłości.
                              - a ja umiem. O niektórych, szczególnie zwyrodniałych bandytach
                              miewamy okazję usłyszeć w TV.

                              Tylko gdyby poglądy Kornelii były
                              > > prawdziwe, to ŻADNA sierota nie byłaby zdolna do miłości. A tak
                              nie
                              > > jest.
                              >
                              > Kornelii zdaje się chodziło o przekuwanie potrzeby na praktykę. O
                              realizowanie
                              > i
                              > zaspokajanie potrzeby miłości. Potrzebę miłości ma każdy człowiek
                              wrodzoną. W
                              > sprzyjających warunkach, posiadając dobry wzorzec w postaci
                              swojego rodzica,
                              > człowiek rozwija umiejętność posługiwania się to miłością. W
                              warunkach
                              > niesprzyjających umiejętność posługiwania się miłością nie
                              rozwinie się wcale
                              > lub rozwinie się słabo.

                              Kornelia twierdzi, że człowiek, który nie był w dzieciństwie kochany
                              przez matką, nie jest zdolny do miłości. Liczne przykłądy sierot
                              naturalnych przeczą temu, chociaż oczywiście osoby pozbawione w
                              dzieciństwie domu mają większe szanse na degenerację, a poza tym
                              doświadczają bólu. Ale to nie znaczy, że nie mogą kochać.
                              • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:20
                                srebrnarybka napisała:

                                > Kornelia twierdzi, że człowiek, który nie był w dzieciństwie kochany
                                > przez matką, nie jest zdolny do miłości.

                                Potrzeba miłości jest wewnętrzna, wrodzona. "Zdolność do miłości" została w
                                powyższym zdaniu określona jako relacja między ludźmi. Domyślam się zatem, że
                                chodzi o zdolność do posługiwania się miłością, umiejętność jej niczym
                                niezaburzonego odczuwania i współdzielenia. Dziecko kochane "zdrowo" przez matkę
                                wyrasta na człowieka potrafiącego miłość identyfikować jako emocję, współdzielić
                                ją i posługiwać się nią. Dziecko niekochane tej zdolności nie posiądzie tak
                                długo, jak długo będzie tej miłości pozbawione i jednocześnie niesamodzielne.
                                Osiągnąwszy wiek dorosły może wymienione umiejętności nabyć przy odpowiednio
                                dużym nakładzie pracy.
                                • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:23
                                  Nie neguję, że osobie, która nie zaznała miłości macierzyńskiej,
                                  jest w życiu trudniej, ale z tego co piszesz Ty i Kornelia,
                                  wynikałoby, że prowadzenie normalnego i udanego życia przez sierotę
                                  jest właściwie niemożliwe. Liczne przyklady wskazuję, że nie mcie,
                                  na szczęście, racji.
                                  • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:31
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Nie neguję, że osobie, która nie zaznała miłości macierzyńskiej,
                                    > jest w życiu trudniej, ale z tego co piszesz Ty i Kornelia,
                                    > wynikałoby, że prowadzenie normalnego i udanego życia przez sierotę
                                    > jest właściwie niemożliwe. Liczne przyklady wskazuję, że nie mcie,
                                    > na szczęście, racji.

                                    No przecież właśnie napisałam, że jest możliwe przy odpowiednio dużym nakładzie
                                    pracy. Z całym szacunkiem - nie siedzisz w środku związków miłosnych swoich
                                    znajomych i nie wiesz ile musieli włożyć pracy w osiągnięcie normalnego i
                                    udanego życia.
                                    • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:38
                                      Z całym szacunkiem - nie siedzisz w środku związków miłosnych swoich
                                      > znajomych i nie wiesz ile musieli włożyć pracy w osiągnięcie
                                      normalnego i
                                      > udanego życia.

                                      W to każdy musi wkładać dużo pracy. Nie tylko sieroty lub osoby
                                      zanidbywane w dzieciństwie przez rodziców.
                                      • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:39
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Z całym szacunkiem - nie siedzisz w środku związków miłosnych swoich
                                        > > znajomych i nie wiesz ile musieli włożyć pracy w osiągnięcie
                                        > normalnego i
                                        > > udanego życia.
                                        >
                                        > W to każdy musi wkładać dużo pracy. Nie tylko sieroty lub osoby
                                        > zanidbywane w dzieciństwie przez rodziców.

                                        Zgadzam się. Jedni muszą więcej, inni mniej. Zależy kto jaką ma zdolność
                                        posługiwania się swoimi emocjami na starcie.
                              • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:25
                                srebrnarybka napisała:

                                > - a ja umiem. O niektórych, szczególnie zwyrodniałych bandytach
                                > miewamy okazję usłyszeć w TV.

                                Skąd pomysł, że zwyrodniały bandyta nie ma potrzeby miłości ?
                                Prawdopodobnie pozbawiony jest jakiejkolwiek empatii. Prawdopodobnie potrzeba
                                miłości jest u niego kompletnie nieidentyfikowalna, zasłonięta innymi emocjami.
                                Być może w ogóle nie potrafi identyfikować (nazywać) jakichkolwiek emocji. Być
                                może w jego głowie istnieje pierwotne przekonanie, że potrzeba miłości jest
                                nierozerwalnie związana z przemocą.
                                Ale nie ma czegoś takiego jak człowiek bez potrzeby miłości, każdy to ma.
                                Wrodzone.
                                • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:36
                                  Niespecjalnie mnie interesują emocje bandyty, zapewne mało
                                  skomplikowane. W każdym razie nie uwazam, żeby życie niektórych
                                  bandytów świadczyło o ich potrzebie miłości. Życie małolaty z domu
                                  dziecka, która szybko zachodzi w ciążę, może o tym świadczyć
                                  (potrzeba bliskości, znacznie większa niż u osoby z prawidłowego
                                  domu, intensywność okazywania uczuć, stąd przedwczesny seks etc.),
                                  chociaz oczywiście także nie musi, bo może być wynikiem calkiem
                                  przedmiotowego traktowania seksu, włąsnego ciała i włąsnej godności.
                                  Ale bywali ludzie z całkiem dobrych domów, którzy stali się
                                  bandziorami i bywali ludzie z domów patologicznych, którzy wyrastali
                                  na ludzi całkiem porządnych. A dla Kornelii wszystko jest proste:
                                  kto w dzieciństwie chociaż pół godziny bawił się bez towarzystwa
                                  matki, zostanie degenratem do końca życia.
                                  • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:38
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > A dla Kornelii wszystko jest proste:
                                    > kto w dzieciństwie chociaż pół godziny bawił się bez towarzystwa
                                    > matki, zostanie degenratem do końca życia.

                                    Ty to wyciągasz te wnioski ...
                                    • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:45
                                      Z kilku jej postów złożonych razem tak wynika.
                                      • gaja78 Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 00:49
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Z kilku jej postów złożonych razem tak wynika.

                                        A możesz to rozpisać ? Wiesz, tak prosto, na przykład:

                                        <opis zachowania> - > <konsekwencja>
                                        • srebrnarybka Re: To nie tak ze on nie widzi 03.03.08, 01:06
                                          Jest późna pora, więcnie chce mi się tych postów szukać. Ale
                                          poszukaj, taki jest sens.
                        • babcia47 Re: To nie tak ze on nie widzi 02.03.08, 22:27
                          Dążenie do miłości i rodziny w przypadku
                          > wychowanków domu dziecka jest bardzo silne, jest to jednak zarówno
                          chora, wręcz
                          > patologiczna miłość, oparta na wyobrażeniu - niepoparta wzorcem.

                          > Ja nie mówię, że każda sierota wychowywana bez rodziców to
                          patologia.

                          a jednak..i zastanawiam się skąd tak kategoryczne przekonanie???
                          Znam kilka takich osób i pozwolę się z toba nie zgodzic..
        • kandyd.a Zafunduję ci wizytówki: 02.03.08, 02:01
          "Krwawakornelia - specjalistka ds. szukania dziury w całym"

          Jezu, kobieto, weź na wstrzymanie! Przyczepiasz się do każdego słowa! Serdecznie
          współczuję osobom z twojego otoczenia.

          Sama prowokujesz do osobistych wycieczek. Daruj sobie odp.
        • babcia47 Re: no to jezeli beda wiedzialy ze je kochasz 02.03.08, 23:47
          > nie beda mialy szansy uwazac sie za pepek swiata.
          > Napisalas jak to sie mowi maslo maslane.

          Nie nie napisała bzdury jak sugerujesz..rodzice toksyczni, którzy
          umieszczą dziecko w samum centrum swojego emocjonalnego i fizycznego
          świata oraz wychowają w przekonaniu że ono tylko jest tylko
          wazne..zadne tam szkody wyrządzone przez wodę lejacą się sąsiadom na
          głowę, ze ważne jest tylko to czy dziecko nie poczuje się odrzucone
          przez to, ze musza kosztem czasu z nim spędzonego wykonać jakąś
          czynność, wyrządzą mu krzywdę sugerując włąśnie swoim zachowaniem,ze
          ono i tylko ono jest pępkiem swiata! Dadza mu przekaz, ze nikt i nic
          poza nim się nie liczy..i dziecko takie przekonanie chętnie
          przyjmie!! Kto, kiedy i w jakiej formie ściągnie je na ziemie..to
          inna bajka..

      • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 08:09
        kandyd.a napisała:

        > Chcę wychować swoje dzieci tak, by wiedziały, że je kocham, ale
        nie uważały się
        > za pępek świata.
        A ja bym własciwie chciała, żeby moje dziecko uważało sie za pępek
        świata.
        Uważam bowiem, że wszystko co ludzie robią wynika w pewnym sensie z
        ich egoizmu. Także paradoksalnie - altruizm. Człowiek pomaga komuś
        bo on sam czuje taka potrzebę, lubi to, chce sie dowartosciować lub
        oczekuje czegos w zamian /choćby podziekowania/. Nawet Matka Teresa
        pomagała innym bo zaspokajała pewną swoją silną potrzebę pomagania.

        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 11:54
          A ja bym własciwie chciała, żeby moje dziecko uważało sie za pępek
          > świata.

          - dziękuję za szczerą wypowiedź. Oczywiście wyznaję inny
          diametralnie inny system wartości, ale dziękuję, że uczciwie
          przyznajesz, w jaki sposób wychowujesz dziecko. Ja na to właśnie
          zwracam uwagę - że między pokoleniem dzisiaj ok. 50 i starszym i
          pokoleniem obecnych młodych matek jest totalna różnica nie tylko w
          środkach wychowyania, ale w celach. I wreszcie ktoś mi otwarcie
          przyznał rację.

          Nawet Matka Teresa
          > pomagała innym bo zaspokajała pewną swoją silną potrzebę pomagania.
          -
          - A Ojciec Kolbe też dla własnej przyjemności poszedł na śmierć
          glodową za nieznanego mu człowieka? Umiernaie z głodu sprawiało mu
          przyjemność?
          • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:37
            srebrnarybka napisała:

            > A ja bym własciwie chciała, żeby moje dziecko uważało sie za pępek
            > > świata.
            >
            > - dziękuję za szczerą wypowiedź. Oczywiście wyznaję inny
            > diametralnie inny system wartości, ale dziękuję, że uczciwie
            > przyznajesz, w jaki sposób wychowujesz dziecko. Ja na to właśnie
            > zwracam uwagę - że między pokoleniem dzisiaj ok. 50 i starszym i
            > pokoleniem obecnych młodych matek jest totalna różnica nie tylko w
            > środkach wychowyania, ale w celach. I wreszcie ktoś mi otwarcie
            > przyznał rację.
            >
            > Nawet Matka Teresa
            > > pomagała innym bo zaspokajała pewną swoją silną potrzebę pomagania.
            > -
            > - A Ojciec Kolbe też dla własnej przyjemności poszedł na śmierć
            > glodową za nieznanego mu człowieka? Umiernaie z głodu sprawiało mu
            > przyjemność?

            Spłycasz ideę.
            Ojciec Kolbe poświęcił się, aby wstąpić na drogę do zbawienia, czyli dla
            korzyści nie w życiu doczesnym, ale w życiu wiecznym smile. Nie chcę teraz bluźnić
            ani nic w tym rodzaju, ale są ludzie, którym cierpienie w imię tej idei powoduje
            zaspokojenie pewnych potrzeb.


            Zgadzam się z Mamą303 i jej poglądami na temat altruizmu - możemy mówić jedynie
            o altruizmie odwzajemnionym, który jest pewną formą egoizmu, ponieważ zawsze
            służy czemuś, zawsze - choćby podświadomie czegoś oczekujemy, choćby
            zaspokojenia swojej potrzeby bycia altruistycznym, podziękowania, dobrego słowa
            czy uśmiechu.
            Poza tym nadmierna pokora jest swoistym rodzajem pychy - podobnie jest z altruizmem.
            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 12:45
              Cóż, pozostaje mi jedynie życzyć Ci, byś w swoim życiu spotkała
              więcej osob wyznających taki system wartości jak Matka Teresa i
              Ojciec Kolbe, niż ten, który Ty i Twoje koleżanki wpajacie swoim
              dzieciom. Jestem od Was starsza, więc mam nadzieję, że zdążę umrzeć,
              zanim na świecie nie będzie już ani jednego altruisty.
              • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 13:54
                srebrnarybka napisała:

                > Cóż, pozostaje mi jedynie życzyć Ci, byś w swoim życiu spotkała
                > więcej osob wyznających taki system wartości jak Matka Teresa i
                > Ojciec Kolbe, niż ten, który Ty i Twoje koleżanki wpajacie swoim
                > dzieciom. Jestem od Was starsza, więc mam nadzieję, że zdążę umrzeć, zanim na
                świecie nie będzie już ani jednego altruisty.

                I po co ta ironia?
                Na moje szczęście, częściej spotykam ludzi asertywnych i obdarzonych zdrowym
                egoizmem niż męczenników i zdeklarowanych wyłącznie-altruistów. Są łatwiejsi w
                pożyciu. I zdecydowanie przyjemniejsi w tymże pożyciu. I zdecydownie mniej
                zgorzkniali suspicioussuspicious (tak, to jest aluzja tongue_out).

                Srebrnarybko, mam poczucie, że dla ciebie istnieją tylko dwa kolory: czarny i
                biały, a twoja wizja świata jest zupełnie binarna. To przykre, ale to twój
                wybór. Może i tak jest łatwiej myśleć wink
                Zdrowy egoizm nie wyklucza zachowań altruistycznych i na odwrót. Ale to zostało
                powiedziane już kilka razy w tym i sąsiednim wątku.
                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 15:42
                  powtarzam: zdrowego egozimu nie ma, ale każdy, nawet największy
                  altruista, jest po trosze egoistą, bo każdy nim jest. A to, co
                  napisałam, nie jest ironią. Po prostu bezpieczniej żyje mi się wśród
                  ludzi, którzy liczą się z dobrem innych ludzi, także moim własnym,
                  niż wśród takich, dla których dobro własne jest tak ważne, że mogą
                  moje lekceważyć. I tyle.
                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 16:21
                    srebrnarybka napisała:
                    > niż wśród takich, dla których dobro własne jest tak ważne, że mogą
                    > moje lekceważyć. I tyle.

                    A na odwrót?
                    Jak zapatrujesz się na permanentne lekceważenie własnego dobra w imię dobra cudzego?

                    (dla ułatwienia: taka postawa najczęściej bywa przyczyną jęczenia na forach wszelakich i w realu oraz ogólnego niezadowolenia życiowego i długofalowej frustracji).
                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 17:10
                      Zapatruję się na to jak zdrowa egoistka. Jeśli trafię na jelenia,
                      dla którego moje dobro będzie ważniejsze od jego własnego, niecnie
                      to wykorzystam dla swojego dobre. A poważnie: w istnienie takich
                      jeleni nie wierzę, bo mamy z natury w sobie dostateczną dozę
                      egoizmu, by się takim jeleniem nie stać.
    • lila1974 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 09:27
      W dużej mierze zalezy mi na kontakcie moich córek z rówiesnikami.
      jedną z najcenniejszych pamiątek mojego dzieciństwa jest wspomnienie
      fantastycznych chwil spędzonych z innymi dziećmi.

      Na razie dziewczynki nie mają równie komfortowych warunków, jakie
      były moim udziałem, ale staram się jak mogę w okolicznościach życia
      w "mrówkowcu".

      Od wczesnego okresu ich życia dbałam, by miały kolezanki i kolegów.
      Początkowo dzieci bawiły się w domach. Od zeszłego roku pozwalam
      starszej, Konstancji, przebywać na trawniku pod naszymi oknami,
      gdzie rozkłada wraz z koleżankami koce i bawią się lalkami lub
      próbują, np. grac w gumę.

      Dzieciaki biegają od mieszkania do mieszkania i urządzają
      np. "imprezki", czyli przebierają się w "balowe" suknie, tańczą i
      opychają słodyczami.

      Innym razem zwołują się i robią nasiadówkę koleżeńsko-zwierzęcą,
      wówczas każdy znosi do wybranego mieszkania swoich pupili i próbują
      je ze sobą zapoznać.

      Stawiam równiez na pewną samodzielność - pozwalam pobiec do
      sklepiku, a czasami wręcz sama o to proszę, nie żżymam się na "źle"
      ale za to samodzielnie umyte naczynia, zachęcam do zrobienia
      naleśników, ale wkraczam w fazę ich pieczenia, bo nie chcę, aby
      podchodziły do kuchenki.

      Z całą pewnością dziś dzieci sa bardziej w centrum życia rodziny.
      Uczę je jednak, by nie siedziały przy stole, gdy rodzice imprezują
      przy alkoholu, by nie przerywały komukolwiek rozmowy, czyli
      parę "starych" zagrywek smile

      Generalnie to słucham swojej inicjatywy.
      • lila1974 intuicji :P 02.03.08, 12:33

        • srebrnarybka Re: intuicji :P 02.03.08, 13:01
          Nie odpowiedziałam Ci, bo zajęta byłam dyskusją z koleżankami, z
          którymi różnię się w poglądach. Na chwilę dyskusja się wyciszyła,
          więc chcę napisać, że bardzo mi się Twój post podoba.
    • harrypotter Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 14:36
      1.zeby szanowalo innych ludzi i siebie
      2 ale zeby przez ten szacunek nie bylo ponizane i wysmiewane przez innych ( bo
      dla co poniektorych sznownie kogos to glupota i cienizna)
      3 zeby myslalo!
      • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 19:36
        Rodzic powinien rozumieć i byc na bieżąco podczas wszystkich etapów
        rozwoju dziecka- być z dzieckiem i obok niego a nie gdzieś tam.
        Powinien dawać szansę na zdobywanie doświadczenia i pamiętać , że
        dziecka problem to nie błahostka ale dla malucha prawdziwa tragedia.
        Rodzic powinien być jak pies przewodnik dla ociemniałego-nie może
        wykonać za dziecko pewnych czynności ale może poprzez swoją obecność
        zapewnic dziecku bezpieczeństwo, poczucie pewności i wartości, uczyć
        samodzielności
        Generalnie zgadzam się z tym co pisze babcia47- w dzisiejszych
        czasach bowiem za dużo jest rozciumkanych matek chcących by ich
        dziecko miało jak najdłuzej dziecinstwo. W efekcie mamy 4latki ssące
        pierś, ciągnące smoczek, z wadami zgryzu i wymowy , uwazające że im
        wolno robic wszystko co przyjemne, nie umiejące wytrzeć sobie pupy
        • mama_kotula Taka dywagacja ;) 02.03.08, 19:43
          guderianka napisała:

          > w dzisiejszych czasach bowiem za dużo jest rozciumkanych matek chcących by ich
          dziecko miało jak najdłuzej dziecinstwo. W efekcie mamy 4latki ssące pierś,
          ciągnące smoczek, z wadami zgryzu i wymowy , uwazające że im wolno robic
          wszystko co przyjemne, nie umiejące wytrzeć sobie pupy

          Wiecie co? Wydaje mi się, że wyobrażenie o skali tych zachowań jest
          wyolbrzymione. Stąd światełko alarmowe u Babci czy Srebrnejrybki i misja
          niesienia kaganka oświaty.
          Owszem, mamy świetne źródło informacji, czyli forum internetowe, na którym jest
          swoisty przekrój społeczeństwa (choć z tym też można polemizować).
          Niemniej jednak na forum z reguły pisze się o problemach wychowawczych z
          dzieckiem. Jeżeli w wątku "moja 4-latka używa smoczka" wpisze się 15 matek,
          które mają ten sam problem, nie oznacza, że jest to problem masowy -
          podejrzewam, że jakby całość dyskutantów nie obejmowała grona kilku(nastu)
          tysięcy forumowiczów, statystyka "czterolatek ze smoczkiem" przypominałaby tę
          sprzed 20 lat. Tyle, że rozważamy większą próbę, zatem dane bezwzględne będą
          większe - co może powodować wyobrażenia o zwiększeniu skali problemów.
          • guderianka Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 20:01
            mamo_kotula-wystarczy mi osobiście znana mama , która karmiła
            dziecko do 6 roku życia i pozwalało by dziecko to spało w dziecięcym
            łóżeczku w tymże wieku! wystarczy mi też widok dzieciaków na placu
            zabaw lub przychodni- rozpieszczonych, chodzących ba-biegających-z
            nieodzowną gumą w gebie. Itp Itd
            Nie pisałam o sytuacji na forum-pisałam o realnym życiu
            Niestety uncertain
            • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 20:15
              guderianka napisała:

              > mamo_kotula-wystarczy mi osobiście znana mama , która karmiła
              > dziecko do 6 roku życia i pozwalało by dziecko to spało w dziecięcym łóżeczku
              w tymże wieku!

              Jedna jaskółka wiosny nie czyni.
              Sądzisz, że 20 lat temu nie było takich mam?

              > wystarczy mi też widok dzieciaków na placu zabaw lub przychodni-
              rozpieszczonych, chodzących ba-biegających-z nieodzowną gumą w gebie. Itp Itd

              Jak wyżej.
              • guderianka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 07:42
                Sęk w tym, że takich jaskółek mnóstwo fruwawink
            • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 20:31
              guderianka napisała:

              > i pozwalało by dziecko to spało w dziecięcym
              > łóżeczku w tymże wieku!

              Śmiem jeszcze zauważyć, że niegdyś (jakieś 20-30 lat temu) 5-6-latki śpiące w dziecinnych łóżeczkach ze szczebelkami były zjawiskiem częstszym niż teraz (przyczyna - braki stosownego umeblowania w sklepach, bardzo często łóżeczko było "zwalniane" dopiero jak pojawiał się następny lokator do niego - nierzadko po rzeczonych 5-6 latach).
              Śmiem nawet stwierdzić, że o wiele częstszym zjawiskiem były dzieci śpiące z rodzicami czy rodzeństwem (przyczyna - braki lokalowe).

              Nota bene nie widzę nic złego w tym, że dziecko śpi w łóżeczku ze szczebelkami. Znaczy co, że wygląda jak dzidziuś i głupio przed otoczeniem? Bo właściwie łóżko różni się tylko formą od dorosłego, jeśli dziecko samodzielnie zasypia i śpi, to nie widzę żadnego "upupienia" w używaniu dziecinnego łóżeczka.
              • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 21:17
                "Śmiem jeszcze zauważyć, że niegdyś (jakieś 20-30 lat temu) 5-6-
                latki śpiące w dziecinnych łóżeczkach ze szczebelkami były
                zjawiskiem częstszym niż teraz (przyczyna - braki stosownego
                umeblowania w sklepach, bardzo często łóżeczko było "zwalniane"
                dopiero jak pojawiał się następny lokator do niego - nierzadko po
                rzeczonych 5-6 latach)."
                Kryzys mieliśmy..ale bez przesady...no i takie łóżeczko miało
                120cm..6-cio latek z trudem by się w nim miescił..chyba, że na
                siłę...
                • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 21:25
                  babcia47 napisała:
                  > Kryzys mieliśmy..ale bez przesady...no i takie łóżeczko miało
                  > 120cm..6-cio latek z trudem by się w nim miescił..chyba, że na
                  > siłę...

                  Mam niejasne wrażenie, że pewnych rzeczy się nie pamięta smile))

                  Statystyczny trzylatek dwadzieścia lat temu spał w łóżeczku ze szczebelkami. O
                  ile nie miał młodszego rodzeństwa. (źródło informacji: obserwacje własne).

                  Statystyczny trzylatek teraz posiada specjalistyczny tapczanik bądź łóżko
                  "rosnące razem z dzieckiem" made by Ikea smile)

                  Nie twierdzę, że 6-latki nagminnie kiedyś sypiały w łóżeczkach dziecinnych,
                  podobnie jak teraz. Natomiast trzylatek w takim łóżeczku był na porządku
                  dziennym. Teraz z łóżeczek dziecinnych są wyprowadzane półtoraroczniaki, a nawet
                  dzieci młodsze smile
                  • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 22:34
                    sklerozy jeszcze nie posiadam..a czasy sprzed 20-30 lat pamietam o
                    tyle dobrze, że wtedy wraz z moim potomstwem bywalismy u moich
                    koleżanek ich dzieci..i szczebelkowce stosowane były "góra" do 2-3
                    lat..potem robiły się po prostu niebezpieczne przez konieczność
                    przełażenia górą..każda mama starała się zminimalizować wypadki (jak
                    teraz)..no i w nocy łatwiej było małemu wstac samemu na "siku"
                    • ciociacesia to po co te lozeczka 04.03.08, 11:33
                      miały wyjmowane szczebelki? ja spałam conajmniej do 4 roku, potem
                      sie wyprowadzilismy od dziadkow i spałam na materacu z rodzicami,l
                      ale ja zawsze biedna byłam smile
          • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 20:23
            Wiecie co? Wydaje mi się, że wyobrażenie o skali tych zachowań jest
            wyolbrzymione. Stąd światełko alarmowe u Babci czy Srebrnejrybki i
            misja niesienia kaganka oświaty.

            a może nie? ja mam chęć podziałać i tak traktuje swoje wypowiedzi,
            jak dzwoneczek ostrzegawczy..i mimo, ze czasem przytaczałam jako
            przykład tematy na forum, moje wątpliwości biora się zarówno z
            własnego doświadczenia jako dziecka, którego pamięc sięga niespełna
            2-go roku życia, jako matki, która wychowała dwóch dorosłych synów i
            z obserwacji zycia codziennego!! Dotyczy to rodziny, znajomych a
            nawet obcych..kiedy przez chwile pomagałam w sklepie kolezanki i
            miałam okazje zaobserwować zachowanie dzieci i reakcję ich
            opiekunów..czasem nie wiedziałam kto jest wazniejszym (decydujacym)
            klientem..
            • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 22:00
              Podpisuję się obiema płetwami, jak to rybka, zwłaszcza, że właśnie
              wrócilam z basenu. Nie będę powtarzać, skąd czerpię materiał do
              przemyśleń, bo on u mnie narastał w wyniku różnych doświadczeń,
              podobnie jak u Babci. I coś jest na rzeczy, skoro nie znając się
              (przysięgam reszcie dyskuantek, że się nie znamy) i nie
              porouzmiewając odpowiadamy zupełnie identycznie. Prawdę
              powiedziawszy poza względami misyjnymi siedzę na tym forum także ze
              względu na Babcię, bo fascynuje mnie ta zbieżność poglądów. Ale
              okoliczność, że dwie osoby nieznające się, natomiast należące do
              zblizonego pokolenia i obracjące się mniej więcej w podobnym
              środowisku (w każdym razie inteligencja) dochodzą do identycznych
              wniosków świadczy, że coś jest na rzeczy. I że od naszych czasów coś
              się diametralnie zmieniło. Możecie uważać nas za zabytki
              przeszłości, ale zwracam uwagę na jedno: większość z Was ma jeszcze
              dzieci stosunkowo małe. My zaś widziałyśmy już wiele
              gootowych "produktów" wychowania różnymi metodami. I to daje nam
              prawo zabierać głos i dzielić sie z Wami pewnymi przemyśleniami. I
              może nie lekceważcie naszych siwych farbowanych głów (przynajmnie
              moja jest ufarbowanna).
              P.S. Dziękuję Guderiance za wsparcie.
              • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 22:05
                srebrnarybka napisała:
                > zwracam uwagę na jedno: większość z Was ma jeszcze
                > dzieci stosunkowo małe. My zaś widziałyśmy już wiele
                > gootowych "produktów" wychowania różnymi metodami. I to daje nam
                > prawo zabierać głos i dzielić sie z Wami pewnymi przemyśleniami. I
                > może nie lekceważcie naszych siwych farbowanych głów (przynajmnie
                > moja jest ufarbowanna).

                Ale większość z nas ma matki, prawda? Które widziały już wiele gotowych
                "produktów" wychowania różnymi metodami smile) Przykładowo moja mama, która
                zawodowo pracuje z dziećmi od lat 30 smilesmile i ma swoisty przekrój tych metod na co
                dzień.

                Nie chodzi o to, że lekceważy się siwe włosy czy nie szanuje doświadczenia
                starszych. Ono bywa bardzo pomocne.
                Natomiast czasy się zmieniają. Metody wychowania też. Metody podchodzenia do
                dziecka też. I to się nie zmienia od wieków - znaczy ta zmienność jest niezmienna smile

                Czy na lepsze? Tego nie wiemy. Oceni się za lat 20 wink

                Natomiast ja mam prośbę do "farbowanych siwych głów" (piękne określenie,
                naprawdę, jestem pod wrażeniem) - wy również nie lekceważcie tego, co ma do
                powiedzenia młodsze pokolenie, teraz wychowujące dzieci smile
                One też ma dużo racji, choć kłóci się ona z waszymi racjami.

                Bo - na koniec dodam moją ulubioną maksymę forumową - racja jak dupa, każdy ma
                własną smile
                • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 22:27
                  Czy na lepsze? Tego nie wiemy. Oceni się za lat 20 wink

                  - ano właśne. Boicie się, że 8latek zrobi sobie coś, dokładnie nie
                  wiem co, odcedzając makaron, a nie boicie się, że dzieci wychowywane
                  innymi metodami niż sprawdzone od pokoleń, nie dostaną odpowiedniego
                  przygotowania do życia? I tak lekko mówicie, że okaże się za 20 lat?
                  Teraz ja nie rozumiem.
                  • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 02.03.08, 22:49
                    srebrnarybka napisała:

                    > Czy na lepsze? Tego nie wiemy. Oceni się za lat 20 wink
                    >
                    > - ano właśne. Boicie się, że 8latek zrobi sobie coś, dokładnie nie
                    > wiem co, odcedzając makaron, a nie boicie się, że dzieci wychowywane innymi
                    metodami niż sprawdzone od pokoleń,

                    Halo!!!!
                    Zacznijmy od tego, że nie ma czegoś takiego, jak SPRAWDZONE METODY!!

                    (Srebrnarybka, no nie żartuj proszę - jak czytam tekst "metody sprawdzone od
                    pokoleń" w twoim wykonaniu, to mam przed oczami starszą panią typu "a za moich
                    czasów... i nie przyjmuję żadnych argumentów", czyli typu beton mentalny - a
                    taką osobą z całą pewnością nie jesteś).


                    > nie dostaną odpowiedniego przygotowania do życia? I tak lekko mówicie, że
                    okaże się za 20 lat? Teraz ja nie rozumiem.

                    Na jakiej podstawie twierdzisz, że WASZE metody, te "sprawdzone od pokoleń"
                    odpowiednio przygotowywały do życia? Masz jakieś dane statystyczne na temat
                    nieprzystosowanych życiowo, skrzywionych psychicznie i mentalnie dzisiejszych
                    20-30-latków?
                    • mama_kotula errata 02.03.08, 22:51
                      mama_kotula napisała:


                      > Zacznijmy od tego, że nie ma czegoś takiego, jak SPRAWDZONE METODY!!

                      Zagalopowałam sie.
                      Chodzi mi o coś takiego, ze nie ma jednego uniwersalnego sposobu na wychowanie,
                      sprawdzającego się na przestrzeni kilkudziesięciu czy kilkuset lat. Czyli nie ma
                      "metod sprawdzonych od pokoleń".
                      Bo życie się zmienia na przestrzeni tych lat, zmieniają się realia.
                      • srebrnarybka Re: errata 02.03.08, 23:03
                        Życie sie zmienia, ale uważam, że eksperymentowanie w pedagogice,
                        tak samo jak w szkolnictwie, powinno być bardzo ostrożne.
                        Nieprzystodowani ludzie byli w każdym pokoleniu, ale nie powiesz mi,
                        że ludzkość do czasów wymyślenia bezstressowego wychowania skłądała
                        się z dewiantów.
                        • mama_kotula Re: errata 02.03.08, 23:12
                          srebrnarybka napisała:


                          > Nieprzystodowani ludzie byli w każdym pokoleniu, ale nie powiesz mi, że
                          ludzkość do czasów wymyślenia bezstressowego wychowania skłądała się z dewiantów.

                          A uważasz, że teraz się składa z dewiantów? Bo tak to zabrzmiało.

                          Poza tym radzę się zapoznać ze znaczeniem słowa "dewiant", ponieważ w tej
                          dyskusji jest ono nieadekwatne i w potocznym rozumieniu bardzo nacechowane
                          emocjonalnie.

                          Poza tym, odżegnuję się od stosowania określenia "bezstresowe wychowanie" bo
                          każdy rozumie je na swój sposób, zapewne ty rozumiesz je inaczej niż ja, a ja
                          rozumiem je inaczej niż ty. Bezstresowe wychowanie sensu stricte to konkretna
                          idea, której autor zresztą sam stwierdził, że była błędna. Natomiast zauważyłam,
                          że "bezstresowym wychowaniem" bardzo często określa się wychowanie w
                          poszanowaniu osobowości i indywidualności dziecka, wychowanie bez przemocy
                          (także psychicznej). Ten temat już był wałkowany milion razy na tym forum, więc
                          dyskutować na ten temat nie będę.

                          Są pewne zasady, które są ważne i uniwersalne w wychowaniu: miłość, szacunek,
                          dobroć itd. Sęk w tym, że są to pojęcia abstrakcyjne i nieprecyzyjne, w dodatku
                          bardzo szerokie.
                          Miłość bywa mylona z poświęceniem i posłuszeństwem, miłość własna i szacunek do
                          siebie z kategorycznym egoizmem i niezwracaniem uwagi na drugiego człowieka,
                          asertywność z chamstwem i brakiem szacunku.

                          Dlatego wstrzymuję się przed beztroskim żonglowaniem tymi pojęciami, zwłaszcza w
                          tak niedoskonałym środku przekazu, jakim jest komunikacja internetowa.
                    • kandyd.a Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodach 03.03.08, 10:48
                      mama_kotula napisała:

                      >Na jakiej podstawie twierdzisz, że WASZE metody, te "sprawdzone od
                      pokoleń"
                      odpowiednio przygotowywały do życia? Masz jakieś dane statystyczne
                      na temat
                      nieprzystosowanych życiowo, skrzywionych psychicznie i mentalnie
                      dzisiejszych
                      20-30-latków?

                      Och, moja droga, zebyś wiedziała, jak czasem chce mi się śmiać z
                      moich znajomych rówieśników (mam 26 lat), którzy nie potrafią obrac
                      ziemniaków, bo zawsze byli odsuwani od tego typu zajęć, albo nie
                      potrafią poruszac się po mieście, bo ich dupska (najczęściej zreszta
                      teraz spore) były wiecznie wożone samochodami przez rodziców....

                      Mniej śmieszne jest jak widzę wygodnickich znajomych (najcześciej
                      mężczyzn, niestety), którzy pod byle pretekstem przedłużają
                      mieszkanie z mamusiami i tatusiami, choć stać ich na osobne
                      mieszkania i swoje życie... Najlepsze, że te mamusie im wcale nie
                      ułatwiają, podsuwając codziennie pod nos ciepły obiadek.

                      Przykre.
                      • guderianka Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 10:51
                        zgadzam się smile

                        osobiście znam kilka mam, które uczyłam gotować oraz takie , które
                        mając już małe dzieci nie wiedziały nawet jak ugotować kaszę mannę.
                        Generalnie uchodzę za dziwaczkę , bo gotuję świetnie, piekę ciasta
                        itp
                        • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 11:03
                          guderianka napisała:

                          > osobiście znam kilka mam, które uczyłam gotować oraz takie , które
                          > mając już małe dzieci nie wiedziały nawet jak ugotować kaszę mannę.
                          > Generalnie uchodzę za dziwaczkę , bo gotuję świetnie, piekę ciasta
                          > itp

                          A to ma coś wspólnego z samodzielnością ? Sama umiejętność ?
                          IMHO samodzielność to nie posiadanie umiejętności a zdolność zdobywania
                          umiejętności.
                          Jako dziecko sama nie garnęłam się do prac domowych a matka mnie nie zmuszała. W
                          kuchni nie robiłam nic oprócz pokrojenia warzyw na sałatkę 2 razy do roku.

                          Podobno gotuję i piekę rewelacyjnie, a robię to dopiero od kilku lat.
                          Samodzielność to umiejętność uczenia się. Jeśli koleżanka nie potrafiła sama
                          sprostać wyzwaniu pt. pierwsza kaszka manna, to zgadzam się, że z jej
                          samodzielnością coś jest mocno nie tak.
                          • kandyd.a Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodach 03.03.08, 14:36
                            Myślę, że na wsyzstko przychodzi czas - jedni uczą się gotować w
                            wieku 10 lat, inni 15, a jeszcze inni 25, jak są już "na swoim". A
                            jak dziecko garnie się do kuchni, to dlaczego nie pozwolić na
                            eksperymentowanie już 5-6-latkowi? (pamiętam jak z siostrą - wtedy
                            może 7 i 5 lat - pod nieobecność rodziców postanowiłysmy
                            wspaniałomyslnie posprzątać szafki w kuchni. Efekt był taki, że Mama
                            nie mogła przez parę dobrych tygodni połapać się co gdzie ma, ale
                            jaka byla dumna z samodzielności córek!!! smile)))

                            Z gotowaniem jest róznie, ale jak wytłumaczysz, że nastoletnie
                            dzieciaki nie umieją po sobie sprzątnąć? Że nigdy nie zaznały
                            trzymania w rękach szczotki/gąbki do mycia wanny/brodzika? Tudzież
                            zmiotki i szufelki?

                            Acha - i jeszcze a propos tego "pod nieobecność rodziców" - nie mogę
                            pojąć jak mój 14-letni kuzyn do dzisiaj nie jest pozostawiany sam w
                            domu, dopiero teraz z rzadka pozwalają mu na taki "luksus". Innego
                            mojego kuzynostwa - lat 8 i 6 - również moja ciotka nie spuszcza z
                            oczu i w dodatku cały czas przy nich powtarza, że nie można ich
                            zostawić samych, zamiast - tak samo je kochając! - głośno wołać, że
                            są już na tyle duże, iż powinny radzić sobie same...
                            Problem w tym, że ona NIE CHCE zostawić ich samych, bo nie ufa w ich
                            możliwości. A nie ufa dlatego, że sama je wychowała tak, że nie może
                            im teraz zaufać... Błędne koło (i o taką kretyńską postawę chodziło
                            mi zakładając pierwotny wątek).
                            • kropkacom Re: Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:42
                              Moje maluchy ostatnio myły z przejęciem ciągle lustro, telewizor i monitor
                              komputera. Używały spreja który ja zawsze używam do mycia ("koniecznie mamo tego
                              płynu"). Efekt był taki że mała dostała silnego uczulenia z niewielkim
                              poparzeniem dłoni. A to był zwykły płyn do okien. Mój błąd.
                              • kandyd.a Re: Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:49
                                Błąd? Teraz wiesz na co jest uczulona, mała żyje i pewnie ma się
                                dobrze, a następnym razem niech coś zrobi bez konieczności używania
                                tego płynu... dlaczego od razu błąd? Miała okazję się wykazać i
                                tylko jej za to chwała. I Tobie, że pozwoliłaś.
                                • kropkacom Re: Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:57
                                  Środki chemiczne raczej nie bez przyczyny nie są dostępne dla dzieci. Dlatego
                                  nie zawsze warto ulegać dzieciom. Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko
                                  sprzątaniu przez moje dzieci smile
                                  • kandyd.a Re: Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 15:03
                                    Pewnie że jest jasnesmile

                                    Tylko nie rozpatruj tego pod kątem kary boskiej, czy tam
                                    czyjejkolwiek...
                                    Teraz się skończyło źle, ale za parę lat będzie już śmigać z tą
                                    ściereczką, ze hej! Ale "Kreta" czy coś na pewno warto gdzies
                                    schowac...
                            • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 15:10
                              Co do Twojej Ciotki, która wpaja 6 i 8 latce, że ich nie można
                              zostawić. Przyczyna zapewne jest nie tylko ta, że Twoja Ciotka ich
                              nie przygotowała na tę samodzielnośc, ale jak sądzę (nie znam
                              Ciotki) też taka, że Ciotka boi się tego momentu, kiedy juz będzie
                              mogła zostawić dzieci same. Bo wtedy okaże się, że jest im już może
                              nie mniej, ale inaczej potrzebna, i będzie miała więcej swobody,
                              którą trzeba będzie jakoś zagospodarować. A tak, małe dzieci są
                              świetnym alibi, żeby nie angażować się w nic innego. To jest częsta
                              postawa
                              • kandyd.a Re: Taka dywagacja ;) o tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 16:40
                                Idziesz dobrym tropem - Ciocia nie pracuje, więc nie miałaby się
                                kim/czym zająć. Poza tym nie jest już najmłodsza mamą, a dzieciaki
                                są adoptowane, co tłumaczyłoby pewnie to permanentne cackanie się
                                (na szczęście jeszcze nie w patologicznym zakresie)
                      • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 10:55
                        kandyd.a napisała:

                        > mama_kotula napisała:
                        >
                        > >Na jakiej podstawie twierdzisz, że WASZE metody, te "sprawdzone od
                        > pokoleń"
                        > odpowiednio przygotowywały do życia? Masz jakieś dane statystyczne
                        > na temat
                        > nieprzystosowanych życiowo, skrzywionych psychicznie i mentalnie
                        > dzisiejszych
                        > 20-30-latków?
                        >
                        > Och, moja droga, zebyś wiedziała, jak czasem chce mi się śmiać z
                        > moich znajomych rówieśników (mam 26 lat), którzy nie potrafią obrac
                        > ziemniaków, bo zawsze byli odsuwani od tego typu zajęć, albo nie
                        > potrafią poruszac się po mieście, bo ich dupska (najczęściej zreszta
                        > teraz spore) były wiecznie wożone samochodami przez rodziców....
                        >
                        > Mniej śmieszne jest jak widzę wygodnickich znajomych (najcześciej
                        > mężczyzn, niestety), którzy pod byle pretekstem przedłużają
                        > mieszkanie z mamusiami i tatusiami, choć stać ich na osobne
                        > mieszkania i swoje życie... Najlepsze, że te mamusie im wcale nie
                        > ułatwiają, podsuwając codziennie pod nos ciepły obiadek.
                        >
                        > Przykre.

                        Ooo właśnie.
                        Bardzo dobrze napisane. smile)
                        Jestem takiego samego zdania, jak ty. Zatem nadal będę negować pojęcie
                        "sprawdzone od pokoleń metody" użyte przez srebrnąrybkę. Bo, jak widać, metody
                        powszechne w jej pokoleniu jednak się nie aż tak bardzo nie sprawdziły, czego
                        wyraz dałaś w swoim poście smile))
                        • kandyd.a Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:53
                          Tak mi przykro, mamo_kotula, ale te przykłady dotyczą tego
                          niewielkiego odsetka moich rowieśników, które od malego były
                          wychowywane "nowocześnie" "Bezstresowo" i "pod koleszem". Niestety,
                          w kolejnych rocznikach ten odsetek się zwiększyl, dzięki czamu
                          mogłam dziś opisac przykład kuzyna lat 14, i kuzynostwa lat 8 i 6.
                          wolałabym nie opisywac...
                      • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 10:58
                        Kandydo, witaj w klubie. Jakże się cieszę, że to Ty zainicowałaś tę
                        cała dyskusję. Mogłabyś być córką moją albo Babci, a myślisz tak,
                        jak my. Jak ja się cieszę, w młodym pokoleniu też zdarzają sie
                        ludzie, którzy myślą podobnie do nas.
                        I od razu ilustracja: w kótrymś z poprzednich wątków pisałam o
                        zjeździe mojej wielkiej rodziny, 70 osób na wsi w pięknych lasach.
                        Pojechaliśmy samochodami parę km na określoną godzinę do kościoła na
                        mszę w intencji rodziny i na centarz, potem trzeba było wrócić, ale
                        już swobodniej. Nie wszyscy mają samochody, ale dla każdego
                        oczywiście miejscy by się znalazło. Niemniej parę osób, w tym ja,
                        zdecydowało się wrócic pieszo dla własnej przyjemności, by przejść
                        się po pieknym lesie. Zgadnij, jaki był przekrój wiekowy: najmłodsza
                        spacerowiczka miała 29, najstarsza 55. Nasze siostrzenic rozparte w
                        samochodach pomchały nam i pojechały, bo im nie chciało się przejść
                        I coś w tym jest.
                        • kandyd.a Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:45
                          Nie no, nie oszukujmy się, mnie też się często nie chce wink
                          Jako dzieciak wszędzie miałam strasznie daleko - do szkoły,
                          kościoła, na pocztę itp. Teraz się śmieję, że się wtedy nabiegałam
                          to teraz odpoczywam wink
                          Różnica jest jednak taka, ze mnie to przespacerowanie się do
                          rzeczonej poczty, czy pojechanie do miasta komunikacją miejską (czy
                          raczej podmiejską, bo mieszkam pod Poznaniem) nie przeraża i nie
                          przyprawia o palitacje serca - a dla niektorych moich znajomych to
                          jest wyprawa równoznaczna z wejściem na Mount Blanc wink

                          Hmmm, ciekawa rzecz z tym Poznaniem - jakoś największymi
                          racjonalistkami w tym wątku są Poznanianki i Wielkopolanki! Pewnie
                          przypadek... wink
                          • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:51
                            Ja akurat nie jestem z Poznania, ale ten zjazd rodzinny byl
                            Wielkopolsce, chociaż daleko Poznania.
                            I co do tego przykladu oczywiście jest mało ważny, ale coś jednak
                            pokazuje. Że mianowicie dla osób starszego pokolenia spacer po lesie
                            jest większą przyjemnością niż dla młodziećy.
                            • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 14:59
                              srebrnarybka napisała:

                              > Że mianowicie dla osób starszego pokolenia spacer po lesie
                              > jest większą przyjemnością niż dla młodziećy.

                              Spacer po lesie zawsze był większą przyjemnością dla ludzi starszych niż dla
                              młodzieży. W każdych "czasach" smile
                              • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) - tych sprawdzonych metodac 03.03.08, 17:19
                                widocznie byłam cholernie nietypowa, bo dla mnie był zawsze
                                przyjemnością. A ta młodzież to nie były dzieci 5letnie,, tylko
                                nastolatki.
                  • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 00:36
                    srebrnarybka napisała:

                    > - ano właśne. Boicie się, że 8latek zrobi sobie coś, dokładnie nie
                    > wiem co, odcedzając makaron, a nie boicie się, że dzieci wychowywane
                    > innymi metodami niż sprawdzone od pokoleń, nie dostaną odpowiedniego
                    > przygotowania do życia?

                    Chcesz powiedzieć że wychowałaś swoje dzieci dokładnie, identycznie jota w jotę
                    tak, jak robili to twoi rodzice ? Nie zrobiłaś niczego , co w oczach twojej
                    matki byłoby nie-do-przyjęcia dla jej pokolenia ?
                    • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 00:43
                      Chcę powiedzieć, że od wielu pokoleń był podobny, bardzo wolno
                      ewoluujący system wartości, który był celem wychowania. Jego celem
                      było wychowanie człowieka szlachetnego, zdolnego do działania dla
                      dobra innych, uczciwego i dzielnego. Zmienialy się nieco środki, w
                      zalezności od warunków. Teraz niektóre z Was stwierdzają otwarcie,
                      że Waszym celem jest wychowanie dziecka, które będzie pępkiem
                      świata, a jedynym Waszym zmartwieniem jest ewentualnie to, by się
                      np. dziecko nie skaleczyło. Powtarzam jeszcze raz: boicie sie, że
                      dziecko się skaleczy krając chleb, a nie boicie się, że będzie złym
                      człowiekiem. I tego pojąć nie mogę.
                      • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 00:54
                        srebrnarybka napisała:
                        > Teraz niektóre z Was stwierdzają otwarcie,
                        > że Waszym celem jest wychowanie dziecka, które będzie pępkiem
                        > świata, a jedynym Waszym zmartwieniem jest ewentualnie to, by się
                        > np. dziecko nie skaleczyło.

                        Bardzo, bardzo spłyciłaś.
                        I bardzo, bardzo nadinterpretowałaś.

                        "Bycie pępkiem świata" użyte w tym i poprzednim wątku interpretuję jako "świadomość własnej wartości". Świadomość tego, że jest się kimś ważnym i godnym szacunku (bo jest, człowiek ma przyrodzoną naturalną godność - o tym bardzo szeroko pisał Jan Paweł II). Świadomość tego, że nie musi się doszukiwać swojej wartości wyłącznie przez pryzmat tego, co się robi dla innych, ale także tego, co się robi dla siebie.

                        Jest to odpowiedź na wychowanie w duchu "czcij ojca swego i matkę swoją, a dzieci i ryby głosu nie mają". Srebrnarybko, w moim pokoleniu jest mnóstwo osób, którym wpajano, że same w sobie są nic nie warte i były postrzegane przez to, co robiły dla innych, przez jakieś wyimaginowane poświęcenie (którego wciąż było za mało), przez przyrodzony szacunek dla rodziców (mający objawiać się ślepym posłuszeństwem), przez tłamszenie indywidualności, przez negowanie ambicji, niedowartościowanie. I te osoby same przyznają, że są w jakiś sposób skrzywione.

                        Przyznaję rację tym, które w tym wątku twierdzą, że trzeba być świadomym własnej wartości i trzeba kochać i szanować siebie, żeby w pełni kochać innych i być świadomym ich wartości. I to przede wszystkim należy pokazać dziecku - żeby m.ą.d.r.z.e kochało siebie, tak, aby mogło naturalnie kochać innych.




                        Powtarzam jeszcze raz: boicie sie, że
                        > dziecko się skaleczy krając chleb, a nie boicie się, że będzie złym
                        > człowiekiem. I tego pojąć nie mogę.
                        • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:06
                          > "Bycie pępkiem świata" użyte w tym i poprzednim wątku interpretuję
                          jako "świado
                          > mość własnej wartości". Świadomość tego, że jest się kimś ważnym i
                          godnym szacu
                          > nku (bo jest, człowiek ma przyrodzoną naturalną godność - o tym
                          bardzo szeroko
                          > pisał Jan Paweł II).

                          ups..to tu chyba rozmijamy się w pojeciu tego okreslenia..bo ja to
                          traktuje jako uznanie siebie za centrum wszechświata, czyli
                          jednostkę najważniejszą dla mnie i dla wszystkich innych..i ja w
                          odróżnieniu od Ciebie pojmuje to jako okreslenie pejoratywne..jako
                          kogoś egocentrycznego i egoistycznego "do bólu".. byc moze stąd
                          wiele nieporozumien w interpretacjach wypowiedzi...
                          • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:12
                            babcia47 napisała:
                            > ups..to tu chyba rozmijamy się w pojeciu tego okreslenia..bo ja to
                            > traktuje jako uznanie siebie za centrum wszechświata, czyli
                            > jednostkę najważniejszą dla mnie i dla wszystkich innych..i ja w
                            > odróżnieniu od Ciebie pojmuje to jako okreslenie pejoratywne..jako
                            > kogoś egocentrycznego i egoistycznego "do bólu"..

                            Ja to uznaję w tym wątku jako określenie dość przewrotne, ale mam poczucie, że
                            trafiłam w intencje dziewcząt.
                            Bo samo określenie "pępek świata" - jak słusznie zauważyłaś - ma wydźwięk
                            pejoratywny. Tu zostało użyte celem przejaskrawienia intencji, uwypuklenia ich,
                            jako środek literacko. Oczywiście IMHO smile

                            > byc moze stąd
                            > wiele nieporozumien w interpretacjach wypowiedzi...

                            Amen smile))
                            Na temat komunikacji przez net mogłabym napisać doktorat suspicioussuspicioussuspicious
                            • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:18
                              napisałam to tytułem usciślenia uzywanego przeze mnie dość często
                              pojecia nie jako temat do polemiki..tak ja to rozumiem i uzywam
                            • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:19
                              Zaraz zaraz - jak Wy piszeie o pępku świata, to przejaskrawiacie w
                              celach liteackich? A jak ja wyciągam wnioski z Waszych postów,
                              obszernie je cytując, to manipuluję, czytam bez zrozumienia,
                              przekłamuję etc.? To jak to jest? Reguły gry są jednakowe dla
                              wszystkich.
                              • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:27
                                srebrnarybka napisała:

                                > Zaraz zaraz - jak Wy piszeie o pępku świata, to przejaskrawiacie w
                                > celach liteackich? A jak ja wyciągam wnioski z Waszych postów,
                                > obszernie je cytując, to manipuluję, czytam bez zrozumienia,
                                > przekłamuję etc.? To jak to jest? Reguły gry są jednakowe dla
                                > wszystkich.

                                Wystarczy poprosić o informację zwrotną, zanim się wyciągnie wnioski.
                                W stylu "z tego, co powiedziałaś używając określenia "pępek świata", wynika, że
                                uczysz dziecko egocentryzmu i egoizmu za wszelką cenę, czy mam rację?" - w ten
                                sposób można poznać intencje autorki wypowiedzi.
                                Zresztą, mam wrażenie, że intencje te zostały kilkakrotnie wyłożone, dość obszernie.

                                Nie znając dokładnych intencji i nie odkodowując dobrze wypowiedzi, łatwo o
                                błędną interpretację i błędne wnioski.
                                • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 09:31
                                  Z tego, co piszą niektóe z Was wynika właśnie, że uczycie dzieci
                                  egozebtryzmu i egoizmu, ale tylko jedna z dyskutantek przznała, że
                                  chce, żeby jej dziecko było pępkiem świata. Wnioski wyciągam nie
                                  tylko z tego jednego sforułowania, ale z wielu wypowiedzi. A
                                  twierdzenie, że to literacka przenościan, stanowi próbę wycofania
                                  się, żeby nie było zbyt negatywnie.
                                  • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 09:42
                                    srebrnarybka napisała:
                                    > Z tego, co piszą niektóe z Was wynika właśnie, że uczycie dzieci
                                    > egozebtryzmu i egoizmu, ale tylko jedna z dyskutantek przznała, że
                                    > chce, żeby jej dziecko było pępkiem świata. Wnioski wyciągam nie
                                    > tylko z tego jednego sforułowania, ale z wielu wypowiedzi. A
                                    > twierdzenie, że to literacka przenościan, stanowi próbę wycofania
                                    > się, żeby nie było zbyt negatywnie.

                                    Wyjaśniam zatem - nie było moją intencją wycofanie się i załagodzenie wydźwięku pojęcia "pępek świata". Pejoratywnego wydźwięku.
                                    Próbowałam jedynie ukazać, że pojęcia mają różny odcień i użyte w różnych kontekstach mogą być odmiennie interpretowane, również w zależności od tego, jakie poglądy wyznaje współrozmówca. Dla mnie użycie tego określenia było ironią - czyli poniekąd środkiem literackim, ponieważ nie wzięłam go dosłownie, a dodatkowo zgadzam się co do idei z osobą, która go użyła, uważając, że egoizm i egocentryzm w pewnych granicach nie są niczym złym.
                      • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 00:57
                        srebrnarybka napisała:

                        > Chcę powiedzieć, że od wielu pokoleń był podobny, bardzo wolno
                        > ewoluujący system wartości, który był celem wychowania. Jego celem
                        > było wychowanie człowieka szlachetnego, zdolnego do działania dla
                        > dobra innych, uczciwego i dzielnego. Zmienialy się nieco środki, w
                        > zalezności od warunków. Teraz niektóre z Was stwierdzają otwarcie,
                        > że Waszym celem jest wychowanie dziecka, które będzie pępkiem
                        > świata

                        NIE.
                        Stwierdzamy, że naszym celem jest wychowanie dziecka, które będzie szanowało
                        siebie samego. Między innymi po to, by mogło być w życiu dorosłym człowiekiem
                        szlachetnym, zdolnym do działania dla dobra innych, uczciwego i dzielnego.
                        Uczenie szacunku dla samego siebie powiększa potencjał do realizacji tych
                        wartości. Żadnej nowości w tym nie ma, zawsze tak było. No przynajmniej od
                        czasów Jezusa wink


                        , a jedynym Waszym zmartwieniem jest ewentualnie to, by się
                        > np. dziecko nie skaleczyło. Powtarzam jeszcze raz: boicie sie, że
                        > dziecko się skaleczy krając chleb, a nie boicie się, że będzie złym
                        > człowiekiem. I tego pojąć nie mogę.
                        • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:16
                          Czy mozesz mi wyjaśnić, w jaki sposób porzucenie naprawy zlewu
                          zalewającego sąsiadow, by pobawić się z dzieckiem, które nie może
                          pól godziny zaczekać z zabawą, ma służyć wychowaniu człowieka
                          > szlachetnego, zdolnego do działania dla dobra innych, uczciwego i
                          dzielnego?

                          A co do miłości do samego siebie? Ja nie mówię, że to musi być z
                          gruntu złe, zresztą każdy człowiek ją w sobie ma, tylko z tego, o
                          czym piszecie, widzę, że Wy uczycie dzieci TYLKO miłości do samego
                          siebie, a nie uczycie w ogóle działania na rzecz innych ludzi, nawet
                          WAS, skoro nie możecie wyegzekwować, żeby dziecko pół godziny
                          pobawiło się samo i Wam nie preszkadząło w czymś waznym. A człowiek,
                          który byl uczony TYLKO miłości do samego siebie, nie będzie w
                          przyszłości umiał kochać innych.
                          • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:24
                            srebrnarybka napisała:

                            > A co do miłości do samego siebie? Ja nie mówię, że to musi być z
                            > gruntu złe, zresztą każdy człowiek ją w sobie ma, tylko z tego, o
                            > czym piszecie, widzę, że Wy uczycie dzieci TYLKO miłości do samego
                            > siebie, a nie uczycie w ogóle działania na rzecz innych ludzi, nawet WAS,
                            skoro nie możecie wyegzekwować, żeby dziecko pół godziny
                            > pobawiło się samo i Wam nie preszkadząło w czymś waznym. A człowiek, który byl
                            uczony TYLKO miłości do samego siebie, nie będzie w przyszłości umiał kochać innych.

                            WY, to znaczy KTO? wink Forma pluralis maiestaticum to chyba nie jest? wink
                            Uogólniasz znowu. Założę się, że 99% piszących w tym wątku o uczeniu miłości i
                            szacunku do samego siebie nie ma problemu z uczeniem szacunku i miłości do
                            innych. Ja nie mam, jestem pewna, że nie ma go zarówno Kropkacom, nie ma tego
                            Mama303, a na pewno nie ma tego problemu Gaja (za nią mogę ręczyć, bo znam ją
                            najlepiej spośród dyskutantek).

                            Z dość kategoryczną postawą Kornelii mogłabym polemizować, wychodzi ze słusznych
                            pobudek, realizacja nieco kuleje w pewnych momentach.

                            M.ą.d.r.e i r.o.z.s.ą.d.n.e uczenie miłości i szacunku do samego siebie zawsze
                            współgra z uczeniem miłości i szacunku do innych.

                            PS. Mam poczucie, że dużą rolę odgrywa tu niedoskonałość komunikacji przez
                            internet, za dużo szumów informacyjnych, za mało informacji zwrotnych smile - stąd
                            trudności w odczytywaniu intencji.
                            • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:40
                              tak się składa, ze tezę Kornelii iż rodzice powinni "olać" lejącą
                              się wodę i zalewanych sąsiadów bo dziecko jest w tej chwili
                              najwazniejsze ponad wszelka watpliwość, a poproszenie w takiej
                              sytuacji dziecko o to, by dało czas na opanowanie sytuacji i
                              pobawiło sie samo jest prawie zbrodnią..padły nawet słowa o
                              tworzeniu sztucznej rywalizacji dziecko-zlew.. Gaja poparła w całej
                              rozciągłości...
                              • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:43
                                babcia47 napisała:

                                > tak się składa, ze tezę Kornelii iż rodzice powinni "olać" lejącą
                                > się wodę i zalewanych sąsiadów bo dziecko jest w tej chwili
                                > najwazniejsze ponad wszelka watpliwość, a poproszenie w takiej
                                > sytuacji dziecko o to, by dało czas na opanowanie sytuacji i
                                > pobawiło sie samo jest prawie zbrodnią..padły nawet słowa o
                                > tworzeniu sztucznej rywalizacji dziecko-zlew.. Gaja poparła w całej
                                > rozciągłości...

                                Link proszę, link, bo nie chce mi się wierzyć, a dokładnie nie pamiętam.

                                Mam poczucie, że doszło do sporej nadinterpretacji i przejaskrawienia.

                                Nawet Kornelia - podejrzewam - nie jest na tyle nierozsądna, aby pozwolić na to, żeby sąsiadom lała się woda na głowę, bo ona się bawi z dzieckiem i ma to w dupie.
                                • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:54
                                  Pozwolę sobie zacytować:

                                  Gaja78 -
                                  "W domu, gdzie panuje stan równowagi i dziecko jest pełnoprawnym członkiem rodziny nie zdarzy się sytuacja pt. rura pękła i woda się leje a dziecko chce się bawić z tatą. Dziecko będzie prawdopodobnie stało z rozdziawioną buzią i patrzyło na panikę rodziców ;P Albo będzie się zwyczajnie bało tego nagłego chaosu i schowa się w
                                  swój ulubiony kąt zabaw tudzież wpakuje się mamie na ręce. A jeśli matka będzie sama i sama będzie musiała porządkować chaos, który zapanował, czyli nie będzie mogła wziąć malca na ręce - posadzi go obok siebie dzwoniąc po pogotowie/hydraulika lub zaniesie do wspomnianego ulubionego kąta z zapewnieniem, że jest bezpiecznie. Zrobi cokolwiek, żeby zadbać o zminimalizowanie lęku dziecka."
                                  "Skoro ryzyko zalania sąsiada i narażenia się na koszty jest tak poważne, można wynająć hydraulika za niewielkie pieniądze"

                                  Gdzie Gaja pisze, że należy olać lejącą się wodę i za wszelką cenę bawić się z dzieckiem, mając w dupie sąsiadów?

                                  Krwawakornelia:
                                  "No to juz zwlaszcza w przez ciebie opisanej sytuacji, wazniejszy
                                  jest chyba kontakt z dzieckiem, niz jakis zlew.
                                  Dziecko czeka tydzien na ojca, a ten sie zlewem zajmuje?
                                  To juz troszke "hard core" przepraszam za wyrazenie.
                                  Do zlewu mozna zawolac hydraulika tudziez innego majstra."

                                  "Nie nie jestem wstanie sobie wyobrazic, ze zlew jest sprawa
                                  priorytetowa. I to jest normalne. Bo zlew nie moze byc wazniejszy od dziecka. NIGDY. Tak samo jak sasiedzi"

                                  Gdzie Kornelia pisze, że trzeba olać zlew i sąsiadów, i bawić się z dzieckiem? Z tego, co widzę, Kornelia odniosła się do sytuacji "zlew jest zepsuty od jakiegoś czasu, przyjeżdża tata raz na tydzień i zajmuje się naprawą". Nie do sytuacji nagłej. O sytuacji nagłej napisała Babcia47 w następnym poście - i tu IMHO doszło do nadinterpretacji i przeinaczania faktów smile

                                  Również zgadzam się, że zlew i sąsiedzi nie są ważniejsi niż dziecko. To logiczne. Moje dziecko jest dla mnie najważniejsze na świecie. Co nie oznacza, że w razie pęknietej rury nie zawołam hydraulika. Jedno się z drugim nie kłóci.
                                  • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:04
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Pozwolę sobie zacytować (...)

                                    Dzięki Kotula smile W razie kolejnego odwołania do zalewania sufitu sąsiadom będzie
                                    można po prostu dać linka do tego posta smile
                                • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:57
                                  krwawakornelia napisał:

                                  > Nie nie jestem wstanie sobie wyobrazic, ze zlew jest sprawa
                                  > priorytetowa.
                                  > I to jest normalne.
                                  > Bo zlew nie moze byc wazniejszy od dziecka.
                                  > NIGDY.
                                  > Tak samo jak sasiedzi etc.
                              • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:52
                                babcia47 napisała:

                                > tak się składa, ze tezę Kornelii iż rodzice powinni "olać" lejącą
                                > się wodę i zalewanych sąsiadów bo dziecko jest w tej chwili
                                > najwazniejsze ponad wszelka watpliwość, a poproszenie w takiej
                                > sytuacji dziecko o to, by dało czas na opanowanie sytuacji i
                                > pobawiło sie samo jest prawie zbrodnią..padły nawet słowa o
                                > tworzeniu sztucznej rywalizacji dziecko-zlew.. Gaja poparła w całej
                                > rozciągłości...

                                Babciu znajdź proszę post, w którym Kornelia lub ja piszemy, że uważamy tak jak
                                napisałaś powyżej smile))

                                Dla ułatwienia: rozmowa dotyczyła usterki zlewu, która może czekać nawet i
                                tydzień na przyjazd ojca rodziny big_grin
                                • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:59
                                  podałam dwa posty niżej
                          • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:38
                            srebrnarybka napisała:

                            > Czy mozesz mi wyjaśnić, w jaki sposób porzucenie naprawy zlewu
                            > zalewającego sąsiadow, by pobawić się z dzieckiem, które nie może
                            > pól godziny zaczekać z zabawą, ma służyć wychowaniu człowieka
                            > > szlachetnego, zdolnego do działania dla dobra innych, uczciwego i
                            > dzielnego?

                            Srebrnarybko, dziś już późno, ale jutro jeśli będziesz miała chwilę, proszę cię
                            poszukaj wypowiedzi w której ktokolwiek pisał o tym, że w razie zalewania sufitu
                            sąsiadom należy odłożyć naprawę usterki na później i pobawić się z dzieckiem.
                            Poza twoimi oczywiście. Zrobiłaś gdzieś na początku tej dyskusji sporą
                            nadinterpretacje i ciągle się do niej odwołujesz, w wyniku czego dochodzi do
                            tzw. propagacji błędu.

                            -
                            Ala
                            Pancia Fasolincia
                            • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:51

                              Czyli praktycznie dziecko ojca nie ma. A jak ojciec w domu jest, to
                              zlew jest
                              ważniejszy od dziecka. I matka ten model wspiera swoją postawą.
                              Klasyczna
                              toksyczność, która tym się różni od na przykład alkoholizmu rodzica,
                              że nie bije
                              po oczach.
                              Skoro ryzyko zalania sąsiada i narażenia się na koszty jest tak
                              poważne, można
                              wynająć hydraulika za niewielkie pieniądze (skoro ojciec
                              niefachowiec potrafi
                              zrobić tą robotę sam). I ojciec będzie miał czas dla dziecka smile

                              pozwoliłam sobie wyręczyć Srebrnąrybkę..to Twoja wypowiedź z
                              sąsiadniego wątku skierowana do mnie..
                              • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:57
                                Czyli nie odróżniasz "ryzyka zalania sąsiadów" od faktycznego "zalewania
                                sąsiadów" ? big_grin

                                Ryzyko duże nie mogło być w maglowanym przykładzie. Gdyby duże było, matka
                                wezwałaby hydraulika nie czekają na ojca. Czyli sprawa nie mogła być WAŻNA.
                                A skoro ryzyko duże nie mogło być, nie mieści mi się w głowie stawianie zlewu
                                przed potrzebami dziecka przez ojca, skoro ojciec widuje to dziecko raz w tygodniu.

                                Tak się mniej więcej przedstawia obrazek przykładu "zalewania sąsiadom sufitu",
                                często i gęsto przywoływanego w całej dyskusji.
                                • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:04
                                  naprawde muszę przeklejać całość..w końcu doszło do przytoczenia
                                  hipotetycznego przykładu, ze się leje, jest niedziela, hydraulik
                                  wypoczywa..ale i tak wniosek był taki, ze dziecko jest priorytetem i
                                  proszenie go w takiej sytuacji o zajęcie się soba nachwile i
                                  pozwolenie rodzicom na opanownie sytuacji jest "be"
                                  • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:05
                                    babcia47 napisała:

                                    > naprawde muszę przeklejać całość..

                                    Wystarczą linki.
                                  • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:11
                                    babcia47 napisała:
                                    > naprawde muszę przeklejać całość..w końcu doszło do przytoczenia
                                    > hipotetycznego przykładu, ze się leje, jest niedziela, hydraulik
                                    > wypoczywa..ale i tak wniosek był taki, ze dziecko jest priorytetem i proszenie
                                    go w takiej sytuacji o zajęcie się soba nachwile i
                                    > pozwolenie rodzicom na opanownie sytuacji jest "be"

                                    Ekskjuzmi, ale to był TWÓJ wniosek. I srebrnej rybki. Wyciągnięty na fali
                                    wzajemnego nakręcania się. Jednym słowem - nie do końca trafny.

                                    Ani Gaja, ani Kornelia nie napisały, że poproszenie dziecka o zajęcie się sobą
                                    na chwilę i pozwolenie rodzicom na opanowanie sytuacji "na cito" jest
                                    niedopuszczalne.
                                    To był wniosek, który wyciągnęłyście wy.
                                    Błędny.
                                    • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:27
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76311337&a=76350166
                                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76311337&a=76375632
                                      mało biegła jestem w wklejaniu linków..więc to była akcja i reakcja..
                                      co do tekstów Gai to wielokrotnie w reakcji na ten temat pojawiały
                                      sie zarzuty o odpedzaniu dziecka i "schodzeniu z drogi" ale to
                                      faktycznie wyjasniłysmy i oddaję honor
                                      • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:30
                                        natomiast Kornelia wielokrotnie potwierdzała swój wniosek, ze w
                                        takiej sytuacji dziecko jest ponad wszystko..nawet ponad szkode,
                                        którą robimy sąsiadom, ale o tej porze i na obu watkach tego Ci nie
                                        wyłuskam..
                        • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:29
                          to ja zadam pytanie przewrotne..czy ktoś kto sznuje innych przejawia
                          brak szacunku do siebie? czy dziecko, ktore potrafi uszanować to co
                          robi mama lub tata, lub ich potrzeby przejawia skłonności do
                          posiadania zanizonej oceny własnej wartości?
                          • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:36
                            Babciu, jesteś strasznie mądrą kobietą. Niestety nie będę Cię dalej
                            wspierała na forum, idę spać. Dobranc wszystkim dyskutantkom.
                          • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 01:50
                            babcia47 napisała:

                            > to ja zadam pytanie przewrotne..czy ktoś kto sznuje innych przejawia brak
                            szacunku do siebie?

                            Nie można tego stwierdzić bez dodatkowych informacji. Przeczuwam, że prawdziwy i
                            dojrzały szacunek do innych nie może istnieć bez szacunku do samego siebie, ale
                            nie jestem pewna co do prawdziwości tego przeczucia.

                            czy dziecko, ktore potrafi uszanować to co
                            > robi mama lub tata, lub ich potrzeby przejawia skłonności do
                            > posiadania zanizonej oceny własnej wartości?

                            Tego to już w ogóle nie można stwierdzić. Dziecko jest jak plastelina. Można nią
                            różnie manipulować. M.in. wymuszać szacunek za pomocą strachu, groźbą braku
                            poczucia bezpieczeństwa. Nie da się na tak postawione pytanie odpowiedzieć.
                            Dziecko może szanować to, co robi mama i tata, bo:
                            - samo jest szanowane i ma duże poczucie własnej wartości,
                            - jest uczone, że nie wolno wtrącać się w to, co robią rodzice (poczucie własnej
                            wartości jest zaniżone),
                            - jest tresowane, że jeśli nie będzie okazywać szacunku, zostanie ukarane
                            pozbawieniem poczucia bezpieczeństwa (poczucie własnej wartości jest krytycznie
                            niskie).

                            To zapewne tylko kilka ze wszystkich możliwych scenariuszy.
                            • babcia47 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 02:09
                              jest tresowane, że jeśli nie będzie okazywać szacunku, zostanie
                              ukarane
                              pozbawieniem poczucia bezpieczeństwa (poczucie własnej wartości jest
                              krytycznie
                              niskie).
                              gdzie, kiedy i w jakiej formie miało by się objawiać to okazywanie
                              szacunku..dla mnie jest to pojecie literackie, nieznane mi z
                              autopsji, nie wiem jak miałabym cos takiego wyegzekwować od swoich
                              dzieci..więc skąd pomysł, ze było stosowane wcześniej? i skąd ze
                              moze być stosowane obecnie?
                              • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 11:15
                                Sytuacja: dziecko na spotkaniu rodzinnym dostaje rozkaz zaśpiewania piosenki
                                przed całą rodziną. Od rodziców. Nie chce tej prośby spełnić, co zostaje
                                potraktowane jako brak szacunku dla starszych.

                                Za karę dziecko zostaje ośmieszone przez rodziców przed całą rodziną (a bo to
                                gamoń jest, taka fajtłapa co się wszystkiego wstydzi).

                                Przy systematycznym powtarzaniu tego schematu dziecko zacznie w końcu śpiewać
                                piosenki na pokaz, co będzie wyglądało jak okazywanie szacunku rodzinie (w końcu
                                dziecko się poświęca - robi coś dla innych, nie dla własnej przyjemności).

                                Zaznaczam, że mówimy o okazywaniu szacunku, czyli o czymś, co widzimy, co
                                obserwujemy z zewnątrz w relacjach między dzieckiem a rodzicami. Nie możemy
                                wiedzieć, co dzieje się w głowie dziecka i które okazywanie szacunku wynika z
                                faktycznego szacunku do rodzica, a które ze strachu i zaniżonego poczucia wartości.
                                • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 11:28
                                  Zmuszanie dzieci do popisywania się przed rodziną uważam za absurd i
                                  wiele osób w moim pokoleniu i pokoleniu rodziców też tak uważało.
                                  Ale sądzę, że większą skłonność do takiego popisywania sie własnymi
                                  dziećmi mają ci rodzice, dla których ich dziecko jest pępkiem świata
                                  i którzy są nim tak zaabsorbowani, że nie mają innych zajęć i
                                  zainteresowań. Dzieci, którym od małego pozwala się mieć własne
                                  życie i których rodzice też mają odrębne od nich życie są mnie
                                  narażone na polecenie wykonywania takich popisów.
                                  • mama_kotula Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 11:33
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Ale sądzę, że większą skłonność do takiego popisywania sie własnymi
                                    > dziećmi mają ci rodzice, dla których ich dziecko jest pępkiem świata i którzy
                                    są nim tak zaabsorbowani, że nie mają innych zajęć i
                                    > zainteresowań.

                                    Jestem innego zdania.
                                    Rodzice, dla których dziecko jest pępkiem świata (dla którego rodzica nie jest,
                                    tak przewrotnie zapytam? wink)) każdy kocha swoje dziecko najbardziej na świecie,
                                    i dla każdego jego dziecko jest najważniejsze na świecie), szanują jego
                                    potrzeby, znają jego zahamowania i nie traktują go jako małpki cyrkowej, będącej
                                    świadectwem ich cudownych metod wychowawczych.
                                    Traktowanie "jak pępek świata" opiera się na dokładnym poznaniu dziecka i
                                    nielekceważeniu jego potrzeb i ograniczeń.

                                    > Dzieci, którym od małego pozwala się mieć własne
                                    > życie i których rodzice też mają odrębne od nich życie są mnie
                                    > narażone na polecenie wykonywania takich popisów.

                                    Nie widzę związku.
                                    • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 11:54
                                      CZy świat rodziców kilkorga dzieci ma kilka pępków?

                                      Dzieci, którym od małego pozwala się mieć własne
                                      > > życie i których rodzice też mają odrębne od nich życie są mnie
                                      > > narażone na polecenie wykonywania takich popisów.
                                      >
                                      > Nie widzę związku.

                                      - a ja widzę. Rodzic, który ma własne zainteresowania, nie musi z
                                      dorosłymi gośćmi rozmawiać o swoim dziecku, bo dla ludzi dorosłych
                                      istnieją ciekawsze tematy niż wierszyk powiedziany przez dziecko.
                                      Poza tym rodzic, który ma własne życie, ma w ogóle o czym rozmawiać
                                      z gośćmi, w odróżnieniu od mamu-kwoki. No i nie musi podbudowywać
                                      się sukcesami wychowawczymi, bo ma inne.
                                  • gaja78 Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 11:39
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > Zmuszanie dzieci do popisywania się przed rodziną uważam za absurd i
                                    > wiele osób w moim pokoleniu i pokoleniu rodziców też tak uważało.
                                    > Ale sądzę, że większą skłonność do takiego popisywania sie własnymi
                                    > dziećmi mają ci rodzice, dla których ich dziecko jest pępkiem świata
                                    > i którzy są nim tak zaabsorbowani, że nie mają innych zajęć i
                                    > zainteresowań.

                                    Ja myślę że raczej rodzice, którzy własnego dziecka nie szanują i przedkładają
                                    ponad jego uczucia kompleks pt. "co pomyśli o nas rodzina".
                                    • srebrnarybka Re: Taka dywagacja ;) 03.03.08, 11:56
                                      Dla mnie na jedno wychodzi, bo jestem głęboko przekonana, że
                                      udręczone mamy-kwoki, które nie mają żadnych zajęć poza dzieckiem i
                                      ani chwili dla siebie, robia to głownie dlatego, żeby nie być złymi
                                      matkami w oczach rodziny i znajomych, a nie dlatego, że dziecko tego
                                      potrzebuje, bo nie potrzebuje. I o tym cąły czas piszę.
                • guderianka zmiany 03.03.08, 07:50
                  mamo_kotula-

                  zmiany -nie zawsze oznaczają zmianę na lepsze


                  Skoro tak wracasz do czasów kiedyś...Kiedyś było bezpieczniej,
                  kiedyś nie było tylu pedofilów, kiedyś więzienia nie były
                  przepełnione

                  Pisałam nie raz już na tym forum-i będę swoje zdanie podtrzymywać-od
                  tej pedagogiki i teroii to się niektórym w doopach poprzewracało.
                  Coraz wiecej praw, coraz więcej zakazów, coraz więcej fo paux -a
                  wszystko to wymieszane z BŁĘDNIE rozumianym dobrem dziecka. Dbaniem
                  o dobro dziecka nazywam przygotowanie go do życia w taki sposób, by
                  na każdym jego etapie dziecko było pewne swej wartości, sił i zdolne
                  przetrwać.By umiało się nakarmić, umyć, załatwić, zająć- by umiało
                  zareagować na krzywdę innych

                  Nie pisz proszę co było kiedyś a co jest teraz. Bo kiedyś piło się
                  krowie mleko od 6mca i jadło przeciery od 2mca.I to było w porządku.

                  Są pewne czynności poza hmm "materialne"-właśnie takie jak
                  wychowanie, które powinny być uniwersalne bez względu na czasy
                  • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 09:38
                    guderianka napisała:
                    > Nie pisz proszę co było kiedyś a co jest teraz. Bo kiedyś piło się
                    > krowie mleko od 6mca i jadło przeciery od 2mca.I to było w porządku.
                    > Są pewne czynności poza hmm "materialne"-właśnie takie jak
                    > wychowanie, które powinny być uniwersalne bez względu na czasy

                    Owszem, są wartości pozamaterialne, które powinny być uniwersalne.
                    Ale sposoby dążenia do nich zmieniały się na przestrzeni lat. Dlatego zanegowałam pojęcie "sprawdzonych od pokoleń metod" - ponieważ nie ma czegoś takiego.
                    Ot, na przykład kiedyś pojęcie szacunku i posłuszeństwa rodzicom bardzo często bywały wykładane za pomocą kilku szybkich na goły tyłek wink i było to społecznie przyjęte, nie budziło żadnych kontrowersji. Po kilku szybkich dziecko było karne i "słuchało się" rodziców. Czy ich rzeczywiście szanowało, to inna sprawa, ale szacunek wyrażał się w posłuszeństwie, więc efekt został osiągnięty.
                    Wartości to jedno, a metody to drugie.

                    Interpretacja wartości też się zmienia.
                    Taki mały przykład.
                    Oprócz wartości typowych, niezmiennych, typu szacunek dla drugiego człowieka, miłość bliźniego, generalnie - 10 przykazań (pomijając typowo odnoszące się do Boga), dla mnie bardzo ważną wartością jest postępowanie asertywne, wynikające z szacunku dla samego siebie i prawidłowej - zdrowej - samooceny.
                    Ostatnio na zajęciach na uczelni zajmowaliśmy się właśnie pojęciem asertywności, przewałkowaliśmy ten temat milion razy, przenicowaliśmy to pojęcie na wylot.
                    Jako, że na uczelni mam przekrój wiekowy 20-50, interpretacje znaczenia tego pojęcia były bardzo różne. Nietrudno się domyślić, że starsze pokolenie praktycznie utożsamiało asertywność z chamstwem, bezczelnością i brakiem szacunku do drugiej osoby. Bo tak została wychowana - że np. odmawianie pomocy jest niegrzeczne i świadczy o "nieużyciu", że konkretne wyrażanie swoich odmiennych racji w dyskusjach z osobami starszymi świadczy o braku szacunku dla "siwych włosów" (podobne spostrzeżenia czyni w tym wątku bodajże srebrnarybka - reprezentantka pokolenia mojej mamy).
                    Przykłady różnej interpretacji wartości można mnożyć w nieskończoność.
                    Już napisałam wyżej w jednym poście - że pojęcia wartości są abstrakcyjne, i np. miłość bywa mylona z poświęceniem, szacunek dla rodziców ze ślepym posłuszeństwem, asertywność z chamstwem. Dlatego jeszcze raz powtórzę - NIE MA sprawdzonych od pokoleń metod, które są gwarancją na wychowanie człowieka, aby był on dobrym człowiekiem, zarówno dla siebie, jak i dla innych.

                    A poza tym wydaje mi się, że jedyną zasadą niezmienną od pokoleń, jest zasada złotego środka. Aby nie przedobrzyć ani w jedną, ani w drugą stronę.
                    • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 09:47
                      Niestety nie udało mi się przeczytać całego wątku-czytałam wybiórczo

                      Cieszę się, że zroumiałaś co mialam na mysli pisząc o
                      wartościach "materialnych".
                      Zgadzam się z Tobą , że nie ma uniwersalnych metod (pojmowanych
                      jako "przepisy" na wychowanie ) , ale że są uniwersalne wartości.

                      Zgadzam się również, co do odmienności poglądów, postaw, wyobrażeń.
                      Tak jak w twoim przykładzie z asertywnością.Takich zachowań jest
                      wiele (słynne nie biegaj bo sie spocisz, nie wolno pić picia z
                      lodówka, trzeba nosić czapkę żeby nie przewiało uszu)i wartości też
                      są różne, w zależności od typu z jakim mamy do czynienia(każde
                      dziecko jest inne ).

                      Czy istnieje zatem ów "złoty środek"-czyli działanie uniwersalne?
                      Uważam , że tak i że opiera się on na zdrowym rozsądku. Niestety-
                      każdy medal ma dwie strony- i to co ja uznam za rozsądne
                      niekoniecznie musi być uważane za rozsądne przez innych
                  • kropkacom Re: zmiany 03.03.08, 09:43
                    guderianko, wszystko się zmieniło. Dzieci są inne. Nawet mleko dzisiaj jest
                    inne. Jest więcej alergików i dlatego zaleca się dzisiaj tak długo czekać z
                    podawaniem zwykłego mleka czy innych posiłków. Co do pedofilii to tez była.
                    Pewnie nie na taką skalę ale była. Co do więzień. Hmmmm..., też były pełne.
                    Teraz jest wiele przestępstw których jeszcze dziesięć lat temu nie było.
                    Wracając do dzieci to owszem odpieluchowywało sie wcześniej (chociaż znam
                    przykłady problemów również i to kilka) ale za to podawało sie mleko butlą ze
                    smoczkiem do 6 lat (większość znajomych). Mleko zaklepywało się mąką i słodziło.
                    Zęby myło się dzieciom o wiele później niż dziś. I tak można by jeszcze długo
                    wymieniać różnice,z których jedne wychodzą na minus inne na plus "tamtych" czasów.
                    • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 09:52
                      dokładnie kropkacom-dokładnie
                      Można nawet pokusić się o szukanie związków pomiędzy różnymi
                      zdarzeniami-czy np. to że jest teraz więcej alergików nie wynika w
                      jakimś stopniu z tego, że dzieci kiedyś karmiono tak a nie inaczej?
                      Czy to, że teraz pedofilia jest tak powszechna nie wynika z faktu,
                      że mamy "zaniedbują" dzieci zdając się na nianię, puszczając
                      samopas, pozwalając na wszystko bo tak każe bezstresowe wychowanie?
                      Czy przepełnione więzienia to efekt wyżu demograficznego, biedy czy
                      może błędów wychowawczych ?
                      Pytań jest mnóstwo-dlatego mówię o tym, by nie porównywać tego co
                      było kiedyś z tym co jest dziś. Pewne prawdy , wartości są bowiem
                      ponadczasowe
                      • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 10:44
                        guderianka napisała:

                        > dokładnie kropkacom-dokładnie
                        > Można nawet pokusić się o szukanie związków pomiędzy różnymi
                        > zdarzeniami-czy np. to że jest teraz więcej alergików nie wynika w
                        > jakimś stopniu z tego, że dzieci kiedyś karmiono tak a nie inaczej?

                        Taka dygresja - polemizowała bym ze stwierdzeniem, czy teraz jest tak
                        diametralnie więcej alergików.
                        Kiedyś te słynne rumiane policzki były uznawane za oznakę zdrowia wink
                        Teraz już wiadomo, że to objaw skazy tongue_out

                        Dużą rolę w występowaniu alergii pełni też zanieczyszczenie środowiska i
                        wyjałowienie go.
                        • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:01
                          Jeżeli coś było kiedyś uznawane za objaw zdrowia, a teraz za
                          chorobę, to może po prostu to nie jest choroba?
                          • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:03
                            srebrnarybka napisała:

                            > Jeżeli coś było kiedyś uznawane za objaw zdrowia, a teraz za
                            > chorobę, to może po prostu to nie jest choroba?

                            O rany. Z takim argumentem nie będę polemizować. Przepraszam, ale opadły mi ręce.
                            • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:08
                              Dlaczego? Nie rozumiem? Rozumiem, że ci alergicy o rumianych
                              policzkach żyli i mieli się świetnie, skoro to była oznaka zdrowia.
                              A potem ktoś dokonał odkrycia, że to alergia, opisał ją, dostał za
                              to habilitację i ludzie o rumianych policzkach poczuli się chorzy.
                              • kropkacom Re: zmiany 03.03.08, 11:12
                                Alergia to nie tylko rumiane policzki smile)
                              • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:27
                                srebrnarybka napisała:

                                > Dlaczego? Nie rozumiem? Rozumiem, że ci alergicy o rumianych
                                > policzkach żyli i mieli się świetnie, skoro to była oznaka zdrowia.
                                > A potem ktoś dokonał odkrycia, że to alergia, opisał ją, dostał za
                                > to habilitację i ludzie o rumianych policzkach poczuli się chorzy.

                                Przykład: moja matka właśnie walczy z początkami dość poważnej przewlekłej
                                choroby oskrzeli. Główna przyczyna tej choroby to częste infekcje dróg
                                oddechowych w dzieciństwie. Mama pamiętam kilka zapaleń płuc i oskrzeli w wieku
                                dziecięcym (nie chodziła do żłobka, nie chodziła do przedszkola). Jej siostra
                                nie chorowała wcale.
                                Mama ma 99% pewności, że to rezultat nierozpoznanej (a więc nie leczonej)
                                alergii pokarmowej lub wziewnej w dzieciństwie.
                                • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:31
                                  > Przykład: moja matka właśnie walczy z początkami dość poważnej
                                  przewlekłej
                                  > choroby oskrzeli. Główna przyczyna tej choroby to częste infekcje
                                  dróg
                                  > oddechowych w dzieciństwie. Mama pamiętam kilka zapaleń płuc i
                                  oskrzeli w wieku
                                  > dziecięcym (nie chodziła do żłobka, nie chodziła do przedszkola).
                                  Jej siostra
                                  > nie chorowała wcale.
                                  > Mama ma 99% pewności, że to rezultat nierozpoznanej (a więc nie
                                  leczonej)
                                  > alergii pokarmowej lub wziewnej w dzieciństwie

                                  - życzę zdrowia Mamie, ale nie rozumiem, skąd ta pewność. A może to
                                  genetyczna podatność na takie choroby? To że siostra nie chorowała,
                                  nie znaczy, że nie może być genetyczne, bo u każdetgo z rodzeństwa
                                  układ genów jest inny.
                                  • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:42
                                    srebrnarybka napisała:

                                    > - życzę zdrowia Mamie, ale nie rozumiem, skąd ta pewność. A może to
                                    > genetyczna podatność na takie choroby?

                                    Istnieje taka możliwość.
                                    Jednak u mamy występuje od czasu do czasu lekkie podrażnienie dróg oddechowych
                                    wiosną/jesienią oraz po zjedzeniu niektórych pokarmów. Stąd przypuszczenie, że
                                    przyczyną jej problemów oskrzelowych jest nierozpoznana alergia w dzieciństwie.
                                    • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:58
                                      Znowu uznasz, że nie traktuję Cię poważnie, ale z tego wynika, że
                                      Twoja Mama jest uczulona na jesień i na wiosnę. Słyszałam już o
                                      pani, która w sanatorium nie chciała być zakwaterowana w pokoju z
                                      okne ma północną stronę, bo byla uczulona na północ.
                                      • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 12:10
                                        srebrnarybka napisała:

                                        > Znowu uznasz, że nie traktuję Cię poważnie, ale z tego wynika, że
                                        > Twoja Mama jest uczulona na jesień i na wiosnę.

                                        Śliczne smile))
                                        • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:49
                                          Gaju, jeżeli to Cię uraziło, bardzo przepraszam. Podrażnienie dróg
                                          oddechowych wiosną i jesienią ma większość ludzi, więc nie widzę w
                                          tym objawu alergii.
                                          • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 12:51
                                            srebrnarybka napisała:

                                            > Gaju, jeżeli to Cię uraziło, bardzo przepraszam. Podrażnienie dróg
                                            > oddechowych wiosną i jesienią ma większość ludzi, więc nie widzę w
                                            > tym objawu alergii.

                                            Nie uraziło mnie to smile
                                            Zakładam że się tym tematem po prostu nigdy nie interesowałaś, stąd niewiedza.
                                            • babcia47 Re: zmiany 03.03.08, 13:48
                                              źródłem alergii mogą być np. pyłki wcześnie kwitnących drzew lub
                                              zarodniki grzybów..a inna sprawa, że ostatnio b.często notuje sie
                                              zachorowania na alergię w wieku duzo późniejszym niż to było
                                              niegdyś, właśnie u osób po 40-tce..w mojej rodzinie mleko trawi się
                                              bez problemów, o zaburzeniach z tego tytułu niewiele osób z mojej
                                              rodziny słyszało..i ja również trawiłam bez problemu do niedawna..a
                                              teraz musze się borykać..
                                              • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 14:37
                                                Oczywiście, to może być źródłem alergii i przyczyną choroby Mamy
                                                Gai. Może być 1000 innych przyczyn, ale teraz ludzie chętnie
                                                wszystko tłumaczą alergią.
                                                A Mamie Gai życzę zdrowia i jest mi trochę głupio, że posłużyłam się
                                                tym przykładem, bo to jednak bardzo osobista sprawa. Zresztą nie
                                                warto tego roztrząsać dłużej.
                                        • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:50
                                          Gaju, bardzo przepraszam, jeżeli Cię uraziłam. Podrażnienia dróg
                                          oddechowych na wiosnę i jesienią ma w naszym klimacie większość
                                          ludzi, nie widzę w tym objawu alergii.
                    • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 10:42
                      To mleko w butli do 6 roku życia to jakiś mit. Ja pamiętam swoje
                      dziecinstwo od 2-3 roku życia i takiego przyrządu nie pamiętam. Nie
                      zarejestrowałam, żebym go miała, a musiałam mieć (byłam karmiona
                      piersią, zgodnie z zaleceniem lekarki, przez 9 miesięcy, potem
                      musiało być mleko w butelce). Nie pamietam też żadnego starszego
                      diecka z butlą. Pamiętam za to kożuchy w mleku, które były zmora
                      mojego dzieciństwa i to, że czasem zamiast mleka było kakao,
                      oczywiście na mleku co było znacznei smaczniejsze. Ale nie było tego
                      zawsze, bo nie można było dostać. Kakao trudno ciumkać z butli.
                      A co do alergików - czy to nie jest jaiś fenomen, że dzisiaj dłużej
                      karmi się dzieci piersią, a alergików mino to jest więcej?
                      • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 10:51
                        srebrnarybka napisała:

                        > To mleko w butli do 6 roku życia to jakiś mit. Ja pamiętam swoje
                        > dziecinstwo od 2-3 roku życia i takiego przyrządu nie pamiętam. Nie
                        > zarejestrowałam, żebym go miała, a musiałam mieć (byłam karmiona
                        > piersią, zgodnie z zaleceniem lekarki, przez 9 miesięcy, potem
                        > musiało być mleko w butelce). Nie pamietam też żadnego starszego
                        > diecka z butlą.

                        A ja pamiętam, z grona moich rówieśników smile

                        Sama byłam przykładem bardzo ekstremalnym, bo piłam mleko z butli - gdzie tam
                        mleko, kaszę mannę na mleku, przez dziurę w butli przechodził mi palec
                        wskazujący tongue_outtongue_out - do 8 roku życia tongue_out
                        Żyję i mam się dobrze tongue_out

                        > Kakao trudno ciumkać z butli.
                        ??
                        Moje dzieci ciumkały kakao z butli do dwóch lat, młodsza nawet dłużej.

                        > A co do alergików - czy to nie jest jaiś fenomen, że dzisiaj dłużej
                        > karmi się dzieci piersią, a alergików mino to jest więcej?

                        Na temat "zwiększonej" liczby alergików napisałam w innym poście. To kwestia
                        bardzo złożona.
                        W sumie bardzo wiele jest np. osób w moim wieku "obdarzonych" nietolerancją
                        laktozy - wszystkie zgodnie przyznają, że w dzieciństwie nie lubiły mleka
                        (głównie dlatego, że organizm sam się bronił przed alergenem) - tyle, że teraz
                        nietolerancja laktozy jest uznawana za jedną z przyczyn "nielubienia" mleka,
                        wówczas owo "nielubienie" uznawane było za fanaberię dziecka wink
                        • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 10:58

                          mamo_kotula
                          jeśli chodzi o alergię to i naukowcy i media wyraźnie wskazują na
                          wzrost jej występowania w obecnych czasach. takie są fakty



                          "Istoty ludzkie spędzają życie w labiryntach. Kiedy wychodzą i nie
                          mogą znaleźć nowego labiryntu, budują go. Czy to jest pasja
                          poddawania się próbom" ?
                        • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:06
                          Czy nietolerancja laktozy to coś takiego jak fobia szkolna?
                          A poważnie: ja mleka gotowanego nie lubiłam, bo się na nim robiły
                          kożuchy, ale po ściągnięciu ich łyżeczką mleko było mi obojętne.
                          Kakao bardzo lubiłam. Poza tym lubiłam mleko zsiadłe, które bardzo
                          często było w domu zamiast zupy, i rozmaite budynie. Teraz też nie
                          pijam gootwanego mleka, natomiast jem bardzo dużo jogurtów i serów.
                          Nielubienie mleka przez dzieci przypuszczam, że było spowodowane
                          tymi paskudnymi kożuchami.
                          • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:12
                            srebrnarybka napisała:

                            > Czy nietolerancja laktozy to coś takiego jak fobia szkolna?

                            Najlepiej wyśmiać to, czego się nie akceptuje, najlepiej wyśmiać czyjeś racje -
                            to jest twoja metoda, jak widzę.
                            Nie, to nie jest to samo, co fobia szkolna. Nietolerancja laktozy powoduje bóle
                            brzucha, wysypki, nudności i inne ciekawe objawy - nie na podłożu psychicznym.
                            Ale ja odpuszczam już. Nie lubię, jak ktoś nie traktuje współdyskutanta poważnie
                            i wyśmiewa jego racje tylko dlatego, że są inne niż moje, a moje racje są najmojsze.


                            > A poważnie: ja mleka gotowanego nie lubiłam, bo się na nim robiły
                            > kożuchy, ale po ściągnięciu ich łyżeczką mleko było mi obojętne.
                            > Kakao bardzo lubiłam. Poza tym lubiłam mleko zsiadłe, które bardzo
                            > często było w domu zamiast zupy, i rozmaite budynie. Teraz też nie
                            > pijam gootwanego mleka, natomiast jem bardzo dużo jogurtów i serów.

                            > Nielubienie mleka przez dzieci przypuszczam, że było spowodowane
                            > tymi paskudnymi kożuchami.

                            Kożuchami było spowodowane nielubienie mleka przez CIEBIE. Nie interpoluj swoich
                            doświadczeń na całą populację smile)
                            • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:35
                              Fobia szkolna traktowana jest przez niektórych psychologów i
                              kuratorium w Łodzi całkiem poważnie, chcciaż przeze mnie nie.
                              Szczęścliwie nie jestem psychologiem.
                              Nie znam nikogo, któ miałby takie objawy po wypiciu mleka, a
                              znajomych mam więcej niż włosów (siwych farbowanych) na głowie.
                              Kożuchy na mleku były zmorą wszystkich dzieci, które znałam w
                              dzieciństwie.
                              • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:45
                                srebrnarybka napisała:
                                > Nie znam nikogo, któ miałby takie objawy po wypiciu mleka, a
                                > znajomych mam więcej niż włosów (siwych farbowanych) na głowie.

                                Ty nie znasz, co nie oznacza, że takie osoby nie istnieją. Istnieją, i jest ich
                                całkiem sporo.
                                W gronie moich znajomych bardzo wiele osób czuje się źle po wypiciu mleka.

                                > Kożuchy na mleku były zmorą wszystkich dzieci, które znałam w
                                > dzieciństwie.

                                A ja mam wrażenie statystyki pół na pół. Co cudownie w przedszkolu było widać -
                                kożuchofile oczyszczali z paskudztwa kubki kożuchofobów wink))
                              • babcia47 Re: zmiany 03.03.08, 14:02
                                Tu muszę potwierdzić słowa Mamy-kotuli..po kilkudziesięciu latach
                                bycia wręcz smokiem-mlekopijem dopadła mnie nietolerancja laktozy
                                na "stare lata" znak naszych czasów, że o ile niegdyś dziecko było
                                alergikiem, ale przy dobrym leczeniu wychodziło z tego w okresie
                                dorastania..część osób w okresie dorastania miewało pierwsze obiawy
                                i z taka alergią trzeba było juz sie pogodzić lecząc jedynie
                                objawowo. Obecnie coraz częściej na alergie zapadaja osoby po 40-
                                tce..Moja kolezanka dostała np. b.silna na promienie słoneczne..a
                                mnie trafiła nietolerancja laktozy mimo, ze moja rodzina ma gen
                                pozwalajacy na jej trawienie..i ja tez dotychczas z tym nie miałam
                                problemu..
                          • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:13
                            Srebrna rybko-dzisiaj ten wstręt do kożuchów nazwano by zaburzeniami
                            integracji sensorycznej big_grin
                            • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:30
                              guderianka napisała:

                              > Srebrna rybko-dzisiaj ten wstręt do kożuchów nazwano by zaburzeniami
                              > integracji sensorycznej big_grin

                              Dyskusja radykalnie zaniża poziom. Czas stąd uciekać uncertain
                            • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:43
                              guderianka napisała:

                              > Srebrna rybko-dzisiaj ten wstręt do kożuchów nazwano by zaburzeniami
                              > integracji sensorycznej big_grin

                              Guderianko - nie da się ukryć, że częste jest nadużywanie posługiwania się pojęciem zaburzenia SI. Co nie oznacza, że takie zaburzenia nie istnieją - ponieważ istnieją od zawsze, tylko zostały nazwane i naukowo usystematyzowane.

                              Wiem, o czym piszę. Od dziecka cierpię na te zaburzenia, do tej pory mam wielki problem z noszeniem niektórych ubrań, które z pozoru są miękkie, miłe w dotyku i większość ludzi wybałusza oczy, jakim cudem mogą mnie "gryźć". A jednak. Teraz siedzę przy komputerze w bluzce bez rękawów, ponieważ dotyk tkaniny na ramionach powoduje u mnie nieprzyjemne sensacje, z odruchem wymiotnym włącznie. Coś w rodzaju sensacji jakie odczuwa niezaburzony człowiek okręcony kłującą słomianą plecionką.
                              Mój syn ma wstręt do dotykania wielu rzeczy, uznawanych za niewstrętne - do drugiego roku życia nie było mowy, aby dotknął suchego piasku, o śniegu nie wspominam, na widok surowego ciasta uciekał z krzykiem. Smyrnięcie po dłoni pęczkiem surowego koperku (uwielbiam to, zarówno zapach jak i przyjemne uczucie zimnego "łaskotania") wywoływało u niego cofnięcie ręki i wzdrygnięcie się.

                              A kożuchy same w sobie są obrzydliwe. Zarówno w konsystencji, jak i mają wygląd budzący odrazę. Moim zdaniem. MOIM - ponieważ np. moja mama je uwielbia, np. takie rozsmarowane na chlebie (a ja czuję, że od samego pisania o tym będę musiała odwiedził łazienkę, bo mam cofki).
                              • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:45
                                mamo_kotula- i do tego zmierzam.
                                Do tego wszechobecnego nadużywania, nadinterpretacji do granic
                                absurdu.
                                Wracamy zatem w dyskusji do rzuconego już stwierdzenia, że najlepiej
                                znaleźć "złoty środek"
                                • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:55
                                  guderianka napisała:

                                  > mamo_kotula- i do tego zmierzam.
                                  > Do tego wszechobecnego nadużywania, nadinterpretacji do granic
                                  > absurdu.
                                  > Wracamy zatem w dyskusji do rzuconego już stwierdzenia, że najlepiej
                                  > znaleźć "złoty środek"

                                  Dokładnie.
                                  Owa nadinterpretacja i nadużywanie są krzywdzące dla osób naprawdę zaburzonych. Podobnie jest z nadużywaniem terminów takich jak "dysleksja" czy "ADHD". Przez takie nadużywanie problem jest spłycany i bywa ignorowany, wyśmiewany, nawet, jeśli występuje rzeczywiście.

                                  Bo nie da się ukryć, że przez "nadrozpoznawalność" ADHD czy zaburzeń SI dziecko z prawdziwym problemem może zostać niezauważone lub zignorowane. Co w jego przypadku jest z całą pewnością szkodliwe.

                                  Niestety, bardzo wiele jest jeszcze osób, które uważają, ze wszelkie takie zaburzenia to tylko fanaberia i wymysł, mający na celu usprawiedliwienie braków wychowawczych. Przykład - mój syn, który w ramach Zespołu Aspergera ma zaburzenia integracji sensomotorycznej (brak koordynacji ruchów kończyn - np. nie umie jeździć na rowerze czy nawet na hulajnodze - nie dlatego, że nie był uczony, bo był, ale bezskutecznie, nie umie jednocześnie pedałować/odpychać się i kręcić kierownicą, i jednocześnie utrzymywać równowagi; przewraca się na prostej drodze, potyka się o własne nogi, ma spore zaburzenia równowagi. Niektórzy obwiniają o to mnie - że nie nauczyłam, że nie miał wystarczających możliwości ruchu (ta nieszczęsna jazda na rowerze), że był ograniczany, albo że jest fajtłapą i tyle. To bardzo krzywdzące. A ja znam po prostu jego ograniczenia. Ćwiczymy i ruszamy się w takim samym stopniu, co dzieci zdrowe - rzekłabym nawet, że w większym, bo młody codziennie ma zalecenie gimnastyki koordynującej ruchy naprzemienne i tak dalej - wyżej dupy nie podskoczymy smile
                                  • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:00
                                    Nic dodać nic ująć
                                  • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:11
                                    Ja nie twierdzę, że takich zaburzeń nie ma, ale to są zaburzenia,
                                    czyli wyjątkowe sytuacje. Natomiast teraz każde niepożądane
                                    zachowanie tłumaczy się zaburzeniami i robi problem tam, gdzie go
                                    nie ma. Jeżeli 80% moich studentów na historii, kierunku
                                    humanistycznym, nie potreafi pisać bez błędów ortograficznych, to
                                    nie uwierzę, że dysleksję ma 80% populacji (a nawet więcej, bo
                                    prawdopodobnie mniej dyslektyków wybiera studia humanistyczne niż
                                    matematyczne i być może mniej idzie w ogóle na jakiekolwiek studia).
                                    Tylko dlatego, że łatwo nieuctwo wytłumaczyć dysleksją, nikt się nie
                                    uczy ortografii, bo w razie czego może się tłumaczyć. Przy czym z
                                    moich doświadczeń wynika, że "prawdziwi" dyslektycy z
                                    zaświadczeniami robią mniej błędów niż dyslektycy nielicencjonowani.
                              • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:05
                                To ja jestem poważnie zaburzona. Nie tylko, że nie lubiłam kożuchów,
                                to jeszcze dostaję drgawek, kiedy ja sama, albo ktoś przy mnie,
                                przesuwa opuszkami palców po papiere albo tkaninie. Ale do głowy by
                                mi nie przyszło, by to opisywać albo chodzić z tym do psychologa.
                                Kożuchy usuwałam z mleka łyżeczką i dawało się wypić, a co do
                                suwania opuszkami - jeżeli ktoś przy mnie to robi, proszę, by
                                przestał i tłumaczę, że sprawia mi to dolegliwość. Ale doprawdy nie
                                przyszłoby mi do głowy robić z tego problem, a żyję niemało lat na
                                świecie.
                                • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:08
                                  Bo być może w tak wąskim zakresie jak u Ciebie nie jest to problem,
                                  podobnie jak u innych ludzi, którzy mają jakąś fobię lub coś od
                                  czego cierpnie skóra (konia z rzędem temu kto wskaże kogoś kto nie
                                  ma świrka na jakimś punkcie)
                                  Gorzej, gdy takich "fobii" jest więcej i utrudniają one życie- gdy
                                  np. dziecko nie je pewnych potraw np. nic miękkiego itp
                                  • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:15
                                    Ja nie twierdzę, że nia ma ludzi z zaburzeniami, tylko często jest
                                    tak, że rodzice nieudolność wychowawczą usprawiedliwiają
                                    zaburzeniami. Dziecku nie chce się robić czegoś, co jest powszechnie
                                    przyjęte i czego powinno się nauczyć, by zyc normalnie, to się
                                    wymyśla kolejną fobię czy zespół, bierze zaświadczenie od psychologa
                                    i po problemie. Co nie znaczy, że takich rzeczy nie ma, ale gdyby
                                    były powszechne, nie byłyby zaburzeniami.
                                • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 12:18
                                  srebrnarybka napisała:

                                  > To ja jestem poważnie zaburzona. Nie tylko, że nie lubiłam kożuchów,
                                  > to jeszcze dostaję drgawek, kiedy ja sama, albo ktoś przy mnie,
                                  > przesuwa opuszkami palców po papiere albo tkaninie. Ale do głowy by
                                  > mi nie przyszło, by to opisywać albo chodzić z tym do psychologa.

                                  A mnie przyszło to do głowy.
                                  Ponieważ u mojego dziecka był to tylko jeden z objawów Zespołu Aspergera. Gdybym
                                  zignorowała, Szymon do tej pory byłby niezdiagnozowany.
                                  Wiesz, mnie to zaniepokoiło - na zasadzie "każde dziecko lubi grzebać się w
                                  piasku" - moje nie mogło się zmusić do dotknięcia piasku, "każde dziecko
                                  uwielbia rzucać się śniegiem" - moje nie znosiło, "każde dziecko ma świetną
                                  zabawę z przesypywania sypkich produktów typu ryż, kasza" - moje miało "cofki"
                                  dotykając ich.
                                  Dlatego zwróciłam się do specjalisty, ponieważ uznałam to za coś niepokojącego.

                                  Mnie zaburzenia SI utrudniają życie. Bardzo. Zwłaszcza w zimie, kiedy nie sposób
                                  chodzić z odkrytymi ramionami wink

                                  Nota bene mam świetny przykład na to, co było "kiedyś", ale się nie
                                  diagnozowało. Przykład pisze te słowa. Cierpię podobnie jak mój syn na Zespół
                                  Aspergera, zdiagnozowany w wieku 24 lat. Z relacji mojej mamy, objawy miałam
                                  przez całe życie, od wczesnego dzieciństwa, identyczne niemal jak mój Szymon.
                                  Tylko, że niegdyś te objawy były lekceważone nawet przez psychologów - moja mama
                                  sygnalizująca problem była spławiana tekstami "ona jest genialna, ma iloraz
                                  inteligencji powyżej 160, więc MUSI być dziwna". Skutki tego ponoszę do dzisiaj
                                  - mam paniczną fobię społeczną, typową dla ZA i parę innych utrudniających życie
                                  rzeczy.




                                  > Kożuchy usuwałam z mleka łyżeczką i dawało się wypić, a co do
                                  > suwania opuszkami - jeżeli ktoś przy mnie to robi, proszę, by
                                  > przestał i tłumaczę, że sprawia mi to dolegliwość. Ale doprawdy nie
                                  > przyszłoby mi do głowy robić z tego problem, a żyję niemało lat na
                                  > świecie.
                                  • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:25
                                    Skutki tego ponoszę do dzisiaj
                                    - mam paniczną fobię społeczną, typową dla ZA i parę innych
                                    utrudniających życie
                                    rzeczy.


                                    Myślisz , że te fobie wynikają z ZA tylko i wyłącznie, a nie np. z
                                    cech osobowości i wychowania?
                                    Każdy ma cechy utrudniające życie- myślisz, że można je podciągnąć
                                    pod różne nazwane już zaburzenia ?
                                    • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 12:33
                                      guderianka napisała:

                                      > Skutki tego ponoszę do dzisiaj
                                      > - mam paniczną fobię społeczną, typową dla ZA i parę innych
                                      > utrudniających życie
                                      > rzeczy.

                                      > Myślisz , że te fobie wynikają z ZA tylko i wyłącznie, a nie np. z
                                      > cech osobowości i wychowania? Każdy ma cechy utrudniające życie- myślisz, że można je podciągnąć pod różne nazwane już zaburzenia ?

                                      Wiem, że w moim przypadku są jednym z wielu objawów ZA. To jest zdanie mojego psychiatry i psychologa. W takim stopniu, jak się to przejawia u mnie, nie jest to cecha osobowościowa, tylko patologiczna. W skrócie - zdarzyło mi się zawalić rok studiów, ponieważ wstydziłam się porozmawiać z panią w dziekanacie, wstydziłam to za mało powiedziane - ja się panicznie bałam wejść do tego dziekanatu, a lęk był tak silny, że powodował niepokojące objawy somatyczne. I mimo wsparcia, po prostu do tego dziekanatu nie poszłam i pewnych spraw nie załatwiłam.
                                      Wniosek o wymianę dowodu osobistego złożyłam tydzień temu. Po przepuszczeniu około 20 osób w kolejce, zlana zimnym potem i w okrutnym strachu na okoliczność "co powie do mnie kobieta przyjmująca wnioski i dlaczego nie będę w stanie się do niej odezwać".

                                      Nie potrafię rozmawiać przez telefon. Nawet z osobami bliskimi, a co dopiero z osobami obcymi. Net jest dla mnie wybawieniem wink

                                      I właśnie nadużywanie, nadrozpoznawalność - budzi teraz wątpliwości. Ja wiem, że mam ZA i że to się leczy (a więc się leczę, z lepszym bądź gorszym skutkiem), terapią psychologiczną i farmakologiczną (ach, cudowne neuroleptyki tongue_outtongue_outsmile. Podobnie - leczę mojego syna i widzę niewielkie efekty.
                                      • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:37
                                        Rozumiem
                                        i współczuję- musi być Ci ciężko
                                  • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:42
                                    Jeszzcze raz powtarzam - nie twierdzę, że takich zaburzeń nie ma.
                                    Tylko twierdzę, że bardzo często są one nadużywano jako osłona dla
                                    nieudolnych rodziców, którzy nie umieją wykształcic u swoich dzieci
                                    jakichś pożądanych cech. A Tobie życzę powodzenia w walce z ZA u
                                    siebie i syna.
                                    • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 12:50
                                      srebrnarybka napisała:
                                      > Jeszzcze raz powtarzam - nie twierdzę, że takich zaburzeń nie ma.
                                      > Tylko twierdzę, że bardzo często są one nadużywano jako osłona dla
                                      > nieudolnych rodziców, którzy nie umieją wykształcic u swoich dzieci
                                      > jakichś pożądanych cech.

                                      I właśnie o to, srebrnarybko, cały czas walczę. Aby nie tylko nie nadużywać, ale też nie oceniać. Bo bardzo łatwo o ocenę - interpolując sobie na zasadzie "99% rzekomych dyslektyków to po prostu niedouczone lenie, a zatem osoba, z którą rozmawiam, zapewne mieści się w statystyce". Wolę założyć, że osoba z którą rozmawiam, rzeczywiście ma problem, bo problem mieć może - dlatego wolę pociągnąć dalej dyskusję, niż od razu np. wyśmiać - ponieważ przeważnie w przebiegu dyskusji okazuje się, czy problem jest rzeczywisty, czy jest nadinterpretacją.

                                      Bo przez to nadużywanie "obrywa się" mojemu synowi i mnie smile

                                      Paradoksalnie, obrywa się mi nie tylko za to, czego Szymon nie potrafi (typu zabawa z rówieśnikami - że niby tego nie nauczyłam, nie dałam mu okazji - dla wyjaśnienia: od drugiego roku życia chodzi do żłobka, potem do przedszkola - kontakt z rówieśnikami miał zapewniony), ale też za to, co potrafi (typu czytanie w wieku niespełna 3 lat - że niby realizuję swoje ambicje kosztem dziecka).

                                      Staram się to zlewać, ale czasem ciężko tego słuchać i miliony razy tłumaczyć :o)
                                      • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:54
                                        Jako wykładowca nie mogę założyć, że każdy z moich 80% studentów,
                                        który robi błędy ortograficzne, jest dyslektykiem, bo moim zadaniem
                                        jest uczyć ich poprawnego wypowaiadania się i pisania na tematy
                                        historyczne. Mogę uwierzyć, że dyslektyków jest paru, zresztą oni
                                        nie robią wcale najwięcej błędów, bo pracują nad swoją wadą.
                                        Natomiast znaczna część to ignoranci, a nie żadni dyslektycy.
                                        • guderianka off 03.03.08, 12:58
                                          srebranrybko-a co dokładnie wykładasz ?
                                          pytam bo mój mąż i ja jesteśmy z historykami wink
                                          • srebrnarybka Re: off 03.03.08, 13:05
                                            historię średniowieczną. Ale w ramach prawa do prywatności nie chcę
                                            pisać więcej na forum, bo mogłoby już być zbyt identyfkowalne.
                                            Podałam juz wcześniej parę szczegółów na ten temat. W razie czego
                                            pisz na priw. Pozdrawiam historyków.
                                            • guderianka Re: off 03.03.08, 13:19
                                              jasne
                                              nie mam więcej pytań
                                      • babcia47 Re: zmiany 03.03.08, 14:14
                                        ale też za to, co potrafi (typu czytanie w
                                        > wieku niespełna 3 lat - że niby realizuję swoje ambicje kosztem
                                        dziecka).
                                        skąds to znam..na "dzień dobry" zjechała mnie pani w przedszkolu,
                                        kiedy syn cos tam przeczytał przy niej..a na wstepnym zebraniu w 1
                                        klasie gdzie pani kazała różnym dzieciom czytać dla unaocznienia
                                        różnic w poziomie opanowania tej umiejetnosci..i mój dzieciak czytał
                                        na końcu płynnie i ze zrozumieniem fragment książki zamiast
                                        czytanki..nasłuchałam sie od mamuś siedzących obok ..jak to biedne
                                        dziecko musiało byś tresowane...
                            • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:01
                              i wysłanoby takie dziecko do psycologa na terapię, a matce
                              wytłumaczonoby, że to wynika z faktu, że przytula dziecko lewą ręką,
                              a nie prawą.
                          • ania5411 Re: zmiany 06.03.08, 09:54
                            srebrnarybka napisała:

                            > Czy nietolerancja laktozy to coś takiego jak fobia szkolna?
                            > A poważnie: ja mleka gotowanego nie lubiłam, bo się na nim robiły
                            > kożuchy, ale po ściągnięciu ich łyżeczką mleko było mi obojętne.
                            > Kakao bardzo lubiłam. Poza tym lubiłam mleko zsiadłe, które bardzo
                            > często było w domu zamiast zupy, i rozmaite budynie. Teraz też nie
                            > pijam gootwanego mleka, natomiast jem bardzo dużo jogurtów i serów.
                            > Nielubienie mleka przez dzieci przypuszczam, że było spowodowane
                            > tymi paskudnymi kożuchami.

                            Nie Srebnarybko nietolerancja laktozy to jest spowodowana zaburzeniem w
                            rozkładzie dwucukru laktozy.
                        • kropkacom mama_kotula.... 03.03.08, 11:10
                          Brat męża skończył pić mleko z butli chyba w połowie podstawówki.
                      • kropkacom srebrnarybka ... 03.03.08, 11:07
                        A ja pamiętam jak dziś te butle smile)
                        • srebrnarybka Re: srebrnarybka ... 03.03.08, 11:10
                          Nie wiem, może to kwestia jakichś zwyczajów środowiskowych. Ja,
                          odkąd pamiętam, wszelkie napoje piłam z własnej, ulubionej filiżanki
                          z talerzykiem w różyczki. Piłam z niej mleko, kakao, rosavit wtedy,
                          kiedy starsi pili herbatę, a potem herbatę.
                          • kropkacom Re: srebrnarybka ... 03.03.08, 11:14
                            Żadne zwyczaje. To picie to akurat był wtedy częsty przypadek. Wiele matek tak
                            robiło. Pamiętam że jak skończyło się mleko z butki to przestałam pić mleko w
                            ogóle.
                            • srebrnarybka Re: srebrnarybka ... 03.03.08, 11:32
                              Więc właśnie zwyczaje, bo ja pamiętam zupełnie coś innego. Widocznie
                              w środowisku, w którym się wychowywałam, takiego zwyczaju nie było.
                              • babcia47 Re: srebrnarybka ... 03.03.08, 14:20
                                ja też butli nie pamietam..a moja pamięc sięga niespełna 2-giego
                                roku, nie dostawali tez butli moi kuzyni u których bywałam.. więc
                                chyba też nie był to zwyczaj praktykowany w mojej rodzinie..kaszkę
                                na mleku sie jadało łyżeczką, z sokiem..mniam...
                                • mama_kotula Re: srebrnarybka ... 03.03.08, 14:25
                                  babcia47 napisała:

                                  > kaszkę
                                  > na mleku sie jadało łyżeczką, z sokiem..mniam...

                                  O ile kaszka na mleku wymieszana z sokiem i pita z butli była dla mnie
                                  największym przysmakiem, o tyle identyczna kaszka jedzona łyżeczką była dla mnie
                                  nie do przełknięcia, błe i fuj. A już taka podana na zimno i na bardzo gęsto -
                                  na podwieczorek w przedszkolu - wywoływała u mnie odruchy wiadome tongue_outtongue_outtongue_out
                                  Pewnie chodziło o konsystencję. W tej chwili też nie zjem gęstej kaszy manny na
                                  mleku, a taką wpółpłynną i owszem suspicious

                                  Ale to już taki zupełny offtopic.
                                  Fajny wątek się robi, powspominać sobie można wink
                  • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:22
                    guderianka napisała:

                    > Skoro tak wracasz do czasów kiedyś...Kiedyś było bezpieczniej,
                    > kiedyś nie było tylu pedofilów, kiedyś więzienia nie były
                    > przepełnione

                    No nie wiem. Mi w wieku 5-6 lat udało się na jednego trafić w 10-tyś.
                    miasteczku. Pod domem dziadków. Na szczęście w oknie kamienicy zawsze ktoś nad
                    dzieciakami czuwał. Dlatego pan został przez dziadka przepędzony w połowie
                    namawiania mnie do obejrzenia jego przepięknego sadu nieopodal uncertain
                    • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:26
                      gaja78 napisała:

                      > guderianka napisała:
                      >
                      > > Skoro tak wracasz do czasów kiedyś...Kiedyś było bezpieczniej,
                      > > kiedyś nie było tylu pedofilów, kiedyś więzienia nie były
                      > > przepełnione
                      >
                      > No nie wiem. Mi w wieku 5-6 lat udało się na jednego trafić w 10-tyś.
                      > miasteczku. Pod domem dziadków. Na szczęście w oknie kamienicy zawsze ktoś nad dzieciakami czuwał. Dlatego pan został przez dziadka przepędzony w połowie namawiania mnie do obejrzenia jego przepięknego sadu nieopodal uncertain

                      Po prostu kiedyś nie bywało to nagłaśniane. Dlatego, że to była sprawa wstydliwa. Nie chciano o tym mówić głośno.
                      A idąc tokiem rozumowania niektórych tu forumowiczek, to zaraz ci Gajuś któraś odpisze, że zapewne teraz w tym 10-tys miasteczku trafiłabyś na szajkę pięćdziesięciu pedofilów, którzy by cię nie kusili sadem, ale zabawką fiszerprajs tongue_out
                      • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:37
                        obecnie milion dzieci na świecie pada ofiarą przestępstw na tle
                        seksualnym-myslisz, że "kiedyś" też było ich tyle ?

                        www.fdn.pl/index/?id=c9e1074f5b3f9fc8ea15d152add07294
                        i do poczytania :

                        www.e-biznes.pl/raporty/pliki/raport_inter_low.pdf
                        • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:47
                          guderianka napisała:

                          > obecnie milion dzieci na świecie pada ofiarą przestępstw na tle
                          > seksualnym-myslisz, że "kiedyś" też było ich tyle ?

                          A skąd ja to mogę wiedzieć ? Jak znajdziesz raporty sprzed 20-30 lat, możemy
                          dyskutować. Może gdybym zawodowo zajmowała się problemem, miałabym podstawę do
                          robienia porównać. Ale tak nie jest. Nie czuję się uprawniona do snucia domysłów
                          bez namacalnych dowodów w ręku.
                          • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:50
                            Ja czuję uprawniona do snucia domysłów na wiele tematów. Myślę, że
                            logika podpowiada, że z samej racji dostępności do pewnych mediów i
                            zdobywania materiałów- nie mogło być tylu na tym tle skrzywdzonych
                            dzieci. Co nie oznacza, że problem nie istniał
                            • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:19
                              Nie rozumiem, co ma w tej sprawie dostępność do mediów? Albo ktoś ma
                              patologiczną skłonność, albo jej nie ma. A jeżeli ktoś zaspokaja
                              swoją skłonność tylko oglądając obrazki, to w zasadzie nie wiem, na
                              czym polega krzywda dzieci. Bardzo mnie śmieszy, kiedy łapie się
                              pedofili przy komputerze, a nie w trakcie gwałcenia dziecka.
                              • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:30
                                A jeżeli ktoś zaspokaja
                                > swoją skłonność tylko oglądając obrazki, to w zasadzie nie wiem,
                                na
                                > czym polega krzywda dzieci. Bardzo mnie śmieszy, kiedy łapie się
                                > pedofili przy komputerze, a nie w trakcie gwałcenia dziecka.

                                Mnie to nie śmieszy, bo istnieje duże prawdopodobieństwo że taki
                                Pan/Pani będzie chciał teorię wcielić w życie sad

                                Media rozbudzają uśpione instynkty

                                Na Mtv leci program- zakochaj się czy jakoś tak-gdzie biseksulana
                                Teqila wybiera spośród kilkunastu starających sie o jej miłość
                                kandydatów/kandydatek. W każdym odcinku daje różę temu kto
                                przechodzi dalej mówiąc "Nadal mogę się w Tobie zakochać". Oto co
                                pokazują media, co zaczynają lansować, do czego sprowadzają miłość.
                                Obawiam się, by nie było tak z pedofilią-że teraz coraz więcej się o
                                niej mówi i pisze, zaczyna sie tłumaczyc pewne zachowania "że to nic
                                złego " (dobry pedofil) a może z czasem zacznie się propagować ten
                                rodzaj sexu? No bo w końcu starozytni Grecy też współzyli z
                                chłopcami ?
                                • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:39
                                  Ja oczywiście nie twierdzę, że pedofilia to coś dobrego, ale już
                                  samo słowo słuzy usprawiedliwieniu, Za mojej młodości to się
                                  nazywało po prostu gwałt i było wiadomo, ze to rzecz starszliwa.
                                  Pedofilia brzmi jednak ładniej, prawie tak jak zespół Aspergera albo
                                  ADHD i można uznać, że to taka cecha etc.
                                  A co do pedofili komputerowych: nie znam się na tym, ale nie
                                  wykluczam, że części z nich wystarczą obrazki, tak jak wcale nie ma
                                  związku między pornografią i rozwiązłościa, mimo, że twierdzą tak
                                  niektore konserwatywne środowoska. Więc ja bym sie czuła
                                  bezpieczniej, gdyby policja skutecznie łapała gwałcicieli
                                  nieletnich, a nie facetów, którzy oglądają sobie obrazki w
                                  komputerze.
                                  • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:42
                                    Oczywiście zgadzam się

                                    jednak nie czułabym się bezpiecznie wiedząc, że sąsiad ogląda w
                                    kompie treści pornograficznie, w których udział biorą dzieci
                                    • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:47
                                      Ja nie twierdzę, że to rzecz dobra, tylko sądzę, że łapanie
                                      wyłącznie oglądacy, a rzadkie wypadki złapania rzeczywistych
                                      gwałcicieli wskazują, że chyba kierunek ścigania jest niewłaściwy.
                                      Bo najważniejsze jest jednak skrzywdzone dziecko.
                                      • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:53
                                        Używanie słowa "wyłącznie" nie jest rozsądne bo słowo to oznacza
                                        pewną skrajność. Nie jest prawdą, że policja łapie wyłącznie
                                        oglądaczy
                                        • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:57
                                          Wyłącznie pewnie nie, ale chyba jednak znacznie częściej. Tłem do
                                          informacji o złapaniu pedofila zwykle jest komputer, a nie ciemna
                                          brama, w której zgwałcił dziecko. A przecież niepomiernie bardziej
                                          szkodliwy jest ten drugi czyn.
                                          • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 12:59
                                            Może znacznie częściej dlatego,że w bramie nie zostają trwałe ślady
                                            przestępstwa a w komputerze tak
                      • ciociacesia zboczeńcy 04.03.08, 12:40
                        była kiedys dyskusja na temat zboczeńców na eMamie. sie okazało ze
                        na palcach jednej reki mozna policzyc forumowiczki które nie
                        pamietaja bardziej lub mniej ekstremalnych doswiadczen ze
                        zboczeńcami z mniej lub bardziej wczesnego dziecinstwa
                    • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:27
                      Gaju - zauważam tendencję-zarówno u Ciebie jak i u innych, że jak
                      coś "mi się"przydarzyło lub nie przydarzyło to coś to oznacza.
                      Spróbujmy wyjść poza pryzmat własnych doświadczeń i starać się
                      spojrzec na świat oczami statystyki. A statystyki jednoznacznie
                      mówią, że teraz pedofilii jest więcej. Odchodząc od tematu wydaje mi
                      się, że wynika to z tego że temat ten jest nagłasniany,mówi się o
                      sexie z dziećmi, że w necie są fotki i niektórym młodym pobudza to
                      fantazję i ukierunkowuje w złą stronę
                      Współczuję Ci przeżyć-ja w swoim życiu też trafiłam na zboczenców.
                      Jednym był nauczyciel od ZPT a drugim mój wujek który po pijaku
                      dokładnie mnie wymacał(nie wiem czy przez pomyłkę czy wiedział że to
                      ja )
                      • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:36
                        guderianka napisała:

                        > Gaju - zauważam tendencję-zarówno u Ciebie jak i u innych, że jak
                        > coś "mi się"przydarzyło lub nie przydarzyło to coś to oznacza.
                        > Spróbujmy wyjść poza pryzmat własnych doświadczeń i starać się
                        > spojrzec na świat oczami statystyki. A statystyki jednoznacznie
                        > mówią, że teraz pedofilii jest więcej.

                        Przepraszam, sądziłam że stwierdzenie "teraz pedofili jest więcej" również jest
                        oparte tylko na własnych obserwacjach i opowieściach rodziny/znajomych.

                        Statystyki - oczywiście nie będę się z nimi spierać. Pragnę tylko nieśmiało
                        zauważyć, że mało jest prawdopodobne, by ten pan co mnie zaczepiał pod domem
                        dziadków, gdzieś w tych statystykach miał swoje miejsce.

                        > Odchodząc od tematu wydaje mi
                        > się, że wynika to z tego że temat ten jest nagłasniany,mówi się o
                        > sexie z dziećmi, że w necie są fotki i niektórym młodym pobudza to
                        > fantazję i ukierunkowuje w złą stronę

                        Obawiam się że trzeba czegoś więcej do bycia pedofilem. Na szczęście.
                        • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:42
                          Pragnę tylko nieśmiało
                          > zauważyć, że mało jest prawdopodobne, by ten pan co mnie zaczepiał
                          pod domem
                          > dziadków, gdzieś w tych statystykach miał swoje miejsce.


                          masz rację

                          Obawiam się że trzeba czegoś więcej do bycia pedofilem. Na szczęście.

                          Od tego się zaczyna. Wszechobecny internet, łatwy do niego
                          dostęp,pirackie nagrania,telefony komórkowe z możliwością
                          nagrywania..
                          Wiesz gaju (nota bene miałam kiedyś takiego nicka wink-że znam
                          dziewczynkę 8letnią, która swoim telefonem nagrywała pośladki
                          koleżanek, którym kazała wcześniej nimi kręcić, i mówiła że zamieści
                          je w sieci ? sad
                          • gaja78 Re: zmiany 03.03.08, 11:52
                            guderianka napisała:

                            > Od tego się zaczyna. Wszechobecny internet, łatwy do niego
                            > dostęp,pirackie nagrania,telefony komórkowe z możliwością
                            > nagrywania..

                            Znasz jakieś publikacje na ten temat ? Wyniki badań potwierdzające, że pedofilia
                            zaczyna się od dostępu do dziecięcej pornografii ? Dla mnie to absurd.

                            > Wiesz gaju (nota bene miałam kiedyś takiego nicka wink-że znam
                            > dziewczynkę 8letnią, która swoim telefonem nagrywała pośladki
                            > koleżanek, którym kazała wcześniej nimi kręcić, i mówiła że zamieści
                            > je w sieci ? sad

                            A ja pamiętam "erotyczne" przedstawienia koleżanek z klasy. W zerówce i szkole
                            podstawowej. Obmacywanie się, całowanie. Po prostu - naśladowanie scen
                            erotycznych podejrzanych w filmach smile)) Z takich wygłupów nic złego nie wynika.
                            Oczywiście dopóki nie zmusza się nikogo do uczestnictwa w nich wbrew jego woli.
                            • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:57
                              > Znasz jakieś publikacje na ten temat ? Wyniki badań
                              potwierdzające, że pedofili
                              > a
                              > zaczyna się od dostępu do dziecięcej pornografii ? Dla mnie to
                              absurd.


                              Źle mnie zrozumiałaś. Pedofilia nie zaczyna się od tego jako
                              zjawisko-ale przez powszechne pokazywanie w mediach, że takie coś ma
                              miejsce dorośli (ale młodzież też ) wpadają na pewne pomysły.chyba
                              Czytałam w wywiadzie pana profesora (nazwiska nie pamiętam)-że
                              zgłasza się do niego wielu mężczyzn, którzy zauważają u siebie
                              podniecenie na myśl o kontakcie z dzieckiem,bądź gdy słyszą/widzą
                              tego typu sceny. Wydaje mi się, że niegdyś gdy telewizor był jeden
                              na kilkanaście rodzin siłą rzeczy nie możliwe było
                              rozpowszechanianie tego typu treści


                              > A ja pamiętam "erotyczne" przedstawienia koleżanek z klasy. W
                              zerówce i szkole
                              > podstawowej. Obmacywanie się, całowanie. Po prostu - naśladowanie
                              scen
                              > erotycznych podejrzanych w filmach smile)) Z takich wygłupów nic
                              złego nie wynika.
                              > Oczywiście dopóki nie zmusza się nikogo do uczestnictwa w nich
                              wbrew jego woli.

                              Też pamiętam.Tylko nikomu nie przyszło do głowy by je nagrywać i
                              rozpowszechniać. Nota bene 8latka , o której piszę ma dostęp do
                              sieci, wchodzi na strony pornograficzne i pokazuje je innym dzieciom
                              • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:30
                                Dla mnie nie jest problemem, co oglądają w komputerach dorośli
                                faceci, chociaż oglądanie pornografii jakiejkolwiek wydaje mi się
                                obrzydliwe, tylko to, że jakieś dziecko może zostać skrzywdzone tzn.
                                obmacane lub zgwałcone. A do tego nie używa się komputera, tylko
                                innych przyrządów, w które mężczyźni byli wyposażeni od początku
                                świata. Jakimś problemem może być zmuszenia dziecka do udziału w
                                zdjęciach, ale nie sądzę, żeby akurat w Polsce to było
                                najpoważniejszym zagrożeniem. Chodzi mi przy tym o zdjęcia, do
                                których dziecko pozuje świadomie wiedząc, że dokonuje czynności
                                erotycznej. Bo pan, który z krzaków nad plażą sfotografuje
                                przebierające się dziecko, nie wydaje mi się problemem, jeśli ono o
                                tym nie wie. Chociaż oczywiście pan powinien być ukarany za
                                naruszenie prywatności.
                                Mężczyzna, który zgłasza się do psychologa z tym, że odczuwa
                                podniecenie na widok dziecka, panuje nad swoim popędem, więc nie
                                jest groźny. Niewykluczone zreztą, że do takich wniosków doszedł pod
                                wpływem kampanii antypedofilskiej w mediach.
                                Ja się wychwoałąm w mieście, w którym gwałcenie dziewcząt przez
                                pijanych meneli było normą. Ale nikt tego nie nazywał pedofilią,
                                tylko geałtem, i istniały też rozsądne zasady, jak się przed tym
                                uchronić. Pisałam juz o nich parę razy w tym wątku.
                            • mama_kotula Re: zmiany 03.03.08, 11:59
                              gaja78 napisała:


                              > A ja pamiętam "erotyczne" przedstawienia koleżanek z klasy. W zerówce i szkole podstawowej. Obmacywanie się, całowanie. Po prostu - naśladowanie scen erotycznych podejrzanych w filmach smile)) Z takich wygłupów nic złego nie wynika. Oczywiście dopóki nie zmusza się nikogo do uczestnictwa w nich wbrew jego woli.

                              Ja pamiętam zamykanie się z koleżankami w kiblu na półpiętrze i kręcenie gołymi tyłkami z odpowiednimi odgłosami.
                              Pamiętam zabawę na kolonii letniej "w dom publiczny" - jedna z dziewczyn pełniła rolę klienta, jedna burdel-mamy, klient wybierał, a wybranka w ramach zabawy paradowała po całej sali nago i wykonywała prowokacyjne ruchy.

                              Czy coś wynika z takich zabaw? Czy wszystkie uczestniczki tych zabaw mają zaburzenia seksualne, czy jak?
                              Netu nie było. Ale już samo opowiedzenie kolegom, że Gośka/Zośka/Kaśka ma włosy łonowe i duże wargi sromowe (zauważone podczas zabawy w burdel) miało podobny wydźwięk, co zamieszczenie filmu w necie - czyli cała szkoła rechotała, a dziewczyna była upokorzona.
                      • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 11:51
                        Guderianko, dziękuję za wsparcie moralne ale w sprawie pedofilii
                        akurat się z Tobą nie zgadzam. Przede wszystkim za pedofilię uznaje
                        się teraz rzeczy, których dawniej nie uznawano i cąłkiem słusznie.
                        Nie wiem, czy pamiętacie sprawę chłopaka z Polski, który dostał w
                        USA wieloletni wyrok za to, że kąpał córeczkę swojej konkubiny, gdy
                        matka była w pracy? 30 lat temu nikt przy zdrowych zmysłach nie
                        uznałby tego za pedofilię.
                        Po drugie to jest bardziej nagłaśniane i skutekiem tego jest
                        powszechny strach przed pedofilią, który nieraz wyrząda więcej szkód
                        niż sama pewdofilia.
                        PO trzecie: kiedyś przecież starsi też wiedzieli, że dziecko może
                        paść ofiarą pedofila, ale nie wpadali z tego powodu w histerię,
                        tylko stosowali rozsądne środki bhp. Najważniejszy był taki:
                        pouczenie dzieci, żenie wolno, absolutnie nie wolno, wdawać się w
                        rozmowy z dorosłymi i przyjmować od nich jakichkoliek propozycji
                        typu lody, obejrzenie sadu etc. I dziecko, które wiedziało, że
                        absolutnie tego nie wolno, było bezpieczne. Teraz zdaje się dziecku
                        nic nie może być nie wolno, więc dlatego trzeba go pilnować.
                        A co do statystyki: jest ważna pod warunkiem, że się ją rozsądnie
                        interpretuje. ak mawia moja przyjaciółka socjolog - przy pomocy
                        statystyki można udowodnić, że bociany przynoszą dzieci. Bo na wsi
                        jest najwiećej bocianów i rodzi się najwięcje dzieci.
                        • guderianka Re: zmiany 03.03.08, 11:52
                          Masz zatem mądrą przyjaciółkę wink
                          • srebrnarybka Re: zmiany 03.03.08, 12:31
                            Dziękuję w imieniu przyjaciółki, też tak uważam.
        • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 02.03.08, 19:44
          > W efekcie mamy 4latki ssące
          > pierś, ciągnące smoczek, z wadami zgryzu i wymowy , uwazające że im
          > wolno robic wszystko co przyjemne, nie umiejące wytrzeć sobie pupy

          I tu wtrącę swoje trzy grosze, z mojego dzieciństwa i młodości pamiętam że picie
          mleka z butli z smoczkiem odbywało się dłużej niż obecnie. I ja i mój mąż
          dostawaliśmy tak mleczko aż do zerówki. Pupy tez mieliśmy długo wycierane smile)
          Wychowaliśmy się róznych środowiskach i nasze mamy różniły sie bardzo od siebie
          a jednak... I nie byliśmy w tym odosobnieni.
    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 11:17
      Poruszono tu też sprawę mycia zębów - odkąd pamiętam, miałam myte,
      przed 2-3 rokiem nie mogę się wypowaidać, ale pewnie też. Oczywiście
      zęby myć trzeba, ale pamiętajmy też o jednym, że zwyczaj mycia zębów
      15 razy dziennie jet wylansowany przez firmy produkujące pasty do
      zębów, a dla zębów też niekoniecznie taki zdrowy, bo niszczy
      szkliwo. Ale oczywiście firmy pastotwórcze mają więcej pieniędzy, by
      sponsorować odpowiednie akcje. Więc to, że kiedyś nie myło sie zębów
      po i przed każdym posiłkiem nie miało aż tak istotnego znaczenia.
      I właśnie ze względu na zęby ważne jest karmienie piersią, ale
      dlatego dlugie karminie nie jest do tego niezbędne. Poza tym na
      jakość zębów wpływa cała masa innych czynników, niekoniecznie
      zdeterminowanych we wczesnym dzieciństwie. Do 15-16 roku życia
      miałam zęby modelowe, potem sama je sobie popsułąm wskutek
      nierozsądneog odchudznia. Ale nie miało to nic wspólnego z rzekomymi
      zanidbaniami wchowaczymi we wcesnym dzieciństwie.
    • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 11:58
      Dziewczyny, pół nocy przez Was nie spałam, to niehumanitarne po prostu!


      Obiema rękami podpisuję się pod wszystkim, co napisały Babcia i Srebrna Rybka. Jesteśmy w zasadzie z tego samego pokolenia - chociaż ja nie jestem babcią, ale MŁODĄ matką...
      Tak, podejście do samodzielności i odpowiedzialności na przestrzeni tych lat istotnie bardzo się zmieniło - chyba stąd te kontrowersje. Młodsze pokolenie widać nie może pojąć, że gotowanie obiadu czy rąbanie drzewa przez kilkulatkę nie było ani trochę bardziej niebezpieczne, niż obecnie szaleństwa na rowerze czy rolkach. My NAPRAWDĘ wiedzieliśmy, na co możemy się odważyć! Co więcej, żadne zabezpieczenia wtedy nie istniały - dzieci przebywały w domach pełnych potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów, jednak śmiem twierdzić, że wypadki zdarzały się chyba nawet rzadziej niż obecnie. I nikt mi nie wmówi, że tak naprawdę od dzieci wymagano pracy ponad ich możliwości (oczywiście, takie patologie z pewnością się zdarzały, podobnie jak i teraz się zdarzają - nie o patologiach jednak tu mówimy!) Po prostu byliśmy wychowywani nie w jakimś wyimaginowanym świecie lalek Barbie i klocków Lego, ale w PRAWDZIWYM świecie. Nie mieliśmy komputerów, telewizji, elektronicznych gadżetów, z zabawkami też było nieciekawie - dlatego pomaganie rodzicom w codziennych czynnościach było jedną z niewielu dostępnych ATRAKCJI, a nauczenie się różnych dorosłych czynności było NASZĄ ambicją, a nie naszych rodziców!!!

      Co do rzekomej komunistycznej indoktrynacji - NIE ZAUWAŻYŁAM. Nigdy w życiu nie miałam do czynienia z żadnym zatwardziałym komunistą. Co więcej, większość nauczycieli w moich kolejnych szkołach też z przymrużeniem oka traktowała system i swoje poglądy przemycali między wierszami. Jedynym przejawem tej indoktrynacji były cotygodniowe apele przed lekcjami - to był taki ogólny spęd na korytarzu, ustawiano nas rzędami, śpiewaliśmy jakiś państwowotwórczy hymn... 10 minut i po krzyku; NIKT nie traktował tego serio. Za to bardzo dobrze pamiętam tzw. prace społeczne, w ramach których np. nosiliśmy starszym ubogim ludziom obiady ze szkolnej stołówki czy robiliśmy im zakupy... Tak, szkoła niby komunistyczna, ale sam pomysł żywcem z nauki Kościoła zaczerpnięty, prawda? Na początku wątku ktoś trochę chyba pomylił altruizm z uszczęśliwianiem na siłę. Nas nie uczono, że musimy pomagać za wszelką cenę, nie pytając osoby zainteresowanej o zdanie. Uczono nas, że inni ludzie też żyją na świecie, powinniśmy się liczyć z ich potrzebami i pomagać, jeśli jest to potrzebne i jeśli możemy to zrobić.

      Jeszcze jedno: my się nie nudziliśmy! Normą było, że dziecko powinno umieć się sobą zająć, przynajmniej przez jakiś czas - i to przychodziło samo, w sposób naturalny, nikt nam tego do głów nie wbijał.

      Pozwolę sobie jeszcze na uwagę techniczną na temat tej nieszczęsnej siekiery. Ja też w podobnym wieku rąbałam gałązki, umiałam się również posługiwać młotkiem i dorosłą łopatą. Sorry, ale to chyba jakieś nieporozumienie - przerąbanie suchej, cienkiej gałązki naprawdę nie wymaga brania potężnego zamachu, wystarczy podnieść siekierę pod kątem powiedzmy 45 stopni!
      • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:23
        artjoasia napisała:

        > Jeszcze jedno: my się nie nudziliśmy! Normą było, że dziecko powinno umieć się
        > sobą zająć, przynajmniej przez jakiś czas - i to przychodziło samo, w sposób na
        > turalny, nikt nam tego do głów nie wbijał.

        I to jest jak dla mnie istota problemu samodzielności dzieci dziś a "kiedyś".
        Dziś jest internet, playstation, telewizja, dvd. Gotowa rozrywka podana na tacy.
        Nie wymaga wysiłku umysłowego, nie rozwija wyobraźni. Bombarduje zmysły
        kolorowym szumem. Z tego powodu niejedno dziecko nie uczy się bawić lub uczy się
        tego nienaturalnie wolno.
        Kiedyś dostępu do rozrywki cyfrowej nie było. Wiele z tych dzieci, dla których
        dziś główną rozrywką jest telewizja, nudziło się. A dziecko które się nudzi,
        zaczyna szukać i uczyć się bawić.

        W związku z wszechobecnym "zagrożeniem" w postaci gotowej papki rozrywkowej
        uważam, że kiedy dziecko przybiega do mnie z pieskiem i kotkiem, i wciska mi
        pieska do ręki, żeby porozmawiał z kotkiem, lepiej będzie dla nas wszystkich,
        jeśli przez 5-10 minut kotek porozmawia z pieskiem. Bo a nóż widelec dziecko mi
        się zniechęci, ciśnie kotka i pieska w kąt i przerzuci się na gotową papkę
        rozrywkową ? wink I ani się obejrzę a pod bokiem będzie mi rósł okazały produkt
        kultury konsumpcyjnej - niemyślący i niesamodzielny. I nie będzie mi się chciał
        wynieść z domu nawet po ukończeniu 30-tki ;PPP
        • gaja78 *nuż miało być tam, gdzie jest 'nóż' :) n/t 03.03.08, 12:29

        • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:32
          Gaju-produkt wychowujesz Ty jako rodzic-a nie media. Jeśli pozwalasz
          by dziecko miało takie właśnie rozrywki bo dzięki temu jest łatwiej,
          szybciej, wygodniej i co tam jeszcze- to dzieciak narażony jest na
          zagrożenia związane z tym co niesie dzisiejsza era. To samo chciałam
          przekazać pisząc o przedstawianiu zachowań pedofilskich na każdym
          kroku w mediach.
          A pieski całkiem nieźle dogadują sie z kotkami wink
          • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:54
            guderianka napisała:

            > Gaju-produkt wychowujesz Ty jako rodzic-a nie media. Jeśli pozwalasz
            > by dziecko miało takie właśnie rozrywki bo dzięki temu jest łatwiej,
            > szybciej, wygodniej i co tam jeszcze- to dzieciak narażony jest na
            > zagrożenia związane z tym co niesie dzisiejsza era. To samo chciałam
            > przekazać pisząc o przedstawianiu zachowań pedofilskich na każdym
            > kroku w mediach.

            Ok, rozumiem smile
        • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:34
          Widzę jednak wręcz przymus nieustannej stymulacji, co z góry zakłada zajmowanie
          się dzieckiem przez cały czas. I jeśli tego nie robimy, zostajemy uznane za
          wyrodne czy bezmyślne matki... Tymczasem naszą rolą jest raczej pokazywanie
          dziecku, że coś istnieje i może być ciekawe; podsuwanie pomysłów, które dziecko
          potem SAMO wykorzysta zgodnie z własną wyobraźnią... Takim pomysłem może być
          zarówno piesek i kotek, jak i gotowanie zupy.
          • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:38

            Widzę jednak wręcz przymus nieustannej stymulacji, co z góry zakłada
            zajmowanie
            się dzieckiem przez cały czas


            Możesz szerzej opisać co i na jakiej podstawie miałaś na myśli ?
            • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:56
              M.in. na podstawie opisanego wyżej zalewania sąsiadów...
              Na podstawie rozmów z innymi matkami. Na podstawie wielu wypowiedzi na forum.
              Na podstawie lektury czasopism typu "Dziecko" czy "Mam dziecko".

              Może trochę źle się wyraziłam - miałam na myśli pęd do uczenia dziecka na siłę i
              zbyt wcześnie (np. czytania). Nie, jeszcze nie tak. Chodzi o ogólną tendencję,
              żeby wszystko było wcześniej, wcześniej, wcześniej! Uczyć, uczyć, uczyć! Zalew
              niby - edukacyjnych zabawek, które tak naprawdę walorów edukacyjnych mają tyle
              samo, co np. przedmioty codziennego użytku. Tymczasem dzieci 20, 50 czy 100 lat
              temu tak samo rozwijały się intelektualnie bez żadnego nacisku ze strony
              rodziców. Bez wymyślania wciąż nowych "edukacyjnych" zajęć. Bez wtłaczania w
              kierat setek zajęć dodatkowych.
              • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:00
                artjoasia napisała:

                > M.in. na podstawie opisanego wyżej zalewania sąsiadów...

                Tadaaaam!! Trup zalewania sąsiadów wskrzeszony ponownie wink
                Gaja, wyjaśnij pani, o co chodziło suspicious
                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:18
                  mama_kotula napisała:

                  > artjoasia napisała:
                  >
                  > > M.in. na podstawie opisanego wyżej zalewania sąsiadów...
                  >
                  > Tadaaaam!! Trup zalewania sąsiadów wskrzeszony ponownie wink
                  > Gaja, wyjaśnij pani, o co chodziło suspicious
                  >

                  tongue_out
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&a=76473103
                  Nic więcej nie wyjaśniam, no łej big_grin
          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 12:57
            > Takim pomysłem może być
            > zarówno piesek i kotek, jak i gotowanie zupy.

            Podsunęłaś Twojemu dziecku pomysł robienia zupki w wieku 6 lat? Czy po prostu
            hasło "zupka +dziecko" zrobiło na Tobie wrażenie?
            • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:01
              Moja gotowała zupkę z ziół i trawy na wodzie (na niby) a potem
              dobierała mi się do kuchni

              Co do reszty-odnośnie tego pędu-chyba nie mam żadnego zdania.
              Poczekam co napiszą inni
            • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:02
              Jeszcze nie mam sześcioletniego dziecka. Po prostu pamiętam, że ja w tym wieku
              garnęłam się do tego typu zajęć i dużą frajdę mi to sprawiało.

              A wrażenie zrobiło na mnie jedynie to, że młodsze pokolenie neguje istnienie
              tego rodzaju zainteresowań u dzieci.
              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:06
                Jeszcze raz, samodzielność - tak ale głupota - nie. Pozwolić 6 latkowi na
                gotowanie zupy to delikatnie mówiąc lekkomyślność. Można dać drewniany nożyk
                żeby smarował sobie chleb, słodził herbatę ale nie zabawy przy ogniu.
                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:08
                  słodził herbatę drewnianym nożykiem?
                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:11
                    Obie wiemy o co chodzi. Skróty myślowe czasami są zgubne.
              • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:11
                artjoasia napisała:
                > A wrażenie zrobiło na mnie jedynie to, że młodsze pokolenie neguje istnienie tego rodzaju zainteresowań u dzieci.

                Czuję się wywołana do tablicy, ponieważ to ja zanegowałam.
                Na mnie robi wrażenie, że starsze pokolenie zakłada, że KAŻDE dziecko ma takie zainteresowania z NATURY.
                Otóż nie, nie każde. Może znakomita większość, ale nie każde.
                Mam wrażenie, że głośno się krzyczy o tym, że ludzie są różni, mają różne charaktery, różne potrzeby, różne osobowości, różne zainteresowania. Dlaczego nie odnosi się tego do dzieci, tylko wszystkie mierzy się jedną miarą?
                Oczywiście, każde dziecko ma naturalną ciekawość i pęd do samodzielności. Tyle, że u jednego ta ciekawość będzie się objawiać zaglądaniem mamie w garnki i garnięciem się do gotowania zupy, a u innego ta sama ciekawość i pęd do samodzielności będzie się objawiać niezmierną chęcią samodzielnego rozłożenia na czynniki pierwsze budzika, jak to parę godzin wcześniej uczynił tatuś.
                • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:15
                  Czym innym zainteresowanie a czym innym umiejętność

                  Mnie też nie ciągnęło do elektryki ale umiem posługiwać się
                  lutownicą i połączyć dwa kabelki. Mojego męża nic a nic nie ciągnie
                  do garów ale potrafi zrobić jajecznicę, kotlety, może nawet zupę
                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:20
                    guderianka napisała:

                    > Czym innym zainteresowanie a czym innym umiejętność
                    >
                    > Mnie też nie ciągnęło do elektryki ale umiem posługiwać się
                    > lutownicą i połączyć dwa kabelki. Mojego męża nic a nic nie ciągnie
                    > do garów ale potrafi zrobić jajecznicę, kotlety, może nawet zupę

                    Dokładnie tak.
                    A tu się uznaje, że jeśli dziecię nie wykaże samo tej inicjatywy (albo co
                    gorsza, inicjatywa ta zostanie stłumiona), to skazane jest na wieczne
                    potępienie, bo samodzielne nie będzie za Chiny Ludowe, przepadło... Już jedna
                    pani współczuła mojej synowej, kiedy ośmieliłam się stwierdzić, że mój syn nie
                    wyrażał zainteresowania smarowaniem sobie kanapek. Bo - jak napisałaś -
                    niewyrażanie zainteresowania nie znaczy, że dziecko nie jest tego uczone. Jest smile)
                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:27
                      Tylko trudno jest uczyć dziecko czegokolwiek, jeżeli nie wolno
                      niczego mu polecić czy proponować, tylko należy cały
                      czas "odpowiadać na jego autentyczne potrzeby", tzn. spełniać
                      wszelkie zachcianki. Przy takim postawieniu sprawy też się dziecka
                      nie nauczy.
                      • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:34
                        srebrnarybka napisała:

                        > Tylko trudno jest uczyć dziecko czegokolwiek, jeżeli nie wolno
                        > niczego mu polecić czy proponować, tylko należy cały
                        > czas "odpowiadać na jego autentyczne potrzeby", tzn. spełniać
                        > wszelkie zachcianki. Przy takim postawieniu sprawy też się dziecka
                        > nie nauczy.

                        Srebrnarybko, a gdzie ty w tym i w poprzednim wątku wyczytałaś, że nie należy
                        dziecku nic proponować i zachęcać do wykonania pewnych rzeczy?
                        Jak najbardziej należy, ale uwzględniając naturalne tempo rozwoju dziecka i
                        pewne jego ograniczenia, oraz zainteresowania. O ile fajnie byłoby, gdyby
                        sześciolatek potrafił sobie zrobić kanapkę (bo to jest jeden z czynników
                        samodzielności) i aby poproszony o to, umiał to zrobić, o tyle nie mam parcia na
                        to, aby sześciolatek był zachęcany do gotowania zupy wbrew swojej woli (jeśli
                        ciągnie go czy ją do garnków, oczywiście - jeśli nie, odpuszczam, bo nie będę
                        zmuszać do czegoś, co go nie interesuje, a czego na bank nauczy się, i to z
                        palcem między pośladkami, w wieku późniejszym wink). Myślę, że to o to chodziło,
                        z odpowiadaniem na "naturalne potrzeby".
                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:48
                          jeżeli nie wolno dziecka poprosić, by pobawiło się pół godziny samo,
                          bo mama musi ugotować obiad, bo to narusza jego autentyczną
                          potrzebę, to logiczne, że nie można dziecka poprosić, by samo
                          posmarowało kanapkę, jeśli ono ma autentyczną potrzebę, by zrobiła
                          mu to matka. Zwłaszcza, że tak jest dla młodego wygodniej.
                      • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:40
                        Dziecko ma mieć obowiązki ale tylko takie które nie są dla niego niebezpieczne.
                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:51
                          oczywiście, że dziecko ma mieć obowiązki. To normalne dla siwych
                          farbowanych głów. Ale chyba nie dla nowoczesnych matek, bo obowiązek
                          zakłada, że dziecko musi zrobić czasem coś, na co nie ma ochoty. I
                          wtedy okaże się, że smarowanie kanapki jest dla matki ważniejsze od
                          autentycznej potrzeby dziecka tarzania się po dywanie akurat w tym
                          momencie, w którym rodzina siada do kolacji, bo uraz gotowy. Proszę
                          o konsekwencję.
                        • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:46
                          > Dziecko ma mieć obowiązki ale tylko takie które nie są dla niego
                          niebezpieczne.
                          Każdy obowiązek bedzie dla dziecka niebezpieczny i to w kazdym wieku
                          jeżeli wcześniej nie bedzie sie dziecka uczyło bezpiecznego
                          obchodzenia z potencjalnie niebezpiecznymy narzedziami!!
                          Dziecko 6 czy 10-letnie, które dostanie po raz pierwszy ostry nóż do
                          ręki ma takie same szanse zrobienia sobie krzywdy..i do tego większe
                          niż ten sam 6-cio latek, który od 2-giego roku zaczął sie posługiwać
                          tempym nozykiem przy smarowaniu kanapki..a potem razem z mamą uczył
                          się kroic pomidorka nożem z piłką, żeby w koncu samemu nauczyc sie
                          kroić marchewkę nozykiem do warzyw..
                          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:51
                            Dziecko 10 letnie zna lepiej świat niż sześciolatek. A jeśli sześciolatek chce
                            się uczyć kroić pomidorka to robi to pod kontrolą rodziców.
                            • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:57
                              > Dziecko 10 letnie zna lepiej świat niż sześciolatek. A jeśli
                              sześciolatek chce
                              > się uczyć kroić pomidorka to robi to pod kontrolą rodziców.


                              Nie każde 10 letnie dziecko zna lepiej świat niż 6latek. Są różne
                              zakresy poznania świata. !0latek chowany pod kloszem i za kiecką
                              mamy z pewnością nie będzie miał tego poznania bardziej rozwiniętego
                              niż 6latek, któremu pozwala się pod okiem rodzica na eksperymenty
                            • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:57
                              Niekoniecznie. Znajomość świata i umiejętność radzenia sobie w różnych
                              sytuacjach niezupełnie od wieku zależy. Sześciolatek, uczony od małego różnych
                              podstawowych czynności, może o niebo lepiej znać życie, niż 10- czy nawet
                              15-latek trzymany pod kloszem.
                            • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:03
                              a jakie ma znaczenie czy zna świat czy nie? teoretycznie można
                              opisać technologie posługiwania się ostrym przedmiotem..ale do
                              posługiwania się nim bezpiecznie potrzebna jest jeszcze
                              praktyka..opisałam na sąsiednim wątku w jaki sposób uczyłam moje
                              maluchy, że niektóre narzędzia sa niebezpieczne kiedy pierwszy raz
                              koniecznie chciały je dostać..igłą, szydełkiem i innymi ostrymi
                              kłułam w paluszek, parujący kubek z wrzątkiem pozwalałam dotknąć
                              paluszkiem, podobnie z płomieniem swiecy..mały ból robił wrazenie na
                              maluchu i uczył, ze to jest groźne i niebezpieczne..oczywiście na
                              codzień te rzeczy były niedostepne dla dziecka, ale zawsze istnieje
                              niebezpieczeństwo, że dorwie się np. będąc u babci..wtedy większe
                              prawdopodobieństwo, że nie zrobi sobie krzywdy, bo zna zagrożenie!
                              • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:05
                                babcia-robiłam/robię tak samo
                                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:11
                                  guderianka napisała:

                                  > babcia-robiłam/robię tak samo

                                  Ja również. Podejrzewam że podobnie jak każdy rozsądny rodzic (tak, uważam się
                                  za rozsądnego rodzica wink).
                • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:17
                  Ależ oczywiście, w pełni się z Tobą zgadzam! A gdzie wyczytałaś, że KAŻDE???
                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:28
                    artjoasia napisała:

                    > Ależ oczywiście, w pełni się z Tobą zgadzam! A gdzie wyczytałaś, że KAŻDE???

                    W wypowiedziach Babci47. Która wyznaje pogląd, że np. jeżeli 2-latek nie potrafi
                    posmarować sobie kanapki, to dzieje się tak ZAWSZE dlatego, że rodzic go w tym
                    wyręczał i stłumił jego przyrodzoną chęć do wykonywania tejże czynności,
                    objawiającą się gromkim krzykiem "ja siam!!!".
                    Który to pogląd w różnych wersjach przebija z większości postów Babci.

                    Babcia nie bierze jednak pod uwagę, że rzeczony dwulatek mógł nie zainteresować
                    się w ogóle taką prozaiczną i nudną czynnością jak smarowanie kanapek, ponieważ
                    interesował się w odróżnieniu od tego np. techniką przepychania kibla za pomocą
                    tak kuszącego zakazanego narzędzia jak gumowa przepychaczka tongue_out
                    Jednym zdaniem - chodzi o to, że KAŻDA nieumiejętność, jaką wykazuje dziecko
                    jest skutkiem nieudolności wychowawczej rodziców, w najlepszym przypadku -
                    niezauważenia NATURALNEGO dążenia dziecka do wykonania czegoś tam.
                    wink
                    • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:40
                      No tak, mógł się nie zainteresować smarowaniem kanapki. Później też mógł się nie
                      zainteresować. A później mamy dwunastolatka, który nawet nie umie sobie chleba
                      ukroić. Autentyczne - był u mnie niedawno na działce taki kuzyn: "głodny
                      jestem", "to zrób sobie kanapkę", "ale nie umiem", "czego nie umiesz?", "no...
                      chleba ukroić... i posmarować..."

                      Babcia wcale nie napisała, że każde dziecko będzie zachwycone gotowaniem zupy
                      czy pieczeniem ciasteczek. Napisała natomiast, że dzieci przechodzą przez okres
                      "ja siam", a niektórzy rodzice na żadne "ja siam" nie pozwalają (bo się
                      skaleczy, bo się oparzy itd.)
                      • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:53
                        artjoasia napisała:

                        > Napisała natomiast, że dzieci przechodzą przez okres
                        > "ja siam", a niektórzy rodzice na żadne "ja siam" nie pozwalają (bo się
                        > skaleczy, bo się oparzy itd.)

                        Wierzę, że istnieją tacy rodzice. Nie ma ich w tej dyskusji, ale wierzę że
                        istnieją smile
                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:58
                          Tylko dziwnie się składa, że większość rodziców w tej dyskusji
                          twierdzi, że ich dzieci nie domagałay się tego "ja siam".
                          • guderianka ja siam 03.03.08, 15:04
                            Jako, że nie napisałam nic na ten temat więc nadrabiam
                            Pozwalałam na "ja sama" i na "yyy". W pierwszym przypadku córka
                            gadała od 14 mca więc sprawnie wyrażała swoje potrzeby i chęci.
                            Uważam za coś oczywistego, że sama od 8mca myła zęby (najpierw byle
                            jak potem coraz lepiej", próbowała sama się ubierać odkąd skonczyła
                            2latka-to samo z wprawnym samodzielnym jedzeniem, sprzątaniem
                            (wycieranie kurzu początkowo a potem odkurzanie-chciała). Gdy miała
                            5lat a ja byłam w ciązy chciala mi pomagać i podłogi szorowała wink
                            Kanapki i płatki z jogurtem -od 3 roku życia, samodzielna kąpiel-tak
                            sam. Dodam że jest dzieckiem niepełnosprawnym ruchowo

                            Młodsza komunikuje sie jeszcze za pomocą "yyy" i innych odgłosów.
                            Sama myje zeby, podczas kąpieli wyrywa gąbkę, sama je (czasem
                            paluchami), próbuje sprzątac i naśladowac mnie.
                            Dzieci mają praktycznie niczym nieograniczone pole manewru (za
                            wyjatkiem rzeczy narażających na bezpieczenstwo)
                          • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:08
                            srebrnarybka napisała:

                            > Tylko dziwnie się składa, że większość rodziców w tej dyskusji
                            > twierdzi, że ich dzieci nie domagałay się tego "ja siam".

                            Nie zauważyłam by ktoś pisał, że jego dziecko nie domaga się samodzielnego
                            realizowania czynności, jakie wykonują dorośli.

                            Była mowa o braku zainteresowaniem krojeniem pomidora. Ale "ja siam" nie odnosi
                            się tylko do pomidora, prawda ? smile
                    • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:25
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&a=76470405
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&a=76470991
                      nauczyłam sie wklejać linki..a to a'propos:
                      > Babcia nie bierze jednak pod uwagę, że rzeczony dwulatek mógł nie
                      zainteresować
                      > się w ogóle taką prozaiczną i nudną czynnością jak smarowanie
                      kanapek, ponieważ
                      > interesował się w odróżnieniu od tego np. techniką przepychania
                      kibla za pomocą
                      > tak kuszącego zakazanego narzędzia jak gumowa przepychaczka tongue_out
                      chyba lekko zmieniłaś moja wypowiedź..smile)
                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:24
                  mama_kotula napisała:

                  > Na mnie robi wrażenie, że starsze pokolenie zakłada, że KAŻDE dziecko ma takie
                  > zainteresowania z NATURY.
                  > Otóż nie, nie każde. Może znakomita większość, ale nie każde.
                  > Mam wrażenie, że głośno się krzyczy o tym, że ludzie są różni, mają różne chara
                  > ktery, różne potrzeby, różne osobowości, różne zainteresowania. Dlaczego nie od
                  > nosi się tego do dzieci, tylko wszystkie mierzy się jedną miarą?
                  > Oczywiście, każde dziecko ma naturalną ciekawość i pęd do samodzielności. Tyle,
                  > że u jednego ta ciekawość będzie się objawiać zaglądaniem mamie w garnki i gar
                  > nięciem się do gotowania zupy, a u innego ta sama ciekawość i pęd do samodzieln
                  > ości będzie się objawiać niezmierną chęcią samodzielnego rozłożenia na czynniki
                  > pierwsze budzika, jak to parę godzin wcześniej uczynił tatuś.
                  >
                  >

                  Zgadzam się.
                  I wystarczy, że jedno dziecko będzie chciało zaglądać matce w garnki, a drugie
                  rozkładać budzik na części pierwsze. Jeśli i jedno, i drugie będzie mogło tą
                  ciekawość zaspokajać, to nauka naprawiania budzika dla dziecka nr 1 oraz nauka
                  gotowania dla dziecka nr 2 nie powinna stanowić problemu w życiu dorosłym. Jeśli
                  będą miały na to ochotę ofkorz.
            • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:08
              kropkacom napisała:
              > Podsunęłaś Twojemu dziecku pomysł robienia zupki w wieku 6 lat? Czy po prostu
              hasło "zupka +dziecko" zrobiło na Tobie wrażenie?

              Ja bym podsunęła takie hasło 6-latkowi.
              Proszę bardzo, tu warzywa, tu obieraczka (bezpieczna, nie wiem, czy da się nią
              skaleczyć), tu mrożone udko, tu garnek, tu woda, tu przyprawy. 6-latek jest w
              stanie to zrobić. Ja zapalam gaz, w momencie kiedy wywar zaczyna wrzeć, dziecię
              wyjazd od garnka ;>
              Potem 6-latek może zabielić samodzielnie zupę śmietaną z mąką - znaczy się,
              rozbełtać gorący wywar ze śmietaną i mąką. Wlewam toto do wrzątku ja.

              Czyli zupkę wykonuje prawie w całości sześciolatek, jest jednocześnie uczony, że
              pewnych czynności ma się nie tykać pod groźbą pozbawienia kończyn dolnych na
              wysokości pośladków (potocznie mówiąc - nogi z dupy powyrywam) <rotfl>

              PS. Ostatnie zdanie jest żartem, jakby ktoś miał zamiar zarzucać mi stosowanie
              przemocy fizycznej.
              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:33
                Przypomnę trupa dygresji o 5latkach wypadających z okien. Moje
                kontrdyskutantki twierdziły, że nia ma takiej siły, zeby dziecko
                5letnie nauczyć, że jakiejś niebezpiecznej czynności wykonywać nie
                powinno, bo natychmiast, jak się je spuści z oka, ono i tak to
                zrobi. Więc na Twoim miejscu w ogóle nie zbliżałabym dziecka do
                garnków i gazu, jeżeli chcesz, żeby był od tego zdala. Bo przecież
                nie jet w stanie pojąć, że nie wolno, a jeśli w trakcie wrzenia
                każesz mu pobawić się aamemu, a Ty bęedziesz pilnowała wrzącego
                garnka, to dziecko nabawi się urazu pod hasłem: garnek jest dla mamy
                ważniejszy ode mnie.
                Świadomie sprowadzam rzecz do absurdu, ale tak wynika z niektórych
                postów.
                • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:37
                  każesz mu pobawić się aamemu, a Ty bęedziesz pilnowała wrzącego
                  > garnka, to dziecko nabawi się urazu pod hasłem: garnek jest dla mamy
                  > ważniejszy ode mnie.

                  Mulisz się. Garnek na gazie to potencjalne poparzenie, niebezpieczeństwo. Nawet
                  dla dorosłego. Sygnał jest jasny nawet dla moich dzieci.
                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:37
                    Miało być "mylisz się" oczywiście smile
                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:42
                    zlew zalejawający sąsiadów też jest niebezpieczny i sygnał też jest
                    jasny dla małego dziecka. Ale małe dziecko ma być pępkiem świata,
                    więc zagrożenia powinnny się dostosować do jego zachcianek.
                    Oczywiście sprowadziłam rzecz do absurdu. Nie widzę problemu, żeby
                    odesłać młodego do własnej zabawy.
                    • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:47
                      małe dziecko ma nauczyć się samodzielności w sposób bezpieczny i mądry. A nie
                      wszystkiego na szybko i bez zastanowienia. Ja z tymi wypadkami w domu nie
                      żartowałam takie są fakty. Jakiś czas temu była nawet wielka akcja w tym temacie.
                      • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:55
                        > małe dziecko ma nauczyć się samodzielności w sposób bezpieczny i
                        mądry. A nie
                        > wszystkiego na szybko i bez zastanowienia. Ja z tymi wypadkami w
                        domu nie
                        > żartowałam takie są fakty. Jakiś czas temu była nawet wielka akcja
                        w tym temaci
                        > e.
                        i znów powraca temat : na szybko..cay czas jest mowa o stopniowym
                        uczeniu by po kilku latach dziecko doszło do takiej biegłości,
                        umiejętności i znajomości zagrożenia by przez nieumiejętność lub
                        nieświadomość (mylona z bezmyslnością) nie zrobiło sobie krzywdy lub
                        nie naraziło się niepotrzebnie.
                        Co do wypadania z okien..moi rodzice nie mieli mnie z kim zostawić,
                        instytucji niań i opiekunek nie było (i pewnie nie było ich stać)
                        stąd bywało i to dośc często, ze byłam zostawiana sama w domu na
                        czas dłuższy czy krótszy..miałam wystarczajaco duzo ciekawych zabaw
                        i umiałam się nimi zająć, by włażenie na okno nie było dla mnie
                        atrakcyjne..no i wiedziałam, że mogę sobie ją zrobić, podobnie nie
                        odkręcałam kurków od gazu czy nie pchałam paluchów do kontaktu..a o
                        zaslepkach do kontaktów nikt wtedy nawet nie słyszał..
                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:01
                          100/100
                          wreszcie ktoś napisał to samo, co ja myślę o dzieciach wypadających
                          z okien. Moim zdaniem one też wypadają, bo się nudzą i nie umieją
                          sobie zorganizować innej zabawy.
                          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:10
                            > Moim zdaniem one też wypadają, bo się nudzą i nie umieją
                            > sobie zorganizować innej zabawy.

                            No pewnie, bo wszystkim dzieciom jak się nudzą to chce się latać wink) To naprawdę
                            super uogólnienie.
                            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:15
                              Dlatego są jeszcze w Polsce jakieś żywe dzieci, bo nie wszystkie
                              powypadały z okien.
                              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:18
                                Nie, no przecież dzisiejsze dzieci to makabra, zero samodzielności i tylko sie
                                nudzą. Na pewno zaraz powypadają smile
                                • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:23
                                  Dziecko nieumiejące bawić się samdzielnie, a zmuszeno do tego przez
                                  nieobecność matki, może też sobie z nudów wymyślić taką zabawę,
                                  która nie skończy się tragicznie. I na szczeście tylko niektóre w
                                  takiej sytuacji otwierają okno. Chociaż zdarzałoby się to rzadziej,
                                  gdyby umiały sobie zorgazniować sensowną zabawę. Co nie znaczy, że
                                  propgaguję zostawianie dzieci samych w domu.
            • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:15
              Dzieci na wielu wsiach nadal są w ten sposób wychowywane. Potrafią się obchodzić
              z ogniem, nożami, siekierami... I są siedmiolatki jeżdżące samochodem (po polnej
              drodze, pod kontrolą rodziców). I są jedenastolatki potrafiące zaorać pole
              ciągnikiem. Na tej wsi, gdzie jeżdżę praktycznie od urodzenia, ŻADEN wypadek się
              nie zdarzył.
              • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:17
                artjoasia napisała:

                > Dzieci na wielu wsiach nadal są w ten sposób wychowywane. Potrafią się
                obchodzić z ogniem, nożami, siekierami... I są siedmiolatki jeżdżące samochodem
                (po polnej drodze, pod kontrolą rodziców). I są jedenastolatki potrafiące zaorać
                pole ciągnikiem. Na tej wsi, gdzie jeżdżę praktycznie od urodzenia, ŻADEN
                wypadek się nie zdarzył.

                Zadziwiające i fascynujące to jest, jak wielki jest poziom akceptacji dla
                siedmiolatka jeżdżącego samochodem i 11-latka orającego pole ciągnikiem.
                Nie mniej jest fascynujące, jak drastycznie spada tenże poziom akceptacji po
                fakcie, gdy rzeczony 11-latek przejedzie ciągnikiem swoją młodszą siostrzyczkę a
                7-latek spowoduje wypadek.

                Ratunku.
                • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:29
                  > Nie mniej jest fascynujące, jak drastycznie spada tenże poziom akceptacji po
                  > fakcie, gdy rzeczony 11-latek przejedzie ciągnikiem swoją młodszą siostrzyczkę
                  > a
                  > 7-latek spowoduje wypadek.

                  Taaa. NIE ZNAM takich przypadków z własnego doświadczenia. Znam za to wiele
                  przypadków, kiedy wypadek spowodował dorosły.

                  A jaki Twoim zdaniem wypadek może spowodować siedmiolatek, jadący 30km/h pustą
                  polną drogą? Potrącić zająca za skutkiem śmiertelnym? Lakier sobie zadrapać o
                  wystającą gałąź?

                  > Zadziwiające i fascynujące to jest, jak wielki jest poziom akceptacji dla
                  > siedmiolatka jeżdżącego samochodem i 11-latka orającego pole ciągnikiem.

                  Dla mnie zdumiewający i fascynujący jest poziom akceptacji dla siedmiolatka
                  spędzającego całe dnie na grach komputerowych. Lub mówiącego do nauczycielki "ty
                  stara k...".
                  • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:33
                    artjoasiu- zapędziłaś się chyba
                    To tak jakbyś przyrównała oglądanie po nocach horrorów przez jednego
                    nastolatka i wywołania przez drugiego strzelaniny śmiertelnej w
                    skutkach
                    To tak jak przyrównać wagę kogucią to wagi cięzkiej

                    Nie da rady
                    • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:52
                      Ja tak nie uważam, smile
                      Opisałam fakty, które widziałam na własne oczy nie raz i nie dwa. Nie napisałam,
                      co ja osobiście o tym myślę i czy sama bym na to pozwoliła.

                      Po prostu ciągnę dalej myśl Mamy Kotuli: dla jakich zachowań jest szeroka
                      społeczna akceptacja, a dla jakich nie.
              • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:27
                artjoasia napisała:

                > Dzieci na wielu wsiach nadal są w ten sposób wychowywane. Potrafią się obchodzi
                > ć
                > z ogniem, nożami, siekierami... I są siedmiolatki jeżdżące samochodem (po polne
                > j
                > drodze, pod kontrolą rodziców). I są jedenastolatki potrafiące zaorać pole
                > ciągnikiem. Na tej wsi, gdzie jeżdżę praktycznie od urodzenia, ŻADEN wypadek
                się nie zdarzył.

                A na wioskach, na które ja jeżdżę często i gęsto, takie wypadki się zdarzają. I
                co z tym fantem zrobimy ? smile
                • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:31
                  A jak to się ma statystycznie do wypadków powodowanych przez dorosłych?
                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:34
                    wiecie gdzie dziecko ulega wypadkom najczęściej? W domu, w pobliżu rodziców.
                    Lekkomyślność dorosłych jest straszna.
                    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:40
                      A ja myślę, że dziecko najczęściej ulega wypadkom w domu w poblizu
                      rodziców, bo najczęściej tam przebywa.
                      • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:42
                        > A ja myślę, że dziecko najczęściej ulega wypadkom w domu w poblizu
                        > rodziców, bo najczęściej tam przebywa.

                        Dom powinien być bezpieczny nawet jeśli dziecko przebywa tam cały dzień a rodzic
                        mądry a nie lekkomyślny w imię jakiś tam zasad. Niestety jest inaczej.
                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:45
                          Dom powinien być bezpieczny, ale istotą wypadku jest to, że jest on
                          nieprzewidywalny i wyjątkowy, a czasami się zdarza. Z tego, co
                          piszesz, wynika, że najbezpieczniejszym miejscem dla dziecka jest
                          klub nocny, agencja towarzyska albo Himalaje, bo tam jest zero
                          wypadków z udziałem dzieci.
                        • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:46
                          Ha!
                          Czyli dom nie na parterze (złodziej morderca)ani wysoko
                          (wypadnięcie), dom bez kantów, szyb, noży, kwiatów,
                          kamyczków,elektryczności, gniazek,urządzeń elektrycznych
                          jakichkolwiek, zwierząt

                          Próżnia kosmiczna ? wink
                          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:51
                            > Próżnia kosmiczna ? wink

                            Nie. Mądry rodzic. Jakiś procent nieszczęśliwych wypadków zostanie niestety ale
                            pozwalanie przez rodzica na ryzykowne zachowania swoich dzieci to inna para kaloszy.
                            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:56
                              Zgoda, że mądry rodzic dba o bezpieczeństwo dziecka. Ale i tak
                              jakieś wypadki będą. Zawsze więcej wypadków z udziałem dzieci będzie
                              w domu niż w agencji towarzyskiej i na wspinaczce w Himalajach.
                              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:59
                                A kto napisał że da się wszystkiego uniknąć? Chyba wszyscy wiedzą że to się
                                nigdy nie uda. Ale ryzykowne zachowania: zabawa dziecka przy kuchence,
                                prowadzenie pojazdu przez 11 latka czy zabawa przy prądzie? Tego chyba można
                                uniknąć.
                            • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:11
                              a ja myślę, że uczenie dzieci o niebezpieczeństwach i zagrożeniach
                              po to by samo umieło ich unikac teraz zastąpiono nadzorem rodzica..w
                              efekcie większe jest prawdopodobieństwo, że nieswiadome dziecko
                              narazi się na niebespieczenstwo..i że rodzic czasem nie zdąży
                              zareagować..i chyba taka jest różnica miedzy ówczesnym wychowaniem
                              kiedy uczono dzieci dbać o siebie tzn. rozpoznawać niebezpieczeństwo
                              i robić coś bez narażania się lub unikania tego niebezpieczenstwa od
                              obecnego kiedy to cały ciężar spada na rodzica, który niestety moze
                              zawieść..
                              • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:17
                                100/100
                              • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:21
                                babcia47 napisała:

                                > a ja myślę, że uczenie dzieci o niebezpieczeństwach i zagrożeniach
                                > po to by samo umieło ich unikac teraz zastąpiono nadzorem rodzica...

                                Przecież jedno nie wyklucza drugiego. Mogę uczyć kilkulatka, że nóż jest ostry i jednocześnie pozwalać mu posługiwać się tymże nożem pod moim nadzorem. Czyli - wiem, który nóż weźmie (skąd mam wiedzieć, czy samodzielnie nie wpadnie na pomysł posłużenia się największym i najbardziej nieporęcznym kuchennym tasakiem? ;>wink, doradzę, który będzie odpowiedni, czyli nauka odbywa się cały czas. Ale nie zostawiam go z tym nożem i nie idę sobie postukać w klawiaturę.


                                > w efekcie większe jest prawdopodobieństwo, że nieswiadome dziecko
                                > narazi się na niebespieczenstwo..i że rodzic czasem nie zdąży
                                > zareagować..i chyba taka jest różnica miedzy ówczesnym wychowaniem
                                > kiedy uczono dzieci dbać o siebie tzn. rozpoznawać
                                > niebezpieczeństwo i robić coś bez narażania się lub unikania tego
                                > niebezpieczenstwa od obecnego kiedy to cały ciężar spada na
                                > rodzica, który niestety moze zawieść..

                                Ale dlaczego zakładasz, że dziecko nie jest uczone rozpoznawania niebezpieczeństwa i robienia czegoś bez narażenia się na nie?
                                Jest uczone. Jednocześnie rodzic jest przy nim. Co pozwala - poprzez szybką reakcję - uniknąć wielu wypadków. Czyli najpierw rodzic pomaga trzymać poprawnie ten nieszczęsny nóż, potem przytrzymuje krojony produkt (zwłaszcza, jak się ślizga), potem nadzoruje i kontroluje, przez co dziecko ma większe poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie odbiera dobrą lekcję, że pewne rzeczy potencjalnie niebezpieczne są mniej niebezpieczne, jeśli są wykonywane pod nadzorem rodzica. I uczy się oceny niebezpieczeństwa.
                                • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:39
                                  Czyli
                                  > - wiem, który nóż weźmie (skąd mam wiedzieć, czy samodzielnie nie
                                  wpadnie na po
                                  > mysł posłużenia się największym i najbardziej nieporęcznym
                                  kuchennym tasakiem?
                                  -Dlaczego z góry zakładasz, że dziecko obeznane z niebezpieczeństwem
                                  weźmie ciężki nieporęczny tasak..to z założenia traktowanie dziecka
                                  jak głupola i totalny brak zaufania do niego..czy to przypadkiem nie
                                  jest równiez jakis znak czasów, że rodzice z góry negują rozsądek
                                  malucha..i taki przekaz daja mu poświadomie?? Moze to jest nawet
                                  gorsze niz ta czarna pedagogika króra wpajała dziecku ze ono i ryby
                                  głosu nie maja???
                                  > Ale dlaczego zakładasz, że dziecko nie jest uczone rozpoznawania
                                  niebezpieczeństwa i robienia czegoś bez narażenia się na nie?
                                  -stąd, że wczesniej nie słyszało sie o tylu przypadkach np.
                                  wypadniecia przez okno co teraz..
                                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:47
                                    babciu, słyszało się. Rozmowa traci sens kiedy to trzeba na okrągło powtarzać.
                                    Dzisiaj w dobie informacji, pogoni za ciągłą sensacją takie sprawy są jeszcze
                                    bardziej rozdmuchiwane niż kiedyś. Ale komentarze są ciągle niezmienne: brak
                                    nadzoru rodziców, ich nieodpowiedzialne zachowania.
                                    • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:56
                                      > babciu, słyszało się. Rozmowa traci sens kiedy to trzeba na
                                      okrągło powtarza
                                      prawda bo ja jak i rozmówczynie w moim wieku musiałyśmy miec wade
                                      słuchu od dziecka..ja podobnie jak one nie znam zadnego takiego
                                      przypadku!! Mieszkałam w latach 60/70 na potężnym blokowisku gdzie
                                      stugębna plotka donosiła o upadku z roweru a co dopiero o
                                      wypadnieciu z okna..wszelkie zanane wypadki były omawiane w gronie
                                      znajomych lub rodzinnym kiedy sie bywało tam z wizyta..poprostu w
                                      zastępstwie obecnej prasy "plotkarskiej"..dla rozrywki..czy
                                      wypełnienia czasu..słyszałam o róznych wydarzeniach przysłuchujac
                                      się rozmowom dorosłych..o takim nie słyszałam nigdy!!
                      • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:46
                        srebrnarybka napisała:

                        > A ja myślę, że dziecko najczęściej ulega wypadkom w domu w poblizu
                        > rodziców, bo najczęściej tam przebywa.

                        Chciałam napisać to samo, wyprzedziłaś mnie smile - zwłaszcza, jeśli chodzi o dzieci maleńkie, do lat trzech.
                        Ale nie tylko o to chodzi, to jest jeden aspekt. Inny - być może bardziej ważny - jest taki, że rodzic w domu, potencjalnie bezpiecznym, wyłącza biologiczny alarm, który ma wzmożony np. na podwórku (gdzie na dziecko czyha milion zagrożeń typu wpadnięcie pod samochód, wpadnięcie do otwartej studzienki ściekowej, zwalenie się na ryło z drabinki, walnięcie kamieniem w głowę przez towarzysza zabaw). Czyli popuszcza się nieco - a czasem za bardzo.
                        Niechlubny przykład - moja raczkująca córka w wieku 9 miesięcy poważnie poparzyła sobie dłoń o drzwiczki piekarnika, w odległości 20cm od piekarnika byłam ja i moja mama, i byłyśmy przekonane, że młoda raczkuje razem z bratem w pokoju uncertain///. Po prostu zupełnie zapomniałam o tym, że ten cholerny piekarnik właśnie się rozgrzewał na cholerne ciasteczka sad((
                    • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:51
                      Czasy dość zamierzchłe, kilkupiętrowa kamienica w stolicy.
                      Osoby: rodzice, dziecko 3-4 latka.

                      Rodzice: Idziemy do teatru, wrócimy późno. Tutaj masz picie, a tu coś do
                      jedzenia. Jak duża wskazówka będzie tu, a mała tu - włączysz sobie bajeczkę
                      (radio). Po bajeczce umyjesz się i pójdziesz spać.

                      Po powrocie - dziecko śpiące jak aniołek, mieszkanie w idealnym porządku.
                      Żadnych oparzeń, wypadania przez okno, obcinania paluszków tasakiem, podpalania
                      firanek.
                      • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:58
                        No a jak by był pożar w budynku to weź gaśnicę, pociągnij za zawleczkę...

                      • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:01
                        ja w tym czasie urządzałam sobie przebieranki wyciągajac z pudeł
                        stare suknie mamy z szyfonu i ślubną..oczywiscie kiedy rodzice
                        wracali wszystko było pochowane, że nawet śladu nie zostałosmile))..jak
                        miały mnie przy tak fajnej zabawie okna interesować?
                        • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:04
                          Wiecie co? Jak dzisiaj wiedziałabym że ktoś małe dziecko zostawia bez opieki to
                          zaraz bym rodzinkę na policje podała. Nigdy nie popierałam donosicielstwa ale to
                          już podchodzi pod zaniedbanie. Co by była jak by był pożar pytam?
                          • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:09
                            Kropka-a małe to jakie ?
                            • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:12
                              A 3-4 latek pod jakie dziecko podchodzi?
                              • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:23
                                3-4latek to małe dziecko wg mnie i wg prawa
                                a 7latek ?
                                • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:28
                                  > 3-4latek to małe dziecko wg mnie i wg prawa
                                  > a 7latek ?

                                  Ale o co chodzi? Chcesz wiedzieć jak wygląda według prawa obowiązek opieki nad
                                  dziećmi? Czy nie wiesz jaka jest różnica miedzy 3-4 latkiem a 7 latkiem?
                                  • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:30
                                    Ja się Ciebie pytam, czy według Ciebie 7latek jest już na tyle duży
                                    żeby mógł zostać sam w domu.
                                    • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:45
                                      wykazałyśmy tu, ze dorośli niekoniecznie muszą byc 100% polisą
                                      ubezpieczeniowa dla dziecka w każdej sytuacji..a nawet czasem bywali
                                      ratowani przez te bezrozumne dzieci.. i nasze rozmówczynie
                                      w "odwecie" wycofały sie z dyskusji..podsumowując, że nasze poglądy,
                                      że dziecko odpowiednio uczone dla siebie jest pierwszą linią obrony
                                      i ochrony, jako wynaturzone i nieodpowiedzialne..cóż czy to moja
                                      wina że tak mnie wychowano i przezyłam?? a moze dzieki temu
                                      przeżyłam, że mnie tak wychowano??
                                      • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 18:00
                                        Dorosły zachowuje się częstokroć mniej odpowiedzialnie i taktownie
                                        niż dziecko. I często powtarzam swojej córce, że to że ktoś jest
                                        dorosły nie oznacza że się nie myli lub że zawsze postępuje
                                        właściwie. Mamy na codzień do czynienia z takimi dorosłymi :ktorzy
                                        zaczepiają mnie lub córkę i pytają :dlaczego ona tak dziwnie chodzi,
                                        niech pani na operację z nią idzie, a ona zawsze tak będzie ?
                                        Dzieci zadają pytania z większym taktem, wyczuciem i emaptią,z
                                        mniejszą dozą wścibstwa chociąż potrafią również zaskoczyć
                                        okrucieństwem.

                                        Nie wiem dlaczego ale czytając dyskuje przychodzi mi stale na myśl
                                        wiersz Hłaski, pozwolę go sobie zacytować,zaznaczając że nie odnosi
                                        się on do żadnego forumowicza.

                                        Dzieci są milsze od dorosłych
                                        zwierzęta są milsze od dzieci
                                        mówisz że rozumiejąc w ten sposób
                                        muszę dojść do twierdzenia
                                        że najmilszy jest pierwotniak pantofelek

                                        no to co

                                        milszy mi jest pantofelek
                                        od ciebie ty sku..synie
                                      • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 19:27
                                        babcia47 napisała:

                                        > wykazałyśmy tu, ze dorośli niekoniecznie muszą byc 100% polisą
                                        > ubezpieczeniowa dla dziecka w każdej sytuacji..

                                        Tego nie trzeba wykazywać, nieszczęsliwe wypadki sie zdarzają ale to
                                        nie znaczy że nie trzeba starac się najlepiej jak sie potrafi
                                        minimalizowac ich ryzyko. Jeżeli nawet w obecnosci dorosłego moze
                                        sie dziecku przytrafić tragiczny wypadek to co dopiero dziecku
                                        pozostawionemu samemu sobie.
                                        Czy jesli nawet na trzeźwo zdarzaja sie wypadki samochodowe to
                                        oznacza że nic nie stoi na przeszkodzie że kierowac po pijaku. Wszak
                                        zdarza sie że pijany wsiada za kierownicę i dojeżdża be zszwanku na
                                        zdrwowiu do obranego celu?
                                        Boże, dlaczego zmuszacie kobity siwowłose do pisania takich
                                        oczywistych rzeczy?

                                        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 19:43
                                          A czy nie jest oczywiste, żę dziecko uczone, jak unikać
                                          niebezpiecznych zachowań, łatwiej przetrwa, nie nieuczone tego?
                                          • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 20:25
                                            srebrnarybka napisała:

                                            > A czy nie jest oczywiste, żę dziecko uczone, jak unikać
                                            > niebezpiecznych zachowań, łatwiej przetrwa, nie nieuczone tego?


                                            A jest oczywiste że z dwojga dzieci uczonych jak unikac
                                            niebezpieczeństwa wieksze szanse ma to które ma obok dorosłego? ...
                                            i z dwojga - nieuczonych podobnie?
                                            • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 20:45
                                              co prawda ten tekst dotyczył bedzie dużo starszego "dziecka
                                              ale..jako osoba dorosła przez jakis czas twierdziłam, że byłam
                                              dzieckiem szczęścia, bo mimo intensywnego "eksperymentowania z
                                              własnym zyciem" w okresie dorastanie nie stoczyłam sie lecz
                                              potrafiłam w odpowiednim momencie powiedzieć stop, zatrzymac sie nad
                                              przepaścią..ąż kiedyś naszła mnie refleksja, że to nie było
                                              szczęście lecz zasady i wychowanie, które odebrałam wcześniej..to
                                              było to wszystko co rodzice wpajali mi przez kilkanaście lat a ja
                                              nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy..
                                              • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 20:50
                                                ps. gdzieś tu podniosłam temat zaufania do dziecka, które jest
                                                uczone ..jakoś to nie doczekało się odpowiedzi.. i fakt traktowania
                                                go bez odrobiny nawet zaufania..
                                                • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:04
                                                  babcia47 napisała:
                                                  > ps. gdzieś tu podniosłam temat zaufania do dziecka, które jest
                                                  > uczone ..jakoś to nie doczekało się odpowiedzi.. i fakt traktowania
                                                  > go bez odrobiny nawet zaufania..

                                                  Na litość boską, miałam skończyć z pisaniem w tej dyskusji, ale nie zdzierżę.
                                                  Aha, Babcia, to nie jest personalnie do ciebie wypowiedź.

                                                  Obrzydliwe jest dla mnie dorabianie ideologii nazywanej "pokładaniem w dziecku zaufania" do świadomego i nieodpowiedzialnego narażania dziecka na niebezpieczeństwo (wspomniane i gloryfikowane przez Artjoasię zostawianie kilkulatka na kilka godzin samego w domu - Babcia zdaje się pisała o 7-latku - dziecku wczesnoszkolnym, więc tu się nie czepiam).

                                                  Kto tu napisał, że nie ma do dziecka w ogóle zaufania?

                                                  Mam do dziecka zaufanie ograniczone - czyli pozwolę czterolatkowi na wiele rzeczy, które może wykonać samodzielnie, ale nie zostawię go samego w domu na kilka godzin z listą przykazań (umyj się, włącz sobie bajeczkę i idź do łóżeczka) aby iść do teatru jak na pieprzoną kulturę i yntelygencję przystało. Bo to nie jest pokładanie w dziecku zaufania, tylko znajomość realiów - czyli tego, co może wywinąć trzylatek, nawet najlepiej wytresowany.

                                                  Rzygać mi się chce, jak czytam niektóre tutaj posty, autentyczny niesmak mam.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:27
                                                    Rzygać mi się chce, jak czytam niektóre tutaj posty, autentyczny
                                                    niesmak mam.

                                                    - to zdanie jest faktycznie "jak na pieprzoną kulturę i
                                                    yntelygencję przystało".
                                                    A poza tym mam pytanie - w zeszły stuleciu znam dwa wypadki
                                                    wypadnięciz z okna. Jeden dotyczył mojej sąsiadki, dorosłej kobiety,
                                                    matki 14letniej córki. Wychyliła się za bardzo przy myciu okien. Czy
                                                    to wynika z faktu, żę nie miała należytej opieki? Przecież nie, okna
                                                    myła wielokrotnie, ale wypadki się zdarzają. (Proszę nie
                                                    interpretować tego, co piszę, że zalecam mycie okien przez dzieci.
                                                    Tego absilutnie nie zalecam, bo to byłob zbyt niebezpieczne). I
                                                    wypadek drugi - 2 czy 3 lenit braciszek mojej koleżanki, który
                                                    mieszkał na parterze, a z okna wypadł podczas odwiedzin u rodziny
                                                    mieszkającej na piętrze. Naturalne, nie był uczony, że okno to rzecz
                                                    niebezpieczna, bo na codzień nie była. Więcej takih wypadków nie
                                                    zna, a teraz dzieje się to nagminnie. O czym to świadczy? Dawniej
                                                    nie było okien czy co? Ano o tym, że dzieci nie są uczone. Przy
                                                    okazji - ponieważ przez ostatnie 3 dni głównie myslę o naszej
                                                    dyskusji ze szkodą dla moich badań nad historią średniowieczną,
                                                    uświadomiłam sobie, jak dawno wiedziałam, że okno jest
                                                    niebezpieczne. W bardzo wczesnym dzieciństwie widziałam mamę myjącą
                                                    okno, duże weneckie, w któym szyba zewnętrzna (wtedy były okna
                                                    podwójne, jesli to pamiętacie, każda szyba w osobnej ramie)
                                                    otwierała się na zewnątrz. Żeby ją umyć, trzeba było stanąć jedną
                                                    nogą na parapecie, wychylić się, a druga noga zwisała w powietrzu.
                                                    Pamiętam ten widok byłam wstrząśnięta i trzeba było mnie wyprowadzić
                                                    z pokoju. I było jasna, że przez okno nie wypadnę, a nawet się tam
                                                    nie będę bez potrzeby zbliżała. A potrzeby nie było, bo w pokoju
                                                    było znacznie więcej ciekawych rzeczy. Bawiłąm się na ogół sama, i
                                                    dlatego umialam się zająć sobą. Obecność rodziców nie miała
                                                    znaczenia. Nie umiem odpowiadać abstrakcyjnie. Chyba starczy.
                                                    Babciu i Joasiu, trzymajcie się, ja niestety muszę się zająć pracą
                                                    zawodową. Jutro zajęcia ze studentami.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:37
                                                    Tiaa a inne dzieci nie widziały, że mycie okien jest niebezpieczne. Tylko ty
                                                    należałaś do nielicznego grona wybrańców big_grin
                                                    I należałaś do nielicznego grona dzieci, które były uczone o
                                                    niebezpieczeństwach. Bo jeśli ktoś uległ wypadkowi, to przecież uczony przez
                                                    rodziców na pewno nie był ;D

                                                    Sorki, ale taki sposób myślenia pasuje tylko do kogoś, kto uważa się za pępek
                                                    świata. W dosłownym tego określenia znaczeniu ;PPP
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:48
                                                    Tiaa a inne dzieci nie widziały, że mycie okien jest niebezpieczne.
                                                    -..obawiam się, że większośc dzieci wtedy wiedziała, że mycie okien
                                                    lub wychylanie się z nich jest niebezpieczne..
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:56
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Tiaa a inne dzieci nie widziały, że mycie okien jest niebezpieczne.
                                                    > -..obawiam się, że większośc dzieci wtedy wiedziała, że mycie okien
                                                    > lub wychylanie się z nich jest niebezpieczne..

                                                    Umówmy się co do jednego.
                                                    Wiedza o czymś nie jest tożsama ze stosowaniem tej wiedzy w praktyce. Zwłaszcza
                                                    w przypadku trzylatka.
                                                    Nie chciałabym, abym musiała sprawdzać, czy poziom wiedzy mojego trzylatka na
                                                    temat niebezpieczeństwa wypadnięcia z okna jest odpowiednio wysoki.
                                                  • kropkacom Babciu... 03.03.08, 22:12
                                                    No to i ja sie odezwę. To prawda pokolenie mojej babci (dziś 85 lat) zostawiało
                                                    nagminnie dzieci same w domu bo trzeba było skoczyć po zakupy lub posyłało je
                                                    same do przedszkola. Pisałam już o tym na początku. Wypadki były. Znam kilka
                                                    przypadków. Owszem nie było ich tak dużo jak się można było spodziewać.

                                                    I tu mam konkluzje. Co innego wyskoczy po pieczywo a co innego zostawić 3-4
                                                    letnie dziecko w domu samo na kilka godzin, kazać mu sie położyć, w razie
                                                    niebezpieczeństwa biec do jakieś cioci. Nawet na tamte czasy to jakaś makabra.
                                                    Po drugie, czy Wy(np. Babcia) tez zostawiałyście swoje dzieci same? Moja mama
                                                    (50lat) już tego nie robiła. Wiec chyba przykład ich matek poszedł w las a może
                                                    po prostu Wy byłyście mądrzejsze? Po trzecie, to że tak wielu dzieciom z
                                                    okolenia babci nic sie nie stało to tylko i wyłącznie szczęcie i fuks.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:12
                                                    Wszystkie dzieci wiedziały i dlatego nie wypadały z okien. Poza tym
                                                    umiały się sobą zająć nawet wtedy, gdy starsi spuścili ich z oka i
                                                    mniej głupich pomysłów im do głowy przychodziło.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:28
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Wszystkie dzieci wiedziały i dlatego nie wypadały z okien. Poza tym
                                                    > umiały się sobą zająć nawet wtedy, gdy starsi spuścili ich z oka i
                                                    > mniej głupich pomysłów im do głowy przychodziło.

                                                    Ko ko ko i dziub dziub dziub...

                                                    Moje dzieci też potrafią zająć się sobą, kiedy je spuszczam z oka, a robię to bardzo często, ponieważ oszalałabym, gdybym miała non stop się z nimi bawić i nimi zajmować. Ale wybacz - nie chcę weryfikować poziomu ich wiedzy odnośnie do wypadania z okna. Wierzę, iż wiedzą, że wchodzenie na parapet jest niebezpieczne, że mają tego świadomość, ufam im, że to wiedzą i mam do nich zaufanie. Co nie zmienia faktu, że nie zostawię ich samych z otwartym balkonem na piątym piętrze. Być może nie mam do nich wystarczającego zaufania. Ale w razie czego wolę mieć dzieci, a nie dwa nagrobki na cmentarzu.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:49
                                                    Wierzysz czy wiesz? Tzn. czy uczyłaś je, że okno jest niebezpieczne,
                                                    czy tylko przypuszczasz, że one to wiedzą. Bo w tym drugim wypadku
                                                    możesz się zawieść.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:57
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Wierzysz czy wiesz? Tzn. czy uczyłaś je, że okno jest niebezpieczne, czy tylko przypuszczasz, że one to wiedzą. Bo w tym drugim wypadku możesz się zawieść.

                                                    Srebrnarybko - naprawdę nie znam matki, która by NIE uczyła dziecko, że okno jest niebezpieczne smile

                                                    Nie znam tym bardziej matki, która uczyłaby tego doświadczalnie, na przykład robiąc dziecku kontrolowany upadek z okna z parteru i dla przykładu łamiąc mu paluszek, wtedy dziecko już na pewno będzie wiedzieć, że okno jest niebezpieczne. tongue_out

                                                    A zawieść się mogę w obu przypadkach, zarówno WIEDZĄC, że dzieci wiedzą, jak i przypuszczają. Tylko wiesz, jakoś nie chcę sprawdzać, w którym przypadku jest większe prawdopodobieństwo tego, że się zawiodę suspicious
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 01:07
                                                    Ja też nie znam matki, która uczyłaby dziecko o tym, że okno jest
                                                    niebezpieczne, przez kontrolowany upadek z okna parteru.
                                                    I nie musisz sprawdzać, kiedy jest bardziej niebezpiecznie, bo
                                                    wiadom.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 01:23
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Ja też nie znam matki, która uczyłaby dziecko o tym, że okno jest
                                                    > niebezpieczne, przez kontrolowany upadek z okna parteru.
                                                    > I nie musisz sprawdzać, kiedy jest bardziej niebezpiecznie, bo
                                                    > wiadomo.

                                                    Jak to wiadomo?

                                                    Napisałaś, że dziecko wypada z okna, bo się nudzi i NIE wie, że okno jest niebezpieczne. Zatem - logicznie wnioskując - dziecko, które WIE, że okno jest niebezpieczne i umie się zająć same sobą, mogę spokojnie zostawić z tymże otwartym oknem na piątym tudzież dziesiątym piętrze i z okna tego nie wypadnie?

                                                    O tak to będzie działać:
                                                    Jeśli nie A lub nie B, to C (jeśli dziecko nie umie się sobą zająć lub nie wie, że okno jest niebezpieczne, to z niego wypadnie)
                                                    Odwracając wnioskowanie:
                                                    Jeśli A i B, to nie C (jeśli dziecko umie się sobą zająć i wie, że okno jest niebezpieczne, to nie wypadnie z niego)
                                                    Zgadza się?
                                                    Ano zgadza.

                                                    I mam gwarancję, że nie wypadnie przez to okno, ponieważ WIE i (lub) się NIE NUDZI na tyle, aby skakać sobie z parapetu?

                                                    Jeśli ty mi dajesz taką gwarancję, nie będę się kłócić. Od jutra wypuszczam młode na balkon i siadam sobie do kompa w innym pokoju.
                                                    Bo przecież one wiedzą, że okno jest niebezpieczne i potrafią się pięknie sobą zająć przez długi czas. A już na balkonie to w ogóle tak się zajmą, że hoho i nie w głowie będzie im sprawdzanie przez wychylenie się, czy ten ptaszek na balkonie niżej to wróbel, czy gołąbek.
                                                    Tylko wiesz, życie to nie jest czysta logika. Logika jest nauką abstrakcyjną. Dzieciom - nawet tym wytresowanym - zdarza sie czasem ZAPOMNIEĆ o pewnych zasadach. I o ile zaakceptuję fakt, że dziecko w zaaferowaniu np. przyjazdem wujka zapomni o wieczornym myciu zębów, to raczej nie jestem w stanie zaakceptować faktu, że dziecko podnieci się ptaszkiem na balkonie niżej i zapomni, że nie wolno się wychylać.

                                                    Srebrnarybko, mam wrażenie, że coś w tej dyskusji leży. Leży niestety twój argument, że dzieci wypadają z okna bo nie są nauczone, że okno jest niebezpieczne i nie mają nic innego do roboty, tylko wypadanie z okna. Leży i w dodatku głośno kwiczy.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 01:59
                                                    uff.. to juz chyba pozostaje nam zabić te okna gwoździami, kupić
                                                    klamki na kluczyk lub wstawic te nieszczęsne kraty..przecież chyba
                                                    nawet Ty chodzisz kiedys do WC i nie robisz to gremialnie..razem z
                                                    całym potomstwem? jak one, bidule dają sobie wtedy rade bez Twojego
                                                    nadzoru?
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 02:03
                                                    ups..doczytałam! nauczone! a ty masz zaufanie że wiedzą co robiąsmile)
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 02:17
                                                    babcia47 napisała:
                                                    > uff.. to juz chyba pozostaje nam zabić te okna gwoździami, kupić
                                                    > klamki na kluczyk lub wstawic te nieszczęsne kraty..przecież chyba
                                                    > nawet Ty chodzisz kiedys do WC i nie robisz to gremialnie..razem z
                                                    > całym potomstwem? jak one, bidule dają sobie wtedy rade bez Twojego
                                                    > nadzoru?

                                                    Babciu kochana.
                                                    Arghh. Ja cię proszęęęę...
                                                    Dlaczego z mojej wypowiedzi, że nie pozwalam dzieciom na samodzielną zabawę
                                                    (znaczy beze mnie w promieniu dwóch metrów) przy otwartych drzwiach od balkonu,
                                                    wnioskujesz, że nie pozwalam im robić NIC bez mojego nadzoru i łażę za nimi bez
                                                    przerwy, zabierając je nawet do kibelka?

                                                    Same nie są w stanie otworzyć okien, bo jak słusznie zauważyłaś - w oknach są
                                                    zamki magnetyczne otwierane specjalnym kluczem. Nie, nie zakładałam ich
                                                    specjalnie, były już w mieszkaniu, kiedy się do niego wprowadziliśmy.

                                                    Zatem nie zostawiam ich samych przy otwartym oknie. Co nie znaczy, że zabieram
                                                    je wszędzie ze sobą łącznie z ubikacją.

                                                    Wyciągasz błędne wnioski i dobrze o tym wiesz smile
                                                    Widzę tu podobnie jak u Rybki postrzeganie świata w kategoriach binarnych. Czyli
                                                    - albo matka pozwala dziecku na pełną samodzielność dając mu pełen kredyt
                                                    zaufania (tak, jak ty to czynisz), albo znajduje się na drugim biegunie i chowa
                                                    dziecko pod kloszem do pełnoletności. Popadasz w skrajności dla poparcia swojej
                                                    tezy o pełnym zaufaniu do trzylatka, która - wybacz - również stanowi przykład
                                                    skrajny.

                                                    A gdzie miejsce dla rozwiązań pośrednich, które imho są najpowszechniejsze? wink
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 02:38
                                                    przeczytałam Twój post w oderwaniu od pozostałych, sortując
                                                    wiadomosci od najnowszych..i zaraz się poprawiłam...czego juz chyba
                                                    nie doczytałaś
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 07:37
                                                    Cześć tych dzieci wypada z okien wtedy, kiedy rodzice są w drugim
                                                    pokoju, w kuchni czy w toalecie, czyli bez "nadzoru" były stosunkowo
                                                    krótko. Cześto zdarza się to zimą, kiedy dzieci zostały na chwilę
                                                    samę przy zamkniętym oknie.
                                                    Nigdzie nie pisałam, że dobrze jest zostawiać małe dzieci same w
                                                    domu na dłużej. Poza tymi oknami są inne zagrożenia, a poza tym
                                                    niektóre dzieci mogą się bać i to wydaje mi się podstawowym powodem,
                                                    dla którego tego robić nie należy (to zależy od psychiki, rodzice
                                                    wiedzą, czy dziecko się boi, cyz nie). Natomiast pisałąm, że nie
                                                    rozumiem, dlaczego np. 5 letnie dziecko, zostawszy na chwilę w domu,
                                                    pierwsza rzecz, którą robi, to otwiera okno i przez nie wypada. I
                                                    nie rozumiem tego nadal. I wytłumacz mi, dlaczego dawniej dzieci
                                                    znacznie częściej zostawały same w domu i nie wypadały, a teraz
                                                    zostają rzadziej, a wypadają częściej?
                                                    Co do zostawienia dziecka na balkownie: jako dziecko miałam na
                                                    balkonie piaskownicę i bawiłam się tam godzinami sama, rodzice
                                                    przeybywali w głębi mieszkania. Do głowy by mi nie przyszło, by
                                                    skakać przez balustradę za wróbelkiem. Zabawa w piaskownicy była
                                                    ciekawsza. Podobnie było u przyjaciół rodziców, w wielodzietnej,
                                                    ciepłej, wspaniałe rodzinie, gdzie często bawiłam się razem z ich
                                                    dziećmi. Bawiliśmy się na olbrzmymi tarasie I piętra sami, a ich
                                                    matka zajmowała się najmłodszymi niemowlakami i nie miała czas, ani
                                                    możliwości, żeby pilnować 5latków.
                                                    Jeśli chodzi o wychodzenie do kilbla - Babcia nie jest w kursie
                                                    dzieła. Teraz zabiera się do ubikacji ze sobą dzieci tak do 2-3 lat
                                                    co najmniej, bo zamknięcie się matki za drzwiami kibla byłoby dla
                                                    dzieci zbyt wielkim urazem. Domyślasz się Babciu, co o tym sądzę.
                                                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 10:12
                                                    > Co do zostawienia dziecka na balkownie: jako dziecko miałam na
                                                    > balkonie piaskownicę i bawiłam się tam godzinami sama, rodzice
                                                    > przeybywali w głębi mieszkania.

                                                    A brat męża sprawdzał czy można latać z parasolem z balkonu. Dzieci są różne i
                                                    nigdy nie wiemy co kilkulatkowi do głowy strzeli. Ja moje dzieci uczę od zawsze
                                                    że mają poruszać się tylko po chodniku. Często biegną przede mną same na
                                                    pobliski plac zabaw a ja idę powoli za nimi. Ale wystarczył moment (listek na
                                                    ulicy) i córka o mały włos wylądowała by pod przejeżdżającym samochodem. Nie
                                                    znaczy to że teraz chodzą tam ze mną tylko za rękę ale już wiem że różnie bywa i
                                                    jestem czujniejsza.

                                                    > teraz zabiera się do ubikacji ze sobą dzieci tak do 2-3 lat

                                                    A kto zabiera?
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 10:31
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > > Co do zostawienia dziecka na balkownie: jako dziecko miałam na
                                                    > > balkonie piaskownicę i bawiłam się tam godzinami sama, rodzice
                                                    > > przeybywali w głębi mieszkania.
                                                    >
                                                    > A brat męża sprawdzał czy można latać z parasolem z balkonu. Dzieci są różne i nigdy nie wiemy co kilkulatkowi do głowy strzeli.

                                                    Kropka, odpuść. Rybce nie strzelało, dzieciom rybki nie strzelało, babci nie strzelało, i dzieciom babci też nie strzelało, a artjoasia to nawet nie znała pojęcia "strzelić do głowy", ponieważ w czasach Artjoasi strzelania do głowy NIE BYŁO!!!. A zatem, wnioskując logicznie z powyższego, dziecku nie ma prawa nic do głowy strzelić, bo im nie strzelało.
                                                    A jeżeli strzela, to znaczy, że rodzice ponieśli porażkę wychowawczą.

                                                    Ja już czytam ten wątek jako czysty folklor i matrix.

                                                    Mam ochotę założyć wątek zbiorczy, czego kiedyś nie było, a teraz jest. O na przykład - kiedyś nie było w ogóle agresywnych psów, nie było wypadających z okien dzieci, nie było wypadków z udziałem dzieci, nie było nieprzewidywalnych trzylatków, czego tam jeszcze nie było... aaa, pedofilów oczywiście nie było, i nie było trzylatków, które się bały pożaru tudzież niezapowiedzianej nieobecności rodziców, bo wszystkie przecież były przeszkolone, żeby w takim przypadku spokojnie iść do cioci.

                                                    A tekst Srebrnejrybki traktujący o tym, że "dzieci nie wypadają z okien kiedy wiedzą, że okna są niebezpieczne oraz mają ciekawsze zajęcia" wydrukuję sobie i powieszę na tablicy korkowej za monitorem. Jak będę potrzebowała jakiegoś piramidalnego absurdu na zajęcia na uczelni, to przynajmniej będę miała pod ręką wink
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 10:48
                                                    Mama Kotula, naprawdę doceniam Twój cięty język i przyznam, że czytam Twoje posty z dużą przyjemnością. Ale proszę - trzymaj poziom i nie upraszczaj!
                                                    Owszem, strzelało, tylko że inaczej trochę. Ja naprawdę nie wychowałam się w próżni! Jedynym strzelaniem tego typu, z jakim osobiście się zetknęłam, było podpalenie firanek przez koleżankę ze szkoły. I było to wydarzenie do tego stopnia niespotykane, że całymi latami się o tym opowiadało.
                                                    I nie wątpię, że uznasz to za folklor - ale nie przychodziły nam do głowy zakrapiane imprezki w wieku 14 lat.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 11:01
                                                    artjoasia napisała:
                                                    > I nie wątpię, że uznasz to za folklor - ale nie przychodziły nam do głowy zakrapiane imprezki w wieku 14 lat.

                                                    Ok, podaję inny przykład.
                                                    W wieku lat 5/6 szczytem marzeń u nas na podwórku było chodzenie "na ulicę Gagarina" - już nie pamiętam, co było na tej ulicy. Te matki były kul i fajne, które pozwalały dzieciom chodzić "aż na Gagarina", a te dzieci były z siebie dumne i się wywyższały ponad inne, najlepszym argumentem ucinającym wszystkie kłótnie było "masz się mnie słuchać, bo ja mogę chodzić aż na Gagarina".

                                                    A idąc na Gagarina, trzeba było przejść przez dwa skrzyżowania jednej z głównych ulic miasta, bez świateł. Na trasie, gdzie często gęsto jeździły np. karetki na sygnale (pojazd uprzywilejowany w tempie zatrważającym) do pobliskiego szpitala.
                                                    Pamiętam, jak byłam strrrasznie wściekła, że moja mama nie pozwala mi chodzić na tego Gagarina.
                                                    I wiesz co? Raz poszłam z koleżankami na Gagarina. I nic mi się nie stało. I dalej byłam wściekła na mamę, że mi tam nie pozwala chodzić, bo przecież NIC mi się nie stało!!! i dałam radę!!!
                                                    A wiesz, teraz z perspektywy lat tak sobie myślę, że moja mama była bardzo mądrą kobietą. I na pewno wiedziała, że wiem, jak się przechodzi przez ulicę, że jestem w stanie dojść na tę mistyczną ulicę Gagarina. Dlaczego nie pozwalała zatem i miała do mnie jednak ograniczone zaufanie?
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 11:28
                                                    Tak sobie myślę, że Twoją mamą nie kierował wcale brak zaufania do Twoich umiejętności czy rozsądku. Po prostu w Twoich czasach ZEWNĘTRZNE zagrożenia były znacznie większe, niż w czasach mojego dzieciństwa. Ja na przykład nigdy nie wypuszczę mojej córki samopas na podwórko - chociaż sama byłam wypuszczana w wieku chyba pomiędzy 2 a 3 lata (nie tylko ja, ale wszystkie dzieciaki z mojego bloku). I wcale nie dlatego, że będę miała do niej ograniczone zaufanie - że na przykład na ulicę wyjdzie. Po prostu w ciągu ostatnich lat coraz więcej podejrzanych typów się zaczęło po podwórku pętać, pojawił się alkohol, szaleństwa samochodowe na podjeździe do bramy, narkotyki nawet... 40 lat temu tego naprawdę nie było. I cały czas się zastanawiam, SKĄD nagle wzięły się postępujące w ten sposób nastolatki...
                                                  • guderianka i o to chodzi! 04.03.08, 11:31
                                                    właśnie o to !
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 11:36
                                                    artjoasia napisała:
                                                    > I cały czas się zastanawiam, SKĄD nagle wzięły się postępujące w ten sposób nastolatki...

                                                    Artjoasiu, postępujące w TEN sposób nastolatki były zawsze.
                                                    Tyle, ze zamiast brania ekskluzywnych narkotyków, piły w bramie spirytus zdobyty od osiedlowego pijaczka.
                                                    Zamiast zamieszczania w necie filmu z rozebraną koleżanką, rozbierały tę samą koleżankę w szkolnej ubikacji i na następny dzień cała szkoła wiedziała, że Kaśce rosną włosy na cipce i ryczała na tę okoliczność ze śmiechu. A upokorzenie rzeczonej Kaśki było porównywalne.
                                                    Bójki były zawsze, w ruch szły kastety, kije, żelazne rury znajdowane na podwórku.
                                                    Myślisz, że "za twoich czasów" nie było kilkunastolatek puszczających się na prawo i na lewo? Ależ zapewniam cię, były, były. Tyle, że były mniej widoczne, bo nie mogły ubrać stringów do mini o szerokości paska, ale jak kolega z klasy zaciągnął do kibelka na półpiętrze, to chętnie dawały się pomacać po pączkującym biuście i włożyć rękę w majtki.
                                                    Myślisz, że dzieci w szkołach podstawowych nie paliły papierosów? Koleżanki mojej mamy same podbierały rodzicom.

                                                    Być może teraz skala tych zjawisk jest większa. A może po prostu jest to bardziej nagłośnione i bardziej widoczne.
                                                    Nie mów jednak, że NAGLE te nastolatki powstały z powietrza, bo nie jest to prawdą.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 12:47
                                                    Prawdopodobnie były, jednak był to z pewnością margines i było to traktowane jak patologia, a przyzwolenie społeczne na tego typu zjawiska oscylowało wokół zera. Teraz nikogo nie dziwi widok trzynastolatka pijącego piwo na podwórku o północy i nikt na to nie reaguje (a gdyby śmiał zareagować, to nie wiem, czy uszedłby z życiem...)
                                                    Jednak jest faktem, że kiedyś rodzice nie musieli się obawiać, że ktoś zrobi krzywdę dziecku biegającemu po podwórku.
                                                    Dlatego trochę mnie dziwi, że dotąd cała dyskusja toczy się w kategoriach zaufania czy braku zaufania do dziecka. Bo to, że w dzisiejszych czasach nie można dziecku na pewne rzeczy pozwolić, nie ma zbyt wiele wspólnego z samym dzieckiem ani z tym, czy jakieś głupoty mu przypadkiem nie przyjdą do głowy.

                                                    Obiecałam sobie wczoraj, że Twojej "psychologii dziecka" nawet małym palcem nie tknę, ale teraz aż mi się palce same do klawiatury pchają... To tak, jakbym czytała o "psychologii dorosłego"! Psychologia to setki szkół, metod, teorii, w większości przypadków sprzecznych ze sobą - a każda z nich jest JEDYNIE SŁUSZNA. Więc - istnieje coś takiego, jak jedna, obiektywna, uniwersalna psychologia dziecka??? Dzieci, podobnie jak dorośli, różnią się między sobą stopniem rozwoju emocjonalnego i społecznego, temperamentem, cechami charakteru, sumą swoich życiowych doświadczeń (do których m. in. wychowanie się zalicza), a przede wszystkim - wyposażeniem genetycznym. Jesteśmy wypadkową tych wszystkich czynników. Jestem skłonna przychylić się do opinii, że to, co rozumiemy jako skutek wychowania (w potocznym znaczeniu tego słowa), w rzeczywistości otrzymujemy właśnie w genach - mamy przecież wrodzoną osobowość, która nie jest jakąś abstrakcją, tylko determinuje określone zachowania. Dlatego jednemu trzylatkowi można na coś pozwolić, a innemu nie. Po prostu.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 13:02
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Teraz nikogo nie dziwi widok trzynastolatka pijącego piwo na podwórku o pół nocy i nikt na to nie reaguje (a gdyby śmiał zareagować, to nie wiem, czy uszedłby z życiem...)

                                                    Nikogo?
                                                    Mnie dziwi smile)

                                                    > Jednak jest faktem, że kiedyś rodzice nie musieli się obawiać, że ktoś zrobi krzywdę dziecku biegającemu po podwórku.
                                                    Tu się zgadzam, bo o ile teraz nie wypuściłabym dziecka na podwórko samego, to w wieku 4 lat chodziłam na podwórko pod opieką mojej siostry.

                                                    > Dlatego trochę mnie dziwi, że dotąd cała dyskusja toczy się w kategoriach zaufania czy braku zaufania do dziecka. Bo to, że w dzisiejszych czasach nie można dziecku na pewne rzeczy pozwolić, nie ma zbyt wiele wspólnego z samym dzieckiem ani z tym, czy jakieś głupoty mu przypadkiem nie przyjdą do głowy.

                                                    Dobrze, Artjoasiu.
                                                    Czy w dzisiejszych czasach znacząco zmieniły się zagrożenia "domowe"? Nie wydaje mi się, mogę stwierdzić, że jest nawet bezpieczniej (nie ma pieców, kuchni węglowych i tak dalej).
                                                    Zatem - czy zostawiłabyś 3-4-latka na kilka godzin samego w bezpiecznym domu, z listą poleceń "umyj się, zjedz kolację, włącz sobie bajeczkę i idź spać"?
                                                    Ja nie. Już ci napiszę dlaczego, po raz pięćsetny chyba.
                                                    Dlatego, że jest to 3-4-latek.
                                                    3-latek ma prawo do: nieradzenia sobie z emocjami, zachowań nierozsądnych, niewypełniania poleceń rodziców. Dlaczego ma do tego prawo? Ponieważ jest trzylatkiem. I niezależnie od tego, jaki ma temperament, jaką ma tę wymienioną przez ciebie pulę genową czy też jak jest wychowany (bardziej skłaniam się ku: wytresowany) - zostawianie go samego w domu i oczekiwanie, że będzie zachowywać się racjonalnie, rozsądnie i zadba o swoje bezpieczeństwo, jest brakiem wyobraźni i wiedzy na temat zjawisk i procesów myślowych, które MOGĄ (nie muszą, oczywiście) zajść w łepetynce 3-4-latka.

                                                    > Jestem skłonna przychylić się do opinii, że to, co rozumiemy jako skutek wychowania (w potocznym znaczeniu tego słowa), w rzeczywistości otrzymujemy właśnie w genach - mamy przecież wrodzoną osobowość, która nie jest jakąś abstrakcją, tylko determinuje określone zachowania. Dlatego jednemu trzylatkowi można na coś pozwolić, a innemu nie. Po prostu.

                                                    Niemniej jednak jest coś w rodzaju ogólnego rozwoju dziecka.
                                                    Myślenie abstrakcyjne nie należy do typowych procesów psychicznych trzyletniego dziecka. Myślenie wybiegające naprzód ("co by było, gdybym... aaa, już wiem, pewnie by było to, więc tego nie zrobię, a dodatkowo mama mówiła, że... tak, na pewno nie warto tego robić") też nie należy do typowych procesów psychicznych trzylatka.
                                                    Wrodzona ciekawość - owszem - w wymienionej wcześniej sytuacji "co by było gdybym... aaa, przecież mama mówiła, że... a może mama się pomyliła i wcale tak nie jest? lepiej sam to sprawdzę" - dość często się zdarza i jest procesem typowym.

                                                    Trzylatek ZAWSZE ślepo wykonujący polecenia rodziców ("jak zobaczę, że mamy nie ma, to pójdę do cioci") to - wybacz porównanie - pies Pawłowa.
                                                    Przykład z ciocią dość dobry. Bo emocje trzylatka są bardzo złożone. Może być tak, że "zobaczę, że mamy nie ma i pójdę do cioci, bo tak mi mama kazała", a może być "zobaczę, że mamy nie ma, więc pójdę jej poszukać, tak, wiem, mówiła, że mam iść do cioci, ale na pewno się ucieszy i będzie klaskać, kiedy ją znajdę", a może być też tak "mamy nie ma!!! gdzie ona może być?? ostatnio schowała się w szafie, sprawdzę, czy jej tam nie ma... nie ma, gdzie jest mama??". Generalnie - trzylatek który spodziewa się tego, że mama będzie (bo zawsze była, wiedział, że jak się obudzi - to mama już dawno wróciła z teatru i jest) - i tej mamy nie zastanie - jeśli nie odczuje strachu ani żadnych negatywnych emocji, to znaczy, że już został bardzo skrzywdzony psychicznie i emocjonalnie.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 14:56
                                                    NIE WIEM, jaka będzie moja córka w wieku 3 czy 4 lat. Ja na przykład byłam strachliwa dosyć, bałam się ciemności, duchów i takich tam - więc nie zostawałam sama wieczorem. Ale w ciągu dnia nie było problemu. Ja też powtarzam po raz setny - chyba nikt nikt zostawia dziecka samego tak po prostu, bez długotrwałych doświadczeń. Z jednym dzieckiem będzie problem, a z innym nie - jest to kwestia wielokrotnego sprawdzania i znajomości psychiki własnego dziecka. Procesy myślowe, jakie mogą zajść w łepetynce tego konkretnego dziecka, poznaje się na podstawie obserwacji (kilkuletniej!), a nie podręczników. Jedno dziecko ma wrodzoną skłonność do ryzyka, a inne nie. Jedno dziecko ma silnie rozwinięty instynkt samozachowawczy, a inne nie. Jedno dziecko natychmiast realizuje wszystkie swoje niezbyt racjonalne pomysły, a u innego tylko na wyobrażeniach się kończy. I tak dalej. I naszą rolą jako rodziców jest POZNAWANIE i dostosowanie się do możliwości dziecka, a nie na odwrót.
                                                    Zamierzam to sobie wypraktykować na działce - tam mogę po prostu obserwować ją przez okno, w razie czego w ciągu 2 sekund byłabym przy niej. JUŻ ją parę razy zostawiałam samą. Dwa czy trzy razy, kiedy miała ok. 7 miesięcy - zostawała w kojcu, a moja nieobecność trwała mniej niż 5 minut (zgadza się, nie myślałam o żadnych pożarach, powodziach ani wybuchu wojny atomowej!) No i na działce, kiedy zaczęła raczkować - zostawała na trawie z psem, a ja cały czas patrzyłam przez okno. Też kwestia paru sekund.

                                                    O tresurze nikt tutaj nie pisał, a już na pewno nie ja. Tresura nie ma nic wspólnego z wychowaniem. Może i efekty są szybkie i spektakularne, ale na pewno pozorne i tylko na pokaz.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 15:37
                                                    Artjoasiu, nie sposób się z tobą w pewnym stopniu nie zgodzić. Przynajmniej zauważono, że dzieci są różne.
                                                    I że obserwacja tych dzieci jest ważna.
                                                    Prowadząc taką długoletnią obserwację i poznając dziecko, wiemy, czego się możemy po nim spodziewać - to jest jedna strona medalu.
                                                    A teraz proszę, poczytaj o drugiej stronie medalu:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&wv.x=2&a=76528169
                                                    Nothing hill, jak sama pisze - była bardzo rozsądnym dzieckiem, odpowiedzialnym - a przynajmniej za takie była uznawana przez swoją mamę, co więcej - sama uważała się za takie dziecko.

                                                    Jeszcze raz napiszę - jak najbardziej należy poznać SWOJE dziecko, bo wtedy wiemy, jakiego zachowania MOŻEMY się prawdopodobnie po nim spodziewać.
                                                    Kluczowe jest tu słowo PRAWDOPODOBNIE. Bo to nie oznacza "na 100%".
                                                    A bardzo wiele razy w tym wątku spotkałam się z kategorycznymi stwierdzeniami, np. u Srebrnejrybki, czy u Babci (twoje stwierdzenia te że "dawniej NIE BYŁO!!!" mnie - wybacz - raczej śmieszyły, niż szokowały) - ot, stwierdzenie, że "jeśli dziecko wie, że okno jest niebezpieczne i potrafi się samo sobą zająć, to na pewno z tego okna nie będzie próbowało się wychylić".

                                                    W przypadku 3-4-latka nie dopuszczam słowa "na pewno". Nie, nie podam ci racjonalnych przesłanek, bo moje dzieci zachowują się nad wyraz rozsądnie, są madre i uczone wielu rzeczy - nie dopuszczam słowa "na pewno" bo tak czuję, bo mi to podpowiada intuicja. I wiesz, wolę być pięćdziesiąt razy zbyt ostrożna, niż raz być zbyt pewna siebie.

                                                    A poza tym mam wrażenie, że z tej dyskusji powinno się zrobić kilka wyraźnych wątków pobocznych, bo teraz wszystko jest już pomieszane.
                                                    np.
                                                    - uczenie dziecka samodzielności - samoobsługi, prac domowych itp.

                                                    - uczenie dziecka zasad bezpieczeństwa a obciążanie dziecka ciężarem odpowiedzialności za swoje własne bezpieczeństwo

                                                    - stopień zaufania, jakim możemy obdarzyć dziecko

                                                    - zderzenie dwóch światopoglądów na temat relacji dziecko-rodzic

                                                    - dialog między młodszym a starszym pokoleniem - zjawisko wzajemnego szacunku

                                                    i tak dalej.

                                                    Ja bym od siebie jeszcze dołożyła wątek "czego nie było kiedyś, a teraz się NAGLE pojawiło" - nie czuj się urażona, sama się uśmiejesz, jakie argumenty padają w ferworze dyskusji - jak nabierzesz dystansu.

                                                    Teraz wszystko jest wymieszane, niejednokroć zagrały emocje - i to całkiem poważne, pewne rzeczy zostały sprowadzone do granic absurdu. Pewne rzeczy powtarza się po raz kolejny
                                                    Cała ta dyskusja robi się jałowa,
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 16:05
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Jeszcze raz napiszę - jak najbardziej należy poznać SWOJE dziecko, bo wtedy wie
                                                    > my, jakiego zachowania MOŻEMY się prawdopodobnie po nim spodziewać.
                                                    > Kluczowe jest tu słowo PRAWDOPODOBNIE. Bo to nie oznacza "na 100%".

                                                    No dokładnie. Proces zmienny skokowo, stochastycznie, można opisać tylko za
                                                    pomocą statystyki. Można wyznaczyć jakąś linię trendu, ale nasze obserwacje
                                                    procesu rozwoju dziecka mają charakter losowy i nie da się ich opisać i
                                                    przewidzieć DOKŁADNIE. Można najwyżej wyznaczyć prawdopodobieństwo jakiegoś
                                                    zachowania, a to jak wiemy do rzeczywistości ma się różnie.

                                                    -
                                                    Ala
                                                    Żorżeta
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 16:51
                                                    Czytałam ten post; więcej - na własne oczy widziałam nieco podobny wypadek,
                                                    tylko że w obecności kilkunastu dorosłych osób! Dziecko było starsze,
                                                    siedmiolatek mniej więcej. Rodzice dziecka zaprosili znajomych, siedzieliśmy
                                                    wszyscy na pomoście. Chłopczyk stojąc na brzegu pomostu nagle zagapił się na
                                                    coś, mógł to być przelatujący ptak czy cokolwiek innego, i zrobił mały kroczek
                                                    do przodu. Patrzyłam na niego w tym momencie i jego kompletny brak reakcji po
                                                    prostu zwalił mnie z nóg. Po prostu poszedł na dno prosto jak świeca, nie
                                                    krzyknął, nie otworzył ust nawet, nie wymachiwał rękami, NIC! Reakcja dorosłych
                                                    (wszyscy w odległości max parę metrów) była równie zdumiewająca: kilka osób w
                                                    ogóle nic nie zauważyło, a pozostali (w tym ja... biję się w piersi) stali jak
                                                    wmurowani z rozdziawioną japą... I z tych kilkunastu osób TYLKO mój mąż
                                                    zareagował właściwie i niemal w ułamku sekundy. Później też było dość ciekawie.
                                                    Dzieciak najwyraźniej był w szoku, nie płakał, nie odzywał się, jakiś taki
                                                    apatyczny się zrobił... - a rodzice zachowali się jak gdyby nigdy nic,
                                                    ograniczyli się do wytarcia i przebrania dziecka, a mojemu M. nawet "dziękuję"
                                                    nie powiedzieli, jak gdyby wyciąganie z wody ich tonącego dziecka należało do
                                                    jego codziennych obowiązków (co mój M. skwitował później lakonicznym
                                                    stwierdzeniem: "dziwni jacyś"). Gdybać nie będę (mogło być głęboko, mogła być
                                                    rzeka nie jezioro i wir by go wciągnął, mógł być SAM itp.) I jakoś trudno mi
                                                    uwierzyć, że ci ludzie przez 7 lat nie zorientowali się, że ich dziecko jest
                                                    zdolne do kompletnie nieprzewidywalnych zachowań.
                                                    Pointa domyślna.

                                                    100% nie ma nigdy, w żadnym wieku, aż do późnej starości. I nie da się żyć, na
                                                    każdym kroku wietrząc potencjalne niebezpieczeństwo. To się chyba paranoja
                                                    nazywa...
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:05
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Czytałam ten post; więcej - na własne oczy widziałam nieco podobny wypadek,
                                                    > tylko że w obecności kilkunastu dorosłych osób! (...)

                                                    Czy wykluczasz możliwości takie:
                                                    1. Rodzice nie zareagowali, bo byli w szoku, podobnie jak ty (głupio trochę, ale
                                                    faktycznie zdarza się że instynkt zawodzi i wygrywa nagły impuls szokowy).

                                                    2. Rodzice nie podziękowali, bo nadal byli w szoku.

                                                    3. Dziecku nigdy wcześniej nie zdarzyło się tak "zauroczyć" żadnym cudem natury.
                                                    Nigdy przenigdy.

                                                    4. Dziecko zaliczyło pierwszy w swoim życiu objaw choroby typu epilepsja. Na
                                                    przykład w wyniku pozornie niegroźnego urazu głowy, o którym rodzice nie
                                                    wiedzieli (7-latka nie pilnuje się na każdym kroku, prawda ?).
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:15
                                                    1, 2 - rodzice nie byli w szoku z całą pewnością, tak się nie zachowuje człowiek
                                                    w szoku i już!!!
                                                    3, 4 - touche; istotnie, mogło tak być.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:24
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > 1, 2 - rodzice nie byli w szoku z całą pewnością, tak się nie zachowuje człowie
                                                    > k
                                                    > w szoku i już!!!

                                                    Człowiek w szoku to jedno z najbardziej nieprzewidywalnych zjawisk, jakie można
                                                    spotkać na tym świecie. Człowiek w szoku może się zarówno zachowywać, jak gdyby
                                                    nic się nie stało, jak i popełnić samobójstwo wieszając się na najbliższym
                                                    miejscu zdarzenia drzewie.

                                                    BTW człowiek w szoku ZAWSZE stanowi potencjalne zagrożenie dla siebie i
                                                    otoczenia i trzeba przy nim zachować szczególną ostrożność.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:33
                                                    OK, skoro tak twierdzisz.
                                                    Ale nie byłaś tam i nie widziałaś.
                                                    Ja byłam, widziałam i dam sobie za to uciąć rękę, głowę i co tam jeszcze jest do
                                                    ucięcia - NIE BYLI w żadnym szoku.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:41
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > OK, skoro tak twierdzisz.
                                                    > Ale nie byłaś tam i nie widziałaś.
                                                    > Ja byłam, widziałam i dam sobie za to uciąć rękę, głowę i co tam jeszcze jest d
                                                    > o
                                                    > ucięcia - NIE BYLI w żadnym szoku.

                                                    A co, pytałaś ich o to po fakcie ?

                                                    Widziałam ludzi, co do których w życiu nie wpadłabym na pomysł że są w szoku.
                                                    Potem okazało się, że byli. Od tego czasu uwzględniam możliwości taką, że nie
                                                    wszystko jest obserwowalne i już. Jeśli czegoś nie widzimy, nie znaczy że tego
                                                    nie ma. Impulsów elektrycznych w mózgu człowieka przecież nie obserwujemy,
                                                    prawda ? smile

                                                    Ps. Trudno mi uwierzyć, że ktoś, komu dziecko przed chwilą się topiło, nie jest
                                                    w szoku.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:54
                                                    domyślam sie, ze imprezowali jaby nic się nie stało..też słyszałam o
                                                    takim tatusiu(mój małż była świadkiem), któremu na sekcji
                                                    zeglarskiej wyłowiono 2-latka biegajacego samopas po pomoście (spadł)
                                                    i ktoś go wyłowił..byłam z nim ("tatusiem") na Mazurach z jego 13-to
                                                    letnią córką..zero zainteresowania, to na mnie spadł "obowiązek"
                                                    dbania o wszelkie potrzeby z emocjonalnymi włącznie!!! Zresztą
                                                    podsumowała, że ten rejs dla niej jest udany jedynie ze wzgledu na
                                                    towarzystwo moje i mojego syna..wypadek z maluchem zdarzył się dużo
                                                    później i choc mój małż zna go od dziecka i też jest "średnio
                                                    odpowiedzialnym ojcem", od tego czasu stracił do niego sympatie i
                                                    wszelki szacunek
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:30
                                                    artjoasia napisała:
                                                    > 100% nie ma nigdy, w żadnym wieku, aż do późnej starości. I nie da się żyć, na każdym kroku wietrząc potencjalne niebezpieczeństwo. To się chyba paranoja nazywa...

                                                    Joasiu, oczywiście, że 100% ale na litość boską - czy prawdopodobieństwo tego, że trzylatek zrobi coś nieprzewidywalnego jest takie same jak prawdopodobieństwo tego, że coś nieprzewidywalnego zrobi 12-latek?
                                                    Abstrahuję od doświadczenia, bierzmy pod uwagę wyłącznie wiek, zakładając, że dzieci te były wychowywane w ten sam sposób i mają podobny poziom doświadczenia.
                                                    A zatem - równe jest czy nie?

                                                    Wydawało mi się oczywiste, że nie można tego zrównać. Ale w tym wątku zostało obalone już tak wiele rzeczy, które wydawałyby się oczywiste, że czekam na argumentację wink
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:34
                                                    prędzej na coś głupiego zdobędzie się 12-latek chcąc zaimponowac
                                                    kolegom lub sprowokowany pytaniem: "boisz się?"
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 18:17
                                                    <po chwili wahania>
                                                    Nie ma sprawy, dam się sprowokować do kolejnego absurdu - lubię absurdy!
                                                    Hmmm... 12 lat... Czyż to nie wspaniały wiek na ucieczkę z domu? Zajście w
                                                    ciążę? Przedawkowanie narkotyków? Spotkanie z pedofilem? Wzięcie udziału w
                                                    przestępstwie?
                                                    Rodzaj możliwych niebezpiecznych zachowań nieco inny może, ale ciężar gatunkowy
                                                    w najlepszym wypadku ten sam.

                                                    Na tak postawione pytanie siłą rzeczy muszę odpowiedzieć: nie, oczywiście w
                                                    przypadku dwunastolatka prawdopodobieństwo jest mniejsze. Jednak przestaje to
                                                    być takie oczywiste, jeśli ten dwunastolatek zostaje pozostawiony sam sobie po
                                                    raz pierwszy, nagle i bez przygotowania - a ten trzylatek miał okazję już sie
                                                    tego nauczyć...
                                                    Czy sugerujesz, że 12 lat to ta magiczna granica bezpieczeństwa, o którą już
                                                    parę osób tu pytało?
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 18:33
                                                    artjoasia napisała:


                                                    > Na tak postawione pytanie siłą rzeczy muszę odpowiedzieć: nie, oczywiście w przypadku dwunastolatka prawdopodobieństwo jest
                                                    mniejsze.

                                                    > Jednak przestaje to być takie oczywiste, jeśli ten dwunastolatek zostaje pozostawiony sam sobie po raz pierwszy, nagle i bez przygotowania - a ten trzylatek miał okazję już sie tego nauczyć...

                                                    Ratunku.
                                                    Ratunku.
                                                    Ratunku.
                                                    Ratunku.
                                                    Artjoasiu, czy wg ciebie mózg 12-latka jest tak samo rozwinięty jak mózg 3-latka? Znaczy, że mózg w wieku 3 lat przestaje się rozwijać i potem tak sobie trwa w tym samym stanie, a jedyne, co modyfikuje zachowanie, to doświadczanie????
                                                    Jeśli tak uważasz, to ja nie mam więcej pytań. I idę pozbierać opadniętą szczękę.

                                                    > Czy sugerujesz, że 12 lat to ta magiczna granica bezpieczeństwa, o którą już parę osób tu pytało?

                                                    Artjoasiu, wykazujesz się tę samą powalającą logiką, co Srebrnarybka. Mam nadzieję, że nie piszesz pracy habilitacyjnej, bo twoim studentom również bym współczuła.

                                                    Nie sugeruję, że 12 lat to magiczna granica. Strzeliłam na chybił trafił, równie dobrze mogłam napisać 6 lat, 7 lat czy 15 lat.
                                                    Postawiłam pytanie: czyje zachowanie jest bardziej przewidywalne - dziecka, czy dorosłego?

                                                    Nie mówię o przypadkach ekstremalnych, które w tym wątku są podawane jako przykłady. Pytam zdroworozsądkowo i intuicyjnie. O dzieciach wychowywanych w sposób przeciętny, bez popadania w skrajności.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 18:53
                                                    na pewno Ci się to nie spodoba..ale ja miałam wiecej zaufania do
                                                    racjonalnych zachowań dziecka małoletniego niz nastolatka, poniewaz
                                                    wtedy zaczynaja działać inne prawa i łatwo jest przekroczyć normy,
                                                    których dotychczas dziecko było uczone z przyczyn "zewnetrznych"..i
                                                    jak pisałam o własnych doswiadczeniach z okresu dorastania..tu juz
                                                    mozemu jedynie sie "pomodlić" by wpojone zasady i normy zadziałały w
                                                    odpowiednim momencie..po prostu tracimy mozliwość kontrolowania
                                                    zachowań nastolatka i jaki wpływ ma na niego srodowisko, w które
                                                    wszedł juz bez naszej ochrony i bezposredniego nazdoru
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 18:56
                                                    Jak już pozbierasz tę szczękę, to może weź głęboki oddech i przeczytaj jeszcze raz.

                                                    Tak, mózg dwunastolatka jest bardziej rozwinięty (chociaż najważniejsze wzorce
                                                    zachowań kształtują się właśnie w pierwszych 3 latach życia, psychologia dziecka
                                                    się kłania).
                                                    I w żaden sposób nie wynika z tego konkluzja, że ŻADNEGO trzylatka nigdy nie
                                                    można zostawić bez nadzoru.

                                                    Dorośli bywają właśnie znacznie bardziej nieprzewidywalni, mają w dodatku
                                                    znacznie większe pole do popisu, bo w zasadzie wszystko im wolno. Różnica jest
                                                    taka, że krzywdzą raczej innych, nie siebie.

                                                    Nie piszę pracy habilitacyjnej.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 18:59
                                                    artjoasia napisała:
                                                    > Nie piszę pracy habilitacyjnej.

                                                    I całe szczęście.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:09
                                                    Z Twojego postu wynika, że jedynym czynnikiem, od którego zależy
                                                    bezpieczeństwo dziecka, jest jego wiek i rozwój intelektualny. Czyli
                                                    negujesz jakikolwiek wpływ wychowania na bezpieczne zachowania
                                                    dziecka. I o to nam tu chodzi - nie o to, zeby nieprzygotowanego
                                                    3lataka traktować jak dorosłego i odpowiedzialnego, tylko żeby
                                                    stopniowo wdrażać do samodzielneości. A "nowoczesne matki" uznają,
                                                    że dzieci małe są głupiutkie z natury, a potem sama z siebie stają
                                                    się mądre, natomiast brak spostrzeżenia, że to nie przychodzi samo,
                                                    tylko jest skutkiem wychowania.
                                                    Moi studneci mają się dobrze, byli dzisiaj Świetnie przygotowani i
                                                    mieliśmy superudane zajęcia.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:24
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Z Twojego postu wynika, że jedynym czynnikiem, od którego zależy
                                                    > bezpieczeństwo dziecka, jest jego wiek i rozwój intelektualny.

                                                    Gdzie ja tak napisałam?
                                                    Napisałam, że wiek i rozwój intelektualny też mają na to wpływ.

                                                    > Czyli negujesz jakikolwiek wpływ wychowania na bezpieczne zachowania dziecka.

                                                    Gdzie zanegowałam?
                                                    Błędny wniosek wyciągnęłaś.
                                                    To wy negujecie rzecz oczywistą, czyli to, że starsze dziecko będzie w tej samej
                                                    rzeczy bardziej przewidywalne niż młodsze. Znasz 12-latka, który bez
                                                    zastanowienia pobiegnie na ulicę prosto pod koła, bo potoczył mu się tam patyk?
                                                    bo ja nie znam. znam za to trzylatka, który tak zrobi, bo jest do cholery
                                                    trzylatkiem i ma prawo do zachowania się jak trzylatek.
                                                    Kurcze... tak właśnie przeczytałam moje pytanie i chyba źle zrobiłam, zadając
                                                    je, bo ty przecież znasz mnóstwo patologicznych przypadków, które z lubością
                                                    przytaczasz tu na forum jako typowe (niezaradna 15-latka, dzieci śpiące z
                                                    rodzicami do 11 roku życia itd...).

                                                    > I o to nam tu chodzi - nie o to, zeby nieprzygotowanego
                                                    > 3lataka traktować jak dorosłego i odpowiedzialnego, tylko żeby
                                                    > stopniowo wdrażać do samodzielneości.
                                                    Ale nawet taki PRZYGOTOWANY trzylatek nie będzie dorosły i odpowiedzialny.
                                                    Będzie z pewnością bardziej dorosły i odpowiedzialny niż trzylatek
                                                    nieprzygotowany, ale nadal pozostanie 3-latkiem, który ma pewne ograniczenia na
                                                    samą okoliczność bycia tym cholernym trzylatkiem.

                                                    > A "nowoczesne matki" uznają,
                                                    > że dzieci małe są głupiutkie z natury, a potem sama z siebie stają
                                                    > się mądre, natomiast brak spostrzeżenia, że to nie przychodzi samo,
                                                    > tylko jest skutkiem wychowania.

                                                    Bo dzieci są głupiutkie z natury. Albo inaczej - dzieci mają prawo robić
                                                    głupiutkie rzeczy.
                                                    I żadna z "nowoczesnych matek" nigdzie nie napisała, że dzieci same z siebie
                                                    stają się mądre.
                                                    A wiesz co, tak mi się przypomniało.
                                                    Zaraz mnie zlinczujecie, możecie się śmiać, albo co - nie zależy mi.
                                                    Wiesz, kiedy po raz pierwszy w życiu zapaliłam gaz na kuchence gazowej? W wieku
                                                    12 lat. Nie, nie dlatego, że moja mama mi wcześniej nie pozwalała. Tylko
                                                    dlatego, że wcześniej nie było mi to do niczego potrzebne. A wtedy, pamiętam jak
                                                    dziś - zaprosiłam koleżankę z klasy, chciałam jej zrobić herbatę i wiesz co,
                                                    odpaliłam ten gaz tak, jakbym to robiła od wieków.
                                                    A w rok później upiekłam ciasto. Sama. Z przepisu. Nigdy wcześniej nie robiąc
                                                    nic w kuchni, nawet jajecznicy, bo nie było potrzeby, abym robiła coś w kuchni
                                                    (zaraz mi się oberwie od szlachecko chowanych rozpieszczonych bachorów, które w
                                                    wieku 5 lat nie robiły matce kolacji). I kurcze, wyszło mi to ciasto, choć - wg
                                                    waszej logiki - nie miało prawa wyjść.
                                                    No i patrz, sama z siebie stałam się mądra. Fajne, co? wink

                                                    Do czego zmierzam - ano do tego, że moja mama mogła mnie uczyć, wdrażać od 4
                                                    roku życia i tak dalej. No mogła. Ale tego nie zrobiła. Czy to sprawiło, że
                                                    potem nie miałam szansy już nauczyć się gotować, piec? No ale się nauczyłam.
                                                    Sama. Bez żadnych problemów. Tylko, że w późniejszym wieku niż dzieci Babci. A
                                                    więc, jaki wpływ ma bardzo wczesne docenianie tego wybitnego rozumku - albo
                                                    raczej jego PRZECENIANIE - wpływ na umiejętności i zdolność radzenia sobie w
                                                    dorosłym życiu?
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:13
                                                    Błędny wniosek wyciągnęłaś.
                                                    > To wy negujecie rzecz oczywistą, czyli to, że starsze dziecko
                                                    będzie w tej same
                                                    > j
                                                    > rzeczy bardziej przewidywalne niż młodsze. Znasz 12-latka, który
                                                    bez
                                                    > zastanowienia pobiegnie na ulicę prosto pod koła, bo potoczył mu
                                                    się tam patyk?
                                                    > bo ja nie znam. znam za to trzylatka, który tak zrobi, bo jest do
                                                    cholery
                                                    > trzylatkiem i ma prawo do zachowania się jak trzylatek.
                                                    > Kurcze... tak właśnie przeczytałam moje pytanie i chyba źle
                                                    zrobiłam, zadając
                                                    > je, bo ty przecież znasz mnóstwo patologicznych przypadków, które
                                                    z lubością
                                                    > przytaczasz tu na forum jako typowe (niezaradna 15-latka, dzieci
                                                    śpiące z
                                                    > rodzicami do 11 roku życia itd...).

                                                    - niestety Babcia, Joasia, Kandyda i ja zauważamy, że te suytuacje
                                                    stają się coraz bardziej typowe.

                                                    Bo dzieci są głupiutkie z natury.

                                                    - nie są. Szacunek dla dzieci, o którym tyle piszecie, wymaga, by
                                                    nie uznać, że nie są głupiutkie. Są tylko nie wychowane i do
                                                    rodziców należy, aby je wychowywać.

                                                    Wiesz, kiedy po raz pierwszy w życiu zapaliłam gaz na kuchence
                                                    gazowej? W wieku
                                                    > 12 lat. Nie, nie dlatego, że moja mama mi wcześniej nie pozwalała.
                                                    Tylko
                                                    > dlatego, że wcześniej nie było mi to do niczego potrzebne. A
                                                    wtedy, pamiętam ja
                                                    > k
                                                    > dziś - zaprosiłam koleżankę z klasy, chciałam jej zrobić herbatę i
                                                    wiesz co,
                                                    > odpaliłam ten gaz tak, jakbym to robiła od wieków.

                                                    - skoro wcześniej nikt Cię nie uczył, to mogło to się źle skończyć.
                                                    Twoja mama była nieodpowiedzialna, że postawiła Cię w takiej
                                                    sytuacji. To, że się nie skończyło źle, nie świadczy, że nie mogło.
                                                    Tak jak z ulicą Gagarina. Zdaniem nowoczenysch matek, nie pamiętam
                                                    której, to, że nic się nikomu nie stało, nie znaczy, że nie mogło.
                                                    Nawiasem mówiąc, ja zapalam gaz od 7 czy 8 roku życia, ale do
                                                    dzisiaj nie lubie posługiwać się zapałkami, bo robię to niezręcznie.
                                                    Więc w wypadku 12latki mogło się skończyć źle, chyba, ze
                                                    miałaś "zażygałkę" (to rosyjska nazwa).
                                                    A swoją drogą dziwię się, że do 12 roku życia nigdy nie musiałaś
                                                    zapalić kuchenki.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:24
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - skoro wcześniej nikt Cię nie uczył, to mogło to się źle skończyć.
                                                    > Twoja mama była nieodpowiedzialna, że postawiła Cię w takiej
                                                    > sytuacji. To, że się nie skończyło źle, nie świadczy, że nie mogło.

                                                    O matko .. no przecież Kotula pisze, ze zrobiła to tak jakby robiła to od lat -
                                                    czyli sprawnie, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Wnioskuje zatem, że nie ma
                                                    żadnej różnicy między 12-latką, która była uczona zapalać gaz w wieku lat 7, a
                                                    12-latką, która zaczyna to robić w wieku lat 12. Po prostu czynność sama w sobie
                                                    dla 12-latki jest śmiesznie prosta a jednocześnie 12-latka ma już wystarczająco
                                                    dobrze rozbudowaną wyobraźnię, by wiedzieć jak uniknąć podpalenia swojego ubrania.

                                                    > Nawiasem mówiąc, ja zapalam gaz od 7 czy 8 roku życia, ale do
                                                    > dzisiaj nie lubie posługiwać się zapałkami, bo robię to niezręcznie.

                                                    Może byłaś źle uczona po prostu ?
                                                    tongue_out

                                                    > A swoją drogą dziwię się, że do 12 roku życia nigdy nie musiałaś
                                                    > zapalić kuchenki.

                                                    No wyobraź sobie że tacy ludzie istnieją. Ja też do nich należę. Nie ciągnęło
                                                    mnie do kuchni, nie interesowałam się, to i nie robiłam tego wcześniej niż
                                                    właśnie około 11-12 roku życia.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:32
                                                    gaja78 napisała:
                                                    > Wnioskuje zatem, że nie ma
                                                    > żadnej różnicy między 12-latką, która była uczona zapalać gaz w wieku lat 7, a 12-latką, która zaczyna to robić w wieku lat 12. Po prostu czynność sama w sobie dla 12-latki jest śmiesznie prosta a jednocześnie 12-latka ma już wystarczająco dobrze rozbudowaną wyobraźnię, by wiedzieć jak uniknąć [bądź zminimalizować ryzyko - dopisek mój] podpalenia swojego ubrania.

                                                    100/100.
                                                    Dokładnie o to mi chodziło. Zarówno teraz, jak i wcześniej, kiedy pisałam, że dziecko 12-letnie zachowuje się bardziej przewidywalnie niż 4-latek w tej samej sytuacji.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:41
                                                    Nawiasem mówiąc, ja zapalam gaz od 7 czy 8 roku życia, ale do
                                                    > > dzisiaj nie lubie posługiwać się zapałkami, bo robię to
                                                    niezręcznie.
                                                    >
                                                    > Może byłaś źle uczona po prostu ?

                                                    - może bylam uczona źle, ale skutecznie. Domu w każdym razie nie
                                                    podpaliłam.

                                                    No wyobraź sobie że tacy ludzie istnieją. Ja też do nich należę. Nie
                                                    ciągnęło
                                                    > mnie do kuchni, nie interesowałam się, to i nie robiłam tego
                                                    wcześniej niż
                                                    > właśnie około 11-12 roku życia.

                                                    Mnie do kuchni nigdy nie ciągnęło i nie ciągnie, ale miewałam w domu
                                                    jakieś obowiązki. To chyba normalne. W wieku 7-8 lat, o zgorzo,
                                                    obierałam ziemniaki. Mogłam sobie uciąc palce, ale jednak nie, i
                                                    dlatego mam czym pisać te głupstwa na klawiaturze.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:03
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Mnie do kuchni nigdy nie ciągnęło i nie ciągnie, ale miewałam w domu
                                                    > jakieś obowiązki. To chyba normalne. W wieku 7-8 lat, o zgorzo,
                                                    > obierałam ziemniaki. Mogłam sobie uciąc palce, ale jednak nie, i
                                                    > dlatego mam czym pisać te głupstwa na klawiaturze.

                                                    Srebrnarybko, a gdzie ja napisałam, że nie miałam obowiązków?

                                                    Miałam, miałam. I to całkiem sporo. Ale obieranie ziemniaków i kuchenne sprawy były obowiązkiem mojej siostry, a nie moim. Moim było zajmowanie się psem, sprzątanie łazienki oraz kibelka (bardzo to lubiłam), odkurzanie całego domu, ścieranie kurzu i utrzymywanie porządku wokół siebie. Aaa, jeszcze froterowanie i pastowanie podłóg, które też uwielbiałam. Dodatkowo moja mama zapragnęła powierzyć mi opiekę nad domowymi roślinkami, ale szybko z niej zrezygnowała. I słusznie. Bo ja nawet kaktusa jestem zdolna na śmierć zasuszyć :o)
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:28
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > A swoją drogą dziwię się, że do 12 roku życia nigdy nie musiałaś
                                                    > zapalić kuchenki.

                                                    No patrz, jakoś nie musiałam. I o dziwo, przeżyłam i moja rodzina też, i mamy niezaburzone relacje (chociaż, cholera, już nie wiem czy nie są zaburzone, bo ja - podobnie jak Jola_ep - lubię spędzać czas z moją mamą i lubię z nią rozmawiać tongue_out).

                                                    Nie musiałam też sama sobie przyrządzać posiłków. Nie musiałam sobie robić herbaty, zresztą wolałam sok czy wodę, które zawsze były w lodówce. Najprawdopodobniej, gdybym lubiła pić herbatę, to tę kuchenkę zapalałabym wcześniej tongue_out. Nie lubiłam i do tej pory nie lubię dań na ciepło, wolałam zjeść kanapkę niż zupę.


                                                    Uprzedzam pytanie: tak, zdarzało mi się podać herbatę mamie. Zgasić gaz umiałam i herbatę zrobić też tongue_out. Kolację również robiłam dla całej rodziny, na zimno, i nie widziałam w tym większej trudności, mimo, że w wieku niespełna 6 lat nie umiałam posmarować sobie kanapki. W wieku niespełna 6 lat realizowałam się w czym innym i miałam inne powody do dumy i satysfakcji, niż samodzielna umiejętność posmarowania sobie kanapki.

                                                    Rybko, czy ty jesteś w stanie zrozumieć, że ludzie są różni, realia wychowawcze różne?
                                                    Tak, nie było potrzeby, abym ja, dziewczynka 12-letnia musiała np. gotować obiad dla rodziny czy zrobić ciepłą kolację. No nie było takiej potrzeby po prostu. Rozumiem, że może cię to dziwić, ale tak było. Mnie to nie dziwi. Mnie np. dziwi to, że pięciolatek robi kolację dla całej rodziny :o)

                                                    Choć po lekturze tego wątku, to już chyba mnie nic nie zdziwi przez długi czas big_grinDDD

                                                    PS. Zapałkami do tej pory boję się gaz zapalać. Pierwszy raz użyłam zwykłej zapalarki do gazu.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:44
                                                    Dobrze, że zgadzamy się przynajmniej w kwestii zapalarki.
                                                    W wieku 12 lat nie musiałam gotować obiadu dla rodziny i w ogóle
                                                    miałam bardzo mało obowiązków, chociaż kuchenkę zapalałam. I bardzo
                                                    żałuję, że miałam tak mało obowiązków, bo za mało się nauczyłam
                                                    czynności domowych i życie mnie później z tego powodu nie popieściło.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:55
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Dobrze, że zgadzamy się przynajmniej w kwestii zapalarki.
                                                    > W wieku 12 lat nie musiałam gotować obiadu dla rodziny i w ogóle
                                                    > miałam bardzo mało obowiązków, chociaż kuchenkę zapalałam. I bardzo
                                                    > żałuję, że miałam tak mało obowiązków, bo za mało się nauczyłam
                                                    > czynności domowych i życie mnie później z tego powodu nie popieściło.

                                                    Nie mogę .... idę spać ubawiona po pachy normalnie ...
                                                    Chcesz po wiedzieć że starczyło ci potencjału umysłowego do robienia kariery
                                                    naukowej, a jednocześnie miałaś go za mało żeby w mig załapać sprawne
                                                    wykonywanie czynności domowych ? Przecież i do jednego, i do drugiego wystarczy
                                                    po prostu myśleć, przy czym do tego drugiego - jakieś sto razy mniej ...
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:00
                                                    nie obrażaj mojej mamy!! do dziś nie umie szyć, dziergać, cerować,
                                                    piec tez nauczyła sie dopiero na emeryturze..a jednak mnie jakos tam
                                                    wychowała i pracowała w szacownej instytucji wymagającej
                                                    umiejetnosci myslenia..
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:06
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > nie obrażaj mojej mamy!! do dziś nie umie szyć, dziergać, cerować,
                                                    > piec tez nauczyła sie dopiero na emeryturze..a jednak mnie jakos tam
                                                    > wychowała i pracowała w szacownej instytucji wymagającej
                                                    > umiejetnosci myslenia..

                                                    A gdzie ja obrażam twoją mamę ?
                                                    Nie umie szyć czy piec - jej sprawa, widocznie nie zaistniała taka potrzeba. I
                                                    ok. Ja też nie umiem szyć, bo mnie do tego nigdy nie ciągnęło, nie czułam potrzeby.

                                                    A Srebrnarybka była w takiej potrzebie i straszne trudności sprawiło jej
                                                    samodzielne posługiwanie się myśleniem w tej kwestii. I bym się nie czepiała,
                                                    gdyby nie jej chwalenie się w kilku miejscach swoimi osiągnięciami naukowymi.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:14
                                                    wybacz ale jak dla mnie jest to tekst ponizej pasa(czysta, żywa
                                                    złosliwość)..fakt, ze ktoś ma osiągnięcia naukowe nie musi iść w
                                                    parze z zdolnosciami kulinarnymi..zreszta sama przyznała, ze to
                                                    życie ja nauczyło..życie, czyli nauczyła sie sama..to chyba jednak
                                                    trudniejsze niz pod okiem kogoś kto zna sie na rzeczy..
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:20
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > ...życie, czyli nauczyła sie sama..to chyba jednak
                                                    > trudniejsze niz pod okiem kogoś kto zna sie na rzeczy..

                                                    Oczywiście. Co nie zmienia faktu, że obowiązki domowe są generalnie prostą rzeczą, nie wymagającą takiego potencjału umysłowego jak np. wyliczenie całki podwójnej czy pojęcie algebry Boolowskiej. O czym dobitnie świadczy fakt, że twoje dzieci potrafiły wykonywać je w wieku lat 5 smile))
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:27
                                                    schabu ze sliwkami jednak nie piekłysmile
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 10:52
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > wybacz ale jak dla mnie jest to tekst ponizej pasa(czysta, żywa
                                                    > złosliwość)..fakt, ze ktoś ma osiągnięcia naukowe nie musi iść w
                                                    > parze z zdolnosciami kulinarnymi..zreszta sama przyznała, ze to
                                                    > życie ja nauczyło..życie, czyli nauczyła sie sama..to chyba jednak
                                                    > trudniejsze niz pod okiem kogoś kto zna sie na rzeczy..

                                                    Masz rację, trochę wczoraj pojechałam.

                                                    Ale i tak przeraża mnie to, że karierę naukową może robić ktoś o takiej logice, braku ostrożności w ocenianiu obserwowanej rzeczywistości, tendencji do dowodzenia prawdziwości tez dotyczących "większości" za pomocą skrajnych przykładów. Że ktoś kto dupuszcza się tak karygodnych błędów - uczy innych na poziomie wyższym. To jest bardzo bardzo smutne i IMHO niedopuszczalne. Obiektywnie. I żaden to chwyt poniżej pasa, tylko smutny fakt.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 12:08
                                                    I praca naukowa (nie lubię słowa kariera) i obowiązki domowe to nie
                                                    tylko kwestia inteligencji, ale odpowiedniego jej kształcenia. I nie
                                                    każdy, kto jest dobry w jednym, musi być dobry w drugim. Zwłaszcza,
                                                    jak się nie musi gotować, a nauka jest dużo przyjemniejsza. Nie
                                                    twierdzę, że się nie nauczyłam, prasuję dzisiaj lepiej niż moja
                                                    matka, ale wstyd mi było, ze ucyzłam się tego dopieor jako dorosła
                                                    kobieta.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:45
                                                    nie pięciolatek..tylko 2,5-latek z 4,5-latkiem..a mama kroiła
                                                    chlebek..tongue_out
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 20:12
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > <po chwili wahania>
                                                    > Nie ma sprawy, dam się sprowokować do kolejnego absurdu - lubię absurdy!

                                                    Na czym polega ten absurd, możesz wyjaśnić ?

                                                    > Hmmm... 12 lat... Czyż to nie wspaniały wiek na ucieczkę z domu? Zajście w
                                                    > ciążę? Przedawkowanie narkotyków? Spotkanie z pedofilem? Wzięcie udziału w
                                                    > przestępstwie?

                                                    I dlatego 12-latek może IMHO zostać sam w domu, ale z ewentualnego spotkania z
                                                    kolegami/koleżankami ma wrócić wczesnym wieczorem a po szkole ma być w domu o
                                                    określonej godzinie. Minimalizowanie ryzyka.

                                                    > Na tak postawione pytanie siłą rzeczy muszę odpowiedzieć: nie, oczywiście w
                                                    > przypadku dwunastolatka prawdopodobieństwo jest mniejsze. Jednak przestaje to
                                                    > być takie oczywiste, jeśli ten dwunastolatek zostaje pozostawiony sam sobie po
                                                    > raz pierwszy, nagle i bez przygotowania - a ten trzylatek miał okazję już sie
                                                    > tego nauczyć...

                                                    Możesz podać jakiś konkretny przykład ? Uważasz, że jeśli 3 latek nie był
                                                    zostawiany sam w domu, to 12-latek w razie wystąpienia zagrożenia nie będzie się
                                                    umiał zachować ?? <oczy jak spodki> Litości ...
                                                    IMHO nie zrobi większej różnicy, czy 12-latek zostaje po raz pierwszy sam, czy
                                                    zostawał już jako 3-latek. Bo trochę się już w życiu naobserwował - m.in.
                                                    zachowania rodziców, zwyczajów, reakcji w sytuacjach alarmowych. Do tego
                                                    dochodzą zasady bezpieczeństwa o których rozmawia się w szkole od pierwszej
                                                    klasy podstawówki. A teraz również dzięki WOŚP w niektórych szkolach - lekcje
                                                    udzielania pierwszej pomocy.

                                                    Śmieszy mnie to przecenianie roli zostawiania 3-latka samego w domu. Żadna to
                                                    nauka, wkład w samodzielność dziecka w późniejszym wieku jest mizerny, jeśli
                                                    porównamy takie dziecko z kimś, kto sam zaczął zostawać dopiero w wieku
                                                    szkolnym. To niepotrzebne narażanie na niebezpieczeństwo i nic poza tym.

                                                    > Czy sugerujesz, że 12 lat to ta magiczna granica bezpieczeństwa, o którą już
                                                    > parę osób tu pytało?

                                                    Nie, nie sugeruję. To tylko przykład.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 20:23
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > IMHO nie zrobi większej różnicy, czy 12-latek zostaje po raz pierwszy sam, czy
                                                    > zostawał już jako 3-latek. Bo trochę się już w życiu naobserwował - m.in.
                                                    > zachowania rodziców, zwyczajów, reakcji w sytuacjach alarmowych. Do tego
                                                    > dochodzą zasady bezpieczeństwa o których rozmawia się w szkole od pierwszej
                                                    > klasy podstawówki.

                                                    ... i w domu oczywiście.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 20:45
                                                    Możesz podać jakiś konkretny przykład ? Uważasz, że jeśli 3 latek
                                                    nie był
                                                    zostawiany sam w domu, to 12-latek w razie wystąpienia zagrożenia
                                                    nie będzie się
                                                    umiał zachować ?? <oczy jak spodki> Litości ...
                                                    Ja moge..z własnego doświadczenia, bo moje dzieci juz przeszły i
                                                    ten etap..
                                                    w 7-mej klasie (troche starsze niż 12 lat) mój syn z pania inna niz
                                                    wychowawczyni miał z całą klasą pójść w "dzień dziecka" na jakąś tam
                                                    wycieczkę..urwał się z trzema qmplami u urzadzili sobie własny dzień
                                                    dziecka tj, rozpalili ognisko na zalewie (temp. 27 stopni) i uchlali
                                                    sie "w drebiezgi". Ja duzo wczesniej rozmawiałam z nim i jego
                                                    bratem, że są "rozrywki" zarezerwowane dla dorosłych..sex, bo moze
                                                    sie pojawić "trzecie" a na to sobie mozna pozwolic kiedy sie albo
                                                    umie zabezpieczyć partnerkę lub zabezopieczyć byt dziecku, które na
                                                    swiat się nie prosi(o tym ze nie ma byc przypadkowa to inna bajka)
                                                    lub własnie alkohol..który tez jest dla ludzi ale w miarę, w
                                                    odpowiednim wieku i pod warunkiem, że są na tyle dojrzali, że wiedzą
                                                    jak kiedy i w jakich ilościach..jak w tym dowcipie..-rebe, mój syn
                                                    nie umie pić, nie umie grac w karty.._ to Ty się ciesz!!!..-tak ale
                                                    on nie umie pić a pije, nie umie grać a gra!!! Wiec kiedy Młody
                                                    wylądował w domu w stanie upojenia alkoholowego z wszelkimi
                                                    konsekwencjami..pielegnowałam go puki nie wytrzeźwiał..a potem
                                                    przypomniałam to o czym rozmawialiśmy wcześniej i ukarałam kilkoma
                                                    szlabanami (dotkliwymi dla młodego) nie za to, że sie spił(choc w
                                                    sumie też ale nie jako "nie")..ale, że wziął się za cos do czego nie
                                                    dorósł (takie było moje uzasadnienie) złamał kilka zasad..urwał się
                                                    z zajęć klasowych, pił w czasie upału do tego przy ognisku..mogli
                                                    wywołac pożar..spił sie i zachowywał w sposób,w który nie zachowało
                                                    by sie nawet zwierzę..naraził sie na niebezpieczeństwo, bo w tym
                                                    stanie mógł zrobic kazdą głupotę..i każdy mógł z nim zrobic
                                                    wszystko!!Młody karze poddał się z całą pokorą była długotrwała i
                                                    dotkliwa z jego punktu widzenia a takze uzasadniona przeze mnie w
                                                    taki sposób, który dotarł do jego wyobraźni i rozumu..i sam później
                                                    mi podziekował, bo jak powiedział mama uratowała go w tym momencie
                                                    przed stoczeniem (to inna sprawa, długo by pisać.. i spicie się było
                                                    tym momentem kiedy powiedziałam "basta")i tu wkracza sprawa różnicy
                                                    miedzy moim synem, który był uczony, ze mama zwraca uwage od lat na
                                                    zagrożenia od jego kumpli..oni też w mniejszy czy wiekszy sposób
                                                    zostali ukarani..ale do mojego to dotarło..do tamtych nie..i tamci
                                                    zasilili szeregi "meneli" co mogę niestety obserwować na codzień
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 21:11
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Ja moge..z własnego doświadczenia, bo moje dzieci juz przeszły i
                                                    > ten etap..
                                                    > w 7-mej klasie (troche starsze niż 12 lat) mój syn z pania inna niz
                                                    > wychowawczyni miał z całą klasą pójść w "dzień dziecka" na jakąś tam
                                                    wycieczkę.. (...)

                                                    Babciu, ale to o czym ty piszesz to naprawdę nic nadzwyczajnego, większość
                                                    rodziców tak właśnie postępuje ... Akurat traf chciał, że twój syn miał
                                                    towarzystwo kolegów notorycznie zaniedbywanych przez rodziców (co wcale nie
                                                    musiało być widoczne na pierwszy rzut oka) i tyle.
                                                    Ja też byłam tak wychowywana - dokładnie tak jak piszesz. Powrót po pijaku z
                                                    imprezy - dotkliwy szlaban.
                                                    Również się nie stoczyłam, również wyszłam na prostą. Przy czym nie czuję żeby
                                                    ten pamiętny szlaban był jakimś momentem zwrotnym. Był należną karą i niczym
                                                    więcej. Po prostu miałam wystarczające poczucie własnej wartości by wiedzieć, że
                                                    stać mnie na coś więcej niż "stoczenie się". W życiu bym nie wpadła na to, żeby
                                                    dziękować rodzicom za szlaban i ograniczenia ... wiadomo że są ważne, no ale bez
                                                    przesady - stawianie ich niczym wyjątkowym nie jest.

                                                    Nie stoczyłam się, bo wiedziałam że mam duże możliwości, duży potencjał do
                                                    realizowania swoich marzeń.

                                                    W domu sama zaczęłam zostawać w wieku 7 lat. Wcześniej - nigdy przenigdy
                                                    (podobno). Byłam jednym z najbardziej samodzielnych i jednocześnie ostrożnych
                                                    (czytaj: posiadających wyobraźnię) dzieci w swojej klasie w podstawówce. Jak to
                                                    wytłumaczysz ? smile Jak to się ma do twoich teorii ?
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 21:19
                                                    nie będę tu rozwijać..ale w pewnym momencie sama zapomniałam o
                                                    szlabanie..i młody mi przypomniał..zreszta jak pisałam to temat na
                                                    dłuzszą opowieść (moze małą książkę)raczej chodzi mi o reakcje
                                                    młodego na nałożona karę i późniejsze postępowanie..i moze własnie o
                                                    fakt, że umiał duzo później podziekowac..?
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 21:50
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > nie będę tu rozwijać..ale w pewnym momencie sama zapomniałam o
                                                    > szlabanie..i młody mi przypomniał..zreszta jak pisałam to temat na
                                                    > dłuzszą opowieść (moze małą książkę)raczej chodzi mi o reakcje
                                                    > młodego na nałożona karę i późniejsze postępowanie..i moze własnie o
                                                    > fakt, że umiał duzo później podziekowac..?

                                                    Kurcze no nie wiem. Dziękowałam swojej mamie za różne rzeczy. Za możliwości
                                                    samokształcenia jakie miałam, dostęp do wiedzy, ułatwianie rozwijania
                                                    zainteresowań ... za to że mogłam sobie włosy farbować w wieku 16 lat (tongue_out), za
                                                    to że jeździłam na wakacyjne biwaku w wieku 16 lat (tongue_out) ... za to że pomagała mi
                                                    przerabiać stare ciuchy na oryginalne cudeńka, za to że kupiła mi gitarę. Ale za
                                                    to, że ukształtowali moją osobowość stawianiem granic - nie przyszło mi to do
                                                    głowy. Nie wiem. Pewne rzeczy w naszych relacjach były oczywiste. M.in. to, że
                                                    ich zadaniem jest stawianie granic a moim - akceptowanie ich (czasem po dłuższej
                                                    lub krótsze "walce"). Dziękować za coś oczywistego ? No cóż, może jestem
                                                    niewdzięcznym dzieckiem ;D
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 22:35
                                                    a widzisz.. mój syn zdawał sobie sprawe z tego, że doszedł do
                                                    krawędzi..(co go do tego pchneło to inna bajka)i moze to jest
                                                    przejaw dojrzałości..za to nie musiał dziekować za:
                                                    >możliwości samokształcenia jakie miałam, dostęp do wiedzy,
                                                    ułatwianie rozwijania zainteresowań ... za to że mogłam sobie włosy
                                                    farbować w wieku 16 lat (tongue_out), za to że jeździłam na wakacyjne biwaku
                                                    w wieku 16 lat (tongue_out) ... za to że pomagała mi przerabiać stare ciuchy
                                                    na oryginalne cudeńka, za to że kupiła mi gitarę<
                                                    -nie musiał dziękowac, bo było to naturalna koleją rzeczy i swego
                                                    rodzaju przywilejem: "wiedza".. dziecka(nalezało się jak psu miska i
                                                    takie było moje zadanie), rozrywki przywilejem wieku...pozwalałam,
                                                    kupowałam, pomagałam przerabiac..kolczyków i farbowania nie wymagał
                                                    ale "pióra" do pasa niemal nosił..a co..dobry szampon kupiłam coby
                                                    łatwiej sie rozczesywały...na Wodstoocku bywali obaj, koncertach i
                                                    inszych imprezkach też..ale miałam przekonanie, potwierdzone
                                                    później, że nie schleja się jak prosiaki, nie zaczną
                                                    ćpać..rozmawialismy o tym sporo wczesniej, bywałam w srodowisku
                                                    (choc sama nie brałam) i potrafiłam opisać jak to wygląda i dlaczego
                                                    nie należy..że nie będą agrsywni wobec innych..samych zabezpieczyłam
                                                    posyłajac na treningi sztuk walki
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 22:57
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > a widzisz.. mój syn zdawał sobie sprawe z tego, że doszedł do
                                                    > krawędzi..(co go do tego pchneło to inna bajka)i moze to jest
                                                    > przejaw dojrzałości..za to nie musiał dziekować za:
                                                    > >możliwości samokształcenia jakie miałam, dostęp do wiedzy, (...)

                                                    Babciu, nie było moim zamiarem licytowanie się, bo to bez sensu.
                                                    Chodziło mi bardziej o to, że używasz jako argumentu rzekomej wyjątkowości
                                                    twoich relacji z synem, stosunku syna do ciebie, twojego sposobu wychowywania
                                                    syna ... a tymczasem jest to jak najbardziej średnia statystyczna.
                                                    I chodziło mi o to, że fajnie jest jeśli dzieciak chce dziękować za to co
                                                    dostaje od rodziców, bo zwyczajnie to co dostaje zaspakaja jego potrzeby
                                                    rozwojowe i czuje się z tym szczęśliwy - więc dziękuje w naturalnym odruchu
                                                    szczęścia. Znaczy się wszystko gra i buczy i jest jak trzeba.

                                                    Ale gdyby dziecko podziękowało mi kiedyś za to, że uratowałam je ustawianiem
                                                    granic przed stoczeniem się, zaczęłabym się poważnie martwić. Bo dla mnie to by
                                                    oznaczało, że to dziecko gdzieś po drodze czuło się bardzo bardzo słabe, skoro w
                                                    ogóle dopuszczało do siebie myśl, że mogło się stoczyć.

                                                    Tak bym zareagowała ja. Ale to ja.
                                                    Tobie nic zarzucać w tym temacie nie chcę, bo nie znam całokształtu twoich
                                                    stosunków z dziećmi. Z resztą - jeśli czujesz, że ktoś ci coś zarzuca w tej
                                                    dyskusji, to najwyżej na własne życzenie. Bo gloryfikujesz rzeczy oczywiste,
                                                    rzeczy które zasługą nie są a zwykłym rodzicielskim obowiązkiem, a narażanie
                                                    małego dziecka na niebezpieczeństwo nazywasz nauką samodzielności. Mocno
                                                    kontrowersyjne jest to po prostu.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:08
                                                    Ale gdyby dziecko podziękowało mi kiedyś za to, że uratowałam je
                                                    ustawianiem
                                                    > granic przed stoczeniem się, zaczęłabym się poważnie martwić. Bo
                                                    dla mnie to by
                                                    > oznaczało, że to dziecko gdzieś po drodze czuło się bardzo bardzo
                                                    słabe, skoro
                                                    > w
                                                    > ogóle dopuszczało do siebie myśl, że mogło się stoczyć.
                                                    nie twierdzę, że nie..zdawałam sobie sprawe z zagrożenia niestety
                                                    była to sytuacja niezależna od moich chęci czy działań..mogłam
                                                    jedynie liczyć na to, ze syn sie "wybroni" i że to czego uczyłam go
                                                    wcześniej da mu podstawy i siłę do tego by sobie z tą sytuacja
                                                    poradził..ja mogłam juz tylko słuzyć radą..czasem
                                                    kontrowersyjna..pt. musisz stanąc do walki..i nie mogłam go w tym
                                                    zastapić, wyręczyć czy uchronic..to sa te okoliczności kiedy dziecko
                                                    (choć juz nie bardzo dziecko) zderza się z swiatem..i pozostaje nam
                                                    tylko trzymać kciuki..dla mnie zaletą i przekleństwem było to, że o
                                                    tym wiedziałam..zazwyczaj dzieci w tym wieku 10-14 lat nie zwierzaja
                                                    się rodzicom z takich sytuacji zrobiłam to co mogłam..i musiałam
                                                    reszte zostawić Młodemu..podziękował mi po latach..wielu latach...
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:27
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > nie twierdzę, że nie..zdawałam sobie sprawe z zagrożenia niestety
                                                    > była to sytuacja niezależna od moich chęci czy działań.. (...)

                                                    Super że wszystko skończyło się dobrze.

                                                    Mam tylko taką małą refleksję na koniec tej opowieści - suma sumarum twój syn
                                                    taki do końca samodzielny nie był ... a przynajmniej nie emocjonalnie. Skoro
                                                    był na granicy.

                                                    Dziecko może umieć posługiwać sie nożem i odpowiedzialnie zostawać samo w domu w
                                                    bardzo młodym wieku, ale X lat później ten wcześnie wpakowany na plecy ciężar
                                                    zaufania ( o czym pisała już w tym wątku Kotula) może spowodować braki w
                                                    emocjonalnej odporności. I wynik końcowy wcale plusowy być nie musi. U was był,
                                                    ale po drodze było stanie na granicy, które trzeba było kompensować. Jakaś
                                                    destrukcyjna siła musiała gdzieś w tym dzieciństwie wystąpić, jeśli syn się
                                                    znalazł na krawędzi. Być może było to jakieś traumatyczne zdarzenie na zewnątrz
                                                    waszych relacji - nie mam prawa o to pytać i wnikać. Ale być może był to również
                                                    zbyt duży bagaż odpowiedzialności dla małego dziecka.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:51
                                                    wyjasnienie tego zmusiło by mnie do wdawania sie w sprawy dotyczące
                                                    syna i bedących jego historią..jedyne co moge Ci powiedzieć, ze to
                                                    sa sprawy, na które nie mamy wpływu jako rodzice, tym bardziej, że
                                                    należą do tego świata, kiedy już jesteśmy jedynie obserwatorami..tak
                                                    jak w pewnym wieku my jesteśmy autorytetem, póżniej staje się
                                                    nim "pani" w przedszkolu a potem grupa rówieśnicza, dziewczyna lub
                                                    chłopak..czasem dzieci (młodzież) może próbowac pójść na skróty żeby
                                                    uniknąć pewnych przykrości..jedno sie zatrzyma, inne pójdzie za
                                                    daleko..mój syn mi podziękował..ale tak na dobra sprawe nie musiał
                                                    poddać sie tej mojej woli w tym momencie..mozliwe, ze za jakiś czas
                                                    sam do tego dojdzie tak jak ja, kiedy po latach twierdzenia, że
                                                    miałam w zyciu wiecej szczęścia niz rozumu, doszłam do wniosku, że
                                                    to zasady, które mi rodzice wpoili pozwoliły mi na zatrzymywanie sie
                                                    w odpowiednim momencie(opisałam to na sąsiednim wątku)..w sumie
                                                    chyba powinnam mu o tym powiedzieć (co uświadomiłam sobie teraz), że
                                                    to co prawda była moja zasługa..ale dzięki temu, co mu wpajałam
                                                    wcześniej a nie dlatego, ze w tym momencie postanowiłam wkroczyć..za
                                                    to jego zasługą było, że się na to zgodził i w rezultacie zmienił
                                                    wiele w swoim zyciu..tekst który mi wtedy(po latach) rzucił
                                                    zaskoczył mnie i zapadł w pamięć szczególnie, że padł w obecności
                                                    obecnej synowej..Niestety to wszystko jeszcze przed Toba..jak to sie
                                                    mówi: małe dzieci, mały kłopot..duze dzieci, duzy kłopot i małe
                                                    dzieci na szczęście jeszcze są zalezne od nas i mozemy na nie
                                                    wpływac..to czego nauczymy ich teraz zaowocuje za kilka,
                                                    kilkanaście, kilkadziesiąt lat..
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:11
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > chłopak..czasem dzieci (młodzież) może próbowac pójść na skróty żeby
                                                    > uniknąć pewnych przykrości..jedno sie zatrzyma, inne pójdzie za
                                                    > daleko..mój syn mi podziękował..ale tak na dobra sprawe nie musiał
                                                    > poddać sie tej mojej woli w tym momencie..mozliwe, ze za jakiś czas
                                                    > sam do tego dojdzie tak jak ja, kiedy po latach twierdzenia, że
                                                    > miałam w zyciu wiecej szczęścia niz rozumu, doszłam do wniosku, że
                                                    > to zasady, które mi rodzice wpoili pozwoliły mi na zatrzymywanie sie
                                                    > w odpowiednim momencie(opisałam to na sąsiednim wątku)..w sumie
                                                    > chyba powinnam mu o tym powiedzieć (co uświadomiłam sobie teraz), że
                                                    > to co prawda była moja zasługa..ale dzięki temu, co mu wpajałam
                                                    > wcześniej a nie dlatego, ze w tym momencie postanowiłam wkroczyć..za
                                                    > to jego zasługą było, że się na to zgodził i w rezultacie zmienił
                                                    > wiele w swoim zyciu..

                                                    Mieszasz strasznie. Czyli jak rozumiem fizycznie doszło do twojego wkroczenia w
                                                    jego młode życie ? Z twojej bądź jego inicjatywy dokonałaś interwencji w jego
                                                    życiu, co uchroniło go przed stoczeniem się, czy dobrze rozumiem ?

                                                    I rzecz dotyczyła twojego super-samodzielnego syna. O niebo bardziej
                                                    samodzielnego od "dzisiejszej" młodzieży.
                                                    Aha.

                                                    tekst który mi wtedy(po latach) rzucił
                                                    > zaskoczył mnie i zapadł w pamięć szczególnie, że padł w obecności
                                                    > obecnej synowej..

                                                    No wybacz, ale to już jest łechtanie własnej próżności i nic więcej ;P

                                                    > Niestety to wszystko jeszcze przed Toba..jak to sie
                                                    > mówi: małe dzieci, mały kłopot..duze dzieci, duzy kłopot i małe
                                                    > dzieci na szczęście jeszcze są zalezne od nas i mozemy na nie
                                                    > wpływac..to czego nauczymy ich teraz zaowocuje za kilka,
                                                    > kilkanaście, kilkadziesiąt lat..

                                                    Oczywiście że przede mną. Mam tylko nadzieję że sobie raczej będę przypisywać
                                                    ewentualne porażki dziecka, a nie jego sukcesy.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:26
                                                    cała moja wypowiedź dotyczy tego, że w wieku kilkunastu lat tracimy
                                                    bezposredni wpływ na zachowanie i wychowanie naszych dzieci czy to
                                                    Ci sie podoba czy nie, dlatego ze wchodza w kolejny etap
                                                    socjalizacji..Moga trafic różnie i rózne moga miec z tym kłopoty..My
                                                    jako rodzice nie mamy juz na to zbyt wielkiego wpływu i co gorsza
                                                    niewiele mozemy pomóc, nawet kiedy wiemy o tej sytuacji.Jeżeli
                                                    chodzi o moja interwencję..moze to pozwoliło na "oderwanie" się na
                                                    jakiś czas od "przeciwnika" na to, ze był powód dla którego
                                                    z "usprawiedliwionych" przyczyn nie mógł w czymś uczestniczyć..sam
                                                    nabrał dystansu i mógł się wycofać powołując na "siłę wyzszą"..nie
                                                    bede wdawac się w szczegóły i wszystkich szczegółów jak z tego
                                                    wybrnął nie znam..fakt, że dorosły syn przy swojej "pani" zdobywa
                                                    sie na taki tekst..łechce próżność, nie ma dwóch zdań..dlatego
                                                    zwróciło to moja uwage i zapadło w pamięć
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:41
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > cała moja wypowiedź dotyczy tego, że w wieku kilkunastu lat tracimy
                                                    > bezposredni wpływ na zachowanie i wychowanie naszych dzieci czy to
                                                    > Ci sie podoba czy nie, dlatego ze wchodza w kolejny etap
                                                    > socjalizacji..Moga trafic różnie i rózne moga miec z tym kłopoty..

                                                    No i o to właśnie chodzi, żeby dzieciak był jak najsilniejszy emocjonalnie
                                                    podczas wkraczania w ten nastoletni etap życia. Na tym właśnie polega jego
                                                    samodzielność.

                                                    A emocjonalną siłę buduje się zazwyczaj po prostu akceptując, kochając, dbając o
                                                    poczucie bezpieczeństwa i ... nie przeszkadzając ...

                                                    Bo jak zaczynamy traktować dziecko jak plastelinę, którą trzeba ulepić,
                                                    uformować, wykształcić samodzielność poprzez trening zupełnie nieadekwatny do
                                                    wieku, to najczęściej jest to prosta droga do tego, żeby zwyczajnie coś -
                                                    brzydko mówiąc - spartolić. Tłumaczyć, ale nie trenować. Kochać i akceptować,
                                                    ale na Boga - nie kłaść na barki 3-latka ciężaru zaufania matki.

                                                    Co tu wiele gadać - twój syn uczony samodzielności w wieku lat 3 nie był ani
                                                    trochę bardziej samodzielny w wieku nastoletnim niż dzieci "trzymane pod
                                                    kloszem" do wieku szkolnego.

                                                    Możesz sobie tłumaczyć, że to jego decyzja była, że pozwolił ci interweniować,
                                                    itd. Ale faktem namacalnym jest to, że musiałaś interweniować - tak samo jak
                                                    musi interweniować cała rzesza współczesnych matek posiadająca dzieci w wieku
                                                    nastoletnim, którym się priorytety pomyliły z przeróżnych przyczyn.

                                                    > fakt, że dorosły syn przy swojej "pani" zdobywa
                                                    > sie na taki tekst..łechce próżność, nie ma dwóch zdań..dlatego
                                                    > zwróciło to moja uwage i zapadło w pamięć

                                                    Sama stawiasz się w roli rywalki swojej synowej. I tyle.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:52
                                                    starszy syn trafił na sytuację naprawde ekstremalną, z która ja,
                                                    dorosły człowiek miałabym trudności, by jakoś z tego wybrnąć..w
                                                    sumie nie powinna byłam przytaczać tego przykładu, bo nie moge wdać
                                                    się w szczególy..uznajmy, że go nie było..młodszy nie miał takich
                                                    problemów i nigdy nie musiałam sie o niego martwić..do dziś sobie
                                                    radzi
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:16
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > starszy syn trafił na sytuację naprawde ekstremalną, z która ja,
                                                    > dorosły człowiek miałabym trudności, by jakoś z tego wybrnąć..

                                                    Tzn. co, chcesz powiedzieć że sytuacja była absolutnie wyjątkowa, bardziej
                                                    wyjątkowa niż problemy, przed którymi stają dzisiejsi nastolatkowie ? Bo trzeba
                                                    jakoś tą samodzielność dziecka optycznie powiększyć ?
                                                    Ja nie mam zamiaru wnikać o co chodziło. Są tacy co sobie z sytuacjami
                                                    ekstremalnymi radzą, są tacy co sobie nie radzą. Nic w tym dziwnego i nikt tu
                                                    nie jest gorszy czy lepszy. Każdy ma prawo do nie radzenia sobie.

                                                    Nie zmienia to faktu, że dla mnie wskaźnikiem samodzielności dorastającego
                                                    człowieka jest jego siła psychiczna i jasność myślenia. Samodzielność = zdolność
                                                    do samodzielnego radzenia sobie z problemami.

                                                    I tyle. Zawsze uważałam i uważać będę, że zrzucanie na barki 3-latka zaufania
                                                    rodzica to za dużo. Że odpowiedzialność za racjonalne zachowanie w wieku 4 lat
                                                    to za dużo. Że oczekiwanie myślenia abstrakcyjnego od przedszkolaka to również
                                                    za dużo.
                                                    I nie ma bata - siły emocjonalnej przyszłego dorosłego człowieka na pewno to nie
                                                    wzmocni. I w rezultacie - nie wzmocni to jego samodzielności.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:40
                                                    ten temat zakończyłam, bo jak pisałam nie mogę się wdawać w
                                                    szczegóły..był na tyle powazny, ze ja sama nie wiedziałabym jak z
                                                    tego wyjść..ony znalazł w mojej interwencji wyjście i ratunek..a
                                                    mógł to ciągnąć..ale z tym basta
                                                    nie zmienia to faktu, ze od kiedy zdany był na swoje siły tj od
                                                    pójścia do szkoły nie miałam powodu martwić się, że coś mu się
                                                    stanie w drodze do i zze szkoły, w domu kiedy nas nie było a on miał
                                                    tylko 2-3-4 lekcje..piszesz o zrzucaniu zaufania rodziców na barki 3-
                                                    latka..w takim razie powiedz mi w jakim wieku Twoim zdaniem
                                                    nastepuje ten moment, że ten cięzar mozna zrzucic?? Pamietaj, że w
                                                    moim miasteczku, za moich czasów takich luksusów jak szkolna
                                                    swietlica, stołówka czy szkolne autobusy po prostu nie było!!
                                                    wychowujac dziecko musiałam brac pod uwage, ze kiedyś przyjdzie ten
                                                    moment, że będzie zdane na siebie!!!
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 12:17
                                                    Z tych i wielu innych postów Babci wyraźnie przebija między wierszami coś, co chyba warto nazwać po imieniu - zasadnicza różnica między tresurą a wychowaniem. Paradoksalne to może - ale skutki wychowania są lepiej widoczne właśnie w przypadkach nieposłuszeństwa, łamania zakazów, podejmowania niewłaściwych decyzji. Wtedy właśnie okazuje się, że tak, jakiś konkretny zakaz został złamany, jednak istnieją jakieś niewidzialne granice, które nie pozwalają posunąć się dalej. I to jest właśnie to, co wynosimy z domu, wszystko jedno czy nazwiemy to wychowaniem, czy wpajaniem zasad moralnych, czy jakkolwiek inaczej. Młody człowiek, który jest w stanie przyznać, że popełnił błąd, jest w stanie prawidłowo ocenić sytuację, potrafi wypić piwo którego nawarzył, nie ucieka przed konsekwencjami - jest właśnie przykładem odpowiedzialności i dojrzałości. Chociaż narobił głupot.


                                                    > Nie zmienia to faktu, że dla mnie wskaźnikiem samodzielności dorastającego
                                                    > człowieka jest jego siła psychiczna i jasność myślenia. Samodzielność = zdolnoś
                                                    > ć
                                                    > do samodzielnego radzenia sobie z problemami.

                                                    W przypadku NASTOLATKA umiejętność szczerej rozmowy z rodzicami czy zwracanie się do nich o pomoc w ekstremalnych sytuacjach jak najbardziej świadczy o sile psychicznej i jasności myślenia, właściwej dla jego wieku.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 12:33
                                                    100/100
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 13:04
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Z tych i wielu innych postów Babci wyraźnie przebija między wierszami coś, co c
                                                    > hyba warto nazwać po imieniu - zasadnicza różnica między tresurą a wychowaniem.
                                                    > Paradoksalne to może - ale skutki wychowania są lepiej widoczne właśnie w przy
                                                    > padkach nieposłuszeństwa, łamania zakazów, podejmowania niewłaściwych decyzji.
                                                    > Wtedy właśnie okazuje się, że tak, jakiś konkretny zakaz został złamany, jednak
                                                    > istnieją jakieś niewidzialne granice, które nie pozwalają posunąć się dalej. I
                                                    > to jest właśnie to, co wynosimy z domu, wszystko jedno czy nazwiemy to wychowa
                                                    > niem, czy wpajaniem zasad moralnych, czy jakkolwiek inaczej. Młody człowiek, kt
                                                    > óry jest w stanie przyznać, że popełnił błąd, jest w stanie prawidłowo ocenić s
                                                    > ytuację, potrafi wypić piwo którego nawarzył, nie ucieka przed konsekwencjami -
                                                    > jest właśnie przykładem odpowiedzialności i dojrzałości. Chociaż narobił głupo
                                                    > t.

                                                    I ja się z tym absolutnie zgadzam, nie dyskutuję z tym. Nie widzę tylko związku między tym, a [włażeniem w dupę dziecku] lub [nauką samodzielności w wieku lat 3]. Kompletnie nie widzę związku. A Babcia używa argumentu, który opisałaś powyżej, do uzasadniania słusznosci [nauki samodzielności w wieku lat 3].

                                                    > > Nie zmienia to faktu, że dla mnie wskaźnikiem samodzielności dorastająceg
                                                    > o
                                                    > > człowieka jest jego siła psychiczna i jasność myślenia. Samodzielność = z
                                                    > dolnoś
                                                    > > ć
                                                    > > do samodzielnego radzenia sobie z problemami.
                                                    >
                                                    > W przypadku NASTOLATKA umiejętność szczerej rozmowy z rodzicami czy zwracanie s
                                                    > ię do nich o pomoc w ekstremalnych sytuacjach jak najbardziej świadczy o sile p
                                                    > sychicznej i jasności myślenia, właściwej dla jego wieku.

                                                    Z tym również sie zgadzam. Tylko rozróżniłabym: "mamo potrzebuję pieniądze na Postinor po stosunku, gumka nam pękła" od "mamo jak mnie nie złapiesz za rękę to się stoczę".

                                                    Oczywiście chwała wszystkim nastolatkom, którzy potrafią tak robić. Ale ten drugi przypadek to nie jest samodzielnosć. To jest jasność myślenia, to jest złapanie dystansu do siebie, ale nie jest to siła psychiczna. I nic w tym złego nie ma. Po prostu widocznie dla tego młodego człowieka jeszcze czas na samodzielność nie nadszedł, co nie znaczy że nie nadejdzie za miesiąc, pół roku czy 2 lata.

                                                    Normalny, jasno myślący nastolatek, zdający sobie sprawę ze swojej niesamodzielności. W życiu dorosłym też czasami bywamy w ten sposób niesamodzielni - gdy siły psychiczne zawodzą. I super, jeśli umiemy poprosić o pomoc drugą osobę. Ale faktem jest, że w tych krytycznych chwilach słabości samodzielni nie jesteśmy.

                                                    Zupełna normalność. Jedni się staczają, inni nigdy nie potrzebują pomocy drugiej osoby, bo mają wyjątkową siłę psychiczną. A ci, co mają chwile niesaomdzielności i proszą o pomoc - plasują się tak jakby po środku. A że Babci takie postawienie sprawy się nie podoba i jest "waleniem w bęben bez możliwości obrony", no to ja już nic na to nie poradzę. Na szczęście nie każdy ma ambicję bycia matką wyjątkową i wychowania wyjątkowo samodzielnych dzieci ;P
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 13:25
                                                    Nadinterpretujesz. Wolałabym być matką nastolatka, który prosi o
                                                    pomoc, by się nie stoczyć, niż tego, co prosi o Postinor.

                                                    Proszenie o pomoc i umiejętności dostrzeżenia włąsnego błędu
                                                    świadczy o wielkiej dojrzałości.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 13:34
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Nadinterpretujesz.

                                                    Ale co dokładnie ?

                                                    > Wolałabym być matką nastolatka, który prosi o
                                                    > pomoc, by się nie stoczyć, niż tego, co prosi o Postinor.

                                                    Możesz rozwinąć ? Bo nie bardzo rozumiem jak można to jakościować "gorsze/lepsze".

                                                    > Proszenie o pomoc i umiejętności dostrzeżenia włąsnego błędu
                                                    > świadczy o wielkiej dojrzałości.

                                                    A dla mnie - o byciu normalnym, przeciętnym nastolatkiem w normalnej, przeciętnej rodzinie.

                                                    Widzisz do jakiego paradoksu doszliśmy ? Ty jako siwowołosa uznajesz takie proszenie o pomoc za objaw wielkiej dojrzałości, ja - matka współczesna - za objaw normalności i dojrzałości proporcjonalnej do wieku wink

                                                    To w końcu za "waszych czasów" taka dojrzałość była na porządku dziennym czy nie ?
                                                    Ja myślę że było tak samo jak jest dziś.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:00
                                                    Wolałabym być matką nastolatka, który prosi o
                                                    > > pomoc, by się nie stoczyć, niż tego, co prosi o Postinor.
                                                    >
                                                    > Możesz rozwinąć ? Bo nie bardzo rozumiem jak można to
                                                    jakościować "gorsze/lepsz
                                                    > e".

                                                    - wolałabym, żeby nastolatek w ogóle nie potrzebował ani gumki ani
                                                    Postinoru. Bo uważam, że nastolatek jest za młody na prowadzenie
                                                    życia seksualnego. Chociaż oczywiście, jeśli juz prowadzi, lepiej
                                                    niech używa gumki niż miałby nie używać i zbyt wcześnie uczynić
                                                    rodziców dziadkami. Cóż, w tym wypadku to ja uważam, że składanie na
                                                    nastolatka "ciężaru zaufania", że prawidłowo pokieruje życiem
                                                    seksualnym, jest zadaniem ponad siły dla niego.

                                                    Umiejętność dostrzegania własnego błędu uważam za zaletę. Nie bardzo
                                                    wiem, jak zdolność do dostrzegania własnych błędów ma się do
                                                    wysokiej samoceny, którą wpajają swoim dziecjom nowoczesne matki.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:09
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - wolałabym, żeby nastolatek w ogóle nie potrzebował ani gumki ani
                                                    > Postinoru. Bo uważam, że nastolatek jest za młody na prowadzenie
                                                    > życia seksualnego.

                                                    Hmm a jeżeli sytuacja dotyczyłaby 18-latka ?
                                                    Jest 18-latek, który prosi o pomoc w zakupieniu Postinoru.
                                                    Jest 18-latek, który prosi o złapanie za rękę, bo inaczej się stoczy.

                                                    Nadal można to jakościowo oceniać - gorsze/lepsze ?

                                                    > Umiejętność dostrzegania własnego błędu uważam za zaletę. Nie bardzo
                                                    > wiem, jak zdolność do dostrzegania własnych błędów ma się do
                                                    > wysokiej samoceny, którą wpajają swoim dziecjom nowoczesne matki.

                                                    Ale dlaczego jedno w drugim ma przeszkadzać ? Nie bardzo rozumiem.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:30
                                                    Umiejętność dostrzegania własnego błędu uważam za zaletę. Nie
                                                    bardzo
                                                    > > wiem, jak zdolność do dostrzegania własnych błędów ma się do
                                                    > > wysokiej samoceny, którą wpajają swoim dziecjom nowoczesne matki.
                                                    >
                                                    > Ale dlaczego jedno w drugim ma przeszkadzać ? Nie bardzo rozumiem.

                                                    - wysoka samoocena polega na tym, że uważa się, że się nie popełnia
                                                    błędów. Łatwiej dostrzeże błąd ktoś, kto nie jest przekonany o
                                                    włąsnej genialnośći, nieomyslności i superszlachetności.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:43
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Umiejętność dostrzegania własnego błędu uważam za zaletę. Nie
                                                    > bardzo
                                                    > > > wiem, jak zdolność do dostrzegania własnych błędów ma się do
                                                    > > > wysokiej samoceny, którą wpajają swoim dziecjom nowoczesne matki.
                                                    > >
                                                    > > Ale dlaczego jedno w drugim ma przeszkadzać ? Nie bardzo rozumiem.
                                                    >
                                                    > - wysoka samoocena polega na tym, że uważa się, że się nie popełnia
                                                    > błędów.

                                                    Mylisz zdrową wysoką samoocenę z ... nie wiem, chyba skrajnym egocentryzmem i przerośniętą pewnością siebie.

                                                    Swoja droga polecam sprawdzenie w słowniku definicji pojęcia "egocentryzm" ;PPP
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:08
                                                    Zdrowa samoocena i wysoka z definicji się wykluczają. Bo człowiek,
                                                    który ma zdrową, czyli prawdziwą samoocenę, nie zawsze ma powody, by
                                                    była ona wysoka.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 13:40
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Nadinterpretujesz. Wolałabym być matką nastolatka, który prosi o
                                                    > pomoc, by się nie stoczyć, niż tego, co prosi o Postinor.

                                                    No tak, bo ten, co prosi o Postinor jest porażką wychowawczą i jemu już nic nie
                                                    pomoże.

                                                    > Proszenie o pomoc i umiejętności dostrzeżenia włąsnego błędu
                                                    > świadczy o wielkiej dojrzałości.

                                                    A to już nie wiem, do czego się odnosi.

                                                    Notabene proszenie o Postinor też jest proszeniem o pomoc. I świadczy o
                                                    dojrzałości. Bo nastolatek odbył stosunek z zabezpieczeniem, zabezpieczenie
                                                    zawiodło, a zatem trzeba coś z tym zrobić, a nie liczyć na cud, że "a nuż się uda".
                                                    Tylko wiesz co? Ja mam takie wrażenie, że jakbym ja w wieku 16 lat poprosiła
                                                    moją mamę o Postinor, to by mi wypisała receptę w mgnieniu oka i pochwaliła, że
                                                    myślę o konsekwencjach tego, co robię. A ty swojej córce w tej samej sytuacji
                                                    spuściłabyś reprymendę za uprawianie seksu w wieku 16 lat i miałabyś do niej
                                                    pretensje.
                                                    Zresztą, co ja mówię. Jestem pewna niemal w 100%, że twoja córka nie zwróciłaby
                                                    się do ciebie z taką prośbą, tylko załatwiła ten Postinor we własnym zakresie,
                                                    żebyś przypadkiem się o tym nie dowiedziała tongue_out

                                                    Tak, wiem, zaraz napiszesz, że twoja córka nigdy nie wpadłaby na pomysł, aby
                                                    bzykać się w wieku 16 lat, bo jest inaczej wychowana <lol>
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:12
                                                    Notabene proszenie o Postinor też jest proszeniem o pomoc.

                                                    Jest proszeniem o pomoc w sensie technicznym, a nie w sensie
                                                    współpracy w dziedzinie rozwoju własnej osobowości. Jest traktowanie
                                                    rodziców jak apteki.

                                                    I świadczy o
                                                    > dojrzałości. Bo nastolatek odbył stosunek z zabezpieczeniem,
                                                    zabezpieczenie
                                                    > zawiodło, a zatem trzeba coś z tym zrobić, a nie liczyć na cud,
                                                    że "a nuż się u
                                                    > da".

                                                    Uważam, że przedwczesna inicjacja seksualna nie jest dobra, ale
                                                    jeśli już do niej dochodzi, to lepiej z zabezpieczeniem niż bez. I
                                                    oczywiście nastolatek, który stosuje zabezpieczenie jest dojrzalszy
                                                    od tego, który nie stosuje.

                                                    > Tylko wiesz co? Ja mam takie wrażenie, że jakbym ja w wieku 16 lat
                                                    poprosiła
                                                    > moją mamę o Postinor, to by mi wypisała receptę w mgnieniu oka i
                                                    pochwaliła, że
                                                    > myślę o konsekwencjach tego, co robię. A ty swojej córce w tej
                                                    samej sytuacji
                                                    > spuściłabyś reprymendę za uprawianie seksu w wieku 16 lat i
                                                    miałabyś do niej
                                                    > pretensje.
                                                    > Zresztą, co ja mówię.

                                                    Spuszczanie reprymendy za uprawianie seksu 16latce, która prosi o
                                                    Postinor, pomaga mniej więcej tyle, co umarłemu kadzidło. Ale same
                                                    piszecie o tym, że o zachowaniach nastolatka decydują zasady wpojone
                                                    wcześniej. Dlatego uważam, że warto wpajać wcześniej przekonanie, że
                                                    seks jest wielką i piękną wartością, ale dlatego nie należy
                                                    rozmieniać go na drobne i przewcześnie dorywać się do niedojrzałego
                                                    owocu. Ale jak się dorwie, to trzeba już tylko myśleć o
                                                    zabezpieczeniach.


                                                    >
                                                    > Tak, wiem, zaraz napiszesz, że twoja córka nigdy nie wpadłaby na
                                                    pomysł, aby
                                                    > bzykać się w wieku 16 lat, bo jest inaczej wychowana <lol>

                                                    Przede wszystkim w rozmowie z dziećmi nie używawałabym słowa "bzykać
                                                    się", bo ono jest zbyt wulgarne, a seks jest rzeczą zbyt ważną i
                                                    piękną, żeby psuć go, zwłaszcza w oczach osób młodych, takimi
                                                    określeniami.
                                                    Po drugie - nie uważam za śmieszne tego, że młodzież wychowuje się
                                                    tak, by nie spieszyła się z inicjacją seksualną. W tej sprawie też
                                                    jestem nienowoczesna.

                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:31
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Notabene proszenie o Postinor też jest proszeniem o pomoc.
                                                    >
                                                    > Jest proszeniem o pomoc w sensie technicznym, a nie w sensie
                                                    > współpracy w dziedzinie rozwoju własnej osobowości. Jest traktowanie
                                                    > rodziców jak apteki.

                                                    IMHO do tego służą rodzice w przypadku samodzielnego nastolatka - do pomocy technicznej. Sa też nastolatki mało samodzielne lub niesamodzielne wcale. Tym trzeba dać jeszcze trochę czasu i współpracować z nimi w dziedzinie rozwoju własnej osobowości.
                                                    Żaden nie jest gorszy ani lepszy, różnią się czasem dojrzewania do samodzielności.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:37
                                                    Nie uważam, że rodzice są nastolatkowi potrzebni tylko do pomocy
                                                    technicznej tzn. jako apteka, stołówka, hotel etc. Uważam, że
                                                    nastolatkowi rodzice są potrzebni do tego, by kształtować jego
                                                    system wartości, by przekazać mu te wartości "abstrakcyjne", których
                                                    małe dziecko nie może jeszcze pojąć. Nastolatek powinien mieć
                                                    możliwość nie tylko dostać od rodziców Postinor, ale móc też
                                                    porozmawiać z nimi o tym, co go nurtuje: o ideałach życiowych, o
                                                    swoich zainteresowaniach, o przyjaźniach, o rozmaitych sprawach
                                                    świata zewnętrznego, o polityce, patriotyzmie etc. Chyba, że
                                                    zakładasz, że o takich głupotach w ogóle nie warto rozmawiać z
                                                    dzieckiem, bo obojętne, co o tym będzie myślał, a normalny człowiek
                                                    i tak o tym nie myśli. Bo dla normalnego Xińskiego ważny jest
                                                    interes państwa, ale nie polskiego, tylko Xińskich.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:49
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Nie uważam, że rodzice są nastolatkowi potrzebni tylko do pomocy
                                                    > technicznej tzn. jako apteka, stołówka, hotel etc. Uważam, że
                                                    > nastolatkowi rodzice są potrzebni do tego, by kształtować jego
                                                    > system wartości, by przekazać mu te wartości "abstrakcyjne", których
                                                    > małe dziecko nie może jeszcze pojąć. Nastolatek powinien mieć
                                                    > możliwość nie tylko dostać od rodziców Postinor, ale móc też
                                                    > porozmawiać z nimi o tym, co go nurtuje: o ideałach życiowych, o
                                                    > swoich zainteresowaniach, o przyjaźniach, o rozmaitych sprawach
                                                    > świata zewnętrznego, o polityce, patriotyzmie etc.

                                                    Chcieć porozmawiać nie znaczy potrzebować kształtowania osobowości przez rodziców wink

                                                    > zakładasz, że o takich głupotach w ogóle nie warto rozmawiać z
                                                    > dzieckiem, bo obojętne, co o tym będzie myślał, a normalny człowiek
                                                    > i tak o tym nie myśli.

                                                    Zakładam, że warto odpowiadać na pytania i warto rozmawiać o sprawach potencjalnie niebezpiecznych. Poza tym jego światopogląd - jego sprawa.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:55
                                                    Nie uważam, że rodzice powinni lepić osobowość nastolatka jak z
                                                    plasteliny, zresztą to się nie da. Ale uważam, że obowiązkiem
                                                    rodziców jest przynajmniej próbować przekazać dziecku własny system
                                                    wartośći i zasady moralne. Jest to dla mnie znacnie
                                                    ważniejsze "wyposażenie życiowe", niż znajmość angielskiego i sztuk
                                                    walki. I wychowywanie to dla mnie przede wszystkim przekazywanie
                                                    wartości. Ale oczywiście w wypadku nastolatka powinno to się odbywać
                                                    w formie dialogu, z szacunkiem dla jego osoby i przekonań. I
                                                    rezygnację z tego uważam za ciężkie zaniedbanie.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:00
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Nie uważam, że rodzice powinni lepić osobowość nastolatka jak z
                                                    > plasteliny, zresztą to się nie da. Ale uważam, że obowiązkiem
                                                    > rodziców jest przynajmniej próbować przekazać dziecku własny system
                                                    > wartośći i zasady moralne. Jest to dla mnie znacnie
                                                    > ważniejsze "wyposażenie życiowe", niż znajmość angielskiego i sztuk
                                                    > walki. I wychowywanie to dla mnie przede wszystkim przekazywanie
                                                    > wartości.

                                                    Tutaj się zgadzam.

                                                    > Ale oczywiście w wypadku nastolatka powinno to się odbywać
                                                    > w formie dialogu, z szacunkiem dla jego osoby i przekonań. I
                                                    > rezygnację z tego uważam za ciężkie zaniedbanie.

                                                    A tutaj nie.
                                                    Bo mnie przekazywanie wartości odbywa się ZAWSZE przez dawanie przykładu, przez stanowienie świadectwa wartości, które chcemy przekazać.
                                                    Dialog jest tylko dodatkiem, który pomaga pewne sprawy zracjonalizować. Dziecko nie uczy się w rozmowie z rodzicem. Dziecko uczy się przez obserwację. I jako 3-latek, i jako 16-latek. A dialog pomaga mu tylko pewne rzeczy nazwać.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:12
                                                    Jeśli chodzi o przykład - zgadzam się jak najbardziej, o tym, że ten
                                                    przykład powinien działać od dzieciństwa - też. Natomiast nie
                                                    powinno być tak, by relacja między rodzicami i nastolatkiem
                                                    ograniczała się tylko tego, że rodzice są stołówką, hotelem, apteką
                                                    etc., i pobożnego życzenia, że obsługiwany przez rodziców nastolatek
                                                    dostrzeże dawany przez nich przykład. Powinna być po prostu więż - w
                                                    wieku nastoletnim rzeczywiście partnerska, ale więź łącząca WNĘTRZA
                                                    rodziców i nastolatka, a nie więź usługowo-hotelowa.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:21
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Powinna być po prostu więż - w
                                                    > wieku nastoletnim rzeczywiście partnerska, ale więź łącząca WNĘTRZA
                                                    > rodziców i nastolatka, a nie więź usługowo-hotelowa.

                                                    Rybko, ale ta prośba o Postinor jest paradoksalnie dowodem na istnienie więzi, i
                                                    to bardzo silnej. Oznacza "mogę mamie powiedzieć o wszystkim, przyznać się do
                                                    wszystkiego i mogę liczyć na zrozumienie".

                                                    Do tej pory pamiętam, że moje koleżanki, które miały słabszy kontakt z matkami
                                                    niż ja, i na innej zasadzie (za dużo pisania żeby to precyzować), nie
                                                    ośmieliłyby się poprosić mamę o Postinor, gdzie tam - nie ośmieliłyby się
                                                    poprosić o tabletki antykoncepcyjne czy o zaprowadzenie do ginekologa.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:27
                                                    Oczywiście, że prośba o Postinor jest wyrazem zaufania. Nigdzie temu
                                                    nie preczyłam. Napisałąm tylko, że wolałabym być matką nastolatka,
                                                    któremu gumka ani Postinor nie są potrzbne. Ale jeśli już są, to
                                                    oczywiście dobrze, że ma zaufanie powiedzieć o tym rodzicom.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:31
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Jeśli chodzi o przykład - zgadzam się jak najbardziej, o tym, że ten
                                                    > przykład powinien działać od dzieciństwa - też. Natomiast nie
                                                    > powinno być tak, by relacja między rodzicami i nastolatkiem
                                                    > ograniczała się tylko tego, że rodzice są stołówką, hotelem, apteką
                                                    > etc., i pobożnego życzenia, że obsługiwany przez rodziców nastolatek
                                                    > dostrzeże dawany przez nich przykład.

                                                    Kurcze, ale IMHO nie ma takiej możliwości, żeby ten przykład nie dotarł ! Przecież relacje obserwowane w domu to pierwotne źródło wiedzy o relacjach międzyludzkich. W wieku nastoletnim właśnie dochodzi do podejmowania samodzielnych decyzji na temat pewnych wartości: chcę umieć kochac jak moja matka, nie chcę być nietolerancyjna jak moja matka. Chcę być uczynny jak mój ojciec, nie chcę być skąpy w okazywaniu emocji jak mój ojciec.
                                                    To rodzice są punktem odniesienia, referencją dla pewnych usamodzielniających się przekonań. To właśnie spojrzenie na rodziców z dystansu i ocenianie ich jest początkiem budowania własnego systemu wartości.

                                                    > Powinna być po prostu więż - w
                                                    > wieku nastoletnim rzeczywiście partnerska, ale więź łącząca WNĘTRZA
                                                    > rodziców i nastolatka, a nie więź usługowo-hotelowa.

                                                    Fajnie jak jest partnerstwo. Jak można zarówno porozmawiać o polityce jak i zwrócić się o pomoc w razie potrzeby.
                                                    Ale wnętrza rodziców i nastolatka rozdzielają się właśnie w wieku nastoletnim. Taka jest naturalna kolej rzeczy.
                                                  • gaja78 Ps. 05.03.08, 15:35
                                                    > > Powinna być po prostu więż - w
                                                    > > wieku nastoletnim rzeczywiście partnerska, ale więź łącząca WNĘTRZA
                                                    > > rodziców i nastolatka, a nie więź usługowo-hotelowa.
                                                    >
                                                    > Fajnie jak jest partnerstwo. Jak można zarówno porozmawiać o polityce jak i zwr
                                                    > ócić się o pomoc w razie potrzeby.
                                                    > Ale wnętrza rodziców i nastolatka rozdzielają się właśnie w wieku nastoletnim.
                                                    > Taka jest naturalna kolej rzeczy.

                                                    Chyba że źle zrozumiałam "więź łączącą wnętrza". To znaczy może niepotrzebnie zrozumiałam to w pierwszej chwili jako zależność. Może chodziło ci o zwykłe partnerskie zaufanie - wówczas zgadzam się z tobą.
                                                  • srebrnarybka Re: Ps. 05.03.08, 15:51
                                                    Tak, o to mi chodziło. Ja też uważam, że te wnętrza powinny się
                                                    rozdzielać i to naturalna kolej rzeczy - pisałam o tym w dyskusji z
                                                    Jolą, zostałam przez niektóre osoby obsobaczona. Ale chodzi mi o to,
                                                    że w nastoletnim dziecku powinno się w ogóle zauważać przede
                                                    wszystkim jego wnętrze, bo to jest w człowieku najważniejsze, a nie
                                                    jeszcze jednego stołownika, gościa hotelowego, któremu trzeba wyprać
                                                    pościel etc.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:41
                                                    Kurcze, ale IMHO nie ma takiej możliwości, żeby ten przykład nie
                                                    dotarł ! Przec
                                                    > ież relacje obserwowane w domu to pierwotne źródło wiedzy o
                                                    relacjach międzylud
                                                    > zkich. W wieku nastoletnim właśnie dochodzi do podejmowania
                                                    samodzielnych decyz
                                                    > ji na temat pewnych wartości: chcę umieć kochac jak moja matka,
                                                    nie chcę być ni
                                                    > etolerancyjna jak moja matka. Chcę być uczynny jak mój ojciec, nie
                                                    chcę być ską
                                                    > py w okazywaniu emocji jak mój ojciec.
                                                    > To rodzice są punktem odniesienia, referencją dla pewnych
                                                    usamodzielniających s
                                                    > ię przekonań. To właśnie spojrzenie na rodziców z dystansu i
                                                    ocenianie ich jest
                                                    > początkiem budowania własnego systemu wartości.

                                                    - przykład może nie być zauważony, jeśli dziecko nigdy nie słyszało
                                                    o jakichkolwiek wartościach albo motywacjach postępowania rodziców.
                                                    Jeśli rodzice w najmłodszym wieku tylko rzucali ten przysłowiowy
                                                    zlew, żeby pobawić się z dzieckiem, czyli w ogóel nie uczyli go, że
                                                    jest jeszcze jakiś zewnętrzny świat poza rodziną, a potem ich
                                                    relacje z dzieckiem sprowadzają się do dania mu jeść i POstinoru.
                                                    Oczywiście, że wiele rzeczy z postępowania rodziców się odrzuca, ale
                                                    na to, żeby świadomie odrzucić, trzeba w ogóle zauważyć.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:49
                                                    > Kurcze, ale IMHO nie ma takiej możliwości, żeby ten przykład nie dotarł ! Przec
                                                    > ież relacje obserwowane w domu to pierwotne źródło wiedzy o relacjach międzylud
                                                    > zkich. W wieku nastoletnim właśnie dochodzi do podejmowania samodzielnych decyz
                                                    > ji na temat pewnych wartości: chcę umieć kochac jak moja matka, nie chcę być ni
                                                    > etolerancyjna jak moja matka. Chcę być uczynny jak mój ojciec, nie chcę być ską
                                                    > py w okazywaniu emocji jak mój ojciec.
                                                    > To rodzice są punktem odniesienia, referencją dla pewnych usamodzielniających s
                                                    > ię przekonań. To właśnie spojrzenie na rodziców z dystansu i ocenianie ich jest
                                                    > początkiem budowania własnego systemu wartości.

                                                    Bang! 100/100 po raz pierwszy.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:17
                                                    Gaja, łapiesz Srebrną Rybkę za słówka. Napisała, że zaniedbaniem jest rezygnacja
                                                    z przekazywania wartości. Dla niej jest to dialog, dla Ciebie dawanie przykładu.
                                                    Nie o formę chodzi, więc nie czepiaj się słowa "dialog".

                                                    A ja uważam, że jedno i drugie jest równie ważne.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:46
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Dlatego uważam, że warto wpajać wcześniej przekonanie, że
                                                    > seks jest wielką i piękną wartością, ale dlatego nie należy
                                                    > rozmieniać go na drobne i przewcześnie dorywać się do niedojrzałego
                                                    > owocu. Ale jak się dorwie, to trzeba już tylko myśleć o
                                                    > zabezpieczeniach.

                                                    No mnie wpajano. Od zawsze.
                                                    Że seks jest piękną i wielką wartością, że nawet pocałunek z chłopakiem jest wartością dużą i dlatego nie należy za wcześnie rozpoczynać inicjacji. I jak dziś pamiętam urywek z mojego pamiętnika "Podobno Dorota całowała się z Mariuszem. Głupia jest, przecież chodzi z Dominikiem, i tak się z innym całuje, jeśli go nie kocha? To chore, przecież pocałunek to jest rzecz, która powinna się zdarzać między osobami, które są sobie naprawdę bliskie, które się kochają, a nie z każdym, z którym popadnie. Głupia ta Dorota.".
                                                    Ładnie, prawda? wink W wieku 13 lat. Moja mama powinna być ze mnie dumna.
                                                    A ja, tydzień po tym wpisie, całowałam się w bramie z kolegą z klasy big_grinDDDD. Teraz już nie pamiętam nawet, dlaczego wpadliśmy na taki pomysł wink



                                                    > Przede wszystkim w rozmowie z dziećmi nie używawałabym słowa "bzykać się", bo ono jest zbyt wulgarne, a seks jest rzeczą zbyt ważną i piękną, żeby psuć go, zwłaszcza w oczach osób młodych, takimi określeniami.

                                                    Tiii, ale ja nie rozmawiam teraz z dzieckiem, tylko z tobą wink)

                                                    > Po drugie - nie uważam za śmieszne tego, że młodzież wychowuje się
                                                    > tak, by nie spieszyła się z inicjacją seksualną. W tej sprawie też
                                                    > jestem nienowoczesna.
                                                    Ja też tego nie uważam za śmieszne.
                                                    Wychowanie "aby się nie spieszyć z inicjacją" to m.in. część wychowania w poczuciu własnej wysokiej wartości. I ja jestem jak najbardziej za.
                                                    Natomiast śmiałam się z czego - śmiałam się z mojego wyobrażenia, i z pewnych postów na forum, np. jednej pani zasugerowano, że córka może być w ciąży, odpowiedź była "ależ ona ma 16 lat i nie ma chłopaka!" (nota bene ta sama pani na sugestię brania przez córkę narkotyków odpowiedziała z przekonaniem "nie jesteśmy rodziną patologiczną"). Śmiałam się z tego, że wiele matek zarzeka się, że "moja córka na pewno nie poszłaby do łóżka w wieku... i z..., bo ją tak wychowałam, że ma siebie szanować itd". W ten sposób zarzekały się wszystkie matki moich koleżanek, łącznie z moją, która gdy dowiedziała się o wieku mojej inicjacji seksualnej, to złapała się za głowę (ale nie uznała tego za swoją porażkę wychowawczą - i ja też nie uznaję tego za jej porażkę, tylko za moją własną nastoletnią głupotę tongue_outtongue_out).
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:07
                                                    No mnie wpajano. Od zawsze.
                                                    > Że seks jest piękną i wielką wartością, że nawet pocałunek z
                                                    chłopakiem jest wa
                                                    > rtością dużą i dlatego nie należy za wcześnie rozpoczynać
                                                    inicjacji. I jak dziś
                                                    > pamiętam urywek z mojego pamiętnika "Podobno Dorota całowała się z
                                                    Mariuszem.
                                                    > Głupia jest, przecież chodzi z Dominikiem, i tak się z innym
                                                    całuje, jeśli go n
                                                    > ie kocha? To chore, przecież pocałunek to jest rzecz, która
                                                    powinna się zdarzać
                                                    > między osobami, które są sobie naprawdę bliskie, które się
                                                    kochają, a nie z ka
                                                    > żdym, z którym popadnie. Głupia ta Dorota.".
                                                    > Ładnie, prawda? wink W wieku 13 lat. Moja mama powinna być ze mnie
                                                    dumna.
                                                    > A ja, tydzień po tym wpisie, całowałam się w bramie z kolegą z
                                                    klasy big_grinDDDD. Te
                                                    > raz już nie pamiętam nawet, dlaczego wpadliśmy na taki pomysł wink

                                                    - ale jednak się tylko całowałaś. Poza tym myślę, że to jest właśnie
                                                    kwestia odpowiedzialności i odpowiedzialnego podchodzenia do
                                                    włąsnych przekonań.

                                                    No mnie wpajano. Od zawsze.
                                                    > Że seks jest piękną i wielką wartością, że nawet pocałunek z
                                                    chłopakiem jest wa
                                                    > rtością dużą i dlatego nie należy za wcześnie rozpoczynać
                                                    inicjacji. I jak dziś
                                                    > pamiętam urywek z mojego pamiętnika "Podobno Dorota całowała się z
                                                    Mariuszem.
                                                    > Głupia jest, przecież chodzi z Dominikiem, i tak się z innym
                                                    całuje, jeśli go n
                                                    > ie kocha? To chore, przecież pocałunek to jest rzecz, która
                                                    powinna się zdarzać
                                                    > między osobami, które są sobie naprawdę bliskie, które się
                                                    kochają, a nie z ka
                                                    > żdym, z którym popadnie. Głupia ta Dorota.".
                                                    > Ładnie, prawda? wink W wieku 13 lat. Moja mama powinna być ze mnie
                                                    dumna.
                                                    > A ja, tydzień po tym wpisie, całowałam się w bramie z kolegą z
                                                    klasy big_grinDDDD. Te
                                                    > raz już nie pamiętam nawet, dlaczego wpadliśmy na taki pomysł wink

                                                    - dla mnie to słowo ma rację bytu tylko w wulgarnych dowcipach.
                                                    Nigdzie więcej.

                                                    Wychowanie "aby się nie spieszyć z inicjacją" to m.in. część
                                                    wychowania w pocz
                                                    > uciu własnej wysokiej wartości. I ja jestem jak najbardziej za.

                                                    - 100/100

                                                    Natomiast śmiałam się z czego - śmiałam się z mojego wyobrażenia, i
                                                    z pewnych p
                                                    > ostów na forum, np. jednej pani zasugerowano, że córka może być w
                                                    ciąży, odpowi
                                                    > edź była "ależ ona ma 16 lat i nie ma chłopaka!" (nota bene ta
                                                    sama pani na sug
                                                    > estię brania przez córkę narkotyków odpowiedziała z
                                                    przekonaniem "nie jesteśmy
                                                    > rodziną patologiczną"). Śmiałam się z tego, że wiele matek zarzeka
                                                    się, że "moj
                                                    > a córka na pewno nie poszłaby do łóżka w wieku... i z..., bo ją
                                                    tak wychowałam,
                                                    > że ma siebie szanować itd". W ten sposób zarzekały się wszystkie
                                                    matki moich k
                                                    > oleżanek, łącznie z moją, która gdy dowiedziała się o wieku mojej
                                                    inicjacji sek
                                                    > sualnej, to złapała się za głowę (ale nie uznała tego za swoją
                                                    porażkę wychowaw
                                                    > czą - i ja też nie uznaję tego za jej porażkę, tylko za moją
                                                    własną nastoletnią
                                                    > głupotę tongue_outtongue_out).

                                                    - wiele matek jest naiwnych, to prawda, i trzeba mieć świadomość, że
                                                    własne wyobrażenie o dziecku może być wyidealizowane. Wątek o tej
                                                    córce, która mogłaby być w ciąży, pamietam. Może była naiwna, ale z
                                                    drugiej strony - może miała na tyle bliski kontakt z córką, że
                                                    jednak wiedziała, że córka na pewno nie może być w ciąży. To różnie
                                                    wygląda.
                                                    Bardzo wyraźnie zlekceważenie przez dziecko ważnej dla rodziców
                                                    zasady, którą mu wpajali, jest porażką. Ale na takie porażki jest
                                                    skazany cały proces wychowania: jeśli dziecko przyjmnie jedną
                                                    zasadę, to nie znaczy, że nie złamie innej. I nie znaczy, że taka
                                                    porażka ma przekreślić miłość i zaufanie między rodzicami i dziećmi.
                                                    Poza tym trzeba też mieć świadomość, że odrzucenie przez dziecko
                                                    jakichś ideałów, które przyświecały starszemu pokoleniu, nie musi
                                                    oznaczać, że jego życie nie będzie sensowne i udane. I im dziecko
                                                    starsze, tym bardziej to "wpajanie" musi być drogą jedynie perswazji
                                                    czy prezentowania własnego stanowiska. Ale uznałabym za ciężkie
                                                    zaniedbanie, gdyby dziecko w ogóle nie zapoznało się z systemem
                                                    wartości, któremu hołduję rodzice.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:21
                                                    Przybywam z odsieczą. Absurdalne jest tłumaczenie niepożądanych
                                                    zachowań nastolatka, spowodowanych różnymi wpływami, w tym
                                                    zewnętrznymi, jakimiś błędami (moim zdaniem zresztą nie błędami) z
                                                    wczesniego dzieciństwa. Ja jednak nie wierzę w tę matrycę 3 lat, bo
                                                    i później człowiek się rozwija. Jako nastolatek ma tyle bodźców, że
                                                    może zrobić się tego kasza.
                                                    Po drugie - syn Babci pozbierał się, zatem był dostatecznie stabilny
                                                    emocjonalnie.
                                                    PO trzecie - co to jest "ciężar zaufania"? Czy mnie wzrok nie myli?
                                                    Przecież nowoczesne matki chcą, żeby dziecko miało wysoką samoocenę
                                                    i szacunek dla semego siebie. Trudno to osiągnąć bez zaufania matki.
                                                    Przy okazji jeszcze spraw tej dziewczynki, której matka pracowała w
                                                    aptece, a ona wpadła do stawu z rakami. Moim zdaniem to samo, co z
                                                    wypadaniem z okien - nudziłą się, bo w obcym miejscu miała zbyt mało
                                                    zajęć.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:25
                                                    Przybywam z odsieczą - oczywiście Babci. Ponieważ dalej pojawia się
                                                    problem "ciężaru zaufania' - cóż taki ciężar zrzucano przez wieku na
                                                    barki dzieci i nastolatków. Może to była krytykowana przez Was
                                                    czarna pedagogika, ale nie zgadzam się, że całe pokolenie wychowane
                                                    przed latmi 80tymi XX w. składalo się z dewiantów. Nic na to nie
                                                    poradzę.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:38
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > barki dzieci i nastolatków. Może to była krytykowana przez Was
                                                    > czarna pedagogika, ale nie zgadzam się, że całe pokolenie wychowane
                                                    > przed latmi 80tymi XX w. składalo się z dewiantów. Nic na to nie
                                                    > poradzę.

                                                    No nie wiem, chyba raczej nie całe. W całej rodzinie mojej matki dzieci były
                                                    najważniejsze, chuchało się na nie i dmuchało i nie pokładało w nich zaufania,
                                                    że będą odpowiedzialne w wieku przedszkolnym.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:48
                                                    Gdyby mama do mnie nie miała zaufania, byłoby to dla mnie bardzo
                                                    bolesne.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:03
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Gdyby mama do mnie nie miała zaufania, byłoby to dla mnie bardzo
                                                    > bolesne.

                                                    No cóż. Gdybyś nie musiała mieć we wczesnym dzieciństwie świadomości, że mama
                                                    pokłada w tobie zaufanie, to nie miałabyś zielonego pojęcia o tym, że w ogóle
                                                    takie abstrakcyjne pojęcie istnieje. I nie miałoby co boleć smile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 12:13
                                                    NIe trzeba tego abstrakcyjnego pojecia znać, ale to się czuje.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:06
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Gdyby mama do mnie nie miała zaufania, byłoby to dla mnie bardzo
                                                    > bolesne.

                                                    W wieku 3-4 lat? Szczerze wątpię big_grinDDDD
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:55
                                                    izawsze na podwórku bawiły się pod okiem dorosłych, nigdy nie
                                                    zostawały same, nie "puszczano" ich samych w drodze do
                                                    przedszkola..no tez znałam takich ale mamusie "siedziały" w domu i
                                                    to było ich zajęciemmnawiasem mówiąć takie dzieci za moich czasów
                                                    miały nasze pełne współczucie..bo pobawić się na podwórku z nami nie
                                                    mogły i nie daj boze jak 5 minut dłuzej szły ze szkoły...
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:34
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Przybywam z odsieczą. Absurdalne jest tłumaczenie niepożądanych
                                                    > zachowań nastolatka, spowodowanych różnymi wpływami, w tym
                                                    > zewnętrznymi, jakimiś błędami (moim zdaniem zresztą nie błędami) z
                                                    > wczesniego dzieciństwa.

                                                    Sukcesy = zasługa rodziców. Porażki = czynniki niezależne ?

                                                    Rewelacja big_grin

                                                    > Po drugie - syn Babci pozbierał się, zatem był dostatecznie stabilny
                                                    > emocjonalnie.

                                                    No ale tak jakby nie sam tylko z pomocą mamy. Faktycznie, bardzo samodzielne to
                                                    było.

                                                    > PO trzecie - co to jest "ciężar zaufania"? Czy mnie wzrok nie myli?
                                                    > Przecież nowoczesne matki chcą, żeby dziecko miało wysoką samoocenę
                                                    > i szacunek dla semego siebie. Trudno to osiągnąć bez zaufania matki.

                                                    Wysokiej samooceny 3-letniego dziecka i szacunku do samego siebie raczej nie da
                                                    się zbudować, jeśli dziecko będzie informowane o zaufaniu, jakim matka je
                                                    obdarza. Naprawdę muszę to tłumaczyć ?
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:47
                                                    Zasługą lub porażką rodziców jest to, co od nich zależy. Im dziecko
                                                    starsze i ma więcej bodźców, tym zależy mniej.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:59
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Zasługą lub porażką rodziców jest to, co od nich zależy. Im dziecko
                                                    > starsze i ma więcej bodźców, tym zależy mniej.

                                                    No niestety tak się składa, że przekonania jakie dziecko nabywa we wczesnych
                                                    latach dzieciństwa, ciągną się za nim już przez całe życie. I to one - w
                                                    większej części poza świadomością - determinują ludzkie reakcje na bodźce z
                                                    zewnątrz. Tak oględnie rzecz biorąc.

                                                    Polecam jednak odrobinę lektury z zakresu psychologii dziecka.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:50
                                                    walisz we mnie jak w beben, bo nie moge się bronic i całej sytuacji
                                                    wytłumaczyć..to ja Ci podsune inny temat..jako 10-latka pierwszy raz
                                                    samodzielnie jechałam pociągiem!!!W wieku 12 lat regularnie
                                                    jeździłam do miejscowosci oległej o 30 km do rodziny po jajka i z
                                                    wizytą...no ale fakt, że naumiana dbania o siebie przezyłam to bez
                                                    problemu w odróznieniu od mojego syna, który zdezył sie z sytuacja,
                                                    która byłaby trudna nawet dla osoby starszej od niego o 22 lata...
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:00
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > walisz we mnie jak w beben, bo nie moge się bronic i całej sytuacji
                                                    > wytłumaczyć..to ja Ci podsune inny temat..jako 10-latka pierwszy raz
                                                    > samodzielnie jechałam pociągiem!!!W wieku 12 lat regularnie
                                                    > jeździłam do miejscowosci oległej o 30 km do rodziny po jajka i z
                                                    > wizytą...no ale fakt, że naumiana dbania o siebie przezyłam to bez
                                                    > problemu w odróznieniu od mojego syna, który zdezył sie z sytuacja,
                                                    > która byłaby trudna nawet dla osoby starszej od niego o 22 lata...

                                                    Babciu ja cię nie atakuję, tylko stwierdzam, że twój syn w praktyce nie różnił
                                                    się wiele od całej rzeszy współczesnych nastolatków. To ty się przed tym bronisz
                                                    panicznie, jakby to jakaś obelga była, umniejszenie wartości człowieka - być jak
                                                    współczesny dzieciak.
                                                    uncertain//
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:09
                                                    tak bardzo nie różnił, ze teraz kończy studia bedąc na indywidualnym
                                                    toku, dostaje nieprzerwanie stypendium naukowe, prowadzi własna
                                                    firme utrzymuje żone i dziecko i zarabia miesięcznie tyle ile jego
                                                    ojciec w pół roku?????...a jego ówcześni koledzy zasilili grono
                                                    bywalców sklepiku z piwem...
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:17
                                                    babcia47 napisała:
                                                    > tak bardzo nie różnił, ze teraz kończy studia bedąc na indywidualnym toku, dostaje nieprzerwanie stypendium naukowe, prowadzi własna firme utrzymuje żone i dziecko i zarabia miesięcznie tyle ile jego ojciec w pół roku?????...

                                                    Hih, a z tego co wiem, to Gaja się właśnie doktoryzuje tongue_out
                                                    A ja studiuję na dwóch kierunkach i nie schodzę poniżej średniej 4,5. Pomimo tego, że w szkole średniej ćpałam jak wściekła i przez pewien czas miałam nadzór kuratora smile))
                                                    A mój facet zarabia w moim wieku 4 razy więcej niż moja matka po 30 latach pracy na kierowniczym stanowisku big_grinDD. Mając bardzo złe wspomnienia z dzieciństwa i bardzo słaby kontakt z rodzicami (mój chłopak, nie matka).
                                                    Wszyscy jesteśmy z jednego tego samego pokolenia smile

                                                    Babciu, niemniej jednak jestem pełna podziwu dla twojego syna, naprawdę smile)))
                                                    I zapewne duża jest twoja zasługa w tym, co osiągnął smile


                                                    ...a jego ówcześni koledzy zasilili grono
                                                    > bywalców sklepiku z piwem...

                                                    Wszyscy co do jednego?? :o)
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 02:24
                                                    wszyscy..z tych którzy byli wtedy "w temacie"
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 11:04
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > A mój facet zarabia w moim wieku 4 razy więcej niż moja matka po 30 latach prac
                                                    > y na kierowniczym stanowisku big_grinDD. Mając bardzo złe wspomnienia z dzieciństwa i
                                                    > bardzo słaby kontakt z rodzicami (mój chłopak, nie matka).

                                                    No albo tak, jebitne sukcesy mimo złego dzieciństwa.
                                                    Co też niezbyt uwypukla pododno sporą rolę "formowania plasteliny" i budowania poczucia wartości dziecka za pomocą zaufania matki uncertain
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 10:47
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > tak bardzo nie różnił, ze teraz kończy studia bedąc na indywidualnym
                                                    > toku, dostaje nieprzerwanie stypendium naukowe, prowadzi własna
                                                    > firme utrzymuje żone i dziecko i zarabia miesięcznie tyle ile jego
                                                    > ojciec w pół roku?????...a jego ówcześni koledzy zasilili grono
                                                    > bywalców sklepiku z piwem...

                                                    Faktycznie, bardzo to wyjątkowe smile
                                                    Popatrz, całkiem spora grupa moich przyjaciół była trzymana pod kloszem w dzieciństwie. I ulożyli sobie życie mniej więcej podobnie big_grin Łącznie ze mną tongue_out

                                                    I wyobraź sobie, że ja przez całą podstawówkę właściwie nie miałam żadnych obowiązków w domu. Taka byłam hardkorowo rozpieszczona. Tak mi rodzice w dupę włazili. Szok, nie ? ;D

                                                    Nie no sorry, nie chciałam podważać twoich zasług ... z pewnością są spore, bo jednak dzieciaka trzeba pilnować w wieku wczesnoszkolnym, trzeba uczyć systematyczności w nauce, trzeba mu pomagać rozwijać zainteresowania. Trzeba wspierać jego sukcesy w szkole i wśród rówieśników. I to często wymaga sporego wysiłku.

                                                    Ale nikt mi nie wmówi, że do tego trzeba uczyć dziecko samodzielności od najmłodszych lat. Bzdura na kółkach. To nie ma żadnego znaczenia.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 19:13
                                                    kiedy pracuje sie po kilkanaście godzin na dobe..a pozostałe dzieli
                                                    miedzy obowiazki domowe i prozaiczny wypoczynek trudno
                                                    o "dopilnowanie", wspomaganie itd..moge z całą odpowiedzialnoscią
                                                    stwierdzić, ze dzięki temu, że wcześniej wpoiłam pewne zasady,
                                                    systemy wartości itd. zaowocowało tym, ze robić tego nie musiałam w
                                                    stosunku do swoich dzieci.."pilnowały się" sie same..i jeżeli czasem
                                                    potrzebowały mojej pomocy to w sytuacjach, które je przerastały
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 19:31
                                                    Ps. moje koleżanki były zdziwione, ze ja nie wiem co to jest
                                                    odrabianie z dziećmi zadań domowych..że nie musze ich zaganiać i
                                                    jedyne co czasem robie to powtarzam "wykład" nauczyciela jub
                                                    wyjasniam jezeli cos nie zostało zrozumiane..ale to było tak rzadko,
                                                    ze prawie jakby nie było
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 19:49
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Ps. moje koleżanki były zdziwione, ze ja nie wiem co to jest
                                                    > odrabianie z dziećmi zadań domowych..że nie musze ich zaganiać i
                                                    > jedyne co czasem robie to powtarzam "wykład" nauczyciela jub
                                                    > wyjasniam jezeli cos nie zostało zrozumiane..ale to było tak rzadko,
                                                    > ze prawie jakby nie było

                                                    I tak od pierwszej klasy podstawówki, mimo braku twojego "nadzoru", miały zawsze
                                                    odrobione prace domowe i śliczne świadectwa ?
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:07
                                                    niom..tak jakoś..nie znam czegos takiego jak odrabianie lekcji z
                                                    dzieckiem..czy to dotyczyłoby pisania literek, rysowania szlaczków
                                                    czy robienia cwiczeń..czasem prosiły (duzo później) o odpytanie z
                                                    plechowców..lub omawiały temat wypracowania, które miały
                                                    napisac..ale rozmawialismy o tym a one same przelewały to na papier,
                                                    w takiej formie jaka uznały za stosowna
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:17
                                                    chyba gdzieś tu pod moja nieobecnośc był poruszany temat rozmawiania
                                                    z dziećmi na temat sexu(szczególny w przypadku chłopców)..ale nie
                                                    jestem w stanie do tego się ustosunkowac i wrócić..a co do
                                                    nauki..kiedy rozmawialismy z synami o tym..była mowa, że duzi maja
                                                    wiecej obowiązków niż przywilejów..i oczekiwanie na to, że
                                                    będę "duży" to nic fajnego..bo to maluchy własnie mogą się cieszyc
                                                    nieskrępowaną swoboda i sa uwolnione od wielu obowiązków, które
                                                    pojawiają się wraz z wiekiem..i tak jak rodzice maja swoje
                                                    obowiązki pt. praca, która słuzy całej rodzinie..bo pieniądze ida na
                                                    zaspokojenie potrzeb wszystkich członków (szacunek do pracy
                                                    rodziców) tak dzieci maja swoja pracę..czyli nauke..ale "odbiorca
                                                    jej wyników będzie nie dziecko..bo "dużemu" w sumie niewiele
                                                    potrzebne jest do zycia..ale ich dzieci!! Od tego jakie
                                                    wykształcenie zdobędą zalezy jaka dostana prace, jak dobrze płatna i
                                                    takie warunki zycia będą w stanie zapewnic swojej rodzinie i swoim
                                                    dzieciom!!..i wiesz co??..do 7-mio latków to trafiało!!! Nie było
                                                    przymusu pt, musisz, bo to Twoja przyszłość tylko..od tego zależy
                                                    przyszłość Twoich dzieci..
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:17
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > niom..tak jakoś..nie znam czegos takiego jak odrabianie lekcji z
                                                    > dzieckiem..czy to dotyczyłoby pisania literek, rysowania szlaczków
                                                    > czy robienia cwiczeń..czasem prosiły (duzo później) o odpytanie z
                                                    > plechowców..lub omawiały temat wypracowania, które miały
                                                    > napisac..ale rozmawialismy o tym a one same przelewały to na papier,
                                                    > w takiej formie jaka uznały za stosowna

                                                    Aha. No z czymś takim dyskutować nie sposób.
                                                    Pierwszoklasista, który wraca ze szkoły, sam z własnej nieprzymuszonej woli o
                                                    wyznaczonej przez siebie samego godzinie siada do odrabiania lekcji. I robi to
                                                    systematycznie. I ma świetne oceny.

                                                    Przyznaję, że nie znam drugiego takiego fenomenu.
                                                    I nie wiem czemu mam przeczucie, że uciekasz w świat fantazji byleby tylko
                                                    udowodnić swoją tezę o fundamentalnym znaczeniu usamodzielniania przedszkolaka w
                                                    celu posiadania w domu w pełni samodzielnego i niekłopotliwego modelu dziecka w
                                                    wieku szkolnym smile))

                                                    Ale to tylko przeczucie ofkorz. Być może fałszywe.

                                                    Osobiście jako matka współczesna pozostanę jednak przy modelu: odrabianie z
                                                    dzieckiem lekcji we wczesnych latach szkolnych. Taka jestem wygodna, a co !
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:35
                                                    tak się złożyło, ze ja wtedy pracowałam od 7:30 do 19-tej a bywało
                                                    ze do 22-giej..mój małż nauczał w technikum dziennym i na
                                                    wieczorówce..od 8-mej do 20-tej z godzinna przerwą..dzieci były
                                                    prymusami w swoich klasach..to nie jest kwestia wiary..mam
                                                    zeskanować świadectwa???
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:01
                                                    Aha. No z czymś takim dyskutować nie sposób.
                                                    > Pierwszoklasista, który wraca ze szkoły, sam z własnej
                                                    nieprzymuszonej woli o
                                                    > wyznaczonej przez siebie samego godzinie siada do odrabiania
                                                    lekcji. I robi to
                                                    > systematycznie. I ma świetne oceny.
                                                    >
                                                    > Przyznaję, że nie znam drugiego takiego fenomenu.
                                                    > I nie wiem czemu mam przeczucie, że uciekasz w świat fantazji
                                                    byleby tylko
                                                    > udowodnić swoją tezę o fundamentalnym znaczeniu usamodzielniania
                                                    przedszkolaka
                                                    > w
                                                    > celu posiadania w domu w pełni samodzielnego i niekłopotliwego
                                                    modelu dziecka w
                                                    > wieku szkolnym smile))

                                                    - ja tak sie właśnie zachowywałam i przez całą szkołę, od I klasy,
                                                    byłam prymuską. Przykro mi dowiedzieć się, że jestem tworem
                                                    fantazji.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:37
                                                    > Pierwszoklasista, który wraca ze szkoły, sam z własnej nieprzymuszonej woli o
                                                    > wyznaczonej przez siebie samego godzinie siada do odrabiania lekcji. I robi to
                                                    > systematycznie. I ma świetne oceny.
                                                    >
                                                    > Przyznaję, że nie znam drugiego takiego fenomenu.

                                                    He he, ja jestem takim fenomenem. Dokładnie tak było - sama, bez przymusu, odrabiałam lekcje, od razu z reguły, żeby szybciej móc wyjść na podwórko (ale nie było żadnego nie wyjdziesz, dopóki nie odrobisz). Nikt nie sprawdzał, czy mam odrobione. Prawie całą podstawówkę (a było to wtedy 8 klas) przejechałam na samych piątkach (szóstek wtedy nie było). Dopiero w dwóch ostatnich latach parę czwórek się pojawiło. W siódmej czy ósmej klasie zdarzało mi się poprosić o pomoc w naukach ścisłych, ja raczej humanistką jestem.
                                                    To nie jest fantasy i nie wymyśliłam tego na potrzeby tego wątku.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:51
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > He he, ja jestem takim fenomenem. Dokładnie tak było - sama, bez przymusu,
                                                    odrabiałam lekcje, od razu z reguły, żeby szybciej móc wyjść na podwórko

                                                    Uważasz się za osobę bardzo uzdolnioną ? Czy przyswajanie wiedzy humanistycznej
                                                    (twojej ulubionej) kiedykolwiek sprawiało ci trudność ?
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:01
                                                    nie wiem jak Joli, ale mi zawsze cos co robiłam z własnej woli
                                                    sprawiało przyjemnośc w odróżnieniu od tego co na mnie wymuszano...
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:03
                                                    pa..a wiedza nie "wmuszana" wchodzi do "łebka" jak w masło..smile)
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:05
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > artjoasia napisała:
                                                    >
                                                    > > He he, ja jestem takim fenomenem. Dokładnie tak było - sama, bez przymusu
                                                    > ,
                                                    > odrabiałam lekcje, od razu z reguły, żeby szybciej móc wyjść na podwórko
                                                    >
                                                    > Uważasz się za osobę bardzo uzdolnioną ? Czy przyswajanie wiedzy humanistycznej
                                                    > (twojej ulubionej) kiedykolwiek sprawiało ci trudność ?

                                                    Gajuś, bo tu jest trochę racji. Przeciętnemu uczniowi brakuje nie tyle
                                                    uzdolnień, co obowiązkości i systematyczności - i głównie nad tym pracują
                                                    rodzice, którzy "zasiadają z nim do lekcji".
                                                    Chociaż wiesz, jak tak czasem na emamie zawiśnie wątek "pomóżcie w zadaniu z
                                                    matematyki", to się zaczynam zastanawiać...

                                                    PS. Skonsultowałam się z moją mamą. Jedyne, co robiła w sprawie mojej nauki, to
                                                    w czwartej klasie (kiedy weszły poważne przedmioty typu biologia, historia czy
                                                    geografia) dała mi parę wskazówek JAK SIĘ UCZYĆ. Bo ja - dziecię zdolne -
                                                    potrafiłam wyryć pół podręcznika na pamięć, słowo w słowo, w ciągu wieczoru i
                                                    cechowałam się sporą nadgorliwością, jeśli chodzi o napychanie sobie głowy
                                                    zbędnymi informacjami dla samej przyjemności gromadzenia danych (co mi, cholera,
                                                    do tej pory zostało tongue_out).
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:16
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > gaja78 napisała:
                                                    >
                                                    > > artjoasia napisała:
                                                    > >
                                                    > > > He he, ja jestem takim fenomenem. Dokładnie tak było - sama, bez pr
                                                    > zymusu
                                                    > > ,
                                                    > > odrabiałam lekcje, od razu z reguły, żeby szybciej móc wyjść na podwórko
                                                    > >
                                                    > > Uważasz się za osobę bardzo uzdolnioną ? Czy przyswajanie wiedzy humanist
                                                    > ycznej
                                                    > > (twojej ulubionej) kiedykolwiek sprawiało ci trudność ?
                                                    >
                                                    > Gajuś, bo tu jest trochę racji. Przeciętnemu uczniowi brakuje nie tyle
                                                    > uzdolnień, co obowiązkości i systematyczności - i głównie nad tym pracują
                                                    > rodzice, którzy "zasiadają z nim do lekcji".

                                                    Nie no wiem, racja. A tak się spytałam Artjoasi, ryzykując, że albo trafię i
                                                    będę miała dowód na poparcie swoich tez, albo i nie wink))
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:21
                                                    o żesz Ty! orzeszku..smile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:30
                                                    Ten orzeszek do czego, bo się już pogubiłam? Sortowanie u mine
                                                    siadło.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:33
                                                    Nie no wiem, racja. A tak się spytałam Artjoasi, ryzykując, że albo
                                                    trafię i
                                                    będę miała dowód na poparcie swoich tez, albo i nie wink))

                                                    do tego..Gaji smile
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:35
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Ten orzeszek do czego, bo się już pogubiłam? Sortowanie u mine
                                                    > siadło.

                                                    Hyh, mnie też siadło. Ale fajny taki przerywnik Babciowy smile)
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:44
                                                    znaczy mam certyfikat na "babcię"??
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:52
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > znaczy mam certyfikat na "babcię"??

                                                    Nie wiem, do czego to się odnosi, ale na wszelki wypadek piszę - TAK big_grinDDD

                                                    Przy tej ilości postów w wątku i pochrzanionym sortowaniu zaczyna się robić
                                                    zabawnie. Proponuję używać opcji "odpowiedz cytując", albo hmm... załóżmy sobie
                                                    własne forum, dziewczyny big_grinDDDD
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:58
                                                    Przecież mamy już własne forum, bo nikt obcy już nie wejdzie.
                                                    Musiałby przeczytać 900 poplątanych postów, żeby zrozumieć, o co
                                                    chodzi.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 23:08
                                                    może czas na "podsumowanie podsumowania", bo zanim przesledziłam co
                                                    dzis napisałyście zanim mogłam dołączyć zajeło mi to koło
                                                    godziny...a i tak nie czułam, że jestem na bieżąco...
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 23:15
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > może czas na "podsumowanie podsumowania"

                                                    Aaa. Ratunku big_grinDD
                                                    Babciu, nie żartuj. Jak będzie jeszcze "podsumowanie podsumowania" to zawalę ten
                                                    tydzień na studiach, jak bozię kocham tongue_out, będę chodzić spać o 4.00 rano, a
                                                    dzieci będę musiała chyba oddać do przytułku na 24h. Faceta też oddam, żeby mi
                                                    nie przeszkadzał w forumowaniu, a co! tongue_outPP
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 23:26
                                                    ciiii..lepszajsze to niz ogladanie TV czy insze takie..przynajmniej
                                                    mi się bardziej podoba..choc mój Małż już się "odnosił" do mojego
                                                    forumowania..ale ja i tak czekam kiedy moje dziecki będą miały
                                                    możliwośc połaczenia na skypie i bede mogła popatrzec na wnuczka..to
                                                    mnie tam za jedno...smile))
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 00:35
                                                    hmm..dobrze żarło i zdechło.. to idę sobie na kurnik..nie mylić z
                                                    kokoko, dziub, dziub, dziub..( to do mamy-kotuli..smile))) pozdrawiam i
                                                    do nastepnego...
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 23:05
                                                    chyba czas najwyższy, bo ten watek dobija juz tysiąca i
                                                    zorientowanie co, do kogo i dlaczego zaczyna przypominac loterię a
                                                    ten wtręt był odnośnie orzeszka "babciowego" smile)) a ja jestem babcia
                                                    całkiem nowa i tak sobie wdepnełam na to forum w czerwcu zeszłego
                                                    roku coby sie "podszkolić" zanim wnusio sie urodzi..i
                                                    mnie "wsiorbało"
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:19
                                                    Twoja mama postąpiła mądrze. Co do roli rodziców - także uważam, że
                                                    pomoc rodziców w odrabianiu lekcji wręcz dziecko ogłupia, bo zwalnia
                                                    z poczucia obowiązku i odpowiedzialności i nie pozwala mu się
                                                    nauczyć samodzielnej pracy. Znam wypadek córki rozwiedzionych
                                                    rodziców. Matka, z którą pozostała, nie zna francuskiego, którego
                                                    córka uczy się w szkole. I córka już parę lat nie jest w stanie
                                                    uczyć się francuskiego i odrabiać lkcji, bo zawsze odrabiała je z
                                                    ojcem. Z innych przedmiotów sobie radzi, bo kompetencje matki
                                                    wystarczą. ZAniedbanie nie jest więc wynikiem szoku po rozwodzie
                                                    rodziców, ale tego, że panienka w ogóle nie umie odrabiać sama
                                                    lekcji.
                                                    Natomiast uważam, że rodzice powinni dyskretnie monitorować, czy
                                                    dziecku idzie to łatwo, czy trudno. Jeśli pojawiają się trudności,
                                                    trzeba natychmiast zorganizować pomoc (własną, korepetycje, pomoc
                                                    zdolniejszych kolegów, etc. zależnie od sytuacji), by nie powstały
                                                    zaległości, które zniechęcą dziecko do systematycznej pracy. To
                                                    wystarczy.
                                                    I jeszcze jedno: narzucanie się przez rodziców z pomocą i
                                                    niedowierzanie niektórych dyskutantek, że dzieci są zdolne same
                                                    odrobić lekcje, to chyba kontynuacja przekonania, ze dzieci są
                                                    głupiutkie. Przecież program szkolny jest dostosowany do zdolności
                                                    przeciętnego dziecka, więc ono powinno umieć samo go opanować.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:30
                                                    I jeszcze jedno: narzucanie się przez rodziców z pomocą i
                                                    niedowierzanie niektórych dyskutantek, że dzieci są zdolne same
                                                    odrobić lekcje, to chyba kontynuacja przekonania, ze dzieci są
                                                    głupiutkie. Przecież program szkolny jest dostosowany do zdolności
                                                    przeciętnego dziecka, więc ono powinno umieć samo go opanować.
                                                    Znam mamy, które uwazały to za swój swięty obowiązek i siadały z
                                                    dziećmi do lekcji zanim te wogóle wymagały takiej pomocy..
                                                    a z innej beczki..miałam prawko od 18-tego roku zycia ale własny
                                                    pojazd posiadłam w wieku 36-ciu..wczesniej z róznych powodów
                                                    praktycznie nie jeździłam i własciwie musiałam się nauczyc od nowa.
                                                    Jeżdziliśmy z Małżem "naszym" autkiem, ony mi mówił co i jak mam
                                                    robic..i szło mi mniej niz srednio...az kiedyś mnie wkurżył tak, ze
                                                    stwierdziłam, że mam go głęboko w powazaniu i momo, ze siedział na
                                                    sąsiednim siedzeniu uznałam, że będe jechać tam i tak jak uznam za
                                                    stosowne..Olałam wszelkie jego sugestie..Po powrocie do domu
                                                    stwierdził, że dziś to jeździłam jak "stary kierowca" ino jak na
                                                    jego gust za szybko smile)))("zabojał się" bo nie miał zaufania)
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 10:35
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > I jeszcze jedno: narzucanie się przez rodziców z pomocą i
                                                    > niedowierzanie niektórych dyskutantek, że dzieci są zdolne same
                                                    > odrobić lekcje, to chyba kontynuacja przekonania, ze dzieci są
                                                    > głupiutkie. Przecież program szkolny jest dostosowany do zdolności
                                                    > przeciętnego dziecka, więc ono powinno umieć samo go opanować.

                                                    Ależ Babciu ja wierzę jak najbardziej w możliwości przyswajania wiedzy przez
                                                    dzieci. Natomiast szczerze wątpię w ich spontaniczną obowiązkowość i
                                                    systematyczność w odrabianiu lekcji smile

                                                    > Znam mamy, które uwazały to za swój swięty obowiązek i siadały z
                                                    > dziećmi do lekcji zanim te wogóle wymagały takiej pomocy..

                                                    smile
                                                    Siadanie do lekcji z dzieckiem nie wynika najczęściej z potrzeby pomocy dziecku
                                                    w przyswajaniu wiedzy, ale z potrzeby nauki systematyczności. A wiedza w
                                                    przypadku większości dzieci przyswajana sie lepiej, gdy towarzyszy jej
                                                    systematyczność.

                                                    > a z innej beczki..miałam prawko od 18-tego roku zycia ale własny
                                                    > pojazd posiadłam w wieku 36-ciu..wczesniej z róznych powodów
                                                    > praktycznie nie jeździłam i własciwie musiałam się nauczyc od nowa.
                                                    > Jeżdziliśmy z Małżem "naszym" autkiem, ony mi mówił co i jak mam
                                                    > robic..i szło mi mniej niz srednio...az kiedyś mnie wkurżył tak, ze
                                                    > stwierdziłam, że mam go głęboko w powazaniu i momo, ze siedział na
                                                    > sąsiednim siedzeniu uznałam, że będe jechać tam i tak jak uznam za
                                                    > stosowne..Olałam wszelkie jego sugestie..Po powrocie do domu
                                                    > stwierdził, że dziś to jeździłam jak "stary kierowca" ino jak na
                                                    > jego gust za szybko smile)))("zabojał się" bo nie miał zaufania)

                                                    Świetne porównanie. Bardzo adekwatne. Rozwinięty umysł 36 kobiety i rozwijający
                                                    się umysł 7-latka smile))
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:33
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Przecież program szkolny jest dostosowany do zdolności
                                                    > przeciętnego dziecka, więc ono powinno umieć samo go opanować.

                                                    Nie samo - z pomocą nauczyciela w szkole.
                                                    A nauczyciele to już inna bajka, zgadza się?
                                                    Tak sobie myślę, że jakbym miała w podstawówce takiego nauczyciela od fizyki, jakiego mam teraz na studiach, to 3/4 klasy miałoby z tej fizyki 5 i 6 i nie musiałabym na klasówkach pisać prac dla 3 osób naraz big_grinDDDD

                                                    Inna sprawa - już bardziej współczesna. Mam porównanie, bo udzielam korepetycji z matematyki. Czasem muszę pięć razy przeczytać zadanie, aby skumać "co poeta miał na myśli", ponieważ jest tak niefortunnie sformułowane. Mam wrażenie, że za moich czasów <lol, ja to napisałam? szook> podręczniki były pisane zdecydowanie jaśniej, mimo, że zakres materiału był większy.

                                                    Pomoc rodziców w przypadku dziecka przeciętnego - nie szczególnie uzdolnionego - jest też konieczna, kiedy młode narobi sobie zaległości, np. podczas dwutygodniowej choroby. Uzdolnione poradzi sobie samo, mniej zdolne niekoniecznie smilesmilesmile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:41
                                                    Nie samo - z pomocą nauczyciela w szkole.
                                                    > A nauczyciele to już inna bajka, zgadza się?

                                                    - te dzieci chodzą jednak do szkół. Nauczyciele są różni, ale
                                                    aktualny program znają swego przedmiotu jednak zwykle lepiej od
                                                    rodziców. A rodzice oczywiście powinni monitorować, czy wiedza
                                                    przynoszona ze szkoły to nie jakieś brednie, bo nauczyciel
                                                    niedouczony, i wtedy alarm.
                                                    O tym, ze należy pilnować, żeby dzieci nie narobiły sobie
                                                    zaległości, pisałam, Natomiast nie uważam, że rodzice powinni
                                                    codziennie odrabiać lekcje z dziećmi, bo wtedy one nigdy nie nauczą
                                                    się samodzielnej pracy intelektualnej.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:52
                                                    sorki tu sie z Toba nie zgodze, bo akurat ja i moje dziecki
                                                    najczęściej wyprzedzalismy program nauczania, przynajmniej w
                                                    podstawówce..tak sobie zdobywalismy wiedze na własna
                                                    rękę..najczęsciej nauczycielowi nie wypadało postawic złej oceny
                                                    kiedy na dany temat uczeń wiedział więcej niz przewidywał program
                                                    nauczania..w średnich juz bywało inaczej..czesto ocena nie miała nic
                                                    wspólnego zpoziomem wiedzy i należało się znia pogodzić lub rozwalać
                                                    głowa mur z zwoływaniem komisji egzaminacyjnej lub
                                                    podobnymi "mecyjami"..Ja moje dziecki nauczyłam, albo przekazałam..,
                                                    że to co wiedzą to ich "kapitał"..procentuje teraz na studiach, choć
                                                    wszyscy matury zdaliśmy z ocenami w górnej strefie stanów srednich a
                                                    nawet lepiej..czasem oceny..to koniunktura..i na to tez trzeba
                                                    dzieci przygotowac by niepotrzebnie nie "obraziły się" na wiedzę
                                                    zamiast na "durnowatych" nauczycieli
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 10:40
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > O tym, ze należy pilnować, żeby dzieci nie narobiły sobie
                                                    > zaległości, pisałam, Natomiast nie uważam, że rodzice powinni
                                                    > codziennie odrabiać lekcje z dziećmi, bo wtedy one nigdy nie nauczą
                                                    > się samodzielnej pracy intelektualnej.

                                                    Cholera. Przez pierwsze 2 lata podstawówki mama siedziała przy mnie gdy
                                                    odrabiałam lekcje. Patrz i karierę naukową teraz robię - podobnie jak ty.
                                                    Fenomen, co ?

                                                    Siedzenie przy dziecku podczas odrabiania lekcji jest zwyczajną nauką
                                                    systematyczności i organizacji odrabiania lekcji. "Pokaż co masz zadane? Dobrze,
                                                    najpierw matematyka ? Niech będzie. Dużo masz zadań ? To zaczynamy od
                                                    pierwszego. Zrób, a mama potem sprawdzi".

                                                    Faktycznie, masakryczne wyręczanie dziecka ;P
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 11:43
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > srebrnarybka napisała:
                                                    >
                                                    > > O tym, ze należy pilnować, żeby dzieci nie narobiły sobie
                                                    > > zaległości, pisałam, Natomiast nie uważam, że rodzice powinni
                                                    > > codziennie odrabiać lekcje z dziećmi, bo wtedy one nigdy nie nauczą
                                                    > > się samodzielnej pracy intelektualnej.
                                                    >
                                                    > Cholera. Przez pierwsze 2 lata podstawówki mama siedziała przy mnie gdy
                                                    > odrabiałam lekcje. Patrz i karierę naukową teraz robię - podobnie jak ty.
                                                    > Fenomen, co ?

                                                    Iiii tam, fenomen. Fuksa miałaś i tyle tongue_outPPP

                                                    Gaja, ja myślę, że wiem, w czym leży główny problem tej dyskusji. Szafowanie słowami "nigdy", "zawsze", "każdy" - w których, bez urazy,
                                                    celuje Srebrnarybka.
                                                    Oczywiście, że prowadzenie dziecka za rączkę - czyli pilnowanie "za dziecko" aby miało odrobione lekcje, powoduje, że dziecko ma mniejsze szanse na naukę samodzielnej pracy i najprawdopodobniej będzie z tym miało trudności i będzie musiało włożyć więcej wysiłku. Mam poczucie, że to miała na myśli Srebrnarybka, pisząc "takie dziecko NIGDY nie nauczy się samodzielnej pracy".
                                                    Kategoryczne stwierdzenia nie są wskazane w dyskusjach nt. czynnika ludzkiego, ponieważ czynnik ludzki nie rządzi się aksjomatami. I tyle.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 12:30
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Iiii tam, fenomen. Fuksa miałaś i tyle tongue_outPPP
                                                    >
                                                    > Gaja, ja myślę, że wiem, w czym leży główny problem tej dyskusji. Szafowanie sł
                                                    > owami "nigdy", "zawsze", "każdy" - w których, bez urazy,
                                                    > celuje Srebrnarybka.
                                                    > Oczywiście, że prowadzenie dziecka za rączkę - czyli pilnowanie "za dziecko" ab
                                                    > y miało odrobione lekcje, powoduje, że dziecko ma mniejsze szanse na naukę samo
                                                    > dzielnej pracy i najprawdopodobniej będzie z tym miało trudności i będzie musia
                                                    > ło włożyć więcej wysiłku. Mam poczucie, że to miała na myśli Srebrnarybka, pisz
                                                    > ąc "takie dziecko NIGDY nie nauczy się samodzielnej pracy".
                                                    > Kategoryczne stwierdzenia nie są wskazane w dyskusjach nt. czynnika ludzkiego,
                                                    > ponieważ czynnik ludzki nie rządzi się aksjomatami. I tyle.
                                                    >

                                                    I o to właśnie chodzi, o to chodzi. O opisywanie swoich doświadczeń i dorabianie
                                                    do nich ideologii z wykorzystaniem słów "zawsze", "nigdy", "wszyscy", "nikt".
                                                    Tak jak wspominałaś kilka razy - robi się z tego świat binarny, gdzie panują
                                                    fałszywe zależności bezpośrednie typu:
                                                    [nauka samodzielności w wieku przedszkolnym] -> [brak konieczności zaganiania
                                                    dziecka do odrabiania lekcji w wieku szkolnym].

                                                    To nie jest do końca tak, dziecko ma swój charakter. Każde inny. Na jedno
                                                    dziecko wspomniana nauka samodzielności zadziała pozytywnie i powyższe zdanie
                                                    będzie prawdziwe. Ale dla innego ta nauka samodzielności przekroczy jakiś próg
                                                    bezpieczeństwa i dziecko przygniecione tą wymaganą samodzielnością będzie
                                                    podchodzić do nauki biernie, obojętnie. Kurcze znam takie dzieci. Do dziś mają
                                                    problem w temacie zdobywania wykształcenia. A ich matce wydawało się, że wymaga
                                                    od przedszkolaka właśnie tyle, na ile ten przedszkolak jest gotowy. Niestety,
                                                    źle to oceniła.
                                                    A jeszcze u innego dziecka nauka samodzielności niewiele zmieni. I tak trzeba
                                                    będzie go pilnować z lekcjami i tak.
                                                  • gaja78 Oczywiście 06.03.08, 12:44
                                                    Może być też tak, że w przypadku tego dziecka:

                                                    > Na jedno
                                                    > dziecko wspomniana nauka samodzielności zadziała pozytywnie i powyższe zdanie
                                                    > będzie prawdziwe.

                                                    I w przypadku tego dziecka:

                                                    > Ale dla innego ta nauka samodzielności przekroczy jakiś próg
                                                    > bezpieczeństwa i dziecko przygniecione tą wymaganą samodzielnością będzie
                                                    > podchodzić do nauki biernie, obojętnie.

                                                    Nauka samodzielności w ogóle nie miała znaczenia i pozorna korelacja jest tylko
                                                    zbiegiem okoliczności smile
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 13:12
                                                    > To nie jest do końca tak, dziecko ma swój charakter. Każde inny. Na jedno
                                                    > dziecko wspomniana nauka samodzielności zadziała pozytywnie i powyższe zdanie
                                                    > będzie prawdziwe. Ale dla innego ta nauka samodzielności przekroczy jakiś próg
                                                    > bezpieczeństwa i dziecko przygniecione tą wymaganą samodzielnością będzie
                                                    > podchodzić do nauki biernie, obojętnie. Kurcze znam takie dzieci. Do dziś mają
                                                    > problem w temacie zdobywania wykształcenia. A ich matce wydawało się, że wymaga
                                                    > od przedszkolaka właśnie tyle, na ile ten przedszkolak jest gotowy. Niestety,
                                                    > źle to oceniła.
                                                    > A jeszcze u innego dziecka nauka samodzielności niewiele zmieni. I tak trzeba
                                                    > będzie go pilnować z lekcjami i tak.

                                                    No właśnie. Widzę tutaj ZALĄŻEK pewnego kompromisu - czy może wzrok mnie myli...? Dokładnie to samo napisałam w związku z chodzeniem do warzywniaka czy czymś podobnym, raczej już nie znajdę teraz.
                                                    A słów "nigdy" czy "zawsze" niestety często w ferworze walki nadużywamy, jednak tylko dla zwiększenia efektu, tak naprawdę chyba nikt tak nie myśli (he he, "nikt").
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 13:17
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > No właśnie. Widzę tutaj ZALĄŻEK pewnego kompromisu - czy może wzrok mnie myli..
                                                    > .? Dokładnie to samo napisałam w związku z chodzeniem do warzywniaka czy czymś
                                                    > podobnym, raczej już nie znajdę teraz.

                                                    Ale w przypadku odrabiania lekcji nie w chodzi w grę ocenianie gotowości dziecka
                                                    do stawienia czoła bezpośredniemu zagrożeniu zdrowia lub życia.

                                                    > A słów "nigdy" czy "zawsze" niestety często w ferworze walki nadużywamy, jednak
                                                    > tylko dla zwiększenia efektu, tak naprawdę chyba nikt tak nie myśli (he he, "n
                                                    > ikt").

                                                    wink)))
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 13:25
                                                    > Ale w przypadku odrabiania lekcji nie w chodzi w grę ocenianie gotowości
                                                    dziecka do stawienia czoła bezpośredniemu zagrożeniu zdrowia lub życia.

                                                    Iii tam, przecież może połknąć gumkę do mazania i się nią zadławić wink
                                                    I nie mówcie mi, że 7-latek nie zrobiłby tego - przecież jak wcześniej nie miał
                                                    z gumką doświadczenia, to może się coś takiego wydarzyć wink))))
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 13:46
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Iii tam, przecież może połknąć gumkę do mazania i się nią zadławić wink
                                                    > I nie mówcie mi, że 7-latek nie zrobiłby tego - przecież jak wcześniej nie miał
                                                    > z gumką doświadczenia, to może się coś takiego wydarzyć wink))))
                                                    >

                                                    big_grinDDDDDDDDDDD
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 13:53
                                                    a zdrowie psychiczne to pies?? tongue_out
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 14:53
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > a zdrowie psychiczne to pies?? tongue_out

                                                    To jest dalej do tematu psa? tongue_outP

                                                    Kobitki kochane, używajcie proszę opcji "odpowiedz cytując", bo ja się zaczynam
                                                    gubić w czasoprzestrzeni big_grinDDD

                                                    PS. Tak, zdaję sobie sprawę, że to nie było do tematu psa, ale za Chiny Ludowe
                                                    nie wiem, do czego to odnosić. To jeszcze lepsze niż orzeszek suspicious
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 15:31
                                                    > PS. Tak, zdaję sobie sprawę, że to nie było do tematu psa, ale za
                                                    Chiny Ludowe
                                                    > nie wiem, do czego to odnosić. To jeszcze lepsze niż orzeszek suspicious
                                                    noo w skrócie do tego, że dziecko wdrażane do jakis tam swoich
                                                    małych obowiazków od wczesnych lat łatwiej przyjmuje, ze ma kolejny
                                                    tym razem juz poważny obowiązek..szkolny (gdzieś niżej pisałam o
                                                    naszych rozmowach z dzieckami ale nie zostało zauważone chyba bo
                                                    nikt sie nie ustosunkował). Dziecko, które jak pisałyśmy wcześniej
                                                    jest wychowywane w całkowitej niefrasobliwości, braku szacunku
                                                    dla "prac" rodziców i mające ich do dyspozycji "na kazde rządanie"
                                                    trudniej się pogodzi z tym ze coś "musi" i trudniej będzie mu robic
                                                    to z własnej inicjatywy..będzie to odbierać jak "karę" tym bardziej,
                                                    że w takich warunkach i głowa mniej chłonna
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 23:25
                                                    tak tu cicho i spokojnie..aż smutno..
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 07.03.08, 15:52
                                                    > tak tu cicho i spokojnie..aż smutno..

                                                    Wątek nam chyba umarł śmiercią naturalną, niech mu ziemia lekką będzie...
                                                    Ale było mi naprawdę przyjemnie trochę się powykłócać w tak miłym i
                                                    inteligentnym gronie (chociaż z tego powodu ZANIEDBAŁAM dziecko w sposób
                                                    podpadający zapewne pod jakiś paragraf...)
                                                    Dziękuję Wam wszystkim za arcyciekawą dyskusję!
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 14:19
                                                    > Ale w przypadku odrabiania lekcji nie w chodzi w grę ocenianie gotowości dzieck
                                                    > a
                                                    > do stawienia czoła bezpośredniemu zagrożeniu zdrowia lub życia.

                                                    Tak, ale w tym przypadku stwierdzenie, że każde dziecko reaguje inaczej na
                                                    powierzone mu zadanie, jest równie prawdziwe. I nie o ocenianie chodzi -
                                                    ocenianie musi odbyć się wcześniej, wielokrotnie i w sytuacjach bezpiecznych.
                                                  • artjoasia Luźna dygresja 06.03.08, 15:44
                                                    Zamierzałam się z tym tekstem wstrzelić gdzieś w okolice wypadania przez okno,
                                                    ale chyba zmysł orientacji zaczął mi już nieco szwankować (a myślałam, że to
                                                    tylko u mnie coś się porobiło!). Więc niech będzie tutaj.

                                                    My już chyba nie wysysamy z mlekiem matki wiedzy o niebezpieczeństwie. Nie
                                                    musimy już dbać o wszystko sami, na własną odpowiedzialność; robią to za nas
                                                    przeróżne cuda techniki - czujniki, zabezpieczenia przed przegrzaniem, zalaniem,
                                                    zapaleniem... Jesteśmy otoczeni sprzętami, które "myślą" i "działają" za nas.
                                                    Możemy nie pamiętać np. o wyłączeniu żelazka czy kuchenki i nie spowodujemy
                                                    pożaru. Możemy na śliskiej nawierzchni z całej siły dać po hamulcach wbrew
                                                    wszelkim zasadom i nie wpadniemy w poślizg. I tak dalej. Zatraciliśmy już chyba
                                                    resztki atawistycznych instynktów, które jeszcze niedawno pozwalały nam
                                                    przetrwać, jednak w miarę rozwoju cywilizacji stały się zbędne. Na przykład
                                                    chyba nikt już dziś nie czuje prawdziwego, naturalnego respektu przed ogniem, bo
                                                    na codzień nie mamy z nim do czynienia, nawet głupie zapałki wyszły z
                                                    powszechnego użycia. Chyba staliśmy się znacznie mniej ostrożni, ponieważ ciężar
                                                    odpowiedzialności został z nas w dużej mierze zdjęty. I dlatego być może nasze
                                                    dzieci tej wrodzonej ostrożności mieć nie będą.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 12:14
                                                    > Cholera. Przez pierwsze 2 lata podstawówki mama siedziała przy mnie gdy
                                                    > odrabiałam lekcje. Patrz i karierę naukową teraz robię - podobnie jak ty.
                                                    > Fenomen, co ?

                                                    A może wcale NIE MUSIAŁA siedzieć? Może gdyby nie siedziała, efekt byłby ten sam?
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 12:23
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > > Cholera. Przez pierwsze 2 lata podstawówki mama siedziała przy mnie gdy
                                                    > > odrabiałam lekcje. Patrz i karierę naukową teraz robię - podobnie jak ty.
                                                    > > Fenomen, co ?
                                                    >
                                                    > A może wcale NIE MUSIAŁA siedzieć? Może gdyby nie siedziała, efekt byłby ten sa
                                                    > m?

                                                    Artjoasiu, oczywiście masz rację.

                                                    Ale myślę, że te słowa Gai miały być kontrargumentem obalającym tezę Srebrnejrybki, że - niedokładnie cytuję - "dziecko, któremu rodzice pomagają w odrabianiu lekcji NIGDY nie nauczy się samodzielnej pracy". Bo jak wskazuje przykład Gai - jednak nauczyła się samodzielnej pracy pomimo obecności rodzica smile

                                                    Chodziło o to, że obecność rodzica i pomoc w odrabianiu lekcji nie sprawi w 100% że dziecko nie będzie samodzielne.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 12:39
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > > Cholera. Przez pierwsze 2 lata podstawówki mama siedziała przy mnie gdy
                                                    > > odrabiałam lekcje. Patrz i karierę naukową teraz robię - podobnie jak ty.
                                                    > > Fenomen, co ?
                                                    >
                                                    > A może wcale NIE MUSIAŁA siedzieć? Może gdyby nie siedziała, efekt byłby ten sa
                                                    > m?

                                                    Musiała, musiała. Chodziło o moje zapominanie i pewność siebie ;P
                                                    Na przekór światu namiętnie nie zapisywałam w szkole, co mam zrobić w domu. To
                                                    było takie uwłaczające - to notowanie zadania domowego, przecież wiadomo że tak
                                                    prostą rzecz da się zapamiętać ;P

                                                    Rodzice szybko się zorientowali, że tak mam. I dlatego mnie pilnowali,
                                                    sprawdzali co było na lekcjach, gdzie jest zostawione niezrobione ćwiczenie w
                                                    zeszycie i pytali, czy to na pewno nie było zadane. Ile razy zdziwiona
                                                    przypominałam sobie wtedy, że było ;P
                                                    Do tego straszny niechluj estetyczny byłam. Matka musiała mnie uczyć ładnego
                                                    przekreślania pomyłek, dbania o zeszyty, książki, itp.

                                                    Jak byłam w trzeciej klasie, już chyba mnie nie pilnowali. I już do końca
                                                    podstawówki nie zdarzyło się nieodrobione zadanie domowe. Może faktycznie sama z
                                                    tego wyrosłam, ale przynajmniej w tych pierwszych 2 latach liczba dwój na okazję
                                                    nieodrobionego zadania została skutecznie ograniczona ;P
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 12:07
                                                    > Inna sprawa - już bardziej współczesna. Mam porównanie, bo udzielam korepetycji
                                                    > z matematyki. Czasem muszę pięć razy przeczytać zadanie, aby skumać "co poeta
                                                    > miał na myśli", ponieważ jest tak niefortunnie sformułowane. Mam wrażenie, że z
                                                    > a moich czasów <lol, ja to napisałam? szook> podręczniki były pisane zd
                                                    > ecydowanie jaśniej, mimo, że zakres materiału był większy.

                                                    100/100. Identyczne wrażenie miałam już jakieś 10 lat temu. I śmiem twierdzić,
                                                    że nie jest to li tylko wrażenie...
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:19
                                                    ja w tym wieku praktycznie zastepowałam nauczycielkę np. geografii
                                                    bo tyle ile ja opanowałam z ciekawości(przed lekcją) o rzekach
                                                    swiata szperając po encylkopediach, słownikach i własnej
                                                    biblioteczce.. np. Ganges, Brahmaputra, Huang-Ho, Rio de La
                                                    Plata..to ona by musiała chyba cały wieczór ryć do kazdej
                                                    lekcji..wystarczyło mi pozwolic mówić..długość, dorzecze,
                                                    najwazniejsze przeprawy, miasta, historia odkryć..podręczniki do
                                                    danej klasy miałam zawsze przeczytane juz przed rozpoczeciem roku
                                                    szkolnego..bo mnie to rajcowało a nie dlatego, ze ktos mi kazał..
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 06.03.08, 11:56
                                                    > Uważasz się za osobę bardzo uzdolnioną ? Czy przyswajanie wiedzy humanistycznej
                                                    > (twojej ulubionej) kiedykolwiek sprawiało ci trudność ?

                                                    Tak i nie. Przez pierwsze 6 lat szkoły żaden przedmiot nie sprawiał mi
                                                    trudności, ze ścisłymi włącznie. W późniejszych latach równie łatwo przychodziło
                                                    mi nauczenie się biologii czy geografii, jak i polskiego. Jeśli coś mnie nie
                                                    interesowało, potrafiłam podobnie Jak Kotula wykuć sie na pamięć przez dwu- czy
                                                    trzykrotne przeczytanie. A problemy z matematyką czy zadaniami z fizyki brały
                                                    się z mojego braku systematyczności (tak, tak - byłam obowiązkowa, ale nie
                                                    systematyczna!), a nie z trudności w przyswajaniu.
                                                    Nie powiedziałabym, że przedmioty humanistyczne były moimi ulubionymi. Wiedzę
                                                    "szkolną" jako taką miałam raczej w głębokim poważaniu i zdecydowanie wolałam
                                                    to, czego w kanonach edukacji nie było. Lubiłam przyswajać wiedzę raczej z
                                                    innych źródeł. Lubiłam np. pisać bardzo kontrowersyjne wypracowania (w sensie
                                                    merytorycznym oczywiście), lubiłam też "zaginać" nauczycieli, których uważałam
                                                    za zwyczajnie głupich (a zdarzali się tacy).
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:24
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > babcia47 napisała:
                                                    >
                                                    > > Ps. moje koleżanki były zdziwione, ze ja nie wiem co to jest
                                                    > > odrabianie z dziećmi zadań domowych..że nie musze ich zaganiać i
                                                    > > jedyne co czasem robie to powtarzam "wykład" nauczyciela jub
                                                    > > wyjasniam jezeli cos nie zostało zrozumiane..ale to było tak rzadko,
                                                    > > ze prawie jakby nie było
                                                    >
                                                    > I tak od pierwszej klasy podstawówki, mimo braku twojego "nadzoru", miały zawsze odrobione prace domowe i śliczne świadectwa ?

                                                    Gaja, ja tak miałam tongue_outP
                                                    Bez jakiegokolwiek nadzoru big_grinDD
                                                    Jak nie odrobiłam pracy w domu, to płodziłam coś na kolanie przed lekcją, całą podstawówkę i średnią szkołę przeszłam z czerwonym paskiem. Moja mama NIGdY ze mną nie odrabiała lekcji, nic nie wyjaśniała, za to miałam dostęp do jej zeszytów ze szkoły średniej, które baardzo mi posłużyły w ostatnich latach szkoły podstawowej (np. w ósmej klasie zerżnęłam w całości wypracowanie mojej mamy o literaturze okupacyjnej suspicious>> - to wyjątek, bo przeważnie po prostu z nich korzystałam przy własnej pracy). W młodszych klasach podstawówki wszystkie lekcje odrabiałam z własnej woli w świetlicy szkolnej, czekając na odebranie z tejże.
                                                    No, ale ja zawsze dziwna byłam wink
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:30
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Gaja, ja tak miałam tongue_outP
                                                    > Bez jakiegokolwiek nadzoru big_grinDD

                                                    A to ok, czyli Babcia musiała mieć bardzo uzdolnione dzieci i tyle.
                                                    Zwracam honor - pomówienie o fantazjowanie było niepotrzebne, przepraszam.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:41
                                                    przyjęte..ale gdyby nie wypowiedź Mamy-kotuli znów zasłuzyłabym na
                                                    opinię babcci z matrixa..sad
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:16
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > przyjęte..ale gdyby nie wypowiedź Mamy-kotuli znów zasłuzyłabym na
                                                    > opinię babcci z matrixa..sad

                                                    Babciu, ale przecież ty nie piszesz jasno: "moje dzieci były wybitnie
                                                    uzdolnione". Ty twierdzisz, że te ich zdolności były TWOJĄ zasługą smile))
                                                    I dlatego sprawiasz wrażenie dyskutantki mało wiarygodnej. Przy czym oczywiście
                                                    to nikogo nie uprawnia do tego, żeby z całą pewnością wytykać ci, że fantazjujesz.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:25
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > babcia47 napisała:
                                                    >
                                                    > > przyjęte..ale gdyby nie wypowiedź Mamy-kotuli znów zasłuzyłabym
                                                    na
                                                    > > opinię babcci z matrixa..sad
                                                    >
                                                    > Babciu, ale przecież ty nie piszesz jasno: "moje dzieci były
                                                    wybitnie
                                                    > uzdolnione". Ty twierdzisz, że te ich zdolności były TWOJĄ
                                                    zasługą smile))
                                                    > I dlatego sprawiasz wrażenie dyskutantki mało wiarygodnej.

                                                    - nie zauważyłam, żeby Babcia pisała, że jej dzieci były wybitnie
                                                    zdolne i że to jej zasługa. Gdyby dzieci Babci były wyjątkowe, nie
                                                    nadawałyby się na przykład do dyskusji. Do tego, by pierwszak sam
                                                    zasiadł do odrabiania lekcji potrzebna jest przede wszysrkim
                                                    obowiązkowść, a nie zdolności.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:34
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Do tego, by pierwszak sam zasiadł do odrabiania lekcji potrzebna jest przede
                                                    wszysrkim obowiązkowść

                                                    Czy ja wiem?
                                                    Nigdy nie traktowałam "odrabiania lekcji" jako obowiązku. W ogóle "zasiadałam"
                                                    do nich jakoś tak odruchowo.
                                                    Nie było u mnie rytuału, jak u moich kolegów klasowych - rytuału pt. dziecko
                                                    wraca do domu, je obiad, chwilę się bawi a o 17.00 razem z mamą przegląda
                                                    zeszyty i sprawdza, co jest zadane.

                                                    Tylko, że ja po prostu to uwielbiałam. Uwielbiałam przeglądać swoje zeszyty,
                                                    czytać podręczniki i nie traktowałam tego jako obowiązku, tylko jako normalny
                                                    sposób na spędzanie czasu, tak, jak to robiłam do tej pory - czyli zanim poszłam
                                                    do szkoły.

                                                    Tylko, że ja typowym przypadkiem nie jestem. Głównie ze względu na to, że mam
                                                    ZA. I nie mogę służyć jako adekwatny przykład do obalania/potwierdzania tez
                                                    większościowych.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:48
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > - nie zauważyłam, żeby Babcia pisała, że jej dzieci były wybitnie
                                                    > zdolne i że to jej zasługa.
                                                    > Gdyby dzieci Babci były wyjątkowe, nie
                                                    > nadawałyby się na przykład do dyskusji. Do tego, by pierwszak sam
                                                    > zasiadł do odrabiania lekcji potrzebna jest przede wszysrkim
                                                    > obowiązkowść, a nie zdolności.

                                                    Babcia twierdzi, że samodzielne odrabianie lekcji przez jej dzieci z wynikami
                                                    bardzo dobrymi było jej zasługą. I w sumie nawet byłabym skłonna przyjąć ten
                                                    fakt, gdyby nie to, że gdzieś wcześniej była mowa o jej synu mającym
                                                    indywidualny tok nauczania na studiach i stypendium naukowe.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:58
                                                    a nie przyszło Ci do głowy, ze to, ze nigdy nie musiałam pilnować
                                                    czy sie uczą było wynikiem jakiegos tam ukierunkowanie zanim zaczęły
                                                    pobierac nauki? ..ze nie traktowały tego jako przymusu i spełniania
                                                    naszych (rodziców) zachcianek, marzeń czy jak to nazwiesz?..ze
                                                    pokazałam że nauka to nie tygrys ostrzący na nie kły lecz
                                                    przyjemnośc i korzyść?..i ze nawet to stypendium naukowe jest
                                                    kontynuacja jakiegoś tam wieloletniego trendu?
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:11
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > a nie przyszło Ci do głowy, ze to, ze nigdy nie musiałam pilnować
                                                    > czy sie uczą było wynikiem jakiegos tam ukierunkowanie zanim
                                                    zaczęły
                                                    > pobierac nauki? ..ze nie traktowały tego jako przymusu i
                                                    spełniania
                                                    > naszych (rodziców) zachcianek, marzeń czy jak to nazwiesz?..ze
                                                    > pokazałam że nauka to nie tygrys ostrzący na nie kły lecz
                                                    > przyjemnośc i korzyść?..i ze nawet to stypendium naukowe jest
                                                    > kontynuacja jakiegoś tam wieloletniego trendu?

                                                    - ja to ukierunkowanie nazwałam obowiązkowością. Tzn. dążeniem do
                                                    jakiegoś celu, a nie rozdrabnianiem się na doraźne przyjemności.
                                                    Kiedyś słyszałam takie mądre rozróżnienie między: "chce mi się",
                                                    a "ja chcę". Kiedy rano dzwoni budzik, to chce mi się dalej spać,
                                                    ale CHCĘ wstać, bo chcę np. zdązyć na pociąg, dlatego, że CHCĘ
                                                    pojechać dokądśtam, dlatego, że CHCĘ coś jeszcze etc. I umiejętność
                                                    zwalczania "chce mi się" przez "ja chcę" nazwałam obowiązkowością.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:30
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > babcia47 napisała:
                                                    >
                                                    > > przyjęte..ale gdyby nie wypowiedź Mamy-kotuli znów zasłuzyłabym na
                                                    > > opinię babcci z matrixa..sad
                                                    >
                                                    > Babciu, ale przecież ty nie piszesz jasno: "moje dzieci były wybitnie
                                                    > uzdolnione". Ty twierdzisz, że te ich zdolności były TWOJĄ zasługą smile))

                                                    No. Bo ja, nie da się ukryć, byłam dzieckiem wybitnie uzdolnionym i nadal jestem
                                                    (a moja skromność mnie powala na każdym kroku) tongue_outtongue_outtongue_out Jak każdy zresztą niemalże
                                                    Aspie big_grinDDD
                                                    I to odrabianie lekcji było dla mnie zdecydowanie lepszą zabawą, niż latanie po
                                                    podwórku czy budowanie z klocków suspicioussuspicious
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:41
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&wv.x=2&a=76603867
                                                    chyba ta moja wypowiedź gdzieś się zagubiła w przepastnym
                                                    wątku..poruszalismy siedząc sobie pod kołderką po kapieli dużo
                                                    dziwnych tematów..i zdziwiło by Cię na ile te rozmowy były
                                                    interesujace dla moich synów..i jakie wnioski wyciągali
                                                    samodzielnie..bo to co opisałam powyzej to ich wnioski samodzielne
                                                    po naprowadzeniu przeze mnie..a rozmowa trwała długo..podobnie było
                                                    z wieloma sprawami dotyczącymi "uswiadomienia", inicjacji
                                                    seksualnej, odpowiedzialności ze strony męzczyzny..nie poruszałam
                                                    tego ostatniego tematu z przedszkolakami oczywiście..ale kiedyś tam
                                                    pojawił się w 3-4 klasie podstawówki..wiele osób powiedziałoby, że
                                                    to za wcześnie..ale
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:50
                                                    ps. ja sama tez nigdy nie byłam pilnowana przez nikogo czy lekcje
                                                    odrobiłam..wracałam o godzinie 1-szej kiedy mama była jeszcze w
                                                    pracy..i jak chciałam się potem bawic do wieczora na podwórku to
                                                    musiałam zrobic lekcje, bo po powrocie było juz tylko mycie i
                                                    spanko..a rano do szkoły...zreszta ojca wtedy nie było na codzień
                                                    pod reka a moja mama nie nadawała się do pomocy w lekcjach..
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:47
                                                    > No, ale ja zawsze dziwna byłam wink
                                                    hmm to nie dziwię się teraz, ze znajomi okreslaja moje dzieci
                                                    jako "ćwirki" smile))
                                                  • artjoasia Rybka 05.03.08, 11:41
                                                    Ja jednak nie wierzę w tę matrycę 3 lat, bo
                                                    > i później człowiek się rozwija. Jako nastolatek ma tyle bodźców, że
                                                    > może zrobić się tego kasza.

                                                    Nie, nie miałam na myśli matrycy. Nie mamy raz na zawsze zaprogramowanych ściśle określonych cech czy zachowań - są to raczej takie bardzo ogólne ramy czy granice, w których potem poruszamy się przez resztę życie. RÓWNIEŻ zdolność dalszego rozwoju czy pracy nad swoim charakterem jest już wcześniej "wdrukowana" w nasze obwody mózgowe.
                                                    Spotkałam się również z teorią, że decydujące jest pierwsze pół roku...
                                                  • srebrnarybka Re: Rybka 05.03.08, 12:23
                                                    Ja oczywiście nie twierdzę, że wczesne dzieciństwo nie jest ważne.
                                                    Tylko uważam, że różne okresy życia są ważne, każdy inaczej. I nie
                                                    zgadzam się z teorią, że jeżeli nastolatek lub człowiek dorosły
                                                    popełnił jakikolwiek błąd, to stało się dlatego, że rodzice
                                                    zaniedbywali go przed trzecim rokiem życia albo pokladali w
                                                    nim "ciężar zbyt wielkiego zaufania". Po pierwsze byloby to za
                                                    proste, po drugie właściwie każdego zwalniałoby z odpowiedzialności
                                                    za własne życie. Bo jeśli zamordował, to na pewno dlatego, że kiedyś
                                                    w wieku 2 lat mama odesłała go do pokoju, żeby się sam pobawił, a
                                                    ona ugotuje obied i nie dostał dostatecznego kapitału miłości.
                                                    Przecięż to bzdura.
                                                  • artjoasia Re: Rybka 05.03.08, 12:47
                                                    Tak i nie.
                                                    Dla mnie odesłanie do drugiego pokoju nie jest żadnym zaniedbywaniem i uważam to
                                                    za normę, która absolutnie żadnych dewiacji nie ma prawa spowodować. Po prostu
                                                    młodsze pokolenie z niezrozumiałych dla mnie przyczyn trochę co innego uważa za
                                                    zaniedbywanie.
                                                    PRAWDZIWE zaniedbywanie, maltretowanie czy inne traumatyczne przeżycia MOGĄ (ale
                                                    nie muszą) być przyczyną późniejszych patologii. Jednak zrozumienie przyczyn
                                                    absolutnie nie jest równoznaczne z usprawiedliwianiem i zwalnianie z tego powodu
                                                    z odpowiedzialności uważam za pomyłkę. Ponieważ człowiek posiada jeszcze WOLNĄ
                                                    WOLĘ. Co dla mnie oznacza, że nie jest niewolnikiem swoich popędów i nie musi im
                                                    ulegać... (z pominięciem chorób psychicznych w potocznym rozumieniu).
                                                  • srebrnarybka Re: Rybka 05.03.08, 13:00
                                                    Zgadzam się w 110%. Dodam jeden tylko drobiazg - złe skutki może
                                                    spowodować także zaniedbanie czy traumatyczne przeżycie w wieku np.
                                                    7 lat, mimo, że wcześniej dziecko bylo wychowywane prawidłowo. Dla
                                                    wolennikow "teorii 3 lat" zdaje się, to już nie ma znaczenia, a
                                                    człowieka "zepsutego" w wczesnym dzieciństwie naprawić się już nie
                                                    da. Wobec tego matki małych dzieci obciąża się strasznym
                                                    brzemieniem, bo wpaja im się, że właśnie takie jedno odesłąnie
                                                    dziecka do pokoju, zeby się smao pobawiło, może przesądzić o całym
                                                    przyszłym życiu dziecka. Więc większość dzisiejszych matek żyje w
                                                    potwornym stressie. Jego skutkiem jest pewnie też agresja na forum.
                                                    Rozpisałam się, a miało być krótko.
                                                    Pozdrawiam Joasiu, bardzo mi się podobają Twoje posty i cieszę się,
                                                    że istnieją osoby, które widzą to samo, co ja. Życzę Tobie i Twojej
                                                    córeczce (? nie jestem pewna płci) dużo szczęścia w życiu.
                                                  • gaja78 Re: Rybka 05.03.08, 13:21
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Wobec tego matki małych dzieci obciąża się strasznym
                                                    > brzemieniem, bo wpaja im się, że właśnie takie jedno odesłąnie
                                                    > dziecka do pokoju, zeby się smao pobawiło, może przesądzić o całym
                                                    > przyszłym życiu dziecka.

                                                    Zaraz zaraz, myślałam że w całej tej dyskusji chodzi o cały proces wychowywania dzieci, nie jednorazowe zachowania.

                                                    Więc większość dzisiejszych matek żyje w
                                                    > potwornym stressie. Jego skutkiem jest pewnie też agresja na forum.

                                                    Nie no naprawdę ręce opadają ...
                                                  • srebrnarybka Re: Rybka 05.03.08, 14:03
                                                    Chodzi o cały proces wychowania dzieci, ale jeżeli każde głupstwo,
                                                    lub nawet normalne zachowanie uważa się za zaniedbanie, ktore może
                                                    mieć drastyczne skutki, to sprawa, że dzisiejsze matki żyją pod
                                                    straszną presją, że coś jest nie tak. I obawiam się, że osoba życąca
                                                    w ciągłym strachu nie może dobrze wychować dzieci.
                                                  • artjoasia Re: Rybka 05.03.08, 14:09
                                                    Ja też zauważyłam, że mniej więcej koło północy niektórym dyskutantkom takie
                                                    długie kły wyrastają... i jest to już niemal regułą.
                                                  • artjoasia Re: Rybka 05.03.08, 14:13
                                                    > Zaraz zaraz, myślałam że w całej tej dyskusji chodzi o cały proces wychowywania
                                                    > dzieci, nie jednorazowe zachowania.

                                                    Teoretycznie tak miało być, jednak właśnie te jednorazowe zachowania wałkowane
                                                    są od początku z uporem maniaka (od gorących saganów począwszy) i to właśnie one
                                                    są przyczyną tak wielu kontrowersji.
                                                  • artjoasia Re: Rybka 05.03.08, 14:58
                                                    Nadal czegoś nie rozumiem.
                                                    Cała dyskusja zaczęła się od tego, że parę osób rzuciło się jak rozszalałe harpie na Babcię, która - o zgrozo! - z własnej nieprzymuszonej woli ugotowała zupę jako sześciolatka. SKĄD takie piętnowanie sześciolatki, która nie tylko zrobiła coś pożytecznego (a mogłaby w tym czasie np. bezmyślnie oglądać kreskówki i nikt by się nie oburzał...) i w dodatku umiała to zrobić w sposób bezpieczny, ponieważ była do tego przygotowana??? Naprawdę w żaden sposób pojąć nie mogę, SKĄD teza o obarczaniu 3- czy 6-latka nadmierną odpowiedzialnością. Oczywiście tylko w swoim imieniu mogę pisać, jednak NIKT tutaj nie mówił o żadnym obarczaniu. Chyba wszystkie zakładamy, że trzylatek wysłany do warzywniaka ma prawo powiedzieć lub okazać, że się boi lub nie umie. Natomiast jeśli ten trzylatek DOJRZAŁ do takiego zadania emocjonalnie i fizycznie (co zostało przedtem wielokrotnie sprawdzone w bezpieczny sposób) - to w czym problem i gdzie to obarczanie?!?

                                                    Z czystej ciekawości zapytałam wczoraj mojego małża, kiedy zaczął zostawać sam w domu. Zostawał w wieku 3 lat - co więcej, do głowy mu nawet nie przyszło, żeby posądzać swoich rodziców o karygodne zaniedbanie. I naprawdę zdrowo się uśmiał, kiedy spytałam, czy nie czuł się wtedy obarczony zbyt dużą odpowiedzialnością.
                                                    To tak na marginesie.
                                                  • mama_kotula Re: Rybka 05.03.08, 15:16
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Chyba wszystkie zakładamy, że trzylatek wysłany do warzywniaka ma prawo powiedzieć lub okazać, że się boi lub nie umie. Natomiast jeśli ten trzylatek DOJRZAŁ do takiego zadania emocjonalnie i fizycznie (co zostało przedtem wielokrotnie sprawdzone w bezpieczny sposób) - to w czym problem i gdzie to obarczanie?!?

                                                    Joasia, a czy jesteś zdania, że trzylatek jest w stanie racjonalnie określić potencjalne niebezpieczeństwo?

                                                    Mój syn, niespełna 5-letni, ostatnio skoczył z łóżka piętrowego (wysokiego na 1,60) na podłogę. Obyło się bez żadnych urazów, na szczęście, ale na pytanie "synku, dlaczego to zrobiłeś, przecież rozmawialiśmy wiele razy, że jest to niebezpieczne?" odpowiedział "ale mamo, zobacz, ja wymyśliłem że będzie bezpieczne, skakałem na poduszkę i bardzo powolutku".
                                                    Spojrzałam na podłogę, a na podłodze rzeczona poduszka - jasiek grubości 3 cm tongue_outtongue_outtongue_out
                                                    Co do skakania "powolutku" to ledwo stłumiłam śmiech.
                                                    I zobacz, logicznie rozumował. Bo wiedział, że poduszka amortyzuje upadek, oraz że jak robimy coś wolniej, to przeważnie jest to bezpieczniejsze (gwałtownie nie niesiemy kubka z ciepłą herbatą itd.).
                                                  • artjoasia Re: Rybka 05.03.08, 15:27
                                                    Oczywiście, że stopień bezpieczeństwa oceniamy my. I nie pchamy dziecka na siłę
                                                    w sytuacje niebezpieczne. I oczywiście w naszej ocenie nie możemy być w pełni
                                                    obiektywni, ponieważ jesteśmy ludźmi, a nie maszynami. I oczywiście oceniamy
                                                    jedynie prawdopodobieństwo - ponieważ nie jesteśmy jasnowidzami.
                                                  • srebrnarybka Re: Rybka 05.03.08, 15:35
                                                    W opisanym przez Babcię przykładzie z posłanie 3latka do warzywniaka
                                                    to ona oceniła stopień bezpieczeńtwa, wiedząc, jakie czynności
                                                    będzie wykonywał 3latek. Przekonanie, że 3latek wysłany do
                                                    warzywniaka na pewno wejdzie na jezdnię, która wcale nie była po
                                                    drodze i była daleko, wydaje się być jednak science fiction.
                                                    Zwłaszcza, że nie wszedł. Przypuszczam, że był dumny z tego, że mama
                                                    powierzyła mu tak wielkie zadanie i skupiony na tym, żeby je
                                                    dokładnie wykonać. I nic mu nie strzalało do głowy, bo ptaszka, za
                                                    którym mógłby pobiec na jezdnię, on pewnie nie był wtedy w stanie
                                                    dostrzec.
                                                  • mama_kotula Re: Rybka 05.03.08, 15:45
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Przypuszczam, że był dumny z tego, że mama
                                                    > powierzyła mu tak wielkie zadanie i skupiony na tym, żeby je
                                                    > dokładnie wykonać. I nic mu nie strzalało do głowy, bo ptaszka, za
                                                    > którym mógłby pobiec na jezdnię, on pewnie nie był wtedy w stanie
                                                    > dostrzec.

                                                    "Pewnie" nie był w stanie dostrzec. Ale nie na pewno.
                                                    Artjoasiu, mamy na ten temat inne zdania.

                                                    Ja uważam, że niekonieczne jest budowanie poczucia wartości dziecka przez
                                                    powierzanie mu aż tak wielkich zadań, zadań, które potencjalnie MOGĄ być dla
                                                    niego niebezpieczne. Moje dzieci są dumne z siebie - podejrzewam, że w takim
                                                    samym stopniu jak synek Babci idący po szczypiorek - np. wtedy, kiedy poproszę
                                                    je o posegregowanie prania, wrzucenie go do pralki, nasypanie proszku i nalanie
                                                    płynu. Są dumne, bo powierzyłam im "dorosłe" zadanie. Są dumne, kiedy poproszę
                                                    je o to, aby pokolorowały mi ramki w moich notatkach na uczelnię i starają się
                                                    jak mogą, żeby to zrobić jak najstaranniej - a potem chwalą się babci, że mama
                                                    je właśnie poprosiła o zrobienie TAAAKIEJ ważnej rzeczy. Są dumne, kiedy same
                                                    mogą poprosić w sklepie ekspedientkę o jakąś rzecz, zapłacić i odebrać resztę.
                                                    Nie potrzebuję prosić je o czynności potencjalnie niebezpieczne i ryzykowne, aby
                                                    czuły się dumne i wiedziały, że mam do nich zaufanie. Dla nich te zadania, o
                                                    które je proszę, są wystarczająco WIELKIE smile
                                                  • srebrnarybka Re: Rybka 05.03.08, 15:55
                                                    Bardzo dobrze, że prosisz dzieci o takie rzeczy. Natomiast z kwestią
                                                    bezpieczeństwa - oczywiście należy uważać, ale sądzę, że ogólne
                                                    oburzenie ba Babcię jest głęboką przesadą. Tak samo Twoje dzieci np.
                                                    MOGĄ zjeść proszek do prania. To, że się to akurat nie złożyło, nie
                                                    jest żadnym argumentem. Tzn. oczywiście prawodopodobieństwo jest tak
                                                    małe, że spokojnie możesz im to powierzać. Ale pewności 100% nie ma
                                                    się nigdy.
                                                  • artjoasia Re: Rybka 05.03.08, 16:06
                                                    > Ja uważam, że niekonieczne jest budowanie poczucia wartości dziecka przez
                                                    > powierzanie mu aż tak wielkich zadań, zadań, które potencjalnie MOGĄ być dla
                                                    > niego niebezpieczne.

                                                    Oczywiście, że to nie jest konieczne. Ale nie jest też straszliwe, karygodne i
                                                    pozostawiające blizny na psychice. Tamtą sytuację Babcia oceniła jako bezpieczną
                                                    i jestem pewna, że stopień bezpieczeństwa istotnie był wysoki.

                                                    He he, ja oceniłam jako bezpieczne łóżeczko z siatką.
                                                    Dzisiaj w nocy obudził mnie przeraźliwy ryk; córka wydłubała w siatce dziurę,
                                                    uwięzła w pozycji pół-wiszącej z paluszkiem w dziurze, palec spuchł i nie mogła
                                                    się uwolnić... Podejrzewałam złamanie, na szczęście po dłuższym czasie dało się
                                                    ją uspokoić, zaczęła się normalnie posługiwać rączką, a opuchlizna zeszła. I nie
                                                    mam zamiaru z tego powodu do końca życia bać się wszystkich łóżeczek ani
                                                    wszystkich siatek. Ani nawet tego, że zrobi to ponownie.
                                                  • guderianka Re: Rybka 05.03.08, 13:36
                                                    może i musi-dwa ważne słowa

                                                    U jednego dziecka trauma może spowodować dewiację a u innego nie. I
                                                    efekt ten nie będzie wynikał tylko z wychowania ale z cech osobowych
                                                    tego dziecka. Ja przezyłam kilka traum-ale jakoś dewiacji nie mam.
                                                    Znam osoby ,które przeżyły mniejsze tragedie niż ja-i leczą sie
                                                    psychiatrycznie
                                                  • srebrnarybka Re: Rybka 05.03.08, 14:16
                                                    Co do tego się zgadzamy. I co do tego, że nie należy dziecka bez
                                                    potrzeby narażać na traumę. Tylko, że moim zdaniem nie jest traumą
                                                    odesłanie dziecka do drugiego pokoju, żeby się pobawiło samo, bo
                                                    chcemy ugotować obiad.
                                                    No i przed wszystkimi traumami i tak uchronić się nie da. Nie
                                                    uchronimy dziecka np. przed śmiercią ukochanej babci, chociaż trzeba
                                                    pracować nad tym, żeby dziecko przeżyło to najbardziej bezboleśnie.
                                                  • guderianka Re: Rybka 05.03.08, 14:36
                                                    Zgadzam się
                                                  • gaja78 Re: Rybka 05.03.08, 13:12
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Ja oczywiście nie twierdzę, że wczesne dzieciństwo nie jest ważne.
                                                    > Tylko uważam, że różne okresy życia są ważne, każdy inaczej. I nie
                                                    > zgadzam się z teorią, że jeżeli nastolatek lub człowiek dorosły
                                                    > popełnił jakikolwiek błąd, to stało się dlatego, że rodzice
                                                    > zaniedbywali go przed trzecim rokiem życia albo pokladali w
                                                    > nim "ciężar zbyt wielkiego zaufania".

                                                    No nie tylko dlatego. Ale mogło to mieć wpływ, prawda ? Na tym świecie naprawdę istnieją odcienie szarości. Swoją drogą - dzieci zaniedbywane lub/i obarczane zbyt dużą odpowiedzialnością we wczesnym dzieciństwie mają dość częstą tendencję do pakowania się w uzależnienia.

                                                    >Po pierwsze byloby to za
                                                    > proste, po drugie właściwie każdego zwalniałoby z odpowiedzialności
                                                    > za własne życie. Bo jeśli zamordował, to na pewno dlatego, że kiedyś
                                                    > w wieku 2 lat mama odesłała go do pokoju, żeby się sam pobawił, a
                                                    > ona ugotuje obied i nie dostał dostatecznego kapitału miłości.
                                                    > Przecięż to bzdura.

                                                    Ja wyżej - odcienie szarości ...
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:18
                                                    Wydaje mi się, że akurat ukształtowanie osobowości jest czymś
                                                    ważniejszym niż farbowania włosów. Chociaż także zgoda na farbowanie
                                                    włosów i biwak jest formą kształtkowania osobowości.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 21:06
                                                    na wątku dotyczącym "dziwnego wyglądu nastolatka" ktos Ci
                                                    odpowiedział co robił w tym wieku mimo zakazów rodziców..smile)
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 21:30
                                                    > Na czym polega ten absurd, możesz wyjaśnić ?

                                                    Na przejaskrawianiu, które jest niczym innym, niż demagogią. I jest w tym wątku obecne od samego początku.

                                                    > I dlatego 12-latek może IMHO zostać sam w domu, ale z ewentualnego spotkania z
                                                    > kolegami/koleżankami ma wrócić wczesnym wieczorem a po szkole ma być w domu o
                                                    > określonej godzinie. Minimalizowanie ryzyka.

                                                    Może zostać sam w domu, więc może również z niego wyjść kiedy mu się podoba. Ze spotkania może nie wrócić mimo wyraźnego nakazu.


                                                    > Możesz podać jakiś konkretny przykład ? Uważasz, że jeśli 3 latek nie był
                                                    > zostawiany sam w domu, to 12-latek w razie wystąpienia zagrożenia nie będzie si
                                                    > ę
                                                    > umiał zachować ?? <oczy jak spodki> Litości ...

                                                    Proszę. Jedenastolatek chowany pod kloszem, na wakacjach z babcią. Babcia obudziła się o świcie, poszła na maliny i trochę straciła poczucie czasu, zamierzała wrócić zanim wnuk się obudzi, ale nie wyszło. Dziecko po stwierdzeniu że nie ma babci wpadło w totalną panikę, o jaką właśnie trzylatka prędzej można by podejrzewać.
                                                    I żeby nikt mnie nie posądził o gloryfikowanie czegokolwiek: tak, nie było to rozsądne, powinna przynajmniej kartkę zostawić. Jednak reakcja dziecka absolutnie nie była adekwatna do sytuacji.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 21:51
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Proszę. Jedenastolatek chowany pod kloszem, na wakacjach z babcią. Babcia obudz
                                                    > iła się o świcie, poszła na maliny i trochę straciła poczucie czasu, zamierzała
                                                    > wrócić zanim wnuk się obudzi, ale nie wyszło. Dziecko po stwierdzeniu że nie m
                                                    > a babci wpadło w totalną panikę, o jaką właśnie trzylatka prędzej można by pode
                                                    > jrzewać.
                                                    > I żeby nikt mnie nie posądził o gloryfikowanie czegokolwiek: tak, nie było to r
                                                    > ozsądne, powinna przynajmniej kartkę zostawić. Jednak reakcja dziecka absolutni
                                                    > e nie była adekwatna do sytuacji.

                                                    No i kto tu przejaskrawia ? big_grinDD

                                                    Chyba że uważasz, że WIĘKSZOŚĆ jedenastolatków pozostawionych po raz pierwszy
                                                    samotnie w domu właśnie tak się zachowuje. To zwracam honor.
                                                    tongue_out
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:13
                                                    IMHO nie zrobi większej różnicy, czy 12-latek zostaje po raz
                                                    pierwszy sam, czy
                                                    > zostawał już jako 3-latek. Bo trochę się już w życiu naobserwował -
                                                    m.in.
                                                    > zachowania rodziców, zwyczajów, reakcji w sytuacjach alarmowych.
                                                    Do tego
                                                    > dochodzą zasady bezpieczeństwa o których rozmawia się w szkole od
                                                    pierwszej
                                                    > klasy podstawówki. A teraz również dzięki WOŚP w niektórych
                                                    szkolach - lekcje
                                                    > udzielania pierwszej pomocy.

                                                    - nie żartuj. Może nie jako 3 latek, ale jeśli nie był przed 12
                                                    rokiem życia uczony bezpiecznych zachowań, to z samego faktu, że
                                                    ukończył 12 lat, nie wynika, że będzie się zachowywał bezpiecznie. I
                                                    liczenie na to, a zaniechanie czy ograniczanie treningu jest bardzo
                                                    nieodpowiedzialne.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:22
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > IMHO nie zrobi większej różnicy, czy 12-latek zostaje po raz
                                                    > pierwszy sam, czy
                                                    > > zostawał już jako 3-latek. Bo trochę się już w życiu naobserwował -
                                                    > m.in.
                                                    > > zachowania rodziców, zwyczajów, reakcji w sytuacjach alarmowych.
                                                    > Do tego
                                                    > > dochodzą zasady bezpieczeństwa o których rozmawia się w szkole od
                                                    > pierwszej
                                                    > > klasy podstawówki. A teraz również dzięki WOŚP w niektórych
                                                    > szkolach - lekcje
                                                    > > udzielania pierwszej pomocy.
                                                    >
                                                    > - nie żartuj. Może nie jako 3 latek, ale jeśli nie był przed 12
                                                    > rokiem życia uczony bezpiecznych zachowań, to z samego faktu, że
                                                    > ukończył 12 lat, nie wynika, że będzie się zachowywał bezpiecznie. I
                                                    > liczenie na to, a zaniechanie czy ograniczanie treningu jest bardzo
                                                    > nieodpowiedzialne.

                                                    No przecież napisałam że jest uczony w szkole/w domu i sam się uczy przez
                                                    obserwację.
                                                    Gdzie tu jest mowa o zaniechaniu ?
                                                    Chodzi może o to, że nie miał okazji sprawdzić się w praktyce w wieku
                                                    przedszkolnym czy jak ?
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 15:51
                                                    wszelkie nieporozumienia na tym wątku biorą się z ciągłego wracania
                                                    do stwierdzenia, że dziesko doszło do jakiejś "umiejętności": nagle,
                                                    szybki kurs,z dna na dzień..i to mimo wielokrotnego zapewniania że
                                                    nie, że trwało to stopniowo,pomalutku wręcz latami, pod okiem i
                                                    scisłą obserwaca rodziców czy innych osób dorosłych..no i te
                                                    skojarzenia z tresurą..tresura to jest nauczenie zwierzaka a raczej
                                                    wymuszenie zachowań niezgodnych z jego naturą!! jak zmuszenie psa do
                                                    chodzenia na dwuch łapach, wchodzenia po drabinie czy skakania przez
                                                    ogień..mogę złożyc solenne zapewnienie, ze nie wymagałam ani nie
                                                    namawiałam moich dzieci do chodzenia po dachu czy rozżarzonych
                                                    węglach..
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 16:15
                                                    Babciu, ale to wiadomo, że nie zmuszałaś dzieci do stąpania po rozżarzonych
                                                    węglach, nikt nie ma co do tego wątpliwości.

                                                    Chodzi mi o to, cały czas chodzi mi o to, że dziecku powierza się
                                                    e.m.o.c.j.o.n.a.l.n.y ciężar odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo.
                                                    Widzimy, że dziecko jest mądre, rozsądne, że uczy się, że wie, jak się coś robi,
                                                    że zna zasady, wydaje nam się, że jest takie rezolutne - i to jest prawda, bo
                                                    dzieci często są niedoceniane, że coś są w stanie zrobić, niektórzy wychodzą z
                                                    założenia "on jest na to za mały" - czasem ze zbytnią ostrożnością (typu -
                                                    dziecko 2-letnie jest za małe, aby sobie posmarować kanapkę). I słusznie to
                                                    zauważyłaś, Babciu, że dzieci bywają mądrzejsze niż nam się wydaje. Bardziej
                                                    rezolutne, rozsądne, zdolne, śmiałe, sprytne.
                                                    I to jest wszystko prawda. Jeśli chodzi o kwestie samoobsługowe, o pomaganie czy
                                                    samodzielne wykonywanie prac domowych - jeśli dziecko się do tego garnie, w imię
                                                    czego nie pozwalać mu na to?

                                                    Natomiast zupełnie czym innym jest obciążanie dziecka odpowiedzialnością za
                                                    swoje bezpieczeństwo, obdarzanie go ZBYT dużym kredytem zaufania. Nie ma
                                                    wątpliwości, że dziecko stara się sprostać temu, jest dumne, że obdarzono go tak
                                                    wielkim zaufaniem. I stara się jak tylko może, ale - wyżej dupy nie podskoczy,
                                                    jak ja to lubię określać.
                                                    Przykład - Nothing-hill i wpadnięcie do sadzawki z rakami. Sama napisała, że
                                                    przecież nie chciała tam wpaść, nie zrobiła tego celowo.
                                                    Że znała zasadę, że nie wolno.

                                                    Zastanawia mnie, w przypadku (odpukać!!) wypadku, któremu ulega taki obdarzony
                                                    potężnym zaufaniem czterolatek, wypadku z kategorii "samo się stało" (ponownie
                                                    wracam do sprawy Nothing-hill). Kto się czuje winny, że coś się stało - matka,
                                                    czy dziecko?
                                                    Dziecko czuje się winne, że nie sprostało wymaganiom. I że mama się na nim
                                                    zawiodła. O ile jest w stanie mieć coś takiego jak poczucie winy (czasem nie ma,
                                                    bo np. leży nieprzytomne po wypadku samochodowym, albo konwersuje z aniołkami).
                                                    Matka czuje się winna, to oczywiste. Jasne, że są też przypadki skrajne, w
                                                    których matka obarcza winą za zaistniałe rzeczy dziecko, ale to - jak napisałam
                                                    - przypadki skrajne i patologiczne.

                                                    Trudna, bardzo trudna sprawa.
                                                    Trudna jest ocena wysokości tego kredytu zaufania w przypadku kilkulatka.
                                                    Zwłaszcza, jeśli udzielamy go w sprawach zwiazanych z ryzykiem narażenia życia
                                                    czy zdrowia dziecka.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 16:37
                                                    > Chodzi mi o to, cały czas chodzi mi o to, że dziecku powierza się
                                                    > e.m.o.c.j.o.n.a.l.n.y ciężar odpowiedzialności za swoje
                                                    bezpieczeństwo.
                                                    jak napisałam tu gdzieś..nie narzucam i nie zalecam stosowania moich
                                                    metod jedynie podpierajac sie własnym przykładem opisuję jak to moze
                                                    wyglądać..fakt, że moje dzieci były wdrażane od najwcześniejszych
                                                    lat do czegoś nie musi być wyznacznikiem, że inne dziecko w wieku 4
                                                    lat jest juz go czegos gotowe, bo moje to w tym wieku robiło..ja na
                                                    to pracowałam 2 lata..gdybm zaczęła w wieku 4 lat było by gotowe w
                                                    wieku 6 lat..może, ale niekoniecznie, bo kazdy wiek ma swoje prawa
                                                    rozwojowe, które ten proces moga zakłócać..pozwalając na pewne
                                                    zachowania swoim dzieciom wiedziałam i wypraktykowałam, że juz do
                                                    tego dojrzały..a nigdzie nie zachecałam by przerzucac emocjonalnie
                                                    odpowiedzialnośc na dziecko(choć tak to zostało odczytane) lecz
                                                    jestem propagatorka stosowania podwójnego zabezpieczenia
                                                    przynajmniej do momentu kiedy nie jestem pewna, że dzicko jest w
                                                    stanie zadbac o siebie samo tj. zarówno nadzoru dorosłego jak i
                                                    uswiadamiania dziecku zagrożeń i bezpiecznego dla niego obchodzenia
                                                    sie z nimi..
                                                    wypadku z kategorii "samo się stało" (ponownie
                                                    > wracam do sprawy Nothing-hill)
                                                    co do tego wypadku wypowiedziałam się..i tutaj to powtórzę..była to
                                                    klasyczna sytuacja kiedy dziecko "nagle" zostało pozostawione samo
                                                    sobie w nieznanym lub mało znanym środowisku(nieprzetestowanym),
                                                    momentami bez opieki mamy (zajeta obowiazkami) i mama zajęta
                                                    obowiazkami nie "zajarzyła", że rzeczone akwarium może byc
                                                    niebezpieczne dla nudzacego się dziecka..nauka uczenia się dbania o
                                                    własne bezpieczenstwo w moim wydaniu nie obejmowała rzycania dziecka
                                                    nagle "na głęboka wodę"
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:01
                                                    babcia47 napisała:
                                                    > kazdy wiek ma swoje prawa rozwojowe, które ten proces moga zakłócać...

                                                    Bardzo słuszne stwierdzenie. Rzekłabym, kluczowe.

                                                    > pozwalając na pewne zachowania swoim dzieciom wiedziałam i wypraktykowałam, że juz do tego dojrzały...

                                                    Wiesz na 100%, że spokojnie spacerujący trzylatek nie wbiegnie nagle pod koła samochodu? Np. gdy mu wypadnie patyk z rąk i potoczy się na ulicę?
                                                    Ja tego nie wiem. Mogę się spodziewać, że w 95% moje dzieci nie pogonią za patykiem na ulicę. Bo przerabialiśmy już to kilkadziesiąt razy. I nie pobiegły.
                                                    Zostaje to 5%.
                                                    Ile razy mam powtórzyć doświadczenie, aby być PEWNĄ, że dziecko NA PEWNO nie wyskoczy na ulicę za tym nieszczęsnym patykiem, nie schyli się po niego tyłem do nadjeżdżającego z pełną prędkością samochodu?

                                                    Nie tylko z doświadczeniem wzrasta prawdopodobieństwo pożądanego zachowania. Ale też z wiekiem - prawdopodobieństwo tego, że dziecko czegoś nie zrobi/zrobi zgodnie z wyznawanymi zasadami i doświadczeniem wzrasta znacząco. Bo, jak sama napisałaś, istnieją pewne prawa rozwojowe.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 16:38
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > wiadczeń. Z jednym dzieckiem będzie problem, a z innym nie - jest to kwestia wi
                                                    > elokrotnego sprawdzania i znajomości psychiki własnego dziecka. Procesy myślowe
                                                    > , jakie mogą zajść w łepetynce tego konkretnego dziecka, poznaje się na podstaw
                                                    > ie obserwacji (kilkuletniej!), a nie podręczników. Jedno dziecko ma wrodzoną sk
                                                    > łonność do ryzyka, a inne nie. Jedno dziecko ma silnie rozwinięty instynkt samo
                                                    > zachowawczy, a inne nie. Jedno dziecko natychmiast realizuje wszystkie swoje ni
                                                    > ezbyt racjonalne pomysły, a u innego tylko na wyobrażeniach się kończy. I tak d
                                                    > alej. I naszą rolą jako rodziców jest POZNAWANIE i dostosowanie się do możliwoś
                                                    > ci dziecka, a nie na odwrót.

                                                    Ja się zgadzam, ale jeśli chodzi o dzieci w wieku szkolnym, powyżej 6 lat.
                                                    Wcześniej IMHO rozwój dziecka przebiega zbyt dynamicznie, zbyt skokowo, by móc
                                                    mieć przewidzieć zachowanie dziecka z odpowiednio małym prawdopodobieństwem
                                                    błędu. Rozwój 2-3-4 latka bywa skokowy, nieciągły. Tzn. ten rozwój w
                                                    rzeczywistości jest zapewne ciągły, ale składa się na niego obserwowanie
                                                    rzeczywistości przez dziecko, czyli coś czego my rodzice najczęściej nie
                                                    widzimy. To co możemy obserwować my, to etap końcowy - fizyczne próbowanie
                                                    jakiejś czynności, nierzadko zakończone sukcesem już za pierwszym razem.
                                                    Zmierzam do tego, że nasze obserwacje rozwoju dziecka są procesem nieciągłym i
                                                    nieliniowym. A coś, co jest nieciągłe i nieliniowe, nie da się przewidywać z
                                                    odpowiednio małym nieprzekraczalnym błędem. To jest proces stochastyczny, który
                                                    posiada co prawda jakąś linię trendu, ale faktyczne realizacje zachowania
                                                    dziecka można przewidzieć tylko z jakimś prawdopodobieństwem. A jak się ma
                                                    prawdopodobieństwo do rzeczywistości - wiadomo.

                                                    W wieku szkolnym proces rozwoju dziecka staje się o niebo bardziej przewidywalny.

                                                    > No i na działce, kiedy
                                                    > zaczęła raczkować - zostawała na trawie z psem, a ja cały czas patrzyłam przez
                                                    > okno. Też kwestia paru sekund.

                                                    I te pare sekund wystarczy, by pies zaatakował małe dziecko w obronie własnej -
                                                    gdy dziecko zrobi psu nieświadomą krzywdę (nie wiem, włoży patyk do ucha czy
                                                    cokolwiek - na psach sie nie znam, więc głupot nie chcę wypisywać, ale domyślam
                                                    się że istnieją pewne czułe punkty u psa, do których naruszenia wcale nie trzeba
                                                    siły dorosłego człowieka).
                                                    Świetnie, że ty zdążysz dobiec w parę sekund, ale raczej po to, by rozdzielić
                                                    psa i dziecko i udzielić temu drugiemu pierwszej pomocy, a nie po to, by
                                                    zapobiec. Bo na zapobieganie zwyczajnie będzie za późno.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 16:55
                                                    I te pare sekund wystarczy, by pies zaatakował małe dziecko w
                                                    obronie własnej -
                                                    gdy dziecko zrobi psu nieświadomą krzywdę (nie wiem, włoży patyk do
                                                    ucha czy
                                                    cokolwiek - na psach sie nie znam
                                                    rozumiem, że temat dziecko-pies jest na topie z racji wielu
                                                    doniesień pogryzienia czy zagryzienia, ale myslę, że nie ma go co tu
                                                    rozwijać, bo znowu zrobi nam sie jakiś temat-rzeka..
                                                    Masz rację, że tu bardzo przydała się znajomośc tematu, ja go znam
                                                    praktycznie od niespełna 2-giego roku zycia bo pierwsze moje
                                                    wspomnienie wiąze się ze szczeniakiem, którego tato mi kupił. Przez
                                                    całe życie byłam psią, kocia i "czego tam jeszcze mamą", przebywałam
                                                    duzo na wsi i u wujków lesni8czych i mysliwych, którzy mieli psy
                                                    (jeden nawet spora hodowlę, teraz mają mnie 2 psy..i nieskromnie
                                                    daje sobie prawo do znajomosci tematu i psychiki psów..fakt, że
                                                    obecnie pojawiło się wiele wynaturzonych, groźnych ras, że jest mała
                                                    odpowiedzialnośc wśród właścicieli ale i mała znajomość psów przez
                                                    osoby postronne doprowadza do groźnych wypadków..jednak z natury
                                                    pies prędzej bedzie się małym dzieckiem (nawet obcym) opiekował niz
                                                    zrobi mu krzywdę..jako przykład Lora, która ogrzewała zagubiona 3-
                                                    latkę niedawno
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:11
                                                    babcia47 napisała:
                                                    > jednak z natury pies prędzej bedzie się małym dzieckiem (nawet obcym) opiekował niż zrobi mu krzywdę..jako przykład Lora, która ogrzewała zagubiona 3-latkę niedawno

                                                    Rozumiem, że będzie się tym dzieckiem z natury opiekował, gdy rzeczone dziecko wpakuje mu kawał kija w oko?
                                                    Ja wiem, że pies i dziecko mogą mieć fajne relacje. W układzie pies-raczkujący niemowlak ufam bardziej - paradoksalnie - psu. Bo pies będzie się bronił odruchowo, instynktownie, kiedy dziecię wsadzi mu rzeczony kij do oka. I jeśli dla dorosłego to będzie zwykłe "kłapnięcie zębami" prowadzące do zadrapania, to dla niemowlaka już nie jest to zwykłe zadrapanie.
                                                    Zatem, nie mogę zabronić psu, aby bronił się, kiedy dzieje mu się krzywda. Natomiast mogę pilnować dziecka, aby tej krzywdy psu - nawet nieświadomie - nie zrobiło.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:28
                                                    wiedziałam, że sie zacznie...uwierz mi ze moja wilczyca stała ze
                                                    stulonymi uszami.."oblepiona" przez obce maluchy, z których jedne
                                                    trzymały sie jej sierści i uszy (ledwo stały)inne sprawdzały czemu
                                                    to oczko mruga..mało tego delikatnymi ruchami, żeby nie wywrócić
                                                    żadnego ruszyła do przodu a kiedy poczuła, że wszystkie łapki ją
                                                    puściły..dopiero oddaliła sie na "bezpieczna odległość..to było
                                                    kiedy za moim pozwoleniem mama jednego z maluchów karmiła ja
                                                    kiełbaską (przechodziłyśmy obok zakładowego pikniku)a reszta ją
                                                    oblazła.."bo piesek".. byłam 100% pewna, ze nic zadnemu nie
                                                    zrobi..nie raz broniła moje dzieci z własnej inicjatywy kiedy obce
                                                    psy sie do nich zblizały(nawet większe od niej), a rodzice, którzy
                                                    przy mojej posesji "karcili" swoje dzieci..miały u
                                                    niej "przechlapane" do końca jej zycia!!o tym, że wychowała dwa razy
                                                    ślepe bezbronne kociaki..pisac juz nie będę..dla niej to co "małe"
                                                    zawsze było nietykalne i wymagające ochrony i obrony a moje dzieci
                                                    traktowała jak własne
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:33
                                                    Suka zwykle trakuje dzieci jak szczeniaki. Może zatem bezpiecnniej
                                                    przy małych dzieciach mieć sukę?
                                                    Widziałam też, jak kotka moich kuryznów potraktowała raczkującego
                                                    dzieciaka, który ją regularnie dręczył. Schowała pazury i uderzyła
                                                    go, tak, żeby popamiętał, ale jednocześnie nie zrobiła krzwydy.
                                                    Wszyscy byli zachwyceni inteligencją kocicy.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:46
                                                    suka jeż wyższym stopniowaniem dobrego psasmile i wbrew pozorom mniej
                                                    kłopotliwa..wystarczy zastrzyk z hormonów dwa razy do roku..a pies
                                                    (samiec) za każdą "psią spódniczką" sie ogląda i
                                                    strasznie "głupieje" w czasie rui
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:02
                                                    koty tak to mają w stosunku do "małych" psów i
                                                    ludzi..bicie "zamkniętą łapą" w ramach przywołania do
                                                    porzadku..kociak, którego miałam od 2-giego roku zycia młodszego
                                                    Młodego nigdy go nie drapnął mimo, że mały czasem podnosił go za
                                                    ogon (zanim oduczyłam)..ja byłam pociachana pazurkami, bo mały
                                                    kociak uwielbia złapać za rękę i drapać tylnymi łapkami..skąd
                                                    wiedział, że z małym dzieckiem tak nie wolno???
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 17:30
                                                    Ps..pies wcale tak zaraz i odruchowo nie kłapie i nie gryzie (raczej
                                                    dotyczy to małego % psiej populacji)predzej sie odsunie..
                                                  • artjoasia pies 04.03.08, 17:31
                                                    Nie, nie i jeszcze raz nie!
                                                    Przebywanie dziecka z psem obserwowałam przez parę ładnych miesięcy. I o ile
                                                    dziecku pod tym względem nie ufam całkowicie (do tej pory wsadzanie palców do
                                                    oka się nie zdarzyło - co nie znaczy, że nigdy się nie zdarzy), to pies jest dla
                                                    mnie na 100% przewidywalny. Dziecka pilnuje, traktując trochę jak własne
                                                    szczenię, a boleśnie ciągnięty za futro po prostu odsuwa się na bezpieczną
                                                    odległość. Zdrowy psychicznie pies nie zrobi krzywdy dziecku i nikt mi nie
                                                    wmówi, że jest inaczej. Psy miałam przez całe życie, przeważnie po dwa naraz, i
                                                    wszystkie reagowały tak samo.
                                                    I proszę, żadnych "co by było, gdyby ugryzł". NIE ugryzł i nie ugryzie. Ani
                                                    mojego dziecka, ani żadnego innego. To jest pies z dożywotnią gwarancją.
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 17:46
                                                    > I proszę, żadnych "co by było, gdyby ugryzł". NIE ugryzł i nie ugryzie. Ani
                                                    > mojego dziecka, ani żadnego innego. To jest pies z dożywotnią gwarancją.

                                                    A niby skąd ta pewność?
                                                  • babcia47 Re: pies 04.03.08, 18:05
                                                    boże!!..równie dobrze mogłabym zapytać..a skąd pewnośc, że Twoja
                                                    mama nie rozbierze się na srodku skrzyżowania..bo wychowany od
                                                    małego, bo znamy reakcje na sytuacje "kryzysowe" tj. nagły ból, bo
                                                    wiemy jak zachowuje sie w stosunku do dzieci, rodziny, obcych
                                                    itd..psy tez maja swój "język" i potrafia wyrazić swoje uczucia,
                                                    potrzeby..a takze dac do zrozumienia czego nie lubia a co uwielbią
                                                    (jeżeli pies jest w rodzinie od małego to sie widzi i wie)..bo
                                                    działa instynkt stadny i prawa natury..np. wilczur z "normalnej"
                                                    hodowli(bez eliminacji pod kątem agresji) nigdy nie ugryzie
                                                    szczeniaka!! Zaobserwuj kiedyś, że w kontakcie z młodym psem (lub
                                                    dzieckiem) się ślini..to atawizm wywodzacy sie z czasów gdy psy żyły
                                                    dziko i całae stado wychowywało i zywiło szczeniaki jednej
                                                    pary "alfa"..reakcja wręcz fizyczna..zresztą jak pisałam nie o tym
                                                    tu mowa..i znów brniemy w boczne wątki
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 18:21
                                                    > boże!!..równie dobrze mogłabym zapytać..a skąd pewnośc, że Twoja
                                                    > mama

                                                    Pewności nie ma nigdy żadnej, prawda? Moja matka jest człowiekiem a pies tak
                                                    jakby zwierzęciem.
                                                  • guderianka Re: pies 04.03.08, 18:23
                                                    W życiu pewne są dwie rzeczy : śmierć i płacenie podatków

                                                    Bycie pewnym zachowania się drugiej osoby lub psa-uważam za głupotę
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 18:26
                                                    > Bycie pewnym zachowania się drugiej osoby lub psa-uważam za głupotę

                                                    Ja też.
                                                  • babcia47 Re: pies 04.03.08, 19:03
                                                    no to własnie w tej chwili przekraczamy granice absurdu, bo jeżeli
                                                    poza płaceniem podatków nic na tym swiecie nie jest pewne..to równie
                                                    dobrze matka pod wpływem chwilowego szaleństwa może dziecko wyrzucić
                                                    przez okno, ojcieć zawsze może zmaltretować a babcia zostawić samo w
                                                    parku..w dom moze uderzyc kometa, na ulicy w prawidłowo idąca
                                                    rodzine może wjechać samochód prowadzony przez pijanego kierowcę..i
                                                    wiecie w tym wszystkim chyba jednak pies, który jest wychowywany w
                                                    rodzinie jest największym "pewmikiem", bo najrzadziej
                                                    ulega "szaleństwu" a jeżeli juz to objawy dla osoby obeznanej z tymi
                                                    stworzeniami sa najwczesniej widoczne..oczywiście ktoś kto kupił psa
                                                    jako zabawkę bez swiadomości na co się porywa, że trzeba toto
                                                    wychować i poświęcić mu ok roku by było pełnoprawnym
                                                    członkiem "stada" czyli rodziny..nie zauwazy..ale to inna bajka..
                                                  • babcia47 Re: pies 04.03.08, 19:10
                                                    działają prawa "stada"(równie scisłe jak reguły matematyczne)..no i
                                                    nie uchla się "w drebiezgi"
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 19:11
                                                    > no to własnie w tej chwili przekraczamy granice absurdu, bo jeżeli
                                                    > poza płaceniem podatków nic na tym swiecie nie jest pewne..to równie
                                                    > dobrze matka pod wpływem chwilowego szaleństwa może dziecko wyrzucić
                                                    > przez okno, ojcieć zawsze może zmaltretować a babcia zostawić samo w
                                                    > parku..w dom moze uderzyc kometa, na ulicy w prawidłowo idąca

                                                    Owszem te wszystkie wydarzenia mogły by się wydarzyć.
                                                  • babcia47 Re: pies 04.03.08, 19:19
                                                    i co gorsza na to nie mamy wpływu..a na wybór odpowiedniej rasy, z
                                                    odpowiedniej hodowli i wychowanie psa jednak mamy!!!..oczywiście
                                                    jeżeli wiemy co robimy!!
                                                  • guderianka pewność 05.03.08, 09:22
                                                    Babciu-oczywiście że Tak!
                                                    Widać nie byłaś nigdy w skrajnej sytuacji mimo swego wieku, widac
                                                    nie doswiadczałaś skrajnych emocji i nie wiesz do czego zdolny jest
                                                    człowiek. Przypominam choćby czasy wojny i obozów-tam nie było
                                                    normalnych praw, człowiek przekraczał granice moralności.Zobacz co
                                                    teraz sie dzieje-zdesperowane matki zabijają swoje niepełnosprawne
                                                    dzieci, zrozpaczeni ojcowie rzucają sie na rodziny z siekierami.
                                                    I nie używaj słowa "zawsze" ani jak to robi srebrna
                                                    rybka "wyłącznie". Te słowa oraz słowo "nigdy"-nie odnoszą sie do
                                                    człowieka. Jeśli powiesz że ty coś 'zawsze' albo"nigdy"-to powiem,
                                                    że po prostu nie znasz siebie
                                                  • babcia47 Re: pewność 05.03.08, 19:26
                                                    wątek tak nam się rozrósł, że znalezienie odniesienia..tzn do jakiej
                                                    mojej wypowiedzi sie to odnosi już praktycznie jest niemozliwe
                                                    jeżeli nie jest to "re"..domyslam się ze chodzi o to, ze tylko
                                                    podatki pewne sa w zyciu..fakt..ale jest jeszcze coś takiego jak
                                                    stopień prawdopodobieństwa. Tzn. jezeli coś zostało pokazane jako
                                                    niebezpieczne i sprawdzona reakcja dziecka na w/w niebezpieczeństwo,
                                                    to jednak większe jest prawdopodobieństwo, ze dziecko idące samo,
                                                    bez bezposredniej kontroli dorosłago nie poleci za patykiem na ulice
                                                    niz ze zrobi to inne pod nadzorem, ale któremu nie "wbijało" sie
                                                    wczesnie do głowy, że ulica to miejsce od którego masz sie trzymac z
                                                    daleka bo zostanie z Ciebie jedynie mokra plama kiedy wejdziesz pod
                                                    autobus
                                                  • babcia47 Re: pewność 05.03.08, 21:27
                                                    o! chyba znalazłam kontekst..i a'propos pewnosci..o ile jestem pewna
                                                    siebie, ze czegoś nie zrobie(bo w analogicznej sytuacji nie
                                                    zrobiłam) i jestem pewna, że moi najbliżsi czegoś nie zrobią, bo
                                                    znam ich od kilkudziesieciu lat i widziałam w okreslonych
                                                    sytuacjach, mogłam być pewna, że mój pies czegos nie
                                                    zrobi..szczególnie jeżeli miałam mozliwość zaobserwowania jego
                                                    reakcji w identycznej sytuacji (o rymnęło mi się)..o to jak
                                                    zachowała bym sie ja lub ktoś mi bliski w obozie koncentracyjnym nie
                                                    dałabym głowy, bo na szczęście zostało nam to zaoszczędzone..
                                                  • guderianka Re: pewność 05.03.08, 22:44
                                                    babciu znam -znałam ludzi, którzy byli pewni swego psa. Chował sie
                                                    przy mocno niepełnosprawnym dziecku. Łagodny. Kwiatki lubił
                                                    wąchać,był delikatny. Przy dzieciach (moim i tamtym-które znał
                                                    super ) rzucił się z odległości 30cm na twarz mojego męża. O włos
                                                    nie doszło do tragedii-o włos od oka i nerwów choć strach byl-bo oko
                                                    spuchnięte i krew wylała. Mąż-miłośnik psów-ma fobie, córka która
                                                    była pod psem w trakcie jego skoku-omija z daleka każdego
                                                    dalmatynczyka
                                                    Nie mozna byc pewnym
                                                    Nigdy
                                                  • babcia47 Re: pewność 05.03.08, 22:56
                                                    ten przykład nie nadaje się do skomentowania ponieważ Dalmatyńczyki
                                                    sa rasą mocno wynaturzoną w procesie hodowli..zazwyczaj to skutkuje
                                                    ich problemami zdrowotnymi..większośc pada z powodu byle infekcji w
                                                    wczesnym okresie zycia..ich "psychika" uformowana w procesie hodowli
                                                    również nie jest stabilna. Do domu, w którym jest małe dziecko psa
                                                    tej rasy bym nie wzięła.
                                                  • artjoasia Re: pies 04.03.08, 18:27
                                                    > Bycie pewnym zachowania się drugiej osoby lub psa-uważam za głupotę

                                                    W porządku, Ty tak uważasz, a ja uważam inaczej. Mamy na ten temat różne zdanie
                                                    i obie mamy do tego prawo. OK?

                                                    Boże, co mnie podkusiło, żeby o tym psie pisać?!?
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 18:30
                                                    artjoasia, z tym psem to i tak małe piwo w porównaniu do poprzednich postów o
                                                    dzieciach (patrz 11 latek w samochodzie, czy samodzielny do granic 3-4 latek sam
                                                    w domu).
                                                  • artjoasia Re: pies 04.03.08, 18:34
                                                    Nie, pomyłka, w samochodzie to siedmiolatek! Przeżył, teraz do gimnazjum chodzi.
                                                    Ciekawe, jakby się czuł, gdyby jemu jednemu w całej wsi ojciec NIE POZWALAŁ?
                                                  • mama_kotula Re: pies 04.03.08, 18:45
                                                    artjoasia napisała:
                                                    > Ciekawe, jakby się czuł, gdyby jemu jednemu w całej wsi ojciec NIE POZWALAŁ?

                                                    Idę po szufelkę, szczękę czas pozbierać.
                                                    Logika powalająca. Będę narażać życie mojego dziecka, aby nie czuło się gorsze
                                                    od kolegów.
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 18:47
                                                    No gratuluje. Siedmiolatek to zupełnie inna bajka smile) Na pewno czułby sie
                                                    fatalnie. Zwłaszcza jakby go policja złapała. I tylko nie pisz że to niemożliwe.
                                                  • mama_kotula Re: pies 04.03.08, 18:52
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > No gratuluje. Siedmiolatek to zupełnie inna bajka smile) Na pewno czułby sie
                                                    fatalnie. Zwłaszcza jakby go policja złapała. I tylko nie pisz że to niemożliwe.

                                                    Nom. Ale policja to mały pikuś.
                                                    Ja się zastanawiam, czy ten sam tatuś pozwoliłby nastolatkowi na branie
                                                    narkotyków. Bo przecież wszyscy biorą, i jakby się czuł będąc jedynym we wsi,
                                                    któremu na to nie pozwalają??
                                                    Zgodnie z logiką Artjoasi, samopoczucie w obliczu potencjalnego wyśmiania przez
                                                    kolegów jest dla ojca sprawą priorytetową.
                                                    Brawo, brawo, brawo. Chylę czoła ;o)
                                                  • artjoasia Re: pies 04.03.08, 18:59
                                                    Napiszę. NIEMOŻLIWE.
                                                  • artjoasia Re: pies 04.03.08, 19:27
                                                    Nie lubię wykręcania kota ogonem. Napisałam tak:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&a=76488527
                                                    Nie potępiam, ponieważ znam realia polskiej zapadłej wsi. I tyle.

                                                    Wg prawa dwunastolatek może się poruszać po drogach publicznych motorowerem,
                                                    czyli pojazdem mechanicznym. Przeciętny skuter spokojnie wyciąga 60km/h, a te
                                                    lepsze są znacznie szybsze.
                                                  • gaja78 Re: pies 04.03.08, 20:13
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Nie, pomyłka, w samochodzie to siedmiolatek! Przeżył, teraz do gimnazjum chodzi
                                                    > .
                                                    > Ciekawe, jakby się czuł, gdyby jemu jednemu w całej wsi ojciec NIE POZWALAŁ?

                                                    O ku... Że tak powiem. No comments.
                                                  • kropkacom Re: pies 04.03.08, 18:34
                                                    Z tym 11 latkiem chodziło o prowadzenie przez niego samochodu (dla
                                                    niezorientowanych w wątku).
                                                  • artjoasia 100/100 04.03.08, 18:24
                                                    Dziękuję Babciu, że mnie wyręczyłaś - dziecko mi jeść wołało i nie było mnie
                                                    przez chwilę.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:54
                                                    A czy komuś, kto chodził na Gagarina, coś się stało?
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:04
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > A czy komuś, kto chodził na Gagarina, coś się stało?

                                                    A czy to ma znaczenie?

                                                    Rybko, po raz kolejny powala mnie twoja logika. Rozumiem, że uzasadnienie zakazu chodzenia na Gagarina byłoby wówczas, gdyby coś się komuś stało?
                                                    Wiesz, czytając twoją argumentację od razu mam przed oczami moją ulicę, którą widzę z okna. Ulicę, która do zeszłego roku składała się z łat i dziur, i mimo wielu próśb, petycji lokatorów, nie można było się doprosić wymiany nawierzchni na całkiem nową, łatano tylko, przyklejając nowe łaty na starych.
                                                    Aż jednemu panu na dziurze urwało zawieszenie i spowodował wypadek, potrącając poważnie dwie osoby na przejściu dla pieszych.
                                                    Wtedy nagle znalazły się pieniądze w budżecie i już w dwa miesiące później cieszyliśmy się gładziutkim świeżym asfaltem.
                                                    Przypominasz mi urzędników, którzy wcześniej nie mogli wysupłać pieniędzy w budżecie i bezradnie rozkładali ręce, albo bagatelizowali sprawę.
                                                    Pytanie: czy musiało dojść do tragedii, aby do urzędników dotarło, że ta ulica rzeczywiście jest niebezpieczna?

                                                    Nie, nikomu się nic nie stało z osób, które chodziły na Gagarina. Natomiast na skrzyżowaniach, przez które trzeba było przejść, wypadki bywały.
                                                    Czego to dowodzi? Bo IMHO tego, że realne zagrożenie istniało. Zwłaszcza dla pięciolatki, która nie zdąży uciec przed nadjeżdżającą na sygnale karetką.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:41
                                                    Zgodnie z tą logiką powinniśmy np. zrezygnować z mycia zębów przez
                                                    dzieci, bo też nic się nikomu dotąd nie stało, ale dziecko może się
                                                    np. zadławić.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:47
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Zgodnie z tą logiką powinniśmy np. zrezygnować z mycia zębów przez
                                                    > dzieci, bo też nic się nikomu dotąd nie stało, ale dziecko może się
                                                    > np. zadławić.

                                                    Ale w ogóle czasami używasz funkcji myślenia ?
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:52
                                                    Przy myciu zębów teoretycznie można się zadlawić.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:53
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > srebrnarybka napisała:
                                                    >
                                                    > > Zgodnie z tą logiką powinniśmy np. zrezygnować z mycia zębów przez
                                                    > > dzieci, bo też nic się nikomu dotąd nie stało, ale dziecko może się
                                                    > > np. zadławić.
                                                    >
                                                    > Ale w ogóle czasami używasz funkcji myślenia ?

                                                    Gaja, turlam się, turlam się, turlam się, turlam się... <ROTFL>
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:49
                                                    dziecku nie ma prawa nic do
                                                    > głowy strzelić, bo im nie strzelało.
                                                    > A jeżeli strzela, to znaczy, że rodzice ponieśli porażkę
                                                    wychowawczą.

                                                    - tak włąśnie uważam.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:28
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > dziecku nie ma prawa nic do
                                                    > głowy strzelić, bo im nie strzelało.
                                                    > A jeżeli strzela, to znaczy, że rodzice ponieśli porażkę
                                                    > wychowawczą.
                                                    >
                                                    > - tak włąśnie uważam.

                                                    Rany boskie.
                                                    Jestem nieudolna wychowawczo.
                                                    Idę na kolanach do Częstochowy, sypiąc głowę popiołem.
                                                    Bo cholera - moim przedszkolakom czasem coś strzela do głowy i nie zawsze mnie słuchają. Może powinnam iść do psychiatry? <myśli> Albo od razu założę Klub Nieudolnych Matek, których dzieciom czasem coś strzela do głowy. Jak od każdej potencjalnej członkini wezmę złotówkę wpisowego, to na nowiutkie Porsche nazbieram suspicioussuspicioussuspicious

                                                    A zatem, szanowna publiczności - wg doktor-prawie-habilitowanej Srebrnejrybki, 99% matek jest nieudolna wychowawczo <tu fanfary>
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:52
                                                    To czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego kiedyś dzieci nie wypadały z
                                                    okien, mimo, że częściej były same w domu? Bo nadal nie mam
                                                    odpowiedzi.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:11
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > To czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego kiedyś dzieci nie wypadały z
                                                    > okien, mimo, że częściej były same w domu? Bo nadal nie mam
                                                    > odpowiedzi.

                                                    A skąd masz dane, że nie wypadały?
                                                    Na moim osiedlu w ciągu czasu mojej przedszkolnej edukacji zdarzyły się 2 przypadki wypadnięcia dzieci z okna. Sądzisz, że ktoś wspomniał o tym w telewizji, radiu, czy choćby prasie lokalnej? Kurka, no nie, nikt nie wspominał, a to przecież robi wrażenie, jak dziecię frunie z 11 piętra.
                                                    Być może moje osiedle miało szczególnego pecha jeśli chodzi o ilość spadających dzieci. Ale wiesz, prędzej się skłaniam do tego, że było to raczej typowe osiedle, takie, jakich budowano wtedy setki. I myślę, że do wypadków dochodziło na każdym z nich.

                                                    Moja mama, której opowiedziałam o tej dyskusji, wspomniała mi, że gdy była małą dziewczynką i wakacje spędzała na wsi, z okna wypadło dwuletnie dziecko. Szczęściem w nieszczęściu było to, że spadło na kopę siana czy czegoś tam.

                                                    Pytam jeszcze raz - skąd bierzesz dane o tym, że dawniej dzieci nie wypadały z okien, a teraz czynią to nagminnie? Czyżby na podstawie badań opinii publicznej made by "mnie-się-to-nigdy-nie-zdarzyło-i-nie-słyszałam-o-takim-przypadku-a-zatem-przypadek-nie-istnieje"??
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:45
                                                    To, że dziecko wypadło z okna na wsi, nie jest dziwne. Nikt tam nie
                                                    uczył dzieci, że okno jest niebezpieczne, bo większość okien jest na
                                                    parterze, więc nie ma takiej potrzeby. NIe znam Twojego blokowiska,
                                                    ale skoro wydarzyło się to w Twoich czasach przedszkolnych, to
                                                    zapewne była to końcówka lat 70tych lun 80te. Więc zjawiska, o
                                                    których piszemy, pewnie już się zaznaczyły.
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 12:09
                                                    Tiaaa... u mnie w połowie lat 70 - tych lilkuletnie dziecko wypadło
                                                    6 lub 7 piętra. Sprawa była powszechniekomentowana ze względu na
                                                    niesamowite szczęście jakie miał dzieciak - uszedł z życiem, bo
                                                    wpadł na rosnące poniżej krzeywy.

                                                    Ja sama byłam dzieckiem wielce samodzielnym i uświadomionym na
                                                    okoliczność różnych niebezpieczeństw (np. w wieku 5 lat zostawałam
                                                    sama wieczorami w domu, bo taka była niestety konieczność - sama się
                                                    przebierałam w piżamę, myłam, gasiłam wszystkie światła i szłam spać)
                                                    I dokładnie pamiętam sytuację, kiedy siedziałam na skrzynce
                                                    balkonowej machając nóżkami na zewnątrz, radośnie sobie przy tym
                                                    podśpiewująć - fajne to było.
                                                    Pamiętam też swoje oburzenie z powodu reprymendy otrzymanej od mojej
                                                    mamy - bo przecież ja, włażąc na tą nieszczęsną skrzynkę kwiatową,
                                                    wiedziałam, że jest to bardzo niebezpieczne i dlatego też byłam
                                                    bardzo ostrożna... Jakieś 5 lat miałam wtedy i byłam absolutnie
                                                    przekonana,że wiem co robię i że robię to w sposób bezpieczny.

                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 12:30
                                                    Dla jasności - ja nigdzie nie pisałam o tym, że dobre jest
                                                    zostawianie samego małego dziecka w domu, zwłaszcza na dłużej.
                                                    Najważniejszą przyczyną dla mnie jest zresztą to, że dziecko może
                                                    się bać.
                                                    Natomiast w kwestii okien nadal nie rozumiem, dlaczego wychylanie
                                                    się przez okna musi być głowną rozrywką dziecka, które się na chwilę
                                                    spuści z oka.
                                                    A co do skrzynek - ja bym je po prostu zdjęła z balkonu, jeżeli
                                                    dziecko musiało z jakichś powodów zostawać same.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 13:17
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Dla jasności - ja nigdzie nie pisałam o tym, że dobre jest
                                                    > zostawianie samego małego dziecka w domu, zwłaszcza na dłużej.
                                                    > Najważniejszą przyczyną dla mnie jest zresztą to, że dziecko może
                                                    > się bać.

                                                    Tutaj się zgadzamy.

                                                    > Natomiast w kwestii okien nadal nie rozumiem, dlaczego wychylanie
                                                    > się przez okna musi być głowną rozrywką dziecka, które się na chwilę
                                                    > spuści z oka.

                                                    Ja ci dam dobrą radę: idzie wiosna. Na placach zabaw jest pełno dzieci. Weź ze sobą notes, długopis, i zwyczajnie przepytaj dzieci biegające po twoim osiedlu, czy wychylają się przez okna i jeśli tak dlaczego to robią.
                                                    Bo ja na przykład nie mam zielonego pojęcia dlaczego to robią. I nie mam zamiaru snuć pustych rozważań na ten temat, bo gdyby mnie to interesowało, zwyczajnie zapytałabym bezpośrednio zainteresowanych ;P
                                                    Mam dziwne przeczucie, że odpowiedzi byłyby kompletnie nieracjonalne i niezrozumiałe dla mnie jako osoby dorosłej ;P
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 13:50
                                                    Ja akurat się nie bałam zostawać sama w domu. Ba, nawet bardzo to
                                                    lubiłam. Mimo to, nadal uważam, że nie było to ani dobre, ani
                                                    bezpieczne.

                                                    Ja myślę, że dzieci wychylają się z okna, bo jak się człowiek
                                                    wychyli, to o wiele więcej widzi. Taki na przykład śmieszny pies
                                                    idzie chodnikiem i chciałoby się zobaczyć, co zrobi. Trzeba się
                                                    wychylić, żeby więcej zobaczyć. Bo babcia, kiedy pokazywała ptaszka,
                                                    to stawiała na parapecie, więc zrobię tak jak babcia – sama wejdę na
                                                    parapet, żeby zobaczyć. Bo fajnie jest siedzieć wysoko i patrzeć na
                                                    ludzi, machając sobie nogami... Bo świat jest ciekawy po prostu.

                                                    A po co zdejmować skrzynki, skoro dziecko było „od maleńkości”
                                                    uczone, że tam jest niebezpiecznie i nigdy wcześniej nie próbowało
                                                    się na nie wdrapać?
                                                    Ja na tą skrzynkę wlazłam, kiedy rodzina była w kuchni zajęta
                                                    obiadem. Nie uważałam, że robię coś złego, bo znałam zagrożenie i
                                                    byłam pewna, że potrafię tam wejść w sposób dla siebie bezpieczny. I
                                                    chyba miałam rację, bo przecież nie wypadłam. I, szczerze mówiąc,
                                                    nie rozumiałam, dlaczego moja mama, jak już przestała być
                                                    zdenerwowana, to była na mnie wściekła. Ja przecież wiedziałam, co
                                                    mi grozi i byłam bardzo ostrożna.
                                                    Ja nie chcę nikogo do niczego przekonywać. Chciałam tylko pokazać w
                                                    jaki sposób może myśleć kilkuletnie dziecko – odpowiednio wychowane,
                                                    pouczone i usamodzielnione.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 14:25
                                                    Myślę, że babcia stająca na parapecie, żeby pokazać dziecku ptaszka,
                                                    uczy je niebezpiecznych zachowań. Bo dziecko przecież naśladuje
                                                    przykład dorosłych. Oczywiście dorośli robią niekiedy w obecności
                                                    dziecka niebezpieczne dla niego rzeczy, typu prasowanie, ale po co
                                                    podsuwać dziecku taki pomysł i wskazywać, jakie to atrakcyjne, tylko
                                                    niestety dla niego niedostępne.
                                                    Skrzynki tak czy owak bym zabrała - dziecko może być odpowiedzialne
                                                    etc., ale oczywiście nie przytłaczałabym dziecka stałą świadomością,
                                                    że wszystko w koło jest niebezpieczne. Zwłaszcza, jeśli dziecko
                                                    musiało zostawać samo w domu.
                                                    Świat jest oczywiście ciekawy, ale jakoś wierzyć mi się nie chce, że
                                                    dziecko 5letnie spędza czas na oglądaniu świata za oknem, zamiast na
                                                    zabawie w pokoju. Ale sprawa babci wchodzącej na parapet wiele mi
                                                    wyjaśnia. Być może po prostu teraz rodzice uczą dzieci, że
                                                    najciekawsze rzeczy dzieją się za oknem i wzmacniają w nim potrzebę
                                                    wyglądania przed okno. Mnie niekt świata z parapetu nie pokazywał,
                                                    raczej ze mną do okna się nie zbliżano. Nie widziałam też w
                                                    zasadzie, żeby rodzice wyglądali oknem - zwykle jednak zajmowali się
                                                    czym innym, nawet dla rozrywki. Świat typi ptaszki czy kwiatki,
                                                    pokazywano mi na spacerach, a nie przez okno.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 15:10
                                                    Dla mnie też plaga dzieci wypadających przez okna jest chyba największą zagadką
                                                    stulecia. Ja nie znam żadnego przypadku, mój mąż słyszał o jednym przez całe
                                                    swoje dzieciństwo (dziecko zostało przy otwartym oknie i za bardzo się wychyliło).
                                                    Może mam trochę dziwaczną i pokrętną wyobraźnię, ale tak sobie myślę czasami, że
                                                    czego oczy nie widzą... Teraz skakanie przez okna można zobaczyć na każdym
                                                    kroku, również wyskakiwanie przez zamknięte okno (bardzo atrakcyjne - ten
                                                    rozprysk szkła i lejąca się krew!). Wystarczy włączyć telewizor i poczekać 5 minut.
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:28
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Dla mnie też plaga dzieci wypadających przez okna jest chyba
                                                    największą zagadką
                                                    > stulecia. Ja nie znam żadnego przypadku, mój mąż słyszał o jednym
                                                    przez całe
                                                    > swoje dzieciństwo (dziecko zostało przy otwartym oknie i za bardzo
                                                    się wychylił
                                                    > o).

                                                    To chyba skrajny egocentryzm jest rozumować na zasadzie: ja nie
                                                    znam, mąż słyszał o jednym takim wypadku, więc się zdarzało w
                                                    ilościach śladowych.

                                                    > Może mam trochę dziwaczną i pokrętną wyobraźnię, ale tak sobie
                                                    myślę czasami, ż
                                                    > e
                                                    > czego oczy nie widzą... Teraz skakanie przez okna można zobaczyć
                                                    na każdym
                                                    > kroku, również wyskakiwanie przez zamknięte okno (bardzo
                                                    atrakcyjne - ten
                                                    > rozprysk szkła i lejąca się krew!). Wystarczy włączyć telewizor i
                                                    poczekać 5 mi
                                                    > nut.

                                                    Tyle, że większość dzieciaków nie wyskakuje przez okno, ale przez
                                                    nie wypada. Tracąc równowagę na przykład.
                                                    Efekt końcowy jest podobny, ale jednak dostrzegam subtelną różnicę
                                                    między wyskoczeniem a wypadnięciem.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:37
                                                    ea-szarri napisała:

                                                    > Tyle, że większość dzieciaków nie wyskakuje przez okno, ale przez
                                                    > nie wypada. Tracąc równowagę na przykład.

                                                    Dokładnie tak. Ponieważ mają inaczej położony środek ciężkości ciała, niż
                                                    dorosły - i nawet lekkie wychylenie może poskutkować utratą równowagi.

                                                    > Efekt końcowy jest podobny, ale jednak dostrzegam subtelną różnicę
                                                    > między wyskoczeniem a wypadnięciem.

                                                    Szczerze? Nie słyszałam o przypadku wyskoczenia z okna przez dziecko. Poza
                                                    próbami samobójczymi. No, ale to nie u dzieci.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:03
                                                    Droga ea-szarri: sama napisałać o Babci, która stawiała na
                                                    parapecie, bo stamtąd lepiej dostrzec ptaszka. Uczyła, że świat z
                                                    parapetu i za oknem jest ciekawszy. I to chyba jest błąd.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:19
                                                    ja osobiście zawsze uważałam, że stawianie malucha na parapecie
                                                    trzymając go "wpół" jest niebezpieczne samo w sobie, bo babcia (czy
                                                    ktokolwiek) w tym momencie mogłaby zasłabnąć i puścic dziecko..a juz
                                                    jako pokazywanie sytuacji pozornie bezpiecznej..to co sie dziwić, ze
                                                    potem dziecko robi coś takiego samo..nie mając swiadomości, że to
                                                    ręka babaci utrzymywała je w równowadze??
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:27
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > ja osobiście zawsze uważałam, że stawianie malucha na parapecie
                                                    > trzymając go "wpół" jest niebezpieczne samo w sobie, bo babcia
                                                    (czy
                                                    > ktokolwiek) w tym momencie mogłaby zasłabnąć i puścic dziecko..a
                                                    juz
                                                    > jako pokazywanie sytuacji pozornie bezpiecznej..to co sie dziwić,
                                                    ze
                                                    > potem dziecko robi coś takiego samo..nie mając swiadomości, że to
                                                    > ręka babaci utrzymywała je w równowadze??

                                                    - i w ten sposób mamy część odpowiedzi w sprawie tych dzieci
                                                    wypadających z okien. Po prostu zapewne w części z nich rozbudzono
                                                    niepotrzebnie nawyk wyglądania przez okno i fałszywe poczucie
                                                    bezpieczeństwa. Czyli bardzo ważne, żeby tego nie robić.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:28
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Droga ea-szarri: sama napisałać o Babci, która stawiała na
                                                    > parapecie, bo stamtąd lepiej dostrzec ptaszka. Uczyła, że świat z
                                                    > parapetu i za oknem jest ciekawszy. I to chyba jest błąd.

                                                    Bo hmmm... nie da się ukryć, że świat za oknem jest ciekawszy.
                                                    Cały czas się ten świat zmienia, podczas gdy w domu są wciąż te same klocki, kredki i lalki ;o)
                                                    Kilka miesięcy, kiedy przebudowywano wiadukt, był dla moich dzieci pasmem nieustającej rozrywki - widok na plac budowy z okna był lepszy, niż podchodząc blisko (bo blisko podejść się nie dało, było ogrodzone) - więc koczowałam RAZEM Z NIMI na tym nieszczęsnym parapecie zamkniętego okna i dostawałam świra, gdy przez godzinę gapiły się na koparki, walce i inne tałatajstwo wink))

                                                    Niemniej jednak zgadzam się, że stawianie dziecka na parapecie bywa ryzykowne.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:46
                                                    ja miałam widok na podwórko, na które mogłam wyjść w każdej chwili
                                                    kiedy działo się tam coś ciekawego..a kiedy rodzice mnie zostawiali
                                                    wieczorem sami, zeby pójśc do teatru..i tak nic nie było widać..smile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:05
                                                    No cóż, może to kwestia doświadczeń. Do 7 roku życia mieszkałam w
                                                    mieszkaniu, którego okna (II piętro) wychodziły na piękny ogród przy
                                                    domu, zlewający się dalej z ogrodami, które płynnie przechodziły w
                                                    panoramę parku. Widok piękny, w rezultacie dość monotonny. Drzewa
                                                    przecież stały codziennie tak samo, kwitły tak samo, jak wczoraj,
                                                    były ośnieżone tak samo, jak wczoraj, a i tak oglądałam je często z
                                                    dołu, zwłaszcza, że, o zgrozo, do tego ogrodu uprawianego przez
                                                    dozorczynię i zamkniętego na skobelek byłam puszczana sama w wieku
                                                    jakichś 5 lat. Więc z okna nic specjalnego nie było widać. Z małymi
                                                    wyjątkami: czasem puszczano race, ale było je równie dobrze widać z
                                                    głębi mieszkania, bo fruwały po całym niebie i nie było potrzeby się
                                                    wychylać przez okno. Zresztą te race puszczano zwykle wieczorem, i
                                                    oglądałam je w kuchni przy okazji kolacji, a wtedy zawsze byłam w
                                                    czyimś towarzystwie. Poza tym atrakcją było, jak pod naszymi oknami
                                                    przejeżdżał samochcdem znajomy, który wynajmował garaż w naszym
                                                    domu. Zawsze, tzn. nie codziennie, wracał z działki wczesnym
                                                    wieczorem, kiedy wykąpana leżałam już w łóżku. Wtedy albo biegłam na
                                                    balkon, jesli był otwarty, ale to niczym specjalnym nie groziło, bo
                                                    samochód mogłam oglądać przez szczebelki. A raz rzeczywiście
                                                    pamietam, że wdrapałam się na parapet, okno było zamknięte, i bałam
                                                    się jak cholera. Więc po pierwsze: było wiadomo, kiedy mogę rwać się
                                                    do okna, po drugie, było wiadomo, że głupstwa nie zrobię, bo się
                                                    boję. W ciągu dnia nie było problemu, wieczorem też, bo skoro się
                                                    tak bałam ...
                                                    Potem przeprowadzilśmy się do śródmieścia większego miasta, widok
                                                    koszmarny, wąska ulica, nasze okna na przeciwko okien sąsiadów. Bez
                                                    zbliżania się do okna mozna było wieczorem widzieć, co się u nich
                                                    dzieje w oświetlonym wnętrzu (nie używali zasłon), a patrzenie w dół
                                                    było nudne. Cóż - brzydka ulica, chodnik, ludzie z góry, zresztą
                                                    miałam juz 7 lat.
                                                    Zebrane doświadczenia dotyczą dwóch różnych sytuacji i dwóch
                                                    krańcowo różnych widoków za oknem. Doprawdy, nie warto było się
                                                    wychylać.
                                                    Klockami, kredkami etc. można bawić się na tyle różnych sposobów, że
                                                    zawsze coś się dzieje.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:17
                                                    > Widok piękny, w rezultacie dość monotonny. Drzewa
                                                    > przecież stały codziennie tak samo, kwitły tak samo, jak wczoraj,
                                                    > były ośnieżone tak samo

                                                    Ale można i tak:
                                                    poniedziałek - dzisiaj drzewa się nieco poruszają, znaczy - wieje wiatr (tu moje dziecię wymyśla pięćsetną historyjkę o wietrze, który ma jakieś tam przygody - szczerze mówiąc, czasami mnie łeb boli od jego nawijania).
                                                    wtorek - dzisiaj wiatru nie ma, jest mgła (tu moje dziecię zamęcza mnie pytaniami, co to jest mgła i skąd się bierze, wpatrując się w nią jak sroka w gnat)
                                                    środa - nie ma wiatru, nie ma mgły. idzie pani z pieskiem na spacer (mamo, co to za piesek? gdzie ta pani idzie? do lasu? - mamy widok na góry i las - tu następuje długie rozważanie, co się może dzisiaj dziać w tym lesie, bo "wiesz mamo, może tam mieszka wiewiórka..." - i tak dalej)
                                                    czwartek - na parkingu stoją te same samochody co zwykle ("dzisiaj będę wybierać czerwone, a ty mamo wybierasz zielone. kto pierwszy zobaczy czerwony samochód ten wygrywa)
                                                    piątek - padał deszcz, są kałuże, ludzie zaiwaniają z parasolami - kolejne historyjki i śpiewanie piosenek o deszczu

                                                    Widok za oknem to wg mnie cudowne pole do popisu wyobraźni i kreatywności smile))
                                                    Chyba to w sumie zależy od dziecka. Ja uwielbiałam obserwować chodzących ludzi i wymyślać o nich historie. Mój syn ma to samo smile)
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:24
                                                    A czy dziecko bywa na spacerze? Bo drzewami etc. interesowałam się
                                                    na spacerze. A w domu rozwijałam kreatywność przy pomocy klocków i
                                                    lalek, dużo też rysowałam.
                                                    A różnicy między drzewani w poniedziałek i wtorek doprawdy nie bylam
                                                    w stanie dostrzec i nie pamiętam. I może właśnie dla bepieczeńsrwa
                                                    dzieci lepiej nie zwracać na to uwagi. Przecież same piszecie, że
                                                    bezpieczeństwo jest ważniejsze od rozwijania uzdolnień. Więc nie
                                                    rozbudzałabym w dzieciach bez potrzeby nawyku wyglądania przez okno.
                                                    Większa pewność, że jeżeli kiedyś spuści się je z oka, a to zawsze
                                                    może się zdarzyć, nie wypadną.
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:40
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > A różnicy między drzewani w poniedziałek i wtorek doprawdy nie
                                                    bylam
                                                    > w stanie dostrzec i nie pamiętam.

                                                    Współczuję.


                                                    > Więc nie
                                                    > rozbudzałabym w dzieciach bez potrzeby nawyku wyglądania przez
                                                    okno.

                                                    We mnie nie rozbudzano. Spróbuj w takie dziwowisko uwierzyć.
                                                    Sama odkryłam przyjemność wyobrażania, o czym te dwie panie
                                                    rozmawiają (zabawnie przy tym gestykulując rekami)

                                                    > Większa pewność, że jeżeli kiedyś spuści się je z oka, a to zawsze
                                                    > może się zdarzyć, nie wypadną.
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:35
                                                    Ufff... co za ulga...
                                                    nawet jeżeli jestem nienormalna, to nie dość, że nie jestem sama, to
                                                    na dodatek w dobrym towarzystwie.

                                                    Ulżyło mi nieco.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:41
                                                    niewątpliwe uroki "forumowania"..smile))
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:24
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Droga ea-szarri: sama napisałać o Babci, która stawiała na
                                                    > parapecie, bo stamtąd lepiej dostrzec ptaszka. Uczyła, że świat z
                                                    > parapetu i za oknem jest ciekawszy. I to chyba jest błąd.


                                                    Srebrnarybko, ja nigdzie nie pisałam, że moja babcia tak robiła - ja
                                                    jedynie usiłowałam podać przykładowe odpowiedzi, dlaczego dzieci
                                                    włażą na parapet/wychylaja się przez okno. To była po prostu jedna z
                                                    hipotez.
                                                    A świat oglądany z góry jest inny niż świat widziany z domu.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 22:32
                                                    To jest jedna z hipotez, ale chyba dość sensowna. Zresztą mieliśmy
                                                    to w postach Kotuli, która napisała, że siedzi z dziećmi godzinami w
                                                    oknie i ogląda.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:57
                                                    > To chyba skrajny egocentryzm jest rozumować na zasadzie: ja nie
                                                    > znam, mąż słyszał o jednym takim wypadku, więc się zdarzało w
                                                    > ilościach śladowych.

                                                    Ok, skoro chcesz to tak nazwać. Jednak nie wychowałam sie na Księżycu i takie
                                                    informacje naprawdę szybko sie rozchodziły pocztą pantoflową.
                                                    Przy ilościach śladowych będę więc obstawać.

                                                    Być może to dlatego, że ludzi jest 2x więcej teraz niż wtedy. Podobnie jak ilość
                                                    wypadków samochodowych jest wprost proporcjonalna do ilości samochodów.

                                                    Jednak przeciętnemu rodzicowi nie przychodziło wtedy do głowy, że największym
                                                    zagrożeniem w mieszkaniu jest akurat okno.
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 23:00
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Jednak nie wychowałam sie na Księżycu i takie
                                                    > informacje naprawdę szybko sie rozchodziły pocztą pantoflową.
                                                    > Przy ilościach śladowych będę więc obstawać.
                                                    >

                                                    Z czystej ciekawości: o ilu przypadkach wypadnięć dzieci
                                                    dowiedziałaś się ostatnio pocztą pantoflową, a nie dzięki informacji
                                                    w mediach (radio, gazeta,net)?
                                                    Bo wiesz, u mnie to ostatnio nawet poczta pantoflowa wyglada mniej
                                                    więcej tak:
                                                    -słyszałaś, że znowu jakieś dziecko wypadło z okna?
                                                    -gdzie?
                                                    -w Łodzi
                                                    -a skąd wiesz?
                                                    -czytałam na Onecie/forum/w Wiadomościach podawali

                                                    Ani razu nie słyszałam, że "Maliniakowa mówiła".

                                                    W dzieciństwie i młodości zdarzało mi se słyszeć przekazywane pocztą
                                                    pantoflową informacje o niecodziennych wypadkach z w miarę bliskiej
                                                    okolicy.
                                                    To były sensacje lokalne.

                                                    Niestety nie pamiętam, jak często o takich wypadkach informowała
                                                    prasa, radio czy telewizja. Myślę, że warto byłoby najpierw
                                                    przeanalizować ówczesne i obecne źródła wiedzy i dopiero wtedy
                                                    porównywać.

                                                    Ja mogę jedynie służyć doświadczeniem własnym: w ciągu pierwszych 18
                                                    lat życia słyszałam o jednym takim wypadku; w ciągu następnych 18
                                                    wiem również o jednym takim wypadku na tym samym obszarze.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 21:58
                                                    > Tyle, że większość dzieciaków nie wyskakuje przez okno, ale przez
                                                    > nie wypada. Tracąc równowagę na przykład.
                                                    > Efekt końcowy jest podobny, ale jednak dostrzegam subtelną różnicę
                                                    > między wyskoczeniem a wypadnięciem.

                                                    Być może. W większości przypadków PO FAKCIE już raczej trudno sie tego dowiedzieć.
                                                  • ea-szarri Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:15
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Myślę, że babcia stająca na parapecie, żeby pokazać dziecku
                                                    ptaszka,
                                                    > uczy je niebezpiecznych zachowań.

                                                    Babcia nie stawała na parapecie, ale stawiała (w sensie, że dziecko
                                                    stawiała). Nieprecyzyjnie napisałam, więc przepraszam,że w błąd
                                                    wprowadziłam.

                                                    > Skrzynki tak czy owak bym zabrała - dziecko może być
                                                    odpowiedzialne
                                                    > etc., ale oczywiście nie przytłaczałabym dziecka stałą
                                                    świadomością,
                                                    > że wszystko w koło jest niebezpieczne. Zwłaszcza, jeśli dziecko
                                                    > musiało zostawać samo w domu.

                                                    Z całym dla Ciebie szacunkiem - myślę, że gdybyś była moją mamą, to
                                                    nie przyszłoby Ci do głowy, żeby te skrzynki usuwać - naprawdę
                                                    trudno było dziecku się na nie wdrapać - żadnych zdobnych kratek,
                                                    pudeł stojących obok, gładki beton i jeden metalowy wspornik na
                                                    pierwszy rzut oka zupełnie nieużyteczny.


                                                    > Świat jest oczywiście ciekawy, ale jakoś wierzyć mi się nie chce,
                                                    że
                                                    > dziecko 5letnie spędza czas na oglądaniu świata za oknem, zamiast
                                                    na
                                                    > zabawie w pokoju. Ale sprawa babci wchodzącej na parapet wiele mi
                                                    > wyjaśnia. Być może po prostu teraz rodzice uczą dzieci, że
                                                    > najciekawsze rzeczy dzieją się za oknem i wzmacniają w nim
                                                    potrzebę
                                                    > wyglądania przed okno. Mnie niekt świata z parapetu nie pokazywał,
                                                    > raczej ze mną do okna się nie zbliżano. Nie widziałam też w
                                                    > zasadzie, żeby rodzice wyglądali oknem - zwykle jednak zajmowali
                                                    się
                                                    > czym innym, nawet dla rozrywki. Świat typi ptaszki czy kwiatki,
                                                    > pokazywano mi na spacerach, a nie przez okno.

                                                    Sprawę babci wchodzącej na parapet wyjaśniłam.
                                                    Mnie też na parapecie nie stawiano, a zarówno mama jak i babcia
                                                    preferowały inne rozrywki niż gapienie się przez okno, dzięki czemu
                                                    mając te nieszczęsne 5 lat czytać też umiałam (i nawet lubiłam).
                                                    A jednak - mimo braku przykładu w domu - świat za oknem wydawał mi
                                                    się interesujący. Czasami się bawiłam, czasmi czytałam a czasami
                                                    gapiłam przez okno.
                                                    I szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego Cię to dziwi.
                                                    Mnie dziwi dziecko bawiące się grzecznie zabawkami i nie wykazujące
                                                    żadnego zaiteresowania tym, co jest za oknem, za tamtą ulicą czy
                                                    wewnątrz budzika.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 20:31
                                                    > Mnie dziwi dziecko bawiące się grzecznie zabawkami i nie
                                                    wykazujące
                                                    > żadnego zaiteresowania tym, co jest za oknem, za tamtą ulicą czy
                                                    > wewnątrz budzika.
                                                    to co za oknem dla mnie nie było na tyle istotne, bo mogłam zejść na
                                                    podwórko i obejrzeć to z bliska..i to w kazdej chwili..a co do
                                                    budzika..pisałam juz tu wcześniej, ze majsterkowanie to w moim
                                                    przekonaniu było to co tygrysy lubia najbardziej..kiedyś popsuł się
                                                    nam budzik..i zapytałam czy mogę go wziąść w takim razie sobie do
                                                    zabawy (w domysle nikomu juz niepotrzebny bo nie działa) mama się
                                                    zgodziła..a ja rozłożyłam go na "czynniki pierwsze"..potem okazało
                                                    się , ze budzik mozna było jeszcze naprawić..a mama myslała, że ja
                                                    będe się nim tylko bawić..hmm ..nie wiem jak "tylko bawić"..przeciez
                                                    taki zepsuty budzik sam w sobie to nic ciekawego...
                                                  • guderianka wypadanie 05.03.08, 09:27
                                                    Bo dawniej nie było tylu wysokich bloków i wieżowców tongue_out
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:47
                                                    teraz zabiera się do ubikacji ze sobą dzieci tak do 2-3 lat
                                                    >
                                                    > A kto zabiera?

                                                    Na tym forum, chociaż w innym wątku, mama 4latka pisała z zachwytem,
                                                    że on chodzi co drugi dzień do przedszkola na pół dnia i wtedy ona
                                                    może załatwić się w toalecie bez świadów. Inne mamy ndyskutujące nie
                                                    postukały się w czoło, tylko pryjęły rzecz z zrozumieniem.
                                                    Wśród znajomych znam co najmniej takie 3 przykłądy, uzasadniane tym,
                                                    że dla kilkuletniego dziecka to zbyt wielki uraz, że mama zamknie
                                                    się w toalecie.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 23:57
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Na tym forum, chociaż w innym wątku, mama 4latka pisała z zachwytem, że on chodzi co drugi dzień do przedszkola na pół dnia i wtedy ona może załatwić się w toalecie bez świadów. Inne mamy ndyskutujące nie postukały się w czoło, tylko pryjęły rzecz z zrozumieniem. Wśród znajomych znam co najmniej takie 3 przykłądy, uzasadniane tym, że dla kilkuletniego dziecka to zbyt wielki uraz, że mama zamknie się w toalecie.

                                                    Hihh, no ja sama pisałam nawet na tym forum, w sławetnym wątku "chowam się do łazienki" (o tym, że mama chowa się w łazience aby wymusić na dziecku posłuszeństwo).
                                                    Ale Rybko, to naprawdę nie jest jakieś powszechne zjawisko. Ja mogłam pójść do kibelka sama już jak młody miał rok, i chodziłam, a jakże. Tyle, że 3 miesiące później urodziła się jego siostra. I zdarzało mi się, że do tego kibelka szłam z dwójką - już możesz mnie zlinczować - z jednym przyczepionym do piersi, a drugim przyczepionym do nogi i wsłuchanym w bajkę, którą mu właśnie opowiadałam.

                                                    Rybko, nie znam żadnego przypadku, aby matka zabierała ze sobą do ubikacji dziecię starsze niż załóżmy półtoraroczne. Co nie oznacza oczywiście, że takie przypadki nie istnieją. Bo istnieją na pewno. Ale wiesz, nawet na forum jestem nieco dłużej niż ty i jak bozię kocham - nie spotkałam się jeszcze ze stwierdzeniem, że dziecku się stanie krzywda jak matka pójdzie do kibla na 5 minut, i że będzie miało uraz psychiczny. Jak mi znajdziesz takie info i podasz link, zwrócę honor smile

                                                    Aaa - ale zapomniałabym - mój syn czasem wleci za mną do łazienki, w ferworze opowiadania mi kolejnej opowieści, które to opowieści płodzi jak oszalały. Hmm... no tak, wychodzi na to, że czasem spędzam czas w łazience z prawie 5-latkiem (co zaraz ktoś tu pięknie zinterpretuje).

                                                    Aaa - jeszcze jedno. Być może mamie 4-latka, który poszedł do przedszkola, chodziło o to, że może załatwić się na spokojnie. Ja na przykład uwielbiam czytać na kibelku, no takie zboczenie mam, i dochodzi do sytuacji, że podnoszę się z tego kibelka z odciskiem deski na udach i tyłku, bo ostatnie 45 minut siedziałam na tronie i pochłaniałam Pratchetta. Przy dzieciach takie 45 minut w toalecie nie jest mi dane (i Pratchetta czytam siedząc na podłodze, jednocześnie budując z klocków albo patrząc, jak młode się bawią).
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:03
                                                    pochłaniałam Pratchetta.
                                                    widzę, ze są tu inni nałogowcy Świata Dysku nie tylko ja..ja czytam
                                                    w wannie..moje chłopaki wchodziły zawsze..i do teraz...bez
                                                    podtekstów u nas to było normalne od zawsze..
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:54
                                                    Babciu, jeśli Twoje dzieci wchodziły do łazienki, a Tobie to nie
                                                    przeszkadzało - Twoja sprawa. Mnie chodziło o to, że niektóre dzieci
                                                    są tak wychowywanie, że nie potrafią wytrzymać "szoku", jakim jest
                                                    zniknięcie matki na 5 minut w klozecie. Nie sądzę, żeby to były
                                                    Twoje dzieci.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 01:06
                                                    wiem, to był wtręt na temat tego, ze rozumiem kiedy lektura
                                                    Pratcheta wsiorbie na amen..
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 05.03.08, 00:51
                                                    Przecież sama piszesz, że młody przychodzi do kibelka, żeby
                                                    opowiadać bajki. Nie zamierzam Cię linczować, bo ja nie przejawiam w
                                                    ogóle w tej dyskusji takiej agresji, jak dyskutantki "nowoczesne".
                                                    Jak Ci sprawia przyjemność załatwianie się w towarzystwie 5latka -
                                                    Twoja broszka.
                                                    To o czym pisała, to nie był wątek ""chowam się do łazienki" i nie
                                                    Ty. Inna matka pisała, że nie może zamknąć się w łazience i musi się
                                                    załatwiać przy 4 latku. I słyszałam to od wielu matek - uraz,
                                                    dziecko nie wie, co się z matką dzieje, matka mu znika etc. Niestety
                                                    tak jest.
                                                  • artjoasia nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 21:31
                                                    Moja mama była zostawiana sama jako trzylatka i dziwnym trafem wtedy nikogo to
                                                    nie dziwiło ani nie bulwersowało. Jakimś cudem te zabiegi wychowawcze przeżyła
                                                    bez szkody dla zdrowia ani psychiki. A o tym, czy i kiedy MOŻNA mieć takie
                                                    zaufanie do dziecka, wielokrotnie pisała Babcia - niestety, jak widzę, z
                                                    mizernym skutkiem.
                                                  • gaja78 Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 21:40
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Moja mama była zostawiana sama jako trzylatka i dziwnym trafem wtedy nikogo to
                                                    > nie dziwiło ani nie bulwersowało.

                                                    No pewnie, bo takie były czasy, że w wielu rodzinach dziecko znaczyło mało,
                                                    mniej niż człowiek, a rodzic o nie zwyczajnie nie dbał. Nazywajmy rzeczy po
                                                    imieniu smile
                                                    Na szczęście nie we wszystkich rodzinach tak było. Znam całą ich rzeszę, gdzie
                                                    coś takiego jak opisujesz było nie do pomyślenia. W pokoleniu moich dziadków.
                                                  • artjoasia Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 21:47
                                                    To ciekawe, bo jeszcze w moim pokoleniu (lata 60-te) było to dość powszechne. W
                                                    różnych środowiskach.
                                                  • babcia47 Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 21:55
                                                    mam nadzieję, że Ty i Twoje dzieci będą miały tyle poczucia ważności
                                                    ile ja miałam..czasem az zbyt wiele jak na mój gust
                                                  • gaja78 Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 22:04
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > mam nadzieję, że Ty i Twoje dzieci będą miały tyle poczucia ważności
                                                    > ile ja miałam..czasem az zbyt wiele jak na mój gust

                                                    Ja wiem swoje, ty wiesz swoje. I tyle. Dla mnie dziecko wysyłane jako 3-latek do
                                                    sklepu ważne być dla rodziców nie może. Przynajmniej nie na tyle, by nie narażać
                                                    go niepotrzebnie na niebezpieczeństwo. Ale ja może jestem nienormalną,
                                                    "dzisiejszą" matką ze skrzywionym światopoglądem.
                                                  • srebrnarybka Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 22:09
                                                    Ale jakie to dziecko ma duże poczucie własnej wartości, skoro tak
                                                    dobrze wywiązało się z zadania. Zdaje się, że nowoczesnym matkom
                                                    zależy na tym, by ich dzieci miały wysoką samoocenę.
                                                  • mama_kotula Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 22:15
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Ale jakie to dziecko ma duże poczucie własnej wartości, skoro tak
                                                    > dobrze wywiązało się z zadania. Zdaje się, że nowoczesnym matkom
                                                    > zależy na tym, by ich dzieci miały wysoką samoocenę.

                                                    Tak. Zależy na wysokiej samoocenie. Ale powierza im się zadania nie tylko
                                                    odpowiednie do wieku, ale i BEZPIECZNE dla dziecka.

                                                    Samodzielne chodzenie po zakupy przez dziecko 3-letnie bezpieczne nie jest. Z
                                                    wielu względów, o których pisałam wcześniej.
                                                  • babcia47 Re: nie musisz zaraz mojej rodziny obrażać 03.03.08, 22:40
                                                    ja do tej piekarni chciałam "siama" a bywałam w nim wcześniej setki
                                                    razy z rodzicami..i trzeba było przejśc tylko chodnikami dookoła
                                                    boiska szkolnego..no i taka byłam dumna..
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:04
                                                    Na dziś oszczędzę już oponentkom odruchów wymiotnych przy czytaniu moich postów.
                                                    Dobranoc!
                                                • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:28
                                                  babcia47 napisała:

                                                  > ps. gdzieś tu podniosłam temat zaufania do dziecka, które jest
                                                  > uczone ..jakoś to nie doczekało się odpowiedzi.. i fakt traktowania
                                                  > go bez odrobiny nawet zaufania..

                                                  "Zaufanie" w tym wątku to zasłonka dymna dla braku odpowiedzialności i
                                                  wyobraźni. Nierzadko występującymi wraz z lenistwem i brakiem zainteresowania.

                                                  Można dziecko uczyć i być przy nim.
                                                  Można dziecko tylko uczyć i chwalić się, jakie ma się zaufanie do dziecka.

                                                  To drugie wymaga mniej wysiłku.

                                                  Ps. Też się miałam nie odzywać, ale czasem człowiek musi, bo inaczej się udusi.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:43
                                                    więc podsumowując moja mama pozwalając mi pójśc po bułki do
                                                    osiedlowej piekarni w w wieku 3 lat(po drodze zadnych ulic)
                                                    wykazywała się totalnym brakiem odpowiedzialnosci czy zaufaniem, że
                                                    nie znajdę jednak tej ulicy (20 metrów za piekarnią) i nie wpakuję
                                                    sie pod jakis samochód?..ja wiedziałam, że przez ulice nie wolno mi
                                                    samej...
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:54
                                                    babcia47 napisała:
                                                    > więc podsumowując moja mama pozwalając mi pójśc po bułki do
                                                    > osiedlowej piekarni w w wieku 3 lat(po drodze zadnych ulic)
                                                    > wykazywała się totalnym brakiem odpowiedzialnosci czy zaufaniem, że
                                                    > nie znajdę jednak tej ulicy (20 metrów za piekarnią) i nie wpakuję
                                                    > sie pod jakis samochód?

                                                    Brakiem odpowiedzialności.
                                                    Bo 3-letnie dziecko może zrobić po drodze milion głupot. Może zostać pogryzione przez bezpańskiego psa, z którym zechce się pobawić, może zostać stuknięte przez samochód, w którym będzie jechać ktoś po pijaku pirat drogowy po chodniku, może też zechcieć urządzić sobie dłuższy spacerek naokoło osiedla do innego sklepu (tak, tak, nawet najlepiej wytresowany 3-latek miewa takie pomysły - z opisywanej przez ciebie wielokrotnie ciekawości i dążenia do samodzielności).

                                                    > ...ja wiedziałam, że przez ulice nie wolno mi samej...

                                                    Babciu, a tak z ręką na sercu - nie zdarzyło ci się w wieku 3 lat zrobić czegoś, czego wiedziałaś że nie wolno ci zrobić? Z ciekawości, z zagapienia, z bezmyślności?
                                                    Moje dzieci też wiedzą, że przez ulicę nie wolno im samym, co nie zmienia faktu, że czasem przez tę ulicę chcą same przejść i próbują. Mimo wiedzy. Bo mają 3 i 4 lata. To nie są dorośli ludzie mniejszego wzrostu, wbrew temu, co wiele osób w tym wątku chce wmówić.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:05
                                                    sadząc po komentarzach na temat co odpowiem na temat siekierki (na
                                                    szczęście dla mnie taki tekst umiesciłam juz wcześniej na sasiednim
                                                    wątku) nie sadzę byś uwierzyła..ale w tym wieku i przez wiele
                                                    kolejnych lat nie zrobiłam!! Podobnie było z moimi dziećmi! co
                                                    wielokrotnie sprawdzałam idąc za nimi w pewnym oddaleniu lub w inny
                                                    sposób dyskretnie obserwując. Pierwszym moim "odstępstwem" było
                                                    blisko 2 godzinne szukanie chleba w piatkowe popołudnie w wieku
                                                    blisko 6 lat..zrobiłam to z własnej inicjatywy, obchodząc wszelkie
                                                    znane sklepy (kupiłam pół bochenka) ale po "większe"zakupy, przez
                                                    ulice chodziłam już w wieku 5 lat i źródłem lęku mamay było jedynie
                                                    to, że mnie tak długo nie ma(co zauwazyłam po powrocie, potem juz
                                                    tego nie robiłam ze względu na niepokój mamy z którego wczesniej nie
                                                    zdawałam sobie sprawy)..przez ulice osiedlowe umiałam
                                                    przechodzić..przez miejskie magistrale, gdzie jeździły tramwaje i
                                                    był duzy ruch wiedziałam ze mi nie wolno..
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:59
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > więc podsumowując moja mama pozwalając mi pójśc po bułki do
                                                    > osiedlowej piekarni w w wieku 3 lat(po drodze zadnych ulic)
                                                    > wykazywała się totalnym brakiem odpowiedzialnosci czy zaufaniem, że
                                                    > nie znajdę jednak tej ulicy (20 metrów za piekarnią) i nie wpakuję
                                                    > sie pod jakis samochód?..ja wiedziałam, że przez ulice nie wolno mi
                                                    > samej...

                                                    W wieku 3 lat ? Jak najbardziej kompletna nieodpowiedzialność.

                                                    Dzieciom ufa się w kwestiach dziecięcych. W tym, co należy do ich świata, co
                                                    jest dla nich ważne. Zaufania uczy się poprzez pozwalanie na bycie
                                                    odpowiedzialnym za WŁASNE sprawy.

                                                    Pójście do sklepu po bułki to element świata rodziców. Obowiązek rodziców, nie
                                                    dziecka. Wysłanie trzylatka po bułki - jeśli jest faktem, bo brzmi fantastycznie
                                                    - to nie nauka zaufania, ale kompletny brak wyobraźni i odpowiedzialności.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:10
                                                    A może sztuczny jest podział na świat dziecka i świat rodziców? I
                                                    może dla dziecka jest ważne, żeby pokazać, że się jest choć trochę
                                                    dorosłym?
                                                    Nie wiem, jak Wy, ale ja całe dziecińswo chciałam być dorosła.
                                                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:17
                                                    Dziecko to dziecko.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:23
                                                    w miejscu gdzie mieszkałam, kiedy moje dzieci były malutkie pod
                                                    klatką był zieleniak i kiosk..od ulicy oddzielał je trawnik i
                                                    parking..ulica mało ruchliwa..kiedy mój młodszy synek wszedł w etap
                                                    jedzenia obiadków ok pół roku tak się złozyło, ze nie mogłam sama
                                                    zejść(chyba młodszy był chory lub akurat coś działo się z nim
                                                    powaznego) do zieleniaka a potrzebowałam cebuli do kotlecików.
                                                    Posłałam starszego wówczas miał 2,5 roku (nie były to jego pierwsze
                                                    samodzielne zakupy..regularnie odbierał tez gazety z teczki w kiosku
                                                    (głównie gazetki dla dzieci). Mały poszedł ja, przy jak zwykle
                                                    uchylonych drzwiach wejsciowych, spoglądałam przez okno by
                                                    ewentualnie zareagować gdyby cos sie działo..Okazało się, że cebuli
                                                    nie ma, bo akurat był przednówek..i moje małe 2,5 roczne dziecio
                                                    samo wykonbinowało, że szczypiorek (dymka) tez bedzie się
                                                    nadawać..sprawdziłam potem u sprzedawczyni..to był jego pomysł i
                                                    jego decyzja!!..Jako najmłodszy, ulubiony klient dostał ładne
                                                    jabłuszko i wrócił z zakupem do domu nie pchając się, jak poprzednio
                                                    zreszta, gdziekolwiek dalej..kiedy miał 4 lata bez strachu
                                                    puszczałam go do sklepu po przeciwnej stronie ulicy..nauczyłam, że
                                                    to niebezpieczne miejsce i jezeli ma wątpliwości ma poczekać aż
                                                    będzie przechodził ktoś dorosły i przejśc równocześnie z nim. W
                                                    wieku 5 lat zapragnął chodzic na zajęcia "zerówki" na religie z
                                                    dziecmi zaprzyjaźnionej kolezanki(5 i 6 lat)..chodzili sami przez
                                                    skrzyżowanie ze swiatłami(ok 150m)..ani ona ani ja nie wątpiłysmy,
                                                    że nasze dzieci bedą się zachowywać prawidłowo, bo i jej i moje były
                                                    tego nauczone wcześniej!!
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:30
                                                    ps. ten sam syn kiedy zaczął nauke musiał sam tuptac do szkoły
                                                    odległej o blisko 4 km przez pół roku zanim przeprowadzilismy sie do
                                                    nowego domu..po drodze 1 światła i dwie mało uczęszczane
                                                    ulice..miałam do niego zaufanie, że nie wlezie pod samochód
                                                    (sprawdzilismy), bo nauczony był poruszania sie po mieście od lat!!
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:31
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Mały poszedł ja, przy jak zwykle
                                                    > uchylonych drzwiach wejsciowych, spoglądałam przez okno by
                                                    > ewentualnie zareagować gdyby cos sie działo...

                                                    Jacie. Wyfrunąć przez okno i zepchnąć młodego z tej nieruchliwej ulicy po której
                                                    będzie jechać ten rzadko jeżdżący samochód.
                                                    Albo wściekle cisnąć ziemniakiem w psa, który zaatakuje dziecię.
                                                    Albo krzyczeć "ratunku, pomocyyyy" tongue_outtongue_outtongue_out

                                                    > Okazało się, że cebuli nie ma, bo akurat był przednówek..i moje małe 2,5
                                                    roczne dziecio samo wykonbinowało, że szczypiorek (dymka) tez bedzie się
                                                    nadawać..sprawdziłam potem u sprzedawczyni..to był jego pomysł i jego
                                                    decyzja!!..Jako najmłodszy, ulubiony klient dostał ładne jabłuszko i wrócił z
                                                    zakupem do domu nie pchając się, jak poprzednio zreszta, gdziekolwiek dalej...

                                                    Brawo tongue_out

                                                    > kiedy miał 4 lata bez strachu
                                                    > puszczałam go do sklepu po przeciwnej stronie ulicy..nauczyłam, że
                                                    > to niebezpieczne miejsce i jezeli ma wątpliwości ma poczekać aż
                                                    > będzie przechodził ktoś dorosły i przejśc równocześnie z nim.

                                                    Brawo tongue_out

                                                    > W wieku 5 lat zapragnął chodzic na zajęcia "zerówki" na religie z
                                                    > dziecmi zaprzyjaźnionej kolezanki(5 i 6 lat)..chodzili sami przez
                                                    > skrzyżowanie ze swiatłami(ok 150m)..ani ona ani ja nie wątpiłysmy,
                                                    > że nasze dzieci bedą się zachowywać prawidłowo, bo i jej i moje były tego
                                                    nauczone wcześniej!!

                                                    Brawo.
                                                    Dziękujemy państwu za uwagę. Przedstawiliśmy najnowszą produkcję made by
                                                    Babciawood nominowaną do Oscara w kategorii film science-fiction. Opracowanie -
                                                    studio filmów fabularnych oddział w Łodzi, czytał Lucjan Szołajski.

                                                    PS. Przepraszam, nie mogłam powstrzymać ironii ;>
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:39
                                                    Z przyjemnością podsunę Ci drugą nominację. Do szkoły też chodziłam bez opieki
                                                    dorosłych, przeważnie w kilka osób chodziliśmy. Warszawa, kilka ulic do
                                                    przejścia, bez świateł.
                                                    W wieku 5 czy 6 lat chodziłam sama do sklepu odległego o 3 km przez las. I śmiem
                                                    twierdzić, że na tej wsi nawet teraz nie byłoby w tym nic niebezpiecznego.

                                                    A tak z ciekawości pytam: skąd Wy bierzecie to wypadanie z okien albo wściekłe
                                                    psy? To choroba cywilizacyjna jakaś? Bo w czasach mojego dzieciństwa czegoś
                                                    takiego NIE BYŁO!!!
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:41
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > A tak z ciekawości pytam: skąd Wy bierzecie to wypadanie z okien albo wściekłe psy? To choroba cywilizacyjna jakaś? Bo w czasach mojego dzieciństwa czegoś takiego NIE BYŁO!!!

                                                    Pas. Wygrałaś. Możesz być z siebie dumna.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:55
                                                    to akurat fakt, że agresywne psy to moda z ostatniego 20-
                                                    lecia..kiedy moje dzieci były małe po podwórku pętały sie co
                                                    najwyzej jakieś małe, przyjazne kundelki...były zreszta towarzyszami
                                                    zabaw i razem z dziećmi chodziły do sklepu..
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:07
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > to akurat fakt, że agresywne psy to moda z ostatniego 20-
                                                    > lecia... kiedy moje dzieci były małe po podwórku pętały sie co
                                                    > najwyzej jakieś małe, przyjazne kundelki...były zreszta towarzyszami zabaw i razem z dziećmi chodziły do sklepu..

                                                    Tiii, patrz, a ostatnio taki mały przyjazny kundelek poszarpał policzek jednej dziewczynce z przedszkola mojego syna. Taki nieduży, 30 cm w kłębie mierzący, mieszkający z dziewczynką od urodzenia.

                                                    Przekraczamy granice absurdu. Niedługo dowiemy się, że dawniej to był w ogóle raj, a lwy obok owieczek i tak dalej. Bo te lwy to zębów nie miały i były wegetarianami, nie to, co dzisiejsze.

                                                    Z mojej strony pas po raz kolejny, tym razem wygrywa Babcia47 smile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:12
                                                    Jeżeli ten kundelek mieszkał z dziewczynką od urodzenia, to znaczy,
                                                    że wypadek ten przytrafił się nie wskutek nieodpowiedzialnego
                                                    wysłania dziewczynki przez rodziców po zakupy, tylko w domu. Więc
                                                    niewysyłanie dzieci po zakupy też nie chroni przed takimi wypadkami.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:25
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Jeżeli ten kundelek mieszkał z dziewczynką od urodzenia, to znaczy,
                                                    > że wypadek ten przytrafił się nie wskutek nieodpowiedzialnego
                                                    > wysłania dziewczynki przez rodziców po zakupy, tylko w domu. Więc
                                                    > niewysyłanie dzieci po zakupy też nie chroni przed takimi wypadkami.

                                                    <przeciera oczy z niedowierzaniem, czytając ten post po raz piąty>

                                                    Siwe Głowy przeciwko Głupiej Małolacie - 3:0. A raczej walkower.
                                                    Pas w tym wątku. Po raz trzeci i mam nadzieję ostatni smile
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:29
                                                    a gdzie tu jest błąd logiczny? Jakby była na zakupach, to by była
                                                    poza zasięgiem kłów tego pieska.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:41
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > a gdzie tu jest błąd logiczny? Jakby była na zakupach, to by była
                                                    > poza zasięgiem kłów tego pieska.

                                                    <wali głową w ścianę>

                                                    PAS, PAS, PAS.

                                                    Niedługo się dowiemy, że najbezpieczniejszą metodą uniknięcia przez trzylatka ulegania wypadkom jest ciągłe przebywanie tego trzylatka na samodzielnych zakupach. Ponieważ największej ilości wypadków dziecko ulega w domu w obecności rodziców. Hm, to jest nawet logiczne, jakby tak na to spojrzeć tongue_outtongue_outtongue_out

                                                    A zatem - trzylatki na zakupy!! dwulatki na podwórko!! (statystycznie bezpieczniejsze niż dom). Roczniaki... hmm, do lasu? O, o to jest to. Jeszcze nie słyszałam o wypadku, któremu dziecko uległo w lesie. Choć może nie, bo teraz przecież po lasach grasują wilki, nie to co kiedyś, kiedy te wilki wylegiwały się w towarzystwie owieczek, zębów nie miały i były przyjazne, a dzieci (i owieczki, oczywiście) były doświadczone w kontaktach z wilkami.
                                                    Zresztą, co ja piszę. Za tamtych czasów w ogóle NIE BYŁO lasów, lasy wymyśliło sobie moje pokolenie!!

                                                    A rodzice do teatru w celu rozwoju duchowego i zapewnienia bezpieczeństwa potomstwu (bo przecież, jak wskazują statystyki, najwięcej wypadków dzieje się w obecności rodziców) tongue_out


                                                    Srebrnarybko - dziękuję za dyskusję. Człowiek uczy się przez całe życie jednak, bo już byłam pewna, że NIC mnie na tym forum nie zdziwi.

                                                    Pozdrawiam serdecznie. PAS.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:47
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > srebrnarybka napisała:
                                                    >
                                                    > > a gdzie tu jest błąd logiczny? Jakby była na zakupach, to by była
                                                    > > poza zasięgiem kłów tego pieska.
                                                    >
                                                    > <wali głową w ścianę>
                                                    >

                                                    Oj przestań Kotula, Srebrnarybka nadrabia zaległości z logiki a ty ją
                                                    zniechęcasz na samym początku. Jesteś bez serca ! tongue_out

                                                    > A zatem - trzylatki na zakupy!! dwulatki na podwórko!! (statystycznie bezpieczn
                                                    > iejsze niż dom). Roczniaki... hmm, do lasu? O, o to jest to.

                                                    Dwuipółlatki po szczypior do warzywniaka !


                                                    > A rodzice do teatru w celu rozwoju duchowego i zapewnienia bezpieczeństwa

                                                    ... i szansy rozwoju samodzielności !

                                                    > Srebrnarybko - dziękuję za dyskusję. Człowiek uczy się przez całe życie jednak,
                                                    > bo już byłam pewna, że NIC mnie na tym forum nie zdziwi.

                                                    No ja tu od niedawna zaglądam. I chyba będę częściej tongue_out
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:52
                                                    Oczywiście drugie zdanie było żartem. Ale przykład o pogryzieniu
                                                    dziecko przez paa domowego i W DOMU nijak się ma do dyskusji o
                                                    samodzielnym, aczokolwiek kontrolowanym przez rodzców wychodzeniu z
                                                    domu. Dlatego zaprotestowałam, a Ty byłaś uprzejma określić mnie
                                                    jako kretynkę. Nie uważam, zeby oznaką kretynizmu było wskazania, że
                                                    ktoś posługuje się nieadekwatnymi przykładami.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:59
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Dlatego zaprotestowałam, a Ty byłaś uprzejma określić mnie
                                                    > jako kretynkę. Nie uważam, zeby oznaką kretynizmu było wskazania, że ktoś posługuje się nieadekwatnymi przykładami.

                                                    Rybciu, a w którym momencie określiłam cię personalnie jako kretynkę?
                                                    Link poproszę.
                                                    Odpuściłam, bo brakuje mi argumentów i chęci w obliczu twojej porażającej logiki.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:09
                                                    Jesteś uprzejma tak określać mnie nadal w motcie, czy jak to nazwać
                                                    do swojego postu. I proszę raz jeszcze mi wyjaśnić, w jaki sposób
                                                    pogryzienie dziecka w domu przez własnego psa ma dowodzić, że
                                                    niebezpieczne jest wysłanie dziecka po zakupy?
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:23
                                                    srebrnarybka napisała:
                                                    > Jesteś uprzejma tak określać mnie nadal w motcie, czy jak to nazwać
                                                    > do swojego postu. I proszę raz jeszcze mi wyjaśnić, w jaki sposób
                                                    > pogryzienie dziecka w domu przez własnego psa ma dowodzić, że
                                                    > niebezpieczne jest wysłanie dziecka po zakupy?

                                                    Gdzie ja napisałam, że piesek pogryzł dziecko w domu? Zresztą to nie ma znaczenia.
                                                    Nie odnosiłam się do zakupów. To była riposta na wypowiedź Babci, że "dawniej nie było agresywnych psów, tylko same przyjazne kundelki" (w domyśle: które nie mają prawa być agresywne). Otóż również "przyjazne kundelki" b.y.w.a.j.ą agresywne, niezależnie od tego, jak są wytresowane.

                                                    A sygnaturka... cóż. Jakbyś ty miała w sygnaturce coś w rodzaju "nie dyskutuję z głupimi małolatami" nie odniosłabym tego do siebie, ponieważ nie czuję się głupią małolatą. Nie rozumiem, dlaczego wzięłaś to personalnie do siebie.
                                                    (tak, tak - to jest manipulacja treścią. uczę się od ciebie tongue_out).
                                                    Złota myśl w mojej sygnaturce bardzo mi się podoba. Zresztą, sygnaturki mam dynamiczne i jest w nich wiele innych złotych myśli i cytatów.

                                                    Srebrnarybko, jak słusznie stwierdziła Guderianka, dyskusja wkracza na poziom absurdu. Ja nie jestem w stanie dyskutować - o ile to jeszcze można nazwać dyskusją - z kimś, kto za wszelką cenę chce obalić racjonalne argumenty wypływające z racjonalnych przesłanek w imię niewiadomoczego.
                                                    Poza tym, jak słusznie również zauważyła Guderianka, reprezentantki starszego pokolenia wpadły w mentorski ton. Którego nie znoszę, ponieważ nie pozwolę na traktowanie mnie jako potrzebującą wskazania właściwej - jedynej i słusznej drogi - gó..arę niezależnie od tego, co mam do powiedzenia i choćby to było jak najbardziej słuszne.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:37
                                                    mentorskim tonem określasz opisywanie własnych doswiadczeń?
                                                    hmm..celowo ich uzywam by moje twierdzenia nie wygladały na wziete
                                                    z "księzyca" ale jak widać kazde intencje moga byc odczytane tak jak
                                                    pasuje..
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 04.03.08, 00:43
                                                    Jakbyś ty miała w sygnaturce coś w rodzaju "nie dyskutuję
                                                    > z głupimi małolatami" nie odniosłabym tego do siebie, ponieważ nie
                                                    czuję się gł
                                                    > upią małolatą.

                                                    - ale nie mam takiej sygnaturki, więc nie przypisuj mi rzeczy,
                                                    których nie robię.

                                                    Co do psa w domu:
                                                    1. Jest prawdą to, co napisała Babcia, że kiedyś nie hodowano w
                                                    Polsce agrsywnych ras typu rotweilery. Owszem, kundel też może
                                                    pogryźć, ale jednal zdarza się to rzadziej.
                                                    2. dyskusja dotyczyła kwestia, czy jest bezpieczne posylać małe
                                                    dzieci po zakupy, więc przykład o pogryzieniu dziecka przez psa, z
                                                    którym razem mieszkało, nawet, jeśli zdarzylo się to poza domem, nie
                                                    miał sensu.

                                                    Co do zakupów:
                                                    nonsensem wydaje mi się spór o to, czy po zakupy może pójść
                                                    bezpiecznie 3latek czy 5latek, to są szczegóły. Dzieci Babci były
                                                    istotnie bardzo szybko usamodzielniane, ale też z powodzeniem. Moim
                                                    zdaniem prawidłowa odpowiedź brzmi: dziecko można wysłać do kiosku
                                                    przed blokiem, sklepu w domu i dalej stopniować, wtedy, kiedy jest
                                                    do tego przygotowane. Skoro Babcia przemyślanymi i świadomymi
                                                    działaniami przygotowła tak małe dzieci, to OK. Myślę, że większości
                                                    dzieci nawet w czasach, gdy Babcia je wychowywała, była gotowa
                                                    troszkę później. Ale to szczegół. Istotne jest co innego: Babcia nie
                                                    wysyłała bezmyślnie nieprzygotowanych dzieci, bo jej się nie chciało
                                                    zejść, tylko systematycznie i celowo uczyła je samodzielności, a
                                                    następnie kontrolowała, coraz bardziej dyskretnie. I dało to skutki.
                                                    Więc nie mozna tego działania nazwać niedodpowiedzialnym. Natomiast
                                                    dużo większą nieodpowiedzialnością jest moim zdaniem
                                                    nieprzygotowyanie dzieci do samodzielności. O tym, że dzieci są dziś
                                                    mnie samodzielne, niż były kiedyś, piszecie wszystkie. Tylko
                                                    niestety nie wszystkie mamy uważają to za problem. Istnieją też
                                                    takie, jak ciocia Kandydy, która nie spuszcza z oka 8letniej córki i
                                                    wcale nie chce i nie próbuje jej wychować do tego, by było można. I
                                                    o tym warto dyskutować, o ile dyskusją można nazwać rozmowę pełną
                                                    wulgarnych wyzwisk (rzyganie, pierdzielenie etc., takie słowa tu
                                                    padły). Mam nadzieję, że nie używacie takich słów w obecności
                                                    dzieci, bo to nie byłby przejaw odpowiedzialności. Życzę kolorowych
                                                    snów.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:13
                                                    P.S. Jeszcze jedno: Babcia ma rację, bo takich ras, jak rotweilery,
                                                    kiedyś nie hodowano w Polsce.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:25
                                                    mam w domu 2 psy..teoretycznie też są niebezpieczne tym bardziej ze
                                                    jedna to "wilczyca"(nie pierwsza)..jeszcze żyję ja i moje
                                                    dzieci..sąsiedzi również..pierwszą sprowadziłam do domu kiedy
                                                    starszy był w 1-szej klasie..dla jego obrony i ochrony kiedy nie
                                                    było nas w domu!!Sprawdziła sie nad podziw i była warta każdej
                                                    wydanej na nia złotówki (porównywalnie 2 obecne srednie krajowe)
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:50
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > A tak z ciekawości pytam: skąd Wy bierzecie to wypadanie z okien albo wściekłe
                                                    > psy? To choroba cywilizacyjna jakaś? Bo w czasach mojego dzieciństwa czegoś
                                                    > takiego NIE BYŁO!!!

                                                    Bo akurat dziecko interesuje się rewelacjami typu czyjeś wypadnięcie z okna tongue_out

                                                    Ja też nie pamiętam ANI JEDNEGO wypadku w mojej okolicy z czasów dzieciństwa.
                                                    Tylko czasem dziadek albo ojciec mi o nich opowiada.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:48
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Dziękujemy państwu za uwagę. Przedstawiliśmy najnowszą produkcję made by
                                                    > Babciawood nominowaną do Oscara w kategorii film science-fiction.

                                                    No tak właśnie coś tu zaczyna pachnieć science-fiction od jakiegoś czasu ;P
                                                    Chyba że mi działa mechanizm wyparcia. Nie mogę się wewnętrznie pogodzić z
                                                    faktem, że moje 26-miesięczne dziecko jest słabo rozwinięte i nie zapowiada się
                                                    na to, że będzie gotowe za 4 miesiące łazić do warzywniaka po cebulę/ewentualnie
                                                    szczypiorek ;P
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:05
                                                    moge Cie skontaktowac z moim obecnie 26-letnim synem jeżeli
                                                    potrzebujesz potwierdzenia..pozatym w tym wcześniej ze mna bywał w
                                                    tym zieleniaku i po swoje gazetki tez juz chodził..a do ulicy od
                                                    zieleniaka i kiosku było ok 20m przez trawnik i parking..gdyby
                                                    ruszył się nie w tym kierunku..zdążyłabym bez problemu wystartować i
                                                    zatrzymac go..byłam b.sprawna i niegdys wicemistrzynią Polski w
                                                    biegach sztafetowych..tongue_out
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:51
                                                    nic nie poradzę..ale tak było..powiem Ci więcej..trafiłam na
                                                    bezrobotne kiedy moje dzieci miały 5 i 7 lat..z kasą było bardzo
                                                    krucho..moje dzieci dostawały porównywalnie do obecnej wartosci
                                                    pieniedzy po 5 zł "kieszonkowego" na tydzień od dziadków..w sumie ok
                                                    40,- liczac na obecne..to dawało mozliwośc zrobienia zakupów na
                                                    utrzymanie na 1-2 dni..i te moje "głupie" szkraby podsłuchawszy
                                                    pewnie kiedy rozmawialiśmy z mężem o naszej sytuacji przyszły do
                                                    mnie i powiedziały, ze kiedy będe bez pracy to one mi będą oddawać
                                                    te swoje pieniążki, żebym miała na chlebek..poryczałam się jak
                                                    bóbr..i sprawdziłam, że nikt im tego nie podpowiadał!! Bywało, że
                                                    skorzystałam..a oddałam z wielkim procentem..Kto mi po czymś takim
                                                    wmówi, że dzieci mimo, że małe są głupie i rozumku nie posiadają?
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:08
                                                    Ja w wieku 7 lat oddała rodzicom całe oszczędności z kieszonkowego,
                                                    które dostawałam od babci, żeby dołożyć do linoleum w przedpokoju w
                                                    nowym mieszkaniu. Wiedziałam, że przeprowadzka bardzo dużo
                                                    kosztowała. Latami bylam dumna z tego, że w wieku 7 lat przyczyniłam
                                                    się do zakuou czegoś trwałego do domu.
                                                    Ale zaapewne wg nowoczesnej pedagogiki dzieci Babci i ja nie byłyśmy
                                                    dostatecznie asertywni, nie dbaliśmy dostatecznie o swoje interesy i
                                                    nie byliśmy pępkami świata ani zdrowymi egoistami, tylko paskudnymi
                                                    altruistami, którzy dobro wspólne przedkładają ponad interes własny.
                                                    Bo przecież mogłam sobie za tę kasę kupić jakąś zabawkę tylko dla
                                                    siebie. I nic dziwnego, że wyrosła ze mnie taka srebrnarybka.
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:02
                                                    Oczywiście, że mama wykazywała sie zaufaniem i robiła słusznie. Znam
                                                    pannę 15letnią, która przyszedłszy z matką w odwiedziny do starszych
                                                    państawa w centrum miasta, w którym mieszka, została wysłana bodaj
                                                    do apteki, przy czym wytłumaczono jej, że ma skręcić w boczną ulicę
                                                    w lewo czy w prawo. Nie podołała temu zadaniu.
                                                    Co do kwestii, że nauczenie dziecka bezpiecznych zachowań i
                                                    następnie mniejsze pilnowanie go wymaga mniej wysiłku - nie
                                                    rozumiem, gdzie zarzut. Istotne jest to, żeby możliwie skutecznie
                                                    ochronić dziecko przed niebezpieczeństwem, a nie o to, żeby włożyć w
                                                    to maksimum wysiłku. Jeżeli metodą Babci-Joasi-Srebrnejrybki da się
                                                    wychować bezpiecznie saodzielne dziecko i jeszcze mniejszym
                                                    wysiłkiem, to w czym problem?
                                                    Przecież powinien się liczyć efekt końcowy, czyli dziecko, które
                                                    bezpiecznie i dobrze przygotowane dobrnie do dorosłości, a nie
                                                    wysiłek rodziców. Wysiłek rodziców jest środkiem, a nie celem.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:09
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Oczywiście, że mama wykazywała sie zaufaniem i robiła słusznie. Znam pannę 15letnią, która przyszedłszy z matką w odwiedziny do starszych państawa w centrum miasta, w którym mieszka, została wysłana bodaj do apteki, przy czym wytłumaczono jej, że ma skręcić w boczną ulicę w lewo czy w prawo. Nie podołała temu zadaniu.

                                                    Posługujesz się przykładami skrajnymi, co jest środkiem manipulacji współdyskutantami. Sugerujesz, że nie pozwalanie dziecku 3-letniemu na samodzielne wyjścia na zakupy zaskutkuje w przyszłości sytuacją opisaną wyżej.
                                                    Pomiędzy niezaradną 15-latką, a wysyłaniem 3-latki po bułki do sklepu jest tzw. złoty środek.
                                                    Jeszcze raz powtórzę - moim zdaniem manipulujesz. Albo - również moim zdaniem - nie umiesz wnioskować logicznie z różnych przesłanek.

                                                    I jeszcze raz powtórzę - dorabianie ideologii "zaufania do dziecka" do nieodpowiedzialności i niefrasobliwości oraz braku wyobraźni napawa mnie wstrętem. Bo to jest obłuda i próba usprawiedliwiania własnej bezmyślności przez ubranie jej w piękne słówka.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:10
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > Oczywiście, że mama wykazywała sie zaufaniem i robiła słusznie. Znam
                                                    > pannę 15letnią, która przyszedłszy z matką w odwiedziny do starszych
                                                    > państawa w centrum miasta, w którym mieszka, została wysłana bodaj
                                                    > do apteki, przy czym wytłumaczono jej, że ma skręcić w boczną ulicę
                                                    > w lewo czy w prawo. Nie podołała temu zadaniu.

                                                    Ja pierdzielę ... obiecałam sobie że się nie zniżę do poziomu ataków
                                                    personalnych, ale nie wytrzymam. Srebrnarybko, po tym poście nie wierzę że
                                                    jesteś osobą wykształconą. Osoba wykształcona nie wpadłaby na tak genialny
                                                    pomysł, że nieporadność 15-latki w kwestii orientacji w terenie wynika z braku
                                                    uczenia 3-latki samodzielnych wypraw do sklepu. Rotfl big_grin

                                                    > Przecież powinien się liczyć efekt końcowy, czyli dziecko, które
                                                    > bezpiecznie i dobrze przygotowane dobrnie do dorosłości, a nie
                                                    > wysiłek rodziców. Wysiłek rodziców jest środkiem, a nie celem.

                                                    Oczywiście. I każdy dąży do minimalizowania tego wysiłku. No ale wybacz -
                                                    poniżej pewnego poziomu się nie schodzi.
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 21:53
                                                    "To drugie wymaga mniej wysiłku"
                                                    czyżby? a mi sie wydaje, ze wygodniej i bezpieczniej jest po
                                                    prostu..nie pozwalać...a jeżeli kilku czy kilkunastolatek ulegnie
                                                    wypadkowi..powiedzieć..Bóg tak chciał...
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:06
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > "To drugie wymaga mniej wysiłku"
                                                    > czyżby? a mi sie wydaje, ze wygodniej i bezpieczniej jest po
                                                    > prostu..nie pozwalać...a jeżeli kilku czy kilkunastolatek ulegnie
                                                    > wypadkowi..powiedzieć..Bóg tak chciał...

                                                    Czyli mamy trzy możliwości:
                                                    1. Uczyć i nie pilnować
                                                    2. Uczyć i pilnować
                                                    3. Nie uczyć wcale.

                                                    Która możliwość zapewnia najwięcej bezpieczeństwa ?
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:16
                                                    jest jeszcze możliwość czwarta:
                                                    uczyć i pilnować tyle, ile trzeba.
                                                    Co do mojego wykształcenia - dyplomów pokazywać nie będę. Ośmielam
                                                    się tylko zauważyć, że nie używam w dyskusji słów wulgarnych, co
                                                    bywa, a przynajmniej kiedyś bywało, cechą ludzi wykształconych.
                                                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:21
                                                    srebrnarybka napisała:

                                                    > jest jeszcze możliwość czwarta:
                                                    > uczyć i pilnować tyle, ile trzeba.

                                                    A ile trzeba ?

                                                    > Co do mojego wykształcenia - dyplomów pokazywać nie będę. Ośmielam
                                                    > się tylko zauważyć, że nie używam w dyskusji słów wulgarnych, co
                                                    > bywa, a przynajmniej kiedyś bywało, cechą ludzi wykształconych.

                                                    gratuluję big_grinDDDDDDD
                                                  • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:10
                                                    Za gratulacje dziękuję. Masz czego.
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:31
                                                    Jest też czwarta możliwość: uczyć i pilnować, potem pilnować coraz bardziej
                                                    dyskretnie, a potem mieć zaufanie.
                                                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:34
                                                    artjoasia napisała:

                                                    > Jest też czwarta możliwość: uczyć i pilnować, potem pilnować coraz bardziej
                                                    dyskretnie, a potem mieć zaufanie.

                                                    Bardzo dobre podejście, i myślę, że stosuje je każda mama wypowiadająca się w
                                                    tym wątku.
                                                    Tyle, że warto wiedzieć, na ile zaufania można pozwolić dziecku w pewnym wieku.
                                                    Warto poczytać trochę na temat psychologii dziecka. Aby potem nie płakać na
                                                    okoliczność "nie mam pojęcia, co jej do głowy strzeliło, NIGDY tego nie
                                                    robiła...!!!".
                                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:43
                                                    Mnie jakoś nic nie strzeliło, moim rodzicom również nie. Po prostu rzeczy
                                                    niebezpiecznych nie robiłam NIGDY (i do tej pory nie robię).

                                                    Wg Twojego rozumowania na prawdziwą samodzielność nie można pozwolić właściwie
                                                    nigdy, prawda? Strzelić do głowy może dziecku w każdym wieku, a im później, tym
                                                    gorsze rzeczy strzelają...
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 23:19
                                                    nie mogę powiedzieć, ze nie czytałam przynajmniej tego co było
                                                    dostępne w bibliotece i czasem "zdobyte" w księgarniach..pamietam
                                                    głównie Korczaka, który przekonywał, że dzieci są mądrzejsze i
                                                    bardziej odpowiedzialne niz się naogół wydaje (polecam) oraz
                                                    Spocka..pozatym kierowałam się obserwacja własnych dzieci i dawałam
                                                    im tyle zaufania na ile zasługiwały..dzięki temu nie uwazały sie za
                                                    kogoś gorszego, bo małego..pisałam tu gdzieś jak omawialismy z
                                                    starszym problem bycia "duzym"..ze to nie przywileje i mozliwość
                                                    decydowania o sobie, lecz przede wszystkim obowiazek i
                                                    odpowiedzialność!! Duzy wbrew pozorom moze mniej..bo mały ma opieke
                                                    i mama sporo za niego robi, moze się bawić i odpoczywac kiedy tego
                                                    potrzebuje..a "duzy" musi dbac o małego, zadbac by miał wszystko,
                                                    żeby go wszystkiego nauczyć, by był bezpieczny itd. Duzy musi
                                                    wszystko zrobić co jest potrzebne do normalnego życia..zarobić
                                                    pieniązki, uprać, ugotować, leczyć gdy dziecko chore, wbić gwoździa
                                                    i wybudować dom..czasem musi to robić kiedy mu się nie chce lub jest
                                                    zmęczony i wolałby pójść spać ..i wyobraźcie sobie, że takie
                                                    rozumowanie było zrozumiałe dla 3-latka!!!
                                                  • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 22:37
                                                    druga..ale moje i moich rodziców pilnowanie wygladało w ten sposób,
                                                    że dyskretnie sprawdzaliśmy jak bedę ja lub póżniej moje dzieci w
                                                    praktyce stosować te nauki..
                                                    ps. powyzej opisałam własne doświadczenia z uczeniem moich
                                                    dzieci..obaj synowie żyją!..a jedyny wypadek jaki miał Młodszy Młody
                                                    był w bezposredniej obecnosci dwóch babć (poparzenie), którym
                                                    zaszwankował refleks i wyobraźnia
                                                  • guderianka absurdy 03.03.08, 23:47
                                                    Dyskusja sięga poziomów absurdów. O ile byłam do pewnego stopnia
                                                    zgodna ze zdaniem "srebrnych głów" o tyle teraz mówię:veto
                                                    Srebrne głowy przejawiają typowe dla ich wieku mentorstwo i
                                                    upieranie się przy swoim, brną w zaparte nie mając racji

                                                    Babciu-to że Twoi synowie żyją to wola nieba i opatrzność boża- za
                                                    to dziękować trzeba, że tyle razy ich zycie było narażane a mimo to
                                                    zyją! Kompletna nieodpowiedzialność
                                                  • mama_kotula Re: absurdy 03.03.08, 23:54
                                                    guderianka napisała:

                                                    > Dyskusja sięga poziomów absurdów. O ile byłam do pewnego stopnia
                                                    > zgodna ze zdaniem "srebrnych głów" o tyle teraz mówię:veto
                                                    > Srebrne głowy przejawiają typowe dla ich wieku mentorstwo i
                                                    > upieranie się przy swoim, brną w zaparte nie mając racji.

                                                    I nie przyjmując do wiadomości racjonalnych argumentów wyłącznie dlatego, że
                                                    wygłasza je pokolenie gó..arzy smile
                                                  • srebrnarybka Re: absurdy 04.03.08, 00:06
                                                    Bo też dyskusja sięgnęła absurdu. Rzecz dotyczyła uczenia dzieci
                                                    samodzielności, a skupiamy się na szczegółowych przykładach
                                                    dotyczących bezpieczeństwa. A nie o to w tej dyskusji chodzi -
                                                    chodzi o relację między rodzicami i dziećmi. Szczegóły nie są
                                                    istotne.
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 00:08
                                                    mam bogu dziękować czy przepraszać, ze moje metody były
                                                    skuteczne?..ani ja ani moje dzieci nie zyły w prózni..podobnie jak
                                                    ja swoje dzieci wychowywały i inne moje znajome, niekoniecznie z
                                                    tych samych pobudek..czasem były to rodziny wielodzietne gdzie
                                                    dzieci były siła rzeczy bardziej samodzielne i odpowiedzialne..ja
                                                    jestem gadułą..i męża mi zabrali do wojska kiedy starszy miał pół
                                                    roku..siłą rzeczy gadałam bez przerwy do niego..kiedy miał rok mówił
                                                    pełnymi zdaniami..w wieku 2 lat potrafił mysleć abstrakcyjnie i
                                                    wyciągac zadziwiajace jak mozna by teraz uznać
                                                    wnioski..odpowiedzialnosci (jako duzy, stalsy blat)był uczony od 2
                                                    lat z groszami..sądzisz, że pozwalanie mu na realizowanie sie
                                                    jako "duzego i odpowiedzialnego" nie wymagało ode mnie swego rodzaju
                                                    poswięcenia? Musiałam zdobyc sie na opanowanie własnego leku,
                                                    pozwolenie mu na wykazanie sie odpowiedzialnościa i pozwolenie na to
                                                    by mógł wcielać w zycie to czego go uczyłam wcześniej..na pewno
                                                    wygodniej dla mnie byłoby tego nie robić..nie bede wmawiać, ze nigdy
                                                    nie miałam wątpliwosci czy postepuje słusznie, ale jak to by sie
                                                    miało do tego co mu mówiłam??? starałam się zminimalizować
                                                    niebezpieczeństwo..i chyba nie było ono duzo większe, kiedy
                                                    dziecko "wiedziało" niż gdybym zostawiła "nieswiadomego" malca
                                                    samego w sąsiednim pomieszczeniu na chwilę..w końcu mógłby wejśc na
                                                    to przysłowiowe okno..Dałam moim dzieciom poczucie, ze są "duże" i
                                                    równie wiele warte jak ci "duzi"..bo tak jak dorosli potrafili
                                                    postepowac odpowiedzialnie..i jak mi sie wydaje na tym polega
                                                    wychowanie i dawanie dzieciom poczucia własnej wartości!
                                                  • gaja78 Re: absurdy 04.03.08, 00:22
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > Dałam moim dzieciom poczucie, ze są "duże" i
                                                    > równie wiele warte jak ci "duzi"..bo tak jak dorosli potrafili
                                                    > postepowac odpowiedzialnie..i jak mi sie wydaje na tym polega
                                                    > wychowanie i dawanie dzieciom poczucia własnej wartości!

                                                    IMHO to jest grząski grunt. Łatwo przekroczyć granicę, za którą zaczyna się zbyt
                                                    duża odpowiedzialność dziecka. A informacja zwrotna od dziecka o przekroczeniu
                                                    tej granicy nie dotrze do nas nigdy lub dotrze, gdy dziecko będzie już dorosłe.

                                                    Uważam, że dziecku należy pozwolić być dzieckiem a odpowiedzialności uczyć go
                                                    nie na "dorosłych" obarczonych sporym ryzykiem wycieczkach do sklepu, ale na
                                                    elementach z jego własnego świata (np. na dbaniu o zabawki, dbaniu o rybki w
                                                    akwarium czy pielęgnowaniu własnego kawałka ogródka).

                                                    I tyle. Każdy ma swój punkt widzenia. Grunt to nie generalizować i nie
                                                    udowadniać na siłę, że któryś punkt widzenia jest lepszy i zdrowszy dla dzieci.
                                                  • gaja78 Re: absurdy 04.03.08, 00:27
                                                    gaja78 napisała:

                                                    > I tyle. Każdy ma swój punkt widzenia. Grunt to nie generalizować i nie
                                                    > udowadniać na siłę, że któryś punkt widzenia jest lepszy i zdrowszy dla dzieci.

                                                    W sumie sama przed chwilą pisałam, że mój punkt widzenia jest lepszy i zdrowszy
                                                    dla dzieci ... ;P

                                                    No tak. To może poprzestańmy na tym, że każdy ma swój punkt widzenia ;D
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 00:50
                                                    big_grin
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 00:33
                                                    od drugiego wpisu na pierwotnym wątku piszę o tym do czego dziecko
                                                    jest zdolne mimo obiegowych opinii..nie zachęcam do stosowania moich
                                                    metod, nie kazdy ma tyle czasu lub tak silne nerwy..tele czasu, bo
                                                    jak pisałam to dziesiątki razy nic nie działo się zdnia na dzień i
                                                    silne nerwy, bo to nie jest tak, że ma się niezmacone przekonanie ,
                                                    ze nic nigdy się nie stanie..zawsze moze..(rok temu syn miał
                                                    wypadek, pół roku temu ja, powazny), ale przekonanie o tym, że
                                                    dzieci sa głupiutkie, nieodpowiedzialne itd ma swoje uzasadnienie
                                                    tylko wtedy kiedy się ich tego nie uczy i nie sprawdzi..a niestety
                                                    obecnie b.czesto dzieci są uwazana za mniej "mądre" niz w czasach
                                                    kiedy ja byłam małym dzieckiem i modne było twierdzenie, że dzieci i
                                                    ryby głosu nie mają..
                                                  • mama_kotula Re: absurdy 04.03.08, 00:48
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > przekonanie o tym, że dzieci sa głupiutkie, nieodpowiedzialne itd ma swoje uzasadnienie tylko wtedy kiedy się ich tego nie uczy i nie sprawdzi..

                                                    Babciu, ja naprawdę nie chcę sprawdzać doświadczalnie, czy moje 3,5-letnie dziecko jest na tyle odpowiedzialne, że nie wpadnie pod samochód (bo wie i jest nauczona, że przez ulicę się nie przechodzi samemu) smile)). I nie oznacza to, że nie mam do dziecka zaufania, naprawdę. Bo zaufanie mam. Ale nie na tyle, aby pozwolić mu samodzielnie przechodzić przez ulicę.
                                                    Podobnie, nie chcę sprawdzać doświadczalnie, czy moje dziecko WIE, że na okno się nie wchodzi i z niego się nie wyskakuje.
                                                    Bo dyskusja sięgnęła już takich rzeczy.
                                                    Chodzi o to, aby dać dziecku pewien kredyt zaufania - i z tym się zgadzam w pełni. Ale w imię zaufania NIE godzę się na niepotrzebne narażanie życia dziecka.

                                                    I nie sądzę, aby jakakolwiek matka chciała to sprawdzać doświadczalnie smile
                                                    Bo a nuż doświadczenie się nie uda?
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 01:22
                                                    kiedyś przyjdzie ten moment, ze będziesz musiał mu zaufac..a
                                                    wczesniej będziesz musiała sprawdzić czy na to zaufanie
                                                    zasługuje..różnica miedzy mna a Tobą polega jedynie na dacie kiedy
                                                    do tego doszło czy dojdzie a raczej wieku dziecka...ja zaczęłam
                                                    wczesniej niż mieści się to obecnie w wyobrażeniach(mniejsza czy
                                                    słusznie)ale mam czelnośc twierdzić, że czy to był 3 latek, czy to
                                                    będzie 7 latek to zawsze bedze ten pierwszy raz kiedy dziecko bedzie
                                                    musiało zdac egzamin ze swoich umiejetnosci i odpowiedzialności..
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 01:03
                                                    "lub dotrze, gdy dziecko będzie już dorosłe."
                                                    mea culpa..trafiłam kiedys na post mojego młodszego syna na gg, bo
                                                    nie wyłaczył swojego profilu na moim kompie(było na wierzchu,
                                                    myslałam że to moje)..i dowiedziałam się, że informował kumpla, że
                                                    posiada "normalną starszą" w odpowiedzi, ze jego kumpla rodzice
                                                    czegoś tam nie akceptują i nie pozwalają mu mimo 23 lat
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 01:06
                                                    ps. generalnie chodziło o zaufanie do tego, ze młody wie co robi
                                                  • gaja78 Re: absurdy 04.03.08, 10:07
                                                    babcia47 napisała:

                                                    > "lub dotrze, gdy dziecko będzie już dorosłe."
                                                    > mea culpa..trafiłam kiedys na post mojego młodszego syna na gg, bo
                                                    > nie wyłaczył swojego profilu na moim kompie(było na wierzchu,
                                                    > myslałam że to moje)..i dowiedziałam się, że informował kumpla, że
                                                    > posiada "normalną starszą" w odpowiedzi, ze jego kumpla rodzice
                                                    > czegoś tam nie akceptują i nie pozwalają mu mimo 23 lat

                                                    Gwarantuję ci Babciu, że informacja o tym, czy coś się naprawdę spieprzyło, nie
                                                    jest tak łatwa do wydobycia u dorosłego dzieciaka i wyrażenia, żeby pisać o tym
                                                    z kumplem na gg w kontekście pozwalania-na-coś-tam. Zazwyczaj to wyłazi na
                                                    wierzch dopiero przy zakładaniu swojej rodziny, gdy zaczynają się schody nie
                                                    wiadomo skąd i nie wiadomo czemu. Gdy zaczyna się emocjonalna niemoc,
                                                    niewytłumaczalne hamulce i niezrozumiała niemożność bycia otwartym. Ale ty jako
                                                    matka masz marną szansę się o tym dowiedzieć, patrząc tylko z boku na rodzinę
                                                    syna i nie siedząc w ich łóżku.

                                                    Nie traktuj tego proszę personalnie, nie mam zamiaru ci mówić że mogłaś coś
                                                    spieprzyć lub nie. Chodzi mi o sam temat wymagania od dziecka zbyt dużej
                                                    "dorosłej" odpowiedzialności w ogóle, w oderwaniu od twojej osoby.
                                                    --
                                                    Ala
                                                    Żorżeta
                                                  • mama_kotula Re: absurdy 04.03.08, 10:18
                                                    > i dowiedziałam się, że informował kumpla, że
                                                    > posiada "normalną starszą" w odpowiedzi, ze jego kumpla rodzice
                                                    > czegoś tam nie akceptują i nie pozwalają mu mimo 23 lat

                                                    Ha!!
                                                    Ja zawsze zazdrościłam koleżance "normalnej starszej". Chorą, cudowną zazdrością.
                                                    Moja koleżanka dumnie opowiadała, że ma "normalną starszą", bo owa "starsza" pozwalała jej w wieku 14 lat chodzić na całonocne imprezy. Cóż, w wieku 14 lat całonocne imprezy były przedmiotem pożądania, a "starsza", która na takie imprezy nie pozwalała, była nie tylko normalna, ale wręcz cool. A moja kurde starsza była nienormalna w moim pojęciu, bo nie pozwalała mi na te całonocne zakrapiane imprezy w wieku 14 lat. Nie tylko była nienormalna, ale i okrutna wręcz i zdrowo jej nie cierpiałam za to, że traktuje mnie jak dziecko (którym, nota bene, byłam), a nie jak mama koleżanki, która traktowała koleżankę jak dorosłą (którą, nota bene, nie była).

                                                    A nieakceptacji czegoś przez rodziców u 23-letniego dziecka nie da się rozpatrywać bez kontekstu sytuacji. Jeśli ów 23-latek mieszka z rodzicami i jest na ich utrzymaniu (wbrew pozorom, to jest częste - większość 23-latków studiuje będąc na - przynajmniej częściowym - utrzymaniu rodziców), to logiczne, że rodzice będą wymagać od niego stosowania się do zasad panujących w domu.
                                                    Kiedy mieszkałam z mamą, będąc już dorosłą i w dodatku dzieciatą kobietą, również nie robiłam tego, co chciałam, tylko dostosowywałam się do zasad mojej mamy, czasem dla mnie zupełnie niepojętych. Ale mieszkałam w JEJ domu i byłam w całości na JEJ utrzymaniu. Być może "bunt" kumpla wynikał z takiej sytuacji. Bo np. rodzice nie "pozwalali" mu na urządzanie całonocnych imprez w ich domu. Nie twierdzę, że tak było, ale "niepozwalanie" 23-latkowi na coś, nie zawsze świadczy o nienormalności rodziców.
                                                  • mama_kotula errata :P 04.03.08, 10:20
                                                    mama_kotula napisała:
                                                    > Cóż, w wieku 14 lat całonocne imprezy były przedmiotem pożądania, a "starsza",
                                                    która na takie imprezy nie pozwalała, była nie tylko normalna, ale wręcz cool.

                                                    Miało być:
                                                    ..."starsza", która na takie imprezy pozwalała, była...

                                                    (o jedno NIE za dużo tongue_out)
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 15:06
                                                    czasem rozmawialiśmy z dziećmi o relacjach rodzic-dziecko..nigdy nie
                                                    ustawiałam się w pozucji osoby wszechwiedzacej i jeżeli czegos nie
                                                    wiedziałam przyznawałam się do tego "bez bicia"..zawsze tez swoim
                                                    synom mówiłam, że nikt nie dostaje instrukcji obsługi do dziecka w
                                                    szpitalu więc siłą rzeczy popełnia błedy..jezeli coś im nie
                                                    odpowiadało w moim zachowaniu wobec nich maja zapamietać i nie robic
                                                    tego swoim dzieciom..tak jak ja nauczona własnym doświadczeniem
                                                    (opisałam to na pierwotnym wątku) starałam sie nigdy nie przelewać
                                                    własnych obaw na dziecko zakazując mu czegoś tylko dlatego, że "ja
                                                    się boję", zawsze dotrzymywałam obietnic..kiedy obiecałam nagrodę i
                                                    kiedy obiecałam karę..nigdy nie karałam bez wcześniejszego
                                                    wytłumaczenia, tzn. karałam jezeli nie tłumaczenia poskutkowały.
                                                    Zawsze kiedy czegos wymagałam to było to poparte argumentami..a
                                                    nie "bo tak!" czy bo "inni tak robią" jak to często argumentowała
                                                    moja mama..co do tego postu..to akurat predzej ktoś się "wyżali"
                                                    najlepszemu kumplowi..ja przynajmniej tak mam..a co do starszego
                                                    syna..jestem w nieustajacym, przyjacielskim kontakcie z synową,
                                                    jeżeli cos sie dzieje to dzwoni do mnie (jej mama najczęściej nic
                                                    nawet nie wie). Poniewaz wychowywałam tych moich synów dla innych
                                                    kobiet, naturalne jest, ze staram sie wiedziec jak mi to
                                                    wyszło..owszem jak w kazdej młodej rodzinie bywaja zgrzyty..ale
                                                    ogólnie jako tatus i mąż wg synowej zdał egzamin(są razem już 8-my
                                                    rok)..
                                                  • artjoasia Re: absurdy 04.03.08, 00:24
                                                    Absurdy zaczęły się znacznie wcześniej i to raczej z przeciwnej strony. Te
                                                    gorące sagany, siekiery, okna, pożary... szkoda tylko, że wszystko hipotetyczne.
                                                    Co do tego, kto brnie w zaparte nie mając racji, też nie byłabym taka pewna. Bo
                                                    naprawdę się staram, ale racjonalnych argumentów jakoś dostrzec nie mogę. Bo
                                                    jakieś "co by było gdyby" - wybacz, dla mnie argumentem nie jest, a już na pewno
                                                    nie racjonalnym.
                                                  • notting_hill Re: absurdy 04.03.08, 10:28
                                                    Dorzucę swoje trzy grosze, bo ja, chociaż mam też niby te "siwe
                                                    włosy" (metrykalnie) to jednak jakoś irytują mnie te opowiadania
                                                    Babci i Srebrnej Rybki, że niby kiedyś to było tak super a teraz
                                                    jest be.
                                                    Tak jest, ja wiem z doświadczenia, że w moim pokoleniu takie rzeczy
                                                    jak one opisują to nie jest science fiction- mój mąż w wieku
                                                    czterech lat chodził ulicą Głogowską w Poznaniu ojcu po gazetę do
                                                    kiosku, dla nieznających Poznania wtedy to była taka Marszałkowska w
                                                    Warszawie, fakt że niewielki kawałek, ale zawsze, i cała jego
                                                    rodzina przytacza to jako dowód strrrrasznej samodzielności dzieci,
                                                    tudzież w wieku pięciu lat jego matka wsadzała go do pociągu do
                                                    Leszna !!!- samego!!!! i prosiła jakąś przypadkową kobietę w pociągu
                                                    żeby miała na niego oko!!! (a potem ktoś z rodziny wychodził po
                                                    niego na dworzec). Jak dla mnie w dzisiejszych czasach to podlega
                                                    pod paragraf zaniedbania, bo spokojnie takiego pięciolatka powinna
                                                    obecnie zgarnąć policja. Jakoś kwestii prawnej do tej pory nikt tu
                                                    nie podniósł, a może to daje potencjalne możliwości dociągnięcia
                                                    tego wątku do 1000 postów smile- żart.....

                                                    Ale ja nie o tym. Jak już tak zanurzamy się w sentymentalne
                                                    wspomnienia z młodości, to i ja dorzucę swoje na potwierdzenie tezy
                                                    wręcz przeciwnej niż Babcia i Srebrna Rybka.
                                                    Miałam może z 3 lata, mama miała zastępstwo na całe lato w jakiejś
                                                    podmiejskiej aptece, w starej poniemieckiej willi, gdzie był duży
                                                    ogród i zabierała mnie na całe dnie ze sobą. Pamiętam, że było
                                                    super, do dziś zresztą uwielbiam zapach apteki, ale było tam w
                                                    ogrodzie wielkie akwarium z rakami. I mnie to akwarium strasznie
                                                    fascynowało- omszone kamienie, ciemna chłodna woda i te raki leniwie
                                                    poruszające czarnymi szczypcami. Ja oczywiście wiedziałam, że nie
                                                    wolno mi tam się nachylać, a nie wolno to naprawdę znaczyło dla mnie
                                                    absolutny zakaz. No, ale chyba zapomniałam... Bo pamiętam to do dziś-
                                                    fascynację tą tonią i jak się nachylam i wyciągam rękę żeby dotknąć
                                                    te ciemne kamienie..... i potem już nic nie pamiętam, tylko wiem, że
                                                    gdyby nie to, że do apteki przyszedł akurat klient i zobaczył mnie
                                                    jak daję nura do tego akwarium, to prawdopodobnie bym się utopiła.
                                                    Ja naprawdę nie byłam nieodpowiedzialnym dzieckiem, zawsze raczej
                                                    wręcz przeciwnie, dlatego też moja mama nie miała oporów żeby mnie
                                                    spuszczać z oka (zresztą przecież pracowała), a w tym momencie
                                                    akurat pamiętam to dokładnie, tak jakby mi się jaźń kompletnie
                                                    wyłączyła i stało się.
                                                    Więc ja sceptycznie bardzo podchodzę do takich opowieści. Wiem, że
                                                    to była prawda, ale też sądzę, że dużo szczęścia że się nic nie
                                                    stało też.
                                                    Jako dzieci takie 8-9 letnie też biegaliśmy po jakiś wykrotach,
                                                    wykopach z piasku, teraz wiem że to było niebezpieczne, no ale
                                                    rodzice nie mieli o tym pojęcia, a nam nie starczało wyobraźni żeby
                                                    to wiedzieć. Z rodzicami też jeździliśmy na łyżwach po calusieńkim
                                                    zamarzniętym jeziorze (fakt, było jakieś -20), teraz chyba bym
                                                    umarła ze strachu.
                                                    Może po prostu poziom lęku nam jako społeczeństwu wzrósł? Bo mnie z
                                                    wiekiem na pewno.
                                                  • kropkacom Re: absurdy 04.03.08, 10:35
                                                    notting_hill, ja cały czas mam w pamięci te coroczne letnie utonięcia dzieci w
                                                    małych bagienkach i rodziców którzy potem tłumaczyli że nie mieli pojęcia co
                                                    robią ich pociechy. Tak straciłam moją przyjaciółkę sad Ja nadal twierdze że
                                                    wielu tych uczących samodzielności lekkomyślnych rodziców miało więcej szczęścia
                                                    niż rozumu że ich dzieci żyją.
                                                  • gaja78 Re: absurdy 04.03.08, 10:50
                                                    kropkacom napisała:

                                                    > notting_hill, ja cały czas mam w pamięci te coroczne letnie utonięcia dzieci w
                                                    > małych bagienkach i rodziców którzy potem tłumaczyli że nie mieli pojęcia co
                                                    > robią ich pociechy. Tak straciłam moją przyjaciółkę sad Ja nadal twierdze że
                                                    > wielu tych uczących samodzielności lekkomyślnych rodziców miało więcej szczęści
                                                    > a
                                                    > niż rozumu że ich dzieci żyją.

                                                    Ja również. Nie straciłam nikogo bliskiego w wypadku wodnym, ale pamiętam
                                                    przeżywanie przez moich rodziców kolejnych przypadków utonięć dzieci w
                                                    okolicznych jeziorach. Każde wakacje oznaczały przynajmniej jedno dziecko. W
                                                    okolicy o promieniu 20 km. Przy czym zbiorników wodnych na tym terenie jest masa.
                                                  • mama_kotula Re: absurdy 04.03.08, 10:38
                                                    notting_hill napisała:

                                                    > I mnie to akwarium strasznie fascynowało- omszone kamienie, ciemna chłodna woda i te raki leniwie poruszające czarnymi szczypcami. Ja oczywiście wiedziałam, że nie wolno mi tam się nachylać, a nie wolno to naprawdę znaczyło dla mnie absolutny zakaz. No, ale chyba zapomniałam...

                                                    Nothing-hill, jak możesz!! ;-PPP
                                                    Cholera. No popsułaś mi. Popsułaś mi cudowną hipotezę o tym, że na przestrzeni lat trzylatki uległy awarii bo przecież kiedyś taki trzylatek cechował się rozsądkiem i odpowiedzialnością, oraz 100% przewidywalnością, a teraz panie dzieju to w ogóle horror, i te dzieci panie dzieju nagle stają się nieprzewidywalne i zapominają o zasadach, bo mają nieudolnych rodziców, którzy nie chcą im zaufać na tyle, aby pozwolić im na samodzielne eskapady do sklepu po szczypior (przepraszam, cebulę, ale że na przednówku cebuli brak, to siłą rzeczy musi być szczypior).


                                                    A ty mi tu bezwstydnie rzucasz przykładem trzylatka z tamtych czasów, przykładem trzylatka, który zachowuje się nieodpowiedzialnie, który zachowuje się jak... jak trzylatek. wink
                                                    Zawiodłam się okrutnie i jestem niepocieszona wink)))
                                                  • notting_hill Re: absurdy 04.03.08, 11:01
                                                    Widzisz, nie wytrzymałam kiedy tak czytałam te wypowiedzi
                                                    doświadczonych matek, co to tak super dzieci wychowały na takie
                                                    samodzielne (a miałam się nie odzywać, coby nie dolewać oliwy do
                                                    ognia), bo ja dobrze pamiętam ten epizod (jak zresztą niewiele z
                                                    tamtego okresu) i dokładnie pamiętam co ja wtedy myślałam. Po prostu
                                                    w pewnym momencie było myk (tak jakoś samo wyszło, zupełnie prawie
                                                    bez mojego udziału smile), nawet mnie nie bolało ani nie pamiętam
                                                    żadnego dyskomfortu, tylko potem jak mnie wyciągnęli to wszyscy
                                                    krzyczeli i mama płakała.... i z różowej sukieneczki robionej na
                                                    szydełku kapała woda, a ja nawet dobrze nie pamiętam co i jak się
                                                    stało... Bo przecież ja nie zrobiłam tego celowo... Nie chciałam...
                                                  • guderianka Re: absurdy 04.03.08, 11:08
                                                    Może dorzucę trzy gorsze

                                                    Mój M zawsze mówił, że ma super matkę. Ja też świetnie się z nią
                                                    dogadywałam. Czytała Whartona, nosiła martensy, była wyluzowana i z
                                                    humorem. Od razu mnie zaakceptowała. Coś trzasło gdy poczuła syndrom
                                                    opuszczonego gniazda, nałożyła się na to depresja. Strasznie sie
                                                    zmieniła- stała się zła, wredna, toskyczna, zaczęła syna szantażować
                                                    emocjonalnie, kazała dokonywac wyborów między mną a nią. To był dla
                                                    nas wszystkich trudny rok. Na szczęscie- udało nam się porozumieć,
                                                    dotrzeć, często wracamy do tamtych chwil-teraz dzięki tamtym
                                                    dośwoiadczeniom jest super.
                                                    Chciałam przez to powiedzieć, że "wiemy o sobie tyle na ile nas
                                                    sprawdzono" Te slowa zostały napisane jakieś 200lat temu ale zawsze
                                                    będą aktualne

                                                    babciu, srebrarybko-mam osobiste pytanie. Czy jesteście mężatkami ?
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 15:25
                                                    jestem..dzieci właściwie od 5-ciu lat poza domem, młodszy studiuje
                                                    120 km od domu, starszy również ale na indywidualnym toku, prowadzi
                                                    własna firme,ma rodzine mieszkają 350 km ode mnie..mamy kontakt
                                                    przez net i tel. widujemy co kwratał albo częściej
                                                  • guderianka Re: absurdy 04.03.08, 18:20
                                                    Wiesz, jaka jest teściowa na 102 ?smile
                                                    100km od ciebie, 2m pod ziemią wink

                                                    To taki żarcik-powtarzany przez moją mamę, zwolenniczkę osobnego
                                                    mieszkania i nie wtrącania się w życie młodych wink
                                                  • mama_kotula Re: absurdy 04.03.08, 11:17
                                                    notting_hill napisała:

                                                    > tylko potem jak mnie wyciągnęli to wszyscy
                                                    > krzyczeli i mama płakała.... i z różowej sukieneczki robionej na
                                                    > szydełku kapała woda, a ja nawet dobrze nie pamiętam co i jak się
                                                    > stało... Bo przecież ja nie zrobiłam tego celowo... Nie chciałam...

                                                    No właśnie. O to chodzi.
                                                    Zostałaś obarczona zbyt wielkim ciężarem - odpowiedzialnością za swoje bezpieczeństwo, ciężarem, który nie jest do udźwignięcia dla trzyletniego dziecka. Emocjonalnie nie jest do udźwignięcia.
                                                    Bo trzylatek ma prawo do tego, aby za jego bezpieczeństwo byli odpowiedzialni rodzice. I to on ma ufać rodzicom, że dbają o jego bezpieczeństwo jak tylko się da, a nie rodzice mają ufać jemu, że sam zadba o swoje bezpieczeństwo, bo jest tego nauczony przecież. Nastąpiło pomieszanie ról, moim zdaniem.

                                                    Jeśli nic by się nie stało, twoja mama z dumą opowiadałaby, jaka to byłaś samodzielną, kochaną córeczką mamusi, która się słuchała starszych i była rozsądna. Ech.
                                                  • babcia47 Re: absurdy 04.03.08, 16:07
                                                    pewnie znów sie narażę..ale jak sama opisałaś było to miejsce dla
                                                    Ciebie "nietypowe" mama była zajęta pracą..nie miała
                                                    mozliwości "przetestować" jak będziesz zachowywac się w nowym dla
                                                    Ciebie otoczeniu i nie zaswieciła jej sie lampka, że to akwarium
                                                    fascynuje Cie do tego stopnia..więc w tej sytuacji zostałaś "nagle"
                                                    postawiona przed pokusą..Niewiele razy ale również bywałam zabierana
                                                    przez mame do jej pracy..z tym, że na chwile..dla mnie to był
                                                    koszmar, bo nie mogłam się zająć swobodnie zabawą (jak w domu), nie
                                                    mogłam jej zmienic..a dzieci w tym wieku jednak nie skupiają się
                                                    zbyt długo na jednym zajęciu np malowanie kredkami. Uważam, że
                                                    wzięcie dziecka ze soba do pracy,w nietypowe dla niego otoczenie,
                                                    gdzie siłą rzeczy opiekun musi sie skupić przedewszystkim na
                                                    wykonywanych obowiązkach jest bardziej niebezpieczne niż
                                                    pozostawienie go we własnym domu bez nadzoru. Ja zostawając w domu
                                                    kiedy mama musiała na chwile wyjśc do sklepu rozkładałam swoje lalki
                                                    a kiedy mi się znudziło brałam klocki czy kartke i kredki albo
                                                    włączałam telewizor..
                                                  • srebrnarybka Re: absurdy 05.03.08, 00:59
                                                    Oczywiście, że wzrósł poziom lęku, co do tego się zgadzam, i nie
                                                    sądzę, żeby to akurat zwiększalo bezpieczeństwo.
                            • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:18
                              No właśnie. Co by było, jakby był pożar, a dziecko miałoby 10 lat? Małe czy nie?
                          • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:15
                            sąsiadka miała klucz i była uprzedzona, że rodzice wychodzą..ale nie
                            było potrzeby by siedziała ze mną jakos wtedy nikomu do głowy nie
                            przychodził, że mogłabym zrobic cos głupiego i
                            niebezpiecznego..widac rodzice mieli zaufanie do mojego rozsadku
                            mimo stosunkowo niewielkiego wzrostu..poprzedzone to oczywiście
                            latami nauki i sprawdzania..kiedyś na poczatku mama udała, że
                            wychodzi i schowała się do szafy wnekowej w korytarzu by sprawdzić
                            co bedę robić, czy nie będę sie bała, płakała..lub robiła to co nie
                            powinnam..ja robiłam podobnie gdy uczyłam Młodego drogi do
                            szkoły..najpierw przeszliśmy ja razem 2-krotnie..a potem 2x mąż
                            szedł w pewnej odległości za nim by sprawdzic jak sie zachowuje i
                            jak sobie radzi..
                            • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:19
                              Naprawdę uważasz to za rozsądne zachowanie? Zostawiłabyś swojego wnuka samego?
                              Może nie propagujmy takich nieodpowiedzialnych zachowań na tym forum. Przypomnę
                              że dwoje dzieci o których wypadku ostatnio było głośno też były same (wypadły z
                              okna, chłopiec zginął).
                              • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:28
                                wszystko zależy od poziomu zaufania do dziecka poprzedzonego nauka i
                                sprawdzeniem umiejetności wykorzystywania tych "nauk" w
                                praktyce..wnuka nie zostawiłabym, bo jest za malutki (7 tygodni) a
                                później w zależności od sposobu wychowania go przez rodziców i ich
                                zaleceń..gdyby synowa powiedziała, że mogę na chwilę zostawic 3-4
                                latka np chorego z gorączką, by zejśc po chleb do sąsiedniego sklepu
                                uznałabym, że wie jak go wychowała i ma zaufanie (poparte
                                sprawdzeniem)do swoich metod i do rozsądku dziecka, przed wyjsciem
                                pokazałabym mu jakąś ciekawą zabawę by miał zajęcie na ta chwilę..
                          • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:17
                            A co by było, jakby było trzęsienie ziemi? A co by było, jakby spadł meteoryt?

                            W razie gwałtownego pożaru obecność rodziców naprawdę niewiele zmienia,
                            przynajmniej w wielu przypadkach.
                            • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:20
                              Dziecko nie miało by żadnych szans na pomoc.
                              • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:28
                                Znam wiele sytuacji, kiedy dziecko nie miało żadnych szans na pomoc, mając w
                                odległości metra liczną rodzinę.
                                To może zamknijmy dzieci w bunkrach?

                                Kropka, a kiedy Twoim zdaniem jest odpowiedni moment, żeby zostawić dziecko
                                samo? Jak będzie pełnoletnie?
                                • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:33
                                  Słów mi brak i ręce opadają. Jak dziecko ma pod ręką rodziców to ma większe
                                  szanse na przeżycie w czasie pożaru niż by miało być wtedy samo.
                                  • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:39
                                    No to przykro mi, że Ci opadły, ale w praktyce wcale tak wesoło to nie wygląda.
                                    Dorośli nie zawsze mają prawidłowe odruchy, często wpadają w bezsensowną panikę;
                                    kilka razy czytałam też, że ZAPOMNIELI o śpiącym w sąsiednim pokoju dziecku...
                                    • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:42
                                      Wiesz, już mi się nie chce z Tobą rozmawiać. Pozdrawiam.
                          • gaja78 Przypomniała mi się tragiczna historia 03.03.08, 16:28
                            chyba na Emamie kiedyś ktoś o niej pisał, choć znaleźć tego posta teraz nie mogę sad

                            Chodziło o małe dziecko, chyba właśnie 3-4 letnie. Było samo w mieszkaniu w
                            kamienicy/bloku. Wybuchł pożar. Dziecko mając taką a nie inną wyobraźnię z racji
                            wieku schowało się w kąt za drzwiami do mieszkania. Sądziło że tam będzie
                            bezpieczne.

                            Nic nie dało, że straż pożarna przyjechała w miarę szybko. Nic nie dało, że
                            drzwi do mieszkania szybko otwarto. Strażacy kilkakrotnie wchodzili do
                            mieszkania i szukali, ale dziecka nie znaleźli. Chłopczyk siedział za tymi
                            drzwiami przerażony i słowem się nie odezwał. Zginął.

                            Bardzo mi ta historia utkwiła w pamięci. Bo to jest żywy dowód na to, że co
                            byśmy sobie nie wyobrażali my dorośli, dziecięca wyobraźnia jest mocno
                            ograniczona i nieprzewidywalna sad

                            kropkacom napisała:

                            > Wiecie co? Jak dzisiaj wiedziałabym że ktoś małe dziecko zostawia bez opieki to
                            > zaraz bym rodzinkę na policje podała. Nigdy nie popierałam donosicielstwa ale t
                            > o
                            > już podchodzi pod zaniedbanie. Co by była jak by był pożar pytam?
                            • babcia47 Re: Przypomniała mi się tragiczna historia 03.03.08, 16:41
                              podobny przypadek miał miejsce niedawno kiedy cała rodzina była w
                              domu..zginął tez 18-letni brat, który wrócił szukać tego dziecka..z
                              drugiej strony kilkulatek uratował wielu ludzi(w tym ojca)i został
                              posmiertnie odznaczony, bo miał tyle rozsądku by zadzwonić po pomoc
                              kiedy poczuł dym..sam zginął!!
                              • gaja78 Re: Przypomniała mi się tragiczna historia 03.03.08, 16:54
                                babcia47 napisała:

                                > podobny przypadek miał miejsce niedawno kiedy cała rodzina była w
                                > domu..zginął tez 18-letni brat, który wrócił szukać tego dziecka..z
                                > drugiej strony kilkulatek uratował wielu ludzi(w tym ojca)i został
                                > posmiertnie odznaczony, bo miał tyle rozsądku by zadzwonić po pomoc
                                > kiedy poczuł dym..sam zginął!!

                                Ja podobnie jak Kropkacom kilka postów wyżej w tym momencie wycofuję się z
                                dalszej dyskusji. Pewna granica została jak dla mnie przekroczona i dalej brnąć
                                w to nie chcę.
                                I sprawa mi się rozjaśniła. Babciu - z takim podejściem nie masz prawa uważać
                                się za reprezentantkę swojego pokolenia. Bo realia wychowawcze jednak w wielu
                                rodzinach były diametralnie różne od tych, które opisujesz.
                                • babcia47 Re: Przypomniała mi się tragiczna historia 03.03.08, 17:02
                                  jezeli fakty przeczą założeniu..to tym gorzej dla faktów???
                      • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:07
                        artjoasia napisała:

                        > Czasy dość zamierzchłe, kilkupiętrowa kamienica w stolicy.
                        > Osoby: rodzice, dziecko 3-4 latka.

                        > Rodzice: Idziemy do teatru, wrócimy późno. Tutaj masz picie, a tu coś do
                        jedzenia. Jak duża wskazówka będzie tu, a mała tu - włączysz sobie bajeczkę
                        (radio). Po bajeczce umyjesz się i pójdziesz spać.
                        > Po powrocie - dziecko śpiące jak aniołek, mieszkanie w idealnym porządku.
                        Żadnych oparzeń, wypadania przez okno, obcinania paluszków tasakiem, podpalania
                        firanek.

                        Bierzemy pod uwagę hipotetyczną sytuację... rodzice wracający z teatru mają
                        wypadek samochodowy i trafiają do szpitala, są nieprzytomni. Nikt nie wie o tym,
                        że w domu zostało samo kilkuletnie dziecko.
                        Dziecko śpiące jak aniołek budzi się rano i...???
                        • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:11
                          Czasami wyobraźni nie starcza? Przekonuje nas myślenie: "mi na pewno to się nie
                          wydarzy" albo "nigdy nie słyszałam żeby komuś to się wydarzyło".
                        • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:21
                          nasza sąsiadka miała klucz od naszego mieszkania na wszelki wypadek
                          i zawsze..bo sama wracałam ze szkoły i to od 1-ej klasy, bo czasem
                          rodzice wychodzili..i przydało się kiedy mama trafiła do szpitala po
                          poronieniu w pracy (ojciec wtedy pracował "na
                          wyjeździe)..zaopiekowała się mna na czas pobytu mamy w szpitalu..nie
                          wszyscy byli tak bezmyslni jak to sobie wyobrażasz..dotyczy to i
                          dorosłych i dzieci
                          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:25
                            > wszyscy byli tak bezmyslni jak to sobie wyobrażasz..dotyczy to i
                            > dorosłych i dzieci

                            Wiem że różnie to wżyciu bywa ale wyjść do teatru i zostawić 3-4 latka samego w
                            domu? A te dzieci które wypadły też może były zdaniem ich rodziców samodzielne i
                            godne zaufania?
                            • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:31
                              a jednak ja, Srebrnarybka i Artjoasia nie wypadłyśmy..???
                              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:34
                                > a jednak ja, Srebrnarybka i Artjoasia nie wypadłyśmy..???

                                No i ciesz się z tego. Ale to niczego nie dowodzi. Mnie matka w wieku 4 lat
                                samej nie zostawiała i też nie wypadłam.
                                • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:46
                                  gdzieś tu maksimus z NY na wątku "kiedys to były czasy" opisał, że
                                  obecnie w USA jest konieczność zakładania krat w całym domu kiedy
                                  pojawia się dziecko(bo wypadnie lub ktoś sie włamie i zrobi my
                                  krzywdę)..chyba my tez wkrótce do tego dojdziemy..a moze prosciej
                                  bedzie po porodzie zamknąć w klatce i na 18 lat wyrzucic klucz??
                                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:50
                                    babciu, czego nie rozumiesz? Że narażanie dziecka na niebezpieczeństwo to
                                    przestępstwo? Zostawiasz swoje wnuki dziś sami i idziesz do kina? Skoro swoje
                                    dzieci tak świetnie wychowałaś (bo zakładam że nie jesteś obłudna) to czy one
                                    robią ze swoimi dziećmi to samo? A to że pisze w chowaniu w klatce do
                                    osiemnastki to tani populizm.
                                    • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:51
                                      Przepraszam za literówki.
                                    • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:01
                                      za wychowanie wnuków nie odpowiadam i nie ręczę..i jak pisałam wyzej
                                      nie zostawiam..a decyzje pozostawiam rodzicom..sami będą wiedzieli
                                      jak wychowali swoje dziecko i na ile mozna mieć do niego
                                      zaufanie..bo ten temat, który podniosłam wiele postów temu pozostał
                                      bez odpowiedzi!! Dlaczego obecnie rodzice maja tak niską ocene i
                                      praktycznie zadnego zaufania do swoich dzieci!! I czy przypadkiem
                                      nie jest to równoznaczne z niegdysiejszą zasada, że dzieci i ryby
                                      głosu nie maja..bo sa na jednakowo niskim poziomie
                                      • mama303 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 19:14
                                        babcia47 napisała:

                                        > bo ten temat, który podniosłam wiele postów temu pozostał
                                        > bez odpowiedzi!! Dlaczego obecnie rodzice maja tak niską ocene i
                                        > praktycznie zadnego zaufania do swoich dzieci!!

                                        Nie wiem jak inni rodzice ale ja mam na tyle oleju w głowie żeby
                                        mieć jednak ograniczone zaufanie do mojej pieciolatki.
                                    • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:12
                                      A to że pisze w chowaniu w klatce do
                                      > osiemnastki to tani populizm.
                                      wiem..przesada zamierzona, bo mam wrażenie, że tak się traktuje
                                      dzieci..zamiast unikac niebezpieczeństwa i postępowac w sytuacji
                                      zagrożenia pozostawia się je bezradne i zmuszone liczyc na pomoc
                                      osoby dorosłej..nauke obchodzenia się z narzędziami potencjalnie
                                      niebezpiecznymi..zastąpił zakaz i konieczność kontrolowania tego
                                      przez osobe dorosłą..zamiast trenować poczucie odpowiedzialności od
                                      małego, unikanie niebezpieczeństw lub ich "opanowywanie"(przez
                                      wszystkie stopnie i kolejne kroki tej podrózy) dziecko jest zdane na
                                      dorosłego, jego refleks i wyobraźnie..a także poczucie
                                      odpowiedzialności..
                        • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:23
                          ... i leci do cioci.
                          • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:26
                            > ... i leci do cioci.

                            A jak nie poleci?
                            • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:35
                              To przyleci ciocia.
                              Wiesz co, zaufanie do dziecka nie bierze się z powietrza, tylko jest
                              wypracowywane latami, praktycznie od urodzenia. Każdy mądry rodzic wie, czego
                              może się po swoim dziecku spodziewać.
                              A w tamtych czasach (to było tuż przed wojną) na porządku dziennym były silne
                              więzi z bliższą i dalszą rodziną, solidarność sąsiedzka też była, więc problem
                              braku opieki nie wyglądał tak, jak sobie zapewne wyobrażasz.
                              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:37
                                Przeczytaj to jeszcze raz.

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&wv.x=1&a=76496812
                                • artjoasia Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:45
                                  Co chcesz przez to powiedzieć?
                                  Wypadki się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać. Równie dobrze można się we
                                  własnym domu przewrócić i uderzyć w coś głową (też znam, śmierć na miejscu). Czy
                                  twierdzisz, że nieustanna obecność i kontrola zapobiegnie każdemu nieszczęściu?
                                • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:49
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&a=76497307
                                  ..a Ty przeczytaj to..
                                  • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 16:54
                                    Czytam. Zginął i wykazał się rozsądkiem. Ile miał lat? Trzy?
                                    • babcia47 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:05
                                      chyba 5..o ile pamietam..
                          • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 17:02
                            artjoasia napisała:

                            > ... i leci do cioci.

                            Ja się poddaję i chyba pójdę pobawić się z moimi kompletnie niesamodzielnymi - jak wynika z tego wątku - dziećmi.
                            Z - nazwijmy rzeczy po imieniu - głupotą i nieodpowiedzialnością nie będę dyskutować, bo szkoda moich nerwów.

                            Przeraża mnie fakt, iż to osławione siwowłose pokolenie zakłada, że trzy-czterolatek ZAWSZE zachowa się odpowiedzialnie, mądrze i racjonalnie. Albo ktoś tu jest po prostu głupi, albo ma krótką pamięć. W każdym razie jest obdarzony kompletnym brakiem wyobraźni.

                            Na litość boską - czy waszym dzieciom nigdy nie zdarzyło się zrobić czegoś głupiego, nieodpowiedzialnego, a czasem i niebezpiecznego, czegoś bezmyślnego? W wieku 3 lat? Jeśli się nie zdarzyło, to - nie spodziewałam się, że kiedykolwiek to napiszę - współczuję waszym dzieciom. Albo inaczej - miałyście niebywałe szczęście.

                            EOT z mojej strony.
                            Być może mam wybujałą wyobraźnię i nie pozwalam dziecku na samodzielność. Trudno. Chyba tak wolę.
                  • mama_kotula Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:38
                    artjoasia napisała:

                    > A jak to się ma statystycznie do wypadków powodowanych przez dorosłych?

                    Manipulacja, panie dzieju.
                    Ano statystycznie ma się nijak. Głównie dlatego, że ciężko jest porównywać
                    "ilościowo" skalę wypadków spowodowanych przez dzieci i przez dorosłych.
                    Jeżeli na wsi 30 wypadków spowodowali dorośli, a 2 wypadki spowodowały dzieci,
                    nie oznacza to, że statystycznie gorszymi kierowcami są dorośli. Ale za to
                    oznacza to m.in., że więcej jest dorosłych kierowców wink
                  • gaja78 Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:49
                    artjoasia napisała:

                    > A jak to się ma statystycznie do wypadków powodowanych przez dorosłych?

                    Pewnie jest jakaś zależność proporcjonalna. Dorośli, którzy pozwalają dzieciom
                    obsługiwać maszyny rolnicze czy wykonywać inne potencjalnie wysoce niebezpieczne
                    czynności, sami ulegają wypadkom i je powodują. Kwestia małej wyobraźni.
              • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 13:31
                > drodze, pod kontrolą rodziców). I są jedenastolatki potrafiące zaorać pole
                > ciągnikiem. Na tej wsi, gdzie jeżdżę praktycznie od urodzenia, ŻADEN wypadek
                się...

                Piękne przykłady rodzicielskiej nieodpowiedzialności.
    • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:39
      A swoją drogą mostrulne wymiary tego wątku i poprzedniego i
      temperatura dyskusji świadczą, że dyskusja uderzyła w poważny
      problem. I jest badzoe potrzebna.
      • kropkacom Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:46
        A może po prostu była potrzeba dyskusji i obalenie pewnych mitów typu
        przyzwolenie na ryzykowne zabawy itd.
        • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 14:56
          Toż ja napisałam, że była potrzeba dyskusji.
          • guderianka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:00
            Kobietylubią sobie pogadać smile
            • srebrnarybka Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:01
              Si, ale akurat nie musiał to być ten wątek. Jest chyba rekordowy.
              • kandyd.a Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 03.03.08, 15:04
                Zwłaszcza jak na "podsumowanie" tongue_out
    • psychcio Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 09.03.08, 18:42
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=76447703
      Nie jestem współpracownikiem autorki powyższego wątku!!!
      Spróbujcie uzyskać to opracowanie - ciekaw jestem ceny wink
    • greyling Re: podsumujmy watek o "partnerstwie" 25.03.08, 16:10
      Ja jestem bardzo tolerancyjna i staram się nie wpajać "jedynych
      słusznych poglądów". Staram się traktować syna jak dorosłego, tak
      samo jak ja rozsądnego człowieka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka