tasiameszewska
29.04.08, 21:32
10 lat po ślubie. Jesteśmy dla siebie obcy. Nie rozmawiamy ze sobą-ot tylko
takie co w pracy, co w domu. A potem jak dzieci pójdą spać, każde robi coś
swojego i nadal nie rozmawiamy-nie mamy o czym. Nie mam siły odejść-za bardzo
jestem od niego zależna-nie pracuję, nigdy nie pracowałam, nie mam
wykształcenia-tylko matura. Myślałam, że drugie dziecko go zatrzyma w domu-tak
obiecywał. A wraca coraz później, zasłania się pracą. Myślę, że kogoś ma. Nie
wyobrażam sobie siebie u boku kogoś innego. Ale z drugiej strony mam ochotę
zamknąć mu drzwi przed nosem, gdy wraca podpity- bo on się musi odstresować,
mam ochotę wyjechać i nie wrócić. Ale nie mam za co ani dokąd. Duszę się. Nie
siedzeniem w domu, bo to akurat uwielbiam, ale tym że się oddalamy. On ma
znajomych, kolegów z pracy, chodzi na imprezy itp, a moje przyjaciółki w
innych miastach-nie mam nawet dokąd iść na ploty. Nie jest idealnym ojcem, ale
narzekać nie mogę-zrobi dużo przy dzieciach, chociaż nie wszytko, ale to
wynika z tego że rzadko jest w domu, żeby wiedzieć co, gdzie, jak i kiedy.
Chyba go nadal kocham, ale to jest tylko CHYBA, sama nie jestem już pewna co
do niego czuję.