Dodaj do ulubionych

sztucznosc a skutecznosc

12.10.03, 12:08
Ech...wczoraj spotkałam się z przyjaciółmi. Byłam zarówno jedyną samotną jak
i jedyną dzieciatą w towarzystwie. W ktoryms momencie zeszło na wychowywanie
dzieci, na metody opisane przez Mazlish i Faber w słynnej serii
ksiązek : "Jak mowic , zeby dzieci słuchały, jak słuchać,zeby do nas
mowiły", "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" etc.
Nie umiałam przekazać sensu tych metod. MOich przyjaciół rozbawiła ich
sztuczność. Ze gotowymi formułkami komunikuje się dzieciom,jakie reguły
panują w domu i społeczenstwie bez dawania im poczucia, ze ktos im rozkazuje.
Nie potrafiłam wytłumaczyc, dlaczego to dla mnie takie wazne, dlaczego
uciekam do ksiązek zamiast intuicyjnie i NATURALNIE rozmawiac z dzieckiem i
je wychowywac. Chyba sie wstydzilam, zostawilam temat wsrod, rzeczywiscie
dowcipnych, wariacji na temat tego typu komunikatów (np"mleko chowamy do
lodowki" a nie"schowaj mleko do lodowki"; "nie lubie, jak ktos rusza moje
buty" " zamist: " nie ruszaj moich butow" etc) .

Ja oczywiscie wiem, ze to moze brzmiec sztucznie. szczegolnie na poczatku.
ale roznica jest dla mnie wybawieniem. jak uzyję metody, dziecko mnie
poslucha, po jednym , dwoch powtorzeniach. powie : acha, rzeczywiscie",
albo: " dobrze, to juz to robię", albo" przepraszam, rzeczywiscie" z
usmiechem- i poslucha. ma 3 lata.
jak nie uzyję tylko powiem - nie rob tego, rob to, etc. to nie slucha od
razu. powtarzam, powtarzam, ja sie denerwuje coraz bardziej, bo, np sie
spieszymy, a on odmawia ubierania do wyjscia, ucieka gdy chce mu pomoc.
jestem sama i nie wynioslam z domu wzorcow, ktore pozwolą mi poradzic sobie w
akiej sytuacji bez jakiejs skutecznej METODY komunikacji. Po porstu w ktoryms
momencie, sfrustrowana, wsciekla, spozniona, wkurzona na maxa zacznę
wrzeszczec strasznie ,nastepnym etapem będą slowa niecenzuralne, potem rzuce
w nigo butem, potem, w nerwach dam mu klapsa. On w histerii, ja w histerii,
wyjscie pol godzin pozniej.
Jestm i przykro, ze nie umialam o tym opowiedziec swoim przyjaciolom,
ktorych cenie i przez ktorych chcialabm byc zrozumiana. ale sie wstydzilam.
Oni wszyscy sa parami, maja rodziny, ktore im beda pomagac, jak juz urodza im
sie dzieci, maja pieniadze na nianie, masaze, i kazde inne relaksowanie i
doladowywanie sie gdzie indziej, gdy opieka nad ukochanym dzieckiem troche
zmeczy. Ja jestem sama z dzieckiem, ledwo wiaze koniec z koncem, jesli zdam
sie na swoje naturalne sposoby komunikacji, tobedzie katastrofa. dlaczego
jest smieszne, ze ucze sie cudzych metod, skoro moje sa nieskuteczne i
szkodliwe dla dziecka? dlaczego skoro znalazlam sobie metode radzenia sobie z
gniewem i wyrazania go w sposob ktory nie budzi moich wyrzutow sumienia, ze
krzywdzi trzylatka, i powiesilam sobie sciagawke na kuchennej szawce, zeby
miec to przed oczyma,to gorzej, niz gdybym w totalnej frustracji sworzyla mu
dom w ktorym rzadzi przemoc? A moje wzorce są wlasnie takie?

Tylko jak powiedziec o tym pzyjaciolom, ktorzy nie maja ani takich
doswiadczen, ani wlasnych dzieci, ani nawet perspektywy, ze moga nie miec
gdzie znalesc neutralnego ujscia gniewu, jesli taki nimi zatrzesie i bedam
ieli ochote wyladowac na dziecku. Tacy ludzi, to oczywiste, o wiele czesciej
z humorem rozladuja sytuacje konfliktowe w swoim domu CALKIEM NATURALNIE. A
ja musialam sie tego humoru nauczyc. i teraz mi idzie, synek sie smieje, ja
sie smieje, sytuacja uratowana. Co z tego, ze to sztuczne sformulowanie?
nauczylam sie go, przestalo byc sztuczne. Pomaga mi i mojemu dziecku.


Czy naprawde to takie smieszne? czy jstem pokręcona "psychologiczną' mamusia?
Jestem pokręcona mamusia, ale dzieki takim metodom sie odkrecam.

Tak mnie frustruje, ze nie umialam tego przekazac ludziom, ktorych lubie,
szanuje i chcialabym byc przez nich zrozumiana.
Obserwuj wątek
    • odalie Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 14:32
      Hej!

      Jestem fanką ksiązki "Jak mówic...". Bo jest skuteczna. I według mnie właśnie
      bardzo, bardzo naturalna. Naturalne jest, że każdy człowiek oczekuje i ceni
      poszanowanie jego godności - nawet jeśli ma tylko 2 czy 3 latka. To naturalne,
      ale rutyna życia, nawyki zakorzenione w naszym kręgu kulturowym są inne,
      dziecku się nakazuje, rozkazuje, na dziecko się wrzeszczy.

      A znajomi? Jak piszesz, nie mają jeszcze dzieci - więc sorrii, ale mało wiedzą.
      Książkę "Jak mówić..." mój facet przerabiał na studiach, w ramach kursu
      pedagogiki. Bawiła go setnie, ech te dymki jakie podopisywał smile Ale jak się
      okazało, że lepiej dziecko zająć pomocą przy zakupach, poprosić o włożenie
      czegoś do koszyka, a nie strofować "bądź grzeczna", albo że alternatywy
      wieczorne powinny być dwie: spisz w różowej albo niebieskiej piżamce i nie ma
      mowy o niespaniu smile - i że to DZIAŁA i to jeszcze jak!!! to już się nie śmiał.

      Ja uważam, że to bardzo naturalne metody, bardzo to mi własnie współgra z
      naturalnymi mechanizmami naszych małych, ludzkich rozumków smile Sens tych metod
      jest właśnie taki - dostosować wymagania do wieku i sposobu myślenia dziecka, a
      przede wszystkim - uszanować w dziecku człowieka i traktowac tak, jak sami
      byśmy chcieli być traktowani.

      • mrrr Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 15:12
        dziekuje Ci.
        dla mnie macierzysntwo stalo sie radosna przygoda, odkad nauczylam sie madrze
        komunikowac z dzieckiem. ono jest szczesliwe, zachwycone, ze traktuje je jak
        odowiedzialne, jak kogos na rowni, kogo sie szanuje.
        ze ja mu ufam, ze potrafi np. sam cos wyjac z lodowki. potem odklada na
        miejsce. ide do niego do pokoju, wczesniej sie umawialismy, ze zaraz wychodzimy
        na dwor, pytam - to idziemy na spacer? on -teraz nie moge, musze najpierw
        schowac te samochodziki, a potem mozemy isc.
        to mi mowi trzylatek, z usmiechem zbierajac swoje zabaweczki do szufladki z
        rysunkiem auta. Bo on wybral, ze najpierw chce miec porzadek, zanim wyjdzie, bo
        sie tego nauczyl i jest dumny. NIkt nie moze mi w to uwierzyc, ze on LUBI
        porzadek. jak to? podejrzewaja, ze jakos to narzucam, ze ot nienaturalne. a on
        jest dumny, ze potrafi utrzymac porzadek w swoim pokoju. dumny, ze prosze go o
        pomoc, gdy sciele jego lozko. i on poprawia poduszke i naciaga na nia koldre i
        kape, ja dzialam z drugiej strony. wymagalo to, owszem swiadomego
        zorganizowania mu pokoju tak, by wszystko mialo swoje miejsce, misie, gry,
        zeszyty, farby, samochody, klocki. wszystko ma swoja połke lub szuflade. on
        czuje sie tak samodzielny, ze umie sam to wziac i odlozyc. wyciaga sobie tez
        majtki i skarpetki lub rajstopki, czy pizamke- bo te szufladki sa w jego
        zasiegu. w efekcie am sliczny, kolorowy, przyjaznyp okoik, gdzie zawsze jest
        miejsce do zabawy. i sprzatanie przed spaniem trwa 7 minut wraz z
        przygotowaniem lozka na noc, wyjeciem pizamki i zamieceniem podlogi.

        zamiast mu medzic, ze ma isc do wanny, pytam ,czy sie scigamy, czy skaczemy jak
        zabki.i zaraz protesty zmieniaja sie w radosne skoki.
        dumnie sciaga rajstopki i pakuje do kosza z ubraniami do prania.
        po kąpieli zbiera zabawki i odklada nam iejsce.

        co wiecej- ON SIE CZUJE POZBAWIONY PRZYJEMNOSCI, jesli w pospiechu zrobie cos
        za niego.
        i mowi- dziekuje, lubie jak to czy tamto. mowi: prosze. jak go ocos prosze,
        mowie, co czuje i jakie to dla mnie wazne, to bez zarzutu zachowuje sie np w
        urzedzie czy na poczcie.

        to są cudowne metody.

        przede wszystkim wiem, jak wyazic gniew, by on nie czul sie winny. gdy powiem:
        grrr..pewna mamusia coraz bardziej sie irytuje jak nie moze spokojnie
        porozmaiwac z ciocia przez telefon- to dziecko sie smieje i zmyka.
        moge wyrazic wscieklosc, moge powiedziec- rety, mam juz dosc, nie moge zniesc
        jak widze ze to czy tamto, czuje sie wsciekla! to w zaden sposob nie umniejszam
        swego gniewu, ale nie stosuje przemocy, inwektyw, nie wrabiam go w poczucie
        winy.
        ja jestem tak zachwycona tymi ksiazkami. te metody sa pelne milosci i do
        rodzica i do dziecka. nie wymaga sie od rodzica doskonalosci tam. nie musi nic
        udawac przed dzieckiem, uczy wyrazania emocji w sposob cywilizowany.

        tak mi tylko bylo przykro, ze zupelnie nie umiem sie dogadac z przyjaciolmi. ze
        ich to smieszy w taki poblazliwy sposob. ze no tak, nasz kochany swirek, dobra
        dobra. zdaja sie uwazac, ze to sa tzw "bezstresowe metody", ktore sprawia, ze
        dziecko sie znarowi i bedzie tyranem. sa bardzo intelektualni, maja do siebie
        samych duzo dystansu. sa asertywni. pewnie oni beda rzeczywiscie umieli.
        no, ale ja musialam sie nauczyc z ksiazek. troche mi smutno, ze ich to smieszy.
        mnie nie jest do smiechu, jesli NIE zastosuje wyuczonej metody. a juz na pewno
        do smiechu nie jest mojemu dziecku.

        przerpaszam, ze marudze tu na nich, to dlatego, ze sa dla mnie wazni, sa mi
        bliscy, chcialabym moc otwarcie rozmawiac z nimi, nie tylko z dzieciatymi,
        skoro sami poruszaja takie tematy. ale jakos nie umiem. jakos zarty mnie
        blokuja. i zle mi z tym.
        tak tylko sie chcialam wyzalic.
        • odalie Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 16:06
          Hej!

          Nie obraź się, ale przyszło mi coś do głowy - chociaż nie znam twoich
          znajomych, więc rozumiem, że mogę źle to odczytać - ale napisałaś: "sa bardzo
          intelektualni, maja do siebie samych duzo dystansu. sa asertywni ", lecz na
          moje oko, osoby z zewnątrz, to chyba tego dystansu za mało.

          Ja jeśli czegoś nie wiem, na czymś się nie znam, staram się (nie powiem, żebym
          to zawsze się udawało, ale się staram smile ) poznać argumenty, poszerzyć
          horyzonty i zrozumieć inny punkt widzenia. A takie zamykanie się w swoich
          racjach, że to niby wszelkie poradniki niedobre i samą intuicją się załatwi
          wychowanie to ja osobiście uważam ze pewną przesadę, raczej wskazującą na brak
          dystansu i nadmierne mniemanie o sobie - a jak wiadomo, samowiedza nie
          istnieje, owszem nieco instynku i odruchów bezwarunowych posiadamy, ale na tym
          nie opiera się życia.

          Mam taką radę, może głupią smile - pomyśl, za jakis czas oni sami zobaczą (pewnie
          będą mieli okazję) jak się zachowuje Twój mały, jakie sa między Wami relacje,
          sami to sobie porównają ze "średnią krajową" i do czegoś dojdą.

          A swoją drogą, wprost nie mogę uwierzyć (to znaczy, wierzę Tobie ale się
          dziwię smile ) że ktoś naprawdę wolałby być potraktowany zgodnie z wariatem "to
          był tylko żółw, kupię ci drugiego" - chodzi mi o słynny "przykład z żółwiem".



          • mrrr Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 17:05
            ja tez pamietam, jak będąc młodą niezalezną kobietą sukcesu wink nie umialam
            sobie wyobrazic jak wygląda zycie z dzieckiem, tez wydawalo mi sie, ze z boku
            widze wiecej i bede mądrzejsza. zycie to wszystko weryfikuje. moi przyjaciele
            to ludzie spelnieni zawodowo, zadowoleni z siebie, nowe, zasobne pokolenie
            inteligencji, o silnych tradycjach rodzinnych w sumie. Oczywiscie, nikt w tych
            rodzinach nie czytal takich ksiazek, gdy oni byli mali, ale rodzice byli
            wystarczająco wyluzowani i z wystarczającym poczuciem humoru i szacunkiem do
            swoich dzieci, tak, ze rzeczywiscie nie sądzę, by oni mieli jakies wzorce,
            ktore mogą im utrudniac komunikację z ich dziecmi, gdy się takowe pojawią. o to
            chodzi, ze bardziej oni intuicyjnie wiedzą to, czego ja sie muszę nauczyć- i
            dlatego nie mogą pojąc ,ze ja mowie do dziecka tekstem z podręcznika. to im sie
            wydaje nieautentyczne.
            problem w tym, ze ja nie tylko komunikacji z dzieckiem ucze sie z podrecznika,
            lol. utrzymywac porzadek w domu i organizowac sobie czas tez skutecznie
            nauczylam sie z ksiazek. callanetixu tez nauczylam sie z ksiazki. gotowac w
            duzej mierze tez. Ja po porstu czerpie wiedze z ksiazek czesto tam, gdzie oni
            wyniesli ja z domu. Stąd ich podejscie do mnie. Ze oni maja swoja wewnetrzna
            madrosc i intuicje, a ja sobie nie ufam, tylko szukam na zewnątrz. Oni z
            ksiązek uczą sie językow, prawa, etc. a ja niejako z ksiązek czerpię tez
            podstawową wiedzę potrzebną w zyciu codziennym. Mi to odpowiada. nie staję się
            przeciez robotem przez to. wybieram to, co mi odpowiada i sie dla mnie
            sprawdza smile.
            moze tak naprawde czuja sie lepsi ode mnie? Rzeczywiscie, obiektywnie radzą
            sobie lepiej smile: są w stałych związkach, małżeńskich lub wspolnie
            mieszkających, nie mają nieslubnych dzieci, ktore sami wychowuja, zarabiają
            dobrze i realizują swoje pasje, edukują się tam gdzie ich to cieszy. Troszkę od
            nich odstaje, tylko , ze mi to nie przeszkadza.A jednak po wczorajszym
            wieczorze sądząc, to nas jakos dzieli. Moze fakt, ze jestem na innym etapie niz
            oni uniemozliwia nam porozumienie w niektorych kwestiach? Nie czuje sie z nimi
            tak swobodnie jak kiedys. Troche mi tego zal. Ze są w sumie bardziej moimi
            znajomymi nizli przyjaciółmi.
            Hm. ale mam i niedzieciatych, realizujacych sie przyjaciol, z ktorymi czuje sie
            swobodnie i ktorzy sa otwarci na moje, inne od ich, zycie. Z ktorymi dogaduje
            sie wspaniale, zarowno na tematy ich nurtujace, jak i tematy nurtujace mnie.
            Moze po prostu z tymi wczorajszymi sciezki nam sie rozeszly troche...

            troszke szkoda..
            • mamasita Re: sztucznosc a skutecznosc 14.10.03, 12:07
              nie przejmuj sie, u nas ciagle pokutje przekonanie wsrod wielu środowsk ze
              dziecko to sie chowa jak cilę lub trawa, ze tak naturalnie i samo. Ucz sie,
              czytaj, pogłębiaj wiedze o dziecku i nie słuchaj ludzi którzy maja kompleksy,
              są na tym polu dyletnatami i nieukami. Spytaj sie ich czmu nie śmieją sie ze
              swoich szkoleń czemu uczą sie jezyków i czytaja instrukcje obsługi komputera
              czemu nie przychodzi im to naturalnie? Moge ci gwarantowac ze sie zastanowia 2
              razy zanim cos powiedza nasepnym razem.
            • amko Re: sztucznosc a skutecznosc 22.10.03, 00:04
              mrrr napisała:
              > moze tak naprawde czuja sie lepsi ode mnie? Rzeczywiscie, obiektywnie radzą
              > sobie lepiej smile: są w stałych związkach, małżeńskich lub wspolnie
              > mieszkających, nie mają nieslubnych dzieci, ktore sami wychowuja, zarabiają
              > dobrze i realizują swoje pasje, edukują się tam gdzie ich to cieszy. Troszkę
              > od nich odstaje, tylko , ze mi to nie przeszkadza.A jednak po wczorajszym
              > wieczorze sądząc, to nas jakos dzieli. Moze fakt, ze jestem na innym etapie
              > niz oni uniemozliwia nam porozumienie w niektorych kwestiach?

              Droga mrrr, po pierwsze nie stresuj sie innymi tak bardzo. Z tego co piszesz,
              swietnie sobie radzisz i na prawde nie ma znaczenia, skad wynosisz swoja
              wiedze. Najwazniejsze, ze kochasz swoje dziecko i robisz wszystko by wychowac
              go najlepiej jak potrafisz. Wydaje mi sie jednak (ale to tylko moje prywatne
              odczucie), ze problem tkwi gdzie indziej - nie "oni czuja sie lepsi" lecz to Ty
              czujesz sie gorsza od nich. Uwierz w siebie, nie wstydz sie! Moze brakluje Ci
              pewnosci siebie, ale pamietaj, ze to Twoje dziecko i Ty robisz dla niego to co
              uwazasz za sluszne. Nie mozesz porownywac sie do nich z prostego powodu - oni
              nie maja dzieci, nie sa nawet w czesci w twojej sytuacji i nie wiadomo, czy
              potrafiliby sie zachowac, nie wiadomo, czy potrafiliby siegnac do ksiazki i z
              niej korzystac tak jak Ty, gdyby to bylo potrzebne. Kiedy nie mialam jeszcze
              coreczki zachowanie znajomych "rodzicow" wydawalo mi sie dziwne, smieszne i
              nielogiczne. Teraz wstydze sie komentarzy, ktore pojawialy mi sie w glowie
              (nigdy nie krytykowalam nikogo wprost, nie czulam sie do tego upowazniona), bo
              wiem, ze nie potrafilam ich zrozumiec. Az do teraz, kiedy sama jestem matka i
              zapewne moi znajomi tez patrza na mnie dziwnie. Na szczescie sa taktowni i nie
              komentuja wink.

              pozdr. i zycze wiekszej wiary w siebie, asertywnosci i dystansu

              Asia
        • kangureq Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 23:20
          A ja książkę tą już mam i zaraz się zabieram za czytanie. Buba ma dopiero 6
          miesięcy ale widzę, że długa droga przede mną i jeszcze muszę się dużo nauczyć.
          A to co mi piszesz jest efektem jaki i ja chciałabym osiągnąć, więc dobranoc
          Mamy, spadam się kształcić
          Anita
    • olga03 Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 16:18
      Dopuki się nie ma dziecka to to wszystko jest takie nieistotne. Dopiero jak się
      ma to człowiek wie jakie to osiągnięcie, kiedy twój mały po raz pierwszy schowa
      mleko do lodówki, aż dech zapiera...
      Dopuki nie będą mieli dziecka nie zrozumieją tego, zresztą dopiero wtedy
      człowiek zaczyna tak naprawdę analizować sowje postępowanie. Musisz uzbroić się
      w cierpliwość...
      Pozdrawiam.
      • agusia029 Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 16:27
        Jutro z samego rana (dopiero od 10sad ), lece do ksiegarni po tę książkęsmile
        Aga
    • chalsia Re: sztucznosc a skutecznosc 12.10.03, 21:48
      Nie znam tej książki. Forma typu poradnik i gotowe formułki są rzeczywiście
      trochę sztuczne ALE sens wynikający z tych porad jest jak najbardziej słuszny.
      Czytam (na wyrywki) w tej chwili około 5 książek o wychowaniu i rozwoju dzieci,
      jestem osobą asertywną (i byłam też na szkoleniach z asertywności).
      Czytam, by na okrągło sobie o pewnych rzeczach przypominać (bo mam tendencję,
      do zapominania czasami, że mój synek jest aż tak mały).
      Książki czytam, bo uwazam, ze intuicja i to co się wyniosło z domu nie
      wystarcza - nie żyjemy w teraźniejszych czasach w rodzinach wielopokoleniowych
      i wielodzietnych, gdzie można było nabrać doświadczenia, a ja nie chcę popełnić
      błedów wychowawczych jakie popełnili wobec mnie moi rodzice. Nie mówiąc już o
      tym, że chcę by mój synek (teraz 21,5 miesiąca) wyrósł na osobę pewną siebie, o
      poczuciu własnej wartości, otwartą na innych, ciepłą, zrównoważoną,
      samodzielną, szanującą innych.
      Mój eks, ojciec dziecka, uważa, że czytanie książek o dzieciach, czy też
      rozmawianie z psychologiem o dziecku to PRZESADA.
      JA też swojemu dziecku mówię, że "mama nie lubi, jak ty ....", (oczywiście co
      do pewnych rzeczy jest proste "nie wolno" - np. gniazdka elektryczne, pilot od
      TV, TV, kosz do śmieci), ale zawsze w ten sposób sama się wyrażam w stosunku do
      innych, to jest kwintesencja asertywności - komunikat zaczynający sie od ja i
      własnych uczuć. Gdy mały pomaga mi w zmywaniu, proszę go by z naczyń wylewał
      wodę "od siebie", zamiast mówić mu, że nie wolno wylewać do "siebie". I
      zupełnie naturalnie wyszło (no bo przecież z małym dzieckiem mnóstwo czynności
      wykonuje się razem), by mówic np. "wycieramy buzię po jedzeniu"
      (ewentualnie, "proszę wytrzyj buzię") , zamiast rozkazywać "wytrzyj buzię".
      I w sklepie też nie mam problemów - ot, choćby dziś - mały szedł, zajadał
      chrupki, na moje "włożymy TO do koszyka i kupimy", ewentualnie "proszę pomóż
      mamie i włóż TO do koszyka" z zaaferowaniem robił to i tylko czekał, kiedy może
      mi jeszcze pomóc, a jak wskazał na coś, czego nie zamierzałam kupic,
      powiedziałam, że tego mama nie będzie brała, ale za moment coś innego
      wybierzemy.
      Szanuję (w 90% przypadków, bo jednak nie zawsze mi sie to udaje)
      jego "siam", "nie", "dość", czy jego wybór książki, muzyki czy ubranka
      (oczywiście wiadomo, pewnych rzeczy się nie "negocjuje" np. lekarstwa.
      I, choć nie lubię słowa "grzeczny", muszę go użyć na opisanie swojego synka.
      Naprawdę nie mam specjalnie problemów, nie ma nasilonego buntu, etc.

      Poszanowanie człowieka, nawet w kilkumiesięcznym niemowlaku oraz postepowanie
      według zasady "nie rób drugiemu, co tobie nie miłe" to według mnie podsumowanie
      tego co najważniejsze.

      A Twoi znajomi NIE są asertywni (bo gdyby byli, to by rozumieli DLACZEGO lepiej
      mówić "lubię gdy ty ..." zamiast "zrób to"), nie mają pojęcia o zasadach
      komunikacji (mimo wykształcenia) i o psychologii (a zwłaszcza o dzieciach).
      Gdyby mieli, to mogli by sie NAJWYŻEJ podśmiewywać z tego, że uzywasz gotowych
      formułek spisanych z książki, które wieszasz na lodówce (choć nie powinni,
      jesli wiedzą, że Ty nie miałaś wzorców w dzieciństwie).

      Zupełnie się tym nie przejmuj. Po za tym nowo nabyte zachowania wydają się
      sztuczne NA POCZĄTKU, przez jakiś czas, potem wchodzą w krew i STAJĄ się
      NATURALNE. Ważne, że są skuteczne bez szkody dla dziecka, Ciebie i Waszych
      wzajemnych relacji.

      Pozdrawiam gorąco,
      Chalsia
      • odalie Re: sztucznosc a skutecznosc 13.10.03, 09:44
        Chalsiu świetnie to ujęłaś!

    • magolcia Re: sztucznosc a skutecznosc 13.10.03, 09:54
      Jak powiedzieć to przyjaciołom? - najlepiej wydrukuj sobie swój post i im
      przeczytaj - zresztą wystarczy, że sama widzisz skuteczność tej książkowej
      metody, więc nie musisz nikogo do tego przekonywać. Ważne, ze sama jesteś
      przekonana. A z doświadczenia wiem, ze dopóki człowiek nie ma dzieci - to pewne
      zachowania rodziców go śmieszą. Nie rozumie ich, a do tego mam mnóstwo lepszych
      sposobów na wychowanie - do czasu smile))
      Pozdrawiam
      Magda
      • grzalka Re: sztucznosc a skutecznosc 13.10.03, 15:07
        Znajomi uwazaja tego typu teksty wygłaszane do dzieci za nienaturalne, bo do
        nich w dzieciństwie nikt tak nie mówił po prostu.
        A ja nauczyłam się, że z ludźmi, którzy nie maja dzieci zbyt powazne rozmowy na
        temat wychowania nie maja sensu, bo to jak "ślepy o kolorach".
        • agusia029 Re: sztucznosc a skutecznosc 13.10.03, 17:55
          A może po prostu przeczytasz im "Poradnik przyszłego rodzica"? Szczególnie
          ostatni punktsmile
          Pozdrawiam Mama Oleńki i Inusi


          1.Kobieta, aby przygotowac sie do macierzynstwa: wloz szlafrok i
          >> > przymocuj na brzuchu worek z grochem. Trzymaj go tam przez 9 miesiecy.
          >> > Po tym czasie wyjmij z worka 10 procent grochu.
          >> >
          >> > Mezczyzni:
          >> > aby przygotowac sie do ojcostwa, pojdz do najblizszej apteki, wyloz
          >> > cala zawartosc portfela na lade i oddaj aptekarzowi. Nastepnie pojdz
          >> > do supermarketu i zalatw, by cala Twoja pensja byla co miesiac
          >> > przelewana
          >> > bezposrednio na konto sklepu.
          >> >
          >> > 2.Aby przekonac sie, jak beda wygladaly Twoje noce, powinienes chodzic
          >> > po pokoju od 5 po poludniu do 10 wieczorem, noszac mokry tobolek
          >> > o wadze okolo 5 kilogramow. O 10 wieczorem odloz tobolek, nastaw
          >> > budzik
          >> > na polnoc i idz spac. O polnocy wstan i choc po pokoju z tobolkiem na
          >> > rekach do godziny pierwszej. Nastaw budzik na 3 rano.Poniewaz nie
          >> > mozesz zasnac, wstan o 2 i wez sobie cos do picia. Wroc do lozka o
          >> > 2.45.
          >> > Wstan, gdy budzik za dzwoni o 3. Spiewaj piosenki przy zgaszonym
          >> > swietle do
          >> > godziny 4. Ustaw budzik na 5. Wstan. Zrob sniadanie. Postepuj tak
          >> > przez 5 lat. Sprawiaj wrazenie zadowolonego z zycia.
          >> >
          >> > 3. Wydraz melon, robiac mu z boku maly otwor o srednicy pileczki
          >> > pingpongowej. Zawies na sznurku u sufitu i rozbujaj. Wez miseczke
          >> > wodnistej papki i sprobuj za pomoca lyzeczki przelozyc jej polowe do
          >> > wnetrza bujajacego sie melona, udajac przy tym, ze jestes samolotem.
          >> > Druga polowe papki wylej sobie na kolana. Jestes juz gotow karmic
          >> > roczne
          >> > niemowle. Aby przygotowac sie na karmienie raczkujacego dziecka,
          >> > rozsmaruj dzem na kanapie i wszystkich zaslonach. Ukryj paluszek rybny
          >> > za szafa i zostaw go tam na pare miesiecy.
          >> >
          >> > 4. Ubieranie maluchow nie jest wcale takie latwe, jak sie wydaje.
          >> > Kup osmiornice i siatkowa torbe. Sprobuj wlozyc osmiornice do torby
          >> > tak, by zadne jej ramie nie wystawalo na zewnatrz. Czas przeznaczony
          >> > na to zadanie: cale przedpoludnie.
          >> >
          >> > 5.Przygotuj sie do wyjscia rano z domu. Czekaj pol godziny przed
          >> > drzwiami do ubikacji. Wyjdz z domu. Wroc. Wyjdz ponownie. Wroc. Wyjdz
          >> > i odejdz kilkanascie metrow od domu. Wroc. Wyjdz i oddalaj sie bardzo
          >> > powoli. Po drodze zatrzymuj sie, by dokladnie przyjrzec sie kazdemu
          >> > niedopalkowi na chodniku, kazdej gumie do zucia, kazdemu papierkowi i
          >> > kazdemu martwemu owadowi. Wroc pod dom. Krzycz glosno, ze masz juz
          >> > tego wszystkiego dosyc, az sasiedzi stana w oknach i z zaciekawieniem
          >> > zaczna sie na Ciebie gapic. Teraz jestes juz gotow, by zabrac swojego
          >> > malucha na spacer.
          >> >
          >> > 6. Pojdz do supermarketu, zabierajac ze soba cokolwiek, co przypomina
          >> > dziecko w wieku przedszkolnym. Najlepiej nadaje sie do tego dorosly
          >> > koziol. Jesli chcialbys miec wiecej niz jedno dziecko, wez ze soba
          >> > kilka kozlow. Zrob sprawunki na caly tydzien, nie spusczajac ich z
          >> > oczu ani na chwile. Zaplac za wszystko, co kozly zjedza lub zniszcza.
          >> >
          >> > 7. Naucz sie na pamiec imion bohaterow dobranocek. Kiedy zorientujesz
          >> > sie, ze spiewasz podczas kopieli "Ja jestem pan Tik-Tak", jestes
          >> > gotow, by zostac rodzicem.
          >> >
          >> > 8. Pamietaj, aby wszystko to, co mowisz, powtarzac przynajmniej piec
          >> > razy.
          >> >
          >> > 9.Zanim dorobisz sie potomstwa poszukaj ludzi, ktorzy maja juz dzieci.
          >> > Krytykuj ich bezustannie za brak konsekwencji i cierpliwosci, za to,
          >> > ze nie ucza swoich pociech dyscypliny i ze pozwalaja im na wszystko.
          >> > Doradzaj im bez przerwy, co powinni zrobic, by dzieci wczesniej szly
          >> > spac, jak maja nauczyc je dobrych manier i zachowania przy stole.
          >> > Ciesz sie tym okresem. Nigdy pozniej nie bedziesz juz tak doskonalym
          >> > ekspertem w wychowywaniu dzieci.
          >>
          • mrrr Re: sztucznosc a skutecznosc 13.10.03, 18:14
            agusiu!!!
            umarlam ze smiechu!!!
            zaraz im wysle, a niech tam!!!
            hihihi!
            Paula
        • mrrr Re: sztucznosc a skutecznosc 13.10.03, 18:11
          Dziękuję Wam bardzo! smile))
          Oczywiscie, macie rację. Od tamtego wieczora było już z tysiąc sytuacji, w
          ktorych użyłam całkiem bez zastanowienia przyswojonych form komunikacji i moj
          synek jest najzywszym dowodem na to, ze one sie sprawdzaja. Caly dzien wesolo,
          bez stresu, a jak cos mnie zdenerwuje, potrafie to zasygnalizowac skutecznie
          wystarczajaco wczesnie, zeby miec wciaz naprawde duzy margines dystansu do tego
          i nie odpuscic do niepotrzbnego konfliktu. dzis np stuka widelcem w talerz,
          rozsypujac ser zółty na podłogę. podłoga była czysta, ser drogi ( mam ostatnio
          dołek finansowy), trzyletnie dziecko juz dawno wie, ze tego sie nie robi.
          potrafilam wyrazic dobitnie swoje zdenerwowanie i jego przyczyny bez
          jakichkolwiek oskarzen, tylko za pomocą komunikatu :ja. na dodatek z marginesem
          dowcipnego sformulowania. moj syn natychmiast przestal stukac ( a stukal
          wczesniej w zamysleniu, raczej badając efekty stukania), spojrzal na mnie z
          czułą skruchą, i bez stresu powiedział: przepraszam. nie chcialem wcale
          rozsypywać. Nie chcialem Cie zdenerwowac.
          Ja- to dobrze. mam nadzieje, ze moge liczyc na posprzatana podloge po obiedzie?
          -oczywiscie smile ( usmiech).

          I tak oto wyglądała nasza awantura o rozsypywanie sera.
          kiedys mowilabym, silac sie na spokoj- nie rozsypuj sera, nie rozsypuj sera, po
          czym zabralabym mu widelec a on wybuchnalby placzem.

          ot, cala roznica.

          i gdybym miala te rozmowe przeprowadzic z podrecznika, pewnie jeszcze madrzej
          bym ja perzeprowadzila. ale dzieki ciaglemu do nich zagladaniu ( bo tez
          zapominam, bo to dla mnie nowe i inne, niz to co slyszalam) umiem pzeprowadzic
          ja wystarczajaco dobrze na nasze potrzeby.
          MOj synek pomaga mi z radoscia scielic lozko, dzis pomagal tez scielic moje.
          mial zupelnie inne plany na poranek niz umycie sie, ubranie, zjedzenie
          sniadania i scielenie lozek. ale powiedzialm, ze rozumiem, ze chcialby juz
          teraz to i tamto, ale martwie sie,ze zmarznie i sie przeziebi, wiec zalezy mi
          na myciu i ubieraniu, a sama jestem tak glodna, ze juz musze zaraz musze sie
          zabrac do tych nalesnikow. moze mi pomoc jesli chce, albo pobawic sie chwile
          sam, co woli.
          powiedzial - no dobrze...
          zdecydowal, ze bedzie siedzial ze mna w kuchni i rysowal, podczas gdy smaze
          nalesniki. w ten sposob wyladowalam zmywarke i szybko zjedlismy sniadanie a
          potem poscielilismy lozka-bylo tez okazja do wspolnego spedzania czasu i
          zabawy. wyrazilam wdziecznosci powiedzialam ,ze moze byc z siebie dumny. kiedys
          powiedzialabym, zeby sdzedl do siebie, bo musze jeszcze szybko usmazyc
          nalesniki, poscielic lozka i wyladowac zmywarke, i biegalabym, zeby ot zrobic,
          bo przerwy na dysputy, co i kedy zrobic, naklanianie do mycia etc trwaloby tak
          dlugo, ze na to wszystko, co musze zrobic brakowaloby juz czasu. wybieglibysmy
          w ostatniej chwili i spoznieni i wkurzeni.
          a tak to wszystko jest TAKIE FAJNE! Nawet "awantura" jest okazja do okazywania
          sobie uczuc bez wypierania zadnych emocji i bez ranienia sie jednoczesnie!

          wybaczcie, ze tak sie tym tu emocjonuje, ale dlam nie to jest codziennie na
          nowo cudowne, ze tak moze byc! ze to mozliwe! zeby po porstu cieszyc sie kazda
          chwila spedzona razem, albo prawie kazda. niezaleznie czy wystepuje konflikt
          interesow, czy ktos jest zmwczony albo zestresowany, czy ma dosc- wszystko
          mozna tak zakomunikowac, zeby inni nie czuli sie z tym zle i zebysmy m nie
          czuli sie z tym zle.

          i wiecie co? jak rozmawiam w ten sposob z doroslymi, to tez te rozmowy
          wygladaja zupelnie inaczej. Stosuje sekretnie te same formulki i , hihi,
          wszyscy chetnie mi sie zwierzaja i nie maja poczucia, ze ich oceniam, albo
          probuje od razu poradzic, co moim zdaniem powinni byli zrobic. czuja sie
          szanowani.
          ja tez lubie, jak ktos tak ze mna rozmawia.smile)))
          dziekuje dziewczyny!

          • wilga_kasia Re: sztucznosc a skutecznosc 14.10.03, 09:30
            Ojej, zazdroszczę takiego porozumienia z synkiem smile Ja czekam na książki i mam
            nadizeję, że uda nam się lepiej porozumiewać z naszą Jagódką - też trzy
            latka smile Bo moje intuicyjne metody zaczynają zawodzić.


            ---------

            Natura lubi się ukrywać
          • gochamasl Re: sztucznosc a skutecznosc 14.10.03, 23:24
            > a tak to wszystko jest TAKIE FAJNE! Nawet "awantura" jest okazja do
            okazywania
            > sobie uczuc bez wypierania zadnych emocji i bez ranienia sie jednoczesnie!
            >
            >
            > i wiecie co? jak rozmawiam w ten sposob z doroslymi, to tez te rozmowy
            > wygladaja zupelnie inaczej. Stosuje sekretnie te same formulki i , hihi,
            > wszyscy chetnie mi sie zwierzaja i nie maja poczucia, ze ich oceniam, albo
            > probuje od razu poradzic, co moim zdaniem powinni byli zrobic. czuja sie
            > szanowani.
            > ja tez lubie, jak ktos tak ze mna rozmawia.smile)))
            > dziekuje dziewczyny!


            jak Ty to robisz , bardzo bym tez tak chciala sad
    • gochamasl Re: sztucznosc a skutecznosc 14.10.03, 13:39
      WOW!
      Jezeli ttylko pomaga to tobie i twemu dziecku , TO JEST WSZYSTKO OK!
      A przyjaciele? Hm - nie maja takich problemow, wiec nie wiele moga wiedziec na
      ten temat.
      Mi tez by sie to przydalo! Tak pomoc sobie.
      Pozdrawiam.
      Mmmmmoze masz nr GG
      Moj- 4343528
      • mrrr Re: sztucznosc a skutecznosc 14.10.03, 20:28
        mam ICQ i tlen smile, GG niestety nie.
        mysle, ze czasem UMARLABYM, dyby nie te ksiazki, albo strzelila sobie w leb smile.
        jestem z dzieckiem caly czas sama i trudno mi czasem zachowac cierpliwosc,
        wiecie, czlowiek czasem jest zmeczony, mam problemy finansowe, rzucil mnie
        facet, praca dyplomowa idzie mi jak po grudzie, dziecko przeziebione znowu nie
        moze isc do przedszkola- w takich sytuacjach bez tych ksiazek chyba stalabym
        sie potworem a potem umarla z poczucia winy.
        a tak to jakos nawet radosnie spedzamy wiekszosc naszych dni smile. choc
        oczywiscie noga mi sie podwinie raz po raz i wtedy sie wstydze...jeszcze duzo
        pracy nad sobą przede mna..
        smile
        pozdorwionkasmile
        • gochamasl Re: sztucznosc a skutecznosc 14.10.03, 23:28
          Mozesz podac pelny tytul tej ksiazki?
          A skad jestes? Ja z Wroclawia.
          gocha.maslowska@wp.pl

          Nie martw sie -bedzie dobrze-masz dla kogo zyc-i to jest najwazniejsze!
    • odalie aha i jeszcze jedno... 15.10.03, 09:06
      ...spostrzeżenie.

      Sztuczność a naturalność - ja też kieruję się w dużym stopniu intuicją i pewne
      metody, owszem zalecane w poradnikach, są dla mnie nie do przyjęcia jako
      całkowicie nienaturalne, sztuczne, związane za bardzo z przystosowanie do życia
      w określonej kulturze, a za mało z psychiką człowieka.

      Np. nigdy nie zdobyłabym się na "przetrzymanie", "wypłakanie" dziecka które
      wołało mnie w nocy (nie znaczy to, że godzinami nosiłam na rękach - ale żeby
      tak całkiem się odciąć i zignorować, jak wyczytałam w kilku poradnikach o
      małych dzieciach, to nie, dziękuję).

      Tak samo - chociaż "Pierwszy rok życia dziecka" zaleca aby dziecko spało
      osobno, myśmy wprawdzie mieli dla małej osobne łóżeczko, ale spaliśmy w jej
      pokoju dopóki nie skonczyła 1,5 roku. Naturalne wydaje mi się zapewnienie
      małemu dziecku bliskości (rozumiem mamy śpiące w jednym łóżku z maluszkami).

      Natomiast zasady z "Jak mówić..." są po prostu wyrażeniem i wyjaśnieniem
      mechanizmów rządzących psychiką człowieka, czyli pokazują, jak skutecznie
      dostosowywać się do natury.

      • mrrr Re: aha i jeszcze jedno... 15.10.03, 12:35
        dokładnie tak! idealnie to ujęłaś. Ja też czytałam tamte książki i
        weryfikowałam lub odrzucałam niektore metody- choćby własnie te, o których
        piszesz.

        Swietnie ujęłaś rożnicę między tymi ksiązkami. dizękuję- moze tak łatwiej
        opowiedziec o nich osobom "spoza tematu".

        pozdrawiam smile))
    • gochamasl Re: sztucznosc a skutecznosc 23.10.03, 13:33
      Hej!
      Odpisalam Ci na maila juz dosc dawno- dotarl? Bo nic od Ciebie nie dostalam. A
      moze nie mialas czasu odpisac.
      Mozesz dac znac?

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka