Dodaj do ulubionych

...........

29.04.08, 21:32
10 lat po ślubie. Jesteśmy dla siebie obcy. Nie rozmawiamy ze sobą-ot tylko
takie co w pracy, co w domu. A potem jak dzieci pójdą spać, każde robi coś
swojego i nadal nie rozmawiamy-nie mamy o czym. Nie mam siły odejść-za bardzo
jestem od niego zależna-nie pracuję, nigdy nie pracowałam, nie mam
wykształcenia-tylko matura. Myślałam, że drugie dziecko go zatrzyma w domu-tak
obiecywał. A wraca coraz później, zasłania się pracą. Myślę, że kogoś ma. Nie
wyobrażam sobie siebie u boku kogoś innego. Ale z drugiej strony mam ochotę
zamknąć mu drzwi przed nosem, gdy wraca podpity- bo on się musi odstresować,
mam ochotę wyjechać i nie wrócić. Ale nie mam za co ani dokąd. Duszę się. Nie
siedzeniem w domu, bo to akurat uwielbiam, ale tym że się oddalamy. On ma
znajomych, kolegów z pracy, chodzi na imprezy itp, a moje przyjaciółki w
innych miastach-nie mam nawet dokąd iść na ploty. Nie jest idealnym ojcem, ale
narzekać nie mogę-zrobi dużo przy dzieciach, chociaż nie wszytko, ale to
wynika z tego że rzadko jest w domu, żeby wiedzieć co, gdzie, jak i kiedy.
Chyba go nadal kocham, ale to jest tylko CHYBA, sama nie jestem już pewna co
do niego czuję.
Obserwuj wątek
    • tosieuda Re: ........... 29.04.08, 22:10
      w sprawach małzenskich nie radzę, nie czuję sie na siłach,
      ale co do braku kolezanek, wiem cos o tym, bo ciągle sie w zyciu
      przeprowadzałam i zawsze byłam "nowa w miescie", wiem jak jest
      ciężko kogos poznac...ale przeciez masz 2 dzieci, nie wiem w jakim
      wieku, ale wychodzisz z nimi na spacery, na place zabaw, tam tez
      przychodza mamy, przeciez mozesz z kims porozmawiac, moze jest tak,
      ze codziennie widujesz te sama osobę, taka znajomosc moze sie z
      czasem przerodzic w bardziej zazyłą relację...albo moze ktos z forum,
      ja poznałam swietne dziewczyny...nie tylko na spacer z dzieckiem,
      ale i na zakupy, na ploty, na impreze, głowa do góry, zacznij
      działac tam gdzie mozesz, małymi kroczkami, a moze przynajmniej nie
      bedziesz sie czuła taka samotna...
    • nunna81 Re: ........... 29.04.08, 22:52
      Wiem co czujesz...
      Znam mojego niemęża 16 lat(od dziecka jakby nie było)i tyle lat ze
      sobą byliśmy,ale od wielu miesięcy już nie było między nami
      dobrze...Oddalaliśmy się od siebie bardzo...Próbowaliśmy to wszystko
      skleić ale chyba już się nie da...Rozstaliśmy się dwa dni
      temu,wczoraj się wyprowadził.Mam 27 lat i chciałam zawalczyć o swoje
      szczęście.Teraz jestem na maxa nieszczęśliwa,żałuję że skończyło się
      coś co miało być na całe życie,ale nie chciałam spędzić życia w
      związku pozbawionym uczuć,opieki,troski,uwagi...Wolę (na razie)być
      sama...
    • deela Re: ........... 29.04.08, 23:02
      sory ale po chu.. bylo wam drugoe dziecko? zeby meza w domu zatrzymac?
      jakos ci nie wpolczuje - nie rozumiem jak mozna zdac sie na meza, zrobic sobie
      drugoe dziceko, nie miec zadnego zabezpieczenia psychicznego ze bez niego tez
      dam sobie rade
      • m0nalisa Re: ........... 29.04.08, 23:14
        a ja ci powiem tak....
        w zwiazku jak jest sama widzisz. usiadlabym i pogadalabym z mezem na spokojnie
        mowiac to co napisalas tu. moze on tez sie dusi . mysle ze zycie w takim nie
        wiadomo czym tez nie jest dobre a nuz widelec wyjasnicie sobie pare spraw.

        druga rzecz. mysle ze czas najwyzszy wziasc sie za siebie. i ludzie z matura
        znajdują prace a wiec i niezaleznosc finansowa. mysle ze smialo mozesz sie
        doksztalcac pojsc do szkoly czy na jakis kurs. jestes mloda dziewczyna i
        wszystko przed toba wiec i podniesiesz sobie samopoczucie .
        o tym tez pogadaj z mezem.
        inna rzecz- znajomi- tak jak dziewczyny napisaly jest duzo mozliwosci zawierania
        nowych znajomosci, moze jakas dziewczyna z forum, moze jakas mama z piaskownicy.
        wyjdz do ludzi usmiechaj sie a zobaczysz ze wszystko to stanie sie latwiejsze.

        ja nie moglabym zyc w zwiazku ktory mnie dusi- probowalabym mu jakos pomoc,
        pierwsze co to rozmowa z mezem, to z nim mialas dzielic radosci i troski. jesli
        odbijesz sie od sciany - bedziesz wiedziec na czym stoisz- czas na radykalne
        posuniecia.
        a rodzice? masz w nich oparcie?
      • eyes69 Mylisz sie 29.04.08, 23:16
        Nic nie jest czarne albo biale.
        Kiedy w gre wchodza uczucia, to nic nie jest proste.
        • deela Re: Mylisz sie 29.04.08, 23:20
          uczucia tak ale nie pozwalam im dominowac nad swoim zyciem a juz na pewno nie
          pozwalam im zdominowac siebie
          no bo sory 10 lat dwoje dzieciorow zero doswiadczenia, zero wlasnej kasy zero
          niezaleznosci cos sie jebie i zostajesz z reka w nocniku? NEVER!
          chyba zbliza sie taki moment ze nie bede musiala pracowac - jeszcze rok moze
          dwa, ale to nie jest powod zeby zrezygnowac z pracy (w ogole) czy swojej
          niezaleznosci
          poza tym jak chlop wie (a moj wie) ze nigdy niebede od niego uzalezniona, ze
          ZAWSZE poradze sobie bez niego to zawsze inaczej kobiete traktuje - mysle ze z
          wiekszym.... moze nie szacunkiem ale z RESPEKTEM
          • nunna81 Re: Mylisz sie 29.04.08, 23:46
            deela sorry,ale chyba nie o to chodzi żeby dziewczynę zdołować,nie?
            dajesz sobie sama radę?ok!ale powiedz mi jakie to ma znaczenie dla
            kogoś komu życie się właśnie wali,boi się przyszłośći a wszystko co
            robiła w swoim życiu robiła dla dobra dzieci,męża,rodziny?
            jestem niezależna,dam sobie radę,mam wsparcie w rodzicach,żyję w
            swoim mieszkaniu,ale to nie zmniejsza moich obaw co do przyszłości...
            • deela Re: Mylisz sie 30.04.08, 00:57
              acoz ja moge powiedziec jak ma szambo na wlasne zyczenie?
              porade dac? prosze
              dzieci do zlobka przedszkola, z mezem sie rozwiezc i pozwac o alimenty
              a samemu isc do pracy
              • 987ania Re: Mylisz sie 30.04.08, 10:17
                A co to za problem skończyć studia z dziećmi? Mam koleżankę, która ma dwójkę
                dzieci, za miesiąc broni mgr, pracowała między jednym a drugim dzieckiem i na
                studia dojeżdża 100km. Tylko trzeba chcieć. No i niestety ale autorka wątku
                uwiązała się na własne życzenie. Przecież zakazu nauki i pracy nie ma.
                Proponuję zacząć żyć dla siebie a nie dla męża.
    • estel7 Re: ........... 30.04.08, 10:28
      Ja bym próbowała ratować.
      Pogadała o tym, ze jest źle, ale bez oskarżeń, poszukała terapeuty, wyjechała,
      są i weekendy dla małżeństw w kryzysie i rekolekcje.
      Kryzysy wzmacniają, jeśli się je pokona, tylko czasem trzeba zawalczyć.

      Co do bycia w domu - niepotępiałabym tego jak Deela, dla mnie małżeństwo to
      "spółka" robimy to co jest najlepsze dla nas a nie dla każdego z osobna - no ale
      ja zakładam układ do śmierci i nie biorę pod uwagę rozstania.
      Ale na pewno przydałoby Ci się wyjście z domu.
      Jak nie praca - to może jakiś kurs szkolący - choćby z urzędu pracy...
      tam też poznasz ludzi, czegoś się nauczysz, oderwiesz od dzieci a i może będzie
      o czym gadać.
      Poza tym może warto tak urządzić czas żeby było o czym gadać - o czymś innym niż
      dom i praca - iść na dobre przedstawienie, do kina - potem na spacer i gadać o tym.
      A może zaproponuj mężowi, ze chcesz poznać jego znajomych - chyba nie spotyka
      sie tylko z facetami???przecież wspólni znajomi to też dobre towarzystwo i znów
      okazja do pogadania....

      ja jestem z tych co o małżeństwo by walczyli, a zrezygnowali dopiero po próbach
      ratowania
      • deela Re: ........... 30.04.08, 14:10
        estel ja nie potepiam siedzenia w domu
        absolutnie!
        ja potepiam robienie z siebie sierotki marysi
        ojej nigdy nie pracowalam mam mature (nie wiem czy tylko czy az) z mezem sie nie
        uklada jak sobie poraaaadzeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        w garsc sie wziac trzeba!
        • estel7 Re: ........... 02.05.08, 11:36
          rozumiem - też uważam, ze zostać z kimś ze strachu o finanse to porażka
          życiowa...taka zalegalizowana....
    • azille Re: ........... 30.04.08, 10:47
      Czasami staje się w polowie drogi
      i niewiadomo czy zawracac - bo jest się
      juz zbyt daleko czy po wybojac ale iść
      dalej.
      Kiedy czujesz że juz tak wiele rzeczy sie
      wydarzylo w Waszym życiu że nawet nie wiadomo
      od czego zaczac jesli chodzi o rozmowę
      proponuje zebyscie pogadali z kims trzecim.
      Dobry psycholog ktory pokieruje rozmowę między
      Wami albo inaczej nauczy Was rozmawiac? Co myslisz?

      Jeśli chodzi o Twoją osobę. Coz brutalna prawda jest
      taka ze dobrze jest miec plan B. I nie tylko ze
      wzgledu na zyciowe relacje między Tobą a męzem, nie
      tylko dlatego ze moze sie cos kiedys zepsuc ale w ogole.
      Dajmy na to ze wzgledu na wypadki zyciowe w razie
      jakichkolwiek trudnosci Ty zostajesz bez kwalifikacji
      do pracy i bez doswiadczenia zawodowego. Z dziecmi.
      Matura to nie jest brak wyksztalcenia, przeciwinie, mysle
      ze moglabys przy odrobinie chęci nabyc jakis zawod albo zajac
      sie czyms co lubisz bez wzgledu na to jak się potoczą Twoje
      losy jesli chodzi o małżenstwo. Zadbac po prostu o swoj rozwoj.

      I na koniec, ja zaczynam zgrzytac zebami jak slysze że dziecko
      ma spelniac funkcję fundamentu lub ma zastapic naprawe jakiegos
      związku.
      Złudne jest takie myslenie - niestety
    • gruba_mamma rozumiem Cię doskonale 01.05.08, 12:51
      bo też mam tylko maturę - musiałam przerwać studia, bo kasy zabrakło
      i nie jest do końca tak jak Ci się wydaje.Ja miałam gównianą robotę
      i wydawało mi się że nic nie osiągnę dopóki mam tylko maturę.A udało
      się - i awansować i dostać podwyżkę i mieć frajdę z tego co
      robię.Bez znajomości - żeby była jasność sytuacji.
      Radzić nie będę,mogę powiedzieć tyle że ja bym się spróbowała
      uniezależnić w kolejności:urząd pracy( może wyślą na jakieś kursy),
      ogłoszenia itp.Poza tym widzę jaki jest teraz problem z
      pracownikami - naprawdę w wielu firmach brakuje ludzi.Myślę że nie
      jest problemem "tylko" matura, a długie siedzenie w domu-odbiera
      pewność siebie jak cholera.Podstawa to znajdź cokolwiek - jak już
      gdzieś się zaczepisz to potem jest łatwiej znaleźć coś nowego.
      Życzę udanych wyborów i dogadania się z chłopem - może on też coś by
      zmienił, ale nie zaczyna rozmowy bo nie wierzy że się uda?
      Powodzenia
      • draugdur Re: rozumiem Cię doskonale 01.05.08, 13:08
        No to dupa w troki i do roboty.Wszystko jest mozliwe-trzeba tylko chciec.A i
        chlop jak widzi ze kobieta nie jest od niego uzalezniona w jakimkolwiek sensie
        nabiera respektu,tak ja deela pisala.Z chlopem pogadac,jak sie sfoszy to
        sorry,nawet po 10 latach nie pracowania zawodowego i "tylko'z matura poradzis
        sobie.Nie rob z siebie ofiary,a gdyby sie ulozylo(bo czemu nie?)to bedziesz
        miala cos swojego,znajomych,zajecie,cokolwiek. Wiem ze milosc i takie tam ale
        nie samym uczuciem czlowiek zyje,godnosc i jedzenie tez sie nalezy.
        • draugdur Re: rozumiem Cię doskonale 01.05.08, 13:19
          A co do mozliwych wynikow rozmowy to moga cie zaskoczyc.Ja z L zaczelam
          normalnie rozmawiac po prawie 2 latach,nie wszystko sobie jeszcze wyjasnilismy
          ale poki co jest dobrze,dogadujemy sie.Mialo byc ze sie spotykamy tylko zeby
          mial kontakt z mlodym a wyszlo tak ze jestemy razem i jakies tam plany tez
          sawinkJasne ze sa klotnie-norma,ale rozmowa duzo daje.Mysmy tez nie wiedzieli od
          czego zaczac.I bedziesz wiedziala na czym stoisz.tylko spokojnie gadajwink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka